Informacje o nowych artykułach i sposobach oszczędzania pieniędzy prosto na Twój e-mail

    

Opowieść o trudnej sztuce zarabiania, czyli proste sekrety drogi do dużych pieniędzy

przez Michał Szafrański dodano 30 marca 2017 · 54 komentarze

Trudna sztuka zarabiania

Jak maniak powtarzam, że najlepszym sposobem oszczędzania jest zarabianie pieniędzy. Wiele osób to rozumie. Są też jednak takie, które interpretują to opacznie i “na skróty” – uznając, że zarabianie pieniędzy jest najważniejszym celem. To nieprawda i to głównie do nich adresuję ten wpis.

Sprowokował mnie Konrad Kruczkowski – a w zasadzie pierwszy wpis na jego blogu w nowym cyklu Halo.Pieniądze. To absolutnie świetny wywiad z autorką bestsellerów Katarzyną Bondą, który niesamowicie u mnie rezonuje. Pewnie dlatego, że osie rozmowy są bardzo bliskie memu sercu: pieniądze, zarabianie i do tego pisanie i wydawanie książek – praca, która solidnie dała mi w kość w ubiegłym roku. To wszystko przeplata się z pokazywaniem etosu pracy, niewidocznych kulis oraz dyskusją o braku zrozumienia otoczenia dla złożoności procesu twórczego autora próbującego dążyć do doskonałości. Inaczej mówiąc – niezrozumienia dla wysiłku wykonywania jakościowej pracy.

Katarzyna Bonda świetnie pokazuje także jak znaleźć złoty środek – wykonywać pracę, do której ma się powołanie, zarabiając pieniądze niejako przy okazji. Bo pieniądze wcale nie są najważniejszym efektem pracy. 🙂

Ten wpis jest osobisty, subiektywny i bez silenia się na ogólne wnioski (chociaż miejscami mogę tak brzmieć). Uznajcie jednak, że to tylko mój punkt widzenia. Dzielę się z Wami przemyśleniami po przeczytaniu wywiadu. Doszedłem do wniosku, że warto – bo być może wniosę w ten sposób coś do dyskusji o trudnej sztuce zarabiania. Zanim zagłębicie się dalej, to zdecydowanie polecam Wam przeczytanie rozmowy u Konrada.

Uproszczony obraz złożonej rzeczywistości

“Katarzyna Bonda? To pewnie kura domowa, której życie finansuje mąż a ona sobie siedzi i pisze kryminały, bo nie ma nic lepszego do roboty.”

“Remigiusz Mróz? Na pewno ktoś go wypromował z braku lepszej alternatywy.”

“Szczepan Twardoch? Sprzedał się. Gdyby nie kontrakt z Mercedesem, nikt by o nim nie słyszał. Pewnie książki słabo schodzą skoro musi tak dorabiać.”

“Michał Szafrański? Cwaniak, który sprzedaje oczywistości lemingom. Do tego płaci mediom za wpisy na swój temat.”

W sieci nie brakuje “życzliwych”, którzy znajdują proste wytłumaczenia dlaczego komuś innemu się udaje. Zamiast przeanalizować drogę danego twórcy i “zaimportować” z niej pasujące rozwiązania, wolą po prostu dyskredytować dokonania. “Też bym tak potrafił, ale się tym brzydzę” – to jedna z definicji takiej postawy.

Krzywdzące? Owszem – ale przede wszystkim dla osoby, która daje takie proste wytłumaczenia. Sama sączy toksyny do swojego mózgu i systematycznie przekonuje siebie, że świat jest zły, sukces odnoszą tylko oszuści i w gruncie rzeczy nie ma sensu się starać. Bronią ostateczną pozostaje wylewanie frustracji w sieci.

Ale z drugiej strony, nawet osobom nie mającym takich uprzedzeń, trudno jest dostrzec prawdziwy nakład pracy twórcy (posługuję się tym sformułowaniem, ale tak naprawdę dotyczy ono wielu grup: twórcy dzieła, produktu, usługi, w tym także pracowników etatowych). Mało kto uświadamia sobie, jak olbrzymie zaangażowanie stoi za uczciwie wypracowanym sukcesem. Publicznie widać tylko finalny efekt, ale nie widać procesu, który do niego doprowadził i licznych prototypów, które wylądowały w koszu. Czasami są to lata pracy, aby dostarczyć konkretny produkt.

Dla normalnych ludzi moja praca jest absurdem i fanaberią. Dzisiaj mniej, bo moje książki to bestsellery, ale przywołałeś czasy, kiedy tak nie było. Wyobraź sobie, że twoja żona postanawia zrezygnować z pracy zawodowej i zaczyna odwiedzać więzienia; robi to przez dwa lata. Nie widać żadnego efektu. Również finansowego, bo miałam swoją idée fixe – nie chciałam kontraktować z wydawcą niczego, czego nie będę pewna.

Przez dwa lata można zmienić mieszkanie, wyjechać do Afryki i z niej wrócić, urodzić dwójkę dzieci, dwa razy umrzeć. A ja uparłam się, że będę pisać. Długo czekałam na sukces. Bardzo wiele osób mnie zawiodło. Nie wierzyły, że to się uda.

Katarzyna Bonda w wywiadzie dla Konrada Kruczkowskiego

Porażka jako część procesu

Nawet jeśli twórca upublicznia swój proces w konkretnym projekcie i mamy możliwość jego pełnego przeanalizowania (zapraszam do case study “Finansowego ninja”), to nadal nie wystarczy to, by powtórzyć jego sukces. Prawda jest taka, że okupiony jest on dekadami prób, błędów i porażek. Jest sumą doświadczeń życia konkretnej osoby. Można śmiało zaryzykować twierdzenie, że nie byłoby kolejnych sukcesów, gdyby nie wcześniejsze inne drobne sukcesy oraz bolesne porażki. W boju hartuje się stal.

Zastanawiam się, z czego wynikają wszystkie te zdarzenia, których doświadczam. Rozumiem, że z boku może to wyglądać jak scenariusz filmu. Nie wiem, czy piszę, bo doświadczam tych wszystkich sytuacji, czy doświadczam ich, bo piszę. […] I nie jest tak, że wszystkie te doświadczenia są dobre. O wielu myślę, że nie powinny się wydarzyć.

Katarzyna Bonda w wywiadzie dla Konrada Kruczkowskiego

Wiele osób chciałoby sukcesów, ale najprościej jak się da. Uważają, że skoro mają fajny pomysł, to od razu uda im się przekuć go w coś świetnego i dobrze zarabiającego. Gdy widzą trudności – odpuszczają. Po co podejmować się czegoś co może zakończyć się porażką?

Kilka dni temu wdałem się w dyskusję na Facebooku, w której próbowałem przynajmniej częściowo pokazać te gorsze strony dochodzenia do ewentualnego sukcesu (ewentualnego – bo nikt na etapie prac nie wie na 100% czy będzie to sukces czy nie – może mieć co najwyżej takie podejrzenia). W każdym projekcie pojawiają się trudności i chwile zwątpienia. Im projekt dłuższy i bardziej złożony – tym trudniej jest uwierzyć, że można wyjść z nich obronną ręką. A to właśnie sposób radzenia sobie z przeciwnościami w największym stopniu determinuje sukces – w tym lub w jednym z kolejnych przedsięwzięć (nie od razu Kraków zbudowano).

Porazka-1

Porazka-2

Porazka-3

Porazka-4

Pieniądze są skutkiem ubocznym dobrze wykonywanej pracy

Nigdy nie zrobiłam nic dla pieniędzy – one są skutkiem, nie celem. Ale muszę zarabiać, żeby być niepodległa. I jeszcze: jestem pisarką, a więc mam obowiązki wobec czytelników. Muszę podnosić poprzeczkę.

Katarzyna Bonda w wywiadzie dla Konrada Kruczkowskiego

W tym cytacie ukryte jest sedno mojego podejścia do wykonywania pracy. Pracuję, bo chcę żeby moja praca przynosiła konkretne, satysfakcjonujące mnie efekty. Pieniądze są tylko jednym z nich i wcale nie najważniejszym. Dużo bardziej liczą się rzeczy niemierzalne: przydatność mojej pracy dla innych, wewnętrzne poczucie zrobienia czegoś co ma sens, poczucie bycia potrzebnym, poczucie robienia rzeczy ważnych a nie tylko takich, za które otrzymuję wynagrodzenie. Inni to widzą i doceniają nas często za to, że potrafimy działać bezinteresowanie, że widać, że nie wszystko robimy dla pieniędzy. I paradoksalnie – ma to niesamowite przełożenie na zarobki, bo wszędzie tam, gdzie pojawia się zaufanie, relacja i “lubienie się” – w naturalny sposób rodzi się wdzięczność i chęć zrewanżowania się.

Jeśli przeanalizuje się życiorysy ludzi sukcesu, to dosyć dobrze tam widać, że pieniądze wcale nie były dla nich głównym motorem napędowym. Sukces finansowy jest u nich najczęściej skutkiem ubocznym dobrze wykonywanej pracy. Nawet jeśli mają cele biznesowe i twardo stąpają po ziemi, to dużo bardziej motywują ich inne rzeczy niż pieniądze.

Bonda zwraca jednak uwagę na bardzo ważną kwestię: pomimo, że pieniądze nie są celem samym w sobie, to dobrze, gdy pieniądze są, bo zapewnienie wysokiej jakości kosztuje. Doskonale to widać nawet na przykładach rozmów Konrada Kruczkowskiego. Bez BZ WBK, który jest mecenasem projektu Halo.Pieniądze i wcześniejszego Halo.Tato, Konrad nie mógłby poświęcić dwóch miesięcy na przygotowanie tej rozmowy, zapłacić za sesję fotograficzną, materiał wideo i… mieć za co żyć.

W moich przedsięwzięciach projekty dochodowe pozwalają finansować inicjatywy, które z założenia są niedochodowe albo wymagają dużych inwestycji. Przykładowo: dzięki przychodom z afiliacji, mogłem porzucić całkowicie czasochłonne współprace z firmami i skupić się na pisaniu książki. To była inwestycja z niewiadomą stopą zwrotu. Z kolei obecnie – dzięki przychodom z książki – mogę finansować niedochodowe obszary mojej działalności, np. realizować akcję “Biblioteka 500+” czy finansować coraz droższą produkcję podcastów (montaż audio, transkrypty, kręcenie i montaż wideo), na której wprost nie zarabiam.

Nie wierzę w drogę na skróty. Martwi mnie czytanie cudzych komentarzy typu “założyłem bloga żeby na nim zarabiać” albo “Piszę od miesiąca. Jak zamienić to na pieniądze?”. Widzę w tym jakieś obrzydliwe wyrachowanie i wiarę w utopię. Skoro dla tych osób pieniądze są najważniejszym celem, to jak wyobrażają sobie przetrwanie słabszych momentów, gdy tych pieniędzy po prostu nie będzie? Zbyt wiele osób wierzy w istnienie magicznej formuły “sukcesu w 3 minuty”. Patrzą na efekty poczytnych autorów, czołówki blogosfery czy przedsiębiorców wypracowywane tak naprawdę latami i wydaje im się, że pieniądze leżą na wyciągnięcie ręki. Tak nie jest.

Ja blogowałem przez dwa lata nie osiągając przychodów umożliwiających utrzymanie rodziny. Blog był przede wszystkim sposobem na podzielenie się ze światem moją wiedzą, a potem – gdy przekonałem się, że jest zapotrzebowanie na to co piszę – stał się inwestycją o niewiadomej stopie zwrotu. Cały czas miałem w głowie plan B zakładający po prostu powrót na wygodny etat. Gotowy byłem podjąć ryzyko i zasuwać przez lata, nie wiedząc tak naprawdę, które z aktywności przyniosą konkretne pieniądze. Te duże pojawiły się zupełnie nie tam, gdzie się ich spodziewałem. Nie byłoby tych efektów bez eksperymentów, tworzenia wartościowych treści oraz uporu wbrew racjonalnym przesłankom.

Skoncentrowanie, cierpliwość i systematyczność

Dzisiaj mam wielki komfort, bo mogę pracować nad powieścią rok, dwa lata i więcej. Ten komfort to efekt troski o dobrze rozumiany interes własny. Ilu autorów może pochwalić się tym, że mają dwa, trzy lata na napisanie książki? I że w tym czasie nie muszą zajmować się niczym innym?

Katarzyna Bonda w wywiadzie dla Konrada Kruczkowskiego

To cudowne uczucie. Obecnie mam tak samo. Doskonale pamiętam jednak czasy, gdy musiałem sam ze swoimi priorytetami iść na kompromisy – bo nie było mnie stać na zapomnienie o codzienności. Bonda przyznaje się do tego samego. Wspomina, że uporczywe dążenie do celu bez bieżących zarobków, po prostu wpędziło ją w długi.

Rzadko pokazuje się takie koszty sukcesu. Częściej widzimy jakiś cudowny przeskok w czasie – “kiedyś był biedny a teraz jest bogaty”. Niestety rzeczywistość wygląda inaczej. To seria konkretnych trudnych wyborów na drodze, która ma wiele rozgałęzień i zero znaków drogowych. Ustawiczne pytanie siebie o to, czy jest sens brnąć dalej i czy rzeczywiście to co robimy, pomoże nam dojść tam, gdzie chcemy być.

Chcę tu podkreślić wagę kilku czynników: koncentracji, cierpliwości i systematyczności. Katarzyna Bonda czy ja – mamy dzisiaj taki luksus, że możemy skoncentrować się przez dłuższy czas na jednym projekcie bez negatywnych konsekwencji. Ale dodam, że kiedyś było to dla mnie równie ważne. Co prawda musiałem godzić np. pracę na etacie i blogowanie, ale po prostu zmuszałem się do systematyczności. Wiedziałem, że bez niej nie będzie efektów. Wszystko odbywało się kosztem czasu wolnego, ale dzięki temu mogłem posuwać się do przodu. Powoli i konsekwentnie. Ten upór daje owoce. Dużo lepsze niż łapanie wielu srok za ogon i skakanie z kwiatka na kwiatek.

Warto czasami zostawiać pieniądze na stole

… ja nie muszę pisać felietonów do siedmiu gazet. Nie muszę pisać komercyjnych tekścików reklamowych. Czy nie sądzisz, że w ten sposób wielki talent tych ludzi się rozrzedza? Wszyscy na tym tracimy.

Katarzyna Bonda w wywiadzie dla Konrada Kruczkowskiego

Tu kolejny ważny aspekt, o którym mówię Wam od dawna – wycinanie z życia wszystkiego, co nie jest dla nas ważne. Skoro zarabiam “wystarczająco dużo by zaspokoić podstawowe potrzeby”, to czy jest sens się spinać i gonić za kolejną górką pieniędzy? Czy skoro wiem co jest dla mnie ważne, to jest sens się rozdrabniać i zajmować pobocznymi wątkami?

Gdy ktoś chce mnie gdzieś wyciągnąć, do czegoś zaangażować i walczy o moją uwagę – to w pierwszej kolejności pytam siebie czy tego naprawdę potrzebuję. Wiem, że mój czas jest ograniczony. Zależy mi na tym, by wykorzystywać go jak najefektywniej dla siebie, najbliższych i dla Was – konsumentów moich treści. Łapanie fuch – nawet bardzo intratnych, np. 30-minutowy występ za kilkanaście tysięcy złotych dla jakiejś firmy na drugim końcu Polski – nie służy tym celom. Jest po prostu chałturą, której nie muszę robić.

Życie to sztuka dokonywania odpowiednich wyborów. Tak samo jest z zarabianiem, bo łatwo się w nim zatracić. Przekonałem się, że “mniej znaczy więcej” i że konsekwentne odpuszczanie “świetnych okazji do zarobku” pozwala uwolnić dużo czasu – chociażby na przemyślenia prowadzące do realizacji dużo większych rzeczy.

Sztuka dopasowania

… niektórzy autorzy i krytycy są bardzo restrykcyjni językowo. Przez to, że w moich książkach dominuje zapis prosty, zwykły, stawiają mnie w gorszej przestrzeni. Ale żeby ten zapis był tak prosty, muszę się nagimnastykować. Wszystkie swoje książki czytam na głos, dopracowuję rytm. Dlaczego moje powieści, które mają po siedemset–osiemset stron, niektórzy czytają w trzy dni? Nie chodzi tylko o napięcie. To naprawdę jest warsztat i ciężka praca z formą.

Katarzyna Bonda w wywiadzie dla Konrada Kruczkowskiego

To jest esencja pracy twórcy, któremu zależy na zadowoleniu audytorium. Sztuka kompromisu pomiędzy ambicją twórcy a praktyczną użytecznością dzieła, które dostarcza. Podobnie jak Katarzyna Bonda czytałem sobie na głos “Finansowego ninja”. To bardzo praktyczne, bo pozwala wyłapać dziwne konstrukcje. To był też przejaw pragmatyzmu – spodziewałem się, że jakiś czas po premierze nagram audiobooka. Musiał się on słuchać równie dobrze jak czyta się książkę.

Praca ze zredagowanym tekstem boli. Jestem osobą, która ma specyficzny styl. Stosuję zdania wielokrotnie złożone i często posługuję się szykiem przestawnym. To znacząco utrudnia odbiór – a zależało mi na tym, by nie było z tym problemu. Materia mojej książki jest wystarczająco ciężka gatunkowo.

Generalna zasada jest taka, że im coś łatwiejsze w konsumpcji – tym większa się za tym kryje praca twórcy. Bez względu na to czy to książka, usługa czy inny produkt. Jeśli nie dostrzegamy wad, to nie dlatego, że ich tam nie było – lecz dlatego, że zostały odpowiednio wcześnie zauważone i wyeliminowane. Ta dbałość o dopasowanie do odbiorcy ma kolosalne znaczenie i odróżnia produkty bardzo dobre od tych przeciętnych.

Ci, którzy ze mną pracowali, wiedzą, że lubię powtarzać, że “jeśli wszyscy bardzo się postaramy, to może coś z tego będzie”. Zostawianie niedoróbek (tych zauważonych), to brak szacunku – dla odbiorców produktu i także dla własnej pracy. Przy takim podejściu powstaje zbyt duże ryzyko, że produkt nie rozwinie skrzydeł, a głupotą jest torpedowanie tego, nad czym się pracuje.

… na koniec chodzi wyłącznie o czytelnika. O to, żeby ze swoją historią dotrzeć do jak największej liczby osób. Tylko i wyłącznie. Status „bestseller” również jest po to. Przy moim rozbujanym ego i wielkiej próżności mogę uczciwie powiedzieć, że nie chodzi nawet o mnie ani tym bardziej o stan mojego konta. Chodzi o opowieść. Bo literatura uzdrawia, zmienia ludzi, wpływa na rzeczywistość. Najpiękniejsze chwile w tej pracy są wtedy, kiedy czytelnik dzieli się tym, jak opowiedziana historia wpłynęła na jego życie.

Katarzyna Bonda w wywiadzie dla Konrada Kruczkowskiego

Głęboko wzdycham, gdy to czytam. I wkleję Wam mail, który ostatnio mocno do mnie przemówił – chociaż to niby taki drobiazg. Niemniej jednak skłonić kogoś na stare lata do zmiany banku po 40 latach posiadania konta w jednym miejscu – to jest nie byle co – przynajmniej dla mnie. 🙂

Zmiana-konta-w-banku

Albo wiadomość z dzisiejszego dnia opublikowana na grupie “Pokonaj swoje długi”. Serce rośnie gdy to czytam:

Pokonaj-swoje-dlugi

Produkt trzeba promować

W czasie promocji „Lampionów” odwiedziłaś kilkanaście małych miejscowości.

Był Empik, billboardy, działania na dużą skalę. A ja ruszyłam w trasę przez małe miejscowości. Wieczorem odbierałam w Warszawie jakąś nagrodę, rano musiałam być w Poznaniu, a zaraz później na drugim końcu Polski. Byłam potwornie zmęczona fizycznie. Spałam po dwie i pół godziny. To odbija się na urodzie kobiety, uwierz. Mocno mnie to wkurwiało. Ale to moja praca u podstaw. Później ktoś się dziwi: „Jak to jest, że ona sprzedaje tyle egzemplarzy, skoro w Polsce ludzie nie czytają?”. Proszę, znajdź wielkich artystów, którzy jeżdżą do tak małych miejscowości. Odwiedziłam Zagórów, gdzie wszystkich mieszkańców jest trzy tysiące. Miałam wrażenie, że na spotkanie przyszła połowa. I to jest niesamowite.

Katarzyna Bonda w wywiadzie dla Konrada Kruczkowskiego

O tym, że swoją twórczość trzeba promować pisałem w poprzednim wpisie na blogu. Od lat na przeróżnych konferencjach blogowych powtarzam, że nie wystarczy napisać świetny wpis czy cykl wpisów. Trzeba całemu światu opowiedzieć o tym, że powstał. Zachęcić do przeczytania. Czasami nawet ponieść dodatkowe koszty związane z dotarciem do tych, którzy według nas powinni być tymi treściami zainteresowani.

Odpuszczanie promocji efektów swojej pracy – to marnowanie jej potencjału. I nie dotyczy to tylko twórców. Także pracując na etacie trzeba umieć pokazać szefowi, że ma podstawy, by być zadowolonym z naszej pracy. Nie bez powodu awanse dostają ci, którzy “potrafią się dobrze sprzedać”.

Katarzyna Bonda robi jednak dużo więcej. Jest tam, gdzie inni “wielcy autorzy” nie docierają. Zyskuje w ten sposób dozgonnych fanów – osoby, które autentycznie dumne są z tego, że osobiście poznały autorkę, która pofatygowała się do ich miejscowości. To nie tylko praca u podstaw. To dowód szacunku dla wszystkich czytelników – nawet w najbardziej ukrytych zakątkach kraju.

A skoro mowa o promocji…

FinNinja okładka 2… to zdecydowanie polecam moją książkę „Finansowy ninja”. To esencja mojej wiedzy o finansach osobistych i podręcznik, który każdy z nas powinien przeczytać jeszcze w szkole.

Esencja konkretów dotyczących mądrego zarządzania budżetem domowym, oszczędzania, zarabiania, optymalizacji podatkowej oraz inwestowania. Książka, która pomaga opracować własny, indywidualny plan finansowy i policzyć ile trzeba mieć pieniędzy, aby przejść na wcześniejszą emeryturę.

ZAMÓW KSIĄŻKĘ →

Książka ma 544 strony, półtwardą okładkę, zawiera kilkadziesiąt kalkulacji oraz ponad 120 rysunków i tabel. Polecam. 🙂

Dobro wraca…

Odnoszę sukces właśnie dlatego, że potrafię się dzielić i chcę to robić. Mogłam rozdać pięć tysięcy „Okularnika”, bo wcześniejsze nakłady pozwoliły mi wynegocjować to z wydawcą. Za każdym razem, kiedy pojawia się moja książka, mam dla czytelników coś specjalnego. Jeśli dajesz innym od siebie dużo i oni naprawdę czują, że jesteś blisko – oddadzą ci tę energię trzykrotnie.

Katarzyna Bonda w wywiadzie dla Konrada Kruczkowskiego

Nic dodać nic ująć. Też uważam, że warto przekraczać oczekiwania i że zazwyczaj wraca to do nas w zwielokrotniony sposób.

… zawsze byłam szczera. Myślę, że gdybym nie była uczciwa, nie udałoby się. Nie miałabym na koncie tylu książek, nie byłabym bestsellerową autorką.

W punkt. Też uważam, że gdyby nie moja transparentność, to byłoby dużo trudniej zdobyć Wasze zaufanie. Dla jasności: nie twierdzę, że w życiu trzeba odsłaniać wszystkie karty. Niemniej jednak nie można oszukiwać. Cały czas wierzę w to, że kłamstwo ma krótkie nogi. W pracy zawodowej i biznesie – także to obowiązuje. Pracodawca oszukujący pracowników – szybko zostanie zdemaskowany i obsmarowany w sieci. Nieuczciwy pracownik – prędzej czy później trafi na sprytniejszego “zawodnika”.

Uczciwość – czy to w stosunku do innych, czy siebie samego, to cecha, której posiadanie daje olbrzymią długofalową satysfakcję. Krótkoterminowo – być może się nie sprawdza. Jeśli jednak zależy nam na stopniowej budowie reputacji i poszerzaniu kręgu znajomych – jest absolutnie kluczowa. Nie wierzę, że sukces osobisty możliwy jest bez uczciwości. Być może da się bez niej zarobić olbrzymie pieniądze, ale nie wierzę w to, że można działając nieuczciwie mieć wewnętrzne poczucie spełnienia i spokoju.

… ale bij się o swoje i pilnuj interesów

W pewnym momencie uznałam, że muszę zawalczyć o siebie i wyjść z szafy. Pamiętam, jak zażądałam, żeby moje nazwisko na okładkach było drukowane określoną, zawsze tą samą czcionką. I pamiętam reakcję: „Oho, mamy do czynienia z wariatką”. Patrzono na mnie z politowaniem. Kiedy zażądałam billboardu na budynku Empik Junior, reakcje były podobne. Jeśli ktoś myśli, że od początku słyszałam: „Pani Kasiu, wspaniale, kupujemy, duża promocja”, to jest w błędzie. Wszystko musiałam wydzierać pazurami.

Katarzyna Bonda w wywiadzie dla Konrada Kruczkowskiego

Podpisuję się obydwoma rękami. Biznes to nie ciepłe kluchy. O swoje trzeba walczyć – zwłaszcza wtedy, gdy jesteśmy przekonani o swojej wartości a inni jej nie widzą lub nie doceniają.

Świat pełen jest osób, które będą chciały wykorzystać nasze słabości: sprzedać nam coś drożej, zatrudnić nas taniej, zarobić na naszej niewiedzy. To także powód, dla którego nie warto spoczywać na laurach i uznawać, że stan obecny to najlepsze co może być. Nigdy nie jest tak żeby nie mogło być gorzej, ale też nie jest tak żeby nie mogło być lepiej. 😉

Stabilizująca rola przyjaciół

Jest w tej pracy moment, kiedy masz dość, kiedy nie wierzysz, że się uda. Poświęcasz się pisaniu, a efektem jest dramat życia osobistego. Potrzebny jest bufor. Czasami tę funkcję spełnia żona lub mąż, ale to ogromne obciążenie. Kiedy wpadam w taki stan, jestem jak skaleczone zwierzę. Ktoś wkłada rękę, żeby pomóc, a ja gryzę. W tej dziurze, w zapaści, jest jakiś pozór bezpieczeństwa. I wiele osób rezygnuje. „Nie chcesz, to nie. Siedź sobie”. Gośka nie zrezygnowała. Zna mnie od strony, od której nie zna mnie nikt inny. Widziała mnie płaczącą, wyczerpaną. To jest taka część mnie, której się wstydzę i której nie chcę nikomu pokazywać. Każdy to ma. I jeśli nie mamy kogoś, kto potrafi przyjść, wyprowadzić nas z tego stanu, to łatwo sięgnąć po inne środki. To nie jest przypadek, że wśród ludzi, którzy tworzą, jest tak wiele samobójstw.

Katarzyna Bonda w wywiadzie dla Konrada Kruczkowskiego

Przyznawałem się Wam do tego, że w moim pisaniu „Finansowego ninja” dotarłem do takiego momentu, że kwestionowałem to co napisałem. Przestałem wierzyć w to, że książka jest dobra. Poprawiałem i byłem wiecznie niezadowolony. Nie wierzyłem, że skończę. Pomogli najbliżsi. Gabi i dobrzy znajomi – osoby na tyle uczciwe, że nie mają żadnego interesu w “wazelinowaniu”. To oni uczciwie spojrzeli z dystansu i powiedzieli mi co jest dobre, a co wymaga poprawy. Na nowo przekonali, że książka się broni i jest mocna merytorycznie.

Zwątpienie w siebie to straszna sprawa. To jak podkopywanie fundamentów, na których stoi nasz cały świat. I gdy wszystko zaczyna się walić, to może być naprawdę źle. Co ciekawsze – zazwyczaj ten dramat rozgrywa się tylko w naszych głowach. Rzeczywistość wcale nie jest taka zła. Bliskie osoby i dobrzy znajomi są w takich momentach na wagę złota. Stanowią idealny łącznik z rzeczywistością. Leczą i pomagają wziąć się w garść.

Jak ich zdobyć? Chyba tylko próbując być taką osobą dla innych. Nie wiem. Nie jestem szczególnie dobry w budowaniu zażyłych, bliskich relacji.

Kilka słów końcowych…

Zapewnienie wysokiej jakości kosztuje. Luksus miesięcy pracy nad jednym materiałem mają nieliczni. To te osoby, które wypracowały sobie pozycję pozwalającą im skupić się nad jednym ważnym projektem oraz te, które – nawet przy braku środków finansowych – gotowe są poświęcić bardzo wiele i zainwestować spory kawałek własnego życia w podążanie za swoim powołaniem.

Szkoda, że tak rzadko widać kulisy takiej pracy. Ten tekst to próba pokazania takich wzorców. Efekty nie biorą się z powietrza. Są wypracowywane i w pełni należne. Gratuluję Konradowi dobrego startu z nowym projektem i jeszcze mocniej gratuluję i kłaniam się Pani Katarzynie Bondzie. Cieszę się, że mam od kogo uczyć się podejścia biznesowego, reżimu pracy i ciągłego dążenia do zapewniania jak najlepszej jakości – na wszelkich polach. Szacun!

I taka finalna myśl: znajdą się pewnie i tacy, którzy powiedzą “wazeliniarz… pomaga koledze szeroko pofrunąć z nowym projektem”. Odpowiem uprzejmie, że z niesamowitą przyjemnością polecam to, z czym się identyfikuję i w czym widzę dużą wartość. Dodatkowo chętnie promuję etos pracy, z którym całkowicie się zgadzam. Z kolei zasłonę milczenia spuszczam na działania tych wszystkich, którzy stawiają pieniądze na pierwszym miejscu w życiu. Warto się nawracać i czerpać inspirację z najlepszych wzorców. Dbać o własny dobrze rozumiany interes, ale bez chodzenia na skróty i ze zrozumieniem, że kluczowe jest zadowolenie tych, którym przydawać się mają efekty naszej pracy. Wtedy i my będziemy doceniani i sowicie wynagradzani. Tego właśnie nam wszystkim życzę.

Dobrego wieczoru czy dnia – kiedykolwiek to czytacie… 🙂

PS: Liczne cytowania wywiadu zamieszczam za zgodą Konrada Kruczkowskiego.

"Finansowy ninja" - podręcznik finansów osobistych

Finansowy ninjaMożna już zamawiać moją książkę "Finansowy ninja". To ponad 540 stron praktycznej wiedzy o oszczędzaniu, zarabianiu, optymalizacji podatkowej, negocjowaniu i inwestowaniu, które pomogą Ci zostać prawdziwym finansowym ninja i osiągnąć bezpieczeństwo finansowe.

Przewodnik po finansach osobistych, który każdy powinien przeczytać jeszcze w szkole.

PRZEJDŹ NA STRONĘ KSIĄŻKI →

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach o oszczędzaniu pieniędzy. Nie ujawnię nikomu Twojego adresu!



{ 54 komentarzy… przeczytaj komentarze albo dodaj nowy komentarz }

Mateusz Marzec 30, 2017 o 19:57

Z ochotą teraz skoczę do biblioteki po książkę tej autorki. A jak będzie dobra to kupię na 100%. Takie historie sukcesu motywują jak nic innego. Ciekawe przemyślenia. Przychodzi mi analogia ze zdrowiem człowieka, każdy chce być zdrowy, szczupły i szczęśliwy – ale żeby coś zmienić w swoim życiu (dieta, ćwiczenia) to już nie każdemu się chce.
Powodzenia zarówno dla Pani Katarzyny jak i dla Ciebie Michał.
Udanych kolejnych projektów i książek życzę.

Pozdrawiam
Mateusz Zieliński

Odpowiedz

Dana Marzec 30, 2017 o 20:01

Rozbawiłeś mnie tym fragmentem: „Stosuję zdania wielokrotnie złożone i często posługuję się szykiem przestawnym.” – niestety mam podobną przypadłość, co składam na karb studiów germanistycznych i matury z łaciny 😉

Co do osób stawiających sobie w blogowaniu za główny cel zarabianie pieniędzy – to dzisiaj w jednej z grup na FB poruszyłam właśnie temat zjawiska, które mnie odrobinę niepokoi: wysypu blogów pełnych wpisów, które tak naprawdę są opisami jakiejś oferty bankowej – a więc nafaszerowanych linkami afiliacyjnymi. Weszłam na jeden z agregatorów blogów finansowych i uświadomiłam sobie skalę zjawiska. Odnoszę wrażenie, że dwa-trzy lata temu blogosfera finansowa tak nie wyglądała…

Odpowiedz

Andrzej Marzec 30, 2017 o 21:25

Często bywa, że trudno jest znaleźć wartościowe treści. Takie blogi jak Michała to pewniak. Tysiące innych to tylko linki.

Odpowiedz

Dawd Marzec 30, 2017 o 20:44

Cześć Michał,

Jak zawsze bardzo dobry wpis.

Zwrócił bym jedynie uwagę na to, że bardzo dobrze przeanalizowane porażki są tak naprawdę wartościowe. Jak coś nam nie wyjdzie i nie zastanowimy się dlaczego i od razu spuścimy głowę i zapomnimy o porażce to nic z niej nie wyciągniemy, natomiast dogłębnie przeanalizowana pozwala nam się bardzo dużo nauczyć i nie popełnić tych samych błędów w przyszłości.

Odpowiedz

BEATA REDZIMSKA Marzec 30, 2017 o 21:13

Michał, nawet nie wiesz jak bardzo był mi potrzebny ten wpis, właśnie teraz. Wielkie dzięki. Pozdrawiam serdecznie Beata

Odpowiedz

Marek Marzec 30, 2017 o 21:17

Tak ogólnie to wywiad jest fajny. Twój wpis też jest celny, ale jedna rzecz mnie trochę rozbawiła 😉 Wspomniałeś tutaj o mecenacie banku i że bez tego to nie udałoby się zrobić tych wywiadów. Nie no Michał, bądźmy poważni, ale zrobienie wywiadu to nie jest jakiś gigantyczny koszt. No owszem, może tej sesji foto by nie było, ale nic wielkiego ona nie wnosi. Wolę jak piszesz wprost – bank zapłacił za reklamę, Konrad zrobił co miał zrobić i tyle 😉 Nie dorabiajmy już do tego ideologii, bo jej nie ma. Miałbyś rację, gdyby Konrad zbudował studio, gdyby te rozmowy szły video, no to wtedy faktycznie są jakieś koszty i wtedy można byłoby mówić, że gdyby nie patron to tego by nie było. Byłoby, gdyby tylko Konrad chciał. I tu niestety jest problem, bo odkąd Konrad zdobył nagrodę bloga roku to jego strona jest praktycznie martwa. No ale to już temat na inną dyskusję 😉

Odpowiedz

Michał Szafrański Marzec 30, 2017 o 21:56

Hej Marek,

To co napisałeś idealnie pasuje jako kolejny cytat w akapicie „Uproszczony obraz złożonej rzeczywistości”. Idealnie się wpasowałeś. Nie wiesz ile czasu wymaga tego typu praca, ale masz wyrobioną opinię – „bank zapłacił za reklamę”. Brawo!

I jeszcze ten przewód myślowy co to by było gdyby i kiedy byłyby koszty. Nie zapytasz, ale wyciągasz wnioski. Błędne. Właśnie taką postawę krytykuję w tym wpisie.

Pierwotnie chciałem umieścić w tym wpisie akapit dotyczący tego ile czasu zabrało Konradowi przygotowanie tego wywiadu. Zapytałem go o to, ale w swojej skromności nie chciał żeby go eksponować.

W dużym skrócie: sam research do takiej rozmowy + przygotowanie się do niej w taki sposób, żeby wyszedł z tego dobry materiał to jest bite 2 tygodnie pracy. Potem aranżacja foto + wideo + zapłacenie podwykonawcom za to + przygotowanie scenariusza + uszycie tła w konkretny wzór + uszycie sukienki dla Katarzyny (tak tak – była szyta specjalnie na potrzeby tej sesji) + czas na planie + czas na rozmowy + blisko miesiąc pracy nad tekstem.

Tak się robi takie materiały. Nie liczy się ilość – liczy się jakość.

A teraz Marek zastanów się – ile kosztuje łącznie cały taki proces? Ile kosztuje praca przez miesiąc czy 1,5 nad jednym materiałem tak żeby człowiek miał za co żyć? Ktoś musi za to zapłacić, bo finansowanie tego z własnej kieszeni, to przy tej jakości materiałów i procesie, to jest bardzo słaba opcja. Po to właśnie szuka się mecenasów dla takich projektów, żeby można było pokryć koszty i jeszcze coś na tym zarobić. I dlatego wymieniam BZ WBK w materiale z nazwy, bo doceniam, że chce im się wspierać takie „niszowe” i ambitne projekty. Pewnie łatwiej byłoby zrobić jakąś serię głupich współprac na X blogach, ale jednak widzą w tym jakąś wartość dla siebie.

Co do komentarza „Konrad zdobył nagrodę bloga roku to jego strona jest praktycznie martwa” – Konrad uznał, że liczy się jakość a nie ilość. I ma konkretne rezultaty, np. zdobył prestiżową nagrodę Torańskiej. Idzie swoją drogą i zmienia ligę, w której gra. To już nie jest blogasek produkujący masowo wpisy. Blog dla Konrada stał się jednym z wielu mediów – wcale nie zdziwiłbym się, gdyby wkrótce jego najbardziej ambitne materiały miały być publikowane gdzieś indziej.

Przepraszam, że tak wprost. Czasami nie potrafię inaczej.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Marek Marzec 31, 2017 o 10:52

Wydaje mi się, że trochę zbyt mocno chciałeś mnie zripostować 🙂 Przecież ja nie twierdzę, że zrobienie wywiadu to jest 30 minut przy kawie i do tego 3 godziny na przepisanie. Ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że czy to zrobienie notatki czy też jakiegoś innego materiału to są często właśnie dni/tygodnie pracy. Zwróciłem tutaj tylko uwagę na to, że koniec końców (mimo tych zdjęć, sukienek, tła) to nadal jest „tylko” wywiad. Po prostu nie pasuje mi dorabianie szczytnej idei mecantów/patronów do czegoś tak pospolitego jak wywiad. No Michał powiedzmy sobie szczerze, sam przecież takich obszernych wywiadów udzielałeś na wielu stronach (zwłaszcza w ostatnim czasie) i nigdy nie mówiłeś, że tego wywiadu czy podcastu by nie było gdyby nie jakiś tam partner.

Najogólniej rzecz ujmując, kłócimy się o definicje i różnice między mecenatem, a reklamą. Żeby nie było – to bardzo fajnie, że bank wziął w tym udział, bo to też pokazuje, że wielkie marki coraz chętniej otwierają się na nieco niszowe sprawy/tematy/blogi i to z pewnością może być pozytywny sygnał dla innych blogerów. I właśnie może dlatego tak mocno zareagowałem, bo ja uwielbiam jak mówisz o pewnych sprawach bez owijania w bawełnę 🙂

Odpowiedz

Michał Szafrański Marzec 31, 2017 o 11:07

Hej Marek,

No to teraz ja nie rozumiem czego Ty nie rozumiesz. Skoro sam twierdzisz, że zrobienie takiego materiału to tygodnie pracy, to w jaki sposób te tygodnie pracy miałyby być sfinansowane skoro sam materiał nie generuje dochodów?

Jest kolosalna różnica między reklamą w mecenatem. Czy w tym materiale widzisz gdzieś informację, że Pani Bonda korzysta z BZ WBK? Czy pokazuje może jak kupiła sobie na kredycik „ekskluzywną” bluzę za 500 zł płacąc zbliżeniowo? A może Konrad między wierszami inscenizuje scenkę wskazującą na to, że musisz mieć konto lub kartę? To byłyby typowe działania reklamowe – przekaz i call to action. Tego tam nie ma.

Wyciągasz przykład mnie udzielającego wywiadów. Przecież to kompletnie nieadekwatne. Ja udzielałem wywiadów w ramach promocji „Finansowego ninja” – więc dla mnie to po prostu praca, na której zarabiam inaczej (przychodami z książki). Ale może myślisz, że dziennikarz przeprowadzający ze mną wywiad pracował za darmo? No nie. Redakcja mu płaci za jego pracę. Konrad nie pracuje w redakcji. Sam musi zadbać o sfinansowanie swojej pracy. Konkretnej roboty a nie trzaskanych seryjnie wywiadów, jak to ma miejsce w wielu redakcjach.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Konrad Marzec 31, 2017 o 11:22

Dodam informacyjnie, choć wszystkie te informacje są wyeksponowane na blogu, że wywiad jest częścią większego projektu (sześć części), na który składają się wywiady, materiały wizualne (które dostaną drugie życie w postaci wystawy/wernisażu), narracja w mediach społecznościowych, a docelowo prawdopodobnie powstanie książka. Mecenasem objęte jest całe przedsięwzięcie.

Dobrego weekendu.

Odpowiedz

Konrad Marzec 30, 2017 o 22:05

1. Wywiad, ten konkretny, to dwa tygodnie dokumentacji. Trzy kilkugodzinne spotkania z Katarzyną Bondą. Uzupełnienia, selekcja i redakcja materiału – kolejne dwa tygodnie pracy, w zasadzie non stop, nad tekstem. Autoryzacja. To miesiąc pracy, na który – bez wsparcia mecenasa – nie mógłbym sobie pozwolić. Wywiad byłby możliwy. Ten wywiad – niestety. Być może istnieją autorzy, którzy pracują nad takim materiałem sprawniej, ja nie. A sesja i spot uzupełniają treść, po prostu. I są ważnym elementem projektu jako całości, gdzie formy dziennikarskie chcę łączyć z artystycznymi.

2. Odkąd zdobyłem nagrodę Bloga Roku zrealizowałem dwa, duże projekty blogowe, w tym jeden reporterski; gdzie nakład pracy był nieporównywalnie większy od tego, co wyżej. Zresztą, jeden z nich również został nagrodzony – Nagrodą i stypendium Newsweeka im. Teresy Torańskiej. Reportażom towarzyszyły krótkie, filmowe formy dokumentalne. Oba projekty zakończone książką (druga ukaże się w maju). O innych przedsięwzięciach blogowych, związanych np. z trzecim sektorem, nie chcę się rozpisywać, bo to i tak dość niezręczna sytuacja.

3. Mam nadzieję, że choć trochę rozwiałem wątpliwości.

Odpowiedz

Kobiata Zaradna Finansowo Marzec 30, 2017 o 22:48

Wywiad świetny! Warto było poświęcić cały ten czas. Rzsdko spotykam tak rzetelne teksty a temat zarabiania i sukcesu jest w naszym społeczeństwie niezwykle trudny, bo w końcu chwalić się nie wypada, prawda?

Odpowiedz

Tomislav Marzec 30, 2017 o 21:24

Strasznie ciężko się to czyta ! Cytat, wpis, wklejka rozmowy, cytat, wpis ….
Ale tekst ciekawy i wartościowy, tylko ta forma, nie przemawia do mnie. Michale nie idź tą drogą 😉

Odpowiedz

Kobiata Zaradna Finansowo Marzec 30, 2017 o 22:49

Bo trzeba zacząć czytanie od przeczytania całego wywiadu.

Odpowiedz

tomislav Marzec 31, 2017 o 16:37

Dziękuję Kobiata ale ja zaczynam od początku.

Odpowiedz

Tomasz Marzec 30, 2017 o 21:31

Fajny materiał, a Konrad to już przechodzi samego siebie w niektórych wywiadach!
W ogóle uważam, że takie rozmontowywanie niektórych zawodów na mniejsze czynniki mogłoby wielu osobom uświadomić co kryje się za tymi „błyskawicznymi” sukcesami. To chyba Gary Vaynerchuk tak wbija do głowy widzom od lat, że nie ma firmy czy człowieka, który z dnia na dzień odniósł sukces – za każdym z nich stały porażki i lata ciężkiej pracy.
Chociaż szczerze i totalnie bez hipokryzji – jak byłem na początku studiów, to wydawało mi się, że sukcesy odnosi się dużo szybciej i w ogóle inaczej definiowałem samo słowo „sukces”. Zwalam to na błędy młodości, za które dzisiaj mi nieco wstyd 😉

Odpowiedz

Radosław Marzec 30, 2017 o 21:33

Witaj Michale!

Na swoim blogu piszę artykuł o Twojej książce. Pisałem też zapowiedź, ale to recenzja Twojego tomiszcza stanowi dla mnie prawdziwe wyzwanie. Tym bardziej, że staram się być transparentny i wspominam o swoich zarobkach, które mówiąc szczerze są na tyle niskie na ile mogą być.

Prowadzę bloga 3 lata. Na początku była to zwykła zajawka, hobby, coś co może mnie określić w zmieniającym się świecie, tyle i aż tyle. Rozwijając się, ucząc, poszerzając swoją wiedzę zacząłem dostrzegać, że blogowanie nie jest czymś prostym. Pisanie tekstów jest trudne. Wymaga czasu, cierpliwości i zaangażowania. Co wcale nie gwarantuje ogromnej liczby odwiedzin.

Zacząłem też pracować na etat. Praca jak każda inna tylko, że na bloku operacyjnym w szpitalu onkologicznym we Wrocławiu. Etat 1450 zł netto (gdy zaczynałem 2 lata temu – 1290 zł netto). Musiałem zacząć oszczędzać. Sumiennie, cierpliwie i wytrwale.

Prowadzenie bloga i praca na etacie, to dla mnie mega wyzwanie. Jedno i drugie pochłania czas jak gąbka. Pochłania też fundusze, by pracować trzeba jeść i gdzieś mieszkać, zaś aby prowadzić bloga trzeba utrzymać serwery, domenę i parę innych rzeczy.

Pewnie dla wielu jest abstrakcją to, że za takie pieniądze można żyć i na dodatek utrzymywać stronę, która sama na siebie nie zarabia. Można, ja to robię od ponad 2 lat i jestem z tego dumny. Cieszy mnie też to, że powoli dobiega on końca, niedługo będę zmieniał pracę, niedługo skończę pisać recenzję. Zaś tekst Konrada Kruczkowskiego i Twój daje mi potężnego kopa, aby w końcu to zrobić.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Marcin Marzec 30, 2017 o 21:57

Hej Michał,

super wpis! Jest on bardzo potrzebny dla nas.

To prawda, że ludzie nie dostrzegają całej drogi, którą ktoś przebył nim osiągnął sukces.
Teraz tak sobie myślę, że po co mamy przejmować się takimi ludźmi. Ich nigdy nie zmienimy. Pomyślmy o reszcie, która jest najważniejsza, wpiera, kibicuje. Znając zasadę Pareto lepiej trzymać z mniejszością, bo to ona generuje więcej pozytywnej energii. 🙂
Przytaczając słowa Papieża Franciszka z ŚDM osoby negujące nas mentalnie tkwią na kanapach, kiedy my z niej wstaliśmy.

Odpowiedz

Agata Marzec 30, 2017 o 21:57

Dziękuję Michał za ten tekst. Ze mną również rezonuje. Pozdrawiam!

Odpowiedz

Bogumiła Marzec 30, 2017 o 21:58

Michale,
dziękuje za ten artykuł.
Jesteś człowiekiem, który szanuje nie tylko to co robi, ale pokazuje, co to znaczy cenić i mieć szacunek dla siebie samego, zachowując wielką pokorę.
Brakuje takich ludzi – jest ich za mało.
Jeszcze raz dziękuję.
pozdrawiam i życzę wielu kolejnych sukcesów
Bogumiła

Odpowiedz

Marcin Marzec 30, 2017 o 22:20

Michał,

Jesteś jedną z tych osób, które pomagają mi nie zwątpić w słuszność podejmowanych w ostatnim czasie decyzji. 🙂 Z JOP jestem od dawna „z doskoku”, na bieżąco od FN, ale tym artykułem trafiasz w sedno moich rozterek! 🙂 Bardzo chciałbym Ci podziękować za tę niesamowitą robotę. 🙂 Pozdrawiam!

Odpowiedz

Kobiata Zaradna Finansowo Marzec 30, 2017 o 22:43

Dziękuję za polecenie tego wywiadu. To świetny tekst. Podobnie jak Twój dzisiejszy wpis. Na pewno sięgnę po literaturę Pani Bondy – tak z ciekawości.
Możliwość skupienia sie na jednej pracy to wielki atut, wszystkim twórcom tego życzę. Myślę też że choćbyś bardzo próbował to trudno będzie czytelnikom uchwycić cały ogrom pracy związany z tworzeniem, promocją i sprzedażą książki. Świetnie że dzielisz się swoimi doświadczeniami. Dla mnie to właśnie stanowi u Ciebie najwiekszą wartość.
No i błagam, nie pisz nam że odmawiasz jakiegoś występu za kilkanaście tysięcy 😉

Odpowiedz

Malwina Marzec 30, 2017 o 22:49

Fragment dający do myślenia: „Generalna zasada jest taka, że im coś łatwiejsze w konsumpcji – tym większa się za tym kryje praca twórcy… Jeśli nie dostrzegamy wad, to nie dlatego, że ich tam nie było – lecz dlatego, że zostały odpowiednio wcześnie zauważone i wyeliminowane. ..” Chyba zacznę tak postrzegać produkty, które nabywam.
Ja wiem, że pasja i dawanie jest bardzo ważne i cieszy, że w swojej pracy pomaga się innym, ale wydaje mi się, że trochę ludzie umniejszają rolę pieniędzy, zwłaszcza gdy już je zarabiają. Sam przyznajesz, że były potrzebne, żeby to wszystko rozkręcić. Bonda mówi, że miała długi, żeby realizować swoje marzenia. Myślę, że gdybyś nie wierzył w że dasz radę na tym zarobić to nie brnął byś w to na taką skalę. Bonda też pewnie pisałaby po godzinach innej pracy gdyby nie wierzyła, że coś zarobi na pisaniu. Myślę, że pieniądze są jednak celem, jednym z wielu, ale celem. Miło jak są również skutkiem.

Odpowiedz

Jarek Marzec 31, 2017 o 00:03

Jakoś tak się z Tobą zgadzam i dlatego odpowiadam a nie komentuję. Fajnie jest mówić, że pieniądze nie są celem…………no bo tak naprawdę nigdy nie są 🙂 są zawsze środkiem, nawet jeśli pozornie wydaje się inaczej. Pieniądze są potrzebne, żeby kupić chleb, zapłacić za prąd i czynsz za mieszkanie. Czasami zapłacić za wczasy za granicą, a czasami…za obiad w Pajacyku. No ale trzeba je mieć! I to jest sedno. Znam co najmniej kilka osób, którym się wydawało, że pieniądze to nie wszystko (pozornie zgoda), dopóki ich „wizja” nie starła się z brakiem pieniędzy na ratę w banku i codzienne zakupy. Szczęśliwcy (tak jak może Bonda), którym wystarczyło do momentu „zwrotu z inwestycji”. Bo to była inwestycja. Po prostu. Tyle, że nie wszystkie inwestycje dają „zwrot” 🙂 Życzę wszystkim wizjonerom, żeby ich pomysły na upiększanie świata nie zmieniły się w codzienne zakupy.

Odpowiedz

Robert Marzec 30, 2017 o 22:57

Jak zawsze świetny wpis od Ciebie Michale, jak i równie dobry wywiad Konrada! Motywujące i dające sporo do myślenia. Sam dopiero rozpoczynam tworzenie czegokolwiek i już mam chwile zwątpienia, a tu takie coś! Niesamowite ile trzeba pracować, aby stworzyć coś co będzie dawało wysokiej jakości wartość dla innych.

Od razu, gdy skończę czytać zaplanowane książki, kupię dzieła autorki.

Odpowiedz

Agnieszka Marzec 31, 2017 o 08:10

Michale, czytając artykuł o kulisach pracy nad Twoją książką wpadłam na pomysł że chętnie dałabym ja do przeczytania mojemu koledze, który jak się okazało w wieku ok. 5o lat nie ma żadnych oszczędności. Byłam w szoku. Posłuchał mnie i od razu założył konto oszczędnościowe 🙂 Tylko jest mały problem bo Twoja książka przydałaby się w języku angielskim. Czy myślałeś o jej przetłumaczeniu na angielski. Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów 🙂

Odpowiedz

Agnieszka Skupieńska Marzec 31, 2017 o 08:50

Pomijając fakt, jak bardzo się z Tobą zgadzam we wszystkim, co napisałeś, to muszę powiedzieć, że podoba mi się taki bardziej felietonowy charakter wpisu. Więcej takich poproszę 🙂

Odpowiedz

Michał Żółtowski Marzec 31, 2017 o 10:42

To teraz czekamy na Twój wywiad z Bondą 😉

Odpowiedz

Judyta Marzec 31, 2017 o 11:13

Walczę ze sobą, żeby zmienić swój sposób myślenia, o którym dyskutowałeś z internautą na FB. Niby rozumiem założenia ciężkiej pracy i efektów z niej płynących, co więcej zgadzam się z nimi. Niemniej gdy tylko staje na moje drodze ktoś lepiej zarabiający pojawiają się myśli o zdychającej jałówce 🙂
Staram się z tym walczyć, ale to takie trudne i…niesprawiedliwe.

Mam sytuację rodzinną, w której szwagier zarabia DUŻE pieniądze, natomiast my z mężem mamy dużo skromniejszy budżet. Nie mogę przegryźć tego tematu…
I kiedy na wieść o kupnie mieszkania nad morzem przez szwagra ja ścinam się w sobie i zaciskam zęby, mój mąż mówi: „super, będziemy mieli gdzie jechać na wakacje!”
Jakże inne spojrzenie na sytuacje i takie …szczerze pogodzenie się ze swoim losem. A moja ambicja i brak akceptacji bieżącej sytuacji powodują, że staje się zołzą…:) Też kiedyś próbowałam coś zmienić, stworzyć swojego i szczerze się starałam, ale nie wyszło. Aktualnie sytuacja nie sprzyja i nie mam zbyt wiele możliwości, żeby coś zmienić. No i jeszcze mąż, który nie ma w sobie woli zmian i czuje się dobrze tak jak jest…eh, to życie jednak nie takie łatwe. Muszę pomyśleć, co z tą jałówką sąsiada zrobić 🙂

Odpowiedz

Agnieszka Marzec 31, 2017 o 11:54

Dziękuję! Bardzo dziękuję.
Szczególnie dzisiaj był mi potrzebny ten wpis. W ramach doskonalenia – przeczytałam go „na jednym wdechu”. I wróciłam do systematycznej, konsekwentnej, upartej roboty w tworzeniu swojej marki.

Odpowiedz

Ania Maciąg Marzec 31, 2017 o 12:56

Michał,
podpisuję się w pełni pod tekstem. Kiedy jest się na etapie końca studiów czas wybrać pracę. I choć pół roku temu zestaw ambitny zakres zadań, rozwój, ale mniejsza kasa wydawał się dobrym rozwiązaniem, to z czasem zaczynało boleć, że za bardziej odtwórcza pracą mogłabym dostawać dużo więcej. Na szczęście są najbliżsi, którzy potrafią pokazać, że ważniejsze iść za głosem serca, rozwijania się i zdobywania doświadczenia nawet w okresie kryzysu.
Pozdrawiam,
Ania Maciąg

Odpowiedz

Ania Marzec 31, 2017 o 20:59

Potrzebowałam tego tekstu – dzięki. Mam ogromną potrzebę pisania, misję i wizję tego po co to robić, jaki ma mieć to cel. I kurna Olek boję się, jak cholera. Hejtu, niezrozumienia, odrzucenia, zwątpienia.
A z drugiej strony świat daje mi sygnały, że to, co mam do przekazania jest ważne i potrzebne.
No. Podobno za największym lękiem kryje się największa siła. I zastanawiam się czy Ty się bałeś? Czy bałeś się pisząc?

Wywiad Konrada dał mi bardziej ludzką perspektywę na Bondę. Interesowała mnie od jakiegoś czasu. Przyglądałam się jej i jej książkom, w końcu nie zdecydowałam się, żeby je przeczytać – zniechęciło mnie parę negatywnych komentarzy. Myślę, że to też nauka dla mnie i pole do wyciągnięcia solidnych wniosków… 😉
Robisz kawał dobrej roboty, tak w ogóle. Dzięki 🙂

Odpowiedz

Lady V. Kwiecień 1, 2017 o 02:23

Dobry wieczór, bo ja mam pytanie… Założyłam bloga żeby na nim zarabiać i…

A tak na poważnie to dziękuję za pozdrowienia, pozdrawiam zwrotnie, wolałam napisać to tutaj, gdybyś już miał nie zajrzeć na mojego bloga 😉 Swoją drogą długo myślałam przed jego założeniem, czy to ma sens i takie tam. W końcu uznałam, że zawsze jest sens. Bo ja tego nie robię po coś, tylko z potrzeby i chęci dzielenia się czymś. A Twój wpis i wyśmienity wywiad z panią Bondą tylko mnie w tym utwierdza. Choć muszę jeszcze bardziej popracować chyba nad łatwością odbioru…

Poza tym bardzo mi się podoba podejście, w którym autor się ceni, ale nie przecenia. Czasem trzeba uważać, by nie brzmieć jak bufon, ale generalnie istnieje ogromna tendencja do lekceważenia tak zwanych wolnych zawodów. Jakby to nie była praca. A jest, często znacznie bardziej stresująca niż typowy etat czy nawet własna działalność gospodarcza. Ma w sobie potwornie dużo niepewności i jest szczególnie narażona na ataki hejterów.

Odpowiedz

Kamil Kwiecień 1, 2017 o 16:58

Niesamowite. Dawno nie „pochłonąłem” czegoś równie inspirującego i tak osadzającego się w mojej rzeczywistości (myślę tu zarówno o wywiadzie i artykule). Czuje, że będę do tego wracał aż wyryje mi się to w głowie.

„Świat pełen jest osób, które będą chciały wykorzystać nasze słabości: sprzedać nam coś drożej, zatrudnić nas taniej, zarobić na naszej niewiedzy. To także powód, dla którego nie warto spoczywać na laurach i uznawać, że stan obecny to najlepsze co może być.” – świetny start do zmiany na lepsze.

Jednak mam też w tym wszystkim swoją obawę – widzę tu osoby które znalazły w swoim życiu swój talent, dar, pasję. Są gotowe poświęcić wszystko by je realizować nie zwracając uwagi na koszty i potencjalny sukces – nagrodę. Ja mam prawie 28 lat, skończone studia, względnie dobrą pracę i brak poczucia tego, że to co robię jest właściwe i zaprowadzi mnie tam gdzie chce. Wydaje mi się, że potrzebuje zmiany, i potrafię robić wiele rzeczy, mam wiele pomysłów, wiele mnie pasjonuje, jednak nie mam nic co wybijało by się ponad inne. I patrząc na to wszystko myślę – albo znajdę w życiu „to coś” albo „mój sukces” nie wyjdzie po za moją rodzinę. Jak znaleźć w sobie coś wyjątkowego i jak to rozpoznać?

Odpowiedz

Lady V. Kwiecień 4, 2017 o 01:01

Wybacz, że się wtrącam i odpowiem, ale ponieważ sama jestem na etapie kształtowania swego życia, to może to Ci pomoże, Kamilu.
Daj sobie czas, jesteś jeszcze młody. Serio. Nigdzie nie pędź, tylko próbuj. Nawet jeśli w myślach. Jakbyś się czuł, co byś mógł zaoferować. A przede wszystkim, co by Tobie sprawiało najwięcej satysfakcji i radości. Spisuj argumenty za i przeciw na papierze. Wracaj do nich po kilku dniach. Sprawdzaj, co jest potrzebne ludziom wokół. I pamiętaj, że jak nie znajdziesz odpowiedzi za pierwszym razem, to kolejne przed Tobą.
Takie tam wieczorne dumania ^^
Pozdrawiam!

Odpowiedz

Mariola Kwiecień 5, 2017 o 13:00

Zgadzam się z tą odpowiedzią.
Szukaj. Zapisuj się na kursy, na zajęcia. Znam dziewczynę, której pasją były dzieci i taniec, po tym jak poszła na rekolekcje trafiła na rok do nowicjatu, a gdy z niego wyszła po roku, założyła firmę-fryzjera dziecięcego. Różne ścieżki, poszukiwania i otwartość. Życzę Powodzenia 😉
Acha a rodzina, to nie TYLKO lecz AŻ sukces jeśli jest zgodna i kochająca. Bo to też mnóstwo pracy.
M

Odpowiedz

Monia Kwiecień 1, 2017 o 21:24

Super wywiad Konrada i super artykuł rezonujący 🙂

Ja również podpisuję się rękoma i nogami pod głównymi przesłaniami Katarzyny. Nie od razu Rzym zbudowano 🙂
W dzisiejszych czasach, gdzie chwytliwe są powierzchowne przekazy, a młodsze pokolenie wpada w schematyczny tryb zero-jedynkowy, typu: bogaty-biedny, człowiek sukcesu-nieudacznik. Coraz trudniej jest niektórym zrozumieć, że za większością spektakularnych sukcesów (a nawet tych kuluarowych) stoi masa porażek, prób, błędów i wyrzeczeń.
Łatwo jest zazdrościć i krytykować, a trudniej jest samemu coś wymyślić i iść uparcie za swoim marzeniem. Ale przynosi to o niebo więcej satysfakcji i zadowolenia z życia, co powinno być celem każdego z nas 🙂

Odpowiedz

Paweł Kwiecień 2, 2017 o 21:13

Wielu ludziom łatwo krytykować osoby, które odniosły sukces bo z zewnątrz sukces zawsze wygląda łatwo. Widać zarobki, sprzedany wolumen i uśmiechnięte twarze autorów. Większość takich krytyków nie zdaje sobie sprawy, że sukces to tylko wierzchołek, a cała reszta – ciężka praca, zarwane noce, wyrzeczenia, podejmowane ryzyko (bo przecież nikt nie gwarantuje sukcesu) – to wszystko jest pod powierzchnią.

Przeczytałem cały wywiad na blogu Konrada. Przyznam się, że wcześniej Pani Kasi nie znałem ale, cóż, czapki z głów!

Odpowiedz

Paulina Kwiecień 2, 2017 o 21:47

Wywiad na haloziemia.pl z Katarzyną Bondą przeczytałam zanim tu do Ciebie dziś dotarłam i zrobił na mnie ogromne wrażenie. Lubię tę autorkę za jej opowieści, szczerość i ducha walki o swoje oraz bardzo dopracowane historie, które zostają z człowiekiem.
Wywiad jest krwisty, autentyczny i moim zdaniem bardzo potrzebny, zresztą Twój wpis też, ponieważ pokazujecie nie tylko blaski procesu twórczego i końcowy sukces, ale także cienie i to czasem długie.
Gratuluję wszystkim twórcom, bo to wielka odwaga wychodzić z czymś tak osobistym jak książka do innych ludzi.
Pozdrawiam,
Paulina

Odpowiedz

Iza Kwiecień 4, 2017 o 11:20

Bardzo podoba mi się, to, że ciągle podkreślasz, ile wysiłku i pracy trzeba włożyć w każde wartościowe działanie. I to nie mając pewności, że osiągnie się sukces. Zazwyczaj pokazuje się tylko wynik. Pamiętam, jak na studiach wszyscy po egzaminach ogłaszali, jak to się nic nie uczyli.
W tej chwili jestem na etapie nauki języków obcych. To zawsze była moja pasja, którą odkładałam na bok, bo wydawało mi się, że tak powinnam robić, żeby zająć się prawdziwą pracą. Tylko, że praca mnie wypaliła i żadne pieniądze mi nie dają takiej satysfakcji, jak nauka nowego języka. Uczę się codziennie, w torbie zawsze noszę zeszyt z notatkami czy podręcznik. Czasem ktoś mi mówi: „no tak, Ty masz talent do języków”. Co za bzdura – ja po prostu poświęcam na to dużo czasu i wysiłku. I ciągle jestem na początku drogi.
Pozdrawiam.

Odpowiedz

Mariola Kwiecień 5, 2017 o 12:54

Dziękuję za ten artykuł.
„Nie wierzę w drogę na skróty. Martwi mnie czytanie cudzych komentarzy typu “założyłem bloga żeby na nim zarabiać” Skoro dla tych osób pieniądze są najważniejszym celem, to jak wyobrażają sobie przetrwanie słabszych momentów? ” – razem z mężem pracujemy w domu kultury, jednocześnie od 10 lat „robimy” teatr jako pasję.
http://www.teatrpierwszegokontaktu.pl
Po 10 lat pracy, po wielu premierach, spektaklach w różnych miejscach… i po urodzeniu się nam trzeciego dziecka … mąż w październiku 2016 założył firmę jeżdżącą ze spektaklami po przedszkolach i szkołach. Zamieniamy pasję na finanse.
I co?
Na razie nie jest różowo, trudno zdobyć rynek przepełniony zaniżającymi stawki studentami. W rozmowach telefonicznych dyrektorki przedszkoli narzekają na poziom odwiedzających je teatrów, boją się nas zamawiać jako nie znaną firmę, a jednocześnie chcą spektakle za śmiesznie niskie kwoty, nierealne gdy płaci się podatki. Nie poddajemy się jednak, bo już widzimy, że tam gdzie graliśmy z pierwszym spektaklem, drugi występ umawiamy już bez kłopotu.
Etos pracy przecież w końcu przyniesie efekt 🙂

Odpowiedz

Marta Kwiecień 5, 2017 o 14:04

O matko to chyba jakieś przeznaczenie! Jestem teraz w trudnej sytuacji, kiedy wątpię w swoje możliwości, a jestem w trakcie doktoratu. Myślałam już że zgubiłam swój upór, ale ten tekst na nowo rozbudził moja motywację! Czasami wystarczy, że przeczyta się taki dobry artykuł i wracają pozytywne myśli! Dziękuję Panie Michale!

Odpowiedz

Ev Maj 16, 2017 o 02:02

Mam tak samo. Pozdrawiam. Doktorat to trudna i wymagająca ścieżka.

Odpowiedz

Marta Kwiecień 7, 2017 o 12:02

Drogi Michale,

Dziękuję za ten wpis. Wraz z mężem mamy własną działalność sprzedażową, która bazuje na sprzedaży bezpośredniej. Cały artykuł wpasowuje się akurat w naszą sytuację: trzeba być systematycznym i docierać do każdego potencjalnego przyszłego odbiorcy. Dodatkowo pracujemy „u kogoś” i spinamy obie te rzeczy, tak jak ty kiedyś. Artykuł w ciekawy sposób uświadamia, że nie tylko my w takiej branży mamy niełatwo. : ) Pozdrawiam

Odpowiedz

Marta Kwiecień 7, 2017 o 15:19

Podpisuję się pod całością. Interesuję się i lubię hisorię o rozwoju biznesów i o drodze jaką przebył twórca do miejsca, a którym jest w tej chwili. Wielu się wydaje, że sukces to przychodzi ot tak, masz dobry pomysł i pstrykniesz palcami i już się udało. Albo wytłumaczenia typu: „ma bogatych rodziców, więc było mu łatwiej”, „ktoś mu pomógł”, „ma znane nazwisko” albo moje ulubione: „miał szczęście”. Nie twierdzę, że to nie pomaga, ale rzadko ktoś wspomina o ciężkiej pracy autora. Bardzo się cieszę, że wiele osób pokazuje tą drogę, potknięcia i trud pracy, który został w dany sukces włożony.

Odpowiedz

Waldek Kwiecień 8, 2017 o 12:27

Fajny artykuł, tylko jedno ale – na cytowanie nie trzeba zgody. Zmień proszę tą informację bo potem ludzie powielają głupoty…

Odpowiedz

Daniel Kwiecień 11, 2017 o 12:27

Trafiłem tutaj przypadkiem już drugi raz. I znowu się nie zawiodłem 🙂

Odpowiedz

Sylwia Kwiecień 12, 2017 o 11:38

Zaskoczyłeś mnie:) Świetne uczucie jak czytasz tekst a tu nagle przebłysk. Czytamy i wpadamy nagle na jakąś istotną dla nas informację. I własnie tak miałam jak przeczytałam o tym co w sumie oczywiste a jakoś nigdy na to nie wpadłam, że im coś jest prostsze w odbiorze (choćby aplikacja na smartfona) to trzeba w to włożyć najwięcej pracy. Efektem jest konkretny produkt, którego odbiór jest tak oczywisty ze myślimy ze na coś takiego „każdy by wpadł”. A to masa ciężkiej pracy. Najprostsze formy uzyskujemy najcięższą pracą. Banał a jednak nie był dla mnie do tej pory taki oczywisty:)

Odpowiedz

Marta Kwiecień 20, 2017 o 09:32

Super mądry wpis!! Musze pokazać mężowi, ktoremu wydaje sie że np.zaczynajac pisac bloga na drugi dzień zaczynasz zarabiać. Sama mam kilka pomyslow I pomimo że jeszcze żadnego doświadczenia to właśnie tak od jakiegos czasu to widze, dokladnie jak opisałeś. Że to ciagłe doskonalenie, cieżka praca bez żadnych pieniędzy, ciagły wybór w ciemno. I tak intuicyjnie czuje że kierujac sie zasada:” ide tam gdzie wiecej zarobie” dojde donikad. Że pieniadze moga sie wlasnie pojawic jako efekt uboczny wykonywania czegos co ma jakas wartosc dla mnie I dla innych. Tu dochodzimy do opisanej przez Ciebie uczciwosci. Nie sprzedam uslugi/tresci do ktorej nie jestem przekonana.

Odpowiedz

dota Kwiecień 22, 2017 o 17:27

moja praca to moja pasja,
poświęcając jej więcej czasu, więcej nie zarobię;-),
nuyczycielka

Odpowiedz

Marcin Kwiecień 23, 2017 o 11:52

Na wywiad trafiłem w dniu publikacji i dla mnie również był bardzo inspirujący. Dlatego ucieszyłem się, widząc następnego dnia, że wspomniałeś na fb o tej rozmowie. Zmartwiły mnie natomiast niektóre komentarze. Bo, wg mnie, to naprawdę nie ma nic do rzeczy czy ktoś p. Bondę lubi ani czy podobają mu się jej książki. Ja też nie czuję się fanem jej twórczości a jednak doceniam jej sukcesy i cieszy mnie możliwość zajrzenia za kulisy jej pracy. Co do osób, których mierzi sukces kogoś innego, a same szukają drogi na skróty… – ostatnio używam określenia „mentalność niewolnika”. Mam na myśli, że wiele osób, cokolwiek by robiły, stara się wykonać minimum tego co trzeba. Podchodzą do pracy jak do zła koniecznego. A potem gdy widzą, że ktoś inny odniósł sukces, szukają przyczyn poza tą osobą (znajomości, układy, spiski). Przykre, że takie uprozczenia i teorie spiskowe tak dobrze „się sprzedają”.

Odpowiedz

Waclav Maj 8, 2017 o 10:34

Świetny i merytoryczny tekst. Zgadzam się w 100 procentach z tym co piszesz. Stwierdzenie „najlepszym sposobem oszczędzania jest zarabianie pieniędzy” trafione w sedno w 100 procentach.

Odpowiedz

Targeto Sierpień 16, 2017 o 15:59

Podobnie jest z odkładaniem pieniędzy na emeryturę. Sam wspominałeś w „FinNinja”, że należy uważać na mało znane produkty inwestycyjne, uważnie czytać umowy, czy tworzyć automatyczne przelewy na konta oszczędnościowe w innych bankach. Z drugiej strony zawsze możemy wyciągnąć trochę mądrości z Twojego wpisu i razem ze znajomymi ustalić cel: oszczędzam na emeryturę, robię przelewy na IKE/IKZE. Wtedy mamy motywację i czas, aby skupić się na pracy, czerpać z niej przyjemność w 100% oraz mieć zabezpieczoną przeszłość z każdym miesiącem. Pozdrawiamy!

Odpowiedz

Fabian Koss Sierpień 18, 2017 o 13:10

Bardzo mądry wpis, który wielu osobom może otworzyć oczy i dodać odwagi. Sama przyjemność czytać takie rzeczy 🙂

Odpowiedz

Dodaj nowy komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: