Informacje o nowych artykułach i sposobach oszczędzania pieniędzy prosto na Twój e-mail

    

Ile zarabia na Tobie doradca finansowy? I czy można mu zaufać?

przez Michał Szafrański dodano 29 stycznia 2014 · 142 komentarzy

Ile zarabia doradca finansowy

Ty bierzesz kredyt na 300 000 zł a on zarabia jednorazowo, np. od 4000 zł do 12 000 zł. Tym więcej im bardziej dasz się „wkręcić”.

Kim są doradcy finansowi? Czy płaci im bank czy interesant? Na czym taki doradca zarabia? Czy mogę zaufać doradcy kredytowemu? Co sądzisz o Open Finance, Expanderze i innych…? Co sądzisz o produkcie inwestycyjnym XYZ zaproponowanym przez doradcę? – te pytania przewijają się w Waszych mailach. Nie odpowiem na wszystkie, ale pokażę ile może zarobić doradca kredytowy i dlaczego ma on sprzeczne interesy z naszymi.

Dla jasności: nie wszyscy doradcy są z założenia źli. Jest wielu dobrych. Niemniej jednak należy mieć się na baczności i zachować potrójną ostrożność, bo „czarne owce” czyhają na nasze pieniądze. Model wynagradzania doradców finansowych w Polsce powoduje, że w zawodzie tym dochodzi do wielu nadużyć. Dowodów na to nie brakuje. Niestety.

Mam nadzieję, że po lekturze tego artykułu przynajmniej część z Was dłużej zastanowi się nad tym komu powierzacie swoje pieniądze – te wcześniej zarobione (oszczędności) lub te, które dopiero planujecie zarobić (kredyty).

Co różni doradcę finansowego od kelnera?

Gdy w restauracji kelner “olewa” klienta, to klient może się “zemścić” nie dając napiwku. I kelnera to boli, bo większość jego przychodów to właśnie napiwki. Ale gdy to doradca finansowy robi nas w konia, to najczęściej nawet o tym nie wiemy. A gdy się dowiemy, to i tak mamy zerowe przełożenie na to ile wynosić będzie jego wynagrodzenie.

Jeśli nie zrezygnujemy z “wykupienia” produktu finansowego u danego doradcy – to i tak zainkasuje on okrągłą prowizję za “pozyskanie nowego klienta”. Ten proceder trwa dzień w dzień, a im chętniej dajemy się “strzyc”, tym bardziej bezczelni są tzw. doradcy. Obiektywnie mówiąc to nie tylko ich wina – ich szefowie śrubują im plany sprzedażowe, co powoduje, że po prostu muszą “wyrobić normę”. I to prowadzi do dewiacji. Także takich, jak po prostu oszukiwanie klientów, o czym szczegółowo możecie przeczytać np. w tym raporcie Rzecznika Ubezpieczonych.

Jeśli nie lubisz czytać długich artykułów, to zapamiętaj sobie tylko jedno: doradca finansowy nie jest Twoim przyjacielem i rzadko kiedy działa wyłącznie na Twoją korzyść. Bez względu na to kim jest (bankowy, pracujący u pośrednika, działający niezależnie) – działa przede wszystkim we własnym interesie. Zdarzają się oczywiście doradcy, którym zależy na zadowoleniu klienta i liczą na jego rekomendację. Ale i w tym przypadku doskonale sprawdza się powiedzenie “Kontrola najwyższą formą zaufania”. Twoja w tym głowa, żeby weryfikować to co proponuje Ci doradca. Gra idzie o Twoje pieniądze.

Kim jest doradca finansowy?

O tym jaka jest różnica między doradcą inwestycyjnym i doradcą finansowym lub kredytowym, mówiłem już w 14-tym odcinku podcastu. Dzieli ich przepaść. “Doradca inwestycyjny” to osoba, która musi zdać konkretne egzaminy i opanować bardzo szeroką wiedzę z dziedziny finansów. Takich osób jest obecnie zaledwie 539 w Polsce. Jest to zawód licencjonowany i regulowany, i większość z nas nigdy nie będzie miała szansy bezpośrednio korzystać z porad prawdziwego doradcy inwestycyjnego.

A doradcą finansowym lub kredytowym może okrzyknąć się każdy. I nic mu za to nie grozi. Nie musi mieć wiedzy ani doświadczenia. Nie musi nawet umieć liczyć – to zrobi za niego szablon w Excelu. Wystarczy, że “zahaczy się” gdzieś, gdzie będą mu skłonni płacić prowizję za pozyskiwanie klientów. Taki doradca to i tak “orzeł”, bo potrafi przynajmniej przyprowadzić klientów i zazwyczaj musi się starać o kolejnych. Gorzej pod tym względem jest w tych instytucjach, gdzie klient sam “pcha się” w ręce doradcy, np. u pośredników typu Open Finance lub Expander.

Czy mogę zaufać doradcy?

Ktoś, kto proponuje Ci produkt inwestycyjny przekonując o jego atrakcyjności, a jednocześnie nie próbuje poznać Twojej sytuacji, zweryfikować Twojej wiedzy finansowej, określić Twojej skłonności do ryzyka i opracować Twojego profilu inwestycyjnego – jest po prostu naciągaczem. W Polsce nikt poza certyfikowanymi doradcami inwestycyjnymi nie ma prawa doradzać w zakresie inwestowania. Robiąc to wystawia się na odpowiedzialność karną.

A jaka jest praktyka, to najlepiej wiedzą Ci, którzy już mieli do czynienia z “doradcami finansowymi”. Takich e-maili jak ten poniżej otrzymuję o Was coraz więcej:

Witam Michale, mam pytanie a jednocześnie chciałbym Cię prosić o poradę: jako że co miesiąc mam trochę wolnej gotówki do zagospodarowania poszedłem po poradę do doradców finansowych i w ostatnie wakacje zostałem namówiony przez pracownika Open Finance na wykupienie ubezpieczenia na życie i dożycie Ametyst w Open Life (przez 10 lat muszę wpłacać zadeklarowaną składkę…

Miałem też inną propozycję z firmy Expander na wykupienie ubezpieczenia inwestycyjnego Best Invest. Co sądzisz o tego typu produktach finansowych. Czy myślisz że to była dobra decyzja. Czy można w jakiś sposób porównać te dwa produkty i czy można powiedzieć, że któryś jest lepszy?

Czy warto jest tak inwestować? Ostatnio mam pewne wątpliwości czy nie zerwać umowy (niestety wiązałoby się to ze stratą części wpłaconych pieniędzy).

Będę bardzo wdzięczny jeżeli coś mi podpowiesz.

Pozdrawiam Michał

Załączam fragment mojej odpowiedzi:

Dziękuję za kontakt. Ja unikam jak ognia wszelkich unit-linków, czyli produktów łączących polisy z inwestowaniem. Moim skromnym zdaniem – nie da się na takim produkcie zarobić. Jest to forma “dojenia” klientów przez instytucje, które pobierają spore opłaty za zarządzanie Twoimi aktywami. Produkty skonstruowane są tak, żebyś nie mógł z nich zbyt łatwo zrezygnować.

Oczywiście to jest tylko moja prywatna opinia, nie jestem doradcą inwestycyjnym i sam musisz podejmować wszelkie decyzje finansowe.

No to gdzie inwestować?

Powtórzę to jeszcze raz: stronię od produktów typu „polisolokaty”. Jeśli chcesz się nauczyć inwestować, to polecam Ci śledzenie cyklu artykułów „Elementarz Inwestora”, który prowadziliśmy wspólnie ze Zbyszkiem z bloga APP Funds. Warto!

Ile muszę zapłacić doradcy finansowemu za jego usługi?

Czasami w głowie się Wam nie mieści, że doradca kredytowy pracuje dla Was za darmo. Dominik zapytał mnie:

Witam serdecznie. Od niedawna obserwuję Pańską pracę dla Nas – wiedza jest w świetny sposób przekazywana, bardzo za to dziękuję. Nie wiem, czy tą drogą można uzyskać jakieś informacje, ale spróbuję – chciałbym zapytać, czy gdzieś na Pańskim blogu można uzyskać informację, na temat kredytów hipotecznych uzyskiwanych przy pomocy doradców expandera bądź open finance – czy warto, czy to naprawdę dobra oferta, skąd się bierze ich wynagrodzenie (bo sądzę że zbyt piękna jest informacja, że czerpią korzyści z kont banku). A jeśli nie ma tego na blogu, czy mógłby Pan tak pokrótce stwierdzić, czy lepiej przez nich, czy też indywidualnie w placówce? Bardzo proszę o informację, oczywiście w miarę możliwości. Pozdrawiam!

Zaproponowałem Dominikowi żeby przesłuchał najpierw 9-ty odcinek podcastu “Kredyt hipoteczny krok po kroku”, w którym rozmawiałem z pracującym na własny rachunek doradcą kredytowym. Ronald tłumaczył wtedy skąd się bierze jego wynagrodzenie. Dostępny jest już także transkrypt tego odcinka (dla tych, którzy wolą czytać).

Co do mojej opinii o Open Finance czy Expanderze, to mam o tych firmach bardzo złe zdanie. Mam wrażenie, że kiedyś próbowały działać na wyższym poziomie. Obecnie zajmują się przede wszystkim agresywną sprzedażą a co poniektórzy sprzedawcy bezczelnie naciągają klientów na kosztowne produkty “inwestycyjne” oraz popełniają szereg błędów, np. przy składaniu wniosków kredytowych. Jedną z takich historii możecie przeczytać w e-mailu w dalszej części artykułu.

Oczywiście dzielę się tutaj moją prywatną opinią i doświadczeniami moich znajomych oraz niektórych Czytelników bloga. Nie wyciągajcie na tej podstawie generalnych wniosków. Na pewno wśród słabych doradców w OF czy Expanderze pracują też Ci rzetelniejsi, ale jakoś ludzie wokół mnie mają pecha do tych firm – a w szczególności do pierwszej z nich :-(

Co do wynagrodzenia, to zasada jest prosta: teoretycznie jest tak, że praca doradcy kredytowego czy finansowego nic nie kosztuje klienta. Nie płacimy doradcy bezpośrednio. To instytucja, której produkt sprzedał nam taki doradca finansowy (bank, ubezpieczyciel, broker), płaci mu prowizję z tego tytułu. Za każdy pozyskany produkt inwestycyjny, ubezpieczenie, kredyt konsumpcyjny czy hipoteczny, uruchomioną kartę kredytową – doradca otrzymuje wynagrodzenie w określonej wysokości (najczęściej procent od wartości sprzedanego produktu). Czyli w kosztach np. kredytu ukryte jest także wynagrodzenie dla doradcy, ale nawet jeśli nie korzystamy z jego usług, to nie zaoszczędzimy (chyba, że sami podpiszemy umowę z bankiem jako doradca ;-)).

Teoretycznie nie ma w tym nic złego. Skoro taki sprzedawca napracował się przy naszej obsłudze, to dobrze, że bank mu za to zapłaci. Mogłoby się wydawać, że dla klienta to wyłącznie korzyść, że usługi doradcy są bezpłatne. Ale w praktyce jest to pole do nadużyć. Doradca finansowy z góry bowiem wie, jaką prowizję dostanie za sprzedaż konkretnego produktu finansowego i pokusa maksymalizacji korzyści jest duża… wystarczy tylko “naściemniać” klientowi. W końcu przecież w finansach nie składa się żadnego odpowiednika przysięgi Hipokratesa (którą składają lekarze). 😉

Ten wpis powstał w 2014 roku. Od tamtego czasu stawki prowizji mogły się zmienić.

Podane poniżej prowizje to realne wynagrodzenie dla dobrych (czyli wykręcających dobre wyniki sprzedażowe dla banków) doradców prowadzących własne firmy. Czasami firmy te zrzeszone są w ramach spółdzielni doradców. Dzięki temu stanowią dużych partnerów dla banków i uzyskują lepsze warunki współpracy.

Dla jasności: większość doradców finansowych pracujących w „sieciówkach” typu Open Finance czy Expander nigdy nie ujrzała takich prowizji na oczy – większą część prowizji zgarnia zatrudniająca ich firma.

Ile zarabia na Tobie doradca?

Aby uzmysłowić sobie, jak intratna może być działalność w branży finansowej, warto zobaczyć liczby. Większość z Was brała już kredyt hipoteczny lub go weźmie. Na potrzeby obliczeń załóżmy, że kwota tego kredytu wynosi 300 000 zł. Ile otrzyma doradca, który dobierze Wam “optymalny kredyt” i pomoże wypełnić niezbędną dokumentację?

To możecie sprawdzić w poniższej tabeli. Zawiera ona zestawienie wynagrodzenia doradcy w zależności od banku, w którym udzielony został kredyt oraz wysokości prowizji, jaką bank uzyskał za udzielenie kredytu. Tabela zawiera prawdziwe stawki prowizji dla sprzedawców obowiązujące w ubiegłym roku w jednej z firm pośrednictwa finansowego.

Ile zarabia doradca kredytowy

Reasumując: za udzielenie tylko jednego kredytu na 300 000 zł sprzedawca mógł zarobić od około 4000 zł do nawet 12 960 zł. Wynagrodzenie dodatkowo wzrasta, jeśli sprzedawca dodatkowo sprzedałby produkty ubezpieczeniowe lub inwestycyjne. O ile? Przykładowo Deutsche Bank wypłacał sprzedawcy jednorazowo 31,5% rocznej składki uczestnika programu inwestycyjnego Open Life. Gdyby klient zdecydował się do niego wpłacać 1000 zł miesięcznie na swoją “lepszą emeryturę”, to sprzedawca zainkasowałby prowizję w wysokości: 1000 zł * 12 miesięcy * 31,5% = 3780 zł. No a przecież wprawny doradca kredytowy może sprzedać kilka lub więcej takich kredytów miesięcznie.

Jeśli chcesz sprawdzić jak to wygląda dla innych kwot udzielanego kredytu, to załączam poniżej arkusz Excel z przykładowymi prowizjami.

Pobierz kalkulator wynagrodzenia doradcy kredytowego

Gdzie jest Twój interes, a gdzie interes doradcy?

To jak duże jest pole do nadużyć najłatwiej zidentyfikować analizując zawartość powyższej tabeli.

Wnioski:

  • Doradca w jednym banku może zarobić dużo więcej niż w innym, co może w naturalny sposób skłaniać do polecania konkretnych produktów – tych atrakcyjniejszych dla doradcy a niekoniecznie dla klienta.
  • Doradcy nie opłaca się obniżać prowizji banku a to jest sprzeczne z interesem klienta.
  • Doradca może chcieć byś wziął jak największy kredyt – bo wtedy zarobi najwięcej. Dlatego będzie Ci tłumaczył, że kredyt hipoteczny to najtańszy produkt finansowy na rynku, że przecież po co pozbywać się gotówki, którą już odłożyliśmy na wkład własny, że może lepiej tą gotówkę zainwestować…
  • Doradca może zachęcać Cię do dodatkowych produktów (ubezpieczeń, inwestycji) nie dlatego że są świetne, ale dlatego, że dodatkowo na nich zarobi. A skoro widzi, że już masz wkład własny… to jesteś idealnym kandydatem do namówienia na jakieś produkty inwestycyjne…

Jakie mogą być negatywne efekty ślepego słuchania doradców finansowych lub pseudo-doradców inwestycyjnych? Polecam Wam jeszcze raz lekturę raportu Rzecznika Ubezpieczonych. Zacytuję z niego kilka przykładów rzeczywistych stóp zwrotu z takich inwestycji (strony 8–9):

  • Konsument zawarł umowę na 10 lat. Przez ten okres wpłacił 11 000 zł tytułem składki. Po 10-u latach otrzymał kwotę ok. 7 200 zł.
  • Konsument wpłacił 9400 zł, po 3 latach wartość tej inwestycji to 8000 zł.
  • Konsument wpłacił 30 000 zł na umowę 3-letnią. Wartość wypłaconej kwoty po zakończeniu umowy to 24 000 zł.
  • Konsument wpłacił 90 000 zł na 4-letnią umowę. Wartość wypłaconych środków po zakończeniu umowy to kwota 64 000 zł.
  • Konsument wpłacił 40 000 zł. Po zakończeniu umowy po 8 latach wypłacił 12 000 zł.
  • Konsumentka zawarła umowę w 2001 r. Przez 10 lat wpłaciła łącznie prawie 30 000 zł. Kwota, którą otrzymała w 2012 r. to 15 772 zł.

Prawda, że obrazowe przykłady?

Czy muszę współpracować z doradcą kredytowym?

No to kolejny e-mail do Czytelnika – Macieja, który zastanawia się czy musi wziąć kredyt u tego doradcy, z którym rozpoczął współpracę:

Witaj Michale, czytam Twojego bloga i wiem, że jesteś na bieżąco w tematach związanych z zaciąganiem kredytów – również za pośrednictwem doradców.

Mam pytanie: czy OPEN FINANCE jest w stanie w jakiś sposób zmusić mnie do wzięcia kredytu za ich pośrednictwem?

Skracając naszą sytuację:

  • poszliśmy do doradcy, wybraliśmy 3 banki, dwa odrzuciły nasze wnioski natomiast jeden zgodził się na kredyt
  • postanowiliśmy złożyć wnioski w jeszcze dwóch bankach
  • drugi w końcu nie został obsłużony przed doradcę (okłamał nas, że złożył wniosek a tak na prawdę nie mógł tego zrobić z powodu braku porozumienia pomiędzy bankiem a OF)

Ostatecznie, jako że w międzyczasie był problem ze skontaktowaniem się z doradcą (nie odbierał telefonów, nie odpisywał na maile) wzięliśmy sprawy w swoje ręce i poszliśmy do jeszcze innego banku załatwić to samemu.

Wydaje mi się, że nie podpisywałem nic co zobowiązywałoby mnie do wzięcia kredytu przez nich, jednak chciałbym się upewnić, czy jesteś w stanie coś podpowiedzieć?

Odpisałem Maciejowi, że nie musi się niczego obawiać – absolutnie nie jesteście zobowiązani do tego, by podpisać umowę kredytową z udziałem konkretnego doradcy – nawet wtedy, gdy bank dla Was już przygotował taką umowę. Wycofać można się w dowolnym momencie – bez żadnych konsekwencji. Mało kto wie, że można również odstąpić od już podpisanej umowy kredytowej, no ale jest to już bardziej karkołomna operacja :)

Jedyny minus, na który mógł się narazić Maciej dzięki swojemu “doradcy kredytowemu”, to czasowe obniżenie scoringu BIK przez nadmierną liczbę zapytań do Biura Informacji Kredytowej nie kończących się podpisaniem umowy kredytowej. Ale skoro uzyskał już kredyt hipoteczny w innym banku – to chyba wyczerpał już swoje zapotrzebowanie w tym zakresie – przynajmniej na jakiś czas :)

Jaki z tego morał?

Można oczywiście powiedzieć, że “klienci winni są sobie sami” i “jeśli ktoś ma pieniądze na inwestycje, to powinien umieć je ulokować”, ale jest to przejaw generalizowania i myślenia życzeniowego. Wiedzę finansową mamy ogólnie rzecz biorąc mierną (ja także cały czas dowiaduję się nowych rzeczy i absolutnie nie uważam się za eksperta w tym zakresie) a wykorzystywanie dominującej pozycji doradcy finansowego i wpuszczanie klientów w maliny trzeba nazywać po imieniu – jest to co najmniej nadużycie.

Dla jasności: ten artykuł jest dosyć jednostronny. Uwypukliłem w nim przede wszystkim te negatywne strony pracy z doradcami, ale jednocześnie daleki jestem od generalizowania. Sam współpracuję blisko z doradcą kredytowym i bardzo cenię sobie to, że trzyma na bieżąco rękę na pulsie i zna aktualną ofertę kredytową. Są doradcy lepsi i gorsi. Dlatego warto szukać tych dobrym. W ramach oddzielnego artykułu podałem kilkanaście moich wskazówek, jak znaleźć albo jak wybrać doradcę kredytowego / finansowego.

Osobiście uważam, że nikt nie jest w stanie nas zastąpić na stanowisku “strażnika finansów osobistych”. Do znudzenia będę powtarzał, że pierwszym i najlepszym doradcą finansowym, którego powinniśmy się słuchać – jest każdy z nas. Warto to sobie uświadomić i pozostałych doradców traktować jak… tzw. drugą opinię. Warto słuchać co mówią, sprawdzać czy nie “ściemniają” i wyciągać własne wnioski. I stale edukować się w kwestiach finansowych. Bez tego ani rusz.

Jeśli interesuje Cię ten temat, to zerknij na koniec artykułu “Jaka jest najlepsza rada na temat finansów, którą otrzymałeś w życiu?” opublikowanego dzisiaj na blogu APP Funds. Okazuje się, że amerykańska generacja Y (czyli osoby urodzone w latach 80-tych i 90-tych) przestała wierzyć profesjonalnym doradcom. Zaledwie 14% z nich korzysta z ich usług…

No i jak? Ufasz innym doradcom czy będziesz częściej mówić “sprawdzam”?

Miłego dnia. :)

Ten wpis ma kontynuację!

Jeśli ten artykuł wydawał Ci się niekompletny, to przeczytaj wpis „22 wskazówki jak wybrać dobrego doradcę kredytowego”.

"Finansowy ninja" - podręcznik finansów osobistych

Finansowy ninjaMożna już zamawiać moją książkę "Finansowy ninja". To ponad 540 stron praktycznej wiedzy o oszczędzaniu, zarabianiu, optymalizacji podatkowej, negocjowaniu i inwestowaniu, które pomogą Ci zostać prawdziwym finansowym ninja i osiągnąć bezpieczeństwo finansowe.

Przewodnik po finansach osobistych, który każdy powinien przeczytać jeszcze w szkole.

PRZEJDŹ NA STRONĘ KSIĄŻKI →

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach o oszczędzaniu pieniędzy. Nie ujawnię nikomu Twojego adresu!



{ 141 komentarzy… przeczytaj komentarze albo dodaj nowy komentarz }

Okazyny Styczeń 29, 2014 o 11:31

Bardzo ciekawy artykuł, szczególnie informację na temat wysokości prowizji.

Pozdrawiam.

Odpowiedz

Zulu Styczeń 30, 2014 o 09:20

To ja zmieniam zawód i zostaje doradcą kredytowym 😛

Odpowiedz

Agnieszka Styczeń 29, 2014 o 11:46

:) większość ludzi jest leniwa nie chce mi się czytać warunków umowy wierzą w to co usłyszą a to po prostu jest sprzedaż a nie działalność charytatywna idziesz do spożywczego to sprzedawca zarabia z klienta idziesz kupić buty to też sprzedawca zarabia na kliencie właśnie tak samo jest z usługami finansowymi po prosto chodzi o świadomość kliencie instytucji finansowych. Myślę że czym większa ona będzie tym mniej będzie miejsca na amatorów w tzw instytucjach finansowych.

Odpowiedz

Michał (TwojEtat.pl) Styczeń 29, 2014 o 12:04

Wiele ciekawych informacji – jak zwykle.

Chcę dodać jeszcze swoje dwa grosze:
1) Doradca finansowy niczym oprócz wiedzy nie różni się od doradcy prawnego np. adwokata. Nie wchodzę w szczegóły. Ale zauważmy tutaj nie ma już takich wątpliwości czy adwokat działa w interesie klienta bo co do zasady działa. Dlaczego? Bo klient mu płaci ze swojego portfela. To jest moim zdaniem nie jedyny ale główny powód. Dlatego dla mnie doradztwo finansowe, gdzie konsultant bierze pieniądze za swoje usługi (a nie płacą mu instytucje finansowe) ma sens.
2) Muszę powiedzieć że jako były doradca finansowy (w jednej z większych firm na rynku) nigdy nie pójdę do pośredniaka przy załatwianiu czegokolwiek co dotyczy moich finansów osobistych. Kredyt? – sam będę chodził po bankach i analizował oferty. To są tak ważne sprawy że rzeczywiście jak pisze Autor trzeba to robić samodzielnie.

Pozdrawiam,
Michał

Odpowiedz

ZS Styczeń 29, 2014 o 13:31

Hmmmm,
Ciekawy komentarz, ale niestety nie reprezentatywny.
Większość społeczeństwa, zdecydowana WIĘKSZOŚĆ, nie rozumie procentów nie mówiąc już o procentach składanych.
Tak więc wyciąganie wniosków z wypowiedzi również niedouczonych pracowników banków, to igranie z ogniem. Podskórnie ten brak wiedzy dużo ludzi wyczuwa i woli skorzystać z doradcy, bo boi się własnych decyzji.
Dowodów jest mnóstwo. W OFE stopa zwrotu po 14 latach wyniosła ponad 9% a mimo to większość polityków (poza L.Balcerowiczem) obrzydza ludziom ten filar wciskając nieprawdziwe w większości argumenty.
Szczęśliwi ci ludzie, którzy potrafią sobie sami dokonać rzetelnej analizy finansowej własnego gospodarstwa domowego. Ale tych jest niewiele, bo szkoły przestały uczyć myślenia (takim społeczeństwem łatwiej się rządzi). Dawniej wystarczyła arytmetyka na poziomie 6 klas szkoły podstawowej a dziś procenty już wyrzucono do gimnazjum, bo to za trudne. Za kilka lat to będzie bardzo trudny temat dla licealistów.
Obyśmy zdrowi byli
Pozdrawiam mimo wszystko optymistycznie
ZS

Odpowiedz

Kasia Rz. Styczeń 30, 2014 o 09:24

Nauka matematyki popłaca:) Zgadzam się, że dawnej wystarczała arytmetyka na poziomie klasy 6-tej (z tego co pamiętam, to przerabiałam wtedy np. funkcje, a procenty to chyba były w 4 lub 5 klasie (w latach 80-tych:).

Jak teraz czytam, że osoby, które wzięły kredyt we frankach szwajcarskich twierdzą, że zostały oszukane przez doradców finansowych, to się zastanawiam, przecież wystarczyło zrobić kilka prostych obliczeń matematycznych: ile pieniędzy zostanie mi na życie, jeżeli kurs franka wzrośnie dwukrotnie, a moje dochody zmniejszą się dwukrotnie. Znajomość mnożenia i dzielenia, dodawania i odejmowania, to która to jest klasa szkoły podstawowej: 2-ga, 3-cia?

Odpowiedz

Tomasz Styczeń 12, 2015 o 22:06

Jestem bankierem w sektorze bankowości prywatnej, od wielu lat pracuje w branży finansowej i stwierdzam, że dobry i uczciwy doradca finansowy / bankier to skarb. Poziom merytoryczny pracowników w naszych bankach/pośrednictwach pozostawia wiele do życzenia. Pośrednicy (często błędnie szkoleni, pod presją planów sprzedażowych, chcący się szybko nachapać) sprzedają droższe produkty, banki (wykorzystując brak świadomości, oraz zaufanie swoich klientów) tworzą drogie, niskiej jakości produkty. Ten rynek ciągle się rozwija, jednak wyraźnie można zauważyć, że dojrzewa. Pocieszające jest, że z roku na rok poznaje coraz więcej osób działających w 100% w interesie klienta, merytorycznych i doświadczonych młodych ludzi, niegodzących się na zanik standardów oraz brak etyki. Nie są to ludzie z tzw. łapanki, i właśnie wszystkim Wam życzę takich właśnie doradców!!

Odpowiedz

Rafał Grudzień 26, 2014 o 23:30

Jak bedziesz chodził sam po Bankach i analizował oferty to nie dostaniesz nigdzie kredytu, po 3 wizytach w bankach każde zapytanie o kredyt zmniejsza Twoja zdolność kredytową , ale powodzenia w chodzeniu:)

Odpowiedz

D Kwiecień 26, 2016 o 10:32

Nie musisz wyrażać zgody na sprawdzenie w BIK.

Odpowiedz

Marzena Sierpień 3, 2016 o 12:26

Szkoda, że TYLKO skupiłeś się na wynagrodzeniu doradcy w stosunku do prowizji branej przez Bank, a nie omówiłeś czym to jest spowodowane. Zauważ, że Banki w różnoraki sposób próbują regulować dodatkowe koszty a prowizję.
Artykuł jak dla mnie jest zbyt negatywny i niezbyt konkretny pod tym kątem w stosunku do zwykłego Kowalskiego.
Dziwi mnie fakt, że w innych krajach to Klient płaci za doradztwo, u nas tego nie ma, a i tak jest źle.
W Anglii nie zrobisz nic sam. Musisz skorzystać z biura nieruchomości, lub pośrednictwa pracy itd. I każdy się z tym zgadza bo po prostu tak jest .

Odpowiedz

Mikolaj Styczeń 27, 2016 o 20:27

Całkowicie się zgadzam, idąc do doradcy fianasowego, tak jak do każdego innego specjalisty ufasz, że działa on w twoim intersie i chce doradzić ci jak najlepiej. Argument że ludzie są leniwi i nie chce im sie czytać umów nie do końca do mnie przemawia, bo równie dobrze można zrezygnować z porad adwokata i samemu czytać ustawy i uczyć się prawa na własna rekę, a idać dalej, próbowac być specjalistą w każdej dziedzinie. Etyka i kregosłup moralny obowiazuje w każdym zawodzie. Czy np będąc taksówkarzem mam prawo wozić nieświadomych turystów po całym mieście aby zapłacili więcej, bo przecież sami są sobie winni że wcześniej nie przestudiowali mapy. Moim zdaniem nie, bo to zwykłe oszustwo i pośrednio kradzież.
Wsród swoich znajomych mam małżeństwo które zostało w ten sposób „ugotowane” przez przedsiebiorczego „doradce finansowego”, który do kredytu hiportecznego sprzedał im jeszcze usługę poduszki finansowej, na którą, o zgrozo! jeszcze zaciagneli kredyt!

Odpowiedz

Lapeno Styczeń 29, 2014 o 12:04

Michał, ależ się wstrzeliłeś. Właśnie zaczynamy szukać banku celem zawarcia kredyty hipo. i w pierwszym odruchu chciałem pójść do multiagenta – bo łatwiej, prościej, szybciej. Kubełek zimnej wody na głowę.

Odpowiedz

Michał Szafrański Styczeń 29, 2014 o 12:14

Hej Lapeno,

Fajnie :) Iść oczywiście możesz, a może nawet powinieneś. Przygotuj sobie listę pytań i „prześwietl” człowieka zanim zaczniesz z nim rozmawiać o swoich finansach. Ta wiedza, którą pozyskasz przyda Ci się nawet jeśli pójdziesz bezpośrednio do banków lub do niezależnego doradcy pracującego na poleceniach.

A ja trochę wskazówek dam w jutrzejszym artykule.

Pozdrawiam

Odpowiedz

kaka Czerwiec 3, 2014 o 10:25

No ok, ale bardzo proszę, nie wrzucać wszystkich doradców do jednego worka :-)
Z mojego doświadczenia wiem, że jeśli doradca kieruje się wysokością swojej prowizji, a nie dobrem Klienta, daleko nie zajedzie….:-). Pewnie wysokie prowizje kuszą, ale dla mnie ważniejsze jest to, żeby Klient był zadowolony, miał pewność, że wybrał najlepszy kredyt i żeby do mnie wrócił :-) i polecił znajomym. Doradca musi budować długotrwałe relacje. Jeśli motywy jego działanie nie są wobec Klienta uczciwe – nie ma prawa nazywać się doradcą…

Odpowiedz

kejt - dobry doradca Czerwiec 12, 2014 o 14:17

Panie Michale,

zaczęłam troszkę szperać po internecie, co o doradcach piszą. A to dlatego, że miałam dość ciekawego klienta w ostatnim czasie. Młody i wnikliwy ponad przecietnie.

Teraz już rozumiem – jeśli ktoś szuka opinii i znajdzie Pana, stronę, nie zdziwię się, jesli nie będzie chciał nawet rozmawiać z nami-doradcami. Po przeczytaniu kilku wypowiedzi Pana jestem po prostu wściekła.

1. tabela wynagrodzeń to zwykłe pomówienie. Chciałabym tyle zarabiać, ile Pan prezentuje w swojej tabel bez podania źródła danych.
2. Nie spotkałam sie z takimi różnicami dot wynagrodzeń za kredyty. Różnice są minimalne, Chciałabym poznac źródło Pana danych. chyba, że jest to czysta imaginacja

3. Jeśli twierdzi Pan, ze doradcy wciskają klientom kredyty, za które mają największe wynagrodzenie, to chciałabym znac podstawę Pana opinii. Ja pracuję w dużej firmie. NIe znam doradcy w mojej firmie, który proponuje jakiś droższy kredyt tylko dlatego, ze więcej na nim zarabia. Podczas spotkania z klientem nie podpisujemy żadnej umowy z klientem, klient otrzymuje min 3 oferty. Do niego należy decyzja, gdzie finalizuje sprawy. Jak zatem mają się Pana słowa do przedstawionej sytuacji?

4. wreszcie – jak ma się nasza praca do planów pracowników banków? i upychania nic nie wartych ubezpieczeń, kart i funduszy? dlaczego o tym Pan nie wspomni? i także o tym, że pracownik banku nie może powiedzieć o żadnych minusach ofert banku, gdzie pracuje?

5. i ostatnie – a może wspomni Pan, ile zarabia Pan na swoim blogu? im wiecej opinii szargających imię innych ludzi, ich pracy, im więcej sprzeczności, emocji, więcej odwiedzin Pana strony, tym więcej pieniędzy? im artykuł budzi więcej kontrowersji i jest przesyłany dalej do kolejnych odwiedzin, zgadza się? bo przecież nudy nikt nie czyta.

Odpowiedz

Piotr Sierpień 26, 2016 o 19:04

Ten Pan ma racje. Umowy są tak sporządzone że nie fachowiec nic z tego nie jest w stanie zrozumieć.
Podpisujemy umowy bo myślimy ze ci doradcy działają w naszym interesie i są uczciwi.
Mowię o Open Finace to są OSZUSCI I ZLODZIEJE

Odpowiedz

Wight Styczeń 29, 2014 o 13:03

Też się powoli przymierzam do tego. Zastanawiałem się nad agentem, jednak ostatecznie zrezygnowałem i wolę sam pochodzić i sprawdzić ofertę. Na razie sprawdziłem co mogą mi zaproponować dwa banki mBank i PKO SA. Na wstępie wyszło, że wysokość raty w PKO dla kredytu na 25 lat jest taka sama jak w mBanku a jednocześnie całkowity koszt jest tam niższy o około 80 tysięcy przy pożyczce 200 tysięcy.
Ostatecznie planuję popytać wstępnie jeszcze w kilku bankach wybrać 2-3 i tam przystąpić do szczegółowej analizy z wypełnieniem dokumentacji i proponowanych przez bank warunków.
Do doradców zniechęciła mnie sytuacja, w której znajoma mająca nikłe pojęcie o matematyce nagle ogłasza się doradcą finansowym i proponuje zakup produktów finansowych.
Podziękowałem.

Odpowiedz

Wight Styczeń 29, 2014 o 13:05

Zapomniałem dodać, że kredyt w mBanku na 30 lat. czyli PKO SA > mBank. Zobaczymy co będzie dalej.

Odpowiedz

Karol Styczeń 29, 2014 o 23:12

Proponuję Ci jeszcze porównać oferty Pekao oraz Millenium, przeglądając oferty to właśnie Pekao wychodziło dla mnie najkorzystniej. Na chwilę obecną się jednak wstrzymałem, ponieważ z cichą nadzieją liczę na spadek cen mieszkań.

Odpowiedz

Łukasz Czarnecki - Większy Wymiar Styczeń 30, 2014 o 09:47

Nie wiem czy spadną bo rok 2013 był rekordowym pod względem sprzedaży. Więc deweloperzy, wbrew opiniom – nie mają żadnej presji na niższe ceny.

Odpowiedz

AnzelmX Styczeń 29, 2014 o 12:04

Dobrze, że na końcu artykułu podkreśliłeś jego jednostronność :-)

Sugeruję przyjrzeć się działalności EFFP Polska (www.effp.pl) – organizacji zrzeszającej Certyfikowanych Doradców Finansowych, która od kilku lat cywilizuje rynek w Polsce (m.in. doprowadzili do oddzielenia w rejestrze Ministra Pracy zawodu „pośrednik finansowy” od „doradca finansowy”).

No i niestety masz rację: w zalewie marketingowej dużych firm nazywających się Doradcami Finansowymi, głos EFFP ginie w tłumie :-)

Pozdrawiam

Odpowiedz

Michał Szafrański Styczeń 29, 2014 o 12:11

Hej AnzelmX,

Dziękuję za wskazanie EFFP. Typowy klient nie wie nic o istnieniu takiej organizacji. A może zamiast „pośrednik finansowy” to precyzyjniejszy byłby po prostu „sprzedawca produktów finansowych”? 😉

Pozdrawiam

Odpowiedz

AnzelmX Styczeń 29, 2014 o 12:35

Michał

Czy „pośrednik finansowy”, czy “sprzedawca produktów finansowych” – sens jest ten sam: żyje z prowizji za sprzedany produkt.

Gorzej gdy „pośrednik” tytułuje się „doradcą” i używa tego w przekazie marketingowym :(

A Doradca Finansowy (tak jest np. w UK), podobnie jak lekarz czy prawnik, otrzymuje wynagrodzenie od klienta za udzielenie porady finansowej (jak dobrać optymalne ubezpieczenie, kredyt, plan finansowy etc.).

Odpowiedz

Kamila Styczeń 29, 2014 o 12:19

O mało co, a dałam się nabrać takiej jednej. Namawiała mnie usilnie na Getin Bank. A to chyba wiadomo, dlaczego… Bo jak dla mnie bank chciał ode mnie za dużo – jeśli chodzi o kredyt hipoteczny. Nie wiem, czy doradczyni wysyłała wnioski do innych banków. Straciłam zaufanie do OF

Odpowiedz

Krzysztof Styczeń 29, 2014 o 12:29

Trochę rzeczywistość się różni od opisanych w/w realiów. W sieci stacjonarnej doradca zarabia znacznie mniej średnio 0,2 max 0,5% od wartości uruchomionej. A średnie wynagrodzenie w branży jest bardzo niskie. Około 80% ludzi z branży się wykusza. Rynek weryfikuj ludzi którzy robią średnio tą robotę. Powiedzmy w jednej z reklamowanych grup średnia wypłaty na doradcę to około 300 000 zł! Nawet po tych doskonałych stawkach które są powyżej to średnio około 5 tysięcy zł. Niby dużo ale zapłacić pośrednikowi około 50% z tego (ktoś przecież poleca przeważnie nasze usługi biuro nieruchomości czy deweloper), koszty marketingu, ZUS, telefon, samochód. A jak są takie stawki jak powyżej firma nic nie pokrywa więc trzeba zapłacić biuro i tp. To większości taki osób nie zostaje prawie nic. Około 20% doradców zarabia jakieś rozsądne pieniądze w dzisiejszych czasach. To jest cała prawda o branży doradztwa. Patrząc na te liczby co wyżej to wypacza trochę myślenie na ten temat.

Odpowiedz

Przemek K. Styczeń 29, 2014 o 22:26

W artykule są kwoty, o które wzrasta cena (spada zysk) produktu finansowego. Średnio mnie interesuje czy doradca wyda to na samochód czy telefon.

Odpowiedz

Robert Grudzień 3, 2014 o 13:08

Podpisuję się obiema rękami. Jest dokładnie tak jak mówi kolega, sam jestem pośrednikiem od 4 lat i słowa „rynek weryfikuję ludzi którzy średnio robią ta robotę” są w 100% trafione. Jeśli ktoś kieruję się wysokością prowizji (a żeby tak było musi podwyższyć standardową prowizję kosztem klienta) daleko nie zajedzie. Działa na podobnej zasadzie – jak każdy zawód usługowy – prawnik, mechanik, fryzjer. Jeśli klient jest zadowolony z usługi poleci Nas dalej….

Odpowiedz

AnzelmX Styczeń 29, 2014 o 12:37

No cóż: Getin Bank, Open Finanse, Tax Care, Home Broker i kilka innych, to jedna grupa kapitałowa… Dziwić się, że „doradzają” klientom produkty określonego dostawcy?

Odpowiedz

Magda (finansenaobcasach.info) Styczeń 29, 2014 o 12:54

Ja akurat mam bardzo miłe wspomnienia z pomocy doradcy kredytowego, z tym, że był to człowiek niezależny (żadne open finance czy expandery). Zaproponował nam kilka ofert z naciskiem na dwie oferty banków (Kredyt Bank i PKO BP) i właśnie zobaczyłam z Twojego zestawienia, że prowizja od tych dwóch produktów finansowych znacznie się od siebie różni.

Ogólnie całość trwała ponad półtora miesiąca i rzeczywiście doradca miał dużo roboty. Dodatkowo, wypełnił za nas wszystkie formalności (a sami wiecie, ile ich jest do kredytu hipotecznego) w obu bankach. Dlatego też uważam, że takie kwoty zdecydowanie się mu należały.

Zatem, jakby ktoś szukał doradcy finansowego z Wrocławia, chętnie podrzucę numer telefonu.

Odpowiedz

Artur Styczeń 29, 2014 o 12:55

Cześć.

Sam doradzam w zakresie kredytów i niekiedy na tym zarabiam, ale niestety :) w okolicach dolnych stawek twojej tabeli. Sytuacja ta jest dlatego że traktuję to działanie jako działanie profesjonalne, zawsze informuję że bank mi płaci i pokazuję ofertę moich banków w excelu tak aby klient mógł porównać. ZAWSZE bank daje możliwość sprzedaży na minimalnym wynagrodzeniu co przekłada się na niższe koszty klienta. Wtedy klient poleca Cię dalej, cwaniaków itp. rynek szybko wyklucza, chociaż potrafią napsuć opinii innym. Niestety niekiedy mam klientów którzy przy niskich dochodach chcą max. kredyty kiedy mówię że ich nie stać i proszę aby wnioskowali o mniej to obrażają się i idą do „ekspertów” w bankach lub innych doradców i ładują się w dług. Tak że to co piszesz to prawda ale jak możesz to napisz też o drugiej stronie medalu. Być doradcą to nie praca ale zadanie które ma polegać na niesieniu pomocy i rady, to właśnie zostało zniszczone w naszym kraju szczególnie przez duże instytucje finansowe. Nawiasem mówiąc mam wykształcenie prawnicze oraz studia podyplomowe z ekonomii więc znam się na całej tej zabawie, główne dochody czerpię z pracy na etacie, dlatego mogę pozwolić sobie na komfort bycia normalnym doradcą a nie naganiaczem często bez wykształcenia kierunkowego.

Odpowiedz

Przemek K. Styczeń 29, 2014 o 22:29

I nie marudzisz, że samochód kosztuje :)
Propsy :>

Odpowiedz

Piotr Styczeń 29, 2014 o 12:59

Witam, doskonały artykuł! Świetnie wpasowuje się w moje wnioski z Panią „doradczynią” (Expander). Dzięki bogu udało mi się uciec od jej „porad”, dodatkowych produktów, kuszenia „zwrotu wkładu własnego” itp. Po każdym spotkaniu musiałem filtrować jej propozycje i uświadamiać sobie, że korzystając z nich wpakowałbym się tylko w bagno. Wszystko liczyłem sam i wychodziło szydło z worka. Ostatecznie wybrałem inny bank niż usilnie wskazywała Pani doradczyni (tak myślałem, że chodzi o jej prowizję, teraz widzę, że w PKO BP jest najniższa i bardzo mnie do niego zniechęcała mimo lepszych warunków), nie skorzystałem też z żadnych „wspaniałych produktów” z czego ogromnie się cieszę. Gdyby nie to, że musiałem się spieszyć, a rozpoczynanie procedury od początku trwałoby za długo dawno bym „podziękował” za taką współpracę.

Jeżeli ktoś nie posiada wiedzy wiedzy na temat kredytów niech się nie boi iść do banku, tam też dostaje się doradcę, który wszystko wytłumaczy i pomoże. Ja osobiście obiecuje sobie nie korzystać z usług żadnych tego typu pośredników.

Odpowiedz

Grzesiek J. Styczeń 29, 2014 o 13:05

Bardzo fajny artykuł dla osób przymierzających się do kredytu/inwestowania.

Ja powiem, że byłem na spotkaniu w Open Finance, nie tyle z zamiarem wzięcia kredytu u nich co w celu zasięgnięcia wiedzy, wysondowania jak się kształtują marże itd. Parę pytań ze strony konsultanta, policzenie na szybko zdolności kredytowej itp. Było to jeszcze w czasach gdy można było się załapać na dopłaty z Rodziny na Swoim. Oczywiście od razu doradca zaproponował, żeby pieniądze zyskane z tytułu dopłat RnS zainwestować, i po x latach uzyskanymi w ten sposób środkami wczesniej spłacić kredyt. Czyli ewidentna sugestia: bierz kredyt i produkt inwestycyjny w jednym. To nam się nie spodobało, mimo że od doradcy dowiedzielismy się sporo, więc cel spotkania był w 95% zrealizowany.
Jakiś rok temu odezwała się do mnie Pani z OF, pytając czy już wziąłem kredyt, a po odpowiedzi twierdzącej, zaproponowała ofertę refinansowania kredytu „bo kredyty teraz staniały” (to prawda, staniały ale dzięki niskiemu wiborowi, a marże w międzyczasie nawet urosły :) ). Dłuższą chwilę mi zajęło wytłumaczenie jej, że nie mogę zmienić kredytodawcy bez utraty dopłat z RnS, no i na koniec powiedziałem że mój kredyt też staniał, bo spadł Wibor. Pani chyba zrozumiała, że nie trafiła na jelenia i szybko zakończyła rozmowę.
Tak więc trzeba uważać.

Pozdrawiam wszystkich i sorry za ten przydługawy komentarz (chyba zaraziłem się od Michała 😉 ).

Odpowiedz

Ania Styczeń 29, 2014 o 13:05

Michale,
jeśli zdarzy się okazja, że zajmiesz się tematem ubezpieczeń w tym ubezpieczeń mieszkań, to prosiłabym o podrążenie tematu. Interesuje mnie, czy prawdą jest, że w przypadku, gdy zaleje moje mieszkanie sąsiad nieubezpieczony to egzekucja ubezpieczenia idzie z mojej polisy, której składka zostanie w kolejnym roku podniesiona z tego tytułu. Jeśli tak jest to doradcy finansowi sprzedają nieopłacalny produkt. Doradca, z którym rozmawiałam twierdził, że żeby uniknąć płacenia podwyższonej składki wystarczy zmienić firmę ubezpieczeniową. Nie wiem, czy to jest prawda? Jeśli uda Ci się dowiedzieć, będę wdzięczna.

Odpowiedz

zz Styczeń 29, 2014 o 19:11

zazwyczaj nie. tu wypłaca tobie kase a potem stara się ją odzyskać od sąsiada tak że nic nie jest stratne
natomiast wyliczana składka codziennie może być inna więc po roku nie patrzyłbym czy mam zwyżkę czy nie tylko porównał z konkurencją

Odpowiedz

Maciej Styczeń 29, 2014 o 13:18

Moja przygoda z „doradcami” z OF zaczęła się karkołomnie, bo wpakowaniem się w AEgona (polisa na 10 lat, składka 500 zł miesięcznie), z którego wycofałem się po 4 msc ze stratą 100% wkładu… 2000 zł kosztowała mnie ignorancja finansowa… Drugie podejście – tym razem kredyt hipoteczny i Alex T. Great – kredyt dostałem w Eurobanku ale na masakrycznych warunkach (107% wartości, wszystkie opłaty i koszty skredytowane + ubezpieczenie na zycie, od utraty pracy oplacone na 5 lat – oczywiście skredytowane…). Przynajmniej kupiłem mieszkanie, choć „doradca” ewidentnie grał na Eurobank…

Trzecie podejście było już bardzo świadome – refinansowanie kredytu hipotecznego po 3 latach. Najpierw poszedłem do kilku banków sam, potem do OF. Założenie było proste: sam robie wycene mieszkania, nie chce żadnych produktów dodatkowych, chce jak najniższą marżę banku, mogę co najwyżej zapłacić prowizję za udzielenie kredytu.

W efekcie przy pomocy OF dostalem kredyt w ING, na marży 1.15% i zapłaciłem „tylko” 8000 prowizji za udzielenie. Biorąc jednak pod uwagę, że zwrotu niewykorzystanej części ubezpieczeń z Eurobanku dostałem ponad 6000 zł, deal nie był zły. Żadnych ubezpieczeń dodatkowych, a dzięki własnej wycenie mieszkania LTV miałem takie, że nie wpakowałem się w ubezpieczenie niskiego wkładu własnego.

Do tego timing mialem idealny, bo kredyt uruchomilem w grudniu 2012, a od stycznia 2013 poleciały w dół stopy procentowe.

Efekt całek opercaji: rata ze szczytowych 2050 zł w Eurobanku docelowo poleciała w dół na 1380 zł.

Mój wniosek: można skorzystać z pomocy doradcy, ale tylko będąc do tego przygotowanym merytorycznie, bo ze świeżakiem z ulicy zrobią co chcą. Tylko jeśli jasno wiesz czego chcesz i na jakich warunkach – wtedy masz szansę w starciu z OF, Expanderem i resztą naganiaczy :)

Odpowiedz

Tomasz Styczeń 29, 2014 o 14:36

Jeśli jesteś przygotowany merytorycznie, to w ogóle niepotrzebny ci doradca czy pośrednik. Idziesz do kilku banków i porównujesz oferty

Odpowiedz

Wojtek Styczeń 29, 2014 o 13:19

Zgadzam się ze stwierdzeniem zawartym w morale. Najlepszym doradcą możemy i powinniśmy być sami. To zwykli sprzedawcy i dbają tylko o swój interes. Nigdy nie skorzystam z ich usług.

Jak interesuje się jakimś produktem finansowym, to sam szukam informacji na ten temat i dzięki temu mogę często zaoszczędzić wiele pieniędzy.

Wielu osobom się wydaje, że finanse osobiste to trudny do zrozumienia temat, dlatego powierzają swoje pieniądze, a często swoją przyszłość pseudo doradcom, którzy często wiedzą mniej niż klient.

Odpowiedz

Michał Szafrański Styczeń 29, 2014 o 13:26

Hej Wojtek,

Zdublowałeś komentarz. Widzę, że walczysz o linki. Informacyjnie: następnym razem komentarze z nickami pod SEO będą usuwane.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Miły Styczeń 29, 2014 o 13:22

Warto zauważyć jedną ciekawą rzecz:
banki nie są skłonne obniżać opłaty klientowi końcowemu, jesli ten przyjdzie do nich bezpośrednio.
Efekt jest taki, że kredyt o parametrach X za pośrednictwem np. OF kosztuje Y i jeśli pójdziemy do banku sami, to również będzie kosztował Y, mimo, że w drugim przypadku nie muszą płacić naganiaczowi.

Ale jest na to sposób:
należy na spokojnie samemu wyszukac najlepszą ofertę, a następnie rozejrzeć się wśród znajomych, czy ktoś z nich nie pracuje OpenFinance czy Expanderze i dogadać się, żeby złożył wniosek o kredyt o tych samych parametrach.
Oferta powinna przyjść identyczna, akceptujemy, a wtedy otrzymaną prowizją dzielimy się z naganiaczem – znajomym 😉

Ja w ten sposób za udzielenie samemu sobie kredytu otrzymałem 3,5 k – było na dwie pierwsze raty :)

Odpowiedz

grzeju Styczeń 29, 2014 o 13:35

Kiedyś na rynku było FINAMO. z tego co się dowiedziałem od przyjaciela, który pracował tam na stanowisku kierowniczym, agenci FINAMO dostawali prowizję za wolumen klientów, a nie od konkretnego produktu. W związku z tym, było mniej nadużyć i klienci wracali zadowoleni. No ale jak widać taka kalkulacja jest kiepska, skoro FINAMO padło dosyć szybko.

Odpowiedz

Blog Ojciec Styczeń 29, 2014 o 13:55

Co do obniżenia scoringu w BIK’u: mój doradca finansowy, zawsze powtarzał, że dzięki temu, że on to sprawdza dla mnie (a nie ja osobiście), może sprawdzić jednocześnie kilkanaście banków bez ruszenia mojego scoringu. Nigdy nie sprawdzałem mojej sytuacji w BIK’u, ale raczej ufam mu (a w zasadzie to jej), że to prawda. Nie wiem też jednak, jak ma się prywatny doradca, do Open Finance i Expandera.

Odpowiedz

janek Styczeń 29, 2014 o 13:59

Warto też zauważyć że doradca finansowy czy to w banku czy w instytucji finansowej bardzo często kłamie na temat warunków inwestycji na którą się decydujemy. Ja zostałem nabrany w banku na polisolokatę za grubo ponad 100 000 zł, i niech mi nikt nie mówi że nie czytałem umowy, przeczytałem ją dokładnie tylko że ona była sformułowana tak aby przeciętny człowiek jej nie zrozumiał a dołączając do tego różne zabiegi socjotechniczne pseudo doradcy jestem przekonany że nie słysząc wcześniej o takich przypadkach każdy by się zgodził! Nie mówiąc już o tym że dopuścił się on oszustwa ukrywając przedemną część regulaminów i podkładając inne o podobnych nazwach. Ostaecznie za pomocą prawników, internetu, rzeczników konsumenta i ubezpieczonych, prokuratury i sporego szczęścia w nieszczęściu odzyskałem wpłacone środki. Groziła mi utrata ponad 70% wpłaconych środków.

Odpowiedz

BJK Styczeń 29, 2014 o 14:03

Hej Michał :)

Powiem szczerze, że nie spodziewałem się, że rozbieżności między wynagrodzeniem doradców z poszczególnych banków są tak kosmiczne (ponad 1300% między PKO BP a Aliorem, szok). Ale z drugiej strony chyba znalazłem dobrego doradcę, bo w ubiegłym roku załatwił mi kredyt i w tym roku wygląda na to, że będzie kolejny u niego. A na warunki nie mam co narzekać, więc jest OK :)
Tak czy inaczej artykuł godny polecenia!

Odpowiedz

michal Styczeń 29, 2014 o 14:12

„To są najważniejsze pieniądze na świecie. Dlaczego? Bo to są moje pieniądze”

Przed każdą decyzją finansową, spotkaniem z instytucją/doradcą polecam powtórzyć to zdanie 100 razy by się dobrze utrwaliło.

Odpowiedz

Gosia Styczeń 29, 2014 o 14:24

Właśnie rozpoczęliśmy inwestycje – drobne, ale ważne. Zamiast korzystać z doradcy trochę się podszkoliliśmy :-) (przy najnowszym odcinku podcastu również) Ale czy nie powinniśmy zastanowić się nad doradcą przy większych kwotach? Czy zbierać doświadczenie teraz przy małych i później samemu kontynuować?

Jeśli zaś chodzi o kredyt hipoteczny to koleżanka baaaardzo chwaliła swojego doradcę, bo uwinął się ze wszystkim i uznała, że pieniądze mu się należały. Też rozważam takie rozwiązanie przy kredycie – żeby mieć pewność, że wszystko zostało dopełnione. Z drugiej strony wszystkie małe druczki przeczytam samodzielnie. Przezorny zawsze ubezpieczony :-)

Odpowiedz

Song Styczeń 29, 2014 o 16:51

Nie wierz doradcom jak i innym osobom w temacie inwestycji póki Ci nie pokażą efektów swoich inwestycji. Najlepiej w zeznaniu podatkowym (np PIT8C). 99% osób w internecie piszących o inwestycjach, giełdzie itd nie potrafią praktycznie nic lub potrafią bardzo mało. Podobnie jest w bankach czy instytucjach finansowych. Nawet z tych 477 doradców inwestycyjnych którzy przecież przeszli egzaminy (trudne) zaledwie garstka potrafi zarabiać pieniądze na rynku (nie wierzysz? sprawdź na analizyonline.pl – program milion w portfelu – efekty ich inwestowania są takie że przegrywają z indexem – poza paroma osobami). Co najlepsze – doradca który ma dobrą passę często po paru latach notuje już straty bo jego strategia jest przestarzała. Mam nadzieję że zdajesz sobie sprawę ile płacą instytucje finansowe swoim najlepszym traderom ? Miliony dolarów rocznie (samych premii).

Masz więc bardzo małe szanse na to że znajdziesz kogoś kto zna się na inwestycjach i będzie chciał Ci pomóc (zwłaszcza za darmo). Dlatego zastanów się nad wkładaniem dużych kwot w inwestycje nie posiadając samemu doświadczenia. Zbierz najpierw doświadczenie na małych kwotach (bo małe kwoty inwestowane = małe straty – te poniesiesz na pewno prędzej lub później) i stopniowo je zwiększaj jeśli zarabiasz – inwestowanie to proces wymagający wielu lat i nie dla każdego.

Odpowiedz

Gosia Luty 21, 2014 o 07:30

@Song wielkie dzięki za takie przedstawienie sprawy. W sumie taki mieliśmy plan od początku, żeby się szkolić na małych kwotach i z czasem je zwiększać.
Dzięki :-)

Odpowiedz

Tomek Styczeń 29, 2014 o 14:52

Świetny artykuł, widać, że wracasz na właściwą drogę :)

Odpowiedz

MagdaT Styczeń 29, 2014 o 15:43

Heloł,
Nie przywiązujcie się proszę do tabelki z wynagrodzeniami pośredników, którą przedstawił Michał! Po pierwsze to tabelka z jednej tylko firmy pośredniczącej i wniosek, że Wasz doradca jest tym chlubnym wyjątkiem, bo sprzedał wam kredyt w PKO BP bez prowizji, a więc najmniej korzystny dla niego może być z gruntu fałszywy. Na ten przykład ja za kredyt w PKO BP bez prowizji dostanę 1,5%. Michał nie pisał o jaka firmę chodzi (choć branża raczej odgadnie ;), za to napisał, że to tabela z ubiegłego roku! Promocje dla pośredników mogą się zmieniać z miesiąca na miesiąc (choć pewne sprawy są niezmienne, np. to, że w OF wynagrodzenie za kredyt w Getin lub Idea jest kila razy wyższe niż za jakikolwiek inny kredyt) Ta tabelka raczej uzmysłowić, że pośrednik może mieć inny interes niż Wasz!

Odpowiedz

*LESZEK* Styczeń 29, 2014 o 15:59

Hej Michał. Chyba naraziłeś się ołpenowi fajnansonowi i expanderowi ( nie będzie szkoleń) :) Cieszę się również, że wg Ciebie należę do mniejszości: cyt.”Większość z Was brała już kredyt hipoteczny lub go weźmie”.

Odpowiedz

David Styczeń 29, 2014 o 16:33

Ciekawy artykuł ale najciekawsze są komentarze. Wydaje mi się ze w pierwszej kolejności powinieneś napisać artykuł o tym jak rozpoznać dobrego doradcę bo teraz wszyscy wrzucili doradców do jednego worka i najlepiej by go spalili.

Jest w tym dużo prawdy ale nie rozumiem skąd to zdzwienie.
Jezeli pójdziesz do apteki, salonu samochodowego, kupić pralke to tam też są sprzedawcy i też większość będzie chciała na nas zarobić. Taki jest rynek i to wszedzie.

Uważam ze warto pójśc do doradcy zanim się pójdzie do banku ponieważ pytanie ile bankow zwiedzisz? 2,3..może 5?Łatwiej pójśc do 2,3 doradców i wtedy sprawdzić ich w bankach. Jak kupujesz pralke to mozesz kupić w saturnie ale jak wykażesz troche chęci to sprawdzisz w internecie i w innych sklepach.

Uważam ze dużo osób które narzekają na doradców mają racje że mieli pecha i trafili na takiego a nie innego ale troche pokory bo w polowie wina jest po twojej stronie.
Jeżeli nie masz zamiaru skorzystać z porady doradcy która nic nie kosztuje to naprawde masz małe szanse na znalezenie dobrego banku i dobrania oferty( w każdym banku możesz conajmiej kilka róznych opcji wybrać ) jeżeli pójdziesz do banku to tam też ci mogą wcisnąć coś dodatkowego

Dla tych którzy nie wierzą w doradców prosze was nie bagatelizujcie rynku a przy odrobinie zaangażowania jestem pewien że znajdziecie odpowiedniego. Sam Michał pomimo swojej wiedzy korzystal z Rolanda przy zakupie mieszkania.

Jeżeli chcecie porady i rzetelnej pomocy z chęcią pomoge i to udowodnię. Na start powiem wam którzy szukają kredytu hipotecznego ze są banki o których zapominacie a dadza wam fajną ofertę i cięzko wam będzie samemu znaleźć jak np. Przy budowie/zakupu domu – Bank Ochrony Środowiska ze wzgledu na technologie budownictwa moze dać super ofertę.
Bank Pocztowy oraz Paribas Bank ma dobrą ofertę.

Rynek jest zmienny i oferty zmieniają się conajmiej raz na kwartał jak nie częściej

Teraz jest pytanie czy skoro doradca mi wcisnął kit to ile w tym mojej winy?

Odpowiedz

Paweł Stopka Styczeń 29, 2014 o 16:54

Ocenianie ludzi po tym ile zarabiają nie jest rozsądnym posunięciem by analizować daną ofertę według swoich możliwości wzięcia kredytu hipotecznego. To , że bank płaci pośrednikowi czy doradcy 4-12 tyś zł wynika z tego ze kredyt hipoteczny dla banku jest wysoce dochodowym produktem, więc w dobie silnej konkurencji opłaca się płacić najlepszym ” pracownikom” . Tak, oczywiście są doradcy i doradcy- i to temat rzeka.

Fakt że przy ubezpieczeniach i funduszach inwestycyjnych niezłe kwiatki czasami wychodzą.

W warzywniaku marża jest w ziemie 400% narzucona na towarze, mimo iż każdy w dużych miastach mógłby spokojnie zaopatrzyć się na dużym targowisku bezpośrednio u producenta warzyw.

Jeśli pójdę do np. Get in banku to co może doradzić taki pracownik odnośnie najlepszego kredytu na rynku, skoro wiadomo, że ma do dyspozycji może z 5 produktów swojego banku – może jedynie sprawdzić naszą zdolności powiedzieć jakie warunki kredytowania są.

Zgodzę się, że w expanderze czy OF ich niezależność jest kwestią sporną co do wyboru najlepszego banku skoro same firmy te działają jako pod skrzydłami określonych grup finansowych.

Michale to twoje powiedzenie ” że jesteśmy dla siebie najlepszymi doradcami” jest najlepszym odniesieniem do takiego tematu jak doradcy finansowi itp.

Pozdrawiam Paweł

Odpowiedz

Łukasz Maliszewski Styczeń 29, 2014 o 17:00

Witaj Michale. Twojego bloga i konkretnie ten artykuł (inne również) polecił mi mój klient. Współpracujemy dłuższy czas. Właśnie będzie kupował mieszkanie za środki pochodzące w większości z kredytu hipotecznego. Zapoznałem się z wieloma Twoimi wpisami i ten, mimo generalnie kapitalnego kierunku w, którym zawsze idziesz trochę mnie rozczarował. Należy Ci się olbrzymi szacunek za to, że walczysz o jak największą świadomość konsumentów. Rynek finansowy ze swoimi wszystkimi grzeszkami i GRZECHAMI jest wyjątkowo mało zainteresowany transparentnością i przejrzystością ofert, które były by łatwo porównywalne przez kupującego.

Mam pytanie bo nie jest to dla mnie do końca czytelne. Twój przekaz jest dla mnie nie jasny. Czy prowizje za sprzedaż produktów finansowych są zbyt wysokie? Czy fakt, że klient nie wie ile doradca zarabia na sprzedaży takiej umowy? Czy stosunek pracy, którą doradca musi wykonać do wynagrodzenia, które otrzymuje?

Wracając do mojego „rozczarowania” choć może to nie do końca w 100% precyzyjne określenie, które oddaje moje odczucia po konsumpcji Twego artykułu. Mówiąc o stawkach jako takich podałeś wynagrodzenie jakie bank wkalkulowuje sobie w koszty dystrybucji produktu. Z automatu potraktowałeś to jako zarobek doradcy co jest poprostu fałszywe. Powinieneś potraktować to jako zarobek DYSTRYBUTORA. Kto nim może być:
– pracownik banku,
– wewnętrzna sieć sprzedaży banku,
– zewnętrzna sieć sprzedaży,
– pracownik zewnętrznej sieci sprzedaży.

W zalożneści zatem od tego kto faktycznie dokonuje sprzedaży (przeprowadza proces dystrybucji) wynagrodzenie dla niego za tę czynność może wynosić od 20%-100% przytoczonych przez Ciebie stawek. W praktyce oznacza to, że często doradca mający minimu 60%-70% stawek nie musi z założenia szukać wyższego zarobku kosztem klienta.

Konsekwencją tego rynkowego scenariusza jest fakt, iż kluczowym dla „bezpieczeństwa” klienta staje się wybór miejsca dystrybucji danego produktu oraz samego doradcy z imienia i nazwiska, a nie LOGO, które za nim stoi.

P.S.
Nie znalazłem tu artykułu, a być może takowy spłodziłeś o tym kim jest „doradca finansowy”. Myślę, że Twoich czytelników zainteresowało by co się kryje za tą nazwą, która od 2004 roku zagościła w słuchawkach „naszych” telefonów. Z chęcią podzielę się swoim kilkuletnim doświadczeniem co do oceny tego zawodu jak i rynku :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Styczeń 29, 2014 o 18:19

Hej Łukasz,

Dziękuję za obszerny komentarz. Po kolei odpowiadając na Twoje pytania:

Przekaz artykułu jest następujący: „wiedz, że nie musi być tak, że doradca rekomenduje Ci najlepsze produkty dla Ciebie – sprawdzaj, weryfikuj, porównuj, myśl”. Absolutnie nie odnoszę się do wysokości wynagrodzenia doradców i nie wartościuję czy jest ono duże czy małe. Kwoty pokazuję po to, by uzmysłowić spore różnice pomiędzy zarobkiem na zbliżonych produktach różnych banków/instytucji finansowych. To co dla Ciebie jest oczywiste, dla Twoich klientów już takie nie jest. Grzechów branży, o których wspominasz, jest wiele i konkretne przykłady mogę wyciągać z mojej skrzynki mailowej jeszcze przez długi czas.

Co by nie mówić o tym, że istnieją świetni doradcy finansowi (z czym ja się jak najbardziej zgadzam – sam korzystam z usług doradcy kredytowego, które bardzo sobie cenię), to istnieje też od groma „czarnych owiec”. Właśnie tych „średniaków”, którzy wymieniani byli w innych komentarzach – takich, którzy są zbyt słabi by pracować na swoim, ale znajdują zatrudnienie w „firmach doradztwa finansowego”. Problem istnieje i nie ma go co rozmywać czy zamiatać pod dywan.

Podałem przykładowe stawki doradców działających „niezależnie”. Jak sam piszesz pomyłki tu nie ma – w takich przypadkach doradca otrzymuje 100% tego co napisałem. Twoja argumentacja w tym zakresie jest dla mnie niejasna – czy próbujesz mi powiedzieć, że dla doradcy, ze względu na to, że otrzymuje mniejszy %, nie ma różnicy finansowej czy sprzeda produkt X czy Y? Nie rozumiem tej argumentacji.

Wracając jeszcze do odpowiedzi na pytanie o wysokość zarobków doradców i mój stosunek do tego: ja uważam, że dobry doradca powinien zarabiać jak najwięcej. I absolutnie nie zaglądam do portfela doradcy. Ja bym chciał żeby doradcy zarabiali tyle żeby nigdy przenigdy nie opłacało im się wpuszczać klienta w maliny i by mieli świadomość, że jeden taki numer może zrujnować ich model zarabiania. Niestety taka świadomość nie jest powszechna.

Absolutnie nie piszę tego pod Twoim adresem. Doradcy prowadzący własną działalność, działający na poleceniach od klientów, to elita tego rynku. Ktoś tu wyżej w komentarzach wspominał o transparentności doradcy, o tym, że ujawnia klientowi ile zarobi na danym produkcie – to jest właśnie ten poziom usług i przejrzystości działań, w który ja wierzę. Przy takim podejściu doradca zarobi u mnie 10x więcej. Nie na mnie. Na kolejnych klientach, których sam mu przyprowadzę.

Pozdrawiam :)

Odpowiedz

Łukasz Maliszewski Styczeń 29, 2014 o 23:46

Twoje doprecyzowanie pewnych niuansów przechyla szalę na moje TAK dla tego artykułu.

Co do stawek doprecyzuję. Przy pewnej liczbie obsługiwanych klientów w skali miesiąca czy kwartału oraz stawce, którą otrzymuje doradca łączna kwota zarobionej prowizji powinna poprostu zniechęcać do działania na szkodę któregokolwiek z klientów. To co napisałeś – zwraca się to x10 w przyszłości.

I Ty, i ja wiemy jak rozwiązać ten konflikt interesów. KNF powinna zakazać stosowania opłat pokrywających koszty dystrybucji. To doprowadzi do obniżenie kosztów produktów oraz ich transparentności. Każdy doradca posiada wtedy własny cennik ( jak prawnik czy lekarz) i wystawia rachunek klientowi za sukces. Wskazuje mu produkta nie go sprzedaje.

Myślę, że wielu profesjonalnych doradców chciałoby spotykać się z klientem za stawkę godzinową udzielania porad a nie prowizji od wiecznej sprzedaży.

Odpowiedz

Katarzyna Styczeń 29, 2014 o 17:05

Witaj Michał!

Jak wiesz jestem agentem ubezpieczeniowym. Jestem przedstawicielem ponad 20-stu towarzystw ubezpieczeniowych i gdybym sobie pozwoliła na to, żeby wciskać klientom jakieś słabe produkty, bo mi za to płacą wysoką prowizję, już dawno musiałabym zwinąć interes. Żyję tylko na prowizji od sprzedaży, ale to zawsze potrzeby klienta są najważniejsze. Jasne, że staram się sprzedać jak najwięcej, ale tylko to, na co klient się zgodzi i co spełnia jego potrzeby. A polisy inwestycyjne? – są naprawdę różne i można wybrać takie w których tylko przez 2 lata musisz inwestować, możesz wybrać niską składkę miesięczną a nadwyżki inwestować na subkonto i korzystać z tej kasy kiedy chcesz, możesz też, jeśli jesteś nałogowym „wydawaczem” pieniędzy, kupić polisę z której nie będziesz tak łatwo mógł zrezygnować, co pozwoli Ci ustrzec Twoje oszczędności przed Tobą samym. Generalnie zawsze pieniądze na polisie można umieścić w bezpiecznym funduszu, lub przekonwertować środki do bardziej zarabiających w przypadku lepszej koniunktury na rynku, żeby na tej polisie zarabiać a nie tracić. Każdy klient ma przecież możliwość zarządzania swoimi pieniędzmi i to on podpisuje umowę. Także nie demonizujmy i nie generalizujmy, że doradcy inwestycyjni to samo zło. Zawsze klient wybiera, komu powierzy swoje pieniądze. Trzeba przeczytać ogólne warunki ubezpieczenia i spokojnie podjąć decyzję. A potem zarządzać polisą i monitorować co się dzieje z naszymi pieniędzmi. Wtedy na pewno zarobimy na takiej inwestycji. Pozdrawiam.

Odpowiedz

ZP Styczeń 29, 2014 o 17:18

A co na to rzecznik ubezpieczonych?

„Należy wyraźnie podkreślić, iż przeciętny konsument nie ma możliwości podjęcia świadomej decyzji o zawarciu umowy ubezpieczenia z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym. Wynika to z faktu, iż nawet w przypadku wykonania ustawowego obowiązku doręczenia treści ogólnych warunków ubezpieczenia, praktycznie niemożliwe jest należyte zrozumienie ani porównanie tak zawiłych umów przez osobę, która nie jest specjalistą z zakresu prawa ubezpieczeniowego, a także wyższej ekonomii. Warunki ubezpieczenia mają od kilku do nawet ponad stu stron, zawierają wiele załączników, do których konsumenci nie mają dostępu przed zawarciem umowy.”

Tyle z raportu zalinkowanego również przez Michała: http://rzu.gov.pl/pdf/Raport_UFK.pdf str.4

Odpowiedz

Michał Szafrański Styczeń 29, 2014 o 17:58

Hej Kasiu,

Absolutnie nie twierdzę, że wszyscy doradcy są tacy sami :) Ale co do paru rzeczy się nie zgodzę. Po pierwsze wymieniasz „doradców inwestycyjnych” – błagam – nie mylmy pojęć. Doradców inwestycyjnych jest jak na lekarstwo i jest to zawód regulowany.

Po drugie: „ogólne warunki ubezpieczenia” w przypadku unit-linków są kompletnie niezrozumiałe. Od doradcy oczekuję przede wszystkim by on sam rozumiał taki produkt i potrafił mi go wytłumaczyć. Wystarczy zadać trzecie pytanie z rzędu o sposób alokacji składki, by zdecydowana większość doradców poległa. Osobiście nie spotkałem jeszcze takiego, który potrafiłby mi do spodu wytłumaczyć taki produkt. Ja nie demonizuję. Pokazuję rzeczywistość.

Ilu znasz klientów, którym tego typu polisa się skończyła lub którzy w trakcie jej trwania zrezygnowali z niej i wypłacili wartość środków nie mniejszą niż suma składek, które wpłacili? Pytam poważnie.

Co do stwierdzenia „wtedy na pewno zarobimy na takiej inwestycji”, to jest to bardzo mocne stwierdzenie z Twojej strony. Jaka jest odpowiedzialność sprzedawcy w przypadku, gdy to stwierdzenie okaże się nieprawdziwe?

Pozdrawiam

Odpowiedz

Kasia Styczeń 30, 2014 o 00:57

Hej Michał

Taką polisę należy zakupić zazwyczaj z systemem do jej zarządzania. Nie wiem czy znasz http://opiekuninwestora.pl Można tam nadzorować każdą ze swych polis inwestycyjnych z każdego towarzystwa ubezpieczeniowego lub banku w Polsce i ustawić sobie stop loss na jakim poziomie się chce do wybranych przez siebie funduszy itp. Bardzo wygodne narzędzie, a Remigiusz Stanisławek, który je stworzył, prowadzi regularnie szkolenia dla swoich abonentów, więc jeśli ktoś chce się nauczyć jak zarządzać swoją inwestycją w postaci polisy, może dzięki temu serwisowi to bezpiecznie robić. Jasne, że znam różnicę między doradcą inwestycyjnym a doradcą finansowym 😉 Sama jestem posiadaczką takiej polisy zarabiającej :-) I znam bardzo wiele osób, które są zadowolone z takich polis. Ale to NIE są produkty, w które można tylko wpłacać i się nimi nie interesować, bo i tak zarobią. TRZEBA nimi zarządzać. Nie ma lekko 😉 Mam w ofercie Skandię, Aegon, Generali, Uniqa, Ergohestia także wiem o czym mówię :-)

Odpowiedz

Nematode Styczeń 29, 2014 o 21:20

Pani Katarzyno,

Fajnie się czyta Pani komentarz, ale nie do końca się zgodzę z tym co Pani napisała. Najlepszym przykładem na zrobionego w bambuko jestem ja sam. Dałem się namówić na polisę Skandia. W sumie na składki wydałem ponad 32k. Na dziś dzień na polisie jest około 25k co i tak w porównaniu do znajomych jest niezłym wynikiem. Byłem na „evencie sprzedażowym” na który zaprosił mnie mój „przyjaciel” z dzieciństwa. Z perspektywy czasu jak sobie myśle co oni tam nam przedstawiali to najbardziej boli fakt, że jak o tym myśle to obniża mi się poziom samooceny mojej osoby. Po prostu mega pranie mózgu. Produkt, który posiadam w Skandii inwestujac na w miarę bezpieczne instrumenty nie generuje zysku, bo zysk zjadają opłaty za zarządzanie itp. Czyli, żeby cokolwiek ugrać na plus trzeba trochę agresywniejsze fundusze wybrać. A tutaj bez odpowiedniej wiedzy porażka gwarantowana. I teraz ci co maja jakaś wiedzę nie pchają się w tego typu produkty, bo to się po prostu nie oplaca. Wiec głownie szary obywatel taki jak ja daje się zrobić w konia na taki produkt inwestycyjny. Mój wynik inwestycji i lepszego jutra podałem powyżej. Moja koleżanka z pracy zakupiła podobny produkt. Jednorazowy wkład 150k – po 6 latach 60k. Inny znajomy dostał w spadku mieszkanie. Sprzedał i wsadził 300k w podobny produkt dla zabezpieczenia przyszłości swoich dzieci. Po kilku latach zlikwidował polisę i zostało mu około 100k. Zarówno koleżanka, kolega jak i ja czytaliśmy umowy, ale co z tego jak te kilka lat temu tak na prawdę nie wiedzieliśmy co czytamy.

Odpowiedz

lopezka2 Styczeń 31, 2014 o 22:52

Witam
Byłam kiedyś na bezpłatnym szkoleniu inwestycyjnym. Firma Skandia wynajęłą szkoleniowca od inwestycji, który mówił o inwestycjach, człowiek miał wiedzę, ale to szkolenie było trochę jakby na zasadzie odwalenia. Na koniec ankieta ewaluacyjna, wiadomo dane nr tel. i kilka pytań, następnie po kilku dniach zadzwoniła pani ze Skandii i umówiłam się z nią na spotkanie, w końcu spotkanie do niczego nie zobowiązywało. Pani mi pokazywała, rysowała, tłumaczyła wyglądało fajnie cały czas mówiła o korzyściach z produktów, po prostu cud, miód, malinki i orzeszki, o kosztach ani słowa. Nie wiem jak to się stało, że w pewnym momencie przeszliśmy do wypisywania wniosku, który podpisałam. Produkt 10letni składka 300pln/mcznie czyli po 10 latach 36k wpłaconych. Dostałam od pani OWU i jak je przeczytałam to się przeraziłam opłata administracyjna około 15pln (indeksajaca opłaty co roku szok) do tego koszty zarządzania i koszty z ryzyko(akcje obarczone najwyższymi kosztami, bo największe ryzyko) im wyższa kwota tym wyższa opłata po przeliczeniu wyszło mi miesięcznie do tyłu coś okołu 50-60pln czyli około 20% mojej składki, myślę sobie to jakieś nieporozumienie. Nie wpłaciłam składki więc wniosek się nie spolisował, pani wydzwaniała ja nie odbierałam, ja jej zaufałam a ona chciała mnie pięknie orżnąć. Napisała @ to jej odpisałam, że podjęłam pochopną decyzję odnośnie inwestycji. To że nie mam wiedzy o inwestycjach to nie znaczy, że nie umiem czytać ze zrozumieniem. Na tej inwestycji wyszłabym tak jak autor powyżej dobrze, że w porę się ocknęłam Co do tego, że unit-linked nie są dobre wiem z doświadczenia, bo na nich kiedyś trochę straciłam.
Podstawową moją zasadą jest uczenie się na własnych błędach i wyciąganie z nich wniosków, niestety ludzie rzadko uczą się na swoich błędach, często je powielają.
Co do doradców kredytowych, to zwykle sugerują banki kierując się swoją prowizja.
Ja biorąc swój kredyt korzystałam z usług expandera, pan miał wiedzę, ale i trochę cwaniakował, nie wiem jaką wziął prowizję, ale uważam że kasa za jego prace mu się należała wypełnił za mnie całą papierkową robotę. Kredyt wzięłam w banku na który byłam nastawiona od samego początku, zanim poszłam do doradcy więc nie musiał mnie do niego przekonywać
Zanim poszłam do expandera do rozmawiałam z innym doradcą już nie pamiętam jaką on firmę reprezentował, ale z nim nie szło się dogadać, ja chciałam rozmawiać o innych bankach on mówił o innych, ponadto opowiadał mi historię swojej rodziny, a co mnie to obchodzi, był nieprofesjonalny.
Pozdr

Odpowiedz

Krystyna Styczeń 29, 2014 o 18:39

Z niecierpliwością czekam na tekst o tym, jak wybrać kompetentnego doradcę.
A przy okazji Michale – serdeczne gratulacje, znalazłeś się w doborowym towarzystwie najbardziej wpływowych blogerów 2013 roku (ranking Kominka). Jedyny w swojej branży!

Odpowiedz

Michał Szafrański Styczeń 29, 2014 o 18:41

Dziękuję Krystyno. Też się cieszę :)

Odpowiedz

Paweł Styczeń 29, 2014 o 18:50

Wchodząc do jakiejkolwiek instytucji finansowej (bank, Open, Expander, itp.) pamiętajcie, że doradca = sprzedawca. Im nie chodzi o to, aby wskazać Wam najlepsze rozwiązanie, tylko o to, aby zarobić jak najwięcej. Jeśli chcecie, aby ktoś faktycznie wybrał Wam optymalny kredyt czy inwestycję, to musicie tej osobie zapłacić. Za darmo na pewno nikt nie będzie obiektywny. Pewnym wyjątkiem mogą być doradcy działający na własny rachunek, którzy nie mają za sobą całej machiny marketingowej i klientów zdobywają głównie dzięki rekomendacjom. Takim zazwyczaj zależy na zadowoleniu klienta, bo liczą na polecenie.

Odpowiedz

Patry Styczeń 29, 2014 o 18:51

Witam!
Niestety jednostronny i wielu miejscach niezgodny z prawdą artykuł. Jednostronny, bo taki…polski. Wszyscy próbują wszystkich „zrobić w konia”, ogólnie więcej jest nieuczciwych niż uczciwych itd. To, że w PL zawód doradcy finansowego nie jest certyfikowany jest winą ustawodawcy. Na szczęście w planach są zmiany i rynek zweryfikuje z pewnością tych, którzy zwyczajnie do tej pracy trafili przypadkiem. Jako doradca kredytowy tylko odniosę się do tego, co napisałeś pytaniem – A ile czasu zajęłoby klientowi porównanie np. 25 banków, kiedy stara się o kredyt hipoteczny? Mówię o wizytach w bankach, rozmowach z bankowymi doradcami, porównywaniu ofert itd. W każdej branży i w każdym zawodzie trafiają się „czarne owce”, a Ty np. idąc do Twojego lekarza rodzinnego kiedy zachorujesz nie masz pewności czy nie zapisuje Ci leków, które „poleca” mu jego ulubiony (czytaj – dający Twojemu lekarzowi gratisy) przedstawiciel farmaceutyczny, a które wcale nie są najlepsze na Twoje dolegliwości. To też nagminne działanie i czy wtedy od razu mamy sami studiować farmację? Więcej zaufania, bo rynek doradztwa opisany przez Ciebie to smutny obraz nie do końca zgodny z rzeczywistością. Ale rozumiem, że celem było wzbudzenie kontrowersji, bo przecież to przyciąga uwagę czytelnika. Szkoda, że zabrakło tu pozytywnych przykładów pracy doradcy (których jest na pęczki) i chociażby merytorycznego porównania jak odróżnić doradcę finansowego od „fajansowego”. Pozdrawiam!

Odpowiedz

Michał Szafrański Styczeń 29, 2014 o 19:04

Hej Patry,

Gdybyś zadał sobie trud przeczytania całego artykułu, to znalazłbyś odpowiedź na pytanie, które zadałeś przed swoim „Pozdrawiam!” :) Może znalazłbyś nawet link do podcastu, w którym Twój kolega po fachu pokazuje inny obraz doradcy niż ten wyzierający z tego artykułu.

Porównanie doradców kredytowych do lekarzy jest kompletnie nietrafione. Ci ostatni przynajmniej składają jakąś przysięgę.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Patry Styczeń 30, 2014 o 12:51

Ja na postawione przeze mnie pytanie nie szukam odpowiedzi, bo ją znam. Takiej odpowiedzi będzie szukać czytelnik po Twoim artykule i uważam, że jedyną implikacją Twojego wywodu na temat branży doradztwa finansowego będzie myśl w głowie klienta – „oszukuje mnie czy nie oszukuje?”. A to chyba nie powinno tak wyglądać. Nie sądzisz? Smutną dekretację rzeczywistości przedstawiasz powyżej beż żadnego panaceum na „bolączki” kredytobiorcy. Ps. I mój i Twój lekarz składał przysięgę, to fakt, ale w momencie wizyty przedstawiciela farmaceutycznego w jego gabinecie czy ona jest coś warta? Zapisze Ci to, z czego ma największą prowizję/gratisy. To analogia w stosunku do tego, co Ty napisałeś o branży doradztwa. Czy jest tak zawsze? Oczywiście, że nie! Na szczęście są i uczciwi doradcy i lekarze… i oby było dostępnych jak najwięcej narzędzi, które pozwolą klientowi to zweryfikować. Pozdrawiam!

Odpowiedz

ikar Styczeń 29, 2014 o 18:57

Ciekawy artykuł,

Chciałbym trochę dodać od siebie.

Ważna sprawa – doradca kredytowy to też człowiek.

Dobry ma wiedzę – której nie posiądziesz pielgrzymując po bankach – bo wynika z doświadczenia – co gdzie przejdzie, jaki bank na co zwraca uwagę, jak podchodzi do liczenia zdolności bank X a jak Y itp.
Dobry wywiad z klientem pozwala profesjonalnemu doradcy już przy rozmowie wybrać najlepszy bank, dopiero potem pojawiają się cyferki i wyliczenia.

A dla różnych osób różne rzeczy są ważne, może to być cena, wysokość kosztów kredytu ( wejście), jego rzeczywisty czas trwania, czas analizy, elastyczność banków: co do zobowiązań ( również nie terminowych) rodzaju dochodów i wielu innych a sprowadza się to najczęściej do ZDOLNOŚCI na kwotę X.
Jeśli szczerze podejdziesz do rozmowy z doradcą ( nie zataisz inf. powiesz na czym Ci najbardziej zależy ) możesz na tym wygrać.

Nawet jak usłyszysz, że tyle ile chcesz i w twojej sytuacji dadzą ci tylko „najbardziej liberalne” czytaj najdroższe banki (często najlepiej płacące swoją drogą)

Niestety tak jak istnieją doradcy naciągający klientów tak duża część klientów z niewiadomych powodów kłamie i zataja ważne informacje – Potwierdzi to z praktyki każdy doradca.
Naprawdę dobry doradca to nie jest wyszukiwarka ofert na 2 nóżkach, ale człowiek który słucha i z swojego doświadczenia pokazuje rozwiązania optymalne – oszczędza czas twój i swój. Dobry doradca to partner.

I za swoją pracę powinien dostać wynagrodzenie.

Tabela powyższa to dziś pobożne życzenia – a jak już ktoś wspomniał jest jeszcze łańcuszek „polecających” którzy coś z tego muszą mieć. Bezpośrednio dla tego co napracuje się najwięcej zostaje mało przy dobrych wiatrach 0,6%
Sam oceń czy za dogłębną analizę rynku w kontekście twojej osoby, możliwości i potrzeb, przejście przez biurokratyczny system średnio 3 banków, tłumaczenie analitykom, rzeczy oczywistych, wytłumaczenie Ci zawiłości umowy kredytowej, załatwienie skomplikowanych i czasochłonnych warunków do uruchomienia nie należy się uczciwe wynagrodzenie??!!

Dlatego życzę szczęścia wszystkim mówiącym, nie dam zarobić doradcy – jakie to zawistnie negatywnie „sarmackie”.

Kończąc dość filozoficznie – era „chłodnego profesjonalisty” z OF, EXa czy innych sieciówek, „młodego wykształconego z wielkich ośrodków miejskich” kończy się.
Dobry doradca to Osoba, mająca doświadczenie i słuchająca twoich potrzeb – bo to do każdego przemawia.
Dlatego szukaj doradcy blisko siebie z Twojego środowiska, sąsiada, rodzica kolegi Twojego dziecka z klasy, harcerstwa itp.

pozdrawiam

Odpowiedz

Michał Szafrański Styczeń 29, 2014 o 19:11

Hej Ikar,

Dziękuję za obszerną i wyważoną opinię. Ja już do wysokości wynagrodzenia odniosłem się tutaj: http://jakoszczedzacpieniadze.pl/ile-zarabia-doradca-kredytowy#comment-53920 – to czy się „należy” zależy od tego co wymieniłeś – na ile doradca jest dobry i na ile rzeczywiście działa na rzecz klienta. Ja lubię jak profesjonaliści są sowicie wynagradzani za swoją pracę. Ale profesjonaliści a nie „profesjonaliści” :)

Pozdrawiam

Odpowiedz

Jarek Styczeń 29, 2014 o 19:20

Michał,

Dobra robota. Tym razem tekst nie był dla mnie za długi. 😉

Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz

dialam Styczeń 29, 2014 o 21:40

ja korzystałam z usług doradcy raz i jestem mega zadowolona :) wielki szacunek za wszystkie uzyskane informacje od niego, wykonał kawał dobrej roboty, bo byliśmy wtedy za granicą i nie musieliśmy się martwić o papierki, umawianie spotkań z bankiem etc. odpowiedział na każde moje pytanie, wszelkie wątpliwości i niejasności jakie związane były z umowami. decyzję w którym banku wziąć kredyt podjęliśmy oczywiście sami, nie była to najtańsza opcja pod względem prowizji i % i doradca zwracał nam na to uwagę, jednak wyliczyliśmy, że i tak wyjdzie nam to taniej niż kupowanie biletów do Pl i branie urlop bezpłatnego. tak więc ja mogę z czystym sumieniem polecić i na pewno będę jeszcze korzystać z usług doradcy. mam tylko nadzieję, że trafię na tak samo rzetelnego i pomocnego 😉

Odpowiedz

Krystyna Styczeń 29, 2014 o 22:45

Michale gratuluję wysokiej lokaty.Myślę że za rok będzie jeszcze lepiej!
Niestety moje doświadczenia w kontaktach z Expanderem i OF są finansowo tragiczne. Ex naciągnął mnie na przymusowe ubezpieczenie w Aegonie na10 lat (brałam kredyt hipo.) Urwałam się po 8 latach ze stratą 30% wartości zgromadzonych środków(mają astronomiczne koszty zarządzania)) . Poniosło mnie 3 lata temu do OF jak baran podjęłam decyzje o 2 polisolokatach oraz 1 funduszu ubezpieczeniowym.Jedną polisolokatę udało się odzyskać w 100%,po interwencjach w KNF. Natomiast drugą w 95 % straciłam. Dostałam śmieci. Dodatkowe ubezpieczenie w TU Europa po 2 latach od 35 k.wygenerowało zysk 14 zł. Tak 14 zł, po 2 latach taki był profit. To nie żart.
Jeśli nie masz na 100% uczciwego doradcy nie warto się angażować.

Odpowiedz

Kiri Styczeń 29, 2014 o 23:48

Od dłuższego czasu śledzę Pańskie wpisy bieżące i te wcześniejsze. Cały czas się dzięki temu uczę i rozwijam. Zaczęło się to tak naprawdę od dnia kiedy po raz pierwszy odwiedziłam ten blog kilka miesięcy temu. Od tamtej pory dużo się zmieniło (na lepsze) w mojej sytuacji finansowej. Jestem ogromnie wdzięczna, bo to po części zasługa tego miejsca i polecanych książek, oraz ich autorów.

Moim zdaniem, ten artykuł świetnie pokazuje „to coś” co tak naprawdę mało kto chce nam jako społeczeństwu pokazać (czyli liczby pracujące na naszą niekorzyść), bo rynek zbytu mógłby za dużo „stracić” jeśli ludzie byli by bardziej świadomi… Dobra robota, Gratuluję! Dobrze że coraz więcej ludzi chce być bardziej świadomym swoich decyzji, ale szkoda, że wciąż jeszcze za mało czytamy, czytamy, i czytamy… Pozdrawiam

Odpowiedz

Magdalaena Styczeń 30, 2014 o 00:23

Problem polega właśnie na słowie DORADCA. Bo ono implikuje osobę, która stoi po stronie klienta przeciwko np. bankom.
A doradcy zatrudnieni w bankach czy w OF wcale nie są doradcami tylko sprzedawcami i pośrednikami.
Nazywanie sprzedawców doradcami to taki sam absurd jak określenie „konsultantka Avon” na kobietę, która pośredniczy w sprzedaży kosmetyków i żyje z prowizji.

Odpowiedz

*LESZEK* Styczeń 30, 2014 o 08:15

Idąc tym tokiem myślenia nie można by nazwać księdza ‚księdzem’ tylko ‚sprzedawcą wiary’ w końcu pośredniczy w sprzedaży i żyje z prowizji (tacki, kopertówy, wypłata kuria, szkoła). Każdego dnia jakieś firmy, instytucje, jacyś ludzie atakują nas próbując coś nam sprzedać. Gdybyśmy wszystkich nazywali wprost po imieniu, rzeczywistość okazałaby się zbyt brutalna. A tak można się troszkę po oszukiwać wierząc w czyjeś dobre intencje.

Odpowiedz

kabierki Styczeń 30, 2014 o 11:02

Ja z moją doradczynią z open finance darłem tak koty, że się załamała. Faktycznie sam liczyłem te jej propozycje, ponieważ nie umiałbym wziąć zobowiązania na 20 lat na swoje barki licząc tylko na czyjąś „wiedzę”. Dzięki temu finalnie udało mi się wziąć kredyt 1,2% + wibor bez żadnych dodatkowych kart, ubezpieczeń, produktów regularnego oszczędzania :) Da się ? Da !

Odpowiedz

MajtkiRambo Luty 2, 2014 o 12:00

Ja sobie taki wywalczyłam w banku, tylko z jeszcze niższą marżą. Jedyny warunek dodatkowy, to że mam mieć konto w tym banku (i tak miałam, bezpłatne). Da się, tylko trzeba trochę pochodzić samemu.

Odpowiedz

Agnieszka Styczeń 30, 2014 o 14:14

Zajmuję się doradztwem i nie zgadzam się ze wszystkim co zostało napisane. Każdy skupił się na procentach i wysokości prowizji. Nikt nie zauważył, że załatwienie kredytu trwa średnio ok 1-2 miesiąca (1-2 spotkania na przedstawienie oferty, spisanie wniosków, zebranie wszystkich dokumentów, wyjaśnianie zapytań analityków, odwiedzanie developerów, banków, sądów). Jak się tą prowizję podzieli przez czas poświęcony sprawie, dorzuci koszty biura, materiałów eksploatacyjnych, to kwota już nie robi takiego wrażenia.
Tak jak są lepsi i gorsi lekarze, hydraulicy, tak i jest z doradcami. Jest to ciężka i stresująca praca, ponieważ odpowiada się za czyjeś pieniądze.
Każdy chce zarobić – doradca, pani w banku – myślicie, że ona nie ma planów?!! – i niech nikt się nie łudzi, że jest inaczej. Wszystko zależy od tego na jakiego trafi się człowieka. Jedni nastawieni są na długofalową współpracę i zadowolenie klienta, inni tylko na zysk.

Odpowiedz

Magdalaena Styczeń 30, 2014 o 18:11

Ale pani z banku nie udaje, że stoi po stronie klienta.

Odpowiedz

Magda Styczeń 31, 2014 o 15:40

taaaa… ciekawe skąd Magdalena wie, że akurat pani z banku stoi po stronie klienta?
Widzisz Michale, właśnie tego się boję i o tym pisałam w swoim mailu poniżej. Napsioczyłeś trochę na pośredników, pokazałeś wysokie prowizje i ludziom się teraz wydaje, że jak pójdą do banku, do pani w banku nie będzie udawać…. i stanie na baczność po stronie klienta
Magdalena zapewniam Cię, że nie każda pani w banku stoi po stronie klienta. Pan bankowy również nie zawsze stoi obok niego. Doradcy bankowi – pracownicy banków, jak trzeba będzie zrobić dobre wrażenie to i się położą.

magda

Odpowiedz

andrzej Styczeń 30, 2014 o 15:00

Ja straciłem naprawdę dużo pieniędzy przez doradcę, który wybrał mi mało atrakcyjny kredyt oraz „wcisnał” produkt ubezpieczeniowy na 15 lat, na którym wiem że sporo stracę. Ostatnio mało nie podpisałem polisy Best Invest, na szczęście w porę się wycofałem.
Ten artykuł mnie tylko upewnił, że nigdy więcej nie skorzystam z usług doradcy. Naciągacze i ściemniacze.

Dzięki za artykuł Michał!

Odpowiedz

Bartek Styczeń 30, 2014 o 17:40

Artykuł ciekawy,
moim zdaniem stawki przesadzone…
Nie wiem co musiałby naopowiadać doradca aby ktoś zaakceptował 5% prowizji, szczególnie w dobie internetu.
Nikt dodatkowo tutaj zebranych nie bierze pod uwagę że taki doradca, może się nachodzić za klientem i 3 miesiące załatwiać za niego formalności, a klient sam złoży wniosek. Za ten czas nikt mu przecież nie zapłacił.

Odpowiedz

Magdalaena Styczeń 30, 2014 o 21:34

@Bartek – sprzedawca ma tak samo – nagada się, namęczy, a klient nie kupi albo kupi w innym sklepie.

Odpowiedz

Andrzej Styczeń 30, 2014 o 18:49

Pracuje w firmie która sprzedaje część swoich produkty za pomocą doradców. Za sprzedaż określonej ilości polis dostają nagrody. I jak im zaufać że wybierają najlepszy dla mnie produkt? Fakt że w jednym miejcu możesz porównać produkty nie oznacza że przedstawią najlepszy tylko taki na którym najwięcej zarobią. To są faktycznie sprzedawcy.

Odpowiedz

Darek M. Styczeń 31, 2014 o 08:43

Wow!!!
Co do prowizji to trochę mnie zaskoczyłeś. Jestem pewien, że ktoś kto wspomniał o rzeczywistej prowizji doradcy rzędu dziesiątych części procenta ma rację.
Do tej pory widziałem kilka tabel wynagrodzenia, gdzie widnieją prowizje począwszy od 0,25% do 0,7% wysokości kredytu.

Rozumiem, że firmy mają podpisane umowy bezpośrednio z bankami i otrzymują wyższe prowizje. Jednak takich wartości się nie spodziewałem :)

Co do wyszukiwania najlepszego kredytu hipotecznego to sam wykonałem dużo roboty opisując oferty kredytów chyba wszystkich banków w Polsce:
http://www.nieruchomosci-i-kredyty.pl/search/label/warunki%20kredytu

Sam przygotuje się do zaciągnięcia kredytu, więc robotę wykonałem niejako przy okazji. Wyszczególniłem wszystkie “oferty specjalne” za które otrzymamy lepsze warunki. Chodzi rzecz jasna o sprzedaż wiązaną, którą bardzo dobrze widać w ofertach banków PKO BP (niższa prowizja i marża w zamian za ubezpieczenia), Alior Bank (wysokie koszty ubezpieczeń), Deutsche Bank (polisa inwestycyjna) czy Credit Agricole (konto z wysokimi wpływami, ubezpieczenia).

Odpowiedz

Rafał Styczeń 31, 2014 o 12:02

Cały temat instytucji finansowych jest dobrze zilustrowany w ostatnim filmie Martina Scorsese ‚Wilk z Wallstreet’. Film jest bardzo demaskujący i dający do myślenia na temat tego co robić ze swoimi pieniędzmi. Aż się dziwię, że doszło do realizacji takiego scenariusza, zważywszy że filmy zazwyczaj finansowane są właśnie przez banki.

W każdym razie gorąco polecam.

Odpowiedz

Magda Styczeń 31, 2014 o 15:29

Witam,

zapisałam się na ‚podglądanie’ Twojego bloga jakiś czas temu, i ciekawe tematy przeglądam, mniej ciekawe dla mnie omijam. Temat, który akurat tutaj poruszyłeś to temat z mojej branży, czyli taki który najłatwiej mi skonfrontować z rzeczywistością. Faktycznie coś w tym jest, że jeżeli ktoś bezpośrednio nie ma do czynienia ze sprawą której dotyka, popełnia po drodze w opisie tejże sprawy trochę błędów. Widzę to w szeroko pojętych mediach, pisanych, mówionych.

Jestem i byłym pracownikiem banku i pośrednika, od ponad 12 lat. Nie mam najlepszego zdania o bankach, które postrzegam jako instytucje zachłanne, często bez umiaru. Biznesowo zajmuję się teraz wspieraniem klientów właśnie w konfliktach z bankami. Twój artykuł tyczy się pośredników. Pisząc o większej części tego rynku jako niefajnym, taki jest mimo pojawiających się na końcu ‚uzupełnieniach’ wydźwięk Twojego tekstu, zapominasz, że taki komentarz winien dla pełnego obrazu być uzupełniony w alternatywę. Ja czytając Twój artykuł odniosłam wrażenie: dużo jest na rynku hochsztaplerów finansowych (tzn. pośredników bądź ich pracowników), sprawdzajcie ich, pytajcie, weryfikujcie. Potrafią dużo zarobić, nie zawsze uczciwie. Dla podkreślenia doczytałam na końcu, że są też pośrednicy uczciwi. Piszesz ile banki płacą pośrednikom i jak dużo mogą oni zarobić. Troszkę tym nastraszyłeś zapewne czytelników, bo jak ktoś zarabia 5 000 zł i czyta, że pośrednik za jeden kredyt może zarobić ponad 10 000 zł, to się łapie za głowę i jak ma włosy, to wyrywa. A czy masz wiedzę albo Twoi czytelnicy ile zarobić może na kliencie pracownik banku? On też jest doradcą kredytowym. On też nie zawsze daje klientowi najniższą prowizję, też potrafi ‚uzależnić’ wydanie pozytywnej decyzji od cross-sellu.
Nie jest obiektywny Twój ranking prowizji za kredyty. Daje wg. mnie fałszywy obraz. Każdy pośrednik ma inną siatkę prowizji, te które podajesz to są stawki dużych firm pośrednictwa, które swoim pracownikom płacą mniej. Jest owszem jedna firma zrzeszająca indywidualnych pośredników, którym płaci prawie całość swojego zarobku, ale jej pracownicy to lokalni przedsiębiorcy – lokalne małe firmy, które też często mają swoje biura, pracownika itp.
Ja gdybym miała teraz udać się za potrzebą kredytową do pośrednika, po Twoim artykule bym się najeżyła, uzbroiła w kajet z pytaniami a za pazuchę włożyła maczugę, żeby złapanego na kłamstwie doradcę zdzielić po głowie i przy tym wypomnieć mu jego wysoką prowizję.
Nie pisz o pośredniku kredytowym, napisz o rynku kredytów hipotecznych, i jego dwóch filarach, pośrednikach kredytowych czy finansowych i bankowcach, oni też nieuczciwie sprzedają kredyty, produkty inwestycyjne do nich. To nie pośrednik jest lichy, to zachłanność firm sprzedających produkty finansowe na rynku, w tym banków, przechodzi jakieś apogeum. Dodam, jakby ktoś myślał, że nie dowidzę, że jak zaczynałam w 2002 roku, w firmie doradztwa finansowego, takiego ciśnienia sprzedażowego jak dzisiaj absolutnie nie było. A może powiem jaka to była firma, bo obecnie trochę na nią psioczysz. Expander to był. W Expanderze mam fantastyczną koleżankę, moją byłą kierowniczkę. Do bólu uczciwy człowiek (celowo nie piszę doradca). Nie ma znaczenia czy jest pośrednikiem w dużej firmie, czy w małym biurze, czy pracuje w banku. To nie zawsze szyld kształtuje Twoją etykę sprzedażową (choć czasami presja szefostwa może być bardzo silna). Uważam, że robisz trochę krzywdę firmom pośrednictwa, pomimo Twoich ‚uzupełnień’. Napisz o rynku, akcentuj bardziej że to ludzie decydują o jakości usługi, a nie rodzaj instytucji w jakiej pracują. Paradoksalnie, lokalni, mniejsi pośrednicy nie mając targetów sprzedażowych, jak w bankach na przykład, mogą być bardziej uczciwsi niż pracownicy banków. Moi koledzy z banku, ze względu na politykę mojej byłej firmy, nie zawsze byli uczciwi, wręcz często nie byli uczciwi. Niesmaczna sprawa, niesmaczna filozofia biznesu. Nie lubię, odeszłam. Chcę zarabiać duże pieniądze, pewnie większe niż te o których piszesz, ale nie w bankowej sprzedaży wiązanej, gdzie często ludziom pracownik instytucji zaufania publicznego zrobił więcej krzywdy niż uliczny kieszonkowiec.
magda

Odpowiedz

Jacek Luty 19, 2015 o 01:16

Bardzo Mądrze Magda
Zawsze ceniłem Cię za szerzenie wiedzy finansowej, bo jako uczciwemu doradcy finansowemu też na tym mi zależy.

Niestety nie wszystkie Twoje artykuły są w pełni zgodne z naszymi realiami.
Dobry doradca uczy się wiele lat aby dokładnie móc porównać oferty i widzieć to czego nawet „oczytany” kredytobiorca nie widzi.

Poza tym jest wielu klientów którzy bez pomocy dobredo doradcy nie uzyskaliby kredytu lub zamiast dzwignąć się z dołaka finansowgo dzięki chodzeniu do wielu banków wpadliby w totalną kabałę.

Dość często zdarzają mi się tacy klienci.

Praca doradcy w dzisiejszych czasach nie jest łatwa jak to by wynikało z Twojego artykułu.

Często musimy walczyć o warunki lub pozytywną decyzję kredytową …

Ech jeżeli jesteś uczciwy jak ja to napiszesz prawdę:
W internecie :), w bankach i w innych firmach są ludzie uczciwi i tacy którzy dbają tylko o swoje interesy …. a jeszcze są słabi doradcy :(

Szukaj dobrego i sprawdzaj ich to dobra rada !
Z Twojego artykułu wynika jasno:
„Doradcy to oszuści, którzy zarabiają na Twojej krzywdzie za duuużoooo” – Smutne

Odpowiedz

Robert Luty 1, 2014 o 18:58

Bardzo słaby artykuł upraszczający pracę doradcy. W taki sposób można oczernić każdego punktując tylko, to co złego ktoś może zrobić od księdza po lekarza. W każdym zawodzie są czarne owce.
Ponadto za każdą pracę należne jest wynagrodzenie, więc nie widzę powodu, aby piętnować, to ile ktoś zarabia.
Teraz już każdy sam będzie biegał po dziesiątkach banków, aby tylko nie dać zarobić komuś ani grosza. Mój doradca odnośnie kredytu hipotecznego był uczciwy i mocno zaangażowany aby mi pomóc. Na początku sam szukałem, ale dzięki niemu, a raczej jej otrzymałem lepsze warunki niż osiągnąłem sam.
Warto było napisać parę słów dobrych na temat tej grupy zawodowej, a nie tylko oczerniać – no ale tak jest łatwiej i motłoch podchwyci.

Odpowiedz

MajtkiRambo Luty 2, 2014 o 11:32

Szczerze polecam samodzielne przejście się po kilku bankach z notatnikiem, zamiast iść do firmy doradczej. To bardzo otwiera oczy. Najpierw zrobiłam taką rundkę, a później poszłam do doradcy i widziałam jak mi pięknie ściemnia i próbuje namówić na niekorzystny kredyt hipoteczny. Powiedziałam mu, że to co mi proponuje jest beznadziejne (żebyście widzieli jego minę! chyba nieczęsto mu się to zdarza) i jednak znalazłam lepszą opcję sama. Zapytał jaka to opcja, wyjaśniłam mu szczegóły (marża, prowizja, itp.) i na koniec tylko się uśmiechnął i wzruszył ramionami. Interesu ze mną nie zrobił :)

Odpowiedz

Maciej Luty 3, 2014 o 10:50

Witam,
nie wiem czy zostało to wcześniej wspomniane (nie przebrnąłem przez wszystkie komentarze), ale te przykładowe wyliczenia pokazują nam jak wiele można ugrać w negocjacjach z bankiem. Skoro bank jest gotów zapłacić konkretny % swoich dochodów z udzielonego kredytu doradcy, to teoretycznie kredytobiorca z mocnymi argumentami i wykazanym rozeznaniem w temacie, ma również duże pole popisu w trakcie negocjacji. Tylko ciekawe jak to wygląda w praktyce ( nie próbowałem).

Odpowiedz

Mateusz Luty 4, 2014 o 14:37

Witam,

Powoli szykuję się do kupna swojego pierwszego M na wynajem !:)

Chciałem zrobić wstepnę rozpoznanie i umówiłem się na rozmowę z doradcą z dość znanej i wydaje się renomowanej firmy.

Otóż idąc na spotkanie, uprzedziłem dość stanowczo, że nie jestem jeszcze zdecydowany, i że chciałem tylko zapoznać się z ofertą oraz poznać tejże firmy pracowników ( sprawdzić :) )

Po przedstawieniu wstępnej oferty, czułem, że doradca naciska mnie wręcz abym nie zwlekał z kupnem nieruchomości bo ceny idą w górę itp. Nawet jeśli jego argumenty to prawda jednak czułem się naciskany co wywowało u mnie negatywne emocje.

Jednak pod koniec spotkania, wielki Pan ekspert polecił mi bardzo „przedsiębiorczy” sposób na uzyskanie wkładu własnego:

Ja powiedziałem, że wkład własny w wosokości 20% będę posiadał za kilka miesięcy, i że jeszcze potrzebuje czasu na podjęcie decyzji. Natomiast doradca próbując wywrzeć na mnie nacisk i szybszą decyzję polecił mi wzięcie kredyty w wysokości potrzebnego wkładu !
Przy umowie kredytowej podpisywane jest oświadczenie, o tym, że te pieniądze nie pochodzą z kredytu. Jednak aby ominąć ten kruczek, doradca polecił mi założenie na te pieniądze krótkiej lokaty dzięki temu „cudowi finansowemu” pieniądze pochodzą z lokaty, a nie kredytu…

Było to moje pierwsze takie spotkanie z doradcą od nieruchomości i jestem zarzenowany postawą tego Pana. Jak można takie porady dawać ludziom!
Świadczy to nie tylko o tym, że zależy mu tylko na zarobku… tylko o uważam, braku jakiejkolwiek etyki zawodowej. Idąc na kolejne spotkania z doradcami będę napewno bardzo bardzo uprzedzony…

Co o tym myślicie?

Pozdrawiam

Odpowiedz

kruta Luty 11, 2014 o 10:50

Jestem doradcą finansowym w jednej z dużych firm pośrednictwa od 4 lat, Nie Open i Expander, wcześniej pracowałem w Banku 15 lat . Bazuje głównie na klientach z poleceń i rekomendacji. Chciałbym zdementować wysokość wynagrodzenia która Pan podał, faktycznie są do osiągnięcia wyższe stawki szczególnie przez duże sieciówki, doradca otrzymuje tylko cześć tego wynagrodzenia. Mam zadowolonych klientów i nie wciskam im produktów ale staram się wybrać najlepsze oferty, proponuje nawet żeby sprawdzili i porównali w bankach, może dzięki temu klienci polecają mnie dalej.
Wiem też jak sprawa wygląda od strony pracownika banku i chodzenie samemu nie zawsze kończy się wybraniem najlepszej oferty (pracownicy też są rozliczani z prowizji, ubezpieczeń i innych produktów dodatkowych). Niestety nie ma złotego środka, osobiście nie przekreślałbym roli doradcy w tym całym procesie z doświadczenia wiem bo współpracuję obecnie z bankami, przy obecnej rotacji pracowników w bankach ciężko będzie znaleźć doświadczonego pracownika banku.

Pozdrawiam

Odpowiedz

grejs Luty 28, 2014 o 12:30

Witam
Jestem doradcą finansowym dużej sieciówki. Wcześniej sprzedawałam produkty ubezpieczeniowe, m. in. unit-linki. Mam sporą wiedzę z obu dziedzin i wciąż się uczę.
Odradzam chodzenie po bankach i pytanie o kredyt hipo, bo to naprawdę mordęga i w większości wypadków, strata czasu. Z pośrednikami też jest mały problem, ale można iść zapytać się – bo takie zapytanie nic nie kosztuje, za poradę nie ma żadnych opłat, a bywa, że trafi się na mądrą i kompetentną osobę. Można też popytać znajomych, bo rekomendacje w tej branży są mile widziane (podobnie, jak w innych). Można poszukać porównywarek kredytowych w necie, ale jest zagrożenie, że dane są nieaktualne… Jednym zdaniem – do kredytu hipo trzeba się solidnie przygotować, ale to przecież nic dziwnego, skoro najbliższe 20 czy 30 lat będziemy go spłacać. „Odczarowuję” też w tym miejscu prowizje dla takich jak ja pośredników. Większość z nas prowadzi swoją działalność gospodarczą i musi się nieźle nagłowić, jak zapłacić wszystkie koszty ze swojej prowizji, bo przygotowanie dokumentacji kredytowej to naprawdę porządna, benedyktyńska praca. Pozdrawiam wszystkich moich obecnych i przyszłych klientów :)

Odpowiedz

mikolaj Luty 28, 2014 o 15:10

Dodajmy od razu że na działalności gospodarczej od podanej kwoty należy odliczyć: jest to stawka systemu partners która zabrania korzystania z loga dużego gracza rynkowego ( jesli ktoś działa na rynku to wie zamknięcie tematu w Alior Banku to utopia)
• Podatek dochodowy
• Zus bo jest to na działalności
• Utrzymanie biura
• Koszty telefonu
• Koszty auta
• Asystentki nie posiadamy bo oszczędzamy
• Do tego dodał bym że większość klientów pochodzi wtedy od partnerów sprzedaży którym oddajesz ok 1% prowizji swojej stawki
Dalej tak dużo ?
artykuł mający na celu pokazanie ze po prostu sie nie spina. Twórca chce pokazać że warto czytać jego bloga.
a mam pytanie do autora czy jeśli pójdziesz do banku to zapłacisz mniej ? czy wiecej czy dokładnie tyle samo ?

odpowiem zapłacisz tyle samo ani taniej ani drożej… bank też zarobi tyle samo

Odpowiedz

Maciek Marzec 4, 2014 o 00:53

Witam,
Czy można wiedzieć gdzie można otrzymać takie stawki jakie podano na początku z przykładem kredytu na 300 000zł? Mały prywatny pośrednik, który pomagał mi w udzielaniu kredytu podpisywał przy mnie oświadczenie w banku i miał tam 1%, natomiast znajomy w sieciówce dostaje trochę mniej, jeżeli ma swojego klienta i połowę stawki, jeżeli klient z call center. Druga sprawa to prowizja doradcy, przecież nie płacimy jej, a biorąc ten sam kredyt w banku czy u doradcy mamy takie same warunki, więc gdzie jest ukryta ta prowizja? dalej, zwykły kowalski, o czym sam się przekonałem, nie ma pojęcia który bank lepiej liczy zdolność kredytową, gdzie szybciej wniosek będzie rozpatrzony etc. ryzykując czasami stratę zadatku, no bo przecież ile razy w życiu bierzemy kredyt i jakie mamy doświadczenie w tej sprawie, a kredyt często udzielany jest na 30 lat. następna sprawa, sam rok temu próbowałem zrozumieć wszystkie parametry, opcje wyboru etc i strasznie się gubiłem. Oferty bankowe są tak skonstruowane, żeby zwykły Kowalski nie mógł ich porównać w prosty sposób. trzeba podejść indywidualnie do sytuacji każdej osoby. Co z tego, że wybiorę najtańszy kredyt, jeżeli mi go bank nie przyzna!!!!, albo jak w mojej sytuacji, otrzymałem szybko decyzję pozytywną z jednego banku, ale warunek taki, że muszę wpłacić 18 tyś ( wkład własny) bo inaczej nie da rady, a kalkulatory kredytowe pokazywały mi, że mam zdolność na kwotę o 40tyś więcej. dużo tak wyliczać…. myślę, że sprawę trzeba bardziej fachowo potraktować niż tylko w ten sposób, że doradcy oszukują, a prowizja jest ukryta w kredycie i na koniec i tak jesteście wyrolowani…

Odpowiedz

przemko Marzec 17, 2014 o 10:40

Tylko kto nie zrobi czegoś najlepiej jak osoba, która się na tym zna. Mam znajomego, który pracuje w idea Expert i nie narzeka na brak klientów. Nie zapominajmy o tym że doradca finansowy pomaga nam znaleźć najlepszą ofertę a co za tym idzie oszczędzamy czas a czas to pieniądz przecież:)

Odpowiedz

Paweł Kwiecień 8, 2014 o 17:40

Witam,
Na wstępie chcę uczciwie zaznaczyć, że jestem od wielu lat doradcą kredytowym. Wiedząc ile pracy, zaangażowania, wiedzy ten zawód od człowieka wymaga, ile doświadczenia, nerwów i stresu wynikającego ze współpracy z bankami, ile siwych włosów na skroniach, mogę powiedzieć śmiało – że artykuł ten jest bardzo jednostronny, a wręcz, śmiem stwierdzić, nierzetelny.
– Oczywiście nie mówię tu o opisanych nieetycznych praktykach „doradczych” o których nie raz już słyszałem, zarówno od moich „pseudokolegów po fachu” z innych firm, jak i od Klientów, którzy zostali zwyczajnie oszukani,
– Nie mówię o prowizjach płaconych przez banki,
– Nie mówię także o zaleceniach Autora, aby sprawdzać i weryfikować to, co mówią nam inni (nie wierząc w ciemno)…
To wszystko święta prawda. Należy piętnować nieetyczne praktyki w każdej branży! Dzięki temu jest jakaś nadzieja, że ludzie będą wybierać lepiej tych, z którymi chcą pracować.
Jeśli jednak autor pisze artykuł na temat pracy jaką wykonują doradcy kredytowi i za ile (a bez względu na tytuł – treść artykułu o tym mówi), winien rzetelnie powiedzieć o tym, jaką pracę wykonuje za Klienta dobry doradca kredytowy i w czym może pomóc. Niestety Autor nie pofatygował się w tym temacie o rzetelność, nie mówiąc już o uczciwości.

Zaznaczam – nie bronię nierzetelnych praktyk sprzedażowych, ja wręcz ganię je przy każdej okazji.
Firma, w której pracuję i którą reprezentuje przoduje w branży pośrednictwa na gruncie etyki w biznesie pośrednictwa.

Czuję się po prostu urażony, ponieważ praca, którą wykonuję, ale którą lubię wykonywać, to też ciężki kawałek chleba, aby więc oddać uczciwości zadość, poniżej napiszę, czym powinien zajmować się i czym zajmuje się dobry doradca kredytowy i proszę osądzić, czy pominięcie przez Autora poniższych informacji, było rzetelnym i uczciwym ukazaniem prawdy o płacy za pracę doradców kredytowych. Nie musiał Pan pisać o wszystkim, ale nie wspomniał Pan o niczym.

O to praca, jaką wykonujemy:
– Analiza nieruchomości pod względem prawnym (wpisy w hipotece, analiza prawa własności, roszczenia itp, status nieruchomości gruntowej – czy działka budowlana i wiele innych)
– analiza wartości nieruchomości (uprawnienia rzeczoznawcy majątkowego),
– analiza zdolności kredytowej w każdym zakresie – prostych przypadków, gdy ktoś może mieć teoretycznie jasną sytuację, a nie dostanie kredytu w wielu bankach są dziesiątki, umowa o pracę od 3 miesięcy – brak kredytu w większości banków, część zmienna dochodu, umowa o pracę na czas określony, działalność krócej niż rok, forma opodatkowania działalności, dochody z najmu nieruchomości itd…. Różne źródła dochodu są różnie przez banki akceptowane!
– Weryfikacja historii kredytowej,
– wyszukiwanie najkorzystniejszych ofert w bankach dla konkretnych potrzeb Klientów,
– pomoc w wypełnieniu wniosku kredytowego tak, aby Klient nie miał problemu z uzyskaniem kredytu, bo gdzieś wpisał np. za wysoki koszt utrzymania, lub zapomniał zaznaczyć jakiegoś zobowiązania,
– składanie wniosków w wielu bankach na raz,
– robienie wyceny nieruchomości we własnym zakresie,
– odbieranie dokumentów od developera, pośrednika, zbywcy, wyciąganie wymaganych dokumentów z urzędów i dostarczanie do banków,
– negocjacje cenowe warunków kredytowych w bankach,
– dobieranie rozwiązań pod Klienta,
– weryfikacja umowy kredytowej,
– uzupełnianie dokumentów do umowy i uruchomienia, które możemy sami uzupełnić bez fatygowania Klienta,
– pozyskanie ubezpieczenia nieruchomości tańszego, niż dostępne na rynku,
– najtańszy sprawdzony notariusz na lokalnym rynku…

A gwarancją dobrze wykonanej pracy, są jedynie polecenia, nie mielibyśmy ich, gdyby nie ciężka i uczciwa praca.

A jeśli Autor pisze, aby chodzić po bankach i wybierać sobie samemu oferty…. Naprawdę pozostawię to bez komentarza. Zaproponuję za to jedno: Proszę przejść się po kilku bankach z najbliższej okolicy i zapytać o kredyt pod zakup jakiejś nieruchomości. Proszę przy tym wziąć kartkę i długopis i zapisać, w ilu bankach zapytali o to od jak dawna pracują państwo w danej firmie, czy mają państwo części zmienne dochodu, jakie dokumenty nieruchomości poproszą (najczęściej proszą tylko o umowę przedwstępną, podpisanie której wiąże się z wpłatą zadatku, jak okaże się, że nieruchomość ma wady prawne, lub klient nie ma zdolności, to traci zadatek), o jakich opłatach związanych z zakupem nieruchomości mówią… A następnie proszę ocenić porady Pana Michała w tym zakresie, aby samemu być doradcą finansowym, bez doświadczenia, wiedzy i kompetencji.

Ja jestem dobry w tym co robię, to czego nie robię zlecam innym, nie bawię się we wszystkowiedzącego „polaka”, bo mógłbym uznać, że sam się wyleczę, lub sam pobuduję sobie dom, a może sam będę produkował sobie jedzenie?… Jak widać, podejście „najmądrzejszego we wszystkim” pokutuje jeszcze do dzisiaj…
Mógłbym jeszcze długo wymieniać, ale po co? Hejterstwo i zawiść w naszym wspaniałym kraju nad Wisłą to norma i bez względu na to ile by ktoś nie robił dobrego, zawsze znajdzie się ktoś inny, kto głośno będzie krzyczał ile to złego robią ludzie z danej grupy…. po co? Jak widać po blogu – dla kasy, przecież im bardziej poczytny tym więcej reklam można sprzedać.

Odpowiedz

Katarzyna Maj 20, 2014 o 00:31

Dziękuję za mądry komentarz:)
Po przeczytaniu tego artykułu odnoszę wrażenie, że praca, jaką wykonujemy, polega jedynie na oszukiwaniu klientów. I rzeczywiście, każdy Polak jest „specjalistą” w kazdym fachu – tak jak autor bloga.

pozdrawiam

Odpowiedz

kinga23 Kwiecień 26, 2014 o 22:17

Rzeczywiscie tak jest, ze teraz bez naprawde dobrego doradcy to nawet masz problemy z zakupem mieszkania. Bo jest tyle formalności ze ciezko to samemu ogranąc.

Odpowiedz

Artur Czerwiec 3, 2014 o 01:00

Witam,
Jako niezalezny posrednik dzialajacy od 7 lat w tej branzy i zyjacy TYLKO z polecen – (prowadzacy wlasna firme i majacy dwustronne umowy z bankami) usmiecham sie po przeczytaniu tego artykulu.
Dlaczego?
Bo jest on po czesci prawdziwy ale po czesci tez bardzo naiwny.
Czesc stawek sie zgadza, czesc jest zupelnie z kosmosu lub dotyczy bankow, ktore nie maja znaczenia ze wzgledu na slaba przyznawalnosc, oferte, procedury etc.
Ale generalnie tak, zdarzaly mi sie transakcje, na ktorych zarabialem po kilkadzieisat tysiecy zlotych i tak czesto byl to ponoszony przez klienta dodatkowy koszt.
Dlaczego nie jest mi z tym zle a Ci ludzie byli zadowoleni i polecali mnie dalej?
Dlatego, ze autor artykulu opiera swoja teze na bardzo naiwnym zalozeniu – a mianowicie ze cala praca posrednika to znalezienie oferty i zlozenie wniosku czytaj porownuje to do zakupu ziemniakow w sklepie.
Dlaczego mnie to bawi?Dlatego ze to porownanie jest calkowicie nietrafne.
Po pierwsze zawsze najwazniejsza jest POTRZEBA klienta, zas autor artykulu zaklada nieprawdziwie ze potrzeba klienta to znalezienie najtanszej oferty.
Z mojego doswiadczenia wynika, ze klientow wrazliwych na cene jest zdecydowanie najmniej, moze 10%.
Dla wiekszosci klientow problemem jest to zeby kredyt w ogole dostac.
W wiekszosci przypadkow trafiaja do mnie ludzie, ktorzy juz „spalili” temat w klilku bankach. Prawda jest taka, ze procedury bankowe sa tak skomplikowane a pracownicy bankow srednio kompetentni, ze bez odpowiedniego przygotowania tematu nie ma szans zeby cokolwiek zalatwic.
Ja mam wiedze i doswiadczenie, ktore sprawia ze mniej wiecej od razu „czuje” co trzeba zrobic lub mowie klientowi wprost ze nie ma wiekszych szans na legalne pozyskanie kredytu (nielegalnymi sposobami sie nie zajmuje, choc sa tez i tacy posrednicy ale ma to generalnie krotkie nogi).
To troche jak z wykonczeniem wnetrz, teoretycznie mozna przeczytac i obejrzec mase tutoriali jak klasc gladz szpachlowa. Wedlug logiki autora nie ma sensu wybierac lepszych lub gorszych fachowcow, bo przeciez mozna samemu wziac pace i bedzie taniej i lepiej.
Wlasnie ze nie bedzie (jesli autor kiedys probowal sam szpachlwoac sufit zapewnie wie o czym mowie), bedzie byle jak i do bani, bo ludzie ktorzy robia to od lat wiedza o wielu roznych niuansach o ktorych poczatkujacy majsterkowicz nie ma pojecia.
Pomijam tez zupelnie odrebna kwestie ze klamanie przez pracownikow bankow to powszechny proceder i wiara w to ze jesli klient pojdzie do banku to uzyska bardziej rzetelna informacje tez jest naiwna.
Osmiele sie nawet stwierdzic ze „cisnienie” etatowych pracownikow bankow jest jeszcze wieksze niz prosperujacego pracownika. Ja moge nie zarabiac kilka miesiecy a oni siedza na marnych etatach z wlasnymi kredytami i z wysrubowanymi do absurdu planami sprzedazowymi. Jesli nie wyrobia planu przez pewien czas to leca z roboty i nikt sie nie bedzie nad nimi litowal. Sporo takich osob to byli posrednicy ktorzy nie poradzili sobie na rynku, tez uwierzyli w bajki o setkach tysiecy zlotych lezacych na ulicy, przeciez to takie oczywiste:D
Co do jawnosci zarobkow to nie uwazam zeby byl to jakis problem. Czy jesli ide do sklepu i kupuje lodowke to mam prawo od razu zadac informacji ile sklep na tym zarabia?
Klient zna (albo powinien znac) CALKOWITY koszt pozyskania kredytu i to powinno go interesowac a nie to czy z 300 tys ktore bank zarobi da mi 1 czy 1,5%.
Wiekszosc klientow na rynku trafia do banku przypadkowo, nie jest w stanie zrozumiec wiekszosci udzielanych informacji a tym bardziej zrozumiec umowy kredytowej.
U mnie maja doradztwo prawne,budowlane,podatkowe,spadkowe,finansowe, dostepnosc telefoniczna 24 godziny na dobe, zalatwianie wszystkich formalnosci u nich w domu w godzinach jakie im pasuja, biezaca informacje na temat tego co sie dzieje (rowniez jesli idzie cos nie tak), tyle spotkan ile sobie zazycze plus obsluge posprzedazowa czesto trwajaca wiele lat.
Dlaczego mialbym zarobic na tym mniej niz jakas panienka z OF, ktora tylko spisze wniosek i wysle automatycznie do 10 bankow bez zastanawiania sie nad tym czy ma to w ogole sens.

Pozyskanie kredytu (poza nielicznymi przypadkami osob zamoznych) to bardzo skomplikowany proces, od ktorego czesto tez zalezy czy klient straci zadatkowane pieniadze lub czy zrealizuje jakas swoja wazna potrzebe.
Posrednikow placimy tak naprawde za jego wiedze, doswiadczenie oraz jakosc pracy a nie za to ze porowna w tabelce procenty, ktore i tak nie maja dla wiekszosci osob az takiego znaczenia,
pozdrawiam

Odpowiedz

xmemphis Czerwiec 5, 2014 o 13:49

Dziękuję bardzo za artykuł Miałem okazję rozmawiać z trzema różnymi doradcami z 3 różnych firm. Ponadto osobiście byłem sprawdzić oferty banków osobiście i wiem, że kredyt załatwię sam. Jeden z doradców był z polecenia i polecał nam ten sam bank co koleżance z tym, że dla nas nie był on wcale najkorzystniejszy – znalazłem 2 inne banki (znane) z lepszą ofertą, ciekawe czy dla tej koleżanki był… Wizyty w bankach nie są straszne, po każdej kolejnej wiedziałem więcej. Znalazłem oferty lepsze niż oferowane przez doradców.
Czytałem też komentarze i nie rozumiem argumentów „doradców”, że pomagają wypełnić dokumenty kredytowe itp. Pracownik banku też pomoże bo mu na tym zależy tak jak „doradcy”. Poza tym w bankach można spotkać naprawdę kompetentne osoby. Dla mnie doradcy są dla tych, którym się nie chce lub nie mają czasu co oczywiście musi kosztować.
Jeśli mam podjąć tak ważną decyzję jaką jest kredyt na 30 lat to mogę poświęcić popołudnia na sprawdzenie ofert banków oraz na doczytanie zasad udzielania kredytu itp. Naprawdę nie potrzeba aż tak dużo czasu, zwłaszcza jak się wcześniej zrobi rozeznanie w internecie i wykluczy się banki, które nie udzielą nam kredytu chociażby ze względu na wysokość minimalnego wkładu własnego.
Pozdrawiam autora i dziękuję za artykuł, z którym się zgadzam (na podstawie własnych doświadczeń).

Odpowiedz

Artur Czerwiec 5, 2014 o 15:22

Witam,
Jesli planuje pan zakup standardowego lokalu w duzym miescie, posiada pan staly etat w budzetowce lub duzej firmie i pewien wklad wlasny to faktycznie wowczas doradca ma niewiele do zaproponowania.
Z drugiej strony czemu na tym nie skorzystac?
W wiekszosci bankow praca doradcy nic klienta nie kosztuje, niech sie Pan z ktoryms dogada na przyklad fifty/fifty a dostanie Pan zwrot czesci prowizji, ktora i tak bank Panu pobierze niewazne skad Pan przyjdzie.
PKP BP przy ofercie pakietowej, PEKAO SA i wiekszosc innych bankow etc maja stala tabele prowizyjna dla posrednikow, co oznacza ze klient zaplaci tyle samo bankowi tyle samo a jesli klienta przyprowadzi posrednik to po prostu bank podzieli sie czescia tej oplaty, ktora i tak pobierze.

Odpowiedz

Adrian Lipiec 17, 2014 o 11:38

Krok w dobrą stronę?

Zgodnie z nowym prawem, klient będzie mógł zapytać o to, jakie różnice w wynagrodzeniu pośrednika oferują poszczególne banki. Dodatkowo zakłada się, że o takim prawie trzeba będzie konsumenta poinformować. W każdej chwili będziemy mogli zatem dowiedzieć się, ile zarabia na nas doradca i czy nie wpływa to na jego bezstronność.

http://prnews.pl/wiadomosci/zootechnik-doradza-przy-kredycie-wkrotce-to-sie-zmieni-6549521.html

Odpowiedz

Artur Lipiec 17, 2014 o 16:39

No ba najlepie jest wprowadzac mase bezsensownych regulacji. Z mojego punktu widzenia to anwet lepiej bo jestem ekonomista ze studiami podyplomowymi, wiec najlepiej jak kazdy doradca musialby miec takie wyksztakcenie.
Regulacja rynku zawsze jest zla dla klienta, tylko skrajni etatysci moga sadzic inaczej.
No i zgodnie z ta logika blog powinien prowadzic tylko ktos kto jest z wyksztalcenia dziennikarzem a autor tego bloga powinien zainstalowac licznik, ktory pokazuje ile dokladnie dzieki niemu zarabia. Przeciez moze pisac kontrowersyjne artykuly po to zeby na nich zarabiac.
Trzeba koniecznie skontrolowac!
Na t shirtach w sklepach tez powinna byc informacja po ile zostaly zakupione i po ile sa sprzedawane, w koncu klient musi wiedziec czy sprzedawca w sklepie nei zarabia na nim zbyt duzo.
Socjalizm wiecznie zywy.

Odpowiedz

Marcin Lipiec 27, 2014 o 21:11

To może ktoś powie co ma zrobić osoba z 7000 wpłaconymi przez ok 3 lata na ubezpieczenie inwestycyjne? Składka miesięczna to ponad 200 zł przez 10 lat. Jeśli teraz zrezygnuje stracę ok 5000 (70% w czwartym roku). Ale jeśli nie zrezygnuję to wpłacę łącznie jakieś 30 000 a przez opłatę (2,7% W SKALI ROKU) mogę stracić więcej). Widząc na wykresach jak jest zażądana inwestycja to nie mam złudzeń że stoi za nią specjalista.

Czy jest jakaś droga prawna do rezygnacji z tego dziadostwa? Tak jak pisał ZBYSZEK z APPFunds
„W Polsce nikt poza certyfikowanymi doradcami inwestycyjnymi nie ma prawa doradzać w zakresie inwestowania”. Z tego co wiem to taki certyfikat posiadał osoba polecająca mi ten produkt. I wiem też, że wyrobienie go to w zasadzie formalność bo kolega też go wyrabiał i nie różniło się to poziomem od normalnych egzaminów na studiach ekonomicznych.

Odpowiedz

Łukasz Maliszewski Lipiec 28, 2014 o 09:36

W Warszawie są 2 wyspecjalizowane w odzyskiwaniu od firm ubezpieczeniowych opłat likwidacyjnych kancelarie prawne. Jedna robi pozwy zbiorowe druga pozwy indywidualne. Koszt takiej usługi w porównaniu do wysokości pobieranej opłaty jest niewielki. W celu poznania szczegółów zapraszam do kontaktu mailowego.

Odpowiedz

Marcin Lipiec 29, 2014 o 18:40

Przeczytałem raport o UFK za linkowanego wyżej (http://rzu.gov.pl/pdf/Raport_UFK.pdf) i wynika z niego, że opłata likwidacyjna jest już nielegalna. Tylko nie wiem czy jeśli spróbuję oficjalnej drogi rozwiązania umowy ubezpieczeniowej to czy czegoś jeszcze nie wymyślą. Myślę nad opisaniem mojej sytuacji Rzecznikowi Ubezpieczonych. Myślę, że powinien mi doradzić. Ale na razie muszę się dobrze wczytać w umowę.

Odpowiedz

Tomek Sierpień 21, 2014 o 09:54

jestem doradcą od jakiegoś czasu, ale takie prowizje za udzielenie kredytu to dla mnie nowość- dodatkowo wspomniałeś o tym, że doradcy nie zależy na obniżaniu kosztu kredytu itp. niestety, nie zgodzę się z Tobą- w dużych firmach można dla klienta negocjować dużo opłat, a wynagrodzenie i tak się nie zmieni. dodatkowo uważam, że w większości przypadków lepiej, żeby klient poszedł do doradcy, niż samemu decydować w tak ważnych kwestiach jak finanse osobiste i kredyt hipoteczny. Obecnie transparentność i przejrzystość ofert jest tak duża, że doradca musiałby być samobójcą, żeby próbować klienta oszukać lub okłamać- to nie jest przecież wiedza tajemna. Jeżeli coś zepsuje mi się w aucie, to pewnie, że jak poczytam blog jaknaprawicsamochod uwierzę w swoje umiejętności, ale praktyka pokazuje, że mogę zaszkodzić jeszcze bardziej. Twoje wpisy cenię i czasami wykorzystuję prywatnie/ służbowo, ale powyższy wpis uważam za bardzo krzywdzący- to tak jakby wszystkich urzędników wrzucić do jednego wora i powiedzieć, że to zadufane i leniwe osoby, które tak naprawdę zrzucają odpowiedzialność na kogoś innego. Naprawdę przykro mi i trochę mi Ciebie żal, że mając taką wiedzę nie spotkałeś doradcy o minimalnej moralności lub wiedzy.

Odpowiedz

Fin Wrzesień 18, 2014 o 21:19

Z doradcami jest tak jak z ludzi w każdej innej branży. Są uczciwi co dobrze doradzą i nie uczciwi co doradzą tak aby dostać jak największą prowizję.

Odpowiedz

Ooops Październik 12, 2014 o 16:52

Super, później przychodzi taki jeden z drugim i wylicza, ile na nim zarobie 😉

Odpowiedz

Z.W Październik 13, 2014 o 19:49

Michał szacunek za całokształt twórczości na blogu, ale… przeczytałem początek tego artykułu i nóż mi się w kieszeni otworzył. Jestem Doradcą Finansowym i specjalnie piszę z dużej litery. Podstawową dla mnie kwestią we współpracy z klientami od wielu lat zawsze było, jest i będzie partnerstwo, wzajemne zaufanie i 100% zaangażowanie w uzyskanie najlepszego produktu dla klienta.
Mogę się zgodzić, że duża część pośredników finansowych kieruje się w doborze produktu przede wszystkim własnym portfelem, ale po pierwsze nie można wszystkich pakowac do jednego worka, a po drugie nawet nie wiesz jak bardzo byc się zdziwił o ile łatwiej jest – jak twierdzisz – „wydoić” klienta bezpośrednio w banku… Pracowałem, współpracowałem i współpracuje, więc wiem…

Odpowiedz

Anna Październik 19, 2014 o 20:14

Witam,
widzę, że roztrząsane tutaj są sprawy ile kto zarabia na kliencie, a nie kwestie najtańszych opcji. Nie ma po co liczyć ile zarabia bank, pracownik banku czy pośrednik. Należy porównywać łączny koszt, bo jak biorę kredyt na 300.000, to będzie mnie obchodziło ile zapłace za koszty około kredytowe i jak mi się to przełoży na raty, a nie kto ile udziału dostaje. Na pierwszy rzut oka może się wam wydawać, że oszczędzicie na czymś jeśli np. wybierzecie opcję bez prowizji. Nie martwcie się, bank sobie odbije te pieniądze na was w ten czy inny sposób, dlatego patrzcie na łączne koszta. Polecam dróżkę taką: udać się do banku w którym już ma się konto, może z okazji lojalności uzyska się atrakcyjne warunki, wnioskujesz o kredyt na podstawie swoich dokumentów finansowych. Z odpowiedzią od swojego banku-pozytywną bądź negatywną -udajecie się do doradcy finansowego. W tej sytuacji ma ci przygotować kontrofertę. Nie ma szans na zarobienie jak nie przygotuje czegoś lepszego. Niech zrobi ze 2 zapytania w BIK-u, wybierze tańsze opcje. I tu uwaga. Każdy bank inaczej oblicza zdolność finansową. Jeden preferuje kawalera, bo niezależny i samowystarczalny, dla innego to cecha wykluczająca, bo niestabilny życiowo i przez to nieprzewidywalny-ryzykowny. Tak jest z prawie każdym parametrem. Inny bank preferuje innego klienta, a co za tym idzie, jest skłonny mu bardziej zaufać, czyli wystosować tańszą ofertę. Tu jest też głowa doradcy, żeby zasugerować bank, w którym jest największe prawdopodobieństwo a) nie odrzucenia wniosku przez bank = podpasowanie klienta pod bank b) spojrzenie w ogólne warunki kredytu i rozpatrzenie, czy opłaca się bardziej dać się orżnąć na produkcie dodatkowym by otrzymać resztę warunków relatywnie tanich, czy odstąpić od tych opcji i ogólne warunki mieć droższe (przykład: kredyt na 7% bez ubezpieczenia, ten sam kredyt z ubezpieczeniem już będzie na 5%. Który opłaca się wziąć??? Zadaniem doradcy jest wykonać kosztorys, która opcja jest w podsumowaniu tańsza dla klienta). A co z klientami problematycznymi? Np firma chce kredyt na 50.000. Ale jest kiepski okres, przynosi dochód 2 tysiące, ale przedsiębiorca wie, że jak zainwestuje w kupno czegoś, to na dłuższą metę zarobi. Bank to nie inwestor za free, trzeba się wykazać odpowiednim dochodem. Ale tu nie ma odpowiedniego dochodu, więc co trzeba zrobić? To zadanie doradcy żeby podpowiadał które dokumenty najkorzystniej okazać, z jakich odcinków czasowych PIT czy KPiR korzystać, jak profesjonalnie robić biznes plany etc. i jakie dokumenty jaki bank zechce sprawdzać. Jak ktoś miał pierwsze półrocze kiepskie dochody, drugie o niebo lepsze, to najkorzystniej wybrać bank który zarząda dokumentów jedynie z pół roku, a nie z całego-bo by to groziło odrzutem z powodu niezdolności finansowej. Jeden prześwietli wszystko, inny będzie się pytał głównie o obroty na koncie firmowym i nie będzie go obchodziło wiele więcej, kolejny nie będzie wymagał zgody małżonka, a ostatni wyda pozytywną odpowiedź „jedynie” na podstawie dokumentu „Oświadczam że zarabiam 20.000 średnio miesięcznie” koniec. Doradca finansowy to dobra opcja, ale dużo leży również po stronie klienta-ma czytać umowy, a zatrważający odsetek ludzi tego zupełnie nie robi. Potem się dziwi że dał się nabić w butelkę. Jak się nie rozumie tekstu-podkreślić i udać się do doradcy żeby przetłumaczył na polski:) Przed podpisaniem umowy z bankiem-męczyć pracownika pytaniami z kartki i nie dać się zbywać. Co do tych „biednych pokrzywdzonych” w sprawie funduszy inwestycyjnych długoterminowych-można wziąć opcję z gwarantowanym oprocentowaniem wypłacanych funduszy. Tylko trzeba pamiętać o 1 szczególe- takie fundusze zarabiają dopiero PO 10 roku, czyli jak jest inwestowane zgodnie z umową 10 lat, to jest normalne, że będzie się nawet na „zero” lub poniżej w 10 rocznicę polisy. Prawdziwe zarabianie zaczyna się dopiero w 13 roku, więc jakoś nie szokują mnie lamenty „oszukanych osób” tym bardziej że mogły patrzeć co biorą, takie informacje nie są rzeczą tajną, figurują powszechnie nawet na ulotkach funduszy.

Odpowiedz

Sebastian Październik 22, 2014 o 22:37

Dziwnie mało tu krytycznych uwag. Tekst jest bardziej emocjonalny, stylem „psa ogrodnika” niż rzetelnie opisującym rzeczywistość.
Jeśli mowa o kredytach hipotecznych, w zdaniu pierwszym to prowizja dzielona jest w zależności od kanału dystrybucji, Jeśli kupujesz produkt w banku, to płacisz prowizję jeśli u pośrednika lub jak zwał inaczej doradcy to płacisz taka samą prowizję, Jeśli masz ofertę 0% to nie płacisz prowizji a pośrednik i tak ja dostaje kasę.
Oznacza to, że bez względu gdzie pójdziesz płacisz tą samą cenę. Skoro takie są fakty to cały ten artykuł jest do kosza.
Nie wspominasz w ogóle o zobowiązaniach pośrednika w stosunku do banku co jest drugim dowodem nierzetelności.
Idea w stylu „Jeśli chcesz taniej to otwórz bank” ( wersja minimalistyczna zostań doradcą ) jest tak samo utopijna jak kupowanie piekarni aby zjeść cheb. Z takim podejściem „nie będziesz miał czasu na zarabianie pieniędzy” o czym pisał Rockefeller.
Nie oznacza to, że nie należy mieć oczu dookoła głowy i czytać umowy oraz zadawać pytania „dlaczego i skąd to się wzięło”.

Odpowiedz

Marcin Listopad 5, 2014 o 19:50

Strasznie cyniczny artykuł, wprowadzający w błąd ludzi bardziej niż nie jeden „zły doradca”. Wrzucanie wszystkich do jednego worka świadczy o ograniczeniu autora. Poza tym budowanie opinii na przykładach Open Finance i Expandera, to jak postawienie tezy, ze piwo jest niedobre bazując na smaku Wojaka i Harnasia czyli dwóch korporacyjnych szczynów. A obie wspomniane instytucje są związane kapitalowo z Getin Bankiem czyli ich niezależność popada w wątpliwość. I tam rzeczywiście prowizje za sprzedaż Getina są wyższe. Na szczęście na rynku są mniejsze doradztwa, które działają np. za pośrednictwem Gold Finance (o którym autor nie raczył wspomnieć), w których to pracują ludzie uczciwi, ktorym zalezy jednak na dobru klienta i wybierane przez nich są oferty najlepsze. Coś o tym wiem i mogę potwierdzić, że współpraca z doradcą może być opłacalna. Szkoda, że autor nie wspomniał o tym jak mami się klientów w bankach na pierwszych spotkaniach przedstawiając im najlepsze z możliwych ofert zanim nastąpi weryfikacja w BIKu. Ostateczne warunki możemy poznać dopiero po zbadaniu klienta przez analityka, więc może autor poleca składanie wielu wniosków osobom bez znajomości rynku, tym samym pogarszając swój „scoring”, jednocześnie zmniejszając szanse na najlepsze oferty czy w ogóle na pozytywna decyzję? Pożal się Boże nad takimi blogerami/”doradcami”. A biznes jak biznes, albo sie trafia na dobry bank albo zły. Tak samo jest z doradcami. Klient zawsze musi być czujny, a jak uda mu sie wyczuć dobrego doradcę, to na pewno takiej współpracy nie pożałuje. No i dzięki doradcy trafi do dobrego banku. Pozdrawiam.

Odpowiedz

janusz Listopad 11, 2014 o 09:20

Trochę się Pan myli w swoim artykule. Pracuje w firmie gdzie obsługujemy tylko profesjonalistów, lekarzy, prawników itd i nie kierujemy się wysokością prowizji, a dobrem klienta. Po ludzku, żeby miał najtaniej. Od naszych klientów nie pobieramy grosza.
A klienci polecają nas z sukcesem. Ale wiem, że również są w tej branży mendy.
Pozdrawiam

Odpowiedz

Arek Grudzień 3, 2014 o 16:40

Wiemy, że w każdej dziedzinie zdarzy się ktoś, kto wykonuje swoją pracę uczciwie i nie. Trafiłem na lekarza, który wypisał mi receptę na lek za kilkadziesiąt złotych, podczas kiedy był dostępny ana;logiczny za kilkanaście. Pewnie też mają swoje granty za ilość recept.
Co sądzisz o dziesiątkach tysięcy pracowników banków, którzy codziennie wbijają swoją ofertę klientom, często bez świadomości, co wbijają. Ile tam jest zła?

Odpowiedz

Marcin Styczeń 10, 2015 o 09:38

Fajnie jest czasem sprawdzić oferty samemu, ale nie zawsze jest taka możliwość. Kiedy brałem kredyt hipoteczny, warunkiem dewelopera, aby móc kupić mieszkanie za wynegocjowaną cenę, było korzystanie z firmy doradczej, z którą deweloper współpracował. Wyszukałem więc w necie doradcę z tej firmy z najlepszymi opiniami i umówiłem się na spotkanie. Byłem pod wrażeniem kompetencji tej osoby, a także jej pomysłów na poradzenie sobie z trudnościami, których spodziewałem się w bankach. Niestety okazało się, że deweloper nie tylko wymaga konkretnej firmy, ale i zaakceptowanych przez siebie doradców. Niestety, pan, z którym mnie umówiono, nie wzbudził mojego zaufania, nie wykazywał żadnej inicjatywy. W końcu – z pomocą pierwszego doradcy – udało się znaleźć takiego, którego deweloper akceptował. Niestety, przejścia z nim to temat na oddzielny wpis (koniec końców kredyt dostaliśmy). Piszę jednak o tym nie żeby się skarżyć czy krytykować doradców (jasne, że są różni), ale żeby podkreślić, że nie zawsze klient może sam dokonać dowolnego wyboru samodzielnie. Mogłem oczywiście zrezygnować z doradcy, ale wtedy deweloper zabrałby prawie 7%-zniżkę, jaką wynegocjowałem.

Odpowiedz

krt Styczeń 16, 2015 o 13:28

Właśnie dlatego warto mieć swojego doradce finansowego, a nie doradce, który pracuje dla jakiejś instytucji finansowej. Niezależny doradca pracuje bezpośrednio dla zysku klienta, bo nie ma prowizji od firm. Ja powoli oswajam się z tym, żeby ulokować pieniądze w funduszu inwestycyjnym, tylko szukam dobrego doradcy. Ktoś może zna strone zarabiajmy.pl? Bo właśnie tam oferują takie rozwiązanie jakie by mi pasowało – są niezalezni od innych firm i proponują korzystne fundusze w związku z brakiem sprzedażowych planów. Wydaje się to być rozsądne….

Odpowiedz

wanda Luty 9, 2015 o 22:49

Witam
Ja mam złe doświadczenia z Home Broker Kraków, oddział Bora-Komorowskiego. Na szczęście w porę się wycofałam. Opiekun mieszkaniowy- z nim szybciej skończyłam współprace. Została mi współpraca z doradcą finansowym . A to żenada.
Niesłowność, roztrzepanie, manipulowanie, wmuszanie zakupu ubezpieczenia na życie, wymuszanie przeprowadzenia konsolidacji kredytu gotówkowego (który miałam) na warunkach o niebo gorszych od posiadanego, klikanie doradcy na laptopie w celu rzekomego pokazania klientowi hitów i żądanie podjęcia decyzji bez możliwości spokojnego zapoznania sie z ofertą, działanie doradcy wbrew woli klienta, zakłamanie to cechy starszego doradcy finansowego firmy HB.
I traktowanie klienta jak idioty, który sam niczego nie policzy…a jednak policzy panie starszy doradco…. Nigdy w życiu nie popatrze nawet w ich stronę.
Ale wszędzie, gdzie tylko będę mogła , będę wklejać tą treść.
Szkoda,że nie mogę całej historii bo liczy sobie 5 kartek.

Odpowiedz

Wojtek Luty 10, 2015 o 22:22

Chciałem zapytać czy doradca kredytowy może żądać zapłaty za swoje pośrednictwo kiedy klient się wycofa przed podpisaniem umowy bo znalazł inną, lepsza ofertę w innym banku

Odpowiedz

Dawid G Luty 18, 2015 o 15:13

Nie ma prawa!!!
To bank mu płaci i płacenie choćby złotówki jest karalne

Odpowiedz

Robert Luty 19, 2015 o 01:10

Co do zasady NIE. Tak jest we wszystkich pośrednictwach sieciowych. Natomiast pośrednicy indywidualni CZASAMI pracują na innych zasadach. Jeżeli przypadek jest BARDZO SKOMPLIKOWANY i do WYPŁACENIA takiego kredytu potrzebna OGROMNA wiedza i dużo czasu (zwłaszcza kredyty inwestycyjne) to ja nie widzę przeciwwskazań żeby pośrednik za swoją pracę brał DODATKOWE wynagrodzenie. Oczywiście obie strony muszą to wcześniej USTALIĆ warunki i być tego ŚWIADOME. Najczęściej jest to umowa cywilnoprawna, która stanowi, że w momencie WYPŁATY kredytu kredytobiorca zobowiązuję się do zapłaty pośrednikowi kwoty X…

Odpowiedz

DNZ Marzec 9, 2015 o 13:45

Ja również mam złe doświadczenia z doradcą… u mnie sytuacja wyglądała następująco… Pan ewidentnie nam sugerował ze kwota o jaką chcemy składać wniosek ( hipoteczny) jest za mała i ze bank nie udzieli nam takiej kwoty, nie pytał czy mamy inne środki, mówił ze jest dużo formalności…. itp finalnie z niesmakiem wyszłam iż nie chciałam brać tak dużego kredytu jak nam powiedział, finalnie z mężem wzięliśmy sprawy w swoje ręce i poszliśmy sami do banku który wybraliśmy, ( byliśmy oczywiście w paru innych) nie było żadnych problemów z kwotą jaką chcieliśmy wziąć, 3 papierki do uzupełnienia, sprawa załatwiona w 20 minut….

po dwóch tygodniach napisał do mnie ów doradca że jesteśmy podli, że kłamcy i w ogóle, że wie ze wzięliśmy kredyt w jakim banku na jaką kwotę… ze go oszukaliśmy, szkoda cytować wiadomości były bardzo obrazowe i jak dla mnie na poziomie marginesu społecznego….
Pan jest na stronie sprawdzony doradca… nie polecam, działa na terenie warszawy również jak i dalekich okolic w razie gdybyście chcieli poznać nazwisko teg pana proszę o kontakt…

finalnie … brać sprawy w swoje ręce… nigdy żadnych już doradców…

Odpowiedz

Patrycja Marzec 11, 2015 o 11:47

Artykuł mi się zdecydowanie nie podoba. Jest krzywdzący i generujący negatywne podejście do pracy doradców finansowych (nie jestem jednym z nich, ale znam branżę od wewnątrz – taką działalność prowadzi członek mojej rodziny). Zapomniałeś o dwóch jakże ważnych szczegółach tej pracy. Po 1: zdecydowana większość doradców otrzymuje za swoją pracę wyłącznie wynagrodzenie prowizyjne i nie rozumiem, czy sądzisz że zbyt wysokie? Czy może problemem jest, że w ogóle je otrzymuje, zamiast suchej podstawy (nota bene raczej to pracownicy opłacani słabo i pensją podstawową mają w nosie swoją pracę i nie przykładają się dla dobra klienta, tylko odliczają minuty do końca swojej zmiany). Po 2: zapomniałeś dodać, że taki doradca musi sam pozyskać klienta i nie znajdzie go na ulicy. Pracuje na podstawie REKOMENDACJI OD USATYSFAKCJONOWANEGO KLIENTA, więc jeśli jest naciągaczem to raczej długo w branży się nie utrzyma. A satysfakcja jest mierzalna – albo zarabiam na swoich inwestycjach, albo nie. A uwierz, że klienci lubią się wkurzać nawet jak stracą 40 zł rocznie, więc to bardzo wymagający rynek… Ogólnie jakbyśmy wszystko robili sami, to sama zrobię sobie zdrowsze jedzenie, upiekę lepszy chleb, bez całego alfabetu świństw, wyhoduję zdrowsze warzywa, lepiej zaopiekuję się swoimi dziećmi niż niejedna pani w żłobku, a już jeśli chodzi o abonament telefoniczny, to jak się przekopię przez sto regulaminów, też wybiorę sobie korzystniejszą ofertę niż pani, czy pan w salonie sprzedaży – niestety NIE MAM CZASU i dlatego płacę piekarni za faszerowanie mnie świństwami, dyskontom za sztucznie hodowaną żywność i pracownikowi salonu sprzedaży mojego operatora itp…

Odpowiedz

Kasia Sierpień 4, 2015 o 22:52

Witam

Bardzo się cieszę , że przeczytałam tego bloga i powiem, że nie ma Pan pojęcia o tej Pracy..
Przez lata pracy w Bankach, miałam przyjemność współpracować z przeróżnymi doradcami kredytowymi, Expander, open, mgf, itd itd… są doradcy i pseudo- doradcy jak wszędzie.. nie mamy na to wpływu.. bo każdy odpowiada za siebie..

Pracowałam w 3 bankach przez około 8 lat…. ,udzielając milionowych kredytów a teraz własnie wykorzystuje swoją wiedzę i doświadczenie, po to, żeby pomagać innym ,nie ma Pan pojęcia jak są szkoleni doradcy Bankowi , żeby „wciskać ” wszelakie produkty.
Te prowizje to stek bzdur, ale nikt nie pracuje charytatywnie, Pan zapewne również..
W bankach doradcy również są wynagradzani prowizyjnie, więc w czym problem??,biura nieruchomości również.. kupuje Pan bułkę w sklepie, sklep też narzuca marżę..jedzie Pan na wakacje przez biuro podróży, myśli Pan , że za darmo??:)) nic nie ma za darmo… a Pan uczepił sie akurat doradców kredytowych… nie wie Pan o czym pisze naprawdę…
Kredyt wzięty przez dobrego doradcę (który nie pobiera nic), jest tak samo dobrą ofertą jak w Banku,dodatkowo potrafi negocjować bo się na tym zna, wie, że klient nic nie musi…. wziąć dodatkowego.. bo to jest wybór klienta… a dobry doradca oprócz doradzania załatwia za klienta wszystkie formalności i jest dla niego dyspozycyjny 24 h, bo Doradcy w Banku są tak obłożeni innymi obowiązkami, że zazwyczaj klientów zlewają- mówiąc kolokwialnie…
nie ma Pan pojęcia do czego posuwają sie doradcy bankowi, żeby zatrzymać klienta w danym Banku, a doradca kredytowy ma kilka do wyboru.
Klient, który się nie zna, często idzie sam i nie dostaje kredytu, wtedy jest lament, a wystarczy zrobić z nim wywiad i dobry doradca już wie do jakiego Banku wysłać wniosek.. a jak taki kowalski sam zacznie chodzić.. a doradcy w banku zaczną weryfikować w BIK-u zrobią kilka niepotrzebnych zapytań i potem nigdzie nie dostanie przez najbliższe miesiące za same zapytania w BIK-u, tego doradcy Bankowi nie mówią,bo każdy chce klienta zatrzymać u siebie , bo maja plany, bo 3 miesiące nie wykonujesz planów i możesz się pożegnać z pracą…. ,mogłabym książkę o tym napisać co się dzieje w Bankach…i jak robi się plany na niewiedzy klientów…

Doradcy kredytowi (prawdziwi) są po to , żeby uświadomić, co trzeba a czego nie trzeba, jakie są wszelakie koszty transakcji itd. Przedstawią wszystkie kruczki umowy kredytowej, powiedzą i uświadomią jak to wygląda od kuchni.
Jeśli nie ma Pan doświadczenia nie powinien Pan pisać takich bzdur, a oszuści są wszędzie- dosłownie.
To tak jak obgaduje się urzędników, że nieroby itp.. a zazwyczaj mówią ci co nigdy tam nie pracowali.
Bardzo proszę wszystkich nie wrzucać do jednego worka.. bo teraz możemy czepiać się każdego kto na czymś zarabia… a każdy w jakiś sposób musi zarabiać, bo takie jest życie..
Markę tworzą ludzie, ale nie mamy wpływu na to, że również ją niszczą…

Odpowiedz

Daniel Sierpień 16, 2015 o 19:57

Czy warto pracować jako doradca finansowy? A wiecie jaki tam jest program startowy? 3000 + kolejne 3000 za wykonanie celów minimalnych. Jak dla mnie bardzo się opłaca, zwłaszcza, że prowizje za składki miesięczne płacą za rok z góry. Ale sprzedaż jest trudna, dla ambitnych i takich, co łatwo nawiązują relacje z innymi ludźmi.

Odpowiedz

Karol Sierpień 20, 2015 o 22:16

Zgadzam się z Kasią, dzięki doradcom wielu klientów jest w stanie sfinalizować zakup nieruchomości pomimo trudności podczas procedury kredytowej. Zastanawia mnie tylko jedna sprawa : ten sam kredyt w banku i u doradcy dla klienta kosztuje tyle samo ( u doradcy może być tańszy nie odwrotnie) więc dlaczego kogokolwiek boli fakt ,że bank dzieli się swoim zarobkiem z doradcą który też wykonuje swoją pracę…. Czyżby autor bloga działał na rzecz banksterów aby nie musieli dzielić swoimi zyskami ? 😉

Odpowiedz

Łukasz Sierpień 27, 2015 o 14:34

Jak dla mnie bez sensu zamieszczanie ile może zarobić doradca na kredycie i robienie z nich nie wiadomo kogo. Bardzo duża ilość doradców jest na własnej działalności co wiąże się z niemałymi kosztami. Niestety autor tego posta nie napisał o tym bo po co, koszt biura, auta, ewentualnie pracownika, telefon, benzyna, ZUS + US i wiele innych. Z tych wielkich 12 tysięcy które zarobi doradca zostaje mniej niż połowa. Kolejna sprawa do autora postu, proszę znaleźć szarego kowalskiego który bierze 300 tyś zł kredytu gotówkowego bo za takie są wysokie stawki prowizyjne ( powodzenia ), za kredyty hipoteczne są to groszowe sprawy które nieraz tłoczą się 2 miesiące jak klient oporny. Co doradca dostanie raz 12 tyś, po opłatach zostanie mu mniej niż połowa i podzielić to na 2 miesiące. Dużo ? a ile trzeba się nagimnastykować aby takiego klienta znaleźć.
Pozdrawiam

Odpowiedz

Kam Wrzesień 10, 2015 o 16:36

Ciekawy artykuł ale zastanawiam się nad paroma sprawami,
Po pierwsze prowizje doradców są wysokie ale skoro to bank im płaci to co to za różnica ile zarabiają, jeżeli mamy słaby kredyt to prawdopodobnie i tak przyjdzie inny doradca który nam go zrefinansuje a załatwianie tego samemu jest bardzo czasochłonne i trudne.
W „załatwianiu” takich spraw samemu, wiadomo że zawsze lepiej wyjdzie się na tym że coś się robi samemu, można samemu wybudować dom, samemu zrobić sobie meble, uczyć dziecko samemu w domu, samemu wymienić opony w samochodzie, samemu się strzyc, samemu posiadać kury i krowy żeby produkować sobie pożywienie etc etc przykładów jest jeszcze sporo, tylko po co? Wiadomo że zawsze ktoś nas może na coś naciągnąć ale może nam również pomóc. Powstaje pytanie lepiej zaufać takiemu doradcy, czy reklamom telewizyjnym albo ludziom w bankach którzy też zarabiają na prowizji, czy też (bez urazy) właścicielowi artykułu który również nie jest obiektywny.
Jeżeli chodzi o inwestycje, to inwestowanie w cokolwiek wiąże się z ryzykiem, jeżeli znacie coś w co wpakuje pieniądze i mam pewny zysk to prosiłbym o rade i od razu idę w to inwestować.

Odpowiedz

SebastianM Wrzesień 17, 2015 o 10:06

@Kam jest jeszcze jedna strona medalu. Są sytuacje, gdzie osoba umawia się z 5 i więcej doradcami, po czym … idzie bezpośrednio do banku i załatwia sobie kredyt.
Osobiście uważam, że jest to mocne przegięcie – idealnym rozwiązaniem dla mnie byłoby, gdyby usługa była płatna np. 100 zł – ale zwracana, jak podpiszesz umowę kredytową/kredyt zostanie wypłacony.
Może wtedy rynek by się bardziej ucywilizował….

Odpowiedz

DORADCA Wrzesień 25, 2015 o 23:05

witam

Jestem doradcą finansowym i „STRZYGĘ KLIENTÓW” tak jak autor (nie koniecznie mądry) pisze wyżej.
A ja mam propozycję następującą, żeby każdy sklep: monopolowy, spożywczy, czyli w skrócie każda Biedronka, Netto i Tesco – przy cenie każdego artykułu podawał – marżę jaką sklep ma na danym produkcie – wtedy klient będzie wiedział jakie „STRZYŻENIE OWIEC – czyt. ludzi” sklep robi na danym produkcie. Do tego jak marża sklepu będzie za duża, wtedy klient będzie mógł np. nie spać w nocy i myśleć o tym aby z chin lub z rosji ściągnąć sobie dane produkty – bo będzie taniej.

Śmieszna jest załączona powyżej tabela prowizji – jest prawdziwa w jakiejś sieci, ale w innej sieci finansowej może wyglądać inaczej. Ponad 80% doradców nie zobaczy na oczy tak wysokich prowizji jak przedstawione w tabeli wyżej, W większości przypadków takie prowizje otrzymuje pośrednik Finansowy czyli np. Open Finance, a nie zwykły doradca, który w sieci stacjonarnej zarabia od 0,2% do 0,5% od wartości kredytu +minimalna pensja na umowie o pracę. Natomiast do doradcy niezależnego (lub na działalności gospodarczej) najczęściej trafia 1-1,5% prowizji od kwoty kredytu – ale wtedy pracodawca (np. Open Finance) nie zatrudnia go na umowę o pracę, doradca niezależny – sam zdobywa klientów i do tego musi jeszcze wynająć sobie lokal użytkowy, opłacić media oraz płacić inne stałe opłaty. Dlatego wiele punktów się zamyka, z powodu zbyt małej ilości klientów kredytowych. Jeśli punkt uruchamia 1 kredyt na miesiąc lub dwa miesiące (bardzo często tak jest).

Podejrzewam, że autor tego artykułu – wielce prawdopodobnie jest to. że być może to jakiś nieudacznik, który „wyżywa się” na doradcach finansowych, bo czuje że gdzieś został oszukany lub czuje się „strzyżony”.

Doradca oferuje najczęściej produkt tego banku w którym klient może otrzymać kredyt, jeśli np. BGŻ lub Alior płaci więcej, to najczęściej klient jest tam kierowany, bo tylko tam będzie mógł otrzymać określony kredyt (a nie ze względu na wysokość prowizji doradcy). Jeśli klient ma jasną sytuację, czysty BIK, wysokie i stabilne zarobki – to jest kierowany przez doradców do takich banków które mają b.dobre warunki, jak np. Deutsche, Pekao SA itd. (na dzień dzisiejszy).
Ale jeśli zarabiasz 1500 zł i chcesz kredyt na 200.000 zł to zostają tylko banki z „wyższą marżą i prowizją dla klienta”. Skoro bank ma podjąć wysokie ryzyko i udzielić kredyt komuś kto pracuje za ladą w MC Donald na pensji 1500 zł – robi to kosztem prowizji lub marży dla klienta. A to, że tylko na takich (gorszych) warunkach klient może otrzymać kredyt – to lepiej tak niż wogóle… ?

Doradca Inwestycyjny.

Odpowiedz

Dawid Styczeń 27, 2016 o 11:45

Nie do końca się z tobą zgodzę ponieważ:
1. Tabela może już nie jest aktualna ale wychylenia są niewielkie bo o +-0,2. 1.5% wolni strzelcy maja ale tylko w Of gdzie stawki dla nich były małe w porównaniu do konkurencji. Teraz to się zmieniło
2. Piszesz ze doradcy wrzucają do drogiego Aliora bo klienci nie mają zdolności. Prawda ale zauważ że w tym artykule autor miał na myśli że doradcy często podwyższają lub dołączają dodatkowe koszty aby więcej zarobić i Of robi to nagminnie. Niewielu z nich robi najtańsza ofertę. Jak w PKO BP masz prowizję 2% to większość doradców z Of podwyższa ja aby więcej zarobić

Odpowiedz

DORADCA Wrzesień 25, 2015 o 23:12

PONIŻEJ ZAMIESZCZAM KRÓTKI WIERSZ KTÓRY KRĄŻY W KRĘGU DORADCÓW FINANSOWYCH – również dla autora artykułu:

Dziś powiedzieć wam coś muszę…
nie najlepsze są fundusze
bo jak giełda u nas spada
to w funduszach straszna biada
najpierw w Banku dla zachęty
pokazują ci przynęty
jak to tylko ze złotówki
zarobisz w okolice stówki
oczywiście! nie od razu!
pokazuje ci pan Kaziu
że po latach, tak dwóch, trzech
a nie inwestować wielki grzech!
potem wpłacasz przekonany
że fundusze dobre mamy
i przy starcie nie na plusie
ale jesteś na minusie
po ściągnięciu opłat stałych
jesteś inwestorem małym
jeszcze mniejszym niż przed chwilą
kiedy było w Banku miło
gdy pan Kaziu przekonuje!
kiedy giełda wciąż nurkuje
byś nie panikował bracie
tylko myślał o wypłacie!
żresz tabletki, nie śpisz w nocy
nie masz w sobie żadnej mocy
czujesz wtedy się jak balon
pozostał ci jedynie talon
jakiś papier list z funduszu
puszczasz wszystko mimo uszu
patrzysz co dzień na wyniki
i oglądasz statystyki
już z rodziną jesteś w kłótni
wszyscy wokół ciebie smutni
…tylko Kaziu ten pan z Banku
wciąż się śmieje bez ustanku.. :))
– on zarobił na prowizji !

i gdy słyszy w telewizji
że coś drgnęło na parkiecie
dalej robi to co wiecie!

Doradca Inwestycyjny

Odpowiedz

Andrzej Październik 9, 2015 o 16:30

Panie Michale, ja nie lubię czytać długich artykułów, ale na razie dotarłem do tego fragmentu i zdębiałem:
„Jeśli nie lubisz czytać długich artykułów, to zapamiętaj sobie tylko jedno: doradca finansowy nie jest Twoim przyjacielem i rzadko kiedy działa wyłącznie na Twoją korzyść. Bez względu na to kim jest (bankowy, pracujący u pośrednika, działający niezależnie) – działa przede wszystkim we własnym interesie.”
Pan naprawdę uważa, że takie generalizowanie jest uprawnione?
Czy działanie we własnym interesie jest czymś złym jeśli się szanuje i uwzględnia potrzeby klienta?
Zna Pan kogoś, kto zawodowo nie działa we własnym interesie?. Piekarz też piecze chleb nie po to żeby ludzi nim nasycić tylko po to żeby na tym zarobić. Pan też pisze bloga, przede wszystkim po to żeby na tej działalności zarobić, a nie żeby pomagać ludziom. I bardzo dobrze. Może w dalszej części znajdę wiarygodne info, że większość klientów pośredników czuje się przez nich oszukanych. Tylko wtedy takie generalizowanie byłoby usprawiedliwione.
Pozdrawiam i życzę więcej wyrozumiałości dla ludzi działających przede wszystkim we własnym interesie, czyli nas wszystkich.
Andrzej

Odpowiedz

Ewa Październik 31, 2015 o 21:05

A ja akurat mam dobre doświadczenia z Open Finance. Korzystaliśmy z mężem z ich usług dwa razy, dwóch różnych doradców, i nie możemy narzekać. Z góry określiliśmy jakie warunki nas interesują i jakie potencjalne banki; podpisaliśmy umowę na korzystnych dla nas warunkach. Doradca oszczędził nam załatwiania mnóstwa dokumentów od developera i odpowiadał na nasze różne zapytania. Nie wiem czy mielibyśmy czas chodzić po wszystkich bankach i analizować ich oferty, zresztą pracownicy banków też nie zawsze o wszystkim uczciwie informują i niektórych nieciekawych szczegółów można się dowiedzieć dopiero czytając umowę kredytową, która jest dodatkowo napisana niezrozumiałym dla przeciętnego człowieka językiem.

Odpowiedz

ewa Grudzień 4, 2015 o 14:55

Czy ograniczenia w stosunku do tego „zawodu” nie jest natychmiast wskazane????
Mam na myśli kwitnące jak po deszczu ,firmy pośrednictwa finansowego…
Nie mówię o pracownikach banków…ich sprawa,,,choć ci wlaśnie pośrednicy
z bankami umowy mieć muszą.Skoro za każdą czynność zdziera skórę,
dodatkowo ,jak dobrze zrozumiałam ,jeszcze od banku….No nie…. Nasz pośrednik(czka)
wpędził nas w kanał z ktorego wyjścia nie ma…Pani,ktora robiła rażące błędy ortograficzne,zakłada własną firmę? Coś z tą firmą nie tak…teraz się okazuje..ale to inny tamat…nie informując klientów włazi w ich BIK,,nie znam się na tym.i znać bym się
nie musiała…. Terz wiem co to punkty.scooring,Wiem jeszcze,że muszę wydac na prawnika ,bo inaczej może się stać coś bardzo złego….Jeśli nie musicie-omijajcie pośredników ,jak zadżumionych-jeśli musicie -a nie jesteście rozeznani….liczcie na szczęście i na własną wyostrzona ostrożność,moze ktoś młodszy cos podpowie…Nam nie miał kto….

Odpowiedz

Krzysiek Grudzień 29, 2015 o 02:49

Witam,

Nie podoba mi się tak jednostronny wydźwięk artykułu. Dla równowagi chciałbym zobaczyć na Twoim blogu wpis o przeciwnej wymowie.
Krytykowane najbardziej: Expander i OF słusznie są krytykowane. OF miało problemy prawne z tytułu bycia stronniczym na rzecz Getin Banku, zaś Expander został kupiony przez Avivę czego skutków już chyba nie trzeba tłumaczyć.
Sam reprezentuję inną firmę zajmującą się pośrednictwem i Twój artykuł naprawdę godzi w nasze podejście do pracy i klienta.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Paweł Styczeń 27, 2016 o 10:53

Najlepsza rada, która usłyszałem od Taty:
Nie kupuje tanich rzeczy bo mnie na to nie stać

Odpowiedz

Dorota Grudzień 1, 2016 o 10:44

Witam Panie Michale.
Przypadkiem natknęłam się na Pana bloga szukając różnych form pomocy. Szkoda, że dopiero teraz tzn. po fakcie, kiedy to już popadłam w tarapaty, ale jak to mówią mądry Polak po szkodzie. A mianowicie zostałam perfidnie oszukana przez doradcę kredytowego, który wziął ode mnie mega prowizję ponad 13% tzn. od kwoty kredytu 220 tyś prowizja wynosiła ponad 29 tyś. Oczywiście oddzielnie prowizja banku za udzielenie kredytu 8500 zł. Drugim oszustwem było zawarcie polisy ubezpieczeniowej, po to aby obniżyć oprocentowanie, a składki tej polisy zostały pobrane za cały okres kredytowania 12 lat z góry, co dało łączną sumę 36 tyś. Już o opłacie za prowadzenie rachunku kredytowego 150 zł. miesięcznie nie wspomnę- a miało być zupełnie za darmo.
Dodam, że kredyt wzięłam na firmę i jako przedsiębiorca nie mam prawa do odstąpienia.
Moje pytanie brzmi czy można coś z tym zrobić, gdzie się udać, czy są jakieś przepisy regulujące nadużycie czy wyzysk.
Z góry dziękuję za odpowiedź
Pozdrawiam Dorota Stankiewicz- Spychaj

Odpowiedz

Dodaj nowy komentarz

{ 1 trackback }

Poprzedni wpis:

Następny wpis: