Informacje o nowych artykułach i sposobach oszczędzania pieniędzy prosto na Twój e-mail

    

7 zasad, które pomogą zachęcić rodzinę do oszczędzania

przez Michał Szafrański dodano 15 czerwca 2013 · 67 komentarzy

Oszczędzanie w domu

Oszczędzanie to gra zespołowa. Ale co zrobić jeśli Ty podjąłeś już decyzję, że warto oszczędzać i optymalizować domowe finanse, ale Twój partner/partnerka/dzieci nie podzielają Twojego entuzjazmu? Jak sobie z tym radzić i jak zachęcić ich do współpracy? Przeczytaj poniżej co proponuję zanim wylejesz “dziecko z kąpielą” 😉

Od czasu do czasu otrzymuję od Was e-maile, w których piszecie, że niełatwo jest panować nad domowymi finansami bo… i tu zaczyna się lista powodów: “jak byłem sam to było łatwiej, a teraz mam dziewczynę…”, “oszczędzałabym, ale wszystko idzie na małe dzieci…” albo “kiedy dzieci było małe było łatwiej, a teraz to one domagają się komórki za 2500 zł…”, “ja chętnie zmieniłabym konto bankowe na zarabiające, ale mój mąż w ogóle nie chce o tym słyszeć…”. Maile nierzadko kończą się stwierdzeniem, że w takiej sytuacji nie ma sensu oszczędzać, bo to co zaoszczędzicie Wy, to Wasza rodzina przepuści.

Zgadzam się, że przeszkody, które wymieniacie istnieją i wiem, że trzeba je pokonywać. Ale obudźcie się! Nikt Wam nie obiecywał, że będzie łatwo. Zbyt często niektóre z Waszych maili odbieram jako wymówkę – nawet jeśli sobie tego nie uświadamiacie. Mam wrażenie, że niektórzy z Was tylko czekają, że pogłaszczę po główce i powiem “tak, biedny jesteś i w pełni usprawiedliwiony – w tej sytuacji nie musisz oszczędzać”. Nie usłyszycie tego ode mnie. Ale widzę, że zdecydowanie potrzebna Wam pomoc – i to nie w zarządzaniu budżetem domowym, ale  w postawieniu kilku pierwszych kroków.

Potwierdzam, że bez wsparcia najbliższych, bardzo trudno jest zmienić nawyki finansowe całej rodziny. Dzisiaj chcę zasugerować Wam co możecie zrobić, aby cała rodzina potraktowała problem oszczędzania z tą samą uwagą, co Wy. Bo niewątpliwie oszczędzanie jest grą zespołową :) Poniżej opisuję 7 zasad, według których powinniście rozgrywać tą grę.

Zasada 1: Nie oczekuj wiele i nie zmieniaj innych na siłę

Zanim jeszcze spróbujemy wpływać na zachowanie rodziny, warto najpierw siebie odpowiednio przygotować do tego zadania. Mi niestety wiele razy zdarzyło się, że niewinna rozmowa o pieniądzach, przekształcała się w konkretną sprzeczkę na temat tego kto, ile i na co pieniędzy wydaje. W ten sposób niczego się nie osiąga, a jedynie utwierdza każdą ze stron w przekonaniu, że swojego stanowiska trzeba bronić jak twierdzy.

Dlatego już na samym początku warto odpowiednio nisko ustawić swój poziom oczekiwań i kompletnie wyzbyć się pragnienia wytykania błędów pozostałym domownikom. Celem jest to, aby nasz rozmówca sam doszedł do wniosku, że warto oszczędzać – nawet jeżeli jest to wbrew jego światopoglądowi. Na siłę nic nie osiągniemy. Próba wymuszenia czegokolwiek powoduje, że druga strona przyjmuje postawę obronną.

Trzeba po prostu założyć, że  nie damy rady zmienić innej osoby. Ona sama musi do tej zmiany dojrzeć i musi to nastąpić we właściwym dla niej tempie. Powtarzam: nie w naszym tempie, tylko w jej tempie. Twoja rola w tym procesie jest nieoceniona. Zapewniam, że jeśli zastosujesz wszystkie przedstawione w tym artykule sposoby i połączysz je w jedną całość, to osiągniesz znacznie lepszy efekt niż sporadycznie dolewając oliwy do ognia :) I mówię to z doświadczenia, bo sam popełniłem ileś tam błędów (i popełniam od czasu do czasu) pomimo, że mam wyjątkowo oszczędną i rozsądną Żonę :)

Zasada 2: Świeć przykładem i nie poddawaj się

Konfucjusz powiedział kiedyś “Powiedz mi, a zapomnę. Pokaż mi, a zapamiętam. Pozwól mi zrobić, a zrozumiem”. Zanim zaczniesz wymagać od innych, dobrze będzie jeśli sam pokażesz, że próbujesz wdrażać w życie to, do czego za chwilę będziesz ich zachęcał. Świeć przykładem :)

Jeśli chcesz przekonać do zbierania rachunków, to proś przy każdym o zakupie o paragon i wkładaj go do portfela. Jeśli nie otrzymasz paragonu, to wyciągaj karteczkę (lub komóreczkę) i zapisuj wydatek. Niech Twoja rodzina to widzi.

Przygotuj w domu pudełko, do którego będziesz przekładać paragony przyniesione ze sklepów. Niech stoi ono w widocznym miejscu. Potraktuj to przekładanie paragonów z portfela jako jedną z pierwszych czynności, którą wykonujesz zaraz po wejściu do domu.

Jeśli siadasz do spisania wydatków (np. do Excela, Microsoft Money lub Kontomierza), to rób to tak, by Twoja Rodzina widziała. Jeśli na którymś paragonie pojawia się coś niejednoznacznego możesz od razu zapytać innego domownika “Do jakiej kategorii mogę przypisać ten wydatek?”. Ale zwróć uwagę na sposób zadania tego pytania. Jeśli zapytasz “A co to za wydatek?”, to druga strona od razu może poczuć się atakowana. W podtekście od razu może pojawić się wątpliwość czy przypadkiem nie pytasz “A po co to było kupione?”. Im mniej złej krwi – tym lepiej. Pytanie o sposób skategoryzowania wydatku od razu zachęca, np. do zadania pytania “A jakie masz tam kategorie”, co pozwala Ci stopniowo angażować domowników w cały proces.

Nawet jeśli nie udaje Ci się zainteresować rodziny tym co robisz, to nie poddawaj się w swoich wysiłkach. Ale jednocześnie nie zmuszaj ich do niczego! Pamiętaj, że każdy ma swoje tempo. Czytaj dalej…

Zasada 3: Znaj cel oszczędzania i odpowiedzi na trudne pytania

Przygotowując się do szkolenia dla PAYBACK, ponownie przeglądałem różne raporty dotyczące tematu oszczędzania Polaków. Jednym z wniosków badania przeprowadzonego w ubiegłym roku przez Meritum Bank było, że około 1/3 osób, które deklarują że oszczędzają, nie ma zdefiniowanego żadnego celu tego oszczędzania. Moja smutna refleksja jest taka: jeśli nie mamy celu, to trudno jest w sobie znaleźć motywację i długofalowo ją utrzymywać. Wiem z autopsji, że jeśli wyznaczę sobie plan (np. prowadzić najlepszy blog o oszczędzaniu w Polsce ;-)) i podzielę go na małe zadania do wykonania, to udaje mi się systematycznie zbliżać do mojego celu. Ale bez takiego planu – skazuję sam siebie na dryfowanie i działanie „od sasa do lasa”. A to przynosi dokładnie taki efekt, jaki zaplanuję… czyli w tym przypadku żaden.

Z oszczędzaniem jest podobnie. I właśnie z tego powodu dobrze jest mieć przygotowanych kilka dobrych odpowiedzi na trudne pytania, które może nam zadać rodzina. I to nawet jeśli tak naprawdę nie zdefiniowaliśmy jeszcze celów oszczędzania 😉

Chcesz dostać prosty trick, który może (ale nie musi) zadziałać? Załóżmy, że świecisz przykładem, zbierasz rachunki, siadasz do ich spisywania, a Twój mąż pyta Cię “Po jaką cholerę kochanie siedzisz i marnujesz czas?”. Co odpowiesz? Lepiej mieć dobrą odpowiedź i się nie pogrążać. Pamiętaj, że przecież zależy Ci na tym, by męża przekonać do tego co robisz, tak? Nawet jeśli nie masz jeszcze zdefiniowanego celu oszczędzania, to się tym nie przejmuj. Ja sugerowałbym iść z odpowiedzią w tym kierunku:

  • “Próbuję policzyć ile wydajemy, bo chciałabym żebyśmy w tym roku pojechali na jeszcze fajniejsze wakacje i wydaje mi się, że będzie nas na to stać…” – możesz jeszcze dodać w zależności od reakcji “… jeśli mi pomożecie” :)
  • “Zbliżają się Twoje urodziny i w końcu chciałabym Ci sprawić naprawdę niezły prezent, ale chcę mieć pewność, że nie popłyniemy finansowo…”
  • A jeśli macie ciężką sytuację finansową, to możesz sprzedać mniej konsumpcyjną odpowiedź, np. “Dobrze, że pytasz. Wydaje mi się, że znalazłam sposób na dodatkowe 150 zł miesięcznie, ale muszę to wszystko dobrze policzyć. To dałoby nam oddech i pozwoliło szybciej pozbyć się długu”.

Oczywiście im więcej takich potencjalnych odpowiedzi – tym lepiej. Jeśli macie inne dobre i konstruktywne odpowiedzi na pytanie “Po jaką cholerę to robisz?”, to napiszcie je proszę w komentarzach. Na pewno przydadzą się innym Czytelnikom bloga :)

Zasada 4: Porozmawiaj z rodziną i podziel się entuzjazmem

Wyobraź sobie, że to do Ciebie przychodzi ukochana osoba i mówi Ci “Nasze życie jest do dupy. Trzeba coś zmienić”. Jak zareagujesz? Ja pewnie od razu bym się zbuntował: “Jak to “do dupy”? Czego się czepiasz? Dlaczego chcesz mnie zmieniać?”.

Tego typu radykalne stwierdzenia, nawet jeśli są prawdą, mogą wywołać reakcję obronną i nie tworzą dobrej podstawy do angażowania domowników w oszczędzanie. Mówiąc w ten sposób sprzedajesz cały temat jako zło konieczne, którego nie da się uniknąć. Przykry obowiązek. Dodatkowo skoro to “nasze życie jest do dupy” już teraz, to dlaczego miałoby się polepszyć z powodu zaciśnięcia pasa? Przecież wtedy będzie jeszcze gorzej. Dzisiaj to jeszcze od czasu do czasu pozwalamy sobie na jakieś przyjemności, ale jeśli zaczniemy oszczędzać, to przecież i tego zabraknie.

Od razu Ci powiem, że ja nie promuję takiego oszczędzania i cięcia kosztów. Promuję mądre oszczędzanie (napiszę o tym oddzielny artykuł), to znaczy takie, w którym oszczędności osiągamy poprzez zredukowanie niepotrzebnych wydatków i osiągamy korzyści poprzez lepsze planowanie zakupów i maksymalizację premii z nimi związanych (moneyback, rabaty, programy lojalnościowe, promocje). Ta mądrość i inteligencja finansowa, którą mam nadzieję powolutku nabywacie, pozwala mieć więcej wydając mniej. Czyż nie jest fajne bycie takim sprytnym konsumentem i oszczędzanie w ten sposób na każdym kroku?

Zachęcam Was więc do odrobiny entuzjazmu :) Jeśli będziecie pozytywnie nastawieni, to łatwiej będzie Wam zarazić tym entuzjazmem ukochane osoby. Nawet jeśli Wasze finanse są dalekie od zadowalających, to spróbujcie podejść do ich naprawy z pozytywnym nastawieniem, np. “Kochanie, wiem, że damy radę i mam pomysł jak możemy osiągnąć to i to. Będzie to wymagało pracy, ale bardzo zależy mi na tym byśmy te cele osiągnęli wspólnie”. Prawda, że brzmi lepiej niż “Nasze życie jest do dupy”?

Usiądźcie do stołu i porozmawiajcie. Ty jako inicjator tej rozmowy musisz być optymistą. Nie możesz niczego wytykać swoim najbliższym. Musisz im powiedzieć dlaczego wdrożenie planu naprawczego jest dla Ciebie ważne. Musisz przedstawić konkrety i pokazać, że zależy Ci na wspólnym dobru a nie realizacji własnych zachcianek.

Zasada 5: Dowiedz się co czują Twoi najbliżsi i szanuj ich zdanie

A propos zachcianek: kolejnym ważnym aspektem gry zespołowej jest fakt różnorodności zawodników i konieczność pogodzenia ich indywidualnych ambicji w celu osiągnięcia wspólnego celu, jakim jest zwycięstwo całej drużyny.

Nie liczy się tylko to czy Ty odkryjesz się ze swoimi potrzebami przed rodziną. Powinieneś zadbać o to, aby rodzina także miała szansę ujawnić swoje odczucia związane z Twoimi planami. Nie możesz stawiać ich przed “faktem dokonanym” (“oszczędzamy i tak ma być, bo tak mówię”).

Lepiej będzie jeśli wytłumaczysz “To są powody, dla których jest to dla mnie ważne”, a następnie zapytasz jak oni się z tym czują, co sądzą, czy zgadzają się z Tobą, czy może mają inny punkt widzenia. Porozmawiajcie o tym, ale nie pozwól, by rozmowa przerodziła się we wzajemne docinki i wypominanie złych decyzji z przeszłości. Nie zaszkodzi nawet jeśli się zgodzisz, że nie wszystko co robiłeś kiedyś było racjonalne :) Mów przede wszystkim o swoich odczuciach, ale pozytywnie. Zero wylewania żali :)

Zasada 6: Wspólne planowanie – nowy domowy rytuał

A jeśli już uda Ci się już zainteresować rodzinę tym co robisz, to powinieneś doprowadzić do tego by żyła ona oszczędzaniem, w taki sam sposób jak Ty. Bardzo w tym może pomóc wspólne  planowanie budżetu na przyszły miesiąc. Nawet, jeśli wszystko masz już zaplanowane, to i tak znajdź czas, aby usiąść z rodziną do stołu i omówić jakie wydatki Was czekają. W ten sposób pozwolisz najbliższym realnie wpływać na plan wydatków, co spowoduje, że traktować go będą nie jak coś narzuconego, ale jako własny plan. Chyba nie muszę tłumaczyć, jak dobrze wpływa to na jego późniejszą realizację.

Osiągniesz w ten sposób także dodatkowy pozytywny efekt: niedotrzymanie planu będzie wspólną porażką, a dotrzymanie planu będzie wspólnym sukcesem. Dodatkowo możecie traktować to jako swego rodzaju grę lub zabawę: weryfikując cotygodniowo wykonanie budżetu (np. po spisaniu wydatków) wspólnie możecie analizować czy trzeba trochę zaoszczędzić, by osiągnąć miesięczny cel, czy można lekko “popuścić pasa”.

Przyznaję się bez bicia, że ja tego nie robię. Ale mam to niesamowite szczęście, że wszyscy u nas doskonale wiedzą, że oszczędzać trzeba i potrafią samodzielnie ograniczać własne zapędy zakupowe. Czasami mam nawet wrażenie, że lepiej trzymają koszty w ryzach niż ja. I dobrze. Takich właśnie domowników wszystkim Wam życzę :-)

Zasada 7: Korzystaj z pomocy zewnętrznych autorytetów

Jeśli pomimo wszystkich wdrożonych przez Ciebie zasad, rodzina nadal nie chce uwierzyć Ci, że warto oszczędzać, to możesz zawsze skorzystać z pomocy zewnętrznych autorytetów. Przykładowo możesz wydrukować i podsunąć mężowi czy żonie konkretny artykuł z mojego bloga :) “Zobacz słoneczko, sama tego nie wymyśliłam. Michał pisze, że jeśli kupowalibyśmy Euro na spłatę kredytu w kantorze internetowym, to rocznie zaoczczędzilibyśmy 900 zł. Czy możesz mi pomóc przeliczyć czy on ma rację?”. A przy okazji podsuń mu gotowego Excela pobranego z bloga i poproś by znalazł błąd. Może podziała :)

Takie rozwiązanie ma jeszcze jeden pozytywny aspekt. Możesz grać w klasyczną grę “dobry i zły policjant”. Ty jesteś tym dobrym, ja mogę być tym złym. Nie mam z tym żadnego problemu, o ile tylko służyć to będzie poprawieniu stanu Waszych finansów.

I oczywiście ja nie jestem jedyną osobą, która pisze na temat finansów osobistych. Warto żebyście podpierali się wszystkimi materiałami, które uznacie za wiarygodne i sensowne. Polecam również lekturę książek o finansach osobistych oraz innych blogów o tej tematyce.

Dalej szukasz wymówek czy zaczynasz oszczędzać?

Mam nadzieję, że chociaż trochę pomogłem Ci tym artykułem i że będziesz już wiedzieć od czego i w jaki sposób zacząć popularyzowanie tematu oszczędzania u Ciebie w domu. Zastanawiałem się czy być może nie zacząłem tego artykułu zbyt ostro, ale po ponownym przeczytaniu stwierdzam, że niektórym z Was trzeba napisać wprost i “do słuchu” :) Nie szukajcie wymówek – szukajcie rozwiązań.

Przypomina mi się tu inny cytat – Henrego Forda “Bez względu na to czy sądzisz, że potrafisz lub że nie potrafisz – masz rację” :-) Pamiętajcie, że to Wy kreujecie siebie, w tym swoje nastawienie. Ja mogę Wam tylko próbować pomagać.

Dziękuję Wam bardzo, że czytacie mój blog. Uczyńcie mi proszę tą radość i skomentujcie czy podoba Wam się ten artykuł oraz jakie inne sposoby można zastosować, aby angażować bliskich.

Jeśli uznacie, że komuś może się przydać ten artykuł, to podzielcie się nim na Facebooku lub e-mailowo. Ikonki do tego znajdziecie tuż pod artykułem :) I koniecznie zachęcam Cię do zapisania się na mój newsletter. W formie podziękowania otrzymasz bezpłatnie 22 kalkulatory Excel, które pomogą policzyć Ci koszty mediów, obliczyć raty kredytów, policzyć Twoją wartość netto, sprawdzić opłacalność kantorów internetowych, poznać sposoby kategoryzacji wydatków i wiele innych!

Gotowi na spisywanie wydatków? No to zachęcam do lektury cyklu „Zaplanuj budżet domowy:)

A przy okazji przypominam, że jeszcze tylko dzisiaj, do 20:00 możecie jeszcze wziąć udział w minikonkursie związanym z PAYBACK. Szczegółowe informacje w tym artykule.

Obrazek u góry artykułu dzięki uprzejmości rachel_pics

"Finansowy ninja" - podręcznik finansów osobistych

Finansowy ninjaMożna już zamawiać moją książkę "Finansowy ninja". To ponad 540 stron praktycznej wiedzy o oszczędzaniu, zarabianiu, optymalizacji podatkowej, negocjowaniu i inwestowaniu, które pomogą Ci zostać prawdziwym finansowym ninja i osiągnąć bezpieczeństwo finansowe.

Przewodnik po finansach osobistych, który każdy powinien przeczytać jeszcze w szkole.

PRZEJDŹ NA STRONĘ KSIĄŻKI →

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach o oszczędzaniu pieniędzy. Nie ujawnię nikomu Twojego adresu!



{ 61 komentarzy… przeczytaj komentarze albo dodaj nowy komentarz }

Bernadeta Czerwiec 15, 2013 o 18:45

Michale!
Twoje rady są iście salomonowe i świadczą o tym, że umiesz rozmawiać z ludźmi. Ja mimo blisko 40-stki ciągle nie umiem tego robić, bo szybko tracę cierpliwość i forsuję swoje zdanie. Ale staram się i widzę malutkie postępy.
Co do domowników… Mój mąż nie jest w stanie odłożyć ani grosika, bo wciąż znajduje milion niezbędnie koniecznych zakupów. Nie wiem czy jest tu możliwość reformy… Tak więc „nasz” fundusz awaryjny tworzę sama od 4 lat w tajemnicy przed mężem, który z pewnością, gdyby wiedział, że mam odłożone jakieś pieniądze znalazłby dla nich szybkie i niezbędne zastosowanie i już nie byłoby funduszu awaryjnego. A tak czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Właśnie z tego powodu nie wprowadzam ogólnorodzinnej kontroli wydatków, bo w ten sposób mogę ukryć pewną część moich dochodów (które są ruchome). Dopiero kiedy zbuduje jako taki fundusz awaryjny to postanowię omawiać z mężem każdy wydatek. Natomiast udało mi się w ciągu kilku lat zwracać jego uwagę na ekonomiczność kupowania – porównywanie cen, kupowanie w promocji, nie kupowanie za dużych ilości jedzenia, oporność na wciskaczy okazji np. abonamentu telefonicznego.
Z przyjemnością obserwuje syna w wieku przedszkolnym, który odkłada malutkie miesięczne kieszonkowe na zakup droższej zabawki co kilka miesięcy. Może podejście do pieniędzy odziedziczy po mamusi.

Odpowiedz

Michał Szafrański Czerwiec 16, 2013 o 19:28

Hej Bernadeta,

Dziękuję za komentarz. Porady zdecydowanie łatwiej jest pisać niż samodzielnie wdrażać w życie.

Poruszasz jeszcze inny aspekt, którego w ogóle nie uwzględniłem w artykule, czyli jak sobie radzić, gdy nasz partner absolutnie nie jest nastawiony na współpracę. Twoja metoda jest prawdopodobnie jedyną słuszną w Twojej sytuacji.

Tak czy siak życzę Ci powodzenia i wytrwałości we wpływaniu na męża.

Pozdrawienia dla całej Waszej trójki :)

Odpowiedz

paola Październik 8, 2015 o 21:45

Mam to samo. Mąż jest niereformowalny. Ja za to od 2 miesięcy odkładam pieniądze w tajemnicy przed nim. Chcę uzbierać pokaźną sumkę i potem mu udowodnić, że można zaoszczędzić. A gdyby mi pomógł ta kwota byłaby większa. i stać by nas było na niezłe wakacje. Na razie przygląda się i twierdzi, że jestem szurnięta jak moja mama, która od kiedy jest na emeryturze zbiera paragony i planuje budżet. Ja z początku też się podśmiewałam. Mówiłam, że moja mama przesadza. Jednak Dziś wiem, że to jedyne słuszne rozwiązanie w naszej sytuacji. Nie mamy długów. Ale nie mamy też poduszki finansowej…. Żadnych oszczędności. Wystarczy brak jednej wypłaty i zaczynają się nasze problemy… Przy dwójce dzieci jest to wielce prawdopodobne.
Trzymam kciuki za wszystkich oszczędzających!
POZDRAWIAM!

Odpowiedz

Marta Czerwiec 15, 2013 o 22:55

Żyję sama na swoim gospodarstwie domowym, więc nie muszę nikogo przekonywać. 😉
Ale chciałam zwrócić Twoją uwagę na pewną rzecz w wyglądzie bloga – nie wiem, czy to np. problem mojej przeglądarki lub czegoś innego, ale tekst na Twojej stronie wygląda jakby składał się z czcionki o różnych wielkościach – kiedy w wyrazie pojawia się polski znak często nagle cała reszta słowa wygląda jakby pisana była mniejszą czcionką.

Okej, sprawdziłam w IE (normalnie używam Opery) i tam wszystko wygląda okej. Wysyłam komentarz mimo wszystko, bo być może inni też mają ten problem, a trochę to utrudnia czytanie.

Odpowiedz

Michał Szafrański Czerwiec 16, 2013 o 19:30

Hej Marta,

Dziękuję za zwrócenie uwagi na problem. Sprawdź proszę teraz i daj mi znać czy już jest OK. Rzeczywiście był problem w konfiguracji, nad którym dzisiaj w nocy nieco popracowałem. Mam wrażenie, że powinno już być OK.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Wild Dog Czerwiec 16, 2013 o 07:16

Wreszcie ktoś napisał że oszczędzanie to gra zespołowa.
O tymnigdy nie myślałem, ale jeśli zastanowimy się nad tym, widzimy że to prawda.
Z moich obserwacji wynika że w związki małżeńskie wchodzą zawsze odmienne osoby.
To właśnie przeciwieństwo nas fascynuje.
Pamiętam że miłe i ładne koleżanki z klasy wyszły za mąż za brudasów i pijaków.
Czyli, jeśli w rodzinie mamy dwie odmienne osoby, jest prawdopodobne że wcześniej czy później dojdzie do konfliktu.
Osobiście, dokonałem innego odkrycia.
Do niedawna moja żona zarządzała finansami domowymi. Było to dla mnie wygodniejsze. Nie była rozrzutna. Wystąpił tam inny problem.
Jako mężczyzna, nie możesz prosić żonę o pieniądze.
Teraz ja dysponuję moimi finansami, żona swoimi. To pracuje lepiej. Zauważyłem że robi tak większość par w krajach zachodnich.
Tutaj nie chodzi o oszczędzanie tylko o godność mężczyzny.
Proszę, napisz coś na ten temat.

Odpowiedz

Michał Szafrański Czerwiec 16, 2013 o 19:38

Hej Wild Dog,

Dziękuję za komentarz i za zwrócenie uwagi na aspekt „godności mężczyzny”. Zastanawiałem się nad tym co napisałeś i szczerze mówiąc trudno mi jakkolwiek się do tego odnieść. Myślę, że dlatego, że to zawsze ja zarządzałem pieniędzmi.

Myślę, że wiele zależy od Waszych wzajemnych relacji i ustawienia kwestii finansowych. Ja mógłbym powiedzieć, że w moim przypadku moglibyśmy mówić o godności kobiety (w przypadku, gdy to ja zarządzam pieniędzmi). Ale u nas ten temat w ogóle nie ma podstaw – po prostu moja Żona wydaje tyle ile chce i ile musi. I ja również mam taką swobodę. Wtedy nikt o nic nie musi się prosić i niczyja godność nie cierpi. Ale oczywiście w naszym przypadku tak się szczęśliwie składa, że obydwoje patrzymy na to ile wydajemy i staramy się ograniczać. Jestem megaszczęśliwy, że pod tym względem jesteśmy do siebie tak dopasowani :) Żona złoto :)

Ale temat „konto wspólne czy oddzielne” zapisuję sobie na listę. Zrobię ankietę wśród moich znajomych :)

Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz

Ola Lipiec 15, 2015 o 19:44

Mimo, że jestem kobieta NIE CIERPIĘ prosic o pieniadze kogokolwiek i być ograniczana przez kogokolwiek jeśli chodzi o wydatki. Zawsze byłam za oddzielnymi finansami własnie z tego powodu, tej swojej „niezalezności”, ale jednak po kilku próbach róznego podziału i dysponowania finansami doszłam do wniosku, że najwazniejsza jest szczerość równiez w aspekcie wydatków i bycie teamem równiez w tym zakresie. Dlatego wspólne konto jest moim zdaniem najlepszym wyjściem i najlepiej się w moim małżeństwie sprawdziło, a jesli potrzebujemy „kieszonkowego” to wystarczy o tym porozmawiać. jak zmieniłam podejście, zmieniło sie również postrzeganie „proszenia się” na komunikację. Tak to funkcjonuje u nas :)

Odpowiedz

ZP Czerwiec 16, 2013 o 09:30

W przypadku rodziny kluczowy jest właściwy dobór charakterów PRZED zawarciem małżeństwa. Jeśli chcesz rozsądnie zarządzać finansami, musisz pod tym kątem patrzeć też na partnera od samego początku.

A potem można tworzyć zasady :)

Polski standard: żona trzyma kasę na zakupy i bieżące płatności, mąż włącza się do decyzji strategicznych typu kupno samochodu/mieszkania.

Odpowiedz

Michał Szafrański Czerwiec 16, 2013 o 19:43

Hej ZP,

Mądrze powiedziane :) Ale serce nie sługa i jakoś sobie nie wyobrażam takiego małżeństwa z rozsądku. Z tym, że ja to niepoprawny romantyk chyba jestem.

Z tym polskim standardem to według badań, np. wspomnianego w artykule „Jak oszczędzają Polacy”, jest mniej więcej pół na pół z nieznaczną przewagą kobiet jako osób zarządzających domowym budżetem. Ale ostatnio podczas jednego ze spotkań robiłem ankietę i okazało się, że Panie w większości powierzały sprawy finansowe w ręce Panów. Wszystko zależy, gdzie się ucho przyłoży.

Ja gdybym miał obstawić pieniądze na taki zakład, to powiedziałbym, że rzeczywiście częściej to Panie rządzą domowymi budżetami,

Pozdrawiam!

Odpowiedz

szacunek Czerwiec 16, 2013 o 11:14

@ZP
Co konkretnie masz na myśli pisząc, że „W przypadku rodziny kluczowy jest właściwy dobór charakterów PRZED zawarciem małżeństwa. Jeśli chcesz rozsądnie zarządzać finansami, musisz pod tym kątem patrzeć też na partnera od samego początku.”?
Mógłbyś rozwinąć myśl?

Odpowiedz

Misiowe Czerwiec 16, 2013 o 11:31

Dobre rady, choć zapewne niejednokrotnie trudne do zrealizowania.
Ja na razie jestem w grze zespołowej w wymiarze Ja+ narzeczony i nie mieszkamy ze sobą, ale o finansach zawsze sporo rozmawiamy. Mamy jakieś wspólne wakacje itd., i mam to szczęście że jak na razie narzeczony też jest za oszczędzaniem :)
Nie chodzi o to aby oszczędzać, dusić grosz, siedzieć w domu itd.
A o to, aby np. zamiast kupić czekolady, niepotrzebny nowy telefon czy kolejne niepotrzebne spodnie móc te pieniądze odłożyć i…(każdy może sobie wstawić co che) w moim wypadku w tym momencie pojechać na wakacje, pojechać w góry na weekend, dołożyć do kupki u mnie zwanej oszczędności na później – co mam równoważne z oszczędzaniem na samochód, mieszkanie, emeryturę – no cóż, nie do końca zidentyfikowany cel ale raczej długotrwały i nie ruszam tych pieniędzy na drobiazgi czy nawet wakacje. Na wakacje osobny fundusz, na tamto osobny :)

Jeszcze co do oszczędzania – narzeczony złapał bakcyla i sporo jeździ rowerem, rower kupiony kiedyś w markecie i znów się rozwalił i hmm.. naprawiać czy może kupić nowe?? Dyskusja gorąca, za i przeciw i poszło za nowym choć na tą chwilę jak dla nas spory wydatek bo i rower porządniejszy. Rower zakupiony z moich pieniędzy odłożonych na później.. a z każdej pensji (pierwszą ratę już dostałam 😀 ) narzeczony ma spłacić + pieniądze zaoszczędzone na dojazdach do pracy. Wiecie ile można zaoszczędzić jeżdżąc na rowerze do pracy??? Dla mnie trochę podziw, że narzeczony jeździ do pracy około 18 km w jedną stronę, czy to o 4 rano, czy to o 22 :) każdy przejazd tam i z powrotem busem to w całości 11 zł, dobra pogoda i wsiada na rower jedzie… mamy czas pogody sprzyjającej rowerom, czyli nawet 10* wyjazd rowerem do pracy =110 zł :) to jest wiele, a jak na razie jeździ cały czas to może i w msc wyjdzie mu 200zł albo i więcej.
Zakup roweru drogi, ale jakie dzięki temu oszczędności teraz przynosi, na razie oszczędności idą na spłatę roweru ale już niedługi, że tak powiem rower zacznie zarabiać na siebie |:)

Więc przy okazji apel – jeździjcie rowerami, nawet i do pracy, nawet – 2-5 km, czy np. na zakupy. Auto, parking, paliwo, czy komunikacja miejska – same koszty. A rower, sama przyjemność i oszczędność.
Jeszcze taki nasz sposób na oszczędzanie, narzeczony dostał skarbonkę z szyfrem (który tylko ja znam 😀 aby nie zapomniała) i każdą równowartość wyjazdu rowerem zamiast busem czy samochodem wrzuca do skarbonki i zbiera się coraz to większa suma, którą można przeznaczyć czy na spłatę długu, zakup czegoś ekstra lub wakacje.
Nawet niech to będzie rower zamiast komunikacji miejskiej i 2 zł zaoszczędzone razy ileś tam to jakaś sumka się robi :)

Się trochę rozpisałam, najwyżej nie przeczytacie :p
Zmykam – może i popołudniu na rower dla zdrowia.

Odpowiedz

Michał Szafrański Czerwiec 16, 2013 o 19:45

Hej Misiowe,

Bardzo dziękuję Ci za komentarz. Z przyjemnością przeczytałem cały :)

Sposób z rowerem jest bardzo dobry i ja też go w ciepłe dni praktykuję. Skala oszczędności rzeczywiście potrafi być konkretna. Mam w planach oddzielny artykuł z pokazaniem skali oszczędności :)

Do usłyszenia!

Odpowiedz

kamila Czerwiec 16, 2013 o 15:31

Ha – z tym oszczędzaniem nie jest tak prosto. No ale nikt nie mówi, że ma być łatwo.
Ja poszłabym jeszcze dalej- sprawdzać rachunki? tak, ale może jeszcze krok na przód i zaproponować każdemu : zrób listę co potrzebujesz (w zależności od tego gdzie się wybieramy.) To naprawdę powoduje to, że każdy z domowników zastanowi się i nie bardzo wygłupi się z propozycją czegoś co zostanie od razu zauważone, że jest zbędne. Zakupy bez planowania są bez sensu. Kupuj konkretną rzecz a nie „pod dyktando” (kup 2 w cenie 1, druga sztuka 50% taniej itp). Jeśli cele handlowca i Twoje są zbieżne to super. Inaczej kupujesz rzeczy, które bardzo często są zbędne i nadal nie masz tego co naprawdę potrzebujesz. Ja zakupy spożywcze zawsze robię ze ściągą- inaczej okazuje się, że połowy nie kupiłam, za to mam kolejną przyprawę, musztardę,olej (bo w promocji). Temat rzeka…. mnóstwo jest sposobów, ale tak jak napisałeś- trzeba współpracy samemu się niewiele zdziała.
Tu mam smutną refleksję – moje próby rozmowy z mężem o finansach, sposobu rozwiązania pewnych problemów, były komentowane jednym słowem, którego nie zacytuję, ale oznaczało, że mam się odczepić. Zupełny brak porozumienia. W końcu skończyło się rozwodem. To jest może trochę odpowiedź dla ZP :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Czerwiec 16, 2013 o 19:47

Hej Kamila,

Dziękuję za komentarz. Co do męża, to nie wiem czy Ci gratulować czy współczuć. W każdym razie przynajmniej nie musisz negocjować codziennych wydatków.

Co do sposobów oszczędzania, jak również zapobiegania spontanicznym i impulsywnym zakupom, to świetnie trafiłaś w temat. Właśnie miałem okazję prowadzić szkolenie dotyczące mądrego oszczędzania, w trakcie którego szczegółowo omawiałem ten temat. Szczegółową relację zamieszczę na blogu w czwartek – zapraszam :)

Pozdrawiam ciepło

Odpowiedz

Magda Czerwiec 17, 2013 o 08:52

Michał,
kolejny fajny artykuł, mój pierwszy komentarz :) Nie ukrywam, że zaintrygował mnie komentarz Bernadety i jej oszczędny przedszkolak :) Moja sześcioletnia córka z każdym banknotem biegnie do zabawkowego, po to tylko, żeby wydać wszystko co ma. Czasem mam wrażenie, że za duża wagę przykłada do pieniędzy.
I tu moje pytanie: Michał, czy Twoje dzieci dostają kieszonkowe? Jak uczyłeś je oszczędnego gospodarowania gotówką? Jak wychować dziecko, żeby nie uczynić z niego materialisty?
Zasadę nr 2 już wdrażam, czyli staram się świecić przykładem i nie poddaję się :) I szukam odpowiedzi i pytam mądrzejszych :)
Pozdrawiam

Odpowiedz

Michał Szafrański Czerwiec 17, 2013 o 23:30

Hej Magdo,

Dziękuję i witam w gronie komentujących :) Co do moich dzieci: obecnie nie dostają kieszonkowego (ale dostawały). Dlaczego nie dostają? Bo systematycznie otrzymują drobną gotówkę od dziadków i pradziadka. Dopóki mają te pieniądze i nie mają potrzeby (my to oceniamy z Żoną) na więcej, to muszą sobie radzić z tym co mają. Dodatkowo mają oszczędności odłożone na specjalnych kontach. Obydwoje sporadycznie (bardzo sporadycznie) pytają ile tam teraz mają, bo wiedzą już że pieniądze leżące na oprocentowanym koncie nominalnie przyrastają.

Co do edukacji finansowej dzieci – nie uważam się za eksperta. Po naszych maluchach widzę, że nie sprowadza się to wyłącznie do kwestii pieniędzy posiadanych. To jest kwestia uświadamiania im skąd pieniądze się biorą i jak trudno na nie zapracować (że w pierwszej kolejności pokrywamy koszty życia, jedzenia, opłat itp. i resztę można przeznaczyć na inne rzeczy, w tym oszczędzanie). Tak jak pisałem powyżej w tekście – moje dzieci często podchodzą bardziej oszczędnie do rzeczywistości niż ja. Doskonale rozumieją, że pieniędze na drzewie nie rosną, a Taty ciężkie pracowanie służy temu byśmy mieli za co żyć.

Spróbuję kiedyś zebrać w formie artykułu to jak można pracować z dziećmi.

Pozdrawiam i życzę powodzenia :)

Odpowiedz

Luiza Czerwiec 17, 2013 o 14:37

Zdecydowanie oszczędzanie to gra zespołowa. Po wieeelu rozmowach mój zespół czyli trzech facetów „weszło w to”. Najstarszy zaczął patrzeć na ceny podczas zakupów spożywczych, dwóch młodych stara się oszczędzać energię elektryczną, odkładają swoje kieszonkowe na jakiś tam cel. W przypadku energii elektrycznej oglądali rachunki, obserwowali na liczniku zużycie prądu podczas pracy różnych urządzeń.
A gdy idą na lody „za swoje” to tam gdzie jest taniej, bo po co przepłacać skoro wszędzie jest to samo:) Nie jest źle. Choć przyznam, że początki były ciężkie. Ale głośno sygnalizowałam, że wdrażam proces oszczędzania i będę upierdliwa, będę przypominać, upominać. I zobaczymy czy się sprawdzi. I zadziałało:)

Odpowiedz

Michał Szafrański Czerwiec 17, 2013 o 23:31

Brawo Luiza! Miło czytać takie opowieści zakończone sukcesem i stwierdzeniem „Nie jest źle” :)

Odpowiedz

Koper Czerwiec 17, 2013 o 14:56

Moją „pasją” jest pozyskiwanie pieniędzy z monebacków, zbierania puntów, pieczątek itp. Wychodzę z założenia, że skoro i tak kupuję, to jak dają, czemu mam nie brać? W ciągu ostatniego roku oduczyłem się być uzależnionym od jednego programu lojalnościowego. Chcę czuć się trochę wolnym i dlatego korzystam z różnych. Aktualnie jestem w stanie narzeczeństwa, więc każdy ma swoje pieniądze (pracujemy oboje) i rozliczamy się prawie do złotówki. Ale w każdym miesiącu staram się kupować narzeczonej prezenty, obowiązkowo kwiaty bez okazji, czasem mówię, „stawiam to”, albo „to prezent ode mnie” – radość kobiety bezcenna, bo wiedząc, jaki mam stosunek do pieniędzy widzi, ze daję też od siebie (i mimo wszystko nie jestem sknerą), więc świecę przykładem i zauważyłem, że w kwestii np. wyboru banku itp. zdaje się całkowicie na mnie, bo WIDZI, że to przynosi realną korzyść. Widząc jak pomnażam pieniądze i jak te pieniądze generują mi co miesiąc dodatkowy przychód, też zaczęła odkładać drobne kwoty na osobne nietykalne konto wysoko oprocentowane i widzę jak ją to zaczyna powoli wkręcać. Już teraz ustaliliśmy, że po ślubie będziemy mieli pieniądze wspólne i oddzielne. Czyli z pensji idzie na wspólne konto po równo jakaś kwota i ona jest przeznaczana na wspólne zakupy, bez wypominania, czy więcej jest zakupów typowo moich lub jej. Dodatkowo każdy ma swoje pieniądze na własne zachcianki lub na prezenty z okazji lub bez. Uważam, ze całkowicie wspólna kasa ucina romantyzm pt. choć kochanie zapraszam Cię do cukierni na lody. No bo przecież i tak płacilibyśmy ze wspólnych…. Gdy jesteśmy na zakupach oboje zwracamy uwagę na cenę, jeśli ja widzę markowe piwo w 8-paku za 2,12zł/szt., to ładuję kilka zgrzewek. Nie zmarnuje się a wychodzi taniej niż na sztuki… jeśli kawa którą pijemy jest po 18zł, a w promocji widzę za 15zł, to ładujemy ze 4 sztuki i tak zejdzie. Niestety nie mam patentu na oszczędzanie sensu stricto, czyli odmawianie sobie. Jeśli mam na coś ochotę to kupuję, choć nie uważam abym trwonił co chwile pieniądze na głupoty. Moim oszczędzaniem jest samodyscyplina w momencie zakupu, chyba odwrotnie niż mają wszyscy… Jak wyjdzie po ślubie, co będzie gdy zostanę ojcem? Zobaczymy :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Czerwiec 17, 2013 o 23:40

Hej Koper,

Dziękuję za obszerny komentarz. Poruszyłeś jedną ważną kwestię pisząc „Niestety nie mam patentu na oszczędzanie, czyli odmawianie sobie”…

Ja Ci właśnie powiem, że masz patent na oszczędzanie. Oszczędzanie według mnie nie polega na odmawianiu sobie (rany! – muszę napisać ten tekst „oszczędność vs skąpstwo” – obiecuję sobie, że zrobię to jeszcze w czerwcu!). Mądre oszczędzanie to ograniczanie głupich i zbędnych kosztów po to by mieć więcej kasy na to na czym nam zależy. Jednemu będzie zależeć na wakacjach, innemu na super aucie, a jeszcze innemu na butach za 2000 zł, a jeszcze innemu – na wcześniejszej spłacie kredytu. Jeśli tego naprawdę się chce, to się te zachcianki realizuje i nadal może być to zgodne z duchem oszczędzania – pod warunkiem, że zakup tego co chcemy, optymalizujemy, nie jest on impulsywny i jest zaplanowany.

Ty Koper działasz jak najbardziej racjonalnie – kupujesz to co kupujesz, ale optymalizujesz kosztowo te zakupy, po to by mieć pieniądze na to co chcesz. Nie chodzi o nic innego :) Cięcie kosztów wszędzie gdzie się da nie ma długofalowo sensu – chyba, że jesteśmy w podbramkowej sytuacji i musimy przetrwać ciężki finansowo okres podczas wdrażania planu naprawczego naszych finansów. Ale to temat na oddzielną opowieść (wiem, że niektórzy na nią czekają).

Szacunek i pozdrawiam!

Odpowiedz

Koper Czerwiec 18, 2013 o 11:27

Tak sobie troszkę z Tobą po polemizuję Michale :) I trochę „pofilozuję” Nie mam celów inwestycyjnych, mam kilka zasad, np. odkładam 10% przychodów i inwestuję dla samego inwestowania. Po prostu to lubię. Tak w ogóle to miałem i nadal mam problem z ogarnięciem wydatków. Od ponad roku zacząłem notować wydatki w podziale na kategorie i tak się mocno zastanawiam, czy przedkłada się to na ograniczenie wydatków? Może podświadomie??? W aktualnej sytuacji (po ponad roku śledzenia wydatków), wiem już dokładnie na co znika ile pieniędzy. Jaki mam przychód a ile teoretycznie powinno zostać. Ale tak jak mówię, nie planuję wcześniej zakupów, kupuję to co potrzeba i na co mam ochotę. Nie zastanawiam się, czy przy kasie zapłacę 70zł, czy 230zł. Zawsze jestem ciekawy ile wyjdzie – taka zabawa w zgadywankę przy kasie 😀 Nie przejmuję się, bo i tak widzę później w tabelce ile wychodzi na jedzenie ile na chemię, ile na ciuchy. Ciekawe jest porównywanie danych z zeszłego roku, ale nadal nie wiem czy ma to wpływ na oszczędzanie. Do czego dążę, rozumiem, że jeśli wydam na ta przykładową kawę 3zł mniej a kupię 4 opakowania, to zaoszczędzę 12zł. Ale defacto tych pieniędzy nigdy nie widać. Jedynie jest psychologiczna świadomość, mam 12zł więcej. Gdybym miał gorszą sytuację czyli jak piszesz był w sytuacji podbramkowej to musiałbym patrzeć na każdy zakup i nie stać by mnie było na zainwestowanie w kawę 4×15=60zł aby zaoszczędzić 12zł Nie bardzo wiem jak przekazać moją myśl, że w zasadzie jakie to ma znaczenie czy dzięki racjonalnym zakupom zostanie mi w tym miesiącu 600zł, a nie 500zł. ktoś powie, no jak to??? masz 100zł więcej!!! ale tych pieniędzy i tak nie widać, musiałbym je rozkładać na kupki i co jakiś czas na nie patrzeć :) U mnie latają po różnych kontach, inwestycjach itp. I są tylko pozycją w arkuszu kalkulacyjnym. Ale jest to tylko sucha informacja. Może dzięki temu więcej nie muszę sobie odmawiać wszystkiego?? Nie wiem. Generalnie jestem szczęśliwy, ze mnie stać na normalne życie bez szaleństw w stylu dwa razy w roku Karaiby i własny jacht 😉 Ale jak mam ochotę kupić sobie porządny rower to go kupuję. A to, ze akurat ostatni rok przestał nieużywany – ktoś powie, marnotrastwo… Kocham góry, to jadę na min. tydzień, potem mi słupki i wykresiki spadną, ale co przeżyję to moje :) Może dzięki temu racjonalnemu oszczędzaniu mam po prostu wolnej gotówki np. 12000zł a nie 11700zł (w zasadzie jaka to różnica 😉 )Tak czy owak nie ma to znaczenia. Czy inaczej będę planował wyjazd bo mam o te 300zl więcej? Czy pozwolę sobie na lepszą knajpę? A jak bym miał mniej to na tańszą?? Kurcze chyba nie przekażę myśli, która mnie nurtuje. Może inaczej. Czasami zazdroszczę ludziom, którzy mają jedno konto, wpływa pensja, dzięki racjonalnemu oszczędzaniu pod koniec miesiąca zostaje im na koncie np. 300zł, nadwyżkę przelewają na jedno jedyne konto oszczędnościowe i w ten sposób widza ile zarabiają, ile wydają a i ile oszczędzają. Widzą np. „ojej jest połowa miesiąca a na koncie mam mniej niż pół wypłaty wiec w tym tygodniu muszę się powstrzymać od np. wypadu do McDonalda… ” U mnie to wszytko jest płynne, Pieniądze zawsze są i nie myślę ile mogę wydać. Widzę ile wydałem i widzę tendencję, ale po raz kolejny w przestrzeń zadam pytanie, czy to ma realny wpływ na przyszłe wydatki, na planowanie wydatków?? Nie mam zielonego pojęcia. Jak ktoś mnie zapyta ile wydaję na samochód, to mu powiem dokładnie ile na paliwo, naprawy, ubezpieczenie itp. na miesiąc, na rok, proszę bardzo, nawet wykres średniomiesięcznych kosztów w ciągu kilku lat. Najważniejsze jest, że mnie na ten samochód stać i jak mam ochotę to wsiadam i jadę nie przeliczając, że np. wieczorna bezcelowa przejażdżka po okolicy to wyrzucone w błoto 12zł. Mam ochotę jechać – jadę. Może to wszystko chaotycznie napisane i ktoś pomyśli, wariat jakiś. Podsumowując, albo ktoś ma ten „gen” oszczędzania albo nie. Chwała wszystkim, którzy chcą mieć świadomość swoich przychodów i wydatków i tym co się uczą oszczędzania. Jeśli ktoś ma podobne rozterki pt. odkładam, oszczędzam, ale jakoś nie czuję bym miał/posiadał – chętnie wysłucham komentarza.

Odpowiedz

Michał Szafrański Czerwiec 18, 2013 o 19:38

Hej Koper,

Ja się nie będę rozpisywał, bo pewnie moglibyśmy pisać o tym bardzo długo :) Generalnie powtórzę, że to co robisz jest esencją oszczędzania. W oszczędzaniu nie chodzi o to by „kisić pieniądze”. Ty ich nie kisisz. Wydajesz na to na co chcesz, ale dzięki temu, że robisz to z głową, to Ci na nic nie brakuje. I tak właśnie powinno być.

Ja też nie zastanawiam się nad tym ile mnie kosztuje pojechanie gdzieś autem, ale intuicyjnie (i z ciekawości policzyłem), że oszczędzam przesiadając się na rower. Wiem też, że jeśli chcę pojechać do centrum, to oszczędniej będzie mi wsiąść do metra. I przez „oszczędniej” rozumiem oszczędność czasu. Czas oszczędzam dwa razy, bo nie dość, że jadę krócej (tak tak…), to jeszcze dodatkowo ten czas wypełniam sobie czytając książkę – na co z kolei szkoda mi czasu w domu. Pieniądze też przy okazji oszczędzam, bo podróż metrem jest tańsza niż paliwo+parkowanie.

Czy przeliczam dokładnie ile zaoszczędziłem na jednym wyjeździe? Nie muszę i nie przeliczam. Ale to nie znaczy, że pozostali Czytelnicy powinni działać tak jak ja. Niektórym potrzebne jest skrupulatne liczenie i zastanawianie się – zwłaszcza w początkowej fazie zarządzania domowym budżetem. Właśnie po to by złapać perspektywę, umieć ocenić swój poziom konsumpcji i zidentyfikować w nim absurdy :) Absurdy się zdarzają, a w codzienności trudno je zauważyć. I nawet jeśli od czasu do czasu coś nam „zgrzytnie” i dojdziemy do wniosku, że ten konkretny zakup był nieprzemyślany, to i tak nie wiadomo (dopóki nie mamy nad tym kontroli) jak często nam się takie „zgrzyty” przytrafiają.

Pozdrawiam życząc jak najmniej rozterek :)

Odpowiedz

Koper Czerwiec 19, 2013 o 09:24

W zasadzie zamykając wątek dyskusji (o którym faktycznie można by pisać i pisać) Przedyskutowałem wczoraj temat z przyszłą teściową :) – tak właśnie wspaniałą kobieta, w końcu nie bez przyczyny żenię się z jej córką :) i nasunęły mi się pewne wnioski. Uwaga, bo zapewne odkrywam Amerykę 😉

Kontrola nad finansami i oszczędzanie (rozumiane jako powstrzymywanie się od niepotrzebnych (absurdalnych) wydatków, maksymalne wykorzystywanie promocji i myślenie podczas i przed zakupami – czyli przed bezpowrotną zamianą naszych pieniędzy na towar) jest dobre, bo jakkolwiek byśmy nie liczyli żyjąc w sposób oszczędny zawsze będziemy mieli tych pieniędzy więcej, nieważne czy to odczujemy czy nie. Ważne, ze będzie nas stać na więcej, lub na coś lepszego, będzie nas stać jeździć na wakacje, na których nie będziemy musieli „dziadować”. Wszystko to daje nam większy komfort psychiczny życia. Oczywiście do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja, więc po jakimś czasie zupełnie może nie odczuwać skali swoich oszczędności (chyba mnie to dopadło). Natomiast najbardziej pozytywnie odczują to osoby wchodzący w ten system, patrz czytanie m.in. tego bloga oraz tym bardziej tego artykułu :) Oraz ludzie, którzy wydają wszystko co zarobią i jeszcze muszą pożyczać, a dzięki oszczędzaniu – jeszcze im zostanie. A jak wiemy większość osób tak żyje, gdy ich spytamy czy odkładają – to odpowiedzą nam „a z czego”? Tacy ludzie są skazani na wieczne marudzenie i ciężko ich „nawrócić”. Są uzależnione od konsumpcjonizmu, i tak samo jak z każdym uzależnieniem, ciężko z niego wyjść. chciałem Ci Michale (oraz komentatorom) podziękować za pracę jaką wkładasz w pisanie bloga, nie tylko dlatego, że czegoś można się dowiedzieć, lub zmienić coś na lepsze w swoim życiu, ale również dlatego, że zmusza mnie on do myślenia :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Czerwiec 20, 2013 o 00:38

Hej Koper,

No i znowu muszę się po prostu zgodzić i cieszę się, że mam tak dojrzałego Czytelnika :) Ja wiecznemu marudzeniu mówię stanowcze „nie” i mam nadzieję Was tym pozytywnie zarażać.

Dziękuję za podziękowania… i obiecuję działać dalej.

Odpowiedz

Ania Czerwiec 17, 2013 o 15:32

jestem na etapie budowania zespołu 😉 córka po rozmowach niby się zgodziła, a w sklepach robiła dywersję, wiec zaczęłam omawiać i wspólnie planować zakupy, w tym co chcemy jeść, sporo zakupów żywieniowych było niewypałem. Artykuł akurat dla mnie i chętnie skorzystam z podpowiedzi :)
Co do ukrywania przed domownikami funduszu, nie jestem za tym, sama miałam dawno temu taki pomysł, jednak po czasie jak już cała dumna chciałam kupić coś konkretnego i powiedziałam o zgromadzonych oszczędnościach, małżonek był rozżalony tym, że coś przed nim ukrywałam i to tyle czasu. Uważałam, że miał racje, dlatego teraz raczej tłumaczę do czego i po co coś robię, a na naciski dot. wyciągania oszczędności jestem dość odporna :)

Odpowiedz

Igor Czerwiec 18, 2013 o 23:21

Ja Was nie rozumiem..
Wszyscy mają blogi, wszyscy piszą o biznesie i pieniądzach jakby były one „bogiem”.
Pieniądze są dla ludzi a nie ludzie dla pieniędzy.

Odpowiedz

Koper Czerwiec 19, 2013 o 09:26

I dlatego by pieniądze były dla ludzi, trzeba je mieć, a że z nieba nie spadają, są te właśnie blogi, by je pomnażać i nie tracić bezsensownie :) A jak już je mamy, hulaj dusza – czego Tobie Igorze życzę :)

Odpowiedz

Nico Czerwiec 19, 2013 o 16:18

Starszy syn parę lat temu miał komunię. Dostał pokaźną sumkę od rodziny, do tego „standardowy zestaw gadżetów”: PORZĄDNE zegarek, komórkę i telefon. Aczkolwiek w prezentach … nie było upragnionego laptopa. Dysponując otrzymaną kwotą mógł bez problemu kupić bardzo dobrego notebooka, więc decyzja była już prawie podjęta. Przyszedł do mnie, żebyśmy się wybrali na zakup sprzętu. Powiedziałem mu tak:
– To fajnie, że masz naprawdę pokaźną kwotę. Wiem, że pragniesz kupić laptop, jednak … coś Ci powiem. Zobacz, teraz masz pieniądze na laptopa, kupimy go, lecz za jakiś czas sprzęt ten się zestarzeje, nie będzie w stanie obsłużyć co raz to bardziej wymagających gier, aż w końcu zupełnie straci na wartości. W ten sposób … po prostu … stracisz pieniądze.
(Tak naprawdę, wiedziałem, że dzieci lgną przede wszystkim do gier komputerowych, które pochłaniają ich czas, a czasem wręcz uzależniają. Syn może korzystać z komputera (mamy ich kilka) w domu, lecz limitujemy mu „nasiadówki” w zależności od pewnych obiektywno-subiektywnych czynników.)
– Zaproponuję Ci o wiele lepszy sposób na spożytkowanie tych pieniędzy. Możemy założyć lokatę z tych środków i za rok będziesz miał: tyle co masz teraz + do tego ODSETKI Z LOKATY (wychodziło tego ok. 200 PLN).
Syn pomyślał i mówi:
– Ale te ~200 złotych to w zasadzie nie wiele … Chyba mi się nie opłaci …
– Mówisz, że te kwota jest niby niewielka, ale … właśnie tyle kosztuje Twoja upragniona gra (Euro Truck Simulator 2), do tego w wersji limitowanej (z koszulką, breloczkiem i naklejkami)! Założę się, że … nie odmówiłbyś sobie takiego prezentu!
Widziałem w oczach syna krztałtujący się dylemat (laptop teraz lub laptop i ulubiona gra, ale za rok). „Dołożyłem do pieca”:
– Do tego, za rok, za te same pieniądze kupiłbyś o wiele lepszego laptopa, bardziej wydajnego, bo postęp technologiczny również idzie z czasem.
To ostatecznie przekonało syna, że warto te pieniądze jednak … ulokować.
Od tamtego czasu minęło … 3 lata. Laptopa nadal nie kupiliśmy, lecz … uzbierane środki + otrzymane/zarobione w międzyczasie przez syna „dokładki” do komunijnego „zarobku” aktywnie pracują na lokatach oraz innych bezpiecznych inwestycjach, pokaźnie powiększając pierwotną pulę środków. Dzieciak jest dumny z tego, że podjął właściwa decyzję o oszczędzaniu. :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Czerwiec 20, 2013 o 00:40

Cześć Nico,

Witam Cię na blogu. Serce rośnie czytając takie opowieści. Gratuluję cierpliwości w rozmowach z Synem. Nie tylko dzieciak jest dumny, ale przypuszczam, że Ty też :) Tak trzymać. „Zostań bohaterem w swoim domu…”

Pozdrawiam!

Odpowiedz

vp9 Czerwiec 20, 2013 o 00:36

mnie ten problem nie dotyczy, bo na razie budżet trzymam sam, ale pewnie się to zmieni – na szczęście będzie to osoba oszczędna, więc myślę, że damy radę :)

tak czy inaczej, rady bardzo ciekawe :)

Odpowiedz

kamila Lipiec 2, 2013 o 10:41

u mnie w rodzinie jest ciężko z oszczędzaniem bo ja jestem rozrzutna, mąż faktycznie oszczędza zawsze co miesiąc odkłada kilka stówek i co 3 miesiące wrzuca na lokatę w skoku Wołomin. (mamy tak wykupione udziały o lokaty mamy nawet na 7%)
natomiast jeśli chodzi o mnie i o dzieci jest cieżkoo…. :(
no ale jak będę czytać twoje artykuł to może znajdę w sobie mobilizację do oszczędzania:)

Odpowiedz

Kasia Lipiec 10, 2013 o 20:45

Proste rady ale myślę, że skuteczne. Ja mam w planach nauczyć oszczędzania moich rodziców, którzy są niesamowicie niegospodarni i przez to nigdy nie mogą się dorobić na przykład wyjazdy fajnego wyjazdu wakacyjnego a za to wydaje masę kasy na wyposażenie domu czy ubrania.

Odpowiedz

Joanna Lipiec 21, 2013 o 21:07

Dziękuje za artykuł ! Biorę się z garśc!

Odpowiedz

Mariola Sierpień 13, 2013 o 11:34

Dobrze o tych zasadach pamiętać. W mojej rodzinie zadziałał punkt 3 – wspólny cel oszczędzania. Jako że jesteśmy świeżakami, jeśli chodzi o oszczędzanie, na cel wybraliśmy długie wakacje za granicą, konkretnie Japonia. Założyliśmy lokatę w Skok Wołomin i jak dotąd dobrze nam idzie. Lokata korzystna, dobrze procentuje. Muszę jeszcze nauczyć oszczędzać moją przyjaciółkę, bo ciągle wysłuchuję, że nie ma pieniędzy na „drobne przyjemności”, a tak naprawdę przyjemności robi sobie codziennie. Dzięki za artykuł, dodałam do „ulubionych”.

Odpowiedz

Kamil Wrzesień 4, 2015 o 13:38

Drugi komentarz na temat lokaty w SKOK’u Wołomin….czyżby jakieś lokowanie produktu czy przypadek ;)?

Odpowiedz

Fizi Październik 15, 2013 o 20:10

Witam,
Od jakiegoś czasu czytam Twojego bloga, ( chyba od momentu stłuczki którą miałem moim kilkuletnim samochodem -na szczęście nie z mojej winy) , a będzie to już co najmniej 3 miesiące. Piszę o tym bo to był zapalnik do zastanowienia się nad stanem oszczędności jakie posiadam i na na co mnie będzie stać. Bo przecież takie zdarzenia mogą mieć miejsce w każdej chwili. Szukałem i szukałem i tak natrafiłem na ten blog i nie żałuję !!!!! Od tamtego momentu staram się wprowadzać Twoje zasady w życie i wciągnąć w to moją narzeczoną , bo zamierzamy wyprawić wesele (kolejny wydatek ). …. i tu będzie konkluzja 😉 Wydaje mi się że warto też wykorzystać zdarzenia losowe lub ważne wydarzenia i plany w życiu przy „wciąganiu” członków rodziny do wspólnego planowania budżetu (u mnie powoli to się sprawdza).

pozdrawiam,

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 15, 2013 o 20:34

Hej Fizi,

Dziękuję za komentarz. Fajnie przeczytać, w jakich ciekawych okolicznościach trafiacie na mojego bloga i co było „wyzwalaczem”. Jakikolwiek by on nie był, to dobrze, że trafiłeś właśnie tutaj :) Witam Cię serdecznie i życzę miłego „pobytu”.

Zdecydowanie zachęcam Cię też do przeczytania artykułu dotyczącego planowania prostego budżetu domowego: http://jakoszczedzacpieniadze.pl/prosty-budzet-domowy

Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz

Marek Październik 16, 2013 o 23:15

Na bloga trafiłem szukając info o inwestowaniu w złoto, zaciekawił mnie chociaż podejście mam zgoła inne od części czytelników. Pracuję sam, mieszkam w domu prywatnym z 2,5letnim synem i partnerką prawie już żoną. Nasza sytuacja jest stabilna jednak nigdy nie jest i nie będzie tak, żeby nie mogło być lepiej. Podzielam zdanie Kopra że w pewnym momencie nie czuje się ile i czy się oszczędza. /Gdyby ktoś mnie teraz zapytał ile mam pieniędzy to szczerze nie wiem i nie mówie tu o wartości domu, samochodu, akcji czy działek a o gotówce, autentycznie nie wiem ile w chwili obecnej mam pieniędzy i powiem szczerze że jestem szczęśliwy. Kiedyś chciałem podjąć temat oszczędzania konkretnie zaproponowałem swojej drugiej połowie żeby rzuciła palenie. Oczywiście był argument że jej żałuję wiec zaproponowałem ( argumentacja że paczka kosztuje 11,60 x 31dnix 12miesiecy to daje ponad 3tysiace nie skutkował) że codziennie będę jej dawał 15 zł za każdą nie kupioną w danym dniu paczkę fajek i będzie je mogła wydać na co będzie chciała. NIE POSKUTKOWAŁO. Pewnie nie bez znaczenia jest tu fakt że nie ograniczam jej wydatków i bez wyrzeczeń może mieć co chce.
Czytając komentarz o komunii to naprawdę nie byłbym w stanie czegoś takiego zrobić dziecku, zarobił 200zł a ile zjadła mu inflacja? Uważam że decydując się na bycie rodzicem bierzemy na siebie pewne obowiązki i ja kupiłbym synowi komputer a pieniądze z komunii jak chciałbym żeby miał lokate to bym mu je wpłacił. Dzieckiem jest się raz w życiu.

Odpowiedz

Wight Grudzień 12, 2013 o 11:00

Bardzo dobry artykuł, który poszerzył moją wiedzę o tym jak przekonać moją dziewczynę do oszczędzania. W chwili obecnej mieszkamy oddzielnie i rozliczamy się oddzielnie. Wspólne wydatki dzielimy na pół. Oczywiście prezenty dla drugiej osoby pokrywane są przez jedną ze stron. W swoim banku mam założone 4 konta oszczędnościowe, na których gromadzę środki przeznaczone na różne cele: elektronikę (głównie dotyczy to wymiany komputera w przypadku nienaprawialnej awarii obecnego lub innego niezbędnego sprzętu typu pralka), samochód, oszczędności na urlop i główne konto z oszczędnościami przeznaczonymi na mieszkanie, z którego część pieniędzy jest na różnych lokatach terminowych.

Głównym celem jest uzbieranie jak największej kwoty na koncie mieszkaniowym jako wkład własny. Pieniądze na ten cel odkładam już od jakiegoś czasu. Na początku obrałem złą strategię bo w sytuacjach gdy konieczna była np. naprawa samochodu lub były inne wydatki podbierałem pieniądze z tamtego konta z założeniem, że potem odłożę więcej. Niestety tak się nie działo i teraz działam wg zasady: środki, które tam trafią mogą wyjść z konta tylko przy zakupie mieszkania. Dzięki takiemu podejściu stan konta sukcesywnie się powiększa. Kolejną ważną rzeczą jest odkładanie określonej kwoty na początku miesiąca i na koniec miesiąca części z tego co pozostało.
Cały czas walczę jeszcze z problemem kompulsywnych zakupów robionych pod wpływem chwili niestety ciężko jest. Dobrym sposobem jest robienie listy zakupów i spisywanie wydatków z paragonów. Jednak czasami przegrywam sam ze sobą :(. Zrobiłem listę rzeczy, które chcę kupić, listę co jakiś czas rewiduję część rzeczy po przemyśleniu zasadności z niej wylatuje trafiają inne. Jeżeli widzę, że w budżecie mam środki to zakupuję chcianą rzecz dodatkowo weryfikując czy zapłaciłem mniej niż cena pierwotna. Różnica środków trafia na konto oszczędnościowe.
Moja dziewczyna również powoli przekonuje się do oszczędzania. Pierwszym krokiem było założenie konta oszczędnościowego. Wcześniej wszystkie pieniądze trzymała na ROR co zwykle kończyło się wydaniem większości oszczędności.
Dzięki artykułowi o oszczędnościach na tym gdzie robi się zakupy i przebitkach w cenach artykułów spożywczych do 5 złotych zwracamy uwagę gdzie kupujemy a to pozwala zaoszczędzić kilkadziesiąt złotych na większych zakupach spożywczych i na koniec miesiąca zostaje więcej pieniędzy.
Najważniejsze Michale, że dzięki Twoim wpisom jestem w stanie przedstawić swojej dziewczynie zalety oszczędzania i sposobu budowania historii kredytowej pod przyszłe mieszkanie. Jeszcze kilka miesięcy temu zwykle złościła się na mnie, że szkoda mi pieniędzy na niektóre rzeczy teraz sama zastanawia się przed zakupem i widzi sens w posiadaniu zabezpieczeń finansowych i posiadania sporego wkładu własnego. Blog pozwolił nam też zacząć rozmawiać o naszych finansach i ustalić kwestię wspólne czy osobne konta jak już będziemy małżeństwem.

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 22, 2013 o 22:24

Hej Wight,

Bardzo dziękuję Ci za podzielenie się Waszymi postępami. Cieszę się, że udaje Ci się do oszczędzania przekonywać także dziewczynę i że mój blog Wam w tym pomaga. Super :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Laura Grudzień 12, 2013 o 16:07

Trafiłam na ten artykuł dzięki mężowi, który w przeciwieństwie do mnie zaczął zgłębiać lekturę tego bloga i interesować się oszczędzaniem. Uważam,że ten wpis jest bardzo wartościowy nie tylko dla osób, które chcą przeforsować swoje racje o słuszności oszczędzania ale także dla domowników stojących po drugiej stronie barykady- i ja jestem na to najlepszym przykładem. Dziękujemy za motywację.

Odpowiedz

piotreg Grudzień 27, 2013 o 23:04

Witaj Michale.
Na wstępie przyznaję – to mój pierwszy komentarz.
Bardzo miło czyta się Twojego bloga.
Artykuły, sugestie i propozycje są bardzo konkretne, ciekawe i inspirujące.
Czytam wpisy od ok. dwóch/trzech tygodni i staram się wyłuskać z nich najważniejsze informacje.
Od początku chciałem zadać Tobie pytanie – w jaki sposób przekonać rodzinę do zbierania paragonów i właśnie trafiłem na kolejny wpis, który przedstawia na to sposoby, które biorę do siebie, i z których zamierzam skorzystać :)
Planowanie budżetu prowadzimy z żoną od ok. 3 lat, ale w bardzo ograniczonym zakresie, tzn. przede wszystkim w Excelu, gdzie mamy spisane nasze dochody, koszty stałe i to co nam zostaje. To co zostaje rozdysponujemy na konkretne cele (rzadko na oszczędności). Rzadko kiedy budżet „się domyka”.
Trudno mi moją drugą połówkę namówić na zbieranie paraganów i rejestrowanie wydatków.
Próbowaliśmy analizować wydatki za pomocą kontomierza, następnie w nowym mbanku gdy wprowadzili taką możliwość. Obecnie jesteśmy na etapie przenoszenia konta do alior sync, gdzie menadżera finansów będziemy konfigurować od nowa.
Próbuję wprowadzić kilka zmian zainspirowanych Twoimi wpisami, ale łatwo nie jest 😉
Gratuluje pomysłów na kolejne artykuły.
Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz

Beata Czerwiec 29, 2014 o 04:04

Ja mam jeszcze jeden patent na domownikow – co roku pokazuje rodzinie pie chart z podzialem na wydatki i dochody i porownanie do porzednich lat:
1) To przekonuje meza, ze warto korzystac z cash back i roznych punktow – na poczaku wydawalo mu sie, ze gra jest nie warta swieczki, ale jak mu to pokazuje w zestawieniu rocznym to do niego przemawia.
2) Dzieci sa zawsze przy tym obecne po to zeby sie mogly przyzwyczaic na przyszlosc i zeby odczuwaly oszczedzanie jako rzecz normalna jak mycie zebow a nie jak przykry obowiazek.
3) Zawsze entuzjastycznie podkreslam ile zaoszczedzilismy w ostatnim roku. To zaczeca do oszczedzania.

Odpowiedz

Yelon Sierpień 12, 2014 o 15:34

Chciałęm Ci tylko jeszcze raz bardzo bardzo podziękować że prowadzisz tego bloga. Dajesz ludziom kopalnie wiedzy calkowicie za darmo, strasznie sie ciesze ze to do Ciebie wraca i potrafisz uzyskiwac dzieki temu blogowi kwoty takie jak opisales wczoraj. Klasyczna „win-win situation”

Odpowiedz

Aleksandra Wrzesień 13, 2014 o 15:00

Dziękuję, za ten artykuł bardzo wiele mi uświadomił. Od dziś wprowadzam zmiany w swoim języku i sposobie komunikacji z partnerem wiem, że się uda. Dzięki tej lekturze, wiem gdzie popełniłam błąd, heh a myślałam, że jestem kryształowa 😀

Odpowiedz

Sylwia Lipiec 1, 2015 o 10:37

Bardzo przydatny artykuł Michale :)
Mnie nikt nie nauczył oszczędzania i teraz mam z tym problem, ale mam nadzieję, że dzięki Twojemu blogowi będę w stanie „naprawić się” i nauczyć swoje dzieci by dobrze gospodarowały sowimi oszczędnościami.

Pozdrawiam.

Odpowiedz

janja Lipiec 20, 2015 o 10:01

z chęcią przeczytałam i tekst artykułu i komentarze :)
MICHALE – BRAWO!!!!

Odpowiedz

Christoph Wrzesień 4, 2015 o 10:31

Moja druga polowka marudzila, ale korzystala z Twoich rad o oszczedzaniu w zyciu codziennym. Przekonala sie jak dostalismy rozliczenie za wode i ogrzewanie a w nim zamiast doplaty 130€ byl zwrot w wysokosci 490€. A niby nic szczegolnego nie robilismy :) Dzieki Michal to Twoja zasluga.

Odpowiedz

Karolina Wrzesień 4, 2015 o 14:31

Wszystko pięknie.
Tylko jak tu racjonalizować wydatki, jeśli jedna strona zrobi zakupy spożywcze- a druga prawie codziennie jedzie kupując dodatkowo lody, napoje etc- 30 zł. 900zł miesięcznie idzie w kosmos…….

Odpowiedz

Diana Wrzesień 4, 2015 o 17:39

Fajny artykuł i mam nadzieję, że przekonujący dla tej grupy osob, u których nigdy się nic nie da :) racjonalnie wydawać może przecież kazdy, więc i oszczędzać też mogą wszyscy ( wcale nie trzeba byc do tego bogatym i nie chodzi tez o przyslowiowe zalowanie sobie kromki chleba) Jak to mówią ” Jak nie chcesz, znajdziesz powód. Jak chcesz, znajdziesz sposób”. Pozdrawiam

Odpowiedz

piotrek Wrzesień 4, 2015 o 19:56

u mnie żona marudzi, że za mało zarabiamy żeby cos odłożyć…

tłumaczę jej, że nie , że zamaist tracić na głupoty to trzeba przelać kasę na konto oszczędnościowe, żeby nie korciło :)

ja ogólnie dopiero drugi miesiac odkładam na 2 osobne KO, czyli na fundusz awaryjny oraz fundusz bezpieczeństwa i 3 konbto to tzw cash back, gdzie trafia każde 5% transakcji… no i sa to pierwsze 2 miesiące kiedy nie podbierałem z tych kont, więc połowa sukcesu już jest…

Odpowiedz

Piotr Wrzesień 8, 2015 o 07:46

trafiłem na Twojego bloga dopiero teraz ale pochłaniam go temat po temacie. Jestem głodny wiedzy i podejmuję walkę z moimi długami . W przeszłości sam wpisywałem wszystkie rachunki do tabelki którą sobie stworzyłem , lecz niestety po pierwszym okresie zachwytu entuzjazm opadł. A złe decyzje finansowe pozostały. Teraz wracam do oszczędzania a w dłoni trzymam potężny oręż Twój blog. Dziękuję Ci Michał za to wspaniałą robotę.

Odpowiedz

Monika Wrzesień 10, 2015 o 12:48

Moze to, co teraz napisze wyda Wam sie smieszne, bo mowimy o groszach, ale ziarnko do ziarnka… Podam Wam przyklad z zycia, gdzie znalazlam oszczednosci, jeden z wielu. Sprawa jest prosta- szampon. I nie, nie przerzucilam sie na szampon z najnizszej polki, bo kondycje swoich wlosow za bardzo cenie. Otoz mam swoj ulubiony szampon, ktorego duza butla (starczajaca mi na 1.5-2 mies) kosztuje 6.5 euro. Obczailam przypadkiem, ze akurat w Tesco jest na to half price i kupilam od razu dwie. Potem zorientowalam sie, ze oni te promocje robia regularnie, wiec zawsze kupuje zapas, a potem przy promocji dokupuje. W zwiazku z tym 4 miesiace mycia wlosow moim szamponem kosztuje mnie zaledwie 6.5 euro, zamiast 13. Poza tym, zawsze mialam dlugie wlosy i wiadomo, ze im dluzsze- tym wiecej szamponu uzywamy. Jakis czas temu wlosy scielam, ale ciagle nakladalam na wlosy tyle samo szamponu- z przyzwyczajenia. Dopiero ostatnio mnie oswiecilo, ze tak naprawde potrzebuje polowe z tego. I tutaj z 4 miesiecy za 6.5 robi mi sie 8… W zwiazku z tym rocznie na szampon wydaje jakies 10 euro i tyle samo na odzywke. Dawniej wydawalam na sam szampon ponad 35 euro… Widac roznice… Paste do zebow, ktora w Boots kosztuje ponad 4 euro, kupuje w Dealz za 1.49… I takich rzeczy jest masa! Naprawde mozna sporo zaoszczedzic, wystarczy tylko troszke tych oszczednosci poszukac.

Odpowiedz

Marek Październik 7, 2015 o 19:44

Super artykuł! dzięki Michale! :)

Odpowiedz

Ania Listopad 28, 2015 o 14:18

Nam w oszczędzaniu i trzymaniu wydatków w ryzach pomaga aplikacja w telefonie „KEEP”. super sprawa! Jak robie zakupy, od razu wpisuje do KEEPa ile wydałam. A Mąż jak ma chwilę to sobie otwiera w swoim telefonie tą aplikację i wpisuje wszystko do Excela (bo ma udostępnioną notatkę z moimi wydatkami). Bardzo to wygodne! I trochę trzyma w ryzach, bo na bieżąco widzi się ile się wydaje.
Poza tym pod wpływem Twojego bloga zaczęliśmy kupować wode w dużych baniakach. Oszczędne ale też i wygodne bo można od razu pompować do kubka a nie bawić się w odkręcanie/zakręcanie. Taka oszczędność czasu 😉

Odpowiedz

Ewelina Luty 16, 2016 o 22:00

Cześć Michał

Wszystkie informacje są na wagę złota dla mnie. Czytam i chłonę wiedzę od Ciebie. Właśnie jestem po kłótni z mężem, bo mu wygarnęłam, że to on pakuje nas w kredyty. Oczywiście obrał pozycję obronną i tłumaczył mi przez godzinę, że kredyty są dobre. Teraz odczekam ze dwa dni i zacznę rozmawiać tak jak sugerujesz w artykule: zero krytyki i oskarżania. Będzie ciężko już to czuję ale jak ja się nie zmienię to nic nie będzie działać. Dzięki i pozdrawiam

Odpowiedz

Michał Luty 20, 2016 o 08:18

Świetny artykuł, zreszta jak każdy :)

Odpowiedz

Natalia Marzec 24, 2016 o 14:32

Hej wszystkim,

Dobry artykuł Michale.
Myślę, że niesamowicie ważne jest, aby rozmachiwać ze swoją rodziną o domowym budżecie.
Bardzo byłam ciekawa tego artykułu, choć sama jeszcze nie mam własnej rodziny, warto wiedzieć zawczasu to i owo :)
Poza tym pamiętam, że u nas w domu rodzice bardzo oszczędzali, czego czasem nie rozumiałam i nie mogłam znieść. Jak każde dziecko / nastolatka miałam „śmiertelne potrzeby” i nie mogłam zrozumieć dlaczego moim kolegom/koleżankom rodzice kupują wszystko, a ja nie mam najmodniejszych gadżetów i ciuchów.
Z czasem dopiero zrozumiałam… za oszczędzone pieniądze i niewydane na niepotrzebne rzeczy, rodzice pomagali mi w czasie studiów, pomogli mi również kupić auto no i kupili mi mieszkanie, gdzie większość moich rówieśników, którzy dotąd mieli wszystko, borykają się z kredytami i nadal prowadzą konsumenckie życie na pokaz. Niemniej jednak, gdybyśmy w domu rozmawiali o pieniądzach bardziej otwarcie, byłoby zarówno moim rodzicom jak i mnie o wiele łatwiej oszczędzać i uniknęlibyśmy wiele nieprzyjemnych sytuacji.

Odpowiedz

Pejakub Kwiecień 6, 2016 o 14:26

Do tej pory tylko czytałem Twojego bloga, ale postanowiłem się w końcu jednak odezwać – elementarna kultura wymaga, żeby podziękować Ci za to wszystko, czego się u Ciebie dowiedziałem. Zresztą nie tylko ja, żona też – tu ciekawa sytuacja, bo w pewnym momencie mieliśmy małą scysję o wydatki i oszczędzanie właśnie i oboje nawzajem się odesłaliśmy do… Twojego bloga jako źródła informacji i inspiracji :) Nie muszę chyba dodawać, że zaskoczenie (a potem radość) było obustronne i błyskawicznie wyeliminowało wszelkie nerwy 😀

W naszej rodzinie (konfiguracja 2+2, przy czym dzieciaki są jeszcze za małe, żeby świadomie oszczędzać) mamy taki model funkcjonowania finansowego, że mamy odgórnie ustaloną pulę, którą każde z nas niezależnie od innych wydatków MUSI włożyć do tak zwanego „funduszu zakupowego” choćby się paliło i waliło. I dopiero potem, jeśli coś zostanie w naszych indywidualnych portfelach po zakupach (rzecz jasna staramy się kupować możliwie najtaniej), możemy za to „zaszaleć” – albo zaoszczędzić ten nadmiar. Póki co pozwala to względnie sprawnie funkcjonować z jednym tylko kredytem (hipotecznym) i pomalutku odkładać po parę groszy „na wypadek gdyby…” albo na wakacje.

Odpowiedz

Jola Sierpień 6, 2016 o 20:36

Hej! Bardzo przydatny artykuł! Dodałabym jeszcze taką wskazówkę – warto znaleźć 1-2 sposoby na zaoszczędzenie konkretnej sumy pieniędzy, ale niech to będzie coś, co nie będzie związane z bardzo dużym poświęceniem. Przedstawmy rodzinie ten pomysł wraz z konkretną sumą pieniędzy, jaką oszczędzimy w skali roku wdrażając tę konkretną zmianę. Myślę, że taki namacalny przykład pobudzi ich wyobraźnię, zachęci do zmiany nawyków finansowych, a także pomoże stopniowo stawiać kolejne kroki w oszczędzaniu :)

Odpowiedz

Dodaj nowy komentarz

{ 6 trackbacks }

Poprzedni wpis:

Następny wpis: