Informacje o nowych artykułach i sposobach oszczędzania pieniędzy prosto na Twój e-mail

    

Codzienne decyzje oszczędnościowe, czyli czy oszczędzanie jest trudne?

przez Michał Szafrański dodano 18 kwietnia 2013 · 59 komentarzy

Codzienne decyzje oszczędnościowe

Oszczędzanie jest trudne i niewygodne – to najczęstsze argumenty, które słyszę od osób, które tłumaczą mi dlaczego nie liczą się z pieniędzmi. Czy się z tym zgadzam? Trochę tak, bo oszczędzanie wymaga systematyczności, ale jednocześnie uważam, że jest ono znacznie łatwiejsze niż zarządzanie zaoszczędzonymi pieniędzmi.

Masz co do tego wątpliwości? No to polecam Ci lekturę mojego gościnnego wpisu na blogu o oszczędzaniu prowadzonym przez Meritum Bank. I jednocześnie cieszę się, że miałem okazję zainaugurować moim wpisem występy zewnętrznych autorów na blogu http://blog.meritumbank.pl.

W artykule tym przedstawiam prosty, jednodniowy przykład na to, że oszczędności można wprowadzać na każdym kroku każdego dnia. I że aby to robić, wystarczy chcieć się po prostu chwilę zastanowić nad „piętnem finansowym” każdej naszej decyzji. Przykład przedstawiony w artykule jest znacznie uproszczony. Założę się, że wielu z Czytelników mojego bloga potrafi znaleźć kolejne sposoby na szybkie, codzienne oszczędzanie pieniędzy.

Ciekawy jestem Waszej opinii na temat mojego wpisu na blogu Meritum Banku. Zapraszam Was do lektury i zachęcam do komentowania tutaj. Powiedzcie mi proszę, jakie codzienne decyzje polepszające Wasze finanse osobiste podejmowaliście w ostatnich dniach? Mam nadzieję, że tym razem to właśnie Wam uda się zainspirować mnie do kolejnych oszczędności :-)

Zapraszam do lektury artykułu „Codzienne decyzje oszczędnościowe„.

"Finansowy ninja" - podręcznik finansów osobistych

Finansowy ninjaMożna już zamawiać moją książkę "Finansowy ninja". To ponad 540 stron praktycznej wiedzy o oszczędzaniu, zarabianiu, optymalizacji podatkowej, negocjowaniu i inwestowaniu, które pomogą Ci zostać prawdziwym finansowym ninja i osiągnąć bezpieczeństwo finansowe.

Przewodnik po finansach osobistych, który każdy powinien przeczytać jeszcze w szkole.

PRZEJDŹ NA STRONĘ KSIĄŻKI →

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach o oszczędzaniu pieniędzy. Nie ujawnię nikomu Twojego adresu!



{ 59 komentarzy… przeczytaj komentarze albo dodaj nowy komentarz }

andrzej Kwiecień 18, 2013 o 23:18

Fajny artykuł na blogu banku. Moja rada tylko jedna: nie oszczędzaj na jedzeniu. Na nic Ci te bieganie rano, skoro potem cały dzień jedziesz na kajzerkach :) Ja oprócz śniadanka (w domu) jem jeszcze 3 posiłki w pracy (kanapka, obiad, owoc) – wszystko też przyniesione z domku :) Odpowiednie żywienie jest naprawdę dużo zdrowsze niż poranny sport.

Co do przynoszenia własnej coli do kina się zgadzam – trochę przeginają tam z cenami. Co do restauracji ze znajomymi to nie popadajmy w paranoje, bo jak wszyscy zaczną unikać wyjścia z domu to życie będzie bardzo smutne a biznesy i gospodarka na tym też nie zyskają :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Kwiecień 19, 2013 o 21:12

Hej Andrzej,

Ależ ja wcale nie oszczędzam na jedzeniu :) Mam po prostu inny cykl. Najadam się na śniadanie w domu i w pracy po prostu nie jestem głodny. Te dwie kajzerki w zupełności wystarczają mi by przeżyć dzień a obiad jem dopiero po przyjściu do domu.

W całej rozciągłości zgadzam się z tym, że odpowiednie odżywianie jest bardzo ważne. Czy stosuję tą zasadę w praktyce? Raczej mógłbym wiele poprawić :) Ale nie twierdzę też, że jestem wzorem do naśladowania 😉 Każdy musi sam wybrać właściwy dla siebie rytm.

I jeszcze tytułem uzupełnienia – ja jestem mały i lekki (raptem 60kg) więc moje potrzeby żywieniowe są nieco inne niż dużego chłopa :)

Pozdrawiam ciepło

Odpowiedz

Marcin Lipiec 4, 2014 o 21:57

Mogę potwierdzić skuteczność obfitych śniadań. Dwa razy byłem na spływie kajakowym ze znajomymi. Za pierwszym razem naszym głównym posiłkiem był obiad. Jest to standardowe podejście więc nic dziwnego nie zauważyłem. Ale za drugim postawiliśmy na solidne śniadanie i okazało się, że przez resztę dnia wystarczy tylko coś podjadać i nie czuje się głodu ani wyczerpania. Z resztą ostatnio słyszałem od pewnej starszej osoby taką sentencje: „Śniadanie zjedz z dwóch, obiadu połowę a kolację oddaj najgorszemu wrogowi”.
Ja to rozumiem w ten sposób, że nasz organizm najlepiej przyswaja jedzenie właśnie z rana a kolejne posiłki już nie są tak wydajnie przetwarzane.

Odpowiedz

ewelinaa Kwiecień 19, 2013 o 22:28

O…jeżeli chodzi o temat KINA – chętnie dołożę swoje 3 grosze :) ja również ostatnio wzięłam swoją colę do kina. Pomijając fakt oszczędności – ta w kinie była w smaku zwyczajnie rozrzedzona… i nie tylko kostkami lodu… A co do popcornu, kupuje świetne ziarno w hipermarkecie Au..n. kg, ok 5 zł. Starcza na długgoo, a dzięki mojej technice prażenia- popcorn jest rewelacyjny!. Nie wiem jak wy uważacie, może ostatnio miałam tą nieprzyjemnośc w sieci kin Mu..o że dostałam popcorn, (nie wiem nie pamiętam, być może był on ” z dołu” ) ale był tak nieziemsko przesolony (nie pierwszy raz)…że odechciało mi się popcornu na jakiś czas. Powinnam chyba ich oskarżyć o zwiększone ryzyko chorób wieńcowych i serca, dosalają niezmiesko. ( Nawiązując do słynnego na owe czasy procesu w USA, gdzie człowiek (kobieta/mężvczyzna – nie pamiętam) dostał wysokie odszkodowanie za to, że oparzył się kawą w kubkach na wynos, bo na nich nie było napisu że można się poprzyć…no bo kto normalny wiedział by że gorąca kawa może być GORĄCA :) ) Ech..ale faktycznie płacić ok 11 zł za 1 l coli (rozrzedzonej) gdzie nawet na rogu w ża…ce stoi po 3,50 ..to troche przesada :)

Odpowiedz

kaya Kwiecień 20, 2013 o 08:22

cola w odroznieniu od piwa z beczki we wszelkiego rodzaju „saturatorach ” typu Mc ,KF,czy kino jest robiona z koncetratu i kranowki i to spore pole do popisu jesli chodzi o proporcje…
i dlatego ja tez nosze swoja

Odpowiedz

Krzysztof Czerwiec 16, 2015 o 13:37

„(kobieta/mężvczyzna – nie pamiętam) dostał wysokie odszkodowanie za to, że oparzył się kawą w kubkach na wynos, bo na nich nie było napisu że można się poprzyć…no bo kto normalny wiedział by że gorąca kawa może być GORĄCA :) ) ” – proponuje doczytac na temat tej sprawy: „Kobieta doznała poważnych poparzeń (6% ciała oparzenia 3 stopnia oraz lżejszych obejmujących 16% skóry), spędziła 8 dni w szpitalu, a jej całkowite leczenie trwało 2 lata i wymagało kilku przeszczepów skóry w celu zminimalizowania szkód powstałych w związku z tym incydentem. ” – patrzac na szkody wyrzadzane przez „goraca” kawe, nie brzmi to juz tak zabawnie…..

Odpowiedz

Arek Kwiecień 19, 2013 o 07:38

No i jestem z powrotem na blogu…. jeszcze raz gratulacje za gościnne występy…. pamiętaj że bramka strzelona na wyjeździe liczy się podwójnie!!!! :)

A tak swoją drogą…. moim zdaniem sama esencją „inteligentnego oszczędzania” jest podejście… micro decyzji! Bez tego nie zmienimy swoich nawyków, które są nie zawsze dobre. Nie zmienimy swojego mentalnego podejścia do pieniędzy, wydawania oraz oczywiście oszczędzania…. bo moim zdaniem zmiana mentalnego podejścia do tak kluczowych spraw jak zarabianie pieniędzy jak również ich „otrzymywania” i efektywne ich wydawanie oraz rozsądne oszczędzanie jest całym meritum sprawy o której rozprawiasz na tym świetnym blogu!

A co do artykułu… czytając go analizowałem swój „standardowy” dzień…. ciekawe porównanie mi wyszło. Cóż dla chcącego nie ma nic trudnego więc jednak można…. Najbardziej mnie nurtuje osobiście to że nie ćwiczę rano…. ale biorąc pod uwagę moje poranne obowiązki niestety abym mógł ćwiczyć musiał bym wstawać o 4 rano :[ A wiadomo że przy obecnym tempie życia jest to praktycznie niemożliwe…. ale nie ma rzeczy niemożliwych więc trzeba się przeorganizować, zoptymalowoać obowiązki poranne i brać się za ćwiczenia :)

Pozdrawiam w oczekiwaniu na kolejne wpisy :)
Arek.

Odpowiedz

Paweł Gaweł Kwiecień 19, 2013 o 08:05

Gratuluję Michał udanego występu gościnnego!

A co do meritum – zgadzam się z Arkiem, że ciąg „mikro-decyzji” jest znacznie lepszy od brania sobie na barki wielkiej rewolucji! Najlepiej zaczynać od drobnych zmian w swoim życiu – to znacznie łatwiejsze, a każdy, nawet najdrobniejszy sukces natychmiast nas motywuje do dalszych akcji!

Co do mnie, to nie biegam, ale od dłuższego czasu wstaję codziennie godzinę wcześniej i medytuję (medytacja vipassana, ale inne też są dobre, np. zen). To powoduje, że od razu zaczynam dzień dobrze skoncentrowany, spokojny i pełen pozytywnej energii! Nie irytują mnie już głupoty w stylu brzydkiej pogody, czy korków ulicznych, itp.
W ciągu dnia, w pracy stosuję patent Leo Babauty bodajże – o każdej pełnej godzinie wstaję zza biurka i robię 10 pompek. Tylko tyle. Drobiazg. A działa fenomenalnie!!!
A przed pójściem spać znowu medytuję ok. 45 minut – to pozwala mi się zrelaksować, wyciszyć i zrzucić z siebie cały miniony dzień. Nigdy nie mam problemów z zaśnięciem (a jestem w wieku 40+)

Pozdrawiam!
Paweł Gaweł

Odpowiedz

wolny Kwiecień 19, 2013 o 08:19

Cześć,
kilka myśli ode mnie
1. Myślę, że mocno przeszacowałeś koszt prysznica – sam podczas „tygodnia innego niż wszystkie” zoptymalizowałem zużycie wody do 10-12 litrów – moja żona również! Owszem jeśli ktoś stoi pod prysznicem pół godziny i leje na siebie strumienie wrzątku, to koszt się zwiększa. Czytałem Twój wpis, w którym piszesz o zużyciu 127 litrów na prysznic – oj Matka Ziemia płacze :)
2. duży plus za rower – sam korzystam z niego 5 dni w tygodniu, 9 miesięcy w roku i generuje to olbrzymie oszczędności. Uwzględniając nie tylko paliwo, ale mniejsze zużycie samochodu, a także brak pokusy, żeby mnieć „lepszą brykę”, suma jest powalająca. I do tego +10 do zdrowia :)
3. ja bym dodał rezygnację z telewizji. Koszt prądu? Pomijalny (no – kilkadziesiąt złotych rocznie). Alternatywny koszt czasu? OLBRZYMI. 4 godziny, które statystyczny Polak MARNUJE przed telewizorem, jest dla mnie jakimś absurdem. Trzeba pamiętać to, o czym sam napisałeś – kosztem jest nie tylko każda wydana złotówka, ale również czas, który można było przeznaczyć na coś wartościowego.

Sam również dużo bym dał za kilka godzin więcej w ciągu doby! Pozdrawiam serdecznie.

Odpowiedz

Nemo Kwiecień 19, 2013 o 09:00

1. Biegasz bez wcześniejszego zjedzenia czegokolwiek ? Chyba to niezbyt zdrowe.

2. Zamiast pianki do golenia polecam zestaw: pędzel + krem – zdecydowanie tańsze i o wiele przyjemniejsze.

Odpowiedz

Paweł Gaweł Kwiecień 19, 2013 o 09:08

A propos golenia – ja golę się raz w tygodniu, w niedzielę – maszynką elektryczną, na sucho 😉

Odpowiedz

Michał Szafrański Kwiecień 19, 2013 o 21:21

Hej Nemo,

Ad. 1. Przed bieganiem trochę się nawadniam i jeśli jestem głodny, to banan w zupełności mi wystarcza. Ja zdecydowanie preferuję bieganie z pustym żołądkiem. Jeśli ktoś biegał po jedzeniu, to wie o czym mówię 😉

Ad. 2. Pomyślę.

Pozdrawiam :-)

Odpowiedz

ewelinaa Kwiecień 19, 2013 o 22:35

Dokładnie Michał, ja często z rana mykam na intensywny rower. Jeżeli już .. max. zjadam musli z mlekiem, a zazwyczaj wypijam wodę z cytryną i miodem. Nie można uprawiac sportu zaraz po pełnym posiłku (typu bułka, jajeczko, frankfurterka :) ) Bardzo obciąża to organizm, który po posiłku powinien to powoli trawić, nie można go w tym momencie zmuszać do wysiłku. W przeciwnym razie, sport na pewno nie będzie przyjemnością, a tylko możemy nabawić się niestrawności..

Odpowiedz

KN Czerwiec 8, 2013 o 17:05

Nie chodzi nawet ile jesz, ale co jesz. Przed intensywnym wysiłkiem nie należy jeść białek, bo 1) ich strawienie wymaga dużo energii 2) ich spalanie nie daje dużo energii, 3) a na dodatek w białkach jest dużo innych (niż wodór i węgiel) pierwiastków np. azot, więc żeby je wydalić mocno obciąża się nerki.
Białka zasadniczo są budulcem organizmu i najlepiej jest je spożywać, gdy organizm będzie miał czas je wbudować w tkanki czyli przed spaniem lub drzemką.

Węglowodany z to dają szybko dużo energii, więc jeśli nie zjesz za dużo, nie powinno być problemów z wysiłkiem.

Odpowiedz

Michał Szafrański Czerwiec 10, 2013 o 19:35

Hej KN,

100% zgody. Dziękuję za komentarz i sugestie.

Pozdrawiam :)

Odpowiedz

Filip Appel Kwiecień 19, 2013 o 09:18

Czytam Twoje wpisy od jakiegoś czasu, czerpiąc z nich wiedzę, ale i przyjemność.
Zdecydowana większość Twoich obserwacji jest celna i przydatna. Kilka z nich dla mnie przynajmniej nie. Dziś z niedowierzaniem czytałem o Coli. Poważnie przychodzisz do kina z własnym napojem? A do restauracji z własnym winem? Pomijam już kwestię itnienia i obecności podczs seansu mlaskaczy/trzeszczaczy/siorbaczy. Michale nie rób tego! 😉

Mam też takie dziwne wrażenie że techniki prysznicowe zmieniłeś. Nie, wiem tego z pewnością, tak tylko kołacze mi w głowie jeden z Twoich wcześniejeszych wpisów. To drobiazg. Mam natomiast nadzieję że nie staniesz się ortodoksyjnym oszczędzającym ja w dowpicipach o Szkotach, którzy podczas przewracania stron w ksiażce gasili światło. 😉

Czekam na następne wpisy traktujące o codziennych pułapkach.

Odpowiedz

Michał Szafrański Kwiecień 19, 2013 o 21:30

Hej Filip,

Dziękuję za komentarz :) Do ortodoksyjnego oszczędzającego jest mi daleko.

Szczerze mówiąc własną butelkę do kina zabrałem tylko dwa razy. I to przede wszystkim dlatego, że w moim najbliższym kinie nie mogę kupić Pepsi – dostępna jest tylko Cola, a ja jestem zdeklarowanym Pepsi-drinkerem.

Mam jedną uwagę gwoli wyjaśnienia: to, że przedstawiłem w artykule przykładowy letni dzień w konkretny sposób, nie znaczy wcale, że ja takie decyzje oszczędnościowe podejmuję non-stop. Moją itencją było pokazanie, że na każdym kroku takie decyzje mogą być podejmowane i że często się nad tym w ogóle nie zastanawiamy. Nawet ja się nad tym nie zastanawiam a potem czasami łapię się za głowę :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Buba Kwiecień 19, 2013 o 09:51

Nie lubię czytać tych wpisów bo popadam w depresję :)

Odpowiedz

Maciek Kwiecień 19, 2013 o 12:13

Michał.
Moim zdaniem w kilku momentach przesadziłeś. Nie żyjemy po to aby na wszystkim oszczędzać. Jeśli chcesz oszczędzić na coli to zdrowiej i lepiej będzie jej nie kupować niż przynosić własną. Ja kieruję się raczej minimalizmem i zastanawiam się czy coś faktycznie jest mi potrzebne czy też nie. Jeśli podejmuje decyzje o zakupie to nie z myślą o tym czy coś na tym zaoszczędzę, tylko czy to zaspokaja moje potrzeby. Kanapka przyniesiona z domu nie zastąpi zdrowego obiadu.

Odpowiedz

Michał Szafrański Kwiecień 19, 2013 o 21:37

Hej Maciek,

„Nie żyjemy po to aby na wszystkim oszczędzać” – 100% zgody :) Wolny wybór każdego człowieka czy chce oszczędzać czy nie i na czym. Ja po prostu lubię Pepsi i chociaż wiem, że niezdrowa etc. to ją po prostu piję. I nie przekonuje mnie argument, że lepiej jej nie kupować 😉

Co do „kanapka przyniesiona z domu nie zastąpi zdrowego obiadu” – z tym się zgadzam w całej rozciągłości. I zwracam uwagę, że w moim przypadku jedno drugiego nie wyklucza i obiady jem w domu, po pracy. A co do „zdrowego obiadu” to definicja ta nie pasuje mi często do tego co widzę w styropianowych pudełkach przynoszonych dla moich kolegów z pracy.

Pozdrawiam :)

Odpowiedz

Magda Kwiecień 20, 2013 o 22:02

Ja bardziej dbam o męża niz Twoja Żona ;-);-);-) (jaja sobie robię), przygotowuję mu zestaw: 2 owoce, obiad (drugie danie) z dużą ilością warzyw oraz kanapka z chleba żytniego (mąka z pełnego przemiału). Jedz warzywa i owoce. Tak jest zdrowej niż napchac się kajzerkami z białej mąki. W ramach prewencji do uprawiania sportu dołóż racjonalne odżywianie.
A Ty wracach z pracy o 16-17 i dopiero jesz obiad. Nie jest dobrze 😉

Odpowiedz

Magda Kwiecień 20, 2013 o 22:09

A Twój blog jest fajny. Nie wszystko kupuję z niego dla siebie, ale część powoli owszem.

Odpowiedz

Michał Szafrański Kwiecień 22, 2013 o 21:18

Hej Magdo,

Cieszę się bardzo, że Ci się podoba. To dla mnie oczywiste, że nie wszystkie treści muszą z każdym z Was „rezonować”. Jednocześnie wierzę, że każdy z Was znajdzie dla siebie coś wartościowego :)

Pozdrawiam serdecznie i życzę byś tych wartościowych treści znalazła na blogu jak najwięcej 😉

Odpowiedz

Bernadeta Kwiecień 19, 2013 o 12:29

Drogi Michale,
nie pamiętam już dokładnie jak trafiłam na Twój blog kilka tygodni temu (przeczytałam wszystkie wpisy i 90% komentarzy). Pewnie zainteresowałam się nadpłatami kredytów. Korzystam z Twoich tabeli do planowania długofalowego swoich finansów. Z zainteresowaniem przeczytałam Twoje perypetie z kupnem i sprzedażą mieszkania – dało mi to wiele do myślenia.

Natomiast jak czytam Twoje sposoby na oszczędzanie to się we mnie coś buntuje. Nie wyobrażam sobie, żebym liczyła każdą kroplę wody albo wkładała zimą lód do lodówki, żeby było taniej. Nie wyobrażam sobie zapisywania każdej wydanej złotówki tak jak Ty to robisz, czy szukania skupu materiałów wtórnych w Warszawie, żeby oddać na złom jeden kawałek żelastwa.

Działasz niekonsekwentnie. Z jednej strony zachowujesz się jak rasowy sknera, z drugiej wydajesz 2 tys./miesiąc na jedzenie i ponad 10 tys. na wakacje. Ja też wydaje nie mało na jedzenie, bo staram się kupować zdrowo (jak chleb to prawdziwy, jak sok to wyciskany itd), ale wydatki mojej rodziny są mniejsze. Mogłabym zrozumieć nawet większy wydatek wakacyjny o ile wakacje są tego warte (np. miesięczny wyjazd objazdowy USA czy Australia), ale nie zwykłe co roczne wakacje.

Ja patrzę na swój budżet inaczej. Odkładam na emeryturę, mam 6-miesięczny budżet awaryjny (buduję dalej) i nadpłacam kredyty (te droższe na wykończenie domu). Robię to powoli i systematycznie. W ciągu ostatniego tygodnia byłam z rodziną w cyrku, 2 razy na lodach i kupiłam sobie gorącą czekoladę w kawiarni. I jest mi z tym dobrze.
Z drugiej strony biorę prysznic a nie kąpiel, chodzę z listą na zakupy, jadąc samochodem planuję co załatwię za jednym zamachem, nie mam dużo rzeczy w szafie, gaszę światło gdy nikogo nie ma w pokoju, zarabiam na money-back. Ale mam czysty umysł i nie myślę 24 godziny na dobę gdzie jeszcze mogłabym zaoszczędzić.

W trumnie nie ma bocznych kieszeni na zwitki banknotów i kosztowności.

Doceniam Twój blog i pracę, którą w niego włożyłeś. Z przyjemnością będę czytać rady praktyczne o zarządzaniu pieniędzmi, ale czasem kupię sobie colę w kinie.
Pozdrawiam ciepło.

Odpowiedz

Michał Szafrański Kwiecień 19, 2013 o 22:02

Hej Bernadeto,

Dziękuję Ci bardzo za obszerny komentarz. Doskonale rozumiem Twój punkt widzenia i cieszę się, że się nim podzieliłaś.

Piszesz, że widzisz u mnie niekonsekwencję. Przyznaję, że tak to może wyglądać. I zapewne pewnie masz również rację, że jestem niekonsekwentny. Pewnie trudno jest zrozumieć moje działanie nie znając mnie blisko i nie wiedząc jakie mam priorytety. A mi z kolei trudno siebie samego przełożyć na słowo pisane. Także siłą rzeczy musi dochodzić do takiego dysonansu poznawczego.

Jedną rzecz chciałbym podkreślić: to nie jest tak, że wszystko o czym piszę mam od A do Z wdrożone w życie. To nie jest też tak, że każdy artykuł na blogu to moja autobiografia. To, że pokazuję ile kosztuje woda, to nie znaczy, że w każdej sytuacji świadomie minimalizuję jej zużycie. Staram się rozumieć te koszty i dzielić się nimi z Wami, m.in. po to by zmusić Was do własnych refleksji, np. takich, że pewnych kosztów nie ma sensu analizować bo są na tyle małe, że to nie jest warte zachodu. Ale to, że ja mam takie „skrzywienie”, spisuję wydatki i próbuję wyciągać wnioski, to pozwala mi dawać Wam konkretne informacje.

Dla jasności: ja nie pożyczałem zimna z dworu w trakcie ostatniej zimy (ani nigdy wcześniej). Ale nie szkodzi mi to napisać, że jest taka metoda :-) Sam na to nie wpadłem, ale skoro już wiem, to chętnie się podzielę. A nóż komuś się przyda. I jak widać zapadło też w Twoją pamięć :)

Nawiążę jeszcze do „mam czysty umysł i nie myślę 24 godziny na dobę gdzie jeszcze mógłbym zaoszczędzić” – bardzo się cieszę, że masz takie podejście bo kondycja psychiczna jest bardzo ważna :) Uwierz, że ja nawet 30 minut dziennie nie przeznaczam na to by zastanawiać się gdzie jeszcze mógłbym zaoszczędzić. Jestem sumą doświadczeń zebranych przez całe życie i z przyjemnością (i niejako hobbistycznie) poszerzam swoją wiedzę finansową. Absolutnie nie jest tak, że szukam oszczędności na każdym kroku. Raczej mimochodem coś mi przychodzi do głowy :) Chociaż wiem, że po lekturze artykułów na blogu, może wyglądać jakbym nie robił w życiu niczego innego.

I jak sama piszesz – ja nie mam problemu z wydawaniem pieniędzy. Wakacje są kosztowne bo to właśnie na nich wyznaję zasadę „król się bawi złotem płaci”. Oszczędzam, m.in. po to, by wydawać pieniądze na to na co mam ochotę i nie musieć się „szczypać”. I wolę zawsze 5000 zł wydać świadomie niż 500 zł przepuścić zupełnie nieświadomie.

I tylko do tego zachęcam żeby swoją „wrażliwość finansową” pogłębiać. Ale jak widzę Ty jesteś blisko ideału: potrafisz oszczędzać nie musząc jednocześnie przywiązywać nadmiernej wagi do buchalterii :)

Pozdrawiam serdecznie i życzę Ci żebyś nadal posiadała (i pogłębiała) ten komfort psychiczny, który posiadasz przy jednoczesnym pomnażaniu majątku :)

Odpowiedz

Ziggy Kwiecień 19, 2013 o 12:53

Witam,

Podobnie jak Bernadeta muszę stwierdzić, że coś się we mnie buntuje czytając te rózne sposoby na oszczędzanie.

Zakręcanie wody pod prysznicem na namydlenie się brzmi jak jakiś horror. W moim przypadku oznaczałoby to póżniejsze zmarnowanie kilku litrów zimnej wody zanim dopłynęłaby ponownie ciepła z junkersa i kilku minut cennego czasu. Nie widzę sensu w takim katowaniu się dla kilku groszy oszczędności.

Dla mnie poziom „luzu” w podejściu do oszczędzania na wszystkim jest jednak większy. Chcę żyć w miarę wygodnie, światło chcę mieć włączone wieczorem i się tym nie stresować…

Pozdrawiam
Ziggy

Polecam patent Nemo z zamianą

Odpowiedz

ewelinaa Kwiecień 19, 2013 o 22:53

Jak juz się rozpisałam .. to tutak też swoje 3 grosze wcisne:) A mianowice chodzi mi o zakręcanie wody pod prysznicem. Ja tez to często robie, nawet nie z oszczędności – lubię się casem w chłodne dni wygrać w ciepłym strumieniu prysznica…ale też często zakręcam wodę na czas na mydlania. A głównie dlatego , że strasznie denerwuje mnie jak zuzywam żel pod prysznic, nawet nie zdążając go rozprowadzić po skórze. Co wycisnę..wraz ze strumieniem od razu spływa. A ja lubię się namydlić swoim ulubionym pachnącym żelem pod prysznic (czasem używając gąbeczki, bo się lepiej pieni,..a przy tym starcza mi na dłużej – efekt niezamierzony:) Jak się ładnie na mydle..to potem mogę włączyć ponownie strumień, Michał chciał nam tylko roziwnąć wachlarz metod ( które skromnie z własnej autopsji wcześniej znałam :) To czy wyrywkowo z nich skorzystamy czy nie -nasz wybór. Po prostu są takie możlwiości. Tu nie chodzi o skąpstwo czy coś w tym kierunku. Podejrzewam (a właściwie jestem pewna :) że Michał nie jest osobą z jakąś nerwicą natręctw o pokroju oszczędnosciowym ( obrazując jak np. główny bohater z :dzień świra”) Mnie osobiście bardziej drażni marnotrawstwo np. wody (ksiązkowy przykład mojego męża, jak w czasie golenia woda na full…sobie leciała, a on powolutku zaczynał się golić.. – ale z sukcesem ten nawyk wytępiłam) niż świadomość , że marnuje się wodę, gdzie w niektórych krajach Afryki robi się wielkie akcje,żeby ludzie w promieniu kilkanastu km mieli do niej dostęp. Najważniejsze to znależć balans między skąpstwem a rozrzutnością.

Odpowiedz

Ziggy Kwiecień 19, 2013 o 13:01

Chciałem jeszcze dodać, że polecam patent Nemo z zamianą pianki do golenia na pędzel i krem. To akurat nie nosi znamion wielkiego wyrzeczenia a pozwala znacząco zredukować koszty golenia. I nie ma problemu z wyciskaniem za małej ilości pianki…

Odpowiedz

TOMASZ Kwiecień 19, 2013 o 14:43

Witam, temat oszczędzania jest jak najbardziej na czasie, ale sam osobiście nie mam zamiaru oszczędzać na jedzeniu. Piszesz Michale że bierzesz do pracy kajzerki, i nie jadasz obiadów w stołówce. Ja osobiście wolę wogóle nie kupować słodyczy i coli, ale zjeść dobry obiad za 15pln, czy kupić sobie ananasa. Ale każdy ma swoje upodobania i każdy musi sobie odpowiedzieć na pytanie gdzie warto oszczędzać…
Co do oszczędzania to powiem że słodycze ( 8 czekolad) i darmowe badania krwi mam co dwa miesiące w Regionalnym Centrum Krwiodawstwa w Krakowie. Więc jak ktoś może oddać krew, chce mieć darmowe badania na żółtaczkę, obecność HIV, czy kiłę, to może nie tylko zrobić coś dla siebie, ale i dla innych.
Oczywiście to propozycja dla tych którzy mają wyrozumiałych pracodawców:)
Ja wolę być przepadany w Centrum Krwiodawstwa niż w publicznym ZOZ. Jest przyjemniej, wg mnie szybciej, i kosztuje mnie to mniej stresu niż w publicznej placówce. A oszczędność nerwów chyba też się kwalifikuje?:)

Odpowiedz

Michał Szafrański Kwiecień 19, 2013 o 22:09

Hej Tomasz,

Dziękuję za trzeźwą obserwację. Jest dokładnie tak jak piszesz – każdy musi dobrać sposoby oszczędzania do własnych preferencji i możliwości. Mam nadzieję, że pomagam Wam w samodzielnej analizie co ma z Waszego punktu widzenia sens, a co tego sensu nie ma :)

Życzę bezstresowego oszczędzania, albo jeszcze lepiej – pomnażania przychodów przy niezmiennych kosztach :)

Odpowiedz

Kuba Kwiecień 20, 2013 o 14:27

Hej Marcin. Ciekawy wpis na blogu banku.

Ja opanowanie swojego domowego budżetu zacząłem od analizy stałych kosztów- abonamentów telefonicznych, tv itp. Ważne oczywiście jest uświadomienie sobie, ile pieniędzy wydajemy niepotrzebnie, bo należy rozdzielić dwa sposoby oszczędzania- inwazyjne i bezinwazyjne. To drugie wbrew pozorom może przynieść więcej oszczędności niż np. zmiana przyzwyczajeń żywieniowych.

Trzeba po prostu zmienić taryfę energetyczną, telewizyjną, telefoniczną a oszczędności bez żadnych zmian w trybie życia same się pojawią.

Dla mnie motywacją do oszczędzania stał się kredyt, który spłacam. Wkrótce mam zamiar zacząć publikować raporty z jego spłaty. Mam nadzieję, że temat wyda Ci się interesujący. Jeśli to dozwolone, to pozwolę sobie umieścić link: http://nieporadnikdomowy.pl/jak-szybko-splacac-dlugi

Pozdrawiam serdecznie i życzę dalszego rozwoju Twojego serwisu.

Odpowiedz

Michał Szafrański Kwiecień 22, 2013 o 21:16

Hej Kuba,

Dziękuję za komentarz. Masz rację, że dokładna inwentaryzacja kosztów, to podstawa do poszukiwania potencjalnych oszczędności. O tym pisałem w artykule „Jak przygotować swoje zestawienie finansowe” oraz w kolejnych częściach cyklu o budżecie domowym.

Dopiero, gdy uświadamiamy sobie ile co nas kosztuje, to możemy zauważyć i wprowadzić najmniej inwazyjne i jednocześnie najkorzystaniejsze cięcia. Podobnie jak w innych przypadkach – warto skoncentrować się na tych obszarach, które dają potencjalnie największe korzyści przy jak najmniejszym nakładzie pracy :)

Powodzenia w szybkiej spłacie kredytu!

Odpowiedz

Nemo_ Kwiecień 20, 2013 o 20:01

1. Bieganie z pustym żołądkiem to poważny błąd – do prawidłowej przemiany materii trzeba jednak trochę węglowodanów.

2. Nie pisałem, że należy biegać z pełnym żołądkiem – to oczywista głupota. Przed wysiłkiem fizycznym należy zjeść jakiś owoc, jogurt z płatkami, itp.

Odpowiedz

Dominik Kwiecień 21, 2013 o 13:44

Hej Michał,

Fajny blog, ciekawy artykuł, daje do myślenia gdzie można zaoszczędzić… chociaż momentami zakrawa o hardcore.

Definitywnie zgadam się z przedmówcami co do:

– diety, żeby utrzymać pewien stopień efektywności fizycznej i psychicznej trzeba dostarczyć organizmowi w regularnych odstępach czasowych „paliwa”. Również jem śniadanie w domu i biorę jedzenie z domu do pracy, ale nie oszczędzam aż tak drastycznie. Zazwyczaj jest kanapka, ale do tego koniecznie owoce lub warzywa, mięso lub odpowiednik energetyczny, ryż, kasza (np kuskus ok 3zł paczka, starcza na 4-5 posiłków, zalewasz wrzątkiem -gotowe), marchewka, groszek… wybór jest duży. Obiad można podzielić na dwa jeśli starczy czasu, a już obowiązkowo w dni treningowe. Wieczorem delikatna kolacja. Jeśli najadasz się codziennie po powrocie do domu i nie chodzisz spać późno, to nie wysypiasz się się efektywnie, bo Twój organizm pobiera energię na trawienie. Oczywiście zgodzę się że da się tak funkcjonować, wyrobić pewne nawyki, tylko na jak długo i jakie będą koszty leczenia powstałych w ten sposób schorzeń ?

– Co do prysznica to jest chyba taki mini „luksus”, „luz” z którego nie koniecznie warto rezygnować- oczywiście jeśli jest w granicach rozsądku. Biorąc pod uwagę pozytywną energię która wyzwala się po takim prysznicu i efekt z jakim można wykorzystać tą energię, mocno bym się zastanawiał nad rezygnacją. Sam biorę gorący na rozluźnienie i następnie chłodny na zahartowanie. Później jeszcze 15-20 minut medytacji… ale to zupełnie inny temat. Tym sposobem m.in. oszczędziłem sporo na lekach, bo mniej choruję.

W kwestii dojazdu do pracy mam podobny dylemat, 5km. Silnik nawet się nie rozgrzeje… A jak się rozgrzej to korci żeby przydusić :). I tutaj taki drobny patent, zapożyczony od mojego kolegi, możliwe że o tym też już pisałeś – ustawiam na co dzień komputer tak żeby pokazywał zużycie paliwa cały czas, w centralnym miejscu wyświetlacza. Łatwo sobie uświadomić ile PLN kosztuje każde dociśnięcie pod czerwone pole na obrotomierzu, które de facto nie daje relatywnej frajdy bo trzeba zaraz hamować. Po pewnym czasie traktuje to już prawie jak grę – czy uda mi się zrobić niższe spalanie. Co innego poza miastem, wyznaczonym do tego miejscu i czasie :) – wtedy szybko przełączam wskaźnik zużycia paliwa, na inne dane.

Koniec, mój wpis robi się nieznośnie długi.

Pozdrawiam, powodzenia, czekam na kolejne artykuły na blogu.
Dominik

Odpowiedz

Michał Szafrański Kwiecień 22, 2013 o 21:30

Hej Dominik,

Witam Cię na blogu i dziękuję za Twój (chyba pierwszy) komentarz :) Ja bardzo lubię czytać długie komentarze, bo z nich dowiaduję się także nieco więcej o Was. Dla mnie są całkiem „znośnie długie”.

Co do jedzenia, to ja absolutnie nie jestem wzorem do naśladowania. Jestem nocnym markiem i lubię posiedzieć w nocy. Czasami zdarza mi się wręcz podjadać w okolicy pierwszej czy drugiej w nocy, jak mnie ponownie złapie „mały głód”. Niestety wiem, że tu powinienem sporo zmienić. I w zakresie polityki żywieniowej i w zakresie wysypiania się.

A z autem to bardzo słuszną obserwację masz. Ja mam stale w aucie włączone pokazywanie chwilowego spalania i przyznaję, że ma to pewien wpływ na sposób w jaki jeżdżę :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Agata Kwiecień 21, 2013 o 14:28

Dzięki za artykuł, który uświadamia nasze lenistwo myślowe i nie tylko! Dla mnie duże możliwości oszczędzania tkwią w codziennych zakupach, czy też myśleniu o nich. Twoje artykuły o kontach typy money back sprawiły, że założyłam takie w millenium. Od czasu, kiedy zwrot jest za pełne wydane 100 zł, chodzę po supermarketach z listą zakupów i kalkulatorem w komórce. Patrząc na zawartość koszyka i kwotę, otwiera się człowiekowi świat! Duża oszczędnością jest niezabieranie dzieci na zakupy. Na początku moich bojów ze świadomym oszczędzaniem zabrałam się za … zamrażarkę! Prowadzę dwuosobowe gospodarstwo domowe. Zawsze coś z gotowania zostaje i jest mrożone. Lubię gotować i zawsze coś w tej zamrażarce ląduje na zapas. Efekty: obiady na miesiąc i wyłączenie „zapasowej” lodówki w piwnicy! Ten prąd! Czekam na artykuły o psychologii oszczędzania i kosztach samochodowych. Pozdrawiam

Odpowiedz

takajedna Kwiecień 22, 2013 o 12:30

Jeśli ktoś oszczędza z rozwagi, a nie dlatego, że musi (bo po prostu nie ma pieniędzy i musi nad każdym zakupem się zastanowić), to wiadomo, że oszczędza po coś, czyli np. wyda zaoszczędzoną kasę na wypasione wakacje itp.

Jeśli ktoś nawet dobrze zarabia i nie oszczędza, to nie będzie go stać na wakacje, bo przetraci bezmyślnie kupę kasy nie zastanawiając się nad tańszymi rozwiązaniami codziennych potrzeb.

Zatem nie dziwi mnie fakt, że ktoś nosi kanapki do pracy i zakręca wodę w kranie a potem lekką ręką wydaje 10 tysięcy na wakacje, bo przecież po to oszczędzał.

Odpowiedz

Michał Szafrański Kwiecień 22, 2013 o 21:37

Hej Takajedna,

Dziękuję za trzeźwe i zbieżne z moim podejście do tematu. Dobrze ujęłaś istotę oszczędania. Ja robię to zawsze po coś, w jakimś konkretnym celu. Nie tak po prostu i dla pieniędzy. Pieniądze mogą być środkiem do celu, ale nie celem samym w sobie. To temat na oddzielną długą dyskusję jak widzę :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Kwiecień 29, 2013 o 13:42

im więcej zarabiasz, tym więcej wydajesz, niestety – do czasu wstrząsu i uświadomienia;
w każdym poradniku na temat oszczedności, finansów itd. jest inf., ze oszczędzanie i inwestowanie wtedy ma sens, kiedy jest drogą do konkretnego celu, samo dla siebie – rozejdzie się szybciej niż myślimy;
osoby o niskich dochodach powinni być dla nas najlepszymi nauczycielami: planowania wydatków! bo od tego trzeba zaczać wydawanie, oszczędzanie itd. – od dobrego planu

Odpowiedz

xyz Kwiecień 22, 2013 o 22:19

takajedna święta racja jest gro ludzi, którzy chodzą do kina np. raz na dwa lata (coli to nawet nie kupują), nie wspominając już o innych wyjściach, bo musi starczyć, bo chcą cokolwiek zaoszczędzić.
Jest też gro ludzi, którzy dużo zarabiają, mają oszczędnośći, a w zależności od piorytetów oszczędzają jeszcze np. na ubraniach czy innych rzeczach.
Biedny osiągając wyższy poziom pewnie dlugo nie pozwoliłby sobie na drogie wakacje (pojęcie względne, załóżmy już te 10 000 PLN), bo bałby się ponownej biedy i wolałby się zabezpieczyć.
Bogaty mając odłożoną gotówkę czuje się pewny i wydaje na różne przyjemności.

Odpowiedz

OszczędnyPiotr Kwiecień 23, 2013 o 09:34

No nie oszukujmy się, samo oszczędzanie to nie jest nie wiadomo co. Można się tego wyuczyć ale problem polega na tym, że ludzie mają dziwne podejście i oszczędzanie kojarzy im się z katowaniem samego siebie i wiecznymi wyrzeczeniami. Zamiast pomyśleć i zacząć analizować i kojarzyć pewne fakty ludzie bezmyślnie po prostu brną w jakieś zakłamane teorie.

Odpowiedz

GO-Leasing Kwiecień 23, 2013 o 17:51

Oszczędzanie jest łatwe, o ile poznamy sytuację na rynku. Nie chodzi nawet o to, by odkładać gdzies pieniądze, na jakies konto czy w skarpetę, ale by nie przepłacać tam gdzie można znaleźć korzystniejsze oferty – coś o tym wiemy. 😉

Bardzo ciekawy blog, widzę że interesuje Cię tematyka finansowa. Chcielibyśmy zebrać komentarze profesjonalistów z branży, staramy się poruszać tylko najważniejsze zagadnienia, dlatego chciałbym zaprosić Cię do polubienia i śledzenia informacji na FB firmy Go-Leasing : https://www.facebook.com/ekspercileasingu

Odpowiedz

Koper Kwiecień 25, 2013 o 13:57

Po przeczytaniu większości komentarzy, naszła mnie ochota na podzielenie się swoimi doświadczeniami.
Porównując się do osób codziennie ćwiczących czy robiącychy kanapki, kosztem porannego spania – chylę czapkę z głowy. Udaje mi sie raz w tygodniu pograc w siatkówkę. Walczę z nałogiem tytoniowym, poprzez epapierosa, olbrzymia zmiana kosztów, ale czasem popalam zwykłe (ci co palą i rzucali wiedzą, że brakuje tej przyjemności). Wieczorami do późna lubię czytać -marnując prąd 😉 a że uwielbiam spać (kto nie lubi) to potem jakoś nie mogę się zmusić by wstać wcześniej i zrobić sobie np kanapki – a bardzo bym chciał, czytanie tego bloga, powoduje, ze postaram się z tym zmierzyć. Kiedyś wstawałem przed 6 rano 2x/tyg i szedłem na basen, pomijając wydatki miałem regularny trening i oszczędność na prysznicu :) Kiedyś nawet z ciekawości wyliczyłem ile by mnie kosztowało chodzenie na basen tylko w celu wziecia prysznica, dzięki naliczaniu minutowemu na basenie i zakupie drogiego karnetu z mega zniżką, wyszło taniej niż w domu hahaha Uznałem za zbyt duże sknerstwo – ale może ktoś to podłapie :) Czasem wezmę gorącą kąpiel w wannie, nie licząc się z kosztami, czasem wyskoczę coś zjeść na mieście, korzystam z monebacków ile wlezie, dodatkowo mam kilka dodatkowych źródeł dochodu, które nie zabierają mi zbyt dużo cennego czasu. A wydatki notuję od ponad roku, ale bez rozbijania na bułkę, serek i szczypiorek, tylko na kategorie, dzięki temu faktycznie pojawił mi się ciekawy obraz. Z ciekawostek okazało się, ze na same prezenty w ciągu roku wydałem ponad 3000zł. Wszelkie odłożone nadwyżki inwestuję.
Jedyna moja rada na oszczędzanie – golenie. Sporo sie o tym mówiło. Ja golę się elektryczną od 2 lat, na początku miałem małe podrażnienia, ale pozwoliłem skórze się przyzwyczaić i jest OK. Pozdrawiam oszczędzających, a najbardziej tych racjonalniych. Uważam tak jak autor bloga, że czasem trzeba zaszaleć a najwazniejsze, by kasa nie wypływała bez sensu bokiem.

Odpowiedz

Michał Szafrański Kwiecień 25, 2013 o 20:02

Hej Koper,

Dziękuję za obszerny komentarz i opisanie Twojej metody na codzienne oszczędności. Miło mi czytać taki komentarz i czuć stojące za nim racjonalne podejście.

Kibicuję Ci w oszczędzaniu i serdecznie pozdrawiam!

Odpowiedz

Kwiecień 29, 2013 o 13:26

zaczęłam czytać i od razu skojarzyło mi się ze sceną filmową – jak oszczędzać czas – tutaj tez kilka wskazówek haha:
http://www.youtube.com/watch?v=fBfQgcLvg-c

a na poważnie, cóż mogę dodać od siebie, kobiety:
1. planować jadłospis na cały tydzień, a tym samym robić listę potrzebnych składników i tylko raz w tygodniu robić zakupy ZGODNIE Z LISTĄ! pomijam kupowanie świeżego chleba w piekarni;
2. nie zabierać na zakupy dzieci! :) bo jak już odmówimy lodów, mamby, batoników to ostatecznie ta czekolada, no przecież nie zaszkodzi – i tak nas naciągną! :)
3. GOTOWAĆ na mniejszej mocy kuchenki, ale zawsze z zamkniętą pokrywką
4. zastanowić się i przeliczyć – w zależności od kuchenki, prądu/gazu itd. – czy korzystać z CZAJNIKA ELEKTRYCZNEGO czy może lepiej tradycyjnego z GWIZDKIEM??
5. zamontować, jeśli ktoś nie ma podwójną spłuczkę w toalecie – na zbiornik z mniejszą i większą ilością wody
6. nawet jeśli ktos nie widzi sensu – zbierać punkty lojalnościowe, zainspirowana paybackiem opisanym na tym blogu, zaczęłam zbierać, na co, po co? -> kupiłam za nie ostatnio książkę w empiku! – jest szczędność, a że zierają się w wielu punktach, ich ilość szybko narasta, tylko zyskuję :)
pozdrawiam serdecznie
PS czekam na ocenę punktową z BIKu, tak dla siebie, wcześniej, jeszcze w starym roku zamawiałam tę bezpłatną, uświadamia – tak to wszystko widzą?! :) ale ciekawa też jestem jak mnie oceniają :)
dziękuję za ten blog!

Odpowiedz

Michał Szafrański Kwiecień 30, 2013 o 01:46

Hej Aś,

Dziękuję za komentarz i uzupełnienie listy :) Film, który załączyłaś – klasyka :) I tak już na koniec: ależ się cieszę, że udaje Ci się coś „wycisnąć” dla siebie z lektury mojego bloga. Serce mi rośnie, gdy się dowiaduję, że jakoś tam wpływam pozytywnie na Twoją rzeczywistość.

Pozdrawiam cieplutko…

Odpowiedz

Joanna Maj 8, 2013 o 15:12

Niestety, dla dużej części społeczeństwa oszczędzanie wydaje się czymś niemożliwym do zrealizowania. Jednak rzeczywiście, przy odpowiednim rozplanowaniu wydatków można przyzwyczaić się do regularnego odkladania jakiejś sumy. Szczególnie mając na uwadze sytuacje systemu emerytalnego, gdzie bez indywidualnego oszczędzania można znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji. Dlatego także jestem zdania, iż im wcześniej zaczniemy oszczędzać, tym lepiej. Sama założyłam ostatnio konto IKE, trzeba się w końcu zacząć odkładać.

Odpowiedz

Michal Maj 8, 2013 o 18:01

Michał,

Przetestuj spożywcze zakupy internetowe. Dużo marketów już je oferuje.
Odkąd korzystamy z zakupów online nasze rachunki za jedzenie spadły. Nie kuszą nas promocje, zapachy, świetnie wyglądające drogie sery i ryby. Jest lista – zawsze precyzyjna, bo planujemy mniej więcej jadłospis – kilka kliknięć i załatwione. OK, dostawa kosztuje od kilku do 20pln (Auchan), ale to i tak mniej niż nasz czas i promocyjne pułapki, na które byśmy się złowili :) Aha, warzywa i owoce przyjeżdżają zazwyczaj lepsze niż bym sam wybrał, więc nie ma obaw, że dostaniesz jakieś spady.
Jedna rzecz, którą trzeba zaakceptować to reklamacje. Czasem pomylą produkty albo czegoś nie dowiozą bo nie mogli się dodzwonić i zaproponować zamiennik, ale nie jest to duży ból. Wszystkie sklepy (kupowaliśmy i reklamowaliśmy w Auchan, Leclerc, Piotr i Paweł, Alma i Frisco) mają zrobione bardzo dobrze – generalnie wszystkie problemy uznają, przepraszają.

Podobnie robimy z kosmetykami – żona w jakimś internetowym sklepie kupuje raz na kwartał całą paczkę używanych przez nas rzeczy i zawsze mamy bezpieczny zapas taniej niż gdzie indziej.

W efekcie uzyskujemy komfort i oszczędności. Jak raz na ruski rok wpadam do supermarketu, to przeżywam traumę – nie wiem jak można marnować co tydzień na to czas zamiast się wylegiwać, jeździć rowerem, pracować, czy co kto tam lubi.

Odpowiedz

Michał Szafrański Maj 8, 2013 o 20:32

Hej Michale,

Dziękuję za komentarz i porady :) Ja kiedyś kupowałem w marketach internetowych (od a.pl aż do tych na „t”) i chociaż ceniłem sobie wygodę i oszczędność czasu, to pomyłki i sporadyczne problemy z wymieszaniem produktów w pudełkach skutecznie mnie zniechęciły.

My z Żoną mamy „aktywny filtr” na promocje i kupujemy tylko to co planowaliśmy więc nie mamy problemu z tym, że w „sklepie kupimy więcej”. Zweryfikuję jak wygląda kwestia cena w hipermarketach online. Jakiś czas temu były one generalnie wyższe niż w marketach stacjonarnych, ale sporo się zmieniło (konkurencji przybyło).

Może pora się przeprosić z marketami online :)

Podrawiam serdeczenie

Odpowiedz

Juliusz Maj 10, 2013 o 19:10

Witaj Michale. Przypadkiem trafiłem na Twojego bloga i od tej pory na bieżąco sprawdzam nowości na stronce jak wiadomości w gazecie 😉 Piszę do Ciebie z prośbą o poradę. Jakiś czas temu kupiłem mieszkanie, a wraz z nim dostałem w prezencie książeczkę mieszkaniową od rodziców, którzy założyli ją jeszcze jak byłem małym chłopcem. Od tamtego czasu systematycznie oszczędzali na niej regularne sumy pieniędzy, których troszeczkę się po takim czasie zebrało. Poza wkładem z tych x lat odebrałem także naliczone odsetki i premię, które patrząc z perspektywy tych lat nie były zbyt wielkie. W każdym razie taki prezent to był dobry start w moje dorosłe życie. Niedawno sam zostałem ojcem i patrząc w przyszłość chciałbym też dać swojemu synowi taki prezent. Załóżmy że po tych 20 latach systematycznego oszczędzania chciałbym uzbierać kwotę, która starczyłaby na opłacenie studiów, czy wkład własny przy kredycie na zakup mieszkania. Nie chciałbym w tym miejscu powielić błędu rodziców i nie wiem jaki produkt wybrać, aby poza kwotą odłożoną znalazłyby się także odsetki które chociaż uwzględnią czynnik inflacji. Czy mozesz mi coś doradzić? Zastanawiałem się nad funduszami inwestycyjnymi, ale nie chciałbym stracić ani złotówki odłożonej przezemnie. Do lokaty nie móglbym dopłacać co miesiąc pieniędzy. Konto oszczędnościowe raczej nie spełni swojej roli ze względu na dostep do pieniędzy i niskie oprocentowanie. Sam juz nie wiem co byloby najlepsze. Jesli masz jakieś ciekawe rozwiązanie chętnie go podsłucham. Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz

Michał Szafrański Maj 12, 2013 o 18:18

Hej Juliusz,

Dziękuję za pozytywny komentarz i cieszę się, że blog stał się dla Ciebie codzinną lekturą :)

Co do oszczędności dla dziecka: jeśli nie akceptujesz żadnego ryzyka, to jedyną opcją jest rachunek oszczędnościowy. Rachunki oszczędnościowe nie muszą być wcale tak nisko oprocentowane jak Ci się wydaje. Przykładowo: rachunek w Meritum Bank (podaję Ci tylko jako przykład, bo na pewno są banki, które mają także lepsze warunki) daje w tej chwili 4,2% rocznie. Nazwij rachunek imieniem dziecka lub dopisz dodatkowo w nazwie „będę świnią jeśli ruszę te pieniądze” 😉 lub dowolny inny tekst, który zmotywuje Cię do nie ruszania ich. I ustaw zlecenie przelewu co miesiąc z ROR konkretnej kwoty (najlepiej zaraz po wpływie wynagrodzenia). Nie będziesz musiał pamiętać o tym, że odkładasz dla dziecka.

Pozdrawiam serdecznie :)

Odpowiedz

Jakub Maj 27, 2013 o 12:01

Michał, wracam do tego wpisu po raz kolejny przez przypadek i widzę, że dyskusja się rozwija. To bardzo fajnie, że i w naszym kraju ludzie zaczynają logiczniej myśleć o pieniądzach. Wszyscy nasi znajomi z zagranicy (Niemcy i Wlk. Brytania), odwiedzający nas tutaj twierdzą, że Polacy chcieliby szybko się dorobić na czymkolwiek, a pieniędzmi szastają, jakby zawsze mieli ich za dużo. Tymczasem bogactwo finansowe (i życiowe) buduje się powoli, mozolną pracą i oszczędzaniem, rozsądnym wydawaniem pieniędzy. Nawet oszczędzanie na korzystaniu z lodówki (tak, czytałem ten Twój artykuł 😉 ma sens!

Pozdrawiam serdecznie i powodzenia.

Odpowiedz

Janek Maj 27, 2013 o 18:02

Witam
Artykuł naprawdę ciekawy. Jeśli chodzi o oszczędności, to oszczędzać można na każdym kroku, i to dosłownie. Czytałem kiedyś taką anegdotę, „przychodzi kolega do znajomego, otwiera furtkę, i przy powitaniu mówi, wiesz co, ale furtkę to musisz naoliwić, strasznie ciężko chodzi, a znajomy na to, a wiesz ile wody mi napompowałeś?”. Jeśli chodzi o payback, to warto skorzystać ze strony:http://www2.payback.pl/

Odpowiedz

Alicja Sierpień 22, 2013 o 04:10

Mam takie pytanie, może nie do końca zgodne z tematem artykułu, aczkolwiek w pewnym sensie tak, bo przecież codzienne oszczędzanie, to również korzystanie z różnego rodzaju produktów finansowych, takich jak np. konta bankowe (które umożliwiają nam odkładanie pieniędzy, jak np. program mSaver w mBanku), czy też lokaty, bankowe albo… no właśnie – i to moje pytanie do pana, Panie Michale – jako do specjalisty w zakresie oszczędzania: „Czy uważa Pan, że lokaty w SKOK-u, to dobry sposób na pomnażanie oszczędności”? Np. SKOK w Wołominie (bo inne nie mają chyba tak atrakcyjnej oferty), daje nam możliwość ulokowania pieniędzy na wysoki procent, bo aż do 6,9%. Z tego, co się orientuję, banki nie dają nam tak dobrych warunków, wiem, że oprocentowanie lokat w bankach spada. SKOK-i zaś – uznawane były za parabanki, ale teraz przecież są objęte już nadzorem KNF i gwarancją Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. A więc pytam o Pana zdanie w tej kwestii – czy Pan zaufałby SKOK-om? Ulokowałby Pan tam swoje pieniądze?

Odpowiedz

Inwestor Kwiecień 16, 2014 o 11:47

Moim zdaniem oszczędzanie jest trudne. Sam pamiętam swoje początki oszczędzania – w kilku pierwszych miesiącach oszczędziłem zaledwie 200zł, a to dlatego, ponieważ źle rozplanowywałem wydatki. Ale później było tylko lepiej. Obecnie miesięcznie jestem w stanie oszczędzić od 500 do 1000zł i uważam, że jest to bardzo dobry wynik.

Odpowiedz

Janek Maj 3, 2014 o 21:52

Michał,

Przepłacasz za parkowanie? Polecam parkowanie smartfonem – płacisz dokładnie tyle, ile stoisz, a nie tyle, ile musiałeś wrzucić na zapas.
Oprócz samych pieniędzy dla mnie ważne było coś innego: tak nie lubię przepłacać, że zbyt często „przyżydzałem”
parędziesiąt groszy i jak nie zdążyłem na czas, to musiałem płacić mandat – kiepska inwestycja na minus tysiąc procent. 😉


Pozdrawiam,

(js).

Odpowiedz

Tomtoms Maj 23, 2014 o 21:40

Świetny cykl wpisów o oszczędzaniu, sam staram się jak mogę także mniej tracić na wodę i prąd.

Odpowiedz

Marcin Kwiecień 28, 2016 o 12:43

Hej, Michał. Po fuzji banków blog zniknął – może wrzucisz artykuł do siebie, żeby link nie prowadził donikąd. Pzdr, Marcin

Odpowiedz

Kamil Listopad 27, 2016 o 16:10

Hej Michał, podłączam się do prośby Marcina :)

Odpowiedz

Dodaj nowy komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: