Informacje o nowych artykułach i sposobach oszczędzania pieniędzy prosto na Twój e-mail

    

Ile przepłacasz na jedzeniu i… co daje występ w telewizji

przez Michał Szafrański dodano 30 października 2013 · 253 komentarzy

Ile przepłacasz na jedzeniu

Czy 70% różnicy w cenie tego samego produktu pomiędzy najtańszym i najdroższym sklepem brzmi niewiarygodnie? Taka jest niestety rzeczywistość. I nawet tyle przepłacamy na żywności.

Moja wczorajsza wypowiedź w “pytaniu na śniadanie” w TVP2 ograniczyła się w zasadzie do jedzenia i jego kosztów. Po wizycie w studio pojechałem na zakupy do Auchan i… nie przypuszczałem, że tak szybko uda mi się dopisać dalszy ciąg mojego krótkiego telewizyjnego wywodu idealnie pokazujący jak dużo można przepłacać na jedzeniu.

Poznajcie historię ceny Monte Max – deseru, który uwielbia mój Syn. Zobaczycie co miałem na myśli mówiąc wczoraj, że na jedzeniu możemy potencjalnie najwięcej zaoszczędzić. I wcale nie oznacza to, że oszczędzając będziemy się gorzej odżywiać. Ja piszę dzisiaj akurat o kupowaniu dokładnie tych samych produktów – tylko, że w różnych sklepach, dzięki czemu w naszej kieszeni może zostać nawet połowa pieniędzy.

A na koniec artykułu napiszę co daje występ w telewizji, czy i w jaki sposób wpływa, np. na zwiększenie ruchu na blogu.

Czy tańsze jedzenie jest zdrowe?

Gdy na moich szkoleniach lub takich występach jak wczoraj, mówię o tym, że jedzenie można kupować taniej, to często pojawia się pytanie “no dobrze, a czy tańsze jedzenie jest zdrowe?”. Moi rozmówcy dosyć szablonowo zakładają, że skoro coś kosztuje mniej, to musi być gorszej jakości. I chociaż często jest to prawda, to akurat ja mam co innego na myśli:

  • Kupowanie tych samych produktów, ale w rozsądny sposób – po prostu w tańszych sklepach. W tym artykule opisuje właśnie historię takiego zakupu.
  • Zastąpienie kosztownego jedzenia “na mieście” kuchnią domową, lub nawet gotowymi produktami do własnego przyrządzenia. Pyszną zupę kalafiorową dla kilkuosobowej rodziny na dwa dni, można mieć już za 3 zł i to z gotowych półproduktów. Jej koszt, nawet w osiedlowej “jadłodajni”, to co najmniej 5 zł od sztuki, czyli lekko licząc 40 zł przez 2 dni dla 4-osobowej rodziny. A w domu można ją jeszcze doprawić po swojemu.

O obydwu tych aspektach mówiłem podczas mojego szkolenia “Mądre oszczędzanie” pokazując, że możemy zaoszczędzić nawet do 12 300 zł rocznie wymieniając kawę na mieście, na kawę z darmowego ekspresu w pracy, lunch wymieniając na kanapki lub odgrzany posiłek przyniesiony z domu i ograniczając stołowanie się w restauracjach.

Nie upieram się, że tak masz robić. To Twoja decyzja. Ja chcę Ci tylko pokazać, jakie konsekwencje finansowe mogą mieć Twoje decyzje.

Ale dzisiaj będzie przykład bardzo namacalny i ewidentny. Pokażę Ci ile kosztuje dokładnie ten sam produkt w różnych miejscach. Pokażę ile możesz na tym zaoszczędzić… lub stracić. Zanim przejdę dalej, to obejrzyj nagranie mojego wczorajszego występu – jako wstęp do tematu (kliknij na zdjęciu, by przejść do nagrania).

Michał Szafrański w TVP2

Przekleństwo tanich produktów

Mówiłem w studio, że najwięcej przepłacamy za najtańsze produkty. Podawałem jako przykład głupi jogurt. Dlaczego tak się dzieje? Bo nie widzimy małych różnic w cenie.

Jeśli telewizor w jednym miejscu kosztuje 2500 zł, a w innym miejscu 2700 zł, to różnica wydaje się duża. 200 zł! A jest to zaledwie 8% różnicy w cenie. A z kolej jeśli kefir kosztuje 2,32 zł a w innym miejscu  2,69 zł, to uzasadniamy sami przed sobą, że nie ma sensu walczyć to takie grosze. Przecież to tylko 37 groszy. Czy to naprawdę warte jest naszego zachodu i straty czasu? No przecież każda racjonalnie myśląca osoba dojdzie do wniosku, że nie. Musi dojść do takiego wniosku 😉

Niuans polega na tym, że koszty jedzenia, to około 25% budżetów polskich rodzin. Wydajemy na jedzenie naprawdę grube tysiące lub dziesiątki tysięcy złotych rocznie. W przypadku naszej 4-osobowej rodziny oscylujemy wokół 2000 zł / m-c (odsyłam Cię do moich comiesięcznych raportów kosztów).

Jeśli więc spojrzysz na podany wyżej przykład, to okaże się, że te 37 groszy różnicy w cenie jogurtu, to aż 16% różnicy w cenie produktu. A nasze jedzenie w dużej mierze składa się właśnie z takich produktów, których jednostkowy koszt nie przekracza 5 zł. I na tych produktach najłatwiej jest “popłynąć”.

Czy warto analizować każdą cenę z metki? Mi osobiście szkoda na to czasu, ale jeśli regularnie kupujemy jakieś produkty (a my w większości kupujemy), to ceny podstawowych z nich mamy już w głowach. Moja Żona doskonale wie kiedy sklep próbuje nas “wyrąbać” na rzekomej promocji. I dlatego zakupów dokonujemy dosyć świadomie. Pokażę Ci zaraz, jaki to daje efekt finansowy.

Historia deseru Monte Max

Szymon – nasz syn – kocha Monte. Pochłania je w dużych ilościach. Ja także podjadam 😉 Nie podejmuję się rozmawiać o tym czy to dobrze czy to źle. Nie o tym jest ten artykuł. Ten aspekt niech sobie analizują blogi żywieniowe :)

Wczoraj po wizycie w TVP2 pojechałem na zakupy do Auchan. Z naszych wspólnych analiz z Żoną wynika, że nasz “koszyk” najtaniej wychodzi w Auchan, Leclercu, Lidlu i Biedronce – i tam się przede wszystkim zaopatrujemy. Znajdujące się w naszym zasięgu Real i Tesco (oj, szczególnie Tesco) “rąbią” nas tak, aż wióry lecą.

Zatankowałem auto na stacji Auchan (5,28 zł / litr ropy) i udałem się do hipermarketu. Jeden z celów – 4-pak Monte, o ile będzie kosztował mniej niż 5,60 zł.

Cena w Auchan

W samym sklepie na metce jest informacja o promocji: 5,39 zł. Pomyślałem “dobra cena” i załadowałem do wózka od razu osiem takich 4-paków. Po drodze zapakowałem do wózka jeszcze moją ulubioną Pepsi w absolutnie mistrzowskiej cenie – dwupak butelek 2 litry za… 5,54 zł! Dawno nie widziałem tak dobrej ceny. Sprawdziłem jeszcze dla pewności termin przydatności do spożycia… i stwierdziłem, że spokojnie zdążę wypić zanim straci walory smakowe 😉

Zadowolony udałem się do kasy z pełnym koszykiem i zapłaciłem za wszystkie produkty. Tradycyjnie sprawdziłem paragon tuż po minięciu kasy. Zawsze to robimy – ilość pomyłek w cenach produktów jest wbrew pozorom spora i na dużych zakupach można być sporo w plecy. Dlatego warto pstryknąć aparatem w telefonie kluczowe ceny i mieć możliwość łatwego sprawdzenia przy kasie, czy nabita cena rzeczywiście zgadza się z tą z metki.

I nie dajcie sobie nigdy wmówić, że “tam wisi nieaktualna plakietka cenowa”. Obowiązkiem sklepu jest Wam sprzedać produkt w cenie ofertowej, czyli tej, która była na metce. I warto mieć dowód przy sobie, bo zdarza się, że pracownik sklepu, który idzie sprawdzić cenę, nie może znaleźć plakietki.

No więc sprawdzam paragon i cóż widzę…

Paragon Auchan

Auchan zdecydował się sprzedać mi Monte w super-mega-promocyjnej cenie – zaledwie 4,26 zł za 4-pak. Nazwa produktu się zgadza więc nie ma mowy o pomyłce. Absolutnie nie będę protestował. Gdyby Pani nabiła mi niewłaściwy produkt lub niewłaściwą ilość, to miałbym wyrzuty sumienia, że okradłem sklep. Ale tu nie było pomyłki. No to w końcu ile kosztuje to Monte?!

Od razu pomyślałem, że to dobry temat na blogową kontynuację rozmowy z “Pytanie na śniadanie”. Do podsumowania brakowało mi kosztów z jeszcze kilku sklepów – niekoniecznie tak tanich jak Auchan.

Gabi była wczoraj w Leclercu więc strzeliła mi od razu fotkę ceny Monte w tym sklepie – wynosiła ona 5,69 zł.

Cena Leclerc

Ja z kolei udałem się do osiedlowego FreshMarketu, który znajduje się na dole w moim bloku (i to tutaj najwygodniej byłoby mi dokonywać zakupów). Cena tego samego produktu = 6,05 zł!

Cena FreshMarket

Do kompletu brakowało już tylko Tesco. Tam cena wynosiła 5,99 zł w “promocji” ;-). Czyli potwierdziło się, że nasza lista rankingowa sklepów nadal pozostaje aktualna.

Ale Gabi nie odpuściła. Stwierdziła, że skoro robię takie fajne zestawienie, to sprawdzi jeszcze Żabkę oraz taki typowy, niesieciowy sklepik osiedlowy. No i zrobiło się naprawdę ciekawie. Daję fotki gorszej jakości (z telefonu Żony), ale wiem, że bez nich trudno będzie uwierzyć.

Cena w Żabce wynosiła 6,79 zł.

Cena Żabka

A cena w sklepiku osiedlowym 7,30 zł! Przemiła obsługa i chyba za to się przede wszystkim tam płaci. Ale nie wiem czy mnie na to stać. Nie tylko finansowo, ale i mentalnie…

Cena sklep osiedlowy

Ile przepłacasz na Monte?

Zdarza mi się dyskutować z różnymi osobami na temat tego, czy współczynnik inflacji ogłaszany przez GUS prawidłowo odzwierciedla wzrost kosztów życia rok do roku. Wiadomo, że nie. Ale patrząc też z drugiej strony: narzekamy często na koszty życia i to jak bardzo zdrożała żywność, a tak naprawdę nie korzystamy z oręża jakim dysponujemy: kupowania tam, gdzie jest najtaniej.

Zgodzę się, że nie zawsze nam się opłaca analizować lub jeździć na drugi koniec miasta (chociaż w miastach wiele sklepów jest naprawdę w niewielkim zasięgu), ale w takim przypadku zalecam przynajmniej przyznanie się przed samym sobą, że nie zależy Ci na oszczędnościach i zamknięcie buzi na temat tego, jak jest źle. Wiem, że najlepiej byłoby mieć wszystko podane pod nos, ale właśnie za tą wygodę płaci się “frycowe”.

Wróćmy do nieszczęsnego Monte:

  • Najwyższa cena to 7,30 zł
  • Najniższa cena to 4,26 zł
  • Różnica w cenie to 3,04 zł na jednym 4-paku, czyli w najdroższym sklepie trzeba za ten sam produkt zapłacić 71% więcej!
  • Nawet jeśli uznamy, że cena 4,26 zł była wypadkiem przy pracy Auchan i jako cenę bazową przyjmiemy 5,39 zł, to i tak różnica między najtańszym a najdroższym sklepem wyniesie 35%. Niemało!

I o tym właśnie mówiłem wczoraj w telewizji. Możesz spokojnie przyjąć, że na zakupach jedzenia da się zaoszczędzić co najmniej 10% – kupując dokładnie te same produkty. Łatwo nie jest i nikt nie obiecywał, że będzie, ale się da.

Dla naszej rodziny 10% kosztów jedzenia, to 200 zł / m-c. Może jeśli zarabiasz grube tysiące, to nie warto Ci walczyć o 200 zł miesięcznie. Ale w sytuacji podbramkowej, liczy się każdy grosz. Ja dodatkowo uważam, że lepiej żeby te 200 zł pracowało w moich inwestycjach, niż było konsumowane przez sklepy dyktujące wyższe ceny.

A propos inwestycji: o tym jak dobrze zainwestować 200 zł będziesz mógł przeczytać już niedługo. Wspólnie ze Zbyszkiem z bloga APP Funds pokażemy Ci jak zagonić Twoje pieniądze do ciężkiej pracy.

Co daje mi występ w telewizji?

Na początku artykułu obiecałem Ci, że napiszę co dał mi wczorajszy występ w telewizji. Chociaż wychodząc ze studia miałem wrażenie, że niewiele udało mi się powiedzieć, to po raz pierwszy po wizycie w telewizji drgnęły mi statystyki na blogu. Świadomie używam słowa “drgnęły”, bo mój występ przyprowadził mi pomiędzy 9:00 a 10:00 około 200 dodatkowych odwiedzających. Czy to dużo? Jeśli weźmiemy pod uwagę zasięgi telewizji śniadaniowej, to wynik należy uznać za bardzo słabiutką “konwersję”. Na poniższym wykresie możesz zobaczyć porównanie ruchu z dwóch dni: poniedziałku i wtorku.

Oglądalność bloga

I to tyle jeżeli chodzi o mit typu “telewizja da Ci ruch”. Niemniej jednak uważam, że telewizja, czy występy w radio, pomagają mi “nieść kaganek” edukacji finansowej. Ja raczej uważam się za długodystansowca. Wierzę, że takie, nawet drobne i niezauważalne działania, są potrzebne. Że już nie wspomnę, że z perspektywy autopromocji “bycie w TV” ma jakieś tam przełożenie na budowanie marki osobistej.

Bardzo podobała mi się ostatnio moja wizyta w Radio PIN. Tam miałem szansę powiedzieć znacznie więcej niż wczoraj w TVP2. Jeśli nie miałeś okazji wysłuchać mojego wystąpienia, to mam już nagranie tego słuchowiska (odsłuchaj poniżej albo ściągnij jako plik MP3).

 

Dla zainteresowanych: radio nie ściągnęło praktycznie żadnego ruchu na mojego bloga, a przynajmniej nie widać tego w ogóle w statystykach.

A jeśli jesteś zainteresowany jak wygląda studio TVP2 “od kuchni”, to wczoraj zamieściłem kilka zdjęć na Facebooku. Kliknij tutaj, aby zobaczyć ten album.

Do jutra :)

W tym tygodniu bardzo często dla Was piszę. I jutro także opublikuję nowy wpis. Muszę! Jutro jest Światowy Dzień Oszczędzania. Ale obiecuję Wam jedno – ten wpis w ogóle nie będzie o oszczędzaniu. A mimo to będzie dla mnie szczególny i bardzo, bardzo ważny. Mam nadzieję, że Was zaintrygowałem 😉

Ciekawy jestem, jak Wam idzie tropienie absurdów cenowych. Może macie jakieś fajne, ciekawe przykłady “dmuchania cen”? Chętnie przeczytam o tym w komentarzach :)

Nieustająco dziękuję Ci za to, że czytasz mojego bloga i zachęcam do dzielenia się wieścią o jego istnieniu z Twoimi znajomymi. Miłego dnia!

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach o oszczędzaniu pieniędzy. Nie ujawnię nikomu Twojego adresu!



{ 250 komentarzy… przeczytaj komentarze albo dodaj nowy komentarz }

na plus blog Październik 30, 2013 o 13:42

Ładnie to wszystko wygląda na przykładzie jednego produktu. Gorzej, jak wybierasz się raz, czy dwa razy w tygodniu do sklepu na większe zakupy (kto ma czas co dzień latać po marketach?). Nigdy nie będziesz miał pewności, że tam gdzie kupiłeś tanio Monte, kupiłeś również tanio całą resztę produktów. Całość sprowadza się zatem trochę do teoretyzowania, bo różnice cenowe (w zależności od składu koszyka) mogą się po prostu zbilansować, ale z pewnością warto omijać szerokim łukiem tych, którzy ceny mają absurdalne.

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 30, 2013 o 13:59

Hej Na Plus,

Dokładnie tak jak piszesz. Moim celem było wyłącznie pokazanie, że różnice są kolosalne. My już mamy wypracowaną strategię zakupów i tak jak pisałem – jesteśmy co jakiś czas w różnych sklepach kupując różne produkty.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Anon Październik 30, 2013 o 20:42

Czy planujesz w takim razie artykuł na temat strategii robienia zakupów? Tzn. wiem, że jakieś gazety robią porównania koszyków zakupowych, ale mi bardziej by chodziło o informację o sposobach na zakupy w dużych, średnich i małych miejscowościach oraz na wsiach. Podział dla osób, które nie mają czasu i tych co mają go całe mnóstwo (lub co zrobić jak masz mało czasu lub domownicy chorują i nie ma kto zrobić zakupów – taksówkarze są dosyć drodzy). To by chyba interesowało czytelników.

W dużym mieście robię zakupy w Makro (surowe ryby i mięso, nabiał, zgrzewka piwa, czy alkohole (ceny wysokie, ale jest wybór)). Jak coś na sztuki potrzebuję do domu lub do małej firemki, to supermarket typu Carrefour lub sklep osiedlowy.
Jak nie mam czasu to Alma lub Tesco z dostawą do domu (czas też się liczy), Piotr i Paweł też chyba robi dostawy do biura/domu.
Oprócz tego lokalne budy lub stragany z warzywami i sklep rybny (tylko ryby wędzone, bo jeśli chodzi o surowe to w okolicznych rybnych albo stare i śmierdzi, albo nie ma wyboru poza dorszem i łososiem).
Elektronika przez internet, drobne agd w lokalnym sklepie (bo mają głównie polskie lub niemieckie produkty w dobrych cenach) – minus jest taki, że za każdym razem sprzedawcy zapytani o cenę tłumaczą dlaczego jest to drogie w porównaniu do chińszczyzny (wg mnie nie jest, a pytam o cenę, bo po prostu część produktów jest na półkach za ladą i nie widzę metek z ceną).
Oczywiście jak mam czas to jedzenie kupuję na wsi od rolników i w małych, lokalnych sklepach.

Wydaje mi się, że część czytelników może nie wiedzieć ile sklepów umożliwia zakupy spożywcze przez internet z dostawą do domu (często wliczoną w cenę produktu) i na jakiej zasadzie to działa. Może przydałoby się wyjaśnienie, ewentualnie porównanie cen, ustrzelenie promocji?

Podobnie ze sklepami wielkopowierzchniowymi. Ja nie wiedziałem, że Tesco jest drogie, po prostu nie zwróciłem uwagi na różnice w cenach. Może przywołasz statystyki dotyczące cen z istniejących opracowań? Jeśli już w tym kierunku zmierzasz (zdjęcia z półek w artykule), to część rzeczy możesz zlecić na zewnątrz (monitoring cen) – o ile będzie Ci się to opłacać (koszt vs zysk z ruchu na stronie). Podejrzewam, że przedruk skrótu artykułu z bloga na temat koszyka zakupowego mógłbyś sprzedać jakiejś gazecie.

Wydaje mi się, że porównania cen lub wyjaśnienie jak szukać tanich produktów w internecie też by się przydało. Mam znajomych, którzy nie wiedzieli o istnieniu porównywarek cen, a do zakupu książek przez internet nie używali praktycznie niczego prócz empika itd.

Tematów w zakresie oszczędzania na zakupach jest mnóstwo i na pewno mógłbyś jeszcze temat rozwinąć w zależności od zainteresowania czytelników (jakaś ankieta?).

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 30, 2013 o 20:51

Hej Anon,

Bardzo dobre koncepcje przedstawiasz. To co proponujesz chodzi mi po głowie, ale odkładam to na później, bo wymaga to dużego zaangażowania koncepcyjnego i nadzoru żeby zrobić to na rzetelnym poziomie. A mimo wszystko sporo bardziej prozaicznych, ale jednocześnie ważnych tematów, mam w planach.

Ale przyznaję, że utrafiłeś z koncepcją idealnie. To jest coś, co byłoby bardzo przydatne i generalnie leży sobie u mnie na liście przyszłych projektów – obok zestawień ofert operatorów komórkowych, ubezpieczeń OC/AC wraz z kruczkami w umowach i kilku jeszcze innych.

Mam w planach pierwsze produkty, z których przychody chcę inwestować właśnie w takie bardziej długofalowe przedsięwzięcia. Wszystko małymi krokami… ale nie zwalniając tempa.

Dzięki wielkie i miłego wieczoru :)

Odpowiedz

hobbit Listopad 14, 2013 o 20:49

a może stworzyć jakiś społecznościowy system informacji cenowej? wtedy będzie można wbić listę zakupów do zrobienia i w stylu jakdojade.pl dostanę rozpiskę jakzaoszczedze.pl ze zoptymalizowaną cenowo listą produktów :) i np. jakimś ich sprytnym podziałem ze względu na odległość sklepów w których mogę skompletować zakupy?

Odpowiedz

name Marzec 4, 2014 o 12:21

Listonic ma coś takiego. Chodzi tylko o to, żeby w jakiś sposób przekonać sklepy, żeby wysyłały do jakiejś centralnej bazy aktualne cenniki. Ceny potrafią się zmieniać z dnia na dzień.

Odpowiedz

Zulu Październik 31, 2013 o 10:03

Pomysł z kupowaniem różnych produktów w różnych miejscach niesie ze sobą kilka niebezpieczeństw, Po pierwsze żeby nie tracić czasu trzeba robić od razu większe zakupy aby wyprawa do sklepu/sklepów nie była zbyt częsta bo wtedy straconego czasu nie zrekompensują nam oszczędności. Osoba niedoświadczona robiąc zakupy na dwa tygodnie, może niektórych produktów kupić za dużo i się zmarnują. Albo porostu konsumować więcej (jak leży w domu to się łatwiej sięga) i zakupy które miały starczyć na 2tygodnie starczają na tydzień :)
Najpierw trzeba sobie wyrobić odpowiednie nawyki.

Odpowiedz

GrzeTor Listopad 10, 2013 o 18:47

Wg tego co czytałem wyrobienie sobie nawyków trwa od 30 do 60 dni.

Odpowiedz

agnes Grudzień 11, 2013 o 08:02

jejku kiedy wy ludzie zrozumiecie, ze wysokie ceny w malych sklepikach nie wyniakaj z ich pazernosci czy milej obslugi ale z tego, ze sa to sklepy niesieciowe, małe, ktore zamawiaja male ilosci towaru przez co nie sa w stanie dostac tak duzych upustow jak giganci typu auchan, l’eclerc itp. poza tym giganci moga nabywac towary prosto od producentow, czyli omijaja juz jednego dostawce, ktory tez musi zarobic a przez to, ze kupuja tysiace sztuk dostaja wybitnie dobre ceny i wtedy na swoich polkach moga z nich schodzic az milo. taki maly sklepik badz sredni bierze towar z hurtowni, wybor tez ma niewielki, sprzedaje mniej rzeczy wiec zeby mu sie to zwrocilo i zeby jeszcze mogl na tym zarobic musi miec cene duzo wyzsza niz hiper markety. powaznie tego nie rozumiesz tylko sie dziwisz?

Odpowiedz

Diana Listopad 27, 2014 o 07:50

ja co tydzień sprawdzam gazetki marketów i drogerii, porównuję ceny, sprawdzam ile dane produkty kosztują normalnie (mam już jakiś pogląd o cenach)

Odpowiedz

magda Listopad 5, 2013 o 09:54

No właśnie to samo pytanie mi się nasuwa: jak to wiedzieć bez karkołomnego latania po sklepach. To raczej jest niemożliwe do wykonania:(( więc i tak gdzieś się przepłaci za coś niestety – to jest wiadome z góry. Pytanie dobre jest – jak sobie z tym poradzić? Tak , żeby zawsze trafić do taniego sklepu:) Jakieś pomysły?

Odpowiedz

agnes Grudzień 11, 2013 o 08:16

moj sposob jest taki, ze przegladam wszystkie gazetki reklamowe sklepow ktore mam w okolicy i to czego mozna zrobic zapasy, kupuje po promocyjnych cenach w wiekszych ilosciach. raz, ze oszczedzam kase to i czas bo nie musze latac co chwile do sklepu. na przykladzie rossmanna podam, z dziedziny kosmetycznej. co ok 2 tyg sklep wydaje nowa gazetke. promocje czesto sie powtarzaja, tak wiec zazwyczaj udaje mi sie zrobic zapas do kolejnej. wertuje, zapisuje, ide kupic. np szampony w cenie normalnej (mowie o tych ktore uzywam) 7 zl, w promocji 5. biore od razu ok 6 – mam dlugie wlosy, myje co drugi dzien wiec szybko schodzi. mydlo, cena normalna 2 zl, na promocji 1,50. biore 10 szt. spojrz, ze szampony w normalnej cenie kosztowalyby 42 zl, ja zaplacilam 30. 12 zł roznicy. wg mnie duzo. za mydla zamiast 20 zl place 15- kolejne 5 zl w kieszeni. lacznie 17 zl oszczedzone tylko na tych 2 rzeczach! a gdzie jeszcze inne? oczywiscie nalezy pamietac by kupowac wszystko z glowa i by promocja nie przycmila nam mozgu, bo po co komu 7 szamponow gdy ma wlosy sciete na jeza, a 1 butelka starcza na pol roku. ale wiele produktow z dlugim terminem mozna w ten sposob nabyc. np puszki, makarony, kasze, bakalie, herbaty, slodycze, mleko uht, napoje itp itd. wiec do codziennych zakupow pozostanie nam pieczywo, nabial, mieso, warzywa i owoce. warto tez zakladac roznego rodzaju karty lojalnosciowe,np tesco daje bony znizkowe, rossman w tamtym roku mial 20% znizke na caly asortyment.

Odpowiedz

Agnieszka Wyrzykowska Październik 30, 2013 o 13:46

Świetne wyliczenia i bardzo inspirujący wpis. Aż muszę sprawdzić, czy mam Auchana gdzieś w okolicy. No i narobiłeś mi smaku na Monte, wieki nie jadłam! 😉

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 30, 2013 o 14:00

Hej Agnieszka,

Wpis napisany, mailing wysłany, no to się udaję w kierunku lodówki i też „schrupię” promocyjne Monte :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Rafał [HS] Październik 30, 2013 o 14:10

Jasne, jasne, widzę co tam dla siebie tak naprawdę kupiłeś… :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 30, 2013 o 14:13

Hahaha te specyfiki zostawiam sobie na wieczory 😉

Widzę, że artykuł spotkał się z Waszym ciepłym przyjęciem – aktualnie 150 osób na blogu. Milutko :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Sebastian Październik 30, 2013 o 13:49

W moim przypadku jest jeszcze gorzej. Jogurty moich dzieci w okolicznych sklepach wahają się pomiędzy 1,09 i 1,29 ale €. Jak pojadę na zakupy oddalone o 50 km to te same jogurty kosztują 0,29€. Na całych zakupach oszczędzam jakieś 35-40% co przy kwocie około 100-150€ robi różnicę nawet jeśli doliczę 10€ za przejazd. A czas na dojazd jest dobry na podcasty albo poukładanie w głowie spraw do załatwienia, a i przejazd autostradą nie trwa długo.

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 30, 2013 o 14:16

Hej Sebastian,

Ty to masz przerąbane w tym dalekim kraju. Może powinniśmy Ci paczki z kraju wysyłać 😉

Pozdrawiam

Odpowiedz

Sebastian Listopad 4, 2013 o 16:35

Wiesz, jak bym Ci zrobił pełne zestawienie to z wieloma produktami byłbyś zaskoczony ile przepłacasz w Polsce. Np. paliwo zawsze mam taniej niż w PL, o winach nie wspomnę bo różnica pomiędzy cenami w Polsce i lokalnie (dla mnie) jest nawet kilkunastokrotna.
Wypracowałem sobie jednak sposób robienia szybkich zakupów. W piątek wieczorem sklepy są dłużej czynne więc jadę na dwie godziny przed zamknięciem, pełne półki przygotowane na sobotnie tłumy, a klientów prawie nie ma. Jedno miejsce na pieczywo, chemię i mięso, drugie na warzywa i owoce. I co ciekawe obowiązują jeszcze promocje z tygodnia, ale także promocje na weekend :)

Odpowiedz

Grzegorz Styczeń 16, 2014 o 09:01

A Sebastian pewnie zarabia 1200 zł i płaci 1,29 euro za jogurt.
Mieszkasz za granicą zarabiasz w euro a nie w PLN.
Mój szwagier mieszka w UK i krzyczy jak tu drogo, laptop kosztuje 3000 zł czyli 600 funciaków, w Polsce pracowałby na niego miesiąc w UK 1 tydzień ale twardo mnoży razy 5:)

Odpowiedz

Jakub Luty 27, 2014 o 13:26

Akurat wiele rzeczy kupuję w uk wysyłkowo do PL i jeszcze mi się to opłaca sprzedać drożej.

Odpowiedz

ZP Październik 30, 2013 o 13:54

Z tym żarciem to jest skomplikowana łamigłówka, ponieważ oprócz łatwego podziału – mały sklep = wysoka cena, duży sklep = niższa cena, w każdym z tych supermarketów opłaca się kupować coś innego. I na dodatek ceny często się zmieniają.

Dziękuję za zalinkowanie i mam nadzieję, ze dzisiejszy sukces IPO PKP Cargo spowoduje większe zainteresowanie także nieco bardziej ryzykownymi sposobami pomnażania pieniędzy.

Odpowiedz

na plus blog Październik 30, 2013 o 14:04

Zbyszek, gratuluję „złotego strzału”. IPO wypaliło i faktycznie może wciągnąć do giełdowej zabawy przyglądających się obecnie z boku, bo temat zrobił się mocno medialny.

Jedna rzecz mnie tylko u Ciebie na blogu zaniepokoiła. Chcesz powrócić do prezentowania portfela inwestycyjnego. Piszesz o wersji 2.0 (?). Pamiętam, jak swego czasu wycofałeś się z publikowania tego typu informacji i wówczas uznałem to za słuszną decyzję. Pieniądze na giełdzie lubią ciszę, a gro czytelników, którym rzucasz na pożarcie swój portfel, potrafi nieźle nabrudzić na blogu. Wiem o czym piszę, bo sam się z upublicznienia portfela (po nieprzyjemnych komentarzach i @) wycofałem. Z perspektywy czasu – wyszło wszystkim na zdrowie, więc po co psuć coś, co dobre? :)

Odpowiedz

ZP Październik 30, 2013 o 14:10

Dzięki za gratulacje. Tak, parę PLN-ów wpadło i co ważne, nie tylko mnie.

Co do portfela -spokojnie, będzie bardziej uniwersalny i właśnie do otwartej dyskusji. Wszelkie uwagi będą mile widziane.

Odpowiedz

Anon Październik 30, 2013 o 19:41

Ja jestem za upublicznieniem portfela. Dla mnie byłoby to bardzo pomocne.

Oprócz tego byłbym zainteresowany zobaczyć u Ciebie lub u Michała aktualne porównanie IKZE. Szczególnie, że zbliża się koniec roku podatkowego dla osób fizycznych. Kolejnego roku, w którym znowu nie miałem czasu porządnie zoptymalizować podatków i znów płacę 32% dochodowego. Dlatego wolałbym czytać o takich rzeczach jak IKZE mimo, że można tam wrzucić raczej niewielkie kwoty i oszczędzić niewiele (trochę ponad 1000 zł na podatkach) niż o jogurtach o 50 groszy tańszych (mimo, że też jest to też ważny temat dla większości czytelników).

Skoro czytasz tutaj komentarze, to mam kolejną rzecz – może napisałbyś coś o długoterminowym inwestowaniu w kontekście rachunku maklerskiego w ramach ikze? Obecnie robię porządki jakiegoś osadu, o którym zapomniałem, że leży w mbanku (obecnie używam głównie bm aliora, ze względu na niższe prowizje) i zobaczyłem tam takie cuda jak ideon (kupowany chyba jeszcze jako centrozap), lubawa, agroton, tpsa i tym podobne kwiatki. Idealnie byłoby to sprzedać ze stratą w diabły i tym samym nie zapłacić podatku od zarobku na pekao (parę stówek), czy dzisiejszego cargo (kolejne 600 zł podatku), a część uzyskanej gotówki wpłacić po prostu na rachunek maklerski w bossa (ikze) i traktować to jako długoterminową spekulację. Wydaje mi się, że nie wszyscy mają czas na grę codziennie, czy nawet kilka razy w miesiącu (ja do takich osób należę), a byłyby zainteresowane informacjami na temat strategii typu „ja bym kupił akcje następujących spółek z wig30 w tym tygodniu, ustawił stop-lossy na -15% i sprawdził notowania w grudniu, jak będzie +30% to bym sprzedał”. Oczywiście miałoby to sens dla Ciebie o ile idzie to w parze z Twoimi zakupami, a nawet nie wiem czy masz rachunek w ramach IKE lub IKZE.

Odpowiedz

ZP Październik 30, 2013 o 20:20

Teraz za bardzo nie mam warunków, więc postaram się odpowiedzieć jutro rano.

Pozdrawiam

Odpowiedz

ZP Październik 31, 2013 o 07:15

Skoro płacisz wysoki podatek dochodowy (32 proc.), faktycznie warto zastanowić się nad IKZE, ponieważ składkę odliczamy od podstawy opodatkowania. W tym roku maksimum wynosi 4231,2 zł (max. 4 proc. Twojego wynagrodzenia brutto za poprzedni rok).

IKZE nie były dotąd popularne, ponieważ przy ich likwidacji mieliśmy płacić podatek dochodowy w nieznanej nam obecnie skali (takiej, jaka będzie wtedy obowiązywać). Dlatego rząd chce zachęcić wszystkich do IKZE i obiecuje od przyszłego roku wprowadzenie niższego podatku ryczałtowego. Ma to być niby jakąś tam rekompensatą za zamianę obligacji w portfelach członków OFE na zapisy w ZUS-ie.

Z kolei IKE nie można odliczać od podatku, ale w zamian nie płacimy tzw. podatku Belki. Na dodatek limit wpłat jest dużo wyższy – w tym roku 11 139 zł.

Więcej informacji o IKE i IKZE znajduje się na przykład tutaj: http://bossa.pl/oferta/IKE/

Moim zdaniem warto rozważyć dwie opcje – jedną strategię kompletnie pasywną i otwarcie IKE obligacyjnego – http://www.obligacjeskarbowe.pl/index.php?id=konto&samSession=7871c9eac5fe1a1a9c15aa85682176a9

W ten sposób kupujemy obligacje SP i nie są one obciążane „podatkiem Belki”, albo nieco bardziej wymagającą wersję – IKE w biurze maklerskim.

W tym drugim przypadku można też na przykład kupować wyselekcjonowane obligacje korporacyjne.

Z kolei, jeśli chodzi o akcje odnotujemy podwójną korzyść – nie zapłacimy nie tylko podatku od zysków kapitałowych, ale także od dywidend.

Co jest na minus?

Głównie niestabilność państwa. Nie wiadomo, co zrobi ten czy kolejny rząd w systemie emerytalnym – wystarczy przeanalizować sprawę OFE.

Sam przetestowałem w tym roku częściową wypłatę środków i proces przebiegł sprawnie, szybciej niż przepisowe 30 dni. Tu mamy kolejną korzyść – jak się nam coś nie spodoba, możemy wypłacić całość lub tylko część pieniędzy. Inaczej mówiąc, w przypadku groźby grabieży (wariant Cypr 2.0) istnieje szansa na jakąś reakcję.

Co do konkretnych strategii akcyjnych, będziemy o tym dyskutować w trakcie. I ma to raczej polegać na tym, żebyś Ty mógł sam zbudować coś sensownego w oparciu o nasze pomysły, niż dostał gotowy system do skopiowania.

Dlaczego? Każdy z nas jest inną osobą, inaczej wygląda jego tydzień pracy, sytuacja rodzinna, profil ryzyka itd. I te wszystkie czynniki powodują, że model inwestycyjny musi być idealnie dopasowany do Ciebie, abyś się z nim dobrze czuł i w ten sposób zwiększył szansę na zyski.

Ciąg dalszy nastąpi na naszych blogach.

Odpowiedz

Anon Październik 31, 2013 o 17:59

@ZP
Nie widzę przycisku ‚Reply’ pod Twoją wiadomością, więc podczepię się pod swoją.

Dzięki za informację o braku podatku od dywidend w ikze. Zapomniałem o tym kompletnie. W takim razie w ikze będę wrzucał głównie spółki dywidendowe, bo tam i tak nie będzie czym grać (limity wpłat). Mam nadzieję, że nie wyjdę na tym jak na tpsa czy lubawie, dlatego ustawię sensowne stop-lossy i w razie odwrócenia trendu zostanę z gotówką.

Nad IKE muszę się jeszcze zastanowić, ponieważ można tam wpłacić pieniądze dopiero po opodatkowaniu, a w razie konieczności wcześniejszej wypłaty (np. w przypadku planów na cypryzację oszczędności) i tak trzeba będzie belkowe zapłacić.

Co do obligacji to nie wierzę naszemu krajowi, a tym bardziej państwu którego jest częścią, więc raczej nie jestem zainteresowany tymi papierami. Do tego proponowane przez Ciebie PKO pobiera chyba roczną % opłatę od stanu rachunku, w BOŚ tego nie widzę (albo źle patrzę).

Jeśli mowa o niestabilności państwa, to może przydałby się artykuł o tym jak otworzyć rachunki w innym kraju, jak i poza granicami UE? Sam się zastanawiam kiedy zniknie 10% kwoty z rachunków w krajach UE (debaty wciąż trwają) oraz co z funduszami inwestycyjnymi. Sam mam środki w funduszu parasolowym, ale zablokowali mi dostęp przez internet, bo od kilku lat się tam nie logowałem (ale i tak są tam niewielkie kwoty). Może tego nie będą w ogóle ruszać? Informacja na temat tego jak trzymać nieduże kwoty poza UE (Azja?) byłaby przydatna dla niektórych czytelników.

Cieszy mnie, że pojawią się artykuły o strategiach inwestycyjnych.

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 30, 2013 o 14:05

Hej ZP,

„Nie za ma co” :) PKP Cargo rzeczywiście dało ładnie zarobić (bardzo ładnie).

Pozdrawiam!

Odpowiedz

cieniasek Październik 30, 2013 o 13:55

A „przypadkiem” nie wysiurali Cię na pepsi?
Miał być dwupak za 5,54 zł, a jest chyba 5,54 za butelkę….

Tak przy okazji to jakiś tydzień temu był w LIDLu czteropak za około 11,5 zł :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 30, 2013 o 13:57

Hej Cieniasek,

Ja kupiłem 4x dwupak, czyli łącznie 8 butelek 2-litrowych. Wszystko się zgadza :-) Cena LIDLowa też bardzo ładna!

Pozdrawiam!

Odpowiedz

krool Październik 30, 2013 o 14:18

Niech Bóg ma w opiece twój żołądek… :)

pzdr

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 30, 2013 o 14:23

Hej Krool,

Przyłączam się do Twojej modlitwy 😉

Pozdrawiam

Odpowiedz

Sebastian Listopad 4, 2013 o 16:38

Po co Ci tak dużo odrdzewiacza?

Odpowiedz

ewelinaa Październik 30, 2013 o 14:37

A co to znaczy „wysiurali” 😀

Odpowiedz

Jacek Pastuszko Październik 30, 2013 o 14:03

Widziałem kiedyś podobne różnice w cenach tego samego produktu w różnych sklepach. Jak widać warto zrobić rekonesans i częściej odwiedzać sprawdzone sklepy z dobrymi cenami.
Co sądzisz Michale o produktach robionych specjalnie dla dużych sieci handlowych? Często są to podobne produkty do tych reklamowanych w telewizji ale dużo tańsze. Słyszałem, że to ten sam produkt ale w innym opakowaniu i z niższą ceną.
Pozdrawiam,
Jacek Pastuszko

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 30, 2013 o 14:09

Hej Jacek,

Jeśli wiem co jest w środku takiego opakowania z logo hipermarketu (czytaj: z tyłu jest napisane który producent to coś produkuje), to raczej nie mam obaw w eksperymentowaniu. Ale mimo wszystko warto porównywać ceny z tymi „oryginalnymi” produktami.

Za to nie lubię praktyki Biedronki, która zamawia całe partie towaru w niestandardowych „metrażach”, np. 0,9 litra napoju zamiast 1 litra itp. Pioruńsko utrudnia mi to porównywanie cen 😉

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Marcin Październik 30, 2013 o 14:32

Owszem, niestandardowe opakowania w Biedronce mogą być mylące, ale zawsze jest przecież informacja o cenie jednostkowej.

Odpowiedz

Ketiks Październik 30, 2013 o 16:24

A to akurat, drogi Michale, są praktyki nie Biedronki, a wszystkich jej dostawców.
Biedronka bardzo chciałaby mieć takie same opakowanie co rynkowe (tyle, że w niższych cenach). To niestety dla każdego producent byłoby założeniem sobie pętli na szyję i koniec relacji z resztą klientów na rynku.

Co do cen w sklepiku osiedlowym,to nie obsługa, a oczywiście braku efektu skali oraz pośrednik w postaci hurtownika po drodze (czyli dodatkowa cudza marża i wyższa cena już na starcie).

P.S. Bardzo doceniam Twój blog – tak trzymać! A i bardzo miło, że któryś Twój wpis zahaczył też nagle i o moją działkę, czyli marketing i zarządzanie marką/produktem. W razie jakiś Twoich wątpliwości, czy zainteresowania tym tematem polecam się i służę informacją :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Listopad 1, 2013 o 20:13

Hej Ketiks,

Fajnie, że blog Ci się podoba. Dziękuję za propozycję współpracy w kontekście marketingu i zarządzania marką. Spróbuję pamiętać :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Bartek Październik 30, 2013 o 16:17

W tym cudo sklepie jest jeszcze gorzej. Są zamawiane całe serie produktu u znanych producentów ale zmieniana jest nie tylko wielkość opakowania.
Np. Zamawiają całą partię kiełbasy podwawelskiej na promocję. Zatrudniają 40 testerów smaku w celu poszukiwania receptury najbardziej zbliżonej smakiem i wyglądem do oryginału a połowę tańszej. Produkują serię kiełbasy tylko że np. malutkimi literkami jest dopisane extra – tzn podwawelska extra. Producent – wielki i znany (nawet pod tym samym szyldem) , nazwa znana, smak „taki sam”, wygląd opakowania prawie identyczny jak oryginał itd. Różnica zasadnicza – wyprodukowany z połowy ilości mięsa co oryginał i koszt o połowę mniejszy. Proponuję w takich sieciach bardzo zwracać uwagę na skład „znanych produktów” zwłaszcza jak są w bardzo obnizonej cenie. Niestety znani producenci też są łasi na pieniądze i łatwy zysk jadąc na renomie. To samo podobno jest z napojami typu cola znanych producentów. Potrafią zmienić recepturę dla potrzeb jednej czy drugiej kampanii promocyjnej. I jak tak się dobrze przyjrzeć to weźcie sobie cole tego samego producenta z małego sklepiku, dużego sklepu i porównajcie jak będzie jakaś mega promocja – czasami zdarza się nawet inny skład procentowy (cukier, biłko itd) czy kaloryczność. Tak czy siak pamiętajmy, że ten sam smak nie zawsze jest tak samo produkowany – niestety. I niestety nie zawsze wystarczy porównać same ceny, zwłaszcza wtedy gdy ufamy jakiejś marce. Mam dziecko uczulone na soje i bardzo muszę na to uważać – polecam dokładne przestudiowanie metek promocyjnych wędlin znanych producentów i ich odpowiedników „tradycyjnych”.

Odpowiedz

Rafał [HS] Październik 30, 2013 o 14:03

Dokładnie, zawsze trzeba sprawdzać paragon po odejściu od kasy. Często się zdarzają „pomyłki”. O dziwo rzadko na korzyść klienta… :) ale jak już są to czasem wracam po więcej :))

Odpowiedz

Paweł Październik 30, 2013 o 14:24

Hej Michał.

Po przeczytaniu Twego wpisu mojej żonie rozgorzała między nami (dosyć gorąca) dyskusja. Doszliśmy do wniosku, że kalafiory na kalafiorową musiałeś podwędzić sąsiadce z ogródka, skoro koszt przygotowania był taki niski.

pozdrawiamy.
Paweł i Ania

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 30, 2013 o 14:12

Hej Paweł,

Trochę oszukujemy, bo nie robimy tej zupy ze świeżych warzyw tylko z półproduktów. Zupę robimy z mrożonek Hortexu kupionych okazyjnie. Te mrożonki nazywają się „Zupa jesienna”, „Zupa z…” itd. Sporo wody, kostka rosołowa i gotowe. Jak dla mnie – przepyszne.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Magda Listopad 4, 2013 o 22:08

A ja nabyłam dziś ogromnego kalafiora (>2kg) za 1,80 zł 😉 Kuroń miał swoją zupę, my mamy swoją: kalafiorową. 😉

Odpowiedz

Kasia Październik 30, 2013 o 14:27

Gratuluję wystąpienia w TV! Krótko, ale rzeczowo :)

Zainspirowałeś mnie, zaraz zrobię tabelkę najczęściej przez nas kupowanych produktów i zrobimy porównanie różnych sklepów. Dam znać jak pojawią się wyniki :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 30, 2013 o 14:13

Hej Kasiu,

No to koniecznie się podziel taką tabelką.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Alina Październik 30, 2013 o 14:29

U mnie kupowanie na zapas nie jest oszczędnością. Bo mój syn też lubi Monte. I gdyby w lodówce było tego tak dużo to zniknęło by za szybko.
Zgadzam się z tym, że Auchan jest tani a Tesco wbrew pozorom bardzo drogie. Sprawdziłam tez. Niestety do Auchan mam 20km więc muszę zrobić tam większe zakupy żeby wyjazd „się opłacał”.

Odpowiedz

robert Październik 30, 2013 o 14:30

Ja też jestem z tych oszczędnych (żona mówi że skąpy 😉 i zgadzam się z Twoim rankingiem sklepów, ale dziwi mnie że we Freshu i Żabce są różne ceny, przecież to jedna sieć, no ale każdy ma swoją politykę cenową. Nawiązując jeszcze do odwiedzin po TV to spodziewałem się czegoś mocniejszego.

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 30, 2013 o 14:18

Hej Robert,

Dziękuję za komentarz. Właśnie dlatego, że wszystkim wydaje się, że „TV musi ściągać ruch”, to pokazałem jak te statystyki tak naprawdę wyglądają. Ja to nawet rozumiem. Ktoś kto nie zna bloga i nie zna jego adresu, niekoniecznie musi go zapamiętać po tym jak na 5 sekund pojawi się podpis. Do tego mało kto siedzi i patrzy non stop w telewizję śniadaniową. Raczej się słucha niż ogląda krzątając po domu :)

Ale widziałem, że wczoraj na blogu pojawił się jeden komentarz wskazujący wprost na to, że ktoś wszedł bo zobaczył mnie w „Pytanie na śniadanie” więc nie mogę powiedzieć, że efektów brak :-)

Poza tym dodam, że to, że nie ma wejść na bloga nie oznacza, że mój komunikat nie dociera. Mam nadzieję, że dociera – tylko nie mam jak tego zmierzyć.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Gosia Październik 30, 2013 o 23:41

Michale dociera głośno i wyraźnie :-)

Szkoda tylko, że tak trochę Cię zakrzyczeli w tej telewizji. Dobrze, że u siebie wyjaśniłeś to szczegółowiej, bo towarzystwo nie do końca ogarnięte miałeś.

A co do produktów, to ja odnotowałam największe różnice na artykułach chemicznych np. proszek, płyn do płukania. Czasem nawet ok. 10 – 15 zł różnicy między sklepami.

Odpowiedz

Avarhith Październik 30, 2013 o 14:31

Zanim zgodzę się z artykułem, to pozwolę sobie nie zgodzić się z opiniami typu „może i Monte był tani, ale jak spojrzymy na wszystkie produkty to nie wszystkie są tańsze”. Pojedyncze produkty są tańsze w przypadku tzw. „promocji” na pojedyncze produkty, ale nie stałej ceny produktu.. a Michał opisuje tu sytuację stałej ceny. Jeśli ktoś nie wierzy – niech sprawdzi 😉 Wystarczy przejść się najpierw np. do takiego „Reala”, a tuż po tym do „Biedronki” i przejrzeć ceny poszczególnych produktów. Rozbieżność cen jest naprawdę duża – i jest to reguła.

Inna kwestia to jakość produktów. Niestety gdy kupisz herbatę w „Kauflandzie” (notabene też mają niskie ceny) oraz tę samą herbatę w sklepie pod domem – to niestety są to dwie różne herbaty… po prostu firmy, które podpisują kontrakty na dostarczanie produktów w ilościach bardzo hurtowych 😉 (np. tylko na zamówienie takiej Biedronki) przestawiają swoją produkcję na „dosypywanie mniej herbaty do herbaty” i to właśnie taka herbata trafia na półki sklepów, w których taniej możemy ją kupić. Jest to naturalna kolej rzeczy i te firmy nawet już się z takim procederem nie kryją – po prostu mniej im płacą, więc jakość też spada. Klient w tym wypadku też płaci mniej, ale za to dostaje produkt gorszej jakości.

Powyższe chciałem tylko napisać jako swojego rodzaju „uzupełnienie”.. bo osobiście i tak decyduję się na zakupy w punktach, które mniej kosztują mnie i moją rodzinę. Dla uściślenia – powyższa herbata, o której pisałem to Lipton Owoce Leśne

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 30, 2013 o 14:21

Hej Avarhith,

Dziękuję za komentarz. Dobre uzupełnienie.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Ziggy Październik 30, 2013 o 14:33

Cześć Michał,
To samo dotyczy Aptek. Ceny lekarstw potrafią się różnić o kilkadziesiąt procent w dwóch aptekach na tej samej ulicy. Na półkach z reguły nie ma cenówek i co wtedy? Stać w kolejce i pytać o ceny przed zakupem? Już nie wspomnę, że nie można wykupić części lekarstw z jednej recepty w jednej aptece a części w innej.
Farmaceutyka to jest dopiero potęźna machina „rąbania” klientów na kasę.
Pozdrawiam.

Odpowiedz

pozynegatywka Październik 30, 2013 o 14:49

Ja przed zakupami w aptece biorę telefon, dzwonię i pytam czy jest wszystko co mam do kupienia i w jakich cenach, głównie dlatego, że często leki lub ich zamienniki są sprowadzane dopiero na zamówienie.

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 30, 2013 o 14:23

Hej Ziggy,

Dokładnie! Ja od siebie dodam, że tradycyjnie tania apteka, jaką było ZIKO, jest już apteką całkiem drogą – przynajmniej dla wybranych leków. Przyzwyczaili klientów do niskich cen… i teraz ustawiają się tam nadal długie kolejki, a ceny mają wyższe niż w kilku okolicznych aptekach. Reklama dźwignią handlu.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Tomek Październik 30, 2013 o 19:13

Jeśli chodzi o apteki to mniej więcej wiem, które mają z reguły najniższe ceny, biorę telefon w rękę i dzwonię czy taki a taki lek jest, (bo bardzo często dopiero zamawiają i muszę jechać dwa razy) i w jakiej jest cenie.

Odpowiedz

ewelinaa Październik 30, 2013 o 14:35

Cześć Michale:) Wczoraj obejrzałam fragment w PnS, ale w internecie, bo rano na żywo nie dałam rady, i byłam….z lekka wkurzona. Gościu co siedział obok Ciebie, totalny ignorant i książkowy przykład nowobogackiego. Nie ma zielonego pojęcia w temacie, a swoją osobą zagarnął prawie cały czas antenowy. Tobie z kolei jako ekspertowi dali powiedzieć może ze 3 zdania, do tego nie miałeś nawet szans żeby się w temacie obronić. Już nie wspomnę o prowadzących, bo dla mnie ta para to totalna porażka. Ale krew mnie zalała jak usłyszałam wypowiedź na poziomie przedszkolaków: „a czy tańsze jedzenie nie oznacza gorszego”?? Widać , że ich móżdżki zostały już wzdłuż i wszerz zwalcowane przez marketingowców. Otóż NIE OZNACZA. Czy tańszy lek o tym samym składzie działania np. Aspiryna Bayerna, a aspiryna innej polskiej firmy jest gorsza w działaniu? Czy jogurt no name stojący na niższej półce, o tym samym składzie a nawet mniejszej zawartości cukru jest gorszy od Danone? Oczywiście , że nie – tu chodzi o prozaiczny marketing. Wielkie koncerny odbijają sobie to na cenie. A skład często jest zbliżony a nawet gorszy do tych z „niższej półki”. Kolejny przykład – woda „mineralna” . 2 l Muszyny, która zawiera dokładnie 1705 mg/l składników mineralnych, czyli de facto jest zdrową wodą prawdziwie mineralną, jest tańsza niż wielki „żywiec zdrój” , który tych składników ma ok 300!!!! mg/l , czyli jest totalną kranówą. Ludzie w łodzi mają w kranach więcej składników mineralnych niż w w/w wodzie. Ja jestem świadomą konsumentką, ceny produktów mam w małym palcu i też uważam , że najkorzystniej wychodzą mi zakupy w sieci auchan. Oczywiscie jesli doliczymy sobie benzynkę, jesli ktos ma dalej do tego hipermarketu czesto po prostu takie zakupy sie nie kalkulują, bo koszt dojazdu może przewyższyć oszczędność z zakuów towaru. Ja mam do auchana ok 6 km, jezdze tam raz w tyg i robie duze zakupy. Oczywiscie, równiez trzeba uważac na ceny, bo często robia mega promocje towaru, który przed promocja w standardowej cenie był tańszy:) Nie mniej np. widze różnice na przyprawach kamis. Lisc laurowy 0,98, pieprz 0,98 , musztarda ostatnio nawet 1,38! Tym samym w sieci piotr i paweł , LL 2,2 pieprz 2,2, musztarda 2,90. Podobnie ceny wyglądają w carrefourze. Warto patrzec na ceny i kalkulować. Warto sprawdzać paragon, bo często zdarzają się pomyłki w cenach między tą na paragonie a tą na etykiecie w sklepie. I znowu się rozpisałam:D ale u mnie zakupy to temat rzeka:) PS: monte (tylko nie max) takie standardowe małe 55g kupiłam we wtorek w sieci Biedronka za 4,69 za 8 szt:D ale promocja z tego co wiem tylko do dziś

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 30, 2013 o 14:36

Hej Ewelinaa,

Ja naprawdę rozumiem Twoje emocje i jestem Ci wdzięczny za stawanie po mojej stronie, ale bardzo proszę jednak o nie „jeżdżenie” po innych (to o tym zdaniu z móżdżkami). Dopóki mówimy o swoich emocjach i odczuciach – jest to OK, ale nie obrażajmy innych, OK?

Telewizja rządzi się swoimi prawami… i dlatego ja mam swój blog :) Tam bywam jako gość i w gościnie staram się zachowywać kulturalnie. Oczywiście, że być może można było powiedzieć więcej, ale wyszło jak wyszło. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz będzie okazja, by coś tam od siebie wnieść :)

Co do cen i przykładów, które podałaś – święte słowa. Nic dodać nic ująć. Jedni są w tym wszystkim skrupulatni i oszczędzają nawet przy małych przychodach, a inni – uważają że się nie da lub że nie warto. Z różnymi skutkami.

Pozdrawiam

Odpowiedz

ewelinaa Październik 30, 2013 o 14:54

Michale, ale ja nikogo nie obrażam – tylko stwierdzam obiektywny fakt..no może bardziej obrazowo :) Jeżeli ktoś bierze udział w takim programie i dostaje za to najprawdopodobniej pieniądze, to niech się chociaż do niego odrobine merytorycznie przygotuje a nie plecie trzy-po-trzy. Tak z szacunku do telewidzów chociaż.

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 30, 2013 o 15:05

Hahaha…

Z szacunkiem dla telewidzów stuprocentowo się zgadzam. Ja zawsze zastanawiam się przed programem co powiedzieć i jak powiedzieć (na zadany temat) żeby nie zajmować zbyt dużo czasu antenowego. Myślę, że jako tako mi się udaje 😉

Pozdrawiam cieplutko :)

Odpowiedz

Leszek Październik 30, 2013 o 14:37

Michał, proponujesz pstrykanie telefonem zdjęć cen produktów na półkach. Czy nie uważasz tego za troszeczkę obciachowe zachowanie. Wyobraź sobie cały sklep ludzi chodzących z aparatem w ręku i pstrykających foty. Czy nie prościej jest przed udaniem się do kas podjechać wózkiem samemu do czytnika i sprawdzić poprawność cen. Uniknie się w ten sposób wykłócania o cenę z kasjerką i tym samym blokowania i tak zbyt małej ilości kas ?

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 30, 2013 o 14:44

Hej Leszek,

Nie – nie uważam, że to obciachowe. Za bardziej obciachowe uważam dawanie się „rąbać” 😉 Nie wiem jak jest w Twoim przypadku, ale dla mnie samo podjechanie do czytnika nie załatwia problemu, bo nie pamiętam po prostu co tam było na plakietce z ceną.

I jeszcze jedno: problemów z rachunkiem nie rozwiązuje się przy kasie w hipermarkecie, więc się jej nie blokuje. Tego typu problemu załatwia się w dziale obsługi klienta lub dziale informacji, do którego oczywiście swoje trzeba odstać.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

kitsune Luty 18, 2014 o 11:32

A mnie zastanawia, czy odstałeś swoje by dopłacić różnicę do ceny półkowej i umożliwić sklepowi sprzedaż po cenie ofertowej 😛

Odpowiedz

Kaja Listopad 27, 2014 o 19:42

Ja też nie uważam za obciachowe, jeżeli sklep ma czelność nas oszukiwać na cenie (co jak widać się zdarza) to raczej robimy przysługę pozostałym osobom. Bo zakładam że po naszej interwencji sklep poprawi cenę na półce.

Odpowiedz

Bartek Październik 30, 2013 o 14:38

Uważam, że liczy się też odległość od sklepu… co z tego że mam najtańszy produkt w sklepie oddalonym 10 km jak mogę go kupić na miejscu. Koszty benzyny, biletu.
Po za tym markety liczą na promocji między innymi na tym, że oprócz zakupów z promocji kupi się inne produkty po normalnej cenie na których sobie zwrócą różnicę w promocji.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Tomek T Październik 30, 2013 o 14:40

Przeczytałem na szybko artykuł , Pisałem również do Michała na maila dot moich spostrzeżeń, pozwolę sobie jak będę miał chwilę wieczorem napisać dłuższy kometarz ale po kolei , To gdzie i po jakich cenach kupujemy ma duże znaczenie i tez już to dawno zauważyłem, kiedyś na ceny zwracałem mniejszą uwagę a zajmując się sportem wyczynowo dieta pochłaniała bardzo duże jak na mnie środki +- 1,5-2,5 tys miesięcznie, następnie przechodziłem przez etap śmieciowego jedzenia,pochlaniałem co popadnie i to również było dość drogie i niezdrowe. Szczęśliwie się złożyło , że po pewnym czasie kiedy zainteresowałem się tematem wolności finansowej również ponownie zacząłem sprawdzać co jem i po krótce , Nim bardzie przetworzone jedzenie tym droższe i z reguły mniej zdrowe a różnice w cenie bo o finansach tutaj są ogromne. Przykład ot choćby chleb „razowy” przeczytajcie prosze skład takiego za 3-4 zł (mąka razowa 10-20? mąka pszenna ??? karmel jako barwnik i konserwanty) nie trzeba być specjalistą aby zauważyć , że ani to zdrowe ani specjalnie tanie , no a dobry prawdziwie razowy chlebek sa takie np w pip chyba ok 7 czy 8zł hmm więc co ja robię? oczywiście wymagało to pewnych nakładów na nakładkę do maszynki do mięsa i maszynę do pieczenia chleba. Robię sam mąkę a następnie piekę pyszny , zdrowy, chlebek a cena nie przekracza razem z ceną prądu 1zł. Podobnie jest niemal z każdym produktem który spożywam i różnice są ogromne. Napisze tylko że dieta z białkiem na poziomie ok 2gr/kg masy(niemal jak u kulturysty), z dardzo dużą ilością warzyw i owoców , podstawowym źródłem tłuszczu w postaci najdrowszych dla człowieka oliwy z oliwek oraz oleju rzepakowego, zestawu multiwitamionowego oraz suplementu diety pomocnego przy treningach juz nie sportowych ale powiedzmy rekracyjnych oscyluje u mnie w granicach 5zł dzień, wymaga to oczywiście trochę zabawy i nie każdemu musi to odpowiadać ale może na niektorych dodatkowe 500,1000 czy więcej zl miesięcznie na inwestycje zadziała mobilizująco. Pozdrawiam

Odpowiedz

Przemek K. Październik 31, 2013 o 11:52

Jeśli zdecydujesz się temat rozwinąć, to będzie super :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Listopad 1, 2013 o 20:17

Hej Tomek,

Temat jest zdecydowanie warty rozwinięcia. Zdecydowanie czekam na Twój dłuższy komentarz :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

GrzeTor Listopad 10, 2013 o 19:09

Co do najzdrowszego dla człowieka tłuszczu, to postawiłbym raczej na olej MCT i masło z krów pasących sie, raczej niż na wywodzący się od zastosowań przemysłowych (oleje silnikowe) olej rzepakowy. I nie nazywałbym produktów ze zbóż zdrowymi – proponuję zaznajomić się z pracami pana Williama Daviesa, np. książką „Dieta bez pszenicy”.

Ogólnie najnowsze osiągnięcia dietetyczne to (chyba jeszcze niedostępne po polsku): „The Perfect Health Diet” państwa Jaminetów; „The Wahls Protocol” pani Terri Wahls; oraz Bulletproow Diet pana Dava Aspreya. Częścią wspólną ww. jest m.in. unikanie wszelkich toksyn, w tym m.in. glutenu.

Odpowiedz

Magda Październik 30, 2013 o 14:45

Ciekawy artykuł o rzeczach oczywistych. Tak oczywistych, że nikt się nad nimi nie zastanawia i… traci. Ja się kiedyś nacięłam na Tesco e-zakupy – niby fajna sprawa, nie trzeba dźwigać zgrzewek z wodą itd, ale jak porównałam ceny w Kauflandzie czy Simply, to zmieniłam zdanie.
PS. Nie mam już karty kredytowej – spłacona i pożegnana. :) DZIĘKUJĘ!

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 30, 2013 o 14:46

Hej Magda,

GRATULUJĘ spłaty i pożegnania karty! Super :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Leszek Październik 30, 2013 o 15:58

Dołączam się do GRATULACJI spłaty karty jednak nie rozumiem GRATULACJI z okazji pożegnania karty. Nie od dziś wiadomo że na umiejętnym korzystaniu z karty kredytowej można oszczędzić – zarobić i niestety komuś kto nie potrafi tych możliwości wykorzystać można tylko WSPÓŁCZUĆ.

Odpowiedz

Iza Październik 30, 2013 o 14:48

Nie wiem czy tu w komentarzach pojawił się taki case. Mianowicie podam mój przykład. Rodzina 3 osobowa. Wydatki na żywność m-c 700-800pln brak samochodu. no więc do rzeczy:
Auchan (uznajmy go za ten najtańszy)- znajduje się w odległości 10km od mojego domu. aby do niego dojechać potrzebuję 53min do 1h 7 min. (3 przesiadki). bilet godzinny w moim mieście kosztuje 4zł.
Gdybym miała jeździć po duże zakupy to( i tak nie jestem w stanie ich zrobić, bo nie mam jak ich dowieźć do domu), nie zaoszczędzę. Nawet powołując się na przywołany przez Ciebie przykład z najdroższego sklepu (7,30) i tak będę do przodu oszczędzając jakieś 3h czasu i co najmniej 5zł na bilety.
Konkludując – oszczędności na zakupach w różnych sklepach tych samych produktów- tak, jeżeli tylko inne czynniki nie mają wpływu na cenę ostateczną jaką poniesiemy z racji poszukiwania najtańszego odpowiednika.
Dla nas najtańszym rozwiązaniem na duże zakupy jest TESCO z dowozem do domu. oszczędność czasu, która w moim przypadku jest najistotniejsza.
pozdrawiam i dziękuję za uwagę 😉

Odpowiedz

Magdalena Październik 30, 2013 o 14:12

Do zakupów raz w tygodniu, lub dowiezienie tego co cięższe zakupiłam wózek, taki jak mają zazwyczaj babcie 😉 W jedną stronę mój syn ma podwózkę, w drugą ma gdzie się złapać, jeśli nie chcący muszę coś zapakować dodatkowo w reklamówce. Nie wstydzę się z nim robić zakupów. Mój kręgosłup jest ze mnie dumny 😉

Odpowiedz

Alicja Październik 31, 2013 o 00:00

Mam podobną sytuację, jak Ty, Magdaleno:) Odkąd z premedytacją sprzedałam samochód, zakupy robię na piechotę (ku zdrowiu) i z wózkiem (tez ku zdrowiu!), choć nie babcinym – ma futurystyczny wręcz design i parę razy pytano mnie, skąd on:) Ogromne oszczędności na samochodzie pozwalają mi przymykać oko na różnice cenowe w pobliskich sklepach. Nie wspominając o korzyściach zdrowotnych chodzenia gdzie się da na piechotę.

Odpowiedz

Leszek Październik 30, 2013 o 15:00

Oglądając godzinę przy dacie w komentarzach czuję się jak w ‚Back to the Future’. Zrób z tym coś.

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 30, 2013 o 14:08

Hej Leszek,

Powinno już być lepiej.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

K. Październik 30, 2013 o 14:07

Hej, Michał,

uwielbiam Ciebie „nie na etacie” 😉 Mam na myśli to, że bardzo podoba mi się fakt, że tak często wrzucasz nowe posty. Wcześniej czekałam na nie z utęsknieniem, licząc na kolejne trafne wskazówki.

(U mnie na blogu niestety przymusowy postój z powodu nadmiaru pracy, ale liczę, że w końcu znajdę czas na opisywanie mojej drogi do minimalizmu).

Razem z mężem po roku prowadzenia gospodarstwa domowego rzeczywiście zmieniliśmy droższe Tesco zaraz obok domu na tańsze (i oddalone tylko o 5 minut samochodem) Auchan. Od czasu do czasu drukujemy kupony zniżkowe z Paybacka do Reala. Zakupy robi mąż (nawet ostatnio pokazywał mi swoją strategię poruszania się po sklepie), aczkolwiek trochę minęło zanim rzeczywiście zaczął trzymać się stworzonej przeze mnie listy 😉 Mięso kupuję w drodze z pracy w sklepie przy rzeźni – jest świeżutkie i naprawdę tanie. Szukamy jeszcze tylko idealnego rybnego (czy ktoś może mi polecić rybny w Katowicach?). Czasami przesadzamy z jedzeniem poza domem, ale tak naprawdę często inspirujemy się potrawami z restauracji i tworzymy swoje wersje w domu.

Szczerze mówiąc w naszym budżecie pozycja „Zakupy spożywcze” to jedyna pozycja nie objęta limitem wydatków, ale zawsze czytamy etykiety i porównujemy ceny w sklepach nie tylko żeby oszczędzać, ale też żeby nie nabijać kabzy tych, którzy na to nie zasługują (hehe, każdy powód jest dobry). 😉

Pozdrowienia!

Odpowiedz

Magdalena Październik 30, 2013 o 14:08

To ja dorzucę do ognia i coś od siebie. Czyli moje koszty stałe i namacalne.
O tym, że można dużo zaoszczędzić porównując ceny przekonałam się dawno temu na własnej skórze. Po urodzeniu syna polowałam na promocje związane z pieluchami i kosmetykami do pielęgnacji ciała. Najbliżej mi było niestety do Real, ale sprawdzałam i ceny w innych marketach. Wiedząc ile paczek potrzebuję na miesiąc wystarczyło pojechać raz lub dwa razy w miesiącu po wielopaki. I tak zazwyczaj dla przykładu paczkę Pamparsów o ile dobrze pamiętam 54 szt. 7-18 kg można było upolować za cenę od 39 zl do 49 zł. Poza „promocją” jeszcze drożej”. W sklepach osiedlowych nawet nie pamiętam ceny, ale była oszałamiająco wyższa. W Biedronce pieluchy Dada produkowane dla Biedronki przez Pampers w tej samej ilości i kategorii wagowej dziecka kosztowały mnie 27 zł. Cena x 4 paczki na miesiąc – to oszczędność 48 zł do 88 zł. Jakość porównywalna.
A teraz na przykładzie zwierząt. Psa (bokser) mam od 7 lat. Kota od 5 lat. Przez 2 lata były 2 boksery i 2 koty. Karma Royal dla 1 dorosłego boksia to koszt od 174 do 196 zł za 12 kg. I takich paczek powinno się mieć 2 na miesiąc. Drugą bokserkę wzięłam schorowaną ze schroniska i tak się złożyło, że trzeba było dla niej pokarm gotować. A skoro dla niej to wiadomo, że oba jedzą to samo. I tak powstał ryż + duża puszka karmy + warzywa (marchew, buraczek lub włoszczyzna mrożona).
Porównanie: 1 kg ryżu w Lidlu to cena 3,29. W sklepie osiedlowym 4,50 lub więcej. Najdrożej ryż kosztowałby mnie nota bene w Realu. Przy dwóch bokserach mamy 30 kg / m-c. Zakładając różnicę podaną powyżej to mamy 98,70 zamiast 135 zł. Do tego puszka karmy. Lidl lub Biedronka lub inny supermarket to cena 3,30 x 30 = 99 zł. Puszka karmy tej samej wielkości w osiedlowym sklepie u mnie to 4,50 lub 8,60! na jednej ulicy!
Nie porównuję to jak Ty Michale cen tych samych artykułów, dokładnie tego samego producenta. Porównuję to co mnie potrzeba. Myślę, że dość wyraziście.
Mój syn uwielbia orzeszki solone w puszce. Normalnie w sklepie za taką puszeczkę płaci się ok 4 zł. W Lidlu była za 1,5 teraz jest za 1,99 jak dobrze pamiętam. Tyle, że na puszcze nie ma napisu „Felix” 😉
Gdybym miała porównać jak Ty dokładnie ten sam produkt to podam płyn do płukania Silan. W Lidlu kupuję go za 7,90, w Biedronce jest większa pojemność i ciut drożej. Często można go złapać w promocyjnej cenie w supermarkecie. Ale w osiedlowym sklepie nigdy nie znalazłam go w cenie poniżej 11 zł.
Pozdrawiam serdecznie.

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 30, 2013 o 14:49

Hej Magdaleno,

Świetne przykłady. Dziękuję.

Pozdrawiam ciepło

Odpowiedz

Kryspin Październik 30, 2013 o 14:18

Michał > świetny wpis!
Z autopsji, dla przestrogi wczoraj taki standardowy koszyk imprezowy (alkohol+przekąski) zakupiłem, zwykle w marketach wychodził ok 37-40 zł. A tu niespodzianka z „wygody” w sklepie Żabka…49 zł. WOW słabo mi się zrobiło. Polecam poszukiwania ulubionego sklepu.
P.S. Mikołaj Lizut chyba nie do końca rozumie problem.

Odpowiedz

Bartek Stańczyk Październik 30, 2013 o 14:18

A ja mam jeszcze inne spostrzeżenie – dokładnie z dzisiaj, jeszcze zanim przeczytałem Twój tekst, ale idealnie to pasuje!
Okazuje się, że ten sam produkt w tym samym sklepie w tym samym momencie może mieć różną cenę w zależności od… opakowania.
Wydaje się oczywiste – w wielopaku taniej (tak jak pisałeś o Pepsi). A jednak często bywa odwrotnie!
Dziś byłem w Auchan w Łomiankach i takie mam spostrzeżenia (ceny trochę z pamięci).
Dwupak Coca-Coli 2x2L -> 11,40
Ta sama Coca-Cola w pojedynczej butelce – 4,60 zł! Czyli biorąc dwie zapłacę 9,20 zł!

To samo baton Mars – w czteropaku wychodziło ok. 20 gr drożej za sztukę!
Wody niegazowane dla dzieci Żywiec – kupując w sześciopaku jest drożej niż pojedynczo aż o cenę jednej butelki (czyli kupując oddzielnie za cenę sześciopaku można dostać siedem pojedynczych).

Odpowiedz

MiGoo Listopad 5, 2013 o 11:01

Dokładnie! Zawsze należy porównywać ceny tych samych produktów w różnych opakowaniach. Ja na przykład jeszcze dość często widzę pasztet Profi, który w dużej puszce jest droższy niż w małej (a wydawałoby się, że powinno być wręcz przeciwnie)… Także zawsze i wszędzie należy mieć oczy szeroko otwarte 😉

Odpowiedz

MiGoo Listopad 5, 2013 o 11:22

Oczywiście zapomniałem dodać że porównywana jest cena za kilogram, żeby nie było wątpliwości co jest tańsze a co nie 😉

Odpowiedz

q-ku Listopad 26, 2014 o 21:07

odradzam ten Żywiec dla dzieci – kranówka ma mniej bakterii niż ta woda (były testy)

Odpowiedz

Andrzej Październik 30, 2013 o 14:24

Mnie najbardziej śmieszy opcja kupowania zapakowanych produktów po 100gram, np 100gram jakieś tam średniej mielonki tylko 3,5zł ! Co de fakto daje mi 35zł za KG ! Mielonki !

A idąc do carrefour, czy też nawet do (Almy – ktora jest taka droga), kupuje nieziemso pyszną szynkę za 23zł za kg, za 35zł kg, to już nie mowie co mozna dostac :))

Na tym też trzeba uważać i analizować 😉
Pozdrawiam 😛

Odpowiedz

Karol Październik 30, 2013 o 14:32

Witam Michale,

Wygląda na to, że jesteśmy sąsiadami przez ulice :-)!
Chciałbym tylko napomknąć, że masz racje odnośnie sprawdzania cen produktów na paragonie tuż po odejściu od kasy. W sklepie, który „rąbie” nie tylko Ciebie, kupiłem 8 puszek kukurydzy Dawtona (chyba…) po cenie 2,99zł (sztuka) zamiast 1,5zł – za sztukę, przy kupieniu 2-wóch. W domu, podczas przeglądania rachunku zauważyłem, że policzono mi 8 x 2,99 zł, zamiast 8 x 1,5 zł. Niestety to nie był pierwszy raz, kiedy tak ze mną zagrano :-) …WrrrrR

Odpowiedz

Tomek Październik 30, 2013 o 14:42

Wszystko ładnie, ale nie zwrociłeś uwagina to ile przepłacasz za wodę w malych opakowaniach.
W Twoim przypadku mozna latwo porownac koszt zakupu, mala woda 0.5l to koszt ok 2,56zł za litr, duża woda to tylko 0,96zł za litr.
Dla niektórych moze to sie wydawac ostatnim skompstwem ale wolę przelewac do malych pojemnikow wode kupowana w bankach 5l lub 1,5 litrowych butelek.

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 30, 2013 o 14:52

Hej Tomek,

Wiem, że przepłacam i robię to dosyć świadomie. Ta woda, to coś co moje dzieci dostają do szkoły. Ja generalnie piję przefiltrowaną „kranówę”. Pojemniki wielorazowe jakoś nam się nie przyjęły w domu. Kosztowne wygodnictwo, ale świadoma decyzja.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

BogusiaM Październik 30, 2013 o 15:12

Jeżeli masz pod nosem Biedronkę, to oni mają małe wody mineralne w śmiesznie niskich cenach;) a mi osobiście smakuje dużo bardziej niż Cisowianka:)

Odpowiedz

Michał Październik 30, 2013 o 14:48

Kupuję w Auchan, bo jest najbliżej. Ma też dobrą własną piekarnię i rozbiór mięsa na miejscu. Porównywany z innymi w tzw koszyku jest zwykle najtańszy, lub jednym z najtańszych.
W „oszonku” Jeżeli chodzi o ceny tych samych towarów występujących w różnych opakowaniach to trzeba patrzyć na cenę za kg lub litr, bo wbrew logice często małe opakowania wychodzą korzystniej, tak było np przy tabletkach do zmywarki, żelu pod prysznic, makaronach i paru innych rzeczach.

Odpowiedz

Karolina Październik 31, 2013 o 13:36

Auchan nie ma własnej piekarni. Pieką pieczywo z mrożonego ciasta.

Odpowiedz

Michał Październik 31, 2013 o 17:21

sprawdzę 😉

Odpowiedz

Ania Październik 30, 2013 o 15:03

Witam! W moim małym mieście są tylko 3 małe markety ( polo market, tesco, biedronka). Wybieram się regularnie 1, 2 razy w tygodniu do biedronki, bo ta na tle pozostałych sklepów u nas jest najtańsza pod każdym względem. Ja również uwielbiam monte, kupuje duży kubek 150g. za 1,69 w biedronce, w tesco i polo to różnica minimum 1zł na cenie.

Odpowiedz

Piotrek Październik 30, 2013 o 15:06

Właśnie takiego czegoś mi brakowało! Dla mnie chodzić po sklepach i analizować ceny nie jest stratą czasu, ponieważ mam go dużo. Prawdę mówiąc, to chyba będzie mój pierwszy moment w którym przyjrzę się cenom w sklepach bo paradoksalnie pracuję w Tesco i nie mam pojęcia jak je porównać cenowo z innymi sklepami. Słyszałem tylko o jednej akcji, mianowicie kolega kupował od lat ulubioną czekoladę za 2,49 zł aż pewnego razu przyszedł do sklepu a tam bum – czekolada ta była w „promocji” za o wiele więcej. Dzięki analizowaniu cen nauczę się, jak to zręcznie określiłeś, dostrzegać, kiedy sklep próbuje mnie „rąbnąć” na cenę. dziękuję!

Odpowiedz

BogusiaM Październik 30, 2013 o 15:08

Jeżeli mamy czas to warto przyjrzeć się produktom które kupujemy najczęściej, ja sprawdziłam i przeliczyłam jogurtu naturalnego firmy zott, który jadam i ja i małżonek w sporych ilościach tygodniowo. Na podstawie dwóch sklepów, które mam na wyciągnięcie ręki, 400 ml w Tesco kosztuje 1,99 zł (bez promocji) natomiast w osiedlowym sklepie pod moim domem ten sam jogurt kosztuje 3,40 zł. Ogólnie ten sklep jest o wiele droższy, bo nawet pakowany ser po 150 gram tej samej firmy w jeszcze innym sklepie kosztuje 1 zł taniej. A ostatnio, ponieważ mam czas robię jogurt naturalny sama w domu na podstawie przepisu znalezionego na innym blogu;) Smaczny i tani, z litra mleka + 150 gram jogurtu, mam tyle samo 1,15l jogurtu w cenie 2-3 zł w zależności od ceny mleka.
Zrobiłam też zdrowsze płatki śniadaniowe (tzw. granolę/ o połowę mniejsza ilość cukru i tłuszczu od kupnych) i przeliczyłam koszta w porównaniu z kupnymi, na tej samej gramaturze oszczędzam 1-2 zł;) W skali miesiąca zyskuję kolejne pieniążki… Fakt wymaga chęci i czasu na wymieszanie, odmierzenie składników ale mi sprawia to ogromną przyjemność:)

Odpowiedz

bartek Październik 30, 2013 o 15:11

szkoda, że te hipermarkety to taki wyzysk.
Ja co prawda zaczynam być egoistą i jednak wybiore tani hipermarket. Jadnak małe sklepy chyba nie mają szans z tymi molochami.
Można powiedzieć, że sprawa mnie mie dotyczy, ponieważ nie jestem dostawcą dla hipermarketu, jednak taki dumping cenowy jest wszędzie. Ludziom wydaje się, że można np. zlecić projekt domu za 8000 tyś i oczekiwać jakości. Finalnie znajdą kogoś kto wykona taki projekt, jednak jest to psucie rynku.

co do monte. to faktycznie niezłe przebicie. Ciekawe ile udaje się hipermarketom utargować z dostawcą

pozdrawiam
Bartek

Odpowiedz

Ewelina Październik 30, 2013 o 15:23

Hej,
od dłuższego :) czasu śledzę na bieżąco Twojego bloga i przy każdym nowym artykule jestem pod wrażeniem :) Tak trzymaj! :)

Co do oszczędności na zakupach – widzę, podczas moich codziennych zakupów (najczęściej w Auchan) m.in takie przykłady jak:
3 x Desperados w opakowaniu – 9,99 (gdy pojedynczo butelka kosztuje 3,14 :))
opakowanie większe prince polo jest tańsze – niż mniejsze -> ale tu akurat myślę, że to zasada „więcej za mniej”
W przypadku cen zawsze staram się patrzeć na cenówce ile wychodzi na „kg, litr etc”
– i jest to moim zdaniem najbardziej miarodajne :)

Pozdrawiam i czekam na dalsze artykuły :)

Odpowiedz

Bartek Stańczyk Październik 30, 2013 o 15:28

Michale,
jeszcze jedna kwestia – zakupy leków – tutaj można „stracić” dużo więcej – mam wrażenie, że apteki korzystają z tego, że większość leków sprzedaje się za ladą i niełatwo sprawdzić i porównać ceny.
Wiadomo – niektóre leki na recepte, które są na liście leków refundowanych (nawet jak recepta jest na 100%) są wszędzie w tej samej cenie. Inaczej jest z pozostałymi (także tymi na receptę!).
Ja już dawno staram się te leki OTC (bez recepty) kupować w internetowej aptece.
Prosty przykład:
Moje dzieci przyjmują regularnie (1xdziennie) probiotyki Acidolac w formie misiów.
Cena jednego opakowania:
Moja osiedlowa apteka: 20 zł
Apteka DOZ.pl (w której mam bezpłatny odbiór w aptece blisko domu): 17,49 zł
AptekaGemini.pl: 9,79 zł (!!!) – czyli w zwykłej aptece płacę ponad 100% więcej!
W tej ostatniej muszę zapłacić za dostawę. Ale jest to 10 zł, więc nawet jak zamówię tylko to z dostawą do domu, to wciąż będzie taniej niż w przeciętnej aptece. Optymalizując koszty robię tam zakupy raz w miesiącu i zbieram zamówienia od osób, z którymi mam kontakt (współpracownicy i rodzina), wtedy przekraczamy próg darmowej dostawy (250 zł) i już zupełnie tanio.
Czasami robiąc zakupy w Gemini robię identyczny koszyk w DOZ – zwykle w tym drugim jest 30-50 proc. drożej.

Wiadomo – jest jeden mankament. Niektóre leki potrzebne są „na już”. Jak mnie boli gardło, to nie mogę czekać 3 dni, aż mi przyjdzie tańszy Cholinex i wtedy muszę przepłacić. Ale niektóre rzeczy można przewidzieć, zaplanować i kupić wcześniej.

Odpowiedz

Grzesiek J. Październik 31, 2013 o 09:03

Potwierdzam wypowiedź Bartka odnośnie apteki gemini. Przebitka względem normalnej apteki potrafi sięgnąć czasami 40-50%. Raz na jakiś czas robię zbiór zamówień wśród znajomych i kolegów, a przede wszystkim koleżanek z pracy (jest tam też dużo kosmetyków, kremów itp.) i dzięki temu ostatnio udało mi się zebrać zamówienie na ponad 500zł, dzięki czemu dostawa jest za darmo. Ponadto mam konto w Sync’u, więc jeszcze jakiś moneyback wpadnie :)

Odnośnie rankingu sklepu, moja subiektywna ocena sklepów odnośnie cen wygląda następująco (od najlepszego,czyli najtańszego): Auchan, Lidl, Aldi, Biedronka, Tesco. Z tym że do Auchan muszę jechać 20km, ale na jednorazowe, duże zakupy się opłaca. Biedronka ma wg mnie porównywalne ceny z Lidlem i Aldi, ale pod względem jakości przegrywa moim zdaniem z tymi dwoma sklepami z kretesem.

Odpowiedz

Ewa Październik 31, 2013 o 10:37

Dziękuję za namiar na aptekaGemini.pl. Ceny produktów, które często kupuję są niezwykle konkurencyjne nawet w stosunku do promocji w supermarketach.

Odpowiedz

Krzywy Październik 30, 2013 o 15:53

Ktoś korzystał z https://kwit.pl/ ?

Odpowiedz

Krzywy Październik 30, 2013 o 15:56
Michał Szafrański Listopad 1, 2013 o 20:20

Hej Krzywy,

Dobre to jest! Jak rozumiem do pełnego sukcesu potrzeba żeby więcej osób aktualizowało tam ceny…

Pozdrawiam

Odpowiedz

Wojtek Listopad 7, 2013 o 14:45

Hej,

to nie ludzie aktualizują tam ceny, tylko automat! To są ceny z e-sklepów (tzw. e-FMCG), wiec wszystko dzieje się automatycznie.

Obserwujemy ponad 55 000 produktów spożywczych, zaobserwowaliśmy ponad 1 MLN zmian cen w ostatnich miesiącach!

Kwit to jedyny taki serwis w Polsce!

Odpowiedz

Michał Październik 30, 2013 o 16:02

1.slepik osiedlowy kupuje na hurtowni drożej niż tego samego produkt w markecie.
2. markety tez nie placą podatków m.in.
tak wygląda to z bliska :)

usmiech sprzedawczyni jest bezcenny :)

Odpowiedz

Booklover Październik 30, 2013 o 17:17

Wow! Różnica jet ogromna! Jako student walczący o przeżycie i próbujący zaoszczędzić jak najwięcej z wielką ciekawością przeczytam wszystkie posty. Tak właśnie myślałam, że Auchan ma bardzo korzystne ceny – zrobiłam tam niedawno zakupy : kilka produktów spożywczych za które zapłaciłam lekko ponad 20 zł, robiąc zakupy w osiedlowym sklepiku zapłaciłabym co najmniej z 10 zł więcej.

Odpowiedz

Grzesiek Wesołowski Październik 30, 2013 o 17:39

Kolejny świetny wpis Michale :) Dla mnie bardzo na czasie… Dzięki Twojemu blogowi zacząłem racjonalniej wydawać pieniądze i nie ograniczam się już tylko do poszukiwania dodatkowych źródłem dochodu, ale postanowiłem również ograniczyć wydatki. Póki co udało mi się z mojego budżetu wyrzucić pozycje po stronie tzw wydatków nieregularnych, które mogłem uniknąć i to teraz robię.

Aktualnie zabrałem się również za swoje codzienne wydatki. I choć z wypłaty mi zostaje to jednak uznałem że zbyt mało. Nie ukrywam że motywacją do oszczędzania jest decyzja, aby kolejne 2 transze do dewelopera zrobić bez kredytu hipotecznego, a więc jakoś muszę te pieniądze zarobić i odłożyć aby było z czego zrobić wpłatę do dewelopera.

jeśli chodzi o jedzenie, to ze mną jest nieco gorzej ponieważ jestem wegetarianinem, a na dodatek biegam, o czym wiesz bo składałeś mi gratulacje na moim blogu 10na30 po moim pierwszym maratonie, za co Ci serdecznie dziękuję :) Te dwie rzeczy istotnie wpływają na mój sposób odżywania. Nie bez wpływu jest również fakt, że w swoim życiu miałem sporo problemów zdrowotnych a więc muszę trzymać obecny poziom ze zdrowiem, a jest ono fantastyczne 😉

Kiedyś w sieci powstała strona http://www.kuchniakryzysowa.blogspot.com i jak widać, jest wciąż aktualizowana. Niektóre przepisy to przegięcie, ale jest też sporo fajnych. Zrezygnowałem również z jedzenia na mieście choć miałem z tym problem ostatnie miesiące (bo jak nie mieć mieszkając 5 minut pieszo od wrocławskiego rynku:D).

Co do zakupów to faktycznie Tesco jest drogie, Biedronke omijam szerokim łukiem bo jako wegetarianin raczej mam problem z ułożeniem w tym sklepie odpowiedniego koszyka zakupów, zwyczajnie zbyt mały wybór. Kiedyś robiłem przez 3 lata zakupy w Piotrze i Pawle.. przyznam, że sklep super, ale to dla oszczędzającego jak kiełbasa dla wegetarianina, można się „zatruć” więc lepiej omijać 😉

Kilka dni temu trafiłem na delikatesy T&J będące własnością Społem i przyznam, że jest to sklep idealny dla mnie na większe zakupy raz w tygodniu. Duży wybór, spory regał z półproduktami dla wegetarian, a ceny nie przerażają. Polecam produkty Primaviki nawet dla mięsożerców :)

Trochę się rozpisałem, ale co mi tam 😉 Podsumowując to wielkie dzięki bo sporo wniosłeś do mojego życia finansowego i jeśli uda mi się zebrać kasę na najbliższe dwie transze dla dewelopera to będzie w tym sporo Twojej zasługi, bo będzie to efekt racjonalnego wydawania i pomnażania swoich dochodów.

Jeszcze raz dzięki i powodzenia!!!

Grzesiek :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Listopad 1, 2013 o 20:28

Hej Grzesiek,

Na zdrowie! Oby Ci to wszystko co piszę jak najlepiej służyło. I oby 10na30 udało się osiągnąć :-)

Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz

Konrad Październik 30, 2013 o 17:51

Wygląda mi to na kolejną technikę sprzedażową. Kilkukrotnie już miałem tak (zawsze w tych samych sklepach), że cena na półce wynosi np. 19,99, a przy kasie miła niespodzianka – 9,99 PLN. Zauważcie, że ze sklepu wychodzimy bardzo zadowoleni i chętnie do niego wracamy. Wydaje nam się tani etc.

Odpowiedz

Michał Szafrański Listopad 1, 2013 o 20:30

Hej Konrad,

Mimo wszystko nie wydaje mi się by to było zamierzone. Nie wiem jakie są Twoje obserwacje, ale ja nie zauważam by wiele osób sprawdzało paragony po odejściu od kasy. Wydaje mi się, że efekt marketingowy jest w tym przypadku bardzo wątpliwy 😉

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Romek Październik 30, 2013 o 19:03

Ja oszczędności robię na „alkoholach”. Konkretne przykłady: wina klasy naszych polskich 40-46 pln-ów (wytrawne, moje ulubione oparte na np. monastrell-u), u naszych zachodnich sąsiadów wyciągam bez biegania za 4 €. Przy odrobię trudu wielopaka (np. 6) można zaciągnąć za 2,85 €.
Transgraniczność, oprócz wad (daleko do naszej stolicy) ma w moim przypadku także zalety: blisko na zakupy do Niemiec :).

Odpowiedz

Tomek Październik 30, 2013 o 19:23

Też staram się robić zakupy rzadziej a większe. Jest jeszcze jedna wada takich zakupów. Wydaje mi się, że jak dany artykuł mam w domu to zjem go więcej. Chodzi mi o to, że gdybym nie robił „hurtowych” zakupów to np. takiego monte tygodniowo zjadłbym o połowę mniej. I nawet gdybym w drodze do domu kupił w osiedlowym sklepie trochę drożej to sumarycznie wydałbym mniej.

Odpowiedz

Kot Piotr Październik 30, 2013 o 19:56

Co do pepsi szanowny panie, chciałbym zwrócić uwagę na jeden mały aspekt.
Zależnie od serii produkcji pepsi jest rozwadniane, bądź nie. Kupując w sklepiku osiedlowym za cenę 5,99 mam swój ulubiony napój o wszystkich walorach smakowych które cenie. Kupując 4-pak (jak zrobiłem 2 dni temu) gdzie cena jednostkowa za litr wynosiła około 1,59 (Kaufland) dostałem pomyje gorsze niż rozwodniona cola powstała z syropu+wody w „restauracjach” typu fast food, np. Mc Donalds.
Wypiłem w 2 dni 2 butelki tej pepsi – jedyne do czego się względnie nadaje, to do drinków.
Nie sugeruje, że wolę płacić 2x więcej za jakość, ale na pewno znajdą się sklep z tańszym produktem ALE taką samą jakością.

PS Informacje dotyczące jakości napojów typu pepsi zależnie od serii produkcji można kiedyś było znaleźć na serwisie WYKOP.PL z którego właśnie dostał pan kilkaset, kliknięć 😉 Jeśli waćpan zainteresowany, to sobie poszuka – mnie wzywają obowiązki

Odpowiedz

Anon Październik 30, 2013 o 21:00

To wiele wyjaśnia. Tzn. byłem świadomy, że firmy do marketów ładują często chłam, bo mogłem to stwierdzić organoleptycznie na przykładzie śmietany i serków i tym podobnych produktów. Nawet potwierdziła mi to osoba, która była kiedyś przedstawicielem dużego producenta – wysłuchałem historii negocjacji składu musztardy do Tesco.
Wiedziałem nawet, że chemia w Polsce jest badziewna (dopóki nie kupiłem wyprodukowanego W POLSCE proszku Persil dwa razy drożej niż zwykle, bo akurat mi się skończył, i okazało się, że pierze normalnie i pralka nie śmierdzi).
Ostatnio jednak naciąłem się na ryż w Biedzie – w garze miałem breję jakbym ryż w torebkach gotował, a nie sypany. Myślałem, że ryżu się nie da popsuć, a tu proszę – portugalskiemu owadowi się to udało.

Teraz dowiaduję się dlaczego mi pepsi i cola nie smakują. Jedynie zastanawiam się po co to wszystko? Przeca koszt produkcji koncentratu koli i tak jest śmieszny, więc ile oni na tym oszczędzą?

Odpowiedz

Kot Piotr Październik 30, 2013 o 21:16

Jeśli idzie to na skalę miliona butelek dziennie, oszczędzą.
Tak się składa, że byłem w USA. Tam pijałem napoje typu Dr. Pepper tego samego producenta. Pokochałem, nie patrząc już na to, że napoje gazowane są niezdrowe i ogólnie to … 😉
Odkąd jestem w Polsce, robiłem z 5 podejść – jedyne co dostawałem, to właśnie opisana przeze mnie woda…
Smaku może 50% tego, co w oryginale. To samo jest z proszkami, chemią gospodarczą i wszystkim. Rzucają nam ochłapy, płacimy za nie często więcej niż za granicą. Dlatego tak ważne jest wspierać lokalnych przedsiębiorców.

Odpowiedz

Michał Szafrański Listopad 1, 2013 o 20:33

Hej Piotrze,

Dziękuję. Aż poszukam tych informacji. Tu na pewno masz rację, bo czasami rzeczywiście mam wrażenie, że w tych butelkach to różne napoje są… Pytanie tylko jak to na bieżąco odróżniać przed otworzeniem butelki.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Krzysztof Październik 30, 2013 o 20:22

No i właśnie w tym kontekście napisałem Ci o Familo, żebyś zobaczył i ocenił, czy jest to dobra forma oszczędzania na jedzeniu :). Bo ceny jeśli nie biegasz tylko od promocji do promocji, to robiąc zakupy samemu możesz trochę zaoszczędzić, a mając dajmy na to kilku znajomych, którzy robią co miesiąc zakupy, to oszczędzisz więcej niż w jakimkolwiek markecie.
Zerknij jeszcze raz :)
Tu normalny link https://www.familo.com/
A tu link do rejestracji http://www.familo.com/r/christoforos

Odpowiedz

Marek Październik 30, 2013 o 20:38

Pomysł dla twórców aplikacji:

Sklepy rejestrują się w programie. (Ich korzysć: dodatkowy kanał ściągania klientów)
Użytkownik wpisuje w swój telefon:
-listę zakupów
-lokalizację
-czas (dziś/ jutro/ za tydzień)
oraz zaznacza preferencję np.
a) zakupy w jednym miejscu (najtaniej za całe zakupy)
b) zakupy w zbliżonych lokacjach
c) wszystko najtańsze!

App przedstawia plan zakupów. Miejsca, szacowany czas. Może nawet dojazd.
Lub… (czemu by nie)
-zakupy gotowe do odebrania w danych sklepach?
-dowóz

Kto poza mną zapłaciłby za takią appkę? :-)

Odpowiedz

Krzysztof Październik 31, 2013 o 09:57

Witam,

Pomysł bardzo ciekawy od dawna o czymś takim myślałem.
Również staramy się z żoną dokonywać zakupów nabiału i innych rzeczy, które kupujemy w sklepie a auchan. Zauważyliśmy, że sklep na ul. Modlińskiej jest tańszy niż np na Puławskiej.
Po przeprowaddze na Mokotów do jednego i drugiego mamy daleko, natomiast ceny w sklepach Top Marker i Mokpol są na tyle wysokie, że staram się co jakiś czas jeździć do Piaseczna lub na Modlińską.

Twój pomysł Marek jest ciekawy, chyba program taki nie powstał jednak wydaje mi się, że sklepy, w których możemy kupować taniej czyli np. Auchan ma swój sklep internetowy w którym ceny de facto są znacznie wyższe niż w markecie dodatkowo wybór jest znacząco ograniczony.

Tym samym uważam, że możliwość kupowania taniej to rzecz, którą mogą sobie jedynie zorganizować konsumenci.

W pomysłach Michała na pracę dodatkową był między innymi pomysł kupowania w sklepach dla emerytów.
Moim zdaniem dobrze byłoby gdyby powstawały grupy zakupowe osób mieszkających blisko siebie, w których każdy tworzyłby swoją listę a później rotacyjnie np co tydzień jedna z osób jechała by do Auchan, kupowała te produkty, najlepiej na oddzielne paragony by nie mieć dodatkowej pracy z dzieleniem tych produktów.

W następnym tygodniu jechała by inna osoba. Tym samym unikali byśmy konieczności ponoszenia kosztów paliwa przez wszystkich, zmniejszali ruch na ulicach a przede wszystkim niepotrzebnie nie tracili czasu i pieniędzy.

Są osoby, które nie mają czasu by jechać kiedy wypada ich kolejka, wtedy np można ustalić jakąś stawkę, którą by ta osoba płaciła a którą inkasowałaby osoba, która w danym tygodniu pojedzie.

Mieszkamy w Warszawie na osiedlu Wierzbno, jeśli ktoś z czytelników byłby zainteresowany taką współpracą zapraszam do kontaktu. Byłoby to dla nas bardzo pomocne :)

W tym miejscu chciałbym także napisać o innym naszym pomyśle.

W ubiegłym roku porównując ceny warzyw i owoców na straganach oraz u sadowników i ogrodników doszliśmy do wniosku, że można dużo zaoszczędzić na takich zakupach.
Wpadliśmy na pomysł uruchomienia serwisu społecznościowych zakupów bezpośrednio u rolników: http://www.zakupyurolnika.pl
Było to zajęcie dodatkowe, nie mieliśmy zasobów ani środków by taki serwis uruchomić i należycie reklamować.
Ostatecznie skończyło się na tym, że tylko my przywoziliśmy te produkty, dzięki temu kilka osób jest zadowolone, że może kupować zdrowo i tanio.

Na tym blogu skupiają się osoby, którym oszczędzanie jest znane lub je odkrywają :)

Gdyby ktoś był zainteresowany współpracą w zakresie dwóch przytoczonych zagadnień zachęcam do kontaktu :)
Pozdrawiam

Odpowiedz

Peterbald Listopad 1, 2013 o 20:38

Jest taka amerykańska idea – płacisz abonament a rolnik przywozi ci pod drzwi, raz w tygodniu skrzynkę ze świeżymi warzywami/owocami, które akurat u niego plonują. Ja bym chętnie skorzystała 😉

Odpowiedz

Krzysztof Listopad 1, 2013 o 21:22

Myśleliśmy także o takim rozwiązaniu.

Do niego jest potrzebna pewna minimalna ilość osób zainteresowanych taką usługą – pewnie około 10 by zwrócić koszt paliwa.

Mając na uwadze zbyt małą popularność naszej inicjatywy wynikającą zapewne w znacznej mierze z małej reklamy na razie jest stosowany inny wariant.

Zachęcam do propagowania owej amerykańskiej idei, w przypadku znalezienia wystarczającej liczby chętnych kontakt, ewentualnie skorzystanie z naszej obecnej oferty dotyczącej jabłek :)

Odpowiedz

Bartek Medoń Październik 30, 2013 o 20:45

Witaj Michale – mam nadzieję, że forma na Ty nie będzie rażącym naruszeniem 😉

Od jakiegoś czasu śledzę Twój blog i bardzo mi się on podoba, a muszę dodać, że w kwestii notowania wydatków mam chyba takiego samego świra jak Ty.

Odkąd mieszkam samodzielnie to prowadzę w Excelu skoroszyt, w którym na każdy miesiąc tworzę arkusz z kategoriami typu „jedzenie”, „rachunki”, „biznes”, „dziecko” itd itd. Notuje dosłownie każdy wydatek, każdy rachuneczek wpisując z każdego paragonu każdą pozycję.

I oczywiście na koniec arkusz podsumowujący całość z podziałem na rok z informacją ile miałem w dany miesiącu kasy, ile wydałem, ile zaoszczędziłem itd, ile na co średnio itd.

Sprawa mi to o dziwo przyjemność i oczywiście pozwala na kontrolę i trafne spostrzeżenia.

Przykładem monte (duże 4x400g) jeszcze bardziej „zbliżyliśmy się do siebie”, bo ja rozbieżność tego produktu również zauważyłem. Zazwyczaj kosztuje między 5.5 a 6.5 zł. Najtaniej „na stałe” znalazłem w Kauflandzie za ok 4.6.

Dosłownie wczoraj kupowałem w Biedronce po promocji 8x55g czyli 440g za 4.69.

Może mój komentarz nie wniósł tutaj jakiejś rewolucji, ale ciesze się, że mogłem go dodać, ciesze się widząc, że chętnie odpisujesz swoim dyskutantom i fajnie, że człowiek z konkretnymi dochodami patrząc na skoroszyty to swój chłop piszący takie teksty.

Pozdrawiam! :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Listopad 1, 2013 o 20:35

Hej Bartek,

Dziękuję za komentarz. Chyba Twój pierwszy, prawda?

Kaufland – dobra wskazówka. Niestety nie mam w okolicy tego sklepu.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Peterbald Październik 30, 2013 o 20:46

Ja zwracam baczną uwagę na ceny za litr,kg itp. choć niestety nie wszystkie sklepy zawsze je podają. Przykład z dzisiejszych zakupów w Piotrze i Pawle – lodówka z promocyjnymi produktami, do wyboru łosoś wędzony 100 g za 5,99 lub 2 plasterki 30g za 3,99 – to się nazywa naciąganie 😉 (a tak w ogóle najbardziej opłaca się kupować wędzonego sałatkowego).
Co do małych sklepików to prawda że mają drożej ale nie mają po prostu szans konkurować z molochami. A dają utrzymanie właścicielowi i pracownikom, więc uważam że jest fair kupić coś u nich od czasu do czasu.

PS. Michale, dziękuję Ci bardzo za tego bloga, jest dla mnie bardzo inspirujący !

Odpowiedz

Janek Październik 30, 2013 o 20:57

Z doświadczenia wiem że Auchan jest najtańszym sklepem, do tego nieraz organizuje fajne eventy – wyprzedaże piątkowe, są licytacje sprzętu, różne zabawy :}
co do produktów to wiem co ile kosztuje i kupuje każdy produkt tanio. Zauważyłem ciekawą rzecz zmowy cenowe – to widać nawet w gazetkach, carrefour auchan i tesco w danym tygodniu oferują ten sam produkt taniej, oczywiście nie w tej samej cenie ale odpowiednio niższej niż normalnie panującej w danym sklepie.

Odpowiedz

Krzysiek Październik 30, 2013 o 21:41

Sklepy typu Żbka czy Freshmarket to tzw. sklepy typu convenience. Biznesplan tam jest z grubsza taki, że umieszcza się je blsiko domu tak, by ludzie kupowali produkty, których zapomnieli kupić w czasie dużych wycieczek do supermarketów. Nikt nie będzie specjalnie jechał do dalekiego hipermarketu, bo zapomniał kupić jajek.
W przypadku sklepów osiedlowych do tego czynnika dochodzi też to, że oni nie wykorzystują efektu skali (taka natura biznesu – nie ma jak tej skali wyrabiać).

Odpowiedz

Przemek Październik 30, 2013 o 21:48

Witam :) kolejny temat, na który się wypowiem.

Od czerwca zacząłem spisywać wszystkie paragony. To już niektórzy wiedzą :)
Z tego powstała mi niezła baza danych o cenach produktów w różnych sklepach.
Jest tylko pewnego rodzaju ale :)

1. ktoś zauważył, że zwraca uwagę na gramaturę/objętość i wylicza sobie koszt jednostkowy :) Niestety jest duża grupa produktów, których nie da się porównać normalnie, tylko trzeba analizować pod kątem KJ. Tylko ile ludzi tak robi :) może i dużo :) nie wiem :)
2. Odległość do sklepu. Mam kilka sklepów, w których się zaopatruje. Jest to Stokrotka, awaryjny FreshMarket i Bieda (Biedronka :))) 200m od domu. Wiadomo w Biedronce nie wszystko się dostanie, część produktów mi po prostu nie odpowiada:) . Dlatego jeździmy do Auchana (mam 2 w promieniu 11km) i z 3 Lidle (też ok 11km).
Teraz jak sobie policzę koszt dojazdu, czas, to zaraz się okaże, że zakupy w Stokrotce, która jest b.droga (przynajmniej u nas) wyjdą na to samo co zakupy w Lidlu (w zależności od wielkości zakupów). Dlatego z niecierpliwością czekam na mojego ulubionego Lidelka:) Z tego co widzę w mojej pamięci, najwięcej toreb stamtąd wynosimy przy najniższym wydatku.:)
3. Jest jeszcze wiele innych kryteriów wyboru danego sklepu. Klimat, obsługa (uwielbiam Piotra&Pawła – też ma jakiś tam udział w strukturze zakupów). Niektóre sklepy po prostu odpychają. Myślę, że za jakieś 1/2 roku Biedronka zwiększy udział w naszych zakupach – po prowadzeniu możliwości płacenia kartą).
Sorry , trochę chaotycznie mogłem napisać (potok myśli) :) i mogłem się za kimś powtórzyć – nie zagłębiałem się w komentarze, leciałem losowo.

Michał, rzeczywiście pan z radia nie dawał Ci dojść do głosu :) ale było good wg mnie:)
Teraz widzę, że spisywanie paragoników daje mi wielką wiedzę na temat różnic między sklepam (jak to przeanalizuję dokładnie)) i i pozwoli wybrać te najlepsze :) Pzdr

Odpowiedz

Karol Październik 30, 2013 o 21:58

Michał, w związku promocją Auchaun. Czy z ciekawości możesz porównać etykietę monte z tymi pozostałymi sklepami?

Odpowiedz

Joanna Październik 30, 2013 o 22:18

Dobry wieczór Panie Michale,

Jak tylko znajduję wolną chwilę, zaglądam tutaj i patrzę co nowego. Mam również w ulubionych Pana profil na portalu Facebook, więc można powiedzieć, że jestem w miarę na bieżąco.
Panie Michale, gratuluję pomysłu i odwagi w jego realizacji! Jest Pan niezwykle skromnym człowiekiem i jestem pod nieustającym wrażeniem jak znajduje Pan czas na odpisywanie prawie każdemu komentarzowi! To jest niezwykłe!
Trzymam bardzo mocno kciuki za rozwój Pana działalności! Życzę Panu wszystkiego co najlepsze!
Pozdrawiam,
Joanna,

Odpowiedz

Michał Szafrański Listopad 1, 2013 o 20:50

Hej Joanno,

Bardzo dziękuję. Oj skromny, to ja chyba jednak aż tak nie jestem 😉

Z odpisywaniem na komentarze (i e-maile) jest coraz trudniej. Coraz większą mam świadomość tego, że odciąga mnie to również od pisania nowych wpisów na bloga. Ale z drugiej strony trudno mi sobie odmówić rozmowy z Wami.

Pozdrawiam ciepło

Odpowiedz

Maciek Październik 30, 2013 o 22:18

Przy częstych zakupach w wybranym markecie warto korzystać z programów lojalnościowych. Auchan ma (nie wiem czy we wszystkich sklepach i na takich samych zasadach) program lojalnościowy karta skarbonka emeryta (możemy założyć na kogoś z rodziny kto spełni warunki). Dzięki temu w wybranym i z góry określonym dniu tygodnia (u mnie jest co czwartek) 5% wartości kwoty zakupów zostaje zapisana na karcie, jako kwota do wydania na przyszłe zakupy. Są jeszcze standardowe promocje produktów (niezależne od tej czwartkowej dla emeryta) od których 5-20% wartości produktu przechodzi na kartę. Dzięki robieniu cotygodniowych czwartkowych zakupów wybranych produktów, tzn. tych które są akurat najkorzystniejsze cenowo w Auchan (a jest to raczej sporo produktów), można uzbierać na karcie ładny bonus. U mnie wychodzi od kliku lat kwota pomiędzy 300, a 400 złotych. Do tego pod koniec roku Auchan robi ciekawą akcję, że od zakupów zapłaconych kartą skarbonka daje 10% na tą kartę (a jak zakupy zrobię w czwartek to oczywiście dodatkowo 5%). Fajnie mieć do dyspozycji taką uskładaną kwotę na karcie szczególnie w okresie przedświątecznym.

Odpowiedz

Wintermute Październik 30, 2013 o 22:24

Trudno się nie zgodzić. Rzeczywiście tak to jest z cenami żywności. Zauważyłem to w moich dotychczas ulubionych delikatesach Społemowskich,gdzie sucha krakowska jest w astronomicznej cenie 37,99zł/kg podczas gdy w innych sklepach 32zł (około).

Paagony warto i trzeba analizować. Ile to niby casu stracimy na to? 3min? Dłużej się wystoimy na czerwonych światłch czy to jako pieszy czy kierowca.

Odpowiedz

Lenka Październik 30, 2013 o 23:40

Oszczędzanie popłaca, ja np mam dwoje dzieci, biorą picie do szkoły, bo w szkole nie ma , robię herbatę do butelek, bo i tak ją rano robię do śniadania. Gdybym kupowała dostępne napoje dla dzieci, średnio jeden napój 2 zł x2 osoby = 4 zł x 5 dni = 20 zł x 4 tygodnie = 80zł, tyle oszczędzam na piciu, kanapki robię sama, oszczędnośc podobna, niby nic , ale jak się popatrzy miesięcznie przy kilku jeszcze innych produktach i podsumuje to wychodzi wtedy niezła sumka ZAOSZCZĘDZONA , fajny blog, pozdrawiam

Odpowiedz

Maga Październik 31, 2013 o 13:16

I zdrowiej dla dzieci :)

Odpowiedz

Mędrzec fenicki Październik 30, 2013 o 23:44

Kurcze blaszka, ciekawy ten blog. Koniec z dawaniem się rąbać! Dziś jak wróciłem z marketu to naliczono mi podwójnie jeden produkt. 4 zł w plecy ! Dość tego!

Odpowiedz

Beata, Magazyn Kuchenny Październik 30, 2013 o 23:50

Nie wiem, czy to pocieszające, czy denerwujące, ale wychodzi na to, że klientów próbuje się „zrobić” w ten sam sposób na całym świecie. Niedawno o mało co dałabym się nabrać na promocję oliwy przecenionej z 29 tys. wonów na 19 tys (pozdrawiam z Korei). Ja nie sprawdzam paragonów, za to obserwuję na ekranie przy kasie, co aktualnie jest na nia wbijane i ile kosztuje – ekrany są widoczne dla klienta. Niestety nie zrobiłam wtedy zdjęcia plakietki, a dłużej czekać prz kasie już mi się nie chciało. Poprosiłam tylko o odstawienie oliwy.

Temat oszczędności na jedzeniu jest mi bardzo bliski. I wbrew pozorom, najwięcej pieniędzy wyrzucamy (dosłowienie) nie przepłacając przy kupiowaniu droższych produktów, a kupując za dużo jedzenia, które później ląduje w koszu. Temat rzeka, ale tym też warto napisać artukuł.

Pozdrawiam serdecznie
Beata

Odpowiedz

Leszek Październik 31, 2013 o 07:58

Jak po Koreańsku brzmi prośba o odstawienie oliwy ?

Odpowiedz

Beata, Magazyn Kuchenny Listopad 1, 2013 o 02:36

Sprawdź w Google Translator – możesz nawet posłuchać wymowy :-)

Odpowiedz

michal Październik 31, 2013 o 00:02

Ten sam produkt w różnych wersjach jakościowych?
Podam odwrotny przykład z Anglii:
Sałata lodowa z tego samego pola/zbioru trafia do różnych supermarketów, rozbieżność w cenie sięga nawet kilkaset procent. Różnią się tylko kształtem i wyglądem, te „ładniejsze” idą do lepszych sklepów.

Odpowiedz

Oszczędnisia Październik 31, 2013 o 07:26

Z jednej strony wchodzisz do sklepu np po te serki dla syna i widzisz cenę wyższą niż sobie założyłeś, czyli stwierdzasz że ich nie kupujesz i jedziesz do innego sklepu i tu jest kolejny problem. Żeby jechać do kolejnego sklepu spalasz jakąś ilość benzyny, która to niweluje twoją oszczędność na produktach o ile są to małe zakupu, więc moim zdaniem czasem nie warto odkładać towaru ponieważ jest nieco droższy.

Odpowiedz

Michał Szafrański Listopad 1, 2013 o 20:54

Hej Oszczędnisia,

100% zgody. Każdy musi sobie sam odpowiedzieć na pytanie, czy warto sobie zawracać głowę czy nie.

Zwrócę uwagę na jeszcze jeden aspekt: osoba zarabiająca 5 zł na godzinę może trochę niżej cenić swój czas niż ta, która zarabia 100 zł na godzinę. Ta druga powinna się w większym stopniu skupić na oszczędzaniu czasu, a nie zaoszczędzeniu drobnych kwot na zakupach. Oczywiście optymalnie robić i jedno i drugie, ale to wymaga już pewnej wprawy :)

Pozdrawiam

Odpowiedz

patab Październik 31, 2013 o 08:37

Wszystko pięknie, rzecz o oszczędzaniu, tylko dlaczego oszczędzanie krótkoterminowe. Dlaczego nie wspierasz polskiej gospodarki, tylko zagraniczne kapitały?

Odpowiedz

Janek Październik 31, 2013 o 08:59

Oglądałem ten program z Tobą. Niestety trafiłeś na najgorszego rozmówcę czyli na radiowca. Niestety oni zawsze się wybiją ,bo po prostu gadanie to ich zawód. Mam nadzieję ,że w końcu ktoś zaprosi Ci samego i wszystkie pytania będą kierowane do Ciebie.
Co do tekstu to ja uważam ,że Auchan jest najtańszy. Przynajmniej dla mnie. Również często robię zakupy w Lidlu bądź Biedronce ,bo ich oferta jest zróżnicowana i tylko po nie które produkty opłaca się tam jechać. Ja na szczęście mam niedaleko siebie wszystkie trzy sklep. Jednak czasami muszę iść do żabki ,którą mam pod blokiem.
Ciekawym spostrzeżeniem są zakupy w sklepach franczyzowych. Ostatnio w Media markt kupowałem lodówkę. Było to w Krakowie. Cena między jednym media ,a drugim tego samego modelu w ten sam dzień była 400zł mniejsza. Zdziwiłem się ,ale później się dowiedziałem ,że one oprócz nazwy nic nie łączy i ceny mogą mieć inne na każdym produkcie.

Odpowiedz

Arrtur Październik 31, 2013 o 09:09

Michale,
Gratuluję zaistnienia w TVP, choć rozmówcy raczej nie dawali Ci za specjalnie wiele powiedzieć :)
W nawiązaniu do różnych praktyk – miałem do tej pory dość pozytywną opinię na temat Auchan. Niestety jakiś miesiąc temu mocno mnie zaskoczyli. Chodzi o nietypowy sposób promocji mleka. Zawsze tam kupuję mleko o nazwie „Opti” – głównie ze względu na cenę, która w tej chwili jest na poziomie 2,10 za litr. Otóż na ostatnich zakupach ze zdumieniem zobaczyłem, że moje mleko jest w „super promocji”, która wyglądała mniej więcej tak: „Poprzednia cena: 2,79zł Nowa cena: 2,39zł” Rzecz w tym, że to mleko NIGDY w Auchan nie kosztowało 2,79 czy też 2,39! Paskudne oszukiwanie klienta! Pod płaszczykiem promocji i obniżki de facto mamy podwyżkę. Smutne ale prawdziwe.
Jako ciekawostkę dodam że w tym tygodniu mleko Opti znów kosztuje 2,09zł bez promocji i trąbienia o tym w całym sklepie.

Odpowiedz

Agnieszka Październik 31, 2013 o 09:25

Witaj Michale. Dopiero niedawno Cię odkryłam, ale Twój post i zestawienia miesięczne skłoniły mnie do zapisywania wszystkich wydatków mojej 4 osobowej rodziny z mniejszego miasta. Jak będzie gotowe – czyli w grudniu prześlę Ci link ( jeśli można), abyś mógł porównać wydatki i zarobki jakie nas różnią ( Warszawa – małe miasto).
Co do produktów to tak jest : w różnych sklepach różne rzeczy opłaca się kupować, ale do tego to ma głowę mój mąż. Pozdrawiam Cię serdecznie

Odpowiedz

Rafal Październik 31, 2013 o 09:29

Wszystko się zgadza, jedno co mogę dodać od siebie w temacie to:

„cena w sklepiku osiedlowym 7,30 zł! Przemiła obsługa i chyba za to się przede wszystkim tam płaci. Ale nie wiem czy mnie na to stać. Nie tylko finansowo, ale i mentalnie…”
zgadza się, jest drogo „chyba za to się przede wszystkim tam płaci” otóż nie….
problem polega na tym, ze osiedlowy sklep jest w stanie wynegocjować takie ceny minimalne w hurtowni …ze czasami taniej jest iść kupić do marketu w promocji : ), bo jest niższa cena na produkt niż w hurtowni ..sic !!!

Oznacza to tyle, że sklepy te nie mają szans konkurować z marketami cenowo i przy minimalnych marżach mają produkty sporo droższe ..dlatego krzywdzące jest pisać:
„chyba za to się przede wszystkim tam płaci”

Odpowiedz

Luiza Październik 31, 2013 o 10:02

Ja też staram się nie dać „rąbać” na zakupach. Od kilku lat robię zakupy w Lidlu i Leclercu. Pobliskie Tesco (mieszkamy Michale obok siebie) jest koszmarnie drogie a do tego często cena na regale ma się nijak do ceny nabijanej na kasie. Ale zauważyłam jeszcze jedną rzecz – w Leclercu kupuję np. serek wiejski, którego cena nie zmieniła się od dwóch lat. Korzystam tam też z promocji „śmierdzących” serów na wagę. Regularna cena sera (który kupuję w promocji) to 50zł/kg. W promocji kupuję za 20-30zł/kg. Ser ma 3 dniowy termin przydatności do spożycia. Zjadamy go wtedy od razu na kolację/śniadanie. Musli też produkuję sama z mieszaniny płatków/otrąb i „suszków”. Dzięki temu nie muszę szukać w opakowaniu rodzynek czy żurawiny, o której wspomniano w składzie:)
Pozdrawiam

Odpowiedz

Lusia Październik 31, 2013 o 10:19

No to już wszystko wiem. Dziś biorę się za zestawienie produktów, które kupuję miesiąc w miesiąc i pobiegam po sklepach. Uważałam, że parę gr w tą czy tamtą ..
Pewnie mój wynik mnie zaskoczy! :)

PS: Ja wpadam w pułapkę chodzenia głodną do sklepu ;D

Odpowiedz

Jan Październik 31, 2013 o 11:00

Najciekawszych rzeczy można często nie zauważyć. Oszczędził Pan na deserze. Świadomie Pan kupuje (przynajmniej jeżeli chodzi o ceny). Dobrze. Wie Pan jak na tych zakupach zaoszczędzić prawie 50 złotych?
Akceptuje Pan cenę 97gr za litr wody, kiedy w domu ma Pan wodę po 1gr za litr. Wiem, że ta ze sklepu lepsza. O niebo lepsza. Ale czy 97 razy lepsza?

Odpowiedz

Michał Szafrański Listopad 1, 2013 o 20:59

Hej Jan,

Dziękuję za komentarz. Skąd przeświadczenie, że nie zauważam tego ile płacę za wodę? Może Cię zaskoczę, ale chciałem kupić tą konkretną wodę w tych konkretnych rozmiarach.

Zresztą już o tym pisałem w tym komentarzu: http://jakoszczedzacpieniadze.pl/ile-przeplacasz-na-jedzeniu#comment-30100

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Rafti Październik 31, 2013 o 11:05

Kolejny świetny wpis i kolejne ciekawe info jakby z „mojego życia”. Podstępuje bardzo podobnie i zgadzam się z artykułem w 100%. Właśnie odpalam do Auchan – paliwko + zakupy za 200 zł to oszczędność ok 30 zł (choć muszę kawałek dojechać). Leclerc na Bielanach też polecam – bo mam go pod domem + NIE MA KOLEJEK! i nie traci się czasu.

Odpowiedz

pawel Październik 31, 2013 o 11:50

Sposób na oszczędzanie z porównaniem sklepów ok, ale na tym przykładzie jeszcze bardziej oszczędzić, np zamiast monte kupować produkty nie markowe które smakują tak samo a kosztują mniej, lub jeśli dużo idzie danego produkty, zrobić go samemu, a wtedy wyjdzie jeszcze taniej. pzdr

Odpowiedz

Leszek Październik 31, 2013 o 12:01

W calym artykule umyka pewien wazny aspekt. Wszystkie wymienione przez pana hipermarkety to kapital zagraniczny. W wyniku swojego lobbingu (smarowania) sa w stanie zalatwic sobie korzystne warunki podatkowe czyli innymi slowy załatwic sobie korzystne dla siebie prawo. Co wiecej transferuja zyski do swoich centrali za granica. Takich mozliwosci nie maja mali polscy przedsiebiorcy prowadzacy osiedlowe sklepiki. Powstaje hipermarket i wykasza 90% malych sklepikow w okolicy wlasnie dlatego ze moze zaoferowac monte za 5 zl a nie za 7. Maly sklepik nie ma takiej mozliwosci bo musi w zebach zanosic wielki haracz do US (nie ma tak preferencyjnych warunkow jak hipermarket). Maly sklepik upada jego wlasciciel przestaje zasilac budzet podatkami a dodatkowo obciaza budzet panstwa jako bezrobotny – Panstwo ma mniej pieniedzy na inwestycje, popada w impas. Wiecej bezrobotnych to spowolnienie gospodarki, to podwyzszenie cen to wreszcie kryzys. Nie mam nic przeciwko konkurowaniu cenami ale wszystkich powinny obowiazywac te same zasady – wtedy konkurencja jest fair play. Orban na Wegrzech postawil sie hipermarketowym korporacjom i opodatkowal je tak jak wszystkie inne. Lewactwo oczywiscie zawyło ale tak powinno sie postepowac jesli mysli sie globalnie o gospodarce swojego kraju. Teraz Wegry zaczynaja powoli wychodzic z bagna w jakie wpedzily je lewackie rzady ktore siedzialy w kieszeni korporacji. Ja wole pójść tam gdzie wspieram polskiego przedsiebiorce i nawet zapłacić drozej. W skali mikro to sie moze rzeczywiscie nie oplacac ale w skali makro ma to wg mnie wiecej sensu. Panuje opinia ze kapital nie ma ojczyzny ale ja sie z tym całkowicie nie zgadzam.
Pozdrawiam

Odpowiedz

stock Październik 31, 2013 o 13:43

Jakież to „korzystne warunki podatkowe”, których nie mają polscy przedsiębiorcy, mają zagraniczne sieci?

Odpowiedz

Leszek Październik 31, 2013 o 14:32

Chodzi mi o pozornie legalne transakcje miedz fila w polsce a centrala za granica ktore obnizaja dochod a w efekcie podatek. Przykladowo robie w polsce rebranding i za nowe logo place centrali we Francji 50 mln zl. No tyle sobie zazyczyli to tyle place moj dochod spada, spada wiec i podatek. ponizej jeden z wygooglowanych artykułów http://www.dziennikpolski24.pl/pl/aktualnosci/kraj/1285507-zagraniczne-sieci-handlowe-uciekaja-naszemu-fiskusowi.html

Odpowiedz

stock Październik 31, 2013 o 14:50

To nie jest takie proste, jak się może na pierwszy rzut oka wydawać. Akurat korporacje bardzo uważają, żeby to „tyle sobie zażyczyli” miało dobre uzasadnienie i w przypadku takich akcji jak rebranding koszty są bardzo skrupulatnie wyliczone.
Poza tym takie działanie jest też możliwe w przypadku polskich (tych większych) spółek – część z nich ma zresztą znaki towarowe wyprowadzone do spółek poza Polską.

Zresztą, jaki sens ma podwyższanie kosztów w Polsce i podwyższanie przychodów we Francji/Niemczech, skoro w Polsce CIT jest zdecydowanie niższy niż tam?

Niezależnie od powyższego, nazywanie tych operacji „korzystnymi warunkami podatkowymi” jest przekłamaniem, bo sugeruje, że polski rząd inaczej traktuje inwestorów zagranicznych niż polskich, a to kwestia (całkiem już dawnej) przeszłości.

Przy okazji, opodatkowanie zagranicznych sieci na Węgrzech to pomysł jak najbardziej „lewacki”, więc jak już ktoś miał wyć z tego powodu, to raczej „prawacy”.

Odpowiedz

Krzysztof Październik 31, 2013 o 15:05

Jakiś czas temu fundacja republikańska przedstawiła zestawienie podatku dochodowego płaconego przez największe sieci handlowe zagranicznego pochodzenia działające w Polsce.

Suma wszystkich firm w stosunku do obrotu jest delikatnie mówiąc śmieszna.

W takim przypadku nie trzeba przeprowadzać rebrandingu, wystarczy płacić za logo, które może funkcjonować w Polsce od początku uruchomienia sieci.

Stawka za logo jest mniej więcej równa przychodom po uwzględnieniu kosztów „rzeczywistych” (lokale, grunty, płace, itp.) resztę stanowi koszt logo by zysk do opodatkowania był jak najbliższy 0.

Uważam, że te sieci nie stosują maksymy, która jest w polsce od 1989 roku lansowana, że kapitał nie ma narodowości. Płacą większe podatki w kraju z którego pochodzą.
Wyjątkiem może tutaj być przywoływana Bieda, której właściciele przenieśli firmę z Portugalii, gdzie podniesiono podatki do Holandii.

To jest wątek na oddzielną dyskusję, niekoniecznie na tym blogu. Nie mniej jednak moim zdaniem to jest bardzo duży problem i rozwiążanie jakie zostało zastosowana na Węgrzech (opodatkowanie przychodów a nie zysku, celowo zaniżanego) jest jak najbardziej warte stosowania w każdym kraju.

Odpowiedz

Krzysztof Październik 31, 2013 o 12:10

Bardzo cenny wpis – zgadzam się z Panem.

Odpowiedz

stock Październik 31, 2013 o 15:18

Muszę odpowiedzieć tu, wyżej nie ma opcji reply.

Dobrze by było poznać takie zestawienia porównując zagraniczne i polskie sieci handlowe. Sam przykład zagranicznych niewiele tu mówi.

Koszt logo oblicza się w większości przypadków po prostu jako procent przychodów, nie stosuje się sztuczek mających nim manipulować, aby podatek był bliski 0.

„Uważam, że te sieci nie stosują maksymy, która jest w polsce od 1989 roku lansowana, że kapitał nie ma narodowości. Płacą większe podatki w kraju z którego pochodzą.
Wyjątkiem może tutaj być przywoływana Bieda, której właściciele przenieśli firmę z Portugalii, gdzie podniesiono podatki do Holandii.”

Dobrze, że podajesz kontrprzykład :), który jest według mnie potwierdzeniem zasady, a nie wyjątkiem. Moim zdaniem akurat teza, że kapitał nie zna granic, doskonale się sprawdza w przypadku sieci handlowych. Dużo gorzej się za to sprawdza szczególnie w przemyśle, zależnym od zamówień rządowych lub mniej jawnej pomocy państwa.

Odpowiedz

Bartek Stańczyk Październik 31, 2013 o 12:21

Jest jeszcze jeden sposób na mniejszy rachunek przy kasie w sklepie – bardzo prosty i oczywisty – robienie zakupów z listą. Często wzięcie jednej dodatkowej rzeczy (bez której pewnie spokojnie byśmy się odeszli) może powiększyć rachunek o te kilka procent. Takie impulsowe zakupy sporo nas zwykle kosztują.
W mojej rodzinie sposób mamy następujący. Korzystamy z bezpłatnej aplikacji-serwisu Wunderlist. To cały system aplikacji na telefon (iOS, Android i inne chyba też), na OS X, na Windows i właściwie na każdy komputer z internetem, bo można też korzystać z interfejsu na stronie WWW. W programie mam 3 listy: Biedronka, Auchan, Apteka. Listy są „współdzielone”, czyli można je udostępnić innym osobom.
Za każdym razem w domu, gdy coś się kończy (jedzenie, leki, ręczniki papierowe, cokolwiek) od razu wyciągamy telefon i dopisujemy do Wunderlista. Do tego tradycyjne planowanie posiłków i na tej podstawie dopisywanie produktów. Przed wyjazdem do sklepu siadam jeszcze na 5 minut do komputera, żeby posortować produkty zgodnie z topografią sklepu (na telefonie trochę to uciążliwe) i w sklepie robię zakupy z listą.
Jest jeszcze jeden bonus – lista się synchronizuje bardzo szybko i często gdy robimy zakupy we dwoje w jednym sklepie rozdzielamy się i zaczynamy od dwóch przeciwległych końców sklepu. Widzimy na swoich telefonach, które produkty druga osoba już ma w koszyku. Dwa razy szybsze zakupy :)
Często gdy jestem sam w sklepie żonie przypomina się coś, że trzeba kupić i zamiast dzwonić dopisuje do listy (bo widzi, że jestem jeszcze w sklepie i widzi jak znikają produkty).
Wszystkim polecam :) wiem, że są inne programy – np. polski Listonic lub ShopShop – ale one nie działały mi tak płynnie.

Odpowiedz

Maga Październik 31, 2013 o 13:08

No tak. Nigdy nie mogłam zrozumieć ludzi robiących duże zakupy w naszym osiedlowym sklepiku, który ma ceny z kosmosu. Osiedlowy sklepik jest, moim zdaniem, od tego, żeby skoczyć do niego w sytuacji awaryjnej, jak robimy dzieciom wieczorem kolację i okazuje się, że nam się masło skończyło.
Z drugiej strony obce mi jest również (ale wiem, że są tacy, którzy to praktykują) jeżdżenie do pięciu sklepów, bo w tym tańszy jest olej, w tym mleko, a w kolejnym kawa. Szkoda mi na to czasu, który dla mnie, pracującej zawodowo matki małych dzieci, jest bardzo cenny.
Zakupy robimy zwykle w Auchan, Carrefourze i w Biedronce, czasem w Lidlu. Wędliny i mięso w osiedlowym mięsnym, bo wiem, że mają dobre jakościowo. No i warzywniak, oczywiście.
Gdybym miała gdzie trzymać większe ilości niektórych produktów, to pewnie część kupowałabym w Makro.

Odpowiedz

Ania Październik 31, 2013 o 13:14

Pamiętam, że nie lubisz Biedronki, ale do wczoraj Monte 6+2 kosztowało 4,69zł. To chyba najlepsza oferta jeśli chodzi o Monte…? Pozdrawiam serdecznie :-)
http://gazetki.biedronka.pl/g223,inspiracje_tygodniowe.html#/Inspiracje%20tygodniowe/4

Odpowiedz

Bartek Stańczyk Październik 31, 2013 o 14:54

A dodając jeszcze cashback w Getinie (iKasa) potencjalny, to cena tego 6+2 spada z 4,69 zł do 4,22 zł :) Swoją drogą polecam to płacenie mobilne. Jako rodzinny early-adopter założyłem sobie konto w Getinie i już 2 razy płaciłem w Biedrze mobilnie :) Moim zdaniem to super sprawa, szybciej niż gotówką i szybciej niż kartą w moim odczuciu.

Odpowiedz

Michał Szafrański Listopad 1, 2013 o 21:21

Hej Bartek,

Dobry patent z tym cashbackiem 😉

@Ania – ja nie mam nic przeciwko Biedronce. Wręcz przeciwnie :-)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Ola Październik 31, 2013 o 17:56

Witaj Michale,
chyba nie muszę dodawać, że jestem stałą czytelniczką bloga od jego początków :)
Temat oszczędności na jedzeniu jak zwykle wzbudza wiele emocji, głównie w oparciu o stereotypowe myślenie, że taniej oznacza gorzej, co jest absolutną nieprawdą. Razem z mężem prowadzimy rejestr wydatków od prawie 5 lat i mogę powiedzieć, że na jedzenie miesięcznie wydajemy 700 zł. Oczywiście można zejść poniżej tego pułapu, ale przy ograniczonym czasie, jest to trudne. Można oszczędzać na samych produktach, bazując na różnej ofercie sklepów, ale wiele oszczędności przynosi odpowiednie planowanie menu oraz gotowanie samemu. Istnieje wiele różnych blogów kulinarnych, które zawierają nieograniczoną ilość przepisów, między innymi na wypiek chleba, domowe wędliny oraz desery, które oszczędzaja nasz portfel, nie ograniczając jednocześnie jakości spożywanych posiłków. Nie wiem, jak Ty, Michale, lub Twoja żona, ale ja zawsze w niedzielę robię przegląd szafek kuchennych i na tej podstawie komponuję menu obiadowo – sałatkowo – deserowe na cały tydzień, bazując na tym, co mam. Wyszukuję przepisy w internecie i robię listy zakupów. Wynikają z tego dwie korzyści: idąc do sklepu rzadko kupuję więcej niż to, co mam na liście, oraz mogę odpowiednio ubogacić dietę w odpowiednie substancje odżywcze. Gdybym miała jeszcze więcej samozaparcia, piekłabym samodzielnie chleb (mówię tu o systematycznym pieczeniu).
W naszym przypadku ten system się sprawdza, nawet, jeśli robię zakupy codziennie (ale za to w dyskoncie) i kupuję male ilości (jestem przeczulona na punkcie psucia się jedzenia, a nie lubię dojadać, „żeby się nie zmarnowało”).
Natomiast wracając do kwestii różnicy w cenach, staram się wykorzystywać promocje cenowe, zwłaszcza na kawie, gdzie różnica w cenie wynosi nawet 10 zł na 200g opakowaniu i kupuję wtedy na zapas, analogicznie robię z płynami do płukania ust (5 zł różnicy na 500ml butelce).
O jeszcze jednej rzeczy chciałam wspomnieć: robiąc nasze miesięczne podsumowania wydatków, jesteśmy w stanie oszacować, ile wydajemy na chleb – 30 zł, kupując bochenek białego chleba w osiedlowej piekarni co 2-3 dni. 30 zł w skali miesiąca nie jest dużą kwotą, tak samo jak 3 zł za bochenek. Natomiast 4 zł już wydaje się być drogo, podczas gdy w miesięcznym przełożeniu daje to 10 zł więcej. I tutaj nasuwa się zasadnicza refleksja: przy bilansowaniu budżetów i próbie oszczędzania warto skupić się na elementach, które bardziej obciążają nasz budżet domowy, a nie skupiać się na takich detalach. Na nie przyjdzie czas później (albo i nie przyjdzie 😉 ).

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Anna Październik 31, 2013 o 22:25

Witam Michale!

Moje sposoby na oszczędzanie pieniędzy przy kupnie żywności były i są różne, kilka lat temu byłam np. audytorką i zajmowałam się spisem cenowym w hurtowni Tradis, po spisie dokonywałam nie tylko tańszych zakupów, ale później dostawałam jeszcze drobne wynagrodzenie za to, naprawdę dobre jogurty w tej hurtowni były tańsze na dzień dobry o trzydzieści procent, nie mówiąc kiedy zbliżał się termin ważności była wyprzedaż dosłownie za grosze, a obecnie hodujemy z mężem wiele warzyw we własnym ogrodzie, dodatkowo w sezonie robię samodzielnie dużo zapraw.I jakoś się kula do przodu. Staram się nie przepłacać za produkty, bo dlaczego pieniążki nie mają zostać w mojej kieszeni tylko w cudzej? I tak np. nie uwierzysz, ale chleb kupuję obecnie za 1,50, bułki za 0,40 a naprawdę dobre drożdżówki za 0,75 i to nie w żadnym markecie, ale od lokalnego producenta, dodatkowo potrafię obecnie, bo moje warzywa już są zebrane na rynku zaopatrzyć się w dosłownie w wielką siatkę warzyw za 10 zł, które starczają mi dla naszej trzyosobowej rodziny na kilka dni. I naprawdę nie zmyślam!

Odpowiedz

Fantomas Październik 31, 2013 o 22:58

Najtaniej to zamiast kupować jakieś desery nauczyć się kilku przepisów i samemu zrobić.
Pomijam już fakt, iż wtedy dziecko nie je różnych podejrzanych składników w rodzaju E coś tam.

Odpowiedz

rozważny klient Październik 31, 2013 o 23:06

Ja jak mam ochotę na deser to kupuję maślankę mrągowską o smaku straciatella około 3 złote z kawałkiem za chyba litr a na jednym pojemniku będziesz miał pewnie więcej niż 8 serków monte.

Odpowiedz

anuszka Listopad 1, 2013 o 21:02

Moim sposobem na spore wydatki była zmiana diety na zdrowszą : po szerokim zapoznaniu się z materiałami dot. zdrowego odżywiania, przeczytaniu kilku książek, artukułów, obejrzeniu filmów podjęłam decyzję ograniczenia ; wszelkiego typów jogurtów , jedyne wartości prezentuje kefir, wykluczenie mięsa -ale jem jeszcze ryby, zmniimalizowanie przechodzące stopniowo w wykluczenie drogich słodyczy wzamian za owoce , nasiona , pestki ,miód , czasami syrop klonowy lub z agawy. Chleb razowy na zakwasie kupiony na targu, nie jest napompowany, przez co 2 kromki są tak sycące jak 5 kromek zwykłego białego chleba. Wiele wartosciowych kasz; jaglana, gryczana, jęczmienna, pęczak. owoce, warzywa.` Wszystkie chemiczne balsamy do ciała, kremy zostały wyrzucone, za to stosuje olej kokosowy , którym smaruje całe ciało i twarz.wystarcza na wiele dłużej niż napakowany parafiną pochodzącą z destylacji ropy naftowej, zatykającą skórę, balsam znanych marek. Zaoszczedzam w ten spobób kilkaset złotych miesięcznie, a korzyści zdrowotne są nieocenione biorąc pod uwagę fakt przyszłych świadczeń zdrowotnych wynikających z niewłaściwego odżywania . Znając niedoceniony wpływ zdrowego odżywania na stan zdrowotny w dalszych dekadach życia gorąco polecam każdemu! Pamiętajcie…na choroby trzeba sobie zapracować latami wcinania np. Monte, picia Pepsi i piw :) ps. mam dobre wyniki badań :)

Odpowiedz

Krzysztof Listopad 1, 2013 o 21:44

dostaliśmy piekarnik do samodzielnego wypieku chleba, wiemy co jemy a przy tym oszczędzamy jedząc produkt lepszy niż sklepowy.

Nakład pracy jest przy tym minimalny:)

Polecilismy to rozwiązanie kilku znajomym, troje się zdecydowało i są takze zadowoleni:)

To kolejny przykład oszczędności a zarazem racjonalności (zdrowie)

Odpowiedz

BJK Listopad 7, 2013 o 04:39

Rany, a ja myślałem, że moja dieta jest drakońska… Osobiście nie wyobrażam sobie odstawienia mięsa – to dla mnie podstawa, aczkolwiek wolę drób i wołowinę od wieprzowiny 😀
Co do kwestii wydatków, nie wydaje mi się, żeby pestki, nasiona, owoce, miód i ryby były tańsze od „odrzuconych” produktów. Ba, nawet na pewno nie są. Kasze, ryż czy ziemniaki to są zapychacze kaloryczne – mimo, ze tanie to jednak dla mnie to równie puste kalorie jak w przypadku Pepsi… Wolę zjeść na obiad 400g mięsa anieżeli 200g mięsa i 200g ziemniaków…

Odpowiedz

Andrew Listopad 2, 2013 o 00:47

Kawa Woseba Mocca fix gold 500g

Ceny stałe:
osiedlowy 19,9
Tesco 17,89
Astra Wrocław 10,9

Ceny promocyjne:
Dino 8,88

Różnica od ceny minimalnej do maksymalnej 124%

Różnica od najtańszej do najdroższej

Odpowiedz

Magda Listopad 2, 2013 o 11:31

O właśnie, moja ulubiona kawa :) we Wrocławiu jest chyba 5 sklepów Konkret – tam co jakiś czas jest promocja – 9,99 zł.
A przedwczoraj w Kauflandzie kupiłam tę kawę, ale w opakowaniu 250g za 4,95. Od razu zapas 4 szt. – do domu i do pracy. Na miesiąc wystarczy, a pewnie w tym czasie pojawi się promo gdzie indziej.
Dzięki za info o Dino, będę zaglądać. :)

Odpowiedz

Magda Listopad 2, 2013 o 11:48

Przeczytałam wszystkie komentarze, dzięki nim poznałam m.in. tanią aptekę Gemini 😉
Dodam jeszcze coś od siebie – dla osób, które lubią ubrania z Bon Prix – na Allegro jest dużo firm, które (chyba?) skupuje końcówki serii lub może zwroty i sprzedaje je na licytacjach. Przykład sprzed kilku dni: spodnie, które mają cenę katalogową 84,99 zł http://www.bonprix.pl/produkt/spodnie-ze-stretchem-918490/?category=374&type=image&return=ref ktoś kupił za 16,17 zł http://allegro.pl/show_item.php?item=3656631197

I jeszcze słowo nt zwierząt – muszę kupować specjalną karmę, której nie ma w supermarketach, więc zakupy robiłam na Allegro, ale potem zajrzałam na stronę firmy, która sprzedawała przez A i okazało się, że „u siebie” mają jeszcze taniej. To pewnie nic odkrywczego, ale dla mnie – naiwnej – to było coś. 😉 Firma się nazywa Keko, a lubię ich też za to, że jak pakują zamówienie (żwirek + karma), to nie oklejają tego wszystkiego taśmą, że przy rozpakowywaniu rozrywają się opakowania karmy i jest ryzyko zjełczenia.

Odpowiedz

dan_daki Listopad 2, 2013 o 17:29

WOW, z tym Monte to niezła przebitka cenowa :) a propos Auchana… We Wrocławiu jest ich mniejszy sklep figurujący pod nazwą Simply – tamtejsi sprzedawcy wystawiają cyklicznie taką oto porównywarkę przed głównym wejściem 😀 https://www.facebook.com/photo.php?fbid=200427970133256&set=a.162598300582890.1073741827.160535174122536&type=1&theater

Mają naprawdę tanio, więc polecam 😉 ale ta porównywarka niezmiennie mnie bawi. Gdyby ktoś nie skojarzył oznaczeń literowych – w okolicy jest Lidl, Kaufland oraz Biedronka :) pozdrawiam! dd.

Odpowiedz

Justyna Listopad 2, 2013 o 17:35

Zgadzam się z wieloma opiniami przeczytanymi tutaj, że jednym z ciekawszych sklepów pod względem cen jest Auchan. Jeżdżę tam na większe zakupy. Natomiast na osiedlu mam Carrefour express, więc siłą rzeczy najczęściej w nim kupuję. Ma często fajne promocje, a także kartę Rodzinka, dzięki której zbieram punkty. Za każde 600 punktów (przy częstych zakupach nie tak trudno je zebrać) dostaję 10 zł na kolejne zakupy. W ciągu roku kilka takich dziesiątek się uzbiera.
Pozdrawiam Czytelników i niezmiennie chylę czoła przed Michałem jako autorem tego bloga. Naprawdę dobra robota!

Odpowiedz

Michał Szafrański Listopad 4, 2013 o 06:50

Hej Justyno,

Dziękuję za tak przemiłą opinię :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

marioG Listopad 3, 2013 o 18:57

Jeśli chodzi Carrefoura to dziwię się, że nikt nie wspomniał tu jeszcze o tym, jak fajny mają program premiowy. Otóż wystarczy wyrobić u nich kartę debetową i płacić nią za zakupy w poniedziałki bądź piątki. Każde zakupy na kwotę co najmniej 100 zł ( z zaokrągleniem do 50 zł) premiowane są 10% bonem na kolejne zakupy. I tak: jeśli zapłacę kartą przy kasie 100 zł – od razu otrzymuję bon na 10 zł. Jeśli zapłacę 150 zł, to już mam bon na 15 zł, itd. Plus punkty na kartę Rodzinka, o której wspomniała Justyna to także 10 zł za każde 600 pkt. Dodam, że płatności kartą na sumę co najmniej 500 zł/miesiąc (wszędzie, nie tylko w Carrefourze, również płatności internetowe) zwalniają z opłaty za kartę 5,99 zł – i jest to jedyny koszt posiadania tej karty. Polecam!

Odpowiedz

MiGoo Listopad 5, 2013 o 15:43

Ja mam trochę inną opcję w Rodzince – otóż w dni powszednie mam 5% zniżki na prawie cały asortyment (bez alkoholi wysokoprocentowych czy produktów dla dzieci), natomiast w weekendy 10%. A jako że robią bardzo często super promocje, ceny mają podobne do Auchana, a na dodatek mam do niego blisko (ceny na stacji mają też prawie takie same jak w Auchanie), to już wiecie, gdzie najczęściej robię duże zakupy (raz na dwa tygodnie). Zdecydowanie się opłaca! :)

Odpowiedz

krogon Listopad 4, 2013 o 19:16

1. Jeśli chodzi o różnicę procentową między jogurtami a telewizorem. Jedząc tańszy (o te 37gr) jogurt codziennie, wspomniane 200zł osiągniemy dopiero po 1,5 roku. Więc w wyliczeniach trzeba również uwzględnić częstotliwość danego zakupu w przeciągu pewnego okresu.

2. Wspomniałeś, że dwukrotnie w tygodniu udajesz się do różnych sklepów po różne zakupy. Zwykle takie duże markety jak Auchan umieszczone są na obrzeżach miasta, a to wiąże się z kosztami transportu. Jeśli więc robimy niewielkie zakupy możemy wyjść stratni gdy doliczymy zużyte paliwo w cyklu miejskim.

Odpowiedz

pxpp Listopad 4, 2013 o 21:31

Witam,

jest to mój pierwszy wpis a czytam ten blog od kilku tygodni. Gratuluję pomysłu i ciągłej inspiracji do uśiadamiania i przypominania nam jak oszczędzić trochę z ciężko zarobionych pieniędzy. W kwestii zwydatkóww na jedzenie zrobiłem ostatnio mały eksperyment, którego wynikami chcę się podzielić.
Zaczeliśmy z żoną jeść więcej ryb a ich ceny bywają wysokie, ekperyment padł na łososia. A więc cena filetu w Auchan 55 zł/kg, cena wypatroszonego łososia 20zł/kg. Zakupiłem całą rybę(2,8kg), poczytałem w internecie jak filetować. Straciłem na tą operację 20 minut a efekt następujący:
waga ryby: 2,8 kg
waga odpadów(łącznie z głową, nie lubię zupy rybnej): 0,85 kg
waga otrzymanych filetów: 1,95 kg
Reasumująć koszt kilograma filetu wyszedł mi na poziomie (2,8kg*20zł)/1,95kg= 28,72zł co jest prawie połową ceny gotowego filetu.

pozdrawiam

Odpowiedz

Michał Szafrański Listopad 5, 2013 o 19:43

Hej Pxpp,

Witam Cię serdecznie na blogu :) Dziękuję za komentarz i Twój wkład w dyskusję.

Pozdrawiam

Odpowiedz

BJK Listopad 7, 2013 o 04:31

Michał – znów trafiony artykuł :)
Jednak moim zdaniem zabrakło najważniejszego – czyli sugestii żeby się rozejrzeć jakie sklepy ma się nie tyle w najbliższej okolicy domu, ale też co mijamy w drodze z pracy. Ja w okolicy domu mam Biedronke, Top Market i Carefour. Natomiast w drodze z pracy mijam Biedronkę, Lidl, Auchan i Real…
Osobiście też dość często zamawiam w Tesco – dostawa do domu jest nie do przecenienia, natomiast żeby ta sama dostawa się opłacała w Auchan Direct muszę zamówić produktów za ponad 150zł (dostawa w Tesco jest tańsza niż w Auchan). Osobiście wiem jakie produkty kupuję tylko w Biedronce, jakie tylko w Lidlu, a całą resztę w Auchan tudzież przy zamawianiu w Tesco. Oczywiście dla jednego produktu tańszego o 20gr nie zjeżdżam pod drugi sklep tracąc czas i paliwo na zgaszenie/uruchomienie silnika, ale jak produktów jest kilka to robię rajd po sklepach :)

PS. I w sumie miałem tak jeszcze nim zacząłem myśleć o świadomym oszczędzaniu, bo będąc poza granicami Polski parę lat temu też robiłem rajd po trzech czy czterech sklepach kupując najtaniej to czy tamto…

Odpowiedz

Aga Listopad 7, 2013 o 09:00

Robię zakupy w podobny sposób. Mam to szczęście, że w promieniu nie więcej niż 5 km od miejsca zamieszkania mam wiele różnych sklepów, wiele też po drodze z pracy. Czasem przeglądam gazetki, czasem sprawdzam ceny na miejscu. Ulubione produkty w dobrych cenach kupuję zazwyczaj na zapas. Dotyczy to jednak przede wszystkim chemii i kosmetyków np. ulubiony podkład Creme Puff kupuję wyłącznie korzystając z promocji, jego normalna cena w sieciowych drogeriach waha się od 40 do 45 zł, w drogeriach internetowych jest niższa, ale po dodaniu kosztów przesyłki wzrasta. Ja kupuję go zawsze za cenę ok. 25 (w latach ubiegłych nawet poniżej 20 zł, ale ostatnio jego standardowa cena wzrosła) – przynajmniej dwa razy w roku, w którejś z sieciówek pojawia się taka możliwość, kupuję wówczas na zapas, zazwyczaj dwa opakowania. Rocznie zużywam 4 opakowania tego pudru. Inny Przykład to płyny do prania Perła Woolite, ostatni mój zakup to 4,5 litra w cenie 22,99 zł w Tesco (trochę ponad 5 zł za litr), w tym samym okresie w Carrefour promocyjna cena 4 litrów wynosiła ok. 29 zł (nie pamiętam dokładnie). Dobre promocje Perły pojawiają się w Realu to zazwyczaj oferty 1+1 za grosz, przy czym opakowania są 2 litrowa, cena jednego to 19,99 – 24,99 (cena z aktualnej obowiązującej promocji to 21,99 zł). Standardowa cena tego płynu to nawet 9,99 zł za litr. Przyznam, że nie pamiętam czy kiedykolwiek kupiłam jakiś środek do prania w cenie standardowej Podobne przykłady można byłoby mnożyć i wykorzystywać – potrzeba tylko trochę dobrej woli i zorganizowania zakupowego, oczywiście sprzyjające warunki w postaci bliskości różnych sklepów są bardzo ważne. Wpadłam nawet na pomysł przeprowadzenia pewnego eksperymentu – będę dokładnie spisywać różnice między cenami standardowymi a promocyjnymi produktów, które będę kupować i idąc dalej – zamierzam te pieniądze rzeczywiście oszczędzać. Pozdrawiam, Aga.

Odpowiedz

Karol Listopad 7, 2013 o 09:18

Dla osób prowadzących DG polecam zakupy w hurtowaniach spożywczych.

Odpowiedz

Karol Listopad 7, 2013 o 09:18

Dla osób prowadzących DG polecam zakupy w hurtowaniach spożywczych. Do zarejestrowania się wymagany jest NIP i dokumenty rejestrowe firmy. Nie musimy być firmą z branży spożywczej (chociaż wtedy rabaty są większe :)

Odpowiedz

Ola Listopad 7, 2013 o 16:16

Podbijam. Dzisiaj w Piotrze i Pawle widziałam cenę czteropaku Monte Max za coś ok 7,5 zł… jeśli nie więcej nawet, nie pamiętam bo tylko omiotłam wzrokiem…

Odpowiedz

Morpheus Listopad 8, 2013 o 13:21

Jeśli chodzi o media – to jak napisałeś – nie chodzi o generowanie z nich ruchu, ale bardziej jako narzędzia budujące autorytet. Teraz możesz mówić, że media Cię zapraszają w roli eksperta. A to podnosi wartość wizerunku u tych, którzy już Cię znają lub którzy trafiają pierwszy raz na Twoją stronę. Także zawsze możesz to później wyeksponować na stronie.

Powodzenia 😉
Morpheus

Odpowiedz

Konsumentalista Listopad 8, 2013 o 23:56

Robiłam ostatnio analizę dotyczącą dzikiego ryżu – gdzie go można kupić, za ile, jakie triki sprzedażowe stosują sprzedawcy… I, co ciekawe, wyszło mi, że różnica w cenie też potrafi dojść do ponad 70%!
http://www.konsumentalista.pl/juz-nie-taki-dziki-ryz-gdzie-go-kupic-i-po-ile/

Odpowiedz

GrzeTor Listopad 10, 2013 o 18:25

Podobno w USA jest teraz modny trend pt. „gotowanie raz w miesiącu”. Jego podstawą jest zakup gigantycznej zamrażarki, której zadaniem jest przechowywanie poporcjonowanej na pojedyncze posiłki żywności. Wówczas przyrządzenie posiłku w danym dniu sprowadza się do wyciągnięcia od jednego do kilku przygotowanych woreczków z zamrażarki o odgrzania.

Mechanizm działania jest prosty – jeden dzień w miesiącu przeznacza się wyłącznie na żywność. Kupuje się ją w dużych porcjach (czyli taniej!), gotuje, smaży piecze itp., przy czym krytyczne jest aby wynik końcowy był podzieliony na porcje o wielkości do jednorazowego spożycia. Takie porcje pakuje się w woreczki do zamrażania i wrzuca do tej wielkiej zamrażarki.

Wg praktykujących powyższe pozwala oszczędzić zarówno czas, jak i pieniądze.

Odpowiedz

Piotr Listopad 13, 2013 o 13:17

Masz ci los, dałem 5,79 za Monte :/

Odpowiedz

Hania Listopad 13, 2013 o 23:33

Jestem na Pana blogu pierwszy raz, trafiłam z jestKultury i jestem zachwycona postem! Z ekonomią mam tyle wspólnego co komary z zimą więc pewnie bym nic nie zrozumiała z „poważniejszego” tematu i zarzuciła czytanie Pana bloga. A z ekonomią i finansami należy mieć w dzisiejszych czasach dużo wspólnego, Zamierzam więc zaglądać, monte mnie zachęciło :)

Ostatnio robię zakupy w lidlu, ma tą przewagę nad biedronką i kilkoma osiedlowcami, że można płacić kartą. I właśnie o jednej cenie osiedlowej chciałabym wspomnieć. Serek mascarpone 250g osiedlowiec 6,30 lidl ~4,69 biedronka ~ 4,59
na dwóch osiedlowych serkach robią się prawie trzy z sieciówki

Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia w prowadzeniu bloga!

Odpowiedz

Yuki Listopad 14, 2013 o 13:16

faktycznie jesli ktos pracuje, zajmuje sie domem i ma na dodatek inne rzeczy na glowie ciezko bedzie mu na poczatku sprawdzac ceny i chodzic do roznych sklepow.
na wlasnym przykladzie powiem ze z czasem tego czasu potrzebujemy coraz mniej, wiec warto, naprawde warto.
i ja nie patrze na cene detaliczna ale na kg badz litr, i mam w glowie taka swoja liste ulubionych produktow i porownuje. sprawdzajac ceny w ten sposob nie ograniczamy sie do wielkosci opakowania ktore co i rusz sie zmienia badz promocji ktora wydaje sie interesujaca a po porownaniu wcale taka nie jest.
jem tez bio a to jak wiadomo wydaje sie drozsze od „tradycyjnego jedzenia” ale np orzeszki laskowe, rzecz droga w moich sklepach, w moim Auchan (musze dodac ze mieszkam we Francji) w dziale bio kosztuja 10€ za kilogram badz 5€ za kilogram nie bio czyli maja pestycydy i inne swinstwa, a juz w sklepie bio kosztuja 5€ za kilogram. 50% roznicy jesli chodzi o bio albo ta sama cena tyle ze lepiej brac bio. no i bardziej odzywcze kupujac bio.
rozmawiajac przypadkiem z klientami sklepu bio dochodzimy do wniosku ze trzeba porownywac, ostatnio np mrozona pizze mozna kupic prawie 25% taniej w bio niz auchan dziale bio.
w sklepach typu lidl czy inne tanie nie kupuje bo jednak produkty maja duzo swinstwa czytajac etykiety od razu sie to widzi.
ale dzis zauwaza sie dwie kategorie ludzi : ci co wola spedzic wiecej czasu na szukania wartosciowych i odzywczych produktow bo zalezy im na tym co wkladaja do zoladka i ci ktorym bardziej zalezy na czasie albo i sa podatni na manipulacje sklepow i reklam w telewizji.
powiem nawet wiecej : porownujac ceny czytajac etykiety, interesujac sie tym co sie je i gotujac samemu a nie spozywajac gotowe produkty dkrywamy nawet rzeczy ktorych nie znalismy, nowe smaki, nowe owoce badz warzywa, itd. i smialo powiem ze w 365 dni jem 365 roznych potraw. nawet razy 3 bo jem trzy razy dziennie. i to jest dopiero luksus, a nie mozliwosc przplacenia za jakas „sztuczna” kole czy monte. Monte mozna sobie w domu zrobic, bedzie inaczej smakowalo ale tez bedzie dobre.

ale to juz wybor kazdego :)

Odpowiedz

jacob Listopad 16, 2013 o 13:45

Tak naprawdę, wszystkie hipermarkety działają na zasadzie stracimy przy promocji jednego produktu, ale odbijemy sobie na drugim. Przy większych zakupach nie patrzymy na ceny, innych produktów bierzemy to co mamy na liście.
http://bit.ly/1awx87y

Odpowiedz

Tomasz Listopad 16, 2013 o 16:29

Michale regularnie przeglądam twój blog i ma to zaskakujący efekt uboczny. Od początku wakacji schudłem już pięć kilo:-) Po prostu wrzucam twoje podcasty na smartphona i regularnie biegam w pobliskim lesie. Teraz przy okazji zakupów spożywczych nasuwa mi się prosta i oczywista recepta na odchudzanie jak i domowy budżet – mniej jeść. Jeśli chodzi o oszczędzanie na produktach spożywczych to łatwo tu popaść w przesadę. Uważam, że człowiek generalnie „otrzymuje” od życia to na czym się skupia. Jeśli przesadnie skupia się na oszczędzaniu to pochłania to mnóstwo jego energii i czasu, którą mógłby poświęcić na naukę, inwestowanie swoich nadwyżek finansowych, budowanie biznesu, czy dodatkową pracę czyli krótko mówiąc zarabianie. Jak pisze Robert Kiosaky „Problem z budowaniem bogactwa poprzez oszczędzanie polega na tym że wiąż prowadzisz ubogie życie” Oczywiście warto czasem pytać „po ile i dlaczego tak drogo”. Ja proponuję dla porównania cen w sklepach spożywczych skorzystać z serwisu w którym regularnie zestawiane są ceny „typowego koszyka” 50 produktów w wybranym mieście http://www.dlahandlu.pl/koszyk/ Ponadto osobiście lubię stosować się do poniższych zasad: 1 zawsze pytam siebie „Czy oby na pewno jest ci to potrzebne?” czasem działa;-) Zwłaszcza jeśli są to produkty o których wiem, że będę nabywał regularnie np. nowy ekspres do kawy na kapsułki, które będę musiał kupować regularnie i to w danej sieci sklepów, (są one dosyć drogie, może zostać przy tradycyjnej kawie?) nowy abonament na komórkę (może lepiej zostać przy prepaid?), urządzenie z wkładem zapachowym, który trzeba będzie dokupować, soczewki kontaktowe zamiast okularów itp 2) Zawsze robię zakupy z listą (od teraz już w telefonie) – to świetny patent, o którym pisał Bartek Stańczyk 3 Kupuję jeśli to możliwe w dużych opakowaniach – zwłaszcza produkty o dłuższej przydatności (środki czystości, proszek do prania, woda w butlach 5l) 4 Kupuję produkty niemarkowe – jeśli wiem, że znacząco nie różnią się jakością 5 )Szukam tańszych zamienników w sieciach dyskontowych np. serek Capresi, kawa MK Cafe w sieci Biedronka mają takie samo opakowanie lecz inną nazwę. Podejrzewam że producentowi nawet nie opłaca się zwykle kombinować ze składem – po prostu więcej w ten sposób sprzedaje przez szeroką i dobrze znaną sieć dystrybucyjną tego sprzedawcy, a te same produkty można kupić kilka zł taniej, wystarczy pamiętać nazwę producenta. 6 Staram się kupować produkty jak najmniej przetworzone w prostych opakowaniach np. ser żółty kupuję na wagę, a nie w plasterkach pakowanych w folię osobno. Jogurt w prostym kubeczku a nie wymyślnym pucharku. Każda dodatkowa czynność związana z opakowaniem produktu podnosi jego cenę 7 Leki na receptę – często zamawiam rodzicom przez http://www.doz.pl i odbieram bezpłatnie w szerokiej sieci aptek. Jeszcze nie sprawdzałem, ale kolega twierdzi ze jest taniej, bo apteka nie musi ich przetrzymywać. Zawsze jednak jest oszczędność czasu bo odbieram raz wszystkie leki w komplecie, a tak zwykle jakiegoś brakuje i trzeba chodzić ponownie. 8 Korzystam z kart lojalnościowych w sklepach w których najczęściej bywam, kart bankowych oferujących cashbeck. To zwykle wiele nie daje, ale zawsze miło jak zostanie złotówka lub dwie:-)

Odpowiedz

GrzeTor Listopad 16, 2013 o 23:00

@Tomasz ” Teraz przy okazji zakupów spożywczych nasuwa mi się prosta i oczywista recepta na odchudzanie jak i domowy budżet – mniej jeść.”

Ja bym proponował unikać amatorskich metod na zmianę nawyków żywieniowych, bo mogą powodować problemy zdrowotne. Przykładowo jeżeli ktoś je produkty o niskiej ilości witamin i minerałów na kilokalorię, to po zmniejszniu ilości jedzenia wg powyższej rady będzie miał niedobór witamin i minerałów. Plus samo zmniejszenie ilości kilokalorii ma negatywe skutki – ciężej jest np. wybudować lub utrzymać duże mięśnie, wzrasta poziom hormonu stresu itp.

Dlatego w celu zmiany nawyków żywieniowych – nawet jeżeli wynika to z chęci oszczędzenia pieniędzy, a nie z powodów zdrowotnych – warto posłużyć się jednym z gotowych, sprawdzonych programów, opracowanym przez osoby, które wiedzą więcej na ten temat, a także sprawdziły działanie tych metod na innych. W tym wątku poleciłem już zapoznanie się z: “The Perfect Health Diet” państwa Jaminetów; “The Wahls Protocol” pani Terri Wahls; oraz Bulletproof Diet pana Dava Aspreya jako tych, z którymi przynajmniej warto się zaznajomić, a jak się będzie zmieniać dietę, to celować właśnie w nie. Jako ciekawostka – we wszystkich 3-ch uwzględniono polepszenie stanu mózgu, a nie tylko chudnięcie, co je odróżnia od większości typowych diet.

Jeżeli przyjmiemy takie założenie, że jeżeli wykonujemy zmianę diety coś gotowego, istniejącego, przygotowanego profesjonalnie, to okazuje się, że podejście „jak zmniejszyć koszty zakładając stały sposób odżywiania” jest bardzo uniwersalne – można je zastosować także do nowego, lepszego sposobu odżywiania. Albo odwrotnie – sprawdzić przez symulację kosztów te 3 sposoby odżywiania, porównać z obecnym i jeżeli są wśród nich tańsze to ew. na któryś przejść, przy okazji uzyskując korzyści zdrowotne. I dużo dodatkowej wiedzy, zawartej w książkach przedstawiających te sposoby odżywiania.

Odpowiedz

Tomasz Listopad 17, 2013 o 12:24

@ GrzeTor Powyższe stwierdzenie miało być tylko taką luźną całkowicie subiektywną dygresją, a na pewno nie rekomendacją. Nie jestem specjalistą w zakresie odżywiania i celowo nie kontynuowałem wątku w przekonaniu, że nie jest on związany z tematyką finansów osobistych. Jednak jak słusznie wskazujesz proste ograniczanie ilości spożywanych posiłków lub niewłaściwa dieta może prowadzić do problemów zdrowotnych takich np jak brak koncentracji, problemy z pamięcią, podwyższony poziom stresu, co w skrajnym przypadku może doprowadzić nawet do utraty pracy. Zatem zamiast oszczędności mogą pojawić się spore problemy finansowe. Jeśli chodzi o zamianę produktów na tańsze to wydaje mi się, że zależy to od konkretnego przypadku. Nie wydaje mi się żeby np. zamiana makaronu, oleju, mleka, jaj z chowu ściółkowego na tańsze miała jakiś znaczący wpływ na zdrowie, ale np zamiana wędliny na tańsze z większą ilością „ulepszaczy” – być może.

Odpowiedz

Jagna Listopad 21, 2013 o 02:21

Z jednej strony – różnica w cenach jest ogromna. Nic dziwnego, że wielkie supermarkety wykluczają z rynku małe, rodzinne sklepiki, skoro prywatny właściciel narzuca sobie tak dużą marżę.
Z drugiej zaś strony – czas i wysiłek poświęcony na szukanie interesujących nas produktów w jak najniższej cenie chyba nie jest wart tych kilu złotych. Wystarczy, że tak orientacyjnie wiem, w którym sklepie ceny są generalnie niższe niż w innym i to mi wystarcza – nie miałabym cierpliwości, żeby wszystko tak dokładnie sprawdzać i notować.
Mieszkam w UK, więc realia zakupów tutaj są inne niż w Polsce. Wszelkie możliwe produkty kupuję w Pound Shopach, tu można każdą jedną rzecz w asortymencie kupić za funta, choć w zwykłych sieciówka kosztują niejednokrotnie pięć razy więcej. Alkohol z kolei kupuję „na zapas”, gdy zauważę w sklepie, że akurat whiskey czy szampan jest w korzystnej promocji. Zdarza się, że ceny są wtedy niższe o jedną trzecią.

Bardzo interesujący blog. Będę zaglądać częściej.

Odpowiedz

Zenia Listopad 27, 2013 o 13:18

Z jednej strony interesujący blog… z drugiej strony to dla tych lepiej zarabiających. Skoro 1/4 waszych wydatków idzie na jedzenie i jest to 2000zł no to niestety ale dla sporej liczby polaków jest to ich cały miesięczny budżet.

Odpowiedz

KFolta Grudzień 12, 2013 o 17:14

Już od dłuższego czasu praktykuję kupowanie tych samych rzeczy w tańszych sklepach. Jakość jest ta sama, a różnica w cenie często kolosalna. Kupuję też rzeczy na zapas jeśli są w dobrej cenie, a wiem, że zużyję je w okresie daty ważności – oszczędzam czas spędzony na zakupach i pieniądze.

Odpowiedz

Luk Styczeń 21, 2014 o 22:54

Hejka
My z żoną temat planowania zakupów w marketach mamy chyba opanowany. Co miesiąc spis z natury tego co mamy w domu, nastepnie porownanie z tym co było miesiac wczesniej i z paragonami (co bylo w trakcie kupione) dzieki temu wiemy ile czego bedzie potrzeba. Wiadomo jak świeta czy impreza rodzinna to sa nanoszone poprawki. Ponadto zawsze sprawdzanie gazetek promocyjnych na stronach auchan :), biedronki czy lidla, apotem w droge. Zauważyłem ze w porownaniu do tego co kiedyś to teraz mamy 3/4 mniej w wozku niz kiedys. Duze zakupy robimy w 2-3 dni (2-3 sklepy) i w ciagu miesiaca tylko podstawowe rzeczy.
A tak w kwestii oszczednosci to warto pomyslec o maszynie do robienia chleba – 1kg chleba kosztuje nie wiecej niz 2 zl i to z dodatkami. Ponadto zaje.. pizza, chałka na świeta i nie tylko, bułki…

Odpowiedz

Agata Luty 6, 2014 o 13:41

Wiem, że ten artykuł dawno był, ale nie mogę się powstrzymać.
Rzadko piję piwo, ale jeśli już to jest to Redd’s. Drogi, ale raz na tydzień czy dwa to nie tak dużo. Są tańsze, pewnie, ale niedobre, a to ma być przyjemność.
Ale do rzeczy… Normalnie kupuję sobie jedną taką puszeczke w moim osiedlowym sklepiku. Płacę 4,30 zł. Czasem w Żabce, tam cena to od 4,30 do 4,70, zależy od smaku. Jakaś edycja limitowana tego lata kosztowała 3,70 zł. Do wczoraj nie widziałam regularnej ceny poniżej 4 zł. Aż tu idę wczoraj przez Biedronkę, patrzę, a tu SZOK. Redd’s jabłkowy, puszka 0,5 l za 1,69 zł. Tak. Za 1,69 zł. Data przydatności długa, wszystko gra, cena przy kasie ta sama. Da się? Da się. To ja się pytam za co te 4,70 zł w Żabce? Nie prowadzę jeszcze swojego gospodarstwa, ale planuję to już na ten rok. Reddsowy case sprawił, że otworzyłam oczy :)
PS. To mój pierwszy komentarz, trafiłam tu z rankingu Kominka. Pozdrawiam i na pewno będę czytać regularnie!

Odpowiedz

bine Luty 24, 2014 o 15:05

A ja proponuje tego czegoś nie jadać będzie najtaniej.
Co do zakupów to robię je w małych sklepikach i warzywniakach, kupuje tyle co potrzebuje nic na zapas i żywności nie wyrzucam, nie MUSZĘ czegoś zjeść bo termin się kończy i tu wybór albo zjem albo wyrzucę. Z perspektywy dłuższego czasu zauważyłam, że mniej wydaje na żywność i jem to co chcę a nie to co MUSZĘ. Czasu też nie marnuję bo nie muszę jeździć do marketów tylko robię zakupy koło mojego mieszkania wracając z pracy.

Odpowiedz

Magda Marzec 7, 2014 o 17:15

Tańsze zakupy można również robić kupując w jednym sklepie. Np. co tydzień kupuję kawę (opakowanie 300 g), dziś zwróciłam uwagę, że za kg mojej kawy płacę 33,3 zł. Zwróciłam też uwagę na większe opakowanie (500 g) tej samej kawy, w tym samym sklepie , które zwykle mijałam obojętnie. Okazało się, że kawa w większym opakowaniu kosztuje 23,98. Ponad 9 zł na kg!!! Zaglądam tu od tygodnia i każdego dnia dowiaduję się czegoś nowego o rzeczach, które robiłam od dawna, jednak zupełnie nic o nich nie wiedziałam. Dziękuję.

Odpowiedz

Karolina Kwiecień 21, 2014 o 22:07

ja często patrzę nie na cenę produktu w gramach a w kilogramach. Ostatnio w pobliskim sklepie Stokrotka była przecena małego dżemu Łowicz. Niby opłacalne. Spojrzałam na większy słoiczek tego samego dżemu i na cenę ZA KILOGRAM i wyszło, że dużo taniej mi wyjdzie kupić większy słoiczek nie w promocji, niż mniejszy w promocji.
Pozdrawiam :)

Odpowiedz

wita Maj 9, 2014 o 22:41

a zakupy spozywcze w sklepach internetowych-jest jakis ranking sklepow? co o tym Pan sądzi?

Odpowiedz

Goha Czerwiec 18, 2014 o 10:46

Mnie zawsze zastanawiała różnica cen leków OTC, kosmetyków i innych produktów, które można dostać w aptekach. Jak już tu wspomniał Bartek ceny w aptekach stacjonarnych są dużo wyższe niż te, w aptekach internetowych. Dodatkowo zrobiłam porównanie kilku moich ulubionych produktów na Ceneo – różnica tego samego produktu to nawet 200, 300%. Z całą pewnością warto korzystać z porównywarek – dzięki nim wybrałam już swoją ulubioną, najtańszą (poprzez zsumowanie ceny produktu oraz kosztu wysyłki ) chyba ze wszystkich Primę http://www.aptekaprima24.pl/, poza nią jeszcze Gemini jest w porządku.

Odpowiedz

Słonecznik Czerwiec 22, 2014 o 15:11

Bardzo ciekawy artykuł i spostrzeżenia na temat cen.
Ja mieszkam na wsi, najbliższym tańszym sklepem jest Biedronka, więc na szczęście nie muszę się głowić co i gdzie 😉

Odpowiedz

kama Lipiec 11, 2014 o 10:17

a skąd niby są takie wysokie ceny w sklepie osiedlowym,właśnie przez takich ludzi którzy kupują tylko w marketach bo „niby tak tam tanio”.Pani ze sklepu osiedlowego odprowadza podatki,płaci zus itd,markety wykończą małe sklepy i wtedy się ludziom otworzą oczy.

Odpowiedz

Marzena Listopad 18, 2014 o 14:58

Obawiam się, że Auchan „zrobił” cię na pepsi. Powinieneś zapłacić 5,54 za dwupak, czyli za dwa dwupaki 11,08. Tymczasem na kasie nabili ci 5,54 ZA BUTELKĘ i w rezultacie zapłaciłeś 22,16….

Odpowiedz

Michał Szafrański Listopad 23, 2014 o 15:50

Hej Marzena,

Chociaż to było dawno to pamiętam jak dziś – kupiłem 8 butelek :) 4 zgrzewki po dwie. Miałem spokój na dłuższy czas…

Pozdrawiam

Odpowiedz

Natalia Listopad 26, 2014 o 20:03

Do wpisu odesłał mnie FB i dopiero pisząc komentarz zauważyłam, że jest z zeszłego roku :) Ale jak najbardziej aktualny! Ja staram się unikać jedzenia na mieście, bo wiem, że za takie samo danie przygotowane w domu zaoszczędzę ładnych parę groszy, ale dziś dopadło mnie przeziębienie, na przeziębienie podobno dobry rosół, a gotować nie miałam siły 😉 A żeby się najeść, to najlepiej flaki w rosole ;)) Ale do rzeczy: w moim sklepiku osiedlowym cena flaków w słoiku to około 9,50zł. Musiałam iść jednak na pocztę kawałek dalej, więc stwierdziłam, że wstąpię do Chaty Polskiej – miałam wrażenie, że większy sklep=większy wybór=niższa cena. Niestety, cena tego samego produktu (ten sam producent) wynosiła już 10,80zł… Jestem pewna, że w przypadku większości produktów była taka przebitka, a na żywności naprawdę sporo można zaoszczędzić, jeśli tylko kupuje się z głową. Pozdrawiam!

Odpowiedz

Marcin Listopad 26, 2014 o 20:12

Cześć Michale
Wspomniałeś, że Twój syn uwielbia Monte- koniecznie obejrzyj z nim film na YT- „Ukryte terapie – cukier”. Warto patrzeć na skład. Wiem, co mówię- znam temat.
Pozdrawiam

Odpowiedz

Olga Listopad 26, 2014 o 20:35

Raz miałam przypadek, kiedy cena widniejąca przy obwarzanku wskazywała 0,79zł, a Pani przy kasie policzyła za niego 1,49zł! To 70gr, ale czasem lubię być upierdliwa i domagam się własnych praw (wtedy również nie miałam przy sobie więcej pieniędzy), więc uprzejmie powiedziałam pani, jaka jest cena przy produkcie, co otrzymałam w odpowiedzi?
-No pani chyba zwariowała! Nie mamy takiej ceny!
-Proszę sprawdzić.
Pani poszła, sprawdziła, krzycząc na cały sklep: Kto do cholery wstawił tu taką cene! To kosztuje 1,49, a nie 0,79! Jesteście głupie, czy co?
Wróciła do mnie.
– Ktoś się pomylił, ten obwarzanek kosztuje 1,49.
– Ale mnie to nie obchodzi, chcę kupić za taką cenę, jaka była podana. Takie jest moje prawo.
– Albo pani się stąd wynosi, albo płaci 1,49.
Poszłam więc do drzwi. Chamstwo, chamstwo.

Odpowiedz

Mario Listopad 26, 2014 o 20:47

Pepsi w absolutnie mistrzowskiej cenie – dwupak butelek 2 litry za… 5,54 zł!

Zaplaciles 20zl wiec raczej nie za dwupak :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Listopad 26, 2014 o 20:50

Hej Mario,

Wziąłem wtedy 4 dwupaki 😉

Pozdrawiam

Odpowiedz

q-ku Listopad 26, 2014 o 20:58

a doliczył Pan sobie do ceny tego Monte cenę ok 2 litrów tego arcytaniego paliwa kupionego w markecie? Bo w mieście jedzie się do hipermarketu ok 2×5 – 2×15 km, tj 10-30 km przy spalaniu około 8 l na 100km

i ZAWSZE w hipermarkecie wydaje się więcej bo się kupuje więcej tych świetnych okazji;-)

Tylko po co tyle np. coli w domu – przeważnie wtedy się jej więcej pije gdy tyle jej jest

Odpowiedz

piotr Listopad 26, 2014 o 21:00

Maszracje ze najlepiej nie przeplacac na produktach ktore kupuje sie stale. I kupic wtedy wiec aby do konca terminu waznosci wytrzymal. Z drugiej jednak strony majac kilka opakowan monte w lodowce nie wiem czy codziennie bym nie zjadal jednego co jednak na budzet dobrze nie wplynie bo majac tylko r lakomstwo jest mniejsze 😉 i na diete nie najlepiej bo najzdrowsze to to teznie jest. Ale racja warto zwracac uwage nawet kupujac pojedynczy produkt. Moja malzonka z kolei czesto robi zakupy w rossmanie, 1x1p moze zdarzy sie ze dany produkt kupi nie w promocyjnej cenie a na chemii tez mozna sporo zaoszczedzic. Grosik do grosika i jak pisales najczescij ok 10% oszczednosci wychodzi.

Odpowiedz

Tomek Listopad 26, 2014 o 21:56

Porównanie dotyczy również mitu „Strasznie Drogich Diet”.

Sam jem sporo, a mieszkam w kraju w którym jedzenie kosztuje 3-4x tyle co w Polsce(mięso, nabiał), nachodząc się po sklepach i przeglądając gazetki internetowa/prasę jestem w stanie oszczędzić ogromną kwotę w przeliczeniu na złotówki i moje jedzenie jest dużo tańsze od jedzenia osób bez diety(mimo, że jem 2x więcej a wydaje tyle samo, czasami nawet mniej), spowodowane jest to, że nie jem masy produktów, które są bardzo kosztowne(słodycze, napoje gazowane, niektóre owoce, warzywa oraz cukier, mąki, przyprawy i tak można wymieniać dalej) – te wszystkie „dodatki” „smakołyki” kosztują ogromne pieniądze jak się przejrzy paragony z całego miesiąca.
PS. Ciekaw jestem ile kasy wyrzucamy, bo produkty, które jemy albo się psują albo „nikt ich nie będzie jadł”. Fajnie byłoby poczytać o tym artykuł, na jedzeniu da się zaoszczędzić i pieniądze i zdrowie.

Jeśli chodzi o jedzenie zdrowo, ale nie na diecie ilość zaoszczędzonych pieniędzy jest ogromna. Pozbywając się tych produktów wymienionych wyżej w rodzinie 3 osobowej jestem w stanie zaoszczędzić przez 3 miesiące pieniądze na wakacje(last minute) – to niesamowite. Mało tego, te pieniądze jestem w stanie dalej zainwestować(rynek Forex) i pomnożyć te zyski w ciągu roku co najmniej dwukrotnie.

Tyle ode mnie, nie lubię, kiedy ludzie mówią, że mało zarabiają i nie mają z czego oszczędzać – to nie prawda – Nie szukajmy wymówek, szukajmy argumentów, żeby te wymówki zniknęły z naszego życia.

Pozdrawiam,
Tomek

Odpowiedz

justyna Listopad 26, 2014 o 21:59

Przepraszam za bezposredniosc, niemniej musze to powiedziec. Jestes genialny. Subskrybuje Twoje wpisy na fb i przede mna jeszcze wielka droga w kierunku oszczedzenia chociaz tych 10% na jedzeniu, ale zmieniasz moja swiadomosc. Dokladnie takie porownanie sklepowe zrobilam w kolo „komina” dla mojego ulubionego wina. Bo jednak ono jak ten telewizor, bardziej widoczne. Zatem dziekuje za zmiane swiatopogladu i walcze dalej!

Odpowiedz

Renata Rusnak Listopad 27, 2014 o 02:11

Michał, zmotywowałeś mnie tak, że napisałam aż dwa teksty: jeden o tym, jak oszczędzam kupując z założenia drogie jedzenie typu bio, slow, local i drugi – podliczyłam swoje realne koszty, jakie wydaję na jedzenie.
nie wchodziłam w dyskusję na temat twojej zupy kalafiorowej za 3 zł i Monte dla dzieci, ale z racji specyfiki bloga musiałam je odnotować. proponuję się nad nimi nie skupiać, tylko nad samymi wydatkami i oszczędnościami :)
http://jedznaturalnie.pl/jak-oszczedzam-nie-oszczedzajac-na-jakosci-jedzenia/
(i kurka jest po 2 w nocy, to się nazywa motywacja! 😀 )

Odpowiedz

Adam Listopad 27, 2014 o 11:18

Michale!
A my, dziękujemy za każdy wpis, wywiad, program w TV i radiu.

Odpowiedz

Agnieszka Listopad 27, 2014 o 12:18

Chyba dawno nie byłam na aż tak popularnym blogu! Tyle komentarzy, że nie da się przejrzeć w chwil kilka. Nie przeczytałam zatem wszystkich i nie wiem czy ktoś już o tym pisał, ale te produkty jak Monte, Pepsi, biale pieczywo, gotowe produkty albo inne przetworzone, z całym szacunkiem, wiem, że smaczne, ale jedzone regularnie mogą mieć negatywny wpływ na zdrowie. Koszty terapii, leków itd. w długofalowej perspektywie mogą być po prostu wysokie i po naszych oszczędnościach na jedzeniu nic nie zostanie. Natomiast co do zasad zgadzam się, bo gdybym chciała kupować wszystko w pierwszym lepszym sklepie eko, to poszłabym z torbami. Od kilku lat żyję slow foodowo, organicznie, bez większych ilości mięsa (raczej sporadycznie) i na moją 3 osobową rodzinę wydaję 1000 – 1200 zł miesięcznie nie oszczędzając na jedzeniu. Są sposoby, żeby jeść dużo zdrowiej, smaczniej i nie odwiedzać tesco. To się dopiero opłaca. Bo dzieci nie chorują, na lekarzach się oszczędza. Dzięki.

Odpowiedz

Renata Rusnak Listopad 27, 2014 o 14:30

o, dzięki za ten kosztorys. ja zrobiłam na blogu podsumowanie i na nas dwoje wychodzi też około 1200 miesięcznie, z tym że częściowo jemy na mieście. jednak 500 na osobę jest bardzo możliwe przy dobrych produktach.

Odpowiedz

Mati Listopad 27, 2014 o 14:00

Panie Michale- to co Pan tu proponuje stosuje od lat. Nie przeplacac. Czytajac Pana blog wpadlem na pomysl stworzenia internetowej wyszukiwarko-porownywarki. Opieraloby sie to oczywiscie o udzial pewnej spolecznosci,wymianie informacji. W dobie rozwinietych portali spolecznosciowych jest to mozliwe. Oferuje swoja pomoc przy takim dzialaniu!

Odpowiedz

Kaja Listopad 27, 2014 o 19:28

No cóż, nasz wybór zakupowy to też stanowisko ekonomiczne, tak więc staram się kupować w POLSKICH sklepach, na przykład na bazarku lub w Społem, są blisko mnie. Nie mogę ścierpieć przekazywania pieniędzy bogatym zagranicznym firmom :((( Tylko kupując POLSKIE produkty w POLSKICH sklepach możemy wspierać polską gospodarkę! I na to jestem w stanie wydać więcej.

Druga rzecz, ZAWSZE SPRAWDZAM CENĘ ZA KILOGRAM. Supermarkety mają naklejki „NAJTAŃSZY PRODUKT” ale okazuje się że za kilogram jest on droższy niż inne, tylko jest go mniej! Może zrobię zdjęcie i pokaże o co chodzi :)

Odpowiedz

Kaja Listopad 27, 2014 o 19:31

Tak jak ktoś tu też napisał, jedzenie to inwestycja w zdrowie, wolę kupować mało przetworzone, proste produkty niż „dania gotowe” i garmażerię, bo one są nafaszerowane konserwantami. Słodzonych jogurtów ani coca-coli nie kupuję w ogóle, to wszystko co zawiera cukier uważam za niezdrowe, kupuję to tylko w wyjątkowych okolicznościach.

Odpowiedz

Mardybe Listopad 28, 2014 o 13:13

Bardzo pomocny wpis, nie zdajemy sobie sprawy ile pieniędzy tracimy na własnej wygodzie, bo oszczędzanie wymaga trochę zachodu, a niekiedy wyrzeczeń. Z drugiej strony najpierw oszczędzamy, by potem płacić za swoją wygodę, przykład – oszczędzamy cały rok nie stołując się codziennie na mieście, by pojechać na wymarzone wakacje. Życie to sztuka wyboru :)

Z góry przepraszam bo nie chcę spamować, jednak warto coś dodać do Twojego wpisu, ostatnio pisałam o trikach marketingowych i downsizingu na przykładzie produktów spożywczych, czyli najprościej mówiąc zjawisko sprowadza się do zmniejszania opakowania np. jogurtu przy zachowaniu tej samej ceny, wynik? Płacimy więcej za ten sam produkt. Warto zwrócić uwagę.

Odpowiedz

Agnieszka Grudzień 1, 2014 o 07:59

Ja opanowałam wydatki na jedzenie w następujący sposób – dzielę miesiąc na tygodnie. Każdy tydzień – tygodniówka na jedzenie, w przypadku dwóch dorosłych osób jest to 300 zł – taki limit ustaliłam z M. W tym mieszczą się zakupy na cały tydzień – od piątku do soboty. Gotuję obiady na cały tydzień – często jest to zupa na dwa dni, coś jednogarnkowego (np. chilli con carne) również na dwa dni i raz w tygodniu coś innego. W sobotę zawsze wychodzimy na miasto – na randkę 😉 i nie gotujemy obiadu w domu, niedziela to obiad u rodziów. Śniadania do pracy robię w domu, naszym luksusem jest właśnie ten sobotni obiad na mieście. Całość zamyka się w 300 zł. Dzięki temu że wprowadziliśmy sobie taki limit – dla eksperymentu – wydajemy 25-30% na jedzenie niż dotychczas, nie wyrzucamy jedzenia bo mamy dokłądnie to czego potrzebujemy w lodówce. A no i nie ma problemu z jedzeniem śmieci (co jest kolejnym plusem bo oboje biegamy i unikamy takiego jedzenia) bo są po prostu drogie i w cenie chipsów mam kilogram pomarańczy 😉

Odpowiedz

Agnieszka Grudzień 1, 2014 o 08:00

25-30% mniej 😉

Odpowiedz

Konrad Maj 21, 2015 o 15:41

Dobry wpis Panie Michale, to rzeczywiście duży problem, szczególnie jeśli nie zwraca się uwagi na ceny, a wiele osób tak robi – bo kto by to wszystko spamiętał? Z drugiej strony to przecież prawda, że kupujemy właściwie w 80% ciągle to samo. Sam dałem się złapać w taką pułapkę – chodziłem kiedyś do świetnie wyglądającego z zewnątrz warzywniaka, po czym po dwóch miesiącach zaczynałem się zastanawiać jak to jest możliwe, że jednorazowo nie jestem w stanie „zejść” tam poniżej 50 zł za zakupy, kiedy to jeszcze dwa miesiące wcześniej, kupując w zupełnie innym miejscu w mieście (przeprowadzka), regularnie nie przekraczałem 30 zł. Biorąc pod uwagę, że zdrowo się odżywiam, dla mnie była to różnica rzędu nawet 100 zł tygodniowo! Moje wątpliwości rozwiały się dopiero kiedy zacząłem analizować rachunki…:) Pana artykuł ma tylko dwie małe wady. Pierwsza z nich dotyczy tego, że podaje Pan tutaj przykłady produktów – z całym szacunkiem – śmieciowych. Ja przykładowo takich rzeczy nie jadam i nie pijam Pepsi, ale zależy mi np. na dobrej jakości mięsie – dziczyzna, ryby, czy nawet zwykły kurczak. Proszę mi wierzyć, testowałem na sobie – nijak ma się mięso z supermarketów do mięsa z typowego mięsnego sklepu czy rzeźni. Druga sprawa – mówimy o oszczędnościach przy piciu Pepsi – pytanie czy to trochę nie hipokryzja, bo ta Pepsi robi Panu takie płukanie żołądka, witamin i innych cennych składników, że za kilka lat może Pan być zaskoczony kosztami leczenia :) Zaznaczam, że nie jestem żadnym dietetykiem, a po prostu przerabiałem pewne rzeczy na sobie – kiedyś też piłem litry takich napoi. Co chcę powiedzieć to to, że trudno mówić o oszczędzaniu na dobrych produktach. To samo tyczy się np. warzyw – nijak mają się kupowane w Tesco do tych z osiedlowego warzywniaka, a te drugie są droższe. Oczywiście powyższe nie wpływa na Pana argumentację, bo dla osób pijących Pepsi jest to bardzo cenna informacja, jednak pytanie czy tak samo jest z żywnością, przy której zależy nam na jej jakości? Ja osobiście widzę dużą różnicę pomiędzy Biedronką, Lidlem czy Tesco, a np. Piotrem i Pawłem, który nota bene wcale nie jest szczególnie drogim sklepem w porównaniu np. z Almą.

Odpowiedz

Rafał Maj 22, 2015 o 08:57

UP Konrad.

Panie Konradzie, warto jednak zauważyć, że wpis nie dotyczy zdrowego odżywiania a OSZCZĘDZANIA, które to można realizować nie tylko na mięsie z dzika czy kurczaku z rzeźni ale również na produktach, jak to Pan nazwał – śmieciowych. Ludzie piją różne napoje, pepsi, colę i inne wynalazki i należy to uszanować a w szczególności merytorycznie odnieść się do treści artykułu.
A oczywistością jest, że wszystkie produkty, te z górnej półki jak i te „śmieciowe” w różnych sklepach mają różne ceny i sztuką jest nabrać nawyku wyszukania sklepu, w którym nabędziemy te produkty w lepszej cenie.
Istnieje również cała masa produktów, które spożywamy, a które w sklepach dyskontowych kosztują znacznie mniej niż w, powiedzmy, tych lepszych supermarketach. Czy warto kupić zatem colę, pepsi, wodę, inne napoje, mąkę, cukier, itp, itd w dyskontach płacąc jednocześnie mniej? Ja uważam, że jak najbardziej tak.
I nazywam to właśnie oszczędnością (w żadnym wypadku hipokryzją).

Odpowiedz

Małgorzata Maj 22, 2015 o 12:01

A ja się pochwalę. Dzisiaj kupiłam produkt z promocji, która trwała do… 17 maja :-). Wisiała stara cenówka. Oczywiście w kasie wskazywała cena wyższa, ale ja byłam twarda 😉 – 1,50 do przodu. Jak nie zapłacą, to się nie nauczą :-). Pozdrawiam. I bądźcie twardzi :-)!

Odpowiedz

Julka Czerwiec 26, 2015 o 17:47

Super wpis. Dziś pod wpływem tego artykułu postanowiłam też sobie zrobić takie porównanie, na razie dla 1 produktu. Kupowałam batonik Kinder Bueno i przeszłam się po 4 sklepach (wszystkie osiedlowe, położone w tej samej okolicy w rozrzucie 200 m). Ceny były: 3.29, 2.89, 2.50 i 3.89 – głupi jeden batonik, a ogromny rozrzut między ceną najwyższą a najniższą. Ciekawe. Prawdę mówiąc nigdy nie przykładałam do tego wagi, bo nie spodziewałam się, że różnice będą tak duże – ponad 55% między ceną najwyższą a najniższą.

W najbliższych dniach sporządzę sobie listę mojego typowego koszyka tygodniowych zakupów i zerknę na ceny wszystkich produktów w różnych sklepach. Moje zarobki są co prawda na tyle duże, że nie muszę liczyć każdej wydawanej stówy, ale po co wydawać skoro nie muszę, gdy nie kosztuje mnie to żadnego dodatkowego stałego wysiłku. :)

Odpowiedz

Helena Czerwiec 26, 2015 o 22:24

A czy robiles kiedys rowniez porownania skladow tych produktow? Nie wiem czy monte sie rozni ale wiem na 100% roznia sie np. Wedliny. W tym samym zakladzie robi sie np. Sucha krakowska dla delikatesow, dla supermarketow i dla dyskatow. Ta sama firma, ta sama kielbasa… Ceny mozna porownac i sie madrzyc ze po co przeplacac… Moze po to zeby nie jesc wypelniaczy tylko mieso?
To jest tylko jeden z przykladow ale mozna je mnozyc.

Odpowiedz

Tomek Czerwiec 27, 2015 o 16:52

Panie Michale,
Do tego tych zakupów w sklepach doliczyłbym jeszcze reklamówki, które często się kupuje, a można właściwie by pozbyć się tego wydatku mając swoją reklamówkę, którą można wiele razy używać. Niektórzy robią zakupy bardzo często i praktycznie za każdym razem biorą reklamówkę za którą się płaci(kiedyś były darmowe). Na przykład podam historie chyba z Tesco, kiedy po zapłaceniu za zakupy okazało się, że brakuje mi miejsca w plecaku na zakupy więc poprosiłem o reklamówkę. Sprzedawczyni podała mi cenę około 50gr i z nie dowierzania zapytałem „ileeee?”, no przecież kiedyś były za darmo. Postanowiłem że nie dam się skubać i wziąłem te kilka rzeczy na ręce.

Kolejna rzecz dotycząca artykułu to mam historię kiedy robiłem w biedronce zdjęcia półki z waflami ryżowymi bo chciałem koledze wysłać MMS’a co jest dobre dla jego diety. Gdy robiłem zdjęcia to podszedł do mnie ubrany „po cywilu” ochroniarz i ostrzegł mnie, że nie wolno robić zdjęć. Tak więc, nie wiem czy tak wolno jak Pan pisze.

A tak abstrahując od tego czy warto tak robić czy nie. To moje osobiste zdanie jest takie, że to poniżające by ludzie mieszkający w kraju będącym w Unii Europejskiej musieli aż tak oszczędzać na jedzeniu i patrzeć gdzie jest te 40 groszy taniej. Takie rzeczy tylko w Polsce.

Odpowiedz

Katarzyna Czerwiec 29, 2015 o 13:51

Tak sobie poczytuję wpisy i rady ( nie powiem cenne ) Sama staram się w miarę patrzeć na ceny . Chociaż nie zamierzam jechać na drugi koniec miasta specjalnie po jakiś produkt bo przeliczam koszt dojazdu :)) Płatne reklamówki ? I bardzo dobrze . Wystarczy powiedzieć 10 gr i nagle okazuje się ,że nie jest potrzebna folia przy zakupie np. jogurtu . Hmmm sklepy osiedlowe . Pomijając różnice wynikające z chęci zysku musimy uwzględnić czynsz , ZUS, światło , podatki – nie zapomnijmy , że markety są zwolnione z wielu opłat !!! Powiecie co mnie to obchodzi ? A no to mnie obchodzi ,że kiedy moja osiedlowa „pani Krysia ” i jej podobne splajtują to ciekawe ile będzie wtedy kosztowała żywność w marketach :)) Powiecie no ale będą konkurowały ze sobą ! a ja powiem no to dlaczego pracodawcy nie konkurują tylko się ze sobą dogadują w sprawie pensji ? Zwłaszcza w mniejszych aglomeracjach . Kiedyś usłyszałam takie zdanie „przyjdą czasy ,że trzeba będzie pójść do Kowalskiego po chleb na zeszyt, okaże się ,że Kowalskiego nie ma a market nie da” Co jeszcze robię ? Czytam skład tzw tego samego produktu . Bo okazuje się ,że często dla sieciówek „ten sam „produkt ma inny skład, inną gramaturę ….. Bujda ? Wcale nie . To samo dotyczy sprzętów domowych . Kiedyś usłyszałam zdanie z ust pani , która zajmowała się sprzedażą blachy . ” A co pani myśli ,że ja do sklepu i do marketu daję tą samą blachę ??? Markety chcą mieć tanio ” Nie popadajmy w paranoję , oszczędzajmy ale czasami warto pomyśleć co zyskujemy , co tracimy . PS. Z moich obserwacji wynika ,że taniość marketów staje się po woli mitem . Niech żyje przyzwyczajenie !!!

Odpowiedz

Małgsia Lipiec 8, 2015 o 11:21

Wczytuję się od kilku dni (mam trochę mało czasu). Trafiłam do Ciebie dzięki telewizji śniadaniowej. Zapisałam się na newsletter. Zrobiłam pierwszy orientacyjny budżet i zaczęłam wyłączać z prądu rzeczy, których nie używam. Pilnuję się z gaszeniem niepotrzebnych świateł. Wczoraj wzięłam wypłatę, zapłaciłam wszystkie rachunki i dzisiaj będę szła na pierwsze zakupy z kartką i to wcale nie po to, żeby nie zapomnieć co miałam kupić. Na razie są to drobne kroczki, ale od czegoś trzeba zacząć. W planach mam jeszcze wymianę oświetlenia w łazience nad lustrem i w pokojach. Reszta jest energooszczędna oraz rzucenie palenia. :) Dzięki za robotę, którą robisz i za serce, które w to wkładasz.

Odpowiedz

Agata Lipiec 12, 2015 o 00:59

ostatnio się przejechałam na cenie dezodotantu Garnier (w Astorze ok. 10 zł a w Biedronce 6,79 zł) i odżywki do włosów Fructis – Astor ok. 9,90 zł a w Biedronce 8,45 😉

Odpowiedz

Krzysiek Grudzień 1, 2015 o 19:50

Chciałbym się dowiedzieć, jak zrobić zupę kalafiorową za 3zł…

Odpowiedz

Agniecha Luty 6, 2016 o 21:26

Kwestia wyboru czy jesz jakościowo dobrze czy oszczędzasz. Zupa kalafiorowa proponowana przez Michała dla mnie osobiście jest pseudo zupa Ale każdy je to co lubi

Odpowiedz

Agniecha Luty 7, 2016 o 00:52

Pomijam już szczegół ze wkurzylam sie na takie głupie patrzenie na politykę cenowa małych sklepów i ignorowanie uwag poczynionych przez innych czytelników w komentarzach. To jest Michale z Twojej strony niesprawiedliwe i oczerniające w stosunku do właścicieli takich sklepów.
Serio płaci sie za miła obsługę, a nie za to ze właściciel sklepu nie ma szans wynegocjować tak niskich cen z hurtownikami jak hipermarket z producentami w przypadku cen artykułów spożywczych???
A jeżeli chodzi np o kosmetyki to dzięki takim przekonaniom jak Twoje ze nie ma co dawać „okradać” sie sklepikarzom ludzie bardzo często przepłacają.
Podam przykład u mnie na osiedlu w drogeryjce moge kupić tusz do rzęs max factor za ok.24 zł a w rossmanie ten sam tusz kosztuje ok. 34 zł. Fakt Silan w sklepiku kosztuje 11zl w innych sklepach jest tańszy ale po zsumowaniu i tak w drogeryjce zapłacę mniej i zaoszczedze czas,n dodatkowo wesprę trochę polskich przedsiębiorców zamiast zagranicznych . Wiec takie wrzucanie wszystkich małych sklepów do jednego wora jest krzywdzące, a Ty jesteś osoba opiniotwórcza, Twoje słowa maja moc. Poza tym jednym aspektem cała reszta jestem zafascynowana

Odpowiedz

KarolinK Luty 12, 2016 o 10:06

Świetny artykuł! Ja również zwracam uwagę na różnicę w cenach, już od jakiegoś czasu. Sporo dało się zaoszczędzić przez każdy kolejny miesiąc, a wiem to przez regularne i skrupulatne prowadzenie dziennika wydatków i planując budżet dzięki Twojemu blogowi :) Nie mówiąc już o tym ile dały mi Twoje wskazówki odnośnie oszczędzania prądu, gazu czy wody :) Zauważyłam jednak ogólną tendencję do określania ludzi korzystających z gazetek promocyjnych jako „cebulaków”, ale wole już być tak określana, niż być kilka stów w plecy przez nierozsądne rozporządzanie pieniędzmi. Na dzień dzisiejszy polecam aplikację na smartfona Blix- wszystkie promocje w jednym miejscu alfabetycznie. Gratuluję tego bloga, jest genialny w swojej praktyczności! I gratuluję tak sumiennego podejścia do prowadzenia strony na fb, gdzie coś nowego pojawia się praktycznie codziennie.

Odpowiedz

Adrian Luty 12, 2016 o 10:45

Zauważyłem, że jedzenie wegetariańskie(bez mięsa, z produktami odzwierzęcymi jak jajka/mleko) jest dużo tańsze. Nie wiem jak w przypadku diety wegańskiej(0 produktów odzwierzęcych). Jeśli ktoś nie boi się nie jeść mięsa, żeby nie zostać wegetarianinem lub innym dziwakiem – szczerze i gorąco polecam – jeśli nie eliminację to ograniczenie mięsa :)

Odpowiedz

kacper Luty 12, 2016 o 11:05

Dodam tylko, że jeśli na półce cena jest inna niż przy kasie to musi być to ten sam produkt (gramatura i rodzaj). Czasem w sklepach wynikiem facingu czy zwykłego pośpiechu inne produkty znajdują się pod inną plakietką (różnica w produktach może być nieznaczna) ale jednak, reklamując i upierając się miejmy tego świadomość. Bo to, że klient później chce litrową colę w cenie półlitrowej, bo „taka była plakietka” zakrawa o śmieszność

Odpowiedz

Aga Luty 12, 2016 o 11:52

Zawsze jak tworzę listę zakupów to oglądam gazetki promocyjne różnych sklepów i porównuję ceny. Jako, że większość sklepów mam w dość bliskiej odległości to nie szkoda mi przejechać te 1,5 km żeby kupić kilka produktów taniej.
Moje 3 ostatnie wypady zakupowe pokazały, że najtaniej wychodzą mnie zakupy w Kauflandzie, Lidlu i Biedronce. Carrefour i Tesco omijam jak ognia, chyba że jestem zmuszona, bo wiadomo, że są produkty „wyjątkowe” których w mniejszych marketach nie znajdę, więc muszę udać się do giganta.

Odpowiedz

Zuzanna Luty 13, 2016 o 12:04

Bardzo ciekawy artykuł. Właśnie złapałam się na tym, że ja też często myślę: „co to jest 10, 20 groszy drożej” i zaoszczędzic czas kupuję w jednym sklepów. Jednak od pewnego czasu nie kupuję wędliny i serów w opakowaniach tylko tyle ile wiem, że zjem i się nie zmarnuje, bo wcześniej zdarzało mi się wyrzucac jedzenie, ceny „na wagę” są niższe w tym przypadku.
Nie zdawałam sobie sprawy, że może tak wpłynąć na budżet, często zdarza mi się narzekać, że za dużo wydaję na jedzenie. Czuję się zmobilizowana do tego, aby przyjrzeć się bliżej cenom produktów, które najczęściej kupuję i w jakim sklepie mi się to najbardziej opłaca :)
Ps. Dziękuję za tego bloga i za twoją wiedzę, którą na nim przekazujesz. Sporo artykułów dało mi do myślenia w kwestiach finansowych. :)

Odpowiedz

Ryszard Luty 17, 2016 o 09:14

Apropos „Ile przepłacasz na jedzeniu”. Skąd taka niska cena w Auchan? Tak, to też, przecież to duży sklep, hurtowo…. wiadomo, tiaaaaa…..

Ale… Może Auchan „stać” jest też na tak niskie ceny, bo szanowne Auchan nie płaci podatku, które musza płacić inne, polskie sklepy? I Auchan „wyprowadza” kapitał za granicę ???? Może taki mały, rodzimy sklepik osiedlowy musi zapłacić podatek i stąd ta cena? Podatek, którego nie zapłacisz, kupując taniej w Auchan – Państwo musi ściągnąć z nas na innych produktach, typu benzyna i musi wymyślać inne podatki – tylko dlatego,że Pan kupujesz w Auchan. Przyczyniając się w ten sposób do wzbogacenia Auchan, kosztem nas wszystkich !!!!! Myśleć – to nic nie kosztuje. 😀

Odpowiedz

Dodaj nowy komentarz

{ 3 trackbacks }

Poprzedni wpis:

Następny wpis: