Informacje o nowych artykułach i sposobach oszczędzania pieniędzy prosto na Twój e-mail

    

WNOP 110: Nauka angielskiego z Arleną Witt, czyli o ewolucji od nauczycielki do gwiazdy YouTube

przez Michał Szafrański dodano 20 listopada 2017 · 1 117 komentarzy

Play

Nauka angielskiego

Ponad 280 tys. osób śledzi kanał „Po Cudzemu” na YouTube. To czyni Arlenę najbardziej popularną i skuteczną nauczycielką języka angielskiego w Polsce.

Arlena Witt znana także jako Wittamina to nauczyciel nowej generacji. Nie boi się nowych mediów. Eksperymentuje. Promowała Vine’a, gdy jeszcze istniał, korzystała ze Snapchata a teraz skutecznie wykorzystuje do nauki angielskiego Instagram. Największy sukces odniosła na YouTube, gdzie na kanale „Po Cudzemu” dzieli się niuansami angielskojęzycznej wymowy. A przy tym udowodniła wielu niedowiarkom, że można skutecznie przejść z bloga do wideo.

Skutecznie przełamuje stereotypowe wyobrażenia o nauczycielach. Uczy w atrakcyjny sposób posługując się nowoczesnymi narzędziami. Robi to co lubię najbardziej – skutecznie skaluje swoją działalność docierając do znacznie szerszego grona niż tylko kilkanaście klas szkolnych, z którymi najczęściej mają do czynienia „klasyczni” nauczyciele.

Dzisiaj rozmawiamy o edukacji, o tym, jak mając wiedzę, można przenosić się z nauczaniem do internetu. Od czego zacząć? Z jakimi zagrożeniami się to wiąże? Czy i jak walczyć z uszczypliwymi komentarzami i jak robi to Arlena?

Sporo mówimy także o tym jak uczyć się angielskiego, zwiększać skuteczność nauki języka i pokonywać lęk przed mówieniem. Dyskutujemy sobie również nieco o problemach szkolnictwa, samodzielnym wydawaniu książek i ogólnej pozytywnej filozofii życiowej Arleny.

I mamy dla Was również konkurs, w którym 10 osób może wygrać egzemplarz świetnego podręcznika „Grama to nie drama” do nauki angielskiej gramatyki.

Zapraszam do wysłuchania…

Konkurs dla Słuchaczy 🙂

Uważam, że „Grama to nie drama” to tak świetna książka do nauki gramatyki angielskiej, że ufundowałem 10 sztuk dla Słuchaczy podcastu.

Grama to nie drama

Zadanie konkursowe wymyśliła Arlena i to właśnie Ona będzie oceniała Wasze odpowiedzi na pytanie: „Co sprawiło, że przestałaś / przestałeś się bać mówić po angielsku?”.

Zwięzłych odpowiedzi należy udzielać w formie komentarza pod tym wpisem na blogu (UWAGA: nie bierzemy pod uwagę wpisów pod filmem na YouTube – liczą się tylko komentarze na blogu).

Zasady konkursu są bardzo proste:

  • Można zamieścić jedną lub wiele odpowiedzi. Niemniej jednak proszę o wstrzemięźliwość. 🙂 Pod uwagę bierzemy i tak jeden komentarz danej osoby (ten, który uznamy za najlepszy).
  • Zgłoszenia przyjmuję do 30 listopada 2017 r. do północy.
  • Zwycięzcy zostaną wyłonieni w pierwszych dniach grudnia.
  • Listę zwycięzców znajdziecie w formie notatki aktualizującej ten wpis podcastowy – około 8 grudnia 2017 r.
  • Z każdym ze zwycięzców skontaktuję się emailowo w kolejnym tygodniu prosząc o podanie danych kontaktowych do wysyłki nagrody. Dlatego ważne jest abyście zamieszczając komentarz podali swój prawdziwy adres email.
  • Jedna osoba może wygrać tylko jeden egzemplarz książki „Grama to nie drama”.

Dlaczego warto powalczyć o nagrodę? „Grama to nie drama” to podręcznik angielskiej gramatyki (czasy i inne dziwne rzeczy) w formacie A4 składający się z dwóch części i liczący łącznie ok. 550 stron. Ciekawy, zabawny, skuteczny. Z bardzo obrazowymi przykładami mocno osadzonymi we współczesności, np. z cytatami z popularnych filmów, seriali oraz piosenek. To podręcznik, który świetnie pokazuje, że można się jednocześnie uczyć i świetnie bawić. Taki podręcznik, jakich powinno być jak najwięcej. 🙂

Więcej informacji o „Grama to nie drama” znajdziecie na stronie książki: arlena.altenberg.pl.

Konkurs rozstrzygnięty! Oto zwycięzcy…

Konkurs cieszył się Waszym rekordowym zainteresowaniem. Nie przypominam sobie aż tak dużej liczby komentarzu na moim blogu. Dziękuję Wam za udział w zabawie. 🙂

Arlena wybrała już osoby, które zdobywają po jednym egzemplarzu podręcznika „Grama to nie drama”. Są to:

  1. Kinga20 listopada o 20:20
  2. Olimpia21 listopada o 9:22
  3. inny Grzegorz 🙂21 listopada o 11:55
  4. Daniela21 listopada o 12:24
  5. Marcin21 listopada o 14:43
  6. ela21 listopada o 15:02
  7. Kamil22 listopada o 9:24
  8. Tomek24 listopada o 9:08
  9. Natalja26 listopada o 15:37
  10. Elżbieta30 listopada o 20:18

UWAGA: Z każdym ze zwycięzców skontaktuję się e-mailowo w dniu 6 grudnia prosząc o komplet danych adresowych do wysyłki nagrody. Spokojnie oczekujcie na mój email. 🙂

A jeśli należysz do osób, którym nie udało się wygrać książki Arleny, to uprzejmie informuję, że jej sklep bierze udział w akcji „Dzień Darmowej Dostawy” i w dniu 5 grudnia 2017 r. można nabyć „Grama to nie drama” bez ponoszenia kosztów wysyłki. Śmiało się zaopatrujcie! Zresztą „Finansowy ninja” także dostępny jest tego dnia bez kosztów wysyłki, czyli taniej o 15 zł. Polecam! 🙂

Rozmowa w formie audio i wideo

Możesz posłuchać podcastu, przeczytać transkrypt na końcu wpisu lub posłuchać zapis na YouTube.

Oglądając wideo zasubskrybuj proszę kanał na YouTube oraz kliknij symbol dzwoneczka. Dzięki temu będziesz otrzymasz powiadomienie, gdy opublikuję nowy film.

W tym odcinku usłyszysz:

  • Kim jest i czym zajmuje się Arlena Witt?
  • O książce „Grama to nie drama”.
  • Ile egzemplarzy swojej książki sprzedała Arlena?
  • Czy Arlena zawsze chciała zostać nauczycielką?
  • Gdzie Arlena zaczynała swoją pracę zawodową?
  • Jak wyglądała jej pierwsza, etatowa praca w szkole państwowej?
  • Skąd nauczyciele mogą czerpać wiedzę o tym jak dobrze uczyć?
  • O fińskim systemie edukacji.
  • Co Arlenie nie podoba się w polskim systemie edukacji?
  • Jak wyglądała droga Arleny od bloga do kanału na YouTube?
  • O platformie Vine.
  • Jak wyobrażała sobie Arlena swój kanał na YouTube?
  • Jak przełamać strach przed mówieniem w języku angielskim?
  • Jak znaleźć dobrego nauczyciela języka angielskiego?
  • Jaką metodę pracy z uczniem ma Arlena?
  • Czy istnieją uniwersalne metody nauczania języka?
  • Co jest wyznacznikiem sukcesu pracy nauczyciela?
  • Jakie umiejętności trzeba mieć, żeby kręcić filmy?
  • Gdzie w Internecie należy szukać wiedzy na temat nauczania?
  • Jakie zagrożenia wynikają z działalności w Internecie?
  • W jaki sposób Arlena moderuje komentarze w swoich kanałach społecznościowych?
  • W jaki sposób Arlena zarządza swoją skrzynką mailową?
  • Dla kogo jest książka Arleny?
  • Ile czasu zajęło Arlenie pisanie książki?
  • Czy Arlena nie myślała o wydaniu książki z uznanym, dużym wydawnictwem?
  • Czy Arlena chciałaby aby jej książka stała się oficjalnym podręcznikiem?
  • Czy z wiedzą, która Arlena ma obecnie, zrobiłaby coś inaczej w swojej karierze nauczycielki?
  • Jakie plany na przyszłość ma Arlena?

Kliknij prawym przyciskiem, aby ściągnąć podcast jako plik MP3.

Strony, osoby i tematy wymienione w podcast’cie:

Pytanie lub komentarz? Zostaw mi wiadomość!

Masz pytanie? Możesz skorzystać z tego linku i nagrać dla mnie wiadomość głosową z wykorzystaniem mikrofonu Twojego komputera. Pamiętaj, że jedna wiadomość może mieć maksymalnie 90 sekund (ale możesz ich nagrać kilka) 🙂

Jeśli nagrywając pytanie przedstawisz się i podasz adres swojego bloga (lub strony WWW), to zlinkuję do niego tak jak uczyniłem w poprzednich odcinkach podcastu. To może pomóc w promocji Twojego bloga, więc tym bardziej zachęcam do zadawania pytań głosowo.

Będę Ci również wdzięczny za każdy komentarz. Napisz proszę, czy podobał Ci się ten odcinek podcastu. Chętnie z Wami podyskutuję i odpowiem na ewentualne dodatkowe pytania.

Skąd pobrać podcast

Podcast dostępny jest dla Was w wielu miejscach:

A jeśli podoba Ci się podcast, to będę Ci bardzo wdzięczny, jeśli poświęcisz minutkę i zostawisz swoją ocenę oraz krótką recenzję w iTunes. Wasze głosy powodują, że mój podcast trafia do rankingów iTunes. Dzięki temu łatwiej jest do niego dotrzeć tym osobom, które jeszcze nigdy go nie słyszały. A na tym bardzo mi zależy 🙂

Oceń podcast “Więcej niż oszczędzanie pieniędzy” <–

Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję za Twoje wsparcie i życzę Ci świetnego dnia! 🙂

Transkrypt podcastu

Kliknij tutaj, aby pobrać spisaną treść podcastu (PDF).

"Finansowy ninja" - podręcznik finansów osobistych

Finansowy ninjaMożna już zamawiać moją książkę "Finansowy ninja". To ponad 540 stron praktycznej wiedzy o oszczędzaniu, zarabianiu, optymalizacji podatkowej, negocjowaniu i inwestowaniu, które pomogą Ci zostać prawdziwym finansowym ninja i osiągnąć bezpieczeństwo finansowe.

Przewodnik po finansach osobistych, który każdy powinien przeczytać jeszcze w szkole.

PRZEJDŹ NA STRONĘ KSIĄŻKI →

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach o oszczędzaniu pieniędzy. Nie ujawnię nikomu Twojego adresu!



{ 1117 komentarzy… przeczytaj komentarze albo dodaj nowy komentarz }

Mateusz Listopad 20, 2017 o 18:23

Powtarzanie na głos dialogów z moich ulubionych seriali 🙂

Odpowiedz

Konrad Listopad 29, 2017 o 22:59

Cześć!
Moja nauka angielskiego przez długi czas odbywała się bardzo pasywnie. Głównie było to czytanie książeczek wydawnictw oxford bookworms i penguin readers, które oferują przekłady znanych powieści na różne poziomy trudności języka. Zaczynałem od poziomów najniższych, a gdy miałem okazję, kupowałem w internecie uzywane ksiązki kolejych poziomów z płytkami audio.
W ten sposób poznawałem nowe słownictwo i mogłem sobie pozwolić na pogłębianie wiedzy słuchając interesujących mnie materiałów na yt, które coraz łatwiej było mi zrozumieć.
Prawdziwy przełom nastąpił, gdy znalazłem początkowo stronkę https://www.italki.com , a następnie https://preply.com
Są to strony, gdzie można znaleźć lektora dowolnego języka w bardzo atrakcyjnych cenach. Mi osobiście łatwiej jest uczyć się języka z nauczycielem, który otrzymuje ode mnie wynagrodzenie, inaczej czułem się nieco skrempowany.
Serdecznie polecam te strony, poznałem w ten sposób osoby z całego świata i zrobiłem spory progres językowy.
Pozdrawiam!

Odpowiedz

seb Listopad 20, 2017 o 18:27

po alkoholu śmigam po angielsku że hoho 😉

Odpowiedz

Gienek Listopad 20, 2017 o 18:58

Dlaczego tak ślepo jesteśmy zapatrzeni w Amerykę („bo w Stanach w szkole to jest tak i tak..”) i chcemy brać z nich przykład? Przecież Ameryka nie jest żadnym liderem w rankingach poziomu edukacji (a raczej wręcz przeciwnie). Czołowe kraje które przodują w takich rankingach są zlokalizowane na jednym kontynencie – Azja. Ale to wchód, zły, nieodkryty, komunistyczny..

Odpowiedz

Michał Szafrański Listopad 20, 2017 o 19:00

Hej Gienek,

A możesz podać konkretne przykłady?

Pozdrawiam

Odpowiedz

Robert Grudzień 3, 2017 o 18:03

Michał, w każdym rankingu Polska wypada lepiej od USA. Poniżej masz dwa raporty różnych organizacji, jeden w całości poniżej, kolejny (OECD – Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju), w którym Polska zajęła 11 miejsce a USA 28 jest w linku który załączam na dole wpisu.

Badanie, któremu poddawane są kraje, opiera się na zastosowaniu rygorystycznych metod mierzących postęp społeczny w oparciu o poziom wykształcenia, zgodnie z wytycznymi ONZ. Wyniki ostatnich obserwacji są dość zaskakujące. Stany Zjednoczone, dla przykładu, tradycyjnie uważane za pionierów doskonałego systemu edukacyjnego, plasują się aktualnie na 14 miejscu w rankingu światowym, pozostając w tyle za wieloma państwami europejskimi.

Oto główne wnioski z ostatniego badania Pearson:

Kraje Dalekiego Wschodu pozostają w czołówce. Koronę zdobywa Korea Południowa. Tuż za nią znajduje się Japonia, Singapur oraz Hong Kong. Systemy edukacyjne tych czterech regionów doceniają i nagradzają „wysiłek” ponad „inteligencję samą w sobie”. Doskonałym wynikom sprzyjają jasno określone mety edukacyjne oraz silna kultura opierająca się na poczuciu zaangażowania i odpowiedzialności.
Kraje skandynawskie, najsilniejsi konkurenci, wykazują pewne oznaki osłabienia. Finlandia, państwo zajmujące miejsce pierwsze w 2012 roku, spada na miejsce piąte. Szwecja, natomiast, spada z miejsca 21 na miejsce 24.
Państwa, które przeskoczyły o największą liczbę miejsc to Izrael (dwanaście szczebelków w górę, na miejsce 17), Rosja (siedemnaście szczebelków, na miejsce 13) oraz Polska, plasując się na miejscu 10.
Państwa rozwijające się zazwyczaj zajmują ostatnie miejsca tego rankingu, w którym badaniu poddaje się 40 krajów. I tak oto Brazylia, Meksyk oraz Indonezja zajmują trzy ostatnie miejsca.
Finlandia zajmuje najlepsze miejsce spośród krajów europejskich, plasując się na miejscu 5.
Porównanie dwóch bardzo dobrze funkcjonujących systemów edukacyjnych: Korei Południowej i Finlandii

Systemy edukacyjne Korei Południowej i Finlandii mają ze sobą wiele wspólnego. Ale w jednym Korea Południowa jest niedościgniona: w podejściu uczniów do nauki, które charakteryzuje się niezwykłym oddaniem i poświęceniem. Dzieci i młodzież kształcące się w tym azjatyckim państwie uczęszczają do szkoły siedem dni w tygodniu i przyzwyczajone są do odrabiania prac domowych już od najwcześniejszych lat.
Zarówno w Korei Południowej, jak i w Finlandii szkolnictwu przypisuje się najwyższe wartości, a nauczycie traktowani się z szacunkiem, porównywalnym do tego okazywanego lekarzom i prawnikom w krajach zachodnich.
Finlandia wygrywa z Koreą Południową w dziedzinie nauczania języków obcych. Poziom angielskiego, dla przykładu, w Korei Południowej oceniany jest na „umiarkowanie akceptowalny”, co i tak jest wynikiem bardzo dobrym biorąc pod uwagę odmienność tego języka od koreańskiego. Co więcej, poziom języka angielskiego jest w Korei Południowej wyższy niż, na przykład, we Francji, która ma o wiele łatwiejszy dostęp do nauczycieli brytyjskich.
TOP 20 – KRAJE Z NAJLEPSZYMI SYSTEMAMI EDUKACYJNYMI

1. Korea Południowa
2. Japonia
3. Singapur
4. Hong Kong
5. Finlandia
6. Wielka Brytania
7. Kanada
8. Holandia
9. Irlandia
10. Polska
11. Dania
12. Niemcy
13. Rosja
14. Stany Zjednoczone
15. Australia
16. Nowa Zelandia
17. Izrael
18. Belgia
19. Czechy
20. Szwajcaria
Źródło: MBC TIMES

Raport OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju)

http://wyborcza.pl/1,76842,17908687,Polska_w_czolowce_kolejnego_edukacyjnego_rankingu_.html

http://www.perspektywy.pl/portal/index.php?option=com_content&view=article&id=339:poziom-edukacji-w-polsce-oceniony-wysoko&catid=24&Itemid=119

http://uptoclouds.pl/top-20-kraje-z-najlepszymi-systemami-edukacyjnymi-na-swiecie-w-20152016/

Odpowiedz

Maciej Grudzień 6, 2017 o 09:55

Ju-Jitsu 😉

Odpowiedz

koncman Listopad 20, 2017 o 19:31

Za czasów liceum miałem spore problemy z przełamaniem się przy mówieniu po angielsku. Zmieniło się to wtedy, gdy nauczyłem się… niemieckiego 🙂 Chyba dlatego, że nauka tego języka stała się moją pasją, nawiązałem kontakty towarzyskie i bardzo szybko okazało się, że porozumiewam się całkiem płynnie i swobodnie. A efekt jest taki, że mówiąc w żadnym innym języku nie mam oporów. Angielski? Kein Problem. Aktualnie uczę się arabskiego, zupełnie samodzielnie (!) i żeby było ciekawie, dość dobrze już mówię, a jeszcze słabo rozumiem co do mnie jest mówione, chociaż zazwyczaj ludzie mają odwrotnie. A to z tego powodu, że zasób słownictwa mam jeszcze nieszczególnie obszerny, ale dysponując nim zawsze jakoś przekażę to, co chcę 🙂

Odpowiedz

Jacek Listopad 26, 2017 o 19:43

Hej koncman!
Ciekawi mnie jak się uczysz. Ja aktualnie zajmuję się Ormiańskim, ale narzekam na zupełny brak materiałów. Domyślam się, że podobnie jest z Arabskim. Masz nauczyciela? Używasz programów mobilnych? Jeśli wolisz, możesz odpowiedzieć mailowo. Pozdrawiam,
Jacek

Odpowiedz

Bartek Listopad 21, 2017 o 07:39

Oczywiscie masz racje, Ameryka nie jest zadnym liderem. Oto dowod: https://www.topuniversities.com/university-rankings/world-university-rankings/2018 A firmy takie jak np. Apple, Microsoft, Tesla, Facebook to w kazdym kraju moga powstac, a w szczegolnosci w Chinach. Szkoda tylko, ze nie powstaja…
Swoja droga, skoro Azja tak bardzo przeduje w rankingach poziomu edukacji to dlaczego tak wielu chinczykow studiuje np. w UK?

Odpowiedz

Beata Listopad 20, 2017 o 19:09

Przestałam bać się mówić po angielsku, kiedy rozmawiałam z Japończykami. Ich strach przed tym, żeby nie popełnić błędu w zdaniu, a także ogromny wstyd, kiedy zdali sobie sprawę, że ten błąd popełnili (czego ja w pierwszej chwili nawet nie zauważyłam;), uświadomiło mi, jak strasznie hamująca jest ta obawa. Hamująca mój rozwój, hamująca nowe kontakty, hamująca zwykłe międzyludzkie porozumienie. Słowa to przecież pierwszy krok ku drugiemu człowiekowi. Mówmy! Komunikujmy się! Poprawność przyjdzie z czasem 😉

Odpowiedz

Monika Listopad 20, 2017 o 19:20

Dzięki za możliwość wygrania książek Arlety!
Oto jak ja przestałam bać się mówić po angielsku – nigdy nie zaczęłam się bać 🙂
Miałam tak wybujałe poczucie własnej znajomości angielskiego, że byłam przekonana, że nie ma się czego wstydzić. To były przaśne lata 90.te, cudzoziemców w Polsce można było na palcach zliczyć, a nauka języka polegała na wbijaniu zasad gramatyki. Miałam w domu MTV – czyli jako taki dostęp do żywego języka, więc gadałam z każdym nadarzającym się cudzoziemcem. A oni ze mną, bo w Polsce nie było wielu osób używających tego języka. W ten sposób znalazłam sobie pracę, gdzie szukali osoby komunikującej się w języku angielskim, poszłam dalej na kursy języka angielskiego, na jeden nawet wyjechałam. Dalej się zresztą staram uczyć, choćby przez oglądanie kanału Arlety. Dzięki temu, że nigdy nie bałam się mówić po angielsku (chociaż dziś uważam, że może faktycznie było się czego wstydzić) miałam w życiu kilka ciekawych profesji, dziś też 🙂

Odpowiedz

Tomasz Listopad 20, 2017 o 19:26

Przetłumaczenie całego, półtoragodzinnego filmu amerykańskiego ze słuchu i zrobienie dla niego napisów w około tydzień uświadomiło mi że jednak znam angielski na tyle by nie bać się w nim porozmawiać z kontrahentami w codziennej pracy.

Odpowiedz

Marcin Listopad 20, 2017 o 19:27

Jedna zasada sprawiła że przestałem się bać. Ta zasada to 1>0 od kiedy ja stosuję próbuje wielu rzeczy, lepsze kilka zdań niż nic. Dużo odwagi dodaje i zmienia myślenie to samo z bieganie, ćwiczeniem zrób chociaż jeden przysiad, przebiegnin chociaż 500m itp. Pozdrawiam

Odpowiedz

Tomasz Listopad 20, 2017 o 19:30

Jak przestałem bać się mówić po angielsku?

Staż w korporacji, a w zasadzie jego koniec. Musiałem przygotować prezentacje z mojej części projetku i przedstawić na tele-konferencji, tylko że nikt nie powiedział mi, że będzie to tele-konferencja po angielsku… Prezentacja sama w sobie była po angielsku ale nie spodziewałem się, że będę ją po angielsku referował. Koledzy płakali ze śmiechu widząc moją zieloną twarz. Był to skok na głęboką wodę – ale na szczęście się nie utopiłem. Od tamtej pory mówienie nie sprawia, że zielenieje 😉

Odpowiedz

Ula Listopad 20, 2017 o 19:34

Przestałam się bać, gdy weszłam w bliższą relację z osobą anglojęzyczną i spotkaliśmy się w warunkach gdzie musiałam zacząć myśleć po angielsku, bo wokół nie było nikogo, kto mógłby mi pomóc coś przetłumaczyć z polskiego. Najzabawniesze jest to, że było to we Francji ; ) obce językowo środowisko i zaangażowanie emocjonalne to jest to

Odpowiedz

Grzegorz Listopad 20, 2017 o 19:34

Przestałem bać się mówić po angielsku gdy zdałem sobie sprawę z tego , że każdy z Nas kto uczył się kiedyś angielskiego popełnia mniejsze lub większe błędy i jest to jak najbardziej naturalne. Nie możemy dać się zwariować- bez próbowania nigdy nie damy rady się niczego nauczyć. Dodatkowo chodzę na darmowy kurs języka angielskiego który finansowany jest z funduszy unijnych- gorąco polecam.

Odpowiedz

Paweł W Listopad 20, 2017 o 19:35

Od zawsze w sumie siedziała mi w głowie jakaś dziwna blokada hamująca mnie przed nawijką obcojęzyczną. Wszystko jednak zmieniło się rok temu we wrześniu kiedy grałem komcert w Krośnie na festiwalu bluesowym. Po koncercie poznałem w hotelu wykonawcę z USA który grał również tego dnia i zaproponowałem Eddy’emu i jego tour managerowi wypicie kilku głębszych. Nawijka przy procentach tak się kleiła, że dopiero po 30 minutach okazało się, że tourmanager Eddy’ego również jest Polakiem. Tak nam się gadka „kleiła” po angielsku 😂

Odpowiedz

Jakub Listopad 20, 2017 o 19:36

„Co sprawiło, że przestałaś / przestałeś się bać mówić po angielsku?”

Cóż.. Trudno to opisać bez zapachu wazeliny w mojej wypowiedzi ale prawda jest taka, że Arlena połączyła kilka elementów:
– humor (śmieszne teksty, zabawne momenty na końcu każdego filmiku, żarciki w trakcie materiału)
– gdy omawia dane słowo / zwrot, wyszukuje pod to zagadnienie kawałek serialu czy piosenki (..że Tobie się chce! 😛 )
– robi odcinek w sposób ciekawy, nietuzinkowy

To chyba to połączenie jest przepisem na sukces tego kanału. Chce się oglądać nowe odcinki tak po prostu. 😉

Odpowiedz

Jakub Listopad 20, 2017 o 19:40

Ajłaj! haha zapomniałem o odpowiedzi na pytanie!!!

Pracowałem w fabryce z Chińczykiem no i ona znał angielski średnio, ja również tak „pi razy drzwi”. Na początku się bałem odezwać ale pracowaliśmy na jednej zmianie i on w końcu coś się mnie zapytał. Ja odpowiedziałem i byłem pewien, że przypał bo on w mojej ocenie mówił lepiej ode mnie. Jednak z czasem zauważyłem, że on też strzelał babole. Było zabawnie ale finalnie się dogadywaliśmy. No i generalnie to wtedy stwierdziłem, że to jest najważniejsze, zacząłem z nim rozmawiać swobodnie, tak normalnie. bez zastanawiania się co chce mu powiedzieć.

Odpowiedz

Julia Listopad 28, 2017 o 20:55

Hej, ale wazelina nie ma zapachu 😛

Odpowiedz

Bartłomiej Listopad 20, 2017 o 19:37

Co sprawiło że przestałem bać się mówić po angielsku? Najbardziej to przekonanie że język angielski jest wymagany w branży informatycznej, a wręcz niezbędny aby uzyskać pracę. Motywacją też była chęć podróżowania, gdzie najlepszą drogą komunikacji jest właśnie język angielski. Ale też matura, która już za pół roku. 🙂 Pozdrawiam

Odpowiedz

Wiktoria Listopad 20, 2017 o 19:39

W pewne wakacje do mojego bloku wprowadziła się nowa rodzina, która jak się okazało była z Hiszpanii. Tak bardzo chciałam dowiedzieć się o systemie edukacyjnym obowiązującym w tym kraju, że wreszcie przełamałam swoją barierę w mówieniu po angielsku i zagadać do nich. Poznałam dzięki temu dwie otwarte i sympatyczne Hiszpanki. 😉

Odpowiedz

Bartek Listopad 20, 2017 o 19:40

Przestałem się bać mówić po angielsku, gdy zacząłem słuchać zespołu Linkin Park, czasami zbyt głośno w połączeniu w moim śpiewaniem, przez co sąsiedzi częściej mnie „odwiedzali i dali się poznać” 🙂 haha

Odpowiedz

Paweł Listopad 20, 2017 o 19:42

Cześć,

Chyba najlepszą metodą na pozbycie się strachu, to wyjście do ludzi. Najłatwiej jest przełamać się w rozmowie z człowiekiem, który tak jak ja musiał się uczyć angielskiego. Ja miałem ku temu idealną okazję. Moja siostra mieszka w Anglii i zaręczyła się z Grekiem. Bardzo chciała, żebym go poznał (chyba to ten jedyny !) 🙂 Chcąc, nie chcąc musiałem podszlifować mój angielski i poznać trochę mojego przyszłego szwagra 😉 Okazało się, że rozmowa nie jest taka straszna i zawsze znajdzie się jakieś wspólne słowa. Uczę się nadal i mam teraz dużo okazji do ćwiczeń 🙂

Pozdrawiam,
Paweł

Odpowiedz

Justyna Listopad 20, 2017 o 19:43

Po pierwsze – w dzieciństwie – filmy dla dzieci po angielsku w oryginale
lata 80 i 90 a tata w serwisie RTV przegrywał mi kasety VHS jakie przy okazji naprawy sprzętu się tam trafiały
potem w szkole nawet nie wiedziałam skąd znam pewne słowa i a nauczyciele dziwili się z jak dobrym akcentem potrafię je wymówić

Po drugie – w młodości – niskobudżetowe wyjazdy na zloty młodzieży z całego świata – rozmowy z obcokrajowcami, którzy mówiąc po angielsku mieli do przebrnięcia te same trudności co ja i nie mieli kompleksów z powodu błędów – a także zamieszkiwanie u rodzin w tych krajach

Po trzecie – podczas studiów – praca wakacyjna za granicą – rozmowa to być albo nie być, nie ma czasu na strach. Szybko nauczyłam się, że klienci w USA i UK uwielbiają gadki z kelnerami i barmanami zza granicy (zwłaszcza „ze wschodu” ciekawi tej „dzikiej części” świata) i gdy wchodziłam w te rozmowy podczas obsługi to strach znikał a po kilku tygodniach niektórzy klienci specjalnie wracali na posiłek by sprawdzać moje postępy w języku (!) i często byli impressed 🙂

Odpowiedz

Marta Listopad 20, 2017 o 19:43

Przestałam się bać mówić po angielsku, kiedy podczas dwuletniego kontraktu w Niemczech, dość spontanicznie trafiłam na prawie trzy miesiące do oddziału mojej firmy w Holandii. Wyjeżdżając tam byłam przekonana, że ze względu na niewielka odległość miasta od granicy z Niemcami, bez problemu dogadam się także tam w tym języku. Nic bardziej mylnego. Trafiłam do zespołu, w którym jedna osoba posługiwała się płynnie niemieckim, wszyscy pozostali zdecydowanie preferowali angielski, a że w mojej pracy rządzi tempo, nie miałam czasu na długie zastanawianie się jakich słów użyć i jak zbudować zdanie, po prostu płynęłam. Mimo że niejednokrotnie budziło to uśmiech na twarzach kolegów 😉 Dzięki temu dziś na codzień używam angielskiego w kontaktach zawodowych, a w wolnych chwilach dalej pracuję nad tym, by robić to możliwie najpoprawniej 🙂

Odpowiedz

Maciej Listopad 20, 2017 o 19:45

Co spowodowało, że przestałem się bać mówić po angielsku? – Mój wspaniały nauczyciel, który mimo że był wymagający to z ogromnym poczuciem humoru, ciągle zachęcał do mówienia oraz prowadził zajęcia tylko i wyłącznie po angielsku. Humor humor i jeszcze raz humor – zachęca do pracy, bawi i uczy 🙂

Odpowiedz

Beata Listopad 20, 2017 o 19:45

Za granicą jestem odważniejsza bo tam wszyscy się uśmiechają. Wtedy lubię zaczepiać ludzi, dziewczynę w toalecie, kelnera, sąsiada na plaży, pracowników muzeum itp 🙂

Odpowiedz

Lukasz Listopad 20, 2017 o 19:46

Hej.
Używam języka angielskiego w pracy. Nie jest on na wielce wysokim poziomie i nie jest też kulejący, ale wystarczajacy by porozumiec sie z klientem. Świadomość tego ze nie znam go perfekcyjnie sprawia że czasami boje się wchodzić na tematy wymagające słów których mogę nie znać. I myślę że nie można się nie bać zupelnie, gdyż nie jest to nasz język ojczysty. Niektórzy przecież boją się mówić po polsku 🙂 Dlatego każda pozytywnie zakończona rozmowa, czy przeprowadzona prezentacja w tym języku oraz sukcesy z tym związane sprawiają że wcale nie jest tak źle i nie ma się czego bać. A to daje dużą satysfakcję.

Odpowiedz

Paulina Listopad 20, 2017 o 19:47

Jak zawsze świetny wpis 🙂
Moja historia przełamania bariery językowej jest dosyć specyficzna. Jestem perfekcjonistką, zawsze bałam się coś przekręcić, źle zastosować czas, albo że zabraknie mi słownictwa. Wszystko zmieniło się w momencie, kiedy za granicą miałam kupić kilka podstawowych produktów. Cały czas zastanawiałam się, jak co powiedzieć a szczególnie woda niegazowana. Zażenowana niby coś oglądałam a tak naprawdę szperałam w pamięci i układałam całą wypowiedź. Nagle do sklepu wpadł mały chłopiec z mamą i na pół językiem migowym, na pół łamanym angielskim poprosił o sok i batona. Jego mama dała mu pieniądze, zapłacił i już cieszył się napojem, a ja, starsza od niego o ponad dekadę nie byłam w stanie wydusić słowa, żeby się nie ośmieszyć! I stwierdziłam, że lepiej się pomylić i uczyć na błędach, niż stać jak zaklęta księżniczka i być głodnym i spragnionym tylko dlatego, że mogę się przejęzyczyć 🙂

Potem odwagi dodało mi przemyślenie, że jeśli obcokrajowiec stara się mówić po polsku, to ja go nie wyśmiewam, nie robięz niego kaleki językowej, tylko pomagam i cieszę się, że chce mówić w moim języku i doceniam jego starania. Myślę, że ludzie są z natury mili i mam nadzieję, że większość anglików ma podobne podejście 🙂
Pozdrawiam!

Odpowiedz

Jarosław Listopad 21, 2017 o 18:28

Jak pracowałem w Londynie w ekipie remontowej to starałem się dogadać z włascicielami o zakres prac do wykonania. Rozmową trudno byłoby to nazwać i często ręce bolały 😂. Natrafilem razu pewnego na Belga o imieniu Rene, który uświadomił mi, że jak ktoś zechce mnie zrozumieć to i tak zrozumie ewentualnie się dopyta. Tak oto klepalem”śmiało glupoty”. Jarek

Odpowiedz

Aleksandra Listopad 20, 2017 o 19:47

Hej Michał!
Jak to było ze mną? Mówią, że potrzeba matką… przełamania strachu w mówieniu po angielsku. Jeżdżąc trochę na stopa, to tu, to tam angielski z domieszkami przeróżnych języków zjednywał mi ludzi i dawał wiele radości z poznawania! Chciało się coś przekazać? To trzeba było buzię otworzyć! 😉
Pozdrawiam i z niecierpliwością oczekuję wyników!
Ola

Odpowiedz

Wojtek Listopad 20, 2017 o 19:48

Przestałem bać się mówić po angielsku w momencie, gdy będąc w Irlandii uświadomiłem sobie, że ludzie na co dzień nie posługują się pięknym, literackim językiem. Na ulicy można było usłyszeć wiele błędnych sformułowań, które w warunkach szkolnych były karane, jednak tam, nie przeszkadzało to w porozumiewaniu się.

Odpowiedz

Beata Listopad 20, 2017 o 19:51

A ja dla odmiany napiszę, że nadal się boję. Ale mówię. Im częściej, tym lepiej mi idzie. Mój strach to właśnie ‚zacięcie’ się, czy to co mówię jest poprawnie gramatycznie. Ale widzę że Ci, którzy mnie otaczają też błędy robią 😉 i nadal mówią. Więc nie ma co się peszyć, tylko mówić na okrągło. Później nie zauważam już, kiedy mówię płynnie i bez kłopotów.

Odpowiedz

Ala Listopad 20, 2017 o 19:53

Przestałam się bać mówić po angielsku w podstawówce, bo…
miałam zajęcia dodatkowe w formie konwersacji z mężem cioci, który jest Amerykaninem. Oczywiście nie od razu. Do pionu ustawiła mnie dopiero mama tekstem: słyszalaś jak wujek mówi po polsku?
Ja: nooo
Mama: i jak mówi?
Ja: no beznadziejnie
Mama: No widzisz, a się nie boi tylko mówi. to jak wujek mówi beznadziejnie po polsku i się nie boi to ty tak samo się nie bój po angielsku.

Bać się przestałam i w końcu też przestało mi iść beznadziejnie 😉

Odpowiedz

Madzix Listopad 20, 2017 o 19:56

Przestałam się bać mówić po angielsku, kiedy będąc w Ziemi Świętej „zgubiłam się” spacerując po obrzeżach Jerozolimy. Nagle rozpętała się ulewa – nie miałam ze sobą parasola, tylko błękitny szal, którym owinęłam głowę. Szukałam drogi na skróty, ale takiej nie było, więc jedyną opcją był powrót krok w krok tą samą trasą, gdzie nijak nie można się schować. W pewnej chwili usłyszałam, że obok w jakimś dziwnym języku 2 kobiety pytają kogoś, jak dojść do Jaffa Gate – czyli miejsca, gdzie musiałam również dotrzeć. A one miały parasole 😀 długo nie zastanawiając się, wystartowałam do nich i zaproponowałam, że je zaprowadzę. Zaczęłam mówić do nich po angielsku, z pewną tremą, a one patrzyły na mnie dobrotliwie, ale bez zrozumienia. Przeraziłam się – „ojej, pewnie strasznie kaleczę ten język, i nie rozumieją mnie kompletnie”. Po czym po chwili jedna z nich na migi i coś trzeszcząc i szeleszcząc zgodziła się na moją propozycję. Co się okazało? Moja znajomość angielskiego była w porządku, po prostu kobiety znały tylko pojedyncze słowa 😀 podsumowując, trema poszła się bujać, a my idąc pod parasolami w słabnącej już ulewie, próbowałyśmy prowadzić small talk za pomocą angielsko-portugalsko-polsko-francuskiej mieszaniny wyrazów. Stopień zrozumienia – dyskusyjny, bo zostałam wzięta (z racji zawiniętego na głowie szala) za jakąś ekscentryczną misjonarkę 😀

Odpowiedz

Marta Listopad 20, 2017 o 19:56

Przestałam się bać mówić po angielsku, kiedy wyjechałam na wakacje do Szkocji jako au pair. Wcześniej nie miałam dużych problemów z mówieniem, ale nie lubiłam tego robić. Czułam, że popełniam błędy i na przykład, czytając jakiś tekst na zajęciach na studiach, intonowałam niektóre słówka pytająco, tak jakbym od razu zakładała, że popełniam błąd. Pobyt w domu, gdzie posługuje się językiem angielskim, pomógł mi zrozumieć na czym polega nauka języka (tym bardziej, że przebywałam w towarzystwie dzieci, które też się przecież angielskiego dopiero uczą!). Przełamanie odnośnie do mówienia, nauka nowych słow i zwrotów oraz poznawanie języka przyszło do mnie z czasem i działało na zasadzie skojarzeń. Myślę, że jest to naturalny sposób nauki, który doświadczyłam „na własnym języku” ;). To sprawiło, że uwierzyłam, że jestem w stanie przeczytać nowe słówko poprawnie oraz używać jakiegoś czasu nie znając jego książkowej teorii. Za granicą, w środowisku sympatych ludzi, którzy cieszą się, że uczę się ich języka i którzy są pełni podziwu, że znam więcej niż jeden- tam zniknął strach przed popełnieniem błędu, a co za tym idzie- przed mówieniem.
Pozdrawiam,
Marta 🙂

Odpowiedz

Anna Listopad 20, 2017 o 19:57

Wyjazd zagraniczny do Irlandii Północnej i pierwsza praca tam, gdzie rodowici mieszkańcy, którzy często sami siebie nie rozumieli ( mówią dość szybko i niewyraźnie) 🙂 Większość osób po prostu mówiła nie zwracając uwagę na poprawność gramatyczną.
Najbardziej utkwiła mi rozmowa wstępna, gdzie kierownik zadał tak pytanie, że rekruterka nie dała mi nawet dojść do słowa i przeprosiła pytając jednocześnie tego kierownika o co pyta bo ona sama nie rozumie ( chyba było widać po mnie, że nie rozumiem pytania :)).
Po powrocie do kraju decydując się na pracę – dostałam ją bo nie miałam oporów przed rozmową w j. angielskim.

Odpowiedz

Ela Listopad 20, 2017 o 19:57

Wyjazd za granicę do pracy. To przełamało barierę. Ale oczywiście bez uprzedniej solidnej nauki do matury z Ang by nie poszło tak łatwo:) a na obczyźnie w wolnym czasie (sama byłam) oglądanie seriali „Przyjaciele” i „Sex w wielkim mieście ” 😀 i czytanie działu Świat w codziennej gazecie! Polecam taka formę douczenia 🙂
Pozdrawiam

Ps. Przyjaciół cały czas oglądam, żeby nie zapominać języka:)

Odpowiedz

Emil Listopad 20, 2017 o 19:58

Cześć! 🖑

To super, że dajecie możliwość wygrania tej książki! Skoro Michał wspomaga promocję to wierzę, że również musi być świetna tak jak „Finansowy ninja”! 💰 🤗 Zatem i ja spróbuję szczęścia. 🌞

Jak przestałem bać się mówić po angielsku?

Sytuacja miała miejsce w restauracji, w której wówczas pracowałem jako kelner. Była to moja pierwsza praca i miałem obsłużyć swojego pierwszego gościa. Byłem tym bardzo zestresowany, a jakby tego było mało po przywitaniu go okazało się, mój gość jest obcokrajowcem. Zatkało mnie… na szczęście ten starszy Pan sam nie posługiwał się idealnym angielskim. Gdy zauważył, że nie mogę się wysłowić, uspokoił mnie i zaczął prowadzić ze mną luźną rozmowę z uśmiechem na ustach. Rozmawialiśmy w stylu „Kali być, Kali umieć”. Jakoś poszło i nawet było bardzo przyjemnie.

Wtedy zrozumiałem, że rozmowa w innym języku to dobra zabawa i sprawia wiele radości. Od tamtej pory nie widzę problemu w rozmawianiu po angielsku, a raczej traktuję to jako wyzwanie. 😎

Odpowiedz

Franciszek Listopad 20, 2017 o 19:59

Przestałem się bać mówić po angielsku, bo nie miałem innego wyjścia. Poznałem tak piękną kobietę, że musiałem zacząć mówić pomimo wewnętrznego strachu. Jedynym językiem jakim wtedy operowała był właśnie angielski, więc przełamanie się z mojej strony było na wagę złota. Tak było 🙂

Odpowiedz

Bartek Listopad 20, 2017 o 20:00

Przełamałem swoj strach w sytuacji kiedy zrozumiałem , że każdy z nas stawia swoje pierwsze kroki w języku obcym i nie musimy mowic odrazu czysto gramatycznie. Najwazniejszym jest ogromna chęć przekazania informacji! Mój pierwszy rozmówca byl niezwykle wyrozumialy i docenił odwagę i podjęcie próby komunikacji za wszelką cenę. Strach, który był spowodowany bariera kulturową/językową był niewątpliwie niepotrzebny, gdyż satysfakcja z osiągniętego celu w obcym jezyku była ogromna. Taki pierwszy krok buduje lawinę językową, chcesz poznawac wiecej i każda kolejna rozmowa napedza do rozwoju słownictwa. Podsumowując naukę jezyka obcwgo traktuję jak naukę pływania – nikt przed pierwszym wejsciem do wody nie jest bezbłędnym pływakiem. Podobnie w języku obcym, przełamujac bariery uczymy się „pływać” i odsłuchiwać nowych słów i zwrotów.

Odpowiedz

Anna Listopad 20, 2017 o 20:00

Jak przestałam bać się mówić po angielsku?

Nigdy się nie bałam, bo moim zadaniem w każdym języku jest się szansa dogadać. Może być z błędami gramatycznymi i przy pomocy rąk, ale trzeba próbować.

Zgodnie z ta zasadą, mówię w każdym języku już po kilku godzinach znajomości z danym językiem. Po prostu używam tych slów, które znam, liczę na domyslność i dobre serce obcokrajowca, i tak samo jakoś idzie :-).

Odpowiedz

Marcin Listopad 20, 2017 o 20:02

Najlepszym sposobem na przełamanie się w mówieniu są wyjazdy zagraniczne! Kiedy w gimnazjum miałem pierwszą okazję wyjechać do Włoch na wymianę uczniowską, tak się wkręciłem, że w liceum zgłaszałem gdzie się dało i zaliczyłem jeszcze Francję, Finlandię i Austrię. Nie dość ze musiałem mówić po angielsku to jeszcze były to rozmowy z rówieśnikami z różnych krajów, więc dochodzą ciekawostki kulturowe i znajomości na przyszłość 😉 na studiach Erasmus lub jakieś organizacje studenckie, da się i polecam 😀

Odpowiedz

Mariusz Listopad 20, 2017 o 20:02

Niestety mój powód jest banalny. Jestem gadułą i gdy wylądowałem w UK, aby dać ujście myślom przez usta i jednocześnie nie ograniczać się tylko do rodaków kaleczyłem język Sheakspira. W ten sposób szybko nauczyłem się komunikować nie przejmując się brakami gramatycznymi 😉.

Odpowiedz

Adrian Listopad 20, 2017 o 20:03

U mnie komunikowanie się w języku angielskim znacząco poprawił wyjazd do pracy do kraju, gdzie wielu ludzi posługuje się tym językiem, czyli do… Holandii 😀 (pamiętam, że nazwisko Arleny pochodzi z tego państwa – info z wywiadu z panem Kuźniarem). Nabyta wiedza w czasach szkolnych nie pozwalała mi na w 100% swobodną rozmowę po angielsku, a po wyjeździe do kraju wiatraków oraz pójściu do pracy, sklepu, fryzjera oprócz nauki niderlandzkiego mam również zapewnioną naukę angielskiego 🙂

Odpowiedz

dariusz Listopad 20, 2017 o 20:04

moja zapora przed rozmowami była dość ogromna, córkę dodatkowo zapisałem na zajęcia angielskiego i wtedy się zaczęło . przy pomocy translatora uczyliśmy się we dwójkę skutek jest taki że córka radzi sobie w szkole a ja zdobywam doświadczenie w kontaktach biznesowych, czasem zdarza mi się odbierac rozmowy telefoniczne kontrahentów z zagranicy …kwestia przełamania się
pozdrawiam

Odpowiedz

Ola Listopad 20, 2017 o 20:05

A ja po prostu musiałam, będąc za granicą wśród tylko obcokrajowców no nie ma siły – trzeba coś powiedzieć 😉 ale że to były wyjazdy studenckie to było łatwiej bo inni też mówili czasem nieprawnie gramatycznie i z innym akcentem, ale grunt to się dogadać 😭

Odpowiedz

Radek Listopad 20, 2017 o 20:05

Może to głupie ale przy pierwszym kontakcie z HelDeskiem Amazona 🙂 Trafiłem na Hindusa, więc rozmowa poszła całkiem gładko. Dużym plusem jest „niewidzenie przeciwnika” – i zawsze można wygooglować brakujące słowo.
Pozdrawiam!

Odpowiedz

Wojtek Listopad 20, 2017 o 20:05

Ja przestałem się bać mówić po angielsku na … spotkaniu z anglojęzycznych klientem. Na, którym okazało się, źe kolega z firmy, który umówił spotkanie i miał je poprowadzić po angielsku, nie specjalnie potrafił wydobyć z siebie chociażby jednegoslowa. Pani sekretarka, mówiąca perfekt po angielsku, nie potrafiła zrozumieć o czym mamy rozmawiać a miał to być system informatyczny. Czeski film. Po 2-3 minutach szczerzenia się i próby wyjaśnienia sekretarce co ma przetłumaczyć szefowi. W końcu przemogłem się i zacząłem mówić. Pomagałem sobie rysując schematy. Miałem potem kaca przez 2 dni, ale teraz codziennie się uczę. Zapisałem się na kurs i mam nadzieję, że nie będę musiał się już więcej wsadzić w sytuacje jak opisałem. Sytuacja bolała, bo co innego pogadać przy piwie, na ulicy po angielsku. A co innego iść na spotkanie biznesowe gdzie ktos oczekuje sprawnego przedstawienia oferty. Uczę się dalej, bo myślałem, że dożyje translatorów sprawnie tłumaczących z polskiego na inne języki, na wysokich poziomie tłumaczenia. Teraz już wiem jak tłumaczy Google Translator i chyba jednak trzeba się dalej uczyć 🙂 Ale jest też światełko w tunelu – słuchawki Google Pixel Buds 🙂 Jak się nie sprawdzą. To przynajmniej nadadzą się do dalszego słuchania Arletty 🙂

Odpowiedz

Karolina Listopad 20, 2017 o 20:06

Przestałam się bać mówic po angielsku, gdy wyjechałam do pracy na wakacje do Angli, pracowalam w kawiarni i musialam uzywac tego języka,

Odpowiedz

Do ślubu bez długu Listopad 20, 2017 o 20:06

Strach strachowi nierówny! Przestaliśmy się bać mówić po angielsku pierwszego dnia pracy za granicą. Strach przed wyduszeniem czegokolwiek do nowego szefa po niemiecku skutecznie przypomniał nam jak dogadać się w języku angielskim. Korzystamy z niego codziennie od 3 miesięcy, więc chyba się udało. Life is brutal 😉

Odpowiedz

Agnieszka Listopad 20, 2017 o 20:06

Przy pierwszych bezpośrednich spotkaniach z brytyjczykami okazało się,że nie radzę sobie tak płynnie z angielskim jak wskazywałyby na to wyniki z testów 😉 Na szczęście, moi anglojęzyczni znajomi z projektu ( w tym z Indii oraz z Chin, oczywiście też z UK) pokazali mi jak dużo ważniejsza jest chęć komunikacji i jej treść niż struktura ( grama to jednak dla mnie drama – perfekcjonizm tu nie pomaga !) Kiedy otwarcie narzekam,że słabo u mnie z angielskim , mój dobry kolega Glenn odpowiada że nadal jestem lepsza niz on w polskim i bardziej zrozumiała niż Steve po angielsku 🙂 Greetings for whole my polish-english team in Gdansk and London 🙂

Odpowiedz

Julia Listopad 20, 2017 o 20:08

Ja to się chyba wciąż tak do końca nie przełamałam. Paradoksalnie, łatwiej mi się odezwać do obcokrajowców – zawsze wygrywa ciekawość ludzi i świata. :-)) Ale przy Polakach to już inna bajka. Akurat rozmyślałam nad tym co by tu zrobić z tym swoim angielskim i jaki może serial obejrzeć po angielsku, a tu mail o Pani Arlenie. Przypadek? 😀

P.s. 7 grudnia mam urodziny. Tak tylko mówię. 😉

Odpowiedz

Daniel Listopad 20, 2017 o 20:08

Nic, nadal nie znam wystarczająco angielskiego by nim się posługiwać i raczej bez głębokich zmian nie uda mi się tego dokonać…

Pozdrawiam

Odpowiedz

Konrad Listopad 20, 2017 o 20:11

Kiedyś postanowiłem sobie że wyjadę na wymianę studencką. Padło na Włochy i z przerażeniem odkryłem że nie znam ani trochę włoskiego 🙂
Oczywiście jechałem w przeświadczeniu że na zachodzie europy się tak wspaniale mówi przecież po angielsku a jedynie kraje byłego bloku wschodniego mają problem z tym językiem. Po włosku potrafiłem powiedzieć 3 zdania który miały mi zapewnić przeżycie w ekstremalnych warunkach („nie mówię po włosku”, „jestem głodny”, „chcę pić”), a resztę miałem się dogadać po angielsku i może mi się uda.
Okazało się że wyjechałem w przeświadczeniu że raczej się dogadam, ale szybko zacząłem uczyć włochów jak mówić po angielsku – pytali mnie nawet skąd mam tak dobry akcent (a daleko mojemu akcentowi do brytyjskiego 😉 )

Odpowiedz

Beata Listopad 20, 2017 o 20:12

Wcześniej miałam juz doświadczenie w mówieniu po francusku i niemiecku, więc kiedy już zaczęłam uczyć się angielskiego, to byłam świadoma, że sens uczenia się języków polega na tym, że musimy dojść do etapu mówienia. Oczywiście czekałam tylko na okazję kiedy będę mogła się sprawdzić i powiem szczerze, że sama również aktywnie szukałam takiej okazji. Wróciłam teraz juz świadomie do ulubionych filmów i piosenek, aby poćwiczyć wymowę i oswoić się z melodią języka. Kiedy nadarzył się wyjazd na konferencję podałam angielski jako język do komunikacji, chociaż byl najsłabszy i zmuszona byłam przez otoczenie do komunikacji w tym języku. Pomogły mi także lekcje i porady na Youtubie wtedy też trafiłam na blog Arlety i czesto z porad korzystam. Niestety wcześniejsza znajomość innych języków trochę nam psuje wymowę. Za najważniejsze uważam tzw. „zanurzenie” w języku , czyli jak najczęściej osluchiwanie się z językiem i szukanie okazji do mówienia. Pozdrawiam.

Odpowiedz

Aneta Listopad 20, 2017 o 20:13

Ja rzuciłam się na głęboką wodę. Spędzając czas z osobami, z którymi mogłam mówić tylko po angielsku lub na migi – mając do wyboru w ogóle się nie odzywać albo powiedzieć coś nie do końca porawnie. Chęć komunikacji zwyciężyła. Oczywiście trochę czasu zajęło mi zebranie się w sobie. Jednak gorąco polecam wszystkim zacząć mówić. Jeśli ktoś nie zrozumie to dopyta. Z czasem nabędziemy więcej pewności i swobody wypowiedzi.

Odpowiedz

Asia Listopad 20, 2017 o 20:16

Kiedy przestałam się bać? Jeszcze mi się nie udało przełamać tego lęku. Ale pracuje na tym i liczę, że w końcu nastąpi ten dzień. Walczę bo wiem, że problem z angielskim przyhamował mój rozwój zawodowy -więc jest o co 🙂 pozdrawiam Was Ciepło!

Odpowiedz

Paulina Listopad 20, 2017 o 20:17

Przestałam bać się mówić po angielsku kiedy niespodziewanie spotkałam tak niesamowitych ludzi ze od razu chciałam się z nimi zaprzyjaźnic, lecz oni nie mówili po polsku. Im więcej próbowałam coś z siebie powiedzieć, tym więcej popełnialam błędów, ale bardzo mnie to motywowało aby jeszcze więcej zgłębiać język, aby otaczać się nim najbardziej jak się da i aby ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć. Ponieważ chciałam z nimi rozmawiać i chciałam słuchać co oni mają do powiedzenia.
Pomocny bardzo był fakt, że osoby z którymi rozmawiałam po angielsku były zawsze cierpliwe, zabawne, mile i serdeczne i nie wytykały moich błędów, tylko naprowadzaly na prawidłową wymowę.
To nie stało się z dnia na dzień, wręcz przeciwnie, wymagało mnóstwo pracy i czasu, który ciągle musze poświęcać aby zrozumieć angielski. Ale swobodne porozumiewanie się w obcym języku otwiera tak wiele drzwi i możliwości, że życie staje sie o wiele wiele ciekawsze.

Odpowiedz

armi Listopad 20, 2017 o 20:17

Sprawił to moment, w którym osoba która nie znała polskiego potrzebowała ode mnie informacji i jedyną drogą komunikacji był mój ‚upośledzony’ angielski. Wyrozumiałość tej drugiej osoby, wyraźne mówienie i chęć zrozumienia mnie bardzo pomogły – dodatkowo, docenienie od tej osoby, że fajnie że ja mówię po angielsku bo Ona nie mówiła ani słowa po polsku była bardzo miła.
Rok temu zapisałem się na naukę angielskiego przez konwersację /praktycznie bez żadnej gramatyki/ i widzę, że dużo mi to daje bo co tydzień mam okazję by przez 60 minut mówić tylko po angielsku – podczas pierwszej lekcji po 40 minutach głowa mi tak ‚parowała’, że myślałem że nauczyciel przedłużył czas na 2h na początek 🙂
W tej chwili korzystam z każdej możliwej okazji by jak najwięcej mówić po angielsku – ostatnio odwiedził nas przyjaciel, który 14 lat temu wyjechał do USA – przyjechał ze swoją żoną: Peruwianką – jej ojczysty język do konwersacji odpadał, znała w miarę dobrze angielski z tym, że miała dość mocny akcent. Dziewczyna bardzo fajna i sympatyczna – aby miała kontakt podczas imprez i spotkań z Polkami to robiłem za tłumacza – tyle na ‚babskie’ tematy nie gadałem i nie nasłuchałem się nigdy w życiu, a już prawie 40 lat na karku mam.
Jak mija stres i przestajemy każde słowo i zdanie tłumaczyć sobie w głowie z jednego języka na drugi to zaczyna być to bardzo fajne i przyjemne

Odpowiedz

Kinga Listopad 20, 2017 o 20:20

Przestałam bać się mówić po angielsku gdy usłyszałam jak inni mówią 😀 uznałam, że skoro oni się nie wstydzą, to czemu ja bym miała.

Odpowiedz

Aleksander Listopad 20, 2017 o 20:21

„Co sprawiło, że przestałeś się bać mówić po angielsku?”.

Wyjazd do Anglii, do Londynu, do pracy. Gdy nie było nikogo w około, kto mógłby mi pomóc, musiałem sam wysilić swój mózg i odkryłem, że nieźle mi idzie, zachęcany przez osoby z którymi pracowałem. Mimo braków w gramatyce i czasem w słownictwie nie miałem praktycznie problemu żeby dogadać się w banku, na poczcie, sklepie czy w pracy z klietami i współpracownikami. Jednak gdy pojawiała się w około mnie osoba mi bliska np. siostra to jakby pewność mojego języka malała drastycznie

Odpowiedz

Sylwia Listopad 20, 2017 o 20:23

To bardzo dobre pytanie. Momentem przełomowym dla mnie, w którym musiałam przestać się bać mówić po angielsku była moja obecna praca, a tak naprawdę mój szef, z którym wypadało rozmawiać podczas spotkań, ( bo w końcu jest moim szefem :)) i niestety w żadnym innym języku nie było możliwe z nim porozmawiać, a nawet wybronić się z pewnych zadań mnie przydzielonych 🙂 sytuacja bez wyjścia, jednak w moim przypadku był to trafny faktor mobilizacyjny.

Odpowiedz

Marcin Listopad 20, 2017 o 20:23

„Głęboka woda” i świadomość (potwierdzona organoleptycznie), że inni też nie są wcale takimi orłami. Jeżeli mówisz z sensem, niekoniecznie do końca z zasadami gramatyki ale „ciągłość komunikacji” (hehehe) jest zachowana, ludzie mówiący bardzo dobrze po angielsku są w stanie wiele wybaczyć i nie mają z tym problemu. Największa trudność to czasami zrozumienie innych ze specyficznym akcentem i wymową (dla mnie osobiście to Hindusi, no po prostu czasami nie wiem o co im chodzi). A tak poważnie, nie bać się mówić, nawet niegramatycznie (i tak w końcu będą wiedzieć o co chodzi).
P.S. To wszystko z autopsji.

Odpowiedz

Gosia Listopad 20, 2017 o 20:25

Mnie do przełamania się jeśli chodzi o język angielski zmusiła MIŁOŚĆ :)! Pamiętam moje pierwsze randki z chłopakiem ze studiów gdy szukałam pojedynczych słów w słowniku i nawet chodziłam w miejsca publiczne z tym pokaźnych rozmiarów niebieskim słownikiem- na ulicy i w kawiarniach robiłam furrorę, ale przynajmniej przestałam się bać mówić :). Angielski przydaje mi się praktycznie każdego dnia i aż strach pomyśleć co by to było gdyby nie tamto zauroczenie :). Pozdrawiam serdecznie :).

Odpowiedz

Waldek Listopad 20, 2017 o 20:25

Przestałem bać się mówić po angielsku gdy uświadomiłem sobie, że jestem rozumiany (nawet przez nativ speakera) mimo popełnianych błędów.

Odpowiedz

Jacek Listopad 20, 2017 o 20:27

Cześć, nadal ma z tym problem, choć cały czas walczę i próbuję :-). Pomaga codzienna poranna kawa i rozmowa z żoną, (nasza krótka 15 minutowa poranna tradycja). Wprowadzenie rytuału oglądanie bajek tylko po angielsku z córką Marysią i późniejsze rozmowy oczywiście również po angielsku.

Odpowiedz

Miroslaw Listopad 20, 2017 o 20:29

„Kaleczenie” języka jest przecież takie sympatyczne! Posłuchajmy jak „prostują” język polski i nie bójmy się o swój „krzywy” angielski :))

Odpowiedz

Basia Listopad 20, 2017 o 20:35

Moje obawy przed mówieniem po angielsku były ogromne do momentu gdy musiałam zająć się gośćmi hotelowymi w wakacyjnej pracy. Szybko okazało się, że nie oceniają moich błędów językowych ale wręcz pomagają w dogadaniu się 🙂 bardzo pomaga otwartość na innych ludzi i przeświadczenie że nikt nie jest idealny; )

Odpowiedz

JoCzarczyk Listopad 20, 2017 o 20:37

Witajcie! 🙂

Książkę Michała już mam, to prawdziwe kompendium wiedzy finansowej, a więc jestem pewna, że dzieło Arleny jest równie dobre, tyle że w zakresie języka angielskiego 🙂
Chciałabym mieć możliwość szlifowania swojego języka właśnie z nią 🙂

A ja przestałam się bać mówić po angielsku, kiedy cudzoziemiec zapytał mnie o drogę. Na początku chciałam się wycofać i udać, że go nie zrozumiałam, ale chęć pomocy zwyciężyła i się odważyłam. Pomimo tego, że mocno kaleczyłam wtedy swoją wypowiedź i może tylko w połowie była poprawna, to jednak to „zainteresowanie moją wypowiedzią” i wdzięczność w oczach mojego rozmówcy za udzieloną pomoc baardzo mnie ucieszyła! 🙂 Bo mój angielski nie był perfekt, ale jednak dałam radę, a ta druga osoba wcale mnie nie strofowała i poprawiała, tylko uważnie słuchała 🙂 To bardzo motywuje… 🙂

Pozdrawiam Was!
Asia

Odpowiedz

Ewelina Listopad 20, 2017 o 20:40

Ja po prostu miałam cudowną nauczycielkę angielskiego, która na lekcjach ciągnęła nas za język. 🙂 Na początku zwykłe pytania: co robiłeś/aś w weekend, jakie filmy lubisz itp. a potem, w miarę upływu lat, coraz bardziej złożone rozmowy. Dodatkowo sama zaczęłam rozmawiać z obcokrajowcami po angielsku na portalach do tego przeznaczonych, jednak tylko w formie pisanej.
Ostatecznie kiedy faktycznie pierwszy raz musiałam rozmawiać po angielsku za granicą nie miałam problemu, bo już to robiłam w trochę innym środowisku. Nie bałam się, bo nie było czego. Do tej pory w końcu zawsze udawało mi się dogadać w tym języku 😉

Odpowiedz

Michał Listopad 20, 2017 o 20:41

Satysfakcjonująca odpowiedź na pytanie ‚Do you speak english’ albo ‚Can you help me’
od zwykłego ‚no’ albo ‚nie rozumiem’ 🙂

Odpowiedz

Karolina Listopad 20, 2017 o 20:43

W klasie licealnej zaszłam w ciążę, miałam indywidualne nauczanie, lekcje z angielskiego były 3 razy w tygodniu podczas nich skupialiśmy się tylko na rozmowach po angielsku. Byłam sama z nauczycielem, który był dość specyficzny, pytał o różne głupie i czasem żenujące rzeczy. Dzięki temu przestałam się bać mówić po angielsku 🙂

Odpowiedz

Hubert Listopad 20, 2017 o 20:44

Chciałbym móc napisać, że przełamałem swoją barierę ale niestety była by to nieprawda. Dlatego subskrybowałem kanał Arleny aby stało to się faktem, bo naprawdę już mnie to wkurza! 🙂

Odpowiedz

Marcin Listopad 20, 2017 o 20:45

Ja przestałem bać się mówić po angielsku właściwie w dwóch momentach.

Pierwszy to gdy przeczytałem całego Harrego Pottera w wersji angielskiej. I po setnej stronie zacząłem rozumieć więcej niż połowę każdej strony (bez słownika). Pomyślałem WOW! Przecież nie muszę zrozumieć wszystkiego. Jeśli skumam 50% tego, co miała na myśli pani Rowling to też wystarczy. (pod koniec rozumiałem już wszystko)

A drugi moment był wtedy, gdy Kanadyjka, która przyjechała na praktyki do Polski i z którą się zaprzyjaźniłem , nigdy, ani jednusieńkiego razu nie poprawiła mnie. Pomyślałem, huh, jestem mistrzem angielskiego!

Oczywiście robiłem i nadal robię błędy. I ona to też słyszała. Ale te dwa wydarzenia zbudowały we mnie niezwykłą pewność siebie w mówieniu. No bo przeczytałem książkę po angielsku i gadałem „płynnie” z Kanadyjką, a ona nie znalazła żadnego błędu. Przecież na pewno by mnie poprawiła. 😉

Odpowiedz

Ewelina Listopad 20, 2017 o 20:46

Przestałam się obawiać mówić po angielsku, kiedy zaobserwowałam w pracy, że cudzoziemcy, których językiem ojczystym nie jest angielski, mówiąc po angielsku, również popełniają sporo błędów, a mimo to byliśmy w stanie się porozumieć i to często w bardzo skomplikowanych kwestiach. Momentem przełomowym było uczestniczenie w spotkaniu, które szef firmy prowadził w języku angielskim i również jemu zdarzały się błędy, które w żaden sposób nie rzutowały na ostateczny odbiór spotkania. Zdałam sobie wtedy sprawę, że perfekcyjna znajomość angielskiego wcale nie jest konieczna, aby skutecznie się porozumiewać, a ciągłe obawy o to czy użyłam poprawnego czasu, poprawnej konstrukcji gramatycznej, powodują, że ze stresu popełniam tych błędów więcej.

Odpowiedz

Ania Listopad 20, 2017 o 20:46

Hej, przestałam się bać mówić po angielsku po tym jak kumpelka mi mówi: Słuchaj, zapytaj pierwszego lepszego Hiszpana co ani me ani be po angielsku „Do you speak English?” to odpowie: „Yes, ok, of course”. A zapytaj Polaka o to samo to powie: „I am extremely sorry, but I don’t speak English very well, I wish I could help you” itd. Cały czas mi chodzi ta historyjka po głowie i już mi wywiało wszelkie obawy przed mówieniem. Uwierzyłam w siebie i mam nieprawdopodobną radochę, że gdy coś mówię to ta druga osoba to rozumie. Nie trzeba się bać 🙂 PS. Jak fajnie że przeczyta to Arlena 🙂 ale nie próbuję się przypodobywać of course…

Odpowiedz

Izabella Listopad 20, 2017 o 20:51

Cześć, dziękuję za kolejny ciekawy podcast! W jaki sposób przełamałam się do mówienia w języku angielskim? Po prostu musiałam porzucić swoje kompleksy w kąt i zacząć załatwić sprawy w tym języku (zarówno zawodowe, jak i osobiste). Myślę, że dobre jest rzucenie się na głęboką wodę przy takiej znajomości jak moja – podstawowa wymowa i słownictwo na początku zupełnie wystarczają. W dodatku dzięki przełamaniu tej bariery wróciłam do pasji, jaką był dla mnie język angielski w szkole podstawowej i znów z radością szlifuję go wieczorami.

P.S. Właśnie tacy ludzie jak Arlena i Michał napędzają mój dziecięcy entuzjazm i motywują mnie do pracy z uśmiechem, bardzo wam za to dziękuję 😉

Odpowiedz

Karolina Listopad 20, 2017 o 20:52

Cześć!

Ja poszłam na studia magisterskie w języku angielskim (żadna filologia, nauki ekonomiczne), studiuję w grupie międzynarodowej (10 Polaków, 10 obcokrajowców). Obcując na co dzień z ludźmi z różnych krajów jedynym sposobem komunikacji jest język angielski. Jeszcze kilka miesięcy temu siedziałabym zestresowana i cicha gdzieś z boku, dziś jest inaczej, uczę się i rozmawiam w języku angielskim, czasami popełniam błędy, ale się tego nie boję tak, jak kiedyś. Czasami warto rzucić się na głęboką wodę 😉 Cieszę się, że miałam możliwość pójść na te studia, na mojej Uczelni pierwszy raz uruchomiono taki kierunek.

Pozdrawiam Michale – od kilku dni jestem posiadaczką Twojej książki.
Pozdrawiam również Arlenę Witt – cenię Panią za profesjonalizm i poczucie humoru.

Odpowiedz

Kamil Listopad 20, 2017 o 20:54

Wyjazd do UK, od razu skok na głęboką wodę i wielkie zdziwienie że tam nikt nie zwraca uwagi na drobne błędy za które w szkole dostawało się 1!

Odpowiedz

Konrad Listopad 20, 2017 o 20:55

Do mówienia po angielsku zmusiło mnie życie, kiedy wyjechałem za granicę do pracy 🙂 Bałem się tego wyjazdu, bo wiedziałem że ten mój angielski jest taki sobie, ale po kilku rozmowach ze znajomymi decyzja zapadła. Wyjechałem do wspomnianej w podcaście Finlandii i wyjścia nie było, trzeba było mówić 🙂 I chociaż początki były trudne, patrząc z perspektywy czasu była to bardzo dobra decyzja. Niby ciągle mam problemy z gramatyką i czasem brakuje jakiegoś słówka, ale mówienie po angielsku w tym momencie jest dla mnie dość naturalne.

Odpowiedz

Justyna Listopad 20, 2017 o 20:56

Przestałam bać się mówić po angielsku dzięki zielonemu potworowi-kosmicie, który pożera zegary. Mam na myśli książeczkę do nauki języka „Muzzy comes back”, którą z zajęciem oglądałam jako dziecko i do której miałam kasety. Puszczałam je sobie na zasadzie bajki, mimo że niewiele jeszcze rozumiałam, ale miałam typowo dziecięce zacięcie do wysłuchiwania nagrań po kilka razy z rzędu. Do tej pory pamiętam misiowaty i leniwy ton głosu Muzziego, który pomógł mi zrobić pierwsze kroki w obcym języku (na moich krótkich wtedy nóżkach) i go dla mnie oswoił, tak że nie bałam się mówić, kiedy już dawałam radę sklecić zdania.

Odpowiedz

Piotrek Listopad 20, 2017 o 20:57

Zacząłem mówić po angielsku…przez gry komputerowe. Jako dzieciak grałem online w gry, gdzie wystarczyło pisać, ale z czasem przesiadałem się na takie, gdzie komunikacja odbywała się przede wszystkim głosowo (na przykład taktyczna gra America’s Army, czyli FPS, w którym oprócz zwykłych rozmówek omawia się też ważne plany strategiczne).
Wolałbym zamieścić tutaj tekst mojej dziewczyny, ale właśnie ją chcę do rozmów po angielsku zachęcić – boi się. Od kilku miesięcy ogląda kanał Arleny i „Grama to nie drama” jest na liście jej życzeń świątecznych 🙂

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Wiola Listopad 20, 2017 o 20:58

Hmm, ciągle jeszcze nie przestałam się bać, ale mocno nad tym pracuję.

Odpowiedz

Karol Listopad 20, 2017 o 20:59

🙂 Przestałem się bać kiedy zacząłem rozmawiać z innymi, którzy mówią gorzej i też się boją. Wtedy mi lęk znika. Po kieliszku wina też, ale do tego nie zachęcam, bo trzeba by nosić ze sobą butelkę 🙂

Odpowiedz

Justyna Listopad 20, 2017 o 21:01

Przestałam się bać mówić po angielsku, gdy w restauracji, w której pracowałam (w Anglii) dość szybko dostałam awans i po kilku miesiącach kelnerowania stałam się kierowniczką restauracji. Nagle musiałam zacząć rozwiązywać milion problemów w obcym dla mnie języku, reagować na bieżąco, dzwonić i załatwiać wiele spraw. Nawet się nie zorientowałam, kiedy zaczęłam myśleć w tym języku! To było totalne zanurzenie bez koła ratunkowego! 🙂 Każdemu życzę możliwości doświadczenia takiego z jednej strony stresującego, a z drugiej niezwykle owocnego czasu w życiu! 🙂

Odpowiedz

Basia Listopad 20, 2017 o 21:02

Jak przestałam się bać mówić po angielsku ?
Nie ukrywając nadal mówienie stanowi dla mnie barierę, natomiast jest ona teraz w formie „płotu”, który jestem w stanie przeskoczyć. Dlaczego ? Odpowiedzią jest język….. migowy. Poznałam osobę głuchą i tak bardzo zapragnęłam z nią porozmawiać ze od razu zabrałam się do nauki. Znając tylko pojedyńcze znaki zamigałam do niej prosty ‚zdanie’ ( na potrzeby sytuacji) .Jej radość i przede wszystkim WYROZUMIAŁOŚĆ w rozmowie ( jeśli można ją było wtedy tak nazwać) sprawiły, że przestałam się bać. Ważny jest sam akt komunikacji, na drugim miejscu jest sposób komunikacji- zawsze można to dopracować. Ta myśl zmieniła barierę nie do pokonania na ”płot”. Z angielskim jest podobnie: poznałam osobę z którą muszę porozumiewać się w tym języku, ale wiem, że to najlepszy sposób na dopracowanie sposobu mówienia.

Odpowiedz

Krzysiek Listopad 20, 2017 o 21:02

Hej, jak się nie umie angielskiego i podstawowych słówek to zawsze jest obawa przed mówieniem, nawet kompletne zamknięcie sie na nauke. Tak było w moim przypadku, ponieważ wyjechalem do Francji kompletnie nie znajac angielskiego i zacząłem prace tylko z francuzami bez żadnych rodaków. Dopiero po trzech miesiącach kiedy kolega z pracy (francuz) nie ustepowal i caly czas do mnie gadal po angielsku, aby sie ze mna porozumiec, cos sie dowiedziec, zacząłem polamanym angielskim cos do niego mowic, i tak zacząłem przelamywac bariere jezykowom. Teraz tylko potrzebuje doskonalic i uczyć sie wiecej języka angielskiego, co ulatwila by mi książka Arlenki 😉
Pozdrawiam wszystkich

Odpowiedz

Darek Listopad 20, 2017 o 21:07

Przestałem bać się, kiedy zapisałem się na wymianę językową online. Ja byłem nauczycielem litewskiego, a w zamian otrzymałem żywy angielski z wyraźnym lokalnym akcentem. Nie od razu przestałem bać się. Strach minął dopiero po 3 czy 4 konwersacjach. Teraz oglądam filmy i słucham podkasty w jęz. angielskim i też daje radę.

Odpowiedz

Agata Listopad 20, 2017 o 21:10

Przestałam się bać, gdy niepewna swoich umiejętności zapisałam się na kurs językowy, dołączyłam do już istniejącej grupy i okazało się, że … mówię najlepiej. To był przełom, gdy tłumaczyłam koleżankom po lekcji, to czego nie zrozumiały. Jako jedyna odpowiadam na każde pytanie nauczyciela. Jednorazowo wzrosła moja pewność siebie i z marszu przestałam się bać. Nie mówię biegle, ale przynajmniej próbuję, czego wcześniej nie robiłam ze strachu.

Odpowiedz

Valentyna Listopad 20, 2017 o 21:12

Hmmm…..zawsze się bałam odpowiadać komuś po angielsku, szczególnie gdy ktoś pytał o drogę, a że mieszkam w Krakowie to podobnych sytuacji miałam co drugi dzień. Widząc obcokrajowca, który się zbliża, i który jeszcze nie zdążył dokończyć swoje pytanie zawsze odpowiadałam „Sorry, I don’t speak English”. Jestem osobą z dobrym sercem i chętnie pomagam ludziom, gdy ktoś prosi o pomoc, natomiast w tej sytuacji czułam się bezradna. Pewnego dnia tak się na siebie wkurzyłam, że mam strach, żeby otworzyć buzie i mówić po angielsku, że stwierdziłam, iż rzucę sie na głęboką wodę i poszłam na English Meeting, gdzie przychodzi dużo obcokrajowców i ludzie rozmawiają wyłącznie po angielsku, a mój angielki był na poziomie A2. Mogłabym jeszcze długo pisać ale powiem tylko jedno, wychodząc ze spotkania już więcej nie bałam się mówić po angielsku. W tej sytuacji rzucenia się na głęboką wodę akurat pomogło 🙂

Odpowiedz

Wiktoria Listopad 20, 2017 o 21:13

Przestałam się bać mówić po angielsku, kiedy wyjechałam na wycieczkę na Słowację w wieku 15 lat i spotkałam bardzo sympatycznego wysokiego chłopaka, który ślicznie rozmawiał po angielsku, po prostu musiałam mówić cokolwiek, żeby zwrócić na siebie uwagę 😀

Odpowiedz

Monika Listopad 20, 2017 o 21:16

Przesłuchałam podcast z wielką przyjemnością! Widzę podobieństwa między mną a Atletą. Ja też wcześnie widziałam czego chce i dążyłam konsekwentnie do celu, nie oglądając się na rówieśników, którzy na lekcji angielskiego, woleli uprawiać końskie zaloty, niż rozmawiać z native speaker’ką. Właśnie w gimnazjum przełamałam, może nie lęk przed mówieniem, ale nabrałam w tym swobody. Uczyłam się wcześniej angielskiego, więc można wręcz powiedzieć, że plotkowalam sobie z nauczycielką po angielsku, na najrożniejwze tematy, bo miała na prawdę luźne podejście. A oprócz tego musiałam być tłumaczem i pośrednikiem,między nią a klasą, bo nikt nie chciał mówić po angielsku, a inaczej się nie dało bo Rebecca faktycznie nie znała polskiego. Do tej pory bardzo miło ją wspominam, i teraz uświadomiłam sobie, że właśnie jej zawdzięczam swobodę w porozumiewaniu się po angielsku 😉 Jednak rozmowa to jedno, a gramatyka to drugie. Kiedyś Rebecca pożyczyła mi książkę z ćwiczeniami gramatycznymi, które rozwiązywałam jak krzyżówki: dla przyjemności. Na samą myśl o książce Arletty, cieszy mi się buzia! Pozdrawiam 😉

Odpowiedz

Jerzy Listopad 20, 2017 o 21:20

Na ulicy dopadł mnie kiedyś gość pytający się tylko po angielsku, którędy do biblioteki. Zaskoczenie wielkie, ale chęc wykazania sie była tak silna, ze wytłumaczyłem. Pal sześc czasy, najważniejsze, ze wymówiłem do obcego człowieka zrozumiałe dla niego współrzędne biblioteki. 🙂

Odpowiedz

Marcin Listopad 20, 2017 o 21:22

Było to kilka lat temu podczas świąt kiedy to moja kuzynka przedstawiła nam swojego nowego partnera – Duńczyka. Podczas kolacji Wigilijnej wszyscy ze sobą rozmawiali, a za tłumacza z polskiego na angielski (nie umiała jeszcze duńskiego) robiła Iza, ja jedynie biernie słuchałem. Musiałem się odezwać kiedy kuzynka na chwilę odeszła od stołu, a polsko-duńska wymiana zdań była bardzo zacięta. Słowa Izy: „to teraz młody trochę potłumaczy” przełamały moją niechęć do wypowiedzi w języku angielskim. Zrozumiałem wtedy, że posiadam wystarczające umiejętności, aby dość swobodnie przekazywać najróżniejsze treści – oczywiście wspomagając się translatorem 😀

Odpowiedz

Anna Listopad 20, 2017 o 21:23

Zmieniłam miejsce pracy gdzie codziennie obsługuje obcokrajowców. Nie miałam wyboru musiałam wytłumaczyć działanie leku po angielsku i to prostym językiem. Nie każdy zna medyczny angielski. Im więcej mówiłam tym było łatwiej. Przestałam tłumaczyć słowo w słowo. Musiałam mówić i to tak żeby być zrozumianą 🙂

Odpowiedz

Rafał Listopad 20, 2017 o 21:28

Przestałem bać się mówić po angielsku na drugim roku studiów, kiedy postanowiłem dołączyć do międzynarodowej organizacji studenckiej i mówiąc wprost – nie miałem innego wyjścia 🙂 zostałem „buddym” – opiekunem – dla dziewczyny z Singapuru, która przyjechała do Polski w ramach wolontariatu. Pół roku pokazywania jej ciekawych miejsc – kawiarni, sklepów, ksiegarni w Warszawie i oczywiście towarzyszące temu rozmowy i żarty sprawiły że nie mam żadnych barier dotyczących rozmów w j. Angielskim. No, może jeszcze trochę w rozmowach biznesowych 🙂 Pozdrawiam!

Odpowiedz

Marta Listopad 20, 2017 o 21:28

Podjęcie pracy z wymaganym językiem angielskim na bardzo dobrym poziomie – B2. Przeceniłam swoje możliwości wpisując, że takowy posiadam. Pracę dostałam. Rzucona na głęboką wodę, kontakt z klientem anglojęzycznym, od pierwszego dnia wręcz pchałam się do obsługi klienta anglojęzycznego mimo świadomości, że mój język nie jest wystarczający, żeby dobrze i poprawnie przeprowadzić rozmowę. To zmotywowało do otworzenia się na rozmowę, przygotowania w domu „gotowych” rozmów, dialogów, scenek i historyjek dotyczących bieżących sytuacji, które mogłam klientom opowiadać. I tak to się stało – mówię, nie boję się.

Odpowiedz

Alicja Listopad 20, 2017 o 21:29

Co sprawiło, że przestałam się bać mówić po angielsku? Chciałabym móc się podzielić jakąś romantyczną lub zabawną historią, ale to była po prostu konieczność. Większość podstawowych struktur i słówek wyniosłam ze szkoły, jednak prawdziwego „żywego” języka nauczyłam się przez internet, a dokładniej za pomocą Twittera. Jako zagorzała fanka pewnego amerykańskiego wokalisty nawiązałam kontakty z innymi fanami z całego świata. Słownik stał się moją osobistą „biblią”. Jednak nawet jeśli potrafiłam się „dogadać” uderzając palcami w klawisze komputera, nie potrafiłam się przełamać, żeby mówić. Zmusiła mnie do tego sytuacja. Rok temu postanowiłam wyjechać za granicę w celach zarobkowych. Przez pierwsze 2 miesiące byłam tu kompletnie sama. Musiałam sobie jakoś poradzić. Początki łatwe nie były. Moja wymowa była jakby trochę sztywna i dużo ludzi nie rozumiało większości tego, co mówiłam. Normalnie bym się pewnie poddała, ale tym razem nie mogłam. Wbrew sobie Starałam się rozmawiać coraz częściej aż w pewnym momencie zauważyłam, że jest mi coraz łatwiej – ja rozumiem coraz więcej a i ludzie rozumieją mnie. To mi dało mega pozytywnego kopa i dodało pewności siebie 🙂 teraz, pomimo że mój angielski jeszcze nie jest na zadowalającym mnie poziomie, nie boję się już mówić, nawet u lekarza czy przy załatwianiu spraw urzędowych, co może wydawać się bardzo trudne.

Odpowiedz

Julia Listopad 20, 2017 o 21:31

Ja przestałam się bać mówić po angielsku jak rzuciłam się na głęboką wodę – poszłam na studia w języku angielskim 🙂 Co prawda w Polsce, wykładowcy to w większości też Polacy, ale i tak bardzo dużo z tego wyciągnęłam. 19 lat – czas, w którym jeszcze kształtują się umiejętności i pasje młodego człowieka. Studia finansowe w obcym języku wymusiły na mnie bardzo dużo nauki angielskiego, również słownictwa fachowego. A że do tego jestem osobą ambitną, która zawsze udzielała się w szkole, musiałam się przemóc (żeby zaspokoić moją chęć udzielania odpowiedzi na pytania profesorów)! Na początku studiów zdałam też CAE na ocenę A, więc byłam z siebie bardzo dumna 🙂 Teraz jestem na ostatnim roku i pouciekało mi dość dużo zasad i nowinek językowych. Ze słownictwem problemu nie mam, z mówieniem też nie, dlatego chętnie przygarnęłabym książkę Arleny żeby tą wiedzę gramatyczną przywrócić (ona jest w którejś szufladce mózgu, ale dawno nie uporządkowywana). Tym bardziej, że jestem jednym z cichych psychofanów Wittaminy – obserwuję, ale się nie udzielam, to mój pierwszy komentarz do Arleny. Pozdrawiam serdecznie, zarówno Arlenę, jak i Michałą 🙂

Odpowiedz

Michał Listopad 20, 2017 o 21:31

Michale,
przede wszystkim dziękuję za prowadzenie bloga i oby więcej takich ludzi jak Ty i Arlena. Podziwiam was za wytrwałość i determinację w realizowaniu celów i marzeń.
Zgodzę się z Tobą, że nauka angielskiego to w dzisiejszych czasach podstawa.
Jak to sam określiłeś – „To najlepsza inwestycja, jakiej możecie dokonać w młodym wieku”.
Jestem ciągle na etapie pokonywania tej niewidzialnej bariery językowej 🙂
W moim przypadku sprawdza się po prostu vocabulary. Im więcej znam słów i zwrotów, tym pewniej czuję się podczas rozmowy. Strach maleje, gdy rośnie wiedza.
Ogromny postęp w nauce zawdzięczam mojej nauczycielce języka angielskiego w szkole podstawowej. Uczyła nas ona za pomocą skojarzeń, rysowała np. węża w jeziorze, a obrazek podpisywała – „snake in lake”, czy np. „ass in grass” – tego już tłumaczyć nie trzeba 😉 Pozdrawiam gorąco i życzę powodzenia w pracy przy następnych projektach.
~`czytelnik

Odpowiedz

Patrycja Listopad 20, 2017 o 21:32

ja swoją barierę pokonałam dość niewinnie, bo podczas kursu językowego, okazało się, że zmienił się native -ten nowy wcale nie miał bogatego zasobu słownictwa i też popełniał błędy. Ale potrafił nam, czasem mocno gestykulując, wytłumaczyć z uśmiechem na twarzy i pluszem w serduszku o co dokładnie mu chodzi. Wtedy zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę każdy popełnia błędy, ale sztuka polega na tym, żeby nie bać się mówić za mało.
Kolejne sytuacje były już bardziej prozaiczne typu jazda komunikacja miejską i czasem mimowolne słuchanie rozmów obcokrajowców, gdzie starałam się niczym prof. Miodek wyłapywać ich błędy, a czasem zapamiętywać niezrozumiałe zwroty i je sobie googlować.
Oczywiście najlepszą metoda przełamującą lęk przed mówieniem po angielsku jest alkohol- wychodząc ze znajomymi na miasto po jednym drinku wyrzucam z siebie słowa jak profesjonalny karabin maszynowy

Odpowiedz

Barbara Listopad 20, 2017 o 21:35

Cześć,

dziękuję za możliwość wygrania książki. Przydałaby się mojemu bratu :).

Jak wszystko, co na początku nas przeraża i mój powód przełamania się jest banalny. Na studiach wykładowcy fonetyki dosadnie uświadamiali mi, że nie potrafię mówić po angielsku. Z nerwów (i ciągłego poniżania) rzuciłam lingwistykę i się nie odzywałam, tylko czytałam książki angielskie. Pewnego dnia w pracy, jedna osoba „wrobiła” mnie w oprowadzanie grupy z Erasmusa i do pomocy dała drugą koleżankę. Stanęłyśmy przed studentami i kompletnie jej nie szło. Z nerwów nie potrafiła wypowiedzieć ani jednego poprawnego zdania. A ja? Ja popłynęłam i po prostu zaczęłam mówić. Nawet (mimo że nie brzmiałam jak native speaker) byłam zrozumiana i odpowiadałam na pytania. Reszta jest historią.

Odpowiedz

Klementyna Listopad 20, 2017 o 21:36

Hej!
Dziękuję za ciekawy materiał!
Jeśli chodzi o pytanie konkursowe -u mnie bynajmniej nie był to super wysoki poziom języka, a zmiana myślenia. Okazuje się, że jak człowiek wyluzuje to się bez problemu porozumie z obcokrajowcem, chyba że druga osoba bardzo bardzo nie chce się dogadać to wtedy nasze największe umiejętności nie pomogą 😉

Pozdrawiam 🙂

Odpowiedz

Tomasz :) Listopad 20, 2017 o 21:37

Cześć!
Odpowiadając na stawiane pytanie: tak na prawdę wciąż boję się rozmawiać po angielsku. Boję się, ale staram się mówić (nawet sam do siebie:) ). Wiem, że dzięki temu będę miał szansę na lepsze zarobki, poszerzę możliwość zdobywania wiedzy anglojęzycznej oraz przede wszystkim będę mógł poznać o wiele więcej fantastycznych osób! TO są moje główne motywacje do tego, aby strach odrzucić na bok.
Szczerze ufam, że książka Pani Arleny mi w tym pomoże 🙂

Odpowiedz

Marzena Listopad 20, 2017 o 21:37

W liceum miałam cudowną panią z angielskiego, która bardzo dużo od nas wymagała pod względem nauki gramatyki i słownictwa, a jednocześnie była fantastyczną, rozgadaną i wesołą osobą, która wszystkich traktowała tak samo i akceptowała – to ona mnie inspirowała, chwaliła i zachęcała do dalszej pracy. Wszystko to dawało mi olbrzymi zastrzyk wiary w i pewności siebie i powodowało, że przełamywałam ogromną nieśmiałość i obawę przed mówieniem. To było już prawie 16 lat temu…Dziś ja jestem nauczycielką angielskiego i jestem z moją panią z angielskiego po imieniu 🙂

Odpowiedz

Paweł Listopad 20, 2017 o 21:39

Ja niestety nie przestałem się jeszcze bać rozmawiać swobodnie po angielsku z innymi. Zawsze przysparza mi to problemów, kiedy chcę powiedzieć kilka zdań swobodnie od siebie w obcym języku. Jednak nie poddaję się i staram się pogłębiać ten wiedzę na temat tego języka, dzięki czemu staję się w nim coraz bardziej pewny. Mam nadzieję, że książka, którą można wygrać ułatwi mi proces nauki 🙂

Odpowiedz

Tedy Listopad 20, 2017 o 21:41

U mnie ta walka ze strachem przed mówieniem ciągle trwa 😉 ale już coraz więcej bitew mam WYGRANYCH i to jest najważniejsze.

U mnie punktem zwrotnym w pokonaniu strachu przed mówieniem po angielsku,
było WIELKIE MARZENIE wyjazdu i zobaczenia Stanów Zjednoczonych.

Pomyślałem sobie, jak tam tak bardzo chcę jechać to muszę się nauczyć mówić po angielsku.
No i zacząłem przy każdej nadarzającej się sposobności nawiązywać kontakty i mówić po angielsku 🙂

Odpowiedz

Jacek Listopad 20, 2017 o 21:41

W moim przypadku krokiem milowym z przełamaniu się, do mówienia po angielsku było rzucenie mnie na głęboką wodę. Wyjechałem za granicę i, jak wiadomo, tam bez języka ani rusz. Co prawda angielski jako-tako znałem ale zawsze uważałem, że moje zdania są zupełnie podstawowe, wręcz przedszkolne i raczej nie prowadziłem żadnych dialogów. Dopiero gdy zobaczyłem na własnej skórze, że to co aktualnie posiadam wystarcza do sprawnej komunikacji, ludzie rozumieją to co mówię a niektórzy nawet chwalą mój poziom, zrozumiałem, że nie jest źle a pewność siebie poszybowała w górę.
Po tym zacząłem coraz chętniej, sam z siebie, nawiązywać dialogi. Szczególnie było to widoczne podczas uczelnianych imprez gdzie miałem do czynienia ze studentami z programu erasmus. Uświadomiło mi to, że ważna jest zasada „Nie jest ważne jak mówisz. Po prostu mów jak najwięcej!”.
Do teraz czasem występują u mnie małe blokady, jednak nie jest to „gula” w gardle, przez którą nie potrafię wydusić ani słowa.

Serdeczne pozdrowienia!

Odpowiedz

Adam Listopad 20, 2017 o 21:42

Przestałem się bać mówić po angielsku kiedy zrozumiałem fakt, że każdy popełnia błędy w trakcie jego nauki. Wspólna wymiana tych błędów podczas rozmowy, nauki prowadzi nie do wstydu a do ich eliminacji.

Odpowiedz

Paulina Listopad 20, 2017 o 21:42

Od dziecka uwielbiam ten język. Jak byłam mała miałam takie małe zboczenie… Jak nikt nie patrzył włączałam BBC World i oglądałam wiadomości 😉 uwielbiam brytyjski angielski 🙂 przestałam się bać mówić po angielsku, kiedy uświadomiłam sobie, że nie muszę być idealna. Nie trzeba mówić idealnie, żeby się dogadać, a o to przecież chodzi.

Odpowiedz

Kinga Listopad 20, 2017 o 21:43

Posłuchałam jak mówią Angole i przestałam się wstydzić. Stwierdziłam że skoro oni mają w nosie gramę to ja też mogę.Anglik ledwo rozumie Amerykanina a Szkota zazwyczaj wcale. To bylo mile, że słuchając Polki Anglik się uśmiecha i nie każe mówić slowlyyyy jak Walijczykowj 😉

Odpowiedz

Arek Listopad 20, 2017 o 21:45

Jeszcze nie przestałem:) Dlatego czytam takie blogi jak ten i oglądam filmy na YouTube z przesympatyczną brunetką. Ale żeby nie przesłodzić dodam łyżkę powagi. Poznajemy nowe rzeczy, rozwijamy się . Kiedy już nakarmimy się wiedzą na tyle wystarczająco żeby się odważyć i spróbować, pojawia się pewność siebie i wtedy jest już z górki..chyba. Powiem po angielsku…jak zjadę 😉

Odpowiedz

Renata Listopad 20, 2017 o 21:55

Przestałam się bać, że mój angielski nie jest perfekcyjny i zaczęłam mówić, bo musiałam. Po prostu musiałam porozumieć się, żeby cokolwiek załatwić np. znaleźć nocleg, zrobić zakupy, zapytać o drogę, a będąc za granicą w krajach europejskich (byle nie we Francji) jest szansa, że inni też choć trochę znają ten język.

Odpowiedz

Anna Listopad 20, 2017 o 21:55

Kiedy przestałam się bać mówić po angielsku: jako nastolatka przeżywałam prawdziwą traumę z powodu „nie bycia” nativem i nie posiadania w związku z tym możliwości zrozumienia wszystkich słów użytych w encyklopedii Britannica. Potrzebowałam ok. 10-15 lat, żeby pogodzić się z tym dramatem :). W dorosłym już życiu kieruję się zasadą, że „perfekcjonizm jest gorszy od faszyzmu” i że wystarczy robić lub umieć coś „wystarczająco dobrze”, nawet jeśli „wystarczająco” oznacza czasem pobieżnie lub słabo. Nie silę się już na czytanie Szekspira w oryginale, ale skoro potrafię sobie zamówić obiad w restauracji lub zapytać o drogę to jest OK. Kiedyś paraliżowały mnie wygórowane ambicje i chory perfekcjonizm, dziś szkoda mi czasu na takie pierdoły. Wrzuciłam na luz bo wiem, że i tak nigdy nie będzie idealnie. Na szczęście 🙂

Odpowiedz

Agnieszka Listopad 20, 2017 o 21:57

Przestałam bać się mówić po angielsku, kiedy wyjechałam za mężem ( wtedy jeszcze chłopakiem) do Anglii i.. zostałam rzucona na głęboką wodę. Musiałam sama iść do urzędu załatwić formalności, do banku założyć konto, sama znaleźć pracę. I jeszcze odbyć rozmowę kwalifikacyjną w tym języku! Jestem z siebie ogromnie dumna i mam wrażenie, że więcej nauczyłam się przez kilka miesięcy pobytu w Anglii, niż przez 9 lat nauki języka w Polsce. Pozdrowienia dla wszystkich strachliwych;-)

Odpowiedz

Lukasz Listopad 20, 2017 o 21:58

W 2006 roku pierwszy raz poleciałem wraz z kolegą który zupełnie nie znał języka do Norwegii i tam po raz pierwszy zobaczyłem jak to jest na prawdę „mówić po angielsku”. Obawy przed wyjściem na nie mówiącego po angielsku zniknęły w momencie przesiadki między lądowaniami musieliśmy znaleźć drogę do sąsiedniego gejta , skąd mieliśmy odlatywać. Dalej już jakoś poszło kolejne środki lokomocji , taxi , prom, kolejne taxi i tak po prawie 1500km dotarliśmy na miejsce i wtedy stwierdziłem, że już nie mam obaw przed mówieniem „po angielsku”.

Odpowiedz

Beata Listopad 20, 2017 o 21:58

Bo znalazłam nieziemską dla mnie motywacje. A prosze wierzyć naprawdę przychodziło mi trudno ponowne zaczęcie nauki od kolejnego początku…. ale po koleji. Uczestniczyłam w zeszłym roku w kursie prowadzonym przez angielską instruktorkę. Całość tłumaczona, i jakoś nie odczułam przez to jakiegoś większego braku znajomości języka. Natomiast w tym roku byłam na drugim poziomie i wtedy było już inaczej. Wszyscy uczestnicy poza mnią i jeszcze jedną osobą rozmawiały swobodnie z prowadzącą. Czułam się jak alien dosłownie! I to właśnie dało mi kopa. Zaczełam słuchać pani Arleny, szukam filmików w necie. Zaczełam nagrywać siebie jak mówie. I mam nadzieje że do kolejnego kursu będzie inaczej. Moja pasja, nowy zawód motywuje mnie. I co najważniejsze nie chce się już czuć jak alien który nie umie wydukać z siebie słowa.

Odpowiedz

Angelika Listopad 20, 2017 o 21:59

Kiedy schowałam swoje ambicje w kieszeń i zaakceptowałam, że mogę: popełniać błędy, brzmieć czasem śmiesznie albo nawet zrobić z siebie głupka. Zaczęłam traktować siebie z dystansem i dozą humoru. Dodałam do tego ciągle oglądanie filmów bez literek na dole ekranu. Mój mózg chyba się otworzył. A najważniejsze : a najważniejsze co zrobiłam to zwyczajnie zaczęłam.
Pozdrawiam

Odpowiedz

Ina Listopad 20, 2017 o 22:00

Zwięźle, dobre sobie.
Skrót:
Byłam w sytuacji w której zależało mi, żeby godnie reprezentować kraj (jak to brzmi!) przed zagranicznymi gośćmi z całego świata. Trzeba było ogarniać dużo spraw organizacyjnych i okazało się, że mimo początkowego strachu, język nie zmieścił się na mojej liście problemów tamtego dnia, a był to cały dzień wittania (ha! Wittarlena) gości.

Całość:
Ostatnio odbywały się w Gdańsku międzynarodowe mistrzostwa łyżwiarstwa. Razem z koleżanką z klubu przyjmowałyśmy cały dzień sportowców, trenerów i (największa odpowiedzialność) sędziów ISU na gdańskim lotnisku.
Rozmowy z nimi okazały się mniejszym problemem niż dogrywanie kierowców busów do opóźnionych lotów. Z każdą kolejna grupą łyżwiarzy, z kolejnego zakątka świata, szło nam juz coraz lepiej. Stres powoli znikał. A w połowie dnia usłyszałyśmy od Amerykanki, że mamy świetny angielski. 🙂

Podsumowanie:
Wydaje mi się, że ze strachem pomagają sytuacje, w których angielski jest obecny, ale nie jest w centrum uwagi. Potem nagle się okazuje, że jakoś to poszło!

Dopisek:
Startuję w konkursie, bo bardzo chciałabym wygrać książkę na prezent dla siostry. Ja już mam! Chwale się i polecam! :*

Odpowiedz

Marlena Listopad 20, 2017 o 22:00

Cześć!

Ja przestałam sie bać mówić po angielsku jak poszłam na rozmowę o prace i okazało sie, ze rekrutujący manager jest Koreańczykiem i rozmowa bedzie po angielsku. Zaczęłam jakoś odpowiadać na zadawane pytania, raz lepiej raz gorzej, ale widziałam ze druga strona mnie rozumie. To dodało mi odwagi i poszło lepiej niz myślałam. Dostałam prace i potem musiałam codziennie używać angielskiego, zeby zrozumieć sie z moim szefem, wiec przestałam sie tego bać, bo wiedziałam ze on tez robi błędy w wymowie i nikt nie jest idealny. Najważniejsza jest praktyka, trzeba próbować mimo, ze nie jest idealnie 🙂

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Kamila Listopad 20, 2017 o 22:00

Angielskiego zaczęłam się uczyć w 4 klasie podstawówki w czasach słusznie minionych, gdzie angielski to najwyżej na piraconych piosenkach mogłam usłyszeć. Poczatkowo oczywiście bariera ogromna.
Ale w pewnym momencie pojawił się na horyzoncie Szwed, który bardzo chciał podszkolić swój angielski, a nie miał z kim, więc gadał do mnie namiętnie, nie zrażając się lakonicznymi odpowiedziami yes, no i I don’t know. Cieszył się, że ktoś go rozumie i uparcie zachęcał mnie do interakcji. Kiedy umiałam już na tyle dużo żeby zakumać, że on robi masę błędów, a mimo to mówi, odważyłam się. Komplement, że mam bardzo dobrą wymowę również pomógł. A potem poszło 🙂
Na niemieckim już nie miałam oporów.

Odpowiedz

Piotr Listopad 20, 2017 o 22:02

„Co sprawiło, że przestałaś / przestałeś się bać mówić po angielsku?”
Przestałem sie bać mówić po angielsku, gdy byłem w USA. I to już po pierwszych godzinach tam spędzonych, już na lotnisku. Tam MUSIAŁEM mówić w tym języku + body language na początku 🙂
Wcześniej w Polsce dukalem, co kazdy wyraz było yyyyyyyy.
Amerykanie, a szczególnie „kolorowi” mieszkańcy tego kraju, bardzo mi pomagali, zamiast mnie olać, wyjaśnili mi, ze czuja sie lepsi, bardziej wartościowi, ze mogą komuś pomoc z przełamaniem bariery j.ang.
Na początku nawet nie słyszałem u siebie tych błędów, które popełniałem. Dopiero po około 2 tygodniach mój angielski stał sie tak płynny, ze gdy popełniłem błąd, byłem tego świadomy. NIE PANIKOWALEM!
Co ciekawe, native speaker’zy z USA tez popełniają błędy, np. używając Present Perfect. Po kilku miesiącach niektórych Amerykanów NAUCZYŁEM STOSOWANIA tego czasu, za co byli mi wdzięczni. Oczywiście oni stosowali wszędzie Piast Simple.
To tyle…… teraz nawijam po angielsku, ale zawsze staram sie mówić wyraźnie.

Odpowiedz

Marlena Listopad 20, 2017 o 22:03

Moja DRAMA 😉 z mówieniem zakończyła się gdy w spożywczaku zapomniałam jak nazywa się „mąka” po angielsku 😀 więc kombinowałam „yyy potrzebuje coś białego, z czego się robi chleb”. 😀 Wtedy zrozumiałam, że angielski is easy. Od kuperka strony też można się zrozumieć 😀

Odpowiedz

Sylwia Listopad 20, 2017 o 22:04

Przełamałam strach przed mówieniem, gdy zdałam sobie sprawę z tego że język jest „tylko” środkiem, a nie celem samym w sobie. Że to środek do tego, aby być z ludźmi, poznawać świat. Ze nie chodzi o to, żeby kiedyś po prostu powiedzieć: „umiem angielski”.

Odpowiedz

Beata Listopad 20, 2017 o 22:07

Kiedy przestałam się bac?Jak zauwazyłam za granicą,że inni obcokrajowcy wcale nie mówią lepiej ode mnie a nie mają oporów z tym zwiazanych.jak nie pamiętał któryś wyrazu,to pomagał sobie rękami:).
Podstawa to próbować i nie bać się!W końcu każdy kiedyś zaczynał:).Pozdrawiam z Gdyni:)

Odpowiedz

Ina Listopad 20, 2017 o 22:10

Cześć! Powrót do pewności w mówieniu po angielsku, którą zatraciłam po wielu latach zastoju, nastąpił u mnie przez a) zakup książki Lord Of The Rings w oryginale i codzienne czytanie na głos paru stron przed snem (po takiej lekturze już żadna książka po angielsku nie jest straszna! Jestem na 789 stronie :)), b) wyłączenie najpierw polskich, a coraz częściej angielskich napisów w uzależniająch serialach, c) cotygodniowe lekcje z nativem, który gada jak najęty, ale czasem można wtrącić słówko, d) stąd też to gadanie do siebie w samotności. Udaje się, bo to było moje solidne postanowienie –
otoczyć się na co dzień językiem angielskim. Pozdrowienia dla Ciebie i Arleny!

Odpowiedz

Marek Listopad 20, 2017 o 22:12

Angielskiego używam w pracy w normalnej komunikacji mailowej, ale również w wideo konferencjach z moimi przełożonymi z Ameryki. Przestałem się bać mówić po angielsku, kiedy usłyszałem jak inni ludzie na tych spotkaniach, którzy tak jak ja nie mówią natywnie po angielsku, mówią dużo gorzej ode mnie 😉

Odpowiedz

Przemysław Listopad 20, 2017 o 22:14

Przede wszystkim przestałem bać się mówić po angielsku dzięki temu, że miałem okazję żeby używać tego języka. Dużo styczności z ludźmi z za granicy otwiera Cię na nowe kultury czy po prostu podejście do życia. Zaczynałem jak zwykle najprościej od pierwszych kilku słów czy zdań powiedzianych po angielsku, przy czym miałem 100 % pewności że są to zdania poprawne, ale nie zapominajmy że proste. I poszło. Przestałem się bać używać języka poprzez praktykę od pierwszego kroku do drugiego i tak dalej.

Odpowiedz

Piotr Listopad 20, 2017 o 22:16

Przestałem się bać mówić po angielsku w momencie gdy mojej uwadze zaczął umykać fakt, że mówię po angielsku w sposób odległy od moich wyobrażeń o tym jak powinień język angielski brzmieć i dźwięczeć. Są momenty, że strach powraca bo to wciąż język pojawiający się jak gość z dalekich krajów ale po chwili skupienia się na tym, żeby mógł on jak najbardziej zaistnieć a nie być tylko perfekcyjnym strach znika.

Odpowiedz

Wojtek Listopad 20, 2017 o 22:23

Przestałem bać mówić po angielsku, jak w pracy musiałem zacząć używać tego języka. Na początku miałem obawy w kontakcie w obcokrajowcami, jednak podczas spotkań odkryłem, że obywatele z krajów nieanglojęzyacznych nie mówią idealną angielszczyzną i w sumie nie mam powodów do kompleksów. Oczywiście nie mówię, jak biegły Brytyjczyk, ale staram się pracować na moim słownictwem i co najważniejsze moi rozmówcy nie muszą prosić mnie o powtarzanie zdań, bo dociera do nich sens słów jakie do nich kieruję.

Odpowiedz

Piotr Listopad 20, 2017 o 22:25

Przestałem bać się mówić po angielsku, gdy zacząłem chodzić do szkoły językowej i brać udział w konwersacjach 🙂

Odpowiedz

Martyna Listopad 20, 2017 o 22:26

Jako młody naukowiec na początku kariery naukowej zdałam sobie sprawę, że na pewnym etapie wiedza dostępna w polskiej literaturze nie jest już wystarczająca do rozwijania swoich tematów badawczych, dlatego zaczęłam szukać nowych ścieżek i możliwości rozwijania wiedzy, w tym w języku angielskim. Co więcej, należy podkreślić, że chociażby chwila rozmowy ze światowymi specjalistami w zgłębianej dziedzinie (np. podczas wizyty na międzynarodowej konferencji naukowej), może być znacznie bardziej wartościowa niż przeczytanie tomów książek i artykułów. Dlatego uważam że, tak jak w moim wypadku, nie należy się bać rozmawiać, szczególnie kiedy nadarza się okazja (być może jedyna w życiu!) na nawiązanie kontaktu z osobą, która może zmienić twój sposób patrzenia na problem badawczy o 180 stopni. A tutaj liczy się przede wszystkim komunikatywność, nie gramatyka, bo przecież każdy popełnia błędy i to często nawet w swoim ojczystym języku. 🙂

Odpowiedz

Sebastian Listopad 20, 2017 o 22:26

Przestałem bać się mówić po angielsku w momencie gdy razem z dziewczyną pojechałem na wakacje do Budapesztu i musiałem dogadywać się z każdym czy to w kwestii znalezienia jakiegoś miejsca, czy to obsługa w restauracjach, zakupy itp. Mimo, że moja mowa po angielsku wtedy nie była na wysokim poziomie to myśl, że słucha mnie dziewczyna ( która po angielsku nie mówi nic ) i że jestem facetem i muszę tą albo inną rzecz załatwić dodawała mi dużo motywacji i jakieś +50 do mojego angielskiego flow. W praktyce wychodziło dosyć zabawnie bo często mieszałem czasy i słówka ale sama płynność wypowiedzi robiła ze mnie w oczach mojej dziewczyny rodowitego anglika 🙂 A no i najważniejsze, że się dogadywałem więc cel był osiągnięty i wszyscy szczęśliwi a ja wróciłem z większą pewnością siebie w kwestii rozmawiania po angielsku.

Odpowiedz

Ania Listopad 20, 2017 o 22:27

Ja w zasadzie cały czas się boję mówić po angielsku, ale jak to typowo w Polsce, tylko w obecności Polaków. Czuję zawsze na karku te spojrzenia „czy byków gramatycznych nie robi, a jaka wymowa etc etc”. Łapie mnie paraliż umysłowy i już!
Cieszę się że przeczytałam ten post i dowiedziałam się o Pani oraz Pani kanale na YT. Mam nadzieję, że pomoże mi to uporać się z tym problemem. Nie ukrywam że książka „grama to nie drama” też by bardzo pomogła 😉
Pozdrawiam

Odpowiedz

Łukasz Listopad 20, 2017 o 22:29

Ja przełamałem barierę językową jak pracodawca wysłał mnie zagranicę w roczną delegację. Byłem załamany bo nikt nawet nie spytał mnie jak mi idzie z angielskim. A tam mając zespół 20 osób (pracowników fizycznych którzy żadnego języka nie znali i większość pierwszy raz w życiu wyjechała zagranicę) to nie miałem wyjścia. Na początku byłem przerażony tym i ciągle myślałem o tym że nie dam rady. Ale na miejscu jakoś się momentalnie przestawiłem i nawet zacząłem używać słów o których istnieniu nawet nie wiedziałem. Po prostu worek ze słówkami się otworzył. Nie były to płynne i gramatyczne dialogi ale rozumieliśmy się nawzajem. Na pewno życzliwość i pogodne podejście obcokrajowców dużo pomogło.
Pozdrawiam
Łukasz

Odpowiedz

Magda Listopad 20, 2017 o 22:29

Studiuję pielęgniarstwo, podczas jednych z praktyk na tym samym oddziale zajęcia mieli również studenci z zagranicy. Jeden z nich *dyskretnie* przyglądał się mojemu identyfikatorowi, żeby później wysłać mi zaproszenie na Facebooku. Zaproszenie pozostało niezaakceptowane, a ja mimo zaczepek przechodziłam obojętnie tylko dlatego, bo wstydziłam się mówić w obcym języku. Wracając z sali pacjenta usłyszałam „o, she’s comming” po czym „she isn’t as pretty as on profile picture”. Pomyślałam sobie, NO CO ZA BUC, zajęcia od godziny 7, uniform przypominający worek plus kretyńsko upięte włosy (co wymagane jest na mojej uczelni), oczywiste, że nie wyglądam tak dobrze, jak na zdjęciu profilowym! Odwróciłam się i zarzuciłam soczystym „ASSHOLE”. Zaraz po tym prędko zmyłam się z miejsca zdarzenia, takie oto przełamanie bariery języka… 😉

Odpowiedz

Adam Listopad 20, 2017 o 22:32

To było w zeszłym roku, gdy poszedłem do pracy podczas studiów i zarobiłem sobie na wyjazd z dziewczyną do Włoch(mój pierwszy wyjazd za granice w życiu) . Jak że jesteśmy jeszcze studentami całość miała być w klimacie low-cost więc najtańszy lot z Warszawa-Modlin–> Rzym był taki że wylądowaliśmy kolo godziny 23 a na dworzec Termini (dworzec główny w Rzymie) dojechaliśmy busem kolo 23:40 i tu zaczęła się magia mojego angielskiego ponieważ od 2 lat (kiedy skończyły jego lekcje na studiach) nie miałem żadnego kontaktu z
tym językiem.
Nie polecam o tej godzinie kręcić się w okolicach tego dworca będąc z dziewczyna i wyglądając jak japoński turysta, generalnie białoskórego człowieka się nie uświadczy. Budżet nie pozwalał na taxi a i internet w EU jeszcze nie był tak tani jak teraz. Po prostu podchodziłem do ludzi którzy wydawali mnie się najbardziej godni zaufania i pytałem jak mamy dojść pod wskazany adres naszego noclegu. Ku mojemu zdziwieniu nikt nie zwracała uwagi na gramatykę czy składnie (jak mnie musztrowano przez całą moją edukacje w Polsce). Po prostu próbowaliśmy się dogadać a jak ja lub rozmówca nie wiedział jak coś powiedzieć to nadrabialiśmy to gestami. Cało i bezpiecznie dotarliśmy do hosta. Stres w tamtej sytuacji znokautował strach przed mówieniem.

Pozdrawiam,
Adam

Odpowiedz

Maria Listopad 20, 2017 o 22:33

W odpowiedzi na pytanie: Słowo BAĆ SIĘ zamieniłam na CIEKAWOŚĆ. Wzrosła wówczas we mnie odwaga do mówienia a słownik stał się moją podstawową lekturą, aż w końcu musiałam go zamienić na Thesaurus-a 🙂
Pozdrawiam serdzcznie,

Odpowiedz

KasiaG Listopad 20, 2017 o 22:38

Grożąca mi dwója z angielskiego w liceum spowodowała, że nabrałam odwagi – stwierdziłam, albo zacznę mówić albo to koniec 🙂

Odpowiedz

Piotr Listopad 20, 2017 o 22:42

Jak przestałem się bać? Nie przestałem, wciąż mam zahamowania przed wypowiedzią w języku angielskim. Jednakże staram się jak najczęściej mówić w obcym języku, pisać komentarze w sieci lub bawiąc się „po pijaku” w dialogi ze znajomymi.
Pozdrawiam Panie Michale i słuchaczy bloga!

Odpowiedz

Konrad Listopad 20, 2017 o 22:42

I’ve stopped being afraid of speaking (writing and listening as well) English after I joined international student organization IAESTE and exposed myself to international students coming to Poland from all over the World to do their internship. Few of them were natives, many were great in English but all wanted to experience Poland. And we were to introduce them to that experience.

How to do that? You have to speak 🙂 So we I begun socializing with them and talking to them. The more we spoke, the easier it was. Because I loved those bunch of guys. It came really quickly – after a summer I could speak about any subject with any person. And thanks to that, now I have an opportunity to do the internship abroad. Where I mostly speak English. And learn Norwegian. In the very same way.

P.S. I know I make bunch of grammatical failures, especially when I speak, but I don’t care more than I should. The most important is to understand and to be understood.

Greetings from Oslo,
Konrad 🙂

Odpowiedz

Agnieszka Listopad 20, 2017 o 22:46

Ucząc sie angielskiego poznałam pewnego Francuza, z którym przez rok mówiliśmy do siebie po angielsku. Moja wersja była po prostu o niebo lepsza i opór prysł

Odpowiedz

Marta Listopad 20, 2017 o 22:50

Dla mnie wzorem „niebania” się mówienia po angielsku jest mój mąż. To ja uczylam go pierwszych słów po angielsku, gdy podjął pracę we francuskiej firmie w Polsce i mial porozumiewac sie z szefem Francuzem po angielsku. Ze zdumieniem patrzylam jak od razu wykorzystuje to czego sie dowiaduje w praktyce. A ja mimo 10 lat nauki w szkolach, bałam się zdania powiedziec „bo powiem niepoprawnie „. Gdy mieszkaliśmy przez jakiś czas w Anglii, mąż mi powtarzał: pamiętaj, że twój angielski jest lepszy niż ich (Anglików) polski 😉 I to działało. Oraz stwierdzenie: czy ty się śmiejesz z obcokrajowca, gdy stara się mówić po polsku? Nie! Raczej uważamy, że to miłe, że ktoś sie stara. Tak samo myśl o sobie, że oni się z ciebie nie śmieją, tylko chcą ci pomóc 🙂

Odpowiedz

Łukasz Listopad 20, 2017 o 22:50

Przestałem się bać mówić po angielsku, gdy podczas pisania pracy dyplomowej, w jednej z instytucji naukowych w Krakowie, dzieliłem gabinet ze śliczną doktorantką. Niestety (albo i stety) doktorantka to pochodziła z Indii, więc mogliśmy porozumiewać się tylko po angielsku. Na początku się wstydziłem, ale później gdy mój mózg przełączył się w tryb angielskojęzyczny to rozmowa z nią stała się miłym elementem codzienności 🙂

Odpowiedz

Łukasz Listopad 20, 2017 o 22:54

P.S. Nawet udało się odbyć kilka wspólnych, anglojęzycznych kolacji 🙂

Odpowiedz

Przemek Listopad 20, 2017 o 22:51

W jednej z moich poprzednich miejsc pracy obsługiwałem klientów po angielsku ale bałem się mówić więc odsyłałem do maila i załatwiałem wszystko mailowo. Zostałem zmuszony do zmiany pracy i przeszedłem do firmy gdzie kontaktu z angielskim nie miałem w ogóle więc, trochę przez przypadek, zapisałem się do szkoły językowej żeby nie stracić kontaktu z językiem. Szkołę oceniam jako tako ale z uwagi na poziom 100% zajęć było po angielsku, nie mówiliśmy w ogóle po polsku i to właśnie konwersacje, rozmowy na przeróżne tematy sprawiły, że przestałem się bać. Efekt tego jest taki, że po 1,5 roku ponownie zmieniłem pracę, na lepszą, teraz pracuję w międzynarodowym zespole i na codzień komunikujemy się po angielsku, gdyby nie przełamanie się i pewna swoboda w porozumiewaniu się po angielsku nie dostałbym tej pracy 🙂

Odpowiedz

Michalina Listopad 20, 2017 o 22:53

Jedna sala, trzy osoby: polka (zgadłaś), portugalka i turczynka. Dziewczyny przyjechały w ramach programu Erasmus, a naszym wspólnym czynnikiem były prowadzone indywidualnie badania w tej samej sali. Jako, że nienawidzę siedzieć w ciszy i z natury jestem energiczną osobą przełamałam mój wstyd i początkowo kalecząc język z nerwów, zaczęłam włączać się do rozmów. Finalnie badania szły nam wolniej, ale w końcu w wesołej i ciekawej atmosferze! 🙂

Odpowiedz

Ania Listopad 20, 2017 o 22:59

Co sprawiło, że przestałam się bać?

nie wiem czy przestałam się bać. ale mówię i przełamuję mój strach i opór w mówieniu. bardzo pomaga uśmiech. i rozmówcy i mówiącego 🙂

Odpowiedz

Paulina Listopad 20, 2017 o 23:03

Przestałam się bać mówić po angielsku w pracy (w sklepie). Gdy podchodzi do mnie klient i mówi ‚hello’, automatycznie mówię do niego po angielsku. Na początku były to pojedyncze wyrazy, wypowiadane pytającym tonem 🙂 Z czasem zaczęłam zadawać pytania, a nawet trochę dyskutować. Wychodzę z założenia, że nawet jak coś źle powiem to on doceni, że chcę się z nim porozumieć. W najgorszym wypadku coś sobie pomyśli, a i tak więcej się nie spotkamy 😉

Odpowiedz

Aleksandra Listopad 20, 2017 o 23:03

A ja cały czas boję się tego angielskiego!!! Jestem już prawie seniorem, jeszcze pracuję i wciąż mam nadzieję, że nadejdzie taki dzień, w którym przestanę się bać!!!

Podwaliny, myślę – miałam dobre – w szkole miałam wymagającego nauczyciela, zawsze podobał mi się ten język, nawet chciałam studiować anglistykę ale poszłam w kierunku informatyki. Później były płatne kursy nauki języka, samodzielna nauka – informatyka przecież też wymaga znajomości angielskiego. Ponad 10 lat temu temu kolejne podejścia – unijny kurs języka. Zawsze jakoś tak miałam poczucie, że jestem gorsza – nie wszystko rozumiałam, bałam się mówić i tak cały czas to trwa.

Może dopiero emerytura sprawi, że w końcu będzie to jeszcze jedno podejście i jednak ten dzień nadejdzie, kiedy przestanę się bać języka angielskiego, uwierzę w siebie.

Fajnie czytać Wasze komentarze, to daje nadzieję!

Odpowiedz

Ania Listopad 20, 2017 o 23:03

Swoją nieśmiałość do rozmów w języku angielskim przełamałam na wakacjach 🙂 Zaczęło się od prostych pytań o drogę, a skończyło na długich rozmowach i nawiązaniu kilku znajomości.

Odpowiedz

Marek Listopad 20, 2017 o 23:04

Nie wiem czy to strach czy brak pewności siebie. W pracy mam kontakt z wieloma osobami z innych krajów. Podczas rozpoczęcia rozmowy panuje strach przed jej podjęciem ale po chwili to mija bo jednak człowiek daje rady. Więc to chyba brak pewności siebie. Przecież to też jest człowiek z drugiej strony. 🙂 😉

Odpowiedz

Magdalena Listopad 20, 2017 o 23:06

Ośmielilam sie mówic po angielsku, kiedy przeprowadzilam sie do Czech i ze sluchu nauczylam sie mówić po czesku. Priorytetem nie byla poprawnisć gramatyczna, ale „dogadanie sie” :-D. Gramatyke angielska zglebiam z moimi dziećmi przy zadaniach domowych. Zauwazylam tez ze po 13 latach mieszkania w tym kraju i z rosnacym wiekiem powinnam nad czeska gramatyka powaznie popracowac. A kazda wizyta w Polsce mi pokazuje, ze i w jezyku polskim zaczynam miec braki!!! 😉 😀 Pozdrawiam

Odpowiedz

Beata Listopad 20, 2017 o 23:07

Hej..Don’t worry.. be happy😜z bledem czy bez…co nie domowie to domacham… Jak nie domacham ,to podazam z karteczka ,I do banku I lekarza ,mechanika i stolarza…I tak juz 5 lat na Ziemi brytyjskiej… I papucha mi sie smieje kiedy slysze Your English is very good!😆Pozdrawiam wszystkich Beata.

Odpowiedz

Wioletta Listopad 20, 2017 o 23:10

Co sprawiło, że przestałam się bać mówić po angielsku?
Potrzeba.
Jak zwykle potrzeba staje się matka wynalazków. I tak mając małe dzieci zaczęłam mówić do nich po angielsku,, tyle co umiałam, czyli proste zwroty, liczebności i kolory. Potem niewiele w mojej edukacji się zmieniło, aż do chwili gdy pojechałam zezem do Norwegii i na jednej z wycieczek rowerowych się zgubiliśmy.
Chciałam, czy nie, musiałam się odważyć i mocno kaleczoną angielszczyzną dopytać o drogę pokazując jakieś dziwne nazwy na mapie. Doskonale teraz rozumiem, co Arleto masz na myśli mówiąc, że znajomość języków obcych jest jak klucz do innego świata, jak złamanie szyfru.
Teraz wiem, że, mimo iż nie mam zdolności językowych, to powinnam i chcę się ich uczyć. 😉
Pozdrawiam serdecznie Wiolka Czuryńska

Odpowiedz

Magdalena Listopad 20, 2017 o 23:11

W czasie studenckich wakacji wyjechalam na 2 miesiące do Londynu do pracy. Stanełam na Baker St 20letnia nieśmiala dziewczyna ze Wschodu Polski weszlam do jednej z restauracji , dalam moje CV. Miałam wybór uciec stamtąd lub zapytać czy chcą mnie zatrudnić. Ostatnimi okruchami mojej odwagi wydukałam „Are you looking for someone to work?”. Dostalam prace, jeszcze wiele razy chcialam uciec kiedy ktokolwiek chcial sie o cos mnie zapytac, ale dałam sobie rade. I wiem, że wszędzie dam sobie rade. Potem byly kolejne wyjazdy i 9 miesięcy na Erazmusie w Grecji- angielski zawsze mi się przydał. Chętnie poćwiczę moją gramatykę. Pozdrawiam!

Odpowiedz

Krzysiek Listopad 20, 2017 o 23:14

Kiedy?
Chyba dopiero wtedy, gdy uznałem, że znam wystarczający zasób słów i opanowałem dobrze podstawy gramatyki.
Dlaczego?
Pewnie, jak wielu, bałem się po prostu zbłaźnić, mówią niegramatycznie, niepoprawnie, itd.
Czy takie podejście jest dobre?
Teraz wiem, że nie. Największy bloker przestał być blokerem, gdy oprócz uczenia się angielskiego musiałem z niego korzystać – nie tylko mówić, ale konwersować z osobami, które podobnie jak ja, nie są „native”-ami a używają angielskiego w komunikacji. This is the thing – gramatyka i 25000 zapamiętanych słów WCALE NIE JEST NAJWAŻNIEJSZE do tego, by rozmawiać i porozumieć się. To da się doszlifować w trakcie używania.
Jest takie pojęcie – MVP – Minimum Viable Product 😉 Dołóż do tego chęci i do dzieła (konwersowania)!

Odpowiedz

Piotr Listopad 20, 2017 o 23:20

Moja nauczycielka angielskiego w liceum zapowiadała kartkówkę ze słówek, a robiła sprawdzian z gramatyki. Potem zapowiadała gramatykę, a robiła „speach’e”. Zapowiadała speach’e, a były słówka… Chcąc nie chcąc trzeba się było nauczyć angielskiego na poważnie (w tym mówienia), a nie uczyć się do sprawdzianów.

Odpowiedz

Piotr Listopad 20, 2017 o 23:24

Przestałem się bać mówić po angielsku wtedy, kiedy zrozumiałem, że język służy do komunikacji, a nie zaliczania kolejnych sprawdzianów/kolokwiów na 5. Dziś współpracuję z Amerykanami i o dziwo, kiedy popełniam błąd w mowie lub piśmie (a czasem sam przecieram oczy ze zdumienia), nie kończą rozmowy rzucając pernamentnego focha lub rozwiązując umowę. A moje błędy dają mi motywację do ciągłego nadrabiania braków i dodatkowych ćwiczeń.

Odpowiedz

Piotr Listopad 20, 2017 o 23:58

*permanentnego

Odpowiedz

Karolina Listopad 20, 2017 o 23:26

Spotkanie z obcokrajowcami w autobusie wracając z gór. Były ostatnie dwa wolne miejsca, ale nie obok siebie,a podróżowałam z moim chłopakiem. Podeszłam do jednego z chłopaków i pięknie zapytałam: sorry, are you with your friend? – yes. – can you sit EACH OTHER, because I want be with my boyfriend.
oni usiedli WZAJEMNIE, a my RAZEM.
Żaden z chłopaków się nie zaśmiał, a ja zrozumiałam że nie każdy człowiek perfekcyjnie mówi po angielsku, ba, nawet nie ma Polaka który by perfekcyjnie mówił po polsku. I że im więcej rozmawiamy, próbujemy rozmawiać, tym więcej się uczymy nawet szukając zamienników słów lub opisując daną rzecz, miejsce, osobę – i wtedy zamiast jednego słówka wychodzą 3 zdania, ale to już tak nawiasem 😉

Odpowiedz

Kamil Listopad 20, 2017 o 23:42

Od zawsze bałem się mówić po angielsku. Próbowałem zagadywać obcokrajowców przy alkoholu – bardzo szybko kończyły nam się tematy. Studiowałem po angielsku za granicą – poza jednym ustnym egzaminem wszystkie były pisemne i w moim nastawieniu nic się nie zmieniło. Aplikowałem do amerykańskiej korporacji tylko aby jak najwięcej mówić po angielsku. Przeżyłem jakoś półgodzinną rozmowę telefoniczną z pewnym Amerykaninem, później godzinną twarzą w twarz, ale wybrali innego kandydata i podejrzewam, że mój poziom językowy miał na to wpływ. Ciągle bałem się używać języka.
Aż pewnego razu miałem do zrobienia 4 godzinną trasę i jako towarzysz przez blablacar zgłosił się jakiś George. W pierwszej chwili miałem ochotę odwołać cały wyjazd, żeby tylko nie musieć z nim rozmawiać. Ale po chwili uznałem, że wszyscy pracujemy w marketingu naszego kraju i głupio tak zostawić obcokrajowca na lodzie. Może nie oceni dobrze moich zdolności językowych, ale niech wie, że ludzie tu bywają mili i pomocni. Pierwsze 15 min było drętwe, ale im dłużej jechaliśmy tym lepiej mi szło. Na miejscu miło było usłyszeć, że fajnie się jechało, dowiedział się trochę o Polsce i chętnie wróci ze mną taką samą trasą za dwa dni. Po następnych 4 godzinach wiedziałem już, że z moim angielskim jest na tyle dobrze, że nie ma czego się bać. I teraz jak współpracuję z Włochami to bez większych problemów dogaduję się z nimi po angielsku zauważając, że wielu z nich mówi gorzej ode mnie, ale nie przeszkadza to nam w przekazaniu o co chodzi.

Odpowiedz

Ewa Listopad 20, 2017 o 23:44

Mój angielski jest na niskim poziomie, głównie dlatego, że w szkole bałam się mówić i nie wiedziałam czego mam się uczyć. Paraliżowało mnie jak wiele nie wiem. Teraz mówię po angielsku – to hucznie powiedziane. Jednakże, moje podejście do języka zmienił pewien student filologii angielskiej (ja wtedy pisałam maturę), który jest najlepszym nauczycielem jakiego znam i od 13 lat jest moim mężem. Sprawił, że zaczęłam mówić i nie przejmować się masą błędów, którą robię. Nauczył mnie, że jak nie znam słowa mogę powiedzieć to inaczej – bardzo mi to pomogło. I najważniejsze przestałam dostawać oceny, a zaczęłam myśleć, że chcę się dogadać. Fajnie jest uwierzyć w siebie. Oczywiście dużo więcej rozumiem niż potrafię powiedzieć.

Odpowiedz

Kasia Listopad 20, 2017 o 23:57

Przestałam się bać mówić po angielsku kiedy uświadomiłam sobie, że najważniejsze w rozmowie w obcym języku jest to by druga osoba zrozumiała, bez względu na to czy mówię poprawnie i podręcznikowo. A przykładem dla mnie w tym zakresie byli moi rodzice, którzy inspirowali mnie i piątkę mojego rodzeństwa do nauki języków obcych w ten sposób, że przy obiadach rodzinnych rozmawiali ze sobą po francusku lub po rosyjsku. To były proste rozmowy lub prośby o podanie ziemniaków, ale nas ciekawiło czy rozmawiają o nas i co mówią. Z biegiem lat robiliśmy to samo rozmawiając po angielsku, którego rodzice nie znali i w takim rodzinnym gronie przełamywaliśmy strach przed mówieniem w obcym języku. Swoją drogą jak cała 6 rozmawiała po angielsku to nawet Mama się zainspirowała i zapisała na kurs językowy : )

Odpowiedz

Maciej Listopad 20, 2017 o 23:59

Konieczność używania języka na codzień za granicą – nie ma lepszej nauki niż naturalna potrzeba wypowiadania się, jest to naturalna stymulacja, która daje niesamowite wyniki. Większość naszych barier językowych tkwi w głowie, i każdy musi znaleźć sposób aby się odblokować. Moje top3: Przeprowadzka za granicę na min. 1 rok, jak najczęstsze podróże oraz oglądanie filmów i seriali w oryginale (Cała Skandynawia mówi niesamowicie płynnie po angielsku, a jak powiesz skandynawowi, że planujesz kurs angielskiego to popuka się w czoło i zapyta dlaczego nie oglądniesz wszystkich sezonów House of Cards po angielsku – sprawdzone!)
Pozdrawiam,
Maciej

Odpowiedz

Agnieszka Listopad 21, 2017 o 00:10

U mnie były 2 etapy wtajemniczenia. Po bardzo bardzo długiej przerwie po maturze, żeby umieścic to jakoś w czasie, byłam na pierwszym urlopie za granicą.
Pierwszy etap przeszłam dzięki pewnemu Konradowi z Niemiec, który powiedział, mógłby do Was mówić słownictwem z mojego poziomu (CAE), ale czy byś mnie zrozumiała,NIE. O to chodzi, żeby miło spędzić czas, żeby o czymś rozmawiać,nie jesteśmy po szkole, tu nikt nie ocenia, tu nie ma poziomu, tu mamy się miło spędzić czas. I ja z moim kalecznym językiem miło spędziłam z ludźmi czas i zaczęłam powoli go używać.
Wyższy poziom odwagi nastąpił ostanio, gdy musiałam zadzwonić do Danii i spróbować odzyskać opłatę za hotel, pomimo bezzwrotnej rezerwacji. Teraz jestem już po zaznajomieniu z kilkoma blogami, szukaniu fajnych metod nauki.
Wiedziałam, ze jeśli ją odzyskam to z córką będziemy miały długi urlop. Mój pozimo B1 pozwolił mi na to. Mialam cel, motywacje. Może w tym jest klucz. Teraz, wiem, że mimo nieśmiałości coraz lepiej mi to idzie. A ja cieszyłam się jak małe dziecko, nie z odzyskanych pieniędzy, ale z tego, że mi się udało.
To daje też mi Arlena, świat angielskiego, który w szkole był męczarnią, bo odezwać się to ..o nie w tył zwrot, ona pokazuje inny świat.

Odpowiedz

Matuesz Listopad 21, 2017 o 00:11

Hej.

Dla mnie tym przełomowym momentem było kiedy wdzwoniłem się na telekonferencję i ludzie z Indii mówili coś po angielsku. Wytężałem swój słuch do granic możliwości i tak nic z tego nie rozumiałem. Po czym dowiedziałem się że mam przygotować streszczenie z tej rozmowy. Śmiechu było co nie miara ale dzięki temu uświadomiłem sobie, że każdy orze jak może. Koko jumbo i do przodu. Jeśli Oni mogą tak mówić to co ja będę gorszy 🙂

Pozdrawiam i dziękuję za możliwość wygrania tych książek. Akurat z żoną przymierzaliśmy się do ich kupna na święta, a tutaj będzie można troszkę zaoszczędzić na poduszkę bezpieczeństwa 🙂

Odpowiedz

Mateusz Listopad 21, 2017 o 00:12

Przestałem się bać mówić po angielsku gdy pojechałem autostopem z dziewczyna do Chorwacji. Gdy chcesz poznawać świat, a nie masz dużego budżetu na podróż, to autostop jest wspaniałym rozwiązaniem. Na początku ciężko jest się otworzyć, ale wraz z upływem czasu staje się to coraz prostsze. Najpierw jest obawa, że inni będą oceniać ale okazuje się żę Twój angielski jest dużo lepszy niż uważasz. Znasz dużo słówek a braki nadrabiasz gestami i mimiką. Wtedy zrozumiałem, że w komunikacji nie chodzi o to aby mówić super poprawie, tylko o to, żeby przekazać informacje i być zrozumianym.

Odpowiedz

Ania Listopad 21, 2017 o 00:13

Przestałam się bać mówić po angielsku, gdy bardziej się bałam o to, że przez moje niemówienie mój pacjent jeszcze bardziej się będzie bał. DENTYSTY. 😉

Odpowiedz

Bartek Listopad 21, 2017 o 00:16

Cześć przestałem się bać mówić po angielsku gdy przyjechałem do ANGLI. Pierwszego dnia w pracy miałem obsłużyc 100 klientów z całego świata z każdym wymieniając co najmniej 10 zdań był to dla mnie dramat, ( ludzie którzy byli ze mną przy obsłudze mieli dość dobry ubaw słysząc mój anglo-polski język ) ale dzięki temu mam pracę i nauczyłem się Angielskiego.

Odpowiedz

Jarek Listopad 21, 2017 o 00:28

W moim przypadku odpowiedź jest prosta: „nicnie”. A teraz rozwinięcie: „Nicnie” sprawiło, że przestałem się bać mówić po angielsku. Po prostu boję się nadal. Angielski zacząłem poznawać w wieku 4 lat z płyt winylowych, z kursu „Slim John”. Potem, jakoś tak w wieku 7 lat były prywatne lekcje i strata pieniędzy rodziców. Jak miałem 12, w szkole rozpoczęły się lekcje angielskiego dla chętnych. Byłem chętny. Po lekcjach chodziliśmy na papierosy, a po 2 miesiącach na papierosy chodziliśmy już zamiast lekcji. Jak się ojciec dowiedział to się lekcje skończyły, a strach przed ojcem może mi się przełożył na strach przed angielskim? Potem liceum i znów angielski. Z tego czasu pamiętam tylko: „What can You say me about Cornwell? Mniemam nadal, że Cornwell jest gdzieś w Anglii…. No ale maturę zdałem, potem zdałem egzamin z angielskiego na studiach. Tam było trudniej, ale konkretnie, bo słowem-kluczem było „whisky”. To był rok 1988 i o ten „klucz” nie było łatwo, o nie! Ale jak się chce czegoś naprawdę… A potem były piękne lata dalszego „bania się”: wyjazdy do Anglii, szkoła językowa w Manchester, programy międzynarodowe unijne. Teraz, mając 55 lat czytam sobie i słucham po angielsku. „Nicnie” sprawiło jednak, żebym się przestał bać mówić. „Nicnie” zna mnie już prawie 50 lat i ma się dobrze 🙂
Pozdrowienia dla Arleny i Ciebie Michał: well done
Jarek

Odpowiedz

Aleksandra Listopad 21, 2017 o 00:52

Nie ukrywam, że pierwszy raz usłyszałam dzisiaj Arlenę i jestem oczarowana! Nie weszłam jeszcze na YT, choć zrobię to na pewno, więc nie mam jeszcze rozeznania w tym, co Arlena tak na prawdę robi. Jednak zachwyca mnie Jej podejście do edukacji, do dzieci i młodzieży. Temat edukacji naszych pociech spędza nie jednemu rodzicowi sen z powiek. Poruszyliście ogromnie ważny temat!!! Cieszę się, że mówi się o tym coraz głośniej! Jestem przedstawicielem pokolenia, w którym rzeczywiście jedynym językiem obcym w szkole był rosyjski. Nie uważam, że źle jest znać ten język, ale zdecydowanie jestem za tym, aby zachęcać ludzi do nauki kilku języków, a już na pewno angielskiego czy hiszpańskiego. Na własnej skórze nie raz odczułam, jak wielkim utrudnieniem jest bariera językowa. Tylko ten argument niestety jest niewystarczający, by przekonać dziecko do nauki języka obcego. A Jego własna refleksja może pojawić się trochę za późno… Chociaż w sumie nigdy nie jest za późno na naukę 😊 Jednak po co później, jak można wcześniej i to z pasją?! Dziękuję za ten wywiad. Arlena, to fantastyczna kobieta, której energia, charyzma i miłość do ludzi daje ogromną wiarę w to, że ten świat nie jest jeszcze tak całkiem zepsuty!

Odpowiedz

Jarek Listopad 21, 2017 o 00:56

Dalej się boję! Ale jak znajdę się w dziesiątce szczęściarzy, którzy otrzymają „Grama to nie drama” to już nie będę – obiecuję! No i zasubskrybuje kanał Arlety… no dobra – już zasubskrybowałem! Pierwsze koty za płoty…

Odpowiedz

Marcin Listopad 21, 2017 o 01:01

Pewnie zostanę zdyskwalifikowany… ale dlaczego szansę wygrania książki mają tylko Ci którzy już mówią po angielsku? NIE przestałem się bać mówić po angielsku bo to wstyd tak bełkotać. Ostatnio miałem okazję przysłuchiwać się jak grupka Hiszpanów próbowała uzyskać informacje od przypadkowego Polaka, najpierw po Hiszpańsku (nic nie rozumiałem) później próbowali po angielsku (rozumiałem wszystko) niestety ani ten ktoś im nie pomógł ani ja się nie odważyłem odezwać. Nie wiem jak to jest ale oglądam sporo filmów na YT w języku angielskim (głównie na temat programowania, elektroniki i szeroko pojętego DIY) i mając dźwięk i obraz praktycznie nie potrzebuję słownika czasami nawet oglądam w przyspieszeniu niestety jak się zaczynam zastanawiać jak coś powiedzieć to nic nie wiem 🙁
Pozdrawiam tych co wygrali!

Odpowiedz

Aleksandra Listopad 21, 2017 o 01:11

W ramach konkursu chciałabym napisać, że nigdy nie chodziłam na zajęcia z angielskiego, w szkole też nie uczono mnie tego języka. Uczyłam się sama w domu z ESKK, w wieku 40 lat poszłam na studia i tam miałam angielski w stopniu absolutnie początkującym. Pierwszy raz odważyłam się odezwać po angielsku do obcokrajowca, kiedy polecieliśmy z rodziną na nasze pierwsze, wymarzone wczasy za granicę. Po przylocie do kraju naszych marzeń okazało się, że nie zrozumieliśmy komunikatu w samolocie nadanego po angielsku, z którego wynikało, że kartki, które dostaliśmy do wypisania, to nie ankiety, tylko wizy. Przy odprawie na granicy zostaliśmy cofnięci z uwagi na ich brak. Musieliśmy je szybko wypisać ale niestety w międzyczasie autokar, który miał nas zawieźć do hotelu już odjechał. Zostaliśmy w środku nocy na lotnisku w obcym kraju, z dwójką małych dzieci i ze znikomą znajomością języka. Byliśmy zagubieni! Dzieci zmęczone, mąż wściekły. I wtedy zaczęłam biegać od autokaru do autokaru (a stało ich tam ze czterdzieści) i łamanym angielskim błagałam kierowców, aby któryś zawiózł nas do naszego hotelu. Udało się! Rano korzystaliśmy już z kąpieli słonecznych! Chociaż teraz śmiejemy się z tego, to wtedy był to dla mnie ogromny sukces!

Odpowiedz

Patryk Listopad 21, 2017 o 01:24

Od zawsze mialem komples jezyka angielskiego, przez 2 lata starsza siostre, ktora miala bzika na punkcie jezykow… przez co w towarzystwie jej moedzynarodowych znajomych, balem sie powiedziec nawet „hello”. Tymsamym moja bariera sie coraz bardziej nasilala, chociaz mowiono mi, nie boj sie to nie trudne, przeciez potrafisz. Po ok 4-5latach trafilem do firmy exportowej IT jako asystent… niestety moja bariera wciaz istniala… tak bardzo sie balem ze zadzwoni klient, ze bede musial mowic… pamietam jak dzis ten stres i zalenie sie rodzicom, jak to jest strasznie(choc praca byla przyjemna). Po 2 latach pracy obylem sie z jezykiem i przelamalem bariere, jak to zrobilem zapytacie? Otoz, z czasem zaczalem rozumiec, ze nikt nie mowi perfekcyjnie, szczegolnie w europie, zatem czemu sie balem, skoro najwazniejsze jest zrozumienie, a noe bycie nativem! Przeciez inni tez musieli sie nauczyc tego jezyka. Dodam, iz po rozmowie z firmami z UK okazalo sie, ze oni sa w ogole mega szczesliwi, ze ktos probuje mowic w ich jezyku, bo to jest rowniez dla nich mniejszy wysilek. Dlatego najwazniejsze to sie nie bac, ze bedziecie gorsi! A nawet jesli, to i tak ludzie doceniaja to, ze sie staracie bo noe jest to wasz jezyk ojczysty. Potem praktyka i szlif dadza wam jeszcze wiecej. Nawet pomimo wieloletnich kompleksach, ze bedziecie slabsi. (Splycilem historie na tyle ile sie udalo, ale moglbym napisac o tym krotka ksiazke). Pozdrawiam!

Odpowiedz

Emma Listopad 21, 2017 o 02:01

Podejście takie, że mówię dobrze, bo w ogóle się odzywam, choć nawet i tylko niepoprawnie.
I fakt, że obcokrajowcy mogą być bardziej przerażeni faktem niemożliwości dogadania się w Polsce bez znajomości języka polskiego, że są nam wdzięczni kiedy to my próbujemy po angielsku – choć nawet niepoprawnie. 🙂

Odpowiedz

Ewa Listopad 21, 2017 o 02:42

Przestałam bać się rozmawiać po angielsku w gimnazjum, gdy mój brat postanowił mnie podszkolić – stwierdził, że tyle lat uczę się tego języka, że powinnam już płynnie mówić, w związku z czym przez miesiąc rozmawiał ze mną wyłącznie po angielsku. Dzięki temu, że był to mój brat nie obawiałam się gorszej oceny jaką dostałabym za pomyłkę na lekcji, więc nie skupiałam się na poprawności formy gramatycznej, ale na przekazaniu treści. Bardzo istotne dla mnie było też to, że moja siostra powiedziała mi, że zauważyła poprawę w mojej wymowie – czasami taki drobna miła uwaga może mieć ogromny wpływ na pewność siebie drugiego człowieka (szczególnie zakompleksionej nastolatki).

Odpowiedz

Mateusz Listopad 21, 2017 o 02:48

Około 2 lata temu doszedłem do wniosku, że najlepszym sposobem na poprawę mojego tragicznego angielskiego jest zamieszkanie z obcokrajowcem. Jako, że mieszkam w akademiku to nie było z tym większego problemu i wprowadziłem się do Chińczyka perfekcyjnie władającego tym językiem. Do dziś uważam, że była to najlepsza decyzja w moim życiu, gdyż nie tylko poznałem wspaniałego człowieka, z którym nieustannie się przyjaźnię, ale także progres jaki poczyniłem dał mi odwagę do realizowania mojej największej pasji – podróżowania. Mimo, że wciąż nie można mnie pomylić z native speakerem to bez trudu jestem w stanie się komunikować w języku angielskim, a przy okazji poznałem odrobinę chińskiego 😉

Odpowiedz

Konrad Listopad 21, 2017 o 03:25

Byłem z koleżanką autostopem na Bałkanach, łapaliśmy stopa na albańskiej prowincji, zatrzymał się czarny, luskusowy Mercedes, którym podróżowało trzech mężczyzn. Wsiedliśmy i po kilkunastu minutach jazdy wyczułem dziwną atmosfere, albańczycy zażarcie między sobą dyskutowali i wymieniali dziwne spojrzenia. Stwierdziłem, że muszę się z nimi jakoś porozumieć i spróbować nieco ‚ocieplić’ relacje. Okazało się, że mówią bardzo, bardzo słabo po angielsku, więc czasem jedno zdanie próbowałem przekazać na kilka sposobów, jednak jakoś się dogadaliśmy, zrobiło się całkiem wesoło, a koniec końców , spędziliśmy cały weekend u jednego z nich w domu, nad samym morzem, imprezując z jego znajomymi 🙂 Swoją drogą do dziś nie wiem czym się zajmowali, ale może to i lepiej 😉

Odpowiedz

Katarzyna Listopad 21, 2017 o 06:15

Nie przestałam się bać mówić po angielsku. Dlatego tu jestem, dlatego też zobaczę kim jest Arleta i jak może mi pomóc. Pozdrowienia 🙂

Odpowiedz

Dorota Listopad 21, 2017 o 06:21

…wyjazd na portugalskie camino, gdzie byliśmy zdani na moje komunikowanie. I okazalo się, że umiem zapytać o drogę, kupić bilet, załatwić nocleg w straży pożarnej, porozmawiać o życiu z ludzmi z każdej części świata których spotykaliśmy po drodze.
Boom!

Odpowiedz

Wojciech Listopad 21, 2017 o 06:37

Gdy byłem w liceum brałem udział w projekcie międzynarodowym. Kiedy odwiedziły nas azjatki prowadzące ten projekt mówiąc do nas używały tylko jednego czasu – teraźniejszego. Rozumieliśmy wszystko doskonale, wtedy zrozumiałem, że tak naprawdę nie trzeba umieć angielskiego perfekcyjnie aby perfekcyjnie się dogadać 🙂

Odpowiedz

Ewelina Listopad 21, 2017 o 07:05

Odpowiedź na pytanie konkursowe.
Chyba większość zna to niewłaściwe przygotowanie szkół do języka. 12 lat nauki, a potrafisz powiedzieć kilka zdań z błędną gramatyką.
Ażeby rozmawiać po angielsku, trzeba mieć bodziec, czyli najszybciej praca z językiem, a raczej: praca i komunikacja w pracy w języku obcym. Tak też było w moim przypadku. Kiedy pojechałam na praktyki do Norwegii, mój pracodawca mówiła poziomie C1 – Norweg miał ówczesnie 62 lata (ja 23). Trudno się przestawić na język po dużej przerwie poszkolnej, stąd z jego wypowiedzi rozumiałam 70%. I tak praca wyglądała przez miesiąc, że ja głównie przytakiwałam na to, co on powiedział, ewentualnie powiedziałam ułożone w głowie zdanie. Jego 89-letni ojciec też mówił po angielsku lepiej niż ja.
Miesiąc trwało osłuchiwanie i przełamywanie bariery, żeby zapytać. A przecież tyle słów uchodzi z głowy! Ale metoda małych kroków i licznych błędów działa! Szczególnie, jeśli przez błędy zostaniesz źle zrozumiany!
Przytaczę dygresję o przyjaciółce, które mieszka we Francji i uczyła się francuskiego na zasadzie wymiany języków. Chciała powiedzieć: potrzebuję cię – J’ai besoin de toi, a powiedziała: „Je baise toi…”. Dla zromienie dodam, że słowa w wymowie różnią się jedną literką. Chłopak, który uczył francuskiego, był wmurowany i po angielsku zapytał, co chciała powiedzieć, bo powiedziała słowo „pieprzę się”, a chciała powiedzieć, że potrzebuje go. ;]
Metoda to: osłuchać się i bazować na słowach, które możemy przypomnieć bez zastanawiania, resztę się pokaże, resztę się opisze, a gramatyka nie jest istotna na tyle, żeby niepoprawność przeszkadzała w zrozumieniu. Wszakże angielski to dla Norwega też nie język ojczysty, więc nie będzie tak bacznie zwracał uwagę. Istotne jest zaś stawianie intonacji, ażeby pytanie było pytaniem, a twierdzenie kończyło się kropką. Wszakże język służy do przekazywania informacji.
Obecnie pracuję u innego Norwega, i jeśl inie znamy słowa w żadnym języku, tworzymy swoje własne zangielszczone norweskie słowo.
Stąd puenta taka, iż można mówić w sztucznie stworzonym języku (np. esperanto), jeśli dwie strony komunikujące się rozumiem się wzajemnie.

Odpowiedz

Katarzyna Listopad 21, 2017 o 07:09

Nie przestałam się bać mówić po angielsku. Dlatego tu jestem, dlatego też zobaczę kim jest Arlena i jak może mi pomóc. Pozdrowienia 🙂

Odpowiedz

Krzysztof Listopad 21, 2017 o 07:19

Przełamuje się mówić i zaczynam „w miarę” swobodnie mówić po angielsku dopiero po ok. 10 minutach „rozmowy”, kiedy zorientuje się, że mój rozmówca nie przywiązuje do tego zbyt dużej wagi… ważne, żeby się dogadać.
A w związku z tym, że bariera nadal jest to biorę na warsztat kanał Arleny Witt i zaczynam oglądać!

Odpowiedz

Anja Listopad 21, 2017 o 07:21

Przestalam sie bac mowic po angielsku przed ustną maturą. Musialam mowic aby ją zdać. Pomogły mi pytania nauczyciela: dlaczego nie mowisz? Nie znasz słów? Nooo znam..
To dlaczego nie mówisz? Boo mam blokadę..
Jak nie zaczniesz mówić nie zdasz matury, chcesz tego? Noo nie..chce zdać.

I zaczelam mówić, dobra passa trwała jeszcze długo. Nie mialam mozliwosci wyjechania za granicę ale zawsze trafił sie ktoś kto rozmawiał wyłącznie po angielsku..do czasu az starałam sie szukac pracy gdzie potrzebny byl angielski. Do przetlumaczenia dostalam tekst, który sprawial mi trudność na tyle że oblałam najwazniejszy wówczas dla mnie egzamin ze znajomosci jezyka. No i ponownie ‚zamilkłam’. Rozumiem dużo, jednak otwarcie buzi ponownie sprawia mi trudnosc.. dlatego marzę o ksiazkach Arlety.. przywrócą mi wiarę we własne mozliwosci 🙂

Pozdrawiam..

Odpowiedz

Anja Listopad 21, 2017 o 07:28

Chyba slownik zrobil mi psikusa.. oczywiście marzę o książce Arleny 🙂

Odpowiedz

Katarzyna Listopad 21, 2017 o 07:34

Przestalam się bac mowic po angielsku kiedy anglik, gdy bylam za granica, powiedział mi zebym po angielsku nie mowila, bo mi nie idzie;) zadzialalo motywujaco, „ja nie umiem mowic po angielsku? No to zobacz…:)”

Ja nie dostane ksiazki…? 😉

Odpowiedz

Damian Listopad 21, 2017 o 07:39

Obejrzenie kilku filmów na YT gdzie powtarzano: „Źle to nie mówić, dobrze to mówić (jakkolwiek), świetnie to mówić poprawnie).

Od tej pory przestałem przejmować się błędami, a skupiałem na sensie wypowiedzi. Potem lawinowo, większa motywacja do nauki i poprawianie swoich błędów.

Odpowiedz

Patrycja Listopad 21, 2017 o 07:41

Nie umiem mówić po angielsku i tak naprawdę to dopiero się uczę ale trochę mało skutecznie i myślę, że właśnie z obawy przed strachem, bo co jeśli nawet poznam słowa to jak je poprawnie wykorzystam, jak mam mówić? Nie miałam pojęcia, że istnieje taki kanał na YT Michał dziękuję 🙂

Odpowiedz

Sylwia Listopad 21, 2017 o 07:50

Hej,
Gdy chciałbyś umieć angielski na satysfakcjonującym Cię poziomie, ale Ci się nie chce. Gdy chodzisz na kursy angielskiego i czujesz, że niby oswajasz się z językiem i może nawet jakieś nowe słówka wpadną Ci do głowy, ale nadal nie masz możliwości rozwijać w praktyce nabytych umiejętności, wówczas życie daje Ci… chłopaka anglika 😀
No i co wtedy musi Ci się chcieć.. tzn nie musi ale za bardzo Ci zależy żeby Ci się nie chciało 😀

Odpowiedz

Błażej Listopad 21, 2017 o 07:50

Jak zacząłem mówić po angielsku:
Musiałem się przełamać wyjeżdżając na moje pierwsze praktyki z Akademii Morskiej – najpierw pierwsza w życiu podróż samolotem i to od razu samemu, i na drugi koniec świata. A na miejscu czekała na mnie międzynarodowa załoga.
Na 30 osób załogi Polakami byłem tylko ja – skromny kadecik na pierwszym rejsie i Kapitan. Jak chciałem z kimś pogadać, nie tylko o pracy, to musiałem zacząć mówić. Pomysł, żeby pogadać o pierdołach z Kapitanem mnie przerażał, więc została mi reszta załogi – i tak byłem skazany na angielski. Poza tym byłem też szczerze ciekawy ludzi z załogi, dla mnie bardzo egzotycznych. I tak, żeby zaspokoić moją ciekawość i zwykłą potrzebę pogadania musiałem mówić po angielsku.
Potem były różne porty i możliwość jaką dawało mówienie po angielsku, czy to dogadania się, czy po prostu zapytania, skonfrontowania moich wyobrażeń, wiedzy o danym miejscu z tym jak widzą to miejscowi bardzo mnie cieszyła. Bez zebrania się na odwagę do klecenia moich „kwadratowych” zdań dużo bym stracił, nie poznał bym nigdy perspektyw z jakiej patrzą na najróżniejsze rzeczy ludzie z wielu miejsc o których kiedyś tylko czytałem.

Odpowiedz

Agnieszka Listopad 21, 2017 o 08:15

Przestałam się bać mówić po angielsku, kiedy uświadomiłam sobie, że osoby z którymi rozmawiam wiedzą, że nie jest to mój język ojczysty i, że to całkiem normalne, iż mogę popełniać błędy, najważniejsze jest jednak by się porozumieć. Jestem zdania, że lepiej mówić nawet niepoprawnie, niż nie mówić nic z obawy przed popełnieniem błędu. To trening czyni mistrza, a w tym przypadku naszym narzędziem jest mowa. Dodatkowym bodźcem dla mnie są sytuacje, gdy z rodziną jesteśmy na wakacjach za granicą. Wiem, że moja córka (7 lat), która też uczy się j. angielskiego obserwuje mnie w sytuacjach, w których muszę użyć tego języka. Chcę jej pokazać, że warto jest się uczyć i mówić w obcym języku, by łatwiej było nam się porozumieć, gdy zajdzie taka konieczność. Przykład idzie z góry, więc zależy mi na tym, bym była dobrym przykładem dla mojego dziecka, by wzbudzić w niej ciekawość świata i aby miała świadomość, że to, czego się nauczy, będzie mogła wykorzystać w życiu, w konkretnych sytuacjach oraz by się nie bała posługiwać językiem obcym.

Odpowiedz

Anna Listopad 21, 2017 o 08:26

Przestałam bać się mówić po angielsku na pierwszej konferencji naukowej w języku angielskim. Spotkałam tam się z osobami z różnych państw europejskich. Zobaczyłam, że mówienie polega na próbowaniu. Oczywiście spotkałam tam osoby, które pięknie mówiły po angielsku, ale też takie, których trudno było zrozumieć, ponieważ popełniały błędy co krok. Od tamtej konferencji próbuję mówić po angielsku bez kompleksów. Gdy brakuje mi słów, to staram się je nauczyć. Działam 🙂 Pozdrawiam Was serdecznie 🙂

Odpowiedz

Krzysztof Listopad 21, 2017 o 08:27

Przestałem się bać mówić po angielsku dopiero, gdy wyjechałem do Francji. Nie znając języka francuskiego byłem poniekąd zmuszony do otwarcia się i mówienia. We Francji oczywiście mało kto potrafi mówić po angielsku, a jeśli nawet, to często są niechętni do zrobienia tego 🙂 Męczyło mnie to na początku niemiłosiernie, ale pocieszałem się tym, że widziałem jak potrafię wytłumaczyć im znaczenie, często, najprostszych słów, których uczyłem się w podstawówce 🙂 No i w ten sposób oni zaczęli się też otwierać na język, a do końca mojego pobytu tam nie mieliśmy już właściwie żadnych problemów. Pozdrawiam!

Odpowiedz

Jolanta Listopad 21, 2017 o 08:28

Przestałam się bać mówić po angielsku 25 lat temu kiedy wyjechałam do USA na roczny pobyt au pair. Słabo mówiłam po angielsku i unikałam mówienia jak ognia. Aż pewnego dnia ojciec dzieci, którymi opiekowałam się, powiedział: „Jolanta, don’t be afraid. Your English is much better than my Polish”. I wtedy doznałam olśnienia!!! Rzeczywiście, ja przynajmniej próbuję, staram się, mogę jakoś się dogadać. Doceniłam samą siebie i poszło! A książkę chcę wygrać dla córki, która niedługo zdaje maturę z angielskiego i wciąż pyta mnie o jakieś czasy i kondiszjonale, a ja nie umiem jej odpowiedzieć. 😉

Odpowiedz

Jerzy Listopad 21, 2017 o 08:33

Odpowiadając na pytanie konkursowe: to w moim przypadku, było tak, że przestałem się bać mówić i rozmawiać po angielsku, gdy wyjechałem do pracy w Holandii. Wtedy zrozumiałem, że mogę się mylić i nie wszystko mówić w czystym i nieskazitelnym angielskim, tak jak i Holendrzy, Turcy, Francuzi czy jak się okazuje nawet sami Anglicy 😀

Także polecam każdemu pojechać na dłużej za granicę (względnie wystarczy 2-3 miesiące), wtedy łatwo się przekonać, że angielski, który wynieśliśmy ze szkoły – nawet jeżeli jechaliśmy na samych trójach – może okazać się lepszy niż nam i naszym nauczycielom się wydawało;)

Poza tym gratuluję podcastu, świetne rzeczy tu robisz Michale. Hejterami się nie przejmuj, bo dla nich szkoda marnować tak dobrej energii, którą ewidentnie posiadasz;)

Odpowiedz

Dorota Listopad 21, 2017 o 08:33

Zaczęłam po angielsku mówić
When zobaczyłam, że English da się lubić
W szkole słówka – trudna sprawa
Zakuwanie nie zabawa
Rozmawianie difficult
Tak się we mnie zrodził bunt
To zmieniła tour do Słowenii
Gdzie spotkałam dwie Angielki
Wtedy już się przekonałam
How much words już umiałam
Pozbierałam to do kupy
I zaczęłam płynnie mówić
Słowa same gładko szły
Wszystko understood w mig
Tak opory pokonałam
I angielski pokochałam

Odpowiedz

Ania Listopad 21, 2017 o 08:34

Przestałam się bać mówić po angielsku, wtedy , kiedy…..się przestraszylam. Zgubiłam się na jednym z wielu pieknych , alpejskich stoków narciarskich i jedyną metodą na odnalezienie właściwego wyciągu i trasy było otworzenie własnego „dzioba, a że w pobliżu sami cudzoziemcy władający prawdopodobnie piękną i poprawną angielszczyzną – nie było wyjścia. Strach przełamał strach!

Odpowiedz

Piotr Listopad 21, 2017 o 08:35

W początkach lat dziewięćdziesiątych, gdy na Wyspach Brytyjskich Polacy nie byli tak częstymi gośćmi rodzice zafundowali mi wakacyjny kurs językowy. Byłem wówczas nastolatkiem, bez żadnego doświadczenia w konwersacji „na żywo”.
Wszelkie bariery musiały pójść w zapomnienie, gdy po wysiadce z autokaru w Dover MUSIAŁEM sobie sam poradzić ze znalezieniem właściwego wyjścia, następnie postoju taksówek, dogadaniu się z taksówkarzem a potem spędzeniem dwóch tygodni jako gość angielskiej rodziny.
Podołałem 🙂

Odpowiedz

Aleksandra Listopad 21, 2017 o 08:44

Już jako dziecko wprost marzyłam o mówieniu w innych językach. Pamiętam jak dziś, jak idę z mamą za rękę, a w drugiej niosę Świerszczyk. Na ostatniej stronie znajdował się tekst po angielsku. Nie miałam pojęcia co tam pisze, więc o każdy wyraz pytałam mamę. Niestety, mama nie znała żadnego języka obcego, nie za bardzo mogła mi pomóc.

Kilka lat później, w liceum, zaczęłam się uczyć angielskiego od podstaw (wcześniej uczyłam się tylko niemieckiego i rosyjskiego). Miałam świetną nauczycielkę, dzięki której szybko opanowałam podstawy, ale nie miałam za bardzo z kim po angielsku rozmawiać, to jeszcze nie były czasy mediów społecznościowych 😉

Trzeci, ostatni epizod rozegrał się ledwie kilka lat temu. Poznałam w klubie chłopaka z zagranicy. To było jak piorun z jasnego nieba. Nie mówił ani słowa po polsku, ale tak mi się spodobał, że mój stres związany z mówieniem po angielsku nagle stał się nieważny. Rozmawialiśmy do rana, mimo iż połowę słów musiałam opisywać, bo nie znałam dokładnych określeń. Następne randki odbywały się przy komputerze: szukaliśmy w słowniku potrzebnych słówek, oglądaliśmy filmy bez lektora, za to z napisami po angielsku, a po jakimś czasie oswoiłam się z językiem na tyle, że komputer stał się zbędny 🙂

Odpowiedz

Dominika Listopad 21, 2017 o 08:56

Zaczęło się przewrotnie, od tego że podczas pewnego wyjazdu zrobiło mi się po prostu głupio. Kiedy odwiedziłam koleżankę na Erasmusie, nie potrafiłam odezwać się słowem do jej zagranicznych znajomych, chociaż angielskiego uczyłam się od lat. Po powrocie zaczęłam chodzić na kurs prowadzony metodą direct i uczyć się w domu, codziennie poświęcałam na to czas, uczyłam się z różnych źródeł, aż w końcu stało się to dla mnie rozrywką. Przestałam się bać, bo zbudowałam swoją pewność siebie, ciężką pracą 🙂

Odpowiedz

Bartosz Listopad 21, 2017 o 09:05

Przestałem się bać mówić po angielsku, kiedy na kolacji firmowej z wysoko postawionym gościem chciałem opowiedzieć o ćwiczeniu przepony. A brzmiało to mniej więcej tak… „one excersice is, you have to put a dick (sic!) book on…” – wszyscy wybuchli śmiechem, a ja zdałem sobię sprawę, że przymiotnik gruby tylko po niemiecku brzmi „dick”. Każdy błąd nas czegoś uczy …mnie moje doprowadzają do łez ze śmiechu i często rozładowują napiętą atmosferę 🙂

Odpowiedz

Agata J. Listopad 21, 2017 o 09:08

Idąc w duchu tego podcastu mogę wszystkim polecić Social English Night a Tobie Michale rozmowę z twórcą super metody nauki języka angielskiego stosowaną w szkole Talkersi.pl z Wiktorem Jodłowskim. To jest nowa jakość w nauce języka angielskiego. Jestem ich uczennicą i nie mam zlecenia na reklamę 🙂 Uważam, że trzeba się dzielić z wartościowymi rzeczami bo może ktoś na tym skorzysta.

Odpowiedz

Marta Listopad 21, 2017 o 09:09

Wyjechałam do Londynu i odkryłam, że ludzie mnie ROZUMIEJĄ 🙂 mimo, ze na pewno robiłam mnóstwo błędów. Zrozumiałam wtedy, że trzeba po prostu mówić i słuchać odpowiedzi a angielski w magiczny sposób „sam się poprawia” 🙂

Odpowiedz

Monia Listopad 21, 2017 o 09:12

Co sprawiło, że przestałaś się bać mówić po angielsku?
Wydoroślenie na cielsku 😉

Dorosłość u mnie przejawia się m.in. tym, że pozwalam sobie na błędy i nie przejmuję się błędami innych. Tymczasem ile my błędów po polsku popełniamy!
Teraz mam po angielsku taki flow, że w Stanach nie pytali, skąd jestem, tylko z którego Stanu. A własne błędy słyszałam bardzo wyraźnie. Tylko się nie korygowałam i rozszerzałam swój uśmiech.

Odpowiedz

Dawid Listopad 21, 2017 o 09:15

Problem w tym, że właśnie nie przestałem się bać mówić po angielsku. Myśle że wygranie tej książki i dokładne jej przeanalizowanie pomogłoby mi przezwyciężyć ten problem 🙂 Pozdrawiam 🙂

Odpowiedz

Kasia Listopad 21, 2017 o 09:15

co sprawiło? płynęłam kilka lat temu promem z Anglii do Irlandii i zagadnął mnie mężczyzna,jakaś luźna gadka a propos zachodu słońca i fajnego widoku.i trach….język obcy jest po to by mówić, by móc wyrazić to co ma się w głowie.proste, a czasem taka długa droga do tego.te zmuszanie się do nauki w szkole, do zaliczeń,korki przed maturą z angielskiego z których zwiewałam. a taka prosta okoliczność jak móc swobodnie z kimś pogadać i tyle zmienia… teraz jest już inaczej, nie jestem dinozaurem, ale jednak jak chodziłam do szkoły to nie było tanich linii lotniczych, internet tak nie hulał i nie mieliśmy tyle szans , żeby doświadczyć tej potrzeby komunikowania się, że ona się wydarza i jest fajna, a nie tylko, że dorośli mówią „ucz się języków”.
podsumowując: podróże i chęć wyrażenia swoich myśli

Odpowiedz

Justyna Listopad 21, 2017 o 09:22

Kochana Arleno dzięki Tobie przestałam się bać mówić po angielsku, a zwłaszcza po obejrzeniu odcinka nr 10 „Po cudzemu”. Dziękuję i pozdrawiam 🙂

Odpowiedz

Gosia Listopad 21, 2017 o 09:22

Kiedy wyjechałam zagranicę na czas dłuższy i trzeba było po prostu zacząć. Serdeczność rdzennych mieszkańców daje wiele do odwagi. 🙂

Odpowiedz

Olimpia Listopad 21, 2017 o 09:22

Bałam się mówić po angielsku jeszcze dwa lata po tym, jak przeprowadziłam się do Anglii. Jednak pewnego dnia byłam zmuszona zmienić pracę i trafiłam na wulgarną liderkę, której nie podpasowałam i pomimo, że dawałam z siebie 100%, chciała się mnie stamtąd pozbyć. Mój strach przed mówieniem i introwertyzm (oraz polska kultura nie pyskowania przełożonym) nie pozwalały mi nic jej odpowiedzieć. Jednak pewnego dnia, gdy szefostwo wyżej zaprosiło mnie do siebie, chcąc mi „podziękować”, gdyż jestem „niewystarczająco dobra”, stwierdziłam, że to jest ten czas. Nie mam nic do stracenia, bo i tak chcą mnie zwolnić (byłam zdesperowana, bo przez pół roku nie miałam pracy). Powiedziałam w odważny i profesjonalny sposób, co myślę o swojej liderce i sposobie jej pracy.

Dzisiaj tamta liderka już nie pracuje w tej firmie, a ja jestem menadżerem 😉

Odpowiedz

Agnieszka Listopad 21, 2017 o 09:23

Hahah! Cała się śmieję na to wspomnienie. Wystarczyło, że musiałam zadzwonić po raz pierwszy w pracy do klienta z zagranicy – gadałam tam takie głupoty, spociłam się jak mysz, a jak już skończyłam… Stwierdziłam, że gorzej to już być nie może i po prostu zaczęłam mieć na to wyrąbane i podejść z dystansem 🙂 Zawsze przecież można się uśmiechnąć i powiedzieć, że się czegoś zapomniało 🙂

Odpowiedz

Ela Listopad 21, 2017 o 09:29

W moim przypadku był to raczej serial – Przyjaciele. Pamiętam jak dziś. Sesja zimowa. Za oknem ciemno…. (niezależnie od pory dnia). Ja zawalona książkami (bo za dni parę egzamin), opatulona kocem odświeżam stronę. Po raz pierwszy, drugi,… setny i nagle! Jest! Ktoś dodał odcinek. Książki lądują w kąt… Buforuje się… włączam play i….. bez napisów tylko lektor….W tym miejscu należy wstawić wszystkie znane wam przekleństwa. Angielski znany ale chyba jeszcze nie na tyle żeby zrozumieć. Szukamy ratunku. Telefon do brata… Przez 30 minut dyktowałam bratu zdania, których nie rozumiałam. I przekonałam się o dwóch rzeczach: po pierwsze mówienie po angielsku nie jest trudne i po drugie, zdecydowanie ważniejsze, mam świetnego brata.

Obecnie mimo, że minęło bardzo dużo czasu nadal Przyjaciele lecą w tle jak chociażby sprzątam tylko już w oryginalnej wersji językowej.
A jak już mówimy o świetnym angielskim proponuje obejrzeć w oryginale filmy z Alanem Rockman’em. Ta dykcja…. Od obejrzenia Szklanej Pułapki z napisami i usłyszeniu głosu Alana wszystkie filmy oglądam albo z napisami, albo w wersji oryginalnej. Zdecydowanie polecam.

Odpowiedz

Ewelina Listopad 21, 2017 o 09:34

Z koleżanką ruszyłyśmy do Francji. Trzymałam się jej jak rzep – ona płynnie po angielsku, ja co najwyżej płynny obrót w tył i w nogi. Znajomi znajomych przez innych znajomych wyszukali nam Francuza, który przygarną dwa kropki (w tym jedną niemowę – ja 😉 ). Co sprawiło, że przełamałam się by zacząć mówić po angielsku? CATAN! Okazało się, że Francuz dostał kilka dni wcześniej francuską wersje Osadników z Catanu i nie wiedział jak sie do tego zabrać. A że to moja ulubiona planszówka – zaczęłam mu tłumaczyć, zupełnie zapominając o strachu. Rozegraliśmy z powodzeniem kilkadziesiąt partii – a do dziś utrzymujemy stały kontakt. In English, of course! 😀

Odpowiedz

Łukasz Listopad 21, 2017 o 09:42

Według mnie najlepszym sposobem aby zacząć mówić po angielsku było znalezienie się w środowisku anglojęzycznym.

W moim przypadku najpierw zaczęło się od grania w gry online – wszyscy na serwerze mówili po angielsku, musiałem i ja. Potem przyszła praca, ale tu zaczęły się większe kompleksy. Brak słownictwa, brak odwagi, spolszczona wymowa. Ale szybko okazało się, że ludzie z innych krajów mówią z jeszcze silniejszym akcentem niż ja! Okazało się, że nie jest to problem.

Kolejnym etapem edukacji angielskiego była emigracja. Postanowiłem wyjechać do pracy i nauczyć się języka! Pojechałem na kilkumiesięczny wyjazd do Australii! Pracowałem w knajpkach najpierw na zmywak najpierw na zmywaku, a później jako barista lub kelner. Najlepsza szkoła językowa! Uczysz się języka, zdobywam doświadczenie i na dodatek zarabiam pieniądze na podróże małe i duże! Szczerze polecam, nie musi to być Australia, może być Wielka Brytania, Malta, Cypr na pewno takie doświadczenie będzie bardzo cenne!

I początkowy strach o silny akcent przerodził się w dumę. Później, podróżowałem to ludzie pytali się z zainteresowaniem skąd pochodzę i skąd mam taki ciekawą wymowę! Nie ma co się wstydzić, warto próbować!

Odpowiedz

Agnieszka Listopad 21, 2017 o 09:47

U mnie krótka odpowiedź. Do dnia dzisiejszego nie przestałam się bać 🙁

Odpowiedz

Maria Listopad 21, 2017 o 09:47

Mówienie po angielsku stało się dla mnie dużo łatwiejsze, kiedy w gimnazjum na wyjeździe harcerskim poznałam harcerki z Włoch – i odkryłam dwie rzeczy:
1) one mówią po angielsku dużo słabiej niż ja – co za ulga po tym jak człowiek obawiał się, że w językach to wszyscy na zachodzie są tacy świetni, a na pewno lepsi od nas
2) niezależnie od tego że i one i my mówiłyśmy po angielsku tylko trochę, mogłyśmy bez problemu się dogadać – i wtedy odkryłam że nie trzeba znać wszystkich słówek, żeby móc się dobrze porozumieć 🙂

Odpowiedz

Oluś Listopad 21, 2017 o 09:48

Zawsze bałam się mówić po angielsku. Odkąd uczę się tego języka. Zawsze bałam się ,że coś pokręce, będę mieć zły akcent, użyje złego czasu…. Milion obaw i wątpliwości. Przestałam bać się kiedy pojechałam do Berlina i musiałam używać tego język w zwykłych, codziennych sytuacjach. Wtedy zrozumiałam, że przecież nie ma czego się bać. A po drugie trzeba patrzeć na pozytywne strony, trzeb zwidzie to do ile umie i wie. Wielu ludzi na całym świcie uczy się właśnie obcego języka i ma te same obawy. Ale przecie nikt nie wymaga od nas odrazu w 100% poprawnej wymowy. Wystaraczą dobre chęci i wiedza, co chcemy powiedzieć. I jakoś to wyjdzie 😁 Przed wyjazdem uczyłam się wymowy z Arleną na Youtube i często gadałam do monitoru ( a może do Arleny? 🤔 Arlena, słyszy mnie czasami? 😁). Głośno, po kilkanaście razy ten sam wyraz. Zresztą robię tak do dziś, chociaż nie mam już żadnych obaw i oporów aby mówić po angielsku.

Odpowiedz

Tomasz Listopad 21, 2017 o 09:59

Taaa… no to chciałbym napisać, że właśnie ta książka, ale … jeszcze jej nie mam! No i problem, szkoda że już trzeba umieć mówić, żeby wiedzieć co kiedyś sprawiło, że przestałem się bać, ja nadal się boję, panicznie obawiam się śmieszności, pomyłek, swojej „głupoty”, a chyba najbardziej siebie, bo inni zazwyczaj nie krytykują i nie próbują mnie zawstydzać, tak jak ja siebie. Czyli teraz nie wiem co odpowiedzieć, ale jak tylko będę wiedział, bo uczył się będę z tą książką lub inną, to napiszę co mnie trwożyło i straszyło.
Pozdrawiam
Tomek

Odpowiedz

Maciej Listopad 21, 2017 o 10:03

Odpowiedź na pytanie konkursowe.
Angielskiego uczę się nieprzerwanie od 22 lat (od 1 klasy podstawówki) i sądząc po stażu nauki powinienem obwiązać się poziomem proficiency 3 razy i przegadać we freestyle’u każdego mieszkańca Bronxu. Niestety, przez 90% czasu nauka bardziej z musu niż przyjemności i bez świadomości poskutkowała tym, że w wieku 30 lat zamiast oddawać się przyjemnością życia, każdy wieczór spędzam nad fiszkami i zastanawianiem się, czy w tym zdaniu bardziej pasuje „it is” czy „this is”. Nie mniej jednak, w życiu nastąpił pewien przełom, w którym kulawo bo kulawo, ale zacząłem mówić. O dziwo nie miał na to wpływu służbowy zagraniczny wyjazd z szefem stojącym nad głową, gdzie wyjścia są dwa: albo mówisz, albo jesteś bezrobotny.
Parę lat temu wynalazłem w sieci na popularnym portalu zajmującym się sprzedażą ofert grupowych, ciekawe ogłoszenie na „kurs wakacyjny”. 4 tygodnie, 5 dni w tygodniu konwersacji z Nativem i to na dodatek za bezcen (zapłaciłem za ten kurs 500zł). Z niecierpliwością wyczekiwałem na pierwsze zajęcia. Jakież to zdziwienie mnie dopadło, gdy zamiast ładnych schludnych sal z czarnymi ławkami i białymi tablicami (lub na odwrót), zobaczyłem sale w rozpadającym się budynku, gdzie odpadał tynk ze ścian, a na środku stało kilka krzeseł ustawionych w półkole. Nativem okazała się dziewczyna o dziwnie polsko brzmiącym imieniu i nazwisku (Nativa to może ona znała, ale z facebook’a). Uczestników chyba ze 30, przy tempie mówienia na poziomie A1 na pełną godzinę zegarową udało się odezwać ze 0,75 razy.
Na pierwszych zajęciach był komplet. Na drugich zajęciach, pewnie z powodu grzyba na ścianie, grupa wykruszyła się o połowę. pod koniec tygodnia przyszły 3 osoby. Z uwagi na to, że w tamtych czasach 500 zł to był majątek, uznałem, że chociaż miałby mi się ten budynek zawalić na głowę, to tak czy inaczej będę chodził na te zajęcia.
Zaczeło się od „I have..” I like..” I elokwentnych odpowiedzi” Yes, No” or „Me too…” Podsumowując, na 20 godzin aktywnego mówienia, nie nauczyłem się ani jednego zwrotu lub nawet pojedynczego słówka. Ogólnie w normalnych warunkach trzeba byłoby uznać to za kompletną porażkę, nic dziwnego że kurs był zorganizowany jednorazowo, a rzekoma firma potem dziwnym trafem zniknęła z rynku (pewnie business case się nie dopiął). Nie mniej jednak, ja osobiście wyniosłem z tego kursu ogromną wartość – przełamanie w mówieniu po angielsku. Nie jestem w stanie naukowo wyjaśnić mechanizmu, który zadziałał w tym momencie chyba wbrew naturze, ale obecnie nie mam problemu w komunikacji, pomimo że dalej kaleczę ten piękny język (Szekspir na pewno się w grobie przewraca, niech wie że naprawdę się staram).

Odpowiedz

Katarzyna Listopad 21, 2017 o 10:08

1. Swoją naukę mówienia rozpoczęłam od spisywania tekstów swoich ulubionych piosenek po angielsku a później ich śpiewania 😉
2. Miałam swoje bajki przy których uczyłam się na pamięć zabawnych dialogów (np. taki Shrek tylko, że po angielsku)
3. Mówiłam do mamy po angielsku (choć ona nigdy się go nie uczyła – dzięki temu mój wstyd przed błędami był niewielki, bo po pierwsze przed mamą się nie wstydziłam, a po drugie i tak wiedziałam, że mnie nie rozumie ;))
4. Brałam udział w tandemach organizowanych przez szkołę –przyjeżdżali do nas obcokrajowcy i w ramach wymiany umiejętności ja uczyłam studenta mówić po polsku, a on mnie po angielsku.
5. Sama zgłaszałam się do robienia prezentacji po angielsku – wiedziałam, że będzie to dla mnie bardzo stresujące, ale możliwość przygotowania się wcześniej dodawała mi pewności siebie.

Odpowiedz

Marcin Listopad 21, 2017 o 10:15

Hej!
W moim przypadku historia z angielskim to po prostu- skok na głęboką wodę. Angielskiego uczyłem się w szkole, ale nieustannie miałem problem z mówieniem, a jeśli już odpowiedziałem, to tak zwięźle że potem śmiałem się sam z siebie. Odważyłem się, poszedłem do pracy w której 90% czasu działałem w języku angielskim. Okazało się, że nie taki diabeł straszny, dwa miesiące i sam zacząłem zagadywać ludzi w języku obcym. Nadal robię błędy, ale myślę że to własnie strach przed nimi paraliżuje. Nie warto się bać! Trzeba mówić! 😀

Odpowiedz

Jarek Listopad 21, 2017 o 10:20

Nie przestałem się bać, ponieważ* Grama to Drama 😉

_________
*) zbyt małe okno wiadomości ogranicza możliwość załączenia uzasadnienia.

Odpowiedz

Tamara Listopad 21, 2017 o 10:31

Kiedy? Właściwie zaczęło się od kompletnego „zblokowania”. A było to tak: jako studentka (wieki temu) zatrudniłam się w czasie wakacji w dużym kombinacie, w którego rozbudowie uczestniczyli specjaliści z Wielkiej Brytanii. Do moich obowiązków – gdy zorientowano się, że cokolwiek po angielsku rozumiem – należało pośredniczenie w kontaktach między Polakami i Anglikami (bezpośrednio na budowie). Jakoś dawałam sobie radę, choć świadomość braku potrzebnego specjalistycznego słownictwa paraliżowała mnie ogromnie. Narady brytyjskiego szefostwa z polska dyrekcją obsługiwała inna osoba perfekcyjnie znająca język. Do momentu, kiedy poszła na urlop. Świadomość, że następnego dnia mam przejąć jej obowiązki spowodowała, że długo nie mogłam zasnąć wymyślając powody, dla których mogłabym nie stawić się w pracy. W końcu zasnęłam. Nadszedł sen, w którym zaczęłam o coś wykłócać się z Anglikami. Obudziłam się, krzycząc po angielsku! I tak przestałam się bać. Nawet rozmowy ze Szkotem, którego angielski był, no cóż, bardzo oryginalny.
P. S. Angielskiego uczyłam się tylko w szkole średniej. Nie był on przedmiotem moich studiów.

Odpowiedz

Iwona Listopad 21, 2017 o 10:41

Cóż sprawiła to nieoczekiwana rozmowa o pracę, na której musiałam stanąć przed swoim problemem twarzą w twarz i szczerze potwierdzić, że mój poziom angielskiego to jedynie dobry a nie bardzo dobry jak napisałam w CV 😛 My name is potato, I like you, mniej więcej tak to wyglądało. Jednak ta sytuacja nie załamała mnie wprost przeciwnie, teraz gadam do siebie o wiele więcej, wiem że popełniam dużo błędów, ale jak się nie przełamię to nic z tego i tak nie będzie, więc dlaczego tego nie robić? W dodatku mam w rodzinie native speakera, no wstyd i hańba się z nim nie umieć komunikować, więc cisnę ten angielski niczym soczyste pomarańcze 😉 a błędy powoli wyplewiam. Polecam każdemu.

Odpowiedz

Klaudia Listopad 21, 2017 o 10:41

Przestałam bać się mówić po angielsku (chyba w podstawówce) dzięki
1. mojej nauczycielce angielskiego, która była cudowna (ostra, ale skuteczna!), i o której nie mogę tu nie wspomnieć, bo byłoby to po prostu nie fair,
2. dzięki rodzicom – zabierali mnie ze sobą na zagraniczne wakacje i kazali się dowiadywać różnych rzeczy,
3. dzięki osobom, z którymi rozmiawiałam w krajach nieanglojęzycznych – zrozumiałam, że nie jest najważniejsze czy zdanie jest poprawne – i tak rozumiem, jaki jest przekaz (więc oni też mnie pewnie rozumieją :).
Klaudia

Odpowiedz

Ida Listopad 21, 2017 o 10:42

Moja przygoda z angielskim na początku była bardzo stała i trochę smutna. W szkole miałam angielski od III klasy szkoły podstawowej i do liceum to właśnie na lekcjach „pogłębiałam” swoją znajomość tego języka. Na lekcjach zawsze byłam słabym uczniem, bo większość moich kolegów chodziło na dodatkowe kursy, na które moich opiekunów nie było nigdy stać, więc gdy Pani o cokolwiek pytała, oni wszystko wiedzieli, a ja czułam się zawstydzona, kiedy musiałam pytać kolegów, jak są „spodnie”, bo przecież według nauczycielki powinnam to już dawno wiedzieć. Sytuacja zmieniła się, kiedy w drugiej klasie liceum pojechałam na projekt z uczniami z Litwy. Ani oni po Polsku, ani my po Litewsku, więc angielski był językiem służącym do porozumiewania się. I nagle okazało się, że nieważne, jak poprawnie mówisz – ważne że mówisz! W trakcie tego projektu miałam za zadanie przeprowadzenie warsztatów o dyskryminacji – i właśnie tego dnia przełamałam swoją blokadę! W wieku osiemnastu lat zaczęłam mówić po angielsku, teraz jestem w najwyższej grupie na uczelni, filmy oglądam bez napisów a nawet wyjechałam na trzy miesiące z kraju i nie miałam żadnego problemu w porozumiewaniu się!

Odpowiedz

Kamila Listopad 21, 2017 o 10:45

Przestałam bać się mówić po obejrzeniu odcinka Pauliny Mikuły, w którym przyznała się do lęku przed używaniem angielskiego. Słuchałam jej, uświadamiałam sobie, jak jesteśmy pod tym względem do siebie podobne i… jak absurdalnie te obawy brzmią, kiedy są wypowiedziane na głos 🙂

Odpowiedz

Patryk Listopad 21, 2017 o 10:45

Wyjechałem do pracy za granicę, jako mechanik samochodowy. Trafiłem do typowego, Polskiego warsztatu, z polskim szefem i polskimi pracownikami. Już pierwszego dnia szef na wejście powiedział mi „Młody, jako jedyny twierdzisz, że znasz angielski. Ja jadę do domu, a Ty ogarnij ten burdel.”. Któryś klient z rzędu powiedział mi „Finally someone who can explain to me what is going wrong with my car! You have great English!”. Potem poszło już z górki :).
Pozdrawiam 🙂

Odpowiedz

Franek Listopad 21, 2017 o 10:52

Cześć Michał/Arlena,

Kilka lat temu rozpocząłem pracę w dziale transportu w jednej z większych firm logistycznych w UK. Znałem język angielski na tyle dobrze żeby tą pracę dostać (byłem jedynym polakiem w biurze) więc nie maiłem większych obaw z komunikowaniem się po angielsku „face to face :-)”.

Problemem (raczej ogromnym problemem) były rozmowy telefoniczne z kierowcami. Wynikało to przede wszystkim z nieznajomości słownictwa technicznego związanego z transportem. Co więcej około 50% kierowców było anglikami, 30% Szkotami a 20% Irlandczykami (tak na marginesie to chyba sami między sobą się nie rozumieli). Dodatkowo strasznie frustrował ich fakt „Polaczka” w biurze który ich nie rozumie a jeśli już zrozumie to nie potrafi rozwiązać ich problemu. Do tego dochodziły jeszcze problemy z zasięgiem i fakt że wszyscy rozmawiali przez zestawy głośnomówiące więc jakość połączeń była strasznie kiepska. To wszystko powodowało u mnie coraz większy stres i piętrzącą się niechęć przed telefoniczną rozmową po angielsku.

Taktyka moja była więc taka że nie odbierałem telefonów w ogóle. Jako że biuro było dosyć duże to zawsze się znalazł ktoś kto przyszedł i podniósł słuchawkę. Sposób mój jednak zawodził w czasie przerw, gdyż w biurze było mniej osób. Na to jednaj też dosyć szybko znalazłem sposób – gdy zaczął dzwonić telefon to salwowałem się „ucieczką” do WC :-). Po minucie jak na biurku była cisza mogłem już bezpiecznie wyjść.

Patent działał jakieś 6-7 miesięcy aż do dnia kiedy to na drodze do WC stanął mój przełożony, który grzecznie mnie poprosił abym najpierw odebrał telefon a później „skorzystał”. Rozmowę przetrwałem i oczywiście do WC później nie poszedłem. Pomimo że sądziłem iż jestem super ostrożny zostałem zdemaskowany (miałem (nie)przyjemność odbyć krótką pogawędkę z szefem, który był już świadomy mojego problemu z pęcherzem na dźwięk dzwonka).

Tak czy inaczej był to moment absolutnie przełomowy. Nie miałem innego wyjścia jak tylko stawić problemowi czoła. Wystarczyło powiedzieć: “Hello mate, The line is really bad can you park safety and call me once again from you mobile please?” or “Sorry Pal, I’m this new foreign guy. I don;t know how to solve your problem now, but I find out what and will call you back in 5 minutes”.

Możecie wierzyć lub nie ale kilkumiesięczny problem rozwiązałem NATYCHMIAST. Stres związany z rozmową przez telefon minął na zawsze. Każdemu kto ma obawy przed tym aby wypowiedzieć coś w innym języku (nieważne czy przez telefon czy nie) doradzam aby pokonał swój wewnętrzny strach i po prostu otworzył usta i coś powiedział (nawet to że nie rozumie co się do niego mówi). Nie ważne czy będzie to poprawne fonetycznie/gramatycznie czy nie, ale będzie to na pewno 100 razy lepsze niż stanie jak słup soli.

Tym jednak którzy boją się otworzyć usta polecam – szczególnie na początku nauki – trening sam na sam (niekoniecznie przed lustrem :P). Na mnie działało bardzo motywująco to że mogłem usłyszeć swój głos i wypowiadane słowa.

Sądząc po liczbie komentarzy zainteresowanie nagrodami jest duże. Jeśli nawet nie wygram to będę bardzo wdzięczny jak wrzucicie w odpowiedzi do komentarza coś w stylu „dzięki Franek” – przynajmniej będę wiedział że przeczytaliście 🙂

Życzę wszystkim miłego dnia i więcej wiary w siebie.

Odpowiedz

Klaudia Listopad 21, 2017 o 10:58

Ja przestałam się obawiać rozmawiać po angielsku przez tzw terapię szokową 😀 Moja edukacja z języka angielskiego wyglądała tak: angielski od 6 klasy podstawówki, matura z angielskiego i chyba 3 lata angielskiego na studiach raz w tygodniu, co było tylko”pseudokształcenim”. Moja mama jest nauczycielką angielskiego, ale jak się to mówi, szewc bez butów chodzi. ..Świeżo po studiach dostałam świetną propozycję pracy, ale pod warunkiem 6-miesięcznego stażu za granicą. Skorzystałam z szansy, przeżywając prawdziwe paraliże próbując na początku wydukać parę zdań po angielsku. Zaczęłam przygotowywać się do rozmów zawodowych, tworząc plany rozmów, spisując nowe, nieznane słowa i oglądając na dvd … przyjaciół w angielskiej wersji językowej. Od mojego stażu minęło już prawie 10 lat, a ja nadal nie mam problemu z mówieniem po angielsku!

Odpowiedz

Ufokuba Listopad 21, 2017 o 10:59

Miało być zwięźle, ale jakoś tak wyszło 😉

Przestałem bać się mówić po angielsku w liceum. Nasza szkoła prowadziła wymianę z uczniami z Francji i przyjechały do nas naprawdę fajne dziewczyny, szczególnie jedna mi się podobała :p Na początku strasznie wstydziłem się z nią rozmawiać, ale po jakimś się przemogłem. Musiałem wyglądać komicznie bo byłem mega spięty i głos mi się łamał, nie wiem czy bardziej stresowałem się że zrobię jakiś błąd i mnie wyśmieje czy samej rozmowy z nią… Po jakimś czasie się ogarnąłem i było już ok, rozmowa szła nam swobodnie i nie byłem już tak zdenerwowany jak wcześniej 🙂 Wtedy pozbyłem się mojej „blokady” językowej i już nie mam z tym problemu 😉

Odpowiedz

Kasia Listopad 21, 2017 o 11:00

Co sprawiło, że przestałam się bać używać języka angielskiego? Tak na prawdę boję się do dziś, ale moja chęć rozmowy z drugim człowiekiem jest silniejsza. Dzięki temu, że przełamywałam swój lęk przed otworzeniem paszczy, poznałam masę ludzi i wielokrotnie zostałam obdarowana opowieściami prosto z serca, które okazały się początkiem wspaniałych przyjaźni. Wniosek (baaaardzo osobisty: Stay calm and keep on speaking English 🙂

Odpowiedz

Karolina Listopad 21, 2017 o 11:00

Ja się przełamałam do mówienia po angielsku gdy zaczęłam swoją pierwszą prace. Była to praca na informacji w dużej galerii handlowej i jednak dużo obcokrajowców się tam przewijało. Osobiście uważam ż angielski znam w stopniu komunikatywnym, jednak pierwsze rozmowy były typy jedno słowo lub kompletnie bezsensowne gadanie 🙂 jednak po jakimś miesiącu stres minął, język się rozplątał i z samego przymusu rozmowy wyciągnęłam udało mi się w końcu czerpać przyjemność z tego że się porozumiem z kimś w obcym języku 🙂

Odpowiedz

Marcin Listopad 21, 2017 o 11:02

Kiedyś starałem się dostać odpowiedź, gdzie mogę zwrócić znaleziony kluczyk za granicą. Bardzo bałem się odezwać, trzymała mnie jakaś bariera, strach przed wyśmianiem znajomości mojego języka. Trafiłem na bardzo przyjemnych ludzi, z którymi po omacku udało nam się dojść do porozumienia. Od tamtego momentu, dostałem ogromnego kopa do chęci poznawania języków, żeby nie mieć większych problemów z porozumieniem się. Uważam, że jest bardzo mały procent ludzi, którzy posługują się językiem angielskim jako swoim ojczystym językiem, wiele osób uczy się jak my i nie powinniśmy czuć żadnego dyskomfortu podczas mówienia! Wręcz przeciwnie to bardzo miły gest z naszej strony jeśli pragniemy komuś choć minimalnie pomóc!
Pozdrawiam!
Marcin

Odpowiedz

Przemek Listopad 21, 2017 o 11:11

Hmmm… jestem pewien, że przełamałem się do mówienia po łamano-angielsku pomimo naprawdę słabej znajomości języka, na skutek pewnej sytuacji, która wzmocniła moją pewność siebie, ale co ważniejsze wyzwoliła we mnie niepohamowaną chęć nauki języka.
Ostatnio będąc na wakacjach nie zrealizowano mojej rezerwacji na samochód ,który chciałem wypożyczyć. Nie dostarczono go do umówionego miejsca, więc musiałem zadzwonić i ustalić co się stało, pech chciał że nie zabrałem żadnego potwierdzenia i nie miałem żadnego nr rezerwacji, ani też dostępu do internetu. Rozmowa telefoniczna okazała się bardzo trudna i stresująca, jednak ostatecznie udało się wszystko ustalić i z lekkim opóźnieniem zrealizowano moje zamówienie. Byłem dumny. że się przełamałem i będziemy mogli zrealizować swoje wakacyjne plany.
Zdałem sobie wtedy sprawę, że kontakty bezpośrednie z rozmówcą są zdecydowanie prostsze i kolejne rozmowy „twarzą w twarz” przychodziły mi zdecydowanie łatwiej.
Jakby tego było mało podczas zwrotu samochodu wystąpiła analogiczna sytuacja, którą udało się wyjaśnić zdecydowanie szybciej 🙂
To zdarzenie dało mi naprawdę wiele, wiem że za jakiś czas będę mógł się swobodnie porozumiewać w języku angielskim, pomimo tego że obecnie znam go słabo.
Ta sytuacja wyzwoliła we mnie chęć nauki… i to największa nagroda, książka byłaby dla mnie tylko uproszczeniem drogi do celu.

Odpowiedz

Michał Listopad 21, 2017 o 11:13

W moim przypadku w przełamaniu bariery językowej pomogła mi nieodparta chęć odwiedzenie Stanów Zjednoczonych oraz odnowienia kontaktu z moim kuzynostwem. Drogą impulsu złożyłem dokumenty na wymianę studencką work and travel USA a 2 miesiące później mieszkałem już w Nowym Jorku. Początki jak zawsze były trudne – inny język, akcent i jeszcze ten slang, ogólnie był kosmos, ale po miesiącu wszystkie bariery przestały istnieć. Wiecznie rozgadani i skorzy do pomocy współpracownicy, co chwilę słyszane How’re you? How You doing? What’s up bro? Sup? Same w sobie stawały się bodźcem do rozpoczęcia konwersacji, no i ten wieczny „American Smile” :D. A potem nawet nie zauważyłem, w którym momencie zacząłem wszytko rozumieć, przestałem niezgrabnie lawirować między czasami, krępować się z powodu własnych błędów, a wieczór bez wspólnego oglądania „Friends” stał się rzeczą niespotykaną. Świat staną przede mną otworem! Dwa tygodnie temu wróciłem ze Stanów Zjednoczonych z kolejnej wymiany kulturowej. Jeszcze do końca się nie rozpakowałem, ale w sumie po co, skoro już planuję kolejne wyzwania podróżniczo-językowe. Pozdrawiam

Odpowiedz

Wiola Listopad 21, 2017 o 11:20

Pojechałam do Portugalii na wakacje. Portugalczycy nie mówią za dobrze po angielsku, tam odważyłam się mówić. Pomyślałam, oni nie znają tego języka perfekcyjnie, nie zwrócą uwagi na moje błędy, ważne, żebyśmy się dogadali. Udało się. Zamówienie ryby i wina nie było problemem.

Odpowiedz

Mariusz Listopad 21, 2017 o 11:38

Mimo, że dobrze znam angielski zawsze maiłem obawy przed wypowiadaniem się w tym języku, szczególnie bałem się mówić po angielsku z native speakerami. Podczas wakacji w USA , będąc zmuszony zapytać kogoś o drogę, pewna pani zapytała „jesteś z południa?”. Było to dla mnie jak pochwała mojego języka. Zrozumiałem, że nie każdy Amerykanin mówi po angielsku tak samo i od tamtej pory śmiało używam angielskiego.
Pozdrawiam 🙂

Odpowiedz

Barbara Listopad 21, 2017 o 11:41

Na podstawie artykułu XI, paragraf 5 Kodeksu Języka Angielskiego zostałam dożywotnio skazana za powtarzanie śmiesznych kwestii z serialu Friends. Wyrok jest prawomocny i nie podlega apelacji i nawet nie zamierzam się odwoływać, bo będę wypełniała go z największą przyjemnością, bowiem również jestem psychofanką serialu Friends a powtarzanie na głos w domu przed rodzicami i braćmi żartów w języku angielskim pomogło mi pokonać lęk mówienia po angielsku. Moje ulubione zdanie, które często się przydaje w domowych warunkach: You know what cheer you up? I’m giving this lecture on erosion theories tommorow night, I think you should come 🙂

Odpowiedz

inny Grzegorz :) Listopad 21, 2017 o 11:55

Przełamałem się do mówienia po angielsku bo nie miałem innego wyjścia.
W pracy pisałem czasami emaile po angielsku do kontrahentów. Ale to były emaile. Co innego pisać a co innego mówić. Kiedyś zadzwonił kontrahent z Holandii i zagadał po angielsku. Odpowiedziałem swoją wersja tego języka. I stał się cud! Zrozumiał to co powiedziałem. Od tego momentu staram się mówić przy każdej możliwej okazji.

Miłego dnia wszystkim 🙂

Odpowiedz

Krzysztof Listopad 21, 2017 o 11:55

Zgubiłem się kiedyś w Londynie 😉 nie było wyjścia – trzeba było zacząć mówić – a raczej pytać 😉

Odpowiedz

Ewa Listopad 21, 2017 o 11:58

Przestałam bać się mówienia po angielsku już po kilku lekcjach w szkole językowej prowadzonej przez Amerykanina. Prawie nie mówił po polsku i szybko okazało się że jeśli chcę dogadać się z nim w jakiejkolwiek sprawie, m.in. płatności, godzin zajęć itd. nie mam wyjścia – muszę używać angielskiego. Szybko okazało się też że nie sprawia mi to większego problemu nawet z moim nieidealnym mówieniem. „Lekcje” w szkole też były nietypowe, oglądaliśmy anglojęzyczne filmy, nagrywaliśmy program kulinarny opowiadając o tym jak robimy potrawy (wtedy polubiłam sushi 😊), tłumaczyliśmy poezję, poznawaliśmy różne elementy amerykańskiej pop-kultury, dowiedzieliśmy się mnóstwo rzeczy o kulturze Japonii gdzie nasz nauczyciel spędził ostatnie 10 lat. Steve – Twój polski jest już na pewno świetny więc jeśli przypadkiem to czytasz – dzięki za dobrą zabawę i sprawienie że po angielsku mówię bez kompleksów 😊

Odpowiedz

Brzooz Listopad 21, 2017 o 11:59

Zacząłem pracę w Krakowskim oddziale Brytyjskiej firmy i nie miałem wyjścia. W ogłoszeniu o pracę nie było informacji o tym że rozmowa kwalifikacyjna jest po angielsku, jakbym wiedział to pewnie bym nie aplikował. A tak to już nie miałem wyjścia i okazało się że to nie takie trudne. Wydaje mi się że ludzie najczęściej się stresują że uzyją złego czasu albo coś niepoprawnie powiedzą a prawda jest taka że mało kto zwraca na to uwagę. Jak długo kontekst jest zachowany to nikt nie ma problemu ze zrozumieniem. Anglicy i Amerykanie są otwarci i chętni do pomocy z językiem jak się ich o to poprosi.

Odpowiedz

Marcin Listopad 21, 2017 o 11:59

Pierwszy raz barierę mówienia po angielsku pokonałem wyjeżdżając do Londynu aby tam pracować, wtedy musiałem, żeby cokolwiek tam załatwić. Drugi raz, zmierzyłem się z nią i ją pokonałem, gdy zacząłem pracować u obecnego mojego pracodawcy, w środowisku międzynarodowym i dzięki mojej kierowniczce. Zaznaczę, że nigdy w życiu nie dane mi było uczyć się angielskiego w szkole czy na studiach. Zawsze mówię, że w życiu uczyłem się rosyjskiego, francuskiego, niemieckiego ale najbardziej z tych języków umiem angielski. Pozdrawiam.

Odpowiedz

Damian Listopad 21, 2017 o 12:00

Zauważyłem, że Brytyjczycy również nie zawsze mówią poprawnie. Bardzo często dziwili się, że jeszcze się uczę angielskiego bo w ich opinii poziom mojego jezyka był wystarczający.
Istotne jest to, żeby nasz rozmowca nas zrozumiał a nie, że będziemy mówić poprawnie jak królowa Elżbieta.

Odpowiedz

Damian Listopad 21, 2017 o 12:01

Taki moment przełamania miałem gdy dostałem Rosjan jako załogę na listopadowy rejs na mazurach. Nie znając rosyjskiego, rozmawialiśmy po angielsku, chociaż bardziej nazwałbym to prymitywną komunikacją :).

Odpowiedz

Anita Listopad 21, 2017 o 12:04

Uwielbiam podróże i te dalekie i te bliskie. Od jakiegoś czasu wypuszczam się również za granicę, a tam, jak wiadomo, angielski to podstawa. Jestem perfekcjonistką i lubię mieć wszystko dopięte „na ostatni guzik”, bardzo zatem stresowała mnie myśl, że mogę popełnić jakąś gafę mówiąc w obcym języku, co spowoduje, że rozmówca mnie nie zrozumie. O dziwo, pomimo „wpadek” nic takiego się nie wydarzyło, jestem w stanie porozumieć się z obcokrajowcem, a nawet, gdy zapomnę jakiegoś słowa, potrafię wytłumaczyć o co mi chodzi w sposób „obrazowy”, „opisowy”. Pewności siebie dodała mi również wizyta w Norwegii, gdzie ku mojemu zdziwieniu okazało się, że napotkani młodzi Norwegowie radzą sobie z angielskim gorzej niż ja. Jak to możliwe, myślałam, Norwegowie? Przecież u nich na naukę języków kładzie się na pewno dużo większy nacisk niż u nas. Nic bardziej mylnego! Ta wizyta, nie dość, że dostarczyła mi pięknych widoków i wspomnień to jeszcze utwierdziła mnie w przekonaniu, że za granicą nie zginę, potrafię się dogadać, a dodatkowo mój uśmiech i usposobienie powoduje, że ludzie wybaczają mi niewielkie potknięcia 😉

Odpowiedz

Aga Listopad 21, 2017 o 12:04

Przestałam bać się mówić po angielsku, ponieważ mój mężczyzna zmusił mnie do pójścia do szkoły językowej 🙂 Bardzo dużo podróżujemy, za granicą już nie mam problemów z dukaniem „po swojemu” w języku angielskim. Najbardziej krępowało mnie mówienie po angielsku w naszym kraju – wydaje mi się że my sami o wiele bardziej niż osoby z którymi rozmawiamy zwracamy uwagę na nasz słowiański akcent i obawiamy się go. Ja postanowiłam nie przejmować się tym i cieszyć się naszym polskim „R”! 😀

Odpowiedz

Iza Listopad 21, 2017 o 12:16

Studiuję filologię angielską, co nie zmienia faktu, że wciąż odczuwam stres, kiedy mam powiedzieć coś po angielsku 🙂 Jednak nie jest on tak paraliżujący, od kiedy obejrzałam filmy Mateusza Grzesiaka oraz Twój, Arlena 🙂 Poza tym duży wpływ miał na to fakt, że wyrażając swoją opinię na jakiś temat na studiach, czy też w rozmowach ze znajomymi, mimo, że złapałam się na popełnieniu błędu, zostałam zrozumiana i zrozumiałam również odpowiedź. Czasami zdarza się, że zapomnę jakiegoś słowa, jednak rozmówca złapie o co chodzi i „podpowiada” czyli po prostu mówi to słowo. Choć wciąż odczuwam stres i strach, kiedy mam coś powiedzieć, nie ma już tej blokady, która kiedyś nie pozwalała mi się odezwać. Może wydawać się, że kierunek studiów pomaga, jednak początki zawsze są ciężkie, zwłaszcza, że rzeczywiście w szkole podstawowej, gimnazjum i liceum za mało jest konwersacji. 🙁 Pozdrawiam 🙂

Odpowiedz

Michał Listopad 21, 2017 o 12:16

Byłem beztalenciem językowym. Od podstawówki do liceum uczyłem się angielskiego i spędziłem setki godzin, aby nauczyć się podstaw. Moje dialogi wyglądały jak w kultowym filmie „Dzień Świra”. Przestałem się bać i otworzyłem się z komunikacją werbalną w języku angielskim po wyjeździe w wieku 17 lat na obóz językowy do Ustronia Morskiego w 2007 r., gdzie poznałem amerykańskiego lektora o imieniu Mathew. Był mega przesympatyczny, otwarty i bardzo kompetentny. Jedną z jego zasad było: SPEAK ENGLISH! Po dwóch tygodniach wróciłem do domu z otwartym umysłem, odwagą i gotowością mówienia po angielsku na dowolny temat. Do dzisiaj jestem mu wdzięczny i bardzo pozytywnie go wspominam.

Odpowiedz

Paweł Listopad 21, 2017 o 12:16

Mówienia po angielsku wymagała ode mnie praca i codzienny kontakt ze współpracownikami z zagranicy. Okazało się, iż nie tylko ja mówię łamaną angielszczyzną (szczególnie w pośpiechu). W momencie gdy okazało się, że bycie zrozumianym jest ważniejsze niż mówienie w pełni poprawnie, przestałem mieć opory. Dzięki temu odszedł stres, co zaowocowało mniejszą liczbą popełnianych błędów, jak również wpłynęło na płynność wymowy.

Odpowiedz

Grzegorz Listopad 21, 2017 o 12:17

Część Arlena.
Oto moja historia kiedy odważyłem się mówić po CUDZEMU 🙂 Poleciałem do UK szukać pracy i tak zwane życie spowodowało, że przestałem bać się mówić po angielsku, a konkretnie: po wylądowaniu w Luton musiałem kupić bilet kolejowy do Reading, następnie musiałem zadzwonić do urzędu aby wydali NIM i pójść do tego urzędu oraz dogadać się z tym urzędnikiem. Kolejny krok to dzwonienie po agencjach pracy oraz znalezienie mieszkania. Tak więc w moim przypadku rzucenie na głęboką wodę pomogło choć muszę przyznać że przez pierwsze dni byłem w SZOKU jak oni mówią- akcent zupełnie inny niż to co się uczyłem w szkole, słownictwo też inne.

Odpowiedz

Daniela Listopad 21, 2017 o 12:24

Przestałam się bać mówić po angielsku dzięki kontaktom z obcokrajowcami. Dzięki tym kontaktom przestałam myśleć, że moja gramatyka i akcent muszą być perfekcyjne, aby się odezwać. Poza tym bardzo pomaga mi świadomość, że mam pod ręką smartfona z dostępem do internetu i mogę skorzystać ze słownika.

Odpowiedz

Ewa Listopad 21, 2017 o 12:28

Wyzwanie – działanie. Po 10 latach pracy w jednej firmie postanowiłam ostatecznie znaleźć nową, taką gdzie będę miała szanse na rozwój.
Stanowisko, które spełniało moje oczekiwania i uznałam, że jest idealne dla mnie miało jeden minus. Wymaganiem była bardzo dobra znajomość angielskiego. Postawiłam sobie za cel nauczyć się /przypomnieć w takim stopniu język, aby móc rozmawiać po angielsku w czasie rozmowy rekrutacyjnej – telefonicznej oraz face to face. Jasno określony cel i chęć zmiany spowodowała, że miałam wewnętrzną motywację do nauki angielskiego. Przestałam się bać mówić po angielsku bo jestem świadoma robienia błędów na początku i akceptuję to. Cel postawiony przeze mnie przyczynił się do określenia ścieżki działań, m.in. mówienie po angielsku bez strachu.
Pracę rozpoczynam w styczniu i cieszę się, że w końcu będę mogła wykorzystać w praktyce język obcy 🙂

Odpowiedz

Pioneer Listopad 21, 2017 o 12:28

Zwięzłych odpowiedzi należy udzielać… Tzw. życiowa konieczność.

2002. Work&Travel. No Youtube, no Arlena, no nothing.
Ciężko sprzedawać burgery Amerykanom, komunikując się z nimi po polsku. A potem już jakoś poleciało………..

Pozdrawiam szczególnie tych, którzy lato 2002 spędzili w Laughlin, NV.

P.S. I’d f*** her brains out

Odpowiedz

Kasia Listopad 21, 2017 o 12:30

W podstawówce, gimnazjum i liceum nie znosiłam angielskiego, ponieważ… czułam, że nie umiem się go nauczyć. Miałam kiepskie nauczycielki, które wymagały cudów (jak mi się wtedy wydawało), a jednocześnie nie potrafiły pokazać uczniom, w jaki sposób osiągnąć wymagane umiejętności. Złe oceny powodowały, że jeszcze bardziej się zniechęcałam i uważałam, że „angielski jest głupi”. Jednocześnie trafiłam na bardzo dobre nauczycielki niemieckiego i całą „językową energię” angażowałam właśnie w naukę niemieckiego. A jednak… w pewnym momencie po prostu zrozumiałam, że hello, nie ma co zwalać winy na nauczycieli, tylko trzeba samemu wziąć się za naukę. Powolutku nadrabiałam wiedzę, zaczełam udzielać korepetycji z angielskiego (oczywiście przede wszystkim w zakresie gramatyki, bo a) to mi najlepiej wychodziło b) z tym wielu uczniów ma ciagłe problemy c) tego wymagają nauczyciele). Ale ciągle okropnie bałam się mówić. Aż tu nagle… mój kuzyn wyjechał do Paryża, poznał tam świetną dziewczynę i żeby się z nią dogadać miałam do wyboru błyskawicznie nauczyc się francuskiego (no way!) lub zacząć w końcu mówić po angielsku. Oczywiście wybrałam opcję nr 2 i … szok! Świat się nie skończył, ludzkość nie pęknęła ze śmiechu, słysząc jak mówię, a dziewczyna kuzyna (ach te rymy!) stała się jedną z moich bliskich koleżanek. Zatem – jak to często w życiu bywa – miłość zwycięża wszytsko, także strach przez mówieniem po angielsku (i nie musi to być nawet nasza miłość! 😉 )

Odpowiedz

Magda Listopad 21, 2017 o 12:32

Na początku bałam się otworzyć buzię, w obawie że wyjdzie jakiś niezrozumiały bełkot. Później uzmysłowiłam sobie, że cały problem tkwi w głowie. Skoro każdy obcokrajowiec z kraju nieanglojęzycznego kiedyś się uczył i mówi (czasem lepiej, czasem gorzej niż ja), to przecież i ja mogę!
Jak doszło do wymiany zdań z Amerykaninem kilka lat temu, okazało się, że blokada strasznie szybko znikła – bo po prostu ważne jest to, że się w ogóle mówi, a nie jak poprawnie (choć to drugie jest to ważne, ale na 2 miejscu, za mówieniem w ogóle) – i takie myślenie towarzyszy mi do dzisiaj. Nawet jeśli mam dłuuuugie przerwy w używaniu języka.

🙂

Odpowiedz

Marcin Listopad 21, 2017 o 12:34

Mój strach minął od kiedy w wieku 12 lat pojechałem na 2 miesiące do USA. W momencie kiedy tam przyjechałem niewiele rozumiałem z rozmów wokół mnie, ale z czasem zacząłem mimowolnie się „osłuchiwać”, coraz więcej rozumiałem, a w głowie same zaczeły mi się pojawiać proste odpowiedzi na pytania. Pod koniec wyjazdu sam chętnie próbowałem odpowiadać w sklepach czy restauracji i zauważyłem, że osoby które są naprzeciw mnie w żaden sposób nie odbierały moich prób i błędów za coś negatywnego, wręcz przeciwnie 🙂

Odpowiedz

Mateusz Listopad 21, 2017 o 12:43

W moim przypadku pomogła turystyka. Wyjechałem na wyprawę do Tajlandii, podczas której postanowiłem wychodzić ze swojej strefy komfortu w każdej możliwej sytuacji. Po Azjatach nie spodziewałem się dobrego angielskiego, ale po turystach już owszem. Najwięcej do myślenia dała mi 3-dniowa piesza wycieczka po górach z Kanadyjczykiem, Amerykanką i parę Niemców, podczas której porozumiewaliśmy się głównie w języku Szekspira. Drugiego dnia, rozmawiając z Amerykanką zaciąłem się na jakimś słowie, po czym przeprosiłem za mój angielski. Ona odpowiedziała mi tak: ” Dlaczego ty mnie przepraszasz? Poświęciłeś kilka lat swojego życia, żeby nauczyć się mówić w moim języku, a ja miałabym Ciebie krytykować? A jak spotkasz obcokrajowca w swoim kraju, który mówi „Dziękuję” to go poprawiasz, czy cieszysz się, że spróbował?”. To jedno zdanie spowodowało, że przestałem się bać a zacząłem być po prostu dumny z tego, że potrafię się dogadać (dziś, po latach nawet z inżynierami na międzynarodowych konferencjach).

Arlena – dobra robota z filmami na YT. Format jest idealny, żeby obejrzeć je „przy okazji”.
Michał – jak zwykle inspirujący materiał. Dziękuję.

Odpowiedz

Piotrek Listopad 21, 2017 o 12:48

Hej Arlena i Michał,

Komentarz ma być zwięzły, więc postaram się jak najbardziej streścić swoją historię. Sięga ona roku 2016, kiedy to długie studenckie wakacje postanowiłem spędzić za granicą, konkretnie w Anglii. Od kilku lat mieszka tam moja siostra, więc z noclegiem nie było problemu. Starałem się „załatwić” sobie pracę już przed wyjazdem, ale mimo pomocy ze strony siostry i jej narzeczonego nie udało mi się. Kilka pierwszych dni pobytu spędzałem na intensywnych poszukiwaniach jakiejkolwiek pracy, ale nigdzie nie mogłem się zaczepić. Skończyły się już czasy eldorado za granicą. Żeby robić cokolwiek zacząłem nawet odpowiadać na ogłoszenia dotyczące sprzątania prywatnych domów, ale większość zleceniodawców szukało kobiet. Wprawdzie pojechałem raz na zastępstwo za jedną panią i moja szefowa była ze mnie zadowolona, ale był to jednorazowy przypadek.

Z perspektywy czasu już wiem, gdzie popełniłem błąd. Szukałem pracy, gdzie język angielski nie był specjalnie wymagany albo wręcz niepotrzebny, gdyż wstydziłem się go używać. Pewnego razu narzeczony mojej siostry zakomunikował mi, że znalazł mi pracę jako pomocnik ogrodnika, który był Czechem. Pomyślałem ok, czeski jest podobny do polskiego, więc dam sobie radę. Jakżeż się myliłem. Okazało się, że różnice między naszymi językami są bardzo duże, przez co chcąc nie chcąc musiałem zacząć mówić po angielsku. Radek, bo tak miał na imię ów Czech, znał angielski bardzo dobrze. Był też na tyle uprzejmy, że starał się mówić zrozumiale i jak czegoś nie rozumiałem, to na spokojnie powtarzał. Co więcej, poprawiał moje błędy i tłumaczył działanie czasów, z którymi wiecznie miałem problemy. Z dnia na dzień czułem się pewniej i pod koniec wakacji rozmawiałem już nawet z rodowitymi Brytyjczykami. Wcześniej oceniałem swój angielski na ledwie komunikatywny, a okazało się, iż jest lepiej niż myślałem. Poza przełamaniem lęku wypowiedzi, otrzymałem także wspaniałą pracę, w której bez przerwy miałem kontakt z ludźmi i dobre jak na mnie pieniądze. Wysyłałem CV, gdzie stawka godzinowa wynosiła 7,2 funta, tymczasem Radek płacił mi 9 funtów na godzinę w tygodniu i 10, kiedy trzeba było pracować w weekend.

Zatem moje przełamanie w kwestii wypowiadania się po angielsku było poniekąd dziełem przypadku. Coś nade mną czuwało, bo gdyby nie propozycja narzeczonego mojej siostry, pewnie do dziś bałbym się rozmawiać z obcokrajowcami. Całą ta sytuacja uświadomiła mi jak ważne jest wychodzenie ze swojej cieplutkiej strefy komfortu, gdyż dopiero wówczas poznajemy swoje możliwości. Jakkolwiek byśmy się nie bali wyzwań stojących przed nami, warto się z nimi mierzyć, bo dzięki temu zyskujemy ogromną pewność siebie i doświadczenie, które na pewno zaprocentuje w przyszłości.

Pozdrawiam serdecznie,
Piotrek

Odpowiedz

Beata Listopad 21, 2017 o 12:49

Mój strach został przełamany kiedy na jedną z wycieczek pojechałam z Rosjanką i kolegą Polakiem. On, uparciuch, stwierdził, że cały czas będziemy rozmawiali tylko po angielsku, nawet między sobą, aby koleżanka nie czuła się „wyalienowana”.
W tym momencie byłam na niego wściekła 😉
Rosjanka śmigała tylko po angielsku i nie było wyjścia.
Ale teraz jestem mu za to wdzięczna.
To chyba jest najlepszy sposób na przełamanie się- rozmawiasz z kimś dla kogo język angielski to również nie jest język ojczysty (i nie masz wyjścia ;)).

Odpowiedz

Justyna Listopad 21, 2017 o 12:49

Przestałam się bać mówić po angielsku kiedy odkryłam, że rodowici Brytyjczycy popełniają całkiem sporo błędów gramatycznych i leksykalnych! Dało mi to tak dużego boosta, że już następnego dnia szczerzyłam się do wszystkich i aż mnie skręcało w środku żeby coś mówić. Bo czemu ja mam się wstydzić jakiegoś niedociągnięcia skoro tyle osób je popełnia?? Ale momentem najwyższej dumy po tym jak już się tak zaangażowałam było to jak starsza mieszkanka Londynu, Angielka z dziada pradziada, mówiąca niczym Maggie Smith w Downton Abbey, stwierdziła, że mówię wspaniale(a zaimponowanie tej damie jest baaardzo trudne 😁)

Odpowiedz

Izabela Listopad 21, 2017 o 13:00

Przełamałam się do mówienia po angielsku, kiedy moja szalona mama postanowiła zgłosić chęć ugoszczenia w naszym domu nieznanych nam gości ze Stanów. Mama również uczy się angielskiego i ma barierę przed rozmowami (pamiętam, że pierwszy filmik Arleny jaki wysłalam mojej mamie to ten jak przestać się bać mówić po angielsku). Wizytę kolegów z Kalifornii nasza rodzina wspomina bardzo dobrze- dzięki odwadze mamy super wspomnienia i przyjaciół na drugim końcu świata.

Jednak z gramatyką niestety wciąż mam duże problemy i myślę, że na książce skorzystałabym nie tylko ja, ale również moja mama 🙂

Odpowiedz

Piotr Listopad 21, 2017 o 13:00

Zwięźle…
Wiele rozumiem, dlaczego o tym nie opowiedzieć? 🙂
Na angielski nie przekładam, aby nie było groteskowo 😛

Odpowiedz

Anna Listopad 21, 2017 o 13:02

Kiedy przestałam się bać mówić po angielsku? Będąc na studiach wyjechałam w odwiedziny do koleżanki do Bambergu i pewnego razu wybrałyśmy się do pubu irlandzkiego, w którym zwykle spotykali się przebywający w tej okolicy Amerykanie. Niesamowicie się stresowałam. Paraliżowała mnie już sama myśl, że będę musiała coś powiedzieć po angielsku, ale pragnienie zetknięcia się z tym językiem na żywo było silniejsze, więc poszłyśmy do wspomnianego pubu. Dosyć długo rozmawiałam tam z pewnym Amerykaninem, chociaż przez pierwsze pół godziny grałam niemą aktorkę. Potem jednak coś we mnie pękło. Uświadomiłam sobie, że w myśli zaczynam poprawiać wypowiedzi mojego rozmówcy, który mówił w swoim ojczystym języku, ale mimo to popełniał liczne błędy, które ja (po 4 latach nauki) byłam w stanie wyłapać. Zrozumiałam, że bez sensu jest godzinne rozmyślanie nad poprawnością każdego pojedynczego zdania, które chcę wypowiedzieć. Skoro Amerykanin, mówiąc w swoim ojczystym języku, nie wstydzi się swoich błędów językowych, to dlaczego ja mam się przejmować moimi – przecież ja się dopiero uczę angielskiego! Ważne, żeby mnie rozumiał i to wszystko. To był dla mnie przełom…

Odpowiedz

Mateusz Listopad 21, 2017 o 13:07

Przestałem się bać mówić po angielsku podczas, co może zaskoczyć, pobytu w Chinach. Zostałem wysłany na Transition projektu z Polski do zespołu w Chinach. Tak więc z dnia na dzień musiałem zacząć opowiadać o pracy 8h dziennie przez ponad miesiąc. Głęboka woda pomogła otworzyć się i od tamtej pory (było to 7 lat temu) mówię po angielsku w ciągu dnia czasami więcej niż po polsku.

Odpowiedz

Natalia Listopad 21, 2017 o 13:09

Hej,
Mnie się do tej pory nie udało przełamać bariery i dale nic nie jestem w stanie powiedzieć 🙁 ale nic może kiedyś… ale dzięki za podcasta, niestety niektóre rzeczy są bardzo smutne jak o szkolnictwie itd Miejmy nadzieje, że kiedyś coś się zmieni.. 🙂

Odpowiedz

Justyna Listopad 21, 2017 o 13:12

Właściwie, to nie pamiętam, żebym się bała. Zbyt wielka była chęć porozumienia się z ludźmi z innych krajów. Chęć rozbudzona już w podstawówce, gdy na dodatkowych lekcjach angielskiego (ewenement w wiejskiej szkole przed dwudziestoma laty) wybrałam sobie imię Jane. Jane, jak moja babcia Janina i jak Jane z Latarniowego Wzgórza. Lekcje były z panią od rosyjskiego. Potem mieliśmy nauczyciela, native’a, nie pamiętam z jakiego kraju i bladego pojęcia nie mam, co robił w naszej zapadłej gminie w dawnym radomskim. W każdym razie słabo mówił po polsku, a my, dzieciaki podszkolone przez panią od rosyjskiego, mogliśmy mu mówić, że „applepie” to po polsku nie jabłecznik, a szarlotka (choć można się spierać). I usadzić koleżankę, która nie miała z nami lekcji jednogłośnym „usiądź”, gdy nie mogła zrozumieć o co prosi ją nauczyciel, gdy usilnie powtarza „Sit down, please”. Bo on w ogóle nie kazał nam wstawać, gdy rozmawialiśmy, czy odpowiadaliśmy na jego pytania. Kolejny ewenement. No, a potem to już poszło. Zero wstydu, bo najważniejsze to się porozumieć, a nie mówić gładko i bezbłędnie. Uważałam, że wszystko przyjdzie z czasem. I mimo, że mój angielski nie jest perfekcyjny, rzadko go używam, to jak dopadnę kogoś z innego kraju to mu nie przepuszczę. Jak ostatnio praktykantce z Węgier w pracy, albo Algierce z Francji, która zaczepiła mnie na ulicy podczas demonstracji na Rynku we Wrocławiu pytając co się dzieje. Zapraszam na herbatę i wyciągam z tych znajomości ile mogę. I za to kocham każda minutę poświęconą nauce!

Odpowiedz

Ryś Listopad 21, 2017 o 13:12

Troszkę mi się w którymś momencie pozmieniało w życiu. Musiałem natychmiast podjąć się pracy zarobkowej, poleciałem kelnerować w jednej z warszawskich restauracji. Innymi słowy rzeczywistość mnie zmusiła do mówienia po angielsku.

Odpowiedz

Ula Listopad 21, 2017 o 13:13

Przestałam się bać mówić po angielsku, gdy zaczęłam myśleć po angielsku. Nie chodzi tu o dialogi w głowie po angielsku, (choć takie też się zdarzały ;)) a raczej o zrozumienie, że nie ma sensu kropka w kropkę tłumaczyć z polskiego na angielski, tylko że należy przekazać esencję zdania.

Pomocne też było oglądanie seriali po angielsku. Później używając języka obcego po prostu słyszałam jak to ma być powiedziane i nie próbowałam tego wpasować w żadną regułkę.

Odpowiedz

Aneta Listopad 21, 2017 o 13:13

Przestałam bać sie używać języka angielskiego wtedy, gdy od tego zależał mój dalszy los.
W 2015 roku pojechałam sama na stypendium językowe dla obcokrajowcow do Chin, ale żeby samej poradzić sobie z dojazdem z lotniska do akademika, zakwaterowaniem i poznaniem ludzi z którymi będę spędzać miesiac czasu musiałam po prostu zacząć mówić. Kaleczyłam język strasznie, ale zdałam sobie sprawę ze sie da i możliwym jest mówienie lepiej w tym języku.

Odpowiedz

Ayashy Listopad 21, 2017 o 13:17

Przestałam bać się mówić po angielsku, gdy na studiach wyjechałam na wymianę językową do Finlandii i zaczęłam uczyć się fińskiego. Na drugiej (!) lekcji dostaliśmy zadanie, żeby udać się do stołówki i przeprowadzić króciótkie wywiady z prawdziwymi Finami (po fińsku 😉 ) i uzyskać od nich podstawowe informacje o nich (imię, skąd są, co lubią robić itp.). Pomyślałam wtedy, że skoro po dwóch dniach nauki fińskiego jestem w stanie porozmawiać z rodowitym Finem, to tym bardziej mogę rozmawiać po angielsku mając za sobą 10 lat nauki! To doświadczenie uświadomiło mi także, jak bardzo różni się polski system nauczania języków obcych od fińskiego…

Odpowiedz

karolina Listopad 21, 2017 o 13:20

przestałam się bać, jak zaczęłam spotkać ludzi z innych krajów w ramach wymian młodzieżowych i usłyszałam, że oni też popełniają błędy! (niesamowite, prawda?) zrozumiałam wtedy, że najważniejsze jest to, czy ktoś mnie zrozumie, a nie czy użyłam poprawnie has/had/been/i takie tam. teraz próbuje jednak zwracać uwage też na te gramatyczne atrakcje, co by nie tylko być zrozumianą, ale mówić pięknie i poprawnie!

Odpowiedz

Monika Listopad 21, 2017 o 13:24

Kiedy przestałam bać się mówić po angielsku?

Właściwie to najważniejszy był moment, kiedy uświadomiłam sobie, że tak naprawdę to boję się nie samego mówienia, tylko popełnienia błędów językowych, użycia niewłaściwego słówka, czasu, itd. O matko jest tyle możliwości. 😉
Jestem osobą, która dużo wymaga od siebie i w mojej głowie wymyśliłam sobie, że albo będę mówić od razu perfect 🙂 albo w ogóle. I to „w ogóle” niestety wygrywało, dlatego zmieniłam swoje myślenie. Postanowiłam mówić tak jak dzieci, prostymi zdaniami (ale bez seplenienia :)). I udało się.
Drugim ważnym momentem było usłyszenie swojego własnego głosu w obcym języku, ale nie na lekcji angielskiego, tylko w swobodnej rozmowie, z tymi wszystkimi emocjami wywoływanymi przez rozmówcę. To było dziwne, ale z każdą wypowiedzią stawało się coraz mniej dziwne.
Pomogło mi też to, że zaczęłam używać angielskiego w pracy, na co dzień lub prawie na co dzień. To pozwoliło mi oswoić się ze stresem, reagować na to co się dzieje tu i teraz. Ach i popełniam błędy językowe. 🙂
Jestem też mamą i na co dzień pozwalam sobie, bez ostrzeżenia, powiedzieć coś po angielsku do moich dzieci (10 i 7 lat). Wywołuje to czasami ich zdumienie ( myślą sobie: „ale o co chodzi?”), czasem śmiech, a czasami to nawet powtórzą po mnie. I mam nadzieję, że w ten sposób oswoją się z językiem i nie będą mieli aż takich problemów z mówieniem „po cudzemu” jak ja. 😀
Pozdrowienia dla Arleny.

Odpowiedz

Kuba Listopad 21, 2017 o 13:32

Przestałem bać się mówić po angielsku, kiedy zacząłem korzystać z usług firm z angielskim supportem:)

Taka sytuacja: ważny serwer, którym zarządzam, przestaje działać w niedziele o 18:00, a wsparcie dla serwerów działa tylko w języku angielskim o tej porze. Maile na support (pisanie maili to dla mnie nie problem), które zwykle działały o „normalnych” porach, teraz nie przynoszą szybkiego odzewu.

Postawiony przed ścianą, przełamałem wrodzony wstyd przed swoim nieidealnym angielskim mówionym i zadzwoniłem na support. Po pół godzinie, zadzwoniłem ponownie, i ponownie… Łącznie było chyba 9 rozmów i praktycznie za każdym razem od początku tłumaczyłem co się stało, kiedy mam liczyć na naprawę, obiecywałem, że będę dzwonił do upadłego itd., aż finalnie czy mogę iść spać czy może wsparcie jednak zadziała za moment (niedziela 23:00)?

Podczas dziewiątej rozmowy myślę, że mój angielski był już bardzo dobry 🙂 a serwer został „wskrzeszony” chwilę po północy.

Odpowiedz

Ela Listopad 21, 2017 o 13:37

Przestałam się bać mówić po angielsku, kiedy zmusiła mnie do tego sytuacja życiowa, z czego teraz bardzo się cieszę 🙂 Wyjechałam do Anglii za pracą, musiałam więc zacząć używać języka angielskiego czynnie, a nie tylko biernie i okazało się, że daję radę!
Przede wszystkim uwierzyłam w siebie i przestałam się przejmować tym co pomyślą inni, jak mnie odbiorą, najważniejsze było to, żeby udało mi się komunikować z innymi., uzyskać potrzebne informacje.
A potem, dzięki codziennej praktyce, było już każdego dnia coraz łatwiej…. Ćwiczenie czyni mistrza!

Odpowiedz

Iwona Listopad 21, 2017 o 13:43

Ja uczyłam sie angielskiego w trybie przyspieszonym kiedy zdecydowałam że zostaję w Irlandii . Oczywiście mnóstwo kompleksów wyniesionych ze szkół.Ale wierzyłam się z mocnymi akcentami hiszpańskim, hińduskim i stwierdziłam że ten nasz polski jest stosunkowo łatwy do zrozumienia, nie ma sie czego wstydzić. Poza tym irlandczycy doceniają nasz wysiłek porozumienia sie i nie oceniają tak jak w szkole!

Odpowiedz

Kamil Listopad 21, 2017 o 13:43

Przestałem się bać, bo na studiach dostaliśmy się na konkurs Europejski. Musiałem w 3 tygodnie nauczyć się mówić moją cześć prezentacji. Po czym okazało się , że nie jade bo jechało za dużo osób ,a ja byłem na liście ostatni. Ostatecznie nie nauczyłem się mówić ,ale cos dukać. 😀

Odpowiedz

Dominika Listopad 21, 2017 o 13:46

Przestałam się bać mówić po angielsku, kiedy do Polski przyjechał do mnie chłopak, w którym byłam zauroczona, a jedynym językiem który obaj znaliśmy to właśnie angielski.

Odpowiedz

Ola Listopad 21, 2017 o 13:50

Kiedy pojechałam z wielkimi obawami na pierwsze zagraniczne wakacje. Ostatniego dnia Grek zapytał mnie o legendę o Lechu, Czechu i Rusie, tak się zestresowałam, że do końca nie pamiętam co mu odpowiedziałam. Najważniejsze, że uśmiechnął się i powiedział, że rozumie 🙂

Odpowiedz

AnIa Listopad 21, 2017 o 13:50

Aby przełamać swoje opory w posługiwaniu się językiem angielskim polecam wyjazd zagranicę do nieanglojęzycznego kraju i rozmowę z nieanglojęzycznymi ludźmi.
Po półrocznym pobycie na stypendium w Grecji pozbyłam się całkowicie stresu związanego z popełnianiem błędów i komunikacją po angielsku. Dobrze rozmawia się z ludźmi którzy tak samo jak ja języka się uczą.

Odpowiedz

Remigiusz Listopad 21, 2017 o 13:50

Zwykle byłem przerażony złożyć choć jedno krótkie zdanie na lekcji w obawie przed krytyką rówieśników. Po jednej z lekcji angielskiego, nauczycielka, Pani Grażyna, złapała mnie na korytarzu i powiedziała, że obiecuje mi, ze jeśli ktoś będzie się śmiał to rzuci go gąbką :D. Dzięki niej zacząłem mówić.

Odpowiedz

Włodek Listopad 21, 2017 o 13:55

Po tym, jak podciągnąłem słownictwo, bo za każdym razem musiałem korzystać ze słownika. Grama kulała, ale lista wypalonych słów powodowała jakąś komunikacje.

Odpowiedz

Justyna Listopad 21, 2017 o 13:57

Trema i lęk zawsze pozostają gdy mówi się w dowolnym języku obcym. Do mózgu dochodzą zapytania czy dobrze się wypowie dane słowo, czy rozmówca nie zrobi wielkich oczu ważki. Dla mnie to było wyzwanie próba pokonania własnej nieśmiałości – mojej słabej strony.

Odpowiedz

Agnieszka Listopad 21, 2017 o 14:05

Jako wystraszona studentka, znająca angielski na poziomie matury podstawowej, rzuciłam się na głęboką wodę i wyjechałam na 3 msc na wyspy. A tam odblokowało mnie gdy zaczęłam rozmawiać z ludźmi z innych narodowości – z Europy, Azji – oni też popełniali błędy, często nie znali wystarczającego słownictwa, kaleczyli wymowę – dzięki temu poczułam się bezpiecznie i nabrałam odwagi. Poczułam wtedy prawdziwą magię tego języka – niezależnie z jakiego krańca świata pochodzisz, jest język na tyle rozpowszechniony, że możesz się prozumieć! Mimo tylu, na pierwszy rzut oka różnic, możemy się dogadać. Od tej pory nie boję się mówić – wiem, że dużo muszę się jeszcze nauczć (dlatego tak potrzebuję Twoich książek!), ale im więcej mówię tym lepiej mówię 🙂

Odpowiedz

Mateusz Listopad 21, 2017 o 14:05

Miałem bardzo śmieszną sytuację kiedy przebywałem w Anglii, a dokładnie w Leeds.
Pracowałem w firmie stolarskiej, mój Angielski był na poziomie podstawowym, trochę rozumiałem, ale cholernie się bałem mówić po Angielsku, więc przytaczam sytuację z pracy.

JOHN: Matthew Can uoy give me the hammer
Matthew:I’m fine thank you (zawsze tak odpowiadałem, gdy czegoś nie rozumiałem
JOHN:Mat!!! Can you give me the hammer?!
Mat:wtedy zrozumiałem, że czegoś od mnie oczekuje i zmusiałem się do rozmowy i od tego czasu rozmowa przychodzi mi dużo, dużoooo łatwiej:)

PS.Mega podcast nagraliście wspólnie z Arleną:)

Odpowiedz

Wioleta Listopad 21, 2017 o 14:06

Do móweinia po angielsku przekonał mnie mój 6-letni syn, którego zapisaam 3 lata temu na jezyk, by nie mial w przyszłosci takich barier z angielskim jak ja… No i okazało się, że teraz duzo mnie pyta o słówka i robimy sobie pogadanki lub tłumaczę mu coś po angielsku… Naprawdę świetna zabawa, i przelamałam tę barierę w mówieniu, teraz w nowej pracy mnie mam obaw w wypowiadaniu sie na spotkaniach (mimo, ze gramatycznie nie jestem najlepsza).

Odpowiedz

Ilona Listopad 21, 2017 o 14:21

Jak przestałam bać się mówić po angielsku? Musiałam 🙂
Przez miesiąc przebywałam w grupie ludzi, z którymi mogłam porozumieć się tylko po angielsku. A ponieważ nie chciałam się ćwiczyć w zakonnych regułach milczenia, więc – musiałam zacząć mówić. Zaraz potem okazało się, że to nic strasznego. Nikt się ze mnie nie śmieje, nie wytyka palcami za błędy.
Mój angielski nie jest najlepszy, a nawet niestety gorszy niż był (nieużywany zbyt często i mało ćwiczony), ale mimo tego nie boję się w nim odzywać. Wiem, że czasem mówię „Kali mieć krowa”, ale najważniejsze, że mogę się z różnymi ludźmi dogadać. 🙂
Nie chcę jednak tylko na tym poprzestać. Wciąż wierzę, że mimo mojego 40+ mogę sprawić, że mój angielski będzie coraz lepszy i piękniejszy.

Odpowiedz

Justyna Listopad 21, 2017 o 14:25

Cześć,

Dziękuję za świetny materiał skłaniający do refleksji nad sposobem nauki i jednocześnie postrzeganiem naszego edukacyjnego otoczenia! 🙂 Bardzo ciekawy punkt widzenia.

Przestałam bać się mówić w języku angielskim, gdy pozbyłam się paru osobistych kompleksów tkwiących gdzieś w mojej psychice, a często opierały się one na wrodzonym przekonaniu, że wszystko trzeba robić perfekcyjnie – inaczej będziemy odrzuceni. Dosłownie ściana, kaplica, kaput. Więc cóż… Zaakceptowałam siebie. Dodatkowo praca „zmusiła mnie” do nieustannego utrzymywania relacji z klientami z Francji i okazało się, że znajomość języka pozwalająca osiągać własne cele komunikacyjne (nawet ścieżką znacznie odbiegającą od idealnej) jest wysoce satysfakcjonująca. Francuzi z błędów językowych (swoich i moich) nigdy nie robili tragedii i jest to niezły kopniak dla tych co „nic nie robią, chyba że będzie nienagannie”. Praktyka i nauka na własnych błędach, to zawsze będą „niezłomni nauczyciele”. 🙂

Odpowiedz

Kasia Listopad 21, 2017 o 14:28

Moje ,,przełamanie” nastąpiło po 10 latach nauki języka na pierwszym roku studiów. Wcześniej używałam angielskiego tylko na lekcji i co za tym idzie bałam się, że jak powiem coś nie tak to obniżą mi stopień. A na studiach kiedy poznawałam ludzi z całego świata czy to w klubach studenckich czy w akademiku, okazało się, że po pierwsze Ci ludzie mówią góra pięć słów po polsku wiec moja ,,znajomość” angielskiego nie robiła na nich wrażenia. Po drugie odkryłam, że w całej znajomości języka chodzi o to by się dogadać, a nie o to czy popranie użyłam trzeciego conditionala. Jak się nie mogłam dogadać znaczy że trzeba było iść na piwo i tyle 🙂 Po trzecim mogłam rozmawiać w każdym języku 😀

Odpowiedz

Asia Listopad 21, 2017 o 14:30

Przestałam się bać mówić po angielsku kiedy po godzinach pisania (z którym miałam mniejszy problem niż z mówieniem, bo łatwo się korzysta ze słownika ;)) z cudoziemcem (poznanym na portalu do nauki języka) zdecydowaliśmy się na rozmowę na skype. Zależało mi żeby zrobić dobre wrażenie więc musiałam przestać się bać mówić po angielsku. Efektem jest pierścionek zaręczynowy po 3 latach znajomości i ślub planowany na przyszły rok 😉

Odpowiedz

Angelika Listopad 21, 2017 o 14:33

Pomimo osłuchania się z językiem, bardzo trudno było mi przebić blokadę w mówieniu. W myślach mówienie do siebie szło mi całkiem nieźle, ale rozmowa z kimś była dla mnie czymś bardzo trudnym. Jednak będąc na wakacjach z osobą która po ang. nie mówiła zdarzyło nam się włamanie na mieszkanie i tylko ja mogłam wytłumaczyć co się stało i tylko ja miałam z włamywaczem kontakt kiedy złapałam go na gorącym uczynku. Przy policji wiedząc jak ważne jest aby przedstawić całą sytuację, cała ta determinacja pozwoliła mi na przebicie blokady w mówieniu z którą miałam taki problem, to jak z wrzuceniem kogoś do wody w celu nauki pływania. Nie miałam wyjścia, a kiedy juz stanęłam przed policją nieśmiało zaczęłam mówić a potem już zagadałam ich wszelkimi szczegółami zaistniałeś sytuacji. Sama będąc nieco w szoku, że nie było to tak trudne. Teraz idzie mi już całkiem nieźle, a nawet sama aranżuje sytuację aby z kimś porozmawiać.
Pozdrawiam.

Odpowiedz

Karolina Listopad 21, 2017 o 14:37

Poznałam kogoś kto wyglądał jak Robert Downey Jr. i bardzo chciałam porozmawiać 😉

Odpowiedz

ANIA Listopad 21, 2017 o 14:41

Przestałam się bać mówić po angielsku, kiedy zaczęłam podróżować. W obcym kraju musiałam kupić bilet na autobus, dogadać się z osobą od której wynajmuję mieszkanie, zamówić jedzenie w knajpce. Również chęć poznania nowych ludzi sprawiła, że odważyłam się rozmawiać z miejscowymi oraz innymi turystami. I nagle okazało się, że całkiem nieźle sobie radzę.

Odpowiedz

Marcin Listopad 21, 2017 o 14:43

To był 11 grudnia 2013r. Za oknem mróz i śnieg, a ja miałem temperaturę bliską tej przy której ścina się białko… Miałem być cichym uczestnikiem telekonferencji, którą miał prowadzić mój szef. Start godz. 16:30. Zakładam słuchawki, aż tu nagle, z boksu obok, gdzie siedział wydobywa się głośne: „o k***wa, zapomniałem że mam odebrać dzieci z przedszkola!!!”. Trzask zamykanego laptopa, dźwięk zapinanego zamka kurtki i widzę jego oczy jak u kota w Shreku. „dasz radę…” No i chyba dałem…

Odpowiedz

Tomek Listopad 21, 2017 o 14:45

A ja się dalej boję… dlatego cieszę się że zaprosiłeś taką osobę jak Arlena i mam nadzieję, że teraz już przezwyciężę strach… O! Już się nie boję! Yes, yes, yes….

Odpowiedz

Julia Listopad 21, 2017 o 14:46

Przestałam się bać mówić po angielsku, kiedy zdałam sobie sprawę, że to bez sensu:)

Spójrz ile ludzi mówi po angielsku na świecie, z różnymi akcentami z różnymi wymowami (czasem zabawnymi). Bojąc się mówić zamykałam się na nowe przygody, możliwości i znajomości.

Odpowiedz

Justyna Listopad 21, 2017 o 14:48

Przestałam bać się mówić po angielsku , gdy na węgrzech na migi pokazywałam że chcę kluczyk do toalety. Gdy go w końcu ,ale na szczęście na czas ,dostałam ,powiedziałam po angielsku „thank you”, kasjer odpowiedział ” good evening” o 7 rano. Zdałam sobie sprawę,że nie tylko ja kuleje w angielskim

Odpowiedz

Michał Listopad 21, 2017 o 14:52

Przestałem się bać mówić po angielsku kiedy wyjechałem na kilka miesięcy za granice do kraju anglojęzycznego. ALE uważam ze to nie sam fakt przebywania w obcym kraju oraz obcowania z nativami dodał mi odwagi i pewności siebie odnośnie umiejętności językowych. Uważam ze fundamentalne jest zrozumienie że nie wszyscy w świecie władają typowym podręcznikowym/szekspirowskim językiem angielskim, takim uczono mnie w szkole. Ważne jest aby przekazać informacje i aby Ciebie rozumiano, rozmowa nie gryzie!!.
W momencie gdy zrozumiałem ze bardzo często po „drugiej stronie” tez jest człowiek który może uczył sie angielskiego tak jak ja i że on może również odczuwa lekki stres przed rozmową uzywanie języka angielskiego stało sie dla mnie nauralne.

Odpowiedz

Grzesiek Listopad 21, 2017 o 14:58

Przestałem się bać mówić po angielsku kiedy firma wysłała mnie na kontrakt gdzie inni wykonawcy byli z Niemiec, Portugalii, Włoszech i Szawjcarii a nas z Polaków było 5 z czego tylko ja coś tam umiałem i przez 5 miesięcy więcej się sam nauczyłem niż przez całą szkołę średnią w 90-tych latach oraz na studiach (kiedyś była inna mentalnośc do nauki teraz trzeba byłozmienić tą mentalność). Obecnie też w firmie mamy możliwość nauki języków z czego korzystam i to procentuje np przykontaktach z pracownikami mojego koncernu z innych krajów oraz wyjazdach zagranicznych np. na wakacje

Odpowiedz

ela Listopad 21, 2017 o 15:02

A ja przestałam się bać mówić po tym, jak wyjechałam zaraz po studiach do Londynu szlifować angielski i tak się wstydziłam mówić, że znalazłam pracę jako sprzątaczka w klubie fitness. Któregoś wieczoru mopując schody usłyszałam taką rozmowę na recepcji (nie widzieli mnie): A może spytalibyśmy tą polish girl czy nie chciałaby się przenieść na recepcję na wieczory i weekendy, jest całkiem sympatyczna…A ktoś inny: No coś ty, przecież ona nie mówi po angielsku! Nigdy nie zapomnę tego jak się wtedy poczułam. Po skończonej pracy podeszłam do recepcji i czerwona jak burak powiedziałam, że Actually I do speak english and I would love to take this job 😉 I ją później dostałam 🙂

Odpowiedz

Izabela Listopad 21, 2017 o 15:07

Lęk przed mówieniem po angielsku przełamałam „hurtowo” z kilkoma innymi lękami 🙂 Jak miałam 25 lat dostałam ataków padaczki, przez co musiałam zwolnić tempo życia. Zawiesiłam pracę, znalazłam stypendium i wyjechałam do Berlina, żeby odetchnąć i naoglądać się mojej ulubionej dziedziny sztuki, czyli tańca. Prawie dwa miesiące w obcym mieście, bez znajomości niemieckiego, za to ze wspaniałymi ludźmi i sztuką wokół, dały mi odwagę do mówienia po angielsku i do rozpoczęcia nowego, pełnego podróży i tańca, rozdziału w życiu.

Odpowiedz

Marzena Listopad 21, 2017 o 15:07

Rok 2005 – niedawno weszliśmy do Unii Europejskiej …Szybka decyzja wyjazdu do Irlandii, w poszukiwaniu lepszego życia u boku męża, który mówi świetnie po angielsku wiec po co się martwic, załatwi za mnie wszystko …
Nagle zostałam sama z 3 letnia córką bez języka i pracy, otoczona ludźmi których nie rozumiem-tyle spraw do załatwienia -przełamałam strach przed mówieniem, nabrałam pewności siebie, i wydobyłam z siebie głos…
Rok 2017 – zadomowiłam się w Irlandii, mieszkam tu już 12 lat i czasami sama nie wierze, ze znam 3 języki, te, które ledwo zaliczałam w szkole.

Odpowiedz

Wojciech Listopad 21, 2017 o 15:14

Przestałem i znowu się boję.
Będąc liceum w sklepie muzycznym pewna pani zwróciła się do mnie po angielsku czy może przetestować gitarę. Odpowiedziałem coś tam drewnianym głosem.
Bezcenna była konkluzja ze spotkania – to tym językiem ktoś żywy mówi ( nie tylko w Cojaku i Columbo). To sprawiło że postanowiłem że do następnej konfrontacji będę lepiej przygotowany. Zdałem maturę z j.angielskiego i dalej bałem się mówić.
Potem spotkałem na wakacjach z żoną parę studentów z Holandii, którzy koniecznie chcieli rozmawiać. No i zaczęliśmy rozmawiać, po dwóch dniach gościny w naszym domu już się nie bałem mówić.
Upłynęło wiele lat i trafiłem do korporacji. Znowu boję się mówić. Chyba, że uczestniczę w tygodniowym szkoleniu w języku angielskim i wtedy mówię i się nie boję.
Teraz staram się zaangażować w mówienie po angielsku w pracy, to mnie uwalnia od lęku…

Odpowiedz

Ola Listopad 21, 2017 o 15:19

Nic tak nie pomaga w przezwyciężeniu strachu przed mówieniem jak realna potrzeba porozumienia się z inną osobą. Jako studentka wyjeżdżałam do innych krajów i wtedy nie miałam wyjścia – musiałam mówić pomimo swoich obaw. Wystarczył tydzień, aby zacząć się swobodnie (choć nie bezbłędnie) porozumiewać z obcokrajowcami. Po wielu latach potrzeba pojawiła się ponownie – trafiłam do pracy w firmie, w której angielski jest równie ważny w komunikacji werbalnej co polski. Pomimo wielu lat przerwy w mówieniu po angielsku i początkowych oporów, udało mi się przełamać. Wciąż mówię z błędami (które sama zauważam), ale wygląda na to, że nikomu (nawet Brytyjczykom) to nie przeszkadza.

Odpowiedz

Ania Listopad 21, 2017 o 15:21

Przestałam się bać mówić po angielsku gdy miałam niegroźną stłuczkę z obcokrajowcem w jednym z polskich miast. Poszło nam tak dobrze w rozmawianiu że cała sytuacja obeszła się bez wzywania policji 😁

Odpowiedz

Aleksandra Listopad 21, 2017 o 15:24

Odpowiedź na pytanie konkursowe: Kraków – zlot harcerski – byłam wtedy zastępową i uczestniczyłyśmy z moimi harcerkami w grze miejskiej. Pomiędzy jakimiś zadaniami podchodzi do mnie Pan, który w języku angielskim pyta o punkt informacji turystycznej – zdziwienie młodszych harcerek (bo chyba nie zrozumiały o co chodzi) i moja radość, że rozumiem no i ogromna motywacja, żeby wytłumaczyć. Udało się – zostałam zrozumiana i uwierzyłam w swoje możliwości językowe! 🙂

Odpowiedz

Małgorzata Listopad 21, 2017 o 15:27

Wciąż się boję :), ale mówienie do siebie pozwala mi nie pęknąć od słów, które unoszą się w mojej głowie 🙂 To one przełamały moje lody. Nie mogłam tylko o czymś myśleć, musiałam zacząć mówić, bo pewnie bym zwariowała od myślenia 😉
Na razie czekam na okoliczność, w której w jakimś miejscu w moim niewielkim mieście ktoś mnie zaskoczy 🙂 Że w sytuacji, na przykład w supermarkecie, zjawi się cudzoziemiec i będę tą osobą, która, snując się (nie)przypadkowo w pobliżu powie „May I help you?” ^^ (czyli okaże się, że gadanie do siebie lub do wyimaginowanego rozmówcy ma jakiś sens – poza tym, że domownicy dziwnie się na mnie patrzą 😉 )

Odpowiedz

Beata Listopad 21, 2017 o 15:27

Tak naprawde to nadal boję się mówić po angielsku. Kiedyś bałam się mówić po angielsku do tego stopnia, że gdy byłam za granica i jakiś Pan zapytał mnie coś po angielsku (oczywiście zrozumiałam co powiedział) to tak spanikowałam, że odpowiedziałam mu po polsku. Nadal się boję mówić po angielsku, ale już nie tak, ciąglę walczę z tą nieśmiałością.

Odpowiedz

Włodek Listopad 21, 2017 o 15:30

Po tym jak podciągnąłem słownictwo, bo do tego musiałem posiłkować się słownikiem. Wiadomo grama dalej kulała, ale ciąg słów z mej strony służył za sposób komunikacji z inna osobą.

Odpowiedz

Natalia Listopad 21, 2017 o 15:37

Swoją blokadę pokonałam podczas szkolnego konkursu recytacji monologów Szekspirowskich. Decyzję o udziale podjęłam ostatniego dnia zapisów, był to mój pierwszy występ na scenie od czasów jasełek w przedszkolu (teraz jestem w liceum), po angielsku, recytując Szekspira, na szpilkach i udając, że piję wino. Przed wejściem na scenę padło wiele wulgarnych wyrażeń, w których wytykałam niedorzeczność mojej decyzji. Po skakałam z radości. Nawet nie dlatego, że otrzymałam wyróżnienie (co bardzo cieszyło), ale dlatego, że się przełamałam! Od tamtego wydarzenia moje językowe życie zaczęło się od nowa!

Odpowiedz

Łukasz Listopad 21, 2017 o 15:39

Kiedy przestałem się obawiać mówić po angielsku?
Szkoda, że tylko w 3-4 zdaniach, bo historia jest ciekawa 🙂

Pewnego dnia postanowiłem, że rzucam wszystko i wyjeżdżam do Hiszpanii, ale do regionu, gdzie praktycznie wszyscy mówią po angielsku. Po paru tygodniach poznałem tam przepiękną kobietę, która była w sumie pierwszą osobą w moim życiu, z którą rozmawiałem po angielsku o czymś więcej niż rezerwacja hotelu, lotu czy pytanie do sprzedawcy podczas zakupów. Moim śmieszno-wschodnim łamanym angielskim przegadałem z nią całą noc… i jeszcze kilka następnych miesięcy 🙂 Dziś jest moją narzeczoną, rozumiemy się prawie bez słów, ale praktycznie codziennie wypalam po angielsku coś, co rozbawia ją do łez 🙂
Nie bójmy się mówić po angielsku! To otwiera przed nami praktycznie cały świat i wiele wspaniałych chwil 🙂

Odpowiedz

Łukasz K. Listopad 21, 2017 o 15:40

Przestałem się bać mówić po angielsku, kiedy wyjechałem na work & travel. Managerowie postawili mnie na stawisku obsługi klienta w kasynie i uświadomiłem sobie, że albo będę się komunikował robiąc błędy, albo stracę prace. Kolejny krok – przestałem bać się rozmawiać przez telefon, kiedy poszukiwałem pracy roznosząc ulotki promujące moje usługi. Wiedziałem, że dostane zlecenie, tylko i wyłącznie jak się skutecznie dogadam przez telefon. Pierwszy raz spierałem się po angielsku ( emocje ), kiedy pracodawca postępował wbrew temu co zapisaliśmy w umowie, a mi zależało na moich prawach.

Odpowiedz

Piotr Listopad 21, 2017 o 15:42

Rozmowy z nauczycielką na lekcji, darmowy sposób na poprawę swojego angielskiego podczas takich rozmów.

Odpowiedz

Piotr Listopad 21, 2017 o 15:47

Rozmowa przez Skypa z osobą która zna angielski, a chce nauczyć się polskiego.

Odpowiedz

Jakub Listopad 21, 2017 o 15:49

Proste. Bilet w jedną stronę do Anglii, hotel wykupiony tylko na tydzień. Masz kilka dni żeby załatwić sobie pracę, mieszkanie, urzędy itp. Nie masz wyjścia musisz przestać się bać:)

Odpowiedz

Wiesława Listopad 21, 2017 o 16:01

Tak naprawdę nadal odczuwam lekki stresik, gdy rozmawiam z kimś po angielsku. Jednak odważyłam się mòwić, gdy zauważyłam, że inni często popełniają błędy gramatyczne i w wymowie i nie przejmują się tym. Spròbowałam i dogadałam się (na stacji benzynowej w Słowenii, gdy zgubiliśmy się) i to było moje małe zwycięstwo. Nadal pròbuję, choć okazji nie mam zbyt dużo.

Odpowiedz

Paulina Listopad 21, 2017 o 16:05

Zawsze miałam kompleks na punkcie mojego angielskiego.
Zapisałam się na korepetycje, na których moja nauczycielka kładła duży nacisk na mówienie. Nieraz powtarzała, że potrafię mówić i żebym mówiła więcej bez „ciągnięcia za język”, skoro mnie rozumie to znaczy, że jest OK. Wtedy nabrałam więcej pewności siebie i wydawało mi się, że już mogę mówić.
Wyjechałam za granicę i wtedy „czar prysł”. Nie spodziewałam się, że może mnie aż tak „zamurować”! Aż w końcu przestałam sie bać po „skoku na głęboką wodę”. Zaczęłam pracę, w której stale musiałam mówić po angielsku 😉
Wtedy okazało się, że całkiem sporo potrafię, a trzeba było tylko przełamać barierę rozmawiania z obcymi ludzmi. I oczywiście zaóważenia, że inni obcokrajowcy też nie są idealni, wszyscy się uczymy i nikt nie patrzy na ciebie jak na wariata 😉

Dzięki za Waszą rozmowę i pozdrawiam!

Odpowiedz

Piotr Listopad 21, 2017 o 16:12

Cześć!

Moja odpowiedź na pytanie konkursowe będzie troszkę dłuższa, ale wiąże się to z ciekawą (przynajmniej w mojej opinii) historią. Na początku może się wydawać, że jest to całkowicie niepowiązane z angielskim, ale jednak do tego zbiegnie 🙂 Dodam tylko, że bardzo bałem się mówić po angielsku, ale się to zmienia.

Wstęp: jestem studentem, młodym programistą. Na początku roku trafiłem na kanał Maćka Aniserowicza, który organizuje konkurs Daj się poznać, gdzie należy założyć bloga. Pomyślałem sobie wtedy, że to jest moja szansa na rozwój i wziąłem udział 🙂 W tym roku zrobiłem naprawdę wiele fajnych rzeczy.

Założyłem bloga, dotrwałem do końca konkursu. Poznałem wiele wspaniałych osób. To sprawiło, że zacząłem brać czynny udział w życiu społeczności IT.

Pod koniec wakacji zobaczyłem informację o dwóch konferencjach: Code4Life organizowana przez firmę Roche oraz Expert Summit. No to mówię idę! Wypełniam formularz rejestracyjny na tej pierwszej i jest miejsce na końcu tego formularza takie: „Hej, jeśli chcesz wystąpić z krótką, 10 min prezentacją na dowolny temat – daj znać!”. Pierwsza myśl – tak, chciałem wystąpić na konferencji jako prelegent i w końcu mam szansę, muszę spróbować! (Warto wspomnieć, że od dłuższego czasu czerpię inspirację do robienia różnych rzeczy właśnie od Maćka Aniserowicza, Mirka Burnejki, no i oczywiście od Ciebie Michale! :)) No tylko o czym tu powiedzieć… No może o tym, że bloguję, że daje mi to frajdę? No i napisałem to w tym formularzu rejestracyjnym i poszło. Gdzieś tam w głowie nie łudziłem się, że ktoś się odezwie i szczerze mówiąc o tym zapomniałem.

Pewnego dnia siedzę na zajęciach i dostaję telefon z firmy Roche – w skrócie: temat może być ciekawy, wyślij mi abstrakt Twojej prezentacji. Wow. Zamurowało mnie. Wróciłem do komputera i napisałem kilka punktów od ręki. Dostałem odpowiedź, że fajnie i że w przyszłym tygodniu zrobimy próbę prezentacji. No i padło pytanie: „A nie będzie problemu, że prezentacja będzie po angielsku?”.

No co tu dużo mówić – problem był. Ja z angielskiego korzystam na co dzień, głównie czytam po angielsku, ale żeby dzioba otworzyć, to nieeee… Z drugiej strony, jak powiem, że nie, po angielsku to nie, to przepadnie mi taka świetna okazja do zmierzenia się ze sobą na scenie i rozpoczęcia swojej prelegenckiej drogi. Mówię: „Nieeeeee, skąd. Nie będzie żadnego problemu.” Klamka zapadła. Nie można dać ciała teraz.

W weekend przygotowałem slajdy i napisałem sobie tekst, jaki chciałem wygłosić na prezentacji. Normalnie albo przygotowuję sobie punkty, albo same slajdy. Wtedy mówi mi się najluźniej, jednak tutaj postanowiłem sobie przygotować cały tekst i z nim trenować. Może nie na pamięć, ale żeby mieć dobrą podkładkę.

W głowie miałem jeszcze inne myśli, które pomogły mi się przełamać. Po pierwsze – co się najgorszego może stać? W najgorszym wypadku zatnę się i się skończy prezentacja. Wtedy będę miał sygnał, że stary, nie jest fajnie, tak nie może być i masz spiąć cztery litery. Druga sprawda – to co często powtarzają różni ludzie. Jesteśmy przeintelektualizowani. Na początku masz się SKOMUNIKOWAĆ, PRZEKAZAĆ INFORMACJĘ. Kali jeść, Kali pić. Ludzie naturalnie Ci chętnie pomogą, a nie wyszydzą. To jest tak jak się jedzie za granicę i stara się rozmawiać w ojczystym języku (no może poza Francją). Wtedy pojawia się na twarzy mieszkańca uśmiech i stara się Ci pomóc. To tak samo, jak jakiś obcokrajowiec stara się mówić po polsku. Czy mu nie pomagamy? To dodawało mi jakiejś takiej siły.

Powiedziałem prezentację w czasie rozmowy video. I o dziwo – poszło od strzału. Miałem zielone światło, by wystąpić na konferencji.

I przyszedł czas konferencji. Stoisz na scenie, nie widzisz nic poza pierwszym i drugim rzędem. I masz poprowadzić prezentację.

Moje pierwsze słowa: „Cześć, nazywam się Piotr i opowiem Wam krótką historię o moim miejscu w internecie, o moim blogu. Na początku przepraszam za mój angielski, wiecie, to moje pierwsze wystąpienie na tak dużej konferencji (250 osób) i dodatkowo po angielsku. Jestem mega zestresowany i podekscytowany, więc proszę wybaczcie mi.” I rozległy się brawa. Złapałem kontakt z publicznością. Poczułem, że jestem w stanie zamienić miejscami morze z górami. I poszło. Połamałem język jak tylko mogłem. Ale udało mi się! Na koniec jeszcze dostałem kilka pytań. Po prezentacji ludzie podchodzili, gratulowali, mówili, że fajna prezentacja, super, że się odważyłeś. Nawet teraz, jak to piszę, to mam łzy wzruszenia w oczach.

Po konferencji mała integracja. Wtedy miałem okazję porozmawiać z ludźmi ze Stanów, z Brazylii. Miałem w głowie jedno – przekazać komunikat. I starałem się robić, jak tylko to umiałem.

Zauważyłem, że każde takie przełamanie się otwiera mi drogę do robienia innych fajnych rzeczy. Dzięki temu też zacząłem nagrywać vloga i bardzo prawdopodobne, że w przyszłym roku zorganizuję swoją konferencję 🙂 Tutaj znajduje się obszerniejsza relacja moich przeżyć związanych z tym wystąpieniem: http://codingtime.pl/2017/11/13/code4life-2017-podsumowanie-konferencji/

To pomogło mi się przełamać, jeśli chodzi o język angielski 🙂

Michale – dziękuję za to co robisz i ile pasji, wiedzy i pracy w to wkładasz. Dajesz mi dużo inspiracji i motywacji do działania. Trzymaj tak dalej i mam nadzieję do zobaczenia gdzieś, kiedyś 🙂

Arleno – Ciebie również obserwowałem i z wielką przyjemnością oglądałem Twoje filmy. Niestety z braku czasu coraz mniej oglądam „jutubów” i troszkę o Tobie zapomniałem – mam nadzieję, że mi to wybaczysz. Obiecuję się poprawić! 🙂

Jeżeli uznasz, że mój komentarz jest wart Twojej książki – to będę naprawdę przeszczęśliwy! 🙂 Ale z drugiej strony i to jest chyba większa wartość dla mnie – mogłem podzielić się swoim doświadczeniem i może zmotywować kogoś do działania 🙂 Pozdrawiam Cię serdecznie i także mam nadzieję do zobaczenia, gdzieś, kiedyś! 🙂

Odpowiedz

Anka Listopad 21, 2017 o 16:13

Choć nadal nie mam pełnej swobody w posługiwaniu się językiem angielskim, to takim kamieniem milowym w wykorzystywaniu go w mowie był moment, gdy uświadomiłam sobie… że rozmówca próbuje się ze mną porozumieć, a nie czyha aż popełnię jakiś błąd. Świadomość, ze to nie mój rodzimy język (a nawet i z tym miewamy problemy), że to źródło komunikacji międzyludzkiej i nie powinno być ono ograniczane żadnymi barierami. Potem okazało się, ze żaden rozmówca nie szydzi, że powiedziałam coś źle, tylko próbuje pomóc i naprowadzić… i po co był ten stres… :)))

Odpowiedz

Mariusz Listopad 21, 2017 o 16:15

Przymus

Odpowiedz

Piotr Listopad 21, 2017 o 16:21

Witam
Przestałem się bać mówić po angielsku po kilku rozmowa z native speaker podczas kursu angielskiego. Teraz mówię, nawet popełniam wiele błędów, ale mogę się komunikować.
pozdrawiam

Odpowiedz

Izabela Listopad 21, 2017 o 16:23

Od dziecka miałam spore problemy z zawieraniem głosu, w szczególności w kompletnie nowym towarzystwie i o ile przez lata w języku polskim miałam wystarczająco czasu i okazji żeby to wytrenować, o tyle z językiem angielskim już nie było tak łatwo.

Przede wszystkim zanim faktycznie otworzyłam się na mówienie, na używanie tego języka spotykałam często obcokrajowców, którym chętnie pomagałam w odnajdywaniu drogi. Pewnego dnia zdarzyło mi się spotkać Hiszpana, który szukał miejsca w akademiku, ale niestety panie w administracji kompletnie go nie rozumiały. Widząc, że przechodzę, poprosiły o pomoc. Był to moment kiedy miałam chwile przerwy od używania angielskiego i bez używania słownika w telefonie byłoby ciężko. Jednak jak się okazało, kolega również miał spore problemy w mówieniu po angielsku. Więc wyglądało to mniej więcej tak, że oboje staliśmy i próbowaliśmy rozmawiać z telefonami w reku ze słownikiem hiszpańsko-angielskim. Skończyło się na tym, że po dwóch godzinach pomocy w szukaniu mieszania udało się rozwiązać problem.

Co mnie najbardziej otworzyło na mówienie? Myślę, że przede wszystkim ta świadomość, że druga osoba również nie mówi najlepiej, ale się kompletnie tym nie przejmuje, ponadto uświadomiłam sobie, że język to tylko droga komunikacji i gdyby nie chęć rozmowy, choć kulawej, ale wciąż rozmowy, to bym nigdy nie dowiedziała się, że spotkałam nauczyciela tańca, który później w ramach odwdzięczyn udzielił mi darmowej lekcji tańca 🙂 Również uświadomiłam sobie jak bardzo obcokrajowcy są otwarci i serdeczni

Odpowiedz

Oliwia Listopad 21, 2017 o 16:24

Jak przestałam bać się mówić po angielsku? Przypadkiem! Gotowałam obiad we wspólnej kuchni w akademiku i podeszły do mnie trzy dziewczyny z Erasmusa z pytaniem czy pomogę im zrobić niespodziankę urodzinową dla ich przyjaciółki. Nie używałam angielskiego już 6 lat z przeświadczenia, że wiele lat nauki nic nie dało i nie potrafię się nim posługiwać i musiało być po mnie widać, że niebardzo wiem co odpowiedzieć, a bardzo chciałam dziewczynom pomóc, bo pomysł miały świetny (poprosiły tyle osob ile dziewczyna miała lat, żeby po półocy przynosiły po jednej róży, które one wcześniej kupiły) i padło pytanie: „Do you speak english?” i wtedy powiedziałam łamiącym się głosem „No, I don’t speak english but I understand and I will help you”. Wtedy one się roześmiały, że my Polacy jesteśmy nieśmiali i zawsze mówimy, że nie znamy angielskiego, a jak przyjdzie co do czego to nie mamy problemów z komunikacją 😀 i to był przełomowy moment kiedy dotarło do mnie, że jak chcę to potrafię i wróciłam do nauki tego wspaniałego języka 😀

Odpowiedz

Justyna Listopad 21, 2017 o 16:26

Przestałam się bać mówić po angielsku kiedy na początku gimnazjum pojechałam do Londynu. Wyjazd ten pokazał mi różnorodność kultur i potęgę znajomości języka. Pomimo nie władania nim sprawnie byłam, np. w stanie kupić specjalne bilety miejskie dla dzieci w różnych grupach wiekowych. Doświadczenie to pokazało mi, że tylko ode mnie zależy czy w przyszłości będę ograniczona w komunikacji z innymi narodowościami, a zwiększenie słownictwa, płynności i poprawności otworzy mi „drzwi”.

Odpowiedz

Filip Listopad 21, 2017 o 16:29

Przestałem się bać mówić po angielsku już w czasie liceum, kiedy do mojego najlepszego przyjaciela przyjechał jego ówczesny chłopak z Niemiec (poznali się na jednej z wymian uczniowskich), a był on w połowie Niemcem i Koreańczykiem, więc śmigał płynnie w 3 językach (od dziecka uczył się angielskiego). Mój przyjaciel, jako że był totalnym ekstrawertykiem z charakteru to nigdy nie miał problemu z porozumiewaniem się i pewnie, gdyby była potrzeba to i w jidysz by się dogadał. Kiedy pierwszy raz spotkałem się z jego chłopakiem to byłem totalnie sparaliżowany i nie wiedziałem jak skleić zdanie. Odpowiadałem tylko: Yessss, yyyyy Nooooo (a dodam, że byłem średnio zaawansowany jak każdy Polak), więc w końcu i on się załamał, i nie miał ochoty mnie dłużej o nic pytać. Mój przyjaciel obmyślił, więc sprytny plan. Na ten przypadek mógł podziałać tylko alkohol. Spotkaliśmy się na drugi dzień i zaczęliśmy pić, i miałem wrażenie, że z każdym kieliszkiem rozumiemy się coraz lepiej, aż w końcu czułem, że dogadujemy się płynnie w czterech językach. Po tym spotkaniu nabrałem więcej śmiałości i rozmawiałem z nim dużo częściej już bez pomocy alkoholu. Dzięki tamtej sytuacji, dziś nie mam problemu żeby chociażby spróbować się z kimś dogadać po angielsku.

Odpowiedz

Sylwia Listopad 21, 2017 o 16:48

Świetny podcast 🙂 Dużo ciekawych informacji, świetna pozytywna energia 😀
Dziękuję

Odpowiedz

Michał Listopad 21, 2017 o 16:50

Ja przestałem się bać mówić po angielsku, kiedy byłem zauroczony Irlandkami w Irish Pubach w co. Clare. Wtedy nie zastanawiałem się czy potrafię mówić czy nie, czy inna osoba mnie zrozumie. Zauroczenie, irlandzka otwartość i atmosfera w pubach pomogły mi pokonać lęk.

Odpowiedz

Tobiasz Listopad 21, 2017 o 16:51

Siemka,
przestałem się bać mówić po angielsku albo inaczej przestałem zastanawiać się co myśli inna osoba na temat mojego angielskiego, kiedy nauczycielka na studiach spytała mnie czy byłem może na erasmusie (nie byłem). Dopytując dlaczego pyta, odpowiedziała, że m. in. nie jestem wycofany w rozmowie i nie boję się popełniać błędów. Dzięki temu uświadomiła mi, że mimo skromnego „banku słów” i olewania gramatyki podczas mówienia, da się mnie słuchać i ktoś ten mój angielski mówiony jest w stanie skomplementować, a jeżeli jest chociaż jedna taka osoba i nie jest to mama to myślących inaczej ma po prostu w dupie.

Odpowiedz

Ada Listopad 21, 2017 o 16:53

Nie potrafię mówić po angielsku, dopiero zaczęłam się uczyć i mam nadzieję, że wkrótce się nauczę przede wszystkim rozumieć a potem mówić. Twoja książka napewno mnie do tego zmotywuje:)

Odpowiedz

Tomasz Listopad 21, 2017 o 16:58

Chociaż znałem angielski na średnim poziomie to do niedawna bałem się mówić po angielsku.

Przestałem się bać, kiedy pojechałem do Anglii na kilka tygodni i musiałem założyć konto w banku. Stojąc w kolejce miałem wątpliwości czy jestem w stanie to zrobić, jednak skonfrontowanie się z obowiązkiem przedstawienia swoich potrzeb, a następnie pozytywne zakończenie sprawiło, że nigdy później nie miałem już problemu rozmawiać.
Od tamtej pory zdarza mi się zaczepiać obcokrajowców na ulicy, żeby zwyczajnie z nimi porozmawiać i praktykować język.

Odpowiedz

Kat Nems Listopad 21, 2017 o 17:01

Wakacyjna praca w Anglii, poznałam kolegę- Anglika 😉
Później poszło już szybko, język sam sie rozwiązał (nie tylko w przenośni)
Dziś mamy czteroletnią córkę i popijamy wspólnie angielską herbatę o każdej piątej szczęśliwej godzinie.

Odpowiedz

Olek Listopad 21, 2017 o 17:04

Około pół roku temu wpadłem na wspaniały pomysł by wyruszyć do londynu. Pewny swego, że z telefonem poradzę sobie ze wszystkimi trudnościami, wpadłem w kłopot gdy nie mogłem odnaleźć stacji z której mam odjechać. Czasu brakowało bo odjazd niedługo więc przełamałem się i odezwałem się do anglika hi, where is a victoria station ? Od tego czasu uświadomiłem sobie, że taka rozmowa nie jest taka straszna.

Odpowiedz

Oliwia Listopad 21, 2017 o 17:08

Przestałam się bać mówić po angielsku podczas wymiany mlodzieżowej w gimnazjum. Pojechałam wtedy po raz pierwszy za granicę, do obcej rodziny i szkoły. Przez to musiałam zacząć mówić żeby móc dogadać się z tamtą rodziną i nauczycielami. Zawsze miałam problem z mówieniem po angielsku, bo bałam się popełniać błędy. Od tamtej pory nie boję się ich popełniać i bardzo polubiłam poznawać i rozmawiać z obcokrajowcami 😀

Odpowiedz

Bartek Listopad 21, 2017 o 17:12

Jak przestałem się bać mówić po angielsku?

Swoją przygodę rozpocząłem w przedszkolu. Każdy wie jak wygląda angielski w szkołach, więc ze szkoły nie nauczyłem sie za wiele. Zacząłem uczyć się na własną rękę i jakoś stało się tak, że GRAMĘ ogarniam na przyzwoitym poziomie. Bać się przestałem dzięki udzielaniu korepetycji. I już nie mam z tym problemu. Mogę się nawet pochwalić, że podczas spotkania autorskiego z Reginą Brett pomoc tłumacza nie była mi potrzbena. No i oczywiście niezawodna 6, czyli: Phoebe, Joey, Ross, Monica, Chandler i Rachel, którzy też przełamali moją barierę 🙂

Odpowiedz

Rafał Listopad 21, 2017 o 17:14

Z odpowiedzią na pytanie jest związana pewna historia mojego życia, streszczając:
Mamy lata 1999-2003 -> każda lekcja j. angielskiego w liceum to prawie ból brzucha, lęki w nocy przed dniem kiedy miały odbyć się lekcje angielskiego, etc., staram się ale nauka j. angielskiego idzie mi jak krew z nosa…
Jest rok 2003 – matura – ocena z egz. ustnego z j. angielskiego = 2 (wstyd się przyznać :)).
Rok 2003, październik – wyjeżdżam z małego miasta do Krakowa na studia i postanawiam, że nauczę się j. angielskiego, mimo że wiem, że to moja pięta Achillesowa.
Mamy rok 2004 – widzę pierwsze postępy – uczę się sam, ale mówić nie chcę, wstydzę się, boję się.
Rok 2005 – w ciemno jadę do Anglii w czasie wakacji z celem znalezienia pracy i to jest przełom!!! – znajduję pracę w hotelu i chcąc nie chcąc – muszę i zaczynam mówić po angielsku – zaczynam od prostych zwrotów i kilku słów, ale z dnia na dzień widziałem postępy – trzeba było się przełamać i po prostu zacząć mówić. Gramatyka przyszła sama, to było niesamowite jak zorientowałem się że nieświadomie używam np. trybów warunkowych lub mowy zależnej.
Mamy rok 2006 – powtórka z roku 2005, pracy nie muszę już szukać w UK bo sami mnie chcieli 🙂 i wcześniej się skontaktowali – wracam do tego samego hotelu ale już na lepsze stanowisko 🙂 – ciągła praktyka i uświadomienie sobie, że jak zacząłem mówic to po prostu mówię.
Rok 2007, czerwiec – egzamin na studiach z j. angielskiego to formalność – część ustna to miła rozmowa z lektorem i ocena bardzo dobra 🙂
Rok 2007, wrzesień – uwaga…, dostaję się na roczne Stypendium Rządu Szkockiego i mogę za darmo studiować po angielsku w Szkocji.
Rok 2008 – kończę studia po angielsku, powtarzam PO ANGIELSKU z tytułem inżyniera (uczelnia zaliczyła mi lata studiowania w Polsce) na uczelni w UK. Mam dyplom jak każdy student, który musiał studiować w UK min. 4 lata :)))
Tylko wspomnę, że jestem przekonany, że studia w UK ukierunkowały i bardzo wpłynęły na sytuację w której obecnie się znajduję, a napradę nie mogę na nią narzekać :))))
Reasumując, gdyby ktoś mi powiedział np. w 2003 roku, że będę spokojnie się komunikował po angielsku – w życiu bym w to nie uwierzył, jednak samozaparcie, chęci i praca oraz dążenie do celu, sprawiły że osiągnąłem coś o czym marzyłem. Choć wciąż pracuję nad j. angielskim, to od wielu lat sprawia mi to mega radość i przyjemność.
Życzę takich historii z happy endem każdemu 🙂

Odpowiedz

Leszek Listopad 21, 2017 o 17:14

Witam.
Nie mogę odpowiedzieć na pytanie Pani Arleny, ponieważ musiałbym skłamać.
Prawda jest taka, że nie przestałem bać się mówić po angielsku. Powstała blokada wynikająca z tego, że boję się rozmowy, gdyż nie potrafię zrozumieć języka mówionego i nie potrafię z nią sobie poradzić.
Pozdrawiam serdecznie.

Odpowiedz

Beata Listopad 21, 2017 o 17:15

Cześć,
Trafiłam na świetną nauczycielkę w liceum, która wprost powiedziała mi”Wiem, że się wstydzisz ale musisz obalić tę ścianę”, zadawała pytania na które ja skupiałam się żeby trafnie odpowiedzieć-hobby, ciekawy temat, często opinie na filmiki które pokazywała pod koniec lekcji. W jakimś stopniu boję rozmawiać się z kimś kogo akcent angielski nie jest dla mnie zrozumiały i mam obawy że mogę czegoś nie zrozumieć.

Odpowiedz

Milena Listopad 21, 2017 o 17:15

Przestałam bać się mówić po angielsku, gdy po raz pierwszy w życiu stać mnie było na to, aby zapisać się na lekcje prywatne. Miałam tam zajęcia z Native Speaker’em, który, jak się okazało był w stanie mnie zrozumieć mimo małej znajomości gramatyki. To mnie strasznie uskrzydliło! okazało się, że mój angielski można zastosować w praktyce! Wow!
A Pani Arlenie należą się wielkie słowa uznania za to, co robi, jest wielka! po prostu sztosik! 😀

Odpowiedz

Patrycja Listopad 21, 2017 o 17:23

Moja droga do pokonania strachu przed mówieniem w języku angielskim nie należała do najłatwiejszych. Brakowało mi słów, Present Continuous mieszał się z Present Simple albo też zżerał mnie stres przed popełnieniem językowej „gafy”, o którą przecież w angielskim nietrudno. Publiczne wystąpienia zamieniały się w istny koszmar, podczas którego z ledwością wydobywałam z siebie słowa – spotkania z obcokrajowcami zaś, zamiast wzbogacać moje bogactwo językowe, pozostawiały po sobie jedynie wstyd, gdyż zazwyczaj bałam się choćby otworzyć ust, nie mówiąc już nawet o wyartykułowaniu krótkiego zdania. Dlatego też zapisanie się na lekcje angielskiego z rodowitym Irlandczykiem było w tym wypadkiem gwałtownym wyjściem poza bezpieczną strefę komfortu. Mój nauczyciel bowiem, jak to z native speakerami czasem bywa, nie mówił ani słowa po polsku! Oczywiście nie obyło się bez ciężkiej pracy i niemałego stresu – lecz po kilkunastu próbach udało mi się pokonać strach przed mówieniem w obcym języku.

Odpowiedz

Sławek Listopad 21, 2017 o 17:24

Przestałem się bać rozmowy po angielsku w momencie gdy spojrzałem na to że wyjazd do Ameryki na studia nie jest wcale taki niemożliwy, pierwsze co zrobiłem to zainstalowałem aplikację, poznałem Amerykanina z którym rozmawiałem codziennie wieczorem w ramach nauki. 😉

Odpowiedz

Justyna Listopad 21, 2017 o 17:25

Cześć Wszystkim,

Przestałam siębać mówić po angielsku 3 miesiace temu, gdy zaczełam nową pracę. Już w pierwszym tygodniu przyjechał zagraniczny Klient i chciał poznać cały zespół. Mój zespół oraz pracodawny stworzyli mi konfortową sytuację w, której nie czułam się skrępowana popełniać błędów oraz braku dobrej znajomości języka. Przez to zachęcili mi do nauki i wspierają w dalszym rozwoju. Najważniejsze to dobrzy ludzie wokół, motywacja oraz konieczność jego stosowania ( w moim przypadku zawodowa).

Odwagi wszystkim życzę – warto! 🙂

Odpowiedz

Jan Listopad 21, 2017 o 17:26

Hej, przestałem się bać kiedy dostałem prace w firmie anglojęzycznej, udało mi się przejść rozmowę kwalifikacyjną (stwierdziłem, raz się żyje – najwyżej wybiorą kogoś innego) ta praca zmieniła moje życie, pozwoliła się otworzyć do świata, cała korespondencja jest w języku angielskim wiec bardzo szybko się uczę mówić, pisać i myśleć. Super sprawa, dzięki 🙂

Odpowiedz

Patryk Listopad 21, 2017 o 17:33

Nigdy za specjalnie nie przepadałem za językiem angielski, co więcej zawsze miałem dość spory kłopot z jego nauka (trafiałem na złych nauczycieli), na szczęście wszystkie jej podstawowe etapy mam już za sobą łącznie ze zdaną matura na ok 30%. Sytuacja zmieniła sie po wyjeździe do UK gdzie chcąc nie chcąc musiałem sie dogadywać z ludźmi w pracy, na początku pojedyncze słowa, później niezbyt składne zdania aż w końcu udało mi sie „po swojemu” porozumiewać. Niestety po powrocie mój angielski został na takim samym poziomie, brak odpowiedniego narzędzia nie składnia do dalszej nauki dla tego książka pani Arlety była by świetnym prezentem oraz noworoczną motywacja do nauki poprawnej gramatyki 🙂

Odpowiedz

Kamil Listopad 21, 2017 o 17:40

…bo dotarlo do mnie ze nie jestem anglikiem czy amerykaninem i nigdy nie bede mowil biegle po angielsku i jedyna osoba ktora wymagala tego ode mnie bylem ja sam, zamiast sie przejmowac czy poprawnie cos powiedzialem zaczalem myslec nad trescia tego co chcialem powiedziec i czy sie dogadalem i…nagle kiedy przestajesz myslec czy dobrze cos wymawiasz,zaczynasz coraz lepiej i pewniej mowic..

Odpowiedz

Paulina Listopad 21, 2017 o 17:40

Podczas tegorocznego lata miałam przyjemność spędzać wakacje w USA, chcąc więc wykorzystać je jak najprzyjemniej zależało mi na poznaniu nowych znajomych, z którymi będę mogła na co dzień się spotykać. Zaczęłam nawiązywać kontakty i wspólnie z nowymi znajomymi spędzaliśmy czas na fajnej zabawie, a częste rozmowy spowodowały, że przestałam myśleć, JAK coś powiedzieć, a po prostu to MÓWIŁAM. Strach zniknął, a zyskałam znajomych, mieszkających w innych częściach świata (dla niektórych z Nich angielski też jest drugim językiem) – Wspaniałe uczucie!! 🙂

Odpowiedz

Magda Listopad 21, 2017 o 17:41

Przestałam bać się mówić po angielsku, gdy usłyszałam jak mówi po angielsku dyrektor jednej z polskich firm. Z pochodzenia jest on Rosjanie, ale w Polsce mieszka już od 20 lat. Rozmawiając ze swoimi anglojęzycznych kontrahentami posługuje się mieszanką polsko- rosyjsko- angielską, i wszyscy go rozumieją 🙂 więc czemu mjie nie mieliby zrozumieć? Czasem musze się napocić żeby dosłownie narysować lub opowiedzieć o co mi chodzi, ale wtedy przypominam sobie zwroty dyrektora, typu: „eta situłejszyn is not, jakby to powiedzieć, good” 😀

Odpowiedz

Karolina Listopad 21, 2017 o 17:42

Cześć! Przede wszystkim świetny podcast! Bardzo dobrze się Was słuchało 🙂
Przestałam bać się mówić po angielsku stosunkowo niedawno, w mojej obecnej pracy. Jestem sprzedawcą w drogerii oferującej polskie kosmetyki i bardzo często odwiedzają nas Azjaci, zwłaszcza Koreańczycy. Zauważyłam, że te osoby mają pewnego rodzaju luz, swobodę mówienia po angielsku, co mnie zaskoczyło, bo przecież jest to dla nich język zupełnie „z d*py” (mam tu na myśli rodziny językowe) i podczas rozmowy wielokrotnie popełniają błędy, które jestem w stanie wyłapać, a mój angielski odbiega od ideału. Dzięki nim nabrałam pewności siebie i zrozumiałam, że nic się nie stanie, gdy pomylę past simple z present perfect, albo dam sobie czas mówiąc „let me think”, wspomogę się gestami, czy w ostateczności translatorem. Od tego czasu żyje mi się zdecydowanie lepiej i zamiast w obawie zerkać czy zmierzają w moją stronę obcokrajowcy, cieszę się na ich widok, bo wiem, że to wspaniała okazja na poprawę moich umiejętności. Pozdrawiam 🙂

Odpowiedz

Patryk Listopad 21, 2017 o 17:42

Dlaczego przestałem bać się mówić po angielsku? Na pewno udało mi się to osiągnąć dzięki oglądaniu wielu kanałów na YouTubie między innymi kanału „Po Cudzemu” Arleny Witt 😀, ale także „Study English Online”, „Rock Your English” oraz „Kazik.TV”. Wszystkie te kanały pokazały mi, że angielski to nie jest studnia bez dna, ani żadna czarna dziura, tylko zwykły język, może nie aż taki prosty, którego można się nauczyć i nie należy poddawać się przy pierwszym, trudniejszym zagadnieniu. Dzięki Arlenie Witt przywiązuję większą wagę do wymowy, dlatego przy poznawaniu nowych słów zapisuję ich transkrypcję fonetyczną. Również od Niej, ale i innych kanałów: „Study English Online” oraz „Rock Your English” dowiedziałem się, że gramatyka angielska to nie „drama” :DD, co spowodowało, że nie boję się już używać trudnych konstrukcji gramatycznych w mowie, ponieważ wiem, jaką i kiedy stosować. Kanał „Kazik.TV” pokazał mi wiele wskazówek dotyczących rozwiązywania zadań, na co należy zwracać uwagę, a co można kompletnie olać xD. Niestety mój nauczyciel angielskiego nie jest najlepszy i rzadko kiedy pytam go o jakiekolwiek zagadnienie z języka angielskiego, ale cieszę się, że mogę zapytać się którąś z tych osób i każda z chęcią mi odpowie! Mam wrażenie, że przestałem się bać mówić po angielsku również dzięki oglądaniu wielu anglojęzycznych seriali takich jak „Friends”, dzięki regularnemu słuchaniu akcentu angielskiego mój strach przed mówieniem po angielsku również się zmniejszył.
Pozdrawiam :D!

Odpowiedz

Marcin Juszczyk Listopad 21, 2017 o 17:50

Witam wszystkich, u mnie przełamanie strachu nastąpiło po roku czasu pracy w angielskiej fabryce z samymi Polakami, wyjeżdżając z Polski, zaraz po pierwszym roku studiów, angielskiego ni w ząb, matura z Niemca a na świadectwie maturalnym dwója z angola, jednym słowem ostro jadę pracować do UK a z angielskiego zielony… Fabryka ogłosiła upadłość trzeba było szukać pracy i udało się trafić do następnej małej fabryki gdzie przez pierwsze kilka miesięcy pracowali tylko Anglicy więc byłem skazany na kaleczenie angielskiego, po kilku dniach strach miną a to tylko dlatego że im bardziej próbowałem gadać poprawnie gramatycznie tym mniej oni mnie rozumieli 😉 Po czym zacząłem gadać tak jak tylko myślałem i w ten sposób strach przed jakimiś błędami przestał mieć znaczenie 😀
Pozdrawiam serdecznie!

Odpowiedz

Darek Listopad 21, 2017 o 17:58

Nigdy jakos nie obawialem sie mowic, wiekszy dyskomfort czuje kiedy nie jestem pewien czy dobrze rozumiem. A juz absolutnie wyleczyl mnie z obaw kolega, ktory zapytany po angielsku o drogę, nie mógł przypomniec sobie jak powiedziec „nastepna brama” wiec poprostu bez żenady odpowiedzial „next bram”…😀

Odpowiedz

Konrad Listopad 21, 2017 o 18:07

Ochota na słodycze. Mając 13 lat pierwszy raz leciałem samolotem. Widząc, że stewardessa rozdaje ciasteczka chętnie je wziąłem i zjadłem. Okazały się przepyszne, więc aby dostać więcej musiałem pójść do stewardessy i ją poprosić o kolejne. Oczywiście to nie były polskie linie lotnicze, więc musiałem się wykazać angielskim. To były moje pierwsze wojaże z językiem angielskim. Nie wiem czy mój angielski był dobry, ale ciasteczka dostałem. 😀

Odpowiedz

Ania Listopad 21, 2017 o 18:09

Moj angielski nigdy nie byl rewelacyjny (brak zdolnego nauczania tegoz tez przedmiotu w liceum), a poza tym zawsze wolalam francuski dlatego tez jakiekolwiek proby rozmowy w tym jezyku byly bardzo stresujace. Wszystko to jednak zmienilo sie, kiedy bylam zdana na sama siebie po przyjezdzie do Anglii 13 lat temu i bylam zmuszona podzwonic po ludziach i zorganizowac sobie jakies lokum. Nie dosc, ze moj angielski byl bardzo slaby, to jeszcze rozmowa przez telefon, nie ulatwiala zrozumienia co sie do mnie mowi 🙂
Po 13 latach to wszystko sie bardzo zmienilo az ten kraj stal sie moim drugim domem. Bardzo chetnie przeczytalabym ksiazke Arleny zeby doszlifowac moja wiedze i stac sie jeszcze lepsza we wladaniu tym jezykiem. Dzieki Arlena, ze zaczelas pokazywac wszystkim, ze nie ma sie czego bac i nauka angielskiego tez moze byc zabawa. Szkoda, ze nie znalazlam Cie 13 lat temu, iz moje zycie byloby moze troche latwiejsze tutaj w Anglii. Pozdrowienia dla Was obydwoje – Arlena i Michal x

Odpowiedz

Agnieszka Listopad 21, 2017 o 18:10

Kiedyś wracałam z koleżanką która zawsze była dobra uczennica ( w przeciwienstwie do mnie) … Zatrzymał nas jakiś turysta bo nie mogł znaleść drogi. Moja koleżanka wycofała się w tył od razu jak on zaczoł mówić po angielku i spojrzała na mnie ze strachem. Jako że mam problem z mówieniem ‚ nie’ to wytłumaczyłam mu gdzie i jaki autobus powienien wziąć – w końcu krótki epizod cartoon network z dziecinstwa sie przydał. Oczywiscie to mi dało +100 do pewności siebie w końcu to ja zawsze byłam w tej gorszej grupie angeilskiego…

Odpowiedz

Adam Listopad 21, 2017 o 18:11

Mój przełomowy moment w życiu w którym zacząłem posługiwać się odważniej w języku angielskim nastąpił dokładnie trzy lata temu kiedy zacząłem uczęszczać do szkoły językowej i mimo że chodziłem tam przez jakieś 3 miesiące to poczułem w sobie coś, że ja jednak cos umiem i jednak znam jakieś tam słownictwo którym mógłbym się posługiwać na poziomie komunikatywnym. Pamiętam ten moment bo wtedy poczułem się odrobinę szczęśliwszy, aż do tego momentu kiedy uczę się angielskiego w każdy możliwy sposób 🙂 pozdrawiam, mega wywiad, dzięki za niego 😀

Odpowiedz

Paweł Listopad 21, 2017 o 18:19

Przełamanie oporu z językiem angielskim nie nastąpiło u mnie na skutek jakiegoś szczególnego wydarzenia, a raczej w następstwie pewnych przemyśleń i znalezienia silnej motywacji, a mianowicie wizja dzidzi i mojego ojcostwa. Wprawdzie ojcem jeszcze nie jestem, ale jak wielu, kiedyś, być może za rok, dwa lub pięć, chciałbym nim zostać. I jeśli już miałbym zostać tatą, to chciałbym dać z siebie milion procent zaangażowania, aby ten okres pierwszych kilku lat był dla dziecka jak najlepszy w rozwoju pod każdym możliwym względem.
Jednym z takich względów stała się kwestia wychowywania dwujęzycznego, które idealnie wpisuje się w moją wizję ojcostwa. Byłoby wspaniale nauczyć dziecko od małego posługiwać się dwoma językami. Myślę że to wspaniały prezent, jaki można dać małemu obywatelowi na start. Jednak mój problem był taki, że nie czułem się na tyle pewny swojego angielskiego, aby móc w przyszłości taką inicjatywę podjąć. Zatrudnienie niani z językiem angielskim, która spędziłaby pierwsze kilka lat z dzieckiem zjadłoby połowę mojej pensji, a rozesłanie ogłoszenia matrymonialnego o treści: „Szukam partnerki życiowej z dobrym angielskim” to też niezbyt dobry pomysł.
W następstwie tych przemyśleń wszystkie moje bariery psychiczne po prostu pękły. Dziś już nie odpuszczę okazji, by porozmawiać po angielsku a to dlatego, że ciągle przyświeca mi ten cel a każdą taką rozmowę traktuję jako doskonalenie swojego warsztatu, a więc jako jeden krok bliżej do celu. Również oglądając filmy, robię pauzy, wcielam się w postaci i staram się aktywnie uczestniczyć w dialogach, by liczbę tych „okazji do rozmowy” zwielokrotnić.
Mam nadzieję, że za rok, czy dwa, będę czuł się gotowy, by móc taką inicjatywę dwujęzycznego wychowania w przyszłości podjąć samodzielnie i że kiedyś pierwszym (albo drugim) słowem mojego dziecka będzie DADDY 🙂

Odpowiedz

One_of_many Listopad 21, 2017 o 18:19

I literally remember when I was watching a movie Rocky III (I mean the famous Balboa) and of course I remember the golden quote by Apollo Creed ,,There is no tomorrow”. This situation had a huge impact on my life and I just decided to making everything now instead tomorrow, the same was with language. I didn’t care about the result by the other side and I was doing that, just doing that and still I’m doing that. That’s my history, maybe not too impresive but truly and even if I’m aware that I do a lot of mistakes this fact will not stop me. The most funny is situation I’m the first one right here who actually writes in English or one of few ^^ I wish You all the best! For Everyone!

Odpowiedz

Mateusz Listopad 21, 2017 o 18:28

Co sprawia że przestaje bać mówić się po angielsku?

Praca. Na co dzień jestem strażakiem w jednej z zawodowych jednostek ratowniczo-gaśniczych w Warszawie. To właśnie w czasie udziału w akcjach niejednokrotnie stykaliśmy się z poszkodowanymi, z którymi zarówno my jak i oni sami możemy skomunikować się tylko w języku angielskim.
Zapytać, co się dokładnie wydarzyło? Gdzie dokładnie czuje ból? Wytłumaczyć jakie czynności będziemy wykonywać w dalszej kolejności. To bardzo pomaga – słowo. Bez możliwości dobrego skomunikowania się z człowiekiem w sytuacji stresowej zwiększamy ryzyko zarówno dla nas samych, czyli ratowników, jak i osoby poszkodowanej.
To właśnie dzięki znajomości języka angielskiego jesteśmy w stanie uspokoić taką osobę i powiedzieć że będzie dobrze. Dlatego nigdy nie lekceważę nauki języka – zwłaszcza angielskiego.

Odpowiedz

Dominika Listopad 21, 2017 o 18:30

Kiedyś nienawidziłam tego uczucia, kiedy chciałam coś powiedzieć na lekcji angielskiego, ale w głowie pojawiały się myśli, które skutecznie mnie uspokajały. „Jakiego tu użyć czasu? A jeżeli się pomylę? Jeszcze mnie zacznie pani odpytywać? Tylko się wygłupię przed całą klasą. A i jeszcze może jakąś ocenę za to postawi. Lepiej się nie wychylać.” I tak przez trzy lata gimnazjum. A później miałam okazję wyjechać na program Euroweek. Poznałam mnóstwo osób z całego świata, którzy różnie mówili po angielsku. Ale to był przełomowy moment. Zobaczyłam, że nie ma się czego bać, że z mówienia można czerpać przyjemność. Świetne było to, że byli to ludzie w moim wieku, niekiedy lekko starsi. Świadomość tego, że nie będę oceniana i tego, że moi rozmówcy wcale nie zwracają uwagi na moje lekkie potknięcia, była zbawienna. Dlatego teraz w liceum, lekcji języka angielskiego nie traktuję jako kolejnego przedmiotu, który muszę zaliczyć, z którego muszę napisać sprawdzian. Są to lekcje, na których uczę się naprawdę przydatnej umiejętności życiowej.

Odpowiedz

Ewelina Listopad 21, 2017 o 18:31

Moja pierwsza praca, firma produkcyjna, branża, o której jeszcze mało wiedziałam…. i w końcu moje pierwsze spotkanie z Klientem(Brytyjczycy). Zrozumieliśmy się bez problemu. Po tym spotkaniu było już z górki.

Odpowiedz

Michalina Listopad 21, 2017 o 18:37

Postanowiłam rzucić się na głęboką wodę. Podjęłam decyzję o wyjeździe za granicę na wymianę studencką z programu Erasmus. Pomyślałam, że skoro nie jestem w stanie przełamać swojej bariery w Polsce, muszę zmienić otoczenie. Problem znikną już w pierwszy dzień, kiedy moja 30 kilogramowa walizka i ja, zgubiłyśmy się w obcym kraju 🙂

Pozdrawiam wszystkich odważnych ludzi! Nie bójmy się podejmować decyzji i stawiać sobie wyzwań 🙂

Odpowiedz

Agnieszka Listopad 21, 2017 o 18:38

Kiedy przestałam się bać mówić po angielsku? Kiedy jako szesnastolatka pojechałam z chórem, w którym śpiewałam, do miasta partnerskiego na Węgrzech. Tam organizatorzy zrobili nam imprezę integracyjną z członkami lokalnej orkiestry. Wszyscy byliśmy w podobnym wieku, więc nie było bariery wiekowej, a jedynie językowa. A ponieważ bardzo chcieliśmy się zaprzyjaźnić (Polak – Węgier dwa bratanki), nie było innego wyjścia niż angielski. Po pierwszych kilku (niekoniecznie poprawnych) zdaniach cały strach się ulotnił.
PS. Nawet jeśli nie wygram, to i tak Wam dziękuję, Arleno i Michale, bo przez ten konkurs przywołaliście bardzo przyjemny fragment moich wspomnień i teraz uśmiecham się do monitora 😉

Odpowiedz

Jarosław Listopad 21, 2017 o 18:39

Jak pracowałem w Londynie spotkałem Belga który uświadomił mi, że mam mówić i nie zważać na gramatykę. Sama przyjdzie. Jak ktoś chce zrozumieć to ewentualnie się dopyta. Wtedy dopiero nabrałem wiatru w żagle i „klepalem dużo i kolorowo” aż ręce bolały od tego gadania. Jarek P.

Odpowiedz

Anna Listopad 21, 2017 o 18:39

Witam,

Swoją przygodę z językiem angielskim rozpoczęłam pewnie jak każdy zwyczajny uczeń w tamtym okresie, czyli w podstawówce. Była to zwykła państwowa podstawówka, w której uczyło się dość dużo dzieci. Język angielski był wtedy czymś nowym, lepszym, ciekawszym niżeli lekcje języka polskiego. Zawsze wychodziłam pełna optymizmu po tych zajęciach zwykle śpiewanych, angażujących prawie wszystkie zmysły. Sytuacja diametralnie uległa zmianie w gimnazjum – nauczycielka języka angielskiego, która była starszą i narzekającą na całą rzeczywistość osobą, nie miała kompletnie zielonego pojęcia jak prowadzić zajęcia dla dzieciaków w gimnazjum. Lekcje były nudne, z obszerną gramatyką, pamiętam, że musiałam uczyć się opowiadań na pamięć, których nie rozumiałam, a potem byliśmy odpytywani z nich przy tablicy. To było żenujące, odpychające i chyba raz na zawsze moja chęć do nauki języka angielskiego legła w gruzach, na tyle, że już w liceum, wybrałam język niemiecki jako język na maturze 🙂

Mimo to, rodzice, dbając o moją edukacje, postanowili w wakacje poprzedzające liceum wysłać mnie na wakacyjny obóz językowy z języka angielskiego (o zgrozo, pamiętam, że byłam na nich mega wściekła, ponieważ wiedziałam, że nie potrafię się odezwać w tym języku, za to z językiem niemieckim świetnie dawałam sobie radę). I tam jakby moje podejście do nauki zmieniło się, a raczej dopiero wtedy „przemówiłam” w języku angielskim, zajęcia były prowadzone przez native speakerów ps. przystojnych 🙂 co robi ogromną różnicę u nastolatki 🙂 i nie mogliśmy w żaden inny sposób się z nimi porozumieć jak tylko w języku angielskim, więc trzeba było mówić. I pamiętam do dziś kolosalną różnicę w podejściu tych młodych ludzi na obozie, którzy chcieli nas czegoś nauczyć, a nauczycielki, która była niezadowolona ze swojego życia (jak większość nauczycieli w Polsce w państwowej szkole). Pamiętam, że wertowałam słownik, aby jak najwięcej zdobyć słówek, żeby ich móc użyć potem w rozmowie i móc „zabłysnąć” . Chyba przez okres tego obozu nauczyłam się więcej języka angielskiego, niżeli w szkole.

Co do pytania konkursowego, to właśnie to sprawiło, że nawet nie wiem kiedy, ale miałam ogromną ochotę rozmawiać i zaznaczę rozmawiać bez gramatyki, tak po prostu, traktowałam wtedy język bardziej jako środek komunikacji. Potem doszło pisanie jeszcze na internetowym komunikatorze” gadu-gadu” z osobami głównie z Wielkiej Brytanii – zawsze obok komputera był słownik – nie rozstawałam się z nim. W liceum już „odkryłam” uczenie się języka logicznie, a nie na pamięć czyli poprzez słuchanie piosenek, oglądanie seriali i sama nie wiem, do tej pory nie potrafię tego wyjaśnić jak zaczęłam go używać. Uczyłam się na serialach typu „Beverly Hills, 90210”. Na studiach niestety trafiłam na podobnych nauczycieli co w gimnazjum, lektoraty były mega nudne, non stop tylko gramatyka, jakbym co najmniej studiowała na studiach lingwistycznych, a to była przecież matematyka. Miałam wrażenie, że mój mózg nie wynosi z tych zajęć nic, tylko marnuje mój czas.

Chyba z mojego doświadczenia mogę śmiało stwierdzić, że , aby zacząć mówić w obojętnie jakim języku najważniejsze są słówka i odpowiednia motywacja, a nie gramatyka, ona przychodzi z czasem – nawet nie zauważamy kiedy – dokładnie tak jak z małymi dziećmi – dziecko komunikuje się na początku dość prosto, nabywa z czasem umiejętności, poznaje więcej słówek, potrafi je zastosować w zdaniach, a przecież nie uczymy od razu dziecka co to jest przydawka czy orzeczenie i jak należy je stosować.

Widzę tutaj problem, czyli wszędzie gramatyka i stąd jest blokada w mówieniu, bo po pierwsze na lekcjach nie mamy okazji za wiele powiedzieć, po drugie nie słyszymy tego języka, a raczej nie osłuchujemy się z nim na tyle, aby poczuć jego melodię i po trzecie, a może nawet najważniejsze, jest fakt, że lekcje w szkołach, gdzie dziecko ma zazwyczaj pierwszy kontakt z językiem są po prostu nudne i zniechęcają do dalszej nauki, bo od razu trzeba mówić poprawnie, nie ma miejsca na błędy.

Pozdrawiam serdecznie,
Ania

Odpowiedz

Kasia Listopad 21, 2017 o 18:41

Hello everyone 🙂

W moim przypadku przestałam bać sie mówić po angielsku podczas wyprawy do Santiago de Compostella ^^ Na szlaku spotkałam grupę młodzieży z Portugalii wraz opiekunami. Czekaliśmy razem w kolejne do albergi (tj.miejsce noclegowe dla pielgrzymów ze szlaku), gdy jedna z uczennic bardzo źle się poczuła i widziałam, że opiekunowie nie wiedzą co zrobić… Musiałam przełamać się i pewnie mocno kalecząc angielski powiedziałam im co mają robić… Nawiązaliśmy ciekawą relację, a ja zaprosiłam ich do Polski. Co najlepsze jedna z opiekunek grupy, zamierza mnie odwiedzić i jednocześnie zwiedzić Polskę już w nadchodzące wakacje! Nie pozostaje mi nic innego jak wziąć się do roboty i po wygraniu książki zabrać się porządnie za angielski… tik tak tik tak

Dziękuje za uwagę 😉

Odpowiedz

Ola Listopad 21, 2017 o 18:43

Cześć!

Przestałam bać się mówić po angielsku, kiedy na pierwszych zagranicznych wakacjach w Grecji pewien przemiły Grek słysząc, że jesteśmy z Polski zapytał mnie o legendę o Lechu, Czechu i Rusie. Później zapytał jak to możliwe, że Czech-Czechy-Czesi, Rus-Rosja-Rosjanie a my od Lacha-Polska i Polacy! Nadal nie wiem jak udało mi się to wytłumaczyć, ze stresu niewiele pamiętam. Najważniejsze, że uśmiechnął się i powiedział, że teraz już wszystko rozumie 🙂

Odpowiedz

magdalena Listopad 21, 2017 o 18:45

przestałam bać się mówić po angielsku, kiedy w mojej pracy okazało się że jestem jedyną osobą, która wgl zna angielski a nawet niby na poziomie B2, ale nie praktykuje więc uważam że B1 to max. Niestety dla mnie grama to drama, bo uczylam się ponad 10 lat angielskiego i gramie zawsze mówiłam nie. 🙂 słówka nauczone, odgadam się ale zdanie sklece tak na słowo honoru ;p i dzieki temu że w pracy nie znają angielskiego to chociażbym nie wiem jak rozmawiała z obcokrajowcem i tak wszyscy mówią że jestem cudowna że sie z nim dogadałam i jak to oni chcieli by znać angielski ale dobrze że mają mnie. A ja nie jestem oceniana bo nikt nie wie czy powiedziałam „Kali chce jesć” czy tylko „Kali jeść” :p

Odpowiedz

Natalia Listopad 21, 2017 o 18:45

Zdecydowanie pomogła po prostu letnia praca po maturze w kawiarni w centrum Londynu. Jest tam tak wiele różnych akcentów i poziomów języka, że nie ma się czego wstydzić, a kontakt ze współpracownikami i klientami zrobił swoje :).

To było właściwie dwa w jednym – przełamanie się do rozmowy po angielsku, ale też świetna lekcja języka potocznego, którego przecież nie było na żadnych zajęciach!

Odpowiedz

Ania Listopad 21, 2017 o 18:49

Przestałam się bać mówić po angielsku podczas studiów w Danii:
1. Trzeba było wiele rzeczy załatwić i bez rozmowy/pisania z obcokrajowcami by się nie dało.
2. Poznałam wiele ciekawych osób z różnych krajów i chciałam ich lepiej poznać i zrozumieć.
3. Jeden z tamtejszych nauczycieli uświadomił mi, że mam nieuzasadnione obawy przed zadawaniem pytań i aktywnym uczestnictwem w zajęciach, co związane było z wpojoną przez lata nauki w szkole obawą przed popełnianiem błędów oraz poczuciem, że mogę zostać wyśmiana.

Odpowiedz

Michał Listopad 21, 2017 o 18:55

Po tym jak wyjechałem do Angli do pracy (z bardzo podstawowym angielskim) chciałem po prostu napić się dobrej kawy w dobrej kawiarni 🙂 ciastka też wyglądały apetycznie ale trzeba było się dopytać co z czym jest 🙂 mięc moją wyzwalaczem okazało się łakomstwo 😛

Odpowiedz

Robert Listopad 21, 2017 o 18:56

Przestałem się bać rozmawiać, gdy pojechałem z rodziną na urlop do Grecji. Szukaliśmy noclegu, bo nie mieliśmy rezerwacji, tylko jak zawsze pojechaliśmy w ciemno. Greckiego nie znaliśmy, więc został tylko angielski lub niemiecki. Znaleźliśmy fajny mały hotelik i poszedłem lekko stremowany zapytać o wolne pokoje. Gospodarz mówił po angielsku na poziomie lekko gorszym niż ja, więc nabrałem pewności siebie i wspaniale nam się rozmawiało zarówno przy początkowych negocjacjach, jak w trakcie pobytu. Sądzę, że nie zawsze rozumieliśmy się, nie przeszkadzało nam to jednak miło spędzić na pogawędkach czas. Dodatkowo zapunktowałem u rodziny, bo dla nich śmigałem po angielsku jak Tommy Lee Jones 🙂

Odpowiedz

Mateusz Listopad 21, 2017 o 18:59

Może to banał ale przestałem się bać mówić po angielsku kiedy…musiałem się nim zacząć posługiwać, gdzie w pobliżu nie było nikogo kto mógł mówić za mnie. Nie jestem wirtuozem tego języka. Ba! Uważam, że posługuję się nim bardzo słabo ale moment, w którym pierwszy raz mogłem w jaki sposób komunikować się w nim drugą osobą (nieznającą polskiego) sprawił, że przestałem się bać mówić po angielsku.

Odpowiedz

Anna Listopad 21, 2017 o 19:01

Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek bała się mówić po angielsku. Zawsze mówiłam intuicyjnie, tak jak mi ładnie brzmiało. Nie za każdym razem okazywało się to poprawne gramatycznie, ale co tam 😉

Odpowiedz

Grażyna Listopad 21, 2017 o 19:11

Jeszcze nie udało mnie się pozbyć tego lęku, cały czas nad tym pracuję, ale jest to praca w bólach 😉
Mam jakąś blokadę, trudno mi ją oswoić i pozbyć się, ale nie ustaję w próbach.
Grażyna

Odpowiedz

Renata Listopad 21, 2017 o 19:18

Co sprawiło, że przestałam bać się mówić po angielsku?
Rok 2002. Jako osiemnastoletnia dziewczyna z małej wioski, odważyłam się pojechać do Hamburga na europejski zjazd młodych „Taize”, z ciągle ogromnymi brakami w angielskim. Byłam przekonana, że jadąc z innymi Polakami nic mi nie grozi, że zawsze ktoś będzie, kto mi pomoże, przetłumaczy, wytłumaczy.. Nic bardziej mylnego. Zgłaszając się do tzw. „grupy pracy” znalazłam się w samym środku całego świata, gdzie łącznikiem był język angielski. Moja znajomość rozumienia była zaledwie podstawowa, a umiejętność komunikowania się w tym języku zerowa. Gdy znajdujesz się nagle obok Azjaty, Europejczyka, Amerykanina i każdy z tych osób otwiera się przed Tobą i wyciąga werbalnie rękę aby przełamać granice kultur, nacji – wtedy masz możliwość albo się schować w swoją niewiedzę, strach i nieufność samej sobie – albo zaryzykować i zacząć mówić, choćby tylko: „Kali jeść”. U mnie ten „Kali” jadł chyba przez całe spotkanie; niekiedy okazywało się, że nawet nie jadł a pił, choć miał jeść – ale kiedy orientujesz się, że pomimo błędów, niedoskonałości i niewiedzy – MÓWISZ I ROZUMIESZ I INNI ROZUMIEJĄ CIEBIE – cały lęk przed mówieniem znika. Wtedy też dociera do ciebie, że do doskonałości prowadzi szlak pełen pomyłek, błędów niekiedy nawet ośmieszenia. Szlak, którym naprawdę warto pójść 🙂
Bo w końcu aby przestać się bać mówić po angielsku – trzeba przestać się bać mówić po angielsku, nawet jeśli się człowiek boi 🙂

Pozdrawiam.
Renata.

Odpowiedz

Anna Listopad 21, 2017 o 19:25

Bardzo lubię kanał Atlety, jednak nie zgodzę się, że nauczyciele jęzków obcych się w Polsce nie rozwijają. Zapraszam chociażby na fanpage edunation – największej społeczności nauczycieli języków obcych w Polsce facebook.com/helloedunation
Co tydzień prawie 1000 nauczycieli szkoli się z nami za darmo. Chcą nauczyciele, którzy się szkolą. Nie mówmy, że jest tak beznadziejnie 🙂

Odpowiedz

Pawel Listopad 21, 2017 o 19:26

Jako student wyjechalem do USA do pracy.
Na lotnisku w Waszyngtonie uciekl mi samolot do Richmond i musialem przebukowac bilet…coz nie mialem innego wyjscia jak sie dogadac a umialem wtedy How you doing’ Joego, liczebniki od 1…10 i forme ‚to be’ i to z bledami.
pozdrawiam

Odpowiedz

Aga Listopad 21, 2017 o 19:32

A ja niestety nadal się boję mówić bo.. kilka razy zostałam mocno skrytykowana jaki ten mój angielski jest beznadziejny. Takie słowa usłyszałam od Polaków. Zablokowałam się. Teraz częściej piszę wiadomości do sprzedawców z azjatyckich krajów 😉 czasem zamienię kilka słów z obcokrajowcem ale tylko jeśli w pobliżu nie ma naszych rodaków. Bardzo chętnie poczytam pozostałe wpisy, może się zainspiruję albo znajdę sposób żeby przełamać się.
Dziękuję za ten odcinek! Brawo Wy 🙂

Odpowiedz

Jakub Listopad 21, 2017 o 19:36

Przestałem bać się mówić po angielsku będąc kilka lat temu w Anglii. Pewnego razu zatrzymał mnie młody czarnoskóry chłopak, który okazał się aspirującym raperem i wcisnął mi swoją płytę za pięć funtów. Tego samego dnia spotkałem jeszcze kilku tego typu artystów, więc chcąc nie chcąc musiałem nauczyć się krótko i zwięźle odmawiać w języku angielskim.

Odpowiedz

Marcin Listopad 21, 2017 o 19:48

Wyjazd do Niemiec, gdzie z oczywistych względów nie miałem innej opcji jak po prostu mówić po angielsku – bo kto by się uczył niemieckiego… 😉 Dzięki temu, że nie było innego wyjścia jak po prostu zacząć mówić, musiałem się przełamać i cóż… wcale nie było aż tak źle!
Moim zdaniem postawienie się w sytuacji, w której nie mamy innego wyjścia i po prostu musimy zacząć mówić po angielsku jest super sposobem (i pewnie jednym z lepszych) na przełamanie jakichkolwiek oporów związanych z mówieniem w języku, którego próbujemy się nauczyć.

Odpowiedz

Tomasz Listopad 21, 2017 o 19:50

Życie jest nieprzewidywalne 😉 Rok 2006 wylądowałem bez języka w UK (Yes – No to było wszystko) uczyłem się słówek poprzez powtarzanie po ludziach, dość ciekawe doświadczenie. Po roku mieszkania i pracy z Filipiczykiem już rozmowy nabierały Tematyki, ale tak naprawdę to dzięki mojemu szefowi się przełamałem. Kazał mi stać przy telefonie i odbierać zamówienia różne dialekty, akcenty jednym słowem co chwilę się pytałem, czy ktoś inny nie może przyjąć tego zamówienia makabra, ale zadziałało naprawdę się teraz cieszę z tego powodu. A teraz czas na GRAMA TO NIE DRAMA
Ps: już zamówiłem książkę.

Odpowiedz

Paulina Listopad 21, 2017 o 20:00

Jako osoba niedosłysząca, z angielskim mam problemy ze zrozumieniem ze słuchu. Pisanie, czytanie nigdy nie sprawiało mi trudności. Przed mówieniem miałam typową blokadę do mówienia w obcym języku, wzmocnioną moją wadą słuchu. Nadszedł jednak ten gorący lipcowy dzień, gdy dorabiając w trakcie studiów jako masażystka SPA, jako najlepiej posługująca się angielskim, zmuszona byłam obsłużyć grupę starszych pań z Walii. Ich akcent mnie przerażał, ale gdy one pięćdziesiąty ósmy raz powtórzyły o co im chodzi a ja wreszcie zrozumiałam, poczułam, jak różne tryby jak w zamku drzwi zaskakują na właściwe miejsce i rozplątał mi się język 😀 Doszło do tego, że klientki zamiast relaksować się przy przyjemnej muzyce w trakcie masażu ucinały sobie ze mną godzinne pogawędki. I tak już zostało 🙂
PS. Bardzo przyjemny podcast a Arlenę oglądam na yt i zawsze bawię się przednio 🙂
Pozdrawiam!

Odpowiedz

Renia Listopad 21, 2017 o 20:15

Hej 😊podcast super! Moja historia zwiazana z przelamaniem lodow w mowieniu po angielsku jest bardzo życiowa. Kiedyś na przedmieściach spotkalam parę obcokrajowców, którzy zapytali mnie czy mówię po angielsku. Ja odpowiedziałam, że „trochę”. A oni na to, że się zgubili i muszą się dostać do centrum miasta, nie wiedzą gdzie jest przystanek autobusowy itp. Jak mogłam im nie pomóc? To był dla mnie impuls 😊Pozdrawiam

Odpowiedz

Mateusz Listopad 21, 2017 o 20:16

Co sprawiło, że przestałem bać się mówić po angielsku?

Zapytałem siebie samego „Co najgorszego może się stać?” Przecież nie umrę jak przekręcę jakieś słówko, albo nie wypowiem zdania idealnie pod względem gramatycznym. Podstawową zaletą znania języka obcego jest możliwość komunikacji z osobą, która również zna ten język, a nie zna Twojego ojczystego, więc dopóki ta osoba Cię rozumie, dopóty wszystko jest w porządku. 🙂

Odpowiedz

Karolina Listopad 21, 2017 o 20:17

Hej!

Moja historia z rozpoczęciem konwersacji z cudzoziemcami rozpoczęła się tak na dobre podczas wakacji w Czarnogórze kilka lat temu. Byłam ze starszymi koleżankami i jak się okazało ich poziom angielskiego był na podobnym, a nawet niższym poziomie od mojego, co dało mi 100 pkt do samooceny 😀 Od tamtej pory już się nie boję rozmawiać z obcokrajowcami, a nawet czerpię z tego ogromną radość 🙂

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Aga Listopad 21, 2017 o 20:20

Dwa lata temu, rozczarowana malkontenctwem Polaków, czarnowidztwem i ciągłym przeskakiwaniem kłód rzucanych pod nogi, spakowałam torbę kupując bilet w jedną stronę na zieloną wyspę. Język angielski-w małym paluszku, wygrywane konkursy i matura rozszerzona. To wszystko w teorii. Natomiast w praktyce, tak prosty język angielski na lekcji, okazał się kompletnie niezrozumiały na ulicy! Dodatkowo, płynne mówienie po angielsku w szkole tutaj było wyśmiewane! Po krótkim okresie szoku adaptacyjnego wzięłam sobie za cel, którego trzymam się do tej pory, nauczenia się dobrej, spontanicznej komunikacji w języku angielskim. Nie ma że boli.
A dlaczego? Język angielski otwiera Ci drzwi na świat, dzięki jego znajomości możesz dosłownie wszystko. Zbudować karierę zawodową, podróżować i komunikować się bez przeszkód ze wszystkimi na świecie. Ambicja nie pozwala mi być gdzieś w szarym szeregu. Chcę zobaczyc więcej, doświadczać mocniej, sięgać wyżej. Nie miałabym niczego z tych rzeczy, gdybym do tej pory bała się otworzyć ust i zapytać o drogę, umówić się na rozmowę kwalifikacyjną, wykupić wycieczkę. Na czym uczymy się najlepiej, jak nie na błędach? W tym przypadku, na różnych dziwnych słowotworach, które każdemu czasem wyskakują. Przestałam się ich bać, a z czasem było ich coraz mniej. Bo przestałam się bać mówić po angielsku! 🙂

Odpowiedz

Emilia Listopad 21, 2017 o 20:21

Strach przełamałam, gdy zaczęłam zauważać, że moje próby powiedzenia czegokolwiek są doceniane przez moich rozmówców. Niedoceniane było moje milczenie, mimo układania sobie w głowie najidealniejszych zdań. Już sam fakt podjęcia wysiłku powiedzenia czegokolwiek, aby się zakomunikować był dla wielu wyznacznikiem przejścia w moich umiejętnościach językowych na wyższy poziom niż fakt czy poprawnie używam form gramatycznych 🙂 Poprawność zaczęłam kontrolować gdy już przełamałam barierę mówienia.

Odpowiedz

Mariusz Listopad 21, 2017 o 20:28

Smutne ale prawdziwe -przymus, brak wyjścia. Jak założyć konto w banku lub szukać pracy nic nie mówiąc. Zycie za granica, bywaaa

Odpowiedz

Anna Listopad 21, 2017 o 20:36

Kiedy?
Kiedy w czasie odprawy na lotnisku okazało się, że coś jest nie tak 😉 Stresowa sytuacja spowodowała, że mój angielski ujrzał światło dzienne 🙂 I BARDZO DOBRZE!!!

Odpowiedz

Andrzej Listopad 21, 2017 o 20:42

Co sprawiło, że przestałeś się bać mówić po angielsku?
Potrzeba.
Tak jak potrzeba jest matką wynalazków, tak potrzeba (komunikacji) stoi za tym, że zacząlem mówić po angielsku. Na początku tylko na poziomie pozwalającym na przekazanie podstawowych informacji, i to w niezbyt poprawny sposób, ale stopniowo szło i idzie mi coraz lepiej 🙂

Odpowiedz

Dominika Listopad 21, 2017 o 20:47

Przestałam się bać mówić po angielsku w chwili, gdy zmusiło mnie do tego życie. Uważam, że jest to najlepsza z możliwych opcji. Na 2 roku studiów pojechałam do mojej koleżanki na imprezę, nie uprzedziła mnie, że z polek będę tam tylko ja i ona, a że jestem osobą dość rozrywkową nie chciałam być outsiderem imprezy, musiałam się przełamać i po pewnym czasie zauważyłam, że ja mówię, najpierw niepewnie a potem już całkiem dobrze.

Odpowiedz

TTomek Listopad 21, 2017 o 20:53

Odpowiadając na pytanie:
Po studiach na stażu naukowym w Austrii, kiedy musiałem w instytucie przedstawić podczas prezentacji swoją prace magisterską, trudny język techniczny, trema. Nie było wyjścia ale to była najlepsza lekcja – tak to wspominam po latach.

Odpowiedz

Weronika Listopad 21, 2017 o 20:54

Inspirujący, zachęcających do tego ludzie!
Ludzie, którzy pomagali,wspierali, którzy pokazali mi, że nawet jak się pomylę – to nic. Drobnostka,przez którą świat się nie zawali a ja nauczę się czegoś,wyciągnę z tego jakąś lekcję.I w końcu Ci,dla których ważne było pokazanie mi, że warto angielski pokochać a nie zakuć, zdać i zapomnieć 😉

Odpowiedz

Bożena Listopad 21, 2017 o 20:58

Mnie pomogło wyzbycie się kompleksów, które niestety gdzieś tam są zakorzenione w nas Polakach (nas system edukacji niestety nie rozwija w nas wiary w swoje możliwości). Jako dziecko nie miałam dostępu do dostępu do MTV, zagranicznej telewizji. Angielskiego uczyłam się słuchając radia BBC (wówczas na radiomagnetofonie marki Kasprzak:-). Siedziałam wieczorami przy odbiorniku i wsłuchiwałam się w audycje. Początkowo nic nie rozumiałam, ale potem było coraz lepiej i z czasem starałam się wykorzystywać zasłyszane frazy w praktyce. W momencie, kiedy pojechałam na obóz wolontariacki, na którym były osoby z Niemiec i Hiszpanii zdałam sobie sprawę, że przecież te osoby wcale nie mówią w 100% poprawnie po angielsku, a jednak rozumieją się. Wtedy przełamałam lody i też zaczęłam mówić:-). Świetnie się wówczas wszyscy rozumieliśmy, mimo, że pewnie popełnialiśmy mnóstwo błędów gramatycznych i leksykalnych. Do dziś bardzo miło wspominam ten czas. Mówiąc krótko, aby zacząć mówić po angielsku trzeba przede wszystkim skupić się na własnych możliwościach, na tym co już potrafimy i wdrażać to małymi kroczkami w życie:-) jak to mówią ” Rome wasn’t built in a day”:-)

Odpowiedz

Bartek Listopad 21, 2017 o 21:03

Mam do angielskiego bardzo osobisty stosunek, co wynika z faktu, że jestem osobą jąkającą się – nie jakoś przeraźliwie, ale jednak w wielu sytuacjach ciężko mi poprawnie wymówić niektóre dźwięki, szczególnie spółgłoski. Tymczasem mówienie po angielsku nigdy nie sprawiało mi większego problemu. Nie mam pojęcia, czy wynika to z faktu, że ten język jest bardzo „samogłoskowy”, że niektóre głoski można wydłużać – zwłaszcza w brytyjskim wariancie wymowy – czy to po prostu efekt psychologiczny (jąkanie a języki obce to pewnie temat na doktorat z logopedii). Po prostu mówiąc po angielsku łatwiej kontrolować mi swoją wypowiedź. Zdawałem po angielsku egzaminy ustne, przechodziłem rozmowy kwalifikacyjne, nawiązałem wiele nowych znajomości, a posługiwanie się nim w dalszym ciągu sprawia mi ogromnie dużo satysfakcji. Zatem w moim przypadku trzeba chyba przewrotnie powiedzieć, że dzięki angielskiemu pokonałem strach przed mówieniem w ogóle. 🙂

Odpowiedz

Adrian Listopad 21, 2017 o 21:05

Ten materiał! Z niego na kanał Pani Arleny, no i już górki 🙂

Odpowiedz

Monia Listopad 21, 2017 o 21:19

Przestałam bać się mówić po angielsku kiedy pracowałam w międzynarodowej korporacji i tam musiałam dzień w dzień kontaktować się z współpracownikami z całej Europy. Takim przełomem była dla mnie pierwsza rozmowa telefoniczna z koleżanką z Niemiec (wcześniej kontaktowałyśmy się ze sobą tylko przez maile, ona zawsze pisała je bardzo poprawnie gramatyczne). Po naszej rozmowie tel. prawie nic nie zrozumiałam i tylko na koniec poprosiłam żeby napisała maila;) Koleżanka mówiła w taki sposób że nie wiedziałam czy to po niemiecku czy angielsku, hihi i wtedy coś pękło w mojej głowie…stwierdziłam, że mówię lepiej i że nie ma się co wstydzić tylko gadać:)

Odpowiedz

Olimpia Listopad 21, 2017 o 21:21

A jak ja się przełamałam? Chwila prawdy nadeszła kiedy na praktykach we włoskim szpitalu musiałam dogadać się z Tajką, która mieszkała ze mną w akademiku i pracowała na oddziale i… ni w ząb nie umiała włoskiego. Musiałam jej tłumaczyć wszystko z włoskiego na angielski, innej opcji nie było. Perspektywa, że: 1. I tak muszę, nie da się milczeć przez miesiąc 2. Nie mam nic do stracenia 3. Nikt nie wyśmieje moich błędów (angielski Dhani też był daleki od ideału) działała bardzo motywująco 😀 Po takim czasie (całe dnie, przez cały miesiąc) zaczyna się już myśleć po angielsku i mówienie przychodzi naturalnie. Po tym doświadczeniu zapisałam się na kurs angielskiego (w końcu!). Teraz widzę ile błędów robię i ile jest jeszcze do nauczenia, ale cieszę się, że nie wiedziałam o tym wcześniej, może trudniej byłoby mi się przełamać. Teraz mówię na lekcjach ile tylko się da, nauka na błędach jest najlepsza.

Odpowiedz

Paulina Listopad 21, 2017 o 21:25

Przestałam bać się mówić po angielsku kiedy zaczęłam pracę na lotnisku w sklepie bezcłowym. Miałam kontakt z klientami z różnych stron świata. Tak naprawdę używałam więcej angielskiego niż polskiego. Dodatkowo, klienci często chwalili mój akcent albo ogólnie znajomość języka, co dodało mi sporo pewności siebie i jeszcze bardziej otworzyło. Teraz jestem nauczycielką angielskiego w szkole językowej, więc po angielsku mówię cały czas- już nie mam nawet chwilki, żeby pomyśleć, że boję się mówić po angielsku. I chyba o to chodzi, żeby się otworzyć i przełączyć na język obcy, postarać się, żeby jednak był dla nas jak najmniej obcy, żeby nie brzmiał „po cudzemu” 🙂

Odpowiedz

Magdalena Listopad 21, 2017 o 21:30

Przełomowym momentem było uświadomienie sobie, że ważniejsze od tego jak mówię jest to, co mówię. Od wtedy przestałam układać każde zdanie w głowie i zastanawiać się, czy na pewno ten czas, którego zamierzam użyć, jest odpowiedni-zaczęłam mówić to, co chciałam przekazać.

Odpowiedz

Nina Listopad 21, 2017 o 21:33

Przestałam się bać mówić po angielsku gdzieś w okolicach liceum, gdy namiętnie oglądałam całe serie amerykańskich seriali (m.in. firends, men in trees, dr house). Po obejrzeniu kilku sezonów wielu seriali zauważyłam, że są sytuacje, w których w moich myślach reakcją na zdarzenia były myśli w języku angielskim. Doszłam wtedy do wniosku, że skoro myślę po angielsku, to równie dobrze mogę mówić. Od tego momentu bez skrępowania, choć nie bez błędów, porozumiewam się po angielsku w Polsce i za granicą. 🙂

Odpowiedz

Małgorzata Listopad 21, 2017 o 21:33

Hej!
Ja najbardziej przełamałam się do mówienia po angielsku jak zakochała się w pewnym mężczyźnie angielskojezycznym.
Pozdrawiam
Małgosia

Odpowiedz

Adam Listopad 21, 2017 o 21:39

1. Kiedy okazało się, że dziewczyny pracujące w recepcji nie ogarniają żadnego języka („szok i niedowierzanie”) i trzeba sprawę wziąć na klatę.
2. „Your English is very good!”.
3. No i co jak co „szacun na dzielni” . Można się poczuć…

Ale to było dawno 😉

///

– What’s your name?
– … Yes I like!

Odpowiedz

Przemek Listopad 21, 2017 o 21:47

Zacząłem mówić po angielsku, gdy w odwiedziny przyjechała do mnie ciocia ze swoim partnerem (Kanadyjczykiem).
Podczas kiedy rodzice rozmawiali z ciocią Jack zapytał co tam u mnie słychać; odpowiedziałem na pytanie (tak jak mi na to pozwoliła moja znajomość angielskiego) i byłem zaskoczony. Mimo kompletnego braku znajomości gramatyki Jack zrozumiał wszystko co powiedziałem, a przynajmniej sprawiał takie wrażenie. Po mojej wypowiedzi zorientowałem się że jest to osoba której mogę się zwierzyć z problemu, który wtedy mnie dręczył a nikt o nim nie wiedział (nawet w obecności rodziców nie znających angielskiego). Dostałem nawet cenną radę, która z dzisiejszej była również najlepszym rozwiązaniem.
Po tej sytuacji zniechęcenie do angielskiego minęło, niedługo później odkryłem Pani kanał oraz zacząłem na nowo odkrywać ten cudowny język.
Przepraszam za tak obszerną wypowiedź oraz mój wtórny analfabetyzm 🙂

Odpowiedz

Weronika Listopad 21, 2017 o 21:47

Przełamałam się do mówienia po angielsku ,kiedy wyjechałam za granice wraz z moim ówczesnym chłopakiem (teraz mężem ) do pracy .
W wynajętym pokoju zacięły się nam drzwi ,więc zeszliśmy do recepcji ,aby załatwić niecierpiącą zwłoki sprawę .
W wielkim stresie przemówiłam po angielsku do rzeczowej Pani recepcjonistki ,prawie umierając z językowej udręki .Na co Pani uśmiechnęła się do nas i powiedziała : Proszę poczekać ,zaraz wyślemy do Państwa Pana Zenka ;D

Odpowiedz

Justyna Listopad 21, 2017 o 21:54

Zaczęłam się uczyć angielskiego w 4 klasie podstawówki i niestety, już od samego początku zajęcia były festiwalem złych nauczycieli, którzy albo nie mogli zapanować nad klasą, albo bardzo się uważali, żeby przypadkiem nie przekazać nam jakieś wiedzy. Z tego powodu moja pierwszą konwersacja po angielsku odbyła się, uwaga, na ustnej maturze! Tak tak, nigdy wcześniej na lekcjach nie było rozmów po angielsku. Przez to wszystko bardzo bałam się odezwać do kogokolwiek po angielsku, ale to zmieniło się kiedy poznałam chłopaka mojej cioci- Włocha, który po polsku mówił tylko cześć i dziękuję, za to mówił po angielsku. Ale najważniejsze dla mnie było to, że mówił jeszcze gorzej ode mnie! I to dodało mi odwagi, bo on nie zwracał uwagi na moje błędy, a ja na jego, ważne było, żeby jakkolwiek się dogadać. I właśnie ten komfort, że nikt nie będzie mnie oceniał pomógł mi najbardziej.

Odpowiedz

Agata Listopad 21, 2017 o 22:10

Jeszcze nie do końca przestałam bać się mówić po angielsku, szczególnie w pracy. Ale jakiś czas temu doszłam do wniosku, że mam już dość martwienia się, czy będę musiała użyć angielskiego i po prostu zaczęłam się nim więcej otaczać i używać go tak jak potrafię. To w połączeniu z kursem językowym spowodowało ogromny wzrost pewności siebie podczas mówienia po angielsku. ☺️

Odpowiedz

Magda Listopad 21, 2017 o 22:10

Cześć!

Moim momentem przełomowym związanym z mówieniem w języku angielskim była pierwsza samodzielna zmiana w hostelu. Byłam sama, nie mogłam się poddać i poprosić koleżanki o pomoc i wtedy zrozumiałam, że muszę zacząć mówić, żeby się porozumieć i że to nie boli, a ja to przecież potrafię Pomyślałam, dziewczyno, nikt nie będzie Ci wytykał pomyłek a nawet jeśli – to mogę tylko z tego skorzystać;)

Odpowiedz

Ewelina Listopad 21, 2017 o 22:16

Cierpiałam na coś takiego jak „niemowizm wtórny” – po latach nieużywania zaczęłam bać się mówić po angielsku. Pomogła… wizyta w kraju Monty Pythonow, konkretnie w Londynie, i ten piękny, kluskowaty, brytyjski akcent… Nawet melodycznie zaczęłam naśladować autochtonow 😉 – i tak się właśnie przełamałam. W macierzy tego języka. Polecam – i pozdrawiam 🙂

Odpowiedz

Grzegorz Listopad 21, 2017 o 22:16

Kurczę, a ja wciąż mam lekki dyskomfort ze swoim angielskim dlatego mam nadzieję, że mi ten dyskomfort zniwelujecie poprzez literaturę która jest do wygrania.
Wydaje mi się, że najprostszym sposobem na wyzbycie się wstydu jest nie przejmowanie się ocenami innych tylko działanie, tak aby przy tym nikomu nie szkodzić i nikogo nie obrażać.

Grzegorz

Odpowiedz

Filip Listopad 21, 2017 o 22:20

Obecnie od 4 miesiecy jestem w UK,
przestałem sie bać mówić po angielsku po obejrzeniu filmiku na youtube autorstwa Krzysztofa Gonciarza, w ktorym wraz ze swoja przyjaciolka Kasia mowi o tym ze nie powinnismy starac sie na sioe mowic idealnie, miec idealny akcent. Po pierwzze n8e ma to sensu bo rodowity Anglik zawsze bedzie mowil lepiej od nas, a po drugie silowanie sie na wspanialy akcent moze nam konwersacje tylko utrudnic, jesli ktos pomysli ze jestesmy native’em mowi w sposob luzniejszy, jesli wie ze jestesmy przyjezdni stara sie mowic wyrazniej i uzywa prostszego jezyka. Moje pozniejsze dosiwadczenia pokazaly ze ma to duze znaczenie, nawet sprawia ze rodowity anglik jest pod wrazeniem, bo slyszy ze nie jest to twoj pierwszy jezyk a posługujesz siw nim sprawnie 🙂
Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz

Barbara Listopad 21, 2017 o 22:21

Pierwszy raz gdy musiałam odezwać się po angielsku nie na lekcji, był podczas podróży do północnej Anglii. Miałam 18 lat (teraz 41!) i z koleżanką jechałyśmy do nie znanych wcześniej znajomych znajomych na wakacje…gdy wysiadłyśmy z autokaru jadącego z Londynu) w jakiejś zapadłej wiosce nie wiedziałyśmy czy dobrze wysiadłyśmy bo nikt na nas nie czekał…niewiele myśląc zaczepiłam stojącego nieopodal kierowcę taksówki i parę innych przechodniów pytaniem, czy to na pewno dobrze wysiadłyśmy pokazując adres na kartce…kilku pierwszych osób nie zrozumiałam, ale w końcu się udało!
Chyba bardziej się bałam, że się zgubię w obcym kraju niż odezwania się ;p

Odpowiedz

Mateusz Listopad 21, 2017 o 22:23

Najważniejsze w przełamaniu lęku przed mówieniem w obcym języku było u mnie zrozumienie tego, że to tylko w mojej głowie są różne ograniczenia i myśli o tym, że nie będę potrafił dobrze mówić po angielsku. Mimo bogatego słownika oraz dobrego przygotowania zawsze był lęk przed reakcją innych. A tak na prawdę to my sami generujemy własne lęki i obawy. Należy więc przestać myśleć o tym, że można zrobić jakiś błąd i zwyczajnie używać tego języka. Wyobraź sobie drzewo. Piękna zielona korona drzewa to Twój sukces w biegłym porozumiewaniu się w obcym języku. Pień drzewa to Twój trud i wysiłek w naukę angielskiego. A korzenie drzewa to wszystkie błędy i porażki. W ten sposób zrozumiesz, że każdy sukces musi być zbudowany z wielu błędów – w końcu coś musi być podstawą tak silnego i dorodnego drzewa 🙂

Odpowiedz

Magda Listopad 21, 2017 o 22:24

Byłam chyba dość naiwna wyjeżdżając za pracą do Irlandii bez znajomosci języka. Pół roku nie odezwałam się nic, słuchałam natomiast wszystkiego. Poznałam wspaniałych ludzi ( w tym mojego męża) i wtedy zaczęłam mówić bo tu ludzie się cieszą jak starasz się mówić w ich języku:)

Odpowiedz

Arkadiusz Listopad 21, 2017 o 22:25

Tak na prawdę to pomogły mi w tym gry komputerowe. Pewnego razu spotkałem w grze Bułgara, z którym świetnie mi się grało i zaproponował mi wspólną grę wraz z komunikacją głosową i pomimo moich oporów w końcu mnie do tego przekonał i jestem mu za to dozgonnie wdzięczny ponieważ pokazał mi, że nie ma się czego bać i od tamtej pory używam angielskiego w komunikacji ze znajomymi z wielu państw Europy np. podczas wspólnej gry co jest świetne i na pewno pomoże mi podczas tegorocznej matury ustnej z języka angielskiego.

Odpowiedz

Aga Listopad 21, 2017 o 22:27

przestałam się bać gdy rozmawiałam z moim szefem Anglikiem i chociaż widziałam, że nie mówię poprawnie on wszytko rozumiał i był na tyle uprzejmy, że pomagał mi nawet przy moich konstrukcjach zdaniowych i poprawiał mnie (dało się zauwazyć, że robi to z życzliwości na nie z faktu, że nie umiem poprawnie mówić)

Odpowiedz

Artur Listopad 21, 2017 o 22:34

Przestałem się bać czytania w tym języku odkąd kupiłem czytnik książek. Powoli zaczynam się utożsamiać z językiem angielskim bo czytnik ma wbudowany słownik. Mówienie jeszcze zbyt płynnie mi nie wychodzi (ale staram się mówić do siebie co się dzieje wokół mnie po angielsku). Jednak znajomość gramatyki muszę poprawić… Pozdrawiam 🙂

Odpowiedz

Adam Listopad 21, 2017 o 22:40

Świadomość, że osoba do której staram się mówić po angielsku, też popełniałaby błędy, gdyby uczyła się polskiego.

Odpowiedz

Magdalena Pasiut Listopad 21, 2017 o 22:46

To co teraz napiszę jest w 100 % od serca! Ja przestałam się bać mówić po angielsku w momencie gdy obejrzałam filmik „Jak się nie bać mówić po angielsku?” – Po Cudzemu #10. Do tego momentu nie zdawałam sobie sprawy z tego jak wielką barierę (wstydu a co za tym idzie lęku) sama sobie wykreowałam w tym kontekście. Pani Arlena wytłumaczyła mi, że komunikacja w obcym języku służy to tego żeby mówić to co chcę i kiedy chcę zupełnie tak jak mama i tata tłumaczą małym dzieciom do czego służy łyżka, nóż i widelec. Ten filmik był dla mnie pewnego rodzaju rewolucją w mojej przygodzie nie tylko z j. angielskim, ale generalnie z językami obcymi i za to jestem Pani serdecznie wdzięczna!

Odpowiedz

Tomasz Listopad 21, 2017 o 22:47

Przestałem bać się mówić po angielsku w chwili kiedy pewna dziewczyna (Afroamerykanka) spytała się mnie na ulicy „gdzie jest bankomat?”. Sam byłem zaskoczony, że zrozumiałem o co jej chodzi i potrafiłem trafnie wskazać drogę.

Odpowiedz

Monika Listopad 21, 2017 o 22:51

Mój englisz jest bardzo soł soł. A tak konkretnie mocne B1, slabe B2. Od zawsze byl to moj kompleks bo nie uczylam sie pilnie w wieku kiedy jescze rodzice kazali, a potem nie bardzo byl juz na to czas. Zmusił a sytuacja. Pracodawca umożliwił mi uczestnictwo w kursie ale z native’m. CHCIALAM UCIEC. Na szczescie nas lektor z pochodzenia Amerykanin okazal sie fantastyczny.Jegi poczucie humoru i TAMTEN luz sprawily ze nie wazne co mowisz, wazne zeby mowic. I o dziwo trwa to juz 3 semestry.Odczarowal moja traume i spowodowal ze mi sie chce uczyc.no i pochwalil moj pronałnsijejszyn!!!

Odpowiedz

Marcin Listopad 21, 2017 o 22:52

Przestałem bać się mówić po angielsku, kiedy zostałem poproszony o pełnienie roli tłumacza na spotkaniu z klientami z Włoch. Byłem pełen obaw, martwiłem się, że będę niewyraźnie mówić i nikt mnie nie zrozumie. Jak tylko usłyszałem pierwsze słowa od kolegów z za granicy od razu wstąpił we mnie spokój. Każdy z nich mówił po angielsku ze swoim akcentem tzn. mówili bardzo wyraźnie i nie skupiali się na poprawnej brytyjskiej czy też amerykańskiej wymowie. Język włoski jest językiem bardzo muzykalnym więc nawet dość śmiesznie niektórzy brzmieli. Wtedy zrozumiałem, że najważniejsze w tym wszystkim jest to aby każda ze stron się zrozumiała. Kwestie poprawności wymowy są drugoplanowe ale zawsze jestem pełen podziwu dla tych, którzy mówią tak dobrze po angielsku. Po prostu też bym tak chciał być tak profesjonalnym 🙂

Pani Michale, Pana podcasty są konkretne i rzeczowe a goście wspaniali. Zawsze słucham w samochodzie. Pozdrawiam serdecznie i dziękuje.

Odpowiedz

Dorota Listopad 21, 2017 o 22:55

Pamiętam jak dziś, w 2006 wyjechałam do Londynu na kurs językowy. Od razu okazało się, że niby znam bardzo dużo słowek ale nie potrafię ich używać i boję się rozmawiać. W nowej sytuacji byłam zmuszona żeby odzywać się do ludzi…w sklepie, pubie itp. Gdy zorientowałam się, że potrafię się dogadać z obcokrajowcem i ludzie mnie nawet rozumieją to urosły mi skrzydla. Zaczęłam budowac bardziej zaawansowane zdania i przemycać trudniejsze słówka. Po miesiącu w Lodnydnie wróciłam odmieniona. Ułatwiłomi to naukę w szkole i przystąpienie do matury. Pozdro dla Arleny! <3

Odpowiedz

Grzesiek Listopad 21, 2017 o 22:55

Cześć wszystkim 🙂 Arlena, Michał – super odcinek. Co do przełamania to było ich kilka bo były duże przerwy pomiędzy. Pierwszy raz kiedy na jakiejś imprezie okazało się, że w większości są ludzie, którzy mówili tylko po angielsku i nie było wyjścia 🙂 To było olśniewające doświadczenie dla mnie. Drugi raz kiedy byłem w Rydze na Łotwie i jedyny wspólny język do porozumiewania się z innymi był angielski – byłem pod wrażeniem, że to nie jest takie trudne kiedy musisz 🙂 Trzeci raz to wycieczka do Egiptu, gdzie też bardzo się osłuchałem z angielskim: „Heloł maj frent, gut prajs for jur, łan dolar” 🙂

Odpowiedz

Piotr Listopad 21, 2017 o 22:56

„Co sprawiło, że przestałaś / przestałeś się bać mówić po angielsku?”.
Moja opowiastka zdarzyła się na egzaminie do liceum. Przy czym był to egzamin z niemieckiego, po zdaniu którego przestałem się w ogóle bać, że ktoś mnie nie zrozumie jak mówię w obcym języku. Tak samo dotyczy to angielskiego.
Na egzaminie miałem opisać moją rodzinę.
No więc mówię dobrze przygotowany do tego tematu, że moja rodzina składa się z czternastu osób. Egzaminator, że chyba z czterech, że to pomyłka językowa. Nie z czternastu i wymieniam babcie, dziadków, ciocie i wszystkich innych. Nie dałem się zbić z tropu i dobrnąłem szczęśliwie do końca mimo, że egzaminatorki cały czas nie mogły się nadziwić tak licznej rodzinie.

Odpowiedz

Iwona Listopad 21, 2017 o 22:59

W momencie kiedy zapisałam się na kurs dla dorosłych i okazało się, że tak naprawdę jestem w czołówce. To dodało mi skrzydeł i stres odpuścił. A teraz popisuje się przed moim synem jakimś tam slowkiem a on mnie czasami poprawia. Jednak nie czuję już zażenowania.

Odpowiedz

Lika Listopad 21, 2017 o 23:01

Jak przestanę się bać to napisze. 😉 ups, wtedy to powiem 😀

Odpowiedz

Dawid Listopad 21, 2017 o 23:02

Przestałem się bać mówić po angielsku kiedy rozpocząłem lekcje ze znajomym Ekwadorczykiem który niewiele mówi po polsku (i chciałby się nauczyć naszego języka) . Fakt że osoba po drugiej stronie jest w takiej samej sytuacji jak Ja pozwoliło mi na swobodne oswojenie się z językiem i posługiwanie się nim w trakcie normalnej konwersacji. Jeżeli nie znamy jakiegoś słowa to staramy się opisać innymi przykładami co przyśpiesza utrwalanie wiedzy i pozwala nam się zrozumieć nawzajem.

Pozdrawiam.

Odpowiedz

Monika Listopad 21, 2017 o 23:06

Przestałam bać się mówić po angielsku, kiedy po maturze pojechałam na wakacje do UK. Mieszkał tam mój brat, który zaraz po przylocie zabrał mnie na kolacje i kiedy podszedł do nas kelner, on milczał i patrzył na mnie trochę szyderczym uśmiechem. Pokazywał, że to ja mam zamawiać. Po wtedy dla mnie ciężkiej próbie rozmowy po angielsku oraz późniejszych doświadczeniach z rozmowami z Anglikami – odważyłam się mówić. Choć mój angielski nadal nie jest idealny – wiem, że mogę mówić, nawet jeśli moja gramatyka czy wymowa nie są idealne – nadal pracuje, żeby w końcu taka była:)

Odpowiedz

Arek Listopad 21, 2017 o 23:11

Witam serdecznie Michała i Arlenę.
Pamiętam jak dziś, jak przyjechałem do Wielkiej Brytanii w 2009, i miałem tak jakby nagraną pracę, ale musiałem się spotkać z panem w agencji w celu sprawdzenia mojego języka. Nie wymagali perfekcji, ale coś trzeba było powiedzieć, więc ja wydukałem:
„Work, I want today yyyy… maybe… you give…yyyy….Landlord room.. I money…yyy want…”. Po chwili dodałem ” Please” , wtedy się uśmiechnęli i następnego dnia zacząłem. pracę….
Już wtedy wiedziałem że muszę się języka nauczyć, jeśli chce tu zostać dłużej.
A przestałem się bać mówić po angielsku, po mojej pierwszej rozmowie z pewnym Angielskim Landlordem z którym do dziś współpracuje. Podczas tej rozmowy pamiętam że, cały czas przepraszałem za mój słaby angielski. Na koniec dogadywania szczegółów powiedział coś co zostało mi w głowie do dziś. Arek, twój angielski jest na bardzo dobrym poziomie ja cię rozumiem, ty rozumiesz mnie. Zacznij rozmawiać z ludźmi w każdej możliwej sytuacji. 99% społeczeństwa będzie usmiechnięta i dumna, że ktoś tak się stara rozmawiać w ich języku. Keep going do not stop.
Dziś (chociaż do takiego flow jaki ma pani Arlena, brakuje mi wiele wiele pracy) mówię całkiem nieźle. Ale zawsze można się czegoś więcej nauczyć.
Pozdrawiam serdecznie.
Arek

Odpowiedz

Cezary Listopad 21, 2017 o 23:13

Ja przestałem sie bać mówić po angielsku, gdy podczas spaceru z moją dziewczyną, jakiś nieznajomy podszedł do nas i zapytał o drogę a ja mu płynnie odpowiedziałem 🙂

Odpowiedz

Dominik Listopad 21, 2017 o 23:14

Moje przełamanie językowe nastąpiło w momencie, kiedy na 2 tygodnie wylądowałem w brytyjskiej rodzinie (odbywałem praktyki zawodowe w UK). Nigdy wcześniej nie lubiłem wypowiadać się po angielsku, no aleee.. nadszedł czas, kiedy trzeba było się odezwać, żeby kolejnego dnia mieć obiadek na właściwą godzinę, czy też poinformować, że się wróci później do domu ;p I w sumie nie wyszło aż tak źle, bo nie tylko porozumieliśmy się bez problemów (czasami tylko się czepiali słownictwa z AmE zamiast ich BrE haha), ale również dyskutowaliśmy praktycznie na każdy temat 🙂

Odpowiedz

Szymon Listopad 21, 2017 o 23:29

Niestety brak kontaktu z językiem, regres i znów mam opory przed mówieniem. Tym bardziej że zamiast się rozwinąć i mówić lepiej to jest słabiutko, ale trzeba zakasać rękawy i do roboty 🙂 Dziękuję za sporą dawkę entuzjazmu, motywacji a przedewszytkim masę praktycznych porad. Pozdrawiam.

Odpowiedz

Wojtek Listopad 21, 2017 o 23:41

Ja przestałem się bać mówić po angielsku, jak kilka lat temu mieliśmy z żoną przyjemność gościć emerytowanego nauczyciela historii z Anglii. Moja żona cały czas rozmawiała z gościem, a ja tylko słuchałem. W pewnym momencie gość zapytał jej, czy ja mówię po angielsku? Żona odpowiedziała mu, że tak ale się wstydzę. Na to jegomość, że to on powinien się wstydzić bo nie zna polskiego, a ja powinienem się szczycić tym, że znam jezyk obcy i na pewno będę zrozumiany. Od tamtej pory nie mam oporów w mówieniu.

Odpowiedz

Człowiek Listopad 21, 2017 o 23:44

Wyjazd na praktykę do Holandii był takim momentem, w którym musiałem zacząć używać języka angielskiego, pomimo mojego przerażenia czy ogólnych problemów w kontaktach z innymi ludźmi. Na miejscu okazało się prawie każdy Holender czy obcokrajowiec mówi po angielsku, tylko że wszyscy popełniają masę błędów, które słyszałem co jakiś czas. Ale nikt się nimi nie przejmował, bo wszyscy się zazwyczaj rozumieli. Dlatego doszedłem do wniosku że i ja nie mam się o co bać, zwłaszcza że okazało się, że radze sobie całkiem nieźle i po prostu zacząłem z nimi rozmawiać.

Odpowiedz

Ania Listopad 22, 2017 o 00:12

Wyjechałam do UK zaraz po ukończeniu liceum w ramach pracy zarobkowej na studia, Jednym z moich zajęć było sprzątanie w jednym z oxfordzkich college’y. Miałam częsty kontakt ze studentami, ale nasze rozmowy były zazwyczaj zdawkowe z racji moich ograniczeń językowych. Pamiętam jedną rozmowę, kiedy pewien student zapytał mnie o moje plany na przyszłość, a ja tak bardzo chciałam mu o nich opowiedzieć, co więcej, tak bardzo chciałam, żeby mnie zrozumiał, że usilnie doprowadziłam mój kulawy wywód do końca wręcz niepozwalając temu biednemu chłopcu odejść. Pomogła mi wtedy zdecydowanie jego cierpliwość oraz słynna angielska uprzejmość 🙂 Gdy wracam pamięcią do tej sytuacji uśmiecham się na myśl kiedy to w czerwonym kubraczku trzymając odkurzacz jedną ręką machałam druga starając się wzbogacić moją wypowiedź używając body language 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

Odpowiedz

Bartosz Listopad 22, 2017 o 00:14

Świetny odcinek, uwielbiam obie postacie ^^.

W moim przypadku nie było jednego, incydentalnego „przestania się” bać, a raczej mozolny proces „przestawania się” bać – a były to po prostu lekcjo-konwersacje z Kanadyjczykiem, 2x w tygodniu. Koleś był niesamowicie sympatyczny, interesujący, z innym „mindsetem” – a jednocześnie był dobrym nauczycielem (bez wykształcenia, o zgrozo!) no i tak z lekcji na lekcję coraz bardziej się otwierałem.

Odpowiedz

Michał Listopad 22, 2017 o 00:17

Na weselu fajna atmosferka niemiec próbujacy nadazyc nad tempem kolejek i wtedy wkraczam ja ze swoim angielskim tlumaczac mu ze w polsce 1liga pilkarska to tak naprawde 2liga 😂

Odpowiedz

Martyna Listopad 22, 2017 o 00:24

Nie warto się bać mówić po angielsku. Byłam głupia, że wcześniej tego nie zauważyłam. A zmieniłam zdanie co do tego w chwili gdy sama, z własnej woli chciałam uczyć się angielskiego, nie tylko to co na lekcji w szkole. Trochę gramatyki, trochę słownictwa, trochę wymowy. Coraz więcej i więcej. Filmiki Arleny pomagają. Jest coraz lepiej. 😀

Odpowiedz

Wojciech Listopad 22, 2017 o 00:39

Moje obawy przestały mnie zżerać kiedy musiałem coś odpowiedzieć jednemu szkotowi. Było to wesele mojej klientki gdyż jestem fotografem. Pan który był szkotem (stwierdziłem to po standardowych elementach szkota jak np kilt) zapytał mnie czy lubię piwo. Ja nalewając herbatę odpowiedziałem, że nie piję wcale alkocholu. Wtedy Szkot mnie poklepał i powiedział „no bad” – nie wiem co dokładnie miał na myśli ale od tego czasu próbuję i gdy się lekko stresuje – przypominam sobie tego starszego Pana 🙂

Odpowiedz

Darek Listopad 22, 2017 o 01:02

Będąc jeszcze na studiach wygrałem (trochę przypadkiem) staż w USA. Załatwiłem formalności, wsiadłem w samolot i w pojedynkę rozpocząłem przygodę. Po 18 godzinach powietrzu i awarii samolotu (to się zdarza tak rzadko, że musiało trafić na mnie) wysiadłem na lotnisku w Indianapolis, wsiadłem do taksówki i zdałem sobie sprawę, że muszę otworzyć gębę bo inaczej się z stamtąd (lotniska) nie wydostane :/

Odpowiedz

Aleksandra Listopad 22, 2017 o 01:07

Olałam to, że mogę gdzieś się zająknąć i popełnić błąd – najważniejsze żeby się dogadać!

Odpowiedz

Patrycja Listopad 22, 2017 o 01:46

Moze moja odpowiedz nie bedzie zbytnio oryginalna. I z gory przepraszam za brak polskich znakow. A o to moja historia:

W Polsce balam sie rozmawiac po angielsku, gdyz w szczegolnosci w szkole badz miedzy polakami. Czulam ogromna presje oceny mojej znajomosci jezyka. Natomiast kiedy zdecydowalam sie wyjechac do Anglii po prostu musialam mowic po angielsku, nie zwazajac na to czy akurat w tym momencie mowie konkretne zdanie poprawnie gramatycznie. Spotkalam sie z przychylnoscia ze strony anglikow i brakiem oceny. To dodalo mi pewnosci siebie.

Dziekuje za mozliwosc wziecia udzialu w konkursie. Wygrana pozowli mi szlifowac moja gramatyke. Bo juz nie wiem co mam robic, zeby weszla mi ona do glowy… Mam kilka podrecznikow z gramatyki, ale nie motywuja mnie one zbytnio do dzialania.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Ewa Natalia Listopad 22, 2017 o 06:37

Jechałam w Szwecji autobusem do niewielkiej miejscowości i nie widziałam, kiedy wysiąść. Jedyną osobą w autobusie była staruszka, więc podeszłam powtarzając w myślach zdanie, które chciałam powiedzieć. Kiedy odpowiedziała, brzmiała jak królowa angielska i w ciągu kilku kolejnych dni poznałam szwedzki przepis na biegły angielski, z którego korzystam do dziś.

Odpowiedz

Agnieszka Listopad 22, 2017 o 07:01

Mi pomogło najbardziej to, że rzuciłam się na głęboką wodę! Dotychczas w obcojęzycznych okolicznościach zawsze miałam obok siebie support, więc nie musiałam się wychylać… a potem zdecydowaliśmy się z mężem na wyjazd do Holandii. Generalnie moja znajomość angielskiego była duużo lepsza niż niderlandzkiego (tak dokładnie to po dwóch latach tutaj znam jakieś 20 słówek 🤣) więc to na angielskim musiałam się opierać. A potem zdobyłam anglojęzycznych przyjaciół. A jak już się kogoś kocha to chce mu się powiedzieć wszystko, nie ważne jak późno w nocy jest ani ile alkoholu za nami. Ciekawostka: moje umiejętności wzrastają nieznacznie po pierwszym piwie, a spadają po trzecim. Książek nawet jak nie wygram to kupię, są cudowne, Arlena też jest cudowna i ma tak samo jak ja skrzywione poczucie humoru 😍❤❤❤

Odpowiedz

Łukasz Listopad 22, 2017 o 07:26

Jak przestałem się bać? Musiałem. Podczas pierwszego kontraktu zagranicznego okazało się ,że jako jedyny z 11osobowej załogo coś mówię po angielsku. Z racji stanowiska byłem „na musiku” i poszło!

Pozdrowienia

Odpowiedz

Anna Listopad 22, 2017 o 07:31

Ze strachem przed mówieniem po angielsku, było tak jak z innymi strachami u mnie- wychodzenie z niego to był proces. Uczę się języka angielskiego od 4 klasy podstawówki, ale moje pierwsze próby mówienia po angielsku to dopiero czas późnego liceum. Co pozwoliło mi się przełamać? Przede wszystkim moje pragnienie eksperymentowania- znałam już dużo angielskich słówek – nadszedł czas, aby je połączyć w zdania, a te w dłuższe wypowiedzi. Poza tym zwyczajna zazdrość (choć to może nie najlepsza motywacja! 🙂 + poruszona ambicja – inni z klasy mówią, to ja chyba też mogę! Zaczęłam słuchać angielskich piosenek, oglądałam różne programy, próbowałam rozmawiać po angielsku z kuzynkami. Najbardziej jednak pomógł mi trzytygodniowy wyjazd do Croydon, gdzie stanęłam przed koniecznością mówienia po angielsku. Moje pierwsze próby rozmów z native’ami wypadły pomyślnie- zrozumieli mnie! 🙂 i to zmotywowało mnie do podejmowania kolejnych. Moja językowa łódka, po bardzo długich przygotowaniach wypłynęła w końcu z portu. Okazało się, że mimo, iż ocean jest bezkresny, radzi sobie całkiem dobrze. Aktualnie pracuję, komunikując się na co dzień w języku angielskim.

Odpowiedz

Daniel Listopad 22, 2017 o 07:54

Co sprawiło, że przestałeś się bać mówić po angielsku ?

Po pierwsze nigdy się nie bałem, po drugie trening czyni mistrza !

A po trzecie Pozdrawiam 🙂

Odpowiedz

Magda Listopad 22, 2017 o 08:39

Przełamanie z mówieniem przyszło do mnie bardzo późno, bo po dobrych 15 latach styczności z językiem. Zachęcona filmem Arleny (to było właśnie coś o nie baniu się mówić po angielsku) zapisałam się do szkoły językowej. Okazało się, że byłam jedną z trzech osób w grupie, wliczając nauczyciela. Po pół roku regularnych zajęć nagle po prostu zaczęłam mówić 🙂 Minęły już 2 lata od tamtej pory i mówię lepiej niż umiem. Z błędami gramatycznymi, bo dla mnie grama to drama właśnie, ale i tak jest super, polecam ten stan 10/10 😉
Tak naprawdę tylko rekruterzy z Polski są straszni, reszta globu też popełnia błędy i też na te błędy pozwala.

Odpowiedz

Aga Listopad 22, 2017 o 08:40

Przestałam się bać dzięki…bieganiu:) Zaczęłam przygodę z bieganiem w marcu tego roku,a w listopadzie pojechałam na New York City Marathon-wyjazd wiązał się z koniecznością rozmowy po angielsku. Ludzie byli tak mili i wyrozumiali, że mimo moich wielu błedów dogadywaliśmy się:)

Odpowiedz

Kasia Listopad 22, 2017 o 08:58

Witam,
Przeczytałam wszystkie komentarze i podziwiam tych wszystkich którzy ten strach maja za sobą …Mój komentarz jest niestey nie na temat bo ja nadal sie boje i nie potrafię przełamać. Corusz szukam to nowych rozwiazań aby zacząc zazdroszcze innym i podziwiam jak potrafia płynnie mówic. U mnie to wciaż pieta achillesowa 🙁
Pozdrawiam serdecznie miłego dnia wszystkim

Odpowiedz

Grzegorz Listopad 22, 2017 o 09:03

Odpowiedz do pytania konkursowego:
Tak na prawdę to były dwie sytuacje. Pierwsza z nich miała miejsce na przyjęciu urodzinowym znajomego gdzie byli również goście spoza Polski. Los chciał, że trafiliśmy do grupki z amerykanki. Na początku trochę się obawiałem jak pociągać rozmowę, ale wpadliśmy w super flow. Na koniec powiedziałem im, że obawiałem się że sie nie dogadamy, bo nie używałem jakiś czas angielskiego w dłuższych rozmowach. Nowo poznaną znajoma odpowiedziała, że właśnie bardzo fajnie opanowaliśmy język i jest zaskoczona. To mnie sporo podbudowało w tej kwestii. Drugą sytuacja, która to potwierdziła był wyjazd do Budpaesztu, gdzie nikt z naszej paczki nie znał węgierskiego. Całą podróż oparliśmy na rozmowę po angielsku z miejscowymi. Wtedy się upewniłem, że świat nie ma barier i mogę podróżować i mieszkać gdzie chcę. 🙂

Odpowiedz

Anna Listopad 22, 2017 o 09:12

Kolejny podcast -kiedy słyszysz jak inni opowiadają co Ci w duszy gra, bo relacje budujemy z ludzmi którzy podobnie myślą 🙂 Co do angielskiego-to bariera przed mówieniem jest w nas ,nasze przekonania zbudowane przez rodziców, szkołę (bo stres zatrzymuje myślenie) kulturę często Nas obezwładniają a nawet zatrzymują całkowicie. Odblokowałam się w życiu dorosłym jak pojechałam do Pragi i uwolniłam swój umysł od oceny która ciągnie się całe życie i dyktuje naszymi działaniami-z utęsknieniem czekam na książkę, swoim dzieciom pokazuję że nauka nie jest straszna to tylko nasza wybraźnia, pozdrawiam serdecznie Ania- adres email [email protected]

Odpowiedz

Aleksandra Listopad 22, 2017 o 09:18

Świetne pytanie, które zmusiło mnie do zastanowienia się, czy naprawdę już PRZESTAŁAM się bać…? Muszę odpowiedzieć: tylko częściowo tak. Proces „przestawania się bać” rozpoczął się, jak rzuciłam się na głęboką wodę i przyjęłam propozycję pracy w biurze w Niemczech. Pomyślałam sobie: „aaaaa co tam, niemiecki w sumie znam, przepadam wręcz (dziwne wiem;) ), dam radę!”. Jednak nie pomyślałam, że niecałe 6 miesięcy później przyjdzie szef i powie: „hej, Ty mówisz po angielsku prawda?, jedziesz ze mną jako tłumacz do Pragi. Szykuj się”. Yyyy ile ja się napociłam z nerwów! Prowadziłam spotkanie po angielsku (którym naprawdę niezbyt dobrze mówię i chcę, bardzo chcę to zmienić!) z 5 obcymi mężczyznami + z moim szefem i to w sprawach technicznych. Było strasznie stresująco! Z Pragi wróciłam z odnowioną wiarą w siebie, w swoje możliwości anglojęzyczne i z wielką dziurą w spodniach na tyłku, z którą, jak mi szef nie omieszkał później opowiedzieć, paradowałam przed Klientem ;)))) !!!
Serdecznie pozdrawiam
Aleksandra

Odpowiedz

SARA Listopad 22, 2017 o 09:21

Dzięki Michale za takiego cudownego gościa. Nigdy wcześniej nie słyszałam o Arlenie – a to straszna strata! Powiem szczerze, że jak przeczytałam tytuł podcastu to trochę się zraziłam, bo stwierdziłam w przedbiegach, że ten temat mnie w ogóle nie interesuje. Na szczęście twoich podcastów słucham bez względu na to o czym są i tym razem jak zwykle nie żałuję 🙂 Fajnie, że poruszacie temat edukacji w ogóle w Polsce. Wielu nauczycieli zakrywa się ,,programem”, a skoro się z nim nie wyrabiają resztę zadają uczniom do domu. Pamiętam jak w liceum jeździłam do szkoły ze łzami w oczach, bo fizycznie nie byłam w stanie przygotować się na wszystkie zajęcia, a że byłam ambitna, to tym bardziej mnie to frustrowało. Każdy nauczyciel uważał, że to jego przedmiot jest najważniejszy i wystarczy poświęcić godzinkę dziennie i nie trzeba będzie się uczyć przed sprawdzianem 🙂 Policzyłam, że musiałabym zrezygnować ze snu, żeby dobrze się przygotować do każdej lekcji. Samej nauki miałam na 6 godzin dziennie po szkole. Wracałam do domu o 16:30 miałam masę obowiązków w domu i ciągle chodziłam sfrustrowana. Mojej szkole przyświecało hasło ,,szkoła dobra a nawet lepsza” – które było powtarzane przy każdej możliwej okazji. Tylko, że do dziś nie wiem co w tej szkole było takiego dobrego, poza tym że zapisywały się do niej osoby z lepszymi wynikami. Nauczyciele byli beznadziejni i ,,wymagający”, ale tylko wobec uczniów, a nigdy wobec siebie. Różnili się tym, że po prostu żeby zaliczyć trzeba było się nauczyć na pamięć WSZYSTKIEGO. Liceum skończyłam 10lat temu i nie pamiętam niczego. Największą wiedzę teoretyczną zdobyłam na studiach, a tę praktyczną i taką która na prawdę przydaje mi się w życiu i prowadzeniu biznesu dopiero po nich (i to właśnie dzięki takim ludziom jak Ty Michał). Dziękuję i serdecznie was pozdrawiam 🙂

Odpowiedz

Kamil Listopad 22, 2017 o 09:24

Staram się przynajmniej kilka zdań zamienić z żoną każdego dnia po angielsku w formie zabawy. Proste zdania związane z codziennymi sprawami. Dzięki temu realizujemy przyjemne z pożytecznym 🙂

Odpowiedz

Joe Listopad 22, 2017 o 09:26

To było wtedy, kiedy…
Chociaż nie, ja wciąż się boję mówić po angielsku 😉

Świetny podcast. Pozdrawiam.

Odpowiedz

Kamil Listopad 22, 2017 o 09:50

Hej świetny materiał, jak zawsze!

A przestałem się bąc mówić po angielsku, gdy zaczęliśmy organizować w pobliskim barze takie wieczorki językowe, wpada wielu native’ów i zabawa jest przednia, a skill rośnie 😀

Odpowiedz

Aga Listopad 22, 2017 o 09:52

Niestety, ja zaczęłam bać sie mówić po angielsku. Okolo 10 lat temu bylam kilka miesięcy w USA, nawet troche pracowałam, nie miałam problemów z dogadaniem się, a najwazniejsze – nie bałam sie odezwać mimo, iż moja znajomość języka to bylo tylko 3 lata na studiach i sluchanie piosenek po angielsku. Wiecej rozumialam niż umialam sie wypowiedzieć ale nie bylo strachu przed rozmowami. Pozniej juz nie mialam stycznosci z językiem i to byl wielki błąd. Teraz przyszlo mi mieszkać w kraju, gdzie angielski to drugi obowiazujacy jezyk, a ja na początku mialam tak wielka blokadę, ze balam sie w sklepie podejść do kasy zaplacic za zakupy i wysylalam męża. Kiedy zas pytal o co mi chodzi, przecież znam jezyk lepiej niz on, to ja zaczynalam płakać. Ale pojawila sie pani Arlena, zaczelam ogladac jej filmiki i sytuacja sie poprawila, moja mobilizacja to tez fakt, ze mam male dziecko i jak cos sie wydarzy to musze umiec sie dogadac. Moja rada to zdecydowanie ciagle praktykowanie języka, bo kiedy zapominamy, nie ćwiczymy i kiedy robimy sie coraz starsi, trudniej bedzie nam powrocic do mówienia w danym jezyku.

Odpowiedz

Dominika Listopad 22, 2017 o 09:59

Kiedy przestałam się bać mówić po angielsku?Nigdy. Do dziś boję się mówić po angielsku a jest to spowodowane nie tym,że boję się powiedzieć coś do anglika czy innej narodowości osoby, boję się tego że gdzieś w pobliżu będzie osoba która pochodzi z polski i to ona mnie wyśmieje, że mówię nie poprawnie, że nie składnie i że wogóle po co mówię jeśli nie potrafię. Niestety spotkało mnie to nie raz i stanowi to dla mnie ogromny problem,który jest jak na razie nie do przeskoczenia. Pozdrawiam

Odpowiedz

Patrykos Listopad 22, 2017 o 10:04

Moja przełamanie się do rozmowy po angielsku ? Dość przymusowe

Wyjechałem za granicę do Danii gdzie każdy tam rozmawia po angielsku. Ja na tamten moment praktycznie wcale, nie znałem wielu podstawowych słów które nawet znają dzieci z podstawówki.
Przyjechałem do taty lecz on był kierowcą tira i nie było go wcale na miejscu także prace i dokumenty w urzędach musiałem załatwić sam. Mimo wszystko nie umiejąc za wiele chodziłem i z urzędnikami i pracodawcami rozmawiałem. Fakt na początku więcej na migi i używając słów które zapamiętywałem przed wejściem do budynku ale dawałem rade i osiągałem zawsze pożądany rezultat. 🙂

Odpowiedz

Hanna Listopad 22, 2017 o 10:11

Witam, moja droga do angielskiego była długa… 🙂
niby ten język był gdzieś zawsze obecny w szkole ale nigdy nie traktowałam go poważnie. Nauczyłam sie niemieckiego bo mój mąż jest Niemcem ale jego firma wysłała go na kontrakt do pracy w kraju arabskim. I tam powstał problem bo niewiele osób (nowo poznane koleżanki Arabki) mówiło po niemiecku, a po angielsku mówią świetnie. Więc i ja zaczęłam, zapisałam się na kurs a moją ,,nauczycielką,, została moja sąsiadka a obecnie najlepsza przyjaciółka Pooja. Wróciliśmy do Niemiec ale z przyjaciółkami utrzymuję regularny kontakt. Oczywiscie po angielsku 🙂

Odpowiedz

Alek Listopad 22, 2017 o 10:19

Ja przestałem się bać mówić po angielsku dzięki swojemu przyjacielowi. Było to ponad rok temu. Bartosz zna 2 języki obce na wysoki poziomie. Po prostu rano jak wstawałem żeby iść na siłownie to gadaliśmy o tym co się działo wczoraj lub na siłowni. I tak po wakacjach zapisałem się kurs językowy. Uwierzyłem w siebie i w to, że wreszcie mogę się nauczyć angielskiego. Jest to moja pięta Achillesa. W zasadzie jest to ostatnia większa rzecz do dopięcia jaką mam na swojej liście przed obraną pracy magisterskiej. Zestaw konkursowy mi by bardzo pomógł oraz na pewno ułatwił naukę. Dlatego podejmuje wyzwanie 🙂 inna sprawa to taka, że super Panie Michale, że zapraszasz takie osoby do swojego bloga. Na bieżąco siedzę co się tutaj dzieje. Życzę jeszcze większych sukcesów. Pozdrawiam A

Odpowiedz

Marta Listopad 22, 2017 o 10:21

Hej,
Michał, Arlena dziękuję za świetny podcast.
Właściwie to zawsze chciałam mówić po angielsku i szukałam ku temu okazji jak Arlena.
Przełomem był wyjazd na wakacje za granice w wieku 13 lat.Podeszła do mnie Pani i spytała ” Do you speak English?”. Podekscytowana odpowiedzialam dumnie „Yes, I do”. Moje zdziwienie bylo ogromne jak okazało się, że ta Pani chce odemnie wyżebrac pieniądze, bo jest glodna…..
Chyba nie tego sie wtedy spodziewałam po tej rozmowie, ale byłam z siebie dumna, że zrozumialam o co jej chodzi:)
Dalej już poszło samo….:)
Arleno przpomnialaś mi o mojej trochę zapomnianej milości do tego języka.
Pozdrawiam
Marta

Odpowiedz

Kuba K-W Listopad 22, 2017 o 10:25

Przestałem się bać mówić, aby… przeżyć!

Północna Szkocja, jesień 2012, młody chłopak po maturze w swojej pierwszej pracy jako kelner próbuje zrozumieć anty-przyjemnego, rdzennego, starszego Szkota, który uporczywie chce uzyskać „BYD” (przecież brzmi jak „butter” prawda?). Tydzień później brak doświadczenia zmusza do szukania innej pracy.

I tutaj pojawia się magiczna granica, albo nagle zrozumiem, albo zagłodzę na śmierć. Lubię jeść, więc szkockie BBC non-stop na słuchawkach, dużo samozaparcia i dzisiaj preferuję rozmowę z kimś z Newcastle niż z Londynu 🙂

Pozdrawiam serdecznie!
Kuba

Odpowiedz

Iwona Listopad 22, 2017 o 10:35

„Co sprawiło, że przestałaś / przestałeś się bać mówić po angielsku?”.
Chcę się podzielić doświadczeniem moim i mojego męża. Ja uczyłam się języka angielskiego chyba z 15 lat w polskich szkołach oraz prywatnie. Byłam przekonana, że jestem dobra. o, gramatykę miałam w małym paluszku, to pewne. Wyjazd do Szkocji przekonał mnie, że mało umiem i na początku byłam bardzo zablokowana. Nie rozumiałam w całości żadnego zdania, więc przez pierwszy tydzień nie odzywałam się prawie wcale, tylko słuchałam tego specyficznego akcentu. W wolnym czasie oglądałam wiadomości w ichniejszej telewizji z włączonymi napisami. Potem się odważyłam mówić pojedyncze słowa. Następnie zdania. Po pewnym czasie, mimo obaw zapisałam się na właśnie organizowane roczne studia z zarządzania w hotelarstwie (organizowane dla pracowników). Dostaliśmy materiały, które w wolnych od pracy chwilach tłumaczyłam sobie ze słownikiem. Wiele osób zrezygnowało z powodu trudności ze zrozumieniem, ale ja jestem bardzo uparta… Skończyłam je i uzyskałam dyplom. W ten sposób pozbyłam się obaw dotyczących mówienia po angielsku.

Natomiast mój mąż uczył się w szkole niemieckiego (ale się nie przykładał:). Pojechaliśmy do Szkocji razem, ale od razu skierowano go do innej pracy. Po angielsku znał jedynie „fuck” i „hi”. Ciekawe, skąd?
Musiał dawać sobie radę sam. On podchodził do sprawy na luzie. Nie studiował słowników, bo nigdy nie przepadał za czytaniem… Dzięki wrodzonej inteligencji 😉 wyłapywał poszczególne słówka i dość szybko był w stanie porozumiewać się (a pracował z prawie samymi tubylcami, ale Szkoci podchodzą do życia naprawdę na luzie i są bardzo życzliwi). Nauczył się tak dobrze (choć jego gramatyka do tej pory nie istnieje), że teraz bez problemu daje sobie radę na obczyźnie, a jeździ po dużej części Europy.

Jak widać, możesz nauczyć się języka jedynie słuchając i mówiąc. Potwierdzam to, ucząc się dla zabawy i rozruszania głowy hiszpańskiego. Oglądam hiszpańskojęzyczne telenowele na internecie i zaglądając od czasu do czasu na strony do nauki hiszpańskiego powtarzam na głos zwroty. Dobrze mi idzie, tak myślę;)

Odpowiedz

Karo Listopad 22, 2017 o 10:40

Ja poluzowałam jak odkryłam, że umiem żartować po angielsku i czasami jest to nawet łatwiejsze niż po polsku, bo odnosi się często do popkultury. I jak nie wiem jak coś powiedzieć to mogę żywcem wyciągać zwroty, sformułowania, zdania z filmów, piosenek, seriali i to albo jest zabawne (bo rozmówcy ogarniają skąd jest cytat), albo jest po prostu płynne i nie ma problemu 😀 Na warsztatach robotycznych w Hiszpanii (byłam zestresowana, że słowa nie powiem i będę tylko uśmiechać się i przytakiwać) musieliśmy przylutować nóżki procesora do płytki drukowanej, ale dziurki na niej były niedopasowane do wielkości nóżek, więc wywiązała się rozmowa
„It’s too big!”
„That’s what she said!”
I tak jakoś poszło 🙂 Powodzenia dla każdego, kto próbuje się ogarnąć!

Odpowiedz

Ania Listopad 22, 2017 o 10:45

Przestałam bać się mówić po angielsku, kiedy się zakochałam!
Na jednej z imprez studenckich poprosił mnie do tańca przystojny Hiszpan, studiujący na mojej uczelni w ramach programu Erasmus. Byłam tak sparaliżowana, że do dziś nie wiem jakim cudem udało mi się przekazać mu mój numer telefonu. Po wymianie kilku wiadomości sms, postanowiliśmy się spotkać i nie miałam już wyjścia – musiałam zacząć mówić po angielsku. To spotkanie było dla mnie momentem przełomowym w nauce porozumiewania się po angielsku- odkryłam, że jestem rozumiana i chociaż nie mówię w 100% poprawnie nikt nie zwraca na to uwagi.
Od tej randki minęły już ponad cztery lata, miałam w tym czasie wiele okazji do rozmów po angielsku – prywatnych i służbowych, a ten sam Hiszpan jest dziś moim narzeczonym 🙂

Odpowiedz

Kamil Listopad 22, 2017 o 10:53

Cały czas walczę z problemem mówienia po angielsku. Nauka języka w szkole odbiła niestety swoje piętno na pewności siebie, lepiej było się nie odzywać żeby się nie ośmieszyć. Chwilę po skończeniu studiów sam z siebie poczułem ogromną chęć doskonalenia języka. Staram się każdego ranka włączać anglojęzyczne radio, tv mam ustawione na oryginalne wersje filmów, telefon ma również ustawiony język angielski. Ostatnio mam mało możliwości rozmowy po angielsku z kimkolwiek, w związku z czym gadam sam ze sobą. Po wysłuchaniu Arleny myślę ze warto by było umówić się właśnie na same konwersacje. Dobrze zresztą wspominam wyjazdy za granicę, po 2-3 dniach zaczynam się już pewnie porozumiewać z ludźmi, nie przejmuję się tak niedociągnięciami.

Odpowiedz

Paulina Listopad 22, 2017 o 11:04

Przestałam się bać mówić po angielsku w gimnazjum, kiedy mój nauczyciel poprosił mnie, żebym wytłumaczyła naszym gościom z Włoch (przyjechali na wymianę), że wejściówki na imprezę obowiązują tylko nas, uczniów tej szkoły. Wytłumaczyłam to tak, że zrozumieli mnie całkowicie na odwrót, a nauczyciel wtedy powiedział: „Ale im to wytłumaczyłaś!” i pomyślałam wtedy: „O nieeee, tak nie może być!”- to był coś w rodzaju takiego „kopniaka” i postanowiłam rozmawiać z nimi tak dużo, ile się tylko da 🙂

Odpowiedz

Karolina Listopad 22, 2017 o 11:24

Choć wiem iż z gramatycznym i poprawnym angielskim nie idę w parze i nigdy nie było nam razem po drodze. To kilka lat temu, a mianowicie około 3 lat temu postanowiłam wyjechać na studia za granicę, rzucające się na przysłowiową głęboką wodę. Choć moi koledzy z zagranicy dobrze mówili po angielsku,a mnie samą zaskoczył wysoki poziom angielskiego u prowadzących (przed wyjazdem była przekonywana iż wykładowcy często po angielsku nie mówią i taki wyjazd to w sumie zabawa). Postanowiłam wziąć byka za rogi, moi współlokatorzy z polski mieli bardzo duży zasób słów (czego mi brakowało), ale panicznie bali się rozmawiać w obcym języku. Więc nawiązałam na początku kontakt ze studentami z mojego kursu pochodzącymi z Włoch i stwierdziłam iż możne i oni faktycznie więcej rozmawiają, ale bez kontaktu z obcokrajowcami i próbą rozmów – języka się nie nauczę. Wychodziliśmy razem zwiedzać, do kawiarni i na imprezy, a gdy mi brakowało słów odwracałam się do znajomych z polski i pytałam się ich o poszczególne słowa lub stwierdzenia, a już po miesiącu rozmawiałam w miarę naturalnie. I organizowałam ze znajomymi z zagranicy wycieczki. Okazało się również iż słuchanie piosenek po angielsku czy oglądanie filmów przyczyniło się do tego iż łatwiej wyłapywałam o co moim znajomym chodzi. Zaś pod koniec wyjazdu kilka osób stwierdziło iż mój angielki poprawił się i to bardzo w stosunku do początków (łącznie z wykładowcami). Dzięki takiemu doświadczeniu nauczyła się nie tylko angielskiego, ale i również podstaw języka włoskiego, hiszpańskiego i portugalskiego, choć wróciłam już do Polski i z tymi językami nie mam za dużo wspólnego to nadal wiele rozumiem.

Ta historia oczywiście ma dla mnie dużą wagę sentymentalną, ponieważ najważniejszym jej szczegółem jest „początek” – w czasie nauki w gimnazjum czy szkole średniej ślizgałam się z dwójami lub miałam poprawki w sierpniu. Wiecznie byłam z tego powodu zdołowana i załamana. Przez co przestałam w siebie wierzyć i nie chciałam kontynuować nauki. Jednakże tym wyjazdem udowodniłam nauczycielom i przede wszytkom sobie iż jeśli człowiek czegoś chce to to osiągnie! A gramatyka nie jest aż taka istotna w prawdziwym życiu.

Muszę przyznać iż o kanele Arleny słyszę po raz pierwszy, ale już teraz wiem że muszę nadrobić straty i zabieram się za nadrabianie zaległości gramatycznych! Myślę iż może to być przełom w mojej nauce!

Tak jak przełomem było przeczytanie Finansowego Ninja, dzięki któremu próbuję poukładać swoje finansowe sprawy i wychodzi mi to całkiem nieźle (choć przez niektóre etapy przechodziłam bardzo powoli i się blokowałam, ale taka już natura ludzka) 😉

Bardzo fajnie iż chce się wam dawać tak dużo od siebie, dla takich czytelników jak ja to wiele znaczy! Dziękuje 😉

Odpowiedz

Nikola Listopad 22, 2017 o 11:37

Odpowiedź kompletnie nie na zadane pytanie, bo ja nadal mam problem z „mówieniem” 🙂 Sądzę, że to przez brak używania języka angielskiego w życiu codziennym i mimo wszystko słabo go znam. O ile w miarę rozumiem tekst pisany i wypowiedzi skierowanie do mnie to przy powiedzeniu paru słów zapominam kompletnie wszystko. Ostatnio myślałam nad tym, żeby to zmienić i Pani Arlena dała mi do tego kopa i pomysły jak to zrobić. Dziękuje! 🙂

Odpowiedz

Sylwia Listopad 22, 2017 o 11:40

Jak przestałam bać się umówić po angliesku… Nie wiem czy w moim przypadku kiedyś na 100% to nastąpi. Zresztą mam wrażenie że w Polsce sami sobie narzucilismy standardy w stylu ” jak już mówisz po angielsku to musisz mówić dobrze” to nie ułatwia sprawy. Zawsze uważam że wstyd jak powiem coś nie tak, że nie umiem itp.
Pierwszy krok to były imprezy z ludźmi z zagranicy… po alkoholu jakoś łatwiej się rozmawia ^^
Kolejny przełom to była wizyta grupy z USA, której przyjazd koordynowałam ale do kontaktów z nimi w trakcie przygotowań była wyznaczona inna osoba. Po przyjeździe trzeba było zacząć mówić 😉 Szczególnie przekonało mnie to, że byli zachwyceni jak dobrze w Polsce mówi się po angielsku i wciąż to powtarzali. Teksty z Friends pomogły ^^. Wtedy doszło do mnie, że najważniejsze to się umieć dogadać, zrozumieć. 😉 I od tamtej pory jakoś tak lżej jest się do kogoś odezwać ^^

Odpowiedz

Daniel Listopad 22, 2017 o 11:41

Ma być zwięźle nie wiem czy mi się uda gdyż historia jest dość złożona 🙂

Przestałam bać się mówić po angielsku gdy poleciałem ze swojej pierwszej pracy z szefem do Szwajcarii na szkolenie. Byłem typem który jak Ty Michale rozumiał 90% ale miał problemy i bariery aby samemu coś powiedzieć (i tak wyglądało szkolenie że prawie się nie odzywałem).

Podczas powrotu gdy wsiedliśmy do samolotu Zurych – Poznań okazało się że samolot z przyczyn techniczny dziś nie poleci. Szefowi udało się przebookować mój bilet na lot do Berlina skąd miał mnie odebrać nasz pracownik i zawieść do Poznania a Szef został w Zurychu skąd następnego dnia poleciał do Pragi na kolejne spotkania biznesowe. Gdy wylądowałem w Berlinie okazało się że o ile mój bilet został przebookowany to mój bagaż już nie i został w Zurychu. Zaczął się ze stres że stracę swój bagaż musiałem. Musiałem biegać po lotnisku Schönefeld od okienka do okienka i walczyć o swój bagaż. Sprawę udało się wyjaśnić, bagaż został mi wysłany z Zurychu na wskazany adres.

Cały stres spowodował że nie myślałem o tym jak mówię po angielsku, obawy i wstyd jaki wcześniej temu towarzyszyły pokonał większy stres o utratę bagażu. Po całej sytuacji jak emocje opadły zdałem sobie sprawę że całkiem sprawnie udało mi się komunikować i to był moment przełomowy po którym coś we mnie pękło i lęk przed mówieniem minął. Reszta podróży z Berlina do Poznania minęła spokojnie 🙂

Odpowiedz

Natalia Listopad 22, 2017 o 11:44

Jak przestałam się bać mówić po angielsku?

Gdy poznałam mnóstwo inspirujących osób z innych krajów. Jedynym sposobem aby ich poznać była rozmowa w języku angielskim. Podczas wielogodzinnych rozmów dowiedziałam się wiele o innych kulturach, życiu ludzi, ich problemach i doświadczeniach. Nauczyłam się doceniać to, że żyję w wolnym kraju, mogę być niezależna i podążać własną drogą. Gdybym nie miała odwagi nawiązać rozmowy w obcym języku, tak wiele bym straciła. Dziś moi obcojęzyczni przyjaciele inspirują mnie do rozwoju, uczą tolerancji i bycia lepszym człowiekiem.

Odpowiedz

Magdalena Listopad 22, 2017 o 11:45

Pojechałam na intensywny kurs z nativami, z różnych stron świata i o dziwo (zgrozo 🙂 zauważyłam, że jestem rozumiana i że ja rozumiem, że fantastycznie jest spędzać ze sobą całe dnie i mówić tylko po angielsku (nawet jak do polskich przyjaciółek dzwoniłam to trzymałam się zasady, że to jest tydzień kiedy mówię tylko po angielsku), po drugim dniu kursu już sny miałam „po angielsku” … to był cudowny czas… czas go powtórzyć, bo – parafrazując – „nieużywana umiejętność zanika”

Odpowiedz

Piotr Listopad 22, 2017 o 11:47

Gdy zagadałem do dziewczyny w barze na Erasmusie i nie spławiła mnie 🙂

Odpowiedz

Ewelina Listopad 22, 2017 o 11:54

Przestałam się bać mówić po angielsku dopiero wtedy, gdy w moim technikum zmieniono mi grupę na mniej zaawansowaną. Dostałam też nauczycielkę, która była wspaniałym wzorem do naśladowania. Nigdy nie udawała kogoś, kto od zawsze władał językiem angielskim po mistrzowsku. Mimo,że kiedyś absolutnie go nie umiała, to wyjechała do Stanów Zjednoczonych, uczyła się go na własną rękę, zrobiła tam studia. O dziwo byłam bardzo małą częścią grupy która czuła do niej wielki respekt. Kiedy pytała o coś na forum, często panowała grobowa cisza bo ludzie z mojej grupy nie mieli pojęcia o co może jej chodzić mimo,że starała zadać je najprościej jak tylko mogła. Ja wiedziałam,że pomimo moich braków w znajomości czasów potrafię coś z siebie wykrzesać. Dlatego próbowałam na każdych zajęciach, czasami lepiej, czasami gorzej. Moja aktywność na lekcjach przyczyniła się do tego,że teraz jest mi bardzo łatwo nawiązać kontakty po angielsku, chociaż zdaję sobie sprawę z tego,że robię błędy. Nie paraliżuję mnie to tak jak kiedyś, już nie boję się tego ,że zostanę wyśmiana. Przecież my, Polacy, sami cieszymy kiedy ktoś próbuje mówić w naszym języku. To dlaczego ktoś chciałby wyśmiewać nasz angielski? Teraz już wiem jakie moje myślenie było głupie i nie warte moich zszarganych nerwów 🙂

Odpowiedz

Karolina Listopad 22, 2017 o 12:00

Tak na prawdę przestałam się bać mówić po angielsku, kiedy poszłam na pierwsze zajęcia z konwersacji na studiach. Prowadził je native – Andy. Miał tak świetne sposoby na prowadzenie rozmów, zadnia, zabawy, że aż pragnęło się brać w nich udział a przez to, nawet nie wiadomo kiedy, strach przed mówieniem znikał, bo człowiek był tak bardzo skoncentrowany na osiągnięciu celu postawionego w danym zadaniu. To był wykładowca, który porywał grupę. Po każdych zajęciach spisywałam jego pomysły – mamy ich cały zeszyt i sama często z nich korzystam prowadząc zajęcia konwersacyjne, szczególnie jeśli grupa ma problem ze strachem przed mówieniem. Best regards, Andy! You changed my life!

Odpowiedz

Michał Listopad 22, 2017 o 12:05

Po angielsku przestałem się bać mówić po spędzeniu ponad miesiąca na wolontariacie workaway we Włoszech. Znałem już bardzo dobrze angielski biernie, bo uczyłem się go dość intensywnie na własną rękę oglądając dużo filmów, słuchając podcasty i czytając książki po angielsku, ale gdy zaczynałem mówić to stres i przyspieszone bicie serca skutecznie zamykały mi usta 😀 W końcu stwierdziłem, że tak być nie może i postanowiłem rzucić się na „głęboką wodę”. Nie chciałem wydać jakoś dużo pieniędzy, więc taki wolontariat wydawał się idealnym rozwiązaniem.

Jak już byłem na ostatniej prostej w pociągu we Włoszech, to po drodze zaczęły mnie bombardować myśli, że nie poradzę sobie z angielskim. Pociąg zatrzymał się na stacji docelowej. Zaraz się zacznie – pomyślałem – zrobię z siebie idiotę. Ze stacji odebrał mnie kolega z Izraela. Przywitaliśmy się, zaprowadził mnie do samochodu w którym było już 4 osoby. Wsiadłem – komplet 6 osób (Multipla!). Nie gryźli o dziwo. Stres powoli ze mnie schodził. Podjechaliśmy do miejsca w którym mieszkają wszyscy wolontariusze. Zostawiłem plecak i pojechaliśmy do naszego miejsca pracy na kolację. Po drodze rozmawiałem głównie z kolegą z USA – Ocean (tak, to imię) i Luisem z Chile. Trochę się motałem z angielskim, ale jakoś dawałem radę. Poznałem resztę wolontariuszy. Zjedliśmy obiad i dostałem zaproszenie na wejście szlakiem do jakiegoś krzyża na szczycie pobliskiej góry (było już po 20). Poszedłem oczywiście 🙂 4 dziewczyny (2 z USA, 1 ze Szkocji i 1 z Australii) i jak się okazało mój współlokator z Wenezueli. Było chwile po zachodzie słońca. Świetny widok na miasteczko oświetlone latarniami, jezioro i góry. Po wejściu porobiliśmy sobie trochę zdjęć. Stres totalnie ze mnie zszedł. Stwierdziłem, że jestem w dobrym miejscu.

Od tamtej pory nie boję się mówić po angielsku. Nie oznacza to, że nie popełniam błędów, ale nie blokuje mnie to jak kiedyś. Świetne uczucie po kilkunastu latach nauki i kontaktu z językiem. Wszystko zmieniło się niemal jak na pstryknięcie palcem.

Odpowiedz

Aleksandra Listopad 22, 2017 o 12:09

Przestałam się bać mówić po angielsku dzięki 2 kwestiom – po pierwsze zdałam sobie sprawę, ze bez tego nigdy się nie nauczę, a po drugie większość osób mówiących po angielsku docenia to, że rozmówca stara się mówić w ich języku – zazwyczaj są pomocni i chętni do skorygowania błędów. Spróbowałam raz, drugi, trzeci – z dystansem, myśląc, że nawet jeśli popełnię błąd czy błędy nic wielkiego się nie stanie, świat się nie zawali, bo ja zrobiłam błąd. Później doszły korzyści – czyli sama mogłam zauważyć, że dzięki temu uczę się więcej, szybciej i teraz podchodzę do tego w ten sposób, że traktuje mówienie jako część procesu nauki angielskiego- ale odgrywająca ogromnie ważną rolę w tym procesie. To tyle – polecam każdemu, aby nabrał trochę dystansu i uwierzył w to, że może mówić po angielsku 🙂 Pozdrawiam!

Odpowiedz

Ewelina Listopad 22, 2017 o 12:15

Przestałam bać się rozmawiać po angielsku w momencie kiedy pojechałam praktyki do Hiszpanii. W szkole straszono nas,że będziemy bez dostępu do internetu musieli wszędzie dotrzeć samemu. Nikt nam nie pomoże i musimy się nauczyć języka. Na miejscu okazało się,że pierwszego dnia do naszych miejsc pracy pomogą nam dotrzeć Panie wolontariuszki, które tutaj mieszkają. Z jednej strony-świetnie, przecież sama nie dałabym rady dotrzeć do miejsca pracy w tak wielkim mieście jak Sevilla- z drugiej- o czym jak będę z nią rozmawiać ponad 2 godziny?! Jako,że moja nowa koleżanka okazała się przemiła, sama chętnie zagadywała to jakoś się otworzyłam. Sama zaczęłam ją wypytywać o miasto, o zwyczaje, o nią samą, jak długo tu mieszka, dlaczego. To było coś czego sama bym się po sobie nie spodziewała. Kiedyś czytałam artykuł, który twierdził,że w innym języku mamy różną osobowość. Wtedy podchodziłam do niego bardzo sceptycznie, ale teraz w stu procentach potwierdzam to co było w nim napisane. Chyba nawet mówiąc w moim ojczystym języku nie byłabym w stanie posunąć się tak daleko, zapytać o tak wiele rzeczy, jednocześnie dowiadując się aż tyle. Te 2 godziny minęły jak 10 minut! To było coś niesamowitego i byłam z siebie ogromnie dumna 😀 Teraz każda możliwość zawarcia znajomości w tym języku bardzo mnie cieszy.

Odpowiedz

Iva Listopad 22, 2017 o 12:16

„Co sprawiło, że przestałaś / przestałeś się bać mówić po angielsku?”

Hmm, jak muszę to coś wydukam… z prędkością światła przybieram „barwy ochronne” na twarz i brnę, operując przy tym rękoma jak pierwszej klasy mim. Jak się dogadam – emocje opadają… Mówienie po angielsku od lat to punkt nr 1 na mojej liście postanowień. Zaczęłam od osłuchiwania się z językiem, tyle teraz dostępnych fajnych treści w internecie, czytam książki w j. angielskim – te dla dzieci jak na razie. Wydaje mi się nawet, że mam tę moc – i mogłabym rozmawiać, ale życie nie daje mi takiej możliwości. Syn uczy się angielskiego i to on jest teraz dla mnie największą motywacją do przełamania się. A najpiękniejsze jest to, że on się „nie boi” mówić 🙂 Inne pokolenie. Nie lubi tylko gramatyki… A na to ciężko znaleźć metodę – bo jednak nudna i nie wiąże się z takimi emocjami jak mówienie… Pozdrawiam!

Odpowiedz

Mariusz Listopad 22, 2017 o 12:24

Co sprawiło, przestałeś się bać mówić po angielsku?

Kiedyś byłem na wycieczce firmowej w Niemczech, dostaliśmy noclegi w hotelu po dwie osoby. Do mojego pokoju miał klucz kolega, z którym mieszkałem a ja poszedłem do innych kolegów ,,w odwiedziny”. Po imprezie się okazało, że nie pamiętam numeru mojego pokoju. I teraz jak się zapytać i wytłumaczyć, o co mi chodzi? Angielskiego uczyłem się trochę na studiach. Więc układałem sobie, jak umiałem zdania w głowie, a potem napotkanych ludzi zaczepiałem z prośbą o pomoc. Jednak nikt nie mógł mi pomóc, bo recepcja już nie pracowała. Skończyło się spaniem w holu, ale przestałem się bać rozmawiać po angielsku.

Odpowiedz

Mateusz Listopad 27, 2017 o 02:52

Cześć,

Ja przestałem bać się mówić po angielsku przez dwie rzeczy:

1. miałem bardzo dobrego nauczyciela z języka angielskiego w liceum, który był w stanie nauczyć mnie języka angielskiego mówionego od podstaw(gimnazjum i podstawówka 0 mówienia), za co jestem mu niezmiernie wdzięczny

2. We Wrześniu wyjechałem do Anglii na Studia, więc tutaj nie ma już wymówki, iż mogę mówić po Polsku – po prostu jeżeli chce z kim kolwiek porozmawiać, zapytać o pomoc = to muszę użyć angielskiego(co naprawdę sprawia mi niezmierną radość)

Odpowiedz

Wiktor Listopad 22, 2017 o 12:31

Udało mi się dostać na wyśnione studia. Uczelnia znajduje się w Anglii i nie miałem innego wyboru, musiałem się przemóc źeby z tych studiów skorzystać i je skończyć.

Odpowiedz

Małgorzata Listopad 22, 2017 o 12:33

Przymus. Wyjazd służbowy, kilka spraw do załatwienia, mnóstwo ludzi, z którymi musiałam się porozumieć i tylko jeden wspólny język: angielski.

Odpowiedz

Krystian Listopad 22, 2017 o 12:35

Ponad 10 lat temu wyjechałem do wakacyjnej pracy do Norwegii.
Tam spotkałem pewną, na oko 80-letnią, panią. Była zarządcą bloku w którym mieliśmy wykonać prace. Kiedy zapytała minie z jakiego miasta jestem, odpowiedziałem Lublin.
Ona zrozumiała Dublin, kiedy powtórzyłem Lublin, jej oczy zaszkliły się i powiedziała:
– Oh Lublin, Majdanek. I know Majdanek.
Mi stanęły ciarki na rękach i do tej pory za każdym razem jak o tym myślę to mam gęsią skórkę.
Nie śmiałem pytać jej o tamte wydarzenia, ale to był motywator, żeby porozmawiać na inne tematy.
Ogólnie tamten wyjazd był momentem przełamania strachu przed mówieniem, bo później jeszcze miałem wiele okazji do rozmów po angielsku.

Odpowiedz

Arek Listopad 22, 2017 o 12:38

Przestałem się bać mówić po angielsku, kiedy musiałem dogadać się z Węgrem. W rezultacie tej znajomości udało mi się znaleźć pracę 🙂

Odpowiedz

Anna Listopad 22, 2017 o 12:56

Obecnie mieszkam w Irlandii i przestałam się bać mówić po angielsku, kiedy uświadomiłam sobie, że nawet jak popełniam błędy to i tak wszyscy mnie rozumieją. Częstsze konwersacje wiążą się z większą ilością popełnianych błędów a co za tym idzie z możliwością poznania lepiej języka. Uczenie się na błędach bywa zaskakująco dobrą metodą. Wiedza – praktyka praktyka – wiedza. Nawet jak mamy wiedzę to często nie wiemy jak jej użyć w praktyce, dlatego też podczas praktykowania warto później upewnić się czy zgadza się to co powiedzieliśmy z wiedzą, którą posiedliśmy, a z czasem wierze, że mówienie płynnie i poprawnie po angielsku stanie się dla mnie tak naturalne jak mówienie po polsku. #gramatoniedrama#musthave

Odpowiedz

Karolina Listopad 22, 2017 o 12:57

Mam problem z gramatyką i zawsze bałam się, że rozmówca nie zrozumie mojej składni + do tego często nie wiem jak wypowiedzieć jakieś słowo, bo przecież w szkole nikt tego nie uczył.
Momentem przełomowym było dla mnie to kiedy po wyjściu z metra zobaczyłam obcokrajowca, który próbował pytać po angielsku ludzi jak dojść do dworca. A ja akurat tam szłam, powiedziałam, że może iść ze mną i chcąc nie chcąc zaczęłam z nim rozmawiać po drodze po angielsku, spędziłam z nim jeszcze te parę minut dopóki nie wsiadł do pociągu. Potem sobie pomyślałam „wow, on mnie rozumiał, chyba jednak moja mowa nie jest taka zła”. Od tamtej pory korzystam z każdej okazji do rozmowy z obcokrajowcami (głównie na dworcach ;)).

Odpowiedz

Ewelina Listopad 22, 2017 o 12:59

„Can you change money?” – od takiego pytania skierowanego do mnie przełamałam swoją barierę językową. Niedawno zaczęłam pracę w banku. Codziennie zderzam się ze zwrotami angielskimi, które były dla mnie nowością (lokaty, KREDYTY i inne fajne rzeczy). Dzięki filmikom na kanale „Po cudzemu” odkryłam, że nauka angielskiego może być przyjemna. Motywują mnie do poszerzania słownictwa, więc nauka specjalistycznego angielskiego związanego z bankowością przyszła z łatwością 😉 Pozdrawiam 🙂

Odpowiedz

Małgorzata Listopad 22, 2017 o 12:59

Dzień dobry! Bałam się (oraz wstydziłam) mówić po angielsku, mimo że uczyłam się tego języka od czasów przedszkola po kursy w szkole językowej już po liceum (i maturze rozszerzonej). Żaden nauczyciel, bodziec, konkurs, wizyta, native speaker, serial, czy zespół nie przełamał mojego lęku. Bałam się również zmian, wyjazdu za granicę na praktyki, samodzielności, samotności, ale ten strach przełamałam i zmotywowana sama zorganizowałam sobie trzymiesięczny wyjazd do Walii. A tam co się wydarzyło co przełamało mój strach przed mówieniem po angielsku? Grupa życzliwych ludzi z całego świata, dla których to również był drugi język, ale chcieliśmy razem pracować, działać, organizować i bawić się. Wprowadzili mnie to wielokulturowego świata, ciekawi moich doświadczeń, ale też potrzebujący moich umiejętności . Zależało mi na zrealizowaniu celu, więc musiałam zacząć się komunikować. Tak przełamałam strach przed mówieniem. Mówić uczę się cały czas 🙂

Pozdrawiam
Gosia

Odpowiedz

Tomek Listopad 22, 2017 o 13:05

Przestałem się bać mówić po angielsku, gdy pierwszy raz powiedziałem do swojej 6 letniej córki „Come to me”, w formie zaczepki – bo uczy się angielskiego w przedszkolu. A ona zrozumiała o co mi chodzi. To było MEGA urocze. Od tego czasu często wtrącamy sobie takie krótkie zwroty: Thank you, Youre’re welcome, How are you itd. Tak razem uczymy się języka. Teraz rozmowa po angielsku nie przeraża mnie tak jak kiedyś.

Odpowiedz

Bartosz Listopad 22, 2017 o 13:14

Jeszcze nie przestałem się bać 😉

Odpowiedz

Edyta Listopad 22, 2017 o 13:18

Kiedy biorąc udział w spotkaniach firmowych w języku angielskim, zauważyłam, że osoby wypowiadające się na forum TEŻ popełniają błędy. Żauważyłam to JA – osoba, która uważa że jej angielski nie jest jakiś super, a na pewno nie na tak dobrym poziomie jak właśnie tych osób..
No i co się stało? Ano nic się właśnie nie stało… Rozpoczął się tylko mój dialog wewnętrzny z samą sobą.. Świat się im nie zawalił, nie zapdali się pod ziemię, nie było żadnych śmieszków-heheszków pod adresem tych osób.. to chyba nie koniec świata, prawda? Przełam się dziewczyno, mów! bo masz wiele do powiedzenia! 😀
No i tak to się właśnie zaczęło 🙂 powoli, krok po kroku.. 🙂

Jaki z tego morał? Czasem warto posłuchać mądrzejszego 😉 😀 😀 😀 😀

pozdrawiam Was!

Odpowiedz

Kamil Listopad 22, 2017 o 13:45

Po przeprowadzce do wielokulturowej Warszawy spotkałem się z wieloma obcokrajowcami, którzy próbowali skleić jakieś zdania po polsku. Jak to zwykle bywa, nie wychodziło im to najlepiej. Wtedy zdałem sobie sprawę, że jest mi bardzo miło kiedy ktoś stara się porozumieć ze mną w moim własnym języku. To skoro mi jest po prostu miło, to przecież ja też nie zostanę wyśmiany jeśli spróbuję 😉

Odpowiedz

Małgosia Listopad 22, 2017 o 13:50

Właśnie w tym problem, że nie przestałam się bać. Nie znalazłam jeszcze złotego środka, nie wiem czy w ogóle go znajdę! Choć nadzieję mam cały czas…

Odpowiedz

Paweł Listopad 22, 2017 o 13:56

– Zacząłem naukę j. angielskiego w przedszkolu
– Kontynuowałem w 2,3,5,6 klasie podstawowej
– W gimnazjum był tylko niemiecki
– W liceum przymusowo NIEMIECKI jako główny 4h bo był w gimnazjum więc angielski podstawowy 2h w tygodniu.
– Postanowiłem zdawać maturę z angielskiego ROZSZERZONĄ 🙂 więc chodziłem dodatkowo w szkole 4h tygodniowo
– Tak jak Michał umiałem czytać i dobrze rozumieć ze słuchu jednak rozmowy oraz gramatyka leżały (sprawdziany z gramatyki na 2-3)

– Moim skrytym marzeniem było użycie na maturze ustnej bądź pisemnej słowa picturesque.
Do żadnego zadania na pisemnej nie było możliwości. Czekałem na ustną, a tam na ostatnim obrazku kwartet smyczkowy, a za nimi piękne barokowe okno.

Mijały sekundy aż opisałem „In the foreground I can see…”
I gdy nastał ten moment powiedziałem:
„In the background I can see a huge window overlooking the picturesque landscape of the forest.” 🙂

Matura jednak nie sprawiła, że nie bałem się mówić.
Dopiero w pierwszej pracy dla Angielskiej firmy trafiłem do pokoju z Anglikiem i to rozmowy o wszystkim i o niczym sprawiły, że liczyła się rozmowa a nie popełniane w niej błędy.

Odpowiedz

Magda Listopad 22, 2017 o 14:01

Po paru miesiącach językowych wzlotów i upadków w sympatycznej liverpoolskiej knajpce poproszono mnie o przeszkolenie nowego kolegi – hiszpana, z którym nie był w stanie dogadać się dosłownie nikt. Zaczęliśmy od wskazywania losowych przedmiotów w zasięgu wzroku i nauki słówek, następnie inscenizowanie scenek, mnóstwo wymachiwania rękami i jeszcze więcej śmiechu. Tamtego dnia w końcu uwierzyłam, że chcieć to znaczy móc i skoro ja potrafiłam kogoś nauczyć angielskiego od zera to chyba jednak wygrałam życie! 🙂

Odpowiedz

joanna Listopad 22, 2017 o 14:14

jak ja przestałam bać się mówić po angielsku-zapisałam się na fantasyczne konwersacje „babski angielski” z kilkoma dziewczynami ( każda z osobna inna, fantastyczna kobeta z pasją) spotykami się regularnie i gadamy o babskich sprawach, pracy, pasjach, planujemy wakacje, wymieniamy doświadczeniami; często łącząc to z pyszym jedzonkiem sączeniem winka albo imrezą;) spotkania nauczyły mnie, że nie musze mówić perfekcyjnie aby mój inerlokutor zrozumiał o co mi chodzi!

Odpowiedz

Daria Listopad 22, 2017 o 14:18

Momentu, kiedy odważyłam się mówić po angielsku nie zapomnę nigdy. Było to bardzo późno, bo po kilkunastu latach nauki. W tym czasie owszem używałam języka podczas lekcji, ale absolutnie nie miałam odwagi odezwać się do nikogo obcego. Aż postanowiłam wyjechać na Erasmusa podczas studiów. Samym wyjazdem byłam przez długi czas podekscytowana. Aż nie nadszedł dzień wylotu – wtedy po raz pierwszy pomyślałam, ze chyba nie dam rady. Dodatkowo była to moja pierwsza samodzielna podróż samolotem. Wiec przed odprawą urządziłam taką histerię, że mama powiedziała, że jeśli bardzo nie chce to nie muszę jechać. Mama była kochana, ale ja- mimo, że nieśmiała, byłam bardzo uparta. Zapłakana wzięłam walizkę i ruszyłam w swoją podróż. W trakcie lotu miałam międzylądowanie w Helsinkach – i choć na lotnisku mialam milion praktycznych wątpliwości, to zabrakło mi odwagi, aby cokolwiek zapytać. Szalone, nie? Po wyładowaniu w mieście docelowym nadal milczałam jak zaklęta. Aż w końcu nie miałam wyboru: aby dostać klucze do mieszkania musiałam się odezwać. Z walącym sercem i ściśniętym gardłem dukałam zdania (wcześniej ćwiczone). I stał się cud: ja wszystko zrozumiałam i zostałam zrozumiana. To była jedna z największych zmian w moim życiu – nagle wszystko było możliwe. Od tamtej pory nie przestałam mówić po angielsku – nawet poślubiając cudzoziemca, z którym właśnie po angielsku się porozumiewamy (choć dla niego to tez drugi język) i pracując w tym języku (z bardzo międzynarodowym zespołem). Mimo tego w angielskim wiele rzeczy wciąż mnie zadziwia – a ja znajduję ogromną radość w odkrywaniu etymologii słów i nowych zasad gramatycznych, które teraz przyswajam naturalnie, podczas rozmów, a potem uczę się o nich. Tak że angielski zmienił całe moje życie. Kto by pomyślał, że język może z nieśmiałej nastolatki zrobić otwarta kobietę niezmiennie ciekawą i głodną świata ☺️

Odpowiedz

Piotrek Listopad 22, 2017 o 14:37

Przestałem się bać mówić po angielsku parę dobrych lat temu, gdy byłem ze znajomymi na wakacjach we Włoszech. Objeżdżaliśmy cały kraj autem, w którym też spaliśmy itd. Drugiego dnia włamano się nam do autka i straciliśmy wszystko od dokumentów po papier toaletowy. Trzeba było się potem dogadać jakoś na policji, w urzędach po tymczasowy paszport. 😜 Było ciężko ale dało radę się jakoś.

Odpowiedz

Sandra Listopad 22, 2017 o 14:46

Przestałam się bać mówić po angielsku, ponieważ się zakochałam 😉

W szkole uczyłam się tylko języka niemieckiego, a angielski zawsze był gdzieś w tle. Długo byłam samoukiem – to poskutkowało całkiem niezłą znajomością słownictwa i gramatyki, ale słabą wymową (o ile można o jakiejś wymowie mówić, poza śpiewaniem do słuchawki prysznicowej). Kiedy byłam już na studiach zapisałam się do całkiem fajnej międzynarodowej organizacji studenckiej. Co jakiś czas odbywały się spotkania członków tej organizacji na różnych uniwersytetach. Szczęście chciało, że w tamtym roku była to moja uczelnia!

No i wtedy wchodzi on, cały na biało… Serce zabiło mocniej, pojawiły się rumieńce na twarzy, a słowa? Słowa – choć język plątał się cały czas – same wyskakiwały z ust.
Mijały koleje minuty rozmowy… i przestałam bać się bać, że wymawiam coś nie tak, że czasem brakuje mi słowa. Może strach przez zbłaźnieniem się był większy niż strach przed mówieniem w obcym języku? Tamten dzień sprawił, że już nie boję się mówić „po cudzemu”, a z obiektem moich westchnień komunikuję się po angielsku już piąty rok!

Odpowiedz

Agnieszka Listopad 22, 2017 o 14:54

Przestałam się bać mówić po angielsku, gdy wyjechałam do Anglii – hrabstwo Yorkshire. Tam po raz pierwszy usłyszałam od rodowitych anglików, że ‚water’ w wymowie brzmi „łoe’ i kompletnie nie wiedziałam o co chodzi, a przecież uczyłam się już angielskiego od ładnych paru lat!! 🙂

Odpowiedz

Michał Listopad 22, 2017 o 15:03

Podczas zjazdu szkoleniowo-integracyjnego w Polsce pewien Duńczyk (świetnie mówiący po angielsku) miał problem z wyjaśnieniem pani pracującej na stołówce (zapewne nieznającej angielskiego), że chciałby dostać jeszcze trochę margaryny do kanapek. Zrobiłem za tłumacza (w końcu wystarczyło rozumieć angielski i znać polski – nie trzeba było mówić po angielsku, żeby pomóc!) i sprawa była załatwiona. Ale ponieważ ten człowiek był panelistą i jego wcześniejsze wystąpienie bardzo mnie zainspirowało, chciałem mu podziękować i o coś dopytać. Już zadając pytanie słyszałem w swojej głowie, jak kaleczę język, jak brakuje mi słów i że zaczynam używać takich, których znaczenia nie jestem pewien (!) – byle tylko szybciej zadać pytanie i przestać mówić! Kiedy skończyłem, w głowie pozostało mi „nie ma szans, żeby on to zrozumiał – ja bym w życiu tego nie zrozumiał!”. Szczęka mi opadła, bo koleś nie dość, że z uśmiechem udzielił mi wyczerpującej odpowiedzi, to jeszcze pociągnął temat i w efekcie rozmawialiśmy przez prawie godzinę – on swoim perfekcyjnym, ja moim może i pokaleczonym, ale najwidoczniej wystarczająco komunikatywnym angielskim 😉

Odpowiedz

Karol Listopad 22, 2017 o 15:05

Smutne książki które zabijały chęć nauki angielskiego.

Odpowiedz

Marcin Listopad 22, 2017 o 15:33

Sytuacja, która wpłynęła na to, że już nie boję się mówić po angielsku dotyczyła jednej literówki, która totalnie zmieniła znaczenie 😀

Kiedy miałem ok. 20 lat odwiedzili mnie kuzyni (siostra i bracia cioteczni). Przylecieli z Nowego Yorku. Postanowiłem porozmawiać z nimi po Angielsku. Rozmawiając z nimi oraz moją ukochaną dziewczyną chciałem powiedzieć I’m lucky guy. Niestety powiedziałem gay. Wszyscy tarzali się ze śmiechu. Mina mojej dziewczyny i moja były bezcenne 😀
Uświadomiłem sobie, że jeżeli coś takiego powiedziałem, to gorzej już być nie może i teraz nie czuje lęku przez mówieniem.

Odpowiedz

Donat Listopad 22, 2017 o 16:17

Po studiach wydawało mi się że znam angielski w miarę dobrze, przynajmniej na tyle żeby się dogadać z ludźmi. W którymś momencie pracy w korpo pojawiła się opcja wyjazdu na Maltę na kilka miesięcy aby wesprzeć tamtejszy zespół, skorzystałem z tego i nie żałuje. Na miejscu pracowałem z Maltańczykami (mówią oni doskonale po angielsku ponieważ byli bardzo długo kolonią Brytyjską) oraz z Brytyjczykami, zweryfikowało to bardzo szybko mój nauczony w Polsce angielski jako praktycznie nie przydatny w kontakcie z ludźmi w firmie, do tego opór który miałem na początku powodował popełnianie błędów językowe które po chwili dochodziły do mnie i stresowało mnie to jeszcze bardziej. Na szczęście trafiłem tam na wspaniałych ludzi którzy na moją prośbę zwracali mi uwagę na błędy które popełniam oraz tłumaczyli zawiłości językowe w których się gubiłem. Dodatkowo każdy z nich przypominał mi „Your English is better than my Polish” co spowodowało po sześciu miesiącach że nie mam żadnych oporów przed rozmową w tym języku mimo że nadal popełniam mnóstwo błędów. Główną nauką z tego płynącą jest że jeśli powiesz coś tak źle że ktoś nie będzie Cie rozumiał na pewno Ci o tym powie, a drobne błędy przecież popełnia każdy, nawet w ojczystym języku

Odpowiedz

Natalia Listopad 22, 2017 o 16:21

Moim sposobem przełamania się językowo były podróże. Każdy język to jakby klucz do kolejnych drzwi, ciekawych znajomości i przygód. Owszem nie obyło się bez spektakularnych wtop, jak stwierdzenie „constipated nose” wypowiedziane przy próbie zakupu kropel do nosa w Izraelu… Pozostały zabawne anegdoty, lecz nabyta praktyka językowa jest bezcenna.

Odpowiedz

Paulina Listopad 22, 2017 o 16:40

Na początku dziękuję za obszerny i ciekawy wywiad, dobrze się Was słucha, a Po Cudzemu to jeden z lepszych kanałów na dzisiejszym polskim Youtube 🙂

Co do zadania konkursowego: przestałam się bać mówić po angielsku kiedy zrozumiałam, że nie muszę być perfekcyjna i mam prawo do błędów, bo to w końcu obcy dla mnie język.
Nikt od razu nie zaczyna mówić poprawnie, więc potraktowałam etap mówienia z błędami jako coś naturalnego. Do dziś robię ich masę, ale kurka, komunikuję się, używam go w pracy, rozumiem obcokrajowców, oni rozumieją mnie… Dopóki wciąż chcę się uczyć i rozwijać, to nie ma czego się bać 🙂

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Paulina Listopad 22, 2017 o 16:43

Początkowo w szkole podstawowej wcale nie szło mi tak gładko. Nie rozumiałam zasad gramatyki, a co za tym idzie nie umiałam sklecić dłuższego zdania. Dopiero w szóstej klasie nowa nauczycielka wytłumaczyła mi wszystko i od tej pory nabrałam pewności siebie, zaczęłam rozumieć o co w tym chodzi. To pokazuje jak dużo zależy od dobrego nauczyciela 🙂

Odpowiedz

IZABELA Listopad 22, 2017 o 17:02

Pierwszym krokiem był wyjazd do Anglii, wyjechałam sama i musiałam sobie radzić. Bardzo pomagali też Brytyjczycy, którzy cały czas mówili, że mój angielski jest very good;) Mimo, że nie była to prawda, bardzo pomagało w przełamaniu się aby tego języka używać. I mimo, że od powrotu minęło prawie 10 lat, a moje umiejętności spadają wprost proporcjonalnie do czasu w którym angielskiego nie używam, to gdy tylko zdarzy się okazja do mówienia robię to ochoczo (uwielbiam brzmienie brytyjskiego angielskiego:)

Odpowiedz

Ewa Listopad 22, 2017 o 17:08

Kolejny bardzo ciekawy wywiad z motywującą osobą, dzięki 🙂

Odpowiadając na pytanie Arleny, przestałam się bać mówienia po angielsku kiedy zaczęłam jeździć na warsztaty gospel, śpiewać i rozmawiać z innymi uczestnikami warsztatów. Wyrażenie siebie w tej muzyce czy też zwykłych rozmowach z innymi uczestnikami warsztatów było tak silne, że strach przed tym by nie zapomnieć rodzajnika, nie walnąć błędu gramatycznego, czy coś źle wymówić, itp po prostu przegrał.

Odpowiedz

Kasia Listopad 22, 2017 o 17:14

Rozpoczęcie nauki języka japońskiego to był moment, kiedy przestałam bać się mówić po angielsku. Komunikacja z japońskim nauczycielem wymagała użycia języka obcego, a angielski jednak był wtedy prostszy od japońskiego.

Odpowiedz

Maria Listopad 22, 2017 o 17:22

Przestałam się bać mówić po angielsku kiedy po prostu pojawiła taka potrzeba, a mianowicie wyjazd w ramach wymiany zagranicznej na studia. W sumie, to nadal bałam się mówić, ale barierę również pokonywałam dzięki temu że znajdowałam się w innym kraju, gdzie każdy język był dla mnie obcy. Moim zdaniem barierę wystarczy pokonać tylko raz, w dowolnym języku. Wychodzisz poza strefę komfortu i umiesz to zaaplikować w każdym środowisku 😉 I najważniejsze – ważne się nie bać. A im większy będzie strach tym bardziej trzeba próbować. Jak ktoś powiedział, „boisz się czegoś – rób to”. W ten właśnie sposób nauczyłam się dwóch obcych dla mnie języków: angielskego i polskiego. Nie bałam się, mówiłam i oczywiście nie stresowałam się tym że popełniam błędy. Bo kto nie popełnienia? Oczywiście, ten kto nic nie robi. Sam fakt tego, że ktoś próbuje mówić w obcym języku warty uwagi i szacunku 🙂

Odpowiedz

Jasiek Listopad 22, 2017 o 17:30

Co sprawiło, że przestałeś się bać mówić po angielsku?

Rozmawiając po angielsku z zagranicznymi graczami poczułem się pewniej, dzięki czemu przełamałem swój strach podczas obozu młodzieżowego we Włoszech.

Odpowiedz

Karolina Marta Listopad 22, 2017 o 17:59

Trochę wstyd się przyznać… bo sama jestem tłumaczem… języka hiszpańskiego. Z angielskim całe życie było mi nie po drodze. Kiedy się przełamałam? Gdy miałam oprowadzać po Warszawie wycieczkę hiszpańskojęzyczną, a okazało się, że na wycieczce sami Włosi:D no i wyszło, że z angielskim też dałam jakoś radę;) The sky is the limit.

Odpowiedz

Hubert Listopad 22, 2017 o 18:10

Nie miałem problemów z samą nauką języka angielskiego. Ten pojawiał się jednak kiedy stawałem przed możliwością lub potrzebą rozmowy.
Postanowiłem z tym powalczyć wyjeżdżając na półroczną, zagraniczną wymianę studencką. Konieczność myślenia, nauki, a przede wszystkim rozmowy w języku angielskim wymagała ode mnie przełamania bariery, co mi się udało. A przy okazji była to świetna okazja to zawarcia wielu „zagranicznych” znajomości.

Pozdrawiam,
Hubert

Odpowiedz

Michał Listopad 22, 2017 o 18:14

Dzień dobry,
Przestałem się bać mówić po angielsku, dzięki słowom mojej mamy.
Powiedziała mi ona kiedyś, że „wszystko jest dla ludzi” – po prostu.

Odpowiedz

Marcin Listopad 22, 2017 o 18:18

rozmawiam z żoną w j.angielskim. Ona lepiej zna gramatykę i ma lepszą dykcję, po tym odcinku już mnie to nie wkurza, jak mnie poprawia,Dziękuje A.W i M.SZ

Odpowiedz

Gosia Listopad 22, 2017 o 18:32

Jeśli chodzi o pokonanie strachu przed mówieniem po angielsku, to niestety problem polega na tym, że cały czas nie udało mi się go wyeliminować. I nie chodzi tu tylko o język angielski, bo problem pojawia się za każdym razem, jeśli mam się odezwać w obcym języku, szczególnie na forum całej grupy. Niby wiem, że nikt nie jest doskonały i każdy ma prawo popełniać błędy, ale to nie działa…
Natomiast jeśli chodzi o rozmowy, na jakieś proste tematy, z obcokrajowcami problem mój jest już znacznie mniejszy, ponieważ mam świadomość, że osoba, z którą rozmawiam ucieszy się z tego, że chociaż spróbuję jej pomóc, a nie będę kolejną osobą, która uda, że nie rozumie o co chodzi… Po za tym taka osoba nie wyśmieje mojego angielskiego, ponieważ sama dużo lepiej po polsku nie mówi (bo gdyby mówiła, to nie miała by problemu, żeby o to samo zapytać, tyle że po polsku), o ile w ogóle zna polski.

Odpowiedz

Roman Listopad 22, 2017 o 18:49

Ma być zwięźle, tak? W szkołach angielski był traktowany po macoszemu, ale życie sprawiło, że zostałem programistą, więc chcąc nie chcąc musiałem się nauczyć tego języka. Mimo to czułem dyskomfort podczas mówienia w języku angielskim. Zmieniło się to, kiedy podczas wycieczki po Berlinie podeszła do mnie kobieta i się zapytała po angielsku o drogę na dworzec kolejowy, a ja bez głębszego zastanowienia nad składnią wskazałem jej drogę do celu. Wtedy zdałem sobie sprawę, że nie jest tak źle z moim angielskim jak sobie wyobrażałem i że nie mam się czego wstydzić 🙂

Odpowiedz

Przemysław Listopad 22, 2017 o 18:52

Witam,
wiele razy próbowałem mówić po angielsku, ale przestałem się bać dopiero wtedy gdy nie miałem wyjścia i gadać musiałem ( w sumie chciałem) . Zacząłem działać w organizacji zajmującej się wymianą studentów z całego świata, czego skutkiem było sprowadzenie 5 wolontariuszek. Gdy przyjechały chciałem utrzymywać z nimi stały kontakt dlatego gadałem i to dużo 😀 od tamtej pory przestałem się bać mówić w języku angielskim. 🙂

Odpowiedz

Kacper Listopad 22, 2017 o 19:21

Przestałem się bać mówić po angielsku podczas wymiany szkolnej. Stało się tak, ponieważ w wymianie tej brało dużo ciekawych osób z różnych państw i głównym językiem w jakim mogliśmy się poznać był język angielski. Ich życzliwe podejście oraz towarzyszące trudności językowe uświadomiły mi że nie ma czego się bać, a także pokazały, że możemy się zrozumieć bez perfekcyjnego angielskiego. Moje spojrzenie na świat w tym czasie znacznie się zmienił.

Odpowiedz

Aleksandra Listopad 22, 2017 o 19:22

Michale, Arleno, bardzo dziękuję za ten odcinek. Dla mnie dobra wiedza.

„Co sprawiło, że przestałaś się bać mówić po angielsku?”.
Byłam na spotkaniu z zagraniczną instruktorką szkolenia psów. Mówiła ważne i ciekawe rzeczy, koniecznie chciałam dopytać o szczegóły. Mimo świadomości braków w słownictwie i kulawej gramatyki odważyłam się i zadałam pytanie. Ciekawość wygrała. Dostałam odpowiedź, co znaczyło, że zostałam zrozumiana. Komunikacja, mimo niedoskonałości języka, okazała się skuteczna. Uzyskanie odpowiedzi na ważne dla mnie pytanie było dużą nagrodą za odwagę! Wow, zadziałało! I tak się zaczęło 🙂

Odpowiedz

Ewa Listopad 22, 2017 o 19:33

Witam,
nie przestałam się całkiem bać mówić po angielsku, ale zmniejszył się mój strach, dzięki koleżankom z pracy, które zachęciły mnie do mówienia. Okazało się, że każda z nas uczy się angielskiego w domu, a w pracy możemy sobie pomagać mówiąc do siebie po angielsku.
Pozdrawiam

Odpowiedz

Michał Listopad 22, 2017 o 19:36

Przestałem bać się mówić po Angielsku… Właściwie to co jakiś czas gdy nie rozmawiam długo po Angielsku boję się o to że się nie dogadam, to tylko dlatego że nie mam z kim rozmawiać w tym języku. Ale po kilku zdaniach cały strach mija i okazuje się że świetnie się dogaduje z innymi ludzi. Sprawia to niesamowita satysfakcję gdy rozmawia się z „obcokrajowcem”. Najbardziej lubię to uczycie gdy myślę po Polsku i po Polsku analizuję w głowie to co druga osoba powiedziała a z buzi wychodzą Angielskie słowa i oboje się rozumiemy chociaż wychowaliśmy się w innych częściach świata i na co dzień mówimy w innych językach 🙂 Pozdrawiam.

Odpowiedz

Piotr Listopad 22, 2017 o 19:38

Co prawda dalej się boję, ale postanowiłem to zmienić i to całkiem niedawno, bo 3 dni temu, a wczoraj trafiłem na powyższy odcinek podcastu Pana Michała i teraz już wiem jak zacząć się przełamywać. Motywacją był wstyd, kiedy dukałem w stylu „Kali mieć” zwracając się do potencjalnego najemcy mieszkania, 50-letniego Niemca. Podpisaliśmy umowę, a ja pomyślałem, że tak dłużej być nie może, zwłaszcza, że pamiętam jak jeszcze jakieś 10 lat temu w miarę swobodnie mogłem się dogadać po angielsku. Może to tylko przypadkowa koincydencja czasu, a może nie, kto to wie? 😉

Odpowiedz

Piotr Listopad 22, 2017 o 19:40

Aby przestać się bać mówić po angielsku trzeba po prostu zdać sobie sprawę z tego jak irracjonalny jest to lęk. Przecież wiadomo,