Informacje o nowych artykułach i sposobach oszczędzania pieniędzy prosto na Twój e-mail

    

Ile kosztuje czas? – czyli o efektywnym zarządzaniu czasem

przez Michał Szafrański dodano 21 września 2012 · 56 komentarzy

Ile kosztuje czas

Czy zastanawiałeś się kiedyś ile kosztuje Twój czas? Jak obliczyć zarobki na godzinę? Ile czasu marnujemy w ciągu roku na bezproduktywne czynności?

Ja się nad tym często zastanawiam, np. rozważając czy warto poświęcić godzinę na szukanie tańszego produktu, czy warto “zabijać się” o kolejne 50 zł itp. Wątpliwości dotyczące sensu walki o każdą złotówkę, w konfrontacji z poświęcanym na to czasem, pojawiały się także w komentarzach na blogu “Jak oszczędzać pieniadze”. I wcale nie dziwię się, że je macie. Ja też mam takie rozterki. Ale jednocześnie sens tego typu rozważań jest całkowicie podważany, gdy okazuje się, że znacznie mniej produktywnie marnujemy czas w innych miejscach, np. zamęczając się oglądaniem kolejnych seriali w telewizji lub bezmyślnym przeglądaniem nieistotnych newsów w Internecie. Ja nie jestem tutaj bez grzechu – sam często przyłapywałem się na tym, że “mielę” kanały pilotem bez sensu bo “przecież należy mi się trochę odpoczynku”.

Prawda jest taka, że z odpoczynkiem nie ma to wiele wspólnego, zdrowia nie poprawia i niejednokrotnie prowadzi do frustracji, że znowu przepuszczam czas przez palce. I jakkolwiek dobra byłaby wymówka typu “należy mi się”, to istnieje wiele sposobów, by czas wykorzystać bardziej efektywnie.

Dlatego w tym artykule spróbuję odpowiedzieć na kilka podstawowych pytań:

  • Dlaczego czas to najcenniejszy zasób, jaki posiadamy?
  • Ile kosztuje czas?
  • Jak obliczyć zarobki na godzinę?
  • Ile godzin rocznie zabierają podstawowe “czasoumilacze”, np. oglądanie telewizji?
  • Ile kosztuje marnowany czas?

W artykule piszę także, jakie kroki przedsięwziąłem, aby lepiej wykorzystywać swój czas. Ale nie jestem w tym mistrzem i daleko mi do ideału. Z przyjemnością przeczytam Wasze komentarze i pomysły dotyczące zarządzania czasem. Każdy z Waszych komentarzy jest dla mnie bardzo cenny, bo utwierdza mnie w przekonaniu, że warto inwestować mój czas w tworzenie tego bloga.

Jaka jest prawdziwa wartość czasu?

Gdzieś, kiedyś przeczytałem, że czas to najważniejszy zasób jaki posiadamy :-) Jest to też jedyny nasz zasób, który znika bezpowrotnie. Pieniądze tym różnią się od czasu, że w przypadku ich całkowitej utraty możemy je ponownie zarobić. Wiedzą o tym doskonale biznesmeni, którym noga się powinęła, ale jednocześnie dzięki swojej odwadze, konsekwencji i determinacji potrafią się odrodzić z popiołów i osiągnąć sukces finansowy. Wiedzą o tym inwestorzy, którzy po niejednej stracie uzyskiwali w końcu zyski.

Czas jest dobrem, którego nie da się kupić. Czas jest również bardzo trudny do wyceny. Zupełnie inaczej podchodzimy do jego wyceny, gdy sprzedajemy go pracodawcom i klientom, a zupełnie inaczej, gdy poświęcamy go bliskim lub po prostu przepuszczamy między palcami. Myślę, że w największym stopniu o wartości czasu przekonują się te osoby, które dowiadują się, że, np. z powodu choroby, ich czas jest ograniczony. Dopiero wtedy zauważamy, że czas jest bezcenny.

Nie wiem jak Ty do tego podchodzisz, ale ja dostrzegam, że wartość mojego czasu wzrasta – i to nie ze względu na wysokość moich zarobków. Wzrasta, ponieważ widzę, że mam wiele do zrobienia (i chcę mieć wiele do zrobienia), a jednocześnie zdaję sobie sprawę, że na realizację wszystkich moich zamierzeń potrzeba wiele czasu… którego mam coraz mniej. I uświadamiam też sobie w coraz większym stopniu, że w miarę upływu lat moja “kuloodporność” maleje i nie jestem w stanie utrzymywać wysokiej produktywności przez większość dnia. Muszę więc pracować mądrzej a nie więcej. Zwłaszcza, że wiele zadań mogę z powodzeniem powierzyć bądź to specjalistom bądź po prostu osobom, które wykonają je taniej ode mnie.

Dotyczy to w takim samym stopniu pracy zawodowej, jak i życia prywatnego. Nie zawsze warto oszczędzić 250 zł na tym, że samodzielnie wykonamy prace hydrauliczne. Ja nie mam w tym doświadczenia. I chociaż czasami męska ambicja każe mi sięgnąć pod zlewozmywak i to i owo zamieszać tam samodzielnie, to prawda jest taka, że tracę na to dużo czasu i do tego zazwyczaj kupię nie te złączki, które powinienem więc nadpłacam za materiały (lub wycieczki do sklepu) i per saldo wychodzę na takich operacjach jak “Zabłocki na mydle”. Oszczędności z tego nie mam, chociaż w kieszeni zostało 250 zł. Przykłady z życia zawodowego też można mnożyć. Przykładowo: nie ma sensu bym próbował drukować i spinać dokumenty liczące kilkadziesiąt stron, jeśli ktoś to może zrobić za mnie lepiej i taniej. Grzechem byłoby marnować mój kosztowny czas. Nie za to mi płacą :-)

Napisałem, że wartość mojego czasu wzrasta, bez względu na wysokość moich zarobków. Ale z drugiej strony, to właśnie wartość naszego czasu, wynikająca z wysokości zarobków, jest najlepszym “papierkiem lakmusowym” pozwalającym sprawdzić, czy opłaca nam się przeznaczyć na coś, np. godzinę, dzień lub tydzień. I dlatego warto nauczyć się szybkiego liczenia kosztu swojego czasu i przekładania go na wycenę wykonywanych na co dzień czynności. Mam nadzieję, że jak uświadomisz sobie te koszty, to zdecydujesz się coś zmieniać w swoim życiu. Na końcu artykułu powiem Ci jak ja cały czas próbuję się zmieniać, m.in. po to by wygospodarować czas na tworzenie blogu “Jak oszczędzać pieniądze:)

Metoda 1: policz ile zarabiasz na godzinę

Koszt czasu można liczyć na różne sposoby. Ja polecam dwie metody, z których pierwszą jest uświadomienie sobie ile zarabiamy w ciągu godziny naszej pracy. W tym celu warto się posłużyć załączonym arkuszem kalkulacyjnym.

Aby uzyskać prawidłowy wynik musimy w arkuszu w odpowiednich polach wpisać kwotę naszych zarobków netto (czyli to co otrzymujemy na rękę) oraz informację o tym ile dni w tygodniu przepracowujemy i ile godzin dziennie pracujemy (tu warto wpisać prawdziwą liczbę godzin spędzaną w pracy – jeśli pracujesz dłużej niż 8 godzin, to wpisz większą liczbę). Arkusz sam wyliczy sumaryczną liczbę godzin pracujących w 2012 roku.

Wyliczenie ile zarabiamy na godzinę jest wynikiem prostego dzielenia: kwotę rocznych zarobków netto należy podzielić przez liczbę przepracowanych godzin. Przykładowa kalkulacja: w przypadku osoby, która zarabia 4000 zł na rękę i pracuje przez 5 dni w tygodniu po 8 godzin dziennie (standard), jej zarobek na godzinę wynosi 23,81 zł.

Ja lubię posługiwać się tą metodą wyliczania wartości mojego czasu chociaż jest ona nieco załaszowana. Pokazuje ona bowiem, ile warta jest godzina mojej pracy, a nie każda inna godzina (np. czas spędzany w domu). Przy tej metodzie kalkulowania ceny godziny wychodzimy z założenia, że każdą pozostałą nam godzinę czasu też jesteśmy w stanie “sprzedawać” za tyle, ile płaci nam nasz pracodawca. A to nie musi być prawda – bo przecież nie sprzedaję każdej mojej pozostałej godziny innemu pracodawcy. W kalkulacjach związanych z czasem nazywam godziny liczone według tej metody “kosztem utraconych zarobków”. Czyli, jeśli zarabiałbym w pracy 4000 złotych i leniłbym się przez godzinę zamiast podjąć się dodatkowej pracy, to potencjalnie utracone przeze mnie zarobki wyniosłyby 23,81 zł / godzinę.

Metoda “ile zarabiam na godzinę” jest także przydatna przy innych obliczeniach związanych z pracą. Przykładowo: jeśli dzisiaj dojeżdżam do pracy 15 minut i zarabiam w niej 4000 zł netto, a ktoś zaoferowałby mi lepiej płatną pracę na drugim końcu miasta, oferując mi 5000 zł netto, to czy by mi się to opłacało czy nie? To zależy co potrafimy zrobić z czasem spędzanym w środkach komunikacji miejskiej (lub aucie). Jeśli dojazd do nowej firmy byłby o godzinę dłuższy i dzień w dzień zabierałby mi łącznie 2 godziny, to porównując te dwa etaty, powinniśmy dodać kolejne 2 godziny do czasu przeznaczonego na pracę. Okaże się, że jeśli ilość godzin przeznaczanych na pracę wzrośnie do 10 godzin, to, pomimo zarobków o 20% większych, wskaźnik zarobków na godzinę pozostanie na poziomie 23,81 zł. Czyli pomimo zarobków o 1000 zł większych, efektywnie wychodzimy na to samo. A należałoby jeszcze wziąć pod uwagę to, że koszt dojazdów, szczególnie w przypadku używania auta, wzrośnie. No ale jeśli lubimy spędzać czas w aucie lub autobusach, to pewnie warto zdecydować na lepiej płatną pracę :), np. dlatego, że nasza zdolność kredytowa wzrasta.

Metoda 2: wartość każdej godziny w roku

Alternatywnym sposobem liczenia kosztu czasu jest podzielenie naszych rocznych dochodów przez liczbę wszystkich godzin w roku. Wtedy wyjdzie nam prawdziwy, uśredniony koszt naszej godziny i to pozwoli nam szczegółowo liczyć koszty czasu przeznaczanego na różne czynności. Tu już nie ma żadnego zafałszowania lub koloryzowania. Tyle po prostu kosztuje nasz czas.

Dla naszego przykładowego wynagrodzenia w wysokości 4000 zł netto, koszt ten wychodzi na poziomie 5,48 zł / godzinę w zwykłym roku (365 dni = 8760 godzin) i 5,46 zł / godzinę w roku przestępnym (8784 godziny). Niewiele prawda? Ale to jest koszt każdej godziny naszego życia – także gdy śpimy.

Dokładni matematycy powiedzą zapewne, że tak nie można liczyć, bo trzeba jeszcze odjąć koszty stałe itp. itd. A ja odpowiem od razu: każda metoda liczenia, która daje Ci wyobrażenie, że czas ma konkretną wartość, jest dobrą metodą. Liczby możesz sobie próbować dopasować.

Jeśli znasz jeszcze inną, dobrą metodę liczenia kosztów upływającego czasu, to zachęcam Cię byś się nią podzielił w komentarzu :)

2 godziny przed telewizorem = 1 miesiąc w roku mniej

Skoro znamy już koszt naszej godziny, to możemy przejść do najciekawszej części, czyli policzenia ile kosztuje nas samodzielne wykonywanie codziennych czynności. W załączonym Excelu znajdziesz kilka przykładów, które załączam także poniżej. Kalkulacja przygotowana jest dla naszego przykładowego Pana zarabiającego 4000 zł netto / m-c.

Najpierw spójrzmy ile dziennie kosztuje go wykonywanie typowych czynności:

Koszt czasu dziennie | Efektywne zarządzanie czasem

W zależności od wybranej metody kwoty są różne. Widać jednak, że gdyby ten Pan zamiast oglądać 2 godziny telewizję poświęcił ten sam czas na pracę, to mógłby zarobić dodatkowe 47,62 zł każdego dnia. Te jednostkowe kwoty nie są oszałamiające, ale warto zerknąć jeszcze jak te same kwoty wyglądają w skali roku:

Koszt czasu rocznie | Efektywne zarządzanie czasem

W skali roku, koszty głupiego zmywania naczyń przez 30 minut dziennie przekładają się na 1000 zł kosztów rocznie (u Pana zarabiającego 4000 zł) lub 4345 zł dodatkowych zarobków rocznie, gdyby Pan przeznaczył ten czas na pracę. Jeszcze ciekawsze rezultaty daje spojrzenie na “efekt finansowy” oglądania telewizji przez 2 godziny dziennie. Okazuje się, że skali roku takie 2 godziny dziennie przekładają się na 30 dni wyjętych ciurkiem z życia. Wyobraźcie to sobie – jeden miesiąc w roku spędzacie przed telewizorem (non-stop)! Ile to kosztuje? Licząc według ostrożnej drugiej metody daje to ekwiwalent miesięcznej pensji naszego przykładowego Pana. A ile można byłoby zarobić gdyby przekuć ten czas na dodatkową pracę? A jak bardzo wzrosłyby nasze możliwości gdybyśmy ten czas przeznaczyli na podnoszenie własnych kwalifikacji – chociażby po to by móc liczyć na lepiej płatną pracę? A może po prostu warto zainwestować ten czas w Rodzinę i w przekazywanie swojej wiedzy dzieciom.

Mój przepis na rozmnażanie czasu

Osoby, które mnie blisko znają, czasami zadają mi pytanie “jak Ty na to wszystko znajdujesz czas?”. Nie mam jednoznacznej, krótkiej odpowiedzi, ale postaram się przedstawić kilka najważniejszych wskazówek, które wdrożyłem lub nadal staram się wdrożyć w moim życiu. Nie osiągnąłem jeszcze takiego poziomu zorganizowania jak Pan z filmu poniżej, ale dzięki temu wiem, że mam jeszcze wiele do poprawy 😉

 

    • Codziennie rano przygotowuję plan działania na dany dzień – tu dużą pomocą jest dla mnie ostatnio usługa http://workflowy.com. Dzięki takiemu planowi nie tracę czasu na zastanawianie się co mam zrobić w dalszej kolejności. Na bieżąco widzę też, że z mojej listy wykreślane są kolejne pozycje, co działa na mnie motywująco. Ale uczciwie przyznam się też, że jeśli mam zbyt ambitne plany, to lista rzeczy oczekujących jeszcze na mnie potrafi powodować skok ciśnienia.
    • W weekendy układam wstępny plan tygodniowy oraz weryfikuję realizację celów długofalowych – tu posługuję się jeszcze dodatkiem do programu pocztowego Microsoft Outlook, który nazywa się PlanPlus for Outlook i produktowany jest przez promotorów strategii “Getting Things Done” z firmy Franklin Covey.
    • Przestałem oglądać telewizję – i tyle. Da się :) Oczywiście od czasu do czasu obejrzę sobie jakiś film, ale zauważam, że coraz mniej mnie do nich ciągnie (chociaż kolekcję filmów do obejrzenia mam sporą).
    • Wstaję rano – do pracy mam dosłownie 5 minut autem więc nie muszę się zrywać białym świtem, ale mimo to próbuję ostatnio wstawać pomiędzy 5:00 a 5:30. Nie unormowałem jeszcze wcześniejszego kładzenia się spać i jestem w okresie przejściowym przez co moja godzina pobudki jeszcze “jeździ”. Zyskany z rana czas przeznaczam na jedną z trzech rzeczy:
      • Trenuję – przesunąłem moje biegi z popołudnia na poranki dzięki czemu mam świeżą dawkę endorfin jeszcze zanim pójdę do pracy, a jednocześnie biegam z pustym brzuchem, co czyni treningi jeszcze przyjemniejszymi.
      • Tworzę bloga – moje artykuły potrafią powstawać kilka dni i tworzę je zazwyczaj w godzinach porannych.
      • Obsługuję te tematy firmowe, które wymagają skupienia – rano nikt mi w tym nie przeszkadza i praca idzie mi znacznie sprawniej. Zdarza się, że tak się zapracuję, że do firmy wyjeżdżam bliżej południa bliski poczuciu, że większość ważnej pracy na dzisiaj już zrobiłem.
    • Tam gdzie mogę staram się wykonywać kilka czynności jednocześnie, np.
      • Jedząc śniadanie czytam książkę na iPadzie
      • Biegając słucham podcastów i audiobooków
      • Jadąc samochodem prowadzę rozmowy telefoniczne (ze słuchawką bezprzewodową w uchu)
    • Korzystam z krótkich drzemek – gdy wracam z pracy i jestem zmęczony, to staram się szybko zregenerować kładąc się na 20-minutową drzemkę. Nie dłużej, bo potem zapadam już w głębszy sen.
    • Unikam dosypiania. Jeśli zbudzę się rano, to od razu wstaję. Zapożyczyłem pewną świetną technikę od Timo Kiandera prowadzącego blog http://www.productivesuperdad.com/.Doradza on aby od razu po przebudzeniu usiąść na brzegu łóżka. Dajemy wtedy wyraźny sygnał naszemu organizmowi, że pora zacząć działać. Po chwili wstaję i senność szybko mija :) “Zaprogramowałem” się już na takie wstawanie bo wiem, że jeśli ponownie zamknę oczy, to będę jeszcze bardziej niewyspany i jeszcze trudniej mi będzie wstać.
    • W pracy staram się umawiać spotkania od południa do końca dnia. Przed południem staram się skupić na tych zadaniach, które muszę samodzielnie wykonać.

Wskazówki mógłbym pewnie mnożyć, ale myślę, że te są najważniejsze i w największym stopniu pozwalają mi wykrajać coraz więcej czasu na coraz więcej aktywności. Między innymi na pisanie bloga :)

A na koniec, żebyś przypadkiem nie pomyślał, że jestem taki super-zorganizowany, to zaproponuję mądry cytat:

Time you enjoyed wasting is not wasted time.

Czas, którego marnowanie sprawiło Ci przyjemność, to nie jest czas zmarnowany :)

Bardzo Ci dziękuję, że przeczytałeś kolejny, długi artykuł. Jeśli Ci się podobał, to bardzo Cię proszę o Twoje “Lubię to” dla mojego profilu na Facebooku.

Zachęcam Cię również do komentowania. Co sądzisz o sensowności liczenia kosztów własnego czasu? Czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym? Będę BARDZO wdzięczny za każdą Twoją opinię :) i z góry Ci za nią dziękuję.

"Finansowy ninja" - podręcznik finansów osobistych

Finansowy ninjaMożna już zamawiać moją książkę "Finansowy ninja". To ponad 540 stron praktycznej wiedzy o oszczędzaniu, zarabianiu, optymalizacji podatkowej, negocjowaniu i inwestowaniu, które pomogą Ci zostać prawdziwym finansowym ninja i osiągnąć bezpieczeństwo finansowe.

Przewodnik po finansach osobistych, który każdy powinien przeczytać jeszcze w szkole.

PRZEJDŹ NA STRONĘ KSIĄŻKI →

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach o oszczędzaniu pieniędzy. Nie ujawnię nikomu Twojego adresu!



{ 52 komentarzy… przeczytaj komentarze albo dodaj nowy komentarz }

Piotr Wrzesień 21, 2012 o 14:10

To bardzo dobry sposób, żeby oceniać czy opłaca mi się coś robić samemu czy zlecać to komuś innemu. Ja też wiele razy łapałem się na tym, że próbowałem zrobić coś sam i zajęło mi to wielokrotnie więcej czasu niż specjaliście. Lepiej odżałować trochę pieniędzy i niech to ktoś zrobi szybko i sprawnie. Z drugiej strony, jeśli mam możliwość zrobić coś pierwszy raz z kimś bardziej doświadczonym, to korzystam i czasem okazuje się, że kolejny raz już sam w miarę szybko sobie z czymś poradzę.

Przypuszczam, że na czytaniu w czasie jedzenia można oszczędzić tylko w krótkim okresie. Lepiej skupić się na jedzeniu a proces trawienia przebiegnie sprawniej i będziemy zdrowsi:)

Odpowiedz

Michał Szafrański Wrzesień 21, 2012 o 21:04

Piotrze – dziękuję za komentarz. Poruszyłeś ciekawy wątek, o którym nie pisałem – naukę od specjalistów. Dlatego specjalistom warto od czasu do czasu zapłacić – nawet więcej – ale jednocześnie maksymalnie skorzystać na ich wiedzy. A z kolei nam najłatwiej się uczyć kiedy rozwiązywany jest nasz problem :)

Co do jedzenia i czytania, to ja akurat mam tak, że jem bardzo powoli w porównaniu z towarzyszami. Zawsze się grzebię, ale tak lubię :)

Pozdrawiam i miłego weekendu życzę :)

Odpowiedz

Norbert Wrzesień 21, 2012 o 15:55

Dobry art.
Zawsze uważałem, że nie warto zabijać się za kolejną błyskotką wymaga to straty czasu
i warto inwestować w zdrowie – dużo nie trzeba do tego ;).

Odpowiedz

Michał Szafrański Wrzesień 21, 2012 o 21:09

Dzięki za dobre słowo Norbert. Co do zdrowia – to zdecydowanie lepsza jest profilaktyka niż leczenie. Tak jak z większością rzeczy w życiu – w tym dbaniem o kondycję finansową :)

Odpowiedz

Anna Wrzesień 21, 2012 o 18:26

No, nareszcie. Myslałam, że sie już nie doczekam.

Odpowiedz

Michał Szafrański Wrzesień 21, 2012 o 21:40

Cześć Aniu,

No proszę Cię bardzo :) Obiecałem artykuł na temat czasu odpowiadając na ten komentarz Johnnego i w końcu go opublikowałem.

Jeśli macie sugestie dotyczące konkretnych tematów artykułów, to bardzo Was proszę – zaproponujcie te tematy :) W miarę możliwości spróbuję po kolei spełniać Wasze prośby. A jeśli mi coś umknie, to stanowczo się domagajcie.

Pozdrawiam gorąco :)

Odpowiedz

Greg Listopad 25, 2016 o 20:34

Witam,
Nie wiem czy był już poruszany ten temat ale zawsze miałem problem z kategoryzacją czynność na ważne i nieważne. Zawsze lubię odkładać te super trudne na później.
Pytanie na jakich aktywnościach zawodowych czy rozwoju osobistego należny się skupić. Tak aby rozwijać się zawodowo i osobiście. Chodzi o sytuacje w której mam 4-5 tematów w których działam. Na które poświecić najwięcej czasu a na które mniej.
Na czym się koncentrować.
Trochę zakręciłem:(

Odpowiedz

Punktualny Wrzesień 21, 2012 o 21:56

Moim zdaniem kluczem do optymalnego wykorzystania danego nam czasu jest jego dobra organizacja.

Odpowiedz

Tomek Wrzesień 21, 2012 o 22:29

Zgadzam się z tym, że czas jest cenny. Bardziej cenne jest tylko zdrowie.
Nie zgadzam się jednak z wartościowaniem w sposób jaki zaproponowałeś. Szczególnie z drugą metodą.
Ale po kolei. Metoda pierwsza czyli zarobki na godzinę. To dość konkretny i łatwy do wyliczenia współczynnik, ale mówi on tylko ile zarabiasz na godzinę – nic ponad. Jeśli zarabiasz np. 30 zł na godzinę to nie znaczy, że po wyjściu z pracy tracisz 30 zł na godzinę. Już nie zarabiasz, ale w żadnym przypadku nie tracisz. Nie można nawet zrobić założenia, że dodatkowa godzina pracy da również 30 zł dochodu. Jeśli u tego samego pracodawcy to możesz nic nie zarobić. Jeśli będzie to inne zajęcie to i stawka będzie inna. Z tych powodów pierwsza metoda obrazuje tylko ile zarabiamy na godzinę w danych warunkach i nie ma większego praktycznego zastosowania. Gdybyś miał wybór: pracować godzinę dziennie z zarobkiem 100zł/h albo 9 godzin z zarobkiem 30zł/h to co byś wybrał? Zakładając, że innych opcji nie ma.

Metoda 2: ok, jestem matematykiem i rzeczywiście nie można tak liczyć. I to nie ze względu na koszty stałe a ze względu na niejednorodność zjawisk. To znany przykład, że koń z jeźdźcem mają średnio po trzy nogi. Po prostu zarabiasz wtedy kiedy zarabiasz, a nie zarabiasz kiedy nie zarabiasz. Z faktu, że nie zarabiasz nie wynika że tracisz. Tracisz wtedy kiedy tracisz czyli gdy zamieniasz pieniądze na coś innego w sposób nieodwracalny (sposób odwracalny = inwestycja). Natomiast potencjalnie tracisz kiedy mógłbyś coś zarobić a nie zarobisz. Tu są dwa przypadki. Pierwszy to ten kiedy mógłbyś zmienić pracę i tym samym czasie robić coś bardziej opłacalnego, a drugi to kiedy po pracy mógłbyś robić coś jeszcze przynoszącego zysk lub prowadzącego do zysku (np. nauka). I tylko te godziny można próbować przeliczać na złotówki. Przeliczanie pozostałych nie ma sensu.
Gdyby przyjąć drugą metodę to wyszłoby, że człowiek nr 1 zarabiający 4000 i oglądający tv godzinę dziennie i człowiek nr 2 zarabiający 2000 i oglądający tv 2 godziny dziennie tracą czas o tej samej wartości. A tak nie jest. To numer 2 mógłby znacznie więcej zyskać przeznaczając czas poświęcony telewizji na dodatkową pracę. Jeśli nie kwotowo to na pewno procentowo.

Czas ma konkretną i nie małą wartość, ale tylko ten, który można na tą wartość zamienić. I tylko ten może być marnowany. Myślę tu, nie tylko o aspekcie złotówkowym, ale szerszym i bardziej ogólnym. Jeśli oglądasz tv zamiast pracować to marnujesz czas, ale jeśli ten czas spędzasz z dzieckiem to raczej go nie marnujesz mimo tego, że nie zarabiasz.

To tyle mojego marudzenia. Poza tymi uwagami wpis bardzo dobry, skłaniający do zastanowienia się, którego efektem owo marudzenie jest.

PS. Ten fragment filmu jest również jednym z moich ulubionych.

Odpowiedz

Michał Szafrański Wrzesień 22, 2012 o 13:06

Tomku,

Dzięki za komentarz i dyskusję. Właśnie na to liczyłem – na rzetelną rozmowę :)

Zgadzam się ze wszystkim co napisałeś i nie ma między nami rozbieżności. Ja siłą rzeczy uprościłem te metody liczenia i chyba zgodzimy się, że można je dowolnie komplikować. Niestety nie ma jednej dobrej metody i każde podejście sprowadza się do pewnych uproszczeń, przybliżeń i założeń, które mogą być zafałszowane. Moim celem było jednak przedstawienie przybliżonej analizy (i niezbyt czasochłonnej) – tak żeby uzmysłowić, że czas kosztuje i że ten koszt w dużym przybliżeniu można wyliczyć jeśli mocno zmrużymy oczy :) Mój cel osiągnąłem, tzn. wywołałem dyskusję na temat wartości naszego czasu. Widzę, że Ty, my-name i Anna, głęboko się nad tym zastanowiliście i wszyscy piszecie w gruncie rzeczy o tym samym: wartość czasu jest bardzo trudna do policzenia, ale na pewno nie warto go marnować.

I dla jasności: ja jestem bardzo daleki od tego żeby uniwersalnie twierdzić, że marnowaniem czasu jest oglądanie telwizji czy przeglądanie Internetu. Wszystko zależy od tego jaki mamy cel w tych działaniach. Inaczej jest, gdy oglądamy na Discovery program, który i tak chcieliśmy obejrzeć i którego obejrzenie zaplanowaliśmy, a inaczej gdy włączamy telewizor bez powodu i trzeci raz oglądamy ten sam odcinek CSI (bo był już na AXN i na Polsacie a teraz leci na „dwójce”).

Żeby podać Wam konkretny przykład: wyjeżdżając na urlop często rozpoczynałem wakacje od pobytu w górach, w wynajmowanym domu w Istebnej (uwaga będzie reklama: dokładnie w Domu pod Jemiołą). Jednym z moich pierwszych i ulubionych zajęć było i jest rozpalanie tam ognia w kominku, usiąście na fotelu na wprost kominka i wpatrywanie się w ogień godzinami. Bezproduktywne? Może i tak, ale ma to swój cel. Wyciszam się po pracy, oczyszczam umysł, zwalniam tempo i przestawiam się na inny tryb myślenia. Po prostu pasywnie, ale konstruktywnie odpoczywam.

Tomek – nie marudzisz lecz piszesz bardzo otwarcie i za to Ci dziękuję. Podbudowujesz mnie :)

Udanego weekendu!

Odpowiedz

my-name Wrzesień 22, 2012 o 00:09

Kolejny świetny temat. Jeszcze nie czytałem (długi – ale to super!) lecz chciałbym napisać spostrzeżenie. Zastanawiamy się jak zarobić np. kolejne sto złotych. Możemy godzinami przeglądać oferty banków żeby znaleźć najlepszą ofertę cashback lub moneyback i później z niej korzystać. To samo osiągniemy poświęcając jedną godzinę czasu jako nadgodzinę w pracy a resztę tych godzin mamy na cokolwiek bezproduktywnego. To tylko przykład ale pokazuje że zamiast kombinować jak poobniżać nasze wydatki o ułamki procentów lepiej zwyczajnie popracować dłużej. Najlepszym rozwiązaniem będzie połączenie tych sposobów oszczędzania i zarabiania jeżeli to tylko możliwe.

Odpowiedz

Michał Szafrański Wrzesień 22, 2012 o 13:12

Hej my-name,

Jest dokładnie tak jak piszesz. Podsunę jeszcze jeden pomysł: zamiast bić się o 50 zł premii od banku itp. warto też od czasu do czasu porozmawiać z naszymi stałymi dostawcami (sklepik osiedlowy nie jest wcale złym przykładem w tym miejscu) i zapytać czy możemy liczyć na jakiś rabat z tytułu naszej lojalności. Rzadko dostaniemy ten rabat, ale zapytać nigdy nie zawadzi.

Ale już np. w przypadku planowania wyjazdów/wakacji, większych zakupów (nawet na Allegro) warto ZAWSZE prosić o rabat lub pytać „co musiałbym zrobić, aby otrzymać rabat”. Nawet darmowa wysyłka czy symboliczne 3% może mieć większe znaczenie niż premia od banku. Oczywiście nie polecam rezygnowania z premii bankowych :)

Pieniądze leżą na ulicy. Trzeba tylko umieć to zauważyć i chcieć je podnieść.

Odpowiedz

Anna Wrzesień 22, 2012 o 12:16

Bardzo dziękuję za wpis na blogu. Zapowiedziałeś poruszenie ciekawego tematu. Chociaż po przeczytaniu lęgnie się w głowie więcej pytań dotyczących wartości naszego czasu i możliwości naszego czasu. Sam zobaczysz :-)

Ja liczę swój czas inaczej (ilu ludzi tyle sposobów :-)). Nigdy nie liczę godzin przeznaczonych na sen. Nie jestem w stanie spożytkować tego czasu w inny sposób. Chociaż słyszałam, że niektórzy próbują chemicznie przedłużać dobę, to jednak nikomu tego sposobu nie polecam. Posiłki, czas spędzony w łazience również są dla mnie niezamienialne. Tego też się nie da zamienić. Ba, nie powinno się zamieniać, bo ma to wpływ na zdrowie, a ono ma ogromną, nieobliczoną wartość. Wobec tego czas, który mogę przepracować lub zmarnować wynosi więc dziennie 16 godzin.

W tabelkę (dzięki za wszystkie dotychczasowe tabelki), wpisałeś przykłady na marnotrawienie czasu. Zgadzam się z komentarzem Tomka dotyczącym wartościowania czasu, czyli subiektywnym określeniem, co jest jego marnotrawstwem. Zahaczył o temat też no-name. Powiedzmy, że wartość mojego czasu wynosi 10/h. Czas, który poświęcę na przejrzenie internetu, nie będzie marnotrawstwem, bo szukam w nim informacji (tu pozdrawiam wszystkich wyznawców wartości informacji). Przeczytanie internetowych gazet, prognozy pogody, ciekawostek, zaowocuje w bliższej lub dalszej przyszłości. Przekuje nasz czas na oszczędność lub pozwoli zainwestować w siebie /lub rodzinę/. Przykład: 5 minut przed lokalną tv pozwoliło mi zdobyć informację, że Min. Zdrojewski chce by zwiedzanie Wawelu w listopadzie było nieodpłatne. Wartość tej informacji ma dla mnie wartość 150 zł. Zdaje sobie jednak sprawę, że są osoby, które potrafią spędzić bezproduktywnie przed komputerem całe godziny, ale nie sądzę by okazali choć cień zainteresowania teorii oszczędzania. Inny przykład: przejrzenie w internecie ofert najbliższych sklepów na okoliczność zakupów pozwoli mi zaoszczędzić 30-50 zł na tygodniowych zakupach. Więc w gruncie rzeczy czas, który „zmarnotrawię” przed komputerem ma inny, wymierny przelicznik.

Twój wpis zmusił mnie do odpowiedzi, co jest dla mnie marnowaniem mojego czasu. Na mojej liście znalazły się m.in. telewizja, opalanie, chorowanie, naprawianie sprzętu w moim wydaniu, naprawianie hydrauliki itd. oraz sezonowo prasowanie (przy nawale zleceń).

Twój wpis to właściwie dwa tematy. Drugi to możliwości naszego czasu. Efektywne wykorzystanie czasu to sztuka, która niewielu się udaje. A u podstaw leży planowanie, planowanie i jeszcze raz planowanie. Warto się tego uczyć. Życzę Ci na tym polu powodzenie.

PS. Mam nadzieję, że zapisałeś sobie zysk/oszczędność za wczesnoporanne użytkowanie taryfy nocnej (prąd) podczas pracy. Zastanawiałeś się, jaka to kwota rocznie?

Odpowiedz

Michał Szafrański Wrzesień 22, 2012 o 13:33

Hej Anno,

Nawet nie wiesz jak się cieszę, że tak aktywnie komentujecie ten temat. Bardzo Ci dziękuję. Podajesz bardzo dobre przykłady na to, że nie można generalizować i że każdy powinien samodzielnie wykonywać „rachunek sumienia” w kontekście marnotrawienia (bądź nie) czasu.

Zaryzykuję stwierdzenie, że człowiek dobrze zorganizowany potrafi także marnować czas celowo i z zamiarem jego marnowania – ale jednocześnie dzięki swojemu zorganizowaniu potrafi zamknąć to „marnowanie” w konkretnych ramach czasowych. Przykład: „o 21:30 zagram w grę komputerową i będzie to trwało 30 minut„. Cel? Odreagowanie, opróżnienie głowy, forma szybkiej regeneracji, ale bez przegięcia – w ramach samodzielnie narzuconego sobie limitu. Nie uważam tego za marnowanie czasu. Ale widzę też inne zachowania: „włączę TV tylko na „Fakty”…” a potem trzy filmy później okazuje się, że nie wiadomo czy kłaść się spać czy szykować się już do pracy :-) I nawet jeśli ktoś miał plan co po tych „Faktach” zrobi, to jakoś tak mu ten czas uciekł…

Ja po sobie widzę, że im więcej sobie narzucę, tym lepiej jestem zorganizowany i tym sprawniej mi idzie praca. Oczywiście działanie z planem, na którym jest zbyt wiele punktów do zrobienia, ma także swoje minusy. Bez względu na to ile się zrobi, to nadal pozostaje wiele do zrobienia i potrafi to działać demotywująco („Jestem słaby, bo nie potrafię wyrobić się ze wszystkim, co zaplanowałem„). Myślę, że do śmierci będę się uczył, jak osiągać na tym polu kompromis. Ale już się z tym pogodziłem :) Stosuję na sobie proste triki, np. listy zadań, które zwijają się i rozwijają w podpunkty. Wtedy widzę na nich tylko to co najważniejsze i staram się by każdego dnia było to tylko kilka punktów (chociaż często jest ich kilkanaście/kilkadziesiąt).

Co do taryfy dzienno/nocnej, to będę o tym chciał napisać na blogu. Chociaż finansowa korzyść potencjalna jest (tak – liczyłem ją), to jednak wymagany jest pewien reżim używania prądu, którego nie jesteśmy w stanie utrzymać. Moja Żona pracuje w domu, co powoduje, że intensywnie korzystamy z prądu także w dzień. Ja staram się także przynajmniej raz w tygodniu wyjeżdżać do pracy później i pracuję w domu bez „przeszkadzaczy”. Gdy dzieci wyjdą do szkoły, to mam w mieszkaniu ciszę sprzyjającą pracy. Uczciwie mówiąc optymalnie byłoby, gdybym do firmy jeździł na 12:00 lub 13:00. Ale nie zawsze się da :-)

Pozdrawiam Cię serdecznie i jeszcze raz dziękuję za świetne przykłady. Też Ci życzę powodzenia w optymalizacji wykorzystania czasu.

Odpowiedz

Ronald Wrzesień 23, 2012 o 00:27

Panie Michale, chyba wiem kto Pana zainspirowal do napisania tego wpisu na blogu :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Wrzesień 23, 2012 o 00:49

Hej Ronaldzie,

Blagam – tylko nie „Panie” :-) I dzieki ze wpadles do mnie. Inspiracja byla wczesniejsza niz Ci sie wydaje i pochodzila zarowno z wczesniejszych komentarzy na blogu, jak i mojego zamiaru polozenia podwalin pod kolejne kalkulacje, ktorymi bede wkrotce Was raczyl :) W nich czas przeznaczany na rozne czynnosci bedzie odgrywal istotna role.

Udanej niedzieli Ci zycze :)

Odpowiedz

jacekplacek Wrzesień 23, 2012 o 10:09

Moim zdaniem nie można wszystkiego przeliczać na zarobek godzinowy, wiadomo każdy ma jakieś hobby. Ja na ten przykałd lubię wędkować i czasami mi się zdaża 2 -3 razy w tygodniu powędkować od 5 do 12 i dla kogoś może to być strata czasu (czas zmarnowany) bo w tym nie pracowałem czy nie zajmoweł się firmą. Dla mnie to jest czas odpoczynku oraz czas na refleksje co mogę „ulepszyć” w swoim życiu. Natomiast nie oglądam telewizji, (z czego jestem bardzo zadowolony) a znajomi się dziwią, że jak można nie oglądać np. dziennika. Oni się śmieją z moich godzin spędzonych na rybach, a ja w głębi ducha śmieje się z ich hobby czyli telewizji i przechwałek kto ma większy … telewizor. Myślę, że nie da się przeliczyć ile „kosztuje” godzina pracy danego człowieka, chyba, że mówimy o czasie pracy + dojazdy do pracy. Ja na przykład przez pierwsze dwa lata działaności swojej firmy nie widziałem z nie ani złotówki (spłata kredytów rozruchowych), a były dni, że na noc nie wracałem do domu bo jeszcze to czy to jest do zrobienia (12 godzin dziennie to był standart mojej pracy). Dziś po trzech latach w firmie jestem gościem – wizytatorem (zdarza się, że jestem raz w tygodniu obecny przez 2-3 godziny). Więc trudno jest wycenić godzinę życia „czasu wolnego”, zwłaszcza, że mam dopiero 24 lata i nie mam jeszcze żony i dzieci dlatego nie znam wartości czasu spędzonego z dziećmi (własnymi). Doszedłem do wniosku, że każdy ma inne wartości oraz inaczej rozlicza swój czas. Ale mogę powiedzieć jedno – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Odpowiedz

Michał Szafrański Wrzesień 23, 2012 o 22:42

Hej Jacekplacek,

Dziękuję za głos w dyskusji. Dotykasz innego bardzo istotnego aspektu: inwestycji we własną działalność i podjęcia pewnego ryzyka „bycia na swoim”, które przy odpowiednio wytężonej pracy przerodzić się mogą w działalność na „autopilocie” generującą przychody pomimo, że w rzeczywistości pracy wykonujemy coraz mniej.

Zgadzam się, że model inwestycji we własny biznes, w ogóle nie pasuje do do przedstawionych przeze mnie modeli liczenia wartości czasu.

Gratuluję odwagi, determinacji i zazdroszczę Ci tego poziomu wolności finansowej w tak młodym wieku. Oby tak dalej :)

Odpowiedz

Tomek Wrzesień 23, 2012 o 20:11

Hmm, przeliczanie czasu na pieniądze, jak ja to lubię :-)

Pytanie, po co? Po co kosztem większej produktywności/większej pracy mieć więcej pieniędzy? Żeby kupić nowszy, szybszy bardziej wypasiony samochód, większy dom, najnowszy smartfon? Czy nie lepiej podejść z drugiej strony, tzn. przeznaczyć pewną pulę czasu na pracę za pewną sumę pieniędzy i trzymać się tej sumy (tzn. zmniejszać czas przeznaczony na pracę gdy rośnie stawka godzinowa).

Dzięki temu możemy coraz mniej (powiedzmy schodząc z 40/h tygodniowo do paru h/tygodniowo) i w pełni zaspokajać nasze niewygórowane potrzeby (zakładając wydatki na tym samym poziomie).

Bo czy nie jest tak, że wraz ze wzrostem zarobków (zakładając tą samą ilość czasu przeznaczoną na pracę) rosną nasze wydatki. Każdy to zauważył przy podwyżce/awansie. A gdyby utrzymać poprzedni poziom życia moglibyśmy zmiejszyć czas przeznaczony na pracę i więcej czasu byłoby na marnowanie/przyjemności jak chociażby oglądanie tv :-)

Zresztą jak wycenić inwestycje w rozwój/naukę? Tu każda godzina może nam zaprocentować wielokrotnie, mimo że początkowo „tracimy pieniądze”.

Bo w sumie każdy powinien się zastanowić czy żyje żeby pracować czy pracuje żeby żyć?

Pozdrawiam
Tomek

Odpowiedz

Michał Szafrański Wrzesień 23, 2012 o 22:52

Cześć Tomek,

Dziękuję za Twój komentarz. Myślę, że każdy zadaje sobie podobne pytania. Czy jest sens się napinać? Czy warto „przehandlować” swój czas za pieniądze? Gdzie jest granica?

Można też na problem czasu spojrzeć z innej strony: pracę na etacie u kogoś innego niż siebie samego to bardzo słaby interes. Abstrahując od wynagrodzenia możemy sprowadzić to do takiego poziomu: pracujemy przez pięć dni w tygodniu żeby zapracować na dwa dni wolne. Zwrot z inwestycji w taką pracę wynosi… minus 60%, prawda? A jednak zdecydowana większość ludzi właśnie tak pracuje – często wręcz nie lubiąc swojej pracy i z wytęsknieniem czekając na piątek.

Każdy jest inny, każdy ma trochę inną perspektywę. Bardzo się cieszę, że temat wywołuje tak ożywioną dyskusję. Jeszcze raz dziękuję za komentarze :)

Ciepło pozdrawiam (tym bardziej, że coraz chłodniej na około)
Michał

Odpowiedz

Tomek Wrzesień 24, 2012 o 20:14

Michale :-)

Ale przecież ideałem pracy jest robienie tego co się lubi prawda :-)

Jeśli mamy taką pracę którą lubimy (niezależnie czy jest to etat czy własny biznes) to ilość czasu jaki spędzamy w pracy nie ma znaczenia, ba, staramy się aby ta ilość była jak największa i większym problemem jest wyrwanie wolnego czasu dla rodziny.

I tu muszę bronić etatu, ponieważ np. programista, administrator pracujący przy dużych projektach nie jest w stanie zrobić tego (tj. realizować się jako członek zespołu technicznego dużych systemów) jako właściciel firmy (który na pewnym etapie rozwoju firmy nie ma wyboru zawodu, po prostu jest menadżerem, pomimo, że tak naprawdę kocha np. programować), może jako freelancer (ale to tylko przy stałej długofalowej współpracy a taka nie różni się moim zdaniem od etatu, tak kiedyś pracowałem i jedyna różnica to to, że nie chroni Cię kodeks pracy i są zatory płatnicze).

Tak więc moim zdaniem dobry etat (lub wolny zawód ewentualnie) daje większe spektrum profesji niż właściciel firmy który jakiego zawodu by nie chciał wykonywać jest przede wszystkim menadżerem i biznesmenem.

Pozdrawiam
Tomek

Odpowiedz

Michał Szafrański Wrzesień 24, 2012 o 21:01

Hej Tomek,

Świadomie pokazałem inny punkt widzenia :) Ale skoro wywołujesz mnie do tablicy, to zadam bardzo prowokacyjne pytanie: ile osób spośród czytających te komentarze pracowałoby gdyby nie musiało? 😉

Nawet ja – osoba, która szalenie lubi to co robi – bez cienia wątpliwości powiem, że gdybym miał taki przychód pasywny, który umożliwiałby mi zaprzestanie pracowania – to wolałbym ten czas, który dzisiaj przeznaczam na pracę, przeznaczyć na inne czynności: dogladanie dzieciaków, relaks wspólnie z Żoną, poznawanie niezbadanych przeze mnie miejsc w Polsce i na świecie, działalność dobroczynną, snowboard o każdej porze roku, itd. itp. – bez ciśnienia i w takich ilościach, jakie w danej chwili by mi odpowiadały.

Ja mam taką refleksję, że praca będąca hobby po jakimś czasie może prowadzić do przeginania z pracą. I w końcu ta nierównowaga zaczyna doskwierać. Ja z tym przez bardzo długi czas miałem problem (i w zasadzie chyba nadal go mam :-/).

Co do drugiej części Twojej wypowiedzi: przekierowałeś rozmowę w kierunku bezpieczeństwa i wygody wynikającej z etatu. Ja się w całej rozciągłości zgadzam, że etat to najbezpieczniejsza forma zatrudnienia dla pracownika.

Oj temat można ciągnąć :) Dzięki :)

Odpowiedz

Tomek Wrzesień 25, 2012 o 09:23

Pewnie, ilu ludzi tyle opinii :-)

Co do dochodu pasywnego i zwiedzania, podróżowania – to nie jestem pewien czy nie znudziłoby się to Tobie :-) jednak człowiek z nomady w przeszłości stał się osadnikiem ze wszystkimi tego plusami i minusami.

Pewnie, w każdym z nas odzywa się pierwotny pierwiastek odkrywcy, podróżnika ale uczynić z tego cel życia potrafią moim zdaniem tylko nieliczni.

Ale masz rację, wartość spędzania czasu z dziećmi, Żoną jest wartością bezcenną i warto zrobić wszystko żeby tego czasu było jak najwięcej.

Jednak sztuka największa to zbilansować odpowiednio wszystkie składniki życia: pracę, hobby, czas rodzinny, czas wolny, czy zwykłe leniuchowanie. Zauważyłem, że niektórzy czują stres gdy nic nie robią, gdy zwyczajnie się nudzą :-) A to moim zdaniem ważna umiejętność, wprowadza odpowiedni bilans w życiu, relaks. Ja czasami lubię się ponudzić, później z większym zapałem przystępuję do pracy :-).

I nie liczę pieniędzy, które w ten sposób „tracę” :-)

Odpowiedz

my-name Wrzesień 24, 2012 o 20:12

Jak już wspominałem pod jedną z poprzednich publikacji Michała moja ścieżka zawodowa nie potoczyła się jak trzeba. Inwestycja w naukę przyniosła nie tyle co początkową stratę związaną z jej finansowaniem ale ta strata jest stała i trwa nadal. Gdy praca sama dopominała się o mnie ja wolałem zdobywać wykształcenie. Po skończeniu edukacji już było za późno. Wg ostrożnych szacunków w tej chwili miałbym dwie pensje ~ średnie krajowe. Jedna z zarobków, druga z procentów od ulokowania >90% tych zarobków. I oczywiście mógłbym zakładać rodzinę. Tabelki – załączniki do artykułu zmodyfikowałem o tego typu stratę i wyszło że nie musiałbym się zbytnio zastanawiać czy żyć dla pracy czy na odwrót.

Pozdrawiam.

ps. do Michała: Czy w planach znalazło by się zanalizowanie sytuacji analogicznie do artykułu „Wydatki na dziecko: Ile kosztują pieluchy?” ale polegające na rozpisaniu ile trzeba zarabiać aby żyć na przyjętym poziomie (oszczędnie, „normalnie”, swobodnie ale bez zbędnej rozrzutności) w wielu dziedzinach życia wg schematu: oszczędnie to jedno auto w rodzinie typu seicento, normalnie to każdy pełnoletni ma swój funkcjonalny pojazd, swobodnie to kupujemy nówkę 4×4 ale bez rozrzutności czyli np. bez hummera ze złotymi klamkami.

Odpowiedz

Michał Szafrański Wrzesień 24, 2012 o 21:05

My-name,

Co do PS: notuję sobie Twoją propozycję tematu, ale muszę przemyśleć jak do niego podejść. Mi łatwo jest opisywać te zagadnienia na własnym przykładzie, bo wiem dokładnie ile co mnie kosztuje. Przeprowadzanie takich teoretycznych symulacji – zawsze będzie obarczone pewnym błędem. Już samo znaczenie słów „normalnie” i „swobodnie ale bez zbędnej rozrzutności” jest dla każdego inne.

Ale pomyślę :) Pozdrawiam serdecznie.

Odpowiedz

my-name Wrzesień 25, 2012 o 19:16

Michał, dzięki że bierzesz propozycje pod uwagę. Napisze jeszcze dlaczego warto by coś takiego wykonać. Mając przykładowe trzy przedziały poziomu życia analizujemy jak oszczędzać pieniądze czyli jak bieżąco funkcjonować żeby utrzymać obecny poziom życia lub wskoczyć wyżej. Czyli byłby to wpis „na temat”. Taką analizę powinna wykonać obeznana osoba która podejdzie do tematu we właściwy sposób. Oczywiście mam na myśli Ciebie.

Odpowiedz

Michał Szafrański Wrzesień 25, 2012 o 22:15

My-name,

Podejmuję wyzwanie, ale musisz uzbroić się w cierpliwość :) Jak już mi się ten temat „ułoży”, to skonsultuję z Tobą mailowo te trzy poziomy życia – tak żebym napisał coś co będzie trafiało w Twoje oczekiwania.

Dzięki za sugestię :)

Odpowiedz

jacekplacek Wrzesień 24, 2012 o 06:48

Tak jak pisałem wyrzej w komentarzu jeszcze trudniej jest wycenić karzdą godzinę spędzoną ze swoją rodniną lub poświęcona na własne hobby. W każdym razie trudny jest ten orzech do zgryzienia bo nawet Pan Bóg po pracy siódmego dnia odpoczywał …

Odpowiedz

Krzysiek Policha Wrzesień 30, 2012 o 09:31

Czytam kolejny wpis na blogu i co mnie zainteresowało, że mamy bardzo zbliżone poglądy i wnioski z wielu rzeczy. Ja swoim znajomym mówiłem, że mój czas wolny jest dla mnie tyle samo warty co ten w pracy (czyli metoda 1), bo 8h pracuję 8h jestem aktywny (8h snu jest poza rachunkiem). Więc zgdzam się z tym aby liczyć tak czas wolny, a dokładnie jak dużo go marnujemy.
Bardzo ważną kwestią poruszoną, a ignorowaną często, jest to że czas dojazdu do pracy, to tak naprawdę czas pracy, więc jak ktoś aby dojechać i wrócić poświęca dziennie 2h, to tak na prawdę pracuje 10h, a nie 8h. Oczywiście te założenia są poprawne, jeśi wolny czas będziemy dobrze wykorzystywać, a nie trwonić.

Bieganie z rana nie jest dobrym pomysłem, ponieważ stawy są po nocy nie rozgrzane, to w przyszłości może powodować problemy ze stawami.
„Jedząc śniadanie czytam książkę na iPadzie”
Nie polecam, zdecydowanie jedzenie powinno być czymś do czego przywiązujemy pełną uwagę, nasz mózg wtedy stymuluje organizm do trawienia, dzięki czemu wychodzi nam na zdrowie. (ważna jest też dieta, regularność, ale to inny temat)

„Biegając słucham podcastów i audiobooków”
A to bardzo dobre jest, kiedy nie możemy czytać, aby słuchać. Nawet w drodze do pracy, jak idziemy, każda minuta jest ważna.
Tylko ja wiem, że często idąc dużo zastanawiam się i planuję, więc czas wykorzysuję też, ale inaczej.

„Jadąc samochodem prowadzę rozmowy telefoniczne”
He he, a stłuczek nie masz? Czasem te chwile które nasza uwaga kupia się na czymś innym jest istotna. Osobiście preferuję komunikację publiczną, pozwala nie wykorzystać w pełni czas, do tego wychodzi taniej. A jak czas wykorzystamy, to nawet to że jest dłuższa będzie zrekompensowane.

„Unikam dosypiania”
Popieram w pełni, ostatnio z przyczyn niezależnych zostałem nauczony budzić się o 6 i będę się starał to utrzymać, bo to dobrze działa na plan dnia i aktywność w trakcie niego.

Odpowiedz

Michał Szafrański Wrzesień 30, 2012 o 20:50

Hej Krzysiek,

Bardzo dziękuję Ci za komentarz.

Co do biegania z rana, to mądrze mówisz. Jest to jeden z powodów, dla którego moja rozgrzewka zawsze trwa około 20 minut. Prawda jest też taka, że naprawdę trudno jest mi wybrać się na trening po całym dniu pracy – zwłaszcza, że kończę pracę o różnych porach. Na to nakłada się także problem pełnego brzucha lub wielkiego głodu :) Jeśli wracam do domu głodny, to trening opóźnia jedzenie. Jeśli jednak jestem świeżo po jedzeniu, to trening jest ostatnią rzeczą, którą chciałbym wykonywać. Skaczący na przeponie żołądek i jelita, to bardzo słaba opcja. I dlatego preferuję poranny trening. Uwielbiam poranne mgły, sarny wychodzące na ścieżki biegowe, świeżość powietrza i pustkę w lesie :)

Co do jazdy samochodem i rozmów telefonicznych: odpukać od 4-ech lat nie miałem żadnej stłuczki. Ale nauczyłem się też rozmawiać w trakcie jazdy: automatycznie zjeżdżam na prawy pas i zachowuję większą odległość od samochodów przede mną. I zdecydowanie rozmawiam przez zestawy „hands free”. Ale ogólnie zgadzam się, że rozmawianie w trakcie jazdy powoduje istotne obniżenie uwagi. Czasami łapię się na tym, że w ogóle nie pamiętam odcinka, którym jechałem.

Co do słuchania podcastów: to czego naprawdę mi brakuje podczas biegania, to możliwość zanotowania przemyśleń. Czasami słucham czegoś inspirującego, pauzuję, pomyślę chwilę o tym i chciałbym zrobić jakąś notatkę, ale w trakcie biegu… nie bardzo się da. Oczywiście jak dobiegam do domu, to jestem już myślami gdzie indziej. Każdy pomysł w tej dziedzinie jest mile widziany :)

Pozdrawiam :)

Odpowiedz

Jo-Aska Styczeń 11, 2014 o 19:05

Jesli słuchasz z telefonu, to pewnie masz w nim takze dyktafon albo notatki głosowe. Ja ostatnio chodze piechota do pracy i stosuje taka metode. Nie zauwazam nawet kiedy mineło pol godz. I oczywiscie +3 do kondycji 😉

Odpowiedz

Joanna Październik 11, 2012 o 15:57

„Czas, którego marnowanie sprawiło Ci przyjemność, to nie jest czas zmarnowany”

I to jest prawdziwe motto tego wpisu. Bo owszem bardzo ciekawa rzecz wiedzieć ile kosztuje mój czas, ale:
– jeśli zarabiam mniej niż bym chciała
– jeśli 8 godz. w pracy to dużo i moim ideałem było pracować 5-6, efektywnie i za lepszą stawkę
– jeśli po męczącym dniu w pracy np. siedzę na Rynku pod pręgierzem i słucham „rytmu miasta” i jem orzeszki a więc nie robię nic produktywnego, ale ta godzina jest przyjemniejsza i lepiej spędzona niż żmudna godzina w pracy

to przelicznik obierający się na koszcie pracy jest trochę bez sensu. Byłoby ciekawiej jakby człowiek mógł „wyceniać swój czas” nie w zł, ale np. w jakiejś jednostce wartości czyli np. godzina spędzona na spotkaniu liczy się jako 10 jednostek, godzina w pracy jako 3 jednostki, a zmywanie naczyń czy oglądanie telewizji jako 1. Muszę kiedyś spróbować tak to sobie przekalkulować.

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 12, 2012 o 10:00

Hej Joanno,

Widzę, że przystąpiłaś do analizy czy zastosowana przeze mnie metoda liczenia jest OK czy nie w Twoim kontekście. I to jest ten efekt, na którym najbardziej mi zależy. Ja nie przedstawiam jedynie słusznych metod. Ale liczę na to, że część czytelników uda mi się zmotywować do wypracowania własnego sposobu na określenie wartości ich czasu.

Sposób przedstawiony przez Ciebie jest ciekawy. W zasadzie można go, idąc ciut dalej, sprowadzić do systemu punktowego, w któym możliwa będzie rywalizacja z sobą samym: podwyższanie poprzeczki w zakresie ilości punktów jakie „zdobywa się” każdego dnia. Ciekawa koncepcja :)

Miłego dnia :)

Odpowiedz

Betty Październik 14, 2012 o 19:07

Mam zawód, w którym każdą chwilę można przeliczyć na pieniądze i pracować 24 godziny 7 dni w tygodniu. Ale to oczywiście bez sensu. Odnosząc to do tematu, – jeśli nie lubię sprzątać, a mogę w tym czasie pracować, to zatrudniam sprzątaczkę. Jeśli lepienie pierogów zajmuje całą sobotę, która jest bardzo cenna jako czas wolny, to kupuję pierogi gotowe domowe od znajomej. I tak ze wszystkim, ale trzeba uwzględnić możliwości pracy dodatkowej. W tym roku posiałam warzywa w ogródku, nic mi z tego nie wyszło, cebula w moi wykonaniu powinna kosztować 150 zł za kilogram. Obliczyłam, że średnio tygodniowo pracuję55 godzin, nie uwzględniając dojazdu do pracy – około 1 godzina dziennie. To jest dużo i dlatego bardziej „oszczędzam” czas wolny – nie oglądam tv, nie sprzątam, zakupy raz w tygodni, nie analizuję promocji. Ale cos jednak oglądam, np. bardzo fajny program – chyba na Planete – o rozmowach przez telefon w czasie jazdy – fatalnie pogarsza to refleks, człowiek wbrew własnemu mniemaniu nie ma podzielnej uwagi. Od tego czasu nie odbieram telefonów w czasie jazdy, szkoda czasu na chorowanie po wypadku. Pozdrawiam.

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 15, 2012 o 21:46

Hej Betty,

Dziękuję za komentarz. Gratuluję wysokiej samoświadomości i racjonalnego gospodarowania czasem :)

Co do jazdy samochodem i rozmawiania przez komórkę: też obserwuję takie zjawisko, że jak jadę autem i rozmawiam przez telefon, to rzadko kiedy mogę sobie przypomnieć co się działo na drodze. To mi uświadamia, jak dużą cześć mojej uwagi absorbuje sama rozmowa. Niemniej jednak rozmawiałem i nadal będę rozmawiał z auta (oczywiście przez zestaw „handsfree”) bo nigdy nie mam tyle czasu na rozmowę co właśnie jadąc autem.

Odpowiedz

Aga Październik 19, 2012 o 14:54

Wiesz co, jestem zachwycona tym blogiem 😀
Konkret, jednoczesnie pisany bardzo przyjaznym ludzkim, zrozumialym jezykiem.
Mnostwo dobrych uporzadkowanych rad. Najwazniejsze punkty wytluszczone 😀

Wpisy są motywujące i w pozytywnym tonie.
Nic tylko probowac stosowac na sobie.
Zostane tu na dluzej i bede regularnie odwiedzac :)

Odpowiedz

Kasia Listopad 5, 2012 o 12:35

Znakomity tekst! Na mnie działa bardzo motywująco i twórczo:-)
Cały Pana blog jest znakomity! Bardzo dziękuję za to;-) Będę śledzić!

Odpowiedz

Sylwek Listopad 21, 2012 o 07:54

Przeczytałem i choć większość Twojego bloga jest dla mnie inspirująca to do tego artykułu podchodzę z dużym przymrużeniem oka z dwóch głównych powodów. Po pierwsze nie każdy powinien i może w ten sposób wyceniać swój czas przeznaczony na różne czynności bo nie każdy ma możliwość „przekuć” ten czas bezpośrednio na realny zarobek. Np moja praca ma taki charakter, że nawet gdybym bardzo chciał i spędzał o 4 godzinny dziennie więcej na wykonywaniu swoich zadań to i tak nie zarobię więcej. Z drugiej zaś strony wspominasz, że przynajmniej można by ten czas poświęcić na samoedukację w nadzieji na lepiej płatną pracę – taka argumentacja przeliczania czasu na koszty jest dość mglista i odległa w perspektywie więc trudniej się nią kierować.
Druga różnica dotyczy pracy własnej vs zatrudnienie fachowca do różnych drobnych prac domowych. Ja wykonuję bardzo dużo prac domowych samodzielnie i nawet zakładając, że jestem tym przykłądowym gościem zarabiającym 4000 miesięcznie czyli 20-kilka zł na godzinę i że byłbym nawet w stanie ten czas „stracony” na wykonywanie prac domowych zamienić na realny dochód to nie znam „fachowca” (też mieszkam w Warszawie), który przyjedzie do mnie i za pracę, która zajmie mu godzinę, weźmie ode mnie tylko 20-kilka zł. :-) nie mówiąc już o tym, że w wielu przypadkach (nie wymagających specjalistycznych narzędzi lub specjalistycznej wiedzy – a o takich tu chyba mówimy) jakość jego pracy wcale nie musi być wyższa niż mojej własnej.
Pozdrawiam

Odpowiedz

Michał Szafrański Listopad 21, 2012 o 22:34

Hej Sylwek,

Dziękuję za Twoją opinię. Mogę się z nią tylko zgodzić :) Tak jak pisałem w artykule – każdy musi samodzielnie dokonać samooceny.

Co do tego „i tak nie zarobię więcej”: tu postaram się zamieszać Ci trochę w głowie. Zobacz – tworzę blog. Robię to w czasie wolnym. Blog kosztuje mnie sporo energii. Mógłbym robić coś innego. Ale z drugiej strony ten blog także coś tam do portfela już włożył. Przykładowo: z samych prowizji ze sprzedaży książek zarobiłem w ciągu miesiąca ponad 100 zł. A ja wcale nie staram się maksymalizować „finansowego uzysku” z bloga. Nie uważam tego za podstawowy cel jego istnienia.

Pomyśl: może poza Twoją podstawową pracą masz jakieś szansę stworzenia czegoś nowego na czym mógłbyś zarabiać. Pisząc o samoedukacji miałem na myśli również poszerzanie swoich horyzontów w tym kierunku by tworzyć sobie nowe możliwości – niekoniecznie związane z pracą na etacie. Innym moim „konikiem” są nieruchomości na wynajem. Ale żeby nie „popłynąć”, to muszę bardzo dużo czasu inwestować w rozpoznanie wszystkich niuansów: od szacowania wartości nieruchomości, poprzez poszukiwanie okazji, planowanie finansowania, opracowywanie analiz rentowności, opracowywanie umów sprzedaży i najmu, minimalizowanie pustostanów, wyposażanie itd. itp.

Mam nadzieję, że Cię choć trochę zainspirowałem. Pozdrawiam ciepło :)

Odpowiedz

Sylwek Listopad 22, 2012 o 07:51

No fakt, rzuciłeś trochę inne światło na aspekt możliwości przełożenia wolnego („marnowanego”) czasu na chocby minimalny dochód. Dziękuję.

Odpowiedz

maur Styczeń 4, 2013 o 13:28

Michał, Ja wiem, że stary wpis, ale nie mogłem się oprzeć.. 😉

Przeczytałem gdzieś w komentarzu, że wg niego doba efektywnie ma 16 godzin (odliczając sen, łazienke, jedzenie), które liczy jako zysk/koszt.
Przez ponad rok pracowałem ok 10 godzin dziennie + w weekendy dodatkowe 5-8 godzin dziennie.
I wiem jedno – strasznie długo zajął mi powrót do siebie, odzyskanie jakiejś.. higieny psychicznej.
Także wniosek pierwszy w dziedzinie „ile pracować” – dbanie o siebie. Tak jak np Michale robisz to na początku urlopu przy kominku.
Napisałem w skrócie higienia psychiczna, gdyż tak naprawdę nie wiem jak lepiej to określić. Pewnie każdy w mniejszym lub większym stopniu zna ten stan przemęczenia i spiętrzonych czekających obowiązków, które sprawiają, że nawet nie potrafimy się skupić na odpoczynku.

Z drugiej strony – dawno temu złapałem się na tym, że mam niesamowitą tendencję do porównywania, szukania lepszych ofert – czy też czekania na lepszy kurs waluty, którą chcę sprzedać.
Pół godziny temu sprzedałem euro nie czekając na lepszy kurs (mimo, że od wczoraj idzie w górę (w końcu;) ) ), bo obserwując go dalej może nie tracę dużo czasu, ale co kilka godzin trzeba otworzyć stronę, sprawdzić, zobaczyć wykres oraz co ważniejsze – pamiętać o tym.
Jasne, wciaż kupując samochód czy droższy komputer będę porównywał, ale w przypadku mniejszych kwot – czasem lepiej kupić coś po 5 minutach szukania, lub znaleźć fachowca.

Poruszyłeś na tyle ważny temat, oraz na tyle rozwinął się w komentarzach, że nadawałby się na kilka oddzielnych wpisów.:D

A teraz mała herezja na koniec (jak na blog o oszczędzaniu) – ważne też by się nie zapędzić. Oczywiście, oszczędzanie, zarobki, podejmowanie korzystniejszych finansowo decyzji (zamiast 5 godzin naprawiać zlew zlecę fachowcowi, a sam w 3 godziny zarobie więcej), ale warto też czasem, w pewnych kwestiach dać szansę świadomemu konsumpcjonizmowi, minimalizmowi wręcz.
A czasem też, zamiast dokładać 3 czynność wykonywaną w tym samym czasie robić tylko 1 i w pełni delektować się tym. :)
pozdrawiam!

Odpowiedz

Paweł mojetrafienia Luty 28, 2013 o 10:27

Jest jeszcze taka sprawa że nawet jeśli zrobienie czegoś zajmuje nam dużo czasu to o ile czynność może się powtarzać (np. wymiana opon/dętki w rowerze) to z biegiem czasu (ilością wykonywania tej czynności) nabieramy doświadczenia i czas jej wykonywania się skraca.

Idąc za przykładem: miłośnik aktywnego spędzania czasu na rowerze raz na dwa lata wymienia opony, a wymiana dętki zdarza się nie rzadziej niż raz w miesiącu, w skrajnych przypadkach 3 razy na tydzień. Kiedy pierwszy raz wymieniał dętkę zajęło mu to godzinę (!) czasu i w dodatku przebił śrubokrętem dodatkową dętkę. Teraz już się wyszkolił, ma łyżki do wymiany i zajmuje mu to nie więcej niż 5min.

Tak samo, dla osób nie znających się zbytnio na komputerach, warto jest nauczyć się np. formatować komputer, dyski, instalować niezbędne programy itd. Na początku jesteśmy stratni na czasie ale potem dużo oszczędzamy na „informatyku” o ile brak takowego w bliskim otoczeniu.

Czasami dużo czasu poświęcam na zgłębienie czegoś co mnie zaciekawiło, nauczenie się tego, czasami tylko w teorii a czasami w praktyce.

Zdarza się że wędkuję. Ostatnio przestudiowałem proces ręcznego wyrobu woblerów (przynęty sztucznej). Czy mi się to przyda? Czy będę je robił? Nie wiem. Równie dobrze mogę o tym zapomnieć a równie dobrze mogę kiedyś otworzyć własną produkcję i zarabiać na tym. Dlatego czasami warto stracić trochę czasu bo nie wiadomo czym to zaowocuje. :) Pozdrawiam.

Odpowiedz

Adrian Maj 13, 2013 o 23:49

Pozwolę sobie dorzucić parę komentarzy do komentarzy:)

„“Jedząc śniadanie czytam książkę na iPadzie”
Nie polecam, zdecydowanie jedzenie powinno być czymś do czego przywiązujemy pełną uwagę, nasz mózg wtedy stymuluje organizm do trawienia, dzięki czemu wychodzi nam na zdrowie. (ważna jest też dieta, regularność, ale to inny temat)”

Ja jeżeli jem w domu i jestem sam to zazwyczaj jem przy komputerze, natomiast na mieście słuchając podcastów. Czy to rzeczywiście aż tak źle dla trawienia?

„Co do słuchania podcastów: to czego naprawdę mi brakuje podczas biegania, to możliwość zanotowania przemyśleń. Czasami słucham czegoś inspirującego, pauzuję, pomyślę chwilę o tym i chciałbym zrobić jakąś notatkę, ale w trakcie biegu… nie bardzo się da. Oczywiście jak dobiegam do domu, to jestem już myślami gdzie indziej. Każdy pomysł w tej dziedzinie jest mile widziany”

A czego używasz do słuchania? Czy to coś nie ma możliwości nagrywania notatek głosowych?:)

„Sposób przedstawiony przez Ciebie jest ciekawy. W zasadzie można go, idąc ciut dalej, sprowadzić do systemu punktowego, w któym możliwa będzie rywalizacja z sobą samym: podwyższanie poprzeczki w zakresie ilości punktów jakie “zdobywa się” każdego dnia. Ciekawa koncepcja :)”

Koleżanka proponowała punktować wyżej czas spędzony na konstruktywnym relaksie niż w pracy, a to mogłoby zachęcać do rezygnowania z zarobkowania dla podbicia wyniku punktowego:D

„Mam zawód, w którym każdą chwilę można przeliczyć na pieniądze i pracować 24 godziny 7 dni w tygodniu. Ale to oczywiście bez sensu. Odnosząc to do tematu, – jeśli nie lubię sprzątać, a mogę w tym czasie pracować, to zatrudniam sprzątaczkę. Jeśli lepienie pierogów zajmuje całą sobotę, która jest bardzo cenna jako czas wolny, to kupuję pierogi gotowe domowe od znajomej. I tak ze wszystkim, ale trzeba uwzględnić możliwości pracy dodatkowej.”

Czy rzeczywiście jesteśmy w stanie zarobkować w czasie w którym nie sprzątamy? Albo czy lepienie pierogów nie może być relaksem w czasie wolnym? Ja się często łapałem na takim myśleniu, a okazywało się, że zaoszczędzony czas marnowałem w inny sposób siedząc przed komputerem.

„Zdarza się że wędkuję. Ostatnio przestudiowałem proces ręcznego wyrobu woblerów (przynęty sztucznej). Czy mi się to przyda? Czy będę je robił? Nie wiem. Równie dobrze mogę o tym zapomnieć a równie dobrze mogę kiedyś otworzyć własną produkcję i zarabiać na tym. Dlatego czasami warto stracić trochę czasu bo nie wiadomo czym to zaowocuje. :)”

Popieram. Efekt motyla działa. Przetestowane na sobie wielokrotnie (ale oczywiście dopiero post factum można to stwierdzić:))

Odpowiedz

Łukasz Luty 16, 2014 o 00:46

To i ja sie dolacze do dyskusji jesli ktos tu jeszcze zagladnie. Nie wiem czy ktos poruszyl ten watek bo szybko przelecialem przez komentarze, ale pewnie wiele osob moze z reka na sercu powiedziec, że sporo pieniedzy zarobilo czy tez zaoszczedzilo siedzac na tym blogu i sledzac wpisy Michala. Dla mnie spedzanie godzin sledzac kolejne watki (dopiero jakis miesiac temu odkrylem ten blog) jest swrgo rodzaju inwestycja w siebie. Uzupelniam swa wiedze na tematy ktore mnie interesuja, pewne sugestie wcielam w zycie co niewatpliwie przeklada sie na wieksze oszczednosci oraz niektore watki wplywaja na mnie motywujaco, popychajac mnie do dzialan. Gdybym tu nie zagladnal, pewnie nie dostal bym tak pozytywnego kopa do dzialan. Za to wszystko jeszcze raz wielkie dzieki!!! Naprawde kawal dobrej roboty. Zycze Ci wysokich zarobkow wynikajacych z dzialalnosci na blogu oraz z calej reszty ktora planujesz przedsięwziac.
PS w koncu moge gdzies poczytac w internecie komentarze na poziomie bez niepotrzebnych, zbednych i idiotycznych klotni. Ok koniec tej wazeliny 😀

Odpowiedz

Kamil Luty 16, 2014 o 09:30

Oooo, dzięki Michał za narzędzie WorkFlowy. 😉

Ja używam ListyZadań z gmail i jest trochę toporna. Jednak bardzo sobie chwalę kalendarz gmail, gdzie można sobie przestrzennie rozmieścić swoje zadania. Łatwo się dodaje zadania powtarzające się (np. w moim przypadku wygląda to tak, że 6:00-7:00 – pobudka, bieganie i toaleta po bieganiu tak, by o 7:00 już zasiąść do śniadania, o 7:30 do 8:00 mam dojazd do pracy, a od 8:00 do 16:00 praca i tak dalej i tak dalej).

I tutaj mam do Ciebie dwie prośby, które są jednocześnie propozycjami na nowe wpisy lub do zaktualizowania tego.

1) Wyraź proszę swoją opinię o planowaniu swojego dnia za pomocą kalendarza gmail.

2) Drugie będzie bardziej skomplikowane. Chciałbym się dowiedzieć jaki Ty masz pomysł na obliczanie czasu potrzebnego na przyszłe zajęcia? W powyższym przykładzie podałem zajęcia, które maja stałą długość (praca – 8 godzin; bieganie i toaleta – godzina), ale mam problem z szacowaniem czasu, który muszę przeznaczyć na zajęcia, które są albo duże, albo nowe i nie wiem ile zajmą.
To jest kwintesencja tego co napisałeś: „Ale uczciwie przyznam się też, że jeśli mam zbyt ambitne plany, to lista rzeczy oczekujących jeszcze na mnie potrafi powodować skok ciśnienia.”
Dodałbym do tego przypadek, gdy na daną czynność przeznaczyłem 2 godziny. Minęło już półtora godziny, a ja widzę, że jestem dopiero w połowie. Zawsze wtedy staję przed dylematem czy dokończyć zadanie od razu i podrujnować sobie plan na dzień (wszystko się przesuwa) czy zostawić nie skończone i wrócić do niego w niedzielę wieczorem kiedy rozplanowuje następny tydzień. Jakimś wyjściem jest tutaj lepsze planowanie długości nowych czynności albo pozostawianie sobie buforu czasowego.

Pozdrawiam i czekam na odzew lub nowy wpis (:

Kamil

Odpowiedz

zofia Kwiecień 8, 2014 o 01:14

No i pięknie
Pana blog tak mnie wchłoną że chyba nici ze spania
zapewne jestem jakąś dziwaczka, ale czuję jakbym miała kalkulator w głowie…
np zanim dojdę do kasy wiem ile zapłacę za zakupy z tolerancja 10%
żeby bardziej szczegółowo jeśli coś kosztuje 2,7 to cena jaką zapamiętam to będzie 3 zł jeśli 27 to zapamiętam 30 i tak analogicznie zaokrąglam wszystkie ceny w górę kiedy zbliżam się do wyznaczonego pułapu kończę zakupy. Przy kasie płace ciut mniej niż wyliczyłam
Czas odliczam precyzyjnie…
Zanim zacznę jestem w stanie jakiekolwiek przedsięwzięcie tak obliczyć czas że jeszcze mogę odpocząć
Jako ze moim zajęciem jest prowadzenie domu staram się wyciągnąć z mego czasu jak najwięcej.
Nie ma znaczenia czy przybijam sztachety w płocie (tak takie rzeczy też robię- uszczelkę w kranie też wymienię) czy gotuje obiad albo też czytam bajkę dziecku to jest czas mojej pracy – nieodpłatnej pracy. Więc wyciskam z czasu ile mogę.
Wynagrodzeniem jest kwota którą zaoszczędzę w domowym budżecie.
Jak liczę ile kosztuje mój czas?
24 godz – 6 godz (sen)= 18 godz
tyle godzin pracuje
domowy budżet na miesiąc bez opłacania rachunków i rożnych opłat wynosi 1500 śmieszna kwota.
to co wycisnę z mego czasu i zaoszczędzonej gotówki jest moim wynagrodzeniem…
pewnie zdziwi się pan ale z 18 godz i tej kwoty udało mi się założyć 0,5 ha plantacje malin…
a w tym roku mogę zainwestować kolejne pieniądze w 0,5 ha borówki amerykańskiej i 0,5 ha porzeczki.
tyle jest warte 18 godz pracy/dzień
108 godz/tydz. itd

Odpowiedz

JoannaS Maj 16, 2014 o 21:38

Cześć :) wpis na temat ceny czasu mnie zaintrygował.
Podobną wycenę czasu, ale raczej z punktu widzenia psychologii rozważał Philip Zimbardo pisząc „Paradoks czasu” – myślę, że jeśli komuś chciałby się przeczytać tę lekturę to byłoby to świetne i dające do myślenia „uzupełnienie” wpisu Michała. 😉

Wycena naszego czasu omówiona w temacie bloga wydaje mi się bardzo trafną oceną.
Dodałabym tylko, że ta wycena powinna nam uświadomić INDYWIDUALNE znaczenie czasu dla każdego z nas, doświadczenie naszego przemijania i naszych możliwości.
Myślę, że Michał pisząc, że „wartość jego czasu wzrasta” wyraził swoją świadomość przemijania i chce wykorzystać swój czas w najlepszy możliwy dla siebie sposób – podejmując najbardziej dochodową pracę, dbając o zdrowie, o życie osobiste i dążąc do poczucia szczęścia.
:)

Odpowiedz

andrzej Wrzesień 3, 2014 o 10:32

Witam
Pierwszy post na Twoim blogu.
Przeczytałem dużo nie sposób powiedzieć z czym sie zgadzam a z czym nie.
Ile kosztuje czas…… „2 godziny przed tv codziennie to miesiąc życia w ciagu roku”
Te zdanie zapadło mi w głowie od kilku dobrych dni inaczej oglądam telewizje, ale…
Czy jeśli rozpatrywać tak każdą swoją chwilę, po co czytać informacje w internecie?
Od kilku lat bardzo dużo czasu spędzam na stronach komercyjnych i tych bezstronnych zawierających informacje o świecie, gospodarce, giełdzie, o wszystkim.
Zadaje sobie pytanie „po co?” co mi z tej wiedzy? Na co to sie przekłada?
Właściwie wszystko to strata czasu… ale co w takim razie robić poza pisaniem dochodowego blogu w internecie? Co wogle robić w wolnym czasie?
W kwestii finansowej ogarniam sie w temacie lokat od długiego czasu, zastanawiałem sie nad funduszem ale to za duże ryzyko za duży okres czasu.
Rozmyślanie nad sensem/kosztem czasu chyba może przyprawić o ciągłe rozterki.
Pozdrawiam

Odpowiedz

Wojtek Październik 4, 2015 o 12:33

Michał, dzięki serdecznie za tekst! Dopiero zacząłem śledzić Twojego bloga (lecę od początku, sprawdzając jednocześnie aktualność rad :)).

Mam pytanko – znasz może jakiś serwis do planowania dnia, który wysyła powiadomienia sms – korzystałem z google cal, ale niestety wyrzucili tę funkcję.

Pozdrawiam i dzięki za wszystko!

Odpowiedz

Gabriela Luty 18, 2016 o 07:17

Czas to pieniądz – wiadome od dawien dawna a jednak dla wielu zbyt wyświechtane aby wyciągnąć z tego wnioski. Dobre metody i dobre podejście prezentujesz co do idei – jednak jak dla mnie ciut „mechaniczne” zważywszy , że jesteśmy ludźmi z emocjami a nie maszynami bez emocji. Każdy funkcjonuje inaczej ale i tak najważniejsza jest świadomość czasu . Czasem po prostu jest tak, że praca nie idzie a pomysły nie przychodzą ( i można chcieć i mieć plan i biuro i wszystko niby jest tak samo…ale nie idzie i już) i ja osobiście czuję wtedy przymus zrobienia czegoś „bez sensu” ( serial – tak czasem to 5 odcinków pod rząd, film, a w biurze prace sekretarskie albo porządki, które do moich obowiązków nie należą) – mnie to resetuje a z tyłu głowy i tak rozwiązuje problemy i pracuję i wtedy przychodzą często pomysły. Zmroził mnie u Ciebie pomysł przeliczania każdej minuty na PLN np. pod tytułem ile kosztuje oglądanie TV? ( właściwie to po co komu telewizor – już spora kwota w kieszeni) – w miarę upływu czasu można się wpędzić w jakąś natręctwo mając takie podejście. Straciłam kwadrans pisząc to …po jakiej stronie to zapisać?

Odpowiedz

Wojtek Kwiecień 17, 2016 o 09:28

Zauważyłem że Pana strona internetowa jest bardzo bardzo dobrze wypozycjonowana w wyszukiwarce Google . Mam w związku z tym pytanie:

1) Czy pozycjonowanie prowadził Pan osobiście (zużycie czasu, oszczędność pieniędzy)
czy też
2) Pozycjonowanie strony zlecił Pan zewnętrznej firmie (oszczędność czasu, zużycie pieniędzy)

Z góry dziękuje za odpowiedź.

Pozdrawiam
Wojtek

Odpowiedz

Adriana Lipa Lipiec 26, 2016 o 10:51

Hej Michale,

Świetny wpis. Mnie bardzo się przydał do organizacji czasu „Productivity Planner” (https://www.intelligentchange.com/products/the-productivity-planner), na mnie lepiej działa spisywanie wszystkiego ręcznie, ponieważ mam tendencję do ignorowania wszelkich komputerowych/komórkowych aplikacji i powiadomień. Poza tym i tak zbyt dużo czasu spędzam przed ekranem, a planowanie kolejnego tygodnia i podsumowanie poprzedniego jest relaksujące.

Nie zgodziłabym się do końca z tzw. multitaskingiem. Rozumiem, że czytanie książki podczas śniadania może być fajne (sama tak często robię), ale z drugiej strony czasem zapominamy o docenianiu małych przyjemności. Od jakiegoś czasu staram się być „tu i teraz”, więc jeżeli jem śniadanie (której najczęściej sama zrobiłam i jest wypaśne), to staram się skoncentrować na nim, na tym jak wygląda, jak smakuje, itd.

Prowadzenie rozmów telefonicznych zostawiam na czas, kiedy mogę poświęcić mojemu rozmówcy całą swoją uwagę, gdy słucham lub mówię, staram się nie robić nic innego. Mimo to, słuchanie podcastów podczas biegania wydaje mi się świetną rzeczą. :)

Powinniśmy pamiętać, że nikt nam czasu nie odda, a wykorzystywanie go w pełni czasem oznacza po prostu bycie „tu i teraz”, żebyśmy nie zorientowali się nagle, że mimo że wycisnęliśmy go jak cytrynę, to jednak przeleciał nam przez palce, bo myślami zawsze byliśmy gdzieś indziej.

Co do telewizora, to nie mam czegoś takiego od jakichś czterech lat i nie tęsknię. Nie kupować tego złodzieja czasu jest łatwiej niż się przednim bronić. 😉

Dziękuję za Twojego bloga i pozdrawiam.

PS. Zakładam, że pierwsza metoda jest zafałszowana, a nie załaszowana. 😉

Odpowiedz

Dodaj nowy komentarz

{ 4 trackbacks }

Poprzedni wpis:

Następny wpis: