Informacje o nowych artykułach i sposobach oszczędzania pieniędzy prosto na Twój e-mail

    

WNOP 067: 11 błędów, które popełniłem pisząc książkę – czyli jak zawaliłem najważniejszy projekt 2015 roku

przez Michał Szafrański dodano 29 grudnia 2015 · 101 komentarzy

Play

FB-wnop-067

Sporo mamy propagandy sukcesu. Ale za każdym udanym projektem stoją też porażki. To z nich można wynosić naukę. Dzisiaj dzielę się moimi błędami.

Napisanie książki “Jak zostać finansowym ninja” było moim najważniejszym celem na 2015 rok. Miała być ona kompendium dotyczącym mądrego podejścia do finansów osobistych – ukoronowaniem trzech lat prowadzenia mojego bloga.

Niestety książka nadal jest “rozgrzebana” i moje wymagania w stosunku do niej i do siebie samego zmieniają się jak w kalejdoskopie. Czy to źle? Nie wiadomo. Za wcześnie by oceniać efekty, których jeszcze nie ma. Niemniej jednak upłynęło już wystarczająco dużo czasu, bym przeanalizował błędy popełnione w trakcie realizacji tego projektu.

Ten odcinek podcastu to analiza powodów braku realizacji pierwotnego planu. Wierzę, że moje przemyślenia i taka autodiagnoza mogą być dla Was przydatne. Wszak najlepiej uczyć się na cudzych błędach. Czy ja wyniosę naukę z moich? Zobaczymy. Trzymajcie proszę kciuki.

W tym odcinku usłyszysz:

  • Dlaczego chcę opowiadać o swoich niepowodzeniach?
  • O czym konkretnie będzie książka, którą piszę?
  • Jaki był pierwotny planowany termin jej wydania?
  • W jaki sposób rozpoczynałem pracę nad książką?
  • Kiedy powstały pierwsze plany pracy nad tą publikacją?
  • Błędy które popełniłem podczas planowania oraz pisania książki.
  • Jaka jest różnica między pisaniem książki i bloga?
  • Gdzie trwoniłem siły witalne na przestrzeni 2015 roku?
  • W jakim stanie psychicznym (mimo sukcesów na wielu polach) znajdowała się moja głowa w ostatnich miesiącach?
  • Jak działa na mnie przesuwanie terminu zakończenia pracy nad danym projektem?
  • Kiedy publiczna deklaracja o własnym celu staje się destruktywna?
  • Jakie kroki przedsięwziąłem, gdy skupiłem się głównie na pisaniu książki?
  • Dlaczego plan pracy powinien ewoluować wraz z pracą nad projektem?
  • O czym (niepotrzebnie) myślę podczas tworzenia treści?
  • W jaki sposób perfekcjonizm oddziałuje na moją pracę?
  • Na jakim etapie jest obecnie moja książka?
  • W jaki sposób mierzę postęp prac nad książką?
  • Czy kiedyś “ubiłem” pracę nad napisaną w większości książką?
  • Życzenia Noworoczne. :)

Kliknij prawym przyciskiem, aby ściągnąć podcast jako plik MP3.

Strony, osoby i tematy wymienione w podcast’cie:

JOPlive Katowice i Warszawa

W chwili, gdy piszę te słowa, zostało jeszcze 41 miejsc na spotkanie JOPlive Tour w Katowicach, które odbędzie się 14 stycznia 2016 r. Serdecznie zachęcam do rejestracji.

Przypominam także, że rejestracja na ostatnie ze spotkań z cyklu JOPlive Tour – w Warszawie – rozpocznie się 2 stycznia (sobota) punktualnie o 12:00. Mamy tylko 400 miejsc, więc zachęcam do nastawienia budzików. 😉 Przesunąłem start rejestracji o jeden dzień na prośbę wszystkich, którzy planują długo odsypiać Sylwestra. :)

Szczegóły i rejestracja w tym wpisie.

Pytanie lub komentarz? Zostaw mi wiadomość!

Masz pytanie? Możesz skorzystać z tego linku i nagrać dla mnie wiadomość głosową z wykorzystaniem mikrofonu Twojego komputera. Pamiętaj, że jedna wiadomość może mieć maksymalnie 90 sekund (ale możesz ich nagrać kilka) :)

Jeśli nagrywając pytanie przedstawisz się i podasz adres swojego bloga (lub strony WWW), to zlinkuję do niego tak jak uczyniłem w poprzednich odcinkach podcastu. To może pomóc w promocji Twojego bloga, więc tym bardziej zachęcam do zadawania pytań głosowo.

Będę Ci również wdzięczny za każdy komentarz. Napisz proszę, czy podobał Ci się ten odcinek podcastu. Chętnie z Wami podyskutuję i odpowiem na ewentualne dodatkowe pytania.

Skąd pobrać podcast

Podcast dostępny jest dla Was w wielu miejscach:

A jeśli podoba Ci się podcast, to będę Ci bardzo wdzięczny, jeśli poświęcisz minutkę i zostawisz swoją ocenę oraz krótką recenzję w iTunes. Wasze głosy powodują, że mój podcast trafia do rankingów iTunes. Dzięki temu łatwiej jest do niego dotrzeć tym osobom, które jeszcze nigdy go nie słyszały. A na tym bardzo mi zależy :)

Oceń podcast “Więcej niż oszczędzanie pieniędzy” <–

Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję za Twoje wsparcie i życzę Ci świetnego dnia! :)

Transkrypt podcastu

Kliknij tutaj, aby pobrać spisaną treść podcastu (PDF).

 

"Finansowy ninja" - podręcznik finansów osobistych

Finansowy ninjaMożna już zamawiać moją książkę "Finansowy ninja". To ponad 540 stron praktycznej wiedzy o oszczędzaniu, zarabianiu, optymalizacji podatkowej, negocjowaniu i inwestowaniu, które pomogą Ci zostać prawdziwym finansowym ninja i osiągnąć bezpieczeństwo finansowe.

Przewodnik po finansach osobistych, który każdy powinien przeczytać jeszcze w szkole.

PRZEJDŹ NA STRONĘ KSIĄŻKI →

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach o oszczędzaniu pieniędzy. Nie ujawnię nikomu Twojego adresu!



{ 100 komentarzy… przeczytaj komentarze albo dodaj nowy komentarz }

prawomen Grudzień 29, 2015 o 09:34

Szkoda że chyba już drugi rok z rzędu nie udało się dokończyć napisać tej książki 😉
W każdym razie życzę większej wytrwałości w trwaniu w swoich postanowieniach w nowym roku :)

Odpowiedz

Łukasz Przechodzeń Grudzień 29, 2015 o 09:41

Co nas nie zabije… to nas nie zabije :) Nie traktuj tego jak porażki, bardziej jako kolejny etap zbierania doświadczenia. Na pewno dasz radę!

Odpowiedz

Darek Grudzień 29, 2015 o 10:01

Na pewno znasz ten suchar:

Jak zostać bogatym/wpływowym/etc?
Dwa słowa – dobre decyzje.
Ale jak podejmować te dobre decyzje?
Jedno słowo – doświadczenie.
A jak zdobyć to doświadczenie?
Dwa słowa – złe decyzje.

Odpowiedz

Igor Mróz Grudzień 29, 2015 o 10:51

Bardzo dobry suchar!

Odpowiedz

Gabi Grudzień 29, 2015 o 16:45

Dobry suchar:) Ja mam sporo ” doświadczenia” i na szczęście trochę dobrych decyzji też, ale nic tak nie uczy jak te złe:)

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 31, 2015 o 14:11

Bardzo dobre Darek. Dzięki!

Odpowiedz

milka Grudzień 29, 2015 o 10:04

Spokojnie, kiedyś się uda. NIe ma tego złego… :)
Chciałam dorzucić kilka myśli – czytałam transkrypt podcastu i złapałam się (a może Cię) na tym, że całość jest per wy, a na końcu jest ‚trzymaj się’. Wydaje mi się, że gdyby książka była skierowana per Wy, to byłoby bardziej naturalne ogólnie, ale też bardziej naturalne dla Ciebie bo tej formy de facto chętniej używasz. Nie warto się bawić w marketingowe sztuczki (że per ty jest takie bardziej osobiste i bardziej trafia – bullshit).

A już pomysł, że jest wersja dla kobiet i mężczyzn – sorry, chybiony całkowicie. Jak będę miała wersję kobiecą, to już koledze nie pozyczę bo będzie mu się ‚głupio’ czytało. Zaczną się też domysły czy wersja kobieca jest inaczej merytorycznie napisana – wersja dla blondynek i dla reszty świata? Proszę, odpuść ten pomysł.

Nie wiem czy bierzesz pod uwagę wersję ebookową ale jeśli tak to może warto wypuścić 300str w druku i te 500-700 w ebooku? Myślę, że na tę drugą wersję znalazłoby się sporo chętnych.

Odpowiedz

Robert Grudzień 29, 2015 o 14:21

Sławek Muturi wszystkie swoje książki adresuje do kobiety. Niby to racja skoro kobiet jest więcej niż facetów. Ale mi się to dziwnie czyta, siła przyzwyczajenia.

Odpowiedz

Aga Grudzień 30, 2015 o 10:53

A ja mam z tym duży problem. Ta kobieca forma zupełnie mnie wybija i nie mogę się skupić na treści.

Odpowiedz

Aga Grudzień 30, 2015 o 11:14

Michale, nie idź tą drogą! 😉 Nie wydawaj osobnych książek dla kobiet i mężczyzn. Wprowadzi to tylko niepotrzebny chaos. A większości kobiet nie przeszkadza zwracanie się do nich w formie męskiej (w książkach oczywiście :))

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 31, 2015 o 14:15

Hej Aga,

Przyjmuję to co piszesz. Dla jasności: nikt nie będzie Cię zmuszał do zakupu wersji żeńskiej.

A skąd wiesz, że większości kobiet nie przeszkadza zwracanie się do nich w wersji męskiej?

Pozdrawiam

Odpowiedz

Aga Styczeń 1, 2016 o 18:32

Oczywiście, że nikt nie będzie mnie zmuszał. Nie chciałam Cie urazić, a jedynie pomóc.
„Większość kobiet” powinnam zamienić na „większość kobiet, które pytałam” :)

Odpowiedz

Darek Styczeń 2, 2016 o 06:28

Michale, a Ty skąd wiesz, że twierdzisz inaczej???? oczywiście Twoja decyzja….

Odpowiedz

Ola (Pani Swojego Czasu) Styczeń 1, 2016 o 13:05

Aga czy robiłaś jakieś badania na ten temat skoro piszesz „większości Kobiet nie przeszkadza”. Mnie przeszkadza. I uważam, że pomysł Michała jest fantastyczny i bardzo mocno wybiegający do przodu poza naszą polską rzeczywistość

Odpowiedz

Mari Styczeń 7, 2016 o 12:24

Mnie przeszkadzało w wieku nastoletnim. Dorobiłam sobie wtedy teorię, że forma męska, jest formą uboższą, bo zawiera zwrot i do mężczyzn i do kobiet. Ewentualnie jest formą uniwersalną. Forma żeńska jest taka wyróżniona, ale już mężczyzn jako odbiorców wyklucza.

Odpowiedz

Wojtek Styczeń 5, 2016 o 00:38

Książki Sławka pisane „do kobiety” czyta się niestety mega mega dziwnie. Ot jedno z jego dziwactw;)

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 31, 2015 o 14:14

Hej Milka,

Dziękuję za opinię.

Co do eBooka – na pewno nie będzie innej wersji książki papierowej i eBooka. De facto to byłyby dwie różne książki a na pisanie drugiej nie jestem gotowy.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Ola (Pani Swojego Czasu) Styczeń 1, 2016 o 13:07

To bardzo ciekawe, że jak pożyczysz koledze to będzie mu głupio, że czyta coś w rodzaju żeńskim. Idąc tym tropem wszystkim Kobietom powinno być głupio, że czytają coś w rodzaju męskim. A jednak nie jest nam głupio, bo już od maleńkości tak nas wychowano, że nie zwracamy uwagi na to, gdy ktoś mówi do nas jak do mężczyzn.

Odpowiedz

Darek Styczeń 2, 2016 o 06:25

Olu…. Tobie przeszkadz, ale jak koledze się pozyczy i bedzie mu głupio to sie dziwisz…. a może po prosty wystarczy napisać poprawnie po polsku???? bez tej „poprawności politycznej”?

Odpowiedz

Adam Grudzień 29, 2015 o 10:04

Drogi Michale,

Dawno nie czułem się tak dobrze po przeczytaniu jakiegoś tekstu jak teraz (czytałem transkrypt zamiast słuchania – tak jest mi po prostu wygodniej i szybciej). Ale do rzeczy.
1. Po pierwsze w/g mojego skromnego zdania świetnie potrafisz przeanalizować własne porażki i podchodzić do nich konstruktywnie oraz wyciągać z nich wnioski.
2. W nawiązaniu do punktu powyżej, jeśli miałeś kiedyś wątpliwości czy masz już objawy „uderzenia wody sodowej do głowy” to Tym podcastem w/g mnie udowodniłeś, że absolutnie tak nie jest. Osobiście nie znam drugiej osoby „publicznej”, która „tak twardo stąpa po ziemii”.
3. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak dobrze jest usłyszeć/przeczytać o problemach podejścia perfekcjonistycznego (też tam często mam) i dylematów „muszę to zrobić, ale jestem zmęczony, więc powinienem odpocząć, ale nie mogę odpocząć bo myślę o tym co miałem zrobić itp…”.
4. Twoją książkę traktuję nie jako beletrystykę, a raczej jako poradnik/encyklopedię. Dlatego absolutnie nie przeszkadzałoby mi, gdyby książka była bardzo długa/obszerna. Każdy z czytelników może ją „połknąć na raz” lub czytać w kawałkach. Rozumiem oczywiście argument o kosztach druku.
5. Mam nadzieję, że książka będzie dostępna jako ebook, tak abym mógł ją mieć zawsze przy sobie w telefonie.

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!
Adam

Odpowiedz

Ania Myszkowska Grudzień 29, 2015 o 13:25

Mam podobne zdanie, czytałam transkrypcję (jakoś szybciej mi to idzie niż słuchanie podcastu, mimo że nawet lubię Twój głos) i czułam jak ogarnia mnie poczucie ulgi, że ktoś tak świetnie zorganizowany i zaplanowany, jak Ty, daje nam się poznać od tej zupełnie nieperfekcyjnej strony. Tylko wielcy ludzie potrafią zrobić to w taki sposób, że zamiast czytelników irytować, wzbudzasz ich podziw. Za to ludzkie podejście lubię Cię najbardziej i wierzę, że Twoja książka wyjdzie na rynek w najlepszym momencie – dla Ciebie najlepszym. A my poczekamy, miesiąc obsuwy nie zrobi nam różnicy, bądź pewien. Zwłaszcza dla tych, którzy regularnie czytają bloga. A ci, którzy nie czytają, nie znają Twoich deklaracji, więc nimi też się zbytnio nie przejmuj 😉

W temacie kobiecej wersji – w pierwszej chwili genialny pomysł, fajny wyróżnik. Z drugiej strony, absolutnie nie przeszkadza mi wersja męska, bo wszędzie się tak pisze. Sama ją stosuję uniwersalnie w postach, które piszę per „ty”, to najzupełniej normalne i w życiu nie poczułabym się dyskryminowana z tego powodu :))

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 31, 2015 o 14:16

Hej Aniu i Adamie,

Dziękuję bardzo za komentarze, opinie i ciepłe słowa.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Ziemek Grudzień 29, 2015 o 10:12

Michał, trzymam kciuki za projekt, ale też bez osobiście za Ciebie. Świetnie wiesz że przeciągnięte projekty to raczej norma. Zwłaszcza, gdy nie ma zewnętrznego bata. Trzymaj się, pracuj w swoim tempie.

Pozdrowienia (dla Gabi też)

Ziemek

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 31, 2015 o 14:16

Dzięki Ziemek i wszystkiego co najlepsze w 2016 r. :)

Odpowiedz

Artur Żarski Grudzień 29, 2015 o 10:14

Michał, dasz radę ! – nie poddawaj się :) Sam napisałem 3 książki i to co piszesz pokrywa się z moimi przemyśleniami – potem jeszcze kolejna nudna rzecz korekta językowa :) . Następna książka jak naprawdę będę się nudził. :) :)
W każdym razie trzymam kciuki za powodzenie projektu w 2016 roku ! :)

Odpowiedz

Katarzyna Kędzierska Grudzień 29, 2015 o 10:23

Michał, rany, jak ja Cię rozumiem! Co prawda, swoją książkę już oddałam do korekty, ale mogłabym się podpisać dosłownie pod każdym Twoim punktem, a i dorzucić jeszcze przynajmniej ze dwa. Do najlepszej dla siebie metody musisz dojść sam, naturalnie, ale jeśli pozwolisz napiszę, co na mnie podziałało.

Przede wszystkim, ustaliłam sobie codzienny rytm i rygor pisania po min. 2000, a maksimum 5000 znaków. Jeśli pisałam za dużo, wypalałam się szybko, jeśli omijałam dzień, wypadałam z rytmu i bardzo ciężko było wrócić.

Po drugie, poprosiłam trzy osoby o zostanie moimi recenzentami na bieżąco. Osoby, którym mogłam zaufać, ale i wobec których wiedziałam, że szczerze wypowiedzą swoje uwagi. I to też bardzo pomogło.

Odsunęłam też część zadań, żeby pisać (np. czasowo zamknęłam prowadzoną przez siebie kancelarię patentową), ale nie wszystkie. Musiałam mieć jakąś odskocznię od pisania, żeby nie zwariować.

Potem wystarczyło tylko poradzić sobie z kryzysami i perfekcjonizmem. Długo mi zajęło, zanim zrozumiałam, że to nie musi być najlepsza książka na świecie. Niech będzie najlepsza, jaką jestem w stanie dziś napisać. Pomogło. Moment, gdy bierzesz do ręki gotowy tekst jest niesamowity, lepsza będzie tylko gotowa, wydrukowana książka. Trzymam kciuki bardzo mocno.

Odpowiedz

Czytelnik Grudzień 30, 2015 o 18:11

Co do perfekcjonizmu to wiele osób ma z nim problem, m. in. ja. Ostatnio przeczytałem fantastyczną książkę n.t. mininawyków (http://ebookpoint.pl/ksiazki/minina.htm) a dziś znalazłem info na temat nowej książki tego autora na jego stronie (http://minihabits.com/new-how-to-be-an-imperfectionist/) i nie powiem strasznie mnie kusi, żeby ją przeczytać (angielski to nie problem, nie wiem czy będzie polskie wydanie).

Generalnie jak książka jest tej samej klasy co Mininawyki to IMHO warto.

Odpowiedz

Ania Grudzień 29, 2015 o 10:46

Moim zdaniem kurs Pokonaj Swoje Długi oraz napisanie książki to zbyt duże obciążenie dla nie-robota. Ja jestem z Ciebie dumna w tym roku :) Chciałabym, żeby moje dzieci wyrosły na takie dobre, mądre i pracowite mróweczki, które inspirują innych do działania. Wszystkiego dobrego!

Odpowiedz

Paweł Cymcyk Grudzień 29, 2015 o 10:53

Michał,
pamiętaj, że zawsze możesz sięgnąć po inspiracje do klasyki. Wspominałem o niej na FinBlogu 2015. W Bibliotece UW wciąż czeka pozycja Andrzeja Michalskiego: „Działalność gospodarcza książąt Czartoryskich w Księstwie Klewańskim w latach 1701-1741”. 😉

Odpowiedz

Robert Grudzień 29, 2015 o 14:36

A co to ma wspólnego?

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 31, 2015 o 14:19

Dobre Paweł 😉

Dla tych, którzy nie znają kontekstu: Paweł pełnił zacnie rolę konferansjera na konferencji FinBlog 2015. Tam w panelu zadał mi pytanie dotyczące właśnie tej książki. Jeśli chcecie poznać kontekst, to zapraszam do obejrzenia nagrania panelu dyskusyjnego – po kliknięciu „FinBlog” w prawej kolumnie bloga.

Dzięki Paweł :)

Odpowiedz

Ola Grudzień 29, 2015 o 11:29

Nie wydaje Ci się, że strona byłaby ciekawsza i bardziej dostępna, gdyby zamiast podcastów były umieszczane tu zwykłe artykuły, a nie transkrypcje na kilka stron? Rozwlekasz swoje wypowiedzi bez sensu, robisz nawet spis treści tego, co napisałeś, tylko po co? Ja nigdy nie przeczytałam wszystkiego od A do Z bo nie mam czasu, ale zdecydowanie chętniej poczytałabym krótkie artykuły, mające stronę, max 2.
😉

Odpowiedz

Robert Grudzień 29, 2015 o 14:39

Twoja krytyka jest co najmniej dziwna. Zarzucasz Michałowi, że „rozwleka swoje wypowiedzi bez sensu”? Co konkretnie? Uważasz że jego wpisy na blogu są za długie? Podaj jakiś przykład?

Uważasz że ZAMIAST podcastów chcesz czytać zwykłe artykuły i to na 1-2 strony? A nie zauważyłaś, że OBOK podcastów na blog jest setki wpisów – zwykłych artykułów?

Piszesz, że „nie masz czasu” na czytanie danej rzeczy od A do Z… hmmmm może to kwestia organizacji, skoro nie masz czasu na czytanie niczego od początku do końca? Czy po prostu nie chce ci się nic czytać? Jeżeli nie jesteś w stanie znaleźć 20 minut na przeczytanie danego posta, a pojawiają się one raz – dwa razy w tygodniu, to problem nie leży w braku czasu tylko w nastawieniu albo złej organizacji czasu dnia….

Odpowiedz

Anna Grudzień 29, 2015 o 14:50

Jako minus tego bloga uważam właśnie rozwlekane teksty i podcasty… Z czasem niestety nie mam już cierpliwości, spisy treści, niepotrzebnie długie wstępy – zaburzają odbiór, coraz częściej unikam czytania Twojego bloga z powodu zbyt małej ilości cierpliwości. Mimo to Twój blog wniósł wiele zmian kilka miesięcy temu w moje życie finansowo- rodzinne i za to dziękuję :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 31, 2015 o 14:23

Hej Ola,

Dziękuję za komentarz. Dla Twojej informacji – nie planuję zmieniać formatu podcastów i transkryptów podcastów. Jeśli zależy Ci na krótkich artykułach, to niestety u mnie ich nie znajdziesz. Mam po prostu inny styl, więc zachęcam do skorzystania z innych źródeł informacji.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Krystyna Grudzień 29, 2015 o 11:54

Drogi Michale,

Życzę Ci aby Nowy Rok był co najmniej tak dobry i obfitujący w sukcesy jak ten mijający

Odpowiedz

makate Grudzień 29, 2015 o 12:04

Michał, trzymam kciuki za ciebie! Nie za to żebyś jak najszybciej napisał książkę – raczej za to, żebyś był szczęśliwym człowiekiem :) w nawiązaniu i do twoich życzeń świątecznych i do tego podcastu – życzę, byś uczył się dobrego wybierania i odpuszczania. Tak serio – nawet jak byś teraz przestał cokolwiek robić i przeszedł na „emeryturę” – to już masę osiągnąłeś! A skoro planujesz jeszcze dużo dużo więcej….. to pomyśl, że realizacja choćby 1/10 tych planów to będzie ogromny sukces.
Aha, no i bardzo polecam skorzystanie z pomocy kogoś, kto będzie czytał fragmenty książki, może nawet da redaktorskie wskazówki – jak ciąć materiał, co ewentualnie poprawić. Wiem, że może być trudno taką osobę znaleźć. Ale sądzę że warto.
Jeszcze raz – ogromne gratulacje za cały poprzedni rok i życzenia tego co naprawdę dla Ciebie dobre na cały kolejny rok :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 31, 2015 o 14:23

Dziękuję Makate. Bardzo dobre życzenia.

Odpowiedz

Michał Grudzień 29, 2015 o 12:19

Będzie dobrze. Czasami trzeba odpuścić. Przez ostatnie kilka lat osiągnąłeś tak dużo, i tak wielu ludziom pomogłeś, że nie dokończenie książki w niczym Ci nie umniejsza.

M.

Odpowiedz

Paweł Grudzień 29, 2015 o 13:16

Chyba pierwszy raz zakończyłem słuchanie twojego podcastu… rozczarowany.

Pisanie książki – dobrej książki to nie przelewki, ale cholera… dwie różne wersje dla kobiet i mężczyzn, pisanie 600 stron, żeby później skrócić to o połowę. Rozciąganie miesiącami czegoś, co dokładnie zaplanowałeś – włącznie ze spotkaniami JOP Live. Może to tylko wrażenie, ale brzmisz jakbyś stracił nad tym kontrolę. Nie mówiąc o entuzjazmie.

Może zamiast się katować, poświęć ten jeden wieczór na Counter Strike’a, pobaw się z dziećmi. Pogadaj z żoną 😉 Trzymam kciuki, by z kolejnymi książkami – skoro zaplanowałeś ich kilka – poszło już sprawniej. Bo aktualnie chyba trochę za dużo was to kosztuje.

Odpowiedz

Marek Grudzień 29, 2015 o 14:45

Jak dla mnie pomysł pisania dwóch wersji książki – jednej dla mężczyzn, drugiej dla kobiet jest chybiony. W książce zwracasz się do czytelnika a to jest „ON”, dlatego kompletnie nie rozumiem dlaczego obecnie na siłę chce się to zmieniać. Wyobrażasz sobie jakie zamieszanie to spowoduje? Mężczyzna chce kupić sobie Twoją książkę i przez przypadek zamawia wersje dla kobiet. Wtedy są dwie opcje albo ją odsyła co generuje dodatkowe koszty albo czyta wkurzony. Sławek Muturi w swoich książkach zwraca się do kobiet i szczerze mówiąc dziwnie mi się to czyta. Moim zdaniem nie powinno się dzielić czytelników ze względu na płeć, czytelnik to czytelnik czyli „ON” 😉

Poza tym powinieneś Michał trochę wyluzować, przecież od tego czy napiszesz książkę teraz czy za pół roku czy za rok czy wcale jej nie napiszesz świat się nie zawali. Moim zdaniem pracujemy po to aby żyć a nie żyjemy po to aby pracować 😉

Odpowiedz

Maja Grudzień 29, 2015 o 17:48

Dzięki za podcast :). Odnalazłam w nim sporo również swoich błędów. I nie trzeba pisać książki, by zobaczyć ich „uniwersalność”, a ponieważ błądzenie jest rzeczą ludzką, zobaczyłam więc biznes z ludzką twarzą :). Myślę, że trzeba mieć dużo odwagi i niezależności, by dać taki wpis – dla mnie stanowi on kolejny krótki poradnik jak dochodzić do celu, na co uważać przy różnych większych projektach, a przede wszystkim czego nie robić. Wbrew pozorom bardzo motywujący. Dla mnie jak najbardziej przydatny. Życzę Ci spokojnego skończenia książki, wiele cierpliwości przy korektach wydawniczych i łamaniu tekstu. Dziękuję Ci za wszystkie tegoroczne wpisy i wspaniałego Nowego Roku!

Odpowiedz

Iwona Grudzień 29, 2015 o 19:38

Michał, przykro mi, że traktujesz to jako porażkę, nazwij to raczej lekcją. Przy kolejnej publikacji będziesz już o te doświadczenia mądrzejszy. Duże projekty to do siebie mają, że w pewnym momencie zatraca się entuzjazm, a myśli tylko o deadlinie. To kładzie się cieniem na cały proces. Nie tak powinno być :) To tylko praca, ale potraktuj to też jako zabawę i przygodę. Try to make it fun :) Z tego, co mówisz w podcaście, wydaje mi się, że przy pracy nad książką za bardzo zacząłeś żyć przyszłością, tzn. przyszłym terminem jej ukończenia. Natomiast skupiając się tylko chwili obecnej i na zadaniach do wykonania na dziś (choćby były częścią nie wiadomo jak dużego projektu), osiągamy lepsze rezultaty, zaufaj mi :) Do biegania polecam Ci audiobooka ‚Nawyk samodyscypliny’ autorstwa Neila Fiore. Nawet jeśli znasz tę książkę, to warto sobie pewne rzeczy czasami przypomnieć. Każdego dnia masz nową szansę, każdego dnia możesz być o 0,5% lepszy niż wczoraj. Pozdrawiam Cię serdecznie i wysyłam pozytywne wibracje 😉

Odpowiedz

Iw Grudzień 29, 2015 o 20:41

Michał,
myślę, że to jeden z ważniejszych Twoich wpisów. I dla Ciebie i dla nas – Twojego audytorium. To bardzo dobrze, że powiedziałeś o tych 11 pkt-ach. Myślę, że większość osób, którym zdarzyło się pracować nad projektem długoterminowym przechodziła przynajmniej przez cześć rzeczy, o których piszesz – i miała do siebie pretensje.

Michał, robisz fantastyczną robotę, jeżeli to nie wyszło Ci tak, jak planowałeś i dzielisz się tym, to dajesz poczucie, że takie etapy i ewolucja projektu są uniwersalne. Są trudne ale jedyne, co sensownego można z nimi zrobić to wyciągnąć wnioski. Ty wyciągsz bardzo dobre wnioski.

Ja osobiście bardzo dziękuję Ci za ten wpis. Pomógł mi przemyśleć to, co się dzieje z paroma moimi projektami. I podejść do nich i z pokorą i ze zdrowym realizmem i z życzliwością wobec samej siebie.

Michał, dziękuję. I – nie martw się. To będzie świetna książka. Daj jej i sobie tyle czasu, ile potrzeba.

Pozdrowienia!

Odpowiedz

funboy Grudzień 29, 2015 o 23:28

Michal, było kilka wypowiedzi, ze lepiej sie czyta niż słucha. Proszę tylko nie rezygnuj z nagrywania podcastow. Ja przy tych podcatach biegam :)

Tez uważam, ze w książkach autor zwraca sie do czytelnika i pisanie specjalnej wersji dla kobiet byloby dziwne. Może marketingowo przyniosło by jakiś efekt ale …

600 stron tez da sie przeczytać. :)

Pawel

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 31, 2015 o 14:26

Hej Paweł,

Zdecydowanie nie zamierzam rezygnować z nagrywania podcastów. Daje mi to zbyt dużą frajdę i jednocześnie mam wrażenie, że lepiej z Wami rozmawiam.

Dziękuję za komentarz!

Odpowiedz

Ola (Pani Swojego Czasu) Styczeń 2, 2016 o 18:54

Ja przy nich chodzę z kijami nad Wisłą. I uwielbiam gdy mają co najmniej godzinę wtedy wysiłek jest akurat :)

Odpowiedz

Marcin Grudzień 30, 2015 o 06:52

Dla mnie jedna diagnoza – za bardzo się nakręciłeś 😛 Może szybko skończ i wypuść, a poprawki wprowadzisz w kolejnym wydaniu 😉 Podcast – super.

Odpowiedz

Jan Grudzień 30, 2015 o 07:03

A czy nie zastanawiałeś się aby skorzystać z pomocy ghostwritera? Z ich usług korzystają Ci którzy nie mają czasu na samodzielne napisanie książki. Wszystkie prawa intelektualne i majątkowe będą należały do Ciebie. przecież co druga biografia została napisana właśnie w ten sposób.

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 31, 2015 o 14:29

Hej Jan,

Dziękuję za sugestię. Wiem, że istnieje coś takiego jak ghost-writing. Rozważałem i taki tryb pracy nad książką, ale jakoś nie potrafiłem się do niego przekonać. Podobnie jak nie wyobrażam sobie ghost-writingu na blogu, tak i nie wyobrażam sobie przy książce. Może kiedyś, przy kolejnej, jak już bardziej ustrukturyzuję proces tworzenia wkładu merytorycznego do książek, to będzie szansa na takie ułatwienie sobie pracy. Na chwilę obecną – nie widzę tego.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Marta Grudzień 30, 2015 o 10:19

same pochwały, może ktoś zgani ?

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 31, 2015 o 14:30

Dawaj śmiało.

Odpowiedz

Darek Styczeń 2, 2016 o 06:32

już ktoś zganił (delikatnie), to Michał zachęcił do szukania wiedzy gdzie indziej…. szkoda

Odpowiedz

Anna Styczeń 5, 2016 o 18:22

Delikatnie?! Niekonstruktywna krytyka, nic nie wnosząca, bo za długo, bo coś przeszkadza itp. Jak mi coś nie pasuje, to wychodzę i nie wracam, a wrzucanie łyżki dziegciu, tylko po to, żeby swój ślad zostawić, uważam za nie tyle niegrzeczne, co aroganckie. Nikt tu nikogo na siłę nie trzyma, reakcja Michała była uzasadniona i zrozumiała.

Odpowiedz

Kinga Grudzień 30, 2015 o 11:28

Michale!
Katharsis się dokonało. Wiesz, gdzie zrobiłeś błędy, dzięki temu wiesz, jak je naprawić.
O czytelników się nie martw, będziemy cierpliwie czekać.
A teraz zaloguj się i pograj wreszcie! :)
Wszystkiego dobrego dla Ciebie, Twojej rodziny i wszystkich czytelników!

Odpowiedz

Agnieszka Grudzień 30, 2015 o 11:50

Jak dla mnie pisanie wersji męskiej i damskiej, żeby kogoś nie urazić jest objawem ostrego perfekcjonizmu! Panie Michale, opamiętaj się! Wersja ‚wy’ jest w zupełności wystarczająca, tym bardziej, że przy idealnej sytuacji jedną książkę przeczyta i mąż i żona i trudno, żeby kupowali obie wersje…….

A swoją drogą przychylam się do kilku nieśmiałych głosów, że posty (zwłaszcza transkrypcje) są niestety rozwleczone. Już mi się zdarzyło odpuścić w połowie, bo miałam wrażenie, że esencja się gdzieś rozmywa. Także skrócenie książki jest na pewno dobrym pomysłem, zwłaszcza jeśli to ma być pierwsza z wielu. Mimo wszystko chętnie ją kupię i sobie i na prezent dla bliskich, także trzymam kciuki za powodzenie!! i nie spiesz się bez sensu, kilka mcy Cię nie zbawi, a jak wydasz książkę na chybcika, to Twój perfekcjonizm nie będzie mógł potem patrzeć na wszystkie rzeczy, które można było jednak poprawić. Wiem z autopsji:) Pozdrawiam!

Odpowiedz

Kasia Grudzień 30, 2015 o 11:58

Michale,

Fantastycznie czyta się o tym, że w tak świadomy sposób patrzysz nie tylko na swoje sukcesy, ale również na potknięcia.
Podzielę się z Tobą pewną historią.
Bliska mi osoba z rodziny pasjonuje się rynkiem instrumentów muzycznych, a najbardziej gitarami elektrycznymi. W wieku lat 18 został (bo to on) wyłowiony przez różne wydawnictwa branżowe z kilku forów o gitarach i poproszony o testowanie i publikowanie recenzji różnych gitar. Potem założył sklep internetowy , w którym sprzedawał osprzęt gitarowy, ale zachciało mu się stworzyć własny model gitary, który by spełniał jego wymagania. Ta gitara okazała się hitem. Sklep został zamknięty, bo zabrakło czasu na niego, tyle było zamówień na gitary.
Młody biznesmen znalazł dwóch lutników, którzy te gitary dla niego robili wg jego wytycznych, ale okazało się, że non-stop się spóźniają, a potem, jak zobaczyli w jakiej cenie on je sprzedaje, ich cena nagle wzrosła o 100% i projekt właściwie przestał się opłacać.
Więc musiał znaleźć kogoś innego i znalazł. Z tym, że tym razem okazało się, że ten człowiek (ma zakład stolarski i między innymi też produkuje swoją linię gitar) kompletnie nie przykłada się do zamówień. Ma opóźnienia, nie dotrzymuje słowa, produkuje nie te gitary, które były zamówione, etc. Opóźnienia szły w miesiące, a nawet przewyższały pół roku. Potem okazało się, że nie można wykluczyć, że robił to celowo.
W końcu mój krewny stwierdził, że chyba woli własnoręcznie robić te gitary niż poprawiać ciągle cudze błędy, chociaż będzie to wymagać sporo czasu, nauki i inwestycji w maszyny.
Przez cały czas wspierała go rodzina – rodzice i żona. Było wiele miesięcy, kiedy nie zarabiał w ogóle. W międzyczasie dołączył do biznesu jego najlepszy kolega, który miał odłożony spory kapitał i dzięki temu cały projekt nie upadł.
Przez kolejne półtora roku chłopaki uczyli się obsługi CNC i innych maszyn, a ostatnio również zrezygnowali z usług zewnętrznego lakiernika, bo też nie można było na nim do końca polegać.
W efekcie jeden z klientów czekał na gitarę DWA LATA. Mógł oczywiście otrzymać zwrot zaliczki i zamówić gitarę gdzie indziej, ale postanowił czekać do skutku. Ostatnio otrzymał w końcu gotowy instrument i zamieścił na facebook’u następujący przekaz: „Warto było czekać dwa lata.” Mimo tych wszystkich problemów i niepowodzeń chłopaki w tej chwili umieją już sami produkować całą gitarę od początku do końca. Ich produkty znajdują nabywców na całym świecie i znane są z fantastycznej jakości. Wymagało to nie lada wysiłku. Nie wspominam już nawet o poziomie ich motywacji, samoocenie, etc. Chodzili non-stop zdołowani, bo ciągle coś stawało im na drodze. Żony też nie były najszczęśliwsze, kiedy okazywało się, że jeszcze dłuższy czas będzie w domu tylko jedna pensja. Podejrzewam, że gdyby ktoś im powiedział dwa lata temu, ile pracy, potu i wyrzeczeń będzie ich to kosztować, wróciliby do pracy na etat 😉
Podsumowując:
Nie poddawaj się. Rób swoje. Twoi czytelnicy poczekają, bo wiedzą, że warto.
I chyba każdy duży projekt wykonywany pierwszy raz zabiera 3 razy tyle czasu (a może więcej) niż optymistycznie zakładamy na początku.
Kasia

Odpowiedz

prawomen Grudzień 30, 2015 o 14:40

Piękna historia, tyle że rynek nie znosi próżni a upływ czasu może spowodować że za kilka lat już niewiele osób będzie chciało skorzystać np z usługi lub przeczytać książkę.
Sam prowadzę działalność gospodarczą świadcząc usługi prawnicze i kiedyś dawno temu zauważyłem że znakomita liczba klientów oczekuje nie tylko usługi na wysokim poziomie merytorycznym, ale także szybką, a nawet błyskawiczną pomoc. Też teoretycznie mógłbym miesiącami „dopieszczać” niektóre pisma, ale czy ktoś skorzystałby z moich usług gdyby wiedział że pismo w sądzie zostanie złożone za pół roku, ponieważ muszę dopracować jeszcze pismo, kilka razy je przepisać, skracając przy okazji, zmieniając formę itd. 😉
Najlepsze okazje biznesowe pojawiają się wtedy gdy człowiek jest wyjątkowo szybki i elastyczny. Nikt nie lubi czekać – taka jest prawda 😀

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 31, 2015 o 14:31

Hej Kasia,

Świetna historia. Bardzo dziękuję.

Pozdrowienia dla Ciebie i znajomego :)

Odpowiedz

Wioleta Grudzień 30, 2015 o 12:55

To naprawdę zły pomysł, pisanie książki w dwóch wersjach- dla kobiet i osobno dla mężczyzn. Nie zawracaj sobie głowy tą wymyśloną dyskryminacją, większość kobiet nie przejmuje się, gdy zwracasz się do nich męską formą. Skoro jeszcze masz sporo czasu aż książka ujrzy światło dzienne- osobiście uważam, że warto to poprawić i trzymać się wydania dla mężczyzn. My, kobiety i tak ją kupimy 😉
Poza tym, sam przyznałeś, że wziąłeś na siebie za dużo, książka, kurs, spotkania i konferencje. Nie wyznaczaj sobie kolejnego terminu (mam na myśli ten wspomniany pod koniec stycznia), tylko porządnie odpocznij i zarzuć pomysł na kilka tygodni. A później zacznij od nowa, z podładowanymi bateriami. Powodzenia.

Odpowiedz

Kookimonster Luty 6, 2016 o 17:03

Zgadzam się z przedmówcami – myślę, że dwie wersje książki to strata Twojego czasu, Michale. Rozdrabniasz się niepotrzebnie.
Książki pisane z założenia „dla kobiet” czyta się dziwnie.
Ja nie mam absolutnie nic przeciwko czytaniu wersji w rodzaju męskim i nie oczekuję wersji „specjalnej”.

Odpowiedz

Hugo Grudzień 30, 2015 o 13:37

A ja będę czekał tyle ile trzeba na ta książkę…bez presji Michał, graj w gry, koniecznie nagrywa podcasty bo z nimi biegam i książę wydaj wtedy kiedy będzie na to czas. Wierzę że Ci co narzekają jako pierwsi ja kupią. Sam zdecydowanie będę chciał wersje podpisana. Dzisiaj bijąc rekord kilometrów podczas biegu naszła mnie myśl, czy będzie wersja angielska tej książki?

Odpowiedz

Krzysztof Grudzień 30, 2015 o 14:48

Człowiek podobno uczy się przez całe życie, a analiza i refleksja nad popełnionymi błędami sprawia, że następnym razem udaje nam się (przynajmniej części z nich) uniknąć. Od kilku miesięcy jestem fanem Twojego bloga, z którego na każdym kroku staram się czerpać inspirację i naukę. Pozdrawiam serdecznie.

Odpowiedz

Przemek Grudzień 30, 2015 o 17:49

Porażek nie popełniają jedynie Ci, którzy nic nie robią:) Potraktuj to jako lekcję, wyciągnij właściwe wnioski i do przodu. Zresztą komu ja daję rady:)

Odpowiedz

Gośka Grudzień 30, 2015 o 21:47

Do tej pory po-cichutku czytałam i słuchałam, ale teraz jest czas (może dlatego, że 2016 tuż, tuż) żeby paszczę otworzyć. Michał – dzięki za ten podcast!! Za ewaluację procesu/projektu, za szczerość publiczną (rzadka umiejętność – szacun!). Najlepszego w nowym, 2016 roku! Będzie tylko lepiej!

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 31, 2015 o 14:32

Hej Gośka,

Dziękuję za ciepłe słowa i witam w gronie komentujących.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Magda Grudzień 31, 2015 o 09:09

Michał- poczekamy na książkę ile będzie trzeba :). Ja jestem ogromnie wdzięczna za Twój kurs- bardzo mi pomógł. Uważam, że to był olbrzymi projekt, wymagał mnóstwo zaangażowania z Twojej strony i super będzie jeśli książka ukaże się nawet pod koniec 2016 roku. Na dobre rzeczy warto poczekać. Proponowała bym zrezygnowanie z pisania w 2 formach- męskiej i kobiecej.

Pomyślności w Nowym Roku dla całej Twojej Rodziny.

Odpowiedz

Alicja Grudzień 31, 2015 o 12:34

To i ja dołączę do osób, które uważają, że wersja dla kobiet i mężczyzn jest niepotrzebna. Zupełnie mi nie przeszkadza czytanie wersji dla mężczyzn a przecież większość książek jest tak pisana. Moje książki krążą często wśród znajomych i jak Twoja książka „żeńska” trafi do kolegi to będzie mi marudził 😉
Chociaż pisanie książki to jest coś, co trzeba zaplanować to przytoczę cytat „Jak chcesz rozśmieszyć Boga, powiedz Mu o swoich planach na przyszłość” {Woody Allen}.

Przy okazji – Udanego każdego z 366 najbliższych dni :)

Odpowiedz

Krzysztof Prażmowski Grudzień 31, 2015 o 13:05

Cześć Wszystkim!

W życiu da się być perfekcjonistą. Świetny przykład dał Steve Jobs, tworząc firmę Apple. Jedynie czego brakuje nam w tworzeniu perfekcjonizmu, jest czas oraz skupienie. Bez tego nie da rady, niestety!

Co do książki to się nie przejmuj i tak każdy z nas ją przeczyta :) na pewno czytelnicy bloga jak i elita z podcastu.

Michał te słowa, o których wspomniałeś w podcascie, z Blog Forum Gdańskie, można znaleźć je w tym miejscu: https://www.youtube.com/watch?v=Mf8XJEewiTU ?

Pozdrawiam

Odpowiedz

Ola (Pani Swojego Czasu) Styczeń 1, 2016 o 13:17

Krzysztofie w życiu można być perfekcjonistą na jednym polu. Być może na dwóch ale już będzie ciężko. Steve Jobs, którego przytaczasz był perfekcjonistą jeśli chodzi o Apple. Ale w tym samym czasie się nie mył, chodził ciągle boso i niezbyt przyjemnie pachniał. Więc tu już perfekcjonistą nie był.
Perfekcjonizm na każdym polu jest bardzo kiepskim pomysłem

Odpowiedz

Agata Kurczak Chmielewska Styczeń 1, 2016 o 01:16

pewnie tego nie planowałeś i dalej nie planujesz, ale te Twoje „błędy” i przekładanie wydania książki, jest dobrą strategią marketingową: trzymasz w napięciu, napięcie rośnie, pokazujesz ile pracy wkładasz w napisanie tej książki, coraz więcej osób o niej słyszy… i jak już wyjdzie to każdy będzie chciał ją mieć, bo tyle o niej słyszał :)

Odpowiedz

Maciej Styczeń 1, 2016 o 22:27

Witaj Michale,
ja też nękałem Ciebie o to kiedy będzie książka, ale nie dla tego że interesuje mnie jej zawartość – sam stosuje się do zasad podobnych Twoim od dziesiątek lat. Natomiast w Twojej książce najbardziej interesuje mnie sam proces jej powstawania. W mojej obecnej dziedzinie – genealogii – niemal dla każdego hobbisty napisanie historii o swojej rodzinie jest niemal Świętym Graalem – czymś do czego się dąży i jest końcowym spełnieniem swojego hobby. Ten Twój podcast uznałem za na tyle uniwersalny, że wezmę i puszczę na forum genealogicznym, bo Twoje uwagi przydadzą się każdemu, kto się myśli o wykonaniu takiego dzieła.
Pozdrawiam
Maciej

Odpowiedz

Dawid Styczeń 1, 2016 o 23:57

A ja mam pytanie totalnie z innej beczki. W jakie gry grasz?
PC? XBOX? PS?
Jeśli masz ochotę to podziel się taką ciekawostką ;]
Pozdrawiam.

Odpowiedz

Michał Szafrański Styczeń 2, 2016 o 00:04

Hej Dawid,

Wyłącznie Counter Strike:GO na komputerze.

Pozdrawiam

Odpowiedz

* LESZEK * Styczeń 2, 2016 o 15:33

Proponuję napisanie książki w formie ” Wiecie ” Sami wiecie, rozumiecie. Ewentualnie dla pogodzenia wszystkich wydać tylko w wersji Esperanto. Wtedy panie Femi bedą już zadowolone.

Odpowiedz

IzaA Styczeń 3, 2016 o 15:22

Jakbym słuchała o sobie i walce z pisaniem pracy magisterskiej… Zwłaszcza w pewnym momencie szukanie coraz to nowych – i to racjonalnych! – usprawiedliwień staje się bardzo twórcze :)
Perfekcjonizm ma swoje dobre i złe strony, zresztą jak z prawie każdą cechą istotniejsze jest optymalne jego natężenie. Brak dokładności i dążenia o pewnego ideału (czy może lepiej do celu) sprawi, że praca może przebiegać po łebkach a efekt być niezadowalający. Z drugiej strony nadmierny perfekcjonizm blokuje motywację do działania, a nawet jeżeli już skrajny perfekcjonista usiądzie do pracy, to dopracowywanie kolejnych szczegółów przedsięwzięcia zaczyna zajmować zbyt dużą ilość czasu, by doprowadzić wszystko do końca…
Znam, doświadczam, łączę się w bólu :)

A na książkę czekam :) Pisz spokojnie, choć zdaję sobie sprawę, że niezrealizowanie założonych sobie terminów nie działa korzystnie na psychikę.

Odpowiedz

Marcin Styczeń 3, 2016 o 18:40

Nie ma co patrzeć w przyszłość, nowy rok, nowe 365 dni. Trzymam kciuki, że dasz radę :)

Odpowiedz

Waldek Styczeń 4, 2016 o 09:38

Zupełnie nie rozumiem dylematów autora blogu. Jeśli te 600 stron jest Z SENSEM, to może podzielić je na 3…4 tomy ? 600 stron, to kawał „cegły”, ale dlaczego skracać do stron 300 ???
Zalety:
1) wydatek na druk rozłożony w czasie,
2) już po publikacji 1 tomu można oszacować FAKTYCZNE zapotrzebowanie na tomy kolejne,
3) cena za 600 stron będzie zdecydowanie trudniejsza do jednorazowego przełknięcia niźli 3x 200 stron (i to rozłożonych w czasie).

Odpowiedz

Wojtek Styczeń 5, 2016 o 01:13

Bez przesady. 600 stron? Żeby przeżyć na nowo koszmar z podstawówki? („Chłopi” – 800 stron i nuda jak flaki z olejem). „Lee Iacocca. Autobiografia.” ma może ze 300 stron. Fundamentalna i przełomowa „Inteligencja Emocjonalna” też nie ma 600. Mimo całego szacunku do Michała szczerze wątpię, aby te 600 stron zapełnił równie wartościowy materiał. Więc polecam Mu, żeby jeszcze raz przeczytał/przesłuchał polecaną przez siebie książkę „Essentialism” i ciął, ciął, jeszcze raz ciął. Powodzenia:)

Odpowiedz

Waldek Styczeń 8, 2016 o 17:12

Można ciąć. Znajomy montażysta w studiu filmowym mówi, że na umiejętnych CIĘCIACH -> NIEDOPOWIEDZENIACH opiera się większa część sztuki filmu… 😉

Odpowiedz

Waldek Styczeń 4, 2016 o 09:45

Aaaaaaa… i jakoś TYM RAZEM śmiem już wątpić we wiarygodność deklaracji Michała co do publikacji wyczerpujących informacji biznesowych (FINANSOWYCH) związanych z wydaniem książki. Może być tak jak z publikacją tzw. raportów finansowych autora bloga, które umarły śmiercią naturalną ze względu na… szeroko rozumiane „bezpieczeństwo” (w tym biznesowe) albo „to”, albo na „tamto”.
Cóż, zobaczymy… już widzę, jaką – my czytelnicy – mamy krótką pamięć.

Odpowiedz

Asia Styczeń 4, 2016 o 10:08

Michał,
Dzięki za ten post. Mam podobne przejścia z doktoratem i punkty 1-5 mogę przenieść bezpośrednio na moje życie. Plus punkt 6 – dwójka dzieci poniżej 3 lat 😉 To co trochę ratuje moją pracę – choć Ciebie chyba by nie urządzało – to fakt, że mam jakieś zewnętrzne i narzucone terminy skończenia, wprawdzie mocno elastyczne, ale jednak jest to pewien bat nad głową. Choć w pewnym sensie jest to też dodatkowe obciążenie, bo w obliczu rozgrzebanej pracy bez planu „co dalej?” generują raczej panikę niż prawdziwą mobilizację.
Mimo wszystko, fajnie, że piszesz o błędach, to też pozwala mi spojrzeć realnie na to, co robię. No i, czysto ludzko, czuję się lepiej, że nie jestem w swoim zawalaniu pracy osamotniona 😉 Choć oczywiście lepiej by było, jakbyśmy oboje mieli na tym polu sukces.
Trzymam kciuki i jeszcze raz dzięki za podzielenie się doświadczeniem!

Odpowiedz

Tomasz Styczeń 4, 2016 o 12:35

Może w tym roku się uda :)

Odpowiedz

Adam Skorupka Styczeń 4, 2016 o 18:02

Zastanów się czy nie chcesz pisać książki systemem, który stosuje wydawnictwo O’Reilly.
Więcej o tym poczytasz na blogu Johna O’Duinna – oduinn kropka com (kategoria Books), który w ten sposób pracuje nad swoją książką „Distributed” (także podsumowującą i zbierającą w całość wpisy z bloga, artykułów, prezentacji, konferencji, itp.). Powodzenia!

Odpowiedz

Pan Kalkulator Styczeń 5, 2016 o 09:22

Gdyby nie porażki – nie byłoby doświadczenia. Najważniejsze, żeby wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski :)

Odpowiedz

Michał Styczeń 5, 2016 o 12:53

Ciekawy wpis! Podoba mi się taka autorefleksja – dobry przykład jak można analizować swoje niepowodzenia, aby móc w przyszłości osiągnąć zamierzone cele.

Podstawowym argumentem przeciw napisaniu dwóch wersji książki jest to, że często kupuje się jedną książkę, aby przeczytać ją w gronie rodzinnym. Nikt przy zdrowych zmysłach nie kupi wtedy dwóch wersji dla pań i panów i ktoś będzie poszkodowany – żona albo mąż. Podobnie będzie kiedy koleżanka będzie chciała pożyczyć swój egzemplarz koledze.

Oczywiście życzę Ci Michale jak największej liczby sprzedanych egzemplarzy, ale ten podział niekoniecznie wpłynie pozytywnie na odbiór książki. Część ludzi się ucieszy, ale dla wielu może to być zbędny balast.

Trzymam kciuki za realizację założonych celów!

Odpowiedz

Anna Styczeń 5, 2016 o 19:03

Michał,
Podpisuję się obiema rękami pod wyraźnym sprzeciwem na rozdzielanie książki na rodzaj męski i żeński, a podpowiadam nijaki ;-). I zdecydowanie w liczbie pojedynczej, tym bardziej, kiedy czyta się czy to bloga czy książkę, lepiej brzmi „weź kartkę i długopis i wypisz wszystkie swoje zobowiązania, na drugiej wszystkie posiadane środki, a na trzeciej wszystko to, czego potrzebujesz do przeżycia miesiąca, od jedzenia, przez ubranie…itd.” niż „weźcie, Anno, kartkę…” brrr. Forma bezosobowa „Ty” bardziej do mnie przemówi.
Co do poprawiania treści z bloga przenoszonej na książkę… Pod koniec tegorocznego koncertu noworocznego z Wiednia usłyszałam bardzo ciekawe zdanie: „nie dodawaj cukru do miodu”, nie próbuj ulepszać tego, co już jest dobre, a nawet świetne (nie słodzę Ci w tej chwili, ani nie cukruję), pamiętaj, że lepsze jest wrogiem dobrego.
Jeśli upierasz się, przy skróceniu niektórych wpisów, nie zabronię Ci, ale jestem przeciw… Może niektóre są długie, ale pod Twoimi postami bardzo często pojawia się ileś set komentarzy, przez które też jakoś przechodzę, choćby po to, żeby nie powtórzyć raz zadanego pytania. I czasami zajmuje mi to kilka godzin, mnie to nie przeszkadza, lubię czytać, od zawsze (od Nowego Roku przeczytałam już 3 książki, każda grubo ponad 500 stron, a przede mną jeszcze dwie z serii), więc mnie grubość nie przeraża.
Co do emocji, rozumiem, że jak coś się wali, to się odechciewa wszystkiego, taka niemoc człowieka ogarnia, że najchętniej to by usiadł i płakał, a jak jeszcze ktoś z bliskiego otoczenia zawiedzie…? To mi uzmysłowiło, kiedy czytałam transkrypt, że kurcze, jesteś człowiekiem, i jak każdy człowiek masz prawo do słabości.
Reasumując, żeby nie przedłużać, czekam na książkę, po prostu! Czekam już długo więc przywykłam i poczekam tyle, ile będzie trzeba. A Ty po prostu, jak nabierzesz sił do dalszej walki, pisz. Trzymam kciuki :-)

Pozdrawiam
Anna

Odpowiedz

Michał Szafrański Styczeń 5, 2016 o 19:31

Hej Anna,

Dziękuję za komentarz. Co do formy: wszystko fajnie, ale zrób mi czas przeszły proszę. Zrobiłaś? Zrobiłeś? Zrobiło? Rozwiąż łamigłówkę i pomyślę.

Szczerze to nie rozumiem tego oporu przed dwoma edycjami. Przecież nikogo nie będę zmuszał do zakupu „żeńskiej” wersji. A skoro męska części Pań nie przeszkadza „bo się przyzwyczaiły”, to taka książka też będzie dostępna. 😉

Pozdrawiam

Odpowiedz

Anna Styczeń 5, 2016 o 19:58

Nasz kochany język polski, niby prosty, a jak zaczniesz się zagłębiać… 😉

Proponuję używać zdarzeń w formie czasu przeszłego a zostawić formę osobową nie zmienioną np. jeśli udało Ci się/nie udało Ci się; wyszło/nie wyszło i tak dalej :-)
Natomiast co do drugiej części, to nie opór, to po pierwsze wsparcie, po drugie chcemy Ci oszczędzić trochę czasu i pracy, i wreszcie według mojego skromnego zdania, jeśli piszesz przykładowo Ty, Tobie, Ciebie i tak dalej, przeważnie książkę jednocześnie czyta jedna osoba, i ja odbieram to tak, jakbyś stał na przeciwko i do mnie mówił.
Pisząc na blogu słowa: „jeśli chcesz panować nad swoimi finansami, ale nie wiesz od czego zacząć, to trafiłeś w dobre miejsce. Usiądź wygodnie, weź kawkę (lub inny napój) i zanurz się w lekturze cyklu artykułów „Zaplanuj budżet domowy”….” nie miałeś żadnych oporów, żeby używać formy męskiej, i to jest normalne! Ani Ty, ani Marcin, czy ktokolwiek piszący bloga, poradnik czy co tam jeszcze, zwłaszcza o tematyce, która powinna zainteresować i Panie i Panów, nie zastanawialiście się do tej pory nad tym, czy ja jestem czytelnikiem, czy nie daj Bóg czytelniczką. I trzymajcie się wszyscy tej wersji. Odpowiadając na jakiś komentarz, gdzie wiesz, że autor jest Nią lub Nim, będziesz używał odpowiedniej formy, ale w książce piszesz do CZYTELNIKÓW bez względu na płeć. I forma, której do tej pory się trzymałeś, jest najlepsza.
Koniec i kropka :-)

Odpowiedz

Anna Styczeń 5, 2016 o 20:16

Ad. tego co powyżej) Do Czytelnika, skoro upieram się przy liczbie pojedynczej 😉

Odpowiedz

Marcin Styczeń 5, 2016 o 22:55

Michale, nawiązując do Twojego newslettera: przecinki przecinkami, ale spróbuj znaleźć system, który będzie odmieniał imiona w mailach. Marcinie, zamiast Marcin. Michale, zamiast Michał. Wołacz jest piękny i potrzebny. Pogadaj z kolegami blogerami, wielu z nich stosuje odmianę. Może coś podpowiedzą :) Pozdrawiam Cię serdecznie!

Odpowiedz

Ania Styczeń 6, 2016 o 23:12

a ja mam jedno życzenie co do książki, żeby nie była ona kopią bloga. Już raz się naciełam, kupiłam książkę autorstwa osoby, która pisze bloga (nie chcę podawać nazwiska) i czytałam ją z przymusu, bo jak w kalejdoskopie miałam wrażenie, że czytam to samo co przeczytałam chwile wcześniej na blogu. Pozdrawiam i oczekuję 😉

Odpowiedz

Piotrek Styczeń 7, 2016 o 12:54

Cześć Michał,

Dopiero teraz przesłuchałem.
I napiszę coś z troski :)
Śledzę Cię (dziwnie brzmi!) już jakiś czas i wydaje mi się, że Twój „Achiever” daje Ci nieźle popalić i trochę się martwię, co będzie dalej.

Mam wrażenie, że ułożyłeś w głowie scenariusz jakiegoś filmu, jak powinno wyglądać Twoje życie i frustrujesz się, że rzeczywistość nie przystaje do kolejnych scen skryptu i jak sam mówisz, zaczynasz się oszukiwać. To już któryś raz, gdy o tym wspominasz. Bardzo dużo tego „powinienem” i „nie udało się” w tym podcaście, a tu przecież to Ty sam sobie jesteś katem i oprawcą!

Rzuciłeś pracę na etacie i w pełni decydujesz za siebie, zarobiłeś pieniądze o jakich marzyłeś, dostałeś nagrody dla najlepszego/wpływowego blogera, masz dziesiątki tysięcy regularnych czytelników i słuchaczy, sale na spotkania z Tobą są pełne.
Kiedy Ty chłopie ostatnio NAPRAWDĘ odpocząłeś? Czy Ty nie uzależniłeś się od tej adrenaliny?

Brzmię pewnie trochę jak kaznodzieja 😉 – ale chcę Cię mieć za 5 i 10 lat, dalej pełnego pasji i kogoś, kto uczy zrównoważonego życia, pełnego ambitnych celów do osiągnięcia, ALE i odpoczynku, bycia TU I TERAZ i bliskości w relacjach. Kogoś, kogo młode pokolenie będzie chciało naśladować. Proszę – nie zajedź się własnymi oczekiwaniami!

Mogę za Billem Hybelsem zapytać „It is right. It is effective. But is it sustainable?”.

Pozdrawiam Cię gorąco!

Odpowiedz

Wojtek Styczeń 7, 2016 o 14:23

Michał, Piotrek ma rację – chyba już się zajechałeś. Zwolnij, chłopie. Pomagasz wielu osobom i wiele inspirujesz, ale nie żywisz Afryki ani nie podtrzymujesz czyichś funkcji życiowych. Nabierz dystansu. Ja nabrałem gdy zmarł nagle i niespodziewanie mój dobry kumpel pracujący w bankowości. Też chciał nagle, szybko i najlepiej wszystko na raz…

Odpowiedz

Piotrek Styczeń 8, 2016 o 12:12

Hej Wojtek,

Niestety (na szczęście!) nie mamy żadnej mocy rozkazywać Michałowi (zwolnij, nabierz dystansu), bo to dorosły, mądry facet i zrobi co chce :)
A z Twoim kolegą – przykra sprawa… :/

Michał,
Jestem wielkim fanem Twojej pracy i bardzo mi pomogłeś i z troski, ale i egoizmu – chcę Cię mieć dalej pełnego pasji i zaangażowania za 10 lat :)

Odpowiedz

Małgorzata Styczeń 10, 2016 o 18:14

Cześć Michale!
Chętnie zaglądam na bloga, ale zamiast słuchać, wole poczytać transkrypcję podcastów. I tu uwaga czytał techniczna – przyjemniej czyta się tekst wyjustowany. Może to szczegół, ale chyba nie jestem jedyną osobą, która zwraca na to uwagę 😉
A bloga gratuluj, kawał przydatnej wiedzy. Powodzenia w dalszych działaniach!

Odpowiedz

kamil Styczeń 10, 2016 o 20:20

dobrze się słucha Twojego głosu :)

Odpowiedz

Małgorzata Styczeń 12, 2016 o 10:50

Witaj Michał,

Sama napisałam dwie książki wiec chętnie podzielę się swoimi doświadczeniami na ten temat. Najważniejsze według mnie zasady to 1.Zacznij od planu książki. 2. Pisz codziennie.

Ustaw sobie minimum np. 1000 słów dziennie, może być więcej, ale nie za dużo. Wybierz sobie jeden temat, który danego dnia najbardziej ci pasuje i postaraj się go wyczerpać. Pisz, pisz, i jeszcze raz pisz. Nie baw się w poprawianie tego co napisałeś dopóki nie wyczerpiesz tematu. Dopiero wtedy możesz zrobić wstępną korektę.

Pomysł z książką dla kobiet i mężczyzn do mnie osobiście nie przemawia, ale pewnie znajdą się amatorzy.

W każdym razie życzę powodzenia :)

Odpowiedz

Marta Marzec 31, 2016 o 21:10

Jestem nowa w temacie podcastów, trafiłam na twoje i bardzo mi się spodobały. Masz bardzo przyjemny głos do słuchania, z którego płynie pozytywna energia :) Ten podcast jest naprawdę dobry. Wiem, że trudno przyznać się do swoich błędów publicznie, większość ludzi sądzi że to wstyd. Ty jednak pokazujesz że każdemu zdarzają się potknięcia, tylko nie każdy się do nich przyznaje. Dobry pomysł na podcast :) Gratuluję, trzymaj tak dalej. Jestem raczej osobą zamkniętą w sobie, rzadko mówię o sobie innym ludziom lecz od pewnego czasu to powoli zmieniam. Ten podcast mnie jeszcze bardziej motywuje do tego. Zauważyłam ostatnio, że jak mówię, że mam z czymś problem to znajduje się osoba która jest gotowa mi doradzić i pomóc. Pozdrawiam

Odpowiedz

Krystian W Sierpień 2, 2016 o 13:37

O ile blog był mi znany, to pierwszy raz zetknąłem się na nim z podcastem. Bardzo fajnie przeprowadzony. Głos, można by powiedzieć, radiowy :) Z tego co widzę, książka została już wydana, czego serdecznie gratuluję.

Odpowiedz

Dodaj nowy komentarz

{ 1 trackback }

Poprzedni wpis:

Następny wpis: