Informacje o nowych artykułach i sposobach oszczędzania pieniędzy prosto na Twój e-mail

    

Masz wątpliwości? To dobrze!

przez Michał Szafrański dodano 28 maja 2020 · 44 komentarze

Wątpliwości koronawirus

Sytuacja z koronawirusem skłania wiele osób do refleksji. To dobrze. Każdy od czasu do czasu potrzebuje weryfikacji własnych przekonań i poczucia pewności siebie.

Do napisania tego krótkiego artykułu skłoniło mnie kilka obserwacji, które zbiegły się w czasie.

Po pierwsze: otrzymuję coraz więcej maili z pytaniami co robić w sytuacji koronawirusowej z własnymi finansami. Piszecie w różnych sytuacjach: ktoś stracił pracę, ktoś inny spodziewa się zwolnienia, ktoś obawia się, że za chwilę jego pensja zostanie ścięta o kilkadziesiąt procent, ktoś przymierzał się do zakupu mieszkania i nie wie czy się wstrzymać czy nie (swoją drogą już na ten temat pisałem w artykule “Co robić z pieniędzmi w obliczu epidemii koronawirusa i co zagraża finansom osobistym”), komuś spadły obroty w firmie i zastanawia się czy się przebranżowić, a ktoś jeszcze inny ma dobrą sytuację, spore oszczędności, ale zastanawia się czy coś zmieniać w tym swoim sposobie działania ze względu na koronawirusa.

Po drugie: piszą też osoby, które dopiero teraz zauważają znaczenie systematycznie budowanych poduszek finansowych. Dzielą się przemyśleniami o swoim poczuciu bezpieczeństwa, ale jednocześnie przejawiają także szereg wątpliwości, np. co robić z oszczędnościami w czasie niskich stóp procentowych. Pomimo, że mają obiektywnie dobrą sytuację, to szarpią nimi przeróżne wątpliwości dotyczące przyszłości i możliwości ochrony zgromadzonego kapitału.

Po trzecie: zauważam też drugi biegun. Nie brakuje osób z nadmierną pewnością siebie widzących prostolinijne rozwiązania, np. „oprocentowanie lokat spadło + wyceny na giełdzie spadły = to znaczy, że jest okazja i trzeba inwestować”. Idą jak dzik w żołędzie (podobno na południu mówi się: jak dziś w sosnę) i w zasadzie gotowi są podejmować nadmierne ryzyko bez stosowania jakichkolwiek zasad ograniczania ryzyka i zarządzania kapitałem. Jedną z takich historii możecie przeczytać na blogu App Funds – „Mam 20 tys. zł i chcę kupić akcje KGHM. Zarobię?”.

Jak to wszystko wypośrodkować? Kiedy się martwić, a kiedy uznać, że sytuacja jest w miarę OK? Czy należy się przejmować nieodgadnioną przyszłością? – to wszystko są bardzo zasadne pytania i wcale nie dziwi mnie, że to właśnie teraz nachodzą nas przeróżne wątpliwości.

Poniżej dzielę się więc pewnymi osobistymi refleksjami + rzucam garść zdroworozsądkowych podpowiedzi. Mam nadzieję, że przynajmniej części z Was do czegoś się to przyda.

Liczne pytania z wieloma możliwymi odpowiedziami

Zacznę od tego, że to całkiem normalne, że mamy przeróżne obawy i wątpliwości. Wszyscy zderzyliśmy się obecnie ze skutkami epidemii koronawirusa – sytuacją niespodziewaną, nieznaną i nietypową. Jeśli macie około 20–30 lat, to kryzysu finansowego z lat 2007–2009 raczej nie doświadczyliście bezpośrednio, więc trudno obecną sytuację z czymkolwiek porównywać. Jeśli macie 40–50 lat, to zapewne pamiętacie krach po bańce .com w 2000 roku i zawieruchę z lat 2007–2009, która miała swoje reperkusje także i w Polsce.

Pamiętam dokładnie, jak mój ówczesny pracodawca, obawiał się spadku zamówień i tego, że jako firma zdrowo oberwiemy po kieszeni. Pamiętam też, że wiele firm miało wtedy bardzo proaktywne podejście szykując się na najgorsze jeszcze zanim rzeczywiście zauważyły efekty kryzysu w swoich wynikach finansowych. To co było wtedy dla nich najważniejsze, to sprawne dostosowanie się do bieżącej sytuacji i przetrwanie gorszego okresu w taki sposób, aby móc szybko rozwinąć żagle po ponownym odbiciu gospodarki.

Tak to wyglądało z perspektywy firm i pracodawców. A jaka była perspektywa szeregowego pracownika?

Pamiętam olbrzymią niepewność. Miałem dobrą pozycję w firmie, ale moje zarobki zależały bezpośrednio od wyników biznesu. Obawiałem się, że spadną i to znacząco. Dla mnie oznaczało to potencjalnie chude czasy. Miałem oszczędności, ale… w międzyczasie przytrafił mi się wypadek i kosztowna operacja. Okres rehabilitacji przypadł na rok 2008. Jednocześnie był to najbardziej mroczny czas w moim życiu, w którym zadawałem sobie wiele pytań dotyczących mojej bliższej i dalszej przyszłości. Kryzys i wypadek uświadomiły mi po jak cienkim lodzie stąpałem przez lata. Znajomi, z którymi się wtedy sporadycznie spotykałem, raczej nie tryskali optymizmem. W rozmowach przewijały się wątki typu „dobrze to już było” oraz tematy związane ze zwolnieniami i zmianami pracy.

Mam wrażenie, że teraz mamy „powtórkę z rozrywki”. Po dekadzie rynku pracownika, kiedy to dobrzy kandydaci do pracy w zasadzie dyktowali warunki swoim przyszłym pracodawcom, nastąpił swego rodzaju reset. Gospodarka zaliczyła kosztowną pauzę, która – według przeróżnych specjalistów – może odbijać się czkawką przez dłuższy czas. Na poziomie indywidualnych gospodarstw domowych oznacza to liczne problemy i wyzwania: sporo osób straciło pracę lub co najmniej nie jest pewna swoich zarobków w najbliższym czasie, sporo mikroprzedsiębiorców musiało w zasadzie całkowicie wstrzymać swoją działalność, wiele osób musiało nauczyć się pracować w domu albo stosować specjalne środki ostrożności w swoim miejscu pracy. Obiektywnie – sytuacja pioruńsko się skomplikowała.

Nie ma nic dziwnego w tym, że w trakcie takiego okresu niepewności – dopadają nas przeróżne wątpliwości. Tak jak wcześniej wydawało nam się, że sporo elementów naszego życia mamy pod kontrolą, tak teraz mnożą się pytania. Są one różne w zależności od naszej sytuacji życiowej i finansowej, ale myślę, że usłyszycie siebie w wielu poniżej wymienionych:

  • Czy obecna sytuacja to powtórka z historii czy coś zupełnie nowego?
  • Co będzie się działo z gospodarką i jak to przełoży się na mój portfel?
  • Czy ta sytuacja doprowadzi do wysokiej inflacji?
  • Co robić z oszczędnościami w czasach niskich stóp procentowych?
  • Czy moje oszczędności są bezpieczne? Gdzie je przechowywać?
  • Czy to dobry moment żeby rozpocząć inwestycje na giełdzie?
  • A może warto kupić waluty?
  • A może złoto?
  • Co zrobi mój pracodawca i czy grozi mi zwolnienie?
  • Czy akceptować propozycję obniżenia wynagrodzenia?
  • Czy znajdę teraz nową pracę, jeśli zostanę zwolniony?
  • Co mogę zrobić, aby zabezpieczyć się przed takimi sytuacjami w przyszłości?
  • Jak przestawić moją firmę na inne tory i uodpornić ją na takie sytuacje?
  • A może zamknąć firmę?
  • A co jeśli będzie kolejna fala zachorowań?
  • Ile czasu potrwa kryzys?
  • Czy kiedykolwiek jeszcze będzie możliwe normalne życie i spotykanie się z innymi?
  • Jak sobie poradzę, jeśli będę musiał tak funkcjonować przez kilka najbliższych lat?
  • Czy powinienem realizować plany dotyczące zmiany pracy / własnej firmy / nadpłaty kredytu / zakupu mieszkania, czy może lepiej przeczekać aż sytuacja się wyklaruje?
  • Ile trzeba będzie czekać?
  • A co jeśli potrwa to dłużej niż się spodziewam?

Daj sobie przyzwolenie na wątpliwości

Te pytania są jak najbardziej zasadne. Niepokój i obawy są uzasadnione. Im większa niepewność, tym więcej pytań.

W czasach, gdy wszystko układa się po naszej myśli, to raczej optymistycznie patrzymy w przyszłość. Niektórzy obmyślają jakiś plan i cieszą się z jego systematycznej realizacji. Inni żyją teraźniejszością z nadzieją, że jakoś to będzie. Gdy jednak wytrącani jesteśmy z tej sielankowej równowagi, to pojawiają się wątpliwości. Co gorsza – słuchanie przeróżnych ekspertów wypowiadających się na temat przyszłości potęguje naszą niepewność. Łatwo w takich sytuacjach o niepotrzebne emocje – tym większe, w im gorszej sytuacji się znajdujemy.

Po Waszych mailach widzę, że nawet osoby działające super-prawidłowo w obszarze finansowym, tracą pewność siebie i przekonanie, że ich podejście jest stuprocentowo słuszne. Nawet mając poduszkę finansową i dodatkowe nadwyżki oszczędności zastanawiają się, jak się odnaleźć w sytuacji pokoronawirusowej.

Myślę, że najważniejsze jest zrozumienie, że mamy prawo się czuć się niepewnie i mieć przeróżne wątpliwości. To całkowicie normalna reakcja na sytuację, w której się znaleźliśmy. Samej reakcji nie należy się obawiać. Rozumiejąc, że mamy do tego prawo, warto przypomnieć sobie i uzmysłowić kilka podstawowych faktów:

1. Emocje utrudniają podejmowanie dobrych decyzji.

Dlatego warto pamiętać, żeby dać sobie pewien czas. Tak długi żeby ochłonąć i żeby znowu włączyło się nam się rozumowe myślenie. Jeśli przykładowo pracodawca zaproponuje nam teraz redukcję pensji, to zamiast od razu rzucać papierami, warto przeanalizować na chłodno plusy i minusy. Być może wykorzystać ten pretekst jako okazję do rzeczowych negocjacji i ustaleń dotyczących przyszłości „po koronawirusie”. Najważniejsze to pamiętać, aby dać sobie czas na ochłonięcie. Mi osobiście pomaga po prostu odłożenie kluczowej decyzji, co do której mam wątpliwości, do kolejnego dnia. Zazwyczaj wystarcza podejście „prześpię się i zobaczę…”. 🙂

2. Nikt nie zna przyszłości.

Tak po prostu jest. Co najwyżej można obstawiać pewne scenariusze dotyczące przyszłości, ale pewności nigdy nie ma. Wątpliwości co do rozwoju sytuacji i jej konsekwencji są więc jak najbardziej uzasadnione. Można i należy mieć pewien pogląd co do możliwych wariantów przyszłości, ale nigdy nie należy uznawać ich za pewnik. A już swoistą fanaberią jest wybiórcze dobieranie faktów, aby uzasadnić jakąś swoją wizję przyszłości. Przykładowo: w ostatnim czasie naoglądałem się już masy wykresów indeksów giełdowych próbujących na podstawie historycznych danych uzasadniać, że jesteśmy dopiero przed kolejną falą spadków lub wręcz przeciwnie – spadki mamy już za sobą. Ktoś pewnie ma rację, ale dziś nie wiadomo kto. Warto filtrować pod tym kątem specjalistów wygłaszających opinie na temat przyszłości. Osobiście mam awersję do osób, które nie mają wątpliwości co do przyszłości i przekonane są o tym, że ziści się konkretny scenariusz. Wpadają u mnie do kategorii „osoby nieodpowiedzialne” a czasami wręcz „oszuści”.

3. Lepiej ograniczyć dostęp do negatywnych informacji.

Gdy nachodzą nas przeróżne wątpliwości, to nie ma sensu ich dodatkowo potęgować. Gdy topnieje nasza pewność siebie, to jesteśmy bardziej podatni na zewnętrzne opinie. Gdy otrzymujemy sprzeczne informacje, to możemy się czuć jeszcze bardziej zagubieni. To nie pomaga. Może się nam nawet udzielać panika. Zdecydowanie lepiej w takich sytuacjach ograniczyć dostęp do informacji zewnętrznych i jednocześnie w większym stopniu rozmawiać ze sobą samym. Samodzielnie rozwiewać wątpliwości – na tyle na ile potrafimy lub korzystając ze wsparcia tych osób, do których mamy zaufanie i wiemy, że są w miarę obiektywne i twardo stąpają po ziemi.

4. Zazwyczaj to my sami mamy dużo większy wpływ na naszą sytuację, niż jakiekolwiek zewnętrzne wydarzenia.

Wiem, że brzmi to strasznie kołczersko. Człowiek to jednak taka bestia, która potrafi się dostosowywać do sytuacji. Czy, gdybyście rok temu usłyszeli, że rząd każe siedzieć wszystkim w domach przez miesiąc, to uwierzylibyście, że jest to możliwe? A teraz, w czasach koronawirusa, po prostu to zrobiliśmy – każdy po swojemu.

Bardzo często to właśnie nasze nastawienie determinuje to, czy uda nam się wyjść obronną ręką z trudniejszych sytuacji. Można oczywiście mnożyć wątpliwości i w obliczu braku dobrych odpowiedzi popadać w coraz większy pesymizm i strach. Ale można też uznać, że w całej tej sytuacji jesteśmy wyjątkowymi szczęściarzami, bo np. póki co nie chorujemy, mamy pracę oraz nareszcie zobaczyliśmy, po co oszczędzaliśmy i budowaliśmy te nasze poduszki finansowe. Nawet w sytuacji, gdy obiektywnie znaleźliście się w gorszej sytuacji, to można wykorzystać ją jako „dzwonek ostrzegawczy” i punkt zwrotny do wprowadzenia zmian w sposobie działania: przebranżowić się lub postawić na działalność w kilku obszarach, aby zabezpieczyć sobie w przyszłości kilka alternatywnych źródeł przychodu dających większe bezpieczeństwo i niezależność.

5. Na niektóre pytania nie ma odpowiedzi.

Skoro nikt nie zna przyszłości (patrz punkt 2), to na niektóre pytania po prostu nie da się odpowiedzieć. Oczywiście warto poświęcić nieco czasu na wykonanie umysłowych ćwiczeń i rozważenia typu „a co by było gdyby”. Niemniej jednak nie warto tracić na to zbyt wiele energii. Bardzo dobrą odpowiedzią jest po prostu „nie wiem” – zwłaszcza jeśli dotyczy przyszłości. 😉

Ja nie wiem czy giełdy w krótkim terminie pójdą w górę czy w dół – mam swoją strategię działania uwzględniającą oba te przypadki. Nie wiem też czy moje przedsięwzięcia zakończą się sukcesem – po prostu próbuję działać tak, aby była na to szansa. Nie wiem też, czy lada chwila będzie kryzys gospodarczy albo w dłużej perspektywie hiperinflacja…

6. Podstawowe, zdroworozsądkowe zasady finansów osobistych nadal obowiązują.

Jeżeli jakieś podejście się sprawdzało i pomagało systematycznie poprawiać sytuację finansową, to nie ma co porzucać sprawdzonych schematów działania. Rutyna to dobry sprzymierzeniec – zwłaszcza tam, gdzie systematycznie przynosi rezultaty. Podstawowe zasady są proste i niezmienne:

  • Systematycznie zwiększaj zarobki.
  • Wydawaj mniej niż zarabiasz.
  • Odkładaj oszczędności na czarną godzinę (buduj poduszkę finansową).
  • Pozbądź się długów.
  • Inwestuj nadwyżki finansowe dbając o ochronę kapitału i dobierając formy inwestowania stosowanie do indywidualnie akceptowanego ryzyka.

7. Prosty plan działania pomaga… w działaniu.

Przypomnijcie sobie punkt 1. Ja mam tak, że gdy działam pod wpływem emocji, to często czuję, że tracę kontrolę sytuacji. Gdy wyłącza się „rozumowy ja” to sytuacja wydaje się być poza moją kontrolą. Gdy dam sobie czas, ochłonę i do głosu dochodzi rozsądek, to pojawia się naturalne pytanie „OK, Szafrański – to co można w tej sytuacji zrobić?”. Zamiast rozpaczać nad tym co mnie spotkało, włączam proces myślowy. To idealny moment na stworzenie prostego planu rozwiązania sytuacji. Nie ma żadnego znaczenia, czy jest on kompletny czy nie. Dla mnie to taka prosta procedura, która pomaga mi wykonać pierwsze kroki. Czasami jest to dosłownie kilka punktów zapisanych na kartce. Już samo ich zapisanie daje mi poczucie odzyskiwania kontroli nad sytuacją, która wcześniej – pod wpływem emocji – wydawać się mogła bez wyjścia.

Nie wiem czy u każdego to będzie działało w podobny sposób. Mi świadomość „procedury obsługi Szafrańskiego” bardzo pomaga w hackowaniu samego siebie. 🙂

Zobaczcie, że nawet w podbramkowych sytuacjach – takich jak nagła utrata pracy – można zastosować stosunkowo proste scenariusze postępowania. Przykładowo:

  1. Masz poduszkę finansową? To ją wykorzystuj. Właśnie po to ją budowałeś. Pokrywaj z niej wszystkie bieżące koszty. Policz na ile czasu realnie wystarczy tych środków – tyle masz na znalezienie nowych źródeł pieniędzy.
  2. Poszukaj zleceń pomagających przetrwać lub wydłużyć czas bez systematycznej pracy.
  3. Wytnij w pień wszystkie nieistotne koszty. To idealny czas żeby zrobić kompletny przegląd kosztów.
  4. Spróbuj sprzedać cenniejsze rzeczy żeby zapewnić sobie dopływ jakiejkolwiek gotówki. Jak już się „odbijesz” i odbudujesz poduszkę, to przyjdzie czas na spełnianie zachcianek.
  5. Szukaj nowej pracy.

To tylko przykład, ale myślę, że dobrze obrazuje jak można przejść od etapu „ale straszna rzecz mnie spotkała” do „wiem co muszę zrobić”. 🙂

To normalne, że mamy wątpliwości 🙂

Świat nie jest czarno-biały. Ma wiele odcieni szarości. Im większe mam doświadczenie, tym bardziej widzę, jak wiele razy na przestrzeni życia zmieniało się moje podejście do różnych tematów. Ewoluowałem i nadal sie rozwijam. Nabieram coraz większego dystansu, ale jednocześnie im więcej wiem, tym więcej też mam wątpliwości. Dostrzegam coraz większą złożoność rzeczywistości. Doskonale widzę, że coś, co kiedyś uznawałem za pewnik, wcale takim nie jest. Pomimo, że oczywiście istnieją związki przyczynowo-skutkowe, to dopiero z czasem uświadamiam sobie, jak wiele jest tych przyczyn – chociaż i tak jestem przekonany, że nawet teraz widzę tylko część z nich. Coś co mogło zaistnieć w konkretnej sytuacji, wcale nie musi dać takiego samego rezultatu w innym kontekście (i zazwyczaj nie daje). To właśnie dlatego odgadywanie przyszłości jest tak trudne. 😉

Czy da się, uświadamiając sobie złożoność sytuacji (nawet nie związanej z koronawirusem), nie mieć wątpliwości? Szczerze w to wątpię. 😉 Ja mam ich całą masę i wydaje mi się to całkowicie normalne.

Życzę Wam, abyście umieli mieć wątpliwości i sobie z nimi radzić. Można to robić na różne sposoby – przechodzić do działania i szukać odpowiedzi na trapiące pytania, albo powiedzieć sobie „nie wiem i nie chcę tracić na to czasu”. 🙂 Grunt żeby to był Wasz wybór.

No i zdecydowanie uważajcie na tych, którzy są pewni wszystkiego – zwłaszcza odnośnie przyszłości. 😉 Trudne czasy niestety powodują wysyp przeróżnych „znachorów” wykorzystujących nasze rozchwianie emocjonalne.

"Finansowy ninja" - podręcznik finansów osobistych

Finansowy ninjaJuż ponad 100.000 osób kupiło książkę "Finansowy ninja".

Nowe, zaktualizowane wydanie to ponad 540 stron praktycznej wiedzy o oszczędzaniu, zarabianiu, optymalizacji podatkowej, negocjowaniu i inwestowaniu, które pomogą Ci zostać prawdziwym finansowym ninja i osiągnąć bezpieczeństwo finansowe.

Przewodnik po finansach osobistych, który każdy powinien przeczytać jeszcze w szkole.

PRZEJDŹ NA STRONĘ KSIĄŻKI →

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach o oszczędzaniu pieniędzy. Nie ujawnię nikomu Twojego adresu!



{ 44 komentarzy… przeczytaj komentarze albo dodaj nowy komentarz }

Agi Maj 28, 2020 o 13:17

Hej Michal,

jak uchronic ciezko odkladane oszczednosci na emeryture na koncie bankowym wg. Twoich zalecen(tak, mam Finansowego Ninje:) w obliczu spodziewanego resetu tzw. Jubileuszu, ktory jest cykliczny. Pamietam w dziecinstwie dewaluacje zlotowki, jak z dnia na dzien ksiazeczki mieszkaniowe zamienily sie w nic.. czy mozesz zaproponowac jakis pomysl?

dziekuje za podzielenie sie!
pozdrawiam
Agi

Odpowiedz

kamilp Maj 30, 2020 o 13:19

Jezeli spodziewasz sie resetu, to nie ma prostych rozwiazan >> sa tylko ryzykowne, czyli takie, ze jak nie bedzie resetu, to najprawdopodobniej beda “strata”. W kazdym razie reset dla mnie najbardziej prawdopodobnie bedzie dotyczyl emerytur i Zus’u jako tako. Na ta chwile jako tako rozwiazanie dla oszczednosci zakladam waluty krajow z plusowa demografia (glownie afryka albo azja) albo kryptowaluty (ale tutaj sytuacja jest dynamiczna)

Odpowiedz

Zbyszek Papiński Maj 28, 2020 o 13:23

Dzięki Michał za link do mojego posta i podzielenie się Twoimi przemyśleniami. Bardzo ciężko cokolwiek w tej chwili prognozować – nie mieliśmy do czynienia dotąd z tego typu zjawiskiem w skali globalnej, przynajmniej w ostatnich dziesięcioleciach.

A co do do wpisu o znajomym, który wszedł w KGHM bez jakiejkolwiek głębszej analizy, już jest kilkanaście procent na plusie w krótkim czasie.

To też jest częsty fenomen giełdowy, czyli tzw. szczęście nowicjusza (w tym przypadku reaktywowanego).

Takich osób, które weszły na giełdę (nie tylko w Polsce) w tym roku w trakcie i po marcowym załamaniu jest naprawdę sporo.

Odpowiedz

Krzysztof Czerwiec 1, 2020 o 15:16

Może tu chodzi o krótkie, świeże spojrzenie, którego brakuje starym wyjadaczom.

Odpowiedz

Rafał Soiński Czerwiec 8, 2020 o 23:08

Z nowicjuszami będzie tak, jak z kasynem. Początkowe sukcesy sprawiają że czują się wybrani, mądrzejsi i zaczynają grać więcej i ryzykowniej. Bo skoro raz się udało to następny też, przecież znam się. 🙂 Efekt końcowy- schodzą poniżej zera. Średni zwrot z giełdy to chyba 2%. Czyli większość traci.

Odpowiedz

Marcin Maj 28, 2020 o 13:32

Jak zwykle wartościowy i super artykuł 🙂

Ps. Czekam z niecierpliwością na start klanu 🙂

Odpowiedz

Rafał Maj 28, 2020 o 13:33

Sam zrezygnowałem z pracy przez ostry mobbing w lipcu zeszłego roku i od tamtej pory korzystam z poduszki finansowej, próbując rozkręcić własny biznes. Mam jej jeszcze na 5-6 miesięcy. Do tego równowartość kilku lat wydatków na giełdzie, ale nie chcę ich ruszać i tu też dopadają mnie wątpliwości, czy nie powinienem wrócić do jakiejkolwiek pracy.

Na takie myślenie wpływa u mnie szum informacyjny z portali internetowych, bo telewizji i radia nie mam od wielu lat. Polecam się od tego odciąć. Przejrzeć na zimno swoje założenia i wyniki. Każdy w głębi siebie wie, na co naprawdę go stać i z czym da radę. Nie można tego brać za pewnik, ale warto słuchać intuicji, jeśli jest poparta planem.

Wróżbitów olewać, dostaję mnóstwo ofert inwestycyjnych – nieruchomości, giełda, forex, krypto, nawet próbują namawiać do piramid finansowych przynajmniej raz w tygodniu. Wbić sobie do głowy, że nie ma pewnych zysków.

Dla mnie póki co, to trzymać się swoich założeń. Dawno temu zrobiłem plan i konsekwentnie go realizuję, wprowadzając ewentualne zmiany po przemyśleniu. Jednak nie warto rzucać się w tym wszystkim, jak złowiona ryba na brzegu. Każdy ma teraz wątpliwości, nikt nie jest wyjątkiem i nie należy bać się, że tylko nam brakuje zdecydowania, przez co skończymy na końcu peletonu.

Odpowiedz

Piotrek Czerwiec 6, 2020 o 17:29

Tak z ciekawości, jaką masz średnioroczną stopę zwrotu i jakie miałeś maksymalne obsunięcie kapitału?

Odpowiedz

Mateusz Maj 28, 2020 o 14:48

Znałem tylko “jak dzik w maliny” 😉 Reszta wpisu również jak zawsze cudowna!

Odpowiedz

Kornel Maj 28, 2020 o 14:50

Od lat czytam Twojego bloga i chyba tak przesiąknąłem Twoją wizją względem finansów, że porady z punktu 7. zrobiłem automatycznie, jako logiczne wyjście z trudnej sytuacji.
A no i potwierdzam, że działają 🙂
Pozdrawiam

Odpowiedz

Dana Maj 28, 2020 o 14:53

Cześć Michał,

piszesz: “Lepiej ograniczyć dostęp do negatywnych informacji.”

To może i niepozorna, ale bardzo ważna rada. Sama nigdy nie oglądałam dużo telewizji. Ale warunki izolacji niejako nakłoniły mnie do tego, by “pooglądać”, co też tam w mediach słychać. Zaczęłam więc śledzić wiadomości, debaty i wywiady, podczas których prowadzący w ogóle nie mogli zapanować nad gośćmi, a emocje brały górę. Oskarżenia, przerywanie sobie, wzajemne zarzucanie kłamstwa, grożenie procesami, przekrzykiwanie się, wbijanie sarkastycznych szpil, mało merytorycznych dyskusji…

Po pewnym czasie zauważyłam, że staję się bardziej rozdrażniona, miewam częstsze huśtawki nastrojów, dopada mnie chandra. I wtedy dotarło do mnie, że właśnie TV jest źródłem moich niepokojów. Ograniczam się teraz do jednego programu informacyjnego w tygodniu, a tak to omijam TV szerokim łukiem.

Nigdy bym nie przypuszczała, że tak mi się udzieli to, co emitują w kanałach informacyjnych. Zawsze uważałam, że jestem na takie rzeczy odporna. Dlatego cieszę się, że ująłeś ten punkt w swoim zestawieniu, bo pewnie więcej osób chodzi rozdrażnionych, przytłoczonych czarnymi scenariuszami i nie zdają sobie sprawy, że to właśnie TV może być praprzyczyną pojawienia się u nich takich emocji.

Pozdrawiam serdecznie!

Odpowiedz

Ppp Maj 29, 2020 o 15:22

Popieram – też zmniejszyłem ilość oglądanych wiadomości (raz dziennie wystarczy), a zająłem się swoimi zainteresowaniami i poczułem się lepiej.
Pozdrawiam.

Odpowiedz

Jakub Maj 29, 2020 o 21:00

Ppp o raz za dużo 🙂

Odpowiedz

Paulina Maj 28, 2020 o 16:29

Cześć Michał,

właśnie na takie awaryjne sytuacje mamy poduszkę finansową. Jeśli ktokolwiek stracił pracę z powodu pandemii to powinien poczuć satysfakcję, że ubezpieczył siebie i swoją rodzinę. Wykonał wspaniałą robotę. Zdecydowanie bardziej, niż o finanse martwię się o zdrowie. Jestem zaskoczona, iż większość ludzi ma odwrotnie!

To co w moim wypadku wychodzi na minus to bardzo niskie stopy procentowe powodujące wątpliwości czy nadal opłaca trzymać się pieniądze w bankach, którzy prowadzą między sobą znikomą konkurencję. Nawet w połowie nie walczą z inflacją w Polsce. Gdybym chociaż korzystała na niższych ratach kredytów, niestety wszystkie spłaciłam parę lat temu ;). Ale kto mógł to przewidzieć? Nikt… nie ma co się nakręcać na rzeczy na które nie mamy wpływu. Mam nadzieję, że wszyscy którzy stracili pracę i mają ciężki okres w życiu w najbliższych miesiącach staną na nogach.

Najbardziej podobają mi się deweloperzy, którzy na stronach internetowych wypisują głupoty o minimalnym spadku cen mieszkań specjalnie manipulując czytelnikiem. To logiczne, że pomimo kryzysu ceny mieszkań nagle nie spadną w dół. To stanie się na przełomie 2021/2022, bo ludzie naprawdę tracą pracę! Do tego jak otworzą granice to wiele młodych osób wyjedzie do państw, które lepiej radzą sobie z kryzysem, a imigranci takk szybko nie wrócą do Polski.
Ciężkie czas sprawdzające wartość ludzi Europy.

Odpowiedz

Anatol Maj 28, 2020 o 16:48

Mimo że u mnie sytuacja na razie raczej stabilna, też mam mnóstwo wątpliwości i rozterek. Kupować, czy nie kupować… Jeśli kupować to co…. Nadpłacać kredyt, czy trzymać gotówkę… Sporo tego.
Jeśli chodzi o szum medialny, to ostatnio strasznie się nasilił… Prawdopodobnie z powodu kampanii wyborczej. Trudno odróżnić sensowne informacje od prowokacji i wzajemnych oszczerstw ze wszystkich stron… Telewizji nie oglądam, ale w internecie również mnóstwo newsów które potrafią skutecznie podnieść ciśnienie i dodatkowo wzmocnić niepewność i strach. Czasami faktycznie lepiej odciąć się od tego wszystkiego.

No i u mnie mówi się “jak dzik w sosnę”… 😉

Odpowiedz

Piotr Maj 30, 2020 o 22:17

Pożyczkę czy kredyt zawsze warto nadpłacać, nawet mniej w czasach ciężkich czy kryzysowych. Czy zrobisz wakacje kredytowe czy nie, to i tak trzeba będzie to spłacić.
A im szybciej zakończysz to małżeństwo z bankiem, tym lepiej dla Ciebie.

Odpowiedz

Lidia Maj 28, 2020 o 18:49

Michał,
myślę, że póbujemy przewidzieć przyszłość, czy nawet czasami “udajemy”, że ją znamy ponieważ to jest nasz sposób radzenia sobie ze stresem. Próbujemy udawać, że wszystko wiemy, kiedy tak naprawdę wiemy niewiele … ale to nam daje poczucie bezpieczeństwa. Sam fakt dzielenia się swoją “pewnością” to też próba budowania poczucia bezpieczeństwa.
Mnie też wkurzają tacy, którzy wszystko wiedzą ale wiem też, że oni tak naprawdę cały czas próbują przekonać głównie siebie.
Pozdrawiam!

Odpowiedz

Iza Maj 28, 2020 o 20:26

Hej, dzięki Michał, od kilku lat czyli od momentu trafienia na twojego bloga zaczęłam oszczędzać, nadpłacać itd itp, dzięki Tobie mam poduszkę finansową, dzięki której będę mogła przetrwać kilka miesięcy, wiem że mam pracę do końca września niestety, byłam dogadana z nowym pracodawca ale w zeszłym tygodniu poinformował mnie, że ze względu na obecną sytuację nie zatrudni mnie, póki co jestem załamana, ale mam nadzieję że za tydzień powstanę z szoku i zacznę coś z tym robić, wszyscy mówią będzie dobrze ale oni nie są w mojej sytuacji, dobrze że mam poduszkę, dziękuję Ci za to

Odpowiedz

Paweł Olszewski Maj 28, 2020 o 20:47

Cześć Michale, cześć czytelnicy

Dzięki za książkę, za tę małą cegiełkę do mojej świadomości
Moim zdaniem, istotny jest stoicyzm, można poczytać w tym temacie. Wszystko co związane jest z budżetem domowym, oszczędnościami i inwestycją, gotuję się w garnku inteligencji emocjonalnej. Pochopne decyzje wynikają z tego że nie chcemy spać, tak jak nasze pieniążki nie chcą spać w sypialni. Sam się z tym spotykam iż z wieloma ruchami które mogę wykonać czytam na łamach fali informacji, o ile było by spokojniej gdyby można samemu decydować co jest dla ów portfeli dobre.
Sen jest zdrowy 🙂 więc czasem pomóżmy naszemu portfelowi się przespać, będzie wypoczęty i gotowy do spokojnych i przemyślanych decyzji.
Uważajcie na Siebie, hej

Odpowiedz

Radek Maj 28, 2020 o 22:22

Cześć.
Dzięki Michał że jesteś w tych trudnych czasach. Ja przyznam szczerze pracuję na 1,5 etatu i lekko mówiąc ledwo żyję, a całe to zamieszanie sprawiło, że wybitnie zastanawiam się po co ja to wszystko robię? Poduszkę finansową utworzyłem, kredyt ustabilizowałem, nawet trochę inwestuję, ale mam jeden problem – moja Małżonka nawet nie próbuje mi pomóc, wręcz puka się w głowę jak mówię, o Twoich oczywistościach. Kurde ciężko ciągnie się ten wózek samemu i czasem mam ochotę to wszystko rzucić i w drastyczny sposób pokazać że miałem rację. Na razie utraty pracy nie przewiduję, częściej mam ochotę rzucić papierami i poczekać na lepszy pomysł.
A może jest w tym wszystkim jakieś rozwiązanie?
Pozdrawiam i dziękuję, ze jak zwykle trafne ujęcie rzeczywistości.

Odpowiedz

Tomasz Maj 30, 2020 o 02:49

Cześć Radku,

Nie poddawaj się! Przypomniałeś mi moje początki, jak próbowałem przekonać żonę do organizacji naszych finansów domowych . Na początku było mega ciężko. Bywały dni że, ciężko nam się rozmawiało bo cały czas temat schodził na temat: oszczędzania, banków, lokat, życia na emeryturze, negocjacji itp. I to dlatego że, ja chciałem jak NAJSZYBCIEJ wprowadzać wszystko co przeczyłem na blogu i w FN. W pewnym momencie czułem to samo co Ty. Strasznie irytował mnie brak zaangażowania i zrozumienia ze strony żony. Przecież chcę dla naszej rodziny jak najlepiej. Szedłem tą drogą sam… Ale po 1,5 roku dołączyła moja druga połówka!! Przestałem ją przekonywać na siłę. Po prostu robiłem swoje. A dalej to jakoś samo poszło.
Aktualnie ja pracuje a Żona zajmuje się domem i dzieckiem. Mimo że, nie ma pracy wspiera NASZE finanse oszczędnymi i przemyślanymi zakupami, szukaniem okazji promocji, negocjacji cen itd. Robi masę drobnych rzeczy na które, ja nie mam czasu. Widzę że, od chwili kiedy wspólnie czuwamy nad NASZYMI finansami zawsze udaje się coś więcej odłożyć lub kupić więcej za mniej.

Trzymaj się! Nie poddawaj się!

Odpowiedz

Tomek Maj 31, 2020 o 14:54

Cześć Radku.

Czytając Twój komentarz przypomniały mi się moje początki organizacji domowych finansów. Odkrycie bloga Michała, później zakup książki FN i cała maszyna ruszyła. Podświadomie większość rozmów z Żoną sprowadzałem do: banków, lokat, negocjacji, życia na emeryturze itd. Teraz z perspektywy czasu wiem że, nie było to do końca dobra droga. Chciałem jak NAJSZYBCIEJ dokonać zmiany. Rozmowy nie przynosiły efektu więc zmieniłem strategię. Zacząłem sam ciągnąć przysłowiowy wózek. A Żonę na początek tylko poprosiłem o zbieranie paragonów. Przez około 1,5 roku czułem że, jestem w tym sam. Żona będąc z boku widziała że, to co robię ma sens. Zawsze kiedy pojawiał się większy wydatek byliśmy na niego przygotowani bez większych problemów lub kiedy była potrzebna nowa ,,bluzeczka”:D. I tak po przez prezentację efektów oraz tylko realnych sum przekonałem że, to co proponuje nam Michał ma sens i warto poświęcić temu czas. Aktualnie ja pracuję a Żona zajmuje się domem i dzieckiem (co też jest pracą !!). Mimo że, realnie nie zasila budżetu to i tak czuję wsparcie z jej strony. Bardzo dobrze gospodaruje wydatkami, szuka okazji, promocji, na co ja nie mam czasu. Razem planujemy większe wydatki więc wiem kiedy muszę bardziej przycisnąć w pracy. Monitoruje co jakiś czas czy nie możemy się pozbyć jakiś kosztów itd.
Także Radku nie poddawaj się!! Wierzę że uda Ci się wszystko poukładać i przekonać Żonę do wspólnego działania.
Pozdrawiam.

Odpowiedz

Artur Czerwiec 3, 2020 o 21:58

Zastanów się nad zmianą partnerki.Jesli Cię nie wspiera?To,co to za partnerka?!!!

Odpowiedz

Piotrek Czerwiec 6, 2020 o 17:34

Trzeba było pomyśleć najpierw i zrobić rozdzielność majątkową 🙂
Zresztą, zawsze mozna zawrzeć taką umowę 🙂

Odpowiedz

Włodek Czerwiec 13, 2020 o 12:10

Cześć Radek,

Hm, miałem i nadal mam podobnie tylko, że nie tylko w sprawach finansowych. Jeśli o nie chodzi, to zacząłem nad nimi panować, wpadłem już w pewien rytm, który powodował zadowolenie. Próbowałem wciągać to partnerkę, ale bez większych sukcesów (może chciałem zbyt dokładnie i za szybko) Na dodatek – 1.5 roku temu, na skutek pewnych kilku nieciekawych zdarzeń zachwianiu uległa właśnie ta kontrola finansowa, doszły kłopoty w innych sferach życia, wpadłem w dołek, który spowodował, że do dziś nie wróciłem do kontroli finansów (ale chcę i czuję, że jestem coraz bliżej). Oczekiwałem pomocy głównie ze strony partnerki – słabo z tym było, nawet nachodziły mnie myśli, czy my możemy dalej być ze sobą.
Pewnie resztki uczucia, posiadanie dzieci, wspólne kredyty i niechęć do zmian, upór a może i pandemia (mniej pracy, więcej czasu dla siebie, rodziny) spowodowały, że nadal jesteśmy razem, pewne rzeczy się poprawiły, mam odczucie, że powooooli odzyskuję kontrolę nad życiem (zabrzmiało chyba zbyt poważnie, ale niech już tak zostanie).
Dziś spoglądam na to trochę inaczej. Partnerce daleko do ideału, ale czy ja mam do niego bliżej…? Cóż, nasze wybory nie zawsze bywają idealne, czasem widać to dopiero po latach (bo bez dzieci, bez kredytów było przecież fajnie), ale przecież to _nasze_ wybory i jeśli sytuacja nie jest dramatyczna, to raczej da się wrócić do sytuacji dającej zadowolenie – no niestety nikt za nas tego nie zrobi. Może Twojej partnerce trzeba dać jeszcze trochę czasu, może da się jakoś skuteczniej zaprezentować, wręcz zareklamować korzyści z Twojego zarządzania finansami (może realizacja jakiegoś małego marzenia z wyraźnym sygnałem, ze to dzięki tym działaniom), i spróbować przekonać, że razem może uda Wam się osiągnąć więcej*. Ale popieram słowa Tomka – nic na siłę, rób swoje, pamiętaj też, że “baby są jakieś inne”, czasem warto też spróbować się postawić w roli partnerki, dostrzec sprawy, którymi się zajmuje, że nas uzupełnia. Nam pewnie łatwiej wpaść w wir pracy i przeliczać kasę, im łatwiej przychodzi co innego (czuwanie nad zdrowiem, rozwojem dzieci, organizowaniem wolnego czasu, trzymaniem domu/rodziny w kupie, zakupami – wbrew pozorom, te sprawy mogą pożerać większość jej energii i może są ważniejsze niż nam się czasem wydaje). Piszesz, że pracujesz na 1.5 etatu. Wiem, że niekiedy tak trzeba, ale czy nie brakuje Ci czasu by przy nieśpiesznie pitej kawie przedstawić partnerce zalety dobrego zarządzania finansami?
* więcej – to nie zawsze muszą być cyferki na koncie (trzymajmy na wodzy nasze ambicje). To może być – bezpieczeństwo, spokój, czas, zdrowie.
W zasadzie ten post to wyszła chyba taka terapia dla mnie samego 🙂 I dobrze, _zaoszczędziłem_ na wizycie u psycho :-).

Pozdrawiam Michała i wszystkich bywających na “jop”.
Choć czasem można się nieco zdołować 😉 finansowymi osiągnięciami i wytrwałością innych, to jest to naprawdę fajne miejsce, żeby przynajmniej co jakiś czas tutaj wskoczyć i nabrać zapału na kolejny okres.
W

Odpowiedz

Adi Maj 28, 2020 o 22:59

Aż się przypomina kawałek Łony i Webbera 🙂

Odpowiedz

Gosia Maj 28, 2020 o 23:02

Cześć Michał! Twojego bloga czytam od dawna i zarówno Ty, jak i Pat Flynn, skutecznie zmotywowaliście mnie do pójścia w kierunku tworzenia bloga opartego na posiadanej przeze mnie eksperckiej wiedzy i w przyszłości związanego z nim biznesu. Już od zeszłego roku zbierałam się do rozpoczęcia blogowania i ciągle było “coś ważniejszego” do zrobienia. Ten kryzys sprawił, że powiedziałam sobie, że czas zmienić priorytety i… mogę z dumą powiedzieć, że blog właśnie ruszył (dzisiaj!). Dziękuję bardzo za motywację, dobre rady (szczególnie za książkę “Zaufanie…” – fantastyczna!) i pokazanie, że można. Pozdrawiam serdecznie, Gosia

Odpowiedz

Tomek Czerwiec 7, 2020 o 23:01

Zajrzałem na bloga – dobra robota, będę czytać i obserwować, dzięki 🙂

Odpowiedz

Agnieszka Maj 29, 2020 o 08:36

Może nie do końca w tym temacie, ale właśnie się zorientowałam, że mój bank oddaje część prowizji przy wcześniejszej spłacie kredytu. To Finansowy mnie namówił na szybszą spłatę i jestem dziś kilka stówek do przodu.

Odpowiedz

seba Maj 29, 2020 o 09:20

Czesc, Michal, odnosnie watpliwosci i Twojego ostatniego wpisu o rozliczaniu gieldy i dywidend z USA (u mnie zadzialalo, mam juz zwrot). Pisales ze uzywasz Interactive Brokers -> kojarzysz czy przechwanie u nich na koncie czesci oszczednosci zamiast w banku jest dobrym pomyslem (i np. dodatkowo wymiana na inna walute, oczywiscie jestem swiadomy ryzyka kursowego). Oni maja jakies gwarancje tak jak banki ?

Odpowiedz

Janek Czerwiec 12, 2020 o 10:58

Ja bym chętnie widział taki wpis z sugestiami odnośnie Giełdy w US 🙂

Odpowiedz

Daria Maj 29, 2020 o 10:38

Cześć Michale!
Wartościowy wpis (jak zwykle zresztą :)) i myślę, że ma okazję zadziałać uspokajająco w tych trudnych czasach. Jednocześnie nie mogę się powstrzymać, by nie odnieść się do tego sformułowania „Emocje utrudniają podejmowanie dobrych decyzji” – o ile rozumiem przesłanie i kwestię tego, by być może nie dać się porwać zbyt intensywnym emocjom w danej chwili, o tyle sformułowanie, że emocje utrudniają podejmowanie dobrych decyzji jest w zasadzie w kontrze z wieloma badaniami psychologicznymi, a jako psycholog i badacz, aż się zatrzęsłam 😉 W tym rzecz, że emocje są bardzo ważne dla naszego dobrego funkcjonowania psychospołecznego, często informują nas o czymś, czego mózg jeszcze nie zdążył przetworzyć i właśnie dzięki nim możemy podejmować dobre (dla nas lub innych) decyzje. BTW. Badania Damasio pokazały, że wycięcie fragmentu mózgu „odpowiadające za emocje”, gdzie inteligencja nie uległa pogorszeniu, pokazały trudności, a nawet niemożność podejmowania decyzji jako takich 🙂 Pozdrawiam serdecznie! Daria

Odpowiedz

Paweł Olszewski Maj 31, 2020 o 15:24

Cześć Dario
Wartościowy wpis 🙂 dzięki
Też trochę interesuję się tą tematyką. Chodzi bodajże o ciało migdałowate. Posiadają je między innymi pingwiny i łabędzie, dlatego łączą się w parę na całe życie. Moim zdaniem światem rządzą emocje, IQ to tylko 20% naszego potencjału. Zastanawiam się nad związkiem przyczynowo-skutkowym. Co o nim sądzisz ?
Spokojnego popołudnia

Odpowiedz

Bartek Maj 29, 2020 o 14:56

Mega wartościowy wpis! Dzięki za niego, człowiek może się trochę pewniej poczuć w całym tym szaleństwie.

Odpowiedz

Marcin Maj 30, 2020 o 10:23

Dzięki Michał za to uczciwe przyznanie, że jesteśmy w miejscu, gdzie nikt nic nie wie. Głowa już pęka od tych wszystkich ekspertów i znawców.

Odpowiedz

Paweł Zieliński Maj 30, 2020 o 16:40

Moim zdaniem, gdy coś tworzymy, kupujemy, czy po prostu mamy do czynienia z czymś nowym dobrze jest mieć pewne “wątpliwości”. Jeśli mielibyśmy tylko i wyłącznie pozytywne odczucia przez cały czas, kupowalibyśmy niepotrzebne rzeczy, i robili coś co nie tylko nie przyniesie nam zysku, ale spowoduje stratę.
Za każdym razem dobrze jest sprawdzić wszystko od podszewki i oczywiście zasięgnąć kilku opinii, odwiedzić kilka sklepów itd 🙂

Odpowiedz

Maciej Maj 30, 2020 o 19:36

Na amerykańskim, giełdowym Titanicu nadal gra orkiestra. Myślę, że do czasu pierwszego spektakularnego bankructwa. Wtedy było Lehman Brothers, teraz obstawiam General Electric 😬

Odpowiedz

Piotr Maj 30, 2020 o 22:10

Dla mnie cała ta pandemia z wirusem to ściema i odpowiednio oraz dobrze przygotowana i reżyserowana zagrywka na skalę światową, najprawdopodobniej ze strony chciwych szczurów finansowych. Jako przeciwnik w całej tej sytuacji zachowałbym spokój, bardzo chłodną kalkulację wręcz do szpiku kości, spokój emocjonalny – dążyć cały czas do niego, rachował informacje z innych źródeł niezależnych. Po drugie bądźmy tymi lub starajmy się korzystać jak ten trzeci, gdzie dwóch się bije. Ja raczej nie pchałbym się na rynek tam, gdzie już inni zaczynają, żeby nie okazało się że jest za ciasno i kolejne obostrzenia. A polskiemu rządowi nie jestem w stanie wierzyć od czasów okrągłego stołu. Sytuację trzeba przeczekać, lepiej mniej odłożyć i mieć choć nie wiele, ale zawsze coś. A z pracą to też może jest chwila by zmienić ją po to by były środki na przetrwanie i małe odkładanie i przy okazji, ponowne przewartościowanie różnych punktów widzenia w swoim życiu i nie tylko.

Odpowiedz

Marcin Maj 30, 2020 o 23:03

Ładnie opisane, ale rzeczywistość jest chyba taka, że wiele firm i gospodarstw domowych zostało zniszczone złym zarządzaniem epidemią przez rząd i rządy innych krajów.
Może trzeba szukać informacji jak sobie radzili ludzie, którym opresyjny aparat państwa za czasów komuny umilał życie.
Ja obrałem taktykę – staraj się nie dostać mandatu, bo niestety gołym okiem widać irracjonalność zaleceń i stosowania zaleceń.

Odpowiedz

Marcin Maj 30, 2020 o 23:06

A Ty Michał – czy przesunąłeś może jakąś większą część majątku w stronę nieruchomości i zagranicy z okazji koronawirusa czy na razie ufasz NBP i PLN?

Odpowiedz

Aleksandra Maj 31, 2020 o 12:39

Ładny wpis, z resztą jak zwykle. Dobry dla panikarzy których się wokół sporo narobiło 😉

Ja jestem na przeciwnym biegunie. Przyszedł wirus, przyszedł kryzys, a mi… ulżyło. Uświadomiłam sobie że ostatnie kilka lat żyłam w takim napięciu, że zaraz coś złego się stanie. Również finansowo – odkładałam pieniądze, ograniczałam wydatki i jakby czekałam na cios, choć nie wiedziałam z której nadejdzie strony.
Teraz siedzę spokojnie, sącząc kawę obserwuję świat mentalnie klepiąc się po ramieniu, bo co by nie było jestem przygotowana.
Warren Buffet powiedział: “Be fearful when others are greedy and greedy when others are fearful” i ja sobie chyba aż za mocno wzięłam to do serca.

Odpowiedz

Mirek Czerwiec 4, 2020 o 10:58

Witaj, dziękuję za kolejny fajny materiał .
Dzięki twoim wcześniejszym poradom i podcastom spłaciłem wszystkie długi, posiadam pierwszą poduszkę finansową, aktualnie zbieram na kołdrę finansową . Ile osób dzięki twojej działalności internetowej nie ma teraz problemów finansowych i może spać spokojnie.
Oszczędzanie nie jest trudne i bardzo ułatwia życie, dlatego na moim kanale na YouTube nagrałem ponad 100 filmików związanych z poradami na temat finansów osobistych i egzaminów na prawo jazdy.
Zgodnie z zasadą, że warto dzielić się swoją wiedzą. Skoro ja dostałem ogromną wiedzę, zupełnie za darmo, mam dużą motywację przekazywać przydatne porady kolejnym osobom.
Nagrywanie to super przygoda i spore wyzwanie, pozdrawiam.

Odpowiedz

Patryk Tarachoń Czerwiec 6, 2020 o 13:36

Myślę, że bez znaczenia na wiek, każdy z nas ma wątpliwości. Po sobie wiem, że gdy za dużo się myśli i analizuje, też nie dobrze. Wtedy wiele planów czeka na zrealizowanie.

Odpowiedz

Ola Czerwiec 7, 2020 o 12:46

Niemerytorczynie, ale przy tym dziku przypomniał mi się, że jeszcze może być “jak kuna w agrest” 😉

Odpowiedz

Dodaj nowy komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: