Informacje o nowych artykułach i sposobach oszczędzania pieniędzy prosto na Twój e-mail

    

WNOP 076: Jak w praktyce wygląda upadłość konsumencka – historia Wojtka krok po kroku

przez Michał Szafrański dodano 2 maja 2016 · 64 komentarze

Play

Upadłość konsumencka

Wojtek ogłosił upadłość konsumencką. Dziś dzieli się swoją historią i tłumaczy, dlaczego to dobre wyjście dla osób, których nie stać na spłatę długów.

Czasami osoby zadłużone wpadają w taką spiralę długów, że nie stać ich nawet na spłatę odsetek – nie mówiąc o samym pożyczonym kapitale. To prawdziwy dramat. Dla takich osób rozwiązaniem może być tzw. upadłość konsumencka – procedura, która w maksymalnym okresie 36 miesięcy od jej rozpoczęcia, całkowicie uwalnia od długów.

Ten odcinek nie jest jednak dokładną instrukcją jak przejść przez upadłość konsumencką (stosowny poradnik znajdziesz na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości). Razem z moim rozmówcą – Wojtkiem – koncentruję się na emocjonalnej stronie tego procesu. Wojtek dzieli się swoimi doświadczeniami, opowiada jak wpadł w długi bez wyjścia i tłumaczy przebieg procedury upadłości w jego przypadku. Wyjaśnia ile czasu trwają poszczególne etapy i… ile nerwów naprawdę kosztują. Nie musi wcale być tak strasznie, jak mogłoby się wydawać na podstawie lektury Internetu. 😉

Upadłość konsumencka naprawdę działa. W całym 2015 roku, czyli po wprowadzeniu nowelizacji ustawy, upadło 2112 osób, a tylko w pierwszym kwartale 2016 roku sądy zalegalizowały kolejne blisko 700 bankructw. To gigantyczny wzrost w stosunku do poprzednich lat. W ciągu kilkuletniego obowiązywania starszej i bardziej restrykcyjnej wersji ustawy (do końca 2014 roku), upadło zaledwie 60 osób.

Zapraszam do wysłuchania rozmowy z Wojtkiem.

Bezpłatny kurs dla osób zadłużonych (i nie tylko)

Przypominam, że cały czas dostępny jest dla Was kurs “Pokonaj swoje długi” – kompletny przewodnik po finansowych podstawach przeznaczony dla trzech grup odbiorców:

  • Osób, które mają dziś długi i nie wyrabiają się ze spłatą rat, np. wpadły w spiralę zadłużenia.
  • Osób, które mają dziś długi, ale regulują raty na bieżąco.
  • Osób, które dzisiaj nie mają długów, ale jednocześnie wydają tyle ile zarabiają i nie mają żadnych oszczędności. Te osoby znajdują się w grupie ryzyka, tzn. że od problemów finansowych dzieli je dosłownie brak jednej pensji.

Kurs PSD jest przewodnikiem wychodzenia z długów, który jednocześnie koncentruje się na kształceniu prawidłowych nawyków, a nie tylko doraźnym rozwiązaniu problemu.

Pokonaj swoje długi

Kurs to 25 lekcji wideo rozplanowanych na 5 tygodni samodzielnej nauki. Każdej lekcji towarzyszą transkrypt wideo, zapis ścieżki w MP3, materiały dodatkowe oraz praca domowa, którą każdy z kursantów powinien wykonać we własnym zakresie. Uzyskujecie również dostęp do zamkniętej grupy na Facebooku, gdzie osoby zadłużone spotykają się w celu wzajemnej pomocy.

Z kursu, do chwili publikacji tego odcinka podcastu, skorzystało już ponad 12 tys. osób. Serdecznie zapraszam – nie tylko zadłużonych. 🙂

W tym odcinku usłyszysz:

  • Czym jest upadłość konsumencka?
  • Ile osób ogłosiło upadłość w ostatnich latach?
  • Jak wygląda proces ogłoszenia upadłości?
  • Kim jest mój rozmówca Wojtek?
  • Jak rozpoczęły się problemy finansowe Wojtka?
  • Jak duże było zadłużenie Wojtka?
  • W jaki sposób Wojtek próbował poradzić sobie ze spłatą długów?
  • Dlaczego Wojtek postanowił ogłosić upadłość konsumencką?
  • Kiedy Wojtek złożył wniosek o uznanie upadłości?
  • Ile kosztowało przygotowanie przez prawnika wniosku o ogłoszenie upadłości?
  • Co zawierał wniosek o ogłoszenie upadłości?
  • Ile czasu minęło od złożenia przez Wojtka wniosku do pierwszej rozprawy w sądzie?
  • Jaki był przebieg pierwszej rozprawy w sądzie?
  • Jak wyglądało ogłoszenie wyroku sądu?
  • Jaka jest rola syndyka w procesie ogłoszenia upadłości?
  • Jak wyglądała rozmowa Wojtka z syndykiem?
  • Jakie emocje towarzyszyły Wojtkowi podczas całego procesu ogłoszenia upadłości?
  • Jak według Wojtka należy przygotować się formalnie i emocjonalnie do procesu ogłoszenia upadłości?

Kliknij prawym przyciskiem, aby ściągnąć podcast jako plik MP3.

Strony, osoby i tematy wymienione w podcast’cie:

Pytanie lub komentarz? Zostaw mi wiadomość!

Masz pytanie? Możesz skorzystać z tego linku i nagrać dla mnie wiadomość głosową z wykorzystaniem mikrofonu Twojego komputera. Pamiętaj, że jedna wiadomość może mieć maksymalnie 90 sekund (ale możesz ich nagrać kilka) 🙂

Jeśli nagrywając pytanie przedstawisz się i podasz adres swojego bloga (lub strony WWW), to zlinkuję do niego tak jak uczyniłem w poprzednich odcinkach podcastu. To może pomóc w promocji Twojego bloga, więc tym bardziej zachęcam do zadawania pytań głosowo.

Będę Ci również wdzięczny za każdy komentarz. Napisz proszę, czy podobał Ci się ten odcinek podcastu. Chętnie z Wami podyskutuję i odpowiem na ewentualne dodatkowe pytania.

Skąd pobrać podcast

Podcast dostępny jest dla Was w wielu miejscach:

A jeśli podoba Ci się podcast, to będę Ci bardzo wdzięczny, jeśli poświęcisz minutkę i zostawisz swoją ocenę oraz krótką recenzję w iTunes. Wasze głosy powodują, że mój podcast trafia do rankingów iTunes. Dzięki temu łatwiej jest do niego dotrzeć tym osobom, które jeszcze nigdy go nie słyszały. A na tym bardzo mi zależy 🙂

Oceń podcast “Więcej niż oszczędzanie pieniędzy” <–

Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję za Twoje wsparcie i życzę Ci świetnego dnia! 🙂

Transkrypt podcastu

Kliknij tutaj, aby pobrać spisaną treść podcastu (PDF).

"Finansowy ninja" - podręcznik finansów osobistych

Finansowy ninjaMożna już zamawiać moją książkę "Finansowy ninja". To ponad 540 stron praktycznej wiedzy o oszczędzaniu, zarabianiu, optymalizacji podatkowej, negocjowaniu i inwestowaniu, które pomogą Ci zostać prawdziwym finansowym ninja i osiągnąć bezpieczeństwo finansowe.

Przewodnik po finansach osobistych, który każdy powinien przeczytać jeszcze w szkole.

PRZEJDŹ NA STRONĘ KSIĄŻKI →

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach o oszczędzaniu pieniędzy. Nie ujawnię nikomu Twojego adresu!



{ 64 komentarzy… przeczytaj komentarze albo dodaj nowy komentarz }

Adam Maj 2, 2016 o 11:05

Cześć Michał, mi nie działają pierwsze linki z podcastem, dopiero ostatni działa. Właśnie zacząłem słuchać i oby doczekać kolejnej rocznicy 🙂 Pozdrawiam

Odpowiedz

Marcin Maj 2, 2016 o 12:48

Dzięki Michał za świetny materiał 🙂

Twój podcast idealnie zgrywa się z materiałem Marcina, obok procedury, wrażenia i subiektywna relacja kogoś kto przez to przeszedł 🙂

Niezmiernie mnie cieszy, że wreszcie normalnie można wyzerować sobie licznik, a nie tułać się z długami do śmierci swojej, a potem dzieci i wnuków.

Odpowiedz

Gosia Maj 2, 2016 o 13:36

Witam,

Bardzo ciekawy materiał. Zastanawiam się kto spłaca dług w takiej sytuacji gdy firmy/ w tym wypadku konkretna osoba fizyczna ogłasza upadłość? Nikt? Przecież jest zawsze druga strona w zaistniałej sytuacji, strona która pożycza. Dlaczego ta strona ma być stratna tylko dlatego, że ktoś nieumiejętnie zarządza finansami?

Odpowiedz

Michał Szafrański Maj 2, 2016 o 21:34

Hej Gosiu,

Dług jest spłacany tylko w takiej części, na jaką pozwoli maksymalnie 36-miesięczny program spłat.

Co do zasady uważam, że każdy swoje długi powinien spłacić. Niemniej jednak są takie sytuacje, że spirala długów zaciska się w takim stopniu, że danej osoby nie stać nawet na spłatę odsetek. To sytuacja patowa, którą przerywa właśnie upadłość konsumencka. W każdym cywilizowanym kraju taka instytucja istnieje. Dobrze, że zaczęła działać i w Polsce.

Na temat można spojrzeć też z drugiej strony: ktoś oszacował wiarygodność kredytową danej osoby, ktoś udzielił jej jednego, drugiego, trzeciego kredytu – być może ignorując informacje o tym, że ma do czynienia z notorycznym dłużnikiem. Zrobił to w imię zarobku – na odsetkach i przeróżnych prowizjach. Można na to patrzeć jak na biznes a można jak na wykorzystywanie innych w celu zarobku. Moja osobista opinia jest taka, że firmy pożyczkowe próbują naciągać klientów w potrzebie, chociaż pewnie one będą twierdzić, że „pomagają spełniać marzenia” albo „wyciągają pomocną dłoń”.

Firmy udzielające kredytów zakładają pewne ryzyko takiej działalności. I jak na razie – świetnie zarabiają. Jakoś w skali makro nie są stratne na swojej działalności. Odbijają to sobie podwyższając oprocentowanie dla wszystkich klientów. Można nad tym ubolewać albo uznać za ich modus operandi.

Faktem jest, że niektórzy zarządzają finansami lepiej a inni gorzej. Niektórzy sami nabijają sobie guzy, a inni uczą się na błędach innych. Nie uważam jednak, że człowiek który popełnił od groma błędów powinien tkwić w bagnie do końca swego życia.

Zresztą to nie jest tak, że zadłużasz się ponad miarę i po prostu ogłaszasz upadłość konsumencką. Musisz udowodnić przed sądem, że nie było to celowe. Sąd musi uwierzyć. Poza tym zdecydowana większość majątku (jeśli nie cały) przeznaczana jest na spłatę wierzycieli. To jest wyjście obronną ręką, ale stosunkowo dużym kosztem.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Anna Maj 5, 2016 o 08:57

Pierwsza kwestia: dlaczego uważasz, że zawsze chodzi o nieumiejętne zarządzanie finansami? Nie każde zadłużenie wynika z tego. Są wypadki, choroby, są radykalne zmiany na rynku, które mogą mieć ogromny wpływ na działanie firmy. Są wreszcie sytuacje losowe: np. ktoś zostaje sam z dziećmi, a druga strona nie poczuwa się do płacenia alimentów. To nie jest tak, że każdy ma szansę na upadłość. Sąd bierze pod uwagę bardzo dużo czynników.

Druga kwestia: wiele problemów finansowych bierze się z tego, że państwo i jego instytucje nie działają jak należy. Przykład: problem z egzekwowaniem alimentów, problem z wyłudzeniami kredytów na cudze dane, problem z eksmitowaniem niepłacącej i demolującej patologii z wynajętego mieszkania. Nic więc dziwnego, że chociaż tworzy jakąś formę wsparcia dla dłużników.

Trzecia kwestia. Wierzycielami najczęściej nie są osoby prywatne. To nie jest tak, że pani Krysia ostatnie grosze z kieszeni wyciągnęła, pożyczyła sąsiadowi i teraz nie odzyska, bo on ogłasza upadłość. Wierzyciele to najczęściej banki hojną ręką rozdające kolejne karty kredytowe i dające kredyty na 100 procent wartości nieruchomości. Wierzycielami są też firmy pożyczkowe, które w ogóle nie sprawdzają, czy klient ma zdolność kredytową. Dlaczego miałyby nie ponosić konsekwencji złej oceny sytuacji?

Odpowiedz

Aleksander Maj 2, 2016 o 14:49

Odnośnie uporczywych telefonów należy:
– przygotować mikrofon coś do nagrywania
– zadać grzeczne pytanie czy chce Pani mnie męczyć psychicznie
– pouczyć o tym, że nękanie jest karane
– w razie sporów zgłosić na prokuraturę

Odpowiedz

Anna Maj 5, 2016 o 08:46

A nie prościej po prostu nie odbierać? 😉

Odpowiedz

Przemek Maj 2, 2016 o 15:04

Część, dobrze że dodałeś na samym końcu że Wojtek dużo pracuje i stara się spłacić długi, choć wydaje mi się że ta historia momentami się nie klei tzn. Wojtek stawia za problem swoich długów kredyty kupieckie, a później wychodzi z rozmowy że inne banki ścigają go o inne kredyty.. Ciekawi mnie również jak to wygląda ze spłatą zadłużenia po 3 latach od upadłości, a dokładniej kto za to zapłaci, podatnik? Jeśli tak, to taka upadłość może być niewłaściwie wykorzystywana i działać na szkodę ogółu.

Odpowiedz

Michał Szafrański Maj 2, 2016 o 21:35

Hej Przemek,

Po maksymalnie trzech latach dług jest umarzany. Nikt go nie spłaca. Wierzyciel ma zaspokojoną tylko część długu. Można powiedzieć, że to wierzyciel w takiej sytuacji jest stratny.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Mariola Maj 2, 2016 o 18:58

B. ciekawy artykul. Czy znasz sie na upadlosci miedzynarodowej(polsko-angielska) ? Pozdrawiam

Odpowiedz

Michał Szafrański Maj 2, 2016 o 21:36

Hej Mariola,

Nie znam sie na upadłości w innych krajach. Słyszałem, że w UK jest upaść łatwiej niż w Polsce, ale nigdy tego nie zgłębiałem.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Beata Maj 3, 2016 o 10:40

Tak, w Anglii upadlosc jest latwiejsza do przeprowadzenia. Jednakze ma bardzo powazne skutki: problemy z wzieciem kredytu lub hipoteki przez co najmniej 5 lat od czasu upadlosci, a potem caly czas trzeba deklarowac, ze bylo sie bankrutem, czyli droga w wiekszosci bankow jest zamknieta. Moga rowniez byc problemy z uzyskaniem stalej rezydentury i paszportu.

Dlatego warto sie zastanowic czy upadlosc w Anglii naprawde sie oplaca.

Odpowiedz

Krzysztof Maj 2, 2016 o 20:52

Zgadzam się z opinią z poprzednich komentarzy. Zaproszony gość sprawia wrażenie osoby nieodpowiedzialnej, która sama sprowokowała swoją sytuację. Szczególnie poruszyła mnie informacja, że ten Pan nie pojawił się na pierwszej rozprawie bo sądził, że nie musi.

Odpowiedz

Michał Szafrański Maj 2, 2016 o 20:55

Hej Krzysztof,

Mam nadzieję, że czujesz się lepiej ze swoją odpowiedzialnością.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Krzysztof Maj 2, 2016 o 21:10

Michał jestem zaskoczony Twoją odpowiedzią. Przez wiele podcastów i artykułów miałem wrażenie, że promujesz „odpowiedzialność” za swoje decyzje jako wartość. Niestety chyba jednak się pomyliłem.

Odpowiedz

Michał Szafrański Maj 2, 2016 o 21:18

Hej Krzysztof,

Oczywiście, że promuję, ale mam niski poziom akceptacji dla komentarzy, które niewiele wnoszą przy jednoczesnym krytykowaniu innych osób, a w szczególności gości, którzy zdecydowali się w dobrej wierze podzielić swoimi doświadczeniami. Powiedz mi Krzysztof co wnosi Twój komentarz. Tak realnie? Bo ja nie widzę w nim konstruktywnej krytyki. A wręcz widzę sarkazm, który uważam, że jest nie na miejscu.

Promuję odpowiedzialność, ale jednocześnie nie zamykam się na to, że nie wszyscy mają w życiu tak świetnie jak ja. I szczerze, to jestem wdzięczny losowi, że tak mi się udaje ogarniać rzeczywistość. Myślisz, że dużo łatwiej by Ci było w życiu, gdyby wszyscy wokół ogarniali rzeczywistość tak jak Ty? Zalecam trochę więcej empatii. Każdy ma prawo do błędów i wtop. Jeśli chcesz się na ten temat wypowiadać, to może lepiej po prostu coś Wojtkowi podpowiedzieć zamiast po nim „jeździć”?

Pozdrawiam

Odpowiedz

Krzysztof Maj 2, 2016 o 21:32

Michał wybrałeś gościa, prowadzisz z nim rozmowę, przedstawiasz pewien mechanizm. Po tym podcaście połowa komentujących pyta „kto za to zapłaci” i czy nie będzie to wykorzystywane przez nieuczciwe lub nieodpowiedzialne osoby. Nie zastanawia Cię skąd takie reakcje? Ja moje zdanie Ci przedstawiłem. W odpowiedzi na twoje pytanie – tak, uważam że było by mi łatwiej. Czy Ty uważasz że byłoby Ci łatwiej gdyby wszyscy wzięli kredyt kupiecki i potem ogłosili upadłość? Twój pierwszy komentarz również niewiele wnosi do dyskusji jest również skierowany personalnie i z odczuwalnym sarkazmem.

Odpowiedz

Michał Szafrański Maj 2, 2016 o 21:48

Krzysztof,

„Kto sieje wiatr ten zbiera burze”. Zacząłeś, więc spotkałeś się z moją reakcją.

Co do kredytu kupieckiego – ja osobiście jestem przeciwny kredytom kupieckim i jestem za tym żeby wszystkie opłaty były regulowane na bieżąco – najlepiej przedpłatami. Taki model wymuszam na swoich kontrahentach i nie narzekam. Jestem także za maksymalnym skracaniem terminów płatności. Ja płacę faktury w zasadzie natychmiast po ich otrzymaniu. To tyle w temacie tego, jakie jest moje prywatne zdanie.

Ktoś, kto zwiększa linię kredytową dla swoich kontrahentów, nie potrafiąc realnie oszacować ryzyka – prosi się o kłopoty. Dla mnie osobiście instytucja „kredytu kupieckiego” jest neutralna – dlatego, że ja go nie udzielam i nie będę udzielał. Jeśli moja konkurencja, by go udzielała i upadła z tego powodu, to ja raczej nie miałbym trudniejszej sytuacji.

Czy uważam celowe branie kredytów za OK po to żeby za chwilę upaść? Absolutnie nie. To przekręt. Co innego, gdy ktoś po prostu przeszarżuje i nie ma tym jego złej woli. Każdego roku dużo biznesów upada z różnych powodów. Czy to od razu przyczyna żeby szukać w tym celowości i złej woli? Chcesz zakazać ludziom prowadzenia biznesu, bo nie mają wystarczających kwalifikacji? Może po prostu nie kredytować takich osób – niech działają wyłącznie za to co zarobią lub oszczędzą wcześniej.

A jednak ktoś kredytuje, bo ma w tym jakiś interes, prawda?

Pozdrawiam

Odpowiedz

KRZYSZTOF Maj 2, 2016 o 21:46

W jednej Twojej odpowiedzi piszesz „Poza tym zdecydowana większość majątku (jeśli nie cały) przeznaczana jest na spłatę wierzycieli. To jest wyjście obronną ręką, ale stosunkowo dużym kosztem.” A Twój gość mówi że był w dobrej sytuacji bo nie miał nic czyli nic mu nie zabiorą – dług nadal nie zostanie spłacony. Ta wypowiedz budzi mój niesmak. Jeśli ja miałbym wobec kogoś dług chciałbym mu oddać jak najwięcej mogę a nie cieszył się z tego powodu że nic mi nie mogą zabrać. W mojej opinii albo źle dobrałeś zaproszonego gościa albo źle go przedstawiłeś.

Odpowiedz

Michał Szafrański Maj 2, 2016 o 21:53

Hej Krzysztof,

Ja rozumiem, że budzi to Twój niesmak. Niemniej jednak jestem niemalże pewien, że każdy kto znalazłby się w takiej sytuacji jak Wojtek, cieszyłby się, że łatwiej jest mu zdecydować się na upadłość, bo nie musi podejmować trudnych decyzji czy traci mieszkanie i inny majątek czy nie. Skoro go nie ma, to sytuacja jest prostsza.

Każde rozwiązanie z perspektywy takiej osoby jest lepsze niż patowa sytuacja.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Magdalena Maj 3, 2016 o 09:47

Witam,

przyłączę się do dyskusji. Wojtek chciał pracować i zarabiać pieniądze, jego długi nie wzięły się z nadmiernej i nieprzemyślanej konsumpcji, więc nie rozumiem ani krytyki, ani niesmaku.

Dziwnym trafem upadłość przedsiębiorstw nie budzi takich emocji jak upadłość osób prywatnych, pomimo iż długi dużych przedsiębiorstw są nieporównywalnie większe w takich sytuacjach.

Odpowiedz

Lidka Listopad 10, 2016 o 08:00

Serdecznie pozdrawiam, ma pan sto procent racji , ludzi należy uskrzydlać i budować konstruktywnie. Wielki szacunek dla pana pracy i pomocy dla ludzi. To zawsze wraca.

Odpowiedz

Marcin Maj 3, 2016 o 08:50

Nie wiem jak działa to w Polsce, ale w wielu zachodnich krajach osoba, która ogłosi upadłość konsumencką ma potem mocno ograniczone możliwości zaciągania nowych zobowiązań. Chroni to nowych wierzycieli, którzy mogą uzyskać informacje o historii upadłości i na ich podstawie podjąć decyzję o udzieleniu finansowania.

Podmioty udzielające pożyczek mają tego typu sprawy wkalkulowane w ryzyko operacyjne i znane są sytuacje np. w Stanach Zjednoczonych, gdzie osoby, które kilkakrotnie wcześniej bankrutowały, dalej otrzymują finansowanie. Widać więc jak duże muszą być potencjalne zyski, skoro te podmioty tak mocno ryzykują.

Nie zmienia to faktu, że długi należy spłacać za wszelka cenę. Instytucja upadłości konsumenckiej powstała po to, żeby zdejmować pętle z szyi osobom, które jak napisał Michał nie są w stanie spłacać nawet odsetek. Wiadomo, że zdarzają się wszelkiej maści wynaturzenia i oszustwa. Robotę musi wykonać sąd, który ocenia czy przesłanki do wydania wyroku o upadłości są wystarczające.

Odpowiedz

DANIEL Maj 3, 2016 o 09:17

Jak dla mnie mega podcast:
1. Ku przestrodze
2. Motywacyjny
3. Budzący skrajne emocje
4. Pozwalający wczuć się w osobę
5. I nawiązując do komentarza, zaskakujący

1+2+3+4+5= bardzo dobre case study

Dziękuję Wojtku, Dziękuję Michale

Odpowiedz

Regina Maj 3, 2016 o 10:24

A jak później wygląda historia w BIK? No na pewno upadłość jest wpisana w historię, ale na jak długo ją obciąża?

Odpowiedz

Jarosław Maj 3, 2016 o 19:52

O ile mi wiadomo w BIK widoczne są tego typu sprawy przez 10 lat.

Odpowiedz

Marcin Maj 3, 2016 o 13:31

Hej Regina,

W regulaminie BIK nie ma niestety wzmianki o tym jak długo biuro może przetwarzać dane dotyczące ogłoszenia upadłości. W systemie BIK w zakładce „Wzmianka o upadłości konsumenckiej” jest tylko opcja „TAK” lub „NIE” 🙁

O wiele bardziej jednak martwiłbym się, nie o dane z BIKu, ale o wpis w Monitorze Sadowym i Gospodarczym , a także o planowane uruchomienie Centralneho Rejestru Restrukturyzacji i Upadłości, gdzie te dane również będą ogólnodostępne – podobno nieodpłatnie.

Odpowiedz

Przemysław Michalak Maj 3, 2016 o 18:00

Wiele osób przedstawia tutaj taki pogląd że jeśli ktoś popadł w nadmierne długi to powinien je spłacać do końca życia a najlepiej jeszcze jego spadkobiercy.

Życie się różnie układa,na pewno nie popełniają błędy ci co nic nie robią. W cywilizowanych krajach upadłość konsumencka i przedsiębiorstw jest normalną rzeczą. Za dług odpowiedzialność ponosi również dłużnik. Nie można wystawiać faktur z terminem płatności za 2 miesiące i liczyć że wszyscy zapłacą albo dawać chwilówki osobom których raty kredytów przerastają dochody. Tak samo bank dający kredyt na mieszkanie powinien liczyć się z tym że po jakimś czasie ktoś może poważnie zachorować,firma może paść albo cała branża. Niedopuszczalne jest wtedy windykowanie na więcej niż wynosi wartość mieszkania. Ten system jeśli się nie zmieni obróci się przeciwko bankom i wierzycielom bo będzie duża stagnacja na rynku.

Ludzie nie mogą być sparaliżowani strachem przed ryzykiem. W USA czasami przedsiębiorcy bankrutują kilka razy zanim osiągną sukces ale nie boją się próbować. Jak im się uda to mogą wspomóc wtedy wiele inicjatyw swoimi często dużymi pieniędzmi i odkupić swoje winy 🙂 .

Odpowiedz

*LESZEK* Maj 4, 2016 o 08:28

Hej Przemek. A myślisz że kto bankom uzupełnia kwoty niespłaconych kredytów ? Peniądze się nie rozpływają i banki muszą przez takich nierzetelnych kredytobiorców gdzieś sobie to odbić. Ciekawe jakbyś to Ty był kredytodawcą, czy byś był taki wyrozumiały dla niespłacajacych.

Odpowiedz

Anna Maj 5, 2016 o 08:45

Banki mają to wkalkulowane, przecież nie dają tych kredytów charytatywnie. Nie ma żadnego powodu, żeby banki nie ponosiły odpowiedzialności za dawanie kredytów na 110 proc. wartości nieruchomości.

Odpowiedz

Mateusz Maj 7, 2016 o 20:18

A co to za porównanie Leszku? Widzisz, cały problem polega ma tym, że banki nie pożyczają swoich pieniędzy a często wręcz pożyczają pieniądze, które wcale nie istnieją…jeśli wiesz o czym mówię.

Odpowiedz

*LESZEK* Maj 8, 2016 o 10:23

Nie, nie wiem Mateusz o czym mówisz. Wytłumacz mi proszę jak można pożyczać pieniądze które wcale nie istnieją. Z chęcią się zabiorę za udzielanie takich pożyczek 😉

Odpowiedz

Zimorz Maj 4, 2016 o 09:25

W takich chwilach cieszę się ze nie mam żadnych długów. (no prawie żadnych)

Odpowiedz

Paweł Maj 4, 2016 o 11:40

Świetne wyjście z sytuacji dla frankowiczów, gdzie dług przewyższa wartość mieszkania.
Oddajemy mieszkanie, 3 lata spłaty i jesteśmy na czysto. Z tego co czytałem, to zabiorą tyle kasy, by wystarczyło na życie i wynajęcie mieszkania.

Niestety ludzie mają poczucie, że oddają coś własnego, bo 5 lat spłacali kredyt. A tu trzeba potraktować to mieszkanie, jak wynajęte od banku. Jeśli rata mieszkania była niższa niż cena najmu – potraktujmy to jak najem.

Minus taki, że trudno będzie zdobyć kredyt hipoteczny (jak długo BIK pamięta o upadłości?)

Odpowiedz

Anna Maj 4, 2016 o 23:55

Ja dołączam do krytycznych głosów.
Z góry zaznaczam, że moja opinia (jak każda opinia) ugruntowana jest w moich własnych przekonaniach i nie roszczę sobie prawa do Jedynej Słusznej Prawdy.
Uważam, że takiej bramki nie powinno być, pomoc w postaci tymczasowego „zamrożenia” długu aż dłużnik „stanie na nogi” uważam za lepszy.
Rozumiem, że nikt nie pakuje się w nadmierne kredyty ze złej woli, jednak uważam że jest to lekkomyślność i każdy powinien ponosić konsekwencje swojej głupoty. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie sytuacji żeby dotychczas wypłacalny człowiek z rzeczywiście dobrą zdolnością kredytową nagle z dnia na dzień znalazł się w aż tak podbramkowej sytuacji bez wizji poprawy w perspektywie 2-3lat (nawiązuję do mojej propozycji zamrożenia długu). Zakładając jeden „duży” kredyt np. na dom i utratę pracy – wciąż istnieje możliwość sprzedania częściowo spłaconego domu. Utrata wartości nieruchomości (bo wiem, że część „frankowiczów” znalazła się w takiej sytuacji) też do mnie nie przemawia, bo wciąż jest to coś co można sprzedać i spłacić choć połowę kredytu i jakoś sobie poradzić z resztą jeśli ma się głowę na karku. O wielu różnych kredytach nawet nie wspomnę, bo dla mnie to jest wyjściowo brak rozsądku.
Dodatkowo uważam, że po części winę za niewypłacalność obywateli ponosi państwo niewystarczająco regulując rynek finansowy. Banki będą zawsze starały się zarobić jak najwięcej, bo taka ich rola. A że nie wszyscy ludzie z natury są rozsądni to niektórzy będą się optymistycznie zadłużać ponad możliwości i ktoś powinien ukrócić ten proceder wcześniej, a nie nagle oferować „łatwe wyjście z sytuacji” osobom w podbramkowych sytuacjach. Obecnie funkcjonujące obliczanie zdolności kredytowej przez banki jest delikatnie mówiąc optymistyczne. Każdy kto by chciał może wziąć kredyt z którego już się nie wykaraska…
Takie jest moje (bardzo zachowawcze) podejście do finansów osobistych.

Podsumowując: jak się ktoś zadłużył to ma spłacić i już, ale jednocześnie gdzieś powinno być zewnętrzne ograniczenie dla ludzi z tendencją do nadmiernego optymizmu finansowego.

Odpowiedz

Anna Maj 6, 2016 o 06:43

No to weź pod uwagę taką sytuację: Człowiek bierze kredyt na mieszkanie. Nie dom czy apartament. Zwykły frankowy kredyt na 3-pokojowe mieszkanie gdzieś w niedrogiej dzielnicy. Bierze go na „górce”. Zdarza się? Zdarza. To tylko jakieś 350 tys. indeksowane we frankach. Powiedzmy, że do tego ma jakieś 20 tys. kredytu inwestycyjnego na firmę. Wszystko jest ok, raty nie przekraczają 30 proc. dochodów, luzik.

Nie jesteś w stanie wyobrazić sobie sytuacji żeby dotychczas nagle z dnia na dzień znalazł się w aż tak podbramkowej sytuacji bez wizji poprawy w perspektywie 2-3lat? To wyobraź sobie, że nagle mąż/żona odchodzi, zaczyna się sądowa batalia rozwodowa, koszty adwokata, oczywiście druga strona przestaje partycypować w jakichkolwiek kosztach spłaty kredytu, utrzymania dzieci itp. Wychodzi na jaw, że oszczędności w tajemniczych okolicznościach wyparowały, wartościowe przedmioty z domu też. Samodzielna opieka nad małymi dziećmi oznacza, że już nie da się tyle czasu poświęcać pracy – dochody trochę maleją. Do tego jedno z dzieci zaczyna chorować – dodatkowe koszty. Dochodzi poważna zmiana w branży, dochody firmy lecą na łeb na szyję. Za to kurs franka w drugą stronę.

W efekcie taki człowiek ląduje z mieszkaniem, które może sprzedać za maksymalnie 300 tysięcy, a kredytu do spłacenia jest jakieś 450 tys. O ile w ogóle uda się mieszkanie sprzedać, bo rynek się zmienia. Do tego dochodzą inne długi narosłe w czasie kryzysu. Serio uważasz, że tak łatwo można się z tego wygrzebać?

A kilka kredytów to nie musi być wcale brak rozsądku. Czasem to jest akt rozpaczy. Nie wierzę, że powiedziałabyś „ok, nie leczę dziecka, przecież nie wezmę kredytu”. Serio, poza światem „szczęśliwych, zdrowych i bogatych z dobrym zawodem przynoszącym grube tysie” jest jeszcze wiele sytuacji życiowych, które mogą człowieka przytłoczyć.

Upadłość to wcale nie jest „łatwe wyjście z sytuacji”. To nie jest umarzanie długów, bo jakaś pańcia sobie kupiła apartament w Wilanowie, a za 4 karty kredytowe kupowała kolejne torebki, buty i latała na Bali i teraz nie wie, jak to spłacić. Sąd ocenia wszystkie okoliczności i sprawdza, na ile zaistniała sytuacja jest niezawiniona.

Odpowiedz

Darek Maj 6, 2016 o 19:32

jednym słowem Aniu, proponujesz, żeby biznes bankowy był pod szczególna ochrona? czy tak? oczywiście długi trzeba spłacać, ale po drugiej stronie jest instytucja, która prowadzi biznes i też MUSI ponosić pewne ryzyko (jak każdy kto prowadzi firmę).
z jednej strony kredyty na dowód, na ponad 100% wartości nieruchomości, gdy CHF jest tani… czemu nie jak CHF jest drogi? Banki naprawdę potrafią liczyć, ale czasami po prostu też przecwaniakować i nie widzę powodu, żeby ich biznes był bardziej chroniony niż każdy inny
żeby jeszcze przypomnieć sytuację (nie z Polski) jak to banki same chętnie korzystają z pomocy bo jak nie to upadniemy….

Odpowiedz

Anna Maj 7, 2016 o 21:04

Obawiam się, że w ogóle się nie zrozumieliśmy. Nie wiem skąd pomysł, że chciałabym chronić banki. W ich rozsądek wierzę i wcale nie uważam żeby potrzebowały jakiejś specjalnej ochrony.
Ja proponuję „ochronę” konsumentów przed ich własną głupotą i bardziej restrykcyjne wyliczenia rzeczywistej zdolności kredytowej. Bo zdolność kredytowa to nie tylko to ile zarabiasz, ale też jakie masz perspektywy, obciążenia i potencjalne obciążenia. Banki w nadziei na zarobek chętnie udzielają kredytów przekraczających rzeczywiste możliwości dłużnika. Wiem, bo mi samej proponowali kredyt hipoteczny, który moim zdaniem dwukrotnie przekraczał moje rzeczywiste zdolności spłaty – tylko, że ja biorę pod uwagę to że w perspektywie 20lat będę pewnie miała dzieci i wydatki z tym związane, a oni kalkulują stan „na teraz”…

Odpowiedz

Sylwek Maj 25, 2016 o 21:00

Witam
Na wstępie chciałbym bardzo podziękować za rzetelne i merytoryczne prowadzenie bloga w tematyce, która mi osobiście jest bardzo bliska.
Odnosząc się do tematu podcastu – z jednej strony uważam upadłość za dobre rozwiązanie, które pomaga w zaczęciu wszystkiego od nowa, jednak uczy też mniejszej odpowiedzialności za swoje czyny. Osobiście również prowadziłem firmę kilka lat temu, którą musiałem zamknąć z uwagi na moją niewypłacalność. Dorobiłem się 250 tys. zł długu mimo, iż nigdy takich pieniędzy wcześniej nie miałem. Długi powstały dzięki wielokrotnym oszustwom moich pracowników, którzy z uwagi na prawo pracy nie mogli ponieść odpowiedzialności finansowej. Jedynie część strat – kilka tysięcy zł – mogłem odzyskać od osób zatrudnionych na umowę zlecenie, w których można zadeklarować kary, w przypadku nie dopełnienia pewnych warunków umownych. Niestety, mimo braku bezpośredniego wpływu na wysokość długów, to ja muszę je spłacać. Nie przyszło mi jednak do głowy iść drogą na skróty – ogłoszenie upadłości. Odebrałem szybką naukę biznesu, kosztownie, ale sporo mnie nauczyła. Od 2011 roku jednak samemu staram się wychodzić z długów, bez pomocy z zewnątrz. W tym celu wyjechałem za granicę. W tym roku planuję całkowicie zamknąć rozdział byłej firmy i długów. Uważam, że jeżeli naważy się piwa to trzeba je wypić.
Sporo w kwestii wychodzenia na prostą pomogły mi skromny styl życia, który niezależnie od posiadanych finansów – nie ulega zmianom. Ponadto, należę do osób oszczędnych i zaradnych, dzięki czemu zawsze mam co do garnka włożyć, nie muszę rezygnować z samochodów, czy posiadania kont bankowych, nawet jednocześnie posiadając kilku komorników. Dodatkowo, mam poczucie wykonania zadania, ponieważ wiem, że dzięki mojemu podejściu żaden wierzyciel nie poniósł straty, a jedynie „wydłużył” mi w pewien sposób termin spłaty.
Pozdrawiam

Odpowiedz

Tomasz Maj 5, 2016 o 12:54

Dziękuje Michał za ten podcast.

Wydaje mi się że większość dłużników wyszła by z długów gdyby się zgraja Sępów (komornicy etc), którzy pobierają często opłaty równoważne połowie długów. Upadłość konsumencka w takich sytuacjach to dobre i często jedyne rozwiązanie. Bo co innego jest pracować, aby spłacić swoje długi a co innego pracować, aby utrzymywać komorników i spłacać niekończące się odsetki – to jest jawne barbarzyństwo.

Odpowiedz

Ola Maj 7, 2016 o 07:27

Bardzo brzydkiego określenia użyłeś. Ci ludzie wykonują swoją pracę, a mają taką pracę, jaką mają, przez postawę dłużników. To nie jest tak, że ktoś się z ratą dwa dni spóźni i puka mu komornik do drzwi. Najpierw są telefony, wezwania, oddanie sprawy do sądu, czekanie na wyrok, ewentualne odwołania, znów wystąpienie do sądu o nadanie klauzuli wykonalności.. W życiu poznałam bardzo wielu dłużników (w kadrach przechodzą przez ręce dziesiątki zajęć), i w KAŻDYM ze znanych mi przypadków, to, że sprawy zaszyły tak daleko, wzięło się to z braku kontaktu ze strony dłużnika. Wierzyciele piszą, dzwonią, zero odzewu – no to co im zostało? Zawód komornika nie musiałby istnieć, gdyby ludzie brali odpowiedzialność za swoje decyzje. A skoro istnieje, to nie widzę powodu, żeby miał być wykonywany charytatywnie.

Odpowiedz

Sylwek Maj 25, 2016 o 21:21

Witam
Nie do końca się zgadzam z komentarzem Pani Oli. Bardzo często wierzyciele nie mają ochoty na rozmowy na temat przeciągnięcia terminu spłaty. Zdarzają się wierzyciele, którym można „tłuc”, że z danym momencie takie płatności, jakich żądają są „nierealne”. Na przykład z powodu tego, że ktoś nam również zalega z opłatami, bądź wydarzyły się inne nieprzewidziane okoliczności, które pozbawiły nas płynności, a mimo to bez zastanowienia kierują sprawy na drogę sądową i do komornika, narażając siebie i dłużnika na dodatkowe niepotrzebne koszty. Oczywiście takie postępowanie tylko odracza w czasie dokonanie płatności, ponieważ jeśli ktoś nie ma pieniędzy, to angażowanie komornika nic nie zmieni, a jedynie wydłuży okres oczekiwania na pieniądze przez wierzyciela – trzeba ponieść dodatkowe koszty komornicze i sądowe.
Sytuacje ludzi są tak różne, że na prawdę ciężko znaleźć sposób na odzyskanie wierzytelności, który byłby odpowiedni dla każdego.
Na co dzień mam do czynienia z komornikami z obu stron. Jestem zarówno wierzycielem, jak i dłużnikiem. Dlatego wiem, że ich praca jest potrzebna, jednak w pewnych sytuacjach ich wynagrodzenie jest nieadekwatne do roszczeń, np. koszt egzekucji długu w kwocie 1,12 zł-to nie żart- wynosi 317,85 zł (stan na rok 2011).
Pozdrawiam

Odpowiedz

Marek Maj 5, 2016 o 15:08

Procedura upadłości konsumenckiej jest bardzo prosta w wielkiej brytanii 🙂

Odpowiedz

Doberek Maj 6, 2016 o 15:48

Michał,

Mam pytanie nie związane z tematem, ale temat karty kredytowej pojawiał się już dawno, a zależy mi na otrzymaniu odpowiedzi.
Czy jeśli korzystam z Karty kredytowej i zdarzyło mi się nie opłacić całości zadłużenia na karcie w okresie bezodsetkowym tylko np. po 2-3 miesiącach spłaciłem całe zadłużenie, a w wymaganym terminie opłaciłem wymaganą kwotę minimalną to jest to traktowane jako opóźnienie, które będzie widoczne w BIKu?
Z góry dzięki za odpowiedz!:)

Odpowiedz

Andrzej Maj 8, 2016 o 20:40

Jeśli spłacałeś kwotę minimalną, to jest to normalna spłata karty. Tylko Ty decydujesz czy spłacasz wszystko w okresie bezodsetkowym czy tylko wymaganą kwotę. Później dojdą Ci standardowo odsetki od niespłaconej części. To nie jest żadne opóźnienie i nie ma prawa być tak wpisane do BIK.

Odpowiedz

*LESZEK* Maj 9, 2016 o 07:57

Przy spłacie minimalnej kwoty odsetki liczone są od momentu powstania zadłużenia, czyli od dnia płatności kartą ( a nie później ). I nie istnieje wtedy okres bezodsetkowy.

Odpowiedz

Doberek Maj 11, 2016 o 10:58

Czy w takim razie jeśli spłacam w terminie tylko kwotę minimalną, nie mając już okresu odsetkowego (czyli częśc karty pozostaje niespłacona) to rozumiem, że nie jest to opóźnienie i nie trafia do BIK tak jak napisał Andrzej?

Odpowiedz

Karol Lipiec 5, 2016 o 20:34

Zgadza się, jeśli każdego miesiąca spłacasz kwotę minimalna czyli tą którą bank wysyła Ci sms’em czy mailem i robisz to w wyznaczonym przez bank terminie (najczęściej jest to ostatni dzień miesiąca) to żadne opóźnienie nie powstaje które mogłoby się znaleźć w BIK. Najważniejsze dla banku jest to że spłacasz tyle ile bank chce a kwotę minimalną możesz płacić przez tak długi okres jaki ci odpowiada. Oczywiście najkorzystniej jest dokonywać spłatę zadłużenia w okres bez odsetkowym ale z doświadczenia wiem że nie zawsze to się udaję 😉

Odpowiedz

Madzia Maj 10, 2016 o 22:53

Wojtek prowadził działalność gospodarczą, ale czy taką upadłość może ogłosić również wspólnik w spółce z o.o.?

Trudny temat 😉

Odpowiedz

Klaudia Maj 11, 2016 o 10:50

Cześć,
temat mojego komentarza nie będzie dotyczył upadłości konsumenckiej, ale jako stała czytelniczka wiem, że czytelnicy tego bloga nie mówiąc o wybitnym wg mnie autorze, jak nikt znają się na tematyce bankowo-finansowej, dlatego postanowiłam opisać tutaj problem, z którym się zmagam z nadzieją, że ktoś z Was coś doradzi.
Krótko, wpłacałam do wpłatomatu mBanku (maszyna firmy Cashline) gotówkę w kwocie 20000zł. Wpłatomat uległ chwilowej awarii i pieniądze zniknęły w maszynie, a ja otrzymałam tylko mały wydruk „zadeklarowano 20000zł, awaria modułu gotówkowego”. Ani złotówka nie została zaksięgowana na moim koncie. Sprawę oczywiście natychmiast zgłosiłam do banku, niestety bank traktuje to jak reklamację, więc przyznaje sobie czas rozpatrzenia 7 lub 30 lub nawet 60 dni (każdy konsultant zapowiada inny czas zakończenia sprawy).
Za kilka dni umówione mam podpisanie aktu notarialnego w związku z zakupem nieruchomości. Jeśli nie odzyskam gotówki do tego czasu, transakcja nie dojdzie do skutku i stracę zadatek w wysokości 5000zł.
Nie mówiąc już o tym, że powinnam w tej chwili patrzeć jak moja gotówka wpłacona we wpłatomacie leży na koncie i procentuje, a nie zastanawiać się czy w ogóle zostanie odnaleziona i zwrócona.
Czy ktoś z Was ma jakieś rady co mogłabym zrobić w tej sytuacji? Częste telefony i maile do banku i Cashline nie przyspieszyły jak na razie rozwiązania sprawy. Z forów internetowych widzę, że zdarzały się sytuacje, że gotówka zagubiona we wpłatomacie nigdy się nie odnalazła. Proszę poradźcie, czy jest coś co mogę zrobić? Czy mogę pociągnąć bank do odpowiedzialności za utratę zadatku, jeśli nie zdążą rozwiązać problemu? Co w razie nieodnalezienia mojego depozytu??
Każda pomoc jest na wagę złota.
Przepraszam za offtopic.
Pozdrawiam Was wszystkich a zwłaszcza Pana, Panie Michale, ten blog to perełka w polskiej blogosferze, robi Pan dużo dobrego.

Odpowiedz

Andrzej B Maj 16, 2016 o 00:15

Pani Klaudio
Polecam napisać suchego @ -> same fakty:
+ skan tego świstka
+ zdjęcia (bo zrobiła Pani zdjęcia wpłatomatu??)
+ info od kiedy jest Pani klientem mBank
+ opisać konsekwencje braku rozpatrzenia reklamacji: brak możliwości zakupu mieszkania / skarga do KNF / sąd / odszkodowanie

@ wysłać do:
– rzecznika prasowego mBanku,
– członków zarządu (troszkę trzeba poszperać w necie, podzwonić, popytać o @ do zarządu, sekretariatu),
– do dyrektora pionu klienta indywidualnego
itd. do każdej ważnej osoby w mBanku.

Miałem podobną sytuację z mBankiem – kredyt hipoteczny w innym banku, dogrywamy umowę, a tu wychodzi, że w BIKU mam zaległość w mBanku na 2,5 tysl PLN. Ewidentny błąd mBanku.
Reklamacja – 21 dni.
Po wysłaniu @ do w/w- 3 dni.

Konto w mBanku usunąłem o czym potem poinformowałem każdego, do kogo wysłałem poprzedniego @.

Odpowiedz

Dorothy Maj 18, 2016 o 11:20

Klaudia odnośnie wpłaty na konto przez bankomat pisał na swoim blogu Maciej Samcik.
Jest tam wpis na ten temat. Niepokojące jest to, że bardzo trudno jest udowodnić taką wpłatę mimo, że ma się wydruk. Polecam artykuły z tego bloga, bo ja bardzo poszerzyłam swoją wiedzę na temat instytucji finansowej jaką jest bank.

Odpowiedz

Giovanna Maj 18, 2016 o 16:13

Witam,

Nie udzielam się tutaj w komentarzach zbyt często, ale myślę, że w temacie niewypłacalności mogłabym coś napisać – głównie z punktu widzenia zwykłego śmiertelnika, jakim ja jestem. Z tego powodu nie będę używać zawiłych definicji i terminów.
Na początku dodam, że sensu stricto ja nie jestem w niewypłacalności (insolvency) tylko mój małżonek.
Mieszkamy w Niemczech. Wkrótce po naszym ślubie okazało się, że mój M. musi ogłosić upadłość konsumencką, bo to było jedyne dobre wyjście w jakiej się znalazł. Przed naszym związkiem żył on w układzie partnerskim z pewną kobietą. Razem kupili domek na kredyt. Oboje myśleli, że nie będzie problemu ze spłatą kredytu i odsetek. A tu niestety okazało się, że bank „robi swoje” – odsetki rosły, trzeba było coraz więcej pracować, następnie coraz więcej wpłacać do banku.

Zresztą to jest ciekawy temat, ale rozwinę go przy innej okazji.

W końcu ich związek uległ rozpadowi (tak samo jak u jego brata, czy u mojej bliskiej kuzynki z Polski – ten sam problem). Domek z wielkim trudem udało się sprzedać, ale kredyt wciąż trzeba było spłacać z coraz bardziej rosnącymi odsetkami. I w takiej właśnie sytuacji znajduje się w Niemczech bardzo wiele młodych ludzi – po studiach, z pracą i z ogromnymi długami wobec banku.

W końcu ktoś poradził mojemu mężowi, aby ogłosił niewypłacalność (upadłość konsumencką). Trwa ona kilka lat, ale po upływie tego czasu wychodzi się „na czysto”. Mąż wyraził zgodę i tak od paru lat żyjemy na bardzo skromnym poziomie. I tak do końca czerwca tego roku!

Zalety:

– dług spłacony po kilku latach a po tym okresie „ma się święty spokój”,
– przez ten czas zdobywaliśmy wiedzę na temat finansów (głównie mój mąż).
– nauczyliśmy się żyć w oszczędny sposób i cieszymy się z drobnych rzeczy,
– nie kontaktujemy się z dalszą rodziną, która żyje według zasad „postaw się a zastaw się” – mamy od nich święty spokój, bo ich nie odwiedzamy, bo … nas nie stać na podróż do nich,
– nauczyliśmy się kalkulować i nie kupujemy niepotrzebnych rzeczy,
– mimo niewypłacalności nauczyliśmy się wykorzystywać luki w prawie – mąż oszczędza i inwestuje i ma na to …zgodę ministra finansów, o którą jako zapewnie jedyny w Niemczech wyprosił.
– ten trudny czas jest dla nas sprawdzianem – na kim możemy polegać, a na kim nie.

Wady:

– jako młodzi ludzie wystartowaliśmy we wspólne życie „z minusem” – nie możemy kupić sobie mieszkania, samochodu itp. czy nawet wyjechać na wakacje (jedynie do moich rodziców do Polski),
– nasze wydatki są analizowane przez specjalnych prawników od niewypłacalności. Gdybyśmy przekroczyli pewien limit – mielibyśmy ich „na głowie”,
– w oczach znajomych i nieznajomych uchodzimy za dziwaków – nie mamy dziecka, samochodu, a nawet pralki. Niejedna osoba (głównie z…Polski) drwiła z nas i wyśmiewała,
– przez wiele lat musimy mieszkać w jednopokojowej kawalerce w centrum miasta (poprzez niewypłacalność nie możemy sobie pozwolić na wynajęcie większego, bo mąż tkwi wciąż w „rejestrze dłużników”),
– ja nie mogę podjąć ambitniejszej i lepiej płatnej pracy (wszystko poszłoby do rąk banku),
– mąż ma wielki problem ze znalezieniem nowej pracy – jego niewypłacalność jest „drzazgą w oku” dla wielu potencjalnych pracodawców (z tego co wiem, przyjęcie pracownika z niewypłacalnością w Niemczech jest praktycznie cudem, a ponadto wiążę się z dużą biurokracją i wieloma innymi uciążliwościami dla pracodawcy. Ponadto w Niemczech silny jest stereotyp osoby niewypłacalnej, która jest łatwa do skorumpowania).
– musimy żyć cicho i skromnie – czekać na swój czas,
– nie możemy zaprosić do siebie w odwiedziny mojej rodziny z Polski (mieszkamy w ciasnej kawalerce), co jest ciągle omawiane i komentowane poprzez różnych znajomych itp.

Uff, już nie mogę doczekać się końca czerwca tego roku! Oczywiście nie staniemy się przez to automatycznie milionerami, ale będziemy już żyć bez tej kontroli od tych prawników od niewypłacalności. I w końcu będziemy mogli się przeprowadzić do większego mieszkania, jeśli szczęście nam dopisze. Mimo wszystko uważam, że dobrze zrobiliśmy decydując się na niewypłacalność. I bardzo się cieszę, że w Polsce też jest możliwość ogłoszenia upadłości konsumenckiej.

A z tego co wiem – wiele młodych osób zostało oszukanych przez banksterów, którzy omamili ich wizją „własnego domku z ogródkiem” itp. Ileż to związków (małżeńskich, partnerskich) przez tych oszustów uległo rozpadowi… Lepiej jest przeżyć te kilka lat „prawie pod kreską”, aniżeli do końca życia spłacać kredyty i odsetki i to na dodatek od rzeczy, która już dawno została sprzedana itp. Trzymam za Was wszystkich kciuki i życzę żeby każdy z Was poprzez to doświadczenie wyciągnał jak najwięcej nauki dla siebie.

Odpowiedz

Eryk Maj 19, 2016 o 15:06

Hej Giovanna!

Z tego miejsca pozdrawiam i gratuluje odwaznego wyznania.

Od niedawna rowniez mieszkam w NIemczech.
Szukam podobnego portalu ktory oferuje w Polsce Michal.

Jesli masz jakies dobre porady ew. godne polecenia blogi/portale dotyczace finansow osobistych, oszczedzania, inwestowania w Niemczech bylbym niezmiernie zobowiazany.

Ze swojej strony moge polecic Ratgeber Geldsparen (m. in aktualne porownania kont osobistych i firmowych)

Pozdrawiam Eryk

Odpowiedz

Wamoku Maj 20, 2016 o 11:15

Niestety też mam ciążący problem kredytu hipotecznego we frankach. Do spłaty jeszcze 850 tys. zł z 1 mln. Trochę żyć się nie chcę. Generalnie praca – dom, i tak do za….nia.
Mieszkanie warte 650 tys. zł nie więcej więc sprzedaż i tak pozostawiłaby mnie z długiem rzędu 200 tys. zł, a gdzie mieszkać, co robić?

Tych wniosków o upadłość przechodzi tyle co i nic. Na ustawę frankowa nie licze, ale jedyne w czym pokładam nadzieję to to, że za te 2-3 lata ten frank w końcu potanieje. Innej opcji nie widzę.
Pozdrawiam

Odpowiedz

Kasia Czerwiec 1, 2016 o 22:01

Ja muszę podzielić się tym, że moi rodzice również przeszli przez tą upadłość konsumencką. Długi powstały z kilkupowodów – kurs euro drastycznie poszedł w górę oraz choroba ojca, który nie był w stanie dopilnować firmy produkcyjnej… Taka stagnacja trwała dobre 12 lat.
Wniosek złożyli w czerwcu 2015r, a w grudniu tuż przed świętami przyszło postanowienie z sądu, że wniosek o upadłość został przyjęty.

Radość była to niesamowita – miły prezent na święta!
Od stycznia do końca marca syndyk przygotowywał listy wierzytelności. Sąd wydał w maju kolejne postanowienie o przyjęciu tej listy. Wszyscy czekamy w napięciu bo lada dzień powinna przyjść ostateczna decyzja i zakończenie procesu 🙂

Gdyby ktoś potrzebował pomocy prawnej w tej kwestii mogę gorąco polecić prawnika, który jest na szczęście wyrozumiały co do kwestii finansowej.

Pozdrawiam i życzę wszystkim powodzenia!!

Odpowiedz

Robert Czerwiec 3, 2016 o 10:44

„Wniosek złożyli w czerwcu 2015r, a w grudniu tuż przed świętami przyszło postanowienie z sądu, że wniosek o upadłość został przyjęty.

Radość była to niesamowita – miły prezent na święta!”

Hmmmmmm jak można się tak radować i to jeszcze w niesamowity sposób, dlatego że Sąd ogłosił czyjąś upadłość… Raczej to smutna wiadomość.

Odpowiedz

Robert Czerwiec 3, 2016 o 10:49

Wysłuchałem całego podcastu, ciekawy wywiad.

Zwróciłem uwagę na jedno – Twój rozmówca Michał przyznał, że zapłacił prawnikowi kilka tysięcy złotych. Jest to więc całkiem spora suma!

A ten prawnik jedyne co zrobił to napisał mu wniosek. Ani nie poszedł z nim na rozprawę, nawet nie pouczył czy musi iść na termin posiedzenia sądowego, nawet niczego mu nie wytłumaczył, Wojtek kompletnie sam musiał wszystkiego się dowiadywać z internetu… Samemu chodził na rozprawy, pisał pisma.

Za takie pieniądze to prawnik powinien go obsłużyć kompleksowo od A do Z.

Odpowiedz

Mateusz Lipiec 13, 2016 o 09:42

Dzięki za fenomenalny podcast. Sam na szczęście nie jestem dotknięty problemem spirali długów, ale mam bliskich, którzy powinny bliżej zapoznać się z tym…

Odpowiedz

Kajtek Lipiec 21, 2016 o 22:35

Właśnie niedawno się dowiedziałem, że pani, która była mi winna za fakturę za usługę księgową, ogłasza upadłość i jak się uda to zamiast tysiąca złotych + odsetki+koszty egzekucji dostanę dwie-trzy stówy. Tak to wygląda, Michale, z drugiej strony. Nie zawsze ofiarą czyjejś upadłości padają banki, czasami są to też osoby prowadzące działalność, które z kolei mogą mieć swoje problemy finansowe. I co? Im też poradzisz upadłość?

Odpowiedz

Robert Sierpień 22, 2016 o 13:30
Małgorzata Październik 25, 2016 o 21:33

Witam,
ja jestem przed rozprawą o upadłość. Konieczność złożenia takiego wniosku była podyktowana różnymi wydarzeniami w moim życiu, które złożyły się na to, że już nie jestem w stanie spłacać długów. Nie będę się w to w głębiać bo to długa historia z rozwodem w tle.
Chciałam się jedynie odnieść do tego, że kogoś przeraża fakt, że nie można po ogłoszeniu upadłości zaciągnąć nowych kredytów. Ludzie, ja nawet nie chcę przechodzić obok banków i innych instytucji finansowych. Nie chcę mieć już samochodu, poradzę sobie bez nowego laptopa itd. Chcę żeby to już wszystko zabrali i dali mi spokój. Odkąd zostałam po rozwodzie sama, potrafię przeżyć za naprawdę małą kwotę i żałuję, że dałam się wmanewrować mojemu ex w coś takiego. Tylko zdrowia i nerwów nikt już nie zwróci, bo rozprawa za miesiąc, więc wynik też jeszcze nie jest przesądzony.

Odpowiedz

Natalia Listopad 14, 2016 o 16:53

Michale, jaki jest ciąg dalszy historii Wojtka?

Odpowiedz

Tomasz Listopad 21, 2016 o 10:13

Szacunek dla Was! Pan Wojtek ciekawa, sympatyczna postać. Podziwiam za postawę. Wydaje mi się, że miałem okazję siedzieć obok Pana Wojtka na JOP-ie w Katowicach.

Serdecznie pozdrawiam!

Odpowiedz

Dodaj nowy komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: