Informacje o nowych artykułach i sposobach oszczędzania pieniędzy prosto na Twój e-mail

    

Ile kosztuje chomikowanie? – czyli jaki jest prawdziwy koszt przechowywania zbędnych rzeczy

przez Michał Szafrański dodano 12 kwietnia 2017 · 104 komentarze

Ile kosztuje chomikowanie

Magazynujemy rzeczy, bo uznajemy, że “przydadzą się”. Po latach uświadamiamy sobie, że niepotrzebnie zabierały nam przestrzeń. A ta drogo kosztuje.

Z ręką na sercu odpowiedzcie sobie na pytanie: ile macie w domu nieużywanych ubrań, przeczytanych książek, starych sprzętów elektronicznych, niesłuchanych płyt CD, nieoglądanych filmów, dekoracji, sprzętów, naczyń, akcesoriów i zabawek dziecięcych? Niektóre z nich są zapewne skrzętnie poukrywane w szafach zajmujących pokaźną powierzchnię. Być może wypełniają one kartonowe pudła skrzętnie ustawiane jedno na drugim w piwnicy czy rogu sypialni.

Kiedy 6 lat temu przeprowadzaliśmy się do nowego mieszkania, to zabraliśmy ze sobą nieco pudeł. Niektóre przetrwały w nienaruszonym stanie do dnia dzisiejszego. Wstyd się przyznać, ale po prostu kupiliśmy dla nich nową, większą powierzchnię magazynową…

Wiem, że nie jesteśmy w tym problemie odosobnieni. Większość z nas ma skłonność do takiego zbieractwa. Im bardziej jesteśmy oszczędni, tym częściej łapiemy się na tym, że żal nam rozstawać się z rzeczami. To dlatego ukrywamy je w zakamarkach mieszkań. U niektórych domowe “kolekcje” rosną do niebotycznych rozmiarów. Niedawno miałem okazję wywieźć do skupu makulatury kilkaset kilogramów gazet uzbieranych przez starszą osobę w niedużym mieszkaniu.

To wtedy przyszło mi do głowy, że policzę ile tak naprawdę kosztuje nas to chomikowanie różnych przedmiotów – i to tylko z jednej perspektywy, czyli kosztu zajmowanej przez nie powierzchni.

Zapraszam do lektury. 🙂

Duże mieszkanie to duże koszty

Jestem fanem programu “Tiny House Big Living”. Pokazuje on osoby, które decydują się ograniczyć swoje potrzeby mieszkaniowe i przenoszą się do małych domków – najczęściej przyczep budowanych na zamówienie. Ich powierzchnia wynosi około 20 metrów kwadratowych. W każdym odcinku programu jest charakterystyczny moment, w którym przeprowadzająca się para lub rodzina musi wybrać podstawowe rzeczy, które będzie mogła ze sobą zabrać. Po prostu na więcej w takim domku nie ma miejsca. W naturalny sposób zmusza on do ograniczenia wszelkiego zbieractwa.

Czy bym tak potrafił? Pewnie tak. Czy bym chciał? Na stałe raczej nie. Zdałem sobie jednak sprawę, że otaczając się nadmierną ilością rzeczy w rzeczywistości sami zagracamy swoje otoczenie i ograniczamy powierzchnię, na której żyjemy. Nadal do dyspozycji mam więcej miejsca niż w “małym domku”, ale z drugiej strony – sporo powierzchni pełni funkcję magazynu i w miarę upływu lat sytuacja się raczej pogłębia.

Pisałem już kiedyś, że mieszkając na 70 m2 w miarę rośnięcia dzieci zaczęło nam mocno brakować jednego pokoju, czyli 8–12 m2. W efekcie kupiliśmy mieszkanie… 120 m2 i jakimś dziwnym trafem wcale nie mamy do pełnej dyspozycji kolejnych 50 m2. Chociaż obiektywnie rzecz biorąc taka powierzchnia wystarczyłaby na 5 kolejnych pokoi, to liczbowo przybył nam tylko jeden. Za to pojawiła się masa przestrzeni umożliwiającej wspieranie nawyku gromadzenia rzeczy. W tym najbardziej zdradliwa – piwnica. 🙂

W kupie raźniej

Zapytałem na Facebooku jaką powierzchnię mieszkania lub domu przeznaczacie pod magazynowanie rzeczy, których tak naprawdę nie używacie. Okazało się, że nie tylko ja mam ten problem. 😉 Rozwińcie komentarze, aby zobaczyć odpowiedzi:

Jaki jest koszt zbieractwa?

Biorąc pod uwagę, że za każdy metr kwadratowy kupowanego mieszkania płacimy całkiem spore pieniądze, zasadnym jest pytanie, ile tak naprawdę kosztuje nas chomikowanie. Przygotowałem specjalny arkusz do takich obliczeń. UWAGA: wnioski mogą być zatrważające!

Arkusz pozwala Wam wpisać wielkość mieszkania (lub domu) oraz koszt jego nabycia. Dodatkowo można dopisać koszty remontu lub wykończenia mieszkania – tak, aby uzyskać prawdziwą informację o łącznych kosztach. Jeśli budynek posiada piwnicę, za którą oddzielnie płaciliśmy (lub garaż itp.), to można uwzględnić także ten koszt. Tak zróżnicuje się cenę nabycia metra kwadratowego mieszkania i piwnicy oraz wyliczone koszty magazynowania.

Jeśli posiłkowaliśmy się kredytem hipotecznym, to także warto wpisać jego parametry: kwotę kredytu, oprocentowanie, okres kredytowania. Arkusz automatycznie wyliczy całkowitą wartość odsetek od kredytu i podwyższy o nie jednostkowe koszty m2.

Oto przykładowe dane dla mieszkania w Warszawie: 70 m2 kupione za 540 tys. zł i wyremontowane za 58 tys. zł.

Koszt przechowywania zbędnych rzeczy

Widać tu dokładnie, jaki jest prawdziwy koszt zakupu metra kwadratowego mieszkania – już z uwzględnieniem wszystkich kosztów dodatkowych oraz odsetek od kredytu, które przyjdzie zapłacić kupującemu.

Teraz wystarczy już tylko przemnożyć koszt metra przez wielkość powierzchni zajmowanej przez szpargały oraz pudła i dowiemy się ile tak naprawdę pieniędzy kosztuje taki “domowy magazyn”. Warto doliczyć tu nie tylko koszty jednorazowe, ale także proporcjonalnie część opłat eksploatacyjnych (tzw. czynszów) płaconych co miesiąc na rzecz wspólnoty lub spółdzielni mieszkaniowej.

Koszt chomikowania

Widać, że w przypadku, gdy zbędne przedmioty zajmują “zaledwie” 6 m2 mieszkania i 6 m2 piwnicy, to całkowity koszt powierzchni przeznaczonej na chomikowanie wynosi aż 94 029 zł! To kolosalne pieniądze!

Rzeczy, których już nie potrzebuję…

Dawno temu kolekcjonowałem filmy na DVD. Nie oglądałem ich od lat i zapewne już nie obejrzę, ale kolekcja nadal zajmuje kilka półek w szafkach. Nie ma na to dobrego rozwiązania:

  • Wywalić – szkoda.
  • Sprzedać – trzeba byłoby przeznaczyć czas na stworzenie opisów w serwisach aukcyjnych i obsługę wysyłki paczek.
  • Oddać – czułbym się jakbym komuś podrzucał śmierdzące jajo (no przecież obdarowany też zapewne nie będzie oglądał).

Nie pomaga także świadomość, że na płyty DVD wydałem łącznie kilka tysięcy złotych. Pozbycie się filmów byłoby usankcjonowaniem straty. I tak źle i tak niedobrze.

Ile musisz pracować, aby zarobić na “kupno magazynu”

Koszt całkowity to jedno, ale jeszcze bardziej na wyobraźnię działa przeliczenie ile tak naprawdę czasu trzeba pracować na to, aby zbędne rzeczy miały gdzie leżeć. Arkusz pozwala wpisać nasze wynagrodzenie netto (łączny dochód netto w rodzinie) i pokazuje jak długo trzeba będzie pracować wyłącznie na zakup powierzchni “magazynowej”.

Ile musisz pracować

Jak widać w zaprezentowanym przykładzie przy niemałych zarobkach 7500 zł na rękę, potrzeba aż rocznego wynagrodzenia. Proszę się tu nie buntować – to tylko przykład i przypominam, że to dochód netto pary lub rodziny a nie pojedynczej osoby. Z arkusza wynika, że szczęśliwa rodzina będzie poświęci rok pracy wyłącznie na to, aby pudełka z ich rupieciami i niepotrzebnymi rzeczami miały gdzie stać. A przecież za coś trzeba jeszcze żyć. W efekcie realny czas odkładania pieniędzy na zakup tych 6 m2 zastawionych pudłami będzie jeszcze dłuższy.

Oczywiście im mniejsze zarobki, tym dłuższy będzie konieczny czas inwestycji w magazyn.

Kalkulator kosztów chomikowania

Skorzystaj z gotowego kalkulatora kosztów powierzchni przeznaczonej na trzymanie zbędnych rzeczy:

UWAGA: W Google Docs wybierz File i Make a copy, aby uzyskać dostęp do własnej kopii arkusza. Możesz też pobrać go w innych formatach (File, Download as…).

Druga strona medalu

Dla jasności: to co prezentuję powyżej to tylko przykład. Jest i druga strona medalu. Skoro mieszkanie już kupiliśmy, to przecież tak czy siak trzeba będzie spłacić kredyt – bez względu na to jak dużą powierzchnię zajmują niepotrzebne rzeczy. Przeciwnicy zaprezentowanego we wpisie podejścia mogliby powiedzieć, że to co przechowujemy na zakupionej powierzchni, nie ma żadnego znaczenia dla kosztów nabycia nieruchomości.

To podobnie jak w dowcipie o palaczu i niepalącym: sam fakt, że nie ponosimy kosztów niepalenia nie oznacza automatycznie, że zaoszczędzimy pieniądze na zakup dobrego samochodu. 😉

Ile kosztuje chomikowanie rzeczy

Wydaje mi się jednak, że warto przyzwyczajać się odpowiednio wcześnie do idei tzw. downsizingu – czyli zmniejszania zapotrzebowania na powierzchnię mieszkalną i bycia gotowym na przeprowadzkę do mniejszego mieszkania. Im bardziej będziemy potrafili skurczyć nasze oczekiwania, tym lepszą będziemy mieć sytuację na przyszłość. To normalne, że typowe rodziny z dziećmi potrzebują największego mieszkania wtedy, gdy dzieci rosną. Jeśli jednak potomstwo opuszcza dom, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby na stare lata przenieść się do mniejszego lokum. Mniej do sprzątania, mniejsze zużycie energii i niższe opłaty do zapłacenia co miesiąc – to wszystko zacznie mieć szczególne znaczenie, gdy będziemy już opadać z sił, nie będziemy pracować i przyjdzie nam żyć za zaoszczędzone pieniądze. Sprzedaż większego mieszkania lub domu i zastąpienie go mniejszym, może pomóc uwolnić dodatkową gotówkę. Aby było to jednak możliwe, wskazane jest jak najszybsze nauczenie się systematycznego upłynniania zbędnych rzeczy (sprzedawanie lub oddawanie).

Ciekawy jestem na ile Wy wyceniliście swoje domowe “powierzchnie magazynowe” oraz jakie macie sposoby na to, aby systematycznie zmniejszać liczby “przydasiów” w domu? Zachęcam do komentowania. Jeśli temat się Wam spodoba, to przygotuję listę sposobów na to, jak szybko rozstawać się ze niepotrzebnymi przedmiotami (aczkolwiek w tej dziedzinie daleko mi do specjalisty).

Wesołych i rodzinnych Świąt!

To już ostatni wpis przed Świętami Wielkiej Nocy. Życzę Wam przede wszystkim dobrego do nich przygotowania – posprzątania w głowie i w sercu. A następnie spokojnego i wspaniałego spędzenia tego czasu z najbliższymi. Niech zmartwychwstały Jezus wszystkim nam błogosławi… 🙂

"Finansowy ninja" - podręcznik finansów osobistych

Finansowy ninjaMożna już zamawiać moją książkę "Finansowy ninja". To ponad 540 stron praktycznej wiedzy o oszczędzaniu, zarabianiu, optymalizacji podatkowej, negocjowaniu i inwestowaniu, które pomogą Ci zostać prawdziwym finansowym ninja i osiągnąć bezpieczeństwo finansowe.

Przewodnik po finansach osobistych, który każdy powinien przeczytać jeszcze w szkole.

PRZEJDŹ NA STRONĘ KSIĄŻKI →

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach o oszczędzaniu pieniędzy. Nie ujawnię nikomu Twojego adresu!



{ 104 komentarzy… przeczytaj komentarze albo dodaj nowy komentarz }

Diana Kwiecień 12, 2017 o 10:16

Ten artykuł dokładnie trafił w moje najświeższe przemyślenia. U nas w domu temat przechowywania wraca bardzo często, bo mamy po prostu bardzo mało powierzchni „magazynowej’. Dwie dorosłe osoby, każda ma rozbudowaną garderobę służbową, a w domu 1 szafa. Zero szafek na buty, tylko 2 półki i buty w kartonach. Co i rusz więc zastanawiam się, czy powinniśmy kupić kolejną szafę, żeby trzymać w niej jeszcze więcej rzeczy, które gromadzimy. Ale rozsądek wraca i zamiast kupować szafę robimy przegląd ubrań, sporo oddajemy znajomym potrzebującym i kończymy z mocnym postanowieniem – żadnych więcej ubrań, póki choć część się nie zużyje. A, co by nie mówić, ubrania wcale tak łatwo się nie niszczą, ja w niektórych chodzę latami. U mnie więc koszt magazynowania, albo raczej rezygnacji z magazynowania jest bardzo realny – chodzi w końcu o wydanie 1000 zł na szafę, albo oszczędność 1000 zł na szafie i na wszystkich ciuchach, które jeszcze mogłabym kupić.

Odpowiedz

Sebastian Kwiecień 12, 2017 o 10:21

Ciekawy wpis, w tym miesiącu przeprowadzam się do nowego własnego już mieszkania i na pewno skorzystam z porady. Postawiłem z żoną, że wyrzucamy wszystkie ubrania w których nie chodziliśmy przez ostatni rok … jest już o 40% mniej ubrań w szafie. Zastanawiam się jaką wskaźnik przyjąć przy innych rzeczach 🙂

Odpowiedz

elwirra Kwiecień 14, 2017 o 16:33

Polecam książki Marie Kondo, gdzie jest dokładnie opisana jej metoda na pozbycie się niepotrzebnych rzeczy i zachowanie ładu i porządku w mieszkaniu na stałe. U niej kryterium jest czy dana rzeczy „wzbudza radość” czy nie, z małym wyjątkiem na rzeczy, których natura nie ma nic wspólnego z radością jak narzędzia, niektóre sprzęty kuchenne itd – wtedy pytanie jest czy jest to używane i przydatne 🙂

Odpowiedz

Monika | Cultural Vagabond Kwiecień 24, 2017 o 08:47

Dlaczego wyrzucać? Na pewno wiele z tych ubrań można było oddać potrzebującym 😉

Odpowiedz

Daniel Kwiecień 12, 2017 o 10:26

Jak zwykle świetny materiał! Z mojej strony odnośnie tematu – z pokaźnej ilości sprzętu komputerowego, który non stop zmieniałem i często gromadziłem jakiś czas temu pozbyłem się wszystkiego i kupiłem Macbook’a. Mniej energii zużytej, mniej miejsca zajmuje i mniej czasu potrzeba na organizację jakiejkolwiek pracy. Nie ukrywam, że częściowo dzięki temu blogowi to nastąpiło…

Odpowiedz

Yadis Kwiecień 12, 2017 o 10:55

Przygoda z minimalizmem i niedawna przeprowadzka zaowocowała u mnie znaczącym przeorganizowaniem stanu posiadania – do nowego mieszkania przyjechało tylko to, co potrzebne. Lecz nadal uznaję, że przeznaczam w mieszkaniu kilka metrów na magazynowanie rzeczy niepotrzebnych, choć po części wynika to z faktu, że teraz bardzo dokładnie wiem co mam, więc wiem też czego nie użyłam odkąd się wprowadziłam latem zeszłego roku.

Przygotowując się do przeprowadzki mocno ograniczałam swój stan posiadania, starałam się jednak wyrzucać tak mało rzeczy jak to tylko możliwe, stałam się więc mistrzem kombinowania co zrobić z niechcianymi przydasiami 🙂 Z mojego doświadczenia podpowiem ci zatem, że kolekcję płyt możesz oddać do biblioteki – to chyba najlepsze wyjście, by wilk był syty i owca cała, ty nie będziesz mieć poczucia straty i uszczęśliwiania kogoś na siłę, a inni zyskają.

Ostatnio w moim życiu pojawiła się też znajoma znajomych – mieszkanka małej dolnośląskiej wsi, z dwójką dzieci, bez stałej pracy i to uruchomiło prawdziwą lawinę odgracania! Pojechało do niej już kilka bagażników rzeczy z kilku domów, bo wreszcie odkładane na „ciężkie czasy” przedmioty zyskały dla kogoś wartość, tym bardziej, że z podarunków korzysta nie tylko ta jedna rodzina, ale cała lokalna społeczność, nic się nie marnuje i każda rzecz trafia do kogoś, kto jej potrzebuje i się nią cieszy. Wydaje mi się, że w miastach uzyskanie takiego efektu jest dużo trudniejsze, bo po pierwsze ludzie się nie znają, a po drugie na co dzień obracamy się w kręgu ludzi mniej lub bardziej zamożnych, nie mamy kontaktu z niedostatkiem i biedą, a raczej z nadmiarem, więc wydaje się nam, że wszędzie tak jest i wszyscy tak mają.

Jeśli chodzi zaś o zajmowanie coraz większej powierzchni, to niestety mamy tendencję, żeby zapełniać pustą przestrzeń, więc trudno jest utrzymać ograniczony stan zasobów. Przecież zawsze mogę coś dokupić, skoro mam na to miejsce, prawda?

Odpowiedz

Marta Kwiecień 12, 2017 o 11:46

Właśnie, kiedyś myślałam o kontakcie z wiejskimi bibliotekami/szkołami (bo te warszawskiej to też już pękają w szwach i pozbywają się książek), ale one często nie mają stron internetowych, żadnego kontaktu… Chociaż ostatnio udało się oddać komputer do szkolnej biblioteki, ale to jakiś ogarnięty tata dał ogłoszenie w warszawskiej grupie FB 😀

Odpowiedz

Anna Kwiecień 12, 2017 o 12:58

Akurat warszawskie biblioteki często mają mniej, bo nie łapią się na dofinansowania unijne dla terenów wiejskich. W większości bibliotek w Warszawie chętnie przyjmą ksiązki wydane po 2010 roku.

Odpowiedz

Magdalena Kwiecień 12, 2017 o 13:26

A jeśli biblioteka nie przyjmie książek, to czasami wystawia je na specjalnym regaliku, żeby ktoś mógł je sobie wziąć.
Są też różne plenerowe biblioteczki.

Odpowiedz

tomekk87 Kwiecień 19, 2017 o 16:30

W większych miastach polecam korzystać olx lub innych podobnych stron. Wystarczy wystawić zbędne rzeczy na sprzedaż, choćby za symboliczną złotówkę. Prędzej czy później, znajdzie się osoba chętna, która skorzysta z okazji 🙂
Ja już pozbyłem się w ten sposób kilku zbędnych rzeczy.

Odpowiedz

tita Wrzesień 16, 2017 o 21:43

No, tylko też trzeba mieć czas, aby zrobić im zdjęcia, opisać itd, mi by się nie chciało. Jestem na etapie wywalania wszystkiego. Dokładnie. Chcę mieć pusty dom. Zostają kwiaty (kilka wyrzuciłam i tak), z 400 książek zostawiam 40, wyrzucam wszystkie ubrania oprócz kilku sztuk itp. I przede wszystkim zaczynam się rozkoszować NIEKUPOWANIEM.

Odpowiedz

Krzysztof Kwiecień 12, 2017 o 10:58

Odnośnie płyt. Można udać się do sklepu handlującego używanymi płytami, np. https://pl.webuy.com/ i zobaczyć, czy nie da się tych płyt zamienić na gotówkę/coś innego.

Odpowiedz

Justyna Kwiecień 12, 2017 o 11:01

Michał, jeśli nie wiesz co zrobić z płytami DVD, to polecam bibliotekę. Nie masz pojęcia jaką radość sprawisz wypożyczającym 🙂 Tak – wciąż są osoby, które wypożyczają DVD z biblioteki. (Np. WBP w Krakowie)

Często żyjemy w bańce i wydaje nam się, że to co dla nas nieprzydatne, nie przyda się nikomu. Zupełnie nie jest to prawda, bo bardzo często nie znamy osób o dużo gorszej sytuacji materialnej.

Kilka moich pomysłów/doświadczeń:

– Książki, płyty DVD, CD, kasety(!) – biblioteka albo wymiennik sąsiedzki na osiedlu / wyprzedaż garażowa
– ubrania – wymiany ubrań, domy samotnej matki, ośrodki opiekuńcze, noclegownie dla bezdomnych, PCK
– meble – ogłoszenia na grupach lub stronach z ogłoszeniami

Wszelkie inne rzeczy do domu można zostawić w okolicy większego śmietnika lub „altany śmietnikowej” 😉 Zwykle ktoś sobie to zabiera. Polecam okolice starszych osiedli.

Odpowiedz

Tomasz Kwiecień 12, 2017 o 11:05

Pośrednio poruszona została ideologia minimalizmu. Osobiście traktuję to jako modę, szczególnie jeśli mamy przestrzeń do magazynowania typu strych czy piwnica. Jeśli ją mamy to powinniśmy ją maksymalnie wykorzystać. Nie wiemy w jakich warunkach przyjdzie nam żyć za 5-10 lat i co nam się może przydać. A to podczas kryzysów – rzeczy i recycling okazują się być niezwykle pomocne. Niektóre starocie nabierają też wartości z biegiem czasu. Oczywiście, jeśli miejsca zaczyna nam brakować i nie możemy się odnaleźć to, chcąc nie chcąc, musimy zająć się rozsądnym porządkowaniem.

Odpowiedz

Maciek Kwiecień 12, 2017 o 11:09

Michał, czyżbyś przeczytał „Sztukę minimalizmu” Dominique Loreau ? 🙂 Tak czy inaczej, polecam wszystkim książkę. Mnie pomogła uporządkować wiele szafek i pozbyć się masy przydasiów, zalegających latami. Odświeżające 🙂 Niestety, na pewnym etapie trafiam na mur, vide szara tabelka powyżej „Rzeczy, których już nie potrzebuję…”.

Odpowiedz

Łukasz Przechodzeń Kwiecień 12, 2017 o 11:10

Ja pamiętam, że gdy wprowadziłem się do nowego mieszkania, moja mama na pierwszej wizycie zapytała: – A co te ściany takie puste? Może postawiłbyś sobie tutaj jakąś komodę?

Na moje pytanie – a co ja tam będę trzymał, niestety już nie miała odpowiedzi 🙂 Żeby nie było, mam w mieszkaniu dwie szafy + regał, ale z premedytacją nie chcę żadnych szafeczek i komódek, bo to tylko zachęca do zbieractwa.

Poza tym staram się co jakiś czas (powiedzmy 2-3 lata 😉 robić przegląd rzeczy, które mam w szafach i na regale. Zawsze uzbiera się mała kupka rzeczy, które „położyłem tam tylko na chwilę”, albo „miały się przydać” i niestety nie przetrwały tej próby czasu. Wtedy bez żalu sprzedaję/oddaję/wyrzucam.

No i ja po prostu nie mogę zagracać mieszkania, rowery muszą się przecież gdzieś zmieścić 🙂

Odpowiedz

Maria Kwiecień 12, 2017 o 11:12

Generalnie teoria byłaby słuszna, gdyby nie to, że np. na modzie na vintage i lata 50/60/70 zarobiłam na pewno więcej, niż straciłam na przechowywaniu. Nie mówiąc o tym, że rzeczy poza wartością finansową, mają również wartość emocjonalną. W rodzinie różne rzeczy odzyskują swoją wartość w następnym pokoleniu, a nawet w jeszcze następnym. Np łóżko niemowlęce porządnej stolarskiej roboty z roku 1949, które używane jest tylko co jakiś czas, a resztę lat stoi i zajmuje miejsce w kąciku, udając kanapę.

Odpowiedz

Iza Kwiecień 19, 2017 o 10:07

Niektóre rzeczy można użyć – w tamtym roku przeprowadzałam się do nowego domu i potrzebowałam mebli – dużą część z nich dziś stanowią meble ze strychu moich dziadków, ale również meble moich rodziców (np. kupione kilkanaście lat temu meble kuchenne z BRW – są o wiele lepsze i trwalsze niż te robione dziś). Problemem jest tylko to, że nie wiadomo, co będzie wartościowe za kilkadziesiąt lat. Moi rodzice wyrzucili kiedyś płyty winylowe, szkoda. Ale czy to oznacza, że mam trzymać na strychu kasety magnetofonowe? Część rzeczy się zniszczyła – np. gry planszowe, ubrania.
W swoim domu staram się nie przechowywać rzeczy, co więcej – nie kupować kolejnych, tylko wykorzystywać to, co mam. Czasem, gdy patrzę na wszystkie książki, które kupiłam i przeczytałam – (tylko jeden raz, a do dziś stoją na półce) – to myślę – dlaczego nie wypożyczyłam ich z biblioteki. Uwielbiam książki, dobrze czuję się, gdy są na półkach, ale postanowiłam się ich pozbyć – sprzedaję, ale większość oddaję do biblioteki. Gdybym kiedyś chciała jeszcze je przeczytać – mogę je wypożyczyć. Oczywiście, te, po które sięgam częściej – zostają. Podobnie robię z ubraniami i butami – jeśli są w bardzo dobrym stanie – oddaję do teatru (magazyn kostiumów chętnie przyjmie – a można np. dostać bilet do teatru w zamian). Ograniczam liczbę ubrań i faktycznie noszę te, które mam – do pełni szczęścia wystarczy kilkadziesiąt sztuk.

Odpowiedz

Michał Kwiecień 12, 2017 o 11:12

Nigdy tego tak nie przeliczyłem 🙂 Faktycznie u mnie na przykład marnuje się cała piwnica – leży tam mnóstwo rzeczy, które już dawno powinienem był wywalić. I tak się za to zabieramy z żoną już pewnie z półtora roku. A równocześnie musiałem niektóre rzeczy wywieźć do rodziców bo nie było gdzie ich chować….
A podchodząc do tematu z jeszcze innej strony – kiedyś pisałem o tym u siebie na blogu – jesteśmy cyfrowymi zbieraczami.
W ciągu ostatnich 2 lat, nakupiłem łącznie 6 dysków po średnio 1T każdy. Na większości z nich trzymam backup rzeczy związanych z pracą – ale na co najmniej dwóch leżą tylko prywatne rzeczy. Zdjęcia, dokumenty, save’y… Wiem, że nigdy do tego nie wrócę i tak po prawdzie kompletnie tego nie potrzebuje… ale zabrać się za to nie ma kiedy.
W tym przypadku może nie kosztuje to 0/1 pieniędzy ale przede wszystkim mam poczucie, że marnuje moje zasoby. Moja głowa pamięta, że mam takie „cyfrowe pamiątki” gdzieś tam i że warto byłoby je przejrzeć…
Ech… chyba muszę zabrać się za porządki 🙂 Dzięki za motywację!

Odpowiedz

Marek MJX Kwiecień 12, 2017 o 11:15

Heh, kolekcje rupieci to jedno, gorzej, jak ktoś ma jakieś fizyczne hobby (pisząc w skrócie – jest majsterkowiczem) i rzeczy, co do ktorych na 95% jest pewny, że ich nie potrzebuje i decyduje sie na ich pozbycie, wracają jak bumerang po kilku miesiącach w postaci myśli „cholera, jakbym nie wywalił X pół roku temu, mógłbym zrobić sobie Y” 😛
To jest dopiero przekleństwo, hamulec przed pozbywaniem się przedmiotów i generalnie zachęta do chomikowania 😉

Z kolekcjami typu ksiązki/płyty w dzisiejszych czasach walczy się bardzo łatwo – świat dąży do modelu abonamentowego i dziś już nikt nie potrzebuje x-set płyt i książek na półkach, żeby cieszyć się treściami w każdym miejscu i o każdej porze. Jeśli już, to puchną nam kolekcje wirtualne, np. 30 gier na steamie kupowane za pół darmo na promocjach, często z sentymentu, a w które nie ma kiedy zagrać ;P

Odpowiedz

Piotr Kwiecień 12, 2017 o 12:50

Tak, ale co będzie, jak te serwisy streamingowe przestaną działać?

Odpowiedz

Marzena Kwiecień 16, 2017 o 20:35

Pozbywanie się boli tylko na początku. Myśli źle, które temu towarzyszą później znikaja.

Odpowiedz

Magdalena Kwiecień 12, 2017 o 11:26

„jakimś dziwnym trafem wcale nie mamy do pełnej dyspozycji kolejnych 50 m2. Chociaż obiektywnie rzecz biorąc taka powierzchnia wystarczyłaby na 5 kolejnych pokoi, to liczbowo przybył nam tylko jeden.”

To nie jest dziwny traf, to jest świadoma polityka deweloperów, którzy chcą jak najwięcej wycisnąć z działki, więc stawiają szerokie bloki z małą ilością okien. Kiedy 4 lata temu szukałam nowego mieszkania, zależało mi na dużej widnej kuchni i naprawdę trudno było coś takiego znaleźć, bo przeważały wielkie salony z małym okienkiem i aneksem kuchennym w środku bloku.

I potwierdzam, że brakuje mi miejsc, gdzie można oddać rzeczy, które są w zbyt dobrym stanie, żeby je wyrzucić, ale mnie w zasadzie nie są potrzebne. Ciuchy wywożę do Caritasu na Żytnią, ale co zrobić np. z nieudanymi sprzętami kuchennymi?

Odpowiedz

Marta Kwiecień 12, 2017 o 11:54

W Warszawie są sklepy charytatywne, Niebo na 11 listopada współpracuje też z praską fundacją i czego nie dają rady sprzedać to trafia do potrzebujących. Jest też grupa na FB „Uwaga, śmieciarka jedzie-Warszawa” i jakby obok głównego tematu grupy powstała też lista miejsc, do których można oddawać rzeczy (ale trzeba najpierw dzwonić, bo w Warszawie klęska urodzaju, najlepiej by mieć kontakt z okolicznymi wsiami…)

Odpowiedz

Agnieszka Kwiecień 12, 2017 o 12:54

Może spróbuję się wtrącić: a może lokalny dom samotnej matki? Albo dom dziecka, przecież „dzieci” po opuszczeniu domu dostają mieszkania, może im przyda się, aby zacząć życie na swoim?
Ewentualnie spróbowałabym OLX. Możliwe, że to, co dla Pani jest nieudane, komuś sprawi olbrzymią radość, a Pani pozwoli odzyskać chociaż część pieniędzy.

Odpowiedz

Anna Kwiecień 12, 2017 o 13:03

Lokalne grupy na FB – oddam, sprzedam wymienię itp.

Odpowiedz

Robert Kwiecień 12, 2017 o 11:33

Ciekawy wpis, na pierwszy rzut oka taki niby to „michałek”, ale jednak coś w tym jest 😉

Odpowiedz

Agatix Kwiecień 12, 2017 o 11:38

Mój tata uważa, że potrzebuję więcej mebli w mieszkaniu. A NIE ZNOSZĘ zagraconych mieszkań. Wczoraj wywaliłam tyle artykułów biurowych ze studiów, że chodziłam do śmietnika 3 razy.
Michale, jaką podjąłeś decyzję odnośnie płyt DVD? Miałam podobny dylemat odnośnie nieaktualnych podręcznikow i zdecydowałam się wywalić na makulaturę. Nieaktualne i nikt tego nie chce.

Odpowiedz

Maciej Kwiecień 12, 2017 o 11:45

Z drugiej strony, na śmietnikach można znaleźć cenne pamiątki rodzinne, przedmioty, które w muzeum przyjmą z pocałowaniem w rękę, a nawet nadają się do domu aukcyjnego. Ta cenna zawartość śmietników to najczęściej (ale nie zawsze) efekt sprzątania po zmarłym członku rodziny. Mimo, że wymaga to wysiłku, warto się zastanowić co zrobić ze starociami. Nawet te, które nam mogą się wydawać bezwartościowym śmieciem, mogą mieć wartość historyczną czy tylko sentymentalną dla innych członków rodziny. A nawet nas samych za kilka czy kilkadziesiąt lat. Oczywiście nie mówię o zbieranych przez nas płytach DVD, czy zastawie z Ikei. Ale już niektóre wyroby z lat 70-tych czy 80-tych ubiegłego wieku zaczynają nabierać realnej wartości (np. Włocławek). Znam osoby, które za zdjęcia rodzinne dały by się pokroić. Często w archiwach państwowych i muzeach można się poradzić co jest rzeczywistym śmieciem, a co nie.

Odpowiedz

Magdalena Kwiecień 12, 2017 o 11:46

Artykuł w punkt! Mamy dwójkę małych dzieci i 52m2. Bez piwnicy. Nie wiem jak się mieścimy 😛 rok temu postanowiliśmy, że budujemy dom (działkę mamy) i zaczęliśmy liczyć, ile jesteśmy w stanie odkładać na ten dom przez 4 lata, żeby nie brać dużego kredytu, a za 5 lat jak dziewczynki będą potrzebowały swoich pokoi, wprowadzić się do tego domu. I to był początek naszej rewolucji finansowej. Dzięki Twojemu blogowi po roku wiem, że nie potrzebny nam dom, choć nam się marzy, że absolutnie nas na niego nie stać, że zamiast szukać wiekszego mieszkania musimy pozbyć się większości nieużywanych rzeczy, których mieliśmy dużo, bo jestem typem chomika. Od pół roku systematycznie krok po kroczku wyrzucam, sprzedaję, oddaję, zeszłam do 3m2, ale wbrew pozorom to nadal sporo…

Odpowiedz

Michał Kwiecień 12, 2017 o 14:50

Magdaleno, z ciekawości jak obliczaliście swoje możliwości pod kątem domu jeśli można spytać? Co przeważyło? Koszty ekspolatacji, czy budowy?

Odpowiedz

Magdalena Kwiecień 12, 2017 o 21:54

I jedno, i drugie. Po prostu zaczęliśmy prowadzić budżet (od roku) i wiemy, ile na co teraz wydajemy. I jakie są nasze możliwości zarobkowe. Wiemy też, ile realnie musielibyśmy mieć na budowę i wykończenie i ile kosztuje utrzymanie takiego domu w tym konkretnym miejscu. W tamtym momencie nie mieliśmy prawie żadnych oszczędności, więc zaczęliśmy zbierać na poduszkę finansową, na fundusz wydatków nieregularnych, na wakacje,na których nie byliśmy od kilku lat. Doszliśmy do wniosku, że wolimy mieszkać w mniejszym, ale własnym mieszkaniu, nie mieć do posprzątania i obrobienia większej powierzchni + ogrodu i móc raz w roku wyjechać na normalne, rodzinne wakacje. Ah, no i mieć tą poduszkę finansową, na którą cały czas zbieramy i pewnie jeszcze z 3 lata nam zejdzie, abyśmy mogli czuć się naprawdę bezpiecznie.Jeżeli przyjdzie moment, ze naprawdę będzie nam ciasno, to rozważamy wynajęcie większego mieszkania na kilka-kilkanaście lat i wynajem komuś innemu naszego obecnego (własnego) mieszkania.

Odpowiedz

Marzena Kwiecień 16, 2017 o 20:52

Ja doszłam do tego samego wniosku co Ty Magdaleno. Od kilku lat też odkładam równowartość teoretycznej raty. Na ew tualna budowę malego domku letniskowego. Też mam dwójkę dzieci i mieszkamy na 54m. Mam swoje patenty na małe mieszkanko. Jak przestane być kreatywna w tym względzie to wynajmujemy większe mieszkanie. Uwazam, że kupowanie większego jest bez sensu bo dzieci w końcu się wyprowadza. Pisałam o tym u siebie.

Odpowiedz

Tomasz Kwiecień 12, 2017 o 11:48

Dzisiejszy wpis świetnie łączy Twój główny temat, czyli finanse, z minimalizmem, który pasjonuje mnie od dawna 🙂 Pomysł na zmniejszenie stanu posiadania potrafi przerodzić się w umiłowanie do porządku i ograniczania rzeczy, oraz na zmianę postrzegania świata na korzyść przeżywania, zamiast posiadania. Bardzo się cieszę, że napisałeś ten tekst Michał!

Odpowiedz

Kamila Kwiecień 12, 2017 o 11:48

Odnośnie niepotrzebnych rzeczy polecam grupy na facebooku – „uwaga, śmieciarka jedzie”. Działa to na dwóch zasadach:
1. jeśli Wam coś nie jest potrzebne i chcecie oddać, publikujecie zdjęcie i zgłaszają się do Was (praktycznie od razu) osoby, które autentycznie chciałyby to wykorzystać. Zdziwilibyście się ile jest chętnych na stare zepsute monitory crt i inne rzeczy 🙂 Czasem coś, co dla nas jest śmieciem, dla innej osoby będzie skarbem. czasem ktoś potrzebuje TEJ konkretnej rzeczy, której nie można kupić. I ją zdobywa. A Wy macie odbiór z mieszkania.
2. Jeśli przechodzicie obok śmietnika, gdzie ktoś wyrzucił np. stare meble (a te z okresu PRL są mega modne i chodliwe), robicie zdjęcie, wrzucacie na grupę i ktoś sobie podjedzie po nie.

Więc wilk syty, owca cała – nic się nie marnuje, jest oszczędność, jest ekologia 🙂

Odpowiedz

Michał Żółtowski Kwiecień 12, 2017 o 11:49

Świetny temat, mieszkanie jest moim zdaniem numerem 1 przy oszczędzaniu. Polecam się często przeprowadzać (raczej trzeba być do tego najemcą a nie właścicielem aby prowadzić taki tryb życia). Najważniejsze korzyści płyną z tego dwie:

1. Dynamicznie dostosowujemy naszą sytuację mieszkaniową do szeroko rozumianych potrzeb i zasobów portfela
2. Każde przenosiny z automatu prowokują potrzebę oczyszczenia stanu posiadania.

Jestem mega ciekaw „sposobów na oczyszczanie” , taka lista byłaby super! Ciągle takich szukam. Podzielę się też moimi metodami:

1. Absolutny nr 1 – bardzo poważnie się zastanów czy to co kupujesz możesz zamiast kupować pożyczyć/wynająć/w inny sposób obejść – bo wiele rzeczy potrzebnych jest tylko przez chwilę a potem zalegają. Jestem często skłonny nawet trochę pozornie przepłacić bo wydaje mi się bardziej prawdopodobne, że czegoś potem nie użyję niż użyję. Większość ludzi jednak mówi „zainwestuję bo się przyda”. np wypożyczenie nart może kosztować spokojnie 50% ceny nart. Ale czy na pewno pojedziesz conajmniej dwa razy?

2. Mam 3 pudła oznaczone miesiącami, jedno nad drugim. Wszystkie niepotrzebne rzeczy które znajdę, ale mam poczucie „że mogą się przydać” wrzucam do pudła na samej górze. po miesiącu pudło z samego dołu ląduje na górze i jest opróżniane. Wszystko co się tam znajduje ląduje w koszu/na allegro/jest oddawane. Następnie górne pudło jest przez cały miesiąc napełniane kolejnymi przedmiotami. Pudła są z przezroczystego plastiku i oczywiście pozwalam sobie z nich wyjąć dowolny przedmiot w dowolnym momencie, chyba że wybije ostateczna godzina opróżnienia i już nie wolno nic z niego odzyskiwać – trzeba się pozbyć. Można sobie okres napełniania wydłużyć do np. 3 miesięcy na pudło – wedle uznania.

3. Analogiczną metodę jak nr 2 wymyśliłem dla ubrań (ale nie wprowadziłem w życie) aby mieć 3 kolory metek, które się kolejno doczepia do ubrań np. co miesiąc. Za każdym razem Jak wyciągamy daną rzecz z szafy to zrywamy z niej metki. Jak ubranie uzbiera 3 metki do out.

4. Kolejna rzecz do ubrań (u większości kobiet nie przejdzie :P) cokolwiek kupujesz, musisz się pozbyć rzeczy analogicznej. Nie dokupujemy tylko wymieniamy. Jeżeli masz opory to znaczy, że jeszcze nie czas wyrzucać stare rzeczy i poczekaj z zakupami.

5. Dokumenty. Jeżeli nie mają wartości urzędowej (nie musisz mieć oryginału – czyli realnie do 90% dokumentów) – skanujesz i wywalasz. Oczywiście nie polecam trzymać tego na jakimś domowym dysku, tylko w chmurze, dla bezpieczeństwa.

6. Przy urządzaniu mieszkania unikaj zamkniętych przestrzeni (szafek, szuflad itp – chyba że szklane/przezroczyste). Zamknięte szafki kuszą przy sprzątaniu aby upchnąć w nich co się da i pozornie – problem znika. Ponadto w efekcie nie wiesz co gdzie masz i potem szybciej jest kupić nowe (np. baterie, śrubki itp.) zamiast szukać po domu (bo gdzieś mam!)

Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz

Marta Kwiecień 12, 2017 o 12:10

świetny pomysł z pudłami 🙂

Odpowiedz

Stefan Kwiecień 12, 2017 o 13:32

Doczepie sie tylko do 6. punktu czyli nieprzezroczystych szafek. Uwazam wlasnie, ze nieprzezroczyste szafki pozwalaja pochowac potrzebne rzeczy z pola widzenia i w konsekwencji zostawic lepsze wrazenie ladu i porzadku (kable, naczynia, papiery – tu racja. tylko te wazne, scierki, kosmetyki, chemia)

Odpowiedz

Michał Żółtowski Kwiecień 12, 2017 o 23:11

No tak, ogólnie się z Tobą zgodzę ale wszystko zależy od tego jak jesteś uporządkowany 🙂 np. ludzie w kuchni zwykle mają z góry ustalone co gdzie leży więc nie ma problemu. W innych miejscach w mieszkaniu jednak bywa różnie – jak coś nie ma swojego miejsca, to ginie w czeluściach szaf i szuflad – i tego staram się uniknąć.

Odpowiedz

Yadis Kwiecień 13, 2017 o 09:28

Z ubraniami podobno sprawdza się system wieszakowy – wieszasz jednego dnia wszystkie ciuchy odwrotnie w szafie (haczykiem wieszaka w stronę drzwi szafy – to sposób nieintuicyjny i niewygodny). Jak wyciągasz daną rzecz, to odwracasz wieszak i wieszasz ją normalnie. Po około 3 miesiącach masz obraz tego w czym chodzisz, a rzecz nadal wiszące odwrotnie możesz od razu przeznaczyć do oddania (rzeczy z obecnego sezonu), spakować do wyjęcia później (rzeczy z przeciwnej pory roku latem zimowe, zimą letnie), jak nie jesteś czegoś pewny to wrzucasz do „pudełka mięczaka”, które działa na podobnej zasadzie jak Twoje 3 pudełka. Powyższe punkty nie obejmują rzeczy okazjonalnych (garnituru w przypadku mężczyzny i 2-3 wizytowych sukienek w wypadku kobiet), czy rzeczy przystosowanych do konkretnych funkcji (np. kombinezonu narciarskiego, jeśli jeździsz na nartach), bo niektóre rzeczy po prostu trzeba mieć w szafie, nawet jeśli nosi się je rzadko.

Ja natomiast stosuję inny system – regularnie uczestniczę w swapach i w związku z tym mam pudełko z przeznaczeniem na kolejną wymianę, do którego sukcesywnie dorzucam kolejne niepotrzebne ciuchy i akcesoria, zazwyczaj przy chowaniu prania do szafy (a o oddaniu zazwyczaj decyduję ściągając z siebie daną rzecz i wrzucając ją do prania po dniu noszenia). Po praniu pozbywam się też rzeczy zniszczonych – widzę wtedy w pełni ich stan, także dzięki porównaniu z innymi rzeczami, którymi dysponuję, więc jeśli coś nie spełnia już standardów, to leci do kosza albo kontenera PCK (w zależności od stanu).
Mam też osobne miejsce w szufladzie, gdzie odkładam ubrania absolutnie ukochane, znoszone do cna, z planem znalezienia krawcowej, która je dla mnie odtworzy szyjąc na podstawie posiadanego wzorca – w tej chwili leżą tam 4 rzeczy.

Odpowiedz

Marta Kwiecień 13, 2017 o 21:53

Tylko jest jeden problem przy metodzie z ubraniami – latem możesz pozbyć się większości zimowych rzeczy… 😉

Odpowiedz

Michał Żółtowski Kwiecień 22, 2017 o 09:33

Ja widzę jeszcze jeden problem z tym systemem – jak ktoś inny Ci coś odwiesi do szafay (u mnie niestety tak bywa) to może pomieszać. Nie mniej jednak pomysł bardzo fajny bo jest maksymalnie prosty we wprowadzeniu i użytkowaniu.

Odpowiedz

Jacek Kwiecień 12, 2017 o 11:58

Ja od miesiąca zajmuję się swoim „magazynem”. W czasach gdy mamy do dyspozycji darmowe serwisy aukcyjne jakoś łatwiej przychodzi mi wystawienie rzeczy, których nie używam. Wychodzę z założenia, że jeśli przez 2 lata czegoś nie używałem to tak na prawdę nie jest mi potrzebne.
Okazało się też, że niektóre rzeczy, które kupiłem używane 3 lata temu nadal mogę sprzedać bez większej straty. I chodzi tu przede wszystkim o elektronikę, gry na konsolę itp. z odzyskanych pieniędzy pojechałem na 3 dni w tatry. Warto!

Odpowiedz

Piotr Kwiecień 12, 2017 o 12:17

Ciekawy temat. Od dłuższego już czasu mam taki nawyk wyrobiony, że nie zbieram niepotrzebnych rzeczy. Staram się ich pozbywać od razu ponieważ wiem, że jak zostawię to będzie to leżało bardzo długo. Pomaga mi to, że nigdy nie lubiłem zbierania i kolekcjonowanie filmów, książek czy gier. Stare meble oddaje. Ciuchy co jakiś czas przeglądam i jak widzę ze w czymś nie chodziłem dłuższy czas to od razu takie ubranie wylatuje. Jedyne prawie niepotrzebne rzeczy które trzymam leżą na szafie więc powierzchni jako takiej nie zajmują 🙂

Odpowiedz

Anna Kwiecień 12, 2017 o 12:50

Nienoszone ubrania mam, bo z racji ciąży mam garderobę „na teraz” i na potem”. Ubrania „na potem” są spakowane osobno, więc szafa jest praktycznie pusta.
Przeczytanych książek mam sporo i jest to świadoma decyzja – chcę je mieć, nie traktuję ich jak produktów jednorazowych.
Nieoglądanych filmów? Zero, sa tylko te, do których wracam.
Dekoracji? Świąteczne z natury swojej używane są w święta, ale są używane.
Akcesoria? Zero.
Zabawki? Kilka naszykowanych dla nowego człowieka, bo już dostaliśmy od znajomych.
Nie mam problemu z pozbywaniem się niepotrzebnych rzeczy. Wyrzucam, oddaję, sprzedaję – różnie, ale zawsze jakaś metoda się znajdzie. Ostatnio worek ubrań dziecięcych i zabawek pojechał do potrzebujących dzieciaków. Kompletnie nie rozumiem, dlaczego oddanie miałoby być podrzuceniem komuś śmierdzącego jaja. Przecież nie wciskam nikomu na siłę – puszczam informację, że mam coś do oddania, kto chce ten bierze.
Właśnie się przeprowadzamy, więc pewnie nastąpi kolejna czystka w rzeczach. Nie mam pojęcia, ile zajmie na powierzchnia magazynowa w nowym mieszkaniu. Ale zakładając, że będziemy mieli do dyspozycji 65m kw. na 5 osób to nie będzie tam zbyt wiele przestrzeni na rzeczy zbędne.

Odpowiedz

Renata Rusnak Kwiecień 12, 2017 o 13:22

Fajne podsumowanie. Mi udaje się wywalać z domu rzeczy, bo nie znoszę ciasnoty i lubię otwartą przestrzeń, ale faktycznie w garażu trzymam niepotrzebne graty. Na usprawiedliwienie mam to, ze garaż należy do domu i nie kupowałam go osobno, a składowanie to, że planuję go wyburzyć i przerobić na studio – i wtedy chcę pozbyć się wszystkiego od razu jednym transportem 😉
Faktycznie, kiedy synek rósł, to rosła potrzeba na przestrzeń, stąd mieszkanie 60m zamieniło się na dom, ale kiedy on dorósł, stało się jasne, że duża przestrzeń jest do niczego niepotrzebna i lepiej zamienić ją na dwie mniejsze.
Ja swoje kolekcje książek czy filmów czy nieużywanych sprzętów, mebli, a nawet ciuchów oddaję – z przyjemnością – dla Wspólnoty dla bezdomnych Emaus. Działają w kilku miastach, warto sprawdzić. Bardzo dobre założenie samej Wspólnoty, aż chce się ją wspierać i wtedy nic nie żal oddawać. W Wawie chyba ich nie ma, ale na pewno można wesprzeć np. Siostrę Małgorzatę Chmielewską i jej domy dla bezdomnych Chleb Życia. Gdybyś swoją kolekcję podrzucił do nich, w dodatku z jakimś używanym DVD i TV, to może nie dałbyś im dachu nad głową, ale na pewno sprawił wiele radości. U Chmielewskiej mieszka bardzo dużo starszych osób, często schorowanych, niepełnosprawnych i kalekich. Dobra biblioteka czy filmoteka w takim domu pewnie sprawiłaby radość (i luksus). Oczywiście pytanie – ile z ich ciasnych powierzchni zajęłaby taka kolekcja? Materace, szczególnie zimą leżą nawet na korytarzach 🙂 Ale może w świetlicy? Trzeba by pytać 😉 Z całą pewnością działające meble i sprzęty kuchenne mogłyby pomóc. Emaus przyjmuje również niesprawne, bo naprawiają i odsprzedają co nie działa, ewentualnie złomują.
http://renatarusnak.com/wspolnota-dla-bezdomnych-emaus-proste-i-madre-wsparcie/
http://siostramalgorzata.chlebzycia.org/Blog/

Odpowiedz

Marta Kwiecień 13, 2017 o 09:49

Emaus kiedyś był w Warszawie, przenosili się chyba ze 2 razy, a teraz działają na Bródnie pod nazwą Sklepowisko.

Odpowiedz

Malwina Kwiecień 12, 2017 o 13:55

Właśnie robię drugą edycję odgruzowywania się… Na jesieni udało mi się sprzedać około 20 z 60 wystawionych rzeczy. Głównie celem porządków, więc tanio wystawiałam. Odzyskałam około 300 zł na czysto. Teraz na wiosnę wyprzedaję znowu, bardziej sezonowe rzeczy i te, co się nie sprzedały. Kiedyś myślałam, że tu będzie trzeba dokupić szafę, tu szafkę a tam jakąś wnękową zrobić…Teraz jest nas więcej a w szafach całkiem luźno, na strychu też coraz luźniej, dzięki wyprzedażom. Nie pomyślałabym, żeby to przeliczyć na koszt powierzchni domu…

Odpowiedz

Marcin Kwiecień 12, 2017 o 14:08

Dzięki za wpis. To wszystko prawda ale warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt tej sytuacji a mianowicie czy jesteśmy w stanie w inny sposób wykorzystać te metry albo na własne potrzeby lub inwestycyjnie np wynajem bo jeśli nie da się ich racjonalnie oddzielić pod wynajem lub są nam zbędne to i tak zalegające tam przedmioty są moim zdaniem „neutralne”

Odpowiedz

Lopez Kwiecień 13, 2017 o 16:11

To samo sobie pomyślałem czytając o tych kosztach przechowywania.

Jeśli nie mamy innej alternatywy na tą przestrzeń to tak naprawdę nie ma znaczenia co na niej się znajduje.
To miejsce istnieje czy tak czy siak i „cena” tego miejsca przez te lata będzie identyczna czy będzei ono zapełnione niepotrzebnymi gratami czy będzie stało puste.

Jeśli puste miejsce miałoby służyć do zapełnienia go kolejnymi niepotrzebnymi gratami to wracamy do punktu wyjścia.

Natomiast pozbywanie się nieużywanych / niepotrzebnych rzeczy sam stosuję od paru miesięcy i szczerze powiem, że dobrze się to sprawdza. Piwnica prawie pusta ale… bez pomysłu na razie co z tym zrobić 🙂

Odpowiedz

Alf/red/ Kwiecień 12, 2017 o 14:45

Mi też ten temat „leży”, bo ćwiczyłem dwie przeprowadzki. Pierwsza z mniejszego do większego, niemal drzwi w drzwi – więc efekt oczywisty, przez rok stały pudła i nic. I druga: tym razem do mniejszego, i wożona małym samochodem. Na razie efekt: pozbyłem się dużych szaf (za 1/3 ceny nowej, a nabywca się cieszył „pół roku takiej szukałem!”) na rzecz półek i wieszaków na kółkach (na szczęście mieszkanie jest dość bogate w półki) i mam mocne postanowienie sprzedawania złogów. Tylko kto kupi encyklopedię 21 tomów? A oddawać czy wystawiać na śmietnik to żal – jakieś oporniki, które lutowałem 30 lat temu, jakieś Bajtki i Gamblery pracowicie zbierane, itd… Ale to jest problem w głowie.
Co do oddawania do bibliotek: potwierdzam, w Warszawie nie chcą, kręcą nosem, a w zaprzyjaźnionej gminnej pod Radomiem niemal skakali, gdy zobaczyli siaty z Sienkiewiczem i podobną klasyką.

BPNMSP do czyjegoś komentarza o archiwach cyfrowych: Oczywiście nie polecam trzymać tego w chmurze, tylko na jakimś domowym dysku albo dwóch, dla bezpieczeństwa.

Odpowiedz

Kasia Kwiecień 12, 2017 o 15:18

Cześć Michał!! Trafiłeś w sedno z tematem, za kilka miesięcy przeprowadzam się i juž teraz zaczełam segregację ale również staram się nie kupować nowych rzeczy. Jeśli ktoś mieszkał w wynajmowanych pokojach/ mieszkaniach na studiach i przeprowadzał się kilka razy na pewno wie że nie warto gromadzić. Jeśli chodzi o ubrania i buty idea szafy kapsułowej pasuje do tematu idealnie ;). Ubrania i zabawki po dziaciach trzeba oddawać lub sprzadawać od razu, bez sentymentów. Ksiáżki zamienic na ebooki a płyty na mp3. W kuchni wystarczy jeden dobry robot plus kilka patelni i garnkòw. To tak w skrócie. Marie Kondo napisała świetnà ksiàżkę o tym jak posprzàtać zagracone mieszkanie.

Odpowiedz

Anna Kwiecień 12, 2017 o 15:28

Polecam zabawę z OLX. Dzięki tej stronie upłynniłam wszystkie swoje stare meble i ogromną większość przedmiotów po zmarłym członku rodziny. To co wg mnie było kompletnie bezwartościowe lub szkaradne też o dziwo szybko znalazło nowy dom – wystarczyło ogłoszenie z opcją „oddam za darmo”. Nie próbuję na OLX sprzedawać ubrań czy butów – te od razu lądują w kontenerach PCK itp. Dzięki przygodzie z OLX udało mi się uzbierać już w sumie ok. 3 tys złotych a zaznaczam, że ceny moich „przyda-si” wachają się w okolicach 5-30 zł i był czas że miałam ich setkę :). Warto poświęcić weekend na zrobienie fotografii i dobre opisy a potem spokojnie czekać. Sprzedawanie trwa długo – czasem kupujący trafia się dopiero po roku, ale nic się nie marnuje i trafia we właściwe miejsce. Dlatego warto robić ogłoszenia na bieżąco i pozbywać się przyda-si od razu. Wystawiając jedno, dwa ogłoszenia raz na miesiąc nie zmarnujemy tyle czasu jak wystawiając na raz 50. OLX to także fajny sposób na poznawanie ludzi, ciekawych, szurniętych, owładniętych dziwnymi pasjami i historiami. Książkę bym o tym mogła napisać 🙂 Książki udało mi się parę lat temu sprzedać w antykwariacie – jest ich teraz sporo – wystarczy wyguglować :). Płacą co prawda marnie w okolicach 50 groszy za tytuł, ale przy całym bagażniku książek zarobiłam na tej akcji kilkaset złotych więc uważam, że i tak warto, a brak kolejnej witryny w pokoju jest wart wszystkiego 🙂

Odpowiedz

Krystian Kwiecień 12, 2017 o 16:59

Ale trafiłeś, właśnie wczoraj zacząłem wyprzedawać swoją kolekcję płyt właśnie dlatego, że zajmują miejsce, moją głowę i nie dają mi radości, a komuś mogłyby. A mi już wpadło kilkaset złotych 🙂

[✔] Pierwsza aukcja na allegro

Odpowiedz

Paweł Kwiecień 12, 2017 o 17:47

Wszystko dobrze. A co z prawem Murphy’ego: coś, co wydawało się nieprzydatne i wyrzuciłeś, akurat kilka dni później okazuje się niezbędne? Niestety, doświadczyłem już w życiu kilka razy tej sytuacji… Oczywiście, intuicyjnie wydaje się, że koszt magazynowania jest większy niż koszt odtworzenia utraconego przedmiotu.

Odpowiedz

Łukasz Rosicki Kwiecień 12, 2017 o 17:58

Ja magazynuję maksymalnie 2 duże worki niepotrzebnych rzeczy. Nie mam pojęcia jak to działa, ale mniej więcej raz na kwartał robię generalny przegląd niepotrzebnych rzeczy i regularnie wyrzucam dwa 60 litrowe worki na śmieci. Podobną metodę stosuję do… plików na komputerze. Jeśli do czegoś nie zaglądałem przez 30 dni i nie jest to żaden ważny dokument (potwierdzenie czegoś/zdjęcia z wakacji/coś co muszę archiwizować) wówczas bezpowrotnie ląduje to w koszu i zostaje usunięcie wraz z 400-500 innymi plikami, które regularnie się gromadzą.

Generalnie rzecz biorąc chodzi o zasadę „muszę/nie muszę” 🙂

Odpowiedz

Tomislav Kwiecień 12, 2017 o 20:14

Mnie do tego zmusiło życie. Przenosiny z domu 120 m z dużą piwnicą i garażem do mieszkania 50 m (bez piwnicy) a potem dwójka dzieci. Na początku większość książek trafiło w kartony i do piwnicy rodziców – nie potrafię się z nimi rozstać 😉 Do kosza trafiły Bajtki i całe roczniki PCWK oraz mnóstwo starego sprzętu komputerowego. Ponad połowa ubrań do kubła PCK a co ciekawsze sprzęty i płyty do sprzedania na OLX.
U rodziców trzymam jeszcze rowery a u mnie na szczęście jest w pobliżu rower miejski 🙂
Teraz książki kupuję rzadziej i zatrzymuję tylko te wyjątkowe, jak np. Finansowy Ninja a resztę sprzedaję w antykwariacie (5 – 10 zł) na Allegro lub wymieniam się ze znajomymi.
Ubrania przeglądam 3 razy w roku i szybko pozbywam się tych, które się sprały 😉 lub są już zniszczone.
Niedawno pozbyłem się niezbędnej komody i okazało się, że można bez niej żyć. Powiesiłem też telewizor na ścianie, żeby mieć miejsce na gramofon i głośniki. Marzy mi się solidny stolik kawowy ale na razie korzystam ze stolika dziecięcego IKEA i też jest super. Na przyszły rok zostawiłem jeszcze wymianę mebli w kuchni na bardziej pojemne oraz funkcjonalne i będzie fajnie.

Odpowiedz

Marcin Masłowski Kwiecień 12, 2017 o 21:15

Ja już od dłuższego czasu widze, ze brakuje nam miejsca. Niedługo przeprowadzamy się do nowego mieszkania, ale jeśli nie zmienimy nawyków to pewnie będzie to samo. Dzięki za te liczby. Myślę, że to bedzie dobra metoda na uświadomienie żonie, że to na prawdę kosztuje. Magazynowanie to strata. 🙂

Odpowiedz

Paweł Kwiecień 12, 2017 o 21:51

Od jakiegoś czasu staram się trzymać stan mojego posiadania w ryzach. Trzymam albo kupuję dwa rodzaje rzeczy, mianowicie takie które:

> służą jakiemuś celowi, albo
> przynoszą mi radość.

Jeśli chodzi o pozbywanie się rzeczy to wychodzę z założenia, że jeżeli nie korzystałem z czegoś przez ostatni rok to prawdopodobnie nie będę już z tego korzystał. Do tej pory nie zdarzyło mi się, żebym żałował takiego podejścia, wręcz przeciwnie.

Staram się też trzymać większość papierów i dokumentów w chmurze – za jednym zamachem oszczędzam miejsce i mam do nich dostęp gdzie i kiedy tego potrzebuję.

Odpowiedz

Roman Kwiecień 12, 2017 o 22:01

Rekordzistą w chomikowaniu jest chyba mój ojciec. Mieszka z matką na powierzchni 100m. Jednak rzeczy które się przydadzą w domu się nie zmieściły dlatego trzyma je w kilku innych miejscach. A jest tego w sumie sporo: strych 50m piwnica 50m dwa garaże przed domem są pełne gratów i samochód stoi na ulicy a ponadto ma jeszcze 2 kontenery morskie jeden 6 a jestem 12 stopowy stoją na podwórku. Czyli w sumie około 200m powierzchni magazynowej. A są tam takie wspaniałości jak: całe roczniki gazet z lat osiemdziesiątych, około 40 żeliwnych nóg od maszyn do szycia czy moje ulubione rozpadają się szafki z dykty z lat osiemdziesiątych z napisem praca dyplomowa jakiegoś ucznia z technikum:)

Odpowiedz

Bartosz Sosiński Kwiecień 12, 2017 o 22:24

Hej Michał,
koszt mieszkania kosztem mieszkania, ale warto też pomyśleć (a i policzyć) ile tak naprawdę dokupuje y dodatkowej powierzchni do przechowywania w postaci szaf, szafek, komód, regałów do piwnicy.

Przecież nie zawsze trzymamy wszystko w pudłach na ziemi. Nie raz i zapewne wielu osobom zdarza się pomyśleć, że skoro rzeczy jest aż tyle, to może warto by je gdzieś upchnąć. No i się dokupuje meble – a przecież muszą się jakoś komponować i wyglądać, więc nie zawsze będzie to najtańsza szafeczka z najtańszego sklepu.

No i koszty nam rosną.

Odpowiedz

funboy Kwiecień 12, 2017 o 23:19

A ja bym jeszcze dodał koszt utrzymania tych przedmiotów. Koszt czasu, który im poświęcamy. Na przestawianie, wycieranie, ukladanie … Czasami trzeba dany przedmiot naprawić i zapłacić za te naprawę. Czasami szukamy czegoś godzinę tylko dlatego,ze ilość rodzi bałagan. Itd itp.

Odpowiedz

Malgorzata Kwiecień 13, 2017 o 02:37

Nie mogłam się zebrać, aby posprzedawać nieużywane rzeczy – to niestety zajmuje czas. Trzeba wszystko obfotografować, opisać, wysłać…. W ten sposób leżały sobie po kontach i leżały, zajmując miejsce, a jednocześnie wprowadzając bałagan w moje życie i zniechęcając do porządków – bo jak posprzątać coś, co nie wiadomo gdzie upchać, gdy szafy pękają w szwach? W końcu dojrzałam do decyzji – co się da, wydaję gratis, a co nie wydam bezlitośnie wyrzucam. Jeszcze mnóstwo przede mną, ale jestem na dobrej drodze…. W ten sposób „odgruzowuję” swoje życie. Z mojej perspektywy, mniejsze znaczenie ma wartość powierzchni, którą te rzeczy zajmują, co jej jakość!

Odpowiedz

Michał Kwiecień 13, 2017 o 06:55

Wyniki obliczeń są zaskakujące. Cały czas walczę z nawykiem „przyda się kiedyś”. Dobrze sobie uświadomić ile to mnie kosztuje 🙂

Odpowiedz

Tomasz Kwiecień 13, 2017 o 08:21

Problem z chomikowaniem mają raczej starsi ludzie, widzę po moich rodzicach. Wszystko się przyda…. stara pierzyna, która przeleżała 30 lat na strychu, niedziałające lodówki, stare okna z pod śmietnika, za małe ciuchy. Jednym słowem WSZYSTKO!!!
Ojciec przyznał się, że ma tak od stanu wojennego. Ciężko im przetłumaczyć, że lepiej jest kupić coś nowego, co będzie mi potrzebne, niż trzymać stare graty, o których nawet nie mam pojęcia, że są i gzie są.

Odpowiedz

Bartek Kwiecień 13, 2017 o 08:51

Niech ktoś wytłumaczy mojej dziewczynie jak pozbyć się niepotrzebnych gratów, ubrań, bibelotów, książek. Jej koronne argumenty brzmią: „bo to kosztowało, ktoś wydał na to pieniądze, pracował na to”. Czasami też dochodzi argument: „bo to ma wartość sentymentalną”. Trudno z tym dyskutować…

Odpowiedz

Iza Kwiecień 19, 2017 o 10:25

To jest problem. Fakt – pieniądze zostały wydane – nic tego nie zmieni – ale trzymanie tego w domu nie wiadomo po co (np. ubrania, które nigdy się nie założy) nie sprawia magicznie, że te pieniądze są wydane lepiej, rozsądniej. Po prostu należy uznać, że to były pieniądze wydane na kurs pn „Jak nie wydawać pieniędzy?”. Po prostu nauczka na przyszłość. A niepotrzebnego przedmiotu się pozbyć (oddać, sprzedać, wyrzucić).
Po za tym: to, że w domu jest mnóstwo rzeczy, które żal wyrzucać na śmietnik nie oznacza, że one nie są na śmietniku. One są na śmietniku – to z domu zrobiono śmietnik.
Kiedyś takie argumenty mnie przekonały do pozbywania się rzeczy – oczywiście jest to długi i żmudny proces, ale warto.

Odpowiedz

Rafał Kwiecień 13, 2017 o 10:06

Być a nie mieć… Dzięki Michał 🙂

Odpowiedz

Ewelina Kwiecień 13, 2017 o 12:28

Super przeniesienie zasady 5S z Lean Management na teren prywatny 🙂 Przykład wciągam do materiałów na prowadzone przeze szkolenia 😉 Dzięki Michał!

Odpowiedz

Kobieta Zaradna Finansowo Kwiecień 13, 2017 o 12:41

Nasze nowobogackie czasy pokazują, że należysz do nielicznej grupy, która przy sporych zarobkach gotowa jest mieszkać na powierzchni do 100 m2 (metraż Twojego mieszkania to moje założenie oczywiście). Te same stacje, które emitują „Tiny House Big Living” produkują również programy, w których 4-osobowa amerykańska rodzina twierdzi, że dom 200 m2 może być zbyt mały na ich potrzeby. My Polacy jeszcze nie dochodzimy do tego pułapu, ale kiedyś to się zmieni. A jak widać na Twoim wyliczeniu lepiej mieć małe mieszkanie z garażem lub piwnicą niż przeznaczać powierzchnię mieszkaniu na magazynowanie.
Pozdrawiam Cię i Wesołych Świąt!

Odpowiedz

Marta Kwiecień 13, 2017 o 19:44

Bardzo polecam wystawianie nieużywanych przedmiotów na charytatywnym allegro. W tym wpisie: http://www.lusterko.net/2016/02/gdzie-najlepiej-sprzedawac-przeczytane.html pokazałam, jak sprzedałam książki, z których już od dawna nie korzystałam, przeznaczając na wybrany cel charytatywny ponad 500 zł. Byłam z tego bardzo dumna!

Odpowiedz

Marcin Kwiecień 13, 2017 o 20:23

Pojawia się pytanie czy to jest koszt, na którym się traci (czy można to traktować jak niepotrzebny wydatek) i czy dana rzecz się nie przyda? Bo jak coś leży w pomieszczeniu, którego i tak się nie używa, a nie płacimy za tą przestrzeń lub jest to wydatek, którego nie da się uniknąć – to co za różnica? Można przecież wszystko wywalić i mieć pusto w domu. Są takie rady – spakuj, po roku wyrzuć. A potem nie ma złamanego gwoździa, żeby obrazek przybić i… trzeba go kupić 😛
Ja tam uważam, że trzeba patrzeć na szanse wykorzystania, a nie czas używania.

Odpowiedz

Easyfinanse Kwiecień 14, 2017 o 13:22

Osobiście najłatwiej do sprzątania jest mi podchodzić przeglądając każdą z rzeczy z osobna i zadając sobie za każdym razem dwa pytania.

1. Czy jest mi to potrzebne?

Najczęściej na to pytanie odpowiadam twierdząco, wszakże dlaczego „magazynowałbym” coś co byłoby mi niepotrzebne? Oczywiście odpowiadając na to pytanie oszukuję sam siebie. Na szczęście mam drugie, które bardzo skutecznie pomaga rozstrzygnąć tę wątpliwość.

2. Kiedy ostatnio tego użyłem?

Skoro jest mi coś potrzebne, a jednak trzymam to wciąż na zaś to najprawdopodobniej potrzebne mi wcale nie jest. Tutaj dodatkowym argumentem najczęściej jest decyzja żony, która jest za wyrzucaniem.

Świetna metoda, polecam 🙂 I metodę i żonę 😉

Odpowiedz

Monika Kwiecień 14, 2017 o 15:30

Szczęśliwie nie muszę kosztów przechowywania „przydasi” doliczać do spłaty kredytu. Swoimi przemyśleniami dotyczącymi składowania trafiłeś w punkt. Twój wpis pojawił się w momencie, kiedy podjęłam decyzję o przewietrzeniu mojej biblioteki, która jest całkiem pokaźna 😉 Ubrania, były już poddane bardzo ostrej selekcji. Argumentem, który do mnie przemówił najbardziej, to argument finansowy. Zdecydowanie dojrzałam już do opcji być a nie mieć czy posiadać. Przychodzi mi na myśl moje własne porównanie z dziedziny fotografii, co z tego, że mam tysiące zdjęć z przepięknego miejsca, skoro tak na prawdę nie potrafię w głowie odtworzyć wspaniałych widoków, przypomnieć zapachów. Przecież koncentrowałam się na jak największej liczbie fotografii. Teraz wolę zrobić kilka zdjęć a móc w głowie odtworzyć najwspanialsze chwile.

Tak też jest ze zbieraniem rzeczy. Idziemy na ilość, a nie na jakość. I nie bardzo pamiętamy, po co …

Odpowiedz

Paweł Kwiecień 15, 2017 o 11:12

Moim zdaniem korzyści to nie tylko pieniądze zaoszczędzone na magazynie itp. To też porządek wokół nas, miejsce do pracy oraz spokój związany z niepotykaniem się o niepotrzebne rzeczy, czy zastanawianiem się o co zrobić z dalsza liczbą rzeczy:)

Pozdrawiam maga pozytywnie

Odpowiedz

Daniel Kwiecień 15, 2017 o 12:32

Ja ostatnio zastanawiałem się ile można zaoszczędzić na makulaturze. Gdyby ją zbierać przez cały rok i sprzedać to też ładnie wychodzimy. Zwłaszcza jeżeli na magazyn posiadamy wolne pomieszczenie, którego i tak nie będziemy użytkować.

Odpowiedz

Julian Kwiecień 15, 2017 o 16:01

To nie jest tak jak w dowcipie o palaczu i niepalącym. Niepalenie przynosi bezpośrednie oszczędności a niezagracanie domu – nie. Mając zagracony dom mamy mniej przestrzeni wolnej, ale nie płacimy przecież za zagracanie. Zapłacimy dopiero, jeśli z powodu zamiłowania do gratów będziemy musieli zwiększyć powierzchnię mieszkalną. Albo z powodu zamiłowania jednocześnie do gratów i pustych przestrzeni też będziemy musieli zwiększyć powierzchnię mieszkalną, to też zapłacimy. Ale nie za samo zagracanie (nie prowokujące pokusy zwiększenia powierzchni magazynowej). Za takie zagracanie płacimy wyłącznie komfortem, walorami estetycznymi i ergonomią (niektórzy z nas).

Odpowiedz

Beata Kwiecień 15, 2017 o 20:46

Witaj, ja właśnie dziś zaczęłam czytać „Magię sprzątania” Marie Kondo, bo jestem gotowa na pozbywanie się rzeczy. Mam w sobie minimalizm, ale też „przydamisizm”, więc mam nadzieję, że książka pomoże mi pozbywać się rzeczy bez żalu. Już oddaję (np książki do biblioteki), odsprzedaję oraz wyrzucam.

Odpowiedz

Tomek Kwiecień 16, 2017 o 09:21

Michał,
Super przemyślenia, jeszcze lepsze wyliczenia 🙂 jak zwykle zreszta.
Nie analizowałem tego tematu pod względem kosztu na metr kwadratowy, ale ewidentnie zagracona powierzchnia wpływa na finanse, w moim przypadku także w inny sposób. Nie potrafię pracować, czytać, analizować, planować, itp. gdy przestrzeń wokół mnie jest zaburzona przez niepotrzebne rzeczy. „Podziwiam” osoby, które odnajdują się w takiej sytuacji 🙂 na pewno mają łatwiej w życiu…

Wesołych Świąt 🙂

Odpowiedz

Hugo Kwiecień 17, 2017 o 21:23

Zainspirowany artykułem Michała sięgnąłem wczoraj po długo czekającą na mnie książkę Marie Kondo „Magia sprzątania” …. idealnie wpasowuje się w powyżyszy tekst.
Powiem tak…. mimo że święta i chciałoby się nic nie robić, po tak podwójnej dawce nt magazynowania dzisiaj leciały do śmietnika worek za workiem…niewiarygodne ile człowiek gromadzi rzeczy z myślą że kiedyś się przydadzą !!!

Polecam książkę jako uzupełnienie treści…

Odpowiedz

zaczek Kwiecień 18, 2017 o 13:10

Mam takie przemyślenia, że nikt nie napisał w komentarzach o czasie przeznaczonym na sprzątanie nie używanych rzeczy, nie czytane książki przecież się kurzą, na kupowanie nowych pudeł i kartonów (bo trzeba w sklepie wybrać coś ładnego) i przekładanie rzeczy bo przecież trzeba czasem podłogę czy szafę przetrzeć… jak by tak dopisać ile godzin dodatkowo trzeba poświęcić na wysprzątanie…

Odpowiedz

Olivka252 Kwiecień 18, 2017 o 16:40

Świetny post! Ja 3 razy do roku skutecznie przeglądam szafę, garderobę, szafkę na buty oraz półki z książkami. Wyrzucam za każdym razem bezwzględnie rzeczy w których już nie chodzę i wiem że ich nie założę albo zwyczajnie przestały mi się podobać.
Butów również pozbywam się na bieżąco. Najtrudniej rozstać mi się z książkami, ale tłumaczę sobie że pozbywam się wyłącznie tych których już nie przeczytam ponownie, a oddając je do biblioteki ktoś z nich skorzysta a ja mam wolną przestrzeń na nowe książki.

Odpowiedz

Sylwia Kwiecień 19, 2017 o 07:55

Hola!!! Z książkami to przesadziles, takie skromne moje zdanie. Uwielbiam je mieć i patrzeć na nie. Dom bez książek, to dom bez duszy. Wiem, że jeśli ktoś je ma i czyta, to znaczy, że wie, co ja czuję.
Chciałabym zaznaczyć, że nie trzymam niepotrzebnych rzeczy, bo ubrania po starszej córce trzymam – bo mam młodsza i tu widzę oszczędności przyszłościowe. Owszem 10 wzorów mam, ale mam strych i gdzie to trzymać. Teraz po młodszej sprzedaje ubrania, więc pozbywać się niepotrzebnych rzeczy na bieżąco.
Jestem w tej dobrej sytuacji, że mam 80 m bez hipoteki bo dom rodzinny, jedynie kredyt na remont.

Odpowiedz

Sandra Kwiecień 19, 2017 o 10:29

Muszę pokazać ten artykuł mojej mamie. Ja nienawidzę takiego zbierania niepotrzebnych rzeczy, należy wyzbyć się sentymentów i śmieci wyrzucać do kosza.

Odpowiedz

Natalia Kwiecień 19, 2017 o 13:03

Bliskie jest mi to co piszesz, ale nie do końca.
Bo czy traci się na przechowywaniu zależy od tego, co przechowujesz…
Owszem, rozpadająca się meblościanka, dwudziesty obrus, kolejny komplet zasłon, że tak z babskiego punktu widzenia napiszę, to są przedmioty nie potrzebne, pochłaniające nasz czas, ale i naszą energię włożoną w ich utrzymanie.
Z drugiej strony, jeśli masz naturę majsterklepki, możesz tę meblościankę przerobić w wolnym czasie na inny, bardziej przydatny przedmiot, z obrusa czy zasłon uszyć coś co ucieszy…
Tak samo zachomikowane ubrania, czy buty po cudzych dzieciach – zalegają wory na strychu, miejsce zajmują, trzeba za to miejsce płacić – jeśli zostaną wykorzystane to czemu mają tego miejsca nie zajmować. przecież w ten sposób zajmowana przez „graty” przestrzeń na siebie zarabia. Sprzęt biwakowy zalega przez cały rok, wykorzystywany jest raptem przez kilka tygodni – pozbyć się go bo zajmuje miejsce za które trzeba płacić?
Nie ma co popadać w pułapkę minimalizmu, bo zostaniemy w samych majtkach. Chomikowanie jest dobre i potrzebne, ale należy zachować w tym umiar i nie chomikować tylko dla zasady.

Odpowiedz

Bożena Kwiecień 19, 2017 o 14:18

Bardzo fajny artykuł, w którym mi uświadomiłeś, że ja mam naprawdę sporo rzeczy, których tak naprawdę nie używam. Przemyślę ten arkusz.

Odpowiedz

piotr Kwiecień 19, 2017 o 15:49

ja osttanio robil porządki w biurku i okolicach… 120 litrowy worek na śmieci zapełniony w 80%

Odpowiedz

wight Kwiecień 20, 2017 o 05:03

Tylko czy pozbywając się większości rzeczy faktycznie coś zyskasz? Nie mówię tu o kupowaniu mieszkania pod graty. Tylko sytuacji gdzie przez lata trochę rzeczy się nazbierało. Nawet jeżeli się ich pozbędziesz to i tak dalej za mieszkanie musisz płacić niezależnie czy w tym miejscu stoi szafa z gratami czy nie.

Odpowiedz

kasia Kwiecień 20, 2017 o 14:33

Ja bym dodała do kosztów wszystkie zakupywane półki, szafy wnękowe, pojemniki itp. Ostatnio wydałam 200 zl w ikei na rzeczy do przechowywania rzeczy 🙂

Odpowiedz

Michał Kwiecień 20, 2017 o 22:30

Napisz proszę Michale gdzie można oglądnąć ten serial bo na YouTubie jest tylko kilka odcinków.
Może jest jakieś alternatywne miejsce gdzie można go zobaczyć?

Odpowiedz

Michał Szafrański Kwiecień 22, 2017 o 12:46

Hej Michał,

Ja oglądam go chyba na HGTV w mojej kablówce. Widziałem go też chyba na TNT albo jakimś kanale domowo/ogrodowym.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Dana Kwiecień 21, 2017 o 10:24

Znam ten ból z chomikowaniem 🙂 sama mam taką tendencję, ale od lat z nią walczę i są tego efekty. Odkąd z Markiem kupiliśmy mieszkanie, część swoich rzeczy stopniowo przywożę od rodziców, a część sprzedaję. Sporo leksykonów i słowników wystawiłam ostatnio na allegro, sporo ubrań powędrowało do PCK. Jednak niektóre rzeczy, choćbym bardzo chciała się ich pozbyć, według mojej mamy powinnam zostawić – jest niekwestionowaną mistrzynią magazynowania 😉 i twierdzi, że prędzej czy później, ale wszystko się gdzieś przyda. Np. moim przyszłym dzieciom – w piwnicy czekają więc cierpliwie m.in. klocki lego i puzzle. Już nawet nie próbuję oponować, w końcu to jej lokum, ale chciałam po prostu być dobrą córką i „oczyścić” swój dawny pokój z rupieci 😉

Odpowiedz

Kuba Kwiecień 21, 2017 o 21:07

U mnie problemem były pamiątki. Medale pamiątkowe za przebiegnięte maratony, laurki od córeczki, etc. Ogląda się to i wspomina okazyjnie, a miejsce zajmuje cały czas. Uznałem, że zrobię tym wszystkim gadżetom zdjęcia. Wersji fizycznych się pozbyłem, a pamiątka została w wersji cyfrowej.
W tym roku wpadłem na jeszcze jeden pomysł. Porządki wiosenne zrobiłem metoda 5s. Choć to metoda dedykowana dla stanowisk produkcyjnych i ewentualnie biur, to sprawdza się również w domu.

Odpowiedz

Anna Kwiecień 22, 2017 o 10:22

Ja przez lata przeprowadzania się z miejsca na miejsce do wynajmowanych pokoi nauczyłam się redukować liczbę rzeczy do rzeczy potrzebnych. Kiedy urządzałam swoje własne mieszkanie przemyślałam sobie dokładnie co potrzebuję aby każda rzecz miała swoje miejsce przechowania. Regularnie robię przegląd rzeczy i pozbywam się tych których nie używam. Rzeczy oddaję rodzinie, do Caritasu albo na OLX. Rzeczy wystawione w internecie za darmo znikają w mgnieniu oka, nigdy nie mogę się nadziwić ile dostaję wiadomości, nawet jeśli jest to rzecz za 10 zl.
Uważam, że trzymanie rzeczy, to oszukiwanie się, że uchroni nas to przed stratą. Tymczasem, rzeczy zabierają tylko przestrzeń do życia a odzyskanie wydanych na nie pieniędzy będzie możliwe w niewielkim stopniu. Są ludzie, którzy tych rzeczy naprawdę w danym momencie potrzebują a nie za bardzo mogą sobie na nie pozwolić. Warto im je podarować. Ponadto myślę, że w ten sposób, przez lepsze wykorzystanie można zredukować ilość śmieci, co jest korzystne dla środowiska.

Odpowiedz

Basia Kwiecień 23, 2017 o 09:04

Nigdy tak tego nie liczyłam, ale zdecydowanie mam świadomość jaka to strata. W naszym mieszkaniu mamy loggie, która ze względu na temperaturę (latem gorąco, zimą lodowato) służy nam wyłącznie za składzik. Udało mi się ją ostatnio uporządkować i posortować rzeczy. I właśnie okazało się, że mamy całe mnóstwo rzeczy, które teoretycznie można sprzedać. Niestety tylko teoretycznie, bo ilość pracy potrzebna do przygotowania ofert do netu np. na OLX i w grupach na FB jest niewspółmierna do potencjalnych zarobków. Spróbowałam na mniejszej próbce, ale wygląda to tak, że są pytania, prośby o dodatkowe zdjęcia, ale do zakupów raczej nie dochodzi, a namnażają się kolejne zadania, które niestety można nazwać wyłącznie stratą czasu… W tym momencie jestem zrezygnowana i jedyny pomysł jaki mam na te rzeczy, to pojechać na targ staroci, sprzedać tam to co pójdzie, a resztę zostawić przy kubłach na śmieci. Czekam zatem na Twój poradnik o pozbywaniu się takiego balastu.

Odpowiedz

Bartek Kwiecień 28, 2017 o 12:06

Dowiedz się jaki jest terminarz wywozu odpadów wielkogabarytowych w twojej okolicy. Jeśli masz stary sprzęt elektroniczny: pralke, lodówkę, walkman itp., to wystarczy zadzwonić do elektrośmieci. Przyjadą i za darmo wszystko wezmą.

Odpowiedz

Basia Maj 5, 2017 o 00:35

Niestety mam głównie meble i dodatki do domu. Uporałam się na razie z ubraniami, bo znalazła się rodzina, która po prostu wszystko przejęła. Ale dzięki wielkie za radę. Elektro śmieci też można zostawiać w takich punktach, które wystawiają w określonych dniach.

Odpowiedz

fsfrer Kwiecień 29, 2017 o 09:56

Co innego gdy ktoś jest kolekcjonerem np retro to zbiera i to jest jego pasja ale musi być przygotowany na to żeby mieć na to miejsce do trzymania.

Odpowiedz

Łukasz W Kwiecień 30, 2017 o 07:37

Do obliczeń kosztów można też przyjąć sobie koszt przechowywania rzeczy w miejscach typowo do tego przeznaczonych, a które już zdążyły sie w naszym kraju pojawić: self storage.

Odpowiedz

Grzegorz Maj 2, 2017 o 21:33

Nie znoszę bezcelowego zbieractwa od dzieciństwa, ale jednocześnie widzę też absurdy minimalizmu. Ludzie źle to wszystko pojmują. Nie chodzi o to, żeby mieć mało. Chodzi o to, aby nie żyć w graciarni, nad którą się nie panuje. Jedni potrzebują mniej rzeczy, inni więcej, ale warto mieć taki swój schowek na rzeczy rzadko używane, ale kosztowne w ponownym zakupie, które choć rzadko, to się przydają. Jak mamy gdzie trzymać (poza domem) to przydatne rzeczy warto, ale życiu w graciarni mówię stanowcze nie. 🙂

Odpowiedz

Agata Maj 4, 2017 o 11:20

Cześć, świetny artykuł! Właśnie jestem na etapie kapitalnego remontu szeregowaca 100 m2 powierzchni mieszkalnej i 100 m2 piwnicy z garażem. Kiedyś był to warsztat byłego męża. Książki przejrzałam już w zeszłym roku i to co „zbędne” oddałam do biblioteki. Staram się od tego czasu pilnować z kupowaniem. Mam 3 m2 nieprzeczytanych książek. Dobiegając 50-tki nie bawi mnie żadna inna forma niż papierowa. Mimo systematycznego oddawania ubrań po córce – prawie 17 lat – znowu się tego nazbierało. „Na majówkę” zamówiłam kontener i załadowałam śmieciami! Wstyd, ale tak to trzeba określić. Ubrania – 3 duże wory – pojechały z panią ogrodniczką do rodzin mieszkających na działkach. Tak jak 3 rowery, deskorolki i co tam jeszcze sprzętowo takie dzisiejsze „dziecko – nastolatek” pożąda i łatwo porzuca. Tak samo sprzęty typu stare żyrandole. Oczywiście czyste i w pełni sprawne. 3 razy kursowałam samochodem na wysypisko z makulaturą. W Szczecinie TOZ organizuje akcję makulatura dla zwierzaka. Pieniądze z tej makulatury dostaje TOZ na leki dla zwierząt, a biorące w tym udział przedszkola i szkoły mają konkurs. Wybieram zawsze jakąś zaprzyjaźnioną szkołę. 100 kg. Zawodowo produkuję dużo makulatury. Ten remont służy m.in. temu, aby dom bardziej przystosować do potrzeb rynku i w wielu emerytalnym lub nawet przed go sprzedać. Powoli koledzy z pracy, znajomi itd. zgadzają się ze mną, że domy z dużymi ogrodami to powinny mieć rodziny z małymi dziećmi. Na starość mieszkanie w bloku z windą i dozorczynią. Bo poza kosztami utrzymania nie wyobrażam sobie siebie w wieku 70 lat odśnieżającej garaż i przedzierającej się przez osiedlową drogę kategorii nieodśnieżanej publicznie do przystanku! Pozdrawiam

Odpowiedz

Krzysztof Maj 30, 2017 o 02:01

Przeczytałem ten artykuł i uważam, że napisał pan w nim głupoty. Uważam tak ponieważ głupota jest zmiana mieszkania gdy brakuje nam miejsca na przedmioty. Wystarczy po prostu dokładnie zastanowić się przed dokonaniem każdego zakupu by nie kupić czegoś co nie jest nam potrzebne. Ja tak robię i nie marnuje pieniądze na głupoty. Zbędne przedmioty można i trzeba wyrzucić albo sprzedać. Wtedy nie zabraknie nam miejsca na przedmioty przydatne.

Odpowiedz

Monika Czerwiec 20, 2017 o 09:24

może to dziwne, ale ja uwielbiam pozbywać się rzeczy. Pół roku temu wyprowadziłam się za granicę i tylko szukałam, co jeszcze mogę wyrzucić, oddać. Lubię przeglądać szafę i oddawać to, czego od dawna nie noszę. Oczywiście nie oznacza to, że 100% moich rzeczy na bieżąco używam, zdarzają się i elementy, które ’na pewno się kiedyś przydadzą’, ale faktycznie pozbywanie się rzeczy sprawia mi jakąś dziwną frajdę.

Nie potrafię jedynie się pozbyć książek, stanowią one trochę element wystroju wnętrza 😉

Jest jeszcze jeden koszt gromadzenia poza finansowym – czas poświęcony na sprzątanie gratów i myślenie co z nimi zrobić;)

Odpowiedz

Al Sierpień 10, 2017 o 15:56

Niepotrzebne rzeczy można oddać do tzw. sklepów dobroczynnych.

Wrocław
ul. Wyszyńskiego (68 i 66A)
ul. J. Rubczaka 17/17

Warszawa:
ul. Bagatela 15
ul. Mickiewicza 18B
Al. Zjednoczenia 1

W pozostałych miastach na pewno też są, trzeba tylko poszukać.

Cytuję ze strony:
„Sklepowisko Emmaus to miejsce, gdzie można kupić rzeczy unikatowe, potrzebne, nietypowe, używane ale niezużyte. Urządzenia niezbędne w każdym domu, przedmioty kolekcjonerskie oraz te z minionych lat. Wszystko za symboliczną kwotę, dzięki której każdy może włączyć się w działania społecznie użyteczne.

Pozyskane środki służą realizacji celów statutowych, takich jak pomoc wszystkim osobom w trudnej sytuacji, zwłaszcza osobom ubogim. Realizowane są one poprzez czasowe zatrudnienie takich osób oraz pomoc rzeczową i materialną.”

Odpowiedz

Dodaj nowy komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: