Po dekadzie działania blog "Jak oszczędzać pieniądze" zakończył swoją działalność. Jedyną stale aktualizowaną sekcją bloga jest RANKING kont i lokat. Zapraszam też do lektury ponad 500 archiwalnych artykułów (ponadczasowych)! 👊

Jak zaplanować budżet domowy, jeśli mam nieregularne zarobki?

przez Michał Szafrański dodano 5 stycznia 2016 · 88 komentarzy

Budżet domowy nieregularne dochody

Sprzedawcy rozliczani prowizyjnie, studenci, freelancerzy, samozatrudnieni – dla tych osób budżet domowy to wyzwanie. Podpowiadam, jak go zaplanować nawet wtedy, gdy nie wiecie ile zarobicie.

Już na początku muszę rozróżnić dwa scenariusze. Pierwszy to uzyskiwanie nieregularnych dochodów, np. z działalności gospodarczej lub zarabianie w modelu prowizyjnym, gdy nie wiemy tak naprawdę, ile pieniędzy uda nam się wypracować i kiedy je otrzymamy.

Drugi scenariusz to otrzymywanie wynagrodzenia częściej niż raz na miesiąc, np. w formie tygodniówek lub wypłaty co dwa tygodnie. W taki sposób zarabiają, np. Czytelnicy w Wielkiej Brytanii. Tutaj wyzwaniem jest przede wszystkim zarządzanie wydatkami w skali miesiąca – budżet planujemy miesięcznie, ale dysponujemy 1/4 pieniędzy co tydzień. Ten temat poruszę kiedy indziej.

Scenariusz z zarobkami w nieregularnej wysokości jest trudniejszy do zaplanowania i właśnie nim zajmę się w tym wpisie.

Serdecznie zapraszam. 🙂

Dla kogo jest ten wpis?

Nieregularne zarobki mogą dotyczyć zarówno osób prowadzących własne firmy, jak i pracowników etatowych. Każdego, u którego istotna część wynagrodzenia (za taką uważam już ponad 20%) zależy od różnych czynników. Mogą to być:

  • Pracownicy na prowizji, np. sprzedawcy, których wynagrodzenie składa się z podstawowej pensji oraz premii zależącej od efektów pracy. Może też być tak, że osoby takie pracują wyłącznie na prowizji lub mają minimalną stałą pensję. Zdecydowana większość ich dochodów jest zmienna.
  • Pracownicy otrzymujący okresowo dużą premię, np. 1–4 razy do roku – w przypadku takich osób może się okazać, że pomimo nieregularności przychodów premia stanowi 30%–50% ich całorocznego wynagrodzenia. Sam byłem przez wiele lat takim pracownikiem i doskonale pamiętam, że comiesięczne zarobki wystarczały przede wszystkim na finansowanie naszego życia, a dopiero premie były okresowym zastrzykiem finansowym, który pozwalał budować poduszkę oszczędnościową lub finansować większe wydatki. Niektóre osoby z tej grupy wydają co miesiąc więcej niż zarabiają licząc na to, że okresowa premia poprawi ich sytuację finansową. Różnie z tym bywa. Mniejsza premia bądź jej brak potrafią wywrócić świat do góry nogami.
  • Osoby zmieniające pracę w trakcie roku – to szczególny przypadek. Może się wiązać ze zwiększeniem zarobków (awans, zmiana firmy), jak również z ich zmniejszeniem lub co gorsza kilkumiesięcznym przestojem w pracy. Takie osoby również można wciągnąć do grupy o nieregularnych zarobkach.
  • Studenci – to specyficzna grupa. Mogą otrzymywać regularne stypendia bądź wsparcie od rodziców, ale ich budżet uzupełniany może dochodami z prac dorywczych lub np. zarobkami w okresie wakacyjnym. Z tym, że te ostatnie muszą wtedy wystarczyć na cały rok akademicki.
  • Freelancerzy – osoby, które wykonują mniejsze i większe zadania dla różnych klientów. Mogą być pracownikami etatowymi dorabiającymi na boku, niezależnymi współpracownikami w ramach umów cywilnoprawnych lub samozatrudnionymi – prowadzącymi własną działalność. To tu największym problemem jest nieregularność przychodów i bezpośrednie powiązanie wysokości zarobków z wykonywaniem pracy. Brak pracy najczęściej oznacza brak przychodów.
  • Przedsiębiorcy – osoby prowadzące własne firmy, w których pojawia się konieczność ponoszenia kosztów – także tych związanych z zatrudnianiem innych osób. Zmienne są zarówno koszty, jak i przychody. W tym przypadku konieczne jest zarówno zarządzanie płynnością finansową firmy, jak i prywatnym budżetem domowym. Często przez pomieszanie jednego z drugim nie wiadomo tak naprawdę, jakimi pieniędzmi dysponujemy w danej chwili.

To co tutaj napiszę poniżej może być potraktowane jako wstęp do budżetu domowego dla przedsiębiorców, ale tak naprawdę im poświęcę oddzielny artykuł. W przypadku osób prowadzących własną działalność gospodarczą widzę kilka innych wyzwań na styku z budżetem domowym. Trzeba je omówić oddzielnie.

Obiektywnie, przy powyższych trybach zarabiania, planowanie finansów domowych jest trudniejsze niż w przypadku stałych zarobków. Jest to jednak kolejny powód, dla którego osoby takie powinny prowadzić budżet. Dobry krótko i średnioterminowy plan finansowy – a taką rolę pełni budżet – pozwala uniknąć ewentualnych problemów związanych ze zmiennością i niepewnością zarobków.

Czytaj także: Darmowy szablon budżetu domowego – recepta na kontrolę nad swoimi finansami

Oszacowanie wysokości przychodów przy nieregularnych zarobkach

“Jak mogę oszacować zarobki, które mam wpisać do budżetu, skoro nie wiem ile zarobię w danym miesiącu?” – to pytanie jest bardzo zasadne i słyszę je często. Przede wszystkim trzeba sprawdzić na ile zmienne są zarobki: czy różnią się one o kilkanaście czy kilkadziesiąt procent z miesiąca na miesiąc. Takiej analizy dokonujemy zawsze patrząc wstecz. Po prostu musimy określić jakiś w miarę stały punkt odniesienia. Kwotę dochodu, dla której powinniśmy planować budżet, można wyznaczyć na kilka sposobów:

Metoda uśrednionego dochodu. Nawet jeśli czegoś nie da się przewidzieć w perspektywie miesięcznej, to czasami wystarczy wydłużyć perspektywę do kwartalnej, by okazało się, że pozorna zmienność przychodów uśrednia się na w miarę stałym poziomie. Ja lubię analizować dochody w perspektywie rocznej rocznej. Liczę ile mam netto, uśredniam i wiem na czym tak naprawdę stoję. Takie podejście sprawdza się, jeśli otrzymujemy duże, okresowe premie. Jeśli nie spodziewamy się pogorszenia sytuacji, to najlepiej zsumować zarobki z ostatnich 12 miesięcy i podzielić ja przez 12.

Minusem tej metody jest to, że nie wiemy co wydarzy się w przyszłości i nie zabezpiecza nas ona przed pogorszeniem zarobków. Dlatego należy uznać ją za dosyć optymistyczną.

Metoda dochodu minimalnego. To zalecane przeze mnie, ostrożnościowe podejście do przewidywania zarobków. Znowu pod uwagę bierzemy ostatnie 12 miesięcy, ale tym razem szukamy w tym okresie najgorszego pod względem zarobków miesiąca i przyjmujemy, że nasz budżet musimy zaplanować dla właśnie takiej kwoty. Jeśli zarabiamy od 2000 zł do 7000 zł miesięcznie, to budżet przygotujemy dla 2000 zł. Nadwyżki będą służyć do budowy bufora oszczędnościowego (3–12 miesięcy kosztów). Jeśli będziemy potrafili utrzymać dyscyplinę, to nasze oszczędności – w miesiącach, gdy zarabiamy więcej – będą bardzo szybko przyrastać. Jednocześnie nadal będziemy potrafili przeżyć nawet najgorszy miesiąc bez zadłużania się lub korzystania ze zgromadzonych oszczędności.

W przypadku obydwu tych metod można zastosować podejście “analizuję to raz do roku” lub dokonywać analizy kroczącej – planując budżet na kolejny miesiąc sprawdzać dane z ostatnich 12 miesięcy. Ja zalecam to drugie rozwiązanie. Pozwala na bieżąco reagować na zmianę sytuacji. Jeśli nasze zarobki spadają, to będziemy musieli także ścinać budżet. Jeśli rosną, to będzie go można nieco poluzować.

Jest jeszcze metoda studencka – w przypadku dochodów uzyskiwanych bardzo sporadycznie. Oczywiście student studentowi nierówny więc nie chcę generalizować. Ci dorabiający systematycznie mogą posłużyć się metodą dochodu minimalnego. Inni, np. zarabiający przede wszystkim w wakacje, mogą zrobić tak:

  • Na koniec wakacji sprawdzają stan swoich oszczędności i dzielą je przez 9 (liczba miesięcy roku akademickiego).
  • Do tak wyliczonej kwoty dodają otrzymywane co miesiąc pieniądze od rodziców. Jeśli kwota jest zmienna w czasie, to przyjmują najmniejszą miesięczną kwotę.
  • Dodają do tej kwoty dodatkowo uzyskiwane stypendia, zasiłki, minimalne zarobki miesięczne z prac dorywczych.
  • Suma powyższych kwot mówi im, jaką kwotą miesięcznie mogą dysponować.

Brawo! Właśnie wyznaczyłeś kwotę zarobków miesięcznych, które powinieneś przyjąć w budżecie pomimo, że nie wiesz ile tak naprawdę zarobisz w przyszłym miesiącu. Ale to nie koniec planowania. Teraz trzeba zająć się stroną kosztową budżetu.

Sprawdź również: Jak oszczędzać bez budżetu domowego – recepta dla leniwych na 3-cie urodziny bloga

Tryby pracy z budżetem przy nieregularnych dochodach

Teraz dopiero rozpoczyna się prawdziwa zabawa. Zakładam, że znasz swoje koszty miesięczne. Zaplanuj teraz wydatki we wszystkich kategoriach kosztów (pisałem o tym w innych artykułach cyklu “Zaplanuj budżet domowy”). Zsumuj je. Jeśli suma kosztów jest wyższa niż kwota zarobków wyliczona metodą dochodu minimalnego, to znaczy, że Twój budżet się nie spina i trzeba go ciąć.

Jeśli jednocześnie nie dysponujesz żadnymi oszczędnościami (nie masz nawet minimalnej poduszki finansowej), to trzeba jak najszybciej wdrożyć plan ratunkowy – ja nazywam go budżetem awaryjnym.

Jak go skonstruować? Metoda jest bardzo prosta aczkolwiek jego realizacja – bolesna:

  1. Przygotuj listę wszystkich niezbędnych wydatków. Tylko niezbędnych i najważniejszych: jedzenie w domu, czynsz, opłaty za prąd i inne media, koszty transportu i ew. niezbędne ubrania. Pomiń na razie całkowicie koszty rozrywki, jedzenia na mieście itp.
  2. Określ minimalną kwotę, jaką musisz wydać w każdej z tych kategorii, aby przeżyć miesiąc. Minimalną! – to jest budżet awaryjny. Zsumuj te koszty.
  3. Określ minimalną kwotę zarobków miesięcznych według metody dochodu minimalnego.
  4. Czy koszty są mniejsze niż zarobki? Jeśli nie, to wróć do punktu drugiego i tnij koszty dopóki nie będą niższe niż zarobki. Może będzie trzeba wynająć tańsze mieszkanie / pokój lub przeprowadzić się do rodziców / znajomych? Może trzeba będzie zmienić środek transportu (komunikacja miejska lub rower)? Twój budżet nie jest gotowy dopóki kwota kosztów nie będzie co najmniej równa kwocie zarobków. Musisz do tego doprowadzić.
  5. Jeśli koszty są mniejsze niż zarobki, to dobrze. Utwórz oddzielne konto oszczędnościowe, nazwij je “oszczędności” lub “poduszka finansowa” i przelewaj na nie od razu na początku miesiąca tę nadwyżkę, która wynika z budżetu awaryjnego. Kwotę sumy kosztów umieść na swoim koncie ROR i żyj za nią do końca miesiąca.

Jak długo warto prowadzić taki budżet awaryjny? Zalecam następujące podejście:

  1. Jeśli nie mamy oszczędności = realizujemy budżet awaryjny dopóki nie uzbieramy oszczędności wynoszących 3-krotność kosztów wynikających wynikających z budżetu awaryjnego. Jeśli suma kosztów w takim budżecie wynosi 2000 zł, to realizujemy go do czasu aż nie uzbieramy 6000 zł na koncie oszczędnościowym.
  2. Gdy mamy ekwiwalent 3-ech miesięcy kosztów = przechodzimy na realizację standardowego budżetu. Takiego który uwzględnia również relaks, zakupy okresowe itp. Nadal warto żeby koszty nie przekraczały zarobków, ale w przy nieregularnych dochodach czasami jest to nieuniknione. Stale monitorujemy, czy oszczędności wystarczą na przeżycie co najmniej trzech miesięcy w trybie awaryjnym. To taki margines bezpieczeństwa. Dodatkowo z nadwyżek finansowych powiększamy oszczędności.
  3. Gdy poduszka finansowa stanowi ekwiwalent 12-miesięcznych kosztów (według budżetu standardowego) = można pozwolić sobie na odważne decyzje. W przypadku osób prowadzących firmy mogą to być dłuższe wakacje (może się to wiązać z utratą przychodów) lub dodatkowe inwestycje w firmie. Można także przejść na roczny tryb planowania budżetu skupiając się na bardziej długofalowych projektach niż na tym, co będzie za miesiąc czy za kwartał. Oszczędności pozwalają przetrwać nawet większe wahania zarobków.

Reasumując: przy nieregularnych przychodach musimy być gotowi do zaciskania pasa wtedy, gdy jest to konieczne. Na złe czasy mamy budżet awaryjny. Na dobre czasy – budżet standardowy obejmujący wszystkie koszty.

Możecie dowolnie modyfikować określone przeze mnie powyżej zasady, ale warto żebyście je mieli. Takie proste reguły upraszczają życie. Zamiast zastanawiać się każdorazowo nad tym na co wydać pieniądze – działacie według określonego scenariusza. Odruchowo. Jest awaryjnie = nie jesz na mieście, zabierasz kanapki do pracy, jeździsz komunikacją miejską a nie autem, nie chodzisz do kina, nie kupujesz nowych ubrań itp. Masz zestaw prostych zasad. Energię koncentrujesz na zwiększeniu zarobków.

Sami wypłacamy sobie regularną pensję

Plan to jedno a praktyka to drugie. Trudno realizować budżet, gdy wynagrodzenie wpływa nieregularnie. Największy problem mają osoby prowadzące własną firmę i fakturujące kontrahentów. Tu niczego nie da się przewidzieć. Termin płatności określony na fakturze często jest traktowany wyłącznie jak sugestia. Zatory płatnicze to prawdziwa zmora przedsiębiorców.

To, że warto oddzielać pieniądze firmowe od prywatnych to truizm. Niestety realia działalności gospodarczych są zupełnie inne. Właściciele przelewają sobie pieniądze pomiędzy kontem firmowym i prywatnym w dowolny sposób. Czasami nawet nie posiadają konta firmowego (prawo do tego nie zmusza) i całe ich finansowe życie koncentruje się na jednym koncie ROR. Trudno w takim przypadku o pełną kontrolę nad budżetem i przepływami finansowymi.

Nieważne czy jesteś pracownikiem etatowym czy nie – pomoże Ci następujące podejście:

  1. Załóż konto oszczędnościowe – oddzielne od konta osobistego (ROR), do którego podpięta jest Twoja karta.
  2. Podaj pracodawcom i zleceniodawcom numer konta oszczędnościowego. Niech wszystkie nieregularne wpłaty trafiają na oprocentowane konto oszczędnościowe a nie na konto ROR. W przypadku przedsiębiorców wystarczy oddzielić konto firmowe od konta prywatnego. Nadal jednak warto mieć konto oszczędnościowe, na które przelewać będziemy otrzymane płatności. Wątek organizacji kont dla osób prowadzących działalność gospodarczą – omówię w oddzielnym wpisie.
  3. Raz w miesiącu wypłacaj sobie sam “pensję” przelewem z konta oszczędnościowego na konto ROR. Kwota powinna być równa łącznej kwocie dochodów wpisanej do budżetu domowego. Dobrą praktyką jest uczynienie z takiego przelewu zlecania stałego, np. na pierwszy dzień każdego miesiąca. To daje regularność, której tak bardzo Ci brakuje. Reszta pieniędzy powinna zostać i “pracować” na koncie oszczędnościowym.
  4. Raz na jakiś czas sprawdź saldo konta oszczędnościowego. Zobacz, czy stan konta pozwala już wdrożyć bardziej rozluźniony budżet, zdecyduj czy odłożone pieniądze przeznaczyć na nadpłatę długów czy może na inwestycje lub konsumpcję. Możesz sobie sam wypłacić “premię”. 🙂

Kluczowe jest, aby przeżyć miesiąc za kwotę “pensji”, którą sam sobie regularnie wypłacasz.

Inflacja życia i efekt jojo

Jest jeszcze jeden pozytywny aspekt konstruowania budżetu w oparciu o metodę minimalnego dochodu. W takim przypadku nasz budżet nie jest ściśle uzależniony od zarobków. Dzięki temu można łatwiej uniknąć zjawiska “inflacji życia”, gdy wiedząc, że dysponujemy większymi pieniędzmi, łatwiej jest nam po prostu je wydawać zamiast oszczędzać. Skoro zarabiamy, to nam się należy, prawda? 😉

Jednym z największych zagrożeń dla portfeli osób uzyskujących nieregularne dochody, jest skłonność do odreagowywania “zaciskania pasa” w miesiącach, gdy dostajemy większy zastrzyk finansowy. Jest to zrozumiałe, ale najgłupszą rzeczą jaką można zrobić, to “wypstrykać się” z gotówki wiedząc, że w kolejnych miesiącach znowu przychody mogą być niższe.

Trzymanie się racjonalnie minimalnych kosztów pozwala sprawniej budować finansową poduszkę bezpieczeństwa. Mając ją, można żyć w taki sposób, w jaki chcemy i nie być zmuszonym do życia w taki sposób, w jaki musielibyśmy, by przeżyć.

Do czego próbuję zachęcić? Do wprowadzenia pewnej regularności i przewidywalności nawet przy nieregularnych zarobkach. Łatwo nie jest, ale planowanie budżetu i jego realizacja bardzo w tym pomagają. Wątek ten rozwinę w kolejnych wpisach.

Zarabiasz nieregularnie? Jestem bardzo ciekawy, w jaki sposób Ty sobie radzisz z planowaniem budżetu? Szczególnie chętnie usłyszę opinie osób samozatrudnionych. Dajcie proszę znać w komentarzach. Wszelkie wskazówki mile widziane.

Powodzenia w budżetowaniu!

Zobacz także: Jak zaplanować budżet domowy

"Finansowy ninja" - podręcznik finansów osobistych

Finansowy ninjaJuż ponad 130.000+ osób kupiło książkę "Finansowy ninja".

Nowe, zaktualizowane wydanie to ponad 540 stron praktycznej wiedzy o oszczędzaniu, zarabianiu, optymalizacji podatkowej, negocjowaniu i inwestowaniu, które pomogą Ci zostać prawdziwym finansowym ninja i osiągnąć bezpieczeństwo finansowe.

Przewodnik po finansach osobistych, który każdy powinien przeczytać jeszcze w szkole.

PRZEJDŹ NA STRONĘ KSIĄŻKI →

{ 84 komentarzy… przeczytaj komentarze albo dodaj nowy komentarz }

Michał Styczeń 5, 2016 o 13:20

Dodatkowym ryzykiem czy problemem, który mam prowadząc budżet domowy, to kwestia podatków. Nieregularne wpływy, to też różna wysokość podatku VAT czy dochodowego w kolejnym mc. W praktyce zdarzyła mi się sytuacja, że zgodnie z tym co pisałeś w artykule, wypłaciłem sobie z nadwyżki, trochę za duża premię (tyle, że od razu w tym samym miesiącu) i zadziałał efekt jo-jo 🙂 w kolejnym mc już było ciężko spiąć temat.

To co z mojego doświadczenia okazało się praktyczne to dywersyfikacja źródeł nieregularnych dochodów i próba podpisania, nawet kosztem mniejszego zarobku, umowy o współpracę na dłuższy czas. Dzięki temu mam „podstawę”, którą mogę lepiej rozplanować.

W przypadku działalności warto zrobić więcej niż 1 fundusz bezpieczeństwa. Jeden na życie, a jeden na działalność.

Z tym mam największy problem – jak połączyć dobrze budżet domowy, z firmowym. Sprawę utrudnia też to, że… moja małżonka również prowadzi własną działalność. W dodatku opartą o sprzedaż internetową a tutaj… uśrednione wartości kłamią (bo branża bardziej sezonowa).

Ale fakt jest faktem – budżet domowy, nawet jeśli nie doskonały, czy czasem „niedziałający” jest lepszy niż jego brak 🙂
Po prostu zdarza się mniej niespodzianek.

Odpowiedz

Maciej Styczeń 5, 2016 o 13:33

Ze swojej strony powiem tylko, że w przypadku nieregularnych dochodów bardziej newralgicznym punktem budżetu jest świadomość wysokości ponoszonych wydatków niż przychodów (jak to jest w przypadku dochodów stałych), i to na nich lepiej się skupić. To pozwala rozplanować budżet na dłuższy okres a w konsekwencji zaplanować ilość pieniędzy „wyciąganych” z działalności w danym czasie. 🙂
Powodzenia!

Odpowiedz

Michał Szafrański Styczeń 5, 2016 o 13:34

Hej Michał,

Pełna zgoda. I dlatego budżet domowy dla osób prowadzących własną firmę będzie przedmiotem oddzielnego wpisu. Tam się zajmę również kwestiami VAT, zaliczek na PIT, ZUS itd.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Marek Styczeń 5, 2016 o 14:31

Michał czy w tym miesiącu można się spodziewać tego wpisu? Myślę że dla wieku czytelników będzie on bardzo interesujący.

Odpowiedz

Michał Szafrański Styczeń 5, 2016 o 15:27

Hej Marek,

Chciałbym, ale nic publicznie nie deklaruję. 😉

Pozdrawiam

Odpowiedz

Tomasz Październik 29, 2016 o 20:11

Nie żebym popędzał, ale nie znalazłem tego artykułu na blogu 😉

Największy problem mam z podatkami: PIT, ZUS, VAT, ale również z wyliczeniem jaki mam budżet osobisty, bo część wydatków (telefon, paliwo) jest kosztem, który można zaliczyć do kosztów dzialalności, ale również może być kosztem osobistym, gdzie np. księgowa to stricte koszt prowadzenia działalności. Może potrzeba dwa budżety jeden na działalność a drugi osobisty? Albo koszta typu telefon/paliwo liczyć jako koszta osobiste, które bonusowo zaliczają się jako koszt działalności i „obniżają” podatek?

Odpowiedz

Agata Kurczak Chmielewska Styczeń 5, 2016 o 22:55

czekam i na ten wpis, bo mam problem z rozdzieleniem/połączeniem tego, ogolnie z prowadzeniem budżetu, gdy trzeba opłacić podatki itd

Odpowiedz

Joasia Styczeń 12, 2016 o 21:23

Jak raz ja też właśnie założyłam działalność 😉 Przydałaby się ściąga 🙂

Odpowiedz

Paweł Styczeń 5, 2016 o 23:12

Ja problem z vatem rozwiązałem w ten sposób:
– utworzyłem dodatkowe konto specjalnie na VAT – po otrzymaniu przelewu należność z VAT odrazu jest na nie przesyłana.
– Generalnie w moim przypadku po zakończeniu kwartału trochę zostaje więc ta kwota odrazu leci na konto oszczędnościowe,
– na koncie VAtowskim staram się utrzymywać około 2000zł reszta wraca do normalnego konta z którego prowadzone są wszystkie operacje firmowe
– Rozliczam się kwartalnie z VATu więc lepiej mogę zaplanować sobie wydatki tak aby je zoptymalizować.

Odpowiedz

Agnieszka Styczeń 6, 2016 o 14:03

Robię tak samo:)

Odpowiedz

Łukasz Styczeń 5, 2016 o 13:25

Świetny artykuł,
w ciągu ostatniego roku pracowałem zarówno na DG, umowie o pracę oraz studenckiej umowie zlecenie – to jest dopiero hardcore – w tym roku od lutego nawiązuję stałą współpracę w oparciu o podstawę + ustalony procent od „górki”.
Od kilku miesięcy zbieram paragony i mam nadzieję, że tym razem uda mi się poprawnie budżetować finanse osobiste.
Gdybym czytał ten artykuł wcześniej – zdecydowanie szybciej podjąłbym decyzję o planowaniu budżetu.

Odpowiedz

Maciej Styczeń 5, 2016 o 13:30

Pewnie jest mi łatwiej, bo należę do grupy, która pracuje na etacie + zajmuje się freelancingiem jednakże być i moje trzy grosze pomogą komuś w organizacji. 🙂
Przede wszystkim moje dochody, przy dwójce małych dzieci, nie są „zatrważające”. Freelancingiem zająłem się przede wszystkim dlatego, żeby mieć pieniądze „na czarną godzinę”, móc oszczędzać, bo z samej pensji nie ma szans (a przynajmniej jak na razie, bo szykują się pozytywne zmiany). Zgodnie z zasadą, iż pierwszą formą oszczędzania jest zwiększanie dochodów – poświęcam swój czas na zlecenia. Ale do rzeczy.
Sam stosuję łącznie dwa budżety, dzięki którym spinam domowe finanse w jedną całość. Budżet pierwszy, ten większy, to ten, z którego załatwiam żywotne interesy rodziny. Jedzenie, opłaty, rachunki, dzieci. Czasem trudno ten budżet dopiąć, zwłaszcza w miesiącach, w których następuje tzw. zwał. Pod tym względem tragiczny jest u mnie maj, miesiąc newralgiczny – dwa samochody do opłat to niestety spory wydatek, a nie mogę się żadnego z nich wyzbyć. Do tego w listopadzie kulminacja rodzinnych urodzin, zaś grudzień – wiadomo. Tak też narodziła się koncepcja „funduszy”. Budżet żywotny jest zwykle wykorzystany do poziomu około 75 – 80%, zaś pozostała kwota, jeśli jest, przeznaczana jest na dwa fundusze – jeden opłat regularnych tj. właśnie opłat na ubezpieczenie samochodów, prezentów urodzinowych etc. Stała, regularna, comiesięczna kwota, tuż po przelewie wynagrodzenia. Tym sposobem załatwiona jest kwestia problemów z regularnymi, ale przewidywalnymi wydatkami. Jeśli coś z wynagrodzenia pozostaje – przeznaczane jest na fundusz wydatków nieregularnych – awarie, wymiany, naprawy, drobne remonty etc. Prowadzenie budżetu według porad Michała przez ostatnie około 2 lata pozwala mi wiele przewidzieć i zaplanować odpowiednią kwotę co miesiąc (która z resztą nie musi leżeć odłogiem i może pracować na oprocentowanym koncie).
Drugi budżet ukierunkowany jest przede wszystkim na oszczędności, i pochodzi z nieregularnych wpłat z freelancingu. Oczywiście, część tej kwoty pożytkowana jest również na wydatki nieregularne, jednak staram się w takim wypadku tę kwotę nadrobić. To właśnie z tego budżetu planowane są wakacje, większe prezenty dla dzieciaków, organizacja budżetu awaryjnego (to przede wszystkim), hobby, książki etc.
Tym sposobem, od stycznia tego roku, mogę sobie pozwolić na spokojne budowanie portfela inwestycyjnego bez obawy o to, że stanie się coś nieprzewidzianego (no, chyba, że na wielką skalę). Mówiąc szczerze, poczucie bezpieczeństwa jest niedoceniane, ale bardzo, bardzo satysfakcjonujące.
Ponadto jak najbardziej popieram koncepcję dochodu minimalnego. Przy tym założeniu o wiele prostsze staje się realizowanie budżetu, bo nawet przy ciężkim miesiącu możliwe jest spełnienie wszystkich ciążących obowiązków. Oczywiście, należy to traktować jako wskazówkę, nie regułę. Można zaplanować wakacje np. w lipcu i spokojnie ustalić kwotę jeszcze niższą na tamten czas, jeśli tylko możemy się na to przygotować. Wszystko jest kwestią wiedzy i wyobraźni, a jeśli ktoś zajmuje się freelancingiem dłużej – dobrze wie, kiedy jest „sezon” na jego usługi i kiedy może sobie pozwolić na budżetowanie wyższych dochodów.
Nawiasem mówiąc, już tak na zakończenie – serdecznie polecam ten model zarządzania budżetem ale i pracy. Przychodzi bowiem taki moment, iż można z dużym spokojem patrzeć w przyszłość – nawet w przypadku utraty etatu ilość zadowolonych klientów może pozwolić na utrzymanie się wyłącznie z pozyskiwania zleceń lub, co również prawdopodobne, na stałe zatrudnienie u jednego z nich.
Przepraszam za nieco chaotyczny styl wypowiedzi. 🙂
Pozdrawiam,
Maciek

Odpowiedz

Sebastian Styczeń 5, 2016 o 13:32

Michale, super wpis! Bardzo go doceniam, szczególnie że teraz koncentrujesz się na książce.

Podoba mi się przede wszystkim podejście bardziej „szyte na miarę”, czyli w sytuacjach konkretnych osób z nieregularnymi zarobkami. Myślę, że skraca to drogę do działania, bo jest konkretny pomysł (a nawet kilka!) jak zacząć.

Pozdrowienia,
Sebastian

Odpowiedz

Paweł Styczeń 5, 2016 o 13:41

Michał,

napisałeś: „Raz w miesiącu wypłacaj sobie sam “pensję” przelewem z konta oszczędnościowego na konto ROR. Kwota powinna być równa łącznej kwocie dochodów wpisanej do budżetu domowego”.

Na pewno kwocie dochodów, a nie przychodów spodziewanych w danym miesiącu? Przecież jeśli pierwszego dnia miesiąca sam wypłacę sobie „pensję”, to później z niej muszę jeszcze opłacić ZUS, podatek dochodowy, księgową.

Odpowiedz

Michał Szafrański Styczeń 5, 2016 o 13:52

Hej Paweł,

To co piszesz wskazuje, że nie rozdzielasz budżetu domowego i firmowego. Proponuję poczekać na oddzielny artykuł dla przedsiębiorców. Tam to będzie szczegółowo rozpisane, ale w dużym zarysie:

– Budżet domowy to… budżet domowy. Nie ma tam ZUS, podatku dochodowego, księgowej.
– Pracownik etatowy dostaje kwotę „na rękę” i tylko taką dysponuje – już po potrąceniu zaliczek na podatek, składek itp. Taką kwotą się posługujemy przy budżecie domowym.
– Budżet domowy ma się bilansować – wydatki (wraz z ewentualnymi oszczędnościami) mają się równać przychodom (przy czym przychód w kontekście „osobistym” jest przychodem netto – dlatego nazwałem go dochodem – przepraszam jeśli wprowadziłem w błąd).
– „Pensja”, o której wspominam w artykule, to kwota netto, którą sobie przelewasz. Do pokrycia kosztów osobistych wynikających z budżetu.
– Zobowiązania z tytułu prowadzonej działalności opłacasz z konta działalności i w ogóle one nie są uwzględnione w budżecie domowym.

Mam nadzieję, że teraz to nieco jaśniejsze.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Paweł Styczeń 5, 2016 o 16:50

Michał,

dziękuję za odpowiedź, teraz wszystko jasne.

Rzeczywiście, nie rozdzielałem dotąd budżetów domowego i firmowego, bo to prosta jednoosobowa działalność gospodarcza. Wychodziłem z założenia, że fakt czy w danym miesiącu zapłacę np. 300 zł podatku dochodowego, czy 1500 zł rzutuje na resztę miesięcznego planu. Dlatego traktowałem firmę jako zmienny koszt, de facto „wydatek” uwzględniany w budżecie domowym.

Wiem, że znów – długo by o tym gadać. Ale w dużym skrócie: uważasz to za błąd?

Odpowiedz

Gosia Luty 24, 2016 o 20:42

Cześć Michał,

Nie do końca się z Tobą zgodzę, że budżet firmowy można w 100% oddzielić od domowego. OK, ZUS, podatek, księgowa, to jasne, ale przy prowadzeniu jednoosobowej działalności gospodarczej sporo kosztów prowadzenia działalności to także moje osobiste koszty, np. paliwo, czy rachunek telefoniczny. Wiadomo przecież, że każdy kto prowadzi firmę wrzuca w koszty, co tylko się da 🙂

Pozdrawiam

Odpowiedz

Leszek Styczeń 5, 2016 o 13:57

Cześć Michale!

Dzięki za udostępnienie zaktualizowanych arkuszy. Czy planujesz także zaktualizować wersję Google Docs?

Pozdr.

Odpowiedz

Leszek Styczeń 5, 2016 o 14:00

Przepraszam, doczytałem z ręcznym wrzuceniem XLSa…

Odpowiedz

Julia Styczeń 5, 2016 o 14:01

Moje dochody są bardzo nieregularne. Posiadam pracę na pełny etat – i to traktuję jako swoją podstawę, która musi mi wystarczyć. Dodatkową pracą jest prowadzenie zajęć sportowych. Może i wiem ile szacunkowo jestem w stanie z tego dorobić, ale jest to zawód który rządzi się swoimi prawami – choroba wyklucza, grupa może się nie zebrać i w drugą stronę – kiedy mam więcej czasu i siły a inni potrzebują zastępstw można (trochę się przemęczając) zarobić drugą pensję. Tego drugiego źródła nie traktuję jako pewnik. Zawsze jest to pewna kwota przeznaczona na oszczędność. Jak dla mnie sprawdza się. 😉

Odpowiedz

IzaA Styczeń 5, 2016 o 14:05

Opisałeś problemy osób z nieregularnymi dochodami dobrze – sama borykam się z blaskami i cieniami takiej pracy, wymaga to ścisłej organizacji.

Od jakiś trzech lat pracuję w badaniach rynku, branży bardzo specyficznej i charakteryzującej się totalną nieprzewidywalnością. Ilość zleceń w ciągu miesiąca nie jest łatwa do określenia, czasami bywa z nimi krucho. Za to gdy wleci jakiś większy, kilkumiesięczny projekt – pieniądze są niezłe. I gdyby nie kilkumiesięczna nauka, jak czymś takim zarządzać, byłoby kiepsko 😉 Zwłaszcza, że jednocześnie opłacałam studia (600zł/miesiąc) i dużo dokładam się do domu (2 osoby w sumie). Dobra organizacja pozwoliła mi poza opłaceniem studiów na zakup 5-letniego auta i zaoszczędzenie kwoty zabezpieczającej 2 miesiące życia (jak dla mnie mało, ale właśnie teraz zleceń jak na lekarstwo).
Z doświadczenia wiem, że konieczne jest cięcie pewnych kosztów codziennych. Większe, przewidywalne wydatki pokrywam z lepiej płatnych zleceń, reszta idzie na konto oszczędnościowe. Nie ukrywam, że są miesiące, gdy tej reszty nie ma i tu podoba mi się Michale Twój pomysł „wypłacania pensji” 🙂

Co jeszcze mogę dodać, to użyteczność arkusza w Excelu, w którym drugi rok kontroluję wydatki i zarobki. Przy pracach na zlecenie to drugie jest też przydatne do kontrolowania, czy ktoś nie zalega z wypłatą. Arkusz jest bardzo prosty – każdy miesiąc to tabelka zapisanymi zleceniami i wynagrodzeniami, które na bieżąco odhaczam, gdy są już na koncie. Tak to rozpisałam by przynajmniej mniej więcej wiedzieć, kiedy co przyjdzie na konto. Druga tabelka dotyczy wydatków podzielonych kategoriami i dokładnie opisanych (analiza wydatków na kosmetyki pozwoliła mi obciąć je o około 25% miesięcznie, choć było to baaaardzo bolesne 🙂 ). Formuły na bieżąco liczą saldo w skali miesiąca i roku. Arkusz jest prosty, a pomocny 🙂

A odreagowywanie w lepszych miesiącach… Cóż, ma to swoje plusy wbrew pozorom – mnie to motywuje do szukania nowych zleceniodawców itd., bym na takie drobne luksusy mogła sobie pozwalać na co dzień 😉 Zarabiać, żeby przyjemnie żyć – szkoda, że do osiągnięcia tego stanu trzeba wcześniej wyrzeczeń… 😉

Odpowiedz

Szymek Styczeń 5, 2016 o 14:09

Super arkusz, musiałeś się sporo napracować.
Jest taki kolorowy, że aż chce się go wypełniać 🙂 jak dla mnie w 100% profesjonalny

Jestem przekonany, że „nieregularne zarobki” dotyczą większość czytelników Twojego bloga 🙂

Bardzo lubię czytać Twojego bloga a jeszcze bardziej słuchać 😉 Gratuluje świetnej strony i konsekwencji w prowadzeniu jej 🙂

pozdrawiam

Odpowiedz

Agata Kurczak Chmielewska Styczeń 5, 2016 o 14:18

jesteś niesamowity! wczoraj chciałam do Ciebie pisać z prośbą o taki artykuł 🙂

Odpowiedz

Mariusz Styczeń 5, 2016 o 14:19

Zaciekawił mnie artykuł, bo odnosi się bezpośrednio do mojej sytuacji życiowej. Podzielę się, jak to wygląda u mnie. Moja praca ma charakter freelancera (webdev), ale z drugiej strony, sam bardzo nie lubię niepewności finansowej. Dlatego zdecydowałem się sprzedawać swoim klientom usługi w pakiecie z ciągłym wsparciem. W przypadku zrealizowanego projektu nie jest to jednorazowy większy zastrzyk gotówki, tylko płatność zostaje rozłożona na 12 miesięcy, pewnego rodzaju raty. Oczywiście oferuję również możliwość jednorazowej płatności ale zachęcam klientów do tej drugiej opcji. Już pomijając kwestie biznesowe, pozwala mi to w dłuższej perspektywie łatwiej planować budżet. Ot, tak sobie wymyśliłem 🙂 Generalnie jestem wielkim zwolennikiem zwiększania zarobków i rozsądnego wydawania, niż budżetowania. Póki co się sprawdza, oby tak dalej 😉

Odpowiedz

Janek Styczeń 5, 2016 o 14:32

Sam jako osoba pracująca na samozatrudnieniu wiem, jak trudno czasami dopiąć jest budżet. Brak stabilności dochodów to pewna bariera psychologiczna. Bariera przed np pójściem na urlop – bo na urlopie się nie zarabia. Podobnie gdy trzeba coś załatwić nie związanego z pracą. O ile gdy jest się młodym nie przeszkadza to za bardzo o tyle starsze osoby mogą mieć problem. Częstsze problemy ze zdrowiem skutecznie eliminują z rynku pracy. Etat na starość w celu dopięcia budżetu jest więc dobrym rozwiązaniem.

Odpowiedz

Robert Styczeń 5, 2016 o 14:33

Tyle razy w tym wpisie widzę słowo „przeżyć”. A ludzie chcą żyć! Aż lub tylko. I tego wszystkim życzę. A teraz do sedna. To co napisał Michał, tylko w wielkim uproszczeniu stosuję od lat. Już nawet operując jednym RORem zakładam sobie jaką kwotę miesięcznie MUSZĘ zaoszczędzić. To powoduje, że W OGÓLE nie „widzę” jej na koncie i ją nie dysponuję. Wszystko co planuję, jest z pominięciem tej kwoty. Na zasadzie „niech się pali, niech się wali ta kwota musi zostać na koniec miesiąca”. W ten sposób np. zwiedziłem pół świata zarabiając naprawdę średnio i wybudowałem dom. Takie minimalne planowanie jest bardzo proste, a daje efekty. Polecam! Pozdrawiam Michale!

Odpowiedz

Sebastian Styczeń 6, 2016 o 00:26

Robercie, czy mógłby podać kwoty, które definiujesz jako „mus konieczny”, które pozwolily Ci na zwiedzenie pół świata i wybudowanie domu. Da to nam bardziej precyzyjny obraz tego mechanizmu oszczedzania. Mam ogromny problem z wyobrazeniem sobie srednich zarobkow, oszczedzania, zwiedzenia pol swiata i postawienia domu.Dzieki

Odpowiedz

mona_pola Styczeń 5, 2016 o 15:07

Michale, zachęcona Twoim blogiem zaczęłam prowadzić budżet 1,5 roku temu. Od kwietnia 2015 jestem na działalności gospodarczej i właściwie do dzisiaj nie widziałam potrzeby rozdzielania budżetu firmowego od domowego. Dziękuję więc za inspirację!
Ja mam kilka zasad i tricków. Wspominali już o nich moi „przedmówcy”. Przede wszystkim kontroluję wydatki – dokładnie wiem, ile muszę zarobić, żeby pokryć podatki, kredyt i wszystkie opłaty. Bywało, że się budżet nie spinał, ale tu z pomocą przychodzą zawsze: poduszka finansowa (obecnie trzykrotność wydatków) i subkonto, na które wpływają końcówki z transakcji kartą. Uzbierało się tego kilkaset złotych przez te ostatnie kilka miesięcy i sięgam do tych pieniędzy wtedy, kiedy mam „emergency”.
A mój wypracowany trick jest taki, że rozliczając się kwartalnie z VATu mam na ten cel specjalne subkonto i jak tylko wpływa zapłata za jakieś zlecenie, od razu na to subkonto przelewam kwotę VAT z wystawionej przeze mnie faktury. Dzięki temu nie mam potem zaskoczenia, jeśli po kwartale mam do zapłacenia kilka tysięcy VATu, a jednocześnie zawsze coś na tym subkoncie zostaje, bo przecież przez te miesiące też płacę różne faktury, a więc część z tego zostaje w mojej kieszeni. Może się komuś taki pomysł przyda.

Odpowiedz

BARTEK Styczeń 6, 2016 o 12:47

Co prawda nie jestem VAT-owcem, ale pomysł tak prosty i skuteczny, że aż ciężko na niego wpaść… 😉

Odpowiedz

Monika Styczeń 5, 2016 o 15:41

Panie Michale świetny i przydatny artykuł. 🙂
Myślę, że wypróbuje którąś z metod.

Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz

Arczi Styczeń 5, 2016 o 16:57

Witaj Michale,
Twój blog jest niesamowicie inspirujący i mnie samego inspiruje, aby dzielić się wiedzą, którą tutaj zdobywam 🙂

Mam pytanie – a co w sytuacji, kiedy ktoś ma długi? Najpierw należy pozbyć się wszystkich długów jakie ma, a następnie odkładać pieniądze na fundusz awaryjny czy poduszkę bezpieczeństwa? Czy robimy tak, że spłatę długo określamy jako koszta stałe, a dodatkowo odkładamy pieniądze na „zaś” ?

Pozdrawiam serdecznie !

Odpowiedz

Michał Szafrański Styczeń 5, 2016 o 19:22

Hej Arczi,

Dobre pytanie. Szczegółową odpowiedź znajdziesz w bezpłatnym kursie „Pokonaj swoje długi”. W dużym uproszczeniu sekwencja jest taka:

1) Uzbierać fundusz awaryjny = 1000 zł.
2) Każdą nadwyżkę ponad to przeznaczać na spłatę długów.
3) Dopiero po spłacie długów (bez kredytu hipotecznego i ew. studenckiego) budować poduszkę finansową.

Spłata długu to koszt i tyle. Pieniądze odkładane jak oszczędności – także z perspektywy budżetu traktujemy jako „wypływ z portfela”.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Artur Styczeń 5, 2016 o 17:15

Prowadząc DG dwa budżety to podstawa – firmowy i osobisty. Ja już się nauczyłem że pieniądze na firmowym koncie nie są moje , tylko firmy (to że firma jest moja to inna kwestia) – z mojego krótkiego, ale już kilkuletniego doświadczenia jest to jedyne słuszne podejście z wieloma pozytywnymi skutkami w przyszłości. Z konta firmowego raz w miesiącu idzie przelew na konto prywatne, który zawiera tak jak Michał wspomniał budżet minimalny + pewny % premii od wypracowanej nadwyżki (która działa motywacyjnie, ale jednocześnie pilnuje mnie przed pułapką inflacyjną życia), a cała reszta nadwyżki jest reinwestowana w firmę. W ten sposób nie ma problemów z wygospodarowaniem środków na płatności faktur, podatku, VAT itd. W budżecie firmowym jest też budżet awaryjny na pensje – jeżeli jakiś miesiąc będzie gorszy (poniżej budżetu awaryjnego) to nadal jest możliwość wypłaty pensji dla siebie z tego budżetu. Kolejna sprawa to wydatki regularne w budżecie osobistym – koszty ponoszone raz w roku (np. OC czy podatek nieruchomości) dzielę na 12 i przelewam środki co miesiąc na dedykowane sub-fundusze. W budżecie osobistym też jest zaplanowana stała kwota wydatków na każdą dziedzinę życia (np. żywność, odzież, higiena, leki itd.) – jeżeli w danym miesiącu nie wydam tej kwoty, to pozostała jej część ląduje na dedykowanym sub-funduszu. Jeżeli w danym miesiącu nie uda się zmieścić w tej kwocie – to niedostatek pobierany jest właśnie z tego funduszu. Jako że wszystkiego nie da się przewidzieć to jest jeszcze fundusz awaryjny wydatków nieregularnych, ale z niego staram się nie korzystać, a jeżeli się to zdarzy, to patrzę gdzie popełniłem błąd i wprowadzam korekty do swoich subfunduszy. Może brzmi to skomplikowanie ale wszystko działa jak należy.

Odpowiedz

Radek Styczeń 5, 2016 o 20:24

No właśnie najważniejsze stwierdzenie którym i ja się kieruję. Pieniądze firmy nie są moje.

Odpowiedz

Adam Masłowski Styczeń 5, 2016 o 17:34

witam
Michał oddałeś całą istotę sprawy. Jestem przedsiębiorca z bardzo dużymi wahaniami finansów. Z płynnością jest różnie. Płynność finansowa w firmie to jedna z najważniejszych rzeczy. Zwłaszcza wtedy (o czym pisałeś) gdy na koncie firmowym jest 9 zł 🙂 a prognoza przychodu i zaległych niezapłaconych faktur opiewa na ponad 10000 zł.
Pracuje w budownictwie, jest to akurat jedna z bardziej zepsutych branż.
Z Twoich porad na pewno skorzystam.
Potwierdzam również to co napisałeś, jak człowiek przez kilka miesięcy nie dostaje nic, a potem jest zastrzyk gotówki to ma ochotę poszaleć. Niestety jest to zgubne. Pieniądze łatwiej się wydaje niż zarabia 🙂
Pozdrowienia dla wszystkich polskich przedsiębiorców
Adam

Odpowiedz

Callipso Styczeń 5, 2016 o 18:16

Nie wiem czy celowo ale Michał pominąłeś kilka dosyć istotnych kwestii.

1. Jeśli nie żyjesz samotnie lub nie jesteś jedynym żywicielem rodziny to budżet planujesz wspólnie z partnerem/ partnerką. Wszelkie wyliczenia powinny uwzględnić najpierw stały dochód drugiej osoby (jeśli taki jest) i dopiero różnica określa nam minimalne zapotrzebowanie. Co znacznie ułatwia planowanie.

2. Obie podane przez ciebie metody wyliczenia sprawdzą się tylko w przypadku gdy odchylenia są bardzo niewielkie. Sam na pewno miałeś miesiące gdzie nie wystawiłeś ani jednej faktury. To teraz zaplanuj budżet za 0 złotych. Bardziej wiarygodne jest jeśli zrobimy sobie porównanie jaki poziom miesięcznych zysków wypadał najczęściej czyli szukamy dominanty. Im więcej danych historycznych tym bardziej precyzujemy poziom.

3. Jeśli mam nieregularne dochody przez dłuższy czas i nie jestem w spirali zadłużenia to w zasadzie ten wpis mi nie za bardzo pomoże bo zapewne już do takich wniosków i rozwiązań doszedłem. Jeśli planuję dopiero zacząć taką pracę to zabrakło mi podstawowej zasady: przygotuj kwotę kosztów życia przekraczającą okres w którym planujesz uzyskać pierwszy dochód równy twoim kosztom życia (lub brakującej kwoty jeśli żyjesz z partnerem)

4. Nie ma sensu robić budżetu jeśli twoje minimalne dochody przekraczają koszty życia. Wtedy wystarczy znać swój poziom kosztów i okresowo go kontrolować czyli spisujemy wydatki.

Odpowiedz

GaiJin Styczeń 5, 2016 o 18:40

Cześć!
Osobiście nie do końca widzę potrzebę prowadzenia osobnego budżetu dla DG i domowego w momencie, gdy działalność ta jest jednoosobową firmą o ustabilizowanym dochodzie – czyli etat w outsourcingu ;-)). Rozumiem pojęcie budżet domowy, ale co za różnica, czy od zarobionej kwoty brutto odejmę ZUS, podatek, koszty (paliwo, telefon, materiały biurowe), czy kwotę brutto wpiszę jako przychód w budżecie, a powyższe wydatki jako element budżetu domowego – muszę je i tak ponieść. Wydaje mi się, że podejście z osobnym budżetem niepotrzebnie komplikuje sprawę, ale zaznaczam, że moją opinię opieram na jednoosobowości i „małości” firmy. Oczywiście Twoje podejście nie stanowiłoby problemu, ale np. zakup paliwa wymagałby posiadania karty do konta firmowego (kilka zł opłaty), podobnie inne wydatki – wszak mają być oddzielone od budżetu domowego i konta ROR, na które przelewać mam sobie pensję (co po odjęciu ZUS i faktur do zapłacenia i tak robię). Budżetuję w domowym i na tym poprzestanę.

Odpowiedz

Pierrot Styczeń 5, 2016 o 18:50

Artykuł fajny, ale ja mam odwrotną sytuację – zarobki regularne (pasywne), za to koszty zmieniają się sezonowo. Chodzi o wydatki na utrzymanie domu w którym od niedawna mieszkam. Dom ogrzewany jest gazem i jakkolwiek koszt gazu latem zamyka się w kwocie 200 zł, to zimą sięga 1500 zł miesięcznie. Faktury za gaz dostaję za 2 miesiące, a rok temu nawet za 2,5 więc możecie sobie wyobrazić te kwoty. To dla mnie nowa sytuacja i płynność ratują na razie oszczędności, ale ciekaw jestem jak Ty, Michale, rozwiązałbyś taką sytuację? Odkładał „średnią zeszłoroczną” na osobne konto co miesiąc? Co radzisz? Zaznaczam, że na razie zarobki wystarczają na styk (oczywiście najpierw płacę sobie 10% na konto wolności finansowej i z tego nie zrezygnuję)

Odpowiedz

Callipso Styczeń 5, 2016 o 20:00

Jeśli zarobki starczają na styk to w pierwszej kolejności zacisnąłbym pasa i najszybciej jak się da budowałbym bazę na ogrzewanie. Przyjmijmy, że maks to te 1500 zł. Zimy są różne ale powiedzmy następna będzie sroga. To 4 miesiące po 1500 zł = 6000 zł + powiedzmy 2000 zł na dwa średnio mroźne. Z grubsza licząc 8000 zł ulokowane na koncie oszczędnościowym daje ci spokój, że suchą stopą przetrwasz mroźną zimę i pewnie część roku. Jeśli palisz oszczędności to jak tylko złapie odwilż i rachunki spadną nadwyżkę do tego co płacisz teraz odkładaj. Może to być zwykła alokacja środków z oszczędności na fundusz grzewczy. Masz dom więc za wszystko płacisz sam. Rozważ połączenie funduszu grzewczego z funduszem na naprawy bo o takim też powinieneś pomyśleć.

Odpowiedz

Pierrot Styczeń 7, 2016 o 11:12

@Callipso
Dzięki za dobre rady. Na razie wszystkie oszczędności pracowały w jednym
miejscu, więc nie myślałem o fizycznym dzieleniu ich na fundusze celowe.
Może wystarczy wydzielić takie konto w rozliczeniach w excellu..
Spisuję co miesiąc licznik i mam wyliczone faktyczne zużycie i koszt gazu.
Przez cały 2015 rok różnica między moimi wyliczeniami a fakturami wyniosła
9 zł co wynikło z różnych terminów odczytu. Mając te dane planowałem
uwzględniać w budżecie średni miesięczny koszt (~620 zł), Zimy mogą nadejść chłodniejsze, ale i ja co roku poczyniam jakieś termomodernizacje, więc póki co
zużycie m3/°C co roku spada. Fundusz na naprawy mam, ale o tym chyba w osobnym komentarzu. Jeszcze raz dzięki!

Odpowiedz

Paweł Styczeń 6, 2016 o 20:45

@Pierrot
Mam sposób na uniknięcie „kumulacji” w rachunkach za gaz.
Faktury łączne za kilka miesięcy spowodowane są rzadkimi odczytami gazomierza przez gazownię. Jeśli odczytamy stan gazomierza sami i przekażemy do gazowni, to ta wystawi fakturę na dzień odczytu.
Ja to robię ostatniego dnia każdego miesiąca przez stronę internetową PGNIG, gdzie można założyć konto i wpisywać odczyty. Robię pracę za gazownię, ale zyskuję większą stabilność wydatków i od razu wiem jaka to będzie kwota.
To działa we Wrocławiu, ale podejrzewam, że inni dostawcy gazu też coś takiego umożliwiają albo niedługo umożliwią.

Oczywiście w lecie powinieneś zbudować subfundusz na koszty ogrzewania, z którego korzystałbyś zimą.

Odpowiedz

Pierrot Styczeń 7, 2016 o 10:47

Co prawda po zalogowaniu do PGNiG miałem zawsze info,
że podawanie stanu licznika dotyczy taryfy 12T (nie moja), ale wygląda
na to, że podany przeze mnie stan został zapisany. Ciekawe czy będzie
uwzględniony. Zobaczymy za miesiąc. Dzięki za cenną radę!

Odpowiedz

Ewelajna Styczeń 5, 2016 o 19:49

Dziękuję za uaktualnione szablony:)

Odpowiedz

Yadis Styczeń 5, 2016 o 19:55

Trzymam się w moich firmowo-prywatnych finansach kilku prostych zasad:
1. 33% z każdej płatności, która wpływa na konto firmowe ląduje na firmowym koncie oszczędnościowym na VAT i podatek odchodowy, który płacę kwartalnie. Odkładam jak leci nie zwracając uwagi na ponoszone koszty. To co zostaje po kwartale trafia na prywatne konto oszczędnościowe, które stanowi moją poduszkę finansową (a zawsze coś zostaje, różna bywa tylko skala poczynionych w ten sposób oszczędności)
2. Najpierw zarabiam, potem wydaję. Stali klienci pokrywają moje stałe koszty, nawiązkę stanowią rzeczy, które wpadają jednorazowo lub dodatkowo. Z zakupami czekam aż pieniądze z wystawionych faktur znajdą się na moim koncie – dzięki temu nie wpadam w pułapkę nagradzania siebie po wystawieniu naprawdę dużych faktur, a po czasie to już aż tak nie kusi. No i na koniec – jeśli potrzebuję zwiększyć wydatki to najpierw szukam źródła finansowania, a dopiero potem dodaję pozycję do listy kosztów, dotyczy to zarówno rzeczy jednorazowych jak i stałych. Do ponoszenia niektórych kosztów przygotowywałam się w ten sposób wiele miesięcy (np. zatrudnienie pracownika). Staram się także w miarę możliwości mieć takie umowy z podwykonawcami, żebym mogła im płacić dopiero po tym jak klienci zapłacą mnie.
3. Najsolidniejszych klientów, którzy zawsze płacą na czas lub nawet wcześniej (takie cuda się zdarzają!) mam zgranych w czasie z terminami płatności stałych rachunków.
4. To co po końcu miesiąca zostaje niewykorzystane na koncie firmowy trafia na prywatne konto oszczędnościowe, bo u mnie każdy przełom miesięcy to kolejna runda fakturowania.
5. W czasach kiedy budżet firmowy nie spina się z jakiegoś powodu, poduszka finansowa na prywatnym koncie oszczędnościowym służy do łatania dziur, ale to dla zawsze najostatniejsza deska ratunku i robię wszystko, by do niej nie sięgać.

Odpowiedz

Weronika Styczeń 5, 2016 o 20:15

Michał, dzięki za ten artykuł!
Wspominasz o koncie oszczędnościowym – polecasz jakieś? Czy jest ono zawsze przypisane do konta ROR, czy można założyć coś osobnego? Konto mam w MBanku i zastanawiam się nad MSaverem, może lepiej założyć coś osobno?

Odpowiedz

Radek Styczeń 5, 2016 o 20:21

Za Twoją namową i Ja podzielę się swoim sposobem radzenia sobie z finansami osobistymi i firmy.
Moje wydatki ze względu na specyfikę branży są i tak względnie stabilne. Sprzedaż detaliczna, posiadam mały kiosk. Podział budżetu stosuję aby np. ze względu na losowe zdarzenie nie zastanawiać się czy nie wziąć gotówki z kasy firmowej.
Największy problem jaki miałem na początku to zapewnić zatowarowanie kiosku (musiałem posiadać odpowiednią ilość gotówki lub pieniędzy na koncie na zakupy), a także zostawić na początku miesiąca na tyle aby wystarczyło na podatki. Zdarzały się zarówno miesiące kiedy zapłaciłem VAT-u czy Dochodowego poniżej 1000zł jak i takie kiedy musiałem znaleźć 5000zł + pensja dla pracownika i dla mnie (i oczywiście zakupy). Stały ZUS Pomijam. Zależało to zarówno od obrotu jak i od zakupów. Teraz kwota waha się mniej ale wciąż jest zmienna i nie do końca do przewidzenia.

A to rozwiązania jakie stosuję u siebie.
1) Rozłożyłem opłaty w czasie: Pensję pracownikowi przelewam już pierwszego, swoją biorę także w pierwszym tygodniu później składki ZUS do 10-ego (a nawet wcześniej) i podatki do 15-ego. (według terminów) około tygodniowe przerwy pozwalają mi odłożyć wymagane pieniądze.
2) Pensję wypłacam sobie z miesięcznym opóźnieniem ! (to taki mój wymysł). Podatki i Wyliczoną pensję za miniony miesiąc zmam około 10-ego każdego miesiąca. Aby móc planować budżet wymagana jest jej znajomość więc do 30-ego może poczekać w kasie firmy do w/w pierwszego następnego miesiąca.
3) Kwotę pensji ustaliłem sobie na względnie stałym poziomie. Na chwilę obecną jest to 3000zł lub MNIEJ. Mniej kiedy dochód nie wyniesie tych 3000zł mam czas aby przygotować się na przyszły miesiąc (w razie potrzeby przycinam również aktualny budżet, cały czas też powoli powiększam poduszkę).
4) W przypadku kiedy zarabiam dużo więcej (dla mnie dużo, to jest powyżej 4500zł) wtedy podejmuję decyzję czy pozostałe 1500zł przeznaczę na dalszą inwestycję w firmę czy jednak są inne potrzeby domowe.
5) staram się operować okrągłymi kwotami +/- 500zł jeżeli nawet przytnę własną pensję za bardzo to zawsze parę złoty (1-499) zostaje w kiosku na dalsze inwestycje (symbolicznie ale zawsze coś 🙂 )
6) Konta mam rozdzielone, zawsze minimum 2 osobiste jedno typowo pod firmę.

To chyba tyle 😉

Odpowiedz

Armi Styczeń 6, 2016 o 20:41

dobrze rozumiem, że chodzi o taki kiosk z gazetami, papierosami ?
nietaktem będzie jak zapytam jakie obroty generujesz, że osiągasz takie zyski ?
kolekturę też masz ?

Odpowiedz

Radek Styczeń 7, 2016 o 09:42

Chyba nie mam nic do ukrycia 😉 Obroty wachają się 45 -60tys + faktura lotto, rachunki, i inne programy.
Osobiście uważam że zyski u mnie generuję głównie poprzez poświęcanie zbyt dużej ilość własnego czasu. Kiosk otwarty 5:00 – 20:00 z jednym pracownikiem pracującym na 1/2 do 3/4 etatu.

Odpowiedz

*LESZEK* Styczeń 8, 2016 o 07:26

Co to znaczy że pracownik pracuje 1/2 do 3/4 etatu ? Ciekawie sformułowana musi być ta umowa o pracę. Zakładając że takową ów pracownik wogóle posiada.

Odpowiedz

Radek Luty 3, 2016 o 19:11

Tak jak napisałem pracownik pracuje w tym przedziale godzin. A konkretnie jest zatrudniony na 1/2 etatu i w razie potrzeby otrzymuje godziny nadliczbowe, z uwzględnieniem niepisanej zasady aby nie przekraczały 3/4 etatu. (ze względu na moje koszta jak i indywidualne potrzeby pracownika). Oczywiście wraz ze stosownym dodatkiem za te godziny. Taka forma współpracy odpowiada osobie przeze mnie zatrudnionej. Z teoretycznego punktu widzenia rozliczamy godziny kwartalnie więc pracownik mógłby mieć nawet w jednym miesiącu cały etat a w innym w ogóle nie musiał by przychodzić do pracy, ale jak wspomniałem staram się rozkładać grafik między 1/2 a 3/4 etatu z uwzględnieniem godzin nadliczbowych.

Ciekaw jestem tylko na jakiej podstawie zakładasz, że pracownik nie ma umowy?

Odpowiedz

Marta Styczeń 5, 2016 o 20:42

Cześć,
bardzo się cieszę, że poruszyłeś temat finansów dla osób z nieregularnymi dochodami, do których należę również ja 🙂
Od 2009 roku spisuję sobie w Excelu moje wydatki (wszystkie) oraz przychody, ale jak dotąd nie potrafiłam z tymi tabelami nić sensownego zrobić, poza wyliczeniem średnich 🙂
Mam nadzieję, że teraz, z pomocą twoich arkuszy oraz rad, uda mi się odpowiednio poprzestawiać słupki i wreszcie zacząć oszczędzać! Serdeczne dzięki i czekam z niecierpliwością na kolejny artykuł z tego cyklu!

Odpowiedz

Ania Styczeń 5, 2016 o 21:23

Ja ze swoim budżetem ciągle walczę i troszkę jest to walka z wiatrakami. Ogólnie rządzi u mnie zasada – krok do przodu, dwa do tyłu. Praktycznie zawsze, kiedy kończę miesiąc na plusie, to znajduje się dziura, która pochłania nadwyżkę – jak nie auto się popsuje, to laptop, jak nie laptop – to ja – czyli zaczynam chorować i tracę dużą część dochodu. Czuję się jak Syzyf, ale nie poddaje się. Staram się jak najmniej denerwować rzeczami, na które nie mam wpływu oraz pracować nad tymi, na które wpływ mam. Przykładowo, kiedyś bardzo często odrzucalam dodatkowe zlecenia, kiedy w danym momencie akurat nie potrzebowałam więcej pieniędzy – z czystego lenistwa. Potem zwykle po jakimś czasie zalowalam myśląc sobie ‚o, teraz by się te pieniądze przydały’. Mam też niestety bardzo dużą skłonność do ‚odbijania’ sobie okresów drastyczniejszego oszczędzania, o czym wspominasz w Twoim wpisie. Wtedy zdarza mi się stracić kontrolę. Z tym walczę paradoksalnie – lekkim rozluźnieniem oszczędnościowego reżimu, żebym potem nie rzuciła się na zakupy jak na jedzenie po diecie 1000 kcal;)

Odpowiedz

Zorganizowani Styczeń 5, 2016 o 21:46

Wyliczanie średniego dochodu bardzo przydaje się podczas studiów. Stypendium zwykle nie pozwala na większe zakupy – wymianę laptopa czy telefonu, a wakacyjne zarobki bardzo łatwo i szybko można roztrwonić na tego typu przedmioty. Najlepiej wiec, co miesiąc „odpalać” sobie uśrednioną kwotę, a na większe zachcianki po prostu regularnie odkładać, zamiast realizować je z jednej wypłaty.
Dawid

Odpowiedz

Agnieszka Styczeń 5, 2016 o 22:06

Wszystko fajnie, dopóki ktoś nie ma kredytu w rachunku firmowym. Bo na nic mi przelewanie na oszczędnościowe, kiedy odsetki od kredytu w rachunku są wyższe niż zysk z oszczędnościowego. Rok do roku walczę, żeby zmniejszyć ten kredyt firmowy. To jest moje „oszczędzanie”. Nie znam zbyt wielu przedsiębiorców, którzy nie mają kredytów.

Odpowiedz

Michal Styczeń 5, 2016 o 22:36

Dziękuje bardzo za ten wpis! Idealnie czasowo pojawił się ten artykuł. Za 5 tygodni zamieniam etat na samozatrudnienie 🙂 Pozdrawiam

Odpowiedz

Dawid Styczeń 6, 2016 o 12:14

Witam!

Michał, dzięki za artykuł. Jak zwykle bardzo pomocnie i merytorycznie.

Jestem jedną z osób, których dotyczy problem nieregularnych zarobków. Wpływ na konto to pensja podstawowa i prowizja ( uzależniona od wyniku sprzedażowego). Ciężko oszacować jaka kwota pojawi się na koncie z początkiem miesiąca, jednak 1,5 roku rzetelnego budżetowania i obserwacji, pozwoliło mi na zbudowanie strategii zarządzania finansami. Mianowicie :

Pensja podstawowa dzielona jest na :
53% – opłaty stałe
10% – rozrywka
10% – wydatki nieregularne
26% – oszczędności
1% – dobroczynność

Premia :
30% – nagroda ( rozumiana jako wakacje, fajny zakup, spełnianie marzeń – np. skok ze spadochronem
70% – oszczędności

Co myślicie o takim systemie? Mam wrażenie, że można go uprościć, ale nie do końca mam na to pomysł.

Pozdrawiam !

Odpowiedz

Marek Jarosz Styczeń 8, 2016 o 09:10

A gdzie w tej rozpisce jest tzw. życie? Czyli jedzenie, chemia domowa, kosmetyki osobiste (mydło, szampon, nie mówię o perfumach za 300 zł)?

Odpowiedz

Łukasz Przechodzeń Styczeń 6, 2016 o 14:00

Jeszcze wyższą szkołą jazdy jest handel, gdzie może dochodzić element zatowarowania się. Ja od kilku lat tak działam, że prowadzę handel internetowy, a do tego stale rozwijam bloga, który przynosi mi niezależne dochody. I w sumie przypadkiem wyszło tak, że szczyt handlu w mojej branży przypada na jesień i zimę, a znowu blog najlepiej działa wiosną i latem. I jakoś się to uzupełnia.

W każdym razie bywa tak, że pojawia się w hurtowni promocja na jakiś towar, zapełniam nim, w miarę moich możliwości magazyn, a potem muszę kombinować jak go sprzedać, żeby się nie zablokować finansowo 🙂 Ale od sześciu lat już tak daję radę, trochę na czuja, trochę analizując 🙂

Odpowiedz

Krzysztof Styczeń 6, 2016 o 14:26

Cześć Michał, trafiłeś tym wpisem w samą 10. Od kilku miesięcy wraz z żoną prowadzimy budżet domowy zgodnie z twoimi zaleceniami. Korzystamy z twojego budżetu, który udostępniłeś w wersji EXEL, jest naprawdę przejrzysty intuicyjny i wygodny w użyciu.
Jedyna rzecz która mi umknęła to możliwość wprowadzania przychodów tak jak koszty.
Czyli wprowadzenie kolejnych wartości przychodów które zsumowałyby się tak jak dzieje się to w przypadku wydatków.

Wraz z żoną mamy nieregularne dochody i taka funkcjonalność zwiększyła by przejrzystość całego budżetu. Być może jest jakiś prosty sposób na dodanie tej funkcjonalności, jeśli nie ma to i tak bardzo dziękuje za tak wspaniałą inicjatywę.

Pozdrawiam Krzysztof

Odpowiedz

Kamil Styczeń 6, 2016 o 16:02

Kwestia do rozwiązania przez osoby prowadzące działalność to ze telefony, internet, catering, paliwo, samochód, środki czystości itd. sa w kosztach, dlatego tych zakupów firmowych lepiej nie umieszczać w budżecie domowym.

Tylko z tymi zakupami firmowymi tez można popłynąć, wiec tez jakoś je trzeba kontrolować. Bo czasami można tez popłynąć na zasadzie – kupie bo i tak pójdzie w koszty, wiec zapłacę mniej podatku. Fakt podatku bedzie mniej tylko kasy dalej nie ma bo wydana na gadżety 🙂

Michał może arkusz dla prowadzących działalność? Wpisywałoby sie koszty działalności i przychody z każdego miesiąca, oddzielenie koszty domowe. Niemały projekt. Szkoda tez powielać KPiR. No nie wiem sam jak to ugryźć 🙂 albo oddzielny arkusz do planowania wydatków firmowych, bo tutaj z kolei nie wszystko co kupujemy w związku z prowadzeniem działalności zawsze da sie wliczyć w koszty, wtedy wliczałyby to to budżetu domowego z odpowiednim opisem.

Ps wydaje mi sie ze na Numbers nie przelicza wartości w kolumnie CAŁY ROK 2016.

Ale arkusz i wpis dzieło sztuki, dobrze ze ktoś rozumie problemy małych przedsiębiorców.

Odpowiedz

Krystyna Styczeń 6, 2016 o 16:17

Przelewy między kontami zaczęłam robić i to piękna bajka, bo realia jest taka że bank ZWBK za każdy przelew od konta oszczędnościowego na ROR brał 40 zł…więc nie będę tyle im darować. Używam tylko ROR i podział mam w tabelce exel.

Odpowiedz

Jacek Styczeń 6, 2016 o 21:10

Do 50 roku życia każdy powinien uzbierać min. 1 mln złotych. Wynika to stąd, że po 50-tce już nikogo do żadnej pracy nie przyjmą (co chyba wszyscy wiedzą) a na emeryturę także nie ma co liczyć za kilkadziesiąt lat (co też wszyscy wiedzą). Więc powinno nam tych pieniędzy wystarczyć na przeżycie 30 lat, czyli 1 mln minimum. I dopiero mając taki fundusz awaryjny można zacząć wydawać pieniądze na swoje zachcianki.

Odpowiedz

Krzysztof Styczeń 6, 2016 o 21:39

Cześć

Mam jednoosobową działalność gospodarczą (samozatrudnienie). Zastanawiam się po co mam stosować metody uśrednionego lub minimalnego dochodu skoro ostatniego dnia miesiąca wiem ile zarobiłem w danym miesiącu i mogę tą kwotę zaplanować jako w budżecie na przyszły miesiąc? Tak jest chyba prościej. Oczywiście zanim pieniążki z poprzedniego miesiąca wpłynął mi na konto muszę mieć jakąś rezerwę (np. na koncie oszczędnościowym) którą uzupełniam zaraz jak dostanę kasę.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Ola Styczeń 6, 2016 o 22:26

Mam własną działalność i moim sposobem na nieregularne zarobki jest po prostu robienie sobie stałej wypłaty, niezależnie czy w danym miesiącu zostaje mi kilka czy kilka czy kilkadziesiąt tysięcy. W dobrych miesiącach nadwyżka odkłada się na „kupkę”, w złych (a takie miesiące są dwa w roku) po zrobieniu sobie wypłaty wychodzę na zero.
W okolicach kwietnia (wtedy zaczyna się sezon) decyduję, co zrobić z pieniędzmi z „kupki”, bo wiem że wtedy nie zdarzy się sytuacja, że muszę dołożyć do interesu, więc albo zabieram dla siebie, albo inwestuję w firmę, albo robię jedno i drugie.
A jeśli chodzi o budżet domowy, to z wypłaty wydzielam sobie najniższą krajową i to jest kwota na bieżące wydatki, a cała reszta idzie na lokatę.

Odpowiedz

Anna Styczeń 7, 2016 o 09:53

A jak patrzeć w budżecie na takie wydatki jak „rozwój biznesu”.
Mieszkam z rodzicami i mam to szczęście, że oprócz wydatków własnych, nie muszę dokładać się do domowego budżetu, tak więc 100% tego, co zarobię zostaje u mnie.

Rok temu zdecydowałam się na pracę grafika freelancera, którą mam plan przekształcić w działalność gospodarczą. Nie zarabiam na razie dużo. Podsumowując roczne zarobki, po odliczeniu kwoty na dobrowolne ubezpieczenie zdrowotne, 10-20% oszczędności z każdej wypłaty powyżej 200zł i ok 100zł na emeryturę (odkładane od września), średnio zostaje mi jakieś 500zł, z których pokrywam własne wydatki oraz właśnie „rozwój biznesu” – Wchodzą tu takie rzeczy jak: wyjazdy na targi branżowe, darmowe lub nisko kosztowe szkolenia, wystawy, prezentacja swoich prac – jeśli nie muszę płacić za wstęp to koszty występują w postaci kosztów podróży (paliwo, jedzenie). W tym roku koszty te wzrosną, ponieważ chcę zainwestować m.in. we własną domenę i hosting, kupuję nowy sprzęt do pracy i muszę zaktualizować programy.

Czyli czeka mnie sporo wydatków na sam własny biznes, a nie wiem jeszcze czy i jak bardzo wzrosną moje przychody. Jak więc patrzeć na te właśnie wydatki na rozwój swojego biznesu. Jak je klasyfikować, czy w pewnym momencie nie przeinwestować?

Odpowiedz

Kamil Styczeń 7, 2016 o 16:15

Cześć Michał,
chciałem zwrócić uwagę na mały błąd „w druku”.
A akapicie o metodzie uśrednionego dochodu jedno zdanie kończy się podwójnie roczną perspektywą :).
„Ja lubię analizować dochody w perspektywie rocznej rocznej. ”

A tak po za tym to brakowało mi Twoich „zwykłych” wpisów.

Pozdrawiam,
Kamil

Odpowiedz

Krzesia Styczeń 7, 2016 o 17:51

Bardzo sobie cenię szablon budżetu domowego – jest super, dziękuję Michale. Nawet jeśli ma kilka niedoskonałości (do dodanych wersów wydatków muszę kopiować funkcje) – to udało mi się to sforsować. Mam jednak dylemat – chodzi o kartę kredytową, której nie chcę likwidować – od ok. 2 lat spłacam ją w terminie i w całości. Michał o tym pisał, że tak można kartą się posługiwać. Jednak w której rubryce umieścić spłatę tej karty? jeśli jako dług – to się dublują wydatki, gdyż na kartę kupuję jedzenie, paliwo i większość zakupów. Ktoś to robił?

Odpowiedz

Radek Styczeń 7, 2016 o 18:42

Moim zdaniem jeżeli karta służy Ci do płatności w bieżącym miesiącu to nie uwzględniał bym jej nigdzie. Ewentualnie tylko koszta typu opłata za kartę lub odsetki. O ile takie się pojawią.

Odpowiedz

Grzesiek Styczeń 21, 2016 o 07:42

Ja nie używam karty kredytowej tylko zwykłej płatniczej i takie wydatki jak u Ciebie traktuję po prostu jak zwykłe zakupy płacone gotówką (karta jest dla wygody i z przyzwyczajenia). Kiedyś używałem do tego kredytowej ale zrezygnowałem.
Moim zdaniem póki używasz jej w taki sposób jak piszesz to nie dubluj kosztów. Jeśli jej nie spłacisz i policzą Ci odsetki to wtedy sobie dopisz „dług”.

Odpowiedz

Zimorz Styczeń 8, 2016 o 00:13

Witam Michale.
Temat w ogóle nie z mojej bajki bo oboje mamy etaty a nadwyżki, premie itp idą na dodatkowe oszczędności ale i tak z przyjemnością przeczytałem. Tak sobie ostatnio myślałem że przydało by się forum dla czytelników bo pod Twoimi artykułami często watki się gubią a czesc osób wrzuca jakiś komentarz i znika na jakiś czas i mi jak rozpocząć ciekawą dyskusję. A druga sprawa chce się pochwalić jednym z postanowień noworocznych: odłożyć 40k do konca roku przy obecnych zarobkach wspólnych około 4,5 tysiąca i kosztach w wysokości 3,5-4. Mało realne ale najpierw postanowiliśmy później policzyłem ze to ponad 3 k trzeba odłożyć. Teraz muszę/musimy wymyślić jak to zrobić. Ale że mamy dopiero 8 styczeń to zostało trochę czasu. Pierwsze oszczędności i inwestycje w oszczędności już poczynione (połowa żarówek wymieniona na ledy) kilka rzeczy wystawionych na aukcjach w planach również wzrost pensji. A przy dobrych wiatrach i dwójce dzieci może i 500 na dziecko wpadnie (na co w tej chwili jeszcze nie liczę i jeszcze tego nie uwzględniam). Wiec jest szansa że się uda.

Odpowiedz

Zimorz Styczeń 8, 2016 o 00:31

I jeszcze druga sprawa. Dobroczynność.
Pisałeś że powinno się na cele charytatywne oddawać jakaś % oczywiscie każdy w zgodzie ze swoim sumieniem. Ja na cele charytatywne nie przeznaczam ani złotówki własnej, (kiedyś około 30zł) ale za to poświęcam swój czas w przeliczeniu na średnią stawkę godzinową wychodzi koło 250 -300 zł miesięcznie z tym ze są miesiące w których zajęć takich jest dużo więcej a są takie w których nic nie robię bo nie mam czasu. Wiec przy takim przeliczniku na dobroczynność przeznaczam około 10% moich zarobków ( nie wiem czy można to tak przeliczać). W każdym razie proszę o zareklamowanie jakichś konkretnych działań nie tylko przekazywania kasy bo chociaż kasa w wielu sytuacjach jest bardzo potrzebna to pójście na spacer z psami ze schroniska albo pomoc w zbiórce żywności czy książek zupełnie zmienia perspektywę patrzenia na świat. Niedawno była Szlachetna Paczka zaraz WOŚP namawiaj ludzi żeby chcieli włączyć się w prace fundacji a najlepiej żeby w ogóle poświęcili odrobine czasu na prace dla innych jest wiele możliwości. Zresztą sam wspierasz pajacyka z tego co pamiętam i jesteś na tym polu dość aktywny.
Pozdrawiam.

Odpowiedz

Krzysztof Styczeń 8, 2016 o 21:18

Wcześniej, nie mając regularnej pracy, w trakcie studiów (zarabiając przez wakacje około 3 – 4 krotności aktualnej pensji), mój budżet oscylował między 100 a 120 % tego, co otrzymywałem od rodziców miesięcznie. Wcześniej, gdy nie miałem żadnych znaczących zysków (np. dorabiałem na wyjazdach, które były dla mojej przyjemności) to traktowałem dodatkowe pieniądze jako zwrot kosztów takich wyjazdów, a co miesiąc utrzymywałem się z 90% pieniędzy od rodziców.
Teraz, mając pensję i zarabiając jej 2 – 3 krotność dodatkowo w wakacje (kosztem urlopu), wydaję około 1/3 pensji miesięcznej, reszta idzie na oszczędności. Z tych dodatkowych oszczędności pozwoliłem sobie na zakup własnego środka transportu.
Uprzednio, z dodatkowymi wydatkami czekałem na większy przypływ gotówki, acz nadal były to wydatki będące małą częścią zarobków.
Oszczędności to nadal nie są duże pieniądze, ale wystarczające, by przeżyć kilka lat bez żadnych wpływów.

Odpowiedz

Paweł Styczeń 9, 2016 o 15:19

Takie pytanie dotyczące kwestii „prawo do tego nie zobowiązuje” przy rachunku firmowym/osobistym w banku. W którym banku regulamin rachunku osobistego ror nie wyklucza korzystania z niego dla działalności gospodarczej?

Odpowiedz

Asia Styczeń 18, 2016 o 12:09

Od kiedy banki tego przestrzegają? 🙂

Odpowiedz

Przemek Styczeń 9, 2016 o 17:19

Bardzo ciekawy artykuł, również pomocne komentarzy za które dziękuję. Zaczynam rozkręcać drugi biznes i część z wyżej wymienionych porad na pewno się przyda.

Odpowiedz

podzielniki Styczeń 11, 2016 o 22:12

Michał czytam Twojego bloga od początku, a dzisiaj postanowiłem, że mój cel także będę opisywał na blogu. Wydaje mi się, że zyskam dzięki temu niezbędną mbilizację, żeby wytrwać w postanowieniu. A cel jest ciekawy- mieszkanie w 3 lata 🙂 Dziękuję za inspirację, serdecznie pozdrawiam i zapraszam do śledzenia mojej przygody 🙂

Odpowiedz

@Pierrot Styczeń 13, 2016 o 11:40

@podzielniki Powodzenia w realizacji celu. Ktoś mądry kiedyś powiedział, a propos wyznaczania celów, że jeśli wiesz co trzeba zrobić żeby dany cel osiągnąć, to znaczy, że ten cel nie jest wystarczająco duży. Z moich celów sprzed 10 lat, osiągnąłem głównie te co do których nie miałem pojęcia jak je osiągnąć, a jednak szereg „zbiegów okoliczności” mnie do nich doprowadziło. Trzymam kciuki!

Odpowiedz

Maciej Styczeń 13, 2016 o 13:51

Gratuluję osiągnięcia celów, i życzę wszystkim zebranym dalszych sukcesów. Zwłaszcza „świeżym” przedsiębiorcom 🙂

Odpowiedz

Edyta Luty 7, 2016 o 20:36

Świetnie, że pojawił się ten wpis! Ale do końca nie wiem, jak zaplanować budżet w przypadku, kiedy pół roku spędzam w Polsce, pół roku za granicą, przy czym za granicą zarabiam więcej oraz moje wydatki są wyższe. Myślałam o tym, żeby obliczyć nadwyżkę zarobku spoza PL w porównaniu z tym co zarabiam w kraju, podzielić to na 12 miesięcy i mieć jako „premię” do wynagrodzenia. Budżet mam ustalony tak, że uwzględnia on minimalne wynagrodznie, czyli te z Polski. Jednakże wydatki z obczyzny są znacznie wyższe niż z PL i w trakcie pobytu na obczyźnie zaplanowany budżet pokazuje mi przekroczenie zaplanowanego budżetu na wydatki. Nie wiem, co z tym fantem zrobić.

Odpowiedz

Maria Maj 10, 2016 o 11:29

Michale,

musialam wrocic do tego wpisu, bo od kilku miesiecy nie moge sie zmierzyc z jednym problemem. Pracuje w dwoch miejsach. W jednym regularnie co tydzien dostaje pieniadze do reki-jest tego okolo 1000zl/msc. Te pieniadze praktycznie sie rozplywaja,bo wydaje je na biezace wydatki. Druga pensje dostaje w okolicach 25 dnia nastepnego miesiaca na konto. Tu mam okolo 2000zl/msc i wiekszosc z tego zostaje na koncie. Jak ja mam obliczyc zarobki,skoro pensje za maj dostane tak na prawde na wydatki w lipcu, a druga wydaje na biezaco??? Jak sie polapac??? Jesli ktos z czytelnikow ma pomysl jak usprawnic moj budzet, prosze o pomoc!

Odpowiedz

Ola Grudzień 12, 2016 o 11:49

Są już może szablony budżetu na 2017 rok? 🙂

Odpowiedz

Damian Lipiec 31, 2018 o 12:45

U mnie sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana, bo pracuję dla Ubera w Anglii.
Więc otrzymuję zarobki nieregularne na podstawie co-tygodniowych wypłat.
Na początku myślałem aby zrobić jak finansowy ninja i wydatki miesięczne podzielić przez cztery. Jednak ktoś ostatnio polecił mi współczynnik 4.33 – co powinno mi dać bardziej rzeczywiste figury.
Jako taksówkarz jestem samozatrudniony. Koszty związane z firmą ponoszę w cyklu tygodniowym (samochód, ubezpieczenie i paliwo). Opłaty stałe natomiast miesięczni.
Utworzyłem już konto firmowe, więc udało się rozdzielić wydatki, ale zastanawiam się jak powinna wyglądać konstrukcja mojego arkusza kalkulacyjnego, bo tradycyjne się tutaj nie sprawdzają. To jest moja największa zagwozdka, dlatego zwracam się z pytaniem, czy jest na to jakieś uproszczone rozwiązanie.

Dodatkowo kwestia niewymiernej ilości godzin. Bo zdaję sobie sprawę, że jeżeli miałem słabszy tydzień to mogę nadrobić to dodatkowymi godzinami spędzonymi w pracy. Jednak będzie to kosztem deorganizacji grafiku tygodnia (który i tak jest bardzo trudny do ogarnięcia w tego typu pracy). Np. nie chcę rezygnować z basenu na rzecz siedzenia w samochodzie.

Nie przepracowałem jeszcze całego roku, więc nie jest w stanie oszacować całego budżetu, ale mam już mniej pojęcie na temat miesięcy lepszych i gorszych. W tych gorszych ciężko jest dopiąć budżet a w tych lepszych zarabia się podwójnie.

Bardzo dziękuję za pomoc
Wannabe Ninja
Damian

Odpowiedz

Michał Szafrański Sierpień 2, 2018 o 09:41

Hej Damian,

Dziękuję za komentarz. Generalnie przyjąłbym jako podstawę te słabsze miesiące i próbował mimo wszystko zmieścić się z budżetem.

Alternatywą jest policzenie po prostu średniej z kilku miesięcy i przyjęcie jako przychodu miesięcznego w budżecie właśnie tej średniej. Wtedy w lepszych miesiącach – odkładasz oszczędności, a w gorszych – po prostu korzystasz z tych oszczędności.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Grzesiek Maj 16, 2021 o 20:11

Witam,
ta tabelka z budżetem domowym to świetna sprawa. Mam tylko jeden problem. Ze względu na to, że zarobi dostaje 10 dnia miesiąca chciałbym skalibrować tak Excel aby miesiąc zaczynał się właśnie od 10 dnia miesiąca i kończył na 9 dniu kolejnego miesiąca. Czy mogę liczyć na pomoc? Pozdrawiam

Odpowiedz

Dodaj nowy komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: