Informacje o nowych artykułach i sposobach oszczędzania pieniędzy prosto na Twój e-mail

    

Oszczędzanie na nauce języków obcych, czyli jak uczyć się samodzielnie

przez Michał Szafrański dodano 16 kwietnia 2014 · 133 komentarzy

Oszczędzanie na nauce języków

Płacimy i idziemy na kurs – to klasyczny model nauki języka obcego. Ale jest alternatywa. Dzisiaj języków można uczyć się za darmo.

Pewnie większość z nas na którymś z etapów swojego życia korzystała lub korzysta z usług płatnych szkół językowych lub indywidualnych konwersacji. Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że nauka języków kosztuje i to niemało. Dla osób które chcą w ten sposób zdobywać wiedzę są to wydatki rzędu tysięcy złotych rocznie.

Czy da się jednak nauczyć angielskiego, niemieckiego, hiszpańskiego, francuskiego, włoskiego, tureckiego czy dowolnego innego języka bez opłacania nauczycieli? Sandra, autorka bloga PolishPolyglot.com (oraz kanału na YouTube o językach obcych), przekonuje że tak. Mówi biegle pięcioma językami oraz paroma innymi trochę gorzej. I chyba wie o czym mówi, bo z wykształcenia jest językoznawcą i romanistą.

Poprosiłem Sandrę o podzielenie się swoimi wskazówkami dotyczącymi tego, jak efektywnie i samodzielnie uczyć się języków obcych korzystając z daru, jakim jest Internet.

Zapraszam serdecznie do lektury i oddaję głos Sandrze :)

Czy da się języka nauczyć z Internetu?

Mój znajomy, jako człowiek bezrobotny, miał nadzieję, że urząd pracy opłaci mu kurs angielskiego. Jednak odpowiedź była odmowna. Jego opiekunka uzasadniła ją faktem, że angielskiego można się nauczyć na własną rękę w Internecie. Natomiast on stwierdził, że tak to on się uczyć nie będzie. Właśnie zrezygnował z najlepszego sposobu na naukę angielskiego.

Ludziom czasem się wydaje, że to, co jest drogie, musi być dobre. W przypadku nauki języków często jest na odwrót. Większość drogich kursów językowych nie spełni swojego rzekomego zadania. Niemożliwym jest nauczyć się języka obcego na kursie, jeśli ta “nauka” sprowadza się do odrabiania zadania domowego dwa razy w tygodniu. Jeśli nie uczysz się codziennie, systematycznie i w odpowiedni sposób, to nawet najdroższy kurs na świecie Ci nie pomoże. A jeśli robisz to systematycznie i dobrze, to wtedy żaden kurs nie jest ci potrzebny.

Sandra w siedmiu językach

Na poniższym filmie możesz zobaczyć próbkę możliwości językowych Sandry, która mówi po angielsku, niemiecku, włosku, hiszpańsku, polsku, rosyjsku i śląsku :). Jestem pod wielkim wrażeniem, że jej się te wszystkie języki wzajemnie nie plączą :)

Od czego zacząć?

Naukę języka obcego najlepiej zacząć od nauki zdań, które mają związek z nami samymi i tym, co robimy, co nas interesuje. Podręczniki do nauki języków mają jeden podstawowy minus. Lekcje w nich są poukładane od najłatwiejszej do najtrudniejszej, przy czym w każdym rozdziale jest poruszany inny temat. Niekoniecznie taki, który nas interesuje. Jeśli jesteś zmuszony uczyć się zdań, które Cię nie interesują, nic dziwnego, że możesz się nie przekonać do nauki i nie masz do niej motywacji.

Zdobądź książki-albumy na interesujący cię temat, zacznij oglądać ulubiony serial w danym języku, słuchaj muzyki. Tłumacz teksty piosenek, które lubisz. I choćby podpisy pod zdjęciami w albumach. Oglądając ulubiony serial (który wcześniej już widziałeś i znasz dobrze po polsku) automatycznie nauczysz się całych wyrażeń w języku obcym. Stanie się to prędzej, niż się spodziewasz.

Ogranicz naukę do tematów, które lubisz i które Cię interesują. W początkowej fazie nie katuj się gramatyką. Po pewnym czasie sam zaczniesz zauważać pewne reguły, konstrukcje i zależności. Na takim etapie dużo ciekawiej jest wziąć do ręki książkę do gramatyki i usystematyzować swoją wiedzę i spostrzeżenia. Nie będzie Cię to męczyć. Przeciwnie – będziesz ciekawy tych reguł, które poznałeś już w pewnym stopniu intuicyjnie.

Taki moment nadchodzi dla każdej osoby w innym czasie. Jedni potrzebują więcej czasu, inni mniej. Ale tak często powtarzane zdanie „Nie mam talentu do nauki języków obcych” jest mitem. Nauczyłeś się języka polskiego. I to w czasie, kiedy nawet nie potrafiłeś czytać i pisać. Możesz nauczyć się również języka obcego. I to dużo szybciej.

Jeśli koniecznie potrzebujesz trybu typowego dla kursu językowego, to na YouTube znajdziesz kursy wielu różnych języków. Wystarczy, że wpiszesz np. „Bahasa indonesia for beginners” czy „Arabic for beginners”i już możesz zacząć uczyć się indonezyjskiego lub arabskiego. Oczywiście większość kursów dostępnych na YouTube jest w języku angielskim. To dodatkowy powód, aby znać ten język, który wszystko ułatwia :)

Jak uczyć się słówek?

Praktykowana przez wielu metoda wypisywania pojedynczych słówek jest niestety mało efektywna. Bardzo trudno jest się nauczyć wyrwanych z kontekstu słów wypisanych na kartce jedno po drugim. Również forma popularnych fiszek nic tutaj nie zmienia. Język jest czynnością socjalną, służy do rozmowy z drugim człowiekiem. A przecież rozmawiając nie posługujemy się wyrwanymi z kontekstu wyrazami.

Słownictwa najlepiej jest się uczyć całymi zdaniami, jeśli już koniecznie chcecie się uczyć na pamięć. Nie warto się też uczyć całej listy zdań. Znajdź jedno, którego potrzebujesz i naucz się go. Staraj się każdego dnia powtórzyć z pamięci to zdanie. Albo kilka razy dziennie. Po paru dniach, kiedy już nauczysz się jednego, weź się za następne. I niech to będą zdania, które naprawdę są Ci potrzebne. Np. naucz się odpowiednich zdań, aby móc brać udział w dyskusji na Twój ulubiony temat właśnie w tym języku. Dzięki takiej metodzie poznasz przy okazji również mnóstwo innych słów i będziesz mógł coraz więcej myśli ubrać w słowa.

Jak uczyć się gramatyki?

Jedno jest pewne – nie od razu. Spróbuj na początku sam dostrzec parę reguł gramatycznych. Na pewno po kilku odcinkach ulubionego serialu w danym języku będziesz już umiał rozróżnić formę pierwszej i drugiej osoby oraz czas przeszły. To już jest coś. I to coś, czego tak łatwo się nie zapomina. Jeśli otworzysz książkę do gramatyki i zaczniesz uczyć się na pamięć całej odmiany, dużo dłużej to potrwa. Minie dużo czasu zanim będziesz mógł powiedzieć coś spontanicznie w danym języku. Najpierw zawsze będziesz odmieniał wyraz w myślach, szukał odpowiedniej końcówki. A jeśli nie będziesz miał możliwości stałego praktykowania tego języka przez 12 godzin na dobę, to nigdy nie nauczysz się płynnie mówić.

Jak nauczyć się mówić?

Mówienie w procesie nauki języka jest bardzo ważne. Nie wystarczy przecież umieć tylko czytać i pisać. Dlatego staraj się mówić od samego początku. Jeśli nie masz do kogo – mów do siebie. Jeśli jesteś akurat wśród ludzi i nie chcesz wyjść na wariata, to po prostu myśl w danym języku. Staraj się to robić cały czas. W końcu wejdzie Ci to w nawyk.

Słuchaj piosenek w docelowym języku i śpiewaj razem z wykonawcą. Poszukaj w Internecie partnera do rozmowy. Tylu ludzi chce się wymieniać językami i coraz częściej ktoś chce się uczyć języka polskiego. Odkąd wystartowałam z kanałem na YouTube napisało już do mnie wielu ludzi z całego świata, zarówno mężczyzn jak i kobiet, którzy uczą się polskiego. Język polski ma opinię najtrudniejszego języka na świecie, więc wiele osób bierze sobie za punkt honoru, żeby nauczyć się ogarniać ten gramatyczny chaos.

Jak nauczyć się pisać?

To jest chyba ta czynność, na którą macie najmniej ochoty w procesie nauki języka. Rozumiem to doskonale. Ja czasami uczę się pisać dopiero wtedy, kiedy muszę. Rzucam się na głęboką wodę i już. Tak było z hiszpańskim, kiedy zaczęłam go studiować. Umiałam mówić, ale nie umiałam pisać. Po angielsku zaczęłam pisać, kiedy dostałam pracę, w której musiałam pisać mnóstwo e-maili w tym języku. Ale szczerze nie polecam takiej brawury.

Na początku ważne jest, aby czytać i słuchać jednocześnie. Czyli, np. czytać książkę i słuchać audiobook. Oglądać film w języku obcym i czytać napisy w tym języku. A ciekawe zdania, które mogą się przydać w przyszłości najlepiej sobie od razu wypisać. Ważna oczywiście jest systematyczność.

Od samego początku powinieneś również tworzyć i zapisywać własne zdania. Nie bój się tego. W taki sposób uczysz się nie tylko pisać, ale również poznajesz lepiej strukturę języka. W tym wideo pokazuję na przykładzie języka niemieckiego, w jaki sposób można sprawdzać poprawność tekstów w Internecie. Możesz tę metodę zastosować do dowolnego języka. Na początku trwa to dłużej, ale tego, czego się w ten sposób nauczysz, tak łatwo nie zapomnisz.

Jeśli chcę coś sprawdzić w języku, który dobrze znam, trwa to zaledwie parę sekund. Ale kiedy chcę coś sprawdzić w języku, którego dopiero się uczę i który cechują struktury obce językom indoeuropejskim, może to trwać i pół godziny. Jednak nie jest to czas stracony. Wręcz przeciwnie.

Jestem za stary

Moją specjalizacją na studiach był proces nauki języka. Zapewniam Cię więc, że Twój wiek nie stoi na przeszkodzie. Istnieje wystarczająco dużo badań na ten temat. Owszem, możesz nie nauczyć się fonetyki tak, jak zrobiłoby to dziecko, ale to nie jest problem. Każdy mówi z jakimś akcentem, albo regionalnym, albo obcym. Ważne, żeby można było Cię zrozumieć i żebyś nie kaleczył języka. Obcy akcent często jest postrzegany jako pociągający. Mnie np. bardzo się podoba kiedy Włosi mówią po niemiecku lub angielsku. Również mnie często ktoś komplementuje za akcent.

Ja w tej chwili mam (no dobra, przyznam się) trzydzieści lat. Zaczęłam uczyć się francuskiego i tureckiego. Po kilku dniach moje koleżanki z pracy (Francuzki i Turczynka), które mi w tym pomagają, były zaszokowane tym, że umiałam już tak dużo powiedzieć. Po kilku tygodniach rozumiałam już ich tajemnicze pogaduszki. Pozostałych języków nauczyłam się w wieku 14–20 lat. Niemieckiego nauczyłam się bardzo dobrze dopiero między 20-stką a 30-stką. Według przekonania niektórych ludzi, to nie jest możliwe. A właśnie, że jest :)

Nie mam czasu

Wiele osób narzeka, że nie ma czasu na naukę. Ja to rozumiem doskonale – ja również nie mam czasu. Dziś na przykład wróciłam z pracy o pół do ósmej. Ale z drugiej strony istnieje wiele czynności i działań, z którymi możemy naukę zintegrować. Codziennie widzę ludzi stojących bezczynnie na przystanku co najmniej przez 15 minut. Albo jadących autobusem czy pociągiem i wpatrzonych w martwy punkt za oknem. To jest właśnie ten czas, który można wykorzystać. I może podczas czekania w kolejce u lekarza, warto zajrzeć do książki, swoich notatek, czy choćby poukładać sobie zdania w języku obcym w głowie. Zawsze to lepsze, niż wykłócanie się kto był pierwszy i kto wchodzi jako następny.

Wiadomości możesz oglądać w języku obcym. Często są one lepsze, niż te polskie. Oglądając film (wiem przecież, że oglądacie) można skupić się bardziej niż zwykle na tym, co się słyszy. Wychwycić ciekawe zdania, zapamiętać, zapisać sobie.

Kiedy koniec nauki?

Nigdy. Tylko tyle i aż tyle. Nie istnieje coś takiego jak perfekcyjna znajomość języka. Ja nawet polskiego nie znam perfekcyjnie. I Wy też nie.

Przez tak wiele lat nauki niemieckiego praktycznie codziennie odkrywam nowe wyrazy i wyrażenia. A co by dopiero było, gdybym zamieszkała we Włoszech lub Hiszpanii. Tak naprawdę uczymy się całe życie, dotyczy to również języka. A nauczyć się mówić płynnie w obcym języku to kwestia kilku miesięcy, jeśli podejdzie się do sprawy odpowiednio.

Pamiętajcie tylko, że język to pewna czynność, której można nauczyć się tylko poprzez ćwiczenie jej. To tak, jak z jazdą na rowerze, chodzeniem po schodach, czy pływaniem. Nikt by się tego nie nauczył, gdyby podszedł do tego tak, jak większość podchodzi do nauki języka. Zresztą spróbuj podczas schodzenia po schodach zastanawiać się, jak to się właściwie robi. Gwarantuję Ci, że przestaniesz chodzić „płynnie”. I z językiem jest tak samo.

Jakiego języka warto się uczyć?

Na świecie istnieje tyle fantastycznych języków, że każdy na pewno znajdzie coś dla siebie. Najtrudniejszy język na świecie już znacie, reszta nie powinna stanowić problemu :) Oczywiście bardzo ważny jest język angielski, bez którego trudno w dzisiejszym świecie cokolwiek zrobić. Ale zachęcam was również do nauki języków bardziej egzotycznych.

Wielu ludzi tkwi w błędnym przekonaniu, że np. języki chiński i japoński są strasznie trudne. Nic bardziej mylnego. Języki te mają naprawdę prostą gramatykę i jedyna trudność w nich polega na nauce pisania. W przypadku języka chińskiego również wymowa może stanowić drobny problem. Również np. indonezyjski jest dość łatwy, a przy tym posługuje się alfabetem łacińskim. Niewielu ludzi uczy się języka węgierskiego. Ten już jest trochę trudniejszy, ale Węgrzy to w końcu nasze historycznie bratanki, i do szabli i do szklanki.

Kilka słów od Michała

Tu znowu Michał. Wszystkich, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej o Sandrze oraz samodzielnej nauce języków, zapraszam serdecznie na jej blog Polish Polyglot oraz na jej kanał YouTube.

Ja ze swojej strony leniuchom polecam aplikację Duolingo, o której już wspominałem w artykule “101 sposobów jak oszczędzać i zarabiać”.

Zachęcam również do obejrzenia występu Tima Ferrissa na konferencji TED (można włączyć napisy z tłumaczeniem na polski) dotyczącego nauki czegokolwiek. Warto obejrzeć cały materiał, ale link prowadzi konkretnie do części, w której mowa o nauce języków :)

Jeśli macie swoje patenty na naukę języków, to dajcie proszę znać w komentarzach. Ja chętnie poznam więcej osób, które, podobnie jak Sandra, samodzielnie opanowały więcej niż jeden język. Wasze doświadczenia i wskazówki są bezcenne! :)

Dziękuję za uwagę i do usłyszenia wkrótce.

Zdjęcie na początku: © Coloures-Pic – Fotolia.com

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach o oszczędzaniu pieniędzy. Nie ujawnię nikomu Twojego adresu!



{ 133 komentarzy… przeczytaj komentarze albo dodaj nowy komentarz }

bleker Kwiecień 16, 2014 o 11:28

Właśnie automat przysłał mi ten wpis w trakcie … samodzielnej nauki języka.
:)

Odpowiedz

Catherine Kwiecień 16, 2014 o 11:49

Wow! Wyczyn Sandry robi wrażenie! Ja od jakiegoś czasu walczę z samodzielną nauką francuskiego (angielski poszedł mi całkiem sprawnie, ale to dlatego, że mam z nim kontakt :)) i potrzebowałam takiego utwierdzenia w przekonaniu, że „da się”!

Odpowiedz

Paweł Styczeń 12, 2015 o 16:32

A to Ci podrzucę parę stron, które mogą Ci się przydać w nauce :).

1. Świetny portal stworzony przez estończyków: https://lingvist.io/

2. Wspomniana już przez Michała aplikacja: duolingo.com

3. Mój ulubiony typ do fiszek online i przez komórkę: memrise.com (w komórce działa również offline).

4. Nauka przez teledyski: http://lyricstraining.com/

5. Ćwiczenie rozumienia ze słuchu: http://apprendre.tv5monde.com/

6. Znane filmy z francuskim dubbingiem i francuskimi napisami: http://filmfra.com/

7. Apka na android/ios do szukania partnerów do konwersacji: HelloTalk

Na dobry początek to chyba tyle :). Powodzenia w nauce!!!

Odpowiedz

mówienie, mówienie i jeszcze raz mówienie! Lipiec 31, 2015 o 13:40

Dodałabym jeszcze do tej listy kurs http://www.krebsmethod.com. Mi pomógł świetnie przełamać blokadę językową i wreszcie komunikuję się w innym języku :)

Odpowiedz

karol Czerwiec 9, 2016 o 16:29

ej mozna sie nauczyc kazdego jezyka, tylk trzeba to robic dostatecznie dlugo 😛
ja polaczylem dzialania czyli 2 razy w tyg chodzilem na zajecia do speakup, ogladalem filmy po ang i uczylem sie tekstow piosenek. to przynioslo efekty, ale po jakims czasie.
teraz powoli siadam do hiszpanskiego i tu chyba zostana mi telenowele 😛

Odpowiedz

Gosia Kwiecień 16, 2014 o 12:00

Bardzo dziękuję za wszystkie porady Sandro! Odkrycie Twojego bloga chyba w końcu pozwoli mi nauczyć się języka niemieckiego :-)

Odpowiedz

Beata Kwiecień 16, 2014 o 12:15

Przy calym podziwie dla zdolnosci jezykowych Sandry, to kiedy uslyszalam jak mowi po angielsku pomyslalam, ze na ulicy wzielabym ja za Rosjanke. Oczywiscie, ze jezyka mozna sie nauczyc samemu i w roznym wieku, ale akcentu juz nie bedziemy mieli dobrego. Uczylam sie jezyka angielskiego w Polsce, zrobilam CAE i w Anglii mialam na poczatku problemy ze zrozumieniem innych a oni ze mna. Po 8 letnim pobycie wiem, ze nie pozbede sie swojego akcentu ale za to moj poziom jezykowy umozliwia mi reprezentowanie klientow przed sadem, dyskusje z innymi prawnikami i klientami etc. Corka, ktora ma teraz 4 lata, mowi po polsku z angielskim akcentem (co probujemy zmienic) i jezyk angielski jest jej jezykiem wiodacym. Rowniez chodzi na lekcje francuskiego z rodowita Francuzka, gdyz nauczona swoim doswiadczeniem, chcialam, zeby nie miala problemu z akcentem.

Mimo tego, ze w duzej mierze sama uczylam sie angielskiego, to uwazam, ze nic nie zastapi lekcji z native speakerem. Jesli chodzi o gramatyke, to jej znajomosc jest bardzo wazna i tak naprawde to ona swiadczy o naszym poziomie jezykowym, jesli chcemy uzywac jezyka w kontaktach zawodowych, a nie tylko towarzyskich.

Pozdrawiam wszystkich uczacych sie jezyka, Sandre oraz Michala, autora bloga.

Odpowiedz

Mateusz1981 Kwiecień 16, 2014 o 12:23

wszystko zalezy od tego jaki stopien znajomosci jest nam potrzebny…

Odpowiedz

Beata Kwiecień 16, 2014 o 13:05

Wiadomo, ze mieszkajac za granica musisz miec inny stopien znajomosci jezyka, by poradzic sobie w zyciu codziennym, np. ubezpieczajac samochod, idac do lekarza, kupujac dom etc. niz mieszkajac w Polsce, gdzie jezyka obcego w 100% nie wykorzystasz. Chociaz zakladam, ze wkladajac wysilek w nauke jezyka obcego szkoda sie go uczyc „po lebkach”.

Tak z drugiej strony zastanawiam sie, jaki stopien znajomosci jezykow trzeba posiadac, by byc „poliglota”. Czy obejmuje to jedynie jezyk codzienny danego kraju, czy tez pojecia techniczne z roznych dziedzin, czy samo powiedzenie o sobie kilku slow w kilku jezykach? Moze ktos zna odpowiedz na to pytanie. Bede wdzieczna.

Odpowiedz

PolishPolyglot Kwiecień 16, 2014 o 21:17

Cześć Beata,

z oficjalnej definicji osoba wielojęzyczna to taka, która w miarę płynnie posługuje się każdym językiem, który zna. Znajomość każdego języka na tym samym poziomie jest niemożliwa. Można w jednym języku znać słownictwo techniczne, w innym medyczne itd. Tylko tłumacz musi je poznać w obu. Ja fachowe słownictwo z dziedziny motoryzacji i językoznawstwa znam tylko po niemiecku. Ale nie znaczy to przecież, że po polsku mówię gorzej i wcale tak nie jest :) Zresztą nagrywałam też już filmik o tym, co dla mnie znaczy „znajomość języka”. Przedstawienia się i zamówienia posiłku do tego nie zaliczam :)
Serdecznie
Sandra

Odpowiedz

Anon Kwiecień 16, 2014 o 18:27

@Beata
Jeśli chodzi o akcent, to sądzę że w Twoim wypadku warto byś zainwestowała w pozbycie się go. Mówiąc bez akcentu lub ze słabym akcentem jesteś w znacznie lepszej pozycji niż osoby mające silny akcent, szczególnie jeśli będziesz chciała awansować, zrobić jakiś biznes lub załatwić coś nietypowego.
Angole gdy trafiają do szkół artystycznych (teatr) też mają problemy ze swoim akcentem i nad nim pracują, więc na rynku jest dostępna odpowiednia literatura i kursy. Jeśli potrzebujesz czegoś dla wybitnie opornych, to kup sobie książkę (z płytą) „Get rid of your accent”. Powinna być na Amazonie, swego czasu była też dostępna w sieciówkach typu Waterstones. W moim przypadku, jako osoby upośledzonej językowo, było to jedyne narzędzie pozwalające na słyszalną poprawę wymowy. Co prawda w dalszym ciągu mam straszny akcent, ale jest lepiej niż było.

Odpowiedz

Ribenren Kwiecień 16, 2014 o 18:32

Akcent i wymowę można wyćwiczyć. Trzeba tylko poświęcić trochę czasu. Nie mam żadnego certyfikatu, nie uczestniczyłem też w żadnym kursie, języków uczyłem się i nadal uczę się sam. Po angielsku mówię bez żadnego akcentu, a nie mieszkałem nigdy w żadnym kraju angielskojęzycznym. Przy obecnych możliwościach nauki nie jest potrzebne do opanowania żadnego języka.

Odpowiedz

Monika P Kwiecień 17, 2014 o 16:10

sorry ze sie wtrace , ale ‚bez akcentu ” to znaczy ze w jakims akcencie jednak . chcialaby uslyszec jak mowi osoba „bez akcentu ” po angielsku .

Odpowiedz

Akcent Kwiecień 17, 2014 o 04:14

Ja ostatnio spotkałem Tajwańczyka, mieszkające od 20 lat w Waszyngtownie. Mówi świetnym amerykańskim akcentem. Ale to prawda. Trudno go zmienić. Mnie tez każdy bierze za Rosjanina :)

Odpowiedz

bleker Kwiecień 16, 2014 o 12:19

Ja uczę się angielskiego od zera.
Mam cały kurs korespondencyjny i gdy dojdę do połowy to będę się posiłkował równolegle innymi kursami, żeby zrównoważyć metody i materiały.
Niestety mój kurs tzw. E_S_K_K ma ze 20 lat i nigdzie nie mogę znaleźć nowszych wersji w pdf/mp3. Może ktoś z Was ma dostęp ?

Odpowiedz

Visten (jeden z Marcinów) Kwiecień 16, 2014 o 12:19

Jak ja nie lubię takich skrajności. Z tego co Sandra pisze wynika, że kursy językowe to zło i wyciaganie pieniędzy.

Rozumiem, że jest w tej chwili wiele możliwości do samodzielnej nauki (z których sam korzystam – np. etutor.pl), ale kompletne przekreślanie przydatności kursy to moim zdaniem nadużycie.

Odpowiedz

Michał Szafrański Kwiecień 16, 2014 o 12:22

Hej Visten,

Nikt nie przekreśla przydatności kursów językowych – są one przydatne szczególnie wtedy, gdy nie potrafimy samodzielnie utrzymać systematyczności. To z czym walczy Sandra, to mit, że języka nie można nauczyć się samodzielnie korzystając z wiedzy, która dostępna jest bezpłatnie.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Visten (jeden z Marcinów) Kwiecień 16, 2014 o 12:30

Michale, zacytuję jedno zdanie Sandry:

„A jeśli robisz to systematycznie i dobrze, to wtedy żaden kurs nie jest ci potrzebny.”

Brzmi to dla mnie jak sugestia, że jak jest się systematycznym, to kurs nie jest do niczego przydatny.

Wg mnie, kurs językowy daje o wiele więcej niż tylko narzucenie systematyczności.

Odpowiedz

mariusz Kwiecień 16, 2014 o 15:34

A jednak „nie jest potrzebny” to zdecydowanie nie to samo co „jest do niczego nieprzydatny”. Prawda leży pewnie ‚gdzieś pomiędzy’ tymi stwierdzeniami, ale jednak Twoja uwaga….wydaje mi się, że w tym kontekście była małym nadużyciem.

pozdrawiam wszystkich Czytelników i Gospodarza tego bloga
mariusz

Odpowiedz

Visten (jeden z Marcinów) Kwiecień 16, 2014 o 16:03

Niepotrzebny i nieprzydatny to synonimy, choć zgadzam się, że o odrobinę innym wydźwięku.

Natomiast jeśli chodzi o moje rzekome nadużycie to moja uwaga dotyczyła faktu, że artykuł jest bardzo jednostronny. Sandra skupia się na samych zaletach nauki samodzielnej i nie wymienia za bardzo jej minusów.

Postawię sprawę w ten sposób – załóżmy, że nie uczyłeś się nigdy żadnego języka. Czy na podstawie tego artykułu jesteś w stanie stwierdzić co będzie dla Ciebie lepsze, kursy czy wyłącznie nauka samodzielna?

Odpowiedz

PolishPolyglot Kwiecień 16, 2014 o 22:24

W tej kwestii mogę odpowiedzieć tylko lakonicznie, bo temat jest bardzo rozległy i daleko wykracza poza możliwości napisania komentarza.

Człowiek, który nigdy wcześniej nie uczył się języka, to jest przypadek niezwykle rzadki i związany z tragicznymi przeżyciami. Nie każdy może mieć życie Tarzana 😉
Natomiast wszyscy inni już nauczyli się języka. Tego ojczystego. Dlatego właśnie nic nie stoi na przeszkodzie, aby nauczyć się jeszcze raz nowego. Tego nie trzeba „umieć”. Każdy język jest inny, ale każdego ktoś już się nauczył. A nasz mózg jest taki sam jak mózg Azjaty czy Afrykanina i pracuje w taki sam sposób.

Oczywiście samodzielna nauka w totalnym wyobcowaniu ma wiele minusów. Ale ja nie mówię o wyobcowaniu. Wręcz przeciwnie. Języka trzeba słuchać i trzeba go używać. Ja tylko radzę co zrobić, kiedy ktoś nie ma możliwości zamieszkania w obcym kraju ani do codziennych pogaduszek z native speakerem. Język służy do komunikacji międzyludzkiej, a nie do analizy struktur gramatycznych. Gramatyka jest ważna i potrzebna, ale wykuwanie koniugacji już nie. Syn mojej znajomej mówi o sobie w drugiej osobie l.poj. Ona, jako matka, nie męczy go lekcjami gramatyki. W końcu sam zauważy, że to nie tak. Każdy by zauważył. Jemu to zajmuje wiele tygodni, ale dorosły człowiek skojarzyłby dużo szybciej.

Odpowiedz

Ania Październik 28, 2014 o 14:52

„Syn mojej znajomej mówi o sobie w drugiej osobie l.poj. Ona, jako matka, nie męczy go lekcjami gramatyki. W końcu sam zauważy, że to nie tak. Każdy by zauważył. Jemu to zajmuje wiele tygodni, ale dorosły człowiek skojarzyłby dużo szybciej.”nie zgadzam się z tym stwierdzeniem, znam osoby,które mimo że mają codzienny kontakt z językiem obcym czyli za granicą w moim wypadku Włochy. Mają partnerów Włochów, mieszkaja w tym kraju po kilkanaście lat, w pracy używaja tego języka to popełniają masę błędów. Moja znajoma choć do dzisiaj robi bardzo duzo błędów, i źle mówi po włosku a co najlepsze zawsze te same błędy, nie jedna osoba zwracała uwage na te błędy. Gramatyka jest bardzo ważna, bo lepiej nauczyć się wolniej ale poprawnie. Gorzej jest wyplenić już istniejące błędy językowe bo staja się nawykiem. Poza tym my języka polskiego uczymy się od 1 klasy podstawówki do przynajmniej 19 roku życia. Jakbysmy się go nie uczyli to byłby on na poziomie dziecka czyli bardzo prosty.

Odpowiedz

PolishPolyglot Kwiecień 16, 2014 o 21:31

Cześć Visten,

ja nie demonizuję kursów. Twierdzę tylko, że da się również bez nich. I że samo chodzenie na kurs sprawy nie załatwi. Bez dodatkowej intensywnej samodzielnej nauki niewiele z tego wyniknie. Byłam nauczycielką i wiem jak trudno ludziom przychodzi zmuszenie się chociażby do odrobienia zadania. Miałam na kursie zarówno ludzi, którzy za moją radą uczyli się w domu, oraz takich, którzy tego nie mieli ochoty robić. Ci ostatni po pół roku umieli tyle, co pierwszego dnia. A na każdej lekcji zadawali te same pytania. Dodatkowo oczywiście ci leniwi na każdej lekcji przeżywali stres, bo ci drudzy pędzili w górę. Pilni natomiast byli poirytowani, bo leniwi ciągnęli w dół. Istnieją również dobre kursy i bardzo, bardzo złe :)
Pozdrawiam

Odpowiedz

Bartlomiej Maj 8, 2014 o 14:44

Zgadzam sie z tym odrabianiem zadan. Zmuszenie mnie do zrobienia zadania to naprawde trudna sztuka. Jestem osoba, ktorej ciezko przychodzi podazanie za tokiem myslenia nauczyciela, tak jak na kursach jezykowych. Juz predzej sam wezme slownik do rak i czytam, gdyz jestem ciekawy znaczenia slow lub jak juz wyzej wspomnialas z ciekawosci otwieram ksiazke do gramatyki i oswiecam sie „przeciez to tak jak zauwazylem sam!”. Co innego tez uzywanie jezyka w jakims konkretnym celu, porozumienie sie z kims, stworzenie notatki czy wlasnego dokumentu takiego jak CV. Wtedy godziny leca, a nie jest to bardzo uciazliwe, bo chcemy doprowadzic swoja prace do konca. Najgorsze jest natomiast dla mnie wyszukiwanie odpowiedniego slowka by wpisac w wykropkowane pole… Traci sie na takie zadania mnostwo czasu a efekt marny.

Odpowiedz

Tłumacz angielskiego Październik 6, 2014 o 22:32

Zgadzam się. Niektórzy nie mają predyspozycji do samodzielnej nauki i lepsze efekty osiągną podczas kursu grupowego. Generalizowanie tematu uważam za błędne.

Odpowiedz

Łukasz Przechodzeń Kwiecień 16, 2014 o 12:20

Ciężko na to spojrzeć obiektywnie, ale zawsze byłem przekonany, że to właśnie węgierski oraz fiński są najtrudniejszymi językami.
Ale polski – cóż, pozostaje się tylko cieszyć, że jesteśmy w czymś wyjątkowi :)

Mi tak jak piszesz, bardzo dużo dało tłumaczenie ulubionych piosenek. Można się szczerze zdziwić o czym czasami piosenkarz śpiewa, bo bez znajomości konkretnych słówek można wychwycić jedynie ogólny sens.
I filmy z napisami. Do dziś nie wiem jak można oglądać filmy z lektorem – nie dość, że to spłaszcza masakrycznie grę aktorską, to jeszcze traci się szansę na osłuchanie z językiem.

Odpowiedz

Mateusz1981 Kwiecień 16, 2014 o 12:21

Fajny post. Komentarz na szybko
„Słownictwa najlepiej jest się uczyć całymi zdaniami, jeśli już koniecznie chcecie się uczyć na pamięć.” <-absolutnie sie nie zgadzam. Czesc slow mozna bez problemu sie nauczyc w oderwaniu od kontekstu. Moja metoda to "zeszyt" + "czytanie". Bardzo duzo czytania ze slownikiem. Czytam i zapisuje slowa, ktorych nie znam. Oczywiscie, jezeli jest to jakas fraza, to zapisuje fraze. Pozniej powtarzam listy slow, zapisujac "+" i "-". Osobna kwestia jest sposob zapamietywania, a tu kombinacja 2 czy 3 slow moze pomagac.
Fiszki – te na kartkach na mnie nie dzialaja. Powdem moze byc to, ze preferuje koncepcje zeszytowa i nie jezdze komunikacja miejska. Do pracy jezdze rowerem i od jakiegos 0.5 roku slucham fiszek rosyjskich w czasie pedalowania (1 h dziennie). Czesc rzeczy latwo przyswoilem, czesci nie pamiet. Metode nalezy polaczyc z pisaniem slow do zeszytu – bedzie perfekcyjne.
Duolingo – tez laczyc z trdycyjnymi metodami.

Odpowiedz

Mateusz1981 Kwiecień 16, 2014 o 12:27

Aha, jezeli slowo juz zapisalem w zeszycie, a czytajac nie moge powiedziec co ono oznacza zapisuje je znowu.

Odpowiedz

PolishPolyglot Kwiecień 16, 2014 o 22:04

Cześć Mateusz,

chodzi o to, aby uczyć się całych zdań po to, aby móc je później również w całości wykorzystać. A nie na szybko układać zdanie złożone z pojedynczo nauczonych słówek, które przecież również musi być gramatycznie poprawne. Na początku raczej nie wychodzi :) Takie gotowe zdania naprawdę dużo dają.
Pozdrawiam
Sandra

Odpowiedz

Ktosios Kwiecień 16, 2014 o 12:26

Witam.

Od początku „nauki” angielskiego w szkole byłem dogłębnie przekonany, że to nie ma sensu.
Kazali mi się uczyć rzeczy/sformułowań, które mnie w ogólne nie dotyczyły, albo nie miałem pojęcia nawet jak wyrażać po polsku (po prostu mnie nie dotyczyły).
Od jakiegoś roku – półtora uczę się sam poprzez, np. oglądanie seriali, czytanie komiksów, granie w gry po angielsku (z mnóstwem dialogów, cutscen jak to w nowych grach).
Zacząłem od filmów z polskimi napisami, potem z angielskimi, Na początku trudno było mi zrozumieć akcenty, ale napisy angielskie bardzo pomogły.
Obecnie potrafię zrozumieć ok, 80% tego co przetwarzam , resztę domyślam się z kontekstu lub tłumaczę translatorem (pojedyncze słowa, bez których np. zdanie nie ma sensu). Do tego coraz częściej po prostu myślę po angielsku. Przeczytałem też ostatnią część sagi „Ender’s Shadow” i większość zrozumiałem. Mam zamiar przeczytać jeszcze inne książki, które wcześniej czytałem jako tłumaczone w oryginale.
Bardzo ciekawe było, gdy oglądałem serial animowany „Kim Kolwiek”/”Kim Possible „, który poszedł na pierwszy ogień. Na początku obejrzałem go po polsku, a potem po angielsku. Po paru odcinkach po angielsku moja szczątkowa „wiedza” na temat angielskiego, zaczęła się sama składać i większość rozumiałem.

Ogólnie bardzo polecam taką metodę do nauki wszystkiego, tj. samodzielnym poszukiwaniu informacji/trenowaniu czynności w sposób jak najbliższy samemu sobie. Po pewnym czasie cała reszta informacji/zdolności, które obecnie są nie do wchłonięcia, „same” się ułożą.
Najważniejsze to się nie stresować i ROBIĆ to co się lubi, lub w sposób w jaki się lubi, w swoim tempie, bez motywatora dramatycznego zewnętrznego tylko własnej potrzeby samodoskonalenia się.

Pozdrawiam
Ktosios

Odpowiedz

Joanna Kwiecień 17, 2014 o 14:30

Dokładnie! Ja tak samo przyswoiłam (i wciąż to robię) język angielski – dla mnie filmy/seriale są najlepsze: mamy dźwięk i obraz. Teraz zacznę naukę fińskiego :)

Odpowiedz

TOMEK ANTKOWIAK Kwiecień 16, 2014 o 12:30

Świetna sprawa – dzieki za inspirację. ;]

Odpowiedz

Marcin Kwiecień 16, 2014 o 12:31

Nie wiem, czy to pogoda, czy cokolwiek innego dziś trawi mnie sumienie. Czytam Twój blog oraz tematy związane z produktywnością – uczę się. Ostatnie dni moja produktywność, jest na poziomie minusowym w pracy i w życiu prywatnym. Źle mi z tym i trawi mnie to ale do tematu – uczę się angielskiego z 10 lat i umiem podstawy. Mam stwierdzoną dysekcje ale jej o to nie obwiniam. Wczoraj skończyłem jeden z dwóch kursów angielskiego Unijnych w, których brałem/biorę udział nie wykorzystuje jego potencjału bo tak jak napisaliście książka to bloki tematyczne, które nie pokrywają się często w życiu. Druga sprawa systematyczność – nic nie robię, nic nie robię mam zaległości więc odwalam robotę na szybcika klik klik i zrobione. Praktyczna użyteczność zerowa. Brałem udział w kilku kursach (bat pomaga, że robię coś) uczyłem się też sam ale systematycznego dziania i spójności brak przeskakuje z książki na książkę, z metody na metodę, z audiobooka na audiobooka. Koncentracja to niesamowite, że gdy przychodzi czas nauki znajdzie się nieskończona liczba artykułów do przeczytania i innych pierdół do zrobienia. W przeglądarce otwiera się milion zakładek, jak się uczyć, czego się uczyć, po co się uczyć, poczta odświeżana co 5 sekund, fb bo może komuś się coś urodziło – o czas iść spać i po nauce. Nie obraź się Michał ale chciał bym kiedyś przestać czytać te wszystkie blogi, książki itp. a robić tylko to co powinienem konsekwentnie tak przez miesiąc. Słyszałem gdzieś takie opowiadanie, że książki są potrzebne do pewnego momentu tak jak szybowiec po pewnym czasie leci sam bez pomocy silników. Chyba bez ładu i składu to wszystko. Pzdr.

Odpowiedz

Sith Kwiecień 16, 2014 o 15:31

Zrezygnuj z książek, zrezygnuj z kursów. Jak widać nic Ci to nie daje!
Wiadomości oglądaj tylko w języku angielskim, filmy i seriale wyłącznie bez lektora, w łatwiejszych przypadkach całkowicie wyłączaj napisy, staraj się czytać zagraniczne serwisy w Internecie.
Super sposobem jest znalezienie native speakera na Skype i konwersacje na żywo, wbrew pozorom nie jest to takie trudne.

Odpowiedz

Anucha Kwiecień 16, 2014 o 12:35

Ja pytam, dużo. Jeśli tylko mam okazję pytam jak jest to czy tamto w języku mojego rozmówcy. Tym sposobem liznęłam nieco serbskiego. No i najważniejsze. Szukam podobieństw między jezykami. Dajmy na to herbata to w wielu językach: tee, the, Tea, lub w słowiańskich i tureckim czaj, prawdopodobnie z arabskiego arbata lub od herbal czyli zioła. Wszystko ma swoją logikę. Poza tym lingwistyka jest ciekawą dziedziną nauki. Jak ktoś ma radość z nauki języka znajdzie dla siebie metodę. Siłą i niechciejstem się nie uda.

Odpowiedz

HAART galeria dobrych pomysłów Kwiecień 16, 2014 o 12:35

Ciekawy materiał. Musze wieczorem spokojnie posłuchać p. Sandry :)

Odpowiedz

PolishPolyglot Kwiecień 16, 2014 o 22:00

Zapraszam 😉

Odpowiedz

Jakub Kwiecień 16, 2014 o 12:37

U mnie z angielskim było tak – jako uzupełnienie zajęć w szkole chodziłem prywatnie na lekcje metodą callana(podstawa to dobrzy lektorzy – najlepiej native). Do tego oglądanie seriali z napisami… ale na prawdę nauczyłem się myśleć i rozmawiać po angielsku kiedy poszedłem pracować na call center gdzie obsługiwaliśmy gości hotelowych głównie z USA. Pierwsze dni to była masakra coś z siebie wydukać poza wyuczonymi formułkami, po 3 miesiącach myślałem w języku angielskim.

Odpowiedz

Anka Kwiecień 16, 2014 o 12:47

Cytuję: „Sandra (…) mówi biegle pięcioma językami oraz paroma innymi trochę gorzej. I chyba wie o czym mówi, bo z wykształcenia jest językoznawcą i romanistą”. Na swoim blogu pani Sandra pisze: „Skończyłam filologię włoską i hiszpańską w Niemczech”. Moje pytanie jest następujące: ilu języków pani Sandra nauczyła się metodami polecanymi powyżej, z dala od ławki szkolnej czy uniwersyteckiej?

Odpowiedz

PolishPolyglot Kwiecień 16, 2014 o 21:40

Cześć Anka,

każdego języka nauczyłam się w taki sposób. Na studiach znajomość włoskiego i hiszpańskiego była wymagana. Studia również nie polegały na nauce języka, ale w moim przypadku głównie na językoznawstwie, czyli w dużym skrócie „jak to się dzieje, że człowiek uczy się języka”. Pozdrawiam. Sandra.

Odpowiedz

Mr. Boo Kwiecień 16, 2014 o 13:25

Też miałem ten problem i siebie uważałem za anty talencie do języków. Ale przypadkiem odkryłem David Snopek http://www.linguatrek.com/?lang=pl i od razu zrozumiałem w czym problem.

Ładnie opisał i wyjaśnił oraz stworzył darmowego ebooka (ang i pl). Ogólnie nie ma jakiś cudnych technik itd. Ale on wyjaśnia tak jak autor tego artykułu jak to robić przyjemnie i efektywniej.

Ja od tego czasu czytam i oglądam to co mnie interesuje i nie zwracam na gramatykę (mam dyslekcje i to mnie bardzo ciśnienie podnosi, gdy mam uczyć się gramatyki).

Stało się to przyjemnością.

Polecam ted.com
http://www.linguatrek.com/ – pobierz ebook i przeczytaj są dwie wersje eng i pl
https://www.youtube.com/user/poliglotta80
http://www.thepolyglotdream.com/
http://l2mastery.com/
http://angielski.gregloby.net/

inne blogi
http://davidseah.com/
http://www.lifehack.org/productivity
http://zenhabits.net/the-top-50-productivity-blogs-most-of-which-you-havent-heard-about/
http://lifehacker.com/
http://bitcoinmagazine.com/
i dużo więcej
Także uczę się cohanacademy.com oraz takich kursów jak http://www.cbtnuggets.com
do tego kanały youtube

Więcej mam ciekawszych treści po ang niż po polsku. Ogólnie najlepsze materiały są w j. angielskim.

Odpowiedz

Mr. Boo Kwiecień 16, 2014 o 13:27

Dodam, że angielski uczę się przy okazji poznawania nowych rzeczy które mnie interesują np. Bitcoin, druk 3d albo tematyka produktywności np. GTD.
Nie uczę się samego angielskiego. Angielski przy okazji jest gdy muszę przeczytać dany blog czy art i go zrozumieć.

Odpowiedz

Tomek S. Kwiecień 16, 2014 o 13:27

Ostatnio byłem w Kanadzie, gdzie większość ludzi z którymi się spotykałem, mówiła tylko po angielsku. Kiedy w trakcie rozmowy ktoś mnie pytał gdzie się nauczyłem angielskiego, moja odpowiedź zawsze była taka sama: z gier i filmów – mina rozmówcy nieoceniona :)
Ale taka jest prawda.
Dawno temu (mam teraz prawie 40 lat) w podstawówce miałem chyba przez jedną klasę angielski (wtedy dominował j.rosyjski), później próbowałem – może 3-4 razy – chodzić na kursy angielskiego, ale mój zapał kończył się po pierwszym miesiącu.
Niestety – więcej rozumiem niż mówię, ale się potrafię dogadać z takimi ludźmi, którzy nawet słowa po polsku nie potrafią powiedzieć, i nie muszę do tego używać rąk i nóg 😉
Najfajniesze w tym wszystkim jest to, że ludzie komplementują moją umiejętność posługiwania się angielskim. I to mnie jeszcze bardziej motywuje do działania w kierunku nauki j.angielskiego.
Owszem, najlepiej mieć kogoś kto mówi tylko po angielsku i możemy z nim rozmawiać, ale jak się nie ma co się lubi, to trzeba wykorzystywać co się ma – filmy bez lektora z napisami, gry, strony www, książki, czasopisma + google translator i do przodu!
Życzę wszystkim początkującym wytrwałości!
Uwierzcie, że można – mi jeszcze dużo brakuje do płynności wypowiedzi, ale da się!

Odpowiedz

Kasia Kwiecień 16, 2014 o 13:27

Ja tez jestem „fanka” jezykow obcych.
Poki co mowie biegle po rosyjsku i angielsku, znam tez podstawy niemieckiego i hiszpanskiego. Niedawno odkrylam Duolingo, chcialabym powtorzyc sobie niemiecki i hiszpanski i podskoczyc o poziom wyzej 😉

Z akcentem niestety mam problem- z powodu bardzo intensywnej nauki jezyka rosyjskiego na studiach (filologia rosyjska) mowie po angielsku z nieco rosyjskim akcentem, ciezko sie przestawic.

Wspanialy sposob na nauke „zywego, nie-ksiazkowego” jezyka, to wyjazd do kraju, w ktorym mowi sie w danym jezyku. Osobom, ktore studiuja, goraco polecam wymiany studenckie, programy, Erasmusy i inne tego typu mozliwosci.

Ja na studiach korzystalam z wymiany jezykowej – czyli umawialam sie przez internet na spotkania z native speakerami, spotykalismy sie na 2 godzinki i rozmawialismy przez jedna godzine np. po rosyjsku czy po francusku (z francuskim mialam maly epizod, ale nic juz nie pamietam :)), a potem po polsku lub angielsku. Calkowicie za darmo, w bardzo przyjemnej atmosferze.

Jesli nie umiesz jezyka obcego, ale grasz np na gitarze, to tez na pewno znajdziesz kogos, kto pomoze Tobie w nauce angielskiego, a Ty mu pomozesz ujarzmic gitare :)

Super, mnie ten artykul zachecil do powtorzenia sobie niemieckiego i hiszpanskiego, siedza gdzies gleboko w glowie i potrzeba tylko troszke czasu i pracy, aby je wydobyc z powrotem na wierzch i uzywac… :)

Odpowiedz

Jadwiga Styczeń 14, 2016 o 00:10

Kasiu,
nie wiem czy tu jeszcze zaglądasz… ale może chciałabyś porozmawiać sobie ze mną czasem na skypie po niemiecku/ rosyjsku/ angielsku? (niem. znam b. dobrze, ros. średnio, ang. b. słabo).

Odpowiedz

Jan Kwiecień 16, 2014 o 13:46

Jak najbardziej zgadzam się że języka obcego można nauczyć się z internetu. Jak lubił dodawać mój nauczyciel angielskiego – języka obcego którym nie dogadamy się nigdzie poza Polską :) Pytanie po co nam nauka – jeśli chcemy przeczytać proste artykuły w obcym języku taka nauka powinna wystarczyć. Jeśli chcemy umieć dogadać się z przedstawicielem danego kraju to mamy problem – akcent, wymowa (oraz starannie, codziennie utrwalane błędy w wymowie :) ) zdecydowanie utrudnią rozmowę.

Moim zdaniem języka obcego dobrze można nauczyć się na dwa sposoby – żyjąc w danym kraju albo ucząc się u tzw. native speakera, który zadba nie tylko o poprawną gramatykę, ale także akcent (w niektórych przypadkach do pewnego stopnia możliwy do zmienienia), wymowę i masę innych detali, które tworzą zauważalną różnicę. Oczywiście wszędzie znajdziemy geniusza jedynego w swoim rodzaju, który w dwa tygodnie opanuje perfekcyjnie język, ale jemu raczej ten artykuł się nie przyda :)

Odpowiedz

Beata Kwiecień 16, 2014 o 15:12

I z tym sie zgadzam. Native speaker danego jezyka to podstawa. Akcent w jezyku angielskim pada na inna sylabe niz w jezyku polskim. Wymowa jednej litery zalezy od litery, ktora znajduje sie przed nia. Sa to dosc skomplikowane zasady foniczne, tzw. phonics. Dzieci angielskie ucza sie o tym w szkole przez kilka lat, a do tego musza utrwalac ten material w domu z rodzicami. Dzieki temu ksztaltuja swoj aparat wymowy, co jak pokazala Sandra, nie jest mozliwe w starszym wieku. W jezyku rosyjskim tez akcent pada inaczej w liczbie pojedynczej i mnogiej, czego mozna nie wychwycic nie majac native speakera.

W nauce jezyka dochodza jeszcze roznice kulturowe, o ktorych dowiemy sie od native speakera i co umozliwi nam unikniecie faux pas w przyszlosci.

Pamietam, ze na kursie jezykowym w Polsce poznalam chlopaka, ktory mial bardzo bogate slownictwo. Niestety, bylo ono niezbyt przydatne, gdyz jego akcent byl niezrozumialy.

Najlepiej dlatego wzbogacac nauke jezyka pomoca native speakera i nie zaniedbywac nauki gramatyki, chyba ze chcemy dac swiadectwo swojej niekompetencji jezykowej.

Odpowiedz

Marlena Kwiecień 16, 2014 o 14:02

Witam Panie Michale,
Pana bloga śledzę od dawna (podziwiam i gratuluję), ale dziś zdobyłam się na pierwszy komentarz. Wyjazd za granicę często „wymusza” naukę języka obcego, zwłaszcza w kraju innym niż anglojęzyczny. Mam więc w tym temacie, kilka osobistych spostrzeżeń. Samodzielna nauka języka, jest metodą idealną dla osób potrafiących się zmobilizować do samodzielnej nauki i naprawdę systematycznych. Próbowałam, ale niestety często wyglądało to tak, ok dzisiaj nauczę się dużo, ale już kolejnego dnia, nie mam tylu chęci, to może więcej chęci będzie jutro, a zawsze jest tysiąc innych rzeczy do zrobienia. Kurs języka okazał się rozwiązaniem mobilizującym i efektywnym, z jednym ALE. Nie może to być kurs z rodakami! Im więcej różnych narodowości, tym łatwiej się otworzyć i próbować mówić w nowym języku. I jak najszybciej zacząć rozmawiać w nowym języku! Żaden kurs i żadna książka, nie nauczy tyle, ile rozmowa w zwykłych codziennych sytuacjach. Nowe słowa poznaje się w tempie błyskawicznym. Tak więc według mnie nauka – samodzielna lub na kursie- ale nie na darmo! Praktyka, praktyka, praktyka…

Odpowiedz

Mirek Kwiecień 16, 2014 o 14:08

Ja polecam kurs internetowy E-tutor. Jest bardzo urozmaicony w formach lekcji do nauczania (filmy, nagrania, obrazki, rozsypanki, uzupełnianie zdań, pisanie wypracowań, różne gry, itp). A dzięki słownikowi Diki można dodawać do powtórek słówka z innych źródeł, np. anglojęzycznych stron. Dzięki dodatkowemu narzędziu e-tutor mobile mogę powtarzać słówka np. czekając na wizytę do lekarza. Na platformie kursu dostępna jest duża baza podcastów do ściągnięcia za darmo. Do bazy stale są dodawane nowe podcasty, np. dotyczące aktualnych wydarzeń. Dużym plusem kursu jest możliwość śledzenia swoich postępów na wykresach oraz porównywania ich do innych użytkowników kursu.
Dodatkowo oglądam filmy z angielskimi napisami oraz czasem bawię się w karaoke;). Nieodzownym elementem nauki jest pewna rywalizacja z kolegą w przerabianiu kursu, prób konwersacji oraz wzajemnego podsyłania różnych nowinek na temat nauki. W tym również tej strony.

Odpowiedz

Marta Kwiecień 16, 2014 o 14:13

Nauka jezykow jest dla kazdego, tylko trzeba znalezc wlasciwa dla siebie metode. Sama znam bardzo dobrze angielski, niemiecki, szwedzki, komunikuje sie w dunskim i norweskim. Podobnie jak Sandra jestem po filologii ( filologia germanska i szwedzka) i ucze wiele osob jezyka. Warto szukac wlasnych sposobow. Ja na moich lekcjach dopasowuje sie zawsze do ucznia, bo jeden woli logicznie wykladana gramatyke, a drugi woli przyswajac cale struktury rozmawiajac. Sama dalej szlifuje jezyk duzo czytajac w obcych jezykach, ogladajac filmy w wersjach oryginalnych i sluchajac radia. Kiedys zakuwalam gramatyke i slowka, dzis szukam podobienstw i roznic ulatwiajacych zapamietywanie. Korzystam z aplikacji na smartfona oraz przeroznych stron internetowych, czytam gazety i buszuje po roznych blogach. Ustawiam tez sobie rozne jezyki na roznych stronach :)

Odpowiedz

Anna Janota Kwiecień 16, 2014 o 14:37

Ukłony dla Sandry! :)
Zacznę od tego, że jestem nauczycielką angielskiego i moją pasją są metody uczenia się, piszę zresztą o tym na moim blogu. Sama też się uczę, nadal szkolę angielski (tak, tak, nobody’s perfect…) Ja w dużej mierze uczyłam się i uczę sama, w samodzielną naukę wierzę, aczkolwiek wiem, że przychodzi moment, kiedy nauka z kimś (czy to lektor, korepetytor czy znajomy-native) naprawdę procentuje. W skrócie: podnosi motywację, pozwala wyeliminować wątpliwości czy błędy, skorygować wymowę.
Nie zgadzam się z negacją nauki pojedynczych słówek czy gramatyki „po bożemu” – ja się tak od zawsze uczyłam i to dało super efekt.
Mam wrażenie, że wpis jest nieco „pod tezę”, ale tak czy inaczej, zachęca do nauki. A to najważniejsze!

Odpowiedz

Longeared Kwiecień 16, 2014 o 15:27

W kwestii stron do nauki polecam – busuu.com‎ Oprócz nauki słówek, fraz, gramatyki można rozmawiać/czatować z innymi uzytkownikami z całego swiata.

Odpowiedz

Sith Kwiecień 16, 2014 o 15:40

„języki chiński i japoński są strasznie trudne. Nic bardziej mylnego. Języki te mają naprawdę prostą gramatykę i jedyna trudność w nich polega na nauce pisania. W przypadku języka chińskiego również wymowa może stanowić drobny problem”

no tutaj trochę Sandra się zagalopowała 😉
owszem można w miarę szybko nauczyć się mówić po japońsku (łatwa dla nas wymowa), ale nauka znaków kanji to już nie przelewki, natomiast tony w języku chińskim to już poważna sprawa, więc już z mówieniem jest trudno, a pisanie to znów krzaczki…

Odpowiedz

Hubert Oleszczuk Kwiecień 16, 2014 o 15:47

W internecie jest wiele darmowych kursów o nauce angielskiego. Polecam Effortless English, który w pełnej wersji jest płatny (nie używałem), jednak jest darmowa próbka z 7 poradami, które pokazują jak się uczyć szybciej angielskiego (dodatkowo lekcje są po angielsku, więc przechodząc przez kurs automatycznie się uczysz).
Zresztą dla chcącego nic trudnego, dzisiaj jest cała masa różnych darmowych narzędzi. Jeżeli ktoś ma internet, motywacje i dyscyplinę, to z pewnością opanuje język (szczególnie angielskiego, do którego jest wiele narzędzi).

Odpowiedz

Natalia Kwiecień 16, 2014 o 18:04

Kurczę, a ja popełniałam ten sam błąd zawsze, kiedy zaczynałam uczyć się angielskiego – gramatyka najpierw. Tak, zaczynałam, bo miało to miejsce kilka razy;/ A można tak prosto – chyba zacznę od oglądania seriali z angielskimi napisami…
Blog Sandry i sama Sandra to dla mnie ewenement – dała mi porządnego kopa, zabieram się do roboty!

Odpowiedz

PolishPolyglot Kwiecień 16, 2014 o 21:58

Dzięki Natalia! Cieszę się, mam nadzieję, że motywacja zostanie ci na dłużej :)
Nie wiem czy mówisz o oglądaniu seriali po polsku z angielskimi napisami, czy po angielsku z angielskimi napisami. Jeśli to drugie, to ok. Jeśli to pierwsze – to nieee :)
Serdecznie
Sandra

Odpowiedz

Natalia Kwiecień 17, 2014 o 18:54

O, cześć :) Zdecydowanie angielskie z angielskimi napisami – to pierwsze nie zdaje egzaminu. Ale może nie będę się od razu rzucała na Chirurgów, zacznę od Big Bang Theory i przymknę oko na rozkminy Sheldona 😀

Odpowiedz

Marta Kwiecień 16, 2014 o 18:16

W pełni się zgadzam z Sandrą. Moją motywacją do nauki języków obcych była ciekawość co śpiewają moi ulubieni muzycy. Również poprzez oglądanie filmów poznałam wiele zwrotów i nauczyłam się jak ich używać. W pełni się z nią zgadzam, że każdy może nauczyć się języków obcych oraz, że kluczem do jego nauczenia jest uczenie się tego co Cię interesuje. Również ciągłe powtarzanie i ciekawość poznawania kolejnych zwrotów, kolejnych słów powoduje, że poznajemy język i możemy swobodnie się porozumiewać. I oczywiście to co jest najważniejsze i oczywiste nie można bać się mówić. Trzeba przy każdej nadarzającej się okazji mówić w języku obcym.
Dziękuję za artykuł i możliwość poznania Sandry i jej videobloga.
Pozdrawiam
Marta

Odpowiedz

Lucyna Kwiecień 16, 2014 o 18:58

A ja się zakochałam 😉 A ponieważ mój luby mieszkał daleko i ni w ząb nie znał polskiego, musiałam szybko nauczyć się jego języka, żeby móc prowadzić długie, romantyczne rozmowy przez telefon. Nauczyłam się mówić biegle w dwa miesiące :)

Odpowiedz

Marcin Gurtowski Kwiecień 16, 2014 o 20:59

No to Michał z tym artykułem, który opublikowałeś trafiłeś w moją potrzebę idealnie. ja chce nauczyć się w końcu języka angielskiego, bo dzięki temu mógłbym wiele wartościowych rzeczy się nauczyć. Nawet wypisałem sobie to w moich celach na ten rok. Niestety do wszystkich kursów podchodzę jak pies do jeża. Mało tego, sam siebie odkąd pamiętam ograniczyłem, twierdząc, że nie mam talentu do języków obcych. To zdanie z początku wpisu „Nauczyłeś się języka polskiego. I to w czasie, kiedy nawet nie potrafiłeś czytać i pisać. Możesz nauczyć się również języka obcego. I to dużo szybciej” dało mi po głowie, także się już naprostowałem 😉

Dzięki i pozdrawiam Cię ,

Odpowiedz

Noaal Kwiecień 16, 2014 o 22:24

Witam, Ja z kolei do nauki wszelkiej maści słówek lub czegokolwiek na pamięć polecam program Anki- http://ankisrs.net/, działa on na zasadzie fiszek- czyli mamy wirtualny przód fiszki i tył gdzie wpisujemy odpowiednie słówka lub coś co chcemy zapamiętać. Zaletą tego programu jest to że zapamiętuje nasze odpowiedzi i na tej podstawie podsuwa mam pytania, czyli nie uczymy się tego co już umiemy. Co do nauki języka to ja z powodzeniem słuchałem amerykańskich podcastów z transkrypcją, potem siadałem nad nią i zdanie po zdaniu tłumaczyłem sobie ;). Do rozmów jest również strona: http://www.speaking24.com/, choć jej jeszcze nie testowałem.

Odpowiedz

Kamil Kuczyński- nauka wymowy Kwiecień 17, 2014 o 04:24

Zauważyłem kiedyś, że ucząc się wymowy, bardzo łatwo przebić barierę mówienia poprzez czytanie na głos tekstów i fiszek. Niby banalne, ale bardzo często spotykam się z osobami, które mają z tym problem.

Odpowiedz

Joanna Kwiecień 18, 2014 o 19:15

Prawda! Na głos czytam po angielsku od kilku lat i od niedawna po polsku, bo ojczysty język zaniedbałam i zaczęłam mamrolić niewyraźnie pod nosem… Tak więc na głos i szeroko otwieramy dzioba.

Odpowiedz

Karol Kwiecień 17, 2014 o 08:54

Od dłuższego czasu korzystam z Duolingo, szczególnie intensywnie od kiedy wyszła edycja POL-ANG. To co chyba najbardziej zachęca do nauki do elementy grywalizacji :) Nic bardziej nie motywuje, niż chęć bycia lepszym od Twoich znajomych.

Odpowiedz

willqu Kwiecień 17, 2014 o 10:26

Jest swietna stronka do nauki jezykow
http://livemocha.com/

Zasada jest prosta:
Umiesz polski – pomoz osobom ktore chca sie polskiego nauczyc.
Cwiczenia przygotowane przez specjalistow, sprawdzane przez native speakerow :)

Darmowe, polecam, korzystam!

Odpowiedz

Jakub Kwiecień 17, 2014 o 10:27

Wszystko to prawda, jednak prędzej, czy później potrzebujesz kontaktu z native speakerem. Żeby wyrobić sobie w miarę zrozumiały akcent musisz mieć z tym akcentem interakcję.

Może Ci się udać tak, że za to nie zapłacisz, jednak często łatwiej jest po prostu zapłacić w ten czy inny sposób (wykupić korepetycje lub wyjechać do tego kraju, choć na chwilę :).

Łatwiej jest zorganizować sobie finanse, tak, żeby mieć na to pieniądze, niż poświęcać kilka razy więcej czasu na szukanie darmowych materiałów. Co niestety kończy się na przeczesywaniu pirackich podręczników i materiałów na Chomiku itd :)

Odpowiedz

Tytus Kwiecień 17, 2014 o 11:39

Najważniejsza rada wg. mnie to ta z początku artykułu – zacznij od czytania o tym co cię naprawdę interesuje (a najlepiej też na czym się trochę znasz..) – dzięki temu faktycznie nie trzeba się zmuszać do nauki, tak jak podczas normalnego wkuwania słówek i katowania gramatyki :-) To podstawa, dzięki temu nauczyłem się angielskiego praktycznie nie poświęcając czasu na coś, co bym odczuwał jako „naukę”. Przyznam, że nie zabrałem się za drugi język, ale może ten wpis mnie zmobilizuje :-)

Odpowiedz

Janusz Kwiecień 17, 2014 o 12:44

Nazywam się Janusz Hamerski. Mieszkam w Niemczech (już 30 lat, wyjechałem z Polski po zakończeniu stanu wojennego w 1984 roku) Pracuję jako trener medialny. Prowadzę warsztaty medialne w liceum Schillera w Muenster.

Mówię i żyję w trzech językach: polskim, niemieckim i angielskim. Uczę się hiszpańskiego i francuskiego. Było mi bardzo miło ponieważ rozumiałem prawie wszystkie języki którymi Pani posługiwała się w Pani filmiku powitalnym.

Kilka lat temu wyprodukowaliśmy filmik który chcieliśmy podarować dwom dziewczynom z Wietnamu które uczyły się niemieckiego. Wzięliśmy kamerę i mikrofon i pytaliśmy się ludzi na ulicy jak im się powodzi. Filmik ten stał się bardzo popularny na youtube. Skłoniło nas to do kontynuowania tej produkcji. Nazwaliśmy tą serię: Easy German. Założyliśmy stowarzyszenie które nazwaliśmy „The Global Experience”. Ta nazwa to opis naszego zachwytu gdy zobaczyliśmy na na mapie z naszymi kontaktami i zobaczyliśmy, że mamy przyjaciół na całym świecie.

W tej chwili produkujemy tego rodzaju filmiki w wielu innych językach.

Zapraszam do naszych projektów:

https://www.youtube.com/user/magauchsein

https://www.facebook.com/easylanguagestreetinterviews

Wkrótce wznowię produkcję filmików dla ludzi uczących się języka polskiego. Moim marzeniem jest wyprodukowanie jak największej ilości tych filmików tak aby wspierać i zachęcać do nauki języka polskiego. Moją inspiracją jest mój syn który nauczył się polsku już jako dorosły chłopak oraz moja żona z która zna kilka zdań po polsku tak że język polski jest naszym sekretnym językiem którym posługujemy się gdy chcemy żeby ludzie nie wiedzieli o czym mówimy.

Bardzo chciałbym zachęcić innych do produkcji tego rodzaju filmików. Jak wiesz miliony Polaków żyje poza granicami Polski. Mają tam swoje rodziny, dzieci, przyjaciół. Wielu z nich chciało by się nauczyć po polsku. Wyobraź sobie jak bardzo było by miło gdyby znaleźli oni tak dużą ilość filmików, że nauczenie się języka polskiego było by dla nich bardziej łatwą i bardziej przyjemną sprawą.

Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz

Sebo Kwiecień 17, 2014 o 19:01

To ja napiszę od siebie, artykuł niestety jest słaby i krótki, nic praktycznie nie wnosi, oczekiwałem po nim porad co wybrać jaki kurs jaką książkę kupić ogólnie wiecej wszystkiego itd
Ja chodziłem na kursy jak i sam się uczyłem, co do native speaker to jest jedno z lepszych rozwiązań do rozmów i akcentu, ale jest duży minus tego rozwiązania ile razy będziesz się z nim spotykał, ja rozumiem może 6 miesięcy pewnie to max szczególnie finansowy, 50zł za 40min, 2h około 80zł, co przy roku daje ponad 8tyś za rok, kogoś stać na to?
Szkoły językowe semestr około 1800zł, niestety jak już ktoś wspomniał, chyba blogerka nawet, różnie osoby się uczą, jedni szybciej inni wolniej.

Trudno jest się nauczyć języka samu, czytać to se można, ale ktoś musi nad nami popracować, poprawić błędy itd.

Dodam jeszcze, że są specjalne wydania książek do języka angielskiego z odpowiednimi poziomami, do nauki są świetne.
Wydawnictwo Penguin Readers .

Odpowiedz

Sith Kwiecień 18, 2014 o 12:55

Native Speakera do rozmowy przez Skype można znaleźć dość prosto, wystarczy poszukać na odpowiednich forach, popytać, itd…
Przykro mi to mówić, ale reprezentujesz negatywną i roszczeniową postawę, czyli nie da się, to niemożliwe, czemu nikt mnie nie poprowadzi za rączkę…

Na dowód, że się da: zacząłem się uczyć japońskiego. Wzorniki do pisania liter hiragany i katakany ściągnąłem sobie z netu, podstawy mówienia opanowałem przy pomocy lekcji na YouTube, japońską telewizję oglądam w necie, a native speakera na Skype podrzucił mi znajomy…
ŁĄCZNE WYDATKI OD POCZĄTKU NAUKI: 0 PLN !!!

Odpowiedz

PolishPolyglot Maj 10, 2014 o 21:23

Super! A jak tam efekty?
Uczyłam się kiedyś japońskiego, ale właśnie nie chciało mi się od nowa zaczynać uczyć się pisać, więc przerwałam. Chodziłam na kurs i oglądałam Czarodziejkę z Księżyca, bo jako dziecko przegapiłam :) Ale pewnie kiedyś do tego wrócę, bo uwielbiam Japonię.

Odpowiedz

Pawel Krawczyk Kwiecień 17, 2014 o 19:01

Akurat Chiński jest bardzo trudny – w przeciwieństwie do japońskiego nie ma w nim alfabetu a jedynie znaki, a wymowa nie jest drobnym problemem bo to język tonalny i mała zmiana tonu (która jest niesłyszalna dla europejczyków) zmienia całkowicie znaczenie.

Z japońskim jest natomiast problem jeśli chcemy nauczyć się mówić odpowiednio grzecznie – bo tak grzeczność jest bardzo stopniowalna, ale jeśli chodzi o dogadanie się np. w podróży to japoński jest w miarę łatwy.

Odpowiedz

Maciek Szczudło Kwiecień 18, 2014 o 10:55

Do listy pomocnych narzędzi w nauce języków chciałbym dorzucić jeszcze program SuperMemo. (http://www.supermemo.net/)
Polska aplikacja rozwijana od 30 lat, opierająca się na krzywej zapominania Ebbinghausa (http://pl.wikipedia.org/wiki/Krzywa_zapominania)
Jest to najlepszy moim zdaniem sposób do „wkuwania” słownictwa. W uproszczeniu aplikacja wyświetla słówko, którego znaczenie trzeba sobie przypomnieć w jakby ostatnim momencie przed jego zapomnieniem :) W zależności od własej oceny procesu przypomnienia sobie słowa (Wiem, Nie wiem, Prawie) program oblicza czas w przyszłości, kiedy słowo znowu pojawi się w liście słów do nauki na dany dzień.
W ten sposób oszczędzamy czas na powtarzanie słów, które i tak już dobrze pamiętamy, co ma miejsce, gdy uczymy się z zeszytu.
Aplikacja jest wersji mobilnej, grafika jest raczej siermiężna – nie jest to tak wymuskany, śliczny produkt jak Duolingo ale jego skuteczność w procesie nauki wydaje się być duża.

Odpowiedz

sebo Kwiecień 18, 2014 o 22:13

Bardzo dobry program, pamiętam go z dawnych lat.
Co do Duolingo to program dla mnie żywcem ściągnięty z pewnego programu co wprowadzili amerykanie dla szpiegów. Ma on tez dużo wad, brak tez gramatyki wytłumaczenie trzeba się domyślać itd.
Jednak dobry jest na tablet ładny kolorowy cos tam można się nauczyć.
Sith – widzę, ze moje słowo do Ciebie nie przemawia ani nie zrozumiałe całości ani nawet kawałka, co do ostatniego zdania 0zl to lepiej policz jeszcze raz, za moich czasów trzeba było kupić książkę dzisiaj płaci się dostawcy za Internet itd.
Dobry nauczyciel kosztuje, są różne metody nauczania jak i różne osoby z kłopotami do nauki.
Co do tego, ze trzeba mi wszystko pokazać i za rączkę to byś się zdziwil.

Odpowiedz

MaverickM Kwiecień 19, 2014 o 08:13

Temat nauki jezykow jest moim ulubionym. Uczylem sie angielskiego w latach 90-tych, niemieckiego zaczalem sie uczyc 2 lata temu. Nauka jezykow jest dzis o wiele, wiele latwiejsza.

1. Nie marginalizowalbym jednak szkol jezykowych. Wiele z nich ma slaba jakosc, ale kilka jest niezlych. Nauka jezyka bez zywego kontaktu z druga osoba to nauka sucha. Niektore szkoly specjalnie
zapewniaja kontakt z kilkoma roznymi nauczycielami. Glownym problemem w nauce jest zas MOTYWACJA. Ciezko samemu jest sie motywowac do codziennej, regularnej pracy. Rola nauczyciela jest pokazywac nam przerozne formy nauki, zaskakiwac, dopingowac, sprawdzac, chwalic.

2. Jak szybko mozna sie nauczyc jezyka obcego od podstaw? Nawet w 3 miesiace. INTENSYWNOSC jest kluczem. Tradycyjnie nauka jezykow kojarzy nam sie z system szkolnym, czyli 2×2 (pierwsze 2, to 45 minut, drugie 2 to ilosc razy w tygodniu). A mozna przeciez 5×2, czy w skrajnym przypadku 5×12, czyli 15 razy wiecej i szybciej niz w pierwszym przypadku.

Niestety polskie szkoly, w porownaniu do tych np w Berlinie sa slabsze. Slabsze, bo tamte maja wielu chetnych na ktorych skladaja sie imigranci, ktorzy maja ogromna motywacja do nauki i musza dosc szybko opanowac chociazby podstawy.

Odpowiedz

PolishPolyglot Maj 10, 2014 o 21:18

Właśnie dlatego, że motywacja często jest barierą nie do przeskoczenia, stawiam na łączenie przyjemnego z pożytecznym i naukę przez rozrywkę. Nigdy nie zmotywowałabym się tak, aby ślęczeć dobrowolnie nad książkami. Są przyjemniejsze rzeczy do roboty :)

Nie znam żadnego Niemca, który w szkole nauczył się języka obcego. Żadnego :) Kursy językowe w Niemczech wcale nie są lepsze pod żadnym względem.

Odpowiedz

MaverickM Kwiecień 19, 2014 o 08:40

Wpis na bloga jest bardzo fajny. Pokazuje wiele mozliwosci cwiczenia, utrwalania, czy nauki jezyka. Pokazuje, ze mozna sie uczyc bez wzgledu na wiek. Osoby starsze ucza sie wolniej, albo w ogole bo nie wierza w efekt, badz jezyk je obcy jest im tak naprawde niepotrzebny. Osobnym faktem jest slabnacy z wiekiem sluch, ktory na nauke ma realny wplyw.

Warto w nauce jezyka wyjsc poza schematy. Nauka jezyka w szkolach, czy z prywatnym nauczycielem, to nie tania sprawa. Poznalem kiedys dziewczyne, ktora korzystala z zagranicznych czatow i komunikatorow. Latwo znajdowala sobie rozmowcow i rozmawiajac z nimi, szlifowala jezyk.

Podsumowujac dwa moje wpisy, nauka dzis jest latwiejsza, prostsza, skuteczniejsza. Trzeba chciec najlepiej laczac nauke z nauczycielem z dobrodziejstwami wspolczesnej technologii.

A swoja droga za 20 lat znajda sposob, by podlaczyc sie do naszego umyslu i jak na Incepcji zaimplementowac nam baze 20 tys. slow potrzebnych do plynnego mowienia w innym jezyku ; )

Odpowiedz

bolek Kwiecień 21, 2014 o 08:55

http://fsi-language-courses.org/Content.php

Kolekcja kursów językowych dla amerykańskich dyplomatów.

Odpowiedz

Agnieszka Kwiecień 21, 2014 o 14:02

Oooo bardzo przydatny dla mnie post! Marzę o włoskim, ale ciężko się zabrać za naukę, tzn. mnie ogranicza czas, ale spróbuję zastosować powyższe wskazówki i może coś z tego wyjdzie:) Dzięki :)

Odpowiedz

Paweł Stachyra Kwiecień 22, 2014 o 10:25

Witaj Sandro i Michale.

Sandro, gratuluję Ci talentu do języków! :-)

A Tobie Michale, gratuluję „mojego” artykułu! Sam bowiem oferuję kursy francuskiego do nauki przez Internet. 😉 Tak więc cieszę się, że poruszyłeś taki temat na Twoim blogu i że zaprosiłeś takiego gościa.

P.S. Nie chcę robić spamu, więc jeśli chcesz, możesz usunąć adres mojej strony. 😉

Pozdrawiam
Paweł Stachyra

Odpowiedz

Poszukiwacz Kwiecień 22, 2014 o 13:27

Kiedyś też myślałem, że nauka języków to ciągłe lekcje i korepetycje. Szło mi średnio, bo po prostu… nie miałem specjalnej ochoty na naukę. 😛

W końcu jednak zebrałem się w sobie i zacząłem się sam uczyć. Chęć była, więc poszło z górki. I właśnie o to chodzi! Jeżeli nie będziemy czuli potrzeby to nic z tego nie będzie, nawet jeżeli pracować będziemy z najlepszymi nauczycielami. :)

Odpowiedz

vagabundo del mundo Kwiecień 22, 2014 o 15:21

przy tej ilości informacji, jaka dziś jest dostępna w internecie, spokojnie można się nauczyć języka samemu. mnie prawie udało się to z bułgarskim. przerabiałam sama książkę do nauki + piosenki + filmy + pobyty wakacyjne. a prawie, bo po prostu przyszedł moment, że to zarzuciłam.
poza tym gdy wyjeżdżam do innego kraju, zawsze staram się nauczyć choć trochę przydatnych wyrażeń i np. hiszpański czy włoski nie sprawiają tu żadnego problemu.
pozdrawiam :)

Odpowiedz

Piotr Kwiecień 23, 2014 o 21:52

Ja polecam bloga fluentin3months.com
Autor bloga, Benny zainspirował mnie kilka lat temu do nauki języków i znam już 4 :)

Odpowiedz

Paula Kwiecień 25, 2014 o 17:25

Świetny artykuł, wiele osób ma wymówkę ,że nie stać ich na naukę języka obcego… chcieć to móc!

Odpowiedz

zenek73 Kwiecień 27, 2014 o 17:09

Zgadzam się co do supermemo – świetny program… ale w wersji oryginalnej – czyli SuperMemo16 obecnie. Oczywiście gotowe kursy to raczej SuperMemo UX (do mobilnych systemów nikt mnie nie namówi) a poza tym jak ja się uczę to chcę być offline – więc systemy online mnie nie przekonują.
A dlaczego oryginalna wersja Supermemo 16? Cóż – jest nieco archaiczna z wyglądu ale ma ogrom funkcjonalności przy której UX wymięka. Poza tym UX (wstyd!) nie jest rozwijana od ponad roku… Oczywiście mam ze 4 programy od nich (a dokładniej 4 zestawy słówek) ale ostatnio używam tylko wersji SM16. Kosztuje prawie 200 zł ale warto wg. mnie. Chodzę co prawda do szkoły językowej, ale wklepuję słówka i zwroty do mojego systemu i uczę się. Naprawdę nie ma co się bawić w jakieś systemy na komórkę – jeśli ma się np 150 powtórek dziennie jak ja to szkoda oczu…

Odpowiedz

Katarzyna Maj 1, 2014 o 21:33

Zgadzam się z tym, że na prawde nie trzeba dużo wydawać pieniędzy, żeby nauczyć się języka. Teraz istnieje tyle programów na youtube.com do nauki przeróżnych języków a także powstają coraz to nowe strony internetowe, gdzie można się też za darmo uczyć. Tylko trzeba chcieć i się mieć mobilizację, bo to głównie z tym chyba nasze społeczeństwo ma problem. I jak już zapłacimy za taki kurs ok. 2 tys. za pół roku, to mamy już mobilizację, bo już zapłaciliśmy to chodzimy na zajęcia. A jeśli mamy coś za darmo to cięzko nam się zorganizować, zeby siąść i poooglądać jakieś filmiki czy popowtarzać różne zwroty, bo przecież tyle ciekawszych zajęć jest dookoła. Więc według mnie-dla chcącego nic trudnego! Przecież to żaden problem ściągnąć sobie aplikacje na smartphona, i jak nam się nudzi coś popatrzeć i przy okazji się czegoś pożytecznego nauczyć!

Odpowiedz

PolishPolyglot Maj 10, 2014 o 21:12

Niestety z mojego doświadczenia wynika, że nawet ludzie, którzy wydają dużo pieniędzy na kurs, nie mają ochoty się uczyć i nie jest im tych pieniędzy żal. Czasem nauczyciel może ich zmotywować, ale niektórzy są bardzo oporni :)

Odpowiedz

Sylwia Maj 2, 2014 o 12:26

Bardzo ciekawe wskazówki! Zawsze uważałam, że nie mam talentu do nauki języka, ale chyba się myliłam 😉 Największym moim problemem jest utrzymanie systematyczności. Chyba czas się wziąć za siebie i wszystkie te rady wdrożyć w życie i uczyć się. Wierzę, że ten artykuł i film na YT będą dla mnie inspiracją :)

Odpowiedz

kasia Maj 6, 2014 o 16:30

Ja uważam, że języka można się nauczyć samodzielnie, ale problemem jest motywacja. Dlatego polecam wynająć korepetytora przez Skype. Ja za godzinę konsultacji w języku hiszpańskim płacę 15 zł. To koszt jednej wypasionej kawy w Starbucksie :) Jednak aby nauka była efektywna musimy się umówić, że nauczyciel przysyła nam materiały i ćwiczenia, robimy je samodzielnie i staramy się sami uczyć się gramatyki czy słówek. Korepetycje powinny być jedynie konsultacją w sprawie wątpliwości co do zasad gramatycznych i rodzajem konwersacji, gdzie przełamiemy blokadę mówienia w języku obcym.
Gratuluję Sandrze znajomości tylu języków i życzę jeszcze pięciu kolejnych :)

Odpowiedz

aldia Maj 10, 2014 o 17:37

Dziękuję za moblizującego kopa.
Ps. Świetny blog :)!

Odpowiedz

Monika Maj 11, 2014 o 15:45

Ja ćwiczę swój angielski i niemiecki właśnie z Duolingo i sama zaczęłam się uczyć hiszpańskiego (po angielsku!) za pomocą właśnie tej strony – nauka jest przyjemna, a słówka szybko wchodzą do głowy :)

Odpowiedz

michal Czerwiec 4, 2014 o 16:02

Do nauki słówek polecam polski serwis http://vocabla.com

Odpowiedz

bleker Czerwiec 4, 2014 o 16:16

A co tam jest za darmo ?

Odpowiedz

Grażyna Czerwiec 15, 2014 o 03:53

Władam dobrze kilkoma językami i uczyłam się ich i sama, i w grupie. Właściwie całe moje życie to historia poznawania jakiejś obcej mowy. Dzisiaj chciałabym odpowiedzieć na apel pana Michała i podzielić się jednym z moich doświadczeń, które może wzbogacić Państwa metody nauki. To zaleciła mi dawno temu pewna mądra nauczycielka. Zapewniam, że przynosi nadspodziewane efekty, pod warunkiem, że będziemy bezwzględnie systematyczni. Jest to trochę bezmyślne przepisywanie tekstów. Mam na myśli przepisywanie bez większego, świadomego zaangażownaia naszego umysłu (np. jest późno, jesteśmy bardzo zmęczeni, jedziemy pociągiem), takie przepisywanie kiedy jednak nie zagłusza nas śpiewana muzyka, jakis program telewizyjny, bądź dyskoteka, czy wrzask w sąsiedztwie. Przepisujemy dowolny tekst. Ja to robiłam z gazetą, kolorowym magazynem lub jakąś dowolną inną historią, tym, co się napatoczyło w danym momencie: jednego dnia tekst o architekturze, innego o piosenkarzu, tekst historyczny, opis jakiegoś regionu, doniesienia społeczne itp. Zobaczycie po miesiącu jaki fenomenalny jest nasz umysł. Koduje mnóstwo, i słownictwa, i konstrukcji gramatycznych, świetnie uczy obcej ortografii. Najlepiej codziennnie jakieś po 15 minut, jedną historię, czy – jak nie mamy czasu – historyjkę. Pozdrawiam i życzę wszystkim powodzenia!

Odpowiedz

Janusz Hamerski Czerwiec 15, 2014 o 10:16

To jest naprawdę dobry koncept. Mogę to potwierdzić ze swojego własnego doświadczenia. Nie tylko dla uczących się języków obcych ale również dla tych którzy chcieli by pobawić się w pisanie tekstów literackich. Nic tak nie zbliża do tekstu jak przepisywanie. I to właśnie tak jak Pani to opisuje. Ja nauczyłem się w ten sposób angielskiego w czasach kiedy samodzielne nauczenie się języka obcego uważane było za wręcz niemożliwe. Nakupowałem tyle podręczników ile się dało i w pewnym momencie zacząłem „odrabiać” pisemnie ćwiczenia z tych książek. Pisałem bardzo szybko a odrobione ćwiczenia wyrzucałem za siebie tak, że każdego wieczora usypywał się za mną kopczyk pomiętych kartek papieru. Bardzo mi to pomogło.

Odpowiedz

kama Czerwiec 15, 2014 o 11:01

Grażyna, niecodzienny, niemal darmowy pomysł, który z łatwością można wcisnąć pomiędzy inne zajęcia i łatwy do zrealizowania. Wypróbuję, zaczynam jeszcze dziś :-)

Odpowiedz

maarchewka Lipiec 9, 2014 o 09:29

Ja uczyłam się hiszpanskiego z lekcjami Coffee break spanish. Polecam i jest za darmo:) https://radiolingua.com/shows/spanish/coffee-break-spanish/
mozna tam sie tez innych jezykow uczyc:)

Odpowiedz

Marta Październik 28, 2015 o 13:14

FAJNY POMYSŁ , DZIĘKI :)

Odpowiedz

Nauczyciel angielskiego Lipiec 19, 2014 o 11:36

Jak najbardziej warto się uczyć samemu. Jest tylko jeden warunek- samodyscyplina. Niestety większość ludzi go nie spełnia.

Odpowiedz

finance365 Lipiec 29, 2014 o 11:48

Ten wpis spadł mi jak z nieba – już od paru dni myślę z której by tu strony w końcu ugryźć ten niemiecki, ale teraz już wiem – z tej przyjemniejszej, bo na gramatyce na początku z pewnością połamałbym sobie zęby :) Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz

Sławek Wrzesień 23, 2014 o 13:37

Praca nad językiem wymaga poświęceń i kreatywnego podejścia do języka, to bez dwóch zdań. Sam prowadzę stronę do nauki języka angielskiego i podobnie jak Sandra staram się motywować ludzi do działania. Każdego dnia ludzie piszą do mnie maile „jak opanować języka angielski szybko”, „jak się w ogóle uczyć?” i odnoszę wrażenie, że jest w naszym społeczeństwie panuje przeświadczenie, że wystarczy zakuwać do egzaminu np. maturalnego i później dać sobie spokój z językiem. Uwielbiam ludzi, którzy chcą ciągle udoskonalać zdolności językowe i mają jasno określone cele: dlaczego chcą się uczyć języka obcego, gdzie ta znajomość się przyda, jaki poziom chcą osiągnąć w niedalekiej przyszłości. Co najważniejsze jest to dla nich przyjemność a nie obowiązek :)
Ja zapraszam również do http://www.gettinenglish.com jeśli chcecie zmotywować się bardziej do nauki języka angielskiego.
PS: Tobie Michał serdecznie gratuluję pomysłu na bloga! :)

Odpowiedz

Jarosław Październik 12, 2014 o 09:09

Podziwiam i imponują mi ludzie, którzy opanowali tyle języków.

Uczenie się samemu jest możliwe, ale jak już ktoś napisał potrzebna jest samodyscyplina
…której tak często brakuje.

Choć słuchanie i czytanie wypowiedzi ludzi takich Sandra czy Beny Lewis w porządanym języku (u mnie niemieckim) z których rozumie się znaczną część bez większego wysiłku daje pewne wyrzuty sumienia w postaci:

„skoro tyle przychodzi bez wysiłku to może warto by się postarać.”

Odpowiedz

Arhus Październik 28, 2014 o 20:10

Takie poradniki czytam pobieznie, lecz jak rozumiem:
– Slownictwo to taki stos cegieł do ligwistycznego uzycia,
– A gramatyka obcego jezyka, ba! wymowa, aspekt specyficznej ekspresji idiomatycznej tresci to taka zaprawa do tych cegieł,
– Cierpliwosc, systematycznosc, ba! dokladny rozklad gram. zdan wkuwanych na pamiec, to kielnia, rusztowanie, kolowrotki, oprzyrzadowanie(slowniki?, slowniczki?, pomoce gramatyki?),
– Koncu sama tresc na pamiec wkuwana, to budowany ze słów-cegiel oraz zaprawy-gramatyki mur-tresci prawdziwy.
..stara sprawdzona metoda nauki starozytnych…
..w niepamieci, umysl Wasz juz nie bedzie pamietal muru-ani-tresci,
Lecz za to po miesiacach uzyje cegiel, zapraw bez liku,
Z tej „gramatycznej rozbiorki” zdan wczesniej wkuwanych na pamiec,
Na pamiec w pospiechu, nadziei, zdobycia szlifow poligloty od obcych jezykow…

Odpowiedz

Arhus Październik 29, 2014 o 00:34

…I jeszcze jedno: z nauka i wladaniem dowolnym jezykiem obcym, jest, albo moze byc, po trosze, jak z nauka muzyki. Bowiem oto muzyka wiele potrafi wyrazic autentycznych przezyc, odczuc, czy wizji, lecz ostateczny falsz, czy autentyzm jeszcze w duzym stopniu zalezy od tego, kto nia wlada.
Nie badzcie ze slowem w obcym jezyku (albo idiomem, czy porzekadlem, czy tez przyslowiem), niczym malpa z brzytwa w teku.
(Widziałem prezenterow telewizji francuskiej na przyklad, robiacych w wywiadzie dla gosci anglo-saskich w rozrywce francuskiej piosenki, po angielsku,- kardynalne bledy – gramatyczne bledy..Im najwyrazniej spodobalo sie w wymowie angielskiej samo brzmienie…)

Odpowiedz

Arhus Październik 29, 2014 o 20:39

Czytam powyższe komentarze,
Wciąż nie wychodząc z podziwu:
Nad nieporadnością ludków,
Co potrzebowali by obcych języków w swoim życiorysie,

„ano…trzeba niby poddać się surowej samo-dyscyplinie,
trzeba być inteligentnym, wybitnym, cierpliwym, hi-hi,
urodzonym geniuszem…”.

A to jest dość prosta sprawa:
Jest to taka codzienna zabawa, niby teatralna ,
W nauce dialogów, składni, gramatyki, czy słówek.

Choć i z tą systematycznością,
To jak ze sparingiem,
(co utrzymuje ciało w życiowym rytmie…)

Potrzeba tak treningu, jak i odpoczynku,
Należy odnaleźć swój rytm i cykl
Samo-uczenia się tekstów, nadto:

Wymowy, akcentu, wyrażania się w mowie i w piśmie.

Nawet pamięć będzie Wam wtórować,
Gdy tylko zajdzie potrzeba:

Tak językowego treningu,
Jak i doświadczonego dialogu, przemowy,
Czy nawet briefingu.

(trzymanie ligwistycznych
mini-broszurek,
książeczek, opowiadań,
pod ręką, by wykorzystać
każdą dostępną chwilę,
też jest przecież metodą,
na samo-dyscyplinę!)

Odpowiedz

Tomasz Listopad 29, 2014 o 19:42

Jeżeli chodzi o samodzielne poznawanie języka angielskiego:
– słówek i tak musimy nauczyć się sami, nikt nam ich nie wbije do głowy :)
– gramatyka dokładnie wyjaśniona w podręcznikach, ćwiczenia można sprawdzać z
kluczem
– rozumienie ze słuchu oglądanie tv, słuchanie radia, podcastów, muzyki, oglądanie
filmików na you tube, nie potrzebny do tego nauczyciel
– mówienie na początek sami ze sobą, z rodzeństwem, znajomymi, dziewczyną
później można nawiązać kontakt z cudzoziemcami przez skypa, wyjechać na
Erasmusa, do pracy itp
Nauczyciel nie jest wcale potrzebny i z tym się zgodzę co więcej nauka na kursach
daje często słabe efekty, nauka samodzielna często zaskakująco dobre. Oczywiście
raz na jakiś czas można spotkać się z jakimś doświadczonym anglistą, żeby ocenił
nasz poziom, mocne i słabe strony, dał jakieś rady itp.

Odpowiedz

x Grudzień 27, 2014 o 22:39

Francuskiego nauczyłam się w szkole, angielskiego „przypadkiem”, oglądając filmy i czytając reklamy i książki, bo nigdy nie miałam angielskiego w szkole, dzięki niemu rozumiem pisany hiszpański, portugalski i włoski, a teraz uczę się chińskiego. Po angielsku, sama, codziennie, bez nauczycieli i kursów, tylko ESKK dla załapania podstaw składni. Po roku nauki rozumiem filmy. Się da!

Odpowiedz

Magdalena Styczeń 12, 2015 o 10:32

Mój chłopak mówi płynnie w 6 językach (we wszystkich od dziecka), na poziomie komunikatywnym lub podstawowym w kolejnych 6. Polskiego uczy się samodzielnie 😀 Namówił mnie na książki do samodzielnej nauki języka Assimil, sama w necie wygrzebałam info, że jeszcze lepszy jest Colloquial.

A jeśli chodzi o samodzielne uczenie się – nic nie zastąpi rozmów z native speakerem. Odkąd rozmawiam z chłopakiem (od sierpnia) kilka godzin dziennie po angielsku, swoboda wyrażania jest zauważalnie większa. Łapię od niego słowa, całe zwroty, które utrwalają się w pamięci. Czasami, kiedy próbuję coś powiedzieć, szukam słowa w necie na bieżąco i też koduję nowe wyrażenia. Po 4 miesiącach różnica jest ogromna, nawet jeśli robię wciąż pewne gramatyczne błędy, to bez problemu myślę w obcym języku, zaczynam w nim pisać, jestem w stanie żartować i posługiwać się grą słów.

A propos akcentu – język polski nie jest silnie akcentowany, stąd stosunkowo łatwy nabyć nowego akcentu. Na pewno łatwiej niż Włochom czy Francuzom, nawet Rosjanom. Polacy często wtapiają się za granicą w językowe tło, a ich akcent jest niemożliwy do określenia. Niestety, często silą się na sztuczny brytyjski akcent, co brzmi po prostu strasznie.

Odpowiedz

Sylwester Styczeń 12, 2015 o 10:36

Ja rok temu zacząłem samemu uczyć się włoskiego. Fajnym pomysłem, który podsunął mi Gabriel Wyner z https://fluent-forever.com jest „zanurzenie” w języku, to znaczy stymulowanie go róźnymi bodźcami np. raz oglądam serial po włosku, innym razem tłumaczę słowa piosenki etc.
Jednak prawdziwe postępy zacząłem zauważać dopiero w kontakcie z native speaker’ami. Latwo ich znaleźć na http://www.italki.com/?ref=1509207 (uwaga referal, jeśli chcesz utnij to co po ?). Na początku płaciłem włoszce z Turynu 20PLN za godzinę, potem odezwało się do mnie kilku włochów i teraz wymieniam włoski za polski lub angielski. Nic lepszego niż porozmawiać z kimś z Neapolu, o tym jak podobała mu się wizyta w Warszawie. :)

Odpowiedz

Marta Styczeń 12, 2015 o 10:48

Jasne, że warto uczyć się samemu języków – ja w ten sposób uczę się niemieckiego (gdy już zakończyłam jego naukę w szkole), francuskiego, norweskiego i japońskiego i nawet sporo już umiem. Tylko… problem z samodzielną nauką jest taki, że nikt nie wytknie ci błędów, a częstym powtarzaniem (które jest konieczne w procesie nauki) jedynie je sobie utrwalasz 😉 Sandra na filmiku wyżej na przykład, gdy mówi że nie ma zbyt wielu kobiet robiących takie tutoriale, wymawia „women” jako „łumen”, a to liczba pojedyncza – „woman”. Zapewne nie jest nawet świadoma różnicy w wymowie tych dwóch słów, bo w wyobrażeniu wielu osób różnica tkwi w wymowie przedostatniej głoski, podczas gdy liczba mnoga to „łimin”. Niby nic, a jednak tak podstawowe, że Anglika aż w uszy zaszczypie 😉 Ja sama się na to nadziałam w Japonii i Francji, jak używałam swojego japońskiego i francuskiego i powiedziałam parę głupot 😉 Dlatego mam wrażenie, że lepiej jednak mieć kontakt z kimś, kto nam te błędy poprawi – nauczyciel lub znajomy native speaker.
Inna sprawa to właśnie fakt, że wiele osób woli, gdy je ktoś poprowadzi. Mam kilkoro uczniów (jestem nauczycielką angielskiego), którzy nie wyobrażają sobie nauki samemu, bo nie są w stanie dostrzec mechanizmów w języku. Robią postępy, ale jednak wszystko trzeba im najpierw pokazać. Więc z tym talentem do języków to też nie tak do końca bujda, chociaż ja talent rozumiem bardziej jako właśnie odkodowanie formy języka, co umożliwia samodzielną naukę.
Ale żeby nie było – jestem absolutnie za nauką samemu. Lepiej umieć nieperfekcyjnie (zresztą polskiego też nie znamy idealnie), a coś umieć :)

Odpowiedz

potwierdzam Maj 23, 2015 o 23:26

Ano, potwierdzam trochę to bujda – z tym samoistnym talentem lingwisty-samouka.
Optymalnym bowiem jest przejście podstaw gramatyki/składni/wymowy/słownictwa na poziomie szkoły podstawowej oraz średniej, chociażby odnośnie jednego języka zachodnioeuropejskiego, z grupy języków:
a) bądź romańskich (tj. głównie: francuski, włoski, hiszpański, portugalski, że wymienię tylko te główne, czy choćby i sam rumuński, a jakże),
b) bądź germańskich (tj. głównie angielski, niemiecki, lecz również holenderski, czasem tylko norweski, szwedzki, czy trochę duński, a tych raczej w szkołach średnich, przynajmniej dawniej, nie uczono).
Wówczas to, można udawać wielkiego poliglotę – samouka. Bez solidnych podstaw w jednym z tych języków (przynajmniej na obszar Europy Zachodniej i jednocześnie obszar dawnych wpływów łacińskich Cesarstwa Rzymskiego – we kształtowaniu się słowotwórstwa i gramatyk lokalnych języków tamże) nie ma w ogóle co marzyć o w miarę skutecznej samodzielnej nauce języków obcych.
To „swoisty stelaż”, czy też mentalna dyscyplina i jednocześnie wyobrażenie o konstrukcji, składni i funkcjonowaniu języków obcych, głównie zachodnioeuropejskich, – którą to/które to wynosimy, zasadniczo ukończywszy szkołę średnią.
Studia wyższe – licencjat/inżynierskie/magisterskie raczej (przynajmniej te techniczne, nie filologiczne studia) już nie dają zbytnio dużo czasu, by poczuć się dobrze w roli „językoznawcy” jakiegoś języka – równolegle poznawanego, do tego pierwotnie wyuczonego w szkole średniej.
Choć oczywiście i tu zdarzają się wyjątki. Studia są jednym wielkim utrwalaniem wiedzy i nawyków wyuczonych raczej w tym jednym, tak naprawdę dobrze od podstaw, poznanym języku obcym w naszej szkole średniej.
(Próby „zawłaszczania” z pozoru już poznanego, tego „drugiego, nieco słabiej obeznanego” języka obcego, i to przed kolegami, znającymi akurat „ten drugi język obcy”, jakby „od podszewki”, kończyły się zawsze tragi-farsą..)
Tym samym, szkolnictwo polskie raczej zerwało z przedwojenną tradycją, wg której, jak rozumiem, inteligencja – ta prawdziwa, rzekłbym kształtowana na gruncie „kierunków filologicznych”, jak i tainteligencja i elita zarazem – techniczna – kształcona była raczej dwu-języcznie, ze znajomością domyślnie dwóch języków obcych (np. j.francuskiego i j. niemieckiego).
Bowiem po II W. Ś., gdzie człowiek się nie obróci (na rynku elit inżynierskich, technicznych, lecz nie tylko) raczej spotyka ludzi, wprawdzie, z bardzo dobrą znajomością (bo potrzebną w pracy zawodowej) lecz tylko jednego i wiodącego języka obcego. Do rzadkości należą ludzie natomiast wykazujący się takąż dobrą, płynną, wszechstronną, rzec można również wiodącą znajomością dwóch języków obcych.

Odpowiedz

>> Poradnik 45 Ekspertów językowych... Styczeń 12, 2015 o 11:45

Witam Was,
Artykuł na 5+. Dużo porad i wiedzy:) Dobrze, że również filmiki na YT są dodane:)

W 2015 powstał podobny projekt (na większą skalę) gdzie głos ekspercki udzieliło 45 wpływowych blogerów językowych i nie tylko. Powstał poradnik w .pdf (130 str) gdzie znajdziecie wiele porad i pomysłów na naukę języka!!

Poradnik możecie zobaczyć na:
>> http://www.sprachcaffe.com/polski/poradnik/jak-nauczyc-sie-jezyka-obcego.htm

Enjoy!

Odpowiedz

JUstyna Styczeń 12, 2015 o 13:27

Nie czytałam wszystkich komentarzy, więc mogę zdublować Wasze porady, ale polecam sprawdzenie oferty lokalnych domów kultury. Mnie wraz z nowym rokiem udało się znaleźć kurs angielskiego dla dorosłych w cenie 60 zł za cztery lekcje po 1,5 h (co uważam za okazyjną cenę).

W Gazecie Wyborczej z kolei wygrałam książkę „Polish Your English”, która jest ciekawą alternatywą dla tradycyjnych podręczników do nauki języka – zamiast typowych regułek, są przydatne zwroty, idiomy etc. Świetnie sprawdzi się u wzrokowców za sprawą szaty graficznej (obrazki itd.).

Odpowiedz

Zbigniew Styczeń 14, 2015 o 01:08

Haha!

Sam uczę się Chińskiego i Węgierskiego 😀

Wybrałem je bo Hiszpański czy Niemiecki dużo ludzi zna i nie ma wow jak się tam jedzie. Angielski wystarcza wszędzie w zupełności – uczę się języków żeby lepiej się „wtopić” w kulturę jak jestem na wakacjach.

A z Węgrem pogadać jest naprawdę super – oni nas strasznie lubią, a jak się jeszcze bo ichniemu nawija to szklanki idą w ruch podwójnie 😀

Odpowiedz

Marc Styczeń 30, 2015 o 15:16

bardzo dobry artykuł, fachowy i „z głową.”

Odpowiedz

Kamila Marzec 23, 2015 o 23:50

A ja jeszcze polecam się rozejrzeć, czy w waszych miastach nie odbywają się jakieś kursy językowe finansowane całościowo z dotacji z Unii Europejskiej. :) Właśnie się na taki kurs niedawno zapisałam i chodzę zupełnie za darmo na j. niemiecki, książki do nauki też były dostępne za darmo, poziom jest całkiem przyzwoity, a na koniec dostaje się jakiś papierek (a dla mnie to jest ważne). :)

Odpowiedz

Weronika Kwiecień 7, 2015 o 05:23

Michale, dziękuję za wpis.

Prosiłeś „polijęzykowców” o patenty, zatem piszę, bazując na zasadzie wzajemności (przynajmniej tak mogę się odwdzięczyć za wiedzę z Twojego bloga). Mam na swoim koncie kilka języków na różnych poziomach zaawansowania. W planach są kolejne, ale doba za krótka.
Czuję, że chcę pomagać ludziom w lepszej komunikacji – moje zamiłowanie to psychologia – inteligencja emocjonalna oraz właśnie efektywna nauka języków obcych.
Sposoby „wymyślam” sama (pewnie nie jestem pierwsza, która je stosuje), ale w życiu kieruję się najlepszym możliwym mechanizmem czyli
1. praktyka,
2. weryfikacja i ulepszanie
3. praktyka i znów weryfikacja i tak dalej… całe życie – bo… zawsze można robić coś efektywniej – ciągle zmieniają się: sytuacja życiowa, potrzeby i poziom rozwoju.
Dlatego może coś z tego o czym napiszę będzie nowe, a może nie. (Od razu przyznam się, że nie czytałam komentarzy!)
Może komuś pomogę swoim wpisem. :-)

Oki, zatem konkrety:
Przede wszystkim, musi nam się chcieć uczyć, czyli jak Sandra pisała – drążymy temat, który nas interesuje. Nie ma powodu, to nie będzie motywacji do działania. Ciągle będzie „coś ważniejszego” od nauki języka. Gramatyka, zwroty itp. to didaskalia, tego można uczyć się w trakcie.
NAJWAŻNIEJSZE TO CHĘĆ a inaczej: CIEKAWOŚĆ, GŁÓD WIEDZY.

Jak chodziłam do szkoły, to po zajęciach robiłam 4 języki na kursach. Potem wyprowadzka, studia, inny tryb życia, praca, samodzielność i nie mogłam się odnaleźć… dwa lata przerwy, języki nieużywane – zaczęły zanikać. Dlatego teraz opracowuję nowe techniki, by przy obecnym tempie życia móc wszystko połączyć i…

…najlepiej uczyć się „przy okazji”. NIE MAM CZASU NIE ISTNIEJE. Albo chcesz i szukasz sposobu albo nie masz mocnego powodu i siedzisz na fejsiku, marnujesz czas na inne pierdoły, nie zarządzasz efektywnie dniem i np. stoisz przy garach 2xpo1h/dzień zamiast zrobić jedzenie raz na 1-2 dni i popakować je w pudelka… itd. Jednorazowo może to nie wuchta czasu, ale przeliczmy jedną zaoszczędzoną godzinę dziennie na ilość dodatkowego czasu do wykorzystania po…
– tygodniu – 7 h,
– miesiącu – ponad doba,
– roku – ponad 2 tygodnie.
Daje do myślenia, co? :-) Jak ktoś chce, to znajdzie sposób.

Jeśli mamy dobry motyw do ciekawości, to język jest skutkiem ubocznym.
Przykładowe powody nauki:
– nauka – zagraniczne publikacje i chęć lepszego ich zrozumienia niż tych przetłumaczonych na polski
– jakaś inna pasja – część krajów jest „przed Polską” w rozwoju, więc i mają lepiej rozwinięte interesujące nas dziedziny niż w polskojęzycznym internecie
– zagraniczni znajomi
– praca
– podróże, kultura ludności innego kraju

Mieszkasz w innym kraju i tamtejszy język coś nie wchodzi do głowy? Nawet po roku?
Istnieją 2 warianty:
A) jesteś głuchy i ślepy
B) jesteś w zamkniętym pomieszczeniu z ludźmi mówiącymi po polsku.
Po prostu – człowiek nie jest w stanie uniknąć nauki języka, gdy jest nim otoczony.

>>> Stwórz środowisko.
1) Karteczki na przedmiotach w domu/pracy/gdziekolwiek – biurko, lustro, szafa, kubek, kierownica itd.
2) Zmień język w swoim środowisku – telefon, facebook, komputer, programy/aplikacje po „zagranicznemu” itd. Na początku szok, ale potem duma z wytrwania. Potem staje się to już tak normalne, że nie wiesz jak coś nazwać po polsku, bo znasz tylko nazwę obcojęzyczną.
WAŻNE – zapamiętaj „drogę” do zmiany języka, w razie, gdy będzie trzeba naprawdę zrozumieć tekst. Wtedy można na chwilę przełączyć na polski i odczytać co trzeba.
3) Słuchaj mp3! Turbo ważne. Piosenki są ok, ale to nie prawdziwa konwersacja, jaka prawdopodobnie Cię spotka. Gdy będziesz chciał się komunikować, to raczej nie będziesz nikomu śpiewać. :-)
Opracowałam sposób „na wywiad”.
– Tłumaczymy „wywiad z/na temat” na interesujący nas język, np. hiszpański -> entrevista con/sobre.
– Jeśli interesuje nas dany temat, to możemy zawężyć słownictwo poprzez konfigurację
„wywiad z” + nazwisko specjalisty w interesującej nas dziedzinie LUB
„wywiad o” + nazwa interesującej nas dziedziny (czasami wywiady są też tłumaczone, np. z angielskiego).
– Wpisujemy całość w youtube i wyskakują nam wywiady.
– Szukamy materiału dobrej jakości (najlepiej ze znaczkiem HD pod opisem).
– Konwertujemy nagranie na mp3 poprzez stronę http://convert2mp3.net/en/ (ten konwerter zachowuje znośną jakość dźwięku, testowałam różne)
– Ściągamy na dysk i mamy mp3 do słuchania w trasie, poczekalni czy imieninach u cioci, gdy towarzystwo rozmawia o polityce czy innych chorobach przy kiełbasie.

Dlaczego wywiad? Ponieważ nagrania są dobrej jakości, bez szumów, zbędnych przerw itp. Po prostu rozmowa. Polecam również audycje radiowe. :-)
Po kilku odsłuchaniach człowiek zaczyna wyłapywać słowa z niezrozumiałej paplaniny. :-)

Co z tego jeśli poznajesz, widzisz i czytasz nowe rzeczy, ale ich nie zapamiętasz?
Po co zatem marnować czas skoro i tak ta wiedza nie zostaje?

>>> Zapamiętywanie – ćwiczenia.
Zapytaj sam siebie w jakich okolicznościach/warunkach coś skutecznie zapamiętujesz, a potem stwórz takie warunki CELOWO, by zapamiętać co chcesz, np. języki!
Często to sytuacje stresowe, od których „zależała” nasza przyszłość – np. punkt brakował do zdania egzaminu i do dzisiaj się pamięta poprawne odpowiedzi, które były błędne i to od nich zależała kwestia zaliczenia.

1) Poznane słowo powtórz. Kilka razy. Ewentualnie 50.
2) Stwórz scenkę z tym wyrazem/zwrotem i wyobrażaj ją sobie. Ułóż zdanie, kontekst. Powtarzaj do oporu. Za każdym razem coraz szybciej, ale nadal utrzymując poprawność wymowy.
3) Gdy mówisz do siebie w ciągu dnia, zastanawiaj się „hm, a jak powiedzieć to samo, ale w języku, którego się aktualnie uczę?”. Nagle zdajesz sobie sprawę, że nie znasz potrzebnych słów. Czasami wielu. Wracasz do domu i sprawdzasz. Bo wstyd Ci, że nie znasz tak podstawowych wyrazów – mało kto obcuje na co dzień z fizyką kwantową, więc większość ludzi myśli i mówi do siebie o podstawowych, przyziemnych rzeczach.
4) Czytaj książkę w danym języku i noś ją, by w wolnej chwili móc trochę poczytać. Ja do książek mam taki mini notes, w którym notuję ważne kwestie z książki, cytaty, bądź strony z istotnymi zagadnieniami. Jeden notes do wszystkich książek – taki A6.
5) Noś ćwiczenia gramatyczne – najlepiej kserówki lub druki pdfów – małe, lekkie i zawsze jest postęp, gdy czekasz w kolejce. Zawsze jedno zadanie mniej i zawsze 5 minut życia minęło szybciej.
6) Czytaj etykiety na opakowaniach w innych językach i sprawdzaj z wersją polską. Super frajda!
7) Nazywaj obrazki/sytuacje w sposób podstawowy i coraz bardziej buduj słownictwo. Szukaj synonimów oraz zaawansowanych określeń np.
To jest samochód i kobieta.
To jest czerwony samochód i młoda kobieta.
To jest czerwony sportowy samochód marki X i młoda kobieta o blond włosach z niebieskimi oczami.
Czerwony sportowy samochód jest prowadzony przez atrakcyjną blondynkę i właśnie skręca na drodze.
Wygląda, że kobieta prowadzi samochód pewnie, więc chyba jest dobrym kierowcą. itd.
8) Używaj tego, co już umiesz, bo to jedyna droga do skutecznego nauczenia się języka. Polecam skilltrade.org oferuje wymianę umiejętności. Można wzajemnie się wspierać, poprawiać. Bardzo dobry pomysł.

Hm, miało być tak „na szybko”… a wyszedł trochę „wall of text”… choć to i tak tylko skrót skrótów.
Jestem otwarta w razie pytań, pomocy lub nauki. Można mnie znaleźć na:
– twarzoksiążce: fb.com/urb.ver
– skype: v.urbanska.lang

Pozdrawiam
Wer

Odpowiedz

Julia Kwiecień 19, 2015 o 16:58

Cześć. Słyszałam że najlepiej się uczyć tak jak małe dziecko – mam na myśli słuchając rozmowy nie tłumaczonej – czy to prawda?? Według mnie absolutnie bo przecież dziecko słuchając rozmów osoby dorosłej mając 2 lata już umie mówić mimo że nie wiedziało co to oznacza ( przecież nikt mu nie tłumaczy na jego ,,dziecięcy” język) i tak samo ja chce rozpocząć przygodę z językiem… CHIŃSKIM (wiem dziwny język sobie wybrałam). Czy może mi ktoś podać darmowe podcast lub coś podobnego do ściągnięcia na komórkę najlepiej rzez sklep play chodzi mi o takie rozmówki nietłumaczone na polski np jakieś komentarze na temat polityki, drugi na temat stylizacji jakiejś, trzeci poprostu taka luźna rozmowa między osobami np. jak się masz, co u ciebie słychać itd (nietłumaczone na polski!) ?? Proszę pomóżcie to dla mnie bardzo ważne!

Odpowiedz

Weronika Maj 15, 2015 o 14:01

Nie nauczysz się chińskiego tylko ze słuchu. Chińskie dzieci mają hardkor, bo idąc do przedszkola i szkoły muszą spędzać kupę czasu na pisaniu znaków. Oczywiście słuchanie na pewno pomoże, ale co Ci z chińskiego bez umiejętności czytania?

Odpowiedz

Jakub Kowalski Maj 13, 2015 o 10:49

Zdecydowanie można nauczyć się języka „domowymi sposobami”. Przeciez nie trzeba uczyć sie języka od a do z. Dobra metoda jest również nauka 500-1000 najczęściej używanych słówek w danym języku. Następnie oglądać wiadomości w języku, który przyswajalny, tak, by Nasz mózg „opatrzył” się z tym słownictwem. I tym sposobem możemy w stopniu komunikatywnym nauczyć się wymarzonego języka.

Odpowiedz

Tomek Maj 13, 2015 o 22:12

Ja! Det var super interessant artikel.

Jeg har 22 år, og jeg er lige begyndt at lære mit tredje sprog, som er dansk.
skål og har en god tid,
Tomek.

Odpowiedz

Weronika Maj 15, 2015 o 13:58

Niestety co do samodzielnej nauki języków azjatyckich to chyba muszę się nie zgodzić. Już trochę czasu uczę się Chińskiego i po pierwsze, autorka pisze o tym, że najefektywniejszą nauką jest nauka poprzez przyjemności (seriale, filmy i tak dalej), ale znaków nie da się zapamiętać inaczej, niż po prostu usiąść i napisać każdy znak ze sto razy, co jest po prostu męczące i czasochłonne. Właśnie przy pisaniu znaków wiele osób się zniechęca. Zgadzam się co do prostej gramatyki, ale jeżeli chodzi o tony, to ciężko poprawnie nauczyć się ich wymowy bez pomocy nauczyciela. No i mamy egzamin HSK, który otwiera wiele drzwi (na przykład pozwala bardzo łatwo otrzymać stypendium na wyjazd do Chin), ale żeby móc w ogóle do niego podejść, trzeba odbębnić kilkadziesiąt godzin na kursie w Konfucjuszu. Uważam, że Chiński nie jest trudny, ale jest dość żmudny i czasochłonny, bo trzeba każde słowo powtarzać na głos wiele razy, aby wyrobić sobie nawyk wymawiania go na poprawnych tonach. No i na początku najlepiej jest poświęcać przynajmniej godzinę dziennie na pisanie znaków.

Odpowiedz

Kasia Czerwiec 27, 2015 o 13:05

Szczerze powiedziawszy to nie jest ważne narzędzie, tylko chęci uczącego się. Wiem po sobie, że jak się nie chce to nic nie pomoże :)

Odpowiedz

refleksja ligwistyczna Lipiec 10, 2015 o 20:46

Ostatnimi dniami pojawiło się oto w pamięci takie skojarzenie, dwóch rzeczy, odnośnie pracy wkładanej w naukę języka/języków obcych, jak i poziomu trudności nauki, czy poziomu trudności w przyswajalności i nauce języka/języków obcych:

a) mianowicie – takie przysłowie (z serwisu, sprzed dobrych paru lat, gromadzącego przysłowia świata, a w treści – te przysłowia – tłumaczone generalnie na j. angielski) :

” Natura (przyroda) zawsze zadaje sobie tyle samo misternego trudu,
Stwarzając zarówno pień drzewa( jego korę, teksturę),
Jak i dumnego, pysznego władcę”,

b) a refleksja druga, skojarzona z tą z punktu a) powyżej, –

„czy My sami, nie czujemy się czasami bezsilni,
wobec ogromu kontekstu i zawiłości – gramatyki,
czy choćby samej – deklinacji, koniugacji i wymowy słownictwa,
w nauce kolejnego języka obcego – najpewniej , tego niewyuczonego,
za młodu w szkole podstawowej, średniej,
czy w dalszej kontyńuacji – w nauce wyższej,
jednak mimo to – tak bardzo pożytecznym?”

Same bowiem obecnie spotykane w powszechnym użyciu,
współczesne, tzw. „żywe” języki, są jakąś pochodną –
samego aktu stworzenia Ziemi, później –
stworzenia różnorodności gatunków roślin i zwierząt,
w końcu po pojawieniu się, na Ziemii człowieka –
Języki dzisiejsze stały się w różnorodności swojej –
pochodną bogatej historii i wędrówki ludów,
W tym czasem – zawłaszczania, wywłaszczania językowego,
Jednych plemion przez inne plemiona..”

hm, takie dziwne skojarzenie, i podobne temu, meandry myślenia…,

Odpowiedz

inne myśli ligwistyczne Lipiec 10, 2015 o 21:25

Każdy język obcy – popularny, np. angielski, czy francuski, albo niemiecki, ma jednak swoją specyfikę.
Jeśli jednak tejże specyfiki nie uwzględni się, to łatwo popełniać w trakcie ich akurat nauki (bardziej samonauki!) pewne systematyczne błędy. Co w trybie dokonanym – przekłada się, na zazwyczaj pewien systematycznie występujący uchyb, czy skazę, czasem nawet skazę-przeszkodę w doskonałym opanowaniu danego języka obcego.

1) w j. angielskim – to oczywiście wymowa – dość unikatowa, zindywidualizowana każdego prawie słowa,ale i gramatyka i zawiłość konstrukcji języka na bardzo zaawansowanym poziomie (tu samo-zadufanie w rzekome już „opanowanie” j. angielskiego, jest często baardzo iluzoryczne!),

2) w j. niemieckim, czy j. francuskim – wymowa słów – zwłaszcza narywnych dla danego języka to zazwyczaj skończony i do opanowania zespół reguł wymowy. Lecz za to problemem staje się dwojaka(francuski)/trojaka (niemiecki) rodzajowość rzeczowników w podmiotach i dopełnieniach zdań, do której to często arefleksyjnie trzeba się odwoływać, choćby w konieczności zaadresowania odpowiednich zaimków dzierżawszych (np. w polskim będzie to – mój, moja, moje, twój, twoja, twoje, – choć dalej w j. polskim , akurat – brak jest konsekwencji zgodności rodzajowej zaimków dzierżawszych, to z podmiotem bliższym , dalszym, czy z podmiotem),

3) w szczególności w j. niemieckim , ta rozróżnialność rodzajników, rządzi w dość silny sposób i czasem z jednoznacznym przydzielaniem wszelkich zaimków, w zdaniu, stosownie do kontekstu, w tym, – tak określonych, jak i nieokreślonych,cnadto- tak dzierżawszych, jak i np. zaimków osobowych. W tym wypadku, nauka niemieckiego – byle jaka, pierwotna – bez zapamiętywania rodzajników – to byle jaka nauka, którą trzeba przechodzić po pewnym czasie od nowa, czyli co najmniej dwa razy. (choć tu w niemieckim występuje z kolei względne zubożenie czasów i trybów, będących do wyuczenia, względem adekwatnej liczby czasów i trybów, choćby wziętej z j.francuskiego, czy j.angielskiego, a służących w wyrażaniu podobnej jakościowo i objętościowo, czy tematycznie – treści ustnej i literackiej komunikatów, czy przekazów informacyjnych w ogólności

Odpowiedz

myśli zwinne III ligwistyczne Lipiec 10, 2015 o 22:07

hm, ..swego czasu j. angielski reklamowałem jako „język w praktyce będący/funkcjonujący bez gramatyki”. Jednak bez „jakiej gramatyki”? Ano takiej, co istotnym jest ODSTĘPSTWEM od matematyki. Zdaje się, że w Europie tylko j. angielski ma szansę pretendowania do miana takiego oto „żywego” i „ludzkiego” języka, z iście matematycznie poukładaną gramatyką, choćby konstrukcji kolejnych z tabelki pierwszych zdaje się około, aż 12 czasów – prostych i złożonych, czasów przeszłych, teraźniejszych, przyszłych, w tym na przykład zaprzeszłych, czy posiłkowo w trybach to oznajmujących, to przypuszczających – i mimo takiej różnorodności:

A) wykorzystywanych, dość powszechnie w mowie potocznej i literackiej,

B) ułożonych w swojej konstrukcji, z iście matematycznym regorem i konsekwencją.

To właśnie lubię w gramatyce j. angielskiego, – jest konsekwentna i bezproblemowa. Tak „jakby jej wcale nie było”…,

Odpowiedz

Słówka Lipiec 30, 2015 o 13:48

SŁÓWKA
(to odnośnie prób forsownego czytania tekstów – średnio-urozmaiconych w słownictwo np. po francusku, bez asysty słowników, a z zarysem gramatyki, dawno już utrwalonym w głowie):

Tłucze się dniami i nocami,
Chodzi po głowie i spać nie daje,
Jakieś słówko francuskie.

Zamykam oczy, spać idę,
A tu widzę:
Chód zasłyszanych , zaczytanych,
Gdzieś dziwnych słówek.

I dziwię się brzmieniu ustawicznie,
Tych słówek, ze znaczeniem nieznanym.

I tylko mam nadzieję,
Że kiedyś, tych słówek,
Ze znaczenia, a nie tylko
Z brzmienia, się nauczę.

2006r.

Odpowiedz

Marta Październik 28, 2015 o 13:13

Dodałabym jeszcze do listy http://www.multikurs.pl/ nikt o tym nie wspomniał a profesor henry w wersji online jest chyba moim ulubionym kursem. szkoda tylko , że nie mają apki bo często uczę się w tramwaju w drodze na uczelnie

Odpowiedz

Kasia Październik 30, 2015 o 13:23

Świetny wpis, dzięki wielkie, na pewno skorzystam i ja i wiele moich bliskich osób.

Odpowiedz

Munio Październik 31, 2015 o 23:14

Mam wrodzoną wadę słuchu (nie słyszę wcale wysokich tonów i szeptu, kiepsko jeśli ktoś ma mało wyraźną wymowę nawet po polsku). Muszę się nauczyć angielskiego w mowie. Rozumiem tekst pisany, potrafię napisać proste teksty. Z osobą zawodowo prowadzącą kursy angielskiego dla obcokrajowców próbowałem przez 2 miesiące codziennie po 2-3 godziny indywidualnych lekcji i – nic nie rozumiem, bo nie rozróżniam słów. To samo z audiobookami, słuchanymi nawet bardzo głośno. Choć mnie można z dużym wysiłkiem zrozumieć pomimo kaleczenia słów (jestem czasem zmuszony zastępować niektóre słowa określeniami opisowymi z prostą wymową), to pomimo wielu prób nauczenia się kompletnie nie wiem jak wymówić wiele słów, np. bluetooth. Bo choćby mi ktoś powtórzył milion razy słyszę czasem blutuf, czasem blutu i choć mi mówią, że „język do zębów” to i tak to nic nie daje. Macie jakieś pomysły?

Odpowiedz

Łukasz Marzec 10, 2016 o 14:11

Ze swojej praktyki mogę polecić Netflix’a. Większość (jeśli nie wszystkie) filmy są po angielsku – dodatkowo z angielskimi napisami. Idealne narzędzie do nauki całych zwrotów. Ja korzystam i za 8 Eur miesięcznie mam dostęp do najnowszych produkcji, spędzam miło czas i jednocześnie się uczę angielskiego. Można oglądać na tv, smartfonie, komputerze wykorzystując jedynie przeglądarkę internetową. Jak dla mnie rewelacja. Polecam innym, bo to świetne narzędzie.

Odpowiedz

Ala35 Kwiecień 13, 2016 o 13:44

Według mnie samodzielna nauka jest oczywiście możliwa, ale nie sądzę, że to nauka od podstaw. Najlepiej rozpocząć od jakigoś kursu/prywatnego nauczyciela/szkoły, a dopiero potem robić to już samodzielnie. Ja zaczynałam swoją naukę niemieckiego w Demostenes we Wrocłwiu. Zajęcia odbywały się w niewielkich grupach. Nauczyłem się podstaw gramatyki oraz wymowy. Potem dołączyłem do tego rozmówki (na aplikacji), których słuchałem w drodze do pracy. Teraz czytam książki po niemiecku, żeby nie wypaść z rytmu.

Odpowiedz

Sebu Kwiecień 20, 2016 o 20:21

Dobre rady! Sam wiele czasu uczyłem się sam, ale fajne efekty (i trwałe) przyszły dopiero przy wsparciu tego jednak dobrą szkołą (akademia jezykowa, gdańsk, bardzo przystępne ceny mają, więc nie jest źle) – i takie połączenie naprawdę się sprawdza. I nie wolno zapomnieć o mówieniu 😉

Odpowiedz

Dodaj nowy komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: