Informacje o nowych artykułach i sposobach oszczędzania pieniędzy prosto na Twój e-mail

    

Inwestycja w siebie, czyli jak poprawić sobie humor

przez Michał Szafrański dodano 17 września 2012 · 19 komentarzy

Uśmiech dla Ciebie na cały tydzień

W kilku komentarzach na moim blogu prosiliście mnie o przedstawienie sposobów inwestowania pieniędzy. Nosiłem się z zamiarem napisania nieco innego artykułu dotyczącego inwestowania, ale obawiałem się, że potraktowany on zostanie jako zbyt osobisty. Dzisiejszy dzień był jednak dla mnie na tyle korzystny, że postanowiłem popełnić niedzielny wpis, który odbiega od tematyki oszczędzania, ale jak najbardziej związany jest z inwestowaniem. A dokładniej z inwestowaniem w siebie: we własne dobre samopoczucie, w rozwijanie własnych możliwości i zdolności, oraz w przekonanie, że warto czynić dobro :-)

Zmiana humoru w 2 godziny

Sobotę skończyłem w złym humorze. Cały dzień spędziłem przed komputerem, Rodzina żeby mnie odciążyć wybyła na kilka godzin, wieczorem czułem, że przegiąłem bo nie spędziłem z nimi tego wolnego dnia. Owszem popchnąłem do przodu kilka zaległości i załatwiłem kilka spraw bieżących, ale na liście “to do” zostało jeszcze kilka tematów, m.in. niedokończone teksty na bloga. Na niedzielę miałem zaplanowany długi trening biegowy, ale martwiłem się czy moja noga da radę (pisałem już o mojej kontuzji w artykule “Raport Michała: Sierpień 2012”). Wiedziałem, że jeśli będzie bolała tak jak ostatnio, to start w Maratonie Warszawskim będzie stał pod dużym znakiem zapytania. To wszystko mnie dołowało i szedłem spać w naprawdę słabym nastroju.

Wstałem dzisiaj rano i wiedziałem, że jest jedna jedyna rzecz, którą muszę zrobić. Musiałem pójść pobiegać – pomimo, że byłem pełen obaw. Gdybym tego nie zrobił – czułbym się jeszcze gorzej. Żona mnie wspiera i wie, że jest to dla mnie ważne. Zachęcała bym spróbował – pomimo tego, że po czwartkowym treningu znowu kulałem i narzekałem na nogę (problem z bolącym ścięgnem).

Poszedłem pobiegać i moje samopoczucie gruntownie się poprawiło. Jak to się stało? Opisuję szczegółowo poniżej w tym artykule, ale streszczę to w kilku zdaniach:

  • Pokonałem sam siebie – zmusiłem się do treningu pomimo poważnych wątpliwości o stan mojej nogi i… zrobiłem najdłuższy trening w tym sezonie (25,24 km) w całkiem satysfakcjonującym czasie 2 godziny 28 minut i 44 sekundy (średnie tempo 5:54 na kilometr).
  • Noga praktycznie mnie nie bolała – bardzo Ci dziękuję jeśli to Ty dobrze mi życzyłeś (a może i spełniłeś życzenie o modlitwę) po lekturze artykułu “Raport Michała: Sierpień 2012”. Chcę żebyś wiedział, że to działa :)
  • Rozdałem po drodze dużo dobra i spotkałem się z ponadprzeciętną wzajemnością – szczegóły poniżej :)
  • Wysłuchałem kilku ciekawych podcastów – dzięki temu dobrze wypełniam czas biegania i daje mi to satysfakcję, że nie marnuję czasu.

Wróciłem z treningu z zupełnie innym nastawieniem, pełny optymizmu co do maratonu i utwierdzony w przekonaniu, że “dobro powraca”. Doświadczyłem cudu, o który prosiłem – pomimo dużych problemów z nogą w dwóch ostatnich tygodniach, dzisiaj było jak ręką odjął i to na najdłuższym wybieganiu. Oczywiście nogę w kolanie “czuję”, ale to już nie jest ból. A zapewniam, że jeszcze tydzień temu było słabo. Poprzednio w podobnych warunkach skończyło się to zapaleniem ścięgna i półroczną rehabilitacją.

Nawet nie wiecie jak się cieszę :) I dlatego dzielę się moją radością :)

R.A.O.K. jako sposób na życie

Napisałem powyżej, że rozdałem po drodze dużo dobra. Zaraz napiszę na czym to dokładnie w moim wykonaniu polega, ale najpierw powiem Ci, kto był dla mnie inspiracją do tego “rozdawnictwa”.

Jestem wielkim fanem działalności Pata Flynna, autora blogu Smart Passive Income. Mogę powiedzieć, że Pat jest ojcem chrzestnym mojego blogu “Jak oszczędzać pieniądze”. To właśnie on utwierdził mnie w przekonaniu, że warto dzielić się tym co mamy najlepszego, a w szczególności wiedzą i doświadczeniem, które może pomóc innym. I że warto to robić konsekwentnie, na wysokim poziomie i być autentycznym. Najważniejsze jest, że nie musiał mnie co do tego przekonywać, bo tymi zasadami staram się od zawsze kierować w życiu. Ale potwierdził swoim przykładem, że moje przekonania są słuszne i zachęcił do wejścia z tym w Internet. Reasumując: Thank you Pat! I hope you will be reading it some day. I just want you to know, that you are the “biggest single reason” of me starting blogging :)

Ale wracając do tematu: u Pata pierwszy raz usłyszałem o czymś co nazywał RAOK – random acts of kindness – przypadkowe/spontaniczne akty dobroci. Pat mówi, że robiąc coś dobrego dla innych, niejako automatycznie zachęcamy ich by zrobili coś dobrego dla nas. I że większość ludzi w naturalny sposób chce się odwdzięczyć za naszą dobroczynność. Te akty dobroci nie muszą być niczym specjalnym. Może to być po prostu “dzień dobry” z uśmiechem na twarzy, spontaniczna, bezinteresowna pomoc komuś itp. Szerzej o RAOK możecie przeczytać, m.in. w artykule RAOK Friday.

Dziel się uśmiechem, bo dobro powraca

Jeśli biegasz, to zapewne zetknąłeś się z tym, że biegnący naprzeciwko siebie ludzie, mijając się, czasami pozdrawiają się poprzez podniesienie ręki. Piszę, że następuje to czasami, gdyż z moich obserwacji wynika, że jest to dość sporadyczne zjawisko. Biegacze są zamyśleni, zasłuchani w muzykę “na uszach”, czasami zbyt nieśmiali, a czasami boją się, że ich “witaj” spotka się z obojętnością. Ja starałem się kiedyś pozdrawiać wszystkich mijanych biegaczy, ale widziałem, że czasami macham tylko do “powietrza”. Od czerwca zmieniłem technikę i wdrożyłem znacznie trudniejszy dla mnie RAOK :)

Już nie tylko podnoszę rękę, ale przy każdym mijanym biegaczu uśmiecham się od ucha do ucha. Robię to konsekwentnie w stosunku do wszystkich mijanych biegaczy – nawet jeśli mijam ich wielokrotnie w trakcie jednego treningu. Nie robię wyjątków bo wytłumaczyłem sobie, że być może ktoś czuje się znacznie gorzej niż ja i potrzebuje takiego spontanicznego aktu dobroci z mojej strony. Może mój uśmiech mu/jej pomoże. Może zrobi mu się lżej albo “podładuje bateryjki”.

Na początku trudno mi się było przełamać, bo mało kto się uśmiechał przy powitaniu. Myślałem sobie “co oni o mnie pomyślą?”. Ale z drugiej strony rozważałem co jest najgorszą rzeczą, jaka się może wydarzyć, jeśli kogoś pozdrowię biegnąc i się do niego uśmiechnę? Tylko to, że zostanę zignorowany. Ktoś odwróci wzrok i uda, że nie widział mojego pozdrowienia. Coś przez to stracę? Absolutnie nic :)

Morale rośnie – bez względu na reakcję

W miarę upływu czasu i konsekwentnego stosowania mojej strategii przekonałem się, że każda reakcja nadbiegającego biegacza, podnosi mnie samego na duchu i powoduje, że czuję się lepiej:

  • Jeśli inny biegacz mnie ignoruje, to mam ogromną satysfakcję, że ja zrobiłem coś dobrego dla niego naprawdę bezinteresowanie. I wyobrażam sobie, że jeśli zrobię tak 100 razy, to on w końcu kiedyś też do kogoś się uśmiechnie :)
  • Jeśli inny biegacz tylko podnosi rękę, to mam satysfakcję, że dałem mu coś więcej niż on mi :) To powoduje, że jeszcze chętniej się uśmiecham.
  • Jeśli inny biegacz odwzajemnia uśmiech, to cieszę się, że dostałem uśmiech za nic i jednocześnie, że dałem mu to samo – a w każdym razie, że nie dałem mu mniej.

W przypadku każdej z reakcji – moje samopoczucie rośnie. Nie spodziewałem się na początku, że tak będzie. Sądziłem, że będzie mi lepiej, tylko jeśli ktoś odwzajemni uśmiech. Ale prawda jest taka, że ja pozytywnie ładuję się przy każdej reakcji. Najlepsze jest to, że jedyną moją inwestycją we własne dobre samopoczucie jest mój akt dobroci. Koszt zerowy – efekt wielki :) Trzeba się było tylko przełamać.

Dlaczego napisałem, że dzisiaj spotkałem się z ponadprzeciętną wzajemnością? Robiłem długi trening i niektórych biegaczy mijałem w Lesie Kabackim kilka razy. W efekcie ponad połowa biegających w tym czasie osób obdarzyła mnie swoim uśmiechem – jeśli nie za pierwszym to za drugim lub trzecim razem. To bardzo dużo. Był też jeden “twardziel”, którego mijałem cztery razy. Dopiero za czwartym razem się uśmiechnął. Jeśli przypadkiem to czytasz “twardzielu”, to wiedz, że bardzo się cieszę że odwzajemniłeś mój uśmiech pod sam koniec mojego treningu :) i że udało mi się zjednać takiego “twardziela” jak Ty :) Naprawdę poprawiłeś mi humor.

Dziękuję wszystkim, z którymi spotkałem się dzisiaj w Lesie Kabackim (a w zasadzie to już “wczoraj” bo kończę ten artykuł rano). I jeszcze jedno pozdrowienie prosto z lasu zamieszczam specjalnie dla czytelników bloga. Gdzieś na 20-tym kilometrze zdecydowałem, że napiszę dla Was ten wpis i od razu zrobiłem sobie fotkę :)

Uśmiech Michała dla Ciebie

Warto inwestować w siebie

Do czego chcę Was zachęcić tym wpisem? Do inwestowania we własne dobre samopoczucie. Warto! Bo mając dobre samopoczucie inaczej i bardziej aktywnie podchodzimy do otaczającej nas rzeczywistości. Zamiast marazmu tryskamy optymizmem i zarażamy nim innych, co pozytywnie wpływa z kolei na nas, bo przebywamy i pracujemy ze pozytywnie nastawionymi ludźmi.

Co jeszcze dało mi dzisiejsze bieganie?

  • Wróciłem do domu, stanąłem na wagę i ucieszyłem się, że waga spadła do 58,5 kg (jestem niski i lekki). W 2,5 godziny straciłem 2 kg. To głównie masa wypoconych płynów – norma przy takim długim wybieganiu. Ale jeśli chodzi o samomotywację, to spojrzenie na tą wagę po prostu działa :)
  • Nauczyłem się kilku ciekawostek – zainwestowałem mój czas w słuchanie podcastów o podcastowaniu tworzonych przez Cliffa Ravenscrafta, autora serwisu Podcastanswerman.com. Może wkrótce usłyszycie moje nagrania :)
  • Przekonałem się, że jestem przygotowany do maratonu – muszę tylko zadbać by kontuzja się nie odnowiła.
  • Cieszę się, że robię coś ze sobą, by być w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej. Zawsze to lepsze niż nic-nie-robienie. A endorfiny potrafią wiele zdziałać :)
  • Oderwałem się od komputera, zobaczyłem budowle LEGO Syna, porozmawiałem z Żoną, pograłem z dzieciakami na Xboxie.
  • Znalazłem motywację do napisania tego wpisu na bloga
  • Dowiedziałem się, że wystarczą autentycznie 2 godziny, abym ze złego samopoczucia samodzielnie doprowadził się do dobrego samopoczucia.

Moje zalecenie dla Ciebie: idź i zrób coś dobrego dla innych. Cokolwiek i nie odkładaj tego :) I podziel się tym z nami w komentarzu. I życzę Ci dobrego tygodnia pełnego dobrych zdarzeń. Trzymam za Ciebie kciuki.

I mam do Ciebie wielką prośbę: jeśli jeszcze nie zapisałeś się na mój newsletter, to Twoim “random act of kindness” może być jego subskrypcja :) A jeśli sądzisz, że moje pozytywne przesłanie może pomóc Twoim znajomym, to w ramach spontanicznego aktu dobroci możesz im przekazać link do tego artykułu. I nawet jeśli nic nie zrobisz, to wiedz, że jestem Ci bardzo, bardzo wdzięczny, że poświęciłeś swój czas na przeczytanie tego artykułu.

A propos czasu… kolejny artykuł na blogu poświęcony będzie temu, jak policzyć koszt Twojego czasu i jak efektywnie go wykorzystywać :)

 

"Finansowy ninja" - podręcznik finansów osobistych

Finansowy ninjaMożna już zamawiać moją książkę "Finansowy ninja". To ponad 540 stron praktycznej wiedzy o oszczędzaniu, zarabianiu, optymalizacji podatkowej, negocjowaniu i inwestowaniu, które pomogą Ci zostać prawdziwym finansowym ninja i osiągnąć bezpieczeństwo finansowe.

Przewodnik po finansach osobistych, który każdy powinien przeczytać jeszcze w szkole.

PRZEJDŹ NA STRONĘ KSIĄŻKI →

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach o oszczędzaniu pieniędzy. Nie ujawnię nikomu Twojego adresu!



{ 17 komentarzy… przeczytaj komentarze albo dodaj nowy komentarz }

Kasia Wrzesień 17, 2012 o 09:34

Michał, już samo czytanie poprawiło mi humor. :) Z tym uśmiechaniem się do ludzi w pełni się z Tobą zgadzam, robię to samo. Nie tylko biegając (bo na to ostatnio czasu nie mam), ale np. wchodząc do windy, etc.
A co ja zrobiłam dla siebie, a także dla innych? W sobotę całą rodziną spacerowaliśmy po Agrykoli w ramach ECCO Walkathonu. :) Nie mogę pochwalić się takimi osiągnięciami jak Ty, ale marsz w tempie 1km/10min z 9 kg maluchem w chuście i 3-latkiem (czasem idącym grzecznie za rękę, czasem u taty „na barana”) to chyba też niezły wynik? :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Wrzesień 17, 2012 o 10:45

Hej Kasiu,

Uśmiech przy wejściu do windy, to bardzo dobry RAOK :) I gratuluję wyniku w Walkathonie. Nie liczy się czas 😉

Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz

bernard Październik 21, 2013 o 19:30

Niezła waga ile masz wzrostu??? ):):):

Odpowiedz

Krzysiek Policha Wrzesień 30, 2012 o 11:26

„co jest najgorszą rzeczą, jaka się może wydarzyć”
Dzięki takiemu rozważaniu opracowałeś strategię win/win, czyli że niezależnie co się dzieje i tak zyskujesz. Bardzo dobre podejście.

Odpowiedz

Michał Szafrański Wrzesień 30, 2012 o 21:05

Nie miałem tego przemyślanego do końca. Po prostu uznałem, że dam coś od siebie bez oczekiwania na rewanż… a win-win wyszło przy okazji :) Bo okazało się, że mam niesamowita frajdę z tego, że daję coś od siebie. Proste a cieszy :)

Odpowiedz

Janusz Listopad 9, 2012 o 21:10

Nie wiem dlaczego ale uzależniłem się od Twojego bloga:) Może dlatego że czuć od Ciebie dobro?
Pozdrawiam Cię serdecznie z Andrychowa:)

Odpowiedz

Michał Szafrański Listopad 9, 2012 o 22:45

Hej Janusz,

Dziękuję za ciepłe słowa i bardzo się cieszę z Twojego uzależnienia :)

Pozdrawiam wieczorną piątkową porą :)

Odpowiedz

Wiktoria Marzec 11, 2014 o 18:16

Czytam bloga dopiero od wczoraj a już za nim szaleję! 😉
Ten wpis jest świetny i podpisuję się pod nim! Też lubię rozdawać uśmiechy i machać podczas biegania, rozdaję uśmiechy nawet nie biegającym ponieważ po prostu nie mogę się nie uśmiechać gdy biegnę, tak bardzo mnie to cieszy!
Staram się jakoś „zarazić” ludzi aktywnością fizyczną, głównie dlatego,że jest to po prostu doskonałe lekarstwo zarówno dla ciała jak i dla ducha 😉
pozdrawiam serdecznie i życzę dalszych sukcesów, także biegowych :)

Odpowiedz

Alina Marzec 15, 2014 o 08:18

Witam, Natrafiłam na pana bloga trochę przypadkowo, ponieważ zaczęłam interesować się inwestowaniem i gospodarowaniem swoimi finansami. Od niedawna również zaczęłam biegać, co sprawia mi ogromną frajdę. W pana blogu znajduję wszystko, czego potrzebuję, jestem zachwycona. Pozdrawiam :)

Odpowiedz

Edyta Lipiec 8, 2014 o 20:35

Hej Michał,

Dzisiaj zaczęłam czytać Twojego bloga. Od końca żeby nie ominąć żadnego artykułu. Ten mi się najbardziej spodobał ;_)
Posyłam uśmiech ;-))
Pozdrawiam

Odpowiedz

Anna Październik 3, 2014 o 12:09

Michał, masz tak niesamowity uśmiech, że nie dziwie się że i Najtwardszy Twardziel w końcu zmiękł 😀 Ostatnio ubolewałam nad tym, że Biegacze coraz rzadziej pozdrawiają się nawzajem… Czas przestać przejmowac się tym, jaka będzie reakcja. Teraz już wiem, ze każda będzie pozytywna! Dziękuję za inspiracje 😀

Odpowiedz

Adam Grudzień 8, 2014 o 14:57

Kiedy ja tak biegam ze słuchawką w uchu (albo jeżdżę rowerem) to najczęściej słucham Ciebie Michale 😀

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 8, 2014 o 22:37

Hej Adam,

Bardzo miło mi to słyszeć :) Miłego biegania / jeżdżenia.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Aga Luty 11, 2015 o 10:17

Tak, uśmiechajmy się!
I bardzo, bardzo podoba mi się lista korzyści, któą zrobiłeś. Zawiera mnóstwo drobnych rzeczy, o których często zapominamy…

Odpowiedz

Filip Marzec 23, 2015 o 15:22

Cześć Michał.
Poczytuję od pewnego czasu Twojego bloga i chylę czoła. Kawał dobrej roboty!!
Od stycznia zacząłem biegać. Byłem biurowym, antybiegowym, wszędzie jeżdżącym człowiekiem. Plan zakłada w kwietniu ukończyć półmaraton, jak mnie szlag gdzieś po drodze nie trafi, to na jesień może maraton :) .
Co do biegów z płytką po kontuzji, rewelacja – mega upór!!!
Dzięki za tip-a podkasty na uszach to rewelacyjny pomysł.
Co do ROAK to wierzę, że dobro które daje na około prędzej czy później wróci.
Ostatnio oddałem gościowi portfel z zawartością. Bezcenna mina :)
Co do biegania i pozdrawiania innych to rzeczywiście można zgarnąć uśmiechy za free rozdając je. Bieganie powoduje, że człowiek jest jakiś taki wyluzowany i zadowolony 😀

Pozdrawiam
F.

Odpowiedz

Krzysztof Czerwiec 24, 2015 o 22:57

Wczoraj dołączyłem do grona czytelników Twojego fantastycznego bloga :) Nie chcę opuścić żadnego wpisu! Trafiłem tu w poszukiwaniu informacji i motywacji dotyczących oszczędzania. Jako trener personalny staram się zarażać ludzi radością z uprawiania aktywności ruchowej i uświadamiać, jak wiele dobrego niesie ze sobą (samopoczucie, nowe znajomości, osiągane cele). Chcę również zacząć dzielić się swoją wiedzą za pośrednictwem bloga, a Ty mnie na nowo zainspirowałeś. Dziękuję :)

Odpowiedz

Olka Lipiec 22, 2015 o 19:32

Hej Michał!

Powiem Ci, że ja od zawsze się do wszystkich uśmiecham! Już tak jakoś mam, taka się urodziłam 😉 Uśmiecham się do obcych ludzi na ulicy, w tramwaju, w korytarzu. Niektórzy odwzajemniają swój uśmiech, a niektórzy nie. To jednak nie ma dla mnie aż takiego znaczenia.

Z innych przykładów R.A.O.Ków mogę wymienić pomaganie starszym osobom z wchodzeniem i wychodzeniem z autobusów czy tramwajów. I znowu to samo – niektórzy podziękują, niektórzy nie powiedzą nic, a niektórzy powiedzą nawet coś miłego (niedawno jedna ze starszych pań powiedziała coś w stylu „ojej, dziękuję słoneczko”). Ach, jak zrobiło mi się miło! Życzyłam jej miłego dnia i poszłam w swoją stronę.

Moje motto to „traktuj innych tak, jak Ty chciałbyś być traktowany”.

Ściskam mocno! :)

Odpowiedz

Dodaj nowy komentarz

{ 2 trackbacks }

Poprzedni wpis:

Następny wpis: