Informacje o nowych artykułach i sposobach oszczędzania pieniędzy prosto na Twój e-mail

    

Z wózka inwalidzkiego do mety maratonu, czyli jak pokonałem siebie

przez Michał Szafrański dodano 14 grudnia 2012 · 335 komentarzy

Maraton

O tym, że we wrześniu przebiegłem maraton wie już “pół” Facebooka i połowa czytelników bloga :). To czego nie wiecie, to dlaczego tak mi na tym zależało. No dobra… niektórzy z Was pewnie już wiedzą, jeśli czytali mój emocjonalny list do Pata Flynna. Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, to zapraszam Cię do lektury jego rozbudowanej, polskiej wersji poniżej.

Moja historia ma niewiele wspólnego z oszczędzaniem (chociaż na jej końcu spróbuję Cię przekonać, że jednak trochę ma). Wiem jednak, że gdzieś tam w Polsce są osoby, dla których może być ona inspirująca i którym w trudnych chwilach może dać nadzieję, że wszystko da się zrobić, jeśli tylko bardzo tego chcemy. Nawet, jeśli osiągnięcie celu wydaje nam się w danej chwili niemożliwe, to warto wytyczyć sobie drogę i uczynić przynajmniej pierwsze kroki w obranym kierunku. Krok po kroku do przodu i ani się obejrzysz, a będziesz coraz szybciej zbliżać się do celu.

Tim Ferris, autor książki “4-hour workweek”, mówi z grubsza coś takiego: “Ludzie nie robią wielu rzeczy, do których są zdolni podając powody, które są w ich opinii dobrą wymówką. Ale wiesz co? Zawsze znajdzie się też ktoś, kto jest w gorszej sytuacji niż my i jednak to nie przeszkodziło mu osiągnąć celu. Przykładowo: ktoś mi mówi, że nie może wejść na Kilimandżaro, bo kiedyś miał kontuzjowane kolano. Odpowiadam: znam faceta, który nie ma ani rąk ani nóg a wczołgał się na Kilimandżaro – i to jest prawdziwa historia. Nie kupuję Twojej wymówki”.

Powiem Wam, że mam podobnie. Kiedykolwiek dopada mnie pesymizm i zniechęcenie – staram się szukać pozytywnych przykładów. Przypominam sobie osoby, które są w gorszej lub dużo gorszej sytuacji niż ja, a jednak sobie radzą. To działa na mnie motywująco. Dlaczego mi miałoby się nie udać? Czego mi brakuje? Mam głowę na karku, dwie ręce i nogi. Trzeba tylko chcieć. To kwestia mojego wyboru i działania.

Kilka słów wstępu

Poniższa historia jest bardzo osobista i jest moim listem do Pata Flynna, który, chcąc nie chcąc, został moim “korespondencyjnym” przyjacielem. Pisałem tą historię jako wyraz mojej wdzięczności dla Pata i dowód na to, jak ważny stał się on w moim życiu i w jaki sposób – zupełnie nieświadomie – pomógł mi osiągnąć moje osobiste cele.

I to właśnie ten sposób wpływu amerykańskiego blogera na mnie, skłania mnie także do opublikowania mojej historii po polsku, tu na blogu “Jak oszczędzać pieniądze”. Po prostu mam nadzieję, że moja historia będzie dla kogoś (może nawet dla Ciebie) inspirująca i pomoże, w jakiś magiczny sposób, podnieść się z sytuacji, która w tej chwili wydaje Ci się trudna lub beznadziejna.

Jeśli nie wiesz, to Pat Flynn prowadzi bardzo poczytny blog “Smart Passive Income”, na którym opisuje przede wszystkim jak blogować i na tym zarabiać. Ja na swoim blogu próbuję iść ścieżką wytyczaną przez Pata, bo uważam, że to co robi – robi bardzo dobrze, a przy tym jest szczery i hojny w stosunku do swoich czytelników. Ja z taką postawą życiową całkowicie się identyfikuję i w naturalny sposób Pat jest moją inspiracją. Nawet napisałem Patowi, że jego blog z mojej perspektywy powinien się nazywać “Smart Passive Help” albo “Smart Passive Inspiration” :) Ja jestem bowiem żywym dowodem na to, jak Pat potrafi wpłynąć na życie innych osób – w całkowicie pasywny sposób. Jedynie dzieląc się sobą z całym światem na łamach bloga, w podcastach i filmach.

Początek drogi do maratonu…

Moja historia rozpoczyna się w grudniu 2007 roku. Byłem już wtedy szczęśliwym mężem oraz tatą dwójki dzieci. Byłem (i chyba nadal jestem) pracoholikiem z wielkim zamiłowaniem do snowboardu. Co roku, już w listopadzie, planowałem inaugurację sezonu zimowego i starałem się złapać pierwszy konkretny śnieg w polskich górach. Pod koniec grudnia spakowałem deskę i pojechałem z kolegą Maćkiem (gorąco pozdrawiam!) na zaledwie 3-dniowy wyjazd do Korbielowa. Już po drodze było nieciekawie, bo między Warszawą a Korbielowem dwa razy zatrzymała mnie drogówka 😉 Ale to był pikuś w porównaniu z tym co miało nastąpić kolejnego dnia…

Śmigaliśmy sobie po zboczu Pilska po dziewicznym śniegu zgodnie z zasadą “decha a za nią krecha”, ale jeden z moich skoków się “nie udał”. Nawet bardzo się nie udał. Nie ustałem lądowania i zacząłem odbijać się od stromego stoku jak piłka. Jestem mały i lekki. Wylatywałem w powietrze i spadałem na nogi, turlało mną przez plecy i głowę, i znowu uderzałem deską o stok. Po którymś z takich fikołków coś chrupnęło… i, mówiąc w skrócie, złamałem obydwie nogi. GOPR, karetka, spór kompetencyjny między nimi kto ma mnie znieść, transport do Żywca, diagnoza, szybka decyzja “jadę do domu”, pomoc kolegów i w środku nocy mój inny kolega Michał (także pozdrawiam!) wiózł mnie do Warszawy. Diagnoza – konieczna operacja (czytaj: za tydzień, jak zejdzie opuchlizna), stan poważny bo piszczele rozsypane, nie wiadomo czy stawy w porządku i “brak gwarancji przywrócenia pełnej sprawności ruchowej”. No jak to usłyszałem, to prawie jak wyrok. Będę chodził? Będę biegał? Ile to potrwa? 21 grudnia wróciłem zoperowany do domu. W moich nogach znalazły się tytanowe płytki i około 20 śrubek. Wiedziałem tylko, że czeka mnie długa rehabilitacja bez jednoznacznej daty zakończenia i co najmniej kilka miesięcy w łóżku.

Nogi Michała po operacji

Nie mogłem stać, nie mogłem chodzić. Czułem się jak tygrys w klatce. Jednocześnie czułem się winny. Uważałem, że przez moją głupotę zawiodłem rodzinę, szefa i współpracowników. Wszystkie moje plany legły w gruzach i byłem niepewny co do mojego przyszłego stanu fizycznego i… psychicznego. To był pierwszy raz w moim życiu, kiedy naprawdę zacząłem się martwić i mieć negatywne myśli. Zacząłem się zastanawiać czy przypadkiem nie jest tak, że wszystko co najlepsze w moim życiu, już się wydarzyło. Czy teraz nie będzie już tylko gorzej. Do tego wszystkiego czułem się winny (byłem wtedy jedynym źródłem pieniędzy dla naszej rodziny) i problematyczny. Moja Żona i dzieci bardzo mnie wspierali i mi pomagali, ale to powodowało, że jeszcze bardziej się dołowałem. Przed wypadkiem zachowywałem się jak kuloodporny człowiek. Nic nie było dla mnie trudne. Ale patrząc na siebie, niezdolnego do stania i chodzenia, straciłem wiarę w siebie. Coś we mnie pękło i tak już zostało.

Fizyczny ból, którego doświadczałem w trakcie przejazdu do Warszawy, podczas wielokrotnego znoszenia mnie i wnoszenia po schodach (w moim bloku nie było windy), oczekiwania na operację oraz kilka dni po niej – istotnie przesunął granicę mojego akceptowalnego progu bólu. Ale ból fizyczny był niczym w porównaniu z tym, co działo się w mojej głowie. To trwało ponad miesiąc zanim zacząłem akceptować mój stan.

Z drugiej strony wiedziałem, że jestem jedyną osobą, która może zmienić ocenę mojej sytuacji. Mogłem spowodować, że wszyscy wokół mnie martwiliby się o mnie i mój stan psychiczny, albo mogłem grać twardziela, który potrafi sobie poradzić w każdej sytuacji. Zdecydowałem, że będę próbował mieć pozytywne nastawienie i zachowywałem się tak, jakby nic się nie stało. Wydaje mi się (a w zasadzie, po mojej rozmowie z Żoną już po publikacji listu u Pata, to wręcz jestem pewien), że nikt nie wiedział co się tak naprawdę dzieje w mojej głowie. Grałem twardziela, którym nie byłem. To był zdecydowanie najcięższy okres w moim życiu. Przywdziałem niepasującą do mnie zbroję, która miała mnie chronić przed współczuciem innych – w odróżnieniu ode mnie chodzących ludzi. Współczucie byłoby żałosne. Dlatego grałem swoje “nic się nie stało” chociaż z moją głową i psychiką było naprawdę źle.

Będąc przywiązanym do łóżka zacząłem ustawiać sobie od nowa cele. Zacząłem od tych najmniejszych takich jak, np. posprzątanie mieszkania. Wydają się małe, ale wtedy był to dla mnie trudny wyczyn (mogłem się czołgać lub chodzić na kolanach, bo moje kostki, jeszcze przez kilka miesięcy po operacji, nie nadawały się do obciążania). Sprzątanie mieszkania, które normalnie zajęłoby mi 30 minut, trwało dwa dni. Niby taka drobna rzecz, ale jak już to zrobiłem, to moja wiara w siebie samego zaczęła rosnąć. Przekonałem się, że przynajmniej w taki sposób mogę być pomocny rodzinie. I wtedy zacząłem planować bardziej ambitne cele i powoli je realizować. Krok po kroku (bardzo małymi krokami) odbudowywałem wiarę w siebie i moje możliwości. Jednym z celów, który sobie wtedy postawiłem, było “kiedyś przebiegnę maraton”. Cholernie ambitne i nieosiągalne postanowienie, zważywszy na to, że nawet nie mogłem wtedy jeszcze stać na nogach i miałem przed sobą ponowną naukę chodzenia (nie mówiąc o bieganiu).

Moja droga do maratonu

Moje pozytywne nastawienie bardzo mi pomogło. Z aktora grającego cudzą rolę przekształciłem się w osobę, która naprawdę cieszyła się z małych sukcesów i czerpała z nich siłę do osiągania kolejnych celów. Zdałem sobie sprawę, że nawet na wózku inwalidzkim mogę robić większość rzeczy, które robiłem przed wypadkiem. Potrafiłem zejść po schodach na kolanach, ściągnąć sobie po schodach wózek, wsiąść na niego i pojechać do pobliskiej restauracji, by spotkać się z kolegami oraz klientami.

W kwietniu 2008 mogłem już chodzić o kulach (obciążając obie nogi równocześnie – czyli do 50% obciążenia). Zostałem zaproszony jako mówca na ogólnopolski roadshow i wziąłem w nim udział. Bycie aktywnym pomogło mi wrócić do normalnego życia. W czerwcu 2008 mój lekarz i rehabilitanci pozwolili mi chodzić bez kul. Sumiennie, codziennie ćwiczyłem. W lipcu pozwolono mi już biegać. We wrześniu 2008 przebiegłem moje pierwsze 10 km w biegu “Nike Human Race”. W tym czasie było to dla mnie jak wejście na Mount Everest. Cały czas miałem w nogach tytanowe płytki i śruby (załączam ich prześwietlenie :)) i nie miałem pełnego zakresu ruchu w kostkach.

W październiku 2008 przeszedłem drugą operację, podczas której usunięto mi cały tytan (cały czas trzymam go jak trofeum na pamiątkę). Z końcem 2008 roku moja rehabilitacja dobiegła końca. Cały czas miałem jednak w głowie mój jeden, ekstremalny i nieosiągalny cel – maraton. Może Ci się to wydawać głupie, ale dla mnie była to ostatnia rzecz, która nie pozwalała mi zamknąć tego traumatycznego rozdziału w życiu.

Tytan z nóg Michała

Nadal nie do końca wierzyłem w siebie i zadawałem sobie wiele tych pytań, z którymi mierzyłem się też zaraz po wypadku: czy jestem wystarczająco pomocny dla mojej rodziny i innych osób, czy wiem co chcę robić ze swoim życiem, czy może powininem zwolnić i czerpać radość z prostych rzeczy, zamiast biec przez życie z wywieszonym jęzorem budując moją karierę zawodową, czy kiedykolwiek będę miał więcej czasu dla moich dzieci… I chociaż byłem w pełni sprawny fizycznie, to mój stan mentalny był nadal mocno zachwiany. Miałem wiele pytań, na które nie potrafiłem udzielić sobie dobrej odpowiedzi.

Cały czas trenowałem. W marcu 2009 pobiegłem swój pierwszy pół-maraton (21 km) i udało mi się :) We wrześniu 2009 wykręciłem swój najlepszy dotychczas wynik w biegu na 10 km – 47 minut i 15 sekund. Pod koniec września 2009, po 9 miesiącach treningu, wystartowałem w Maratonie Warszawskim… i go nie ukończyłem. Zszedłem z trasy na 31-ym kilometrze z kontuzjowanym kolanem (problem zaczął się już na 7-ym kilometrze, ale przestałem biec dopiero, gdy nie mogłem już zrobić kolejnego kroku). Czułem się okropnie. Problem okazał się być dosyć poważny (zapalenie ścięgna) i przez 5 kolejnych miesięcy znowu przechodziłem przez rehabilitacje. Od strony psychicznej byłem wrakiem. Dzisiaj się z tego śmieję, ale wtedy zacząłem myśleć, że może za bardzo się spieszę i że może mój cel jest w ogóle poza moimi możliwościami i nigdy go nie osiągnę.

Nie będę wnikał w szczegóły co działo się przez kolejne dwa lata. Dość powiedzieć, że miałem problemy z sobą samym i swoim nastawieniem, i rzadko kiedy chciało mi się wyjść pobiegać. Przez cały 2010 i 2011 rok przebiegłem mniej kilometrów niż przez jeden miesiąc 2009 roku. Przybrałem na wadze i czułem, że zmierzam donikąd. Prawie straciłem moje pozytywne nastawienie. Czasami czułem, że jestem toksyczny dla innych i dla siebie samego. Ta samoocena mnie dołowała.

Jak poznałem Pata Flynna

W lutym 2012 roku miałem 39 urodziny. Uświadomiłem sobie, że jest to ostatni rok, w którym coś w moim życiu mogę zmienić, zanim mi stuknie 40-tka. Przypomniałem sobie także, jak nie mając jeszcze 30-tu lat opowiadałem wszystkim, że przejdę na emeryturę w wieku 40-tu lat. Byłem od tego bardzo daleko. Dopiero co przeprowadziliśmy się do nowego, większego mieszkania kupowanego na rynku pierwotnym – i to w momencie, w którym ceny mieszkań zaczęły spadać (czytaj: przepłaciliśmy). I miałem na sobie (nadal mam) świeżutkie, całkiem duże zobowiązanie finansowe. W międzyczasie zdałem sobie sprawę, że praca dla innych nie daje mi już takiej radości, jaką mi kiedyś dawała. I chociaż jestem zadowolony z mojej pracy, to nie wyobrażam sobie, żebym przez następne 10 lat zasuwał w tym samym tempie co przez ostatnie 10 lat.

Zdecydowałem, że pora działać. Podstawowy problem polegał jednak na tym, że nie wiedziałem od czego zacząć. I wtedy przypomniałem sobie, w jaki sposób stawiałem sobie małe cele i osiągałem małe sukcesy, gdy po wypadku leżałem przykuty do łóżka. Spróbowałem zadziałać tak samo teraz – strategia małych kroków. Od mniejszych sukcesów do tych większych. Najpierw samodzielnie z Żoną odmalowaliśmy stare mieszkanie i je wynajęliśmy. Poźniej, w kwietniu 2012 roku, powiedziałem wszystkim znajomym, że przebiegnę maraton przed 40-tką. Wydrukowałem sobie mapę z trasą maratonu i powiesiłem na ścianie w pracy żeby przyzwyczaić się do tego pomysłu. Ale nadal nie rozpocząłem treningów, pomimo, że maraton miał odbyć się pod koniec września.

Równolegle, po rozmowach ze znajomymi, zacząłem zastanawiać się nad podzieleniem się moim doświadczeniem w zakresie finansów osobistych i budżetu domowego. Chciałem zrobić coś dobrego dla innych osób. Wiedziałem, że mogę zacząć blogować na ten temat, ale tak naprawdę przez całe życie byłem daleko od blogowania i nic o nim nie wiedziałem. Jedyna nazwa, jaką kojarzyłem z blogowaniem, był “Wordpress” i w ten sposób trafiłem na blog Pata Flynna – Smart Passive Income. Chyba pierwszym artykułem, który zobaczyłem, był “jak założyć blog WordPress w 4 minuty” wzbogacony o instruktażowy film na YouTube.

Pat żyje z blogowania. Zarabia w ten sposób bardzo duże pieniądze (obecnie ok. 47 000 USD miesięcznie!), więc tym bardziej chciałem się dowiedzieć, jak do tego doszedł. Zacząłem czytać artykuły na jego blogu, a także słuchać nagrywanych przez niego podcastów. Szczerze mówiąc byłem trochę przytłoczony ilością zagadnień, którymi trzeba się zająć i mieć pod kontrolą, jeśli chce się mieć dobry, poczytny i chętnie odwiedzany przez innych blog. Wiedziałem, że muszę mieć solidny plan działania. Ale z drugiej strony słyszałem też zachęty Pata w jego podcastach “nie kiś pomysłu, nie czekaj, zacznij po prostu tworzyć dobry kontent i udostępniaj go – rusz tyłek jak najszybciej”. Zdecydowałem, że nie będę długo czekał, bo i tak nie zaplanuję wszystkiego idealnie. Ustawiłem sobie realistyczną datę startu bloga na 1 lipca 2012. Cały czerwiec po godzinach pracy poświęciłem na naukę jak uruchomić i skonfigurować blog, zaplanowałem tematy artykułów na parę miesięcy do przodu i podążałem za poradami Pata. Im więcej czytałem i słuchałem Pata, tym bardziej przekonywałem się jak niesamowitym jest człowiekiem…

Pat i ja – wspólne treningi

Czy pamiętasz co mówiłem moim znajomym już w kwietniu? Powiedziałem im, że przebiegnę maraton we wrześniu. Zbliżał się koniec maja, a ja nadal nie rozpocząłem biegania. Zdałem sobie sprawę, że zostało już bardzo mało czasu. I co zrobiłem? Zacząłem szukać wymówek. Już nawet wymyślałem powody, którymi wytłumaczę wszystkim dlaczego nie mogę pobiec maratonu w tym roku, bo praca, nawał zajęć itp. I znowu czułem się przegrany… i nienawidziłem tego uczucia. Równolegle zacząłem słuchać podcasty Pata Flynna. Jego pozytywne nastawienie, energia i motywująca strategia “pracuj ciężko teraz żeby później zebrać owoce” dały mi pozytywnego kopa (zwłaszcza, że to “później” w przypadku Pata, to były raptem 2 lata jego pracy, a obecnie jego online’owy biznes przeżywa niesamowity rozkwit). Ponownie uświadomiłem sobie, że wszystko jest w moich rękach. Jeśli ja czegoś nie zmienię, to nikt tego za mnie nie zrobi. Mam głowę na karku, dwie ręce i dwie nogi. Czego więcej mi potrzeba poza chęcią ich użycia?

Chciałem przesłuchać wszystkie podcasty Pata, a było ich około 40 godzin. Potrzebowałem na to czasu, którego wydawało mi się, że nie mam. I znowu zdałem sobie sprawę, że najlepszym sposobem “optymalizacji” słuchania, będzie jego połączenie z inną aktywnością. Bieganie było oczywistym wyborem. No i w końcu miałem kolejny dobry powód do biegania i żadnej dobrej wymówki dlaczego nie miałbym tego robić. Zacząłem swoje przygotowania do maratonu 1 czerwca 2012. Zostało do niego tylko 120 dni. Ułożyłem plan treningów. Nie wiedziałem czy zdążę się wystarczająco przygotować do biegu, ale wiedziałem że przesłuchanie wszystkich podcastów Pata na pewno przyda się mojemu nowotworzonemu blogowi :)

Słuchałem Pata na okrągło przez 660 km moich treningów i było to niesamowite doświadczenie. Czasami się śmiałem, czasami płakałem. Pat dzieli się nie tylko swoimi przemyśleniami i poradami, ale zaprasza także gości oraz przytacza historie osób takich jak każdy z nas. Pamiętam wiele takich historii. Jedna z nich dotyczyła chorego człowieka, także fana Pata Flynna, który tracił wzrok i w ramach samomotywacji na okrągło słuchał tych samych podcastów Pata. Ja podczas treningów robiłem to samo. Stopniowo Pat stawał mi się bardzo bliski i zacząłem traktować go jak osobistego trenera i przyjaciela. Dziwne, biorąc pod uwagę, że on kompletnie o tym nie wiedział. Zdecydowałem, że muszę zrobić dwie rzeczy:

  1. Podążać za wskazówkami Pata i być na tyle pomocny, i hojny dla innych, na ile potrafię. Koncepcja Pata nazwana R.A.O.K. stała się moją codziennością – o RAOK czyli “przypadkowych aktach dobroci” pisałem już w oddzielnym artykule na moim blogu.
  2. Zrobić coś dobrego dla Pata, jako wyrażenie mojej wdzięczności za wszystkie dobre rzeczy, które on dla mnie nieświadomie zrobił.

Co mogę zrobić dla Pata?

Zdecydowałem, że mój wrześniowy maraton dedykuję moim najbliższym przyjaciołom i Patowi, i że zrobię to w wielkim stylu :) Jak zaplanowałem – tak zrobiłem. 30-ego września przebiegłem Maraton Warszawski. 42 kilometry i 195 metrów z moim osobistym trenerem Patem Flynnem, który przez cały czas mówił do mnie przez słuchawki. Jedwabiście!

Jak zapewne wiesz, meta tegorocznego maratonu znajdowała się na nowym Stadionie Narodowym w Warszawie. Wbiegłem na niego trzymając nad głową banner z napisem “Dziękuję Ci Boże :-) i Wam Gabi, Szym, Ida, Rodzice, DCS & Pat Flynn”. Nawet teraz jak to piszę, to łzy cisną mi się do oczu :) Nie wyobrażasz sobie, jaki byłem szczęśliwy przekraczając linię mety. Zatrzymałem się i popłakałem jak dziecko. Osiągnąłem w końcu ten niewyobrażalny dla mnie parę lat temu Mount Everest i dobitnie utwierdziłem się w przekonaniu, że nie ma dla mnie niczego niemożliwego, o ile tylko korzystam ze wsparcia Boga, bliskich, współpracowników, trenera Pata i wszystkich, którzy chcą mi pomóc. Niczego co osiągnąłem nie zawdzięczam wyłącznie sobie, ale też niczego bym nie osiągnął, gdybym nie zrobił tych pierwszych małych kroków. Jestem mega wdzięczny Patowi i także Tobie, że odwiedzasz mój blog i utwierdzasz mnie w przekonaniu, że to co robię ma sens. Oficjalny czas mojego maratonu: 4 godziny 23 minuty i 13 sekund.

Michał na mecie maratonu

Miałem swój kryzys podczas tego maratonu, ale spokojny i optymistyczny głos Pata pomógł mi przez niego przejść. Już na 11 km z przodu stopy zrobił mi się wielki bąbel, a od 16 km piekł mnie każdy krok, na 34 km w nagrzanym TOI-TOIu prawie się przewróciłem (ostre zawroty głowy). Na 27 km i 29 km na Ursynowie spotkałem się z moją rodziną i dzieciakami. Miałem zwinięty baner w ręce i wiedziałem, że nic mnie nie powstrzyma. Na 38 km miałem wszystkiego dość. Biegłem jak robot, ale mówiłem sobie “to tylko głupie 5 km, które biegasz w 30 minut, nawet jak jesteś chory” i wizualizowałem sobie siebie wbiegającego na stadion z wielkim “Dzięki…” nad moją głową. Ten cel pozwolił mi przetrwać. Dziś myślę, że jeśli bym musiał, to pewnie bym się doczołgał do tego stadionu… :)

Maraton i oszczędzanie?

Na początku tej historii wspomniałem, że ma ona coś wspólnego z oszczędzaniem i że będę Cię próbował do tego przekonać. Podam tylko kilka punktów, z którymi nie musisz się zgadzać:

  • Nie wiem, jaką miałbym sprawność ruchową, gdybym nie zoperował się prywatnie, w dobrej klinice (uważanej w tamtym czasie za najlepszą w Polsce). Koszt moich operacji wyniósł 48 500 zł, a koszt rehabilitacji 4870 zł. Gdybym wcześniej nie zaoszczędził tej kwoty, to po prostu nie byłoby mnie stać na operacje lub musiałbym się zadłużyć.
  • Bieganie też kosztuje. Jeśli chce się to robić na poważnie, to trzeba zacząć od zakupu dobrych butów biegowych, dochodzi zakup ubrań i ewentualnie zakup sprzętu, np. GPSa z pulsometrem żeby mierzyć swoje rezultaty i odpowiednio ustawiać swój trening (dostosowywać do możliwości i indywidualnych postępów). Lekko licząc, na to w czym i z czym biegam, wydałem około 2000 zł. Na każdym sprzęcie można przepłacić albo zaoszczędzić. Przykładowo: kupiłem od razu dobry zegarek treningowy, który służy mi już 4-ty rok i jeszcze długo posłuży. Nie żałuję około miesiąca poświęconego na analizę, który model wybrać, oraz poszukiwanie okazyjnej ceny (zbiłem ją o ponad 300 zł).
  • Bieganie, a zwłaszcza systematyczny trening bez przeginania, daje bardzo dużo pozytywnej energii. Endorfiny powodują, że mam lepszy humor, a regularny wysiłek daje ogólną sprawność i dobrą kondycję. Utrzymuję stałą wagę, jestem szczupły i czuję się znacznie lepiej, niż gdy miałem ileś kilogramów więcej i fałdki nad biodrami. Mieszczę się cały czas w tą samą garderobę (a w 2011 było już z tym słabiej), dzięki czemu oszczędzam na ewentualnej wymianie zawartości szafy.
  • Bieganie pozwala mi znaleźć czas na rozmowę z samym sobą, na co po prostu nie mam czasu, gdy nie trenuję. A bardzo lubię z sobą rozmawiać, bo to pozwala mi znajdować nowe rozwiązania, dostrzegać nowe możliwości i spokojnie je analizować – bez zewnętrznych “przeszkadzajek”. I nie będę ukrywał, że na większość dobrych pomysłów (także tych generujących pieniądze) wpadam albo pod prysznicem albo właśnie w trakcie biegania.

Zakończenie i szczęśliwy morał :)

Strasznie się rozpisałem. Na koniec chcę podsumować, jakie wnioski płyną dla mnie z tych kilku lat mojego życia od momentu wypadku:

  • Jest gigantyczna różnica pomiędzy tymi, którzy myślą, że mogą coś osiągnąć, a tymi, którzy coś osiągają. Ale różnica ta jest wyłącznie różnicą mentalną. Czasami łapię się na tym, że mówię “też tak mógłbym jak on”, po czym nie robię nic w kierunku tego żeby to osiągnąć. Takie myślenie i przekonywanie samego siebie, to strata mojego czasu. Lepiej ruszyć tyłek i zacząć po prostu iść w kierunku celu.
  • Jeśli znajduję wymówkę i usprawiedliwiam sam sobie zaniechanie działań – to jest to tylko i wyłącznie moja wina. Próbuję tak jak mówi Tim Ferris pozytywnie się zmotywować. Skoro gość bez rąk i nóg wszedł na Kilimandżaro, to dlaczego ja nie miałbym wejść? Skoro człowiek, który miał mniejszą zdolność kredytową niż ja, może dzisiaj żyć z wynajmu nieruchomości, to dlaczego ja nie miałbym z tego żyć?
  • Czasami łapię się na tym, że opracowuję wielki plan i dopieszczam szczegóły, zanim jeszcze zacznę ten plan realizować. Strata czasu. Próbując doskonalić pomysły, zanim jeszcze cokolwiek zrobię, tak naprawdę wcale nie zbliżam się do celu. A w międzyczasie tracę zapał, no bo przecież takie to skomplikowane, że realnie trudno to zrobić. Tylko że zazwyczaj to ja niepotrzebnie komplikuję – nikt mnie do tego nie zmusza. A jeśli nakreślę ogólny plan i zaczynam działać, to samo się toczy do przodu i pierwszymi sukcesami “nakręcam się” do kolejnych działań.
  • Muszę mierzyć wysoko i uparcie dążyć do celu – a wszystko będzie w moim zasięgu. W styczniu 2008 z połamanymi nogami i z niejasnymi perspektywami postanowiłem, że przebiegnę maraton i zrobiłem to w 2012. Co może być trudniejszego? Paradoksalnie, czasami mi się wydaje, że wyniesienie śmieci jest trudniejsze, ale to są ograniczenia w mojej głowie, nie mające niczego wspólnego z rzeczywistością. Walczę z tym wewnętrznym leniem i codzienne zwyciężanie daje mi kolejnego kopa do działania.

Przeczytałeś i co teraz zrobisz? Może weź rusz tyłek i wynieś te śmieci :) Nawet jeśli nie jest to niezbędne w tej chwili. Pokaż sobie, że możesz :)

Albo lepiej – napisz komentarz. Nieważne czy pozytywny czy negatywny. Zrób to. Pokaż, że masz jakikolwiek stosunek do tego co napisałem. Jeśli Cię zainspirowałem, to będę szczęśliwy. Bo uważam, że każdemu z nas potrzebna jest na codzień inspiracja i tym bardziej będę się cieszył, że to właśnie mi udało się Ciebie zainspirować. To dopiero daje kopa do działania :) Zerknij na komentarze pod artykułem na blogu Pata Flynna, w którym pojawiła się moja historia. Już wiem, że dla wielu osób jest ona inspirująca i tym bardziej chętnie się nią dzielę.

Nie napisałem tej historii, by się chełpić. Setki tysięcy ludzi przebiegają maratony, a niektórzy nawet ultramaratony. Część czytelników pewnie pomyśli, że niepotrzebnie się uzewnętrzniam. Ale ja mam nadzieję, że choć jedna osoba znajdzie w tej historii jakieś “światełko” dla siebie. A jeśli to będziesz Ty, to podziel się tym proszę ze mną. Pomożesz mi tym, że ja będę wiedział, że pomogłem Tobie. Uwielbiam robić dobre uczynki (wierzę, że większość z nas uwielbia) :)

A jeśli moja historia ruszyła Cię negatywnie i chcesz skrytykować to co piszę, to też proszę byś to zrobił. Nie duś tego tylko wyrzuć z siebie. Może Ci ulży. Ja się nie obrażę – każdy z nas ma prawo do własnej opinii, a z samej rozmowy może się urodzić coś dobrego.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą możesz dla mnie, dla siebie i dla innych zrobić: podziel się tą historią z innymi. Wyślij link mailem, wrzuć na Facebooka. Może zrobisz więcej niż ja, bo mój zasięg jest ograniczony. Ale razem możemy więcej. Może Ty pomożesz komuś moją historią. Chyba nie wymaga to dużo wysiłku, a efektu nie poznasz dopóki nie sprawdzisz :) A może przynajmniej na newsletter się zapisz?

To jak? Działasz czy szukasz wymówek? 😉 Ja Ci życzę byś umiał pokonywać samego siebie zawsze i żebyś dziwił się sam sobie, jak wiele osiągnąłeś. Tylko takich zmartwień Ci życzę. Bóg z Tobą (nawet jeśli nie wierzysz)!

PS: łamię wszelkie standardy blogowe. Każdy bloger powie, że teksty nie mogą być tak długie. Ten ma ponad 26 000 znaków. Gratuluję Ci, jeśli w całości go przeczytałeś. Wiem, że skoro to zrobiłeś, to wiesz że było warto. Ale i tak Ci bardzo dziękuję, bo cierpliwość i wnikliwość, to dzisiaj cechy deficytowe. Szanuję to i chcę Ci powiedzieć, że jesteś naprawdę wyjątkowym człowiekiem – nawet jeśli w tej chwili myślisz, że to nic szczególnego :-)

Książka "Finansowy ninja" - trwa przedsprzedaż!

Finansowy ninjaMożna już zamawiać moją książkę "Finansowy ninja" - ponad 500-stronicowy przewodnik po finansach osobistych, który każdy powinien przeczytać jeszcze w szkole.

Książka dostępna jest w okresie przedsprzedaży w kilku atrakcyjnych pakietach. Wszystkie szczegóły znajdziecie w zapowiadającym ją artykule.

PRZEJDŹ NA STRONĘ KSIĄŻKI →

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach o oszczędzaniu pieniędzy. Nie ujawnię nikomu Twojego adresu!



{ 331 komentarzy… przeczytaj komentarze albo dodaj nowy komentarz }

Sylwek Grudzień 14, 2012 o 23:34

Przeczytałem. I to cały – „od deski do deski”. Dlaczego tak uważnie – nie wiem, wydaje mi się, że coś mnie wciągnęło. Chyba dwie rzeczy. Po pierwsze bardzo motywujący artykuł. Skłania do refleksji i wiary, że faktycznie, można wiele osiagnąć jeśli się naprawdę chce i działa w tym kierunku.
Po drugie – ciekawa zbieżność z moimi planami. Jakiś czas temu postanowiłem, że przebiegnę maraton, niedawno sprecyzowałem swoje plany, że zrobię to w roku 2013 :-). Co prawda w moim przypadku droga nie jest tak daleka, bo nie zaczyna się od niesprawności nóg ale często „znajduję” różne wymówki aby danego dnia nie pójść biegać. Twój artykuł chyba pomoże mi odrzucić wszystkie wymówki.
Zgadzam się z również z Tobą co do korzyści jakie przynosi człowiekowi bieganie – w młodości trenowałem lekkoatletykę i o ile szybkość czy siła (lub technika) przemijają z wiekiem o tyle kondycja i przyjemność z biegania pozostały. Szczególnie gdy nastrój jest zły to lubie pójść pobiegac – wracam wtedy „odświeżony” psychicznie.
Skłoniłeś mnie też do zajrzenia na strone Pat’a.
Z drugiej zaś strony muszę przyznać, że dla mnie cała ta opowieść to związek z oszczędzaniem ma trochę naciągany ale ogólnie artykuł uważam za bardzo wartościowy.
Pozdrawiam i trzymaj tak dalej ze swoim blogiem.

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 15, 2012 o 00:04

Hej Sylwek,

Dziękuję za komentarz i za maila :-) Mi się zmotywować do biegania jest bardzo ciężko jeśli nie mam celu. Niby wyjść można w każdym momencie, ale łatwiej mi się żyje według prostego planu, np. „trening we wtorek, czwartek i niedzielę”. Wtedy trudno mi znaleźć wymówkę. Było zaplanowane – trzeba lecieć. I zawsze czuję się happy po bieganiu :)

Związek opowieści z oszczędzaniem żaden. Może tylko taki, że realizując cele oszczędzam sobie frustracji 😉

Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia z maratonem!

Odpowiedz

Karolina Styczeń 10, 2016 o 11:30

Czesc,

Chcialam bardzo podziekowac za to co robisz dla innych, za to ze potrafisz podzielic sie tak cennymi doswiadczeniami i wskazowkami. Jestes niesamowity i na pewno dla mnie Ty jest inspiracja do tego, aby zebrac sie w sobie i zaczac dzialac w kierunku realizacji postawionych celow;) od dluzszego czasu mialam problem wlasnie z motywacja do dzialania, ale akurat przypadkowo trafilam na Twoja strone, gdzie w calosci przeczytalam Twoj artykul i chcialabym czytac juz nastepny, poniewaz wiem ze moge sie od Ciebie nauczyc duzo wiecej… jednak dzis wlasnie skoncentruje sie na dzialaniu, a w kolejnych dniach bede inspirowac sie kolejnymi Twoimi wpisami 😉 jeszcze raz dziekuje za inspiracje i zycze powodzenia w dalszym dzialaniu :)

Pozdrawiam,
Karolina

Odpowiedz

Sylwia Grudzień 14, 2012 o 23:35

Przeczytałam całość i wcale się nie dłużyło ;). Dziękuję i pozdrawiam.

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 15, 2012 o 00:04

Dzięki Sylwio. Miłego weekendu :)

Odpowiedz

Kasia Grudzień 14, 2012 o 23:38

Super artykuł! Gratuluję charakteru i samozaparcia! To dla mnie inspiracja,żeby coś w końcu w swoim życiu zmienić na lepsze i nie szukać kolejnych wymówek. Chętnie czytam wszystkie artykuły na blogu i czekam niecierpliwie na kolejne!

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 15, 2012 o 00:07

Hej Kasiu,

Bardzo dziękuję! Życzę powodzenia w działaniu i zmienianiu życia na lepsze. Dodam, że jak się działa (a nie pasywnie czeka), to dobre rzeczy potrafią się przytrafiać tak po prostu przy okazji. Szczęście sprzyja tym, którzy mu pomagają :)

Pozdrawiam :)

Odpowiedz

Mateusz Szymczak Grudzień 15, 2012 o 01:30

Gratulacje. Dzisiaj Ty jestes moja inspiracja. Ja tez przebieglem ten maraton warszawski. Chyba jeden z najlepszych wpisow ktore u Ciebie czytalem.

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 16, 2012 o 00:44

Hej Mateusz,

No właśnie zastanawiałem się ostatnio czy dobiegłeś do mety :) Dziękuję i również gratuluję :)

Odpowiedz

Andrzej Luty 7, 2016 o 22:05

Michał,

REWELACJA!!!! Czytając to, chce się żyć. Dla mnie ta historia jest o tyle ważna, że chcę
uruchomić w internecie wywiady z osobami, które mogą pozytywnie zainspirować innych. Uważam, że nasze społeczeństwo jest bardzo kreatywne i może wiele osiągnąć, jednak …. zbyt dużo narzeka zamiast wziąć sprawy we własne ręce, wyjść z własnej strefy komfortu i zacząć działać. Pisałem właśnie do jednej ze znanych osób następujące słowa: >>Jeśli chciałby Pan opowiedzieć o czymś ze swojego życia, co mogłoby stać się pozytywną inspiracją dla innych, byłoby nam niezmiernie miło, gdyby zechciał się Pan tym z nami podzielić przed kamerą. Projekt ten nazwałem „I have a dream”, czyli „Mam marzenie”. Chodzi o to, by odważnie marzyć i co najważniejsze, marzenia te realizować – pokonując ograniczenia, które często sami sobie niepotrzebnie stawiamy.<< Może uda się namówić. Chodzi o baaaardzo znanego aktora.
Michale, Jesteś niesamowity. Wiem, że Ciebie bardzo ciężko jest wyrwać z Twoich obowiązków. Jeśli spodobał Ci się mój pomysł, to odezwij się. Nie liczę na to, że dasz się namówić na wywiad. Nawet jeśli tylko napiszesz dwa słowa "rób to", będę Ci bardzo wdzięczny.

Serdecznie Cię pozdrawiam,
A

Odpowiedz

Michał Szafrański Luty 7, 2016 o 22:08

Hej Andrzej,

Dziękuję za komentarz i rób to. :)

Powodzenia!

Odpowiedz

czudix Grudzień 15, 2012 o 01:50

Oj, Michał, Michał.

Niezły jesteś :). Wiele mi myśli przychodzi do głowy, o których mógłbym tu napisać. Ale żeby nie zanudzać, bo to w końcu Twój blog, a nie mój :) napiszę w skrócie:

Gratuluje, dziękuję i podziwiam. Tak jak piszesz sami tworzymy sobie ograniczenia w głowie. Niczego mi nie brak, żeby spróbować przebiec w maraton i zrobić wiele innych rzeczy (również wynieść śmieci :) ). Mam i miałem tego świadomość, że tylko znajduje sobie wymówki, ale jakoś z tym żyłem. Po co robić coś dzisiaj, a nawet jutro, skoro można zrobić pojutrze i mieć dwa dni wolnego. Czytając Twoją historię mogę tylko powiedzieć: WSTYDŹ się Czudix, WSTYDŹ !!! Taki zdrowy 30-letni chłop. – Dzięki Michał!

Druga rzecz: Kiedy patrzę na innych co osiągnęli rodzą mi się pomysły, ale jednocześnie rodzą się myśli: i tak już jestem spóźniony. Piszesz, że masz 40 lat i widzę, że jeszcze wiele planów. To również mnie motywuje. – Dzięki Michał!

Trzecia kwestia: I tu niesamowita rzecz dla mnie. Krótka historia: piszę ten komentarz, chcę napisać, że na etapie, na którym jestem (od dłuższego czasu niestety), to co piszesz w podsumowaniu „Czasami łapię się na tym, że opracowuję wielki plan i dopieszczam szczegóły, zanim jeszcze zacznę ten plan realizować. Strata czasu” mocno do mnie trafia. Mam w głowie pomysł i już trzeci rok rozmyślam jak to zrobić (tak, a może tak. Dobrze, że jeszcze nie zacząłem, bo weszła nowa technologia, z której lepiej będzie skorzystać itd. itd. itd. i … NIC). Robie sobie przerwę i idę do … WC (taka moja osobista szczerość :) ) i tam czytam dalej książkę zakupioną za Twoim poleceniem „Fastlane Milionera” i co … , książka ma ponad 500 stron, a ja właśnie w tym momencie trafiam na str. 242 tj. akapit „Piec ciasto bez cukru?”. Normalnie niesamowite. Tym, którzy nie mają tej książki polecam przeczytanie. Nie chcę cytować, choć to krótki fragment, żeby nie zaśmiecać. Podsumowując: „nie ma co rozmyślać, trzeba DZIAŁAĆ”. Dla mnie sprawa jasna! – Dzięki Michał!

No i czwarta rzecz – ostatnia :) : Przyznam, że z dystansem podchodziłem do Twojego bloga. Chciałem z niego skorzystać jak najwięcej w kwestii tematyki, której dotyczy i to bardzo wybiórczo i nieufnie. Tak sobie myślałem: nie wierzę w szczerość i bezinteresowność gościa. Bez sensu tak sie uzewnętrzniać, nie wierze, że On taki altruista i traci swój czas na pisanie bloga ( a widać, że chce zostać rentierem :) ), gość musi mieć coś z tego, albo planuje. Ostatnio potwierdziły się moje podejrzenia, bo pojawiły się reklamy. Ale wiesz co, trochę mi wstyd. Przecież nic w tym złego. Należy Ci się chłopie (przepraszam za bezpośredniość). I w sumie mam satysfakcję, że trochę się dołożyłem, bo kupiłem 3 książki i już kończę trzecią. Moja świadomość i kąt widzenia się poszerza dzięki nim ( a w sumie dzięki Tobie i twojemu blogowi). I tak podejrzliwie myślę, że niezłe ten Pat musi dawać rady, bo umiejętnie potrafisz nawiązać kontakt z odbiorcą (żeby nie powiedzieć ‚manipulować’). Wydaje mi się, że jestem świadom tych zabiegów, ale Twoja szczerość powoduje, że nie mam nic przeciwko.

No i tak powstał wpis blogowy :) . Nie zwykłem się rozpisywać publicznie, raczej stronię od publikacji moich osobistych spraw w Internecie (konto na facebook’u mam tylko z przymusu związanymi z moimi zajęciami dodatkowymi :) ), ale robię to, żeby pokazać Ci, że podziwiam to co robisz i w taki sposób okazać swoją wdzięczność (m. in. mocno zaprzyjaźniam się z MS Money, planowaniem swojego budżetu, a teraz mam „mocne postanowienie poprawy” – zacząć działać). Może spotkamy się na ‚Fastlane’ :)

Jeszcze raz dziękuję, gratuluję i życzę sukcesów.

PS. Widzę, że podczas pisania wpisu Sylwek „kolega z pracy, biurko obok” już coś napisał :).

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 16, 2012 o 00:59

Hej Czudix,

Cóż mogę powiedzieć – rzeczywiście napisałeś tu drugi artykuł. Bardzo Ci za to dziękuję i cieszę się, że udało mi się także do Ciebie trafić :)

Co do ostatniego wątku który poruszyłeś (czwartego), to „po czynach ich poznacie”. Ja nie ukrywam, że chciałbym być jak najsowiciej wynagradzany za moją pracę, ale nie to jest w tym blogu najważniejsze. Gdybym miał to robić wyłącznie dla pieniędzy, to… znalazłbym sobie inne zajęcie. Z reklamami wiązałem większe nadzieje, ale widzę, że czytelników bloga mam bardzo świadomych – ilość kliknięć w reklamy jest znikoma. Szczerze mówiąc, to chyba je wyłączę. Między innymi z tego powodu, że nie czuję się z tym dobrze, że widzę u siebie reklamy „szybkich pożyczek” i innych „okazji”. Ale jeśli zapytasz mnie wprost czy nie chciałbym mieć z tego bloga pieniędzy, to odpowiem, że pewnie że bym chciał. Ale ma to co najmniej trzeciorzędny priorytet :)

I jeszcze jeden wątek poruszę. Piszesz „żeby nie powiedzieć „manipulować” :) – odniosę się do tego również w typowy dla siebie sposób i na swoim przykładzie: świat jest prostszy niż mi się często wydaje. Czasami dopatruję się w działaniach innych osób jakiegoś wyrachowania, drugiego dna. Zastanawiam się co oni naprawdę chcą osiągnąć lub zrobić. Ja też często nie wierzyłem i nadal nie wierzę, w szczere pobudki niektórych osób. Ale prawda jest często widoczna gołym okiem. Nie da się długo symulować. Szydło prędzej czy później wychodzi z worka.

Piszę tylko tytułem komentarza :) Uważam, że to co robię po prostu widać i ja osobiście jestem dumny z siebie, że udaje mi się blogować na satysfakcjonującym mnie poziomie mając jednocześnie dobry kontakt z Wami. I chciałbym by to trwało ku obopólnej korzyści.

Miłego wieczoru! I jeszcze raz dziękuję za obszerny i płynący z serca komentarz (to czuć) :)

Odpowiedz

Mirosław Maj 10, 2015 o 13:35

Mam podobnie, nie lubię reklamować pożyczek bo widziałem juz dość problemów z którymi wiąże sie ich zaciąganie. Tylko jak zarabiać na blogu? gdy wydaje się, że już wszystko zostało napisane. Opisać swoją historię? wydaje sie taka zwyczajna. Szukam inspiracji i robie swoje Pomagam Matce Ziemi (promuję ekologię) i drugiemu człowiekowi (pokazuje Marketing Referencyjny jako źródło dochodu)

Odpowiedz

alek Grudzień 15, 2012 o 10:17

Czesc Michał
ciekawy, inspirujący tekst, wiara w siebie, piękne marzenia.
Pozdrowienia i moze do zobaczenia gdzies na kolejnym starcie :)
Alek

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 16, 2012 o 01:00

Hej Alek,

Miło mi Cię widzieć. Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku byku :)

Pozdrawiam serdecznie (ciągle pamiętając z jaką łatwością potrafisz mnie podnieść nad Twoją głowę) 😉

Odpowiedz

Paweł Gaweł Grudzień 15, 2012 o 12:13

hej Michał!
piękny tekst, dzięki!!!
nie samym chlebem (oszczędzaniem) człowiek żyje, więc dobrze od czasu do czasu móc przeczytać coś takiego, bardzo motywującego i „dla ducha” – tym bardziej tuż przed świętami! walka z samym sobą, z własnymi słabościami, ułomnościami czy wadami, to tak naprawdę jedyna sensowna walka na tym świecie i jedyna, w której zwycięstwo przynosi prawdziwą radość i szczęście!
pozdrawiam serdecznie, trzymam kciuki za bloga, życzę Ci dalszych zwycięstw, oraz Tobie i Twoim bliskim spokojnych, pełnych miłości i ciepła świąt Bożego Narodzenia!

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 16, 2012 o 01:01

Hej Paweł,

Bardzo Ci dziękuję – także za życzenia. Na moje dla Was wszystkich przyjdzie jeszcze czas :)

Odpowiedz

jan Grudzień 15, 2012 o 16:21

:(
co to za flaki z olejem…?

Odpowiedz

jacekplacek Grudzień 15, 2012 o 17:21

Według mnie oszczędzanie i bieganie (rehabilitacja) mają wiele wspólnego. Stajemy na starcie maratonu zakładamy przebiegnięcie 42 km, możemy po 13 km zatrzymać się, bo przecież i tak już dużo zrobiliśmy – lepiej iść na kremówkę z kawą niż dalej biec. To samo może być z oszczędzaniem – zakładamy, że za 10 lat będziemy w posiadaniu „mitycznego miliona”, ale po trzech latach mamy zgromadzone 180 tysięcy zł i po wymyśleniu tandetnej wymówki kupujemy za całą sumę nowy sportowy samochód. Więc moim zdaniem te wpis ma wiele wspólnego z oszczędzaniem. Zarówno przy oszczędzaniu jak i przy bieganiu (czy innej czynności wymagającej od nas sporego wysiłku) potrzebne jest nam takie same samozaparcie, które pozwoli nam zrealizować nasz cel.
Michał bardzo dobry wpis – sama historia nie bardzo przyjemna ale finał jest świetny, można tylko pozazdrościć i pogratulować psychiki!!!
p.s. „Jeżeli myślisz, że możesz to możesz, a jeżeli myślisz, że nie możesz to nie możesz – w obydwu przypadkach masz rację” – H. Ford

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 16, 2012 o 01:08

Hej JacekPlacek,

Podoba mi się sposób, w jaki szukasz merytorycznego powiązania mojej historii z oszczędzaniem. Analogia do mnie przemawia :)

Dziękuję za gratulacje. Z psychiką bywało różnie, ale cieszę się, że ten rozdział mam już za sobą i że wyszedłem z całej tej sytuacji wzmocniony i z nowym bagażem cennych doświadczeń.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Janusz Grudzień 15, 2012 o 19:01

“Efekt motyla” to tytuł anegdoty, która mówi, że trzepot skrzydeł
motyla w USA w stanie Ohio może po trzech dniach wywołać burzę
w Teksasie.”………….tak zaczyna się książka Kamila Cebulskiego.

Nie jestem w pełni zadowolony ze swojego życia ,więc zapragnąłem wywołać „burzę” w swoim życiu i zacząłem „trzepotać skrzydłami” .Dzięki temu „trzepotaniu” trafiłem na ten blog Michała o oszczędzaniu,który czytam od deski do deski,a porady tu zawarte zmieniają moje życie.
Michał jesteś dla mnie przykładem do naśladowania i możesz być pewien ,że bardzo mnie inspirujesz do pracy nad sobą……i zapewne nie tylko mnie.

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 16, 2012 o 22:29

Hej Janusz,

Dziękuję i cieszę się niezmiernie, że nie dość, że Cię inspiruję, to jeszcze zdecydowałeś się to napisać. A Ty mnie motywujesz i chcę by tak to trwało :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Monika Grudzień 15, 2012 o 20:11

kilka miesięcy temu wykonałam ćwiczenie, polegające na sięgnięciu ręką za siebie, najdalej jak można, a następnie zrobieniu tego samego w wyobraźni tylko dalej i dalej. Na koniec trzeba było ponownie powtórzyć ćwiczenie w realu i spróbować sięgnąć tak daleko jak daleko sięgnęło się w wyobraźni. Udało się. Powtórzyłam to kilka razy i zawsze się udawało. I choć było to bardzo inspirujące i motywujące, we wnętrzu czaiła się niepewność – może to tylko manipulacja. Mimo, że dzięki prostemu ćwiczeniu mogłam się przekonać, że cokolwiek wymyślę i w to uwierzę, to mogę to osiągnąć, jednak nie było to takie „prawdziwe doświadczenie”. Jak Twoje. Dzięki Twojej historii zyskałam kolejny argument za tym, że tak jest. Pozdrawiam i życzę osiągnięcia wszystkiego, co tylko zechcesz. Tylko pamiętaj, żebyś nie chciał zbyt mało :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 16, 2012 o 22:30

Moniko,

Marzę o prostych rzeczach, ale trudnych do osiągnięcia. Ale wiem, że dam radę. Dziękuję Ci za wsparcie :)

Odpowiedz

ewelinaa Grudzień 15, 2012 o 21:16

Ech…przeczytałam jak każdy Twój wpis od deski do deski…i czytając go..odczuwałam tym samym emocje , które zapewne Tobą targały. Ciesze się że odnalazłeś siły , aby wstać i działac, a nie tylko postawić wszytsko na straconej pozycji i zatracać się w swoim zamartwianiu. Generalnie podziwam siłe i determinacje..nie wiem czy mnie akurat było na to stać. Czasem z perspektywy czasu, dochodzimy do wniosku, że nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny. Każdy upadek sprawia że stajemy się silniejsi. Kto wie, czy jakby do tego nie doszło, teraz w tym czasie byłbyś zupełnie innym człowiekiem, tak jak piszesz – typowym karierowiczem nastawionym tylko na profity. Twój wpis – osiągnął rezultat – dał mi małego kopa do działania. Tak to JA mam w sobie wewnętrznego lenia o którym piszesz, czasem mam słomiany zapał , ponieważ chce coś zrobić ale jednocześnie nic nie robie w danym kierunku. A potem się zniechęcam, jakbym oczekiwała że bez jakiekolkolwiek wysiłku osiągne swój cel. A przede wszystkim – również JA mam ograniczenia, kóre są tylko i wyłącznie w mojej głowie (jakie pozostawię dla siebie :) Rónież uwielbiam książkę Timothego Ferrissa ” 4 godzinny tydzień pracy”. Właśnie jestem w trakcie ponownego czytania jej, (najbardziej lubię opowieść o rybaku i amerykańskim biznesmenie :) nawet sobie ją zaznaczyłam. Po części bardzo się z nią zgadzam, gonimy ciągle za czymś, chcemy więcej, bierzemy kredyty, a potem harujemy żeby było na spłate , zaniedbujemy rodzine, nie widzimy pierwszego kroku dziecka, nie słyszymy pierwszych słów, nie potrafimy się cieszyć najmniejszymi rzeczami. Od pon- do pt, czasem i sobote , 8 h, a czasem wypada siedziec dłużej – bo głupio wyjśc punkt 16ta. Wstajemy o świcie , przebijamy sie przez korki, czasem chorzy przychodzimy do pracy – bo kto nas zastąpi… a iść na L4? jeszcze podpadniemy. Tracimy tyle czasu, za marne ( zazwyczaj pieniądze) Polecam książkę, bo cenie ludzi z takim podejsciem jak Timm:) Przeczytałam również w komentarzach o książcee „Fastlane Milioner” – musze sie w nia zaopatrzyć :) Życzę Tobie Michał dużo zdrówka i dalszej mobilizacji w osiąganiu kolejnych celów. Mnie zainspirowałeś:) , jestem teraz w takim punkcie 0, ponieważ zwolniono mnie z pracy (zupełnie bez powodu..powód irracjonalny, po prostu kryzys i rynek samochodowy..szkoda że nie potrafią wypłacić odprawy, tylko zwalają powód wypowiedzenie na pracownika..) i nie wiem w jakim kierunku mam podążyć..pracowałam od kilku lat w księgowości, jednak nie czuję w 100% tego, nawet mnie to męczyło. Moze najwyzszy czas żeby cos zmienić..robic cos co nie absorbuje min 8 h dziennie..przeciez tak tez można – to jak ułożymy sobie dzień zależy od nas , nie musimy byc czyimś płatnym niewolnikiem! (nawiązując do ksiązki:) Najwazniejsze to małymi krokami dążyć do konkretnego celu, i nawiązując do artykułu – to My jesteśmy Panami swojego losu, wszystko się rozgrywa tylko i wyłącznie w naszych głowach- ograniczają nas tylko nasze wewnętrzne lęki i słabości. Dzięki za ten artykuł, jest bardzo inspirujący , Powodzenia!

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 16, 2012 o 22:43

Hej Ewelinaa,

Uwielbiam czytać Twoje komentarze. Dziękuję i za ten.

Przykro mi, że straciłaś pracę. Pewnie sytuacja nie wygląda u Ciebie różowo, ale widzę, że jesteś nastawiona na działanie. Zdradzę Ci od czego zaczynał Pat Flynn, na którego tak często się powołuję: był architektem i kochał swoją pracę, ale… został zwolniony. Po początkowym zagubieniu stwierdził, że będzie zarabiał w Internecie. W pierwszej kolejności podzielił się swoją wiedzą tworząc poradnik o tym, jak przygotować się i zdać egzamin z czegoś tam :). I sprzedawał go jako e-book. Podsumowując: dzisiaj jest tu gdzie jest. Jest niewątpliwym autorytetem, który przekuł swoją wiedzę i umiejętność pisania i zjednywania sobie ludzi, na biznes dający mu pół miliona dolarów rocznie. Nieosiągalne? Tak – nieosiągalne dla tych, którzy myślą, że jest to nieosiągalne.

Zacznij od podstaw: co masz, co lubisz, czego nienawidzisz. Na tych podstawach można budować przekaz. Przeanalizuj blog Pata. On mówi wręcz tak: „jeśli lubisz, np. skarpetki zwinięte w kulkę i myślisz, że jesteś jedyną osobą na świecie o takim hobby, to się grubo mylisz – takich jak Ty jest wielu tylko nie potraficie do siebie dotrzeć”. Internet daje szansę dotarcia. Google Ci w tym pomoże. Trzeba tylko zacząć tworzyć treści i uczyć się od tych, którzy już umieją wypromować je w Internecie.

Ja tylko piszę :) A Czytelnicy nie wiem skąd się biorą (ej no po prostu Was uwielbiam:)). Dasz kawałek siebie – znajdą się chętni by Cię wesprzeć. Wykorzystaj dobrze czas, który Ci dano i próbuj.

Trzymam za Ciebie kciuki i też życzę powodzenia. Oby ten moment był początkiem czegoś wspaniałego w Twoim życiu!

Odpowiedz

szacunek Grudzień 15, 2012 o 22:32

Napiszę krótko: SZACUNEK! Za co? To już napisali inni powyżej. To co mnie osobiście ujęło najbardziej w tym wpisie i całej historii, to kolejność podziękowań na transparencie! Pat pomógł Ci bardzo, ale najbardziej pomógł Ten, który był na pierwszym miejscu listy podziękowań! Budujące jest to że nie wstydzisz się o tym mówić, w dzisiejszych czasach to niestety rzadkość!

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 16, 2012 o 22:44

Hej Szacunek,

A nie wstydzę :) Dziękuję i Bóg z Tobą :)

Odpowiedz

Michał Grudzień 15, 2012 o 22:41

Każdy Twój wpis motywuje mnie do działania.
Dałeś mi bardzo wiele wskazówek jak lepiej żyć. Twój blog wywołuje we mnie same pozytywne odczucia, wiele mnie nauczył, choć przyznaję, że na spisywanie wydatków i analize w Microsoft Money mam wiele wymówek 😉

Od października biegam, w maju mam nadzieję na mój pierwszy maraton.

Myślę, że jeśli jeszcze zaczniesz nagrywać podcasty to będziesz dla mnie jak Pat Flynn dla Ciebie :)

Dzięki za wszystko Michał !!!

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 16, 2012 o 22:47

Hej Michał,

Dzięki! A co do podcastów, to mikrofon już czeka na biurku. Miałem podcast zainaugurować właśnie z tą historią, ale… kaszlę i pociągam nosem. Jakość głosu byłaby żenująca i nie spełniająca moich oczekiwań :) Dlatego zostawiam to sobie na okazję po pozbyciu się choroby.

Do usłyszenia już za niedługo (mam nadzieję) :)

Odpowiedz

Mateusz Styś Grudzień 15, 2012 o 22:52

Michał, wielka inspiracja i motywacja. Dzięki i szacunek dla Ciebie ! Przy okazji zobacz w jakich okolicznościach znalazł się Twój wpis: https://lh5.googleusercontent.com/-Fkb2tssz0f8/UMzsnXniyAI/AAAAAAAABQo/-D80STOZ5MQ/s700/kindle-yerba.jpg 😉

Pozdrawiam !

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 16, 2012 o 22:50

Hej Mateusz,

Świetne zdjęcie. Pełny chill-out :) I widzę również mój artykuł na Kindle Paperwhite. Szczerze mówiąc zastanawiałem się, czy nie poprosić Św. Mikołaja o ten prezent, ale słabo to koresponduje z moją polityką oszczędzania :) Cena w UK dramatyczna w porównaniu z tą z USA, ale polskie ceny na Allegro jeszcze gorsze.

A swoją drogą bardzo ładny ten Twój blog :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Mateusz Styś Grudzień 17, 2012 o 20:46

Michał, z moją polityką też to słabo korespondowało, ale czasem robię wyjątki. I nie muszę chyba mówić, że nie mam ani trochę poczucia winy 😉

Także jeśli będziesz miał okazję to zdecydowanie polecam. Myślę, że w pierwszej połowie nowego roku będzie można zamawiać do PL.

Jeszcze raz gratulacje i wszystkiego dobrego !

Pozdrawiam

Odpowiedz

vp9 Grudzień 16, 2012 o 09:24

Czy muszę mówić, że jest to bardzo inspirujący wpis, pokazujący, że nie ma spraw niemożliwych? I chyba w tym momencie tego potrzebowałem. W sferze osobistej, bo finansowej krok po kroku zmierzam w stronę realizacji swojego planu.
Pozdrawiam i życzę ukończenia jeszcze wielu maratonów :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 16, 2012 o 22:52

Hej Vp9,

Dobrze wiedzieć, że trafiłem w moment Twojego zapotrzebowania. Dziękuję za życzenia. Teraz marzy mi się korona maratonów polskich (5 maratonów w dwa lata). Sam się zadziwiam, że głośno to powiedziałem :)

Powodzenia (i w sferze osobistej i finansowej)!

Odpowiedz

Marcin Grudzień 16, 2012 o 11:04

od strony technicznej bardzo ładnie zespolone złamanie :) Domyślam się, że w Carolinie Tobie to zrobili. Dużo szczęścia miałeś, że nie było złamania przezstawowego bo raczej bieganie byłoby znacznie trudniejsze.
Pozdrowienia

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 16, 2012 o 22:59

Hej Marcin,

Potwierdzam, że Carolina. Operowałem się u doktora Mioduszewskiego, który w tej chwili ma już własną klinikę.

Miałem bardzo, bardzo, bardzo dużo szczęścia. Poczynając od tego, że karku nie skręciłem, a kończąc na pomyślnym zbiegu wszystkich okoliczności łącznie z szansą operowania się właśnie u dr Mioduszewskiego i to w terminie dosyć napiętym ze względu na liczne złamania na późny w tym roku śnieg i intensywne oblodzenie chodników w Warszawie :) Do końca nie było wiadomo jak jest z powierzchniami stawowymi. Zdjęcia z operacji do dzisiaj mnie wstrząsają (mam bo uprosiłem). Niesamowite puzzle mieli tam do poskładania. Rentgen wygląda bardzo niewinnie. Trójwymiarowa tomografia przedoperacyjna – to był dopiero widok…

No ale nie zanudzam już. Szczęścia i pomocy Opatrzności było w tym dużo. A reszta to dzieło rehabilitantek – Renaty i „Czarnej” :)

Pozdrawiam serdecznie :)

Odpowiedz

Marcin Grudzień 17, 2012 o 19:27

fajnie oglądać takie wyniki operacyjne bo to naprawdę daje wiarę w to co się robi :) A jeżeli jeszcze pacjent dodatkowo jest zmotywowany do powrotu do zdrowia to tak naprawdę prawie zawsze ma się wyniki dobre lub bardzo dobre.

Odpowiedz

Pawel Grudzień 16, 2012 o 17:56

Hej Michale

Twoja historia jest rewelacyjna.Gratujuje niezlomosciu ducha, charakteru oraz niesamowitej motywacji . Życze kolejnych podobnych sukcesow w inwesowaniu. Cisze sie ze moglem osobiscie Cie poznac . Do zobaczenia na nastepnym zjezdzie absolwentow. Pozdrawiam

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 18, 2012 o 00:24

Dzięki Pawle,

Do zobaczenia w połowie lutego :)

Odpowiedz

jacuncao Grudzień 16, 2012 o 20:33

Czekałem na ten wpis, bo i tematyka jest mi dość bliska. Michał, mógłbyś napisać, według jakiego planu przygotowałeś się do maratonu w 3 miesiące?! To mnie szczerze mówiąc najbardziej zaskoczyło w tej historii, bo trochę wcześniej już zdradziłeś. Co mogę powiedzieć… biegaj dalej, z korzyścią dla swojego samopoczucia i zdrowia!

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 16, 2012 o 22:26

Hej Jacuncao,

Tobie już wysłałem e-mail z Excelem z moim programem treningowym więc napiszę dla pozostałych Czytelników:

Układałem intensywny program treningowy według Skarżyńskiego na cel na poniżej 5 godzin. A że szykowałem się już w 2009 do maratonu (i też układałem program treningowy), to potrafię je sobie ułożyć.

Program był na 4 miesiące a nie na 3 (maraton był pod koniec września a treningi zacząłem na początku czerwca). I rzeczywiście był dosyć intensywny bo program liczący normalnie 27 tygodni skróciłem do 17 tygodni. No ale jak widać na moim przykładzie – udało się. I to grubo poniżej 5 godzin :)

Jeśli ktoś chciałby otrzymać taki program treningowy, to proszę o kontakt przez stronę „Kontakt” :)

Pozdrawiam niedzielnie z nieustającym kaszlem… :-(

Odpowiedz

Tomasz T Grudzień 17, 2012 o 06:27

Cześć Michał,

Bardzo osobisty i interesujący wpis „popełiłeś” :-). Jestem pod wrażeniem, że jeszcze ktoś ma odwagę napisać, że dziękuje za coś Bogu, liczy na pomoc Opatrzności – tak trzymaj.
Motywujesz ludzi do działania nie tylko w sferze finansowo-oszczęsnościowej.
Życzę Ci wytrwałości i powodzenia – inspiruj innych.

Pozdrawiam.
p.s.1 mój pierwszy komentarz (mam nadzieję, że nie ostatni – dałeś dobey motywator w postaci wpisu). Jednak blog czytam od września i pisałem do Ciebia via e-mail.
p.s.2 czy mógłbym prosić o plan treningowy? Ja na 32 uodziny powiedziałem sobie, że do 40 to chciałbym właśnie przebic maraton i mieć własną firmę/być niezależnym finansowo. Jak na razie zrobiłem pierwszy krok bo mam cel zapisany :-) i perspektywa czasowa jest jeszcze 5 letnia ;-).
z góry dziękuję

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 18, 2012 o 00:29

Cześć Tomasz T,

Ależ odczuwam satysfakcję jak widzę Czytelników wychodzących z ukrycia – i to dodatkowo takich „weteranów” jak Ty. Kwartał czytałeś zanim pierwszy raz skomentowałeś. Dziękuję, że to zrobiłeś i dziękuję za wsparcie :)

Arkusz z planem treningów wysłałem Ci już na maila.

Pozdrawiam gorąco!

Odpowiedz

Grzesiek J. Grudzień 17, 2012 o 10:17

Takich „cichych” bohaterów jak Michał jest na świecie dużo. Człowiekowi się ciepło na sercu robi, kiedy takiego zauważy, szczególnie w czasach, gdy w mediach przede wszystkim mówi się o negatywnych sensacjach. Przykre to, bo ludziom na pewno żyłoby się lepiej i więcej by się im chciało, gdyby poznawali takie historie jak ta tutaj.

Michał: gratuluję „biografii” i artykułu! :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 18, 2012 o 00:34

Hej Grzesiek,

Dziękuję za dobre słowa i jednocześnie nawiążę do tego co napisałeś o „negatywnych sensacjach w mediach”: brak czasu oraz miałkość materiału informacyjnego w TV, były głównymi powodami dla których zdecydowałem się przestać oglądać telewizję (po powrocie z lipcowego urlopu). I powiem Ci, że czuję się z tym absolutnie świetnie. Dużo więcej czytam i jednocześnie nie zaśmiecam głowy tym bełkotem. Jeszcze muszę się tylko oduczyć zbyt częstego wchodzenia na http://gazeta.pl i będzie całkiem dobrze :)

Pozdrawiam :)

Odpowiedz

Betty Grudzień 17, 2012 o 11:46

Gratuluję, podziwiam i zazdroszczę wytrwałości. Spotkała mnie całkiem podobna przygoda życiowa, choć w wersji lajt. Gdy byłam karmiącą matką 3 miesięcznego niemowlęcia, doznałam skomplikowanego przezstawowego złamania jednej nogi. To było wszystko nader trudne, ale w końcu mnie zoperowano, potem znów i po roku było całkiem dobrze. Po kilku latach przeszłam na piechotę całą Hiszpanię. Ale teraz strasznie się zaniedbałam, a zawsze chciałam przejść maraton pieszy, czyli 100 km w 24 godziny. Mam nadzieję, że Twój dobry przykład mnie zmotywuje. Wytrwałość to klucz do wszelkich sukcesów. Pozdrowienia.

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 18, 2012 o 00:36

Hej Betty,

Piękny wyczyn z tą Hiszpanią. Próbowałem to sobie wyobrazić i staje mi przed oczami podróż autem, która trwała i trwała… a co dopiero mówić o „na piechotę” :) Ale jak widać nie ma rzeczy niemożliwych. Trzymam kciuki za Twój 24-godzinny maraton!

Odpowiedz

Magdalena Grudzień 18, 2012 o 11:44

Michał,
bardzo czekałam na ten wpis i nie zawiodłam się. Ten wpis jest cudownie Bożonarodzeniowy – daje nadzieję, wiarę i inspirację do pracy…nad sobą 😉

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 19, 2012 o 23:59

Hej Magdo,

Jakże to miło nie zawieść oczekiwań :) Dziękuję i życzę Ci spokojnych Świąt :)

Odpowiedz

elkocyk Grudzień 18, 2012 o 11:53

Betty
100 km w 24 h nie wymaga zadnych przygotowan, wiem, bo sam przeszedlem dwa razy, w tym raz z kolezanka, tak po prostu z marszu, zero treningow
moj najlepszy czas to cos okolo 22h
Jedyne co, to trzeba miec kogos kto idzie z Toba i nawzajem sie motywujecie, do tego dobrze sie podczepic po 80 km do kogos, kto ma wiecej sil:)
Michale – bardzo dobry wpis
W 2013 tez mam w planach maraton, interesuje mnie czas ok 3.5h i ponizej, wiec na razie sie wstrzymywalem ze startem, choc moze bylo to pewnego rodzaju odsuwanie tego biegu w czasie:)
za to polecam bardzo ten bieg http://www.trailcotedopale.com/
wersje 31 km robilem w tym roku, widoki piekne, choc trasa ciezka jak diabli

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 20, 2012 o 00:00

Hej Elkocyk,

Ty to twardziel jesteś :) Ja pamiętam z akademickich czasów pielgrzymki i pamiętam też, że przemaszerowanie 30 km było wystarczająco męczące :) Bieg, który zaproponowałeś, wygląda na zdjęciach przecudnie. Gratulacje!

Pozdrawiam :)

Odpowiedz

elkocyk Grudzień 20, 2012 o 08:23

Michal
jak pisalem, kondycja fizyczna ma nic do tego czy ktos przejdzie te 100 km czy nie, liczy sie jedynie nastawienie psychiczne i dobry kompan:)
na bieg zapraszam, my mieszkamy w Brukseli, wiec blisko tego miejsca a nocleg zawsze sie znajdzie:)

Odpowiedz

adi Grudzień 19, 2012 o 09:50

czesc Michał,
to jest moj pierwszy wpis na jakimkolwiek blogu (chyba ze nie pamietam) i robie to, zeby przekazac Ci moj wielki szacunek i podziw (chociaz nienawidzę kadzic ludziom)
Okolo rok temu, dostalem od znajomego ksiazkę „Biedny ojciec, bogaty ojciec” Kiyosaki”, ktora zmienila moje zycie.
Czytajac Twoj blog, czuje, ze on tez wywarl jakis wplyw na Ciebie :)
Popelniłem mnostwo błędów finansowych z ktorych teraz sie wygrzebuje. Tak jak mowisz, nasza inteligencja finansowa jest na poziomie zerowym, ale nasze dzieci juz będą troche mądrzejsze :)
DZiekuje Ci za wszystkie dobre rady. Będę sledził Twoj blog i oczekiwał nowych pomyslow.
Bede tez sie dzielił z Tobą i innymi moimi doświadczeniami.
Mam mnostwo pytan i wątpliwości, ale będę pisał częsciej :)

Wesołych Swiąt

Adi

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 20, 2012 o 00:04

Hej Adi,

Bardzo Ci dziękuję, że uhonorowałeś mnie swoim pierwszym komentarzem. Zmarszczki mi sie zrobią od uśmiechania się od ucha do ucha po lekturze takich komentarzy jak Twój :)

Przykro mi słyszeć o Twoich problemach finansowych, ale najważniejsze, to wyciągać z nich naukę na przyszłość. Pieniądze są i pieniędzy nie ma. Mają jednak tą cudowną cechę, że nawet jak znikną, to można je na nowo wygenerować :) Skoro masz dużo pytań i wątpliwości, to zapraszam Cię także do kontaktu prywatnego poprzez stronę „Kontakt”. Śmiało pisz – może uda mi się w czymś dopomóc.

Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za rychłe wyjście „na prostą” :)

Odpowiedz

Lech Grudzień 19, 2012 o 10:17

Michał,
niesamowita historia, co prawda już jakiś czas temu czytałem po angielsku, ale nadal robi wrażenie. Rzeczywiście dobry motywator przed świętami :)
Pozdrawiam serdecznie :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 20, 2012 o 00:05

Hej Lechu,

Dziękuję. I absolutnie świetne jest to Twoje zdjęcie :)

Odpowiedz

Michał Grudzień 19, 2012 o 13:54

Michale,

Bardzo fajny wpis. Dziękuję! Trzymam go otwarty w przeglądarce w ostatnich dniach i zaglądam do niego od czasu do czasu. Dobry motywator :-). Zmotywowałeś mnie do biegania (a konkretnie do tego, by nie przestać biegać mimo że zima dookoła a i kondycja fizyczna marna :-)). Tak więc choć mróz trzaska i śnieg sypie – zakładam buty i idę pobiegać.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 20, 2012 o 00:09

Michale,

Gratuluję samomotywacji! Pogoda rzeczywiście niesprzyjająca, ale cieszę się, że pokonujesz sam siebie :)

Miłego biegania i może do spotkania kiedyś gdzieś na trasie…

Odpowiedz

MAN39 Grudzień 19, 2012 o 23:13

Dziękuję Ci Michale za ten blog. Jeśli będę miał pomysły w zakresie oszczędzania to podzielę się z Tobą i Twoimi Czytelnikami. Jesteś super. Życzę Tobie i Twojej Rodzinie Wesołych Świąt!

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 20, 2012 o 00:12

Hej MAN39,

Witam Cię na blogu (to chyba Twój pierwszy komentarz, prawda?), dziękuję za życzenia i mocno zachęcam do dzielenia się pomysłami. Wszyscy możemy się od siebie czegoś nauczyć i wierzę, że rozmowa to najlepszy sposób wymiany doświadczeń.

Pozdrawiam! :)

Odpowiedz

my-name Grudzień 20, 2012 o 19:14

Witam.
Odpuściłem sobie czytanie angielskiej wersji w oczekiwaniu na polską, rozbudowaną – i było warto. Wygląda na to że wypadek był „przydatny” bo dzięki niemu mamy ten blog.
Przy okazji dziękuje za dwukrotne podesłanie arkusza z kalkulacją na prawdziwe mieszkanie. W moich wyliczeniach miałem inne podejście i stąd finansowo nic nie pasowało.

Odpowiedz

Pietia Grudzień 22, 2012 o 08:31

„Bo wszystko jest po coś…” twoja histora pomoże uświadomić ludziom że najważniejsze jest się nie podawać i walczyć z przeciwnościami i jak ważna jest rehabilitacjia i nie trzeba jej zaniedbywać a słowa „Bo wszystko jest po coś…” to tytuł książki (wywiadu) z Krzysztofem Ziemicem dzienikarzem który też przeżył w życiu wypadek i też się nie podał Pozdrawiam Pietia

Odpowiedz

Jakub Bierzyna Grudzień 22, 2012 o 14:33

Witam,

Czytając tego bloga, a w szczególności ten wpis nieodparcie kojarzy mi się z tym tekstem który niedawno przeczytałem:
http://www.vice.com/pl/read/blogerem-byc

Pozdrawiam,
JB

Odpowiedz

Jarek Grudzień 23, 2012 o 23:42

Dzięki za ten tekst. Przeczytałem cały bez chwili znudzenia. Rewelacja.

Odpowiedz

Karol Grudzień 25, 2012 o 20:45

Oczywiście podziwiam autora bloga, ale radziłbym zwolnić życiowe tempo. Dostrzegam nadmierne szarpanie się i gonienie za mityczna marchewka. Czasem bardziej warto odpuścić niż trzasnac w mlodym wieku na zawał czy coś podobnego. Pozdrawiam

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 27, 2012 o 18:33

Hej Karol,

Witam Cię na blogu i dziękuję za komentarz. Co do „szarpania się” – planuję zwolnić :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Ann Grudzień 27, 2012 o 08:47

Gratuluję i dziękuję za szczerość z jaką dzielisz się doświadczeniem i wiedzą. Zaglądam tu od paru miesięcy. Widzę, że Twoja historia i przesłanie najłatwiej przemawia do podobnych do Ciebie: biegaczy i innych uprawiających sport, blogerów, wierzących, dzielących Twoje doświadczenie utraty zdrowia czy szukających pracy i sposobu na życie.
Różni nas bardzo wiele, ale doceniam Twój inspirujący przykład w różnych aspektach: motywacja, techniczne i strategiczne sposoby na oszczędzanie, blogowanie, pasywne zarabianie.
Trafiasz do mnie pomimo znaczących różnic i za to też dostajesz gratulacje.
Na nadchodzący 2013: tak trzymaj!

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 27, 2012 o 18:51

Hej Ann,

Dziękuję Ci bardzo za komentarz, gratulacje i słowa wsparcia – pomimo znaczących różnic :) I bardzo się cieszę, że do Ciebie trafiam, pomimo tych różnic o których piszesz.

Tobie również życzę wszystkiego co najlepsze na Nowy Rok, radości z gonienia marzeń i dobrych ludzi wokół Ciebie :)

Odpowiedz

kaya Grudzień 27, 2012 o 22:15

Witaj Michale,
swietny wpis! mialam mialam pododna historie tylko z moim kolanem (narty) ,uziemilo mnie na jakies 6miesiecy(12 lat temu)mocno komplikujac mi zycie ,od tego czasu bardzo przeorganizowalam swoje finansowe podejscie do zycia(przychod pasywny,zabezpieczenie finansowe) . powinnam sie zoperowac ponownie ale to skutecznie odwlekam(rehabilitacja,brak mobilnosci finanse…itd ) a raczej odwlekalam do momentu przeczytania Twojego wpisu, ale doszlam do wniosku ze to tylko moja wymowka! Decyzja zapadla , pora dzialac by znow cieszyc sie zyciem(konie ,snowboard,piesze podejscie do miasta Inkow-wszystko odstawione bez deadline do teraz… Mam juz termin operacji , nie ma co dluzej rezygnowac z tego co nas cieszy!
pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 28, 2012 o 23:10

Hej Kaya,

Dziękuję Ci za Twój komentarz i tak entuzjastyczne słowa uznania :) Trzymam kciuki za Twoją operację i kibicuję we wszystkich Twoich planach. Powodzenia!

Odpowiedz

Marek Styczeń 2, 2013 o 22:11

Michał

ide wyrzucic te pieprzone smieci :) ciesze sie ze Twoja historia zakonczyła szczesliwie (poskladałes sie / osiągnałes cel – maraton). miałem stracha w trakcie lektury ze mogło zakonczyc sie gorzej.
Spotkalismy sie raz, albo dwa – biznesowo. Ty dostawcą – ja u „poczatkującego operatora” – wtedy na pileckiego
zaciekawiłes mnie swoim podejsciem do prowadzenia bloga, podchodzenia do wyzwan, bede tu czesciej , dziękuje Ci

pozdrawiam, Marek

Odpowiedz

Michał Szafrański Styczeń 3, 2013 o 00:59

Cześć Marek,

Cieszę się, że do mnie trafiłeś i że blog Ci się podoba. Życzę powodzenia w stawianiu sobie wyzwań i ich osiąganiu – zwłaszcza na początku roku :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Darek Styczeń 3, 2013 o 19:41

Dziękuję. Wyrzuciłem śmieci :-)

Odpowiedz

Ewelina Styczeń 3, 2013 o 21:01

Dziękuję Ci za to, co napisałeś. Niesamowity proces zdrowienia, zmagania z sobą i pracy nad własną słabością. I ta motywacja – chcę coś robić dla innych. Podziwam szczerość w dzieleniu się pomysłami w zdobywaniu pieniędzy. Pozdrawiam Ciebie i Twoją rodzinkę.

E.

Odpowiedz

Michał Szafrański Styczeń 4, 2013 o 00:42

Hej Ewelino,

Bardzo, bardzo Ci dziękuję :) I również pozdrawiam od mojej Rodzinki :)

Odpowiedz

Sylwia Styczeń 6, 2013 o 10:47

Cześć Michał, jestem drugi raz na Twoim blogu. Jak tu trafiłam nie mam pojęcia. Pewnie jakieś kwestie dotyczące finansów. Ten Twój wpis znalazłam dzisiaj… i to nie przypadek! :) Dziś jest chyba święto „Trzech Króli”. A właśnie do tego dnia, jak powiedział J. Santorski, trwa „halucynacja noworoczna”, potocznie zwana „postanowieniem noworocznym” – COŚ ZMIENIĆ! Czyli dziś jest ostatni dzwonek dla wszystkich, aby tę halucynację zamienić w działanie i rzeczywiście coś zrobić. Zrobić pierwszy krok – wyrzucić śmieci (to bardzo symboliczne ;), zrobić plan, zweryfikować stan rzeczy i umysłu, itd. itd.

Bardzo podoba mi się Twoja życiowa postawa i gratuluję Ci zwycięstwa – nad własną słabością i nad materią wokół. Czuję się zachęcona i wsparta. Myślę też, że nie przypadkowo „przypominasz” mi o łączeniu biegu fizycznego z biegiem myśli. Tak właśnie zrobiłam (w ramach pierwszego kroku). Mam już trasę biegową (na razie bieżnia w klubie fitness :) ), słuchawki (więc również zapoznam się z Patem, choć kocham muzykę) i strój stosowny. I mam cel materialny – kupić mieszkanie. Już wiem gdzie i wiem jakie i nawet umówiłam się wstępnie z developerem. Dostałam od niego plany, które dzisiaj zamierzam sobie „wizualizować” również na miejscu inwestycji. Ale…. stanę przed górą, gdy krokiem kolejnym będą wkłady, wpłaty, czy raty. I bardzo chciałabym wtedy tę górę pokonać! :)

Poczytam dalej Twój blog, skorzystam ze wskazówek (ktoś tu dziękował za arkusz kalkulacji na mieszkanie, czy ja również mogłabym taki dostać?) i zabieram się do roboty :)

dziękuję, pozdrawiam i życzę w Nowym Roku wszystkiego co najlepsze Bóg stworzył dla człowieka

Odpowiedz

Daisy Styczeń 25, 2013 o 23:19

Michale,
muszę przyznać, że pierwszy raz zdarzyło mi się poryczeć, czytając blog o finansach. Podziwiam Cię, a jednocześnie zastanawiam, czy istniejesz naprawdę. Jesteś wyjątkowym człowiekiem – inspirującym, mądrym i dobrym. Piszesz ciekawie i widać, że to, co robisz, jest Twoją pasją.
Ja od jakiegoś czasu bardzo martwię się o pieniądze, bo straciłam pracę i stały dochód. To wszystko mnie osłabia i sprawia, że nic mnie nie cieszy, na nic nie mam siły… Ale czytając Twoje słowa pomyślałam, że może jeszcze wyjdę na prostą. Dziękuję!

Odpowiedz

Sylwia C. Luty 4, 2013 o 20:49

Witam.
Na bloga trafiłam wczoraj zupełnie przypadkiem szukając artykułów na temat kupowania mieszkań pod wynajem. Od dawna mam taki pomysł, ale nie mam kapitału a wiedzy tylko trochę.
Tak czy siak artykuły o wynajmie przeczytałam, po czym postanowiłam zagłębić się w tego bloga, bo potrzebuję pozytywnej energii. Aktualnie nie mam pracy, a i przyszłość jest niepewna, chociaż uważam, ze i tak nie jest źle.

Tak czy siak dzięki i idę czytać dalej!
Pozdrowienia!

Odpowiedz

Michał Szafrański Luty 4, 2013 o 23:10

Hej Sylwio,

Witam Cię serdecznie na blogu :) Pozytywne nastawienie jest najważniejsze. Życzę Ci miłej lektury bloga.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Marek Nowakowski Luty 9, 2013 o 09:40

Siemanko, dzięki za zarąbisty, bardzo motywujący text! Widzieliśmy się kiedyś w Browar De Brazil (czy jakoś tak) i mam nadzieję że spotkamy się znowu na zjeździe u Piotra. Śmieci nie wyniosłem bo nieekonomicznie wyrzucać prawie pusty worek, ale trochu naczyń pozmywałem, niech się Baba cieszy 😉
Pozdro & jeszcze raz dzięki.

Odpowiedz

Joanna Luty 19, 2013 o 10:30

Wspaniałe zdanie :) „Jest gigantyczna różnica pomiędzy tymi, którzy myślą, że mogą coś osiągnąć, a tymi, którzy coś osiągają.” Małymi kroczkami staram się wdrażać swoje pomysły i realizować plany. Zwłaszcza jak czytam o takich pozytywnych przykładach jak Ty.

Odpowiedz

Michał Szafrański Luty 19, 2013 o 22:44

Dziękuję Joanno. Życzę Ci powodzenia w realizacji Twoich planów :)

Odpowiedz

Iwbla Luty 25, 2013 o 18:03

Michał, dziękuję Ci za ten artykuł – bardzo wiele w nim „oczywistych prawd”, o których w naszym zakręconym i pędzącym świecie zapominamy. Warto o nich przypominać :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Luty 26, 2013 o 00:36

Hej Lwbla,

Dziękuję i na zdrowie! :)

Odpowiedz

Paweł Marzec 16, 2013 o 12:08

Przeczytałem cały artykuł. Masz fajny styl, który nawet przy długich tekstach nie powoduje znudzenia. Przeczytałem już kilka twoich wpisów, wszystkie mi się podobały. Bije z nich twoja pewność siebie i pozytywne nastawienie do świata.
Ogromnie cieszę się z twojego sukcesu i życzę powodzenia w dalszej drodze.

Odpowiedz

Sebastian Marzec 19, 2013 o 19:42

Na usta ciśnie się tylko jedno słowo – SZACUN. Również przebiegłem 34. MW – jestem w pełni zdrowy a i tak miałeś czas o 4 minuty lepszy!

Dodatkowo w lutym tego roku także na snowboardzie niefartownie wylądowałem przez co poważnie nadwyrężyłem kolano, w tej chwili niby tylko, ale ciągle pobolewa… właśnie mnie zmotywowałeś żeby jednak pójść z tym do lekarza!

Bardzo dobry blog, będę tu często wracał! Powodzenia w realizowaniu kolejnych marzeń!

Odpowiedz

Michał Szafrański Marzec 20, 2013 o 00:30

Hej Sebastian,

Bardzo Ci dziękuję i witam Cię na blogu :) Zdecydowanie zalecam wizytę u lekarza. Ja już na desce nie skaczę. Trauma została. I jak tylko usłyszę o czyichś problemach z nogami, to za każdym razem czuję mrowienie w moich… gdzieś to głęboko w głowie jednak siedzi.

Kuruj się i powodzenia w najbliższym maratonie!

Odpowiedz

Radek Kwiecień 5, 2013 o 21:06

Michał, Powiem Ci, że najpierw się wkurzyłem, bo trafiłem
tu z podkastu i w trakcie słuchania, dobrych kilku minut, kliknąlem
link do maratonu o którym właśnie mówiłeś i przerwałem tym samym
słuchania(sic!) i wczytała się ta właśnie strona. Nie odłsuchałem
drugi raz(jeszcze?), ale przeczytałem o Twoim maratonie i się
wzruszyłem podwójnie. Bo sam na 30. przebiegłem maraton i pamietam,
że płakałem na mecie ze szczęścia, ale dużo bardziej chyba, choć
nigdy nie podejrzewałem siebie, że o jakąś szczególną emapatię,
wzruszyłem się Twoim maratonem i gratuluję Ci siły, jaką masz w
sobie. Trafiłem na Twój blog, czytając inne blogi o
oszczędzaniu/inwestowaniu, kiedy byl organizowny konkurs Mennicy
Wrocławskiej. I powiem Ci, co być może wiesz?, że o Twoim blogu
świadczy liczba komentarzy pod postami. On żyje, dzieki Tobie i
temu jaki jesteś. Życzę Ci byś mógł przejść na „emeryturę” może już
w wieku 41 lat i biegać maratony regularnie:). Przy okazji tu
dopiszę komentarz do podcasta – początek koszmarny, zraził mnie,
gdzy trzy razy powtórzyłeś „pierszy”, a nie pierwszy, a potem było
już naprawdę bardzo dobrze. Jestem wyjątkowo wyczulony na mowę,
kiedyś nawet pracowłem w radio. I powiem Ci teraz, że może śmieci
już nie wyniosę, ale ściągnę Twój podcast i odsłucham go do końca,
bo jestem ciekawy, co jest dalej. I ciekaw jestem kolejnych
odcinków. A chcę zacząć biegać, więc czekam na kontynuacje- na
początek takie 20 min wystarczą;)

Odpowiedz

Michał Szafrański Kwiecień 6, 2013 o 16:49

Hej Radek,

Witam Cię na blogu i dziękuję za Twój płynący z głębi serca komentarz. To co piszesz jest dla mnie ważne i motywujące. To właśnie dla takich osób jak Ty tworzę ten blog i dzielę się swoimi doświadczeniami – pomimo, że czasami czuję, że nie jest to szczególnie popularne. I tym bardziej jestem Ci wdzięczny, że nie tylko trafia do Ciebie moja historia, ale jeszcze zdecydowałeś się mi o tym powiedzieć.

Co do „pierszy” – masz świętą rację. Ja staram się dbać o jakość słowa pisanego i mówionego, ale… nawet moja Żona wiecznie wytyka mi niedbałość mojej dykcji. Krzywy zgryz i często „połykam” niektóre głoski. W domu tępiony jestem chyba najbardziej za „sułam” zamiast „słucham” :)

Dobrze, że pokazujesz braki – spróbuję się poprawiać. Tak jak mówiłem na początku podcastu – służy on także temu by mój „warsztat”, w tym mówienie i publiczne występowanie, poprawiły się. Dzięki wielkie za konstruktywną krytykę :) i cieszę się, że pomimo tych kłujących w uszy monologów zdecydowany jesteś dalej słuchać podcastu.

Pozdrawiam serdecznie i życzę wytrwałości w postanowieniu wznowienia biegania!

Odpowiedz

Adrian Maj 11, 2013 o 20:57

Świetna historia. Teraz mam niestety dołek a dzięki Twojej historii poczułem przypływ pozytywnej energii. Przypominają mi się własne historie ‚od zera do bohatera’, których już kilka przeżyłem. Czas na kolejną:) Dzięki:)

PS. Przeczytałeś już „Pomysł do wynajęcia”?:)

Odpowiedz

Michał Szafrański Maj 12, 2013 o 17:44

Hej Adrian,

Super, że ta historia tak na Ciebie wpłynęła :) Kibicuję :)

„Pomysł do wynajęcia” już dawno przeczytany. Podobnie jak inne publikacje.

Pozdrawiam serdecznie!

Odpowiedz

Marta Maj 16, 2013 o 11:03

Działam :) dzieki za kolejny dowód na to, ze chcieć znaczy móc – teraz to dla mnie bardzo ważne! Ja rozpoczynam swoją przygodę z rowerem i życzę sobie takiej wytrwałosci o której Ty piszesz – dzięki za motywujące słowa.

Odpowiedz

ja Maj 25, 2013 o 10:09

Przeczytałam i to nawet dwa razy…. :) czemu ? bo dokładnie no może nie całkiem :)wiem co czułeś, myślałeś i przeżywałeś (miałam tylko jedną nogę w rozsypce :)).Dziś już także wiem jak bardzo cieszą małe rzeczy, jak nie doceniamy tego, że mamy możliwość wykonywania samodzielnie prostych czynności np. wejście pod prysznic :). Pech chciał, że pod koniec lutego się połamałam, operacaja, 1,5 miesiąca na łózku, dziś już chodzę bez kul – no można powiedzieć uczę się ciągle bo to wcale nie jest takie łatwe jak się okazuje – nasz mózg jest wielki :) i nie zawsze nas słucha.
Maraton hmmm nie muszę chce normalnie chodzić, móc pobiec, itd :)chce być znowu tą samą energiczną osobą bo jak narazie moje „ja” jest uwięzione w ciele, które nie pozwala mu być całkowicie sobą….
pozdrawiam

Odpowiedz

Michał Szafrański Maj 25, 2013 o 10:17

Hej Ja,

Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że już jesteś po operacji i zaczynasz chodzić. Życzę Ci powodzenia w rychłej rehabilitacji. I z doświadczenia Ci powiem, że po jakimś czasie po prostu się o tym zapomina. Ten sam mózg pomaga nam oczyścić pamięć :-)

Trzymaj się ciepło :) Gdybyś kiedyś miała ochotę zmierzyć się z bieganiem dłuższych dystansów, to chętnie podzielę się doświadczeniami.

Pozdrawiam serdecznie!

Odpowiedz

ja Maj 25, 2013 o 21:01

Hej,
Michale korzystając z Twojego doświadczenia :) zapytam jeszcze o jedno – wyciągać czy nie te wspaniałe metalowe elementy, które obydwoje mieliśmy zaszczyt przygarnąć do naszego ciała ? opinie lekarzy są bardzo różne więc chętnie poznam Twoją :)
dziekuję i pozdrawiam

maraton … może warto zacząć stawiac sobie inne cele niż praca, praca, praca :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Maj 25, 2013 o 21:11

Hej Ja,

Musisz skonsultować się z Twoim lekarzem :) Ja absolutnie nie jestem żadnym autorytetem w tej dziedzinie. U mnie było tak: od początku lekarz mówił, że będzie druga operacja po około roku, podczas której tytan z nóg zostanie wyciągnięty. Operacja była nawet wcześniej – po 10 miesiącach. Bardzo ładnie się zrastałem i rehabilitowałem :)

Ja miałem specyficzną sytuację. Tytan powodował ograniczony zakres ruchu i naprawdę mi przeszkadzał, np. miałem go od wewnętrznej strony kostek, co powodowało, że stuknięcie o coś (a zdarzało mi się) było dosyć bolesne 😉 Blachę było czuć przez skórę dosyć konkretnie. Z przyjemnością się tego wszystkiego pozbyłem z nóg i mam to teraz w pamiątkowej torebeczce…

Pozdrawiam ciepło :)

Odpowiedz

Daniel Maj 29, 2013 o 21:30

Witaj,

Przede wszystkim- gratuluje WIELKIEGO sukcesu! Jestem pełen podziwu… i dalej tak naprawdę nie wiem co mam napisać. Trafiłem na Twojego bloga już jakiś czas temu, przeczytałem kilka tematów, które mnie interesowały i zamknąłem przeglądarkę. Koniec historii…ale nie, tu było inaczej. Kolejnego dnia wróciłem, coś mnie zaciekawiło, zacząłem wracać. Czytałem kolejne różne tematy. W pracy, w domu. Zapisałem się do newsletter’a. W końcu trafiłem na ten właśnie temat. Dziś czytam go po raz X. Od lutego biegam. Czytam, biegam,czytam, biegam.
Stałeś się ważnym ” elementem ” mojego dnia. Wewnętrznym głosem, którego nikt nie zna, o którym nikt nie wie,a który tak wiele mi daje. Dziękuję.
Dziękuję również Twojej rodzinie, najbliższym, którzy wspierają Cię w tym co robisz.

Jeżeli znajdziesz czas, możesz odpowiedzieć tu… lub na maila – bardziej prywatnie.

Pozdrawiam

Daniel

Odpowiedz

Michał Szafrański Maj 29, 2013 o 23:44

Hej Daniel,

Cóż mogę powiedzieć – jestem zarówno wzruszony, jak i zaszczycony tym co czujesz. I jestem Ci wdzięczny, że zdecydowałeś się ze mną (i nie tylko ze mną) tym podzielić. Właśnie to co piszesz nadaje taką kompletność i sens temu co robię. To co piszesz jest ziszczeniem moich marzeń o tym, by pisząc i mówiąc mieć szansę realnie polepszać Wasze życie. Właśnie dajesz świadectwo, że to się dzieje i wiedz, że Ty również jesteś dla mnie wsparciem.

Życzę Ci powodzenia w realizacji wszystkich planów i śmiało zachęcam do kontaktu, gdybyś miał taką potrzebę :)

Pozdrawiam ciepło :-)

Odpowiedz

Aniatko Czerwiec 4, 2013 o 11:07

Przeczytałam całość. Poryczałam się. Zdałam sobie sprawę że muszę się wziąć za siebie i ogarnąć swoje życie i swoją rodzinę. Zdałam sobie też sprawę z tego, że mam za mało oszczędności na czarną godzinę 😉
Dziękuję :*

Odpowiedz

Michał Szafrański Czerwiec 4, 2013 o 22:17

Hej Aniątko,

Oczyszczające łzy – dobra rzecz :-) Działaj dziewczyno! Jeśli tylko mogę Ci jakoś moim pisaniem w tym pomóc – to będzie mi bardzo miło.

A przy okazji: bardzo fajne rękodzieła robisz. Kartki walentynkowe bardzo mi się podobały :)

Pozdrawiam serdecznie Ciebie z całą Rodziną

Odpowiedz

Bartłomiej Czerwiec 18, 2013 o 13:54

Cześć Michał,
świetna robota z tym blogiem. Serce widać w każdym zdaniu. Znam Twojego bloga już od dawna, ale przyznam się, że dopiero dzisiaj zacząłem go czytać. Zacząłem od Twojej historii i od razu taka myśl mi się nasunęła. Nie było by tego wszystkiego okraszonego tak wielką autentycznością, gdyby nie Twoja przygoda na snowboardzie. Mało tego Bóg poprzez to zdarzenie dał Ci szansę, a Ty ją wykorzystujesz w 100%. Ludzie potrzebują przewodników takiego formatu jak Ty. Dlatego już Ci teraz mogę napisać, że Twoje dalsze życie będzie wspaniałe poprzez szczere dzielenie się tym wszystkim co robisz, bo jak wiesz to wszystko wróci do Ciebie w innej potrzebnej Tobie i Twojej rodzinie formie i to w dwójnasób. Bardzo się cieszę kiedy mogę spotkać nawet via internet człowieka, który kocha i cieszy się swoim życiem tak jak Ty. Wytrwałości kolego:))

Bartek

Odpowiedz

Michał Szafrański Czerwiec 18, 2013 o 19:40

Hej Bartłomiej,

Serce rośnie jak czytam taki komentarz :) Dziękuję Ci bardzo, że chciało Ci się nie tylko to pomyśleć, ale także przelać te myśli „na papier”. Bardzo miło mi Cię słyszeć i powitać w gronie Czytelników. Obyś czuł się tu jak najlepiej :)

Dzięki i pozdrawiam!

Odpowiedz

Jarek Czerwiec 23, 2013 o 13:20

Wczoraj trafiłem na Twojego bloga, dzisiaj zacząłem czytać. Bardzo podoba mi się jak piszesz, chociaż „blogowe powtórzenia” sprawiają, że chcę je pominąć. Muszę nauczyć się go czytać, we właściwej kolejności (dzięki za instrukcję). Książkowe przyzwyczajenia robią swoje, ale podejrzewam, że to kwestia czasu.

Odpowiedz

Michał Szafrański Czerwiec 24, 2013 o 22:23

Hej Jarek,

Cieszę się bardzo, że blog Ci przypadł do gustu. Co do organizacji treści – masz całkowitą rację, że bloga czyta się inaczej niż książkę. Sam mam z tym czasami problemy :) Ale z drugiej strony – właście dzięki możliwości powiązania artykułów ze sobą – znacznie łatwiej jest nawigować po „okolicznych” tematach. Ufam, że mimo wszystko się w tym szybko odnajdziesz :) A jeśli nie… no to może będę musiał w końcu napisać książkę 😉

Pozdrawiam ciepło

Odpowiedz

Anka Czerwiec 29, 2013 o 22:04

niesamowicie motywująca historia – ja jestem gdzieś w środku mojej, własnej:)
dzięki za podzielenie się swoją energia :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Czerwiec 30, 2013 o 20:22

Hej Anka,

Cieszę się, że Ci się podobała. Życzę Ci powodzenia na Twojej drodze.

Pozdrawiam ciepło :)

Odpowiedz

Arecki Czerwiec 30, 2013 o 00:30

Panie Michale,

jeden mój komentarz już ok. godzinę temu się pojawił. Jest następny, bo nie może być inaczej :) Jest Pan, w zasadzie po lekturze wielu tekstów pozwolę sobie zmienić formę grzecznościową, jesteś wspaniałym i wielkim człowiekiem!!! Głębokie ukłony dla Ciebie! Jestem czasem chyba zbyt „miękki”, bo czytając tę historię mi się oko „spociło”, ale jest to niesamowita historia jak i niesamowity człowiek z Ciebie. Jestem zafascynowany Twoją osobą i osobowością! Jestem przekonany, że dzięki Tobie, Twemu blogowi dostarczę sobie duże pokłady pozytywnej energii! Ogromne dzięki za to co robisz!!!

Odpowiedz

Michał Szafrański Czerwiec 30, 2013 o 20:16

Hej Arecki,

Cieszę się, że samoistnie przeszedłeś na formę „per Ty” – znacznie lepiej się z nią czuję :) Dziękuję Ci za wszystkie dobre słowa. Wspaniale jest wiedzieć, że podoba Ci się i przydaje to co piszę. Super :)

Pozdrawiam serdecznie!

Odpowiedz

Twister Lipiec 13, 2013 o 11:35

Witam serdecznie!

Zaiste bardzo inspirujaca historia!
Wiem ze cytat „nawet najdluzsza podroz zaczyna sie od pierwszego kroku” jest bardzo oklepany ale pokazales ze wlasnie dokladnie tak jest w zyciu!
Mysle ze strategia malych krokow i podjecia dzialania teraz a nie jutro jest bardzo ale to bardzo pomocna! Niestety czesto tak ciezko to zrobic… tak wiec aby nie popelniac tego bledu – ide wyniesc smieci :)

Pozdrawiam i zycze dalszych sukcesow!

Odpowiedz

Michał Szafrański Lipiec 13, 2013 o 22:39

Hej Twister,

Dziękuję… i cieszę się, że wyniosłeś te śmieci 😉

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Jacek Pastuszko Lipiec 15, 2013 o 18:21

Michale, jestem pod wrażeniem.
Nigdy nie byłem miękki ale gdy czytałem jak wbiegasz na stadion coś mnie ścisnęło w gardle. Podobne uczucie mam zawsze wtedy gdy kolejny raz oglądam „Potop” i scenę gdy ksiądz czyta z ambony list od króla mówiący o dokonaniach Andrzeja Kmicica.
Nie wiem czy będąc na Twoim miejscu bym się pozbierał.
Podziwiam Cię za Twój zapał, walkę z przeciwnościami i za to że ze sobą zwyciężyłeś.
Zgadzam się z Tobą, że możemy osiągnąć wszystko a jedyne ograniczenia jakie mamy to my sami.

Odpowiedz

Monikaem Sierpień 6, 2013 o 15:20

Gratuluję świetnego artykułu od którego ciężko było się oderwać.
Gratuluję też całego bloga – niezmiernie mnie zainspirowałeś!
Wydawało mi się że kontroluję swoje wydatki ale tak naprawdę robiłam to tylko mniej więcej – bo w głowie. Teraz zaczęłam korzystać z kontomierza i założyłam konto Alior Sync – dowiedziałam się o nim dopiero tutaj :) Przerażała mnie wizja zapisywania wszystkiego na papierze i dlatego tak ciężko było mi się do tego zabrać i rozpocząć kontrolowanie a tu proszę! Takie pomocne narzędzia o których nie miałam pojęcia :) To dopiero początek bo zamierzam przejrzeć cały cykl Twoich artykułów, a tu już takie pozytywne zmiany!

Pozdrawiam i życzę niekończących się tematów do pisania :)

Odpowiedz

Mariola Sierpień 14, 2013 o 13:20

Witaj Michale,
piszę tu pierwszy raz, ale z pewnością nie ostatni. Czytam Twojego bloga tak mniej więcej od marca .. Dzięki Tobie udało mi pozbyć się niechlubnej karty kredytowej, zmienić konto w banku – na takie za które nie płacę, a w zamian korzystam z money back… założyć konto oszczędnościowe .. dopiero ” raczkuję ” w oszczędzaniu.
Dziś przeczytałam ten artykuł … mam nadzieję, że będzie dla mnie motywacją. Przypomniałeś mi jak fantastycznie można się czuć realizując swoje cele, ale również kiedy dążenie do czegoś przerywa się przez zwyczajne, lenistwem podszyte wymówki … U mnie na razie tego drugiego więcej, ale od DZISIAJ się to zmieni. Pozdrowienia!

Odpowiedz

Refael72 Wrzesień 30, 2013 o 10:40

Witaj Michale ,
po lekturze mi się tak jakoś oczy zapociły.
Wspaniałe jest to, że pamiętałeś, że to dzięki Bożej pomocy mogłeś pobiec w maratonie, i że miałeś odwagę publicznie Mu podziękować.
pozdrawiam, z Panem Bogiem

Odpowiedz

Michał Szafrański Wrzesień 30, 2013 o 19:14

Dzięki Refael72!

Odpowiedz

Kamil Wrzesień 30, 2013 o 11:45

Ciekawy artykuł, trochę późno go przeczytałem bo na blogu już jest prawie rok, ale teraz na niego natrafilem. Przeczytałem cały, kiedys tez mialem moment w zyciu, gdzie mialem ograomna wiare w siebie i nie widzialem rzeczy niemozliwych, wiedzialem ze jest chciec to moc, ale z czasem zapomnialem o tym kiedy przyszly porazki, a bardziej kiedy nie bylo owocnych sukcesow. Po przeczytaniu tekstu znow wiara powraca i ruszam tylek, zeby powrocila na stale. Pozdrawiam i Gratuluje!

Odpowiedz

Michał Szafrański Wrzesień 30, 2013 o 19:22

Powodzenia Kamilu :) Dzięki!

Odpowiedz

Jarek Wrzesień 30, 2013 o 11:49

Naprawdę motywujący wpis. Akurat dzisiaj zaczynam nowy rok akademicki z nowymi (wielkimi) planami. Dzięki Tobie jest mi łatwiej! Po raz pierwszy będę musiał godzić pracę z nauką na wysokim poziomie i dodatkowo przygotowywać się do innego egzaminu a przy okazji wybrać się na jakieś małe wakacje w środku roku. Naprawdę wielki power boost z samego rana! Dziękuję jeszcze raz!

Odpowiedz

Robert Wrzesień 30, 2013 o 12:43

Dlaczego największą wdzięczność okazujesz akurat bogu? Chciałbym przeczytać w jaki sposób Ci pomógł i wspierał, bo mam przekonanie, że to wszystko, co przypisujesz jemu, zawdzięczasz wyłącznie sobie i tylko za to mogę Cię podziwiać.

Odpowiedz

Michał Szafrański Wrzesień 30, 2013 o 19:25

Hej Robert,

Dlatego, że jest dla mnie mega ważny i że w Niego wierzę. Widzisz Ty masz swoje przekonanie, a ja mam swoje, ale tak jak ja nie próbuję rozciągać moich przekonań na Ciebie, tak Ty nie próbuj przekonywać mnie co ja zawdzięczam sobie, a co Bogu 😉

Pozdrawiam :)

Odpowiedz

Robert Październik 1, 2013 o 00:05

Nie próbowałem Cię przekonywać. Pytałem tylko „dlaczego?” i dostałem odpowiedź, że jest ważny. Pytając, spodziewałem się, że jest dla Ciebie ważny, więc ta odpowiedź mnie nie satysfakcjonuje :) . Zapytam więc dalej, w zasadzie o to samo: dlaczego jest dla Ciebie ważny? Pytam poważnie, nie chcę się droczyć ani przekonywać. Nie wiem nawet dlaczego odniosłeś takie wrażenie, że chciałbym wpływać na Twój światopogląd. Jestem po prostu ciekaw, co powoduje Tobą, że odrzucasz przede wszystkim, i wg mnie wyłącznie, swoje zasługi w dojściu do zdrowia i osiągnięciu wytyczonego celu. Jeśli nie masz ochoty o tym pisać, to powiedz. Nie będę się więcej dopytywał, ale wtedy równie dobrze mógłbyś doradzać tutaj ludziom, żeby się nie przejmowali swoją sytuacją finansową, bo przecież bóg nad nimi czuwa i będzie dobrze, jeśli tylko będą wierzyć, że im pomoże. Mniej więcej taki jest przekaz tego artykułu, a chciałbym, aby był jednak inny. Żeby był o sile człowieka, wytrwałości, cierpliwości i harcie ducha, a nie sile jego wiary.

P.S. To niesprawiedliwe, że bóg pomógł akurat Tobie dobiec maraton, a tym, którym amputowano nogi nigdy nie pozwoli, niezależnie od siły ich wiary i modlitw. Dlaczego tak jest mimo, że może być dla nich „mega mega” ważny i będą w niego wierzyć silniej nawet od Ciebie?

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 1, 2013 o 01:23

Robert,

Bez względu na to co piszesz, to widzę, że jednak coś postulujesz i próbujesz forsować swój punkt widzenia. Nie bronię Ci tego, ale nie odżegnuj się, że tego nie robisz. Nie chce mi się tu i teraz tłumaczyć dlaczego Bóg jest dla mnie ważny, ale nawiążę do tego co piszesz.

Nie wiem skąd wniosek, że odrzucam swoje zasługi w dojściu do celu. Błędnie wnioskujesz. Analogii poszukam: czy jeśli dziękujesz nauczycielowi po zakończonym roku akademickim za naukę i wiedzę, którą Ci przekazał, to odrzucasz jednocześnie swoje zasługi w jej pozyskaniu? Chyba jednak nie.

Próbujesz zastosować manipulację „skoro nie chcesz rozmawiać o Bogu, to dlaczego nie powiesz innym żeby nie przejmowali się swoją sytuacją finansową”. No wybacz, ale znowu próbujesz coś przeforsować. Podyskutować z Tobą mogę, ale bawić się w takie zagrywki mi się nie chce, bo to do niczego sensownego nie prowadzi.

To, że chciałbyś by przekaz artykułu był inny – to rozumiem i jak najbardziej masz do tego prawo. Ale nie wszystko jak widzisz jest takie jakbyś chciał bądź jak Ci się wydaje. Znowu w kolejnym zdaniu stawiasz w opozycji hart ducha i wiarę, a moim zdaniem jedno z drugim idą w parze i wcale się nie wykluczają. I bez względu na to w co wierzysz (czy w Boga, czy we własne możliwości), to jednak w coś wierzysz, prawda? Np. w to, że przebiegniesz maraton, zostaniesz pilotem, polecisz w kosmos. Czy może do wszystkiego podchodzisz tak rozumowo i próbujesz znaleźć na to równanie?

Twój wniosek odnośnie „to niesprawiedliwe” jest znowu oparty na jakichś niezrozumiałych dla mnie argumentach. Po pierwsze: jaką miarą mierzysz czyjąś wiarę? Na jakiej podstawie porównujesz moja wiarę z wiarą innych? Na jakiej podstawie wiesz czyja jest większa? Coś zakładasz i na tym budujesz swój przewód myślowy. Z mojej perspektywy – błędny. Po co to biadolenie? Przecież skoro nie wierzysz w Boga, to nie wiesz jakimi kryteriami się kieruje, a tym bardziej nie wiesz czy działa sprawiedliwie czy nie. Znasz go? Obserwujesz? Skąd ten wniosek?

Po drugie: skąd przeświadczenie, że ludzie którym amputowano nogi uważają to za niesprawiedliwość? Dlaczego uważasz, że ludzie z amputowanymi nogami nie mogą przebiec maratonu? Na inny sposób, ale proponuję Ci zobaczyć tych ludzi na wózkach, którzy to robią. I ja nie wnikam, czy oni są za to wdzięczni Bogu czy wyłącznie sobie. To ich prywatna sprawa. Ale proszę nie generalizuj w taki sposób.

Co do pytania „Dlaczego tak jest…” no to ja Ci nie potrafię odpowiedzieć. Tak już jest. Czasami wypadek jest doświadczeniem, które potrzebne jest w życiu, żeby zrozumieć co ważne. Czy Ty oczekujesz od Boga, że będzie się po każdą „pierdołę” schylał i ją rozwiązywał? Często wbrew ludziom, którzy posiadają wolną wolę i robią po swojemu? Każdy z nas dokonuje własnych wyborów (no chyba jak widzę nie masz wrażenia, że Bóg Tobą steruje). Czasem te wybory mają takie a nie inne konsekwencje. I co? Będziesz leciał i płakał, że Bóg nie pomaga, nie ratuje itp. bo Ty lub ktoś obok Ciebie działał po swojemu? No wiem, że nie będziesz tego robił :) Ty opierasz się przede wszystkim na własnym harcie ducha.

W mojej opinii wypaczasz to co napisałem. Cały artykuł mówi o tym co czułem i jak działałem. Doczytałeś do momentu, w którym piszę o Bogu, zobaczyłeś zdjęcie ze mną wbiegającym na metę z transparentem i już sobie dopowiedziałeś całą resztę historii, że nie doceniam swojego wkładu itp. Czy Ty Naprawdę wiesz co czuję i jaka jest w tym rola wiary i Boga? Czy może stawiasz swoją tezę i liczysz, że ja ją udowodnię? 😉

I na koniec serdeczny apel: jeśli coś jest niesprawiedliwe i Ci się nie podoba, to zmieniaj świat :) I nie oglądaj się na Boga, w którego nie wierzysz, tylko działaj.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Robert Październik 1, 2013 o 13:25

Michale, analogia niezbyt trafiona, gdyż nauczyciel ma jednak jakiś wkład w efekt końcowy nauczania. Chyba, że mówimy o jakimś wyimaginowanym nauczycielu, ale to się ociera już o urojenia… Można więc część splendoru oddać nauczycielowi, jednakże żaden nauczyciel nie nauczy kogoś, kto nie chce się czegoś nauczyć. Są oczywiście inne, niezbyt etyczne metody oparte o wielokrotne powtórzenia i zastraszanie (zwłaszcza w bardzo młodym wieku), ale zdobywanie wiedzy to jednak w większości samodzielna praca.

Kolejny raz zaprzeczę, że próbuję cokolwiek forsować, czy stosować manipulację. To była raczej prowokacja. Prowokacja do przyjęcia innej perspektywy, a nie tylko własnej. Taka zdolność bardzo się przydaje zwłaszcza, gdy ktoś stara się być dla innych przewodnikiem, czy nawet nauczycielem.

Odniesienie do niesprawiedliwości było sarkazmem w stosunku do Twojego uzasadnienia z pierwszej odpowiedzi, gdy pisałeś, że jest dla Ciebie „mega ważny”, co w odbiorze implikuje to, że Ty jesteś „mega ważny” dla niego i w związku z tym pomógł Ci ukończyć maraton… No wybacz. Zarzucasz mi, że pozwalam sobie oceniać siłę wiary innych ludzi. Wcale tego nie robię. Natomiast Ty pozwalasz sobie zaanektować boga na własność do spełniania Twoich przyziemnych postanowień jak „ukończenie maratonu”. Myślisz, że to ważniejsze np. od tego: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,8376654,Na_swiecie_co_6_sekund_umiera_dziecko__Z_glodu.html

Niesprawiedliwość wymieniona w mojej wypowiedzi nie dotyczyła faktu utraty kończyn, ale wybiórczości boga w dobieraniu cudów, które postanawia spełnić. Nie posiadając kończyn miałbym jednak poczucie pewniej niesprawiedliwości, że bóg pomaga komuś dla kogo jest tylko bardzo ważny, a nie komuś innemu, kto również wierzy i dla kogo jest ważny. Gdyby te dzieci z przytoczonego zdjęcia wiedziały, że bóg miał udział w ukończeniu Twojego maratonu i powrocie do zdrowia, nie miałyby poczucia pewnej niesprawiedliwości? Pewnie nie, dla nich najważniejsze, to przeżyć kolejne 6 sekund… Wiesz, że to jest 17 tyś dzieci umierających dziennie? Jak przy tym fakcie wyglądasz na tym zdjęciu z transparentem, z którego krzyczy napis „jestem ważniejszy od tych 17 tyś dzieci dziennie”. Nie wierzę, więc nie wiem, jak wiara może usprawiedliwić taką arogancję.

Apel z końca Twojej wypowiedzi mógłby być świetnym hasłem na jakimś motywacyjnym evencie. Tuż obok „jesteś zwycięzcą” i podobnych w rodzaju życiowych porad. Dziękuję Ci za tę poradę, choć mylnie zakładasz, że nie działam. Podobnie jak mylnie zakładasz, że ludzie widząc takie zdjęcia, nie mogą lub nie powinny się irytować, jak również o tym pisać. Zirytowało mnie to, że na transparencie zapomniałeś o sobie, a ludzi na nim umieszczonych wymieniłeś mniejszą czcionką i po wyimaginowanej postaci, w którą wierzysz. Ci ludzie faktycznie Ci pomogli i oni zasługują na podziękowania w pierwszej kolejności.

Pozwoliłem sobie opisać swoją irytację w komentarzu, uznając chyba mylnie, że jest to miejsce do podzielenia się swoimi uczuciami. Liczę na refleksję, nie na odpowiedź. Pozdrawiam i życzę Ci, abyś nigdy nie stracił wiary, bo jednak są w życiu sytuacje, gdy „wypadek jest doświadczeniem, które potrzebne jest w życiu, żeby zrozumieć co ważne.”.

Odpowiedz

Tomek Wrzesień 30, 2013 o 19:03

Michale,

Powiem tak- jestem bardzo, ale to bardzo pozytywnie zaskoczony i jednocześnie bardzo szczęśliwy, że czytam Twój blog.
Przez przypadek trafiłem tu i muszę powiedzieć, że czytam każdy wpis od deski do deski. Nawet zaimplementowałem Microsoft Money. Super program – prowadzę domowy budżet już drugi miesiąc.
Jestem pod wieeeelkim wrażeniem Twojej siły woli i prostoty w pisaniu tekstów( czasami -jak piszesz są za długie:).
Prawdę mówiąc nie wiedziałem, że jesteś maratończykiem. Wielki szacun. Naprawdę !!!!
Sam połknąlem bakcyla biegania od maj 2013 r. Jak to się mówi” przez przypadek”- nie wierzę w cudowne przypadkowe przypadki:) trafiłem na stadion, na którym były biegi BBL. Tak zacząłem – początkowo 1 raz w tygodniu w sobotę. Póżniej zauważyłem, że bieganie zastępuje mi……słodycze. Tak to prawda- czekolada powoduje uwalnianie endorfin( hormonów szczęścia), jednak tyje się po niej. Wysiłek zastępuje taką dawkę hormonów i dodatkowo nic nie kosztuje i jest o wiele zdrowszy. Teraz tylko raz w tygodniu w naszej rodzinie jemy słodycze- w niedzielę.
Tak się składa, że jestem też po kontuzji po bieganiu, jednak moje naderwanie mięśnia w stosunku do Twoich połamanych nóg to pikuś, mały pikuś. Wprawdzie jestem 2 tyg na zwolnieniu i jeszcze nie staję na tej nodze- niemniej planuję w przyszłym tygodniu powrócić( jak Bóg da) do chodzenia.
Maraton w tym momencie jest w planach – przed ukończeniem 40 lat we wrześniu w 2014. Mam na to 11 miesięcy ( w tym zimę) Myslisz, że zdążę?.

Wiesz- muszę spróbować biegać ze słuchawkami w uszach- sam po 4-5 godzin dziennie spędzam w samochodzie – od jakiś 2 tyg. Zacząłem słuchać audiobooków i uważam, że jest to dobry sposób na zagospodarowanie czasu. Przecież- czas to pieniądz.

Trzymaj się, dzięki za wsparcie i motywację:)

P.S. Masz jakieś sprawdzone programy treningowe przygotowujące do maratonu?

Odpowiedz

Michał Szafrański Wrzesień 30, 2013 o 19:28

Hej Tomek,

Wielkie dzięki za Twój komentarz. Szybkiej rekonwalescencji Ci życzę.

Co do programów treningowych, to polecam książkę „Maratonem przez życie” Pana Skarżyńskiego. Tam jest szereg programów treningowych pod maraton. Ja swój układałem właśnie z ta książką w ręku. Jeśli chcesz, to chętnie się podzielę – napisz do mnie przez stronę „Kontakt” i odeślę Ci mailem :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Monia Wrzesień 30, 2013 o 20:26

Hej Michale,
Ja jak większość osób też trafiłam tu przypadkowo i polubiłam na FB by być na bieżąco. Tekst mimo, że długi to wciąga – może dlatego, że jest pisany po prostu od serca! Życzę Ci sił byś nadal inspirował ludzi … a robisz kawał dobrej roboty czy to edukując czy inspirując nie tylko do oszczędzania :) Powodzenia!

Odpowiedz

Ania Wrzesień 30, 2013 o 22:42

Dziękuję Ci za ten wpis :) Bardzo mi był potrzebny teraz.
Fajnie, że jesteś.

A w ogóle to Twój wpis przypomniał mi ten film
http://www.youtube.com/watch?v=LmokzlrsH3s
Bardzo polecam. Zwłaszcza na długie depresyjne jesienno-zimowe wieczory 😉
A odtwórca roli głównej (Nick Vujcic) jest dla mnie nieustanną inspiracją

Odpowiedz

Olo Październik 1, 2013 o 00:29

Czesc.
Inspirujaca opowiesc:) Pokazuje jak niewiele potrzebujemy do osiągnięcia celu,czy to finansowego,sportowego,mentalnego i kazdego innego..wszystko siedzi w głowie.Zgadzam sie w 100 % ze sami komplikujemy sprawy,skupiamy sie na szczegółach zamiast zajac sie główna koncepcja..troche jakbym widzial siebie..nauczycielka od rysunku zawsze mi to powtarzała: przestan skupiac sie na szczegółach,najpierw zajmij sie ogółem a pozniej dopieszczaj reszte..cos w tym jest tylko czasami ciezko to zrozumiec..pozdrawiam i zycze wiele sukcesów!!

Odpowiedz

Refael72 Październik 1, 2013 o 18:54

@Robert
Po pierwsze primo, Boga, nie boga.
Po drugie primo uważam, że mam za mały rozumek by ogarnąć każdą sytuację i każdego człowieka. I, z całym szacunkiem, ty też masz. Nie jesteśmy w stanie swoimi rozumami ogarnąć Boga i dlaczego dzieje się tak, a nie inaczej.
pozdrawiam

Odpowiedz

Sandra Ziółek Październik 3, 2013 o 16:03

Cześć Michał. Tylko przejrzałam Twoją niezwykłą historie, bo w każdej chwili może się obudzić Nastka (ma popołudniową drzemkę) ale i tak jest ona bardzo przejmująca, piękna,że chce mi się płakać. Fajnie, że masz odwagę publicznie dziękować Bogu:)
Poza tym chciałam Ci powiedzieć, że rzadko bywam na stronach,gdzie wszystko łatwo można znaleźć,gdzie jest tak przejrzyście:) gratuluje:)

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 3, 2013 o 22:20

Hej Sandro,

Nieustająco cieszę się, że Ci się tu u mnie podoba :) Dzięki!

Pozdrawiam cieplutko

Odpowiedz

Wojtek Październik 10, 2013 o 21:39

Witam serdecznie :)
Dopiero dziś trafiłem na ten artykuł, jednak jakiś czas wcześniej przeczytałem/usłyszałem na Twoim blogu, że „zacząłeś biegać”. Powiem szczerze, że było to dla mnie ogromną motywacją – szczególnie jeśli chodzi o podane przez Ciebie powody. Ja jestem w nieco innej sytuacji, ale również dało mi to do myślenia. Jako 23 letni „chłopak” z lekką nadwagą, uwielbiam jeździć na rowerze – daje mi to niesamowitą przyjemność, poczucie wolności, a także jest świetnym środkiem transportu w mieście. Zdarza mi się nieraz robić kilkadziesiąt kilometrów dziennie (a „rekordem” na wakacjach było przejechanie 1600 km w 3 tygodnie, zwiedzając ładny kawałek Polski). Inaczej do tej pory wyglądała sprawa z bieganiem… Nigdy nie biegałem dla przyjemności – jedynie różnego rodzaju wyścigi i próby sprawnościowe w szkole – krótko mówiąc: koszmar. Kilka tygodni temu postanowiłem dołączyć się i przebiec się razem z bratem. Już wtedy nastawiałem się, że COŚ muszę zrobić – straszne jest poczucie, że tak młody człowiek ma problemy z przebiegnięciem kilometra, po przebyciu którego serce wali jak młot pneumatyczny, a oddech nie może się ustabilizować. Dzisiaj jestem w stanie bez odpoczynku przebiec ok. 5 kilometrów, i na końcu tego dystansu jestem tylko trochę zmęczony – po krótkim marszu mogę biec dalej. Zgodnie z ogólnymi zaleceniami, biegam co drugi dzień. Teraz czerpię niesamowitą przyjemność z biegania, a nieraz zdarza mi się, że chciałbym pobiegać również w tym dniu wolnym. Chciałbym zrealizować technikę małych kroków – najpierw bieg na 10 km, później półmaraton, a za jakiś czas chciałbym wziąć udział w maratonie. Mam nadzieję, że nie dopadnie mnie zniechęcenie 😉

Pozdrawiam, i dziękuję za motywację!
Wojtek

Odpowiedz

Wojtek Październik 10, 2013 o 21:41

Zapomniałem o najważniejszym…Gratuluję postawy, dążenia do realizacji celów, powrotu do zdrowia i przebiegnięcia maratonu! :)

Odpowiedz

Agnieszka Październik 12, 2013 o 09:57

Niesamowity tekst :) Doskonale rozumiem Twoje uczucia – no cóż, w końcu czas samemu ruszyć tyłek i nie poprzetawać na marzeniach! Dzięki za motywacje :)

Odpowiedz

Kamil Październik 12, 2013 o 20:25

Panie Michale wielkie dzięki za udostępnienie tej historii!
Widzę swoje kilimandżaro, i wierzę że Bóg pomaga mi w realizacji tych postanowień.
Co dnia zmagam sie z przeciwnościami w realizacji mych postanowień, zaś głównym problem jest moje negatywne myślenie.
Odnosząc sie do wyp. Roberta (October 1, 2013 at 13:25), który mówil że ” Ty pozwalasz sobie zaanektować boga na własność do spełniania Twoich przyziemnych postanowień jak “ukończenie maratonu „, chciałbym powiedzieć, że uważam proszenie Boga o pomoc w osiąganiu marzeń za rzecz jak najbardziej na miejscu. Modlitwa to priorytet w rozeznawaniu o słuszności moich marzeń. Bóg często stawia kolejne trudności w moim dążeniu do celu aby mnie umocnić. Tym bardziej proszę Go o wytrwalość dla mnie, o prowadznie. Ja myślę że tylko dzięki Bogu mogę coś osiągnąć w zyciu, Historia z Maratonem dała mi dużo nadziei! poruszyła mnie głęboko!:) Dzięki z to i cenne wskazówki o forsie:) Bóg chce bysmy czynili rzeczy wielkie.Kończę pisać umocniony w duchu. :)

Odpowiedz

Ola Październik 16, 2013 o 20:08

Melduję, że przeczytałam! Trafiłam na ten blog szukając jakiś drobnych wskazówek dotyczących oszczędzania na prądzie (od września wynajmuję mieszkanie i staram sie nie zbankrutować przez zmianę źródła finansowania z Mamy i Taty na siebie samą), a znalazłam naprawdę dobrą inspirację do działania, za co dziękuję i gratuluję ukończenia maratonu, choć to już chyba stara sprawa i teraz ma Pan inne Mount Everesty za sobą :) Będę wpadać tu częściej!

Odpowiedz

lukasz Październik 18, 2013 o 13:49

Przeczytane!
Trudno znaleźć dobry artykuł, książkę – Twój artykuł działa na mnie bardzo pozytywnie. Dziękuje.
Mogę go porównać do książek Dale Carnegie, polecam.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Dale_Carnegie

Odpowiedz

Andrzej B Październik 19, 2013 o 20:04

Michał – jesteś WIELKI :)
Bardzo inspirujące :) Warto przekraczać granice!

Odpowiedz

Alicja Październik 31, 2013 o 14:03

Niesamowita opowieść. Bardzo motywująca. Wiem że jestem kobietą, więc pewnie jestem bardziej skłonna do wzruszeń, ale łza się w oku kręci.
Gratuluje Ci tego czego dokonałeś.

Odpowiedz

Dawid Październik 31, 2013 o 23:00

Cześć!

Czytam Twój blog od niedawna. Ciekawy pomysł na bloga. Zachęciłeś mnie pośrednio do złożenia wniosku o kredyt studencki (nie zamierzam przeznaczać tego na konsumpcję codzienną).

Sam też robię rozliczenia finansowe i staram się oszczędzać.

Dlaczego tu zostawiam komentarz? Widzę wiele podobieństw między nami. No i maraton, który tu opisujesz był również moim pierwszym. Przybiegłem po Tobie, bo z czasem 4:30. W kwietniu tego roku zrobiłem życiówkę 3:27 w Madrycie. Ostatnio pokonałem bieg 42,2km w Budapeszcie- 13 września.

Powodzenia! Będę dalej śledził Twoje poczynania!

Odpowiedz

Grzegorz Listopad 1, 2013 o 06:57

Jestem czytelnikiem twojego bloga juz od kilku miesiecy, staram sie sledzic twoje nowe pomysly na oszczedzanie i inwestowanie( bardziej mnie inwestowanie interesuje) na biezaco. Duza czesc pomyslow na oszczedzanie wprowadzielem juz przed czytaniem tego bloga, ale kilka pomoglo mi moze nie w moim podejsciu ale podejsciu narzeczonej do kwestni oszczedzania i bardziej racjonalnym wydawaniem pieniedzy.
Najwazniejsze jednak moim zdaniem to jest postawienie sobie celow i dazenie do nich malymi krokami. Twoja motywacja w przebiegnieciu maratonu pokazuje jak silna masz osobowosc i psychike w dazeniu do celu. A wiekszosci tego brakuje.

Pozdrownienia
Grzegorz

Odpowiedz

Iwona Listopad 4, 2013 o 14:28

Michał, czytam i czytam ten Twój blog i wiele rzeczy chciałabym w życie wprowadzić, a tu ciągle jakieś wymówki… i wiem że to moja wina… Ale myślę, że pójdę „za Tobą” i wierzę, że w końcu małymi kroczkami osiągnę to, co chcę! Dziękuję za przypominanie na czym polega życie :)

Odpowiedz

Kacper Listopad 10, 2013 o 17:51

Przeczytałem i się popłakałem. Gratulacje Michał! Jestem dopiero tutaj, ale czytam chronologicznie i dam znać, kiedy doczytam do najświeższych wpisów. Tak wiele jest jeszcze we mnie do zrobienia na dobre… ale to dobrze!

Odpowiedz

Michał Szafrański Listopad 11, 2013 o 09:20

Dziękuję :)

Odpowiedz

Asia O. Listopad 15, 2013 o 13:58

Bardzo motywujący wpis. Daje dużo do zastanowienia. Głównie nad samym sobą. Człowiek ma wiele możliwości, a jak się zastanowię nad sobą to szukam byle wymówki, zamiast ruszyć do przodu. Od tej chwili chcę zacząć to zmieniać :)

Odpowiedz

Monika Listopad 15, 2013 o 16:38

Dziękuję :)

Odpowiedz

Ola Listopad 20, 2013 o 17:05

W moim przypadku małym kroczkiem jest napisanie komentarza :) Nie pamiętam kiedy ostatnim razem skomentowałam jakiegoś bloga, ograniczam się do czytania i znikania bez śladu, ale to wezwanie na samym końcu nie dało mi spokoju i aż sama się dziwię, że to robię!
Wzruszająca i motywująca historia, zostaje tylko pogratulować tak silnej woli i chęci do zrobienia czegoś więcej. Będę na pewno zaglądać tutaj częściej i szukać motywacji do działania, zmian w życiu i walki z dobrze znanym „codziennym leniem” 😉

Odpowiedz

Weronika Listopad 20, 2013 o 17:40

ja tylko chciałam skomentować Twój wpis jednym słowem : dziękuję ! :)

Odpowiedz

Stanisław Listopad 21, 2013 o 17:20

Witam,
Wszedłem na ten blog z zamierzeniem żeby poświęcić mu ok 10s. Artykuł, który mnie przyciągnął przeczytałem od deski do deski i kolejne inne kilka też. Dopiero w drugim dniu odkryłem, że znalazłem pokrewną duszę, którą mój kolega określa mianem „Rzecki”. Bo podobnie jak autor bloga mam wyliczone koszty funkcjonowania w ostatnich 5 latach co do 1 bułeczki kupionej w piekarni. A historia z kontuzją tu też mi bliska, ja jestem po 2 operacjach kolana :)
Pozdrawiam na pewno tu wrócę..

Odpowiedz

Andrzej Listopad 21, 2013 o 17:54

Ja napiszę krótko. Dziękuję!

Odpowiedz

Lidia Listopad 25, 2013 o 10:15

Nie sądziłam że ktoś mnie tak zainspiruje !
Niedawno miałam robione badanie serca(październik) z powodu kłucia i ucisku w klatce piersiowej. Okazało się że mam małą wadę serca a dokładniej mam: Niedomykalność zastawek: mitralnej i aortalnej. Kardiolog powiedział że jest drobna wada (prawdopodobnie od urodzenia ją mam) ale nie zabronił mi udziału w półmaratonach a tym bardziej w maratonach. Półmaraton na szczęście przebiegłam już we wrześniu w Zielonej Górze w całkiem niezłym czasie na który przygotowywałam się zaledwie 1,5 miesiąca :) (01:49:20). Wszystko po biegu było w porządku. Jednak zbyt szybko rozpoczęłam treningi (dość intensywne) i przez to serce mi „nie dawało rady”
Dzięki Tobie a właściwie dzięki temu artykułowi wiem, że dam radę jeżeli będę do tego dążyć małymi krokami :) Dziękuję !:)

Odpowiedz

Ewa Listopad 25, 2013 o 10:37

Przeczytałam całość i siedzę ze łzami w oczach. I metalem w nodze… Przypomniały mi się te wszystkie chwile w szpitalu, ból nie do zniesienia, psychiczna sieczka i udawanie, że jest dobrze, ludzie, mówiący, że „no to chyba już ci się odechciało biegania i nie będziesz się na maraton porywać”… a ja chcę, mam ten maraton w głowie, mam jeszcze sporo kilkutysięczników do zdobycia i zrobię to.
Dzięki za ten tekst.

Odpowiedz

HeavyPaul Listopad 25, 2013 o 16:18

Czołem,

2000 na bieganie to konkretne przegięcie. Sprzęt jest fajny i pomaga, ale nie jest konieczny. Nie róbmy z biegania sportu dla elity. Biegać można w jakichkolwiek ciuchach, a jeżeli chodzi o buty… nawet boso.

Z biegowym pozdrowieniem

Heavy Paul

Odpowiedz

K. Listopad 27, 2013 o 10:52

Dziękuję za ten wpis. Odnajduję w nim pewną analogię do mojej obecnej sytuacji życiowej, choć jestem w pełni sprawna fizycznie i nie doświadczyłam tego, co Ty. Stan emocjonalnej pustki, wyczerpania i braku motywacji nie jest mi jednak obcy. Popadam bądź w skrajny negatywizm bądź nadmierny optymizm, który powoduje, że oddaję swoją przyszłość w ręce losu. Później okazuje się jednak, że bez działania nic się samo nie wydarzy, że potrzebne są te małe kroki, o których piszesz, żeby pojawił się jakiś efekt (choć czasem przychodzi on po dłuuuugim czasie oczekiwania, ale warto na niego czekać).
pozdrawiam ciepło

Odpowiedz

Michał Szafrański Listopad 28, 2013 o 20:06

Hej K.,

To ja dziękuję Ci za komentarz i podzielenie się przemyśleniami.

Pozdrawiam ciepło

Odpowiedz

Mrozik Listopad 29, 2013 o 00:05

Świadomość, że czas oszczędzać miałem od dawna, ale jakoś tak mi schodzi…
Co ciekawe chwilę temu zapisałem się na maraton – na maj. Ostatnio jakoś mniej mam chęci do biegania i podobnie jak Ty zacząłem myśleć o wymówkach żeby nie startować. Jakoś po przeczytaniu kolejnego wpisu z bloga czuję się zmotywowany, żeby jednak ruszyć „dupsko”. I nie chodzi mi tylko o bieganie. Dzięki. (może się uda i z oszczędzaniem i z bieganiem)

Odpowiedz

Anna Grudzień 1, 2013 o 19:56

Bardzo się cieszę że trafiłam na twój blog , bo bardzo chcę zmienić swoje życie . I chociaż jestem już babcią to czuję się jakbym miała 30 lat i marzy mi się bieganie i nie tylko . Bardzo poruszyła mnie twoja historia , chętnie poszukałabym innych historii ale w języku polskim . Może mi coś podpowiesz . Mam za sobą lata bardzo trudne ( życie z alkoholikiem , długi , otyłość, walka o przetrwanie ) ale myślę że wszystko co najlepsze przede mną . Pozdrawiam

Odpowiedz

Anna Grudzień 1, 2013 o 19:57

zamierzam jeszcze długo żyć i nie chcę żyć byle jak

Odpowiedz

Tomek Grudzień 5, 2013 o 23:05

Witam,

Dość przypadkowo natrafiłem na Twój (chyba mogę per „Ty”) blog. Wpisałem w google coś o oszczędzaniu. Pierwszy artykuł, jaki mnie przywitał, ten dotyczący wynajmu mieszkania już mnie wkręcił. Szukam oszczędności i wierzę, że trafiłem w dobre miejsce. Natomiast jeśli chodzi o powyższą historię. Cóż Michale, chapeau bas… Wiesz, osiągnięcie celu, to jedno, ale dla mnie wielkie było to Twoje trwanie i nie poddawanie się przeciwnościom własnym i otoczenia. To trwanie, jest chyba największym sukcesem, który chciałbym kiedyś osiągnąć, bo nie oszukujmy się, ja przez cały ostatni rok zabieram się do wyrzucenia wspomnianego przez Ciebie worka ze śmieciami… I jeszcze dwa słowa: Dajesz nadzieję.

Pozdrawiam.

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 8, 2013 o 21:46

Hej Tomek,

Cieszę się, że trafiłeś na blog :) Dziękuję. Co do tego trwania, to różnie z tym bywa. Tak jak wspominasz – miałem swoje górki i dołki. Ale cieszę się z każdej chwili. Osiągać cele jest fajne, ale kształtuje mnie nie tyle sama realizacja celu, co cała droga, która do niego prowadzi. To wszystko powoduje, że jestem tu gdzie jestem :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Marek Grudzień 12, 2013 o 14:45

Cześć

Przeczytałem wszystkie 26000 znaków. Post dość mocno motywujący do działania. Podobno najtrudniejszy jest pierwszy krok, czyli założyć buty i przekroczyć próg domu, potem jest już z górki. A najciekawsze jest to, że ci, którzy są zdrowi i mogą osiągnąć dużo, zazwyczaj osiągają mistrzostwo w wymówkach, a ci, którym wiatr wieje w oczy docierają na szczyty. Pierwszą osobą która otworzyła mi oczy i kopnęła do działania był założyciel firmy Virgin – Richard Branson. Przeczytałem jego książkę „Just do it” od deski do deski za jednym razem. Potem było różnie, a teraz twój blog wskrzesił tą pozytywną energią we mnie na nowo. Myślę, że zostanę tutaj na dłużej. Ciekawe, czy zdołam przeczytać wszystkie Twoje posty :-)

Odpowiedz

Lila Styczeń 11, 2014 o 18:01

Hej :) Skoro tak prosisz, to skomentuję 😉 Może jeszcze pracuję, nie zarabiam i nie mam na czym oszczędzać, dzięki Tobie mogę się już do tego przygotowywać. Nie przeszkodzi mi w tym brak pomysłu na życie i jego czarna wizja 😉 Dziękuję!

Odpowiedz

Maja Styczeń 16, 2014 o 22:34

Cześć! :) Przeczytałam i dzięki Tobie wierzę bardziej w to, że moja operacja da wiele i dzięki niej wrócę do tańca :) Motywujesz do działania i do tego by myśleć pozytywnie! Dziękuję z całego serca! :)

Odpowiedz

Ola Styczeń 29, 2014 o 09:51

Przeczytałam! :)
Od deski do deski.

Jestem aktualnie w momencie swojego życia, kiedy się kręcę jak mały stateczek na jeziorze, nie wiedząc jaki kurs obrać i w którym kierunku popłynąć.

Mój żagiel jednak złapał powiew inspiracji od Ciebie Michale i mam przypływ pozytywnego zaufania do siebie – warto czasem może wystopować i posłuchać tego czego naprawdę się chce i kim chce się być :-)

Wiedz że w Budapeszcie na stażu absolwenckim siedzi Ola, która będzie Twoją stałą czytelniczką 😉

Odpowiedz

Maja Styczeń 31, 2014 o 17:54

Tucholski miał rację – Twój blog jest zajebisty :)

Odpowiedz

Pauluz Luty 2, 2014 o 03:38

Ok. Napisałem komentarz. I oby Bóg miał mnie w swojej opiece…

Odpowiedz

Mario Luty 2, 2014 o 22:17

Rzeczywiście długi wpis ale wciąga niesamowicie. Dzięki za sporą dawkę pozytywnej energii i motywacji. Właśnie zdałem sobie sprawę, że też przebiegnę maraton 😀
Dobrze, że jesteś :)

Odpowiedz

Sylwia Luty 17, 2014 o 11:44

Cześć! Przeczytałam cały Twój artykuł, przeczytałam też list na blogu Pata i w ten sposób przeczytałam artykuł o nim i jego historię :) Nie ma to jak inspirująco zacząć poniedziałek, podziwiam Cię, Twoją historię, upór, dążenie do celu mimo tak wielu przeszkód. Życzę powodzenia i wszystkiego najlepszego z okazji urodzin :) Robisz wiele dobrego dla ludzi, ja w swoim imieniu dziękuję :)

Odpowiedz

ewa Luty 25, 2014 o 19:58

bardzo Ci dziękuję za Twoją pracę :-)
czytam bloga i zmieniam swoje nastawienia i przyzwyczajenia.
niesamowita historia z maratonem. wielkie gratulacje!

Odpowiedz

zosia Luty 28, 2014 o 06:53

Drogi Michale,

wspaniały, inspirujący, wzruszający wpis. Podziwiam Ciebie za samozaparcie, za odwagę, determinację, za wyjście poza bezpieczny comfort zone. W wieku 40 – stu lat postanowiłeś zmienić swoje życie, udoskonalić je, wprowadzić nową jakość, pokonać wewnętrzne bariery i udowodnić sobie, że jesteś „wspaniałym człowiekiem” i że tak naprawdę możesz wszystko:) Nie zniechęcił Ciebie ani zaawansowany (?) wiek, ani wewnętrzny leń, ani obawa, że przecież może się nie udać.
Sukces Twojego bloga oraz inspirujący wpis o maratonie dają mi światełko w tunelu i wiarę, że dla mnie też jest nadzieja :) Zajrzałam też na blog Pata, co jeszcze bardziej podbiło mój entuzjazm i, mimo, że posiadam żadnych specjalnych zdolności czy wiedzy którą mogłabym podzielić się z innymi i im tym samym pomóc, poczułam, że ja też, mogę wszystko, jeśli tylko zechcę :)
Dziękuje i pozdrawiam !

Odpowiedz

Kamil Girtler Marzec 3, 2014 o 21:27

Artykuł napisany już jakiś czas temu, jednak natknąłem się teraz i zainspirował :) Wyciągam trzy lekcje. Po pierwsze uważając siebie za racjonalną osobę, często sam siebie przekonuję, że czegoś nie warto nawet próbować, bo… i tu padają „racjonalne” argumenty, a więc następuje zaniechanie działania, bez próby nawet, ze względu na wymówki. Przestanę tak robić. Druga rzecz – rozpoczęcie realizacji dużego przedsięwzięcia bez ustalenia wszystkich szczegółów i możliwych scenariuszy. Wcześniej wolałem wszystko dokładnie przemyśleć. Teraz będzie inaczej. Jest zarys, działam, pozostałe rzeczy wymyślę po drodze. Po trzecie – granie. Od kilku już lat mam bardzo niekorzystną sytuację, jednak od teraz będę grał, że czuję się dobrze. Koniec z użalaniem nad sobą, wyszukiwaniem powodów mojego nieszczęścia, stawianiem siebie w pozycji ofiary. Biorę odpowiedzialność.

Dziękuję, Michale! Wrzucę ten artykuł u siebie na fejsie. I idę wynieść te śmieci 😉

Odpowiedz

PoGOOD Marzec 3, 2014 o 22:38

Zawsze ważyłem 76-78kg, uprawiałem dużo sportu (siatkówka, rower) i byłem bardzo aktywną osobą. Dramat zaczął się w roku 2000 – wypadek na snowboardzie (jakoś podobnie do Ciebie – pierwszy weekend zimy), uszkodzone lewe kolano i… póltorej roku później waga wskazywała 118,7 kg, samoocena leżała na łopatkach, a mnie nękało zdrowie i dziury budżetowe.
Dziś – po 3 latach pracy nad sobą – ważę znowu poniżej 100kg. Wiem, że przy moim wzroście (181cm) 97kg to nadal spora nadwaga, ale uwierz mi – dla mnie to wielkie osiągnięcie.
Zaczynałem od biegania, a właściwie od próby przebiegnięcia parku niedaleko domu. Gdy pierwszego dnia pokonałem odcinek od ulicy do wału przeciwpowodziowego miałem wrażenie, że to co najmniej półmaraton. Taki byłem „padnięty”… Dopiero Google Maps uświadomił mi, że tym rozpaczliwym truchte-marszem-szuraniem po liściach, pokonałem zaledwie 1340m… :(
Dziś 3 x w tygodniu biegam po 5 km, w weekendy po 10-12km. Wracam do domu w świetnej kondycji, w genialnym humorze i zwykle dodatkowo z nagranymi na dyktafonie kilkoma lub nawet kilkunastoma notatkami. Bo dla mnie bieganie to sposób na „masaż mózgu”. Nie słucham podczas biegania muzyki ani innych nagrań, bo wolę ten czas poświęcić na własne przemyślenia. A rytm kroków na ścieżkach jest najlepszym metronomem dla melodii w mojej głowie.

Pata słucham za to podczas spacerów z psem :)

Dzięki za tego Bloga (wielka litera jest jak najbardziej zasłużona), dzięki za Twoje przemyślenia, podejście i szczerość. Właśnie kupiłem domenę i sam zaczynam pisać, bo zbyt wiele wartościowych rzeczy siedzi w mojej głowie i OmniFocusie :)

Odpowiedz

fylypek Marzec 3, 2014 o 23:32

Popłakałem się. Może nie mam wielkich problemów. Może są to problemy, ktore sam sobie tworzę. Ale potrzebuję motywacji, by zrobić coś dobrego ze swoim życiem. Dziękuję Ci za tego bloga i teksty takie jak ten. Dziękuję.

Odpowiedz

Magda Marzec 4, 2014 o 08:00

To nie jest blog o oszczędzaniu!! To jest blog o Życiu, o tym jakie może być piękne i ile, dzięki pozytywnemu, odpowiedniemu podejściu możemy zyskać i nie myślę tu o korzyściach wymiernych, materialnych. O blogu dowiedziałam się od koleżanki. Podeszłam do niego rezerwą, nigdy nie byłam zwolenniczką czytania blogów, z mediami społecznościowymi jestem na bakier, wolę real…ale powiem krótko – te wszystkie nagrody po prostu Ci się należały!!! Dzięki, że pojawiłeś się w moim życiu, i to chyba w odpowiednim momencie. Dzięki za pozytywnego kopa!!:)

Odpowiedz

Bartek Marzec 4, 2014 o 16:49

Miesiąc temu 1 lutego 2014 zerwałem ścięgno Achillesa 2 dni przed 30-ką, pobyt w szpitalu to była w sumie jedna noc i na urodziny byłem w domu. Jednak z „wyrokiem” 6tygodni gips (w porównaniu z Twoją przygodą to pestka) ale ciężko było mi się z tym pogodzić (jeszcze jest) m. in. dlatego że w październiku zacząłem po kilkunastu latach „ruszać się”. Bieganie i raz w tygodniu piłka na hali dostarczały endorfin i poprawiały samopoczucie, zresztą kto biega ten wie…

Kilka dni temu trafiłem na Twój blog i czytam czytam, zmieniam nastawienie i porządkuje rodzinne finanse (od 2lat paragony zapisujemy w zeszycie, ale bez jakichkolwiek wniosków), ale dopiero po tym artykule z gipsem na nodze zrobiłem mały krok…
dzięki

Odpowiedz

Qba Marzec 4, 2014 o 20:58

Moje pierwsze myśli to ” co tu napisać”.
Wiele się ciśnie na klawiaturę. Twój blog w „ulubionych” mam już od jakiegoś czasu. Ale od, chyba, 2 dni czytam i czytam.
Porównam go trochę do różnych książek znanych mówców motywacyjnych itp. Niby piszą o rzeczach oczywistych ale czasami musisz je po prostu przeczytać aby stwierdzić ” kurcze…. no jasne”, „dlaczego ja jeszcze tego nie zrobiłem”. Generalnie inspirujące.

To co wg mnie odróżnia Ciebie i Twój blog to „prawo małych kroków” ( sam je tak nazwałem :) ) Często po przeczytaniu tych książek człowiek ma duży zapał ale z dnia na dzień on spada. Podobnie jak z postawieniami noworocznymi. Tu dajesz proste wskazówki. Nie piszesz „jak za 5 lat mieć 100 tyś zł ” itp. tylko pokazujesz jak małymi krokami możesz dojść do założonego celu. Pokazujesz KONKRETNE metody, sposoby działania, oszczędzania. Mimo, że nie wszystko wg mnie jest w 100 % trafne to jednak każdy może a nawet powinien coś wybrać i wdrożyć w swoim własnym życiu i budżecie domowym.

Mam jeszcze wiele innych przemyśleń ale to nie mój blog żebym się tak rozpisywał :)

SZACUN !!!!

Odpowiedz

Ola Marzec 4, 2014 o 21:13

Podziwiam Cię, zazdroszczę Ci ( w pozytywnym sensie) i chcę być chociaż w 1/100 taka jak Ty. I wiesz co? Będę :)

Odpowiedz

uajka Marzec 5, 2014 o 02:26

A ja wlasnie sobie najbardziej cenie te najdluzsze arty.

Odpowiedz

BiBi Marzec 6, 2014 o 15:22

Piszę. Wyniosłam już śmieci. :)
Piszę. Bo to inspirujące co piszesz Ty
Piszę. Napisałam już szkielet swojego nowego cv
Piszę. Lubię to robić.

Czytać też lubię. Poznałam Twój blog tuż po nagrodach za Blog 2013.
I już czuję, że wsiąkłam w czytanie Twojego bloga na poważnie.
Dzięki

Odpowiedz

Viola Marzec 7, 2014 o 15:32

Czesc Michal!

Niedawno przypadkiem natrafilam na Twojego bloga i…. zakochalam sie po uszy! Czytam codziennie absolutnie wszystko, co piszesz! Ide zgodnie ze spisem tresci i wpadam w coraz wiekszy zachwyt! Nie bede oryginalna kiedy powiem, ze piszesz piekna polszczyzna, masz lekkie pioro i ducha, ktory naprawde potrafi inspirowac.
Jestem w ciekawym momencie swojego zycia, przed 30-stka z mezem i 2 malych dzieci. Moja kariera zawodowa wlasnie nabiera rozpedu a ja … chce czegos wiecej. Twoj blog uswiadomil mi, ze stac mnie na wiecej i ze moim obowiazkiem jest cos wiecej z siebie dac.
Zainspirowales mnie po pierwsze do biegania (romansuje z joggingiem juz od jakiegos czasu, ale teraz chce wreszcie zaczac porzadnie trenowac). Bede musiala wstawac o 5:30, bo moj czas „dla siebie” trwa tylko do 6:30, ale nic to! dla chcacego…!
Po drugie zainspirowales mnie do zajecia sie „na powaznie” pisaniem. Blog, felieton, artykul, ksiazka … stac mnie na to!
Po trzecie – dzieki Tobie chce miec wieksza kontrole nad domowym budzetem, chce sie doksztalcac w zakresie inwestowania i jeszcze wiecej oszczedzac! (nasza Rodzina jest na szczescie zdyscyplinowana pod tym wzgledem, mimo to zaczerpnelam z Twojego bloga wiele ciekawych pomyslow).

Twoje pisanie ma dziwna moc, przyciaga i nie pozwala sie oderwac od ekranu komputera. Masz wielki talent i ciesze sie, ze wykorzystujesz go w tak pozytywny sposob. Ciesze sie, ze swoja niezlomna postawa udowodniles, ze chcec to moc i ze w kazdym z nas drzemie potezna sila, ktora trzeba odpowiednio rozbudzic i ukierunkowac, zeby zbierac obfite zniwo. Twoj blog potrafi wlasnie bardzo skutecznie rozbudzac apetyt na wiecej!

Serdecznie gratuluje Ci maratonu, to naparwde cos wielkiego!
Z calego serca zycze Ci zdrowia i wielkich sukcesow. Najlepsze dopiero przed Toba!

Pozdrawiam,
Viola

Odpowiedz

Piotr Marzec 12, 2014 o 00:05

Michał,

Znałem Twojego bloga już wcześniej, ale na ten post trafiłem dopiero kilka dni temu i zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Piorunujące do tego stopnia, że po raz pierwszy w życiu postanowiłem publicznie napisać coś od siebie.

Od kilkunastu lat co najmniej 8 godzin siedzę w Internecie, zajmuję się tworzeniem dużych serwisów internetowych i marketingiem interentowym, wchłaniam jak gąbka posty z dziesiątek subskrybowanych blogów, a nigdy wcześniej publicznie nie wyraziłem wdzięczności za wiedzę i inspirację, które z sieci otrzymywałem. Twój post ma jednak taką siłę, że coś we mnie pękło i poczułem, że muszę w końcu przestać być pasożytem i okazać choć trochę wdzięczności.

Czytam tego posta niedługo po tym, jak przez moje życie prywatne przeszło tsunami, niszcząc w mgnieniu oka to, co było do tej pory dla mnie najważniejsze, zadając potężny prawy sierpowy w moją samoocenę i sprowadzając mnie do parteru.

M.in. dzięki Twojemu postowi udało mi się z kolan powstać i cegła po cegle budować mój nowy świat. Nie żyć wspomnieniami, niczego nie żałować, tylko wyciągnąć wnioski i iść do przodu drogą, która nie wiem dokąd mnie zaprowadzi, ale która już teraz dostarcza mi coraz więcej miłych chwil, ekscytujących możliwości, zrozumienia siebie i otwarcia na innych ludzi.

Dziękuję Ci Michał za ten post. Bardzo wiele dla mnie znaczy. Życzę Ci wszystkiego dobrego, radości i spełnienia we wszystkim co robisz i obyś zawsze miał taką moc pozytywnego wpływania na życie innych ludzi!

Pozdrawiam,
Piotr

Odpowiedz

Bartek Ch. Marzec 31, 2014 o 08:10

Witam,
obecnie mam duży problem z osiąganiem celów. Wyznaczam je ale właśnie tyłka nie ruszam.
Ten artykuł tak mnie zmobilizował, że od razy ruszam do realizacji a nie tylko gadanie – co bym zrobił, albo co chciałem kiedyś zrobić.
Takiego artykułu potrzebowałem. Jest świetny bo jest prawdziwy:) Jestem pełen podziwu Twojego dążenia do osiągnięcia postawionego celu.
Dzięki wielkie za prowadzenie tego Bloga.

Pozdrawiam
Bartek

Odpowiedz

Urszula Kwiecień 12, 2014 o 16:59

Pokazałam Twoją stronę mojemu 56-letniemu mężowi, który w 28 roku swojego życia został „skazany” na wózek inwalidzki (wypadek i złamanie kręgosłupa z całkowity przerwaniem rdzenia). Wiem, że z niej skorzysta, bo jest niezwykle twórczym facetem i jako samouk nabył wiele umiejętności życiowych (teraz na przykład prowadzi radio internetowe, tak, dla przyjemności… dla siebie)
Może dzięki Tobie i Twoim radom zrobi krok dalej i dorobi do symbolicznej renty.
Dziękuję Ci Michale za Twoją stronę, a losowi, że mi ją podsunął. Pozdrawiam

Odpowiedz

Michał Szafrański Kwiecień 12, 2014 o 22:21

Hej Ula,

Ja również się cieszę, że trafiłaś na mojego bloga. Wszystkiego najlepszego dla Ciebie i Męża.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Krzysiek Kwiecień 17, 2014 o 13:01

Piękna historia i przykład do naśladowania. Byłby z tego nawet niezły scenariusz na film. Jedno mnie zastanawia bo akurat jestem na etapie ubezpieczenia życia i zdrowia. Michale nie byłeś ubezpieczony? Przy dobrym ubezpieczeniu mógłbyś dostać za pobyt w szpitalu, za zabieg operacyjny i za ewentualny uszczerbek na zdrowiu. Jeśli nie byłeś to pytanie czy ta historia czegoś Cię nauczyła pod tym względem. Swoją drogą można by napisać artykuł o ubezpieczeniu. Nie wiem czy już takiego nie było bo nie ma wyszukiwarki.

Odpowiedz

Marcin Kwiecień 21, 2014 o 12:26

Od kilku tygodni w wolnych chwilach przeglądam wpisy na blogu.
Z rad jeszcze nie skorzystałem (no może poza żarówkami LED przez które trafiłem na stronę:).
Ale ten artykuł jest chyba tym czego mi najbardziej brakowało żeby na poważnie wziąść się za siebie i poprawić status rodziny – pod każdym względem. Dziękuję bardzo!

Odpowiedz

Tamara Kwiecień 22, 2014 o 23:00

Cześć
Jestem dziś pierwszy raz na Twoim blogu i już wiem, że nie ostatni. Ten wpis o maratonie udostępnię na fb jako Remedical dla moich Czytelników jako inspirację i motywację. W tamtym roku przebiegłam swoje 3 pierwsze maratony, więc czytając Cię, też się wzruszyłam. Dla mnie ważne są wyzwania, ale zwykle droga do nich jest kręta. Do zobaczenia!

Odpowiedz

Marek Maj 3, 2014 o 16:12

Dzięki za ciekawą opowieść!
Wczoraj trafiłem na Twój blog Michale. Zbiegło się to z poszukiwaniami na temat zmiany swojego obecnego życia. Od ok. pół roku jestem zdeterminowany by coś zmienić. Mam kilka pomysłów jednak brak mi pewności i ogarnia mnie momentami strach. Twój przykład jest niezwykle pozytywny i motywujący. Przypomniałem sobie jednocześnie kilka historii (sportowych) które dały mi kopa i odwróciły moje życie. Dlaczego teraz nie spróbować. Najważniejsza jest decyzja. To, że chcę zmienić swoje życie zawodowe już podjąłem. Bardzo dziękuję i pozdrawiam.

Odpowiedz

Jed Maj 9, 2014 o 12:23

Michał, Jeszcze raz ogromny szacun!

Odpowiedz

Kuba Maj 11, 2014 o 00:18

Michale, Twoja historia jest absolutnie inspirująca i motywująca do działania. Najważniejszy wniosek dla mnie: nieważne jaki pomysł przyjdzie mi do głowy i jaki cel będę chciał osiągnąć, warto ten pomysł realizować i dążyć do celu. Niby nic odkrywczego, ale jestem świadomy, że takie rzeczy należy sobie od czasu do czasu uświadamiać na nowo, a może nawet – coraz mocniej utwierdzać się w przekonaniu, że to słuszna droga. :) Dziękuję!

P.S. Będzie jakiś JOPLive na Ursynowie? 😉

Odpowiedz

Tomek Lipiec 17, 2014 o 17:16

Witam,
call2action zawarte w treści tego wpisu było tak silne i sugestywne, że nie sposób się oprzeć chęci pozostawienia komentarza. Kim byłbym, gdybym nawet tego nie mógł zrobić w zamian za tak inspirującą historię i jak mógłbym myśleć o zmianie swojego życia jeśli nie chciałoby mi się nawet tych kilku zdań napisać:)? Właśnie skończyłem tworzyć swoją własną listę TO DO na najbliższy czas, a ten komentarz niech będzie śladem znaczącym ten fakt w bezbrzeżnych głębinach internetu i całego kosmosu, a także sygnałem, że mi się uda i za jakiś czas być może osobiście Michale, podziękuję Ci za ten drobny lecz jakże znaczący wkład. Pozdrawiam.

Odpowiedz

aleksandryna Lipiec 27, 2014 o 17:12

Ależ mnie kopnąłeś w zad tym artykułem! dzięki!

Odpowiedz

Michał Szafrański Lipiec 27, 2014 o 17:14

Bardzo sie ciesze :) Powodzenia

Odpowiedz

Krzysiek Sierpień 11, 2014 o 14:38

Wróciłem…byłem wcześniej ale się wypisałem
wróciłem, bo czuję że coś u mnie się zmienia
Jestem po lekturze zjedz tę żabę, jestem fanem mateusza grzesiaka….i zdałem sobie sprawę, że także prżede wszystkim Twoim
Tylko brak mi kosekwencji…zrobiłem sobie plan pracy na poniedziałek…a potem rozregulowałem się…i. Ie mogę sobie spojrzeć w twarz ;(

Odpowiedz

Andrzej Sierpień 11, 2014 o 20:56

Michał! Czytam bloga prawie od początku, ale chyba niezbyt dokładnie, bo na ten artykuł trafiłem dopiero teraz. Cóż powiedzieć, zaczynam biegać :) od tego się zaczyna!

Odpowiedz

Marcin Sierpień 11, 2014 o 21:49

Wpadłem tu ze Spidersweb. Przeczytane. To tyle, idę wyrzucić śmieci! :)

Odpowiedz

Adrian Sierpień 11, 2014 o 22:07

Dzięki za kopa Michał, pozdrawiam;)

Odpowiedz

MichalKa Sierpień 12, 2014 o 12:34

Dziwne te standardy blogowe, jak dobry artykuł to można czytać.

Odpowiedz

Marek Sierpień 12, 2014 o 20:06

Dzieki Michal – tak po prostu dziekuje :)

Odpowiedz

Ania Sierpień 12, 2014 o 21:50

Michał,
Trafiłam na Twojego bloga już jakiś czas temu i niby czytam co piszesz, niby rozumiem, ale jeszcze nie udało mi się żadnych z Twoich rad wcielić w życie na dłużej niż miesiąc. Po przeczytaniu tego tekst mam o czym myśleć dzisiaj przed snem:) Postaram się jutro od myślenia przejść do działania! Jeszcze raz wielkie dzięki!

Powodzenia! :)
Pozdrawiam
Ania

Odpowiedz

natalia Sierpień 13, 2014 o 19:59

Dziekuje!

Odpowiedz

Katarzyna L. Sierpień 13, 2014 o 21:36

Twoja historia inspiruje i daje do myślenia (i działania!) :)
Od kilku miesięcy czuję się pogubiona zawodowo i to co, najlepiej mi teraz wychodzi to o dziwo sport (a zawsze byłam typem, który jak ognia unikał wszelkiej aktywności fizycznej). Postanowiłam więc przyjąć dziesięciotygodniowy plan dla biegacza: chcę w tym czasie nauczyć się przebiegać dystans 10 kilometrów, „wykończyć” pewne zaległości i ułożyć swoje życie zawodowe. Wierzę, i niejednokrotnie sprawdziłam, że jeśli sami zaczniemy działać, to energia, którą wytworzyliśmy, wróci do nas. Więc póki co, napędzam ją przebierając trzy razy w tygodniu nogami 😉 Właśnie jestem w trakcie czwartego tygodnia i.. jest lepiej. Krok po kroku działam, rozwiązuję małe problemy, rozmawiam z ludźmi, którzy okazują pozytywne wsparcie i wierzą we mnie. No i trafiłam na Twoją historię :) Dziękuję!

Odpowiedz

Marcin A. Sierpień 17, 2014 o 17:43

Dzięki Michał.
No dobra, chciałem coś więcej napisać ale stoję już 5 min przed kompem i mam tysiąc pytań w głowie do Ciebie, ale nie wiem od czego zacząć.
Może kiedyś się przemogę.
Pozdrawiam

Odpowiedz

Krzysiek Sierpień 22, 2014 o 12:11

Czesc Michale .
Z obieraniem cebuli idzie mi lepiej … zdecydowanie ……….. :-)
Czy Twoja historia mna wstrzasnela ….. nie .wzruszyla tak ale taki jestem i dobrze mi z tym hehehe . Jestesmy rowiesnikami o ile dobrze licze a mam z tym czesto problemy :-)
co jeszcze nas laczy oprocz wieku a no tytan hehehehe z ta roznica ze Ty masz go w szafce schowany ja caly czas przy sobie no ok w sobie hehehehe jak to mowie jestem wartosciowym czlowiekiem buahahahaha .
Historia jakich wiele u mnie na wesolo , praca , toaleta , schody bummmm i swiat sie zatrzymal. Wiele sie zmienilo , byl rok 2009 . zastanawialem sie wiele razy czemu dlaczego po co na co , moze po to abym inaczej myslal abym cos zmienil e tam nie wiem do konca czemu , czesto myslalem pechowiec ze mnie kiedys dzialalnosc w kraju , ciezko, pozniej powodz , strata. wiele prob zadna nie udana , wyjazd aby soebie polepszyc byt hmmmm smieszne wyjechalem w 2007 roku wiele sie nie napracowalem , w przedziale czasu 3 operacje na kregoslupie , w koncu dokrecili mi srubki , zmienic musialem wszystko nawet z zamieszkaniem ale bylo ok rodzina blisko , duzo pomocy za ktora nigdy nie zdolam odwzajemnic wdziecznosci……
Brak pracy brak mozliwosci bo jak sie ruszc , pewnego dnia kolezanka zadala niby zwykle pytanie ale jakie ono mialo wplyw na mnie ehhhh ( dziekuje Dorotko )
pytanie owo brzmialo , _ czemu nie zarabiasz na fotografi ?
ja juz nie pamietam jak zareagowalem co pomyslalem , usmiechnolem sie i jedyne co pamietam to to ze powiedzialem ze slimaki mnie wyprzedzaja a jak ja mialbym robic zdjecia w plenerze ( oj prostolinijne myslenie ). Dorota wyszla po odwiedzinach a mi to pytanie w glowie dudnilo , i co i komputer i google i …. i napisalem zarabianie na fotografi .
oczy otworzylem szeroko gdyz nie zdawalem sobie sprawy z tego w jaki sposob mozna zarabiac na niej , stocki dowiedzialem sie o ich istnieniu i cos tam raczkuje w tym temacie . mam jednak na mysli cel ze bede na tym zarabial odpowiednie pieniadze, nastepnie pomyslalem sobie co chcialbys umiec robic , czas byl komputer tez , i mysl chleb piec , kielbase robic . odwaznie ale coz byl rok 2011 , rzucam chaslo w domu bede piekl chleb i bulki , jak sie uda to moze cos pozarabiam jak juz uziemiony w domu jestem , uslyszalem no co ty , to tak delikatnie hehehehehhee mama sie wypowiedziala i wtedy pomyslalem sobie mowcie co chcecie a ja Wam upieke pieczywo .
dzis po paru latach powiem ze pierwszy bochenek upieklem w maju 2014 roku dobry byl swoj wlasny na zakwasie hmmmm pycha poprostu, rodzina sie zajada z wypieku na wypiek ponoc coraz lepiej , ostatnio woooooow wielkie i slysz no no to jest prawdziwy chleb hmmm
teraz siedze i pisze a mialem sie zdrzemnac spalem 3 godziny tylko , dlaczego ? a no tak nie powiedzialem wczoraj zrobilem kielbase swoja wlasna od poczatku do konca , zapach dymu czuje caly czas , rodzina zajada sie nia moj chrzesniak 5 letni pomagal mi ehhh wesolo bylo , wedzarke dostalem na imieniny w lipcu , pomyslalem oho teraz wierzycie ze kielbase Wam tez zrobie hihihihihihi zrobilem .
Wspomne tylko ze w marcu powrocilem do pracy jestem szczesliwym czlowiekiem , kazdy ma swoj wlasny Mount Everest……
Chcialbym aby moja siostra tu zajrzala bede sie staral aby jakos tutaj dotarla Kocham Cie Siostrzyczko .
Na koniec napisze gdyz musze zageszczac ruchy gdyz chleb mi rosnie i czas niebawem na wypieki ale wszystkim ktorzy to czytaja napisze slowa ktore kiedys uslyszalem , przeczytalem nie pamietam ale ktos bardzo madry powiedzial kiedys mniej wiecej cos takiego
Nie wazne czy myslisz dam rade lub nie dam rady , w obydwoch przypadkach masz racje…..

pozdrawiam serdecznie Dziekujac wszystkim
Krzysiek.

Odpowiedz

Mateusz Sierpień 22, 2014 o 15:22

Cześć,
Wierzę, że wszyscy miłośnicy snowboardu to wielka rodzina. Dlatego przywitałem się z Tobą mniej formalnie (jeśli uraziłem – przepraszam).
Zacznę od tego, że w roku 2011 nabawiłem się kontuzji stawu kolanowego (naderwanie ACL i przyczepów mięśnia czworogłowego + skręcony staw) Historia podobna do Twojej – jechałem poza trasą (Miejsce – Zieleniec). Wtedy była to dla mnie katastrofa ale nawet nie śmiem porównywać tego do Twojej kontuzji. Zastanawiam się czy jeździsz jeszcze na desce? czy zaprzestałeś?
Chciałem Ci pogratulować tego jak zwyciężyłeś te bitwy w swojej głowie.
Niesamowicie ten artykuł mnie zmotywował do działania. 2 miesiące temu byłem o wiele lepiej zdyscyplinowanym człowiekiem niżeli teraz jestem. Brakuje mi energii i chęci na wszystko. Chociaż już jest lepiej niż było tydzień temu to po przeczytaniu Twojego wpisu – dostałem niesamowitego kopa! Teraz moim priorytetem jest nauka języka obcego – mieszkam w Norwegii. Bardzo ciężko zebrać siły, żeby wziąć książkę i włączyć audio kurs.
Teraz nie wiem od czego mam zacząć – Iść biegać? czy wziąć książkę czy wynieść śmieci?! 😀
Dziękuję.
Na Twojego Bloga trafiłem kilka dni temu.
Od pewnego czasu interesuje mnie temat finansów. Przed chwilą skończyłem konfigurację Microsoft Money (również dziękuję za to!)
Mam kilka książek już za sobą ale to dopiero pierwszy MAŁY kroczek w mojej edukacji (którą mogę przyrównać do ultramaratonu).
Bloga będę polecał znajomym – bo warto.
Życzę Ci dużo wytrwałości, inspiracji na kolejne wpisy oraz miłości i uśmiechu!
Pozdrawiam serdecznie,
Mateusz

Odpowiedz

Yagar Sierpień 25, 2014 o 15:04

Muszę coś napisać bo wpis bardzo dobry, a jak nie napiszę to będę żył w świadomości że nie napisałem bo…. mi się nie chciało. Właśnie przeczytałem ten tekst w momencie kiedy od kilku dni/tygodni po prostu nic kompletnie mi się nie chce, odwlekam to co nieuniknione i tylko problemy przez to mam, ale i tak mnie to nie zmusza do wzięcia sie do roboty. Może po tym artykule coś się zmieni…. eh sam już nie wiem.

Odpowiedz

Katarzyna Wrzesień 5, 2014 o 22:25

Co tu dużo pisać – Jesteś Wielki ! Gratuluję i podziwiam :) Przesyłam pozytywną energię :)
Ja jeszcze noszę swoje gwoździe w kościach, ale jak je wyjmę, to też pokaże na co mnie stać :) Kasia

Odpowiedz

Maciek Wrzesień 7, 2014 o 21:35

Michał, tego mi było trzeba. Trochę ugrzęzłem w ostatnich latach. Wierze, że przywróciłeś mi świeżość i wolę walki ze swoją słabością. Warto było czytać! Niech Bóg Ci błogosławi :-)

Odpowiedz

Alek Wrzesień 10, 2014 o 00:09

Bardzo motywujące – jestem na takim etapie, że ten tekst może być „tym” kamyczkiem – jakby co zaliczy Ci się to na plus :)

Odpowiedz

Agata Wrzesień 10, 2014 o 10:28

Cześć Michał,
Dziękuję :-) Mi też się łzy zakręciły, jak czytałam o Twoim wielkim finiszu z banerem nad głową. Nic się nie dzieje przypadkowo – dzisiaj wprowadziłam ruch i zmianę w swoje życie i na blogu paulinabasta.com znalazłam odnośnik do Twojej strony a tu taka piękna motywacja! Dzięki jeszcze raz, trzymaj się ciepło, idź pewnie swoją drogą i podziwiaj krajobrazy :-) Pozdrawiam, Agata

Odpowiedz

Marta Wrzesień 18, 2014 o 18:38

Zajrzałam tu po wiedzę o domowym budżecie, a znalazłam znacznie więcej: Inspirację i pozytywne nastawienie, które ostatnio jest mi szczególnie potrzebne. Dzięki!

Odpowiedz

Paula Październik 18, 2014 o 18:08

Cześć :)
dzięki za inspirację i za Twoje podcasty, ostatnio zaczęłam biegać słuchając je (a niełatwo przychodzi mi zmotywowanie się do tego) i muszę przyznać, że jest dużo fajniej :)
Pozdrawiam, Paula

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 19, 2014 o 23:45

Hej Paula,

Dziękuję za komentarz. Miło mi to przeczytać. Życzę jak najbardziej udanych podcastowych treningów biegowych :)

Pozdrawiam

Odpowiedz

Dorota Październik 26, 2014 o 21:48

Koło tego wpisu nie można przejść obojętnie. Zachwycająca i motywująca do działania historia. Wzruszyłam się:) Pozdrawiam!

Odpowiedz

Filip Październik 26, 2014 o 23:37

Inspirujący tekst, napewno będę śledził bloga w poszukiwaniu konkretnych wskazówek, ciesze się że Pan wierzący :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Dorota Październik 27, 2014 o 01:16

Jestem pierwszy raz na Twoim blogu, ale wiem, że tu wrócę.
Wzruszyła mnie Twoja historia, momentami miałam wrażenie, że czytam o swoich uczuciach…
Bez wątpienia mnie zainspirowałeś! Nie będę już szukać wymówek. Bardzo chcę żeby mi się to udało.
Dziękuję Ci! Robisz świetną pracę!

PS. do mojego męża: Kochanie, oficjalnie przepraszam Cię na łamach poczytnego medium:
To, że od lat wklepujesz w Excela nasze paragony, może mieć sens!!

Odpowiedz

Magda Grudzień 2, 2014 o 16:57

Dziękuję, Michale!

Odpowiedz

Gosia Grudzień 30, 2014 o 12:55

Miło widzieć, że na tym blogu o pieniądzach można mówić z uczuciami i emocjami. Oczywiście historia zainspirowała mnie, choć czytając inne artykuły mniemam, że nie jesteś Michale „zwykłym gościem”, jesteś mega inteligentnym na pewno ekonomicznie gościem, który wiedział jak tą inteligencje spożytkować. Historia o maratonie jest dla mnie MEGA PRZYDATNĄ historia i z oszczędzaniem może mieć bardzo dużo wspólnego. Otóż oboje z mężem jesteśmy ekonomicznymi analfabetami, leniuchami ( prawie w Twoim wieku). Pomimo, że jesteśmy bardzo dobrze wykształceni, nie przekłada to się na zaradność życiową. Trafiłam niedawno na ten blog i nie ukrywam, że połowy nie rozumiem, i że już samo czytanie o pieniądzach jest dla mnie ciężkie. Poprosiłam o pomoc męża, żeby trochę poczytał i mi pomógł, ale on się nie kwapi, bo……..woli robić cokolwiek innego a najbardziej biegać. Mąż biega ultramaratony, biegi górskie, ubiega się o udział w Biegu Rzeźnika, więc taką historie jak tu, na pewno przeczyta!!! Więc wejdzie na bloga i poczyta więcej. I mam nadzieje, ze nasze oszczędzanie nie będzie polegało tylko na wyłączaniu światła i wody kiedy trzeba, że nauczymy się troszkę inwestować, i że bardziej będzie nam się chciało to robić. Pozdrowienia!

Odpowiedz

Karolina Styczeń 2, 2015 o 15:28

Witaj Michale,

już od jakiegoś czasu subskrybuję Twój blog. Dzisiaj m.in. dotarłam do powyższego wpisu. Przeczytałam cały. Jest wzruszający i motywujący. Aktualnie sama borykam się z częściową niesprawnością (pęknięta kość piszczelowa) i Twój wpis zmotywował mnie do postawienia sobie celu – Rysy w ukochanych Tatrach. Mam nadzieję, że pomimo opornie zrastającej się kości, uda mi się ten cel osiągnąć w ciągu najbliższych 5 lat.

Gratuluję wciągającego i interesesującego bloga.

Pozdrawiam serdeczenie i życzę jak najwięcej czasu spędzonego wspólnie z rodziną w 2015 roku,
Karolina

Odpowiedz

Marcin Styczeń 5, 2015 o 23:55

Michał, ja też biegam od niedawna, ostatnio przebiegłem swoje pierwsze 10 km w łódzkim biegu sylwestrowym. Przed chwilą przeczytałem ten wpis, choć Twoje podcasty wykorzystuję przy treningach już jakiś czas. Dzięki za Twoją historię 😉
Swoją drogą, liczę, że zwiększysz częstotliwość podcastów, bo trenując 3 razy w tygodniu po godzinie……
Trzymaj się!

Odpowiedz

Karol Styczeń 20, 2015 o 22:10

Właśnie przeczytałem Twoją historię – robi bardzo pozytywne wrażenie i inspiruje do dalszego działania :) W 2012 roku w moim życiu nastąpił splot wydarzeń po których dotarło do mnie iż w każdej sferze musze kompletnie przemodelować swoje dotychczasowe schematy. Wiem co czujesz kiedy realizujesz swoje cele – pokonujesz ból, wręcz wypluwasz płuca by dobiec jeszcze te kilka, kilkanaście metrów itd.
Już teraz jestem bardzo usatysfakcjonowany z tego jak wiele w swoim życiu zmieniłem widząc z jakiego miejsca startowałem, ale nie zamierzam na tym poprzestać. Po przeczytaniu tego wpisu nie mam najmniejszych wątpliwości, że jesteś osobą, która pomoże mi w dalszym wdrażaniu zmian tak, aby iść cały czas do przodu. Dzięki wielkie! :)

Odpowiedz

Gosia Styczeń 21, 2015 o 03:03

Strasznie pozytywny artykul. I jakze prawdziwy.
Rzeczywiscie wiekszosc ograniczen tkwi w naszej glowie.
(oj, cos niestety na ten tema wiem…;)

Odpowiedz

Iwona S. Styczeń 25, 2015 o 16:11

Dotarłam do końca i przeczytałam wnikliwie :)
Warto było :) Dziękuję

Odpowiedz

Piotrek Styczeń 28, 2015 o 16:15

Przeczytalem :) i nie powiem – musze zaczac malymi kroczkami rezalizowac swoje plany bo czas leci i cofnac go nie idzie …

Odpowiedz

Aga Luty 11, 2015 o 10:05

Michał, nie wiem jak to robisz, ale przy czytaniu twoich postów jestem cała w tym co przekazujesz. Normalnie mnówsto rzeczy mnie rozprasza, a tu nie! Wow!
I co z tego, że są długie. Nawet nie zauważyłam 😛

Piękna jest Twoja historia.
Ja też wierzę, że zrobię i osiągnę to co będę chciała!
Tylko najpierw chcę odnaleźć to co chcę zrobić 😀

Na razie (małe kroki!) poczytam Twój blog, a później sprawdze też blog Pata.

Pięknie! :)

Odpowiedz

Radek Luty 12, 2015 o 23:56

Michał, dziękuję za to że tworzysz tak wspaniały blog.
To mój pierwszy wpis na nim, aczkolwiek czytam go od jakiś 3 tygodni.
Duża część podcastów już odsłuchana.
To dzięki podkastowi, o podsumowaniu pierwszego roku jego istnienia, zdecydowałem się pierwszy raz napisać – Bo Ty!! pchasz ludzi do działania. Mowiłeś „dużo osób zagląda na bloga, bardzo mało komentuje”… To mój pierwszy krok, będzie więcej komentarzy.
Ten komentarz miał powstać pod ostatnim tematem 25 aplikacji…
Szukałem w spisie treści artykułu o urządzeniach uspionych, aby udowodnić że tak drogi Macbook Pro zużywa mniej energii niż laptop Twego syna… Taka pamięć fotograficzna :)
Przypadkiem znalazłem ten wpis….
Tak mam kontuzję kolana, obie łękotki powycinane…
Eh do rzeczy… Pracuje fizycznie przy koniach, 5 dni w tygodniu, deszcz, śnieg, wiatr itp i czuję się dobrze.
Ale mam wymówkę aby nie biegać – kolano…
Dziękuję za pozytywnego kopa, na każdej płaszczyźnie mojego życia.
Przy okazji, na samym początku napisałeś że w lutym obchodzisz urodziny…
Nie wiem kiedy dokładnie, ale życzę wszystkiego najlepszego…
Pozdrawiam serdecznie Radek.

Odpowiedz

Aleksandra Luty 19, 2015 o 13:35

Michale, Twój artykuł rezonuje po ponad dwóch latach… Dziękuję, czuję, że znajdę u Ciebie dużo inspiracji i tematów do rozwoju i przemyśleń. Byle tylko nie skończyło się na samych przemyśleniach! Gratuluję, że dzięki konsekwencji, zaangażowaniu i dobremu nastawieniu doszedłeś- i wtedy, i obecnie- tak daleko i jestem wdzięczna, że tak szczerze się tym dzielisz. Powodzenia!

P.s. Biegasz dalej?

Odpowiedz

Michał Szafrański Luty 19, 2015 o 14:13

Hej Aleksandra,

Dziękuje za komentarz i miłe słowa. Tak – biegam :)

Pozdrawiam

Odpowiedz

Tomek Luty 22, 2015 o 23:26

Przeczytałem cały artykuł od początku do końca i zrobiłbym to również gdyby był nawet dwa razy dłuższy. Szczerze mówiąc to nawet byłem niezadowolony, „że już koniec”.
To co piszesz jest niebywałe, mam na myśli Twoją zdolność do samo motywacji. Poza tym imponuje mi to jak otwarcie piszesz o swoim Przewodniku w tej Twojej drodze.
Ale skoro piszesz to tak otwarcie to i ja tak napiszę, tym bardziej, że mam wrażenie wkomponuje się to w treść Twojego artykułu.
Pewnie nie będę tu jedynym, który twierdzi, że go zmotywowałeś. Ale w moim przypadku jest to 100% faktem. Odkąd około półtora miesiąca temu zobaczyłem pierwszy artykuł o Tobie, a następnie Twój blog, jesteś moim „idolem”, przewodnikiem niczym opisany Pat dla Ciebie. Aby nie być gołosłownym to mogę tylko dodać, że już w pierwszym dniu kiedy o Tobie przeczytałem, „wstąpiły we mnie takie emocje”, że zdobyłem się na napisanie maila do Ciebie chociaż nie bardzo wiedziałem co mam napisać. Co więcej już w tym dniu wiedziałem, że chcę Cię naśladować, że będę prowadził blog’a chociaż o jego prowadzeniu nie wiedziałem dokładnie nic, nawet nie słyszałem o Wordpressie, kompletna pustka. Co więcej zawodowo jestem tak zajęty i teoretycznie „spełniony”, że nawet na same myśli o blogu brakuje mi czasu.
Ale tak jak piszesz w artykule postanowiłem, że najgorszą rzeczą będzie to jak stwierdzę, że się „nie da” lub „nie dam rady”. Od tamtego czasu jestem jak „amoku”, ale blog OCZYWIŚCIE URUCHOMIŁEM. Co prawda mam jeszcze wielki chaos myśli, dziesiątki niedokończonych elementów i niedopracowanych szczegółów, ale idę do przodu. Powoli, każdego dnia rozwiązuję kolejne problemy i składam to w całość jak puzzle. Wszystko robię sam, nocami, kosztem „wszystkiego”, czytam, próbuję, denerwuję się, w między czasie piszę treści, ciągle szlifuję „styl”, ale idę do przodu. Czuję satysfakcję jakiej dawno nie odczuwałem. Napisałem nawet kilka dni temu maila w tej sprawie do Ciebie …, codziennie sprawdzam skrzynkę …
Jednym słowem nawet gdybyś otwarcie nie pisał o chęci podzielenia się swoją wiedzą to i tak chyba czerpałbym z niej całymi garściami. Nie wiem jak to jest, ale w moim przypadku jest to niebywałe „zauroczenie”, pozytywna energia, „kop” jakiego potrzebowałem. Jak czytam Twoją historię to dostrzegam wiele elementów ze swojego życiorysu, nawet wiek mi pasuje. Mam w tej chwili 38lat, wiele już zrobiłem, ale cały czas czuję jeszcze niedosyt, chęci złapania dodatkowej energii, którą Ty mi dałeś. Dziękuję, tyle mogę powiedzieć, bez względu na to co będziesz robił dalej to to co robisz teraz jest wyjątkowe ponieważ daje pozytywną energię innym. Życzę Ci, aby taka pozytywna energia wracała również do Ciebie.

Pozdrawiam
Tomek

Odpowiedz

kamil Marzec 8, 2015 o 23:21

Michał,
przeczytałem cały artykuł, choć na Twoim blogu poszukuję informacji o finansach domowych i pomimo późnej pory. gratuluję wytrwałości, pomysłów, bloga i umiejętności inspirowania innych do działania. tak trzymaj!
pozdrawiam
Kamil

Odpowiedz

Kaja Marzec 16, 2015 o 20:18

Witaj. Nie wiedziałam ze miałes taki wypadek, mimo ze przegladam bloga juz od jakiegos czasu… Bardzo mnie ujeło ze odnosisz sie do Boga, ze nie wstydzisz sie tego. I lepiej tez rozumiem twoja motywacje do oszczedzania, dlaczego załozyłes tego bloga. To nie była kwestia ¨skąpstwa¨tylko duzej potrzeby zyciowej, zagrozenia zycia i bezpieczenstwa rodziny, mozna powiedziec… Serdecznie Ci gratuluje i zycze powodzenia!

Odpowiedz

Michał Szafrański Marzec 16, 2015 o 21:10

Hej Kaja,

Dziękuję. Niemniej jednak sprostuję, że oszczędzanie było dużo, dużo wcześniej :) Gdyby nie oszczędzanie, to nie byłoby mnie stać na operacje i rehabilitację.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Lukasz Marzec 22, 2015 o 22:56

Michal
Super historia!! Ja również miałem poważne złamanie i ilość śrub w moim lewym udzie sprawiła, że musiałem zmienić swoje plany na życie. Wyszło mi na dobre, bo jak mi padły stare plany, zacząłem tworzyć nowe i powoli je realizować. I też przebiegłem maraton (Warszawa 2014) więc częściowo wiem z czym walczyłeś. I fajna ciekawostka – przygotowuję się do kolejnego maratonu i podczas długich wybiegań słucham podcastów Michała Szafrańskiego… Interesują i inspirują (przygotowuję się do wejścia w inwestowani w nieruchomości) za co Ci bardzo dziękuję.

Odpowiedz

Karo Marzec 25, 2015 o 15:41

Witaj Michale,

z radością czytam Twój blog, a raczej jak widać jak daleko w przeszłość zabrnęłam, nadrabiam go:) Bardzo dobrze mi idzie, ze względu na to, że teksty, które piszesz po prostu chce się czytać. Sa one otwarcie napisane, ciepłe i dające kawałek wartościowej wiedzy i motywacji. Super się je czyta, a nawet szczególnie jak są długie:) Ten tekst idealnie wpisał się w sytuację, w której jestem. Potrzebuję teraz dużych kopniaków motywujących, wsparcia i nadziei na lepsze:) Czytając Twój tekst człowiek myśli sobie od razu: mam w sobie tyle mocy, nawet jak mi się wydaje, że jej nie mam. Muszę to tylko wykorzystać nabardziej wartościowo jak się da! I ty do wykorzystywania swojej wewnętrznej mocy bardzo motywujesz!!

Dziękuję Ci bardzo za ten bardzo osobisty wpis na blogu!!

Lecę dalej z czytaniem pełna uśmiechu na twarzy:)

Gratuluję wspaniałego bloga i wszystkich sukcesów z nim związanych.

Karolina.

Odpowiedz

Kasia Marzec 25, 2015 o 16:38

Michale,
Dziękuję za Twoją szczerą i prawdziwą historię .Jestem wdzięczna za inspiracje i cieszę się że trafiłam na Twój blog i mogę śmiało powiedzieć że już doświadczyłam korzyści z niego płynących.Podziwiam Cię ,jesteś dla mnie przykładem i inspiracją .Właśnie szukałam wymówki żeby nie iść biegać ,bo duszno itp…..Zbieram się zaraz:)
Pozdrawiam ,gratuluję i dziękuję !
Kasia

Odpowiedz

Dorota Marzec 29, 2015 o 22:55

Przeczytałam i nasunęło mi się na myśl trafne zdanie Piotra Motyla, którego niedawno poznałam:
„Kto chce szuka sposobu, kto nie chce, szuka powodu”

Nic dodać, nic ująć.

Pozdrawiam:)

Odpowiedz

Arkadiusz Kwiecień 1, 2015 o 09:39

Witam Panie Michale,

dziękuję za tą historię, właśnie ją przeczytałem i pomogła mi się zmotywować do działania.

Pozdrawiam, Arek

Odpowiedz

Dorota Maj 5, 2015 o 09:01

Kliknęłam z ciekawości w linka na twitterze, który ktoś udostępnił, parę razy byłam już na tym blogu, ale dopiero teraz trafiłam na tą historię. Bardzo dziękuję za podzielenie się swoim doświadczeniem i dobrymi radami, ruszyło mnie parę razy i to pozytywnie. No nic, czas coś zrobić, pozdrawiam serdecznie, Bóg z Tobą!

Odpowiedz

Dagmara Maj 5, 2015 o 09:31

Dzięki Michał za ten tekst! Jakbym czytała swoją historię. Czekam na kolejną operację, walczę z codziennym bólem, ale wierzę że jeszcze pobiegam i zagram z moją drużyną na boisku :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Maj 5, 2015 o 10:46

Hej Dagmara,

Dziękuję. I do zobaczenia wkrótce :)

Pozdrawiam

Odpowiedz

Marcin Maj 5, 2015 o 09:59

Cześć:-)

Przeczytałem artykuł z uwagą i dał mi pozytywnego kopniaka.
Obecnie moje życie utknęło jakby w martwym punkcie, pomimo, że realnie niczego nie brakuje mi do tego, aby iść naprzód, stawiać sobie cele i do nich dążyć. Jednak w mojej głowie urosły takie mentalne bariery, które zdają mi się nie do przeskoczenia.

O zasadzie małych kroczków już nie raz słyszałem, ale wciąż ociągam się z jej wprowadzeniem w życie. Po przeczytaniu Twojego artykułu widzę, że warto stawiać sobie cele, do których naprawdę chcemy dotrzeć i postawić już dzisiaj pierwszy kroczek w kierunku ich realizacji.

Może to jest sposób dla mnie na przerwanie marazmu i wyjście do bardziej obfitego życia:-)

Dziękuję za to, że podzieliłeś się z nami Twoją historią.

Odpowiedz

Monika Maj 5, 2015 o 10:23

Michał, czytam Cię już od dosyć dawna, ale na tę historię trafiłam dopiero teraz. Chyba tak to musiało wyglądać, że ona pojawiła się przed moimi oczami dopiero teraz, dziś. Generalnie słabo już widzę przez łzy, ale chcę zostawić komentarz. Od czego zacząć? Też zaczęłam biegać. 5 km na dobry początek, ale widzę, że te 5 km jest kluczowe jak się chce przebiegnąć maraton. A ja kiedyś chcę. Ale maraton to jeden z celów. Małymi kroczkami mówisz? Spróbuję małymi kroczkami. Więcej co prawda u mnie w głowie marzeń i planów, niż nawet małych działań. Dużych zmian nigdy nie byłabym w stanie przeprowadzić, ale małe kroczki są do zrobienia. Trochę to wszystko chaotyczne, ale niesamowicie mnie wzruszyłeś. Nieprawdopodobna historia, chyba najbardziej inspirująca, jaką przeczytałam w życiu. Po prostu dziękuję.

Odpowiedz

Michał Szafrański Maj 5, 2015 o 10:45

Ściskam mocno Monika :)

Odpowiedz

Michał Maj 5, 2015 o 10:35

Dzięki Michale za wszystkie dobre słowa w tym tekście.
Pomogło 😉

Odpowiedz

karolina Maj 5, 2015 o 11:04

śledzę Twój blog od ponad 1,5 roku i bardzo go sobie cenię. Może i teksty są długie ale na pewno warto je przeczytać. Myślę, że dzielenie się swoimi doświadczeniami nie tylko z branży finansowej jest ważne gdyż daje obraz autora – Ciebie, z szerszej perspektywy i czytelnicy mogą się identyfikować.
Gratuluję wytrwałości i sukcesów! Życzę aby nadal wszystko Ci się udawało i dopisywało zdrowie.

Odpowiedz

Ewa Maj 5, 2015 o 11:06

Michale,
W dobrym momencie życia trafiłam na Twój tekst.
W lutym tego roku zabrałam się za pracę nad sobą. Juz wielokrotnie chciałam trochę schudnąć, bo 109 kg to jak na młodą mamę trochę za dużo… Ciągle nie udawało mi się znaleźć silnej wewnętrznej motywacji. W końcu postanowiłam założyć bloga. Stwierdziłam, że takie publiczne podjęcie wyzwania może mi pomóc. Nazwałam go: Chudnę z miłości. Dzialam bez diet-cud bez Chodakowskiej. Mądre odżywianie, ruch i zawierzenie Bogu. Przez niecałe 3 miesiące schudłam 9 kg. Codziennie wykonywałam delikatne ćwiczenia na zdrowy kręgosłup i -o ironio- wczoraj padłam… Tzn.w ciągu normalnego funkcjonowania kury domowej zaczęłam nagle czuć bardzo silny ból w kręgosłupie. Ledwo ruszałam rękami i nogami. Padłam na łóżko… I od wczoraj z niego nie wstałam… Tak, lekarz był, zastrzyki, zero ulgi. Dzieci małe biegają wokół mnie nieco przestraszone. Ja też w strachu. Pesymistyczne myśli zaczęły dopadac mnie dziś rano. I właśnie przeczytałam Twój tekst. Co prawda nie stawiam sobie za cel przebiegnięcia maratonu (wydaje mi się to mniej realne niż lot w kosmos), ale chciałabym schudnąć w zdrowiu do 70 kg (ważyłam tyle ostatnio mając 13 lat), by móc urodzić kolejne dziecko bez tak szalonego obciążania kręgosłupa. No i chciałabym zaskoczyć figurą mojego Męża… Ubolewam tylko nad tym, że zdrowe odżywianie jest tak drogie…

Dziękuję Ci Michale za przerwanie Twoim tekstem zblizajacej się lawiny moich pesymistycznych myśli. Flp 4,13.
Pozdrawiam!

Odpowiedz

sylwia Maj 5, 2015 o 11:17

Dziękuję. Przeczytałam od deski do deski. Chciałabym Ci tylko powiedzieć, że jesteś wielki. Ale skoro jesteś człowiekiem wierzącym, to nie dziwią mnie Twoje RAOKi :-) Życzę sobie i wszystkim aby było na świecie więcej takich ludzi. Jeszcze raz dziękuję, że się dzielisz z nami :-)

Odpowiedz

Kasia Maj 5, 2015 o 11:51

Napiszę tylko, że łzy mi pociekły…

Odpowiedz

Agnieszka Maj 5, 2015 o 12:10

Witaj Michale,

czytam Ciebie od jakiegoś czasu. Poznałam Cię przez mojego Brata, który zalajkował Cię na fejsbuku. Pomimo tego, że dość nieudolnie korzystam z tego medium, Twój wpis na tyle mnie zainteresował, że również kliknęłam i regularnie wyskakujesz mi na ekranie komputera z nowymi wpisami, za które szczerze z serca prosto dziękuję.
Ten wpis poznałam dopiero dzisiaj i skojarzenie z Twoim wyskakiwaniem na mój ekran wydało się ciut niepasujące. Kawy nie piję, więc nie mogę również porównywać tego do filiżanki, która daje kopa wielu ludziom na początek dnia.
Jest tutaj (u Ciebie na blogu) tak fantastycznie, że wszelkie epitety, których nie brakuje w komentarzach powyżej, blade się wydają i wyświechtane.
Bardzo bardzo dziękuję i mocno trzymam kciuki za całą masę sukcesów i radości dla Ciebie i Najbliższych!

Odpowiedz

AsiaMi Maj 5, 2015 o 12:30

Dziękuję za to, że dzielisz się swoją historią życia.
I za Twoją odwagę Cię podziwiam.
Dzięki!

Odpowiedz

Paweł Maj 5, 2015 o 12:42

Michał, po prostu dzięki :)
Dużo się od Ciebie nauczyłem, czytam Cię już od dłuższego czasu. Jesteś świetnym facetem i nie zmieniaj tego. Musimy kiedyś przybić sobie piątkę na jakimś evencie w Krakowie!

Odpowiedz

HAART galeria dobrych pomysłów Maj 5, 2015 o 13:49

Niby znam Twoją historię a i tak zawsze mnie porusza…

Odpowiedz

Ewa Maj 5, 2015 o 15:29

Hej Michal!
Krzepiący artykuł. Mam podobna historie do Twojej. W lutym 2010 też połamałam się podczas wyjazdu na snowboard (na szczęście tylko jedną piszczel;). Też mnie składali na nowo i nawet ta sama technika co Ciebie. Potem rok tulania sie po lekarzach, bo brak wzrostu itd. Poza tym deprecha gleboka jak row marianski.. Nie wracam pamięcią do tamtego okresu prawie wcale.
Na szczęscie dzięki dobrym prywatnym lekarzom udało mi się wyjsc na prosta. Oczywiście mój mąż Adam tez był dla mnie przeogromnym oparciem. Potem był juz czas wielkich zmian w moim życiu. Zmiana pracy w 2011 roku, rozpoczęcie przygody biegowej w 2013, pierwsze dystanse pół maratonu i pierwsza 30stka, przeprowadzka do własnego 4M, narodziny synka w 2014 roku… W czerwcu czeka mnie pierwszy – po urodzeniu syna – półmaraton. Da się? Oczywiście, że tak. Tak jak pisales, kluczem jest motywacja do działania.
Dzięki za artykuł. Czytalo się pięknie.

A i jeszcze jedno. Jesteśmy z mężem po Twoim kursie „Budżet domowy w tydzień”. Super robota. Wreszcie zaczęliśmy ogarniac i planowac swoje wydatki dzięki Twoim wskazówkom.

Odpowiedz

Ania Maj 5, 2015 o 15:42

Brak mi słów. Jestem pod wielkim wrażeniem! Ogromnie z Ciebie silny facet i godne podziwu dążenie do celu.

ps. osobiście lubię takie długie teksty, jeśli są tak dobrze napisane!:)

Odpowiedz

magda Maj 5, 2015 o 15:52

Dziękuję za ten wpis.

Odpowiedz

Malwina Maj 5, 2015 o 16:09

Oj, Michale, Michale, namąciłeś Ty mi w głowie. Pozytywnie. Ostatnio zaczęłam wątpić, że cel, jaki przed sobą postawiłam, jest realny. Dzięki za ten pozytywny kopniak, trzeba mierzyć wysoko.
Wiesz, co mnie bardzo pozytywnie motywuje? Jestem rocznik 76, Ty jesteś, jak czytam, 74, czyli Ty już masz czterdziechę, ja za moment. Kto powiedział, że w życiu jest już wszystko pozamiatane? To raz. A dwa, jak to dobrze, że takie dobre blogi jak Twój tworzą ludzie z naszej półki, a nie tylko piętnaście lat młodsi 😉

Odpowiedz

Konsjerż Maj 5, 2015 o 16:14

Cześć Michał :)

Świetny wpis. Znam Cię od 6 miesięcy a dopiero teraz poznałem całą Twoją historię wypadku. Fajnie, że ją przypomniałaś.

Teraz dzięki Tobie, chcę się zmienić, wyjść z tego marazmu i zacząć żyć. Jeszcze chwila i rzucę to co robię. Ma nadzieję że po wakacjach złoże wypowiedzenie i wyjdę ze strefy komfortu. Zacznę robić to co chce a nie to co muszę!

Jeszcze raz dzięki Michał, Dobry z Ciebie człowiek !

Odpowiedz

Dorota Maj 5, 2015 o 16:57

Michale,

Twój blog codziennie pomaga nam (jako rodzinie) oszczędzać, ale też uwierzyć w możliwość realizacji marzeń. I to nie tylko dzięki temu pięknemu wpisowi.

Jesteś bardzo inspirujący i mam nadzieję, że kiedy się spotkamy powiem „długo myślałam, że też mogłabym działać tak efektywnie jak Ty, aż w końcu do mnie dotarło, że mogę.” :)

Wysyłam uśmiech!

Odpowiedz

Maciej Maj 5, 2015 o 18:01

Jestem pod wrażeniem Michale ile przeszedłeś w ciągu tych kilku lat i z jakim rezultatem. Jestem również pod wrażeniem, jak to wszystko opisałeś. Naprawdę nie czuć było długości tego tekstu.

Jeszcze raz dzięki!

Odpowiedz

Karolina Maj 5, 2015 o 18:53

Takich przykładów potrzebuje chyba rownież podejmę walke z moim maratonem!!!

Odpowiedz

Inga Maj 5, 2015 o 20:35

Przeczytałam i podziwiam. Za wytrwałość- bo niewielu by stawiało przed sobą takie cele jak Ty.
Obecnie znajduję się w takim punkcie mentalnym, że potrzebuję właśnie kopa w tyłek. Biegać zaczęłam. To będzie pierwszy krok do rozmów z sama sobą:) Pozdrawiam!

Odpowiedz

Norbert Kilen Maj 5, 2015 o 22:15

Fajna historia i bardzo ciekawy wpis. Wreszcie mniej o procentach, zwrocie i lokatach:-)

Odpowiedz

Marzena Maj 5, 2015 o 22:53

Super artykuł!!! często myślę sobie, że to zrobić czy tamto zrobić, phi też mogę… tylko, że ruszyć się nie chce. A życie mija migiem… Idę wyrzucić śmieci;)
Fajny z Ciebie Gość Michale!!!! dzięki za Twój blog!

Odpowiedz

Kasia Twoje DIY Maj 6, 2015 o 01:35

Michał, nie spodziewałam się, że mamy tyle wspólnego. Nie chodzi mi o bieganie, bo tego nie robię, ale też jestem po ciężkich turbulencjach w moim życiu, bo o mały włos straciłabym swoje życie, a potem mąż ciężko zachorował. Życie mnie nigdy nie oszczędzało, a nim moich dzieci, czy męża. Jednak to daje mi ogromną pokorę do życia. Nie ma rzeczy, które by mnie stopowały. Teraz steruję sama tym co robię, kim jestem i problemy muszą być duże, żeby je tak nazwała. Nie ma rzeczy nie możliwych, a życie zaczyna się przed 40-dziestką.

Odpowiedz

Marcin Maj 6, 2015 o 01:51

Michał, niesamowicie inspirujący wpis. Przeczytałem go dopiero dzisiaj, po Twoim przypomnieniu na facebooku. Co mogę powiedzieć – moja droga do powyższych wniosków była o wiele dłuższa, a czas realnych działań bazujących na małych krokach zaczyna się dopiero teraz. Efektów, szczególnie finansowych, jeszcze nie widać bo jest na to za wcześnie. Moja historia pokrótce jest taka, że wskutek strachu przed zmianą przez lata tkwiłem w układzie zawodowym, który był dla mnie kompletnie niesatysfakcjonujący tak merytorycznie jak i finansowo. W efekcie pogłębił i tak już niską samoocenę. Straszliwa demolka to była, która sprawiła, że przestałem marzyć i zapomniałem o swoich celach. W pewnym momencie, dzięki mojej żonie mogłem porzucić tę robotę i spróbować działać na swoim. Udawało się nawet bardzo dobrze dzięki połączeniu pracy na część etatu w sympatycznej organizacji oraz własnym działaniom. Przestało się bujać gdy w 2012 nastąpiło załamanie rynku, na którym funkcjonowałem. Miałem wrażenie, że lecę na pewnych dobrych zbiegach okoliczności lecz jeżeli dobrze nie zdefiniuję siebie samego – mocnych i słabych stron, nie nakreślę planu działania, dzięki któremu wykorzystam mocne strony, jednocześnie pracując nad poprawą tych słabych – nie będę wówczas w stanie zbudować bazy, która pozwoli mi wykonywać satysfakcjonującą pracę i zarabiać zadowalające pieniądze. Rozmyślania i analizy mojego położenia doprowadziły mnie w 2012 roku do konsultacji z psychologiem, który orzekł syndrom DDA, który od dawna podejrzewałem ale bałem się stawić czoła problemowi. Podbudowany doświadczeniem mojego kolegi wziąłem udział w bardzo wymagającej rocznej terapii, dzięki której mogłem zrozumieć mechanizmy, które kierowały moimi wyborami i zachowaniami ale przede wszystkim oczyścić się z emocji, które gniły w głowie przez kilkadziesiąt lat. W tym czasie oczywiście funkcjonowałem zawodowo, jednak było to funkcjonowanie na poziomie, który pozwalał względnie dobrze wykonać pracę ale brakowało mi siły żeby bardziej rozwinąć skrzydła. Po zakończeniu terapii około roku zajął mi powrót to bardziej stabilnego funkcjonowania i dopiero niedawno rozpoczęło się naprawdę inne myślenie o życiu, trochę większym uporządkowaniu codziennego funkcjonowania, tak efektywniej wykorzystać każdy dzień i nie pozwolić aby życie uciekało jak przez palce. Okazało się, że mogę znaleźć czas na ćwiczenia, lekturę oraz majsterkowanie. To ostatnie jest dla mnie szczególnie ważne, gdyż relatywnie szybko uzyskuję materialny efekt mojego zaangażowania. Przez lata miałem poczucie, że moja praca przy miękkich projektach europejskich niczemu nie służy i nie przekłada się na żaden konkretny efekt. Systematycznie wygospodarowując godzinę lub dwie na projektowanie i wykonawstwo kilka razy w tygodniu widzę efekt i osiągam cel, a zadowolenie z wykonywanej pracy rośnie. Czas, który zyskałem pozwala na działania związane z planowaniem i realizacją działań związanych z rozwojem zawodowym. To wszystko nie jest łatwe, nie zawsze idzie utrzymać ten sam poziom, szczególnie, że codzienne życie rodzinne również niesie wiele nieoczekiwanych zmian, które często trzeba po prostu zaakceptować i się dostosować, bo nie zawsze przecież da radę ustawić wszystko po swojemu. Istotnym elementem całego procesu stało się także bieżące analizowanie i planowanie budżetu. Dużo pracy przede mną ale czuję, że jestem na dobrej drodze. A takie historie jak Twoja dodatkowo utwierdzają w przekonaniu, że jest to właściwy kierunek.
Pozdrawiam Cię serdecznie, najlepszego!

Odpowiedz

Kasia Maj 6, 2015 o 07:39

Hej Michal,
Juz od jakiegoś czasu mnie inspirujesz, zarażasz swoim dobrem.
Bardzo lubię słuchać Twoich podcastów (szczególnie przy sprzątaniu )
Uważam, ze jesteś wspaniałym człowiekiem. Na klawiaturę ciśnie mi sie w Twoim kierunku wielkie Well done!
Dziekuje Ci ze sie dzielisz!
Życzę wszystkiego najlepszego Tobie i Twojej rodzinie
Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz

Iwona Maj 6, 2015 o 10:54

Gratuluje osiagniecia obranego celu! Doskolane rozumiem jak trudno musialo byc w pewnych momentach zmotywowac sie do dzialania. Widze I slysze wokolo wiele wymowek a ta taktyka malych krokow naprawde dziala! Sama wiele lat temu bylam jej przeciwna, bo nie rozumialam jak mozna mowic o malych krokach w przypadku rozmowy o osiaganiu wielkich celow az pewnego dnia poszlam sobie w gory I tak krok po kroku dotarlam do szczytu I w tym oto momencie zrozumialam cala esencje tej bardzo prostej zasady. Male kroki, male wysilki dobrane na miare sil danego dnia ale we wlasciwym kierunku sa w stanie zaprowadzic Cie do celu! I tego wszystkim Wam zycze!

Odpowiedz

Mateusz Maj 6, 2015 o 17:41

Rewelacja, dziękuję za ten wpis :) obowiązkowo podaję dalej

Odpowiedz

Justyna Maj 6, 2015 o 20:10

Dzięki Ci Boże za takich ludzi jak Michał :)

Odpowiedz

Kasia Maj 10, 2015 o 19:54

Hej, najpierw zobaczyłam 1973 (bardzo dobry rocznik – pierwszy wspólny mianownik), potem, to że zajmujesz się finansami – kolejny, a w końcu przeczytałam ten wpis – i tu się wspólne mianowniki kończą… bo ja już tyle razy zaczynałam i w większości przypadków nie udało mi się niczego doprowadzić do końca, tyle zapału, planów, wyobrażania sobie jak to będzie jak mi się już uda i kolejna klapa. Ale przeczytałam wpis do końca i postanowiłam ostatnie (wytłuszczonym drukiem) punkty wydrukować i powiesić nad biurkiem. So true! Takie proste i jednocześnie mega trudne – wygrać walkę z samym sobą! Gratuluję Ci z całego serca i proszę, trzymaj za mnie kciuki !

Odpowiedz

Michał Szafrański Maj 10, 2015 o 23:53

Hej Kasiu,

Bardzo dziękuję za miły komentarz. I trzymam kciuki!

Powodzenia

Odpowiedz

otoKika Maj 13, 2015 o 01:20

Przeczytałam cały tekst, pomimo jego długości czyta się szybko, bo mega wciąga 😉

Gratuluję Tobie drogi, którą przeszedłeś. Ja wychodzę z założenia, że nic się nie dzieje bez przyczyny, kto wie co byś teraz robił gdybyś nie miał tego okropnego wypadku… Najważniejsze, że już jest wszystko ok i że jesteś w tym miejscu, że robisz to co kochasz, że masz więcej czasu dla rodziny, bo mam nadzieje, że masz więcej 😉

Tekst nastroił mnie bardzo pozytywnie do działania i zrobienia tego o czym marzę od dłuższego czasu, ale wiecznie stopują mnie moje obowiązki okołozawodowe. Mam nadzieje, że uda mi się zrobić to co planuje, a później się spotkamy i będę mogła osobiście Tobie podziękować :)

Trzymaj się Michał i rób dalej to co robisz, bo jesteś w tym świetny :)

Odpowiedz

Kasia Maj 14, 2015 o 12:09

Jesteś Mistrzu!

Dziękuję Ci, że podzieliłeś się swoją historią.
Tak, czuję się zainspirowana :)

Odpowiedz

Kamil Płonka Maj 17, 2015 o 15:35

Dzięki :)

Idę wynieść śmieci o które potykam się od tygodnia hehe.
Dobry inspirujący artykuł :)

Odpowiedz

Paulina Maj 29, 2015 o 10:05

Cześć Michał!
Bardzo dobry artykuł. Naprawdę inspirujący! Nie mogłam się oderwać od czytania!
Od jakiegoś czasu słucham Twoich podcastów, a dopiero dzisiaj trafiłam na Twój artykuł. Jesteś genialny! Gratuluję sukcesu i olbrzymiego samozaparcia! Teraz nie ma wyjścia, koniec wymówek – czas brać się za pracę i realizować cele!
Do zobaczenia na bloSilesia – cieszę się, że będę mogła Cię posłuchać na żywo!
Paulina

Odpowiedz

Michał Szafrański Maj 29, 2015 o 14:48

Hej Paulina,

Dziękuję bardzo. :) Do zobaczenia na bloSilesia.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Paulina Lipiec 6, 2015 o 14:24

Witaj Michale. Od kilkunastu tygodni czytam Twojego bloga, ale dopiero dzisiaj trafiłam na ten wpis i postanowiłam po raz pierwszy w życiu zostawić komentarz pod jakimkolwiek postem :) To co napisałeś jest tak autentyczne, spójne i inspirujące, że na pewno będę wracała do tego Twojego wpisu często, bo wiem, że powinnam zrobić więcej ze swoim życiem, a dzielę uwagę na zbyt wiele rzeczy. To co przeczytałam kieruje moje kroki do wyłuskania mojej drogi. Ten rok jest dla mnie przełomowy, byłam na szkoleniu Robbinsa, widziałam Nicka Vujcica, 15 dni temu wróciłam z Umysłu Milionera, przeczytałam wiele książek (przede wszystkim „Pieniądze” ks.Jacka Stryczka po Twoim wpisie i podcaście) i wciąż szukam, ale zmiana nabiera prędkości i taki wpis jak Twój jest dopłenieniem mojego rozwoju. Wiele osób docenia mój talent pisarsko-komediowy, myślę, że czas wykonać więcej działań w tym kierunku. Będę pisać. Amen. Brawo Michale za to co robisz. Będę Cię czytać. Jesteś dla mnie dowodem na to, że w Polsce można robić fajne rzeczy, zarabiać przy tym i spełniać się na maksa. Tak bardzo chcę dobrze żyć, że to musi się stać.

Odpowiedz

Michał Szafrański Lipiec 6, 2015 o 16:17

Hej Paulina,

Dziękuję i witam w gronie komentujących :)

Powodzenia!

Odpowiedz

Grzesiek Lipiec 7, 2015 o 15:33

Cześć Michale.
Cóż ja moge napisać….
Gratulacje…. Niesamowita siła woli. Gratuluje Maratonu i oczywiśc JOP- genialny blog

Powodzenia

Odpowiedz

Weronika Lipiec 9, 2015 o 19:48

Ten artykuł jest genialny i niezwykle inspirujący! Ogromna dawka pozytywnej energii! Drogi Michale dzięki Tobie czuję się baaaaaardzo zmotywowana 😀 Życzę dalszych sukcesów i pozdrawiam 😀

Odpowiedz

Sławomira Lipiec 23, 2015 o 11:57

Drogi Michale. Piszesz na początku artykułu,że jesteś ,,mały i lekki”. Jak dla mnie To JESTEŚ WIELKI I CIĘŻKI :) biorąc pod uwagę Twoje osiągnięcia i Twoje pozytywne i motywujące nastawienie, którym dzielisz się z nami.Życzę Ci z całego serca dalszych sukcesów finansowych i emocjonalnych.Pozdrawiam serdecznie.Sławka Reszczyńska.

Odpowiedz

Karolina Lipiec 29, 2015 o 11:11

Witaj Michale,
Świetny wpis! Metoda małych kroczków tak często niedoceniana potrafi cierpliwym dać niesamowite efekty. Gratuluję samozaparcia i wyjścia z psychicznego dołka. Jakoś nie mogę sobie Ciebie wyobrazić przybitego. Mimo tego, że Cię osobiście nie znam, robisz wrażenie radosnego człowieka. Cieszę się, że dowiedziałam się Twoim blogu, bo on ma sens. Pomijając kwestie finansowe, ten jeden wpis może pobudzić wielu ludzi do działania. Tak wiele jest zmarnowanych potencjałów przez zwykłe lenistwo, nieumiejętność wyznaczania celów czy zwykły brak cierpliwości. Życzę ci nowych pomysłów, które rozwiną Twojego bloga i dalszego zarażania ludzi pozytywnym realizmem :-)
Pozdrawiam ciepło,
Karolina

Odpowiedz

Kasia Sierpień 22, 2015 o 13:21

Michale, bardzo Ci dziękuję za inspirację. To co robisz jest wspaniałe, bo szczere, uczciwe i bardzo konkretne. Jednym zdaniem: robisz dla mnie teraz to, co Pat zrobił dla Ciebie :) Wszystkiego najlepszego i tak trzymaj!

Odpowiedz

krzysztof Wrzesień 4, 2015 o 14:08

Michal,
w lipcu przeczytalem na Twoim blogu o mieszkaniach na wynajm, dzisiaj powrocilem tutaj i bardzo sie z tego ciesze. Ciesze sie dlatego ze ta historia pobudzila na pewno wiele osob do dzialania i pokrzepila na duchu wielu ktorzy juz dzialaja. Zycze Ci wielu sukcesow i inspiracji.
Wierze ze najwazniejsza role w Twoim dzialaniu odgrywa Bog Wszechmogacy dlatego przede wszystkim zycze Ci prowadzenia Jezusa Chrystusa.
Pozdrowienia. Krzysztof

Odpowiedz

Sylwia Wrzesień 16, 2015 o 10:07

Cześć Michale,

nigdy nie komentuję, ale jak prosisz to muszę :-)

Pod koniec grudnia zeszłego roku rzuciłam pracę w korporacji. Od tego czasu zaczęłam regularnie uprawiać sport, czytać, schudłam 17 kg, zmieniłam całkowicie wygląd i pracuję nad rozwojem własnej firmy. To ostatnie przychodzi mi najgorzej. Praca nad sobą, swoimi myślami i postrzeganiem świata to ciężka harówka. Często wraca uczucie osamotnienia i beznadziei, ale staram się myśleć pozytywnie. Mój nowy wygląd sprawia, że powoli odzyskuję wiarę w siebie i przestaję martwić się co o mnie myślą inni. Wierzę, że przyjdzie odpowiedni czas dla tej mojej małej działalności i gdy przestanę się wreszcie chronić i bronić przed reklamą siebie i tego, że jestem naprawdę OK, firma zacznie przynosić zyski. Ale na to muszę jeszcze poczekać.

I wreszcie zaczęłam pisać swojego bloga (który to już? pewnie z 5 w całym moim życiu) :-)

Pozdrawiam Cię serdecznie. Uwielbiam Twoje podcasty :-)

Sylwia

Odpowiedz

Ania Wrzesień 16, 2015 o 10:34

Wielkie dzięki za tę dawkę inspiracji i wzruszeń. Dobrze skrojone teksty dobrze się czyta nawet jeśli są długawe 😉 Dziękuję Ci za pozytywny stan w który mnie wprowadzasz! 3 maj się!

Odpowiedz

Magda Wrzesień 16, 2015 o 10:42

Michał, dziękuję za ten wpis.
Sama obecnie wychodzę ze swojej skorupy obudowanej poczuciem bezpieczeństwa, niezmienności, pewnej stagnacji… Serce woła „leć”, rozum szepcze „czekaj, zastanów się, nie zrób sobie krzywdy”. Taka codzienna walka o kolejny krok, kolejne doświadczenie, kolejną zmianę…
Mam ochotę i potrzebę podążyć za sercem, choć nie stracić też kontaktu z rozumem, bo on też jest dobrym doradcą.
Miłego każdego nowego dnia!

Odpowiedz

Stavetz Wrzesień 16, 2015 o 12:09

Propsy. Pozdrawiam 😉

Odpowiedz

laurentino Wrzesień 16, 2015 o 12:21

Dziękuję za ten wpis. Jest bardzo motywujący i taki prawdziwy. Wzruszyłam się go czytając a to świadczy tylko o tym jak mocno do mnie przemówił;)
Również troszkę biegam ale bardziej rekreacyjnie i znam to uczucie kiedy pokonuję samą siebie na kolejnych kilometrach choć są to niewielkie odcinki.
Pozdrawiam serdecznie Agnieszka

Odpowiedz

Marta Wrzesień 16, 2015 o 13:23

Skoro chcesz, żeby napisać, to napiszę :-) Jesteś wielki!
Mam 30 lat. Przez ostatnie pare lat przytyłam trochę i źle się czuję w swoim ciele. Postanowiłam zacząć się ruszać (i nie jeść niezdrowych rzeczy, a przynajmniej mocno ich unikać). Wybrałam bieganie, zaczyna mnie to nawet wciągać, ale często jest MNÓSTWO wymówek, żeby nie wyjść pobiegać. Bolą piszczele, ledwo dyszę, kondycja bardzo kiepska. Twoja historia jest kolejną (sporą) cegiełką dołożoną do mojej motywacji.
Może i ja kiedyś przebiegnę maraton? :-)
Dziękuję!

Odpowiedz

Kasia Wrzesień 16, 2015 o 13:40

Witaj Michale, również przeczytałam do cały Twój tekst. Dziękuję za podzielenie się swoją historią, która mnie wzruszyła i wzbudziła podziw ile siły, chęci, determinacji włożyłeś, aby czuć radość z własnego życia.
Uważam, że sam siebie prześcignąłeś we wszystkim co do tej pory robiłeś w życiu. Zobacz Michale, jak to jest, że wypadek, smutek wzbudziły w Tobie chęć nadania nowego sensu swojego życia – a teraz na swoim blogu inspirujesz innych.
Jesteś szczęściarzem, że masz przy sobie wspaniałą Kobietę. W najtrudniejszych momentach była przy Tobie. Naprawdę musicie się kochać i życzę Wam Wszystkiego Najlepszego.
Pozdrawiam serdecznie,
Kasia P.

Odpowiedz

Agata Lipiec Wrzesień 16, 2015 o 13:50

Wracam do tego tekstu kolejny raz, Michał, dziś z doświadczeniami ostatniego roku mocno przemówiło do mnie jedno zdanie: „Jest gigantyczna różnica pomiędzy tymi, którzy myślą, że mogą coś osiągnąć, a tymi, którzy coś osiągają.” To prawda. A najtrudniej postawić pierwszy krok.

Odpowiedz

Kasia Wrzesień 16, 2015 o 15:58

Jesteś MEGA! Dziękuję, że to napisałeś. To znaczy, że ja też mogę!
<3

Odpowiedz

Rafał Wrzesień 16, 2015 o 16:36

Witaj Michale!
To co robisz ma naprawdę duży sens i pamiętaj proszę o tym, mając gorsze dni.
Od niedawna poznaję Twój blog, jestem pod wrażeniem. Bije od Ciebie autentyczność i widać, że jesteś dobrym człowiekiem, nie wstydzisz się swoich przekonań. Super !
Sam mam 23 lata, studiuję i pracuję, dzięki Twojemu blogowi, moje życie w przyszłości może wyglądać znacznie lepiej.
Przez ponad 2 lata wychodziłem z głębokiej depresji, dalej jednak muszę walczyć z pozostałościami, takimi jak nawracające lęki. Bardzo dobrze rozumiem Twój stan po wypadku. Natomiast dalsza historia jest świetna i bardzo motywująca. Człowiek czasami przygasa wewnętrznie, a taka historia i takie nastawienie jest miodem dla psychiki i duszy.
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, na pewno będę dalej śledził Twój blog :)

Odpowiedz

MG Wrzesień 16, 2015 o 17:31

Bardzo dziękuję za ten tekst. Pojawił się akurat teraz, kiedy przeżywam poważny kryzys z poczuciem własnej wartości. Koniec zamartwiania – działam!

Odpowiedz

Anita Wrzesień 16, 2015 o 23:24

Poczułam się wezwana do skomentowania 😉 bo w rzeczy samej Twój artykuł wywarł na mnie wpływ…pozytywny 😀 Jestem fizjoterapeutką, pracuję w szpitalu i czasami mam wrażenie, że mój stosunek do przeżyć mentalnych ludzi po wypadkach stał się…oschły, chłodny…i tu pierwsze podziękowanie za pobudkę, wiaderko zimnej wody na przypomnienie, że każde silne zdarzenie wywołuje procesy w nas samych, że każdy ma swoją historię, dla niego najwazniejszą. Do tego pod koniec piszesz o mnie/do mnie….zdania typu” też bym tak chciała jak on/ona ale….” są na porządku dziennym, po czym mam zryw, działam, robię coś z zapałem i …znowu brak wiatru…męczący jest brak zapału i motywacji lub wiary w siebie. Twój blog i ten artykuł są bardzo pobudzające, tym bardziej, że zwracasz się tak bardzo osobiście do czytelnika- Dziękuję Ci też za to :) Życzę Ci wszystkiego dobrego i cudnie jest obserwować Twój rozwój medialny i blogowy. Pozdrawiam

Odpowiedz

Justa Wrzesień 17, 2015 o 23:18

Witaj.
Jestem na Twoim blogu 3 raz, zanim znalazłam Twoją historię.
I gratuluję osiągnięcia celu:)
Trafiłam na Twój blog, kilka dni temu, gdy w 8 rocznicę ślubu za ostatnie 20 zł kupiłam szampana i wyczyściłam tym konto do zera. Wtedy przygnębiona, że miało być z każdym rokiem lepiej a wyszło najgorzej ze wszystkich lat i spędzając rocznicę przy tanim szampanie, zaczęłam szukać czegokolwiek co pomogłoby mi dotrwać do kolejnej rocznicy z jakąś kasą na koncie:). Dałeś mi nadzieję i plan.
I cieszę się że w końcu ktoś szczerze i normalnie pisze. Mimo, że jeszcze nie zapoznałam się z wszystkimi artykułami, nie mogę się doczekać ich przeczytania. Mam nadzieję, że i Ty będziesz dla mnie takim Patem Flynnem, bo potrzebuję mega kopa w tyłek, inspiracji i pozytywnego powera, by w końcu spędzić rocznicę w Paryżu ( choć teraz nie wiadomo co z Europą będzie:/) i nie martwić się że do 1-szego znów zabraknie kasy.
Dziękuję i gratuluję:)

Odpowiedz

Marcin Wrzesień 19, 2015 o 19:12

gratuluję. jestem pełny podziwu i siedząc na kanapie myślę ze czas iść pobiegać (zabieram sie do tego półtora roku i strasznie mnie to doluje…)

Odpowiedz

Tomek Wrzesień 22, 2015 o 21:13

Dziękuję.

Odpowiedz

Natalia Październik 29, 2015 o 16:46

Przeczytałam, od deski do deski.
Dziękuję za: rzetelne, poprawne stylistycznie i ciekawe pisanie – niestety rzadkie w internecie, tak jakby na ekranie nie było widać błędów… , dyskretne odniesienie do Boga, a przede wszystkim – za motywację. Moje prace dostały się właśnie na wystawę ilustracji w Szanghaju. Do tej pory umniejszałam swoją radość i energię, myśląc: „To tylko przypadek”, a teraz mam ochotę zamienić ten „przypadek” na kolejny mały kroczek do sukcesu.
Dzięki, Michale!

Odpowiedz

Przemo Listopad 2, 2015 o 22:30

Bardzo inspirująca historia, gratuluję. Ja sam miałem kontuzję kolana parę lat temu, przez co musiałem przerwać bieganie. Teraz wracam do akcji, tyle że na rowerze. Na bieg będzie jeszcze czas, mam nadzieję. Brakuje mi tych endorfin, bo to genialne uczucie.

Co do gościa od Kilimandżaro – to pewnie chodzi o Kyle Maynarda :) Michale, jeśli nie masz nic przeciwko, to chciałbym udostępnić zapis wideo z jego wystąpienia przed młodymi sportowcami, które miałem przyjemność przetłumaczyć dla mojej strony jakiś czas temu: https://vimeo.com/58882785

Być może i tutaj Kyle kogoś zainspiruje. Tym bardziej że nie tylko zdobył Kilimandżaro, ale grał też w futbol i był zawodnikiem MMA! Wyobrażacie sobie… Szacun dla Was obu. Pozdrowienia!

Odpowiedz

Sylwia Grudzień 6, 2015 o 23:46

Hej,
Jestem „cichym” czytelnikiem, śledzę Twoje posty przez facebooka już od jakiegoś czasu, dzisiaj zapisałam się na newsletter i w związku z tym dopiero przeczytałam ten konkretny artykuł 😉 Podziwiam determinację, nastawienie do życia i sama małymi kroczkami wdrażam. To co chcę napisać to tak zwyczajnie dziękuję, bo robisz kawał dobrej roboty i mam nadzieję, że nawet jeśli masz momenty kiedy czujesz, że może to bez sensu to zdajesz sobie sprawę jak bardzo poprawiasz jakość mojego życia i wielu innych swoją niesamowitą pracą.
Pozdrawiam ciepło!

Odpowiedz

Szymon Styczeń 13, 2016 o 00:58

Hej Michał,

Kocham Cię i to co robisz. Tak po prostu i po ludzku. Dzięki Ci za to!

P.S. Mam nadzieję, że możesz zobaczyć, że „jestem z Tobą” prawie od samego początku tego bloga (subskrybuję Twój newsletter od 2012r., a jednak ten konkretny artykuł (i list do Pata na jego blogu) przeczytałem dopiero dzisiaj) – i nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie :)

Odpowiedz

maullido Styczeń 16, 2016 o 22:34

WOW. Jestem pod wrażeniem. Genialny wpis (nawet się wzruszyłam :)), który troszkę coś we mnie zmienił. Przeczytałam go w całości i czuję mega motywację do działania i osiągania moich celów. Dziękuję!

Odpowiedz

Karol Styczeń 20, 2016 o 20:54

Witam. Twoja opowieść bardzo mnie zaciekawiła. Przeczytałem ją od deski do deski. Motywuje do działania jak najbardziej. Przeczytałem dużo książek o tematyce dążenia do sukcesu. Za każdym razem mam wiele pytań po ich przeczytaniu. Staram sie szukać na nie odpowiedzi, lecz nie wiem gdzie. Ostatnio miałem rok przerwy oraz nabawiłem się depresji. Od miesiąca zaczynam stawać na nogi i pojawiają się pozytywne myśli oraz marzenia. Jestem Ci bardzo wdzięczny za Twojego bloga, którego będę codziennie śledził. Postaram się wyciągnąć z niego maximum.
Pozdrawiam 😉

Odpowiedz

Aldona Styczeń 23, 2016 o 23:05

Przez pewien czas prowadziłam blog związany z macierzyństwem, takim, jakiego się nie spodziewałam, że stanie się moim udziałem, czyli po prostu trudniejszym. Odzew był o dziwo pozytywny, mimo właśnie uzewnętrzniania się, którego się bardzo obawiałam. Otwierały się na mnie osoby ze społeczności w której mieszkam, takie, z którymi dotąd nie miałam okazji zamienić słowa, być może nawet nie znając się dotąd, nie mielibyśmy o czym go zamienić. W trakcie tworzenia bloga zastanawiałam się czy obnażanie się ma w ogóle sens. Wszystko, podobnie jak Twoja historia, wskazuje na to, że tak. Widzę, po tym co piszesz, że naturalnym jest dla człowieka zastanawianie się i obawy czy to na pewno ma sens, więc nie jestem odmienna. Niestety, w moim przypadku, brak pewności siebie spowodował, że usunęłam wszystko, choć mogło to być dla kogoś wartościowe. Ja czułam, że mam jeszcze zbyt mało do zaoferowania, bo w trudach należy nie tylko podnieść się, ale i wznieść na tyle, by stanowić dla kogoś dobry przykład oraz motywację do pracy nad sobą (tak jak Ty to robisz), a ja ciągle jestem w drodze i między innymi dlatego, że proces ten trwa, zaczęłam czytać Twojego bloga. Bo bycie w drodze zobowiązuje do pozytywnych zmian, a ja szukam inspiracji, wskazówek, pomocy. Poza tym poszukuję swojej dziedziny, która umożliwi mi zarobkowanie, jednocześnie wzbogacając życie innych wartościową, użyteczną treścią. Mam nadzieję, że powiedzie się to i mnie, tak jak udało się Tobie. Gratuluję Ci tego i dziękuję, że dzielisz się trudnymi kulisami swojego sukcesu. Pomaga mi to wierzyć, że nie jestem sama w trudnej sytuacji życiowej i wyjdę ze swoich problemów, które staną się czynnikiem zapalnym ku lepszemu życiu. Tak jak pokazuje to przykład opisanej tu przez Ciebie osobistej historii. Nic nie dzieje się samo, a jak widać, najczęściej najlepsze przychodzi w bólu.

Odpowiedz

Magda Styczeń 31, 2016 o 14:59

Dzień dobry!
Przeczytałam Pana artykuł i naprawdę mnie zainspirował do zrobienia tych małych kroków, ustaleniu celów. Dlatego teraz ruszam tyłek i idę coś zrobić ze swoim życiem!
Pozdrawiam 😉

Odpowiedz

Angelina Luty 5, 2016 o 21:57

Od jakiegoś czasu śledzę Twojego bloga Michale i jestem nim zafascynowana. Do tego stopnia, że spędzam na nim większość mojego wolnego czasu ostatnio.
Ten wpis znalazłam dopiero dzisiaj i… no właśnie. Ciężko mi powiedzieć cokolwiek na ten temat. Ciężko bo czytając TAKĄ historię człowiek zdaje sobie sprawę jaki z niego leń.
Od dłuższego czasu myślę o bieganiu, ale też o realizacji innych celów nawet tych nieosiągalnych. Ale skoro dla kogoś kto miał dwie nogi złamane nieosiągalny cel zmienił się w coś możliwego, coś co się dokonało… brak mi słów. Naprawdę.
Pozytywne? Negatywne? Jakie mam odczucia po przeczytaniu całej historii (tak, przeczytałam te „ponad 26000 znaków) sama nie wiem. Pozytywne na pewno, bo należą Ci się gratulacje i nagroda Nobla! No, gdyby była takowa za takie osiągnięcia. Negatywne, ale skierowane raczej do siebie samej, bo „mi się nie chce”. A może poprostu zazdroszczę samozapraci, dyscypliny i sukcesu? Da się to zmienić! TYlko poczekaj… Wrócę do czytania Twojego bloga i będę wiedzieć co robić 😉

Pozdrawiam gorąco!
Angelina

Odpowiedz

Michał Szafrański Luty 6, 2016 o 00:17

Hej Angelina,

Dziękuję za Twój komentarz i wszystkie ciepłe słowa. Życzę Ci determinacji i powodzenia. :)

Pozdrawiam

Odpowiedz

Marta Luty 8, 2016 o 20:53

Witaj Michale
Poszukując informacji nt negocjacji trafiłam na twój blog. Znalazłam tutaj wiele wpisów, które w mojej obecnej sytuacji są bardzo pomocne. Szukam wiedzy w sprawach finansowych. Mam swój problem – muszę opuścić mój ukochany dom, którego jestem współwłaścicielką. Niestety nie mogę spłacić mojego byłego męża i to on przejmie to co wspólnie przez wiele lat zbudowaliśmy; ja „wyląduję” w jakimś mieszkanku i szczerze powiem ta wizja jest dla mnie przykra; wywołuje bunt, strach, poczucie niesprawiedliwości. Nie mam dość siły by walczyć; poniosłam klęskę już w trakcie sprawy rozwodowej. Moja córka opowiedziała się za wygodnym życiem u boku taty. Teraz stracę dom. Poddałam się i nie mam ochoty na cokolwiek.
Czytając twój wpis poczułam się odrobinę lepiej; nie powiem, że od razu wyrosły mi skrzydła, ale przyznaję Ci rację – świadomość tego, że jest tak wielu ludzi, którzy naprawdę mają paskudne życie i się nie załamują, powinna być inspiracją i motywacją do działania. Tylko trzeba jeszcze przestawić zwrotnicę w swojej głowie i podążyć we właściwym kierunku.
Podziwiam Twoją silną wolę Michale i obiecuję, że będę czytać uważnie kolejne wpisy na Twoim blogu.
Pozdrawiam

Odpowiedz

Rudyweb Luty 8, 2016 o 22:40

Wow. Jesteś niesamowity!

Odpowiedz

Zdzisiek Luty 10, 2016 o 14:27

Uwielbiam bieganie bo wycisza a jednocześnie powoduje że im dalej biegnę tym więcej siły czuję w sobie no i te endorfiny 😉
Wierzę w Boga i cieszę się że Ty też :)
Książki to najlepszy przyjaciel człowieka.
Więc dlaczego wszystko to zaniedbałem ???
Dzieci, żona, praca, dom, psujące się samochody, oponka na brzuchu i chęć osiągnięcia tego „czegoś” w życiu…
Jest to pierwszy tekst na tym blogu, który przeczytałem w całości i to tylko dzięki dobremu tytułowi wiadomości z newsletter’a w mojej skrzynce pocztowej :)
Te wpadające do mojej skrzynki wiadomości od Ciebie odmierzają czas, dzielący mnie do rozpoczęcia zmian.
Tak dużo już ich wpadło.
Czas
START!!!

Odpowiedz

Ann Luty 18, 2016 o 12:32

Dzięki Michał za ten tekst :-) dziwię się sobie, że dopiero teraz na niego trafiłam – jest SUPER inspirujący!! trafiłam do Ciebie w październiku 2015 poprzez Brata i Przyjaciółkę, a teraz wychodzę z długów, nie mam kart kredytowych i powoli zmieniam swoje życie…
Wszystko dzięki Tobie!!
Pozdrawiam serdecznie!!

Odpowiedz

Filip Luty 26, 2016 o 19:03

Fajny blog- może zmieni moje życie.
Często narzekam i mi się nie chcę i chcę to zmienić. Twój blog może mi w tym pomóc

(Mam 9 lat)

Odpowiedz

Nata Marzec 4, 2016 o 22:04

Michale,
Zainspirowałeś mni do tego stopnia, że postanowiłam napisać komentarz. Nie tylko pierwszy na Twoim blogu ale i pierwszy w moim życiu ( tak, tacy ludzie też jeszcze istnieją 😉 ). Gratuluję bloga. Wiem, że jego głównym tematem są finanse ale do mnie trafiło przesłanie „wytycz drogę, zrób pierwszy krok i czerp z tego energię”. Właśnie robię pierwszy krok…

Pozdrawiam

Odpowiedz

Michał Szafrański Marzec 5, 2016 o 11:03

Hej Nata,

Dziękuję za komentarz. Doceniam. :)

Pozdrawiam

Odpowiedz

Kamil Marzec 5, 2016 o 21:41

Dzięki. Ostatnio znajduje wiele takich inspiracji, a każda prowadzi do następnej – tak trafiłem na Twojego bloga. I działam, i to działa. Małymi krokami realizuję kolejne plany, a efekty przechodzą wszelkie oczekiwania. Ten artykuł to kolejny krok w dobra stronę. Dzięki i pozdrawiam :)

Odpowiedz

Ursula Marzec 18, 2016 o 10:53

Witaj Michal,

Dziekuje za podzielenie sie swoimi przezyciami, musze tu mocno podkreslic , ze jest to bardzo wyjatkowe.
Piszesz o bolu i lzach, o swoim „dorastaniu-rozwoju wewnetrznym”.
Podziele sie twoja historia ze wszystkimi ktorych znam( taka byla moja pierwsza mysl w trakcie czytania tego artykulu) – czytalam i zastanawialam sie kto go potrzebuje, ale ze jestem osoba ktora nie liubi decydowac z gory za ludzi np. czy bedzie im przydatne czy nie to podxiele sie ze wszystkimi ktorych znam
Jestem osoba bardzo pozytywna, wspierajaca innych, ale dla samej siebie brakuje mi wytrwalisci i zawsze znajde jakies wymowki.
Potrzenby byl mi ten twoj artykul bardzo, pokazales ze pora skonczyc ze wszystkimi wymowkami.
Pozdrawiam Cie goraco.
Ursula

Odpowiedz

Piotrek Kwiecień 9, 2016 o 09:55

Michał,

Wielkie dzięki, że jesteś w naszym internecie bo potrzeba ludziom takich słów jak te od ciebie. Zwłaszcza przy naszej „ojczyźnianej” mentalności.
Sam jestem na etapie dużej zmiany mentalnej i odejścia od narzekania i zastanawiania nad rzeczami na które nie mam wpływu. Jeszcze długa droga przedemną ale cierpliwość i ciężka praca kiedyś musi się zwrócić.,,
Gdybyśmy wszyscy przestali narzekać i wzięli się za to co możemy zmienić sami każdemu byłoby łatwiej 😉

Dzięki za dobre słowa. Powodzenia i wytrwałości

Odpowiedz

Kinga Maj 7, 2016 o 22:43

Witaj Michał,
Uff… przeczytałam cały tekst- długi; inspirujący, poruszający i motywujący- wstałam i wyniosłam te śmieci choć mąż za chwilę miał to zrobić :-)
Nie jestem typem, który poświęca dużo czasu na surfowanie po sieci, choć pewnie znalazłabym czas, bo przebywam na urlopie macierzyńskim, to jednak wolę poświęcić go córce, a w Internecie szukałam 2 rzeczy:
– sposobu na uporządkowanie swoich finansów i oszczędzanie oraz
– sposobu na lepsze ogarnięcie siebie (rozwój osobisty), no bo zaraz malutki ktoś będzie brał ze mnie przykład :-)
Znalazłam zarówno jedno, jak i drugie. Cieszę się, że mogłam tutaj przeczytać również twoją osobistą historię i gratuluję Ci sukcesu. Chętnie wrócę do tej części twojego bloga.
To, że ciężko oderwać się od artykułów finansowych pewnie czytałeś nie raz, zatem napiszę jeszcze tylko że twoje słowa po prostu dodają otuchy :-) Zapisałam się niedawno na newsletter i jestem pod wrażeniem „opieki” (w postaci drogowskazów), jaką otaczasz nowych gości :-) Myślę, kurczę- jestem pewna, że to, co piszesz i robisz ma sens i znaczenie dla innych (dla mnie bomba!).
P.S. Podajesz w tekstach zaskakująco wiele trafnych reakcji/wymówek, co powoduje że można przeczytać/zobaczyć siebie na ekranie oczami innych i szczerze przyznać się do swoich słabości, no i zacząć to zmieniać :-)
Pozdrawiam!

Odpowiedz

Kamil Maj 10, 2016 o 11:37

Witam,

Bardzo inspirują mnie Twoje słowa. Odkrywam Twojego bloga i żałuję, że dopiero teraz. Może wtedy nie musiałbym korzystać z kursu Pokonaj Swoje Długi a skupić się na inwestowaniu.

Dziękuję bardzo za to co robisz.
Pozdrawiam,
Kamil

Odpowiedz

Gosia Czerwiec 3, 2016 o 16:18

Cześć Michał, na początek nie powiem coś w stylu „gratuluje” albo „zainspirowałeś mnie”. Po prostu dajesz ludziom dobry przykład, dajesz dostęp do wiedzy której bez Ciebie by nie mieli, albo sami by doszli tylko by potrzebowali więcej czasu a może i pieniędzy. Jedyne co chce Ci powiedzieć to DZIĘKUJE, że jesteś i że jeden z artykułów jak na zawołanie bardzo mi pomógł w dokonaniu ważnej decyzji i nakreślił moje plany na teraz i dalszą przyszłość. Chociaż Cie nie znam to życzę Ci wszystkiego dobrego i nigdy nie przestawaj tego robić, bo jesteś w tym cholernie dobry !

Odpowiedz

Aldona Lipiec 13, 2016 o 09:20

Hej, szukałam tematu związanego z zakupem podręczników szkolnych i zaczęłam czytać twoją historię, porady (nie zdążyłam jeszcze wszystkich:-)). Inspirujesz, dajesz powody do myślenia o tym dlaczego tylko myślimy nad marzeniami. Podziwiam determinację i sposób w jaki traktujesz siebie i innych. Jestem właśnie w wieku 39 lat i…nie wiem jak zacząć np. oszczędzać na wypady weekendowe z rodziną, analizować budżet domowy, naukę j.ang. czy też planować aktywny wypoczynek dla mojej rodziny. Nadmienię, ze również uwielbiam bieganie (ostatnio zaniedbane, wstyd mi)- trafiłeś we mnie pisząc, że to czas kiedy jesteśmy sami ze sobą i myśli wówczas są najlepsze. Jak zacząć planowanie swój czas? Jak? Postaram się przeczytać więcej o tobie i może znajdę odp. na moje pytanie i to przed magiczną 40-ka!Dziękuję za to że JESTEŚ.

Odpowiedz

Ev Sierpień 1, 2016 o 17:23

Drogi Michale,

w odpowiednim momencie trafiłam na ten blog i na ten jakże inspirujący artykuł o pokonywaniu własnych ograniczeń! Brak mi słów po prostu żeby wyrazić wdzięczność za to uzewnętrznienie się. Mi dało kopa, pozytywną energię oraz refleksję, że wszystko zależy ode mnie. Jest to dla mnie bardzo ważne w tym momencie życiowym, w którym obecnie się znajduję.
Zabieram się za czytanie Twojego bloga.

Serdecznie pozdrawiam, Ev

Odpowiedz

Karol Sierpień 3, 2016 o 18:47

Cześć,

Czytam twojego bloga już jakiś czas. Pamiętam że odkryłem go dzięki nagrodzie za Blog Roku. Z przerwami ale to już jest kilka lat, zacząłem czytać bo odpowiadał mi temat ale też trochę z chęci podglądania kogoś kto potrafił. Ostatnie aktywność była rozczarowująca (trochę mało tekstów, mało liczb, chyba trochę za dużo o książce) ale paradoksalnie to sprawiło, że rzuciłem okiem na pierwsze teksty i dziś przeczytałem w całości bardzo długi tekst powyżej. Mocny.

Wstaję i robię pierwszy krok.

Odpowiedz

Hugo Sierpień 13, 2016 o 10:12

Sam nie mogę uwierzyć dlaczego tego nigdy wcześniej nie przeczytałem. Historia jest mi znana z wielu spotkań czy podcastow ale na tekst pisany trafiłem tylko dlatego ze został podpięty przez Marcina.
Pozdrawiam

Odpowiedz

Weronika Sierpień 14, 2016 o 23:46

Jestem pełna podziwu!

Odpowiedz

Dominik Sierpień 19, 2016 o 20:25

Niesamowicie inspirujący tekst. To, co szczególnie we mnie rezonuje to odniesienia do „połykania” twórczość osoby, która nas inspiruje, w Twoim przypadku Pata Flynna. Nieczęsto zdarza się trafić na osobę, której sposób postrzegania świata, motywacje, osiągnięcia tak bardzo nas inspirują i dla mnie to jedno z najfajniejszych uczuć, kiedy zatracam się w poznawaniu takiej postaci. Dodam Michał, że powoli i Twoja osobą staje się dla mnie taką właśnie inspiracją. Jeszcze raz dzięki za ten tekst!

Odpowiedz

Michał Szafrański Sierpień 20, 2016 o 12:46

Dziękuję Dominik. Bardzo miło to przeczytać. :)

Odpowiedz

Dodaj nowy komentarz

{ 4 trackbacks }

Poprzedni wpis:

Następny wpis: