Informacje o nowych artykułach i sposobach oszczędzania pieniędzy prosto na Twój e-mail

    

Konto wspólne czy osobne? – 10 kryteriów dobrej decyzji, które warto przemyśleć

przez Michał Szafrański dodano 22 lutego 2014 · 112 komentarzy

Konto wspólne czy osobne?

Serce mówi “stanowimy jedno”, ale rozsądek podpowiada, że kierowanie się emocjami może mieć zgubny skutek dla pieniędzy. Czy po ślubie lepiej posiadać wspólne konto czy raczej oddzielne?

To dylemat wielu młodych osób, które wchodzą na wspólną drogę. Nie ma tu jednej dobrej odpowiedzi. Rozmowa “razem czy oddzielnie” może stać się bardzo emocjonująca, bo dotyka tak ważnej kwestii, jak wzajemne zaufanie – nie zawsze słusznie.

W tym artykule pokazuję kilka perspektyw, które mogą ułatwić podjęcie decyzji. Staram się podpowiedzieć optymalne, według mnie, rozwiązania w różnych sytuacjach. Opisuję, jak zorganizować oddzielne konta i w jaki sposób „zrzucać się” na wspólne wydatki – także w uzależnieniu od wysokości zarobków męża i żony. I dla pełnego obrazu pokazuję jak to wygląda w przypadku Gabi i moim.

Ale nie traktujcie mnie jako wyroczni – powinniście sami ocenić sytuację w Waszym związku i podjąć najlepszą dla Was wspólnie decyzję. Musi to także zrobić Nina, która przysłała mi e-mail z prośbą o poradę :)

Niedługo wychodzę za mąż…

Tak się zaczynało już kilka maili… Chyba już wiem, co czują panie w kolorowych magazynach odpowiadające na korespondencję w rubrykach “Porady” 😉 Ale do rzeczy…

Hej Michał, :)

Niedługo wychodzę za mąż i razem z narzeczonym zastanawiamy się, jak mądrze podzielić nasze wspólne pieniądze. Chcielibyśmy mieć jedno konto wspólne oraz dwa konta osobiste. Na koncie wspólnym znajdowałyby się pieniądze przeznaczone na spłatę kredytu, zapłacenie rachunków, żywność, chemię itp., a na kontach osobistych mielibyśmy pieniądze na nasze własne małe potrzeby. Nie chcemy trzymać wszystkich pieniędzy na koncie wspólnym, dlatego że czasem chce się zrobić prezent drugiej osobie lub po prostu coś sobie kupić bez tłumaczenia na co, po co itp. Nie mamy jednak pewności, czy takie rozwiązanie by się sprawdziło.

Byłabym przeszczęśliwa, gdybyś kiedyś mógł poświęcić trochę czasu na napisanie wpisu o tej tematyce. Na pewno macie z żoną jakiś sprawdzony sposób na finanse w małżeństwie i może chciałbyś się nim podzielić? Ja obecnie, z powodu wielu błędnych decyzji, kombinuję jak najszybciej spłacić kredyty gotówkowe, które mam i wpadłam teraz w pozytywny szał oszczędzania ;). Sprawia mi to wiele radości, dużo więcej niż wydawanie pieniędzy! Dlatego też chciałabym w małżeństwie od początku prowadzić finanse jak należy. Pomóż proszę! 😉

Pozdrawiam ciepło
Nina

Nino – dziękuję za e-mail. Nie wyręczę Cię w decyzji, ale spróbuję sprawić byś była przeszczęśliwa :)

Jak to wygląda u nas?

Dla ustalenia uwagi: jestem szczęśliwie żonaty od kilkunastu lat. Z Gabi znaliśmy się kilka lat przed ślubem. Od dnia ślubu mamy wspólność majątkową. Już wtedy zarabiałem dużo więcej od Gabi, ale zostałem wychowany w taki sposób, że nie wyobrażałem sobie, byśmy mogli mieć rozdzielność majątkową.

Wspólność majątkowa była dla mnie synonimem zaufania. I chociaż wzorzec ten jest mocno zakorzeniony w mojej głowie (czytaj: moje poglądy się nie zmieniły), to nie traktuję już intercyzy – czyli umowy rozdzielności majątkowej podpisywanej przed ślubem – jako instrumentu, który jest przeciwieństwem zaufania. Przyznaję, że kiedyś coś takiego chodziło mi po głowie.

Dzisiaj wiem, że rozdzielność, to także dobry sposób na zabezpieczenie rodziny, np. w przypadku problemów finansowych jednego z małżonków – niekoniecznie spowodowanych przez niego samego, w przypadku nieudanych inwestycji, niespłaconych zobowiązań, zasądzonych kar itp.

Od początku małżeństwa posiadamy także wspólne rachunki bankowe. Dopiero niedawno założyliśmy oddzielne konta, ale wyłącznie w celu maksymalizacji korzyści związanych z premiami moneyback banków, a nie w celu ukrycia czegokolwiek przed sobą (obydwoje mamy loginy i hasła do tych kont). Oddzielne mamy tylko konta IKE i “fundusze emerytalne”. Wszelkie konta oszczędnościowe i inne tego typu rachunki – są wspólne. Podobnie jak nasze inwestycje – aczkolwiek tu wprowadzam pewne modyfikacje zgodnie z założeniami opisanymi w tym artykule.

Dlaczego tak a nie inaczej? Odpowiem pod koniec artykułu.

Rozsądek i emocje nie idą w parze

Zdaję sobie sprawę z tego, że jesteśmy z Gabi szczęściarzami. Przez kilkanaście lat nie mieliśmy wątpliwości co do tego, że wspólne konta są OK. Ale Nina zmusiła mnie do głębszej refleksji i przyszły mi do głowy bardzo różne sytuacje i kryteria przemawiające za wspólnymi lub rozdzielnymi kontami. Poniżej je pokrótce podsumowuję. Przyjmij, że każde z tych kryteriów powinieneś rozważyć samodzielnie.

1. Skrupulatność i samodzielność finansowa

Zdarza się, że jedna osoba w związku lubi zarządzać pieniędzmi, a druga ma z tym problem. I nie chodzi tu o lekkomyślne wydawanie, tylko o dbanie o to, by na koncie wykorzystywanym do zakupów była gotówka, by terminowo regulować płatności, by samodzielnie zarządzać także lokowaniem nadwyżek finansowych, np. wybierać inwestycje i lokaty itp. Tam, gdzie jedna osoba ma do tego smykałkę, a druga nie bardzo – lepiej sprawdzi się wspólne konto i wspólne optymalizowanie finansów. Przynajmniej jedna osoba zadba o to, by wszystko było opłacone na czas i nie spotykały nas niespodzianki podczas płacenia za zakupy.

2. Wygoda

Plusem wspólnego konta / kont jest wygodny dostęp do pieniędzy. Nawet jeśli tylko jedna osoba pilnuje stanu rachunku wykorzystywanego na codzienne wydatki, to obydwie nie muszą się martwić o przekroczenie salda. Utrzymuje się także jeden “margines bezpieczeństwa”, czyli minimalny stan konta, po którego przekroczeniu uzupełnia się środki. W przypadku oddzielnych ROR-ów takie “marginesy” muszą być dwa.

Łatwiej jest również zarządzać pieniędzmi. Pensja wpływa na jedno konto, nadwyżki można rozdysponować jednorazowo bez tworzenia nadmiernych zapasów na podstawowym koncie (ROR do codziennych wydatków).

Ale największy atut, jakim jest wygoda, może być mieczem obosiecznym. Jeśli któryś z partnerów lekkomyślnie podchodzi do pieniędzy, to wygodny dostęp do środków (i to wspólnych środków!) jest jednocześnie największą wadą takiego wspólnego “worka gotówki”.

3. Koszty prowadzenia rachunków

Jestem niemalże przekonany, że Wy – jako Czytelnicy “Jak oszczędzać pieniądze” – nie ponosicie żadnych kosztów prowadzenia rachunków bankowych 😉 Niemniej jednak trzeba mieć świadomość, że posiadanie oddzielnych rachunków może wiązać się z kosztami. I nawet jeśli rachunki ROR są bezpłatne, to posiadanie oddzielnych “głównych kart kredytowych” może być już kosztowną imprezą. Jeśli nadal płacicie za karty, to zalecam negocjowanie tych opłat do 0 zł rocznie :)

4. Wykorzystywanie kont do premii moneyback

Banki prześcigają się w oferowaniu programów premiowych wynagradzających nas za to, że aktywnie korzystamy z ich usług. Małżeństwo daje nam możliwość zdublowania korzyści.

Oddzielne rachunki dla żony i dla męża mogą dać dodatkowe kilkaset złotych rocznie pochodzące z premii moneyback. Tak jak pisałem – nas przekonały korzyści i aktualnie Gabi i ja posiadamy oddzielne rachunki w BZ WBK. Nie są to jednak nasze podstawowe konta bankowe.

5. Zaufanie

Moją listę czynników ułatwiających podjęcie decyzji o tym, czy konto dla małżonków ma być wspólne, czy mają być to konta oddzielne, rozpocząłem delikatnie – od kryteriów “technicznych”. Ale teraz pora na kilka punktów, które związane są z emocjami :)

Poziom wzajemnego zaufania partnerów, to najczęstszy powód polaryzujący i zaostrzające dyskusję o wspólnym budżecie. Tu nie ma mądrych. Jest to taki sam dylemat, jak każde inna poważne wyzwanie w związku dwóch dorosłych osób. Trzeba się z nim zmierzyć i już. “Z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz”.

Tam, gdzie dwie strony mają rozbieżne stanowiska, tam w dyskusji pojawiają się emocjonalne argumenty, które mogą przybierać postać szantażu emocjonalnego: “Chcesz być moją żoną, ale nie godzisz się na wspólne konto?”, “Jak mam Ci mężu ufać, skoro Ty nie chcesz mi zaufać?”. Brawo…

Moim zdaniem znacznie łatwiej jest podjąć decyzję, jeśli kryterium wzajemnego zaufania pozostawi się na koniec rozważań. Najpierw warto sprawdzić, czy inne merytoryczne powody nie wskazują na to, że lepiej posiadać oddzielne rachunki. Wtedy dyskusja nie będzie się zaczynała od trudnej kwestii wzajemnego zaufania. Wydaje mi się również, że warto od początku rozdzielać w rozmowie kwestie ogólnego zaufania do drugiej osoby od higieny w zakresie finansów.

Jeśli jedna ze stron nie jest przekonana co do sensowności posiadania wspólnego konta, to warto posiadać oddzielne rachunki, ale także uzgodnić zasady, na jakich opłacane będą wszystkie wspólne wydatki. Piszę o tym w dalszej części…

6. Poziom luzu

Nie wiedziałem do końca jak nazwać to kryterium :) Poza zaufaniem opisanym w powyższym punkcie, jest jeszcze kwestia tego, na ile wzajemnie potraficie tolerować wydatki swojego życiowego partnera. Czy łatwo Ci facecie zaakceptować zakup piętnastej torebki? Czy żonie puszczają nerwy, gdy widzi kolejne wydatki na kręgle z kumplami lub zakup “zbędnego” gadżetu? Sami sobie musicie uczciwie odpowiedzieć czy zaglądacie sobie do kieszeni i czy istnieje prawdopodobieństwo, że będziecie sobie wypominać wydatki.

Nina w swoim mailu wspomniała o tym, że nie chce się tłumaczyć drugiej stronie ze swoich wydatków. Jeśli masz rzeczywiście podejrzenie, że może to mieć miejsce, to chyba lepiej żebyście posiadali oddzielne konta.

Przy braku luzu i umiejętności zdystansowania się do wydatków partnera, oddzielne konta są wskazane także dla własnego dobrego samopoczucia. Po co się denerwować? 😉

Z drugiej strony dosyć powszechne jest także stanowisko (co mnie cieszy), że “nie po to się żeniliśmy żeby ukrywać przed sobą wydatki” i że naturalną konsekwencją wspólnoty małżeńskiej jest wspólne decydowanie o tym na co przeznaczane powinny być zarobione pieniądze. I nawet, jeśli druga strona nie jest zainteresowana kosztami, to nie stanowi to usprawiedliwienia dla samodzielnego szastania pieniędzmi przez pierwszą ze stron.

7. Różnice w wysokości wynagrodzenia

Jedną z kości niezgody w związkach, co do sposobu przeznaczenia przynoszonych do domu pieniędzy, mogą być dysproporcje w wysokości wynagrodzenia małżonków. I nawet, jeśli na początku zarabiacie podobnie, to po jakimś czasie mogą się pojawić rozbieżności, np. jeśli jedna z osób zdecyduje się pozostać w domu na urlopie wychowawczym lub całkowicie porzuci pracę zawodową.

I tu znowu można zauważyć dwa końce kija. Z jednej strony “strona zarabiająca” może wykorzystywać swoją dominującą pozycję finansową i wydzielać pieniądze tej “niepracującej” osobie lub prowadzić terror emocjonalny i wypominać każdy wydatek.

Z drugiej strony, nawet jeśli nic opisanego powyżej nie ma miejsca, to po prostu “strona niepracująca” może czuć się niekomfortowo, że nie dokłada pieniędzy do budżetu domowego i sama stać się przesadnie oszczędna, stracić poczucie własnej wartości itp.

Nie ma tu jednej dobrej recepty, ale oddzielne rachunki – z jasno określonymi zasadami ich zasilania (także w sytuacji, gdy jedna z osób nie zarabia), mogą pomóc w rozwiązaniu tego problemu.

8. Dopasowanie charakterów od strony dyscypliny finansowej

Kolejne kryterium, to próba odpowiedzi na pytanie “na ile jesteście do siebie podobni w Waszym podejściu do pieniędzy?”. Jeśli zachowujecie się podobnie, czy to pod względem oszczędzania, czy wydawania pieniędzy, i dodatkowo nawzajem akceptujecie swój sposób działania, to nic nie stoi na przeszkodzie do posiadania wspólnego konta.

Jeśli jednak nie akceptujesz zachowań Partnera, coś Cię irytuje w sposobie, w jaki on traktuje pieniądze i jednocześnie pomimo rozmów nie potraficie się “dopasować”, to jest to przesłanka do posiadania oddzielnych rachunków bankowych.

9. Złe nawyki finansowe

Powyższa cecha Twojego partnera (lub Twoja) może się przejawiać także dużo drastyczniej. Przykłady tutaj mogę mnożyć, bo pojawiają się one często w korespondencji, którą otrzymuję:

  • Nie potrafię się powstrzymać i jeśli tylko mam na niewykorzystany limit na karcie kredytowej, to coś kupuję.
  • Moja żona wyciąga z bankomatu po 100 zł. Nieważne czy na koncie jest 200 zł czy 1000 zł – wyciąga i wydaje.
  • Oszczędzam, ale nie mam do siebie zaufania. Jak mam chronić pieniądze przed sobą samym? Gdy tylko uzbieram 4-cyfrową kwotę, to na coś wydaję.

Jeśli jedna osoba w związku ma tego typu złe nawyki finansowe, to nic dobrego nie przyjdzie z posiadania wspólnego rachunku. Pomijając ewentualną terapię, zdecydowanie warto rozważyć wprowadzenie “reglamentacji” gotówki :)

10. Długi sprzed związku

Jest jeszcze jedna sytuacja, w której ja zalecam posiadanie oddzielnych rachunków bankowych, a nawet rozważenie podpisania intercyzy – wtedy, gdy jedna z osób wchodzących do związku “wciąga” do niego swoje wcześniejsze długi.

Nawet jeśli zdecydujecie się na ich wspólną spłatę, to warto dwa razy zastanowić się nad tym, czy bezpieczniejsze dla Was nie jest posiadanie rozdzielności majątkowej. W przypadku problemów ze spłatą, lepiej żeby windykatorzy nie mieli możliwości wejścia na majątek drugiej osoby lub po prostu majątek wspólny.

Ale nie dotyczy to tylko windykatorów. Jakkolwiek brutalnie by to nie brzmiało, to długi nie wzięły się znikąd. Spłacanie cudzych zobowiązań nie powinno stawać się domyślnie obowiązkiem osoby, wchodzącej jako “czysta” do związku. Można mieć dobrą wolę i chęć współdziałania w rozwiązaniu problemów finansowych, ale jednocześnie dbać o to, by druga strona zbyt łatwo nie uznała, że problem został automatycznie rozwiązany. Długi są czasami jak choroba. Uporanie się z objawami nie musi być tożsame z wyeliminowaniem prawdziwej przyczyny.

Jak kontrolować domowy budżet przy osobnych kontach?

Jedną z obiekcji pojawiających się w dyskusjach dotyczących oddzielnych kont jest trudniejsze zarządzanie budżetem domowym. Moim zdaniem nie jest to jednak argument istotny. Można planować i realizować budżet domowy także nie wiedząc dokładnie na co partner wydaje pieniądze. Po prostu trzeba sobie uświadomić, że istnieją takie kategorie kosztów jak “Fanaberie Pawła” i “Rozrywka Kasi”, na które co miesiąc przeznaczana jest konkretna kwota. Kasia nie musi wiedzieć na co Paweł wydał pieniądze i odwrotnie – o ile wspólnie zdecydowali, że właśnie taki model zarządzania funduszami jest dla nich najlepszy.

Jak zorganizować oddzielne konta?

Jeśli rodzina decyduje się na wspólne konto, to sytuacja jest prosta i nie będę jej rozwijał :) Dylematy pojawiają się wtedy, gdy kryteria merytoryczne i emocjonalne przemawiają za posiadaniem oddzielnych rachunków. Ile ich posiadać? Jak je zorganizować w taki sposób, aby nie było problemów z opłacaniem wspólnych zobowiązań?

Najbardziej typowy model wygląda następująco:

  • Indywidualne konto ROR dla niej – na to konto wpływa jej wynagrodzenie i ona samodzielnie nim dysponuje pokrywając “swoje” wydatki.
  • Indywidualne konto ROR dla niego – jak wyżej, ale w wersji męskiej :)
  • Wspólne konto ROR – do tego rachunku mają dostęp obydwoje i to z niego finansowane są wszystkie wspólne zakupy i zobowiązania – opłaty, zakupy jedzenia, transport itp.
  • Wspólne konta oszczędnościowe i lokaty – przeznaczone na oszczędzanie na wspólne cele: ubezpieczenie auta, zakup nowego auta, wakacje, remont mieszkania, ślub i wesele (o ile jeszcze go nie było), fundusze dla dzieci, a także na inne cele. Takie konta służyć mogą także do tworzenia wspólnego funduszu wydatków nieregularnych oraz budowy finansowej poduszki bezpieczeństwa – jeśli jeszcze jej nie posiadacie.
  • Indywidualne konto emerytalne dla niej – to może być zarówno jedno konto IKE/IKZE, jak i więcej kont, a także rachunki inwestycyjne.
  • Indywidualne konto emerytalne dla niego – jak wyżej, ale w wersji męskiej.

Oczywiście powyższy scenariusz to tylko jeden z możliwych wariantów. Spełnia on jeden podstawowy cel: zapewnia niezależność finansów bez możliwości podglądania na co “puszcza” pieniądze partner w związku. A przy okazji daje pewien margines bezpieczeństwa: w awaryjnych sytuacjach, przy niskim stanie indywidualnego konta, małżonkowie mogą się w uzasadnionych przypadkach posiłkować pieniędzmi z konta wspólnego. Dlatego warto posiadać kartę debetową nie tylko do swojego indywidualnego konta, ale także do konta wspólnego (tu wydane powinny być dwie karty dla dwóch współwłaścicieli).

Możecie zapytać: “a co z kartami kredytowymi?”. My aktualnie nie posiadamy kart kredytowych i w sumie cenię sobie to, że nie muszę myśleć o tym, kiedy wypada termin ich spłaty. Gdybym jednak miał coś zasugerować, to proponowałbym otworzenie kart przy rachunku wspólnym – ze względu na wygodę późniejszej spłaty zadłużenia na takich kartach. No ale oczywiście warto zerknąć na listę powyższych kryteriów i zastanowić się czy danie takiego “łatwo dostępnego kredytu” w ręce swoje i partnera, rzeczywiście jest dobrym pomysłem.

Ile wpłacać na wspólne konto?

Napisałem, że pensja powinna wpływać na oddzielne konta. Jak zatem zdecydować ile pieniędzy będzie potrzebne na koncie wspólnym? Do wyliczenia kwoty przeznaczonej na pokrycie comiesięcznych wspólnych wydatków polecam metodę opisaną w artykule “Prosty budżet domowy”. I gdy będziemy już znać kwotę, trzeba zdecydować po prostu ile pieniędzy każdy z partnerów powinien wpłacić na konto wspólne na początku każdego miesiąca.

Tu zasadniczo można mieć dwa podejścia: po równo, albo proporcjonalnie do wysokości zarobków.

Załóżmy, że na pokrycie wszystkich wspólnych kosztów potrzeba Wam co miesiąc 2000 zł. Jeśli zarabiacie podobne kwoty, to uzasadniona jest “zrzutka” po połowie, czyli każde z Was przelewa po 1000 zł.

Jeśli jednak Wasze wynagrodzenia różnią się wysokością, np. on zarabia 2500 zł, a ona zarabia 4000 zł ;-), to uzasadnione wydaje się byście do wspólnego budżetu dokładali się proporcjonalnie do Waszych zarobków.

Policzmy, jak mogłoby to wyglądać:

  • Łącznie zarabiają 2500 zł + 4000 zł = 6500 zł
  • Ona zarabia 4000 zł / 6500 zł = 61,5% kwoty łącznych przychodów
  • On zarabia 2500 zł / 6500 zł = 38,5% kwoty łącznych przychodów

Przy przyjętej metodzie obydwoje powinni mieć powyższy udział procentowy w “zrzutce” na wspólne wydatki, a więc:

  • Budżet na wydatki wspólne to 2000 zł
  • Ona powinna wpłacić na 61,5% * 2000 zł = 1230 zł
  • On powinien wpłacić 38,5% * 2000 zł = 770 zł

W podobnych proporcjach można byłoby zasilać konta oszczędnościowe. Co do zasilania rachunków czy funduszy, które służą oszczędzaniu na emeryturę – pozostawiam to do Waszej decyzji. Można to realizować indywidualnie lub przyjąć zasadę proporcjonalności wpłat.

I teraz wyobraźmy sobie, że jedna z tych osób przestaje zarabiać. Kto w całości finansuje wydatki wspólne? No ta osoba, która zarabia. Oczywiście pojawia się wtedy kolejny problem: a co z wydatkami indywidualnymi, które dotychczas miała (i nadal ma) strona niezarabiająca? Spróbujcie odpowiedzieć sobie sami w komentarzach :) Każda decyzja ma swoje konsekwencje i jest potencjalnie mieczem obosiecznym.

Nie ma jednego dobrego rozwiązania

Jeśli doszliście aż tutaj, to pewnie wyrobiliście już sobie jakieś zdanie na temat tego, co napisałem powyżej. Może jesteście zwolennikami rachunku wspólnego, bo uważacie że małżeństwo buduje się na zaufaniu, a może cenicie swoją niezależność i nie akceptujecie wypominania Wam wydatków – tym bardziej w małżeństwie. Przejaskrawiam, ale chcę Wam uzmysłowić, że nie ma jednego dobrego rozwiązania.

Chcę też podkreślić, że podjęcie decyzji, np. o posiadaniu wspólnego rachunku na początku związku, nie determinuje, że tak ma być na zawsze. Na pewno nie warto, aby sprawy finansowe zatruwały Wasze życie i rzutowały na Wasz związek. Jeśli sposób wydawania pieniędzy jest tą kością niezgody, to lepiej rozwiązać ten problem poprzez uniezależnienie Waszych “portfeli”. Ale zawsze powinna to być wspólna decyzja, za wzajemną akceptacją i zrozumieniem jej powodów – a nie narzucanie swojej woli drugiej stronie.

Dlaczego Szafrańscy mają wspólne konto?

Obiecałem Wam, że na koniec wyjaśnię dlaczego Gabi i ja posiadamy wspólne konta.

Trochę tak jest z powodów “historycznych”: wspólne konto wydawało nam się czymś naturalnym na początku naszego związku i po prostu do dzisiaj brak jest dostatecznych powodów, byśmy mieli to zmienić :) Mamy do siebie zaufanie, obydwoje umiejętnie korzystamy z pieniędzy, dobrze dopasowaliśmy się od strony finansowej, mamy podobne priorytety, zazwyczaj akceptujemy i wzajemnie szanujemy nasze decyzje zakupowe, jest to dla nas wygodne i cenimy sobie to, że uzupełnianie środków na koncie następuje w jednym miejscu. W tym ostatnim punkcie mocno zamieszała nam promocja BZ WBK (posiadamy tam oddzielne konta) i sam się czasami zastanawiam, czy dodatkowe 100 zł miesięcznie, to gra warta zachodu 😉

Ostatnim argumentem przemawiającym za wspólnymi zasobami jest też fakt, że to głównie ja zarządzam domowym budżetem i jestem “mózgiem” operacji finansowych. Ale tu również próbujemy powoli równoważyć “siły” i Gabi wdraża się w coraz większym stopniu w domowe finanse.

I to tyle na dzisiaj. Krótko nie było 😉 Ciekawy jestem co na ten temat myślicie i czy znacie jeszcze jakieś inne kryteria, które mogą pomóc osobom wstępującym na wspólną drogę życia, w podjęciu najlepszej dla nich decyzji odnośnie dostępu do pieniędzy.

Miłego dnia!

Zdjęcie: © doomu – Fotolia.com

"Finansowy ninja" - podręcznik finansów osobistych

Finansowy ninjaMożna już zamawiać moją książkę "Finansowy ninja". To ponad 540 stron praktycznej wiedzy o oszczędzaniu, zarabianiu, optymalizacji podatkowej, negocjowaniu i inwestowaniu, które pomogą Ci zostać prawdziwym finansowym ninja i osiągnąć bezpieczeństwo finansowe.

Przewodnik po finansach osobistych, który każdy powinien przeczytać jeszcze w szkole.

PRZEJDŹ NA STRONĘ KSIĄŻKI →

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach o oszczędzaniu pieniędzy. Nie ujawnię nikomu Twojego adresu!



{ 112 komentarzy… przeczytaj komentarze albo dodaj nowy komentarz }

Krzysztof Luty 22, 2014 o 15:57

Należy pamiętać też o tym, że jeśli bierzemy rozdzielność i mamy wspólne konto to może okazać się lipa przy staraniu się o kredyt głównie hipoteczny. Wyciągi są wspólne a jak sami zaczynamy starać się o kredyt to bank może nam odmówić kredytu bo widzi, że mąż np. posiada zobowiązania. Ja radzę osobno.

Odpowiedz

Remigiusz - blog Oszczędzanie Luty 22, 2014 o 16:11

jestem za posiadaniem oddzielnego konta dla małżonków. Motywuję to tym, że Kobieta to także osoba samodzielna, myśląca i należy ją darzyć zaufaniem. Niech gospodaruje trochę sama i niezależnie*.

Kosztów prowadzenia kont osobno nie uważam za istotne.

(*Aczkolwiek konto męża to i tak w praktyce „wspólne” nieprawdaż?0

Odpowiedz

mmmka Luty 22, 2014 o 17:47

tak, oddzielne. chciałabym umotywować tym, że mężczyźni czasami myślą i można ich obdarzyć kontrolowanym zaufaniem. niech mają jakieś kieszonkowe na piwo czy inne pierdoły.

Odpowiedz

Ania Styczeń 8, 2015 o 22:25

W przypadku mojego malzenstwa to ja zarzadzam finansami (mimo ze jestem kobieta ! co moze jednego z przedmowcow zaskoczyc ) , mamy konto wspolne i on co miesiac dostaje gotowke na wydatki, ktorych ja nie musze rozliczac – wilk syty i owca cala 😀

Odpowiedz

Aneta Październik 14, 2015 o 18:27

Ciekawe jest Twoje uzasadnienie sprawy 😉 ciekawe jak ma sie w tym przypadku zaufanie do osobnych kont? Rozumiem, ze Twoja kobieta ma swoje konto i oprocz swojego konta obsługuje tez Twoje? A Ty obslugujesz jej? 😉

Odpowiedz

pozynegatywka Luty 22, 2014 o 16:27

U nas się sprawdza 2 oddzielne + 1 wspólne.
Z tym, że z oddzielnych mało korzystamy – Przyszły ślubny woli wrzucić więcej kasy na „wspólne” niż się, jak to żartobliwie nazywa „spowiadać” z paragonami, a tak sobie sama sprawdzam, co, gdzie, kiedy i jak.
Mamy do siebie zaufanie i serio, głupotki, na które wydajemy kasę, czy wspólną czy oddzielną prędzej czy później i tak zostają dostrzeżone, nie ważne ile kont kto ma 😉

Warto przeanalizować różne konfiguracje kont pod względem korzyści w przypadku kiedy staramy się o wspólny kredyt lub hipotekę, bo chyba w tej kwestii najwięcej się trzeba nagłowić.

Moim zdaniem model bez konta wspólnego może się sprawdzać, dopóki w związku nie pojawią się dzieci – bo tutaj albo trzeba pilnować ciągłych wzajemnych przelewów „na pieluchy” albo trzeba się prosić, albo zaczyna się wypominanie, że dlaczego tylko z jednego konta kasa jest wydawana tylko i wyłącznie na dziecko, tudzież osoba mniej uświadomiona w kosztach życia może zbyt często dopytywać, na co druga połówka tak szybko pieniądze wydaje i konflikt murowany ( – zaobserwowane u kilku obdarzonych potomstwem par).

A tak już całkiem serio, to naprawdę wszystko zależy od podejścia dwojga dorosłych, wchodzących w nowy etap życia ludzi do pieniądza i tego, czy są gotowi na szczerą rozmowę.
Związek to kompromisy również w budżecie. Osobiście nie mogłabym wyjść za mąż za finansowego lekkoducha, ale też i kompletny sknera z wężem w kieszeni zobaczyłby drzwi tuż po ujawnieniu swoich finansowych poglądów. Lubię racjonalne zarządzanie zasobami i czegoś podobnego oczekuję. To tak jak wszelkimi z innymi ludzkimi upodobaniami.
Intercyza – czemu nie? Jeśli sytuacja by tego wymagała.
Ludzie mają zdecydowanie zbyt mało informacji na ten temat, stąd uprzedzenia.
Tylko tutaj potrzebna jest szczerość, odwaga do jasnego stawiania sprawy i pozbycie się tej jakiejś przerośniętej dumy i skłonności do fochowania, jeśli druga strona ośmieli się mieć inne zdanie odnośnie pieniędzy…
A z drugiej strony – czy jeśli nie ma się do siebie zaufania i nie można dojść do porozumienia w tak przyziemnej kwestii, to czy warto z daną akurat osobą budować trwały związek? Zdaje się, że to temat rzeka 😉

Odpowiedz

joami Luty 22, 2014 o 16:56

Przykład nr 1
Mamy z mężem wspólne konto, jest to ogromna wygoda i łatwiej opanować domowe finanse. Przykłady na plus podano powyżej. Dodam tylko jedno o czym nie było wspomniane:
Nie wszystkie banki oferują konto wspólne, gdzie obie osoby są na równych prawach współwłaścicieli. Niektóre banki mają konta, gdzie jest tylko z założenia jeden właściciel, a druga osoba jest tylko na warunkach pełnomocnika (nawet gdy jest to mąż lub żona). Oczywiście, o tym się nie myśli przy zakładaniu konta (indywidualnego czy wspólnego). Problem pojawia się w przypadkach losowych np. poważna choroba, gdy nie możemy podjąć środków z rachunku bankowego współmałżonka (nie używając jego karty i pinu), bądź gdy trzeba przeprowadzać sprawę spadkową, by udowodnić, że ma się „prawo” do tych środków.
A jeśli współmałżonek jest pełnomocnikiem do konta indywidualnego, to i tak przed nim się nic nie ukryje.

Przykład nr 2
Tym razem negatywy. Znajoma mężatka ma z mężem osobne konta bankowe i jedno wspólne. Teoretycznie niby mają większe przychody od naszych, ale przez nieracjonalne gospodarowanie „wiecznie” nie ma na nic kasy. Nie raz zdarzyły się u nich kłótnie, bo któreś zapomniało zapłacić czynsz, puścić na wspólne konto kasę na ratę za kredyt. A najgorszy dla mnie jest fakt, że znajoma okłamuje swojego męża, co do wydatków finansowych: np. była u kosmetyczki, zapłaciła ze swego konta, a mężowi powiedziała, że za zabieg zapłaciła tylko 100zł, gdy wydała 250zł. Zapłaciła mandat, a powiedziała, że pożyczyła kasę koleżance. Kupiła kosmetyki bo była okazja, chowa je przed mężem, a potem na koniec miesiąca jak kasy brakuje, to próbuje odsprzedać znajomym. W sumie nic się nie stało, i tak mąż nie sprawdzi… A skoro mówi o tym innym osobom, to widać uznaje to za powód do dumy.
Powiecie, że to kwestia zaufania, a co jeśli jej mąż robi dokładnie to samo? A potem się dziwią, że jest dziura w domowym budżecie.

Można mieć wspólne konto i wygospodarować pieniądze na „prezent niespodziankę”, czy swoje „kieszonkowe na małe przyjemności”. Na szczęście płatność gotówką, jest ciągle popularna, a adres sklepu nie figuruje na wyciągu bankowym.

Moim zdaniem osobne konto dla małżonka jest wskazane, gdy jedno z nich prowadzi działalność gospodarczą, by środki firmowe, nie mieszać z domowymi. Ale to już całkiem inny osobny temat.

Odpowiedz

Remigiusz - blog Oszczędzanie Luty 22, 2014 o 17:36

joami, problemy Twojej koleżanki to NIE są problemy finansowe i nie ma z tym związku fakt posiadania lub nie wspólnego konta

to są głębsze problemy, o których się powinno IMHO podyskutować na jakimś forum psychologicznym

Odpowiedz

odlotyzrzeszowa.pl Luty 22, 2014 o 17:09

Nie zgadzam się z dwoma kwestiami:
1. karta kredytowa rewelacyjna sprawa, jak tylko potrafisz z niej korzystać. Dzięki karcie kredytowej mam gratis bilety lotnicze to pierwsza korzyść, druga darmowe czlonkostwo Wizz Discount Club o wartości 130zł rocznie. Karta główna i dodatkowa wynegocjowane 0zł. I dodatkowo darmowy kredyt, bo całość spłacamy w okreslonym terminie.
2. Jak ktoś mi mówi, że nie warto się bawić dla kilkunastu zlotych w moneyback to zawsze mu mówię żeby ustawił stałe zlecenie na moje konto w tej wysokości. Wtedy jest inna rozmowa 😉 Ja wszystkie moneybacki i inne promocje przelewam na specjalne konto o nazwie podróże. Jak bym dobrze policzył to pewnie uzbieraloby się tego z 5-6 tys. zł. To teraz odpowiedz sobie czy warto. Może się zmobilizuje i opublikuje wpis na swoim blogu dla tych co mówią że nie stać ich na podróżowanie, a z drugiej strony twierdzą że moneybackami nie warto sobie zawracać glowy.

Odpowiedz

Joanna Luty 22, 2014 o 17:10

Ile ‚indywidualnych’ podejść tu prezentujemy? Trzy i wariacje na ich temat, nieco ogranicza to „indywidualizm” podejścia 😉
Jestem księgową i widzę nieraz jak ludzie organizują pieniądze w spółkach cywilnych – to jest dopiero dylemat – jak tym zarządzać bez wchodzenia w temat emocjonalnie i podnosząc tematy zaufania i większości się nie udaje ;).
Mam nieodparte wrażenie, iż wzajemne „finansowe dopasowanie” czy to par, czy wspólników i nadążanie ze zmianami w tym temacie u partnera, jest niezmiernie rzadkie i cenne. Ciekawe co robią pary, w których jej pasuje opcja odmiennych kont, a jemu wspólne – czy też dowolna inna kombinacja przeciwnego podejścia?

Odpowiedz

Damian Kleczewski Luty 22, 2014 o 17:13

jak sobie ufacie to wspólne konto wydaje się rozwiązaniem psychicznie optymalnym dla obu stron, jest to też wynik wzorców jakie przeniosło sie ze swoich rodzin, jak nasi rodzice zarządzali pieniędzmi. W ogromnej większości Polacy konsumują prawie wszystko co mają, czy to wpływa na konto wspólne czy to na osobne. Po prostu lubimy kupować, otaczać się nowościami, zmieniać, czuć zapach sklepowych półek i dźwięk klikania za produkty przeciągane przy kasie-praawie jak narkotyk, szczególnie w weekendy w galeriach handlowych. Z kolei osobne konta, intercyza moga wydawać się brakiem przejawów zaufania, każdy ciągnie w swoją stronę itp. jednak niekoniecznie to rozwiązanie jest takie w swoim założeniu. Może to zwyczajnie chronić cały i niejako wspólny majątek, choć podzielony celowo np z racji inwestycyjnego charakteru. Różne scenariusze się już w tym kraju działy szczególnie z Urzędem Skarobowym, aby wspólne posiadanie np 20 mieszkań i firmy spitkało się nagle z RESETEM i zobaczeniem GAME OVER tylko dlatego że skarbówka swoją prawno-kontrolną machiną zmiecie nasze majętnosci z powierzchni ziemi. Trzeba zwyczajnie dobrać strategoie pod siebie, pod swoje wydatki, indywidualne potrzeby i charakter obu partnerów aby konta nas nie dzieliły, nie były przyczynkiem do kłótni czy wypominek zbędnych, wg drugiej strony, zakupów. Wszystkie te punkty opisane przez Michała są bardzo konkretne i ich analiza z pewnoscia da obraz sytuacji jaka panuje w wielu związkach.

Odpowiedz

Beata Rzepka Luty 22, 2014 o 17:16

Michał, a jak rozwiązujecie z żoną kwestię zakupów prezentów dla drugiej osoby? Przecież jeżeli kupujesz np żonie prezent przez internet to ona widzi ile i na co wydałeś i nie ma niespodzianki. Macie jakieś rozwiązanie takiej sytuacji?

Odpowiedz

Michał Szafrański Luty 22, 2014 o 17:23

Hej Beata,

My po prostu nie siedzimy na kontach online i nie sprawdzamy co chwilę, jakie transakcje się tam pojawiły. Problem – o ile ktoś go ma – można rozwiązać na kilka sposobów. Przykładowo: bankomat + płatność gotówką (wtedy na wyciągu w ogóle nie widać ani nazwy sklepu ani kwoty).

Kwoty i tak wychodzą w raportach, które przygotowujemy. To nie wydana kwota jest istotna tylko sam prezent.

A teraz to wygląda nieco inaczej, bo Gabi ma swoje konto w BZ WBK, na które ja nie mam potrzeby zaglądania więc na bieżąco nic nie wiem o jej wydatkach. Ale i tak to „wyjdzie” przy spisywaniu paragonów :) Po prostu nie robimy z tego wielkiego „halo”.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Joe Październik 18, 2015 o 12:11

Rzeczywiście, przy wspólnie prowadzonym koncie trudno ukryć zakup prezentu, ale bądźmy dorośli, wiemy, że Mikołaj nie przychodzi do każdego 😉 dlatego ludzie obdarowują się na wzajem. Liczy się przecież sam fakt i pamięć o drugim człowieku, a nie cena czy marka prezentu.
A jeśli komuś zależy na drogich, markowych i trafionych prezentach to niech sobie sam kupuje.

Odpowiedz

Grzegorz Luty 22, 2014 o 17:17

Mamy z żoną konto wspólne, na które wpływają nasze pensje(nie liczę różnych kont zawartych przez nas w ramach różnych promocji bankowych). I to wspólne konto wystarczy. Nina napisała „nie chcemy trzymać wszystkich pieniędzy na koncie wspólnym, dlatego że czasem chce się zrobić prezent drugiej osobie lub po prostu coś sobie kupić bez tłumaczenia na co, po co itp” My mamy to tak ustalone, że pewien procent naszych zarobków- wychodzi ok.500 zł miesięcznie na osobę to takie nasze kieszonkowe, które sobie wypłacamy i z niego finansujemy nasze zachcianki- oczywiście mamy do siebie zaufanie i nie przekraczamy tego limitu. Pozostałe pieniądze po zapłaceniu rachunków i kieszonkowego przeznaczamy na tzw. życie(jedzenie, odzież, środki czystości itp.) oszczędności i inwestycje. System u nas się sprawdza dlatego, że mamy podobne zarobki, że nie kontrolujemy się i nie wyliczamy sobie każdego grosza, że mamy wspólne cele i podobne zdanie na rolę pieniądza i konsumpcji w naszym życiu. Jednak w przypadku związków gdzie obie strony mają różne zapatrywania i potrzeby- np. oszczędny- rozrzutna osobne konta mogą pomóc.

Odpowiedz

Paweł Luty 22, 2014 o 17:43

Ja i narzeczona mamy oddzielne konta, mimo pełnego wzajemnego zaufania w kwestii finansowych (i innych zresztą też) – np. ma ona pełny wgląd w konta MM, gdzie każdy wydatek jest spisany, ja znam hasło i login do jej konta.

Dlaczego oddzielne? Po pierwsze narzeczona jest lekkoduchem i kompletowanie paragonów i wydatków, mimo wielokrotnych próśb i gróźb, nie wychodziło jej wcale – to powodowało gigantyczne manka w MM, a tym samym moją dość dużą frustrację, bo po prostu lubię mieć finanse pod kontrolą. Po drugie, narzeczona zaczęła palić i nie zgadzałem się na finansowanie papierosów ze wspólnych pieniędzy (nienawidzę palenia!), więc w sumie oddzielne konta wyszły trochę z jej inicjatywy – na samym początku wspólnego mieszkania mieliśmy wspólne konto.

Ze wspólnym budżetem radzimy sobie inaczej niż Michale opisałeś – zwykle ja pokrywam wszystkie wydatki w danym miesiącu, a na koniec wszystko podliczam w MM (każdy wydatek oznaczam jako wspólny regularny, wspólny nieregularny lub niewspólny) i narzeczona przelewa mi odpowiednią sumę, uwzględniającą też składkę na fundusz wydatków nieregularnych i wspólne inwestycje (składamy się proporcjonalnie do zarobków). Kwotę jej składki pomniejszam o już dokonane wydatki w danym miesiącu, jeżeli np. robiła zakupy do domu, ale tylko i wyłącznie jeżeli mi przyniesie paragon – taka mała motywacja, żeby je zbierała 😉 Jak do tej pory działa.

Przydatna jest tu też karta kredytowa, bo pozwala przenieść płatności na później.

Odpowiedz

Michał Szafrański Luty 22, 2014 o 17:49

Hej Paweł,

Masz bardzo dobry sposób na lekkoducha :) Grunt to wypracować własny system, który się sprawdza.

Miłego weekendu

Odpowiedz

Rafał P. Kaleta Luty 22, 2014 o 17:57

Część, Michale,

To pierwszy Twój wpis, który mi się nie podoba w zasadzie od góry do dołu. Dlaczego? Bo nie jest on poświęcony szeroko pojętemu oszczędzaniu, a pewnej intymności dwojga ludzi. Dorosłych ludzi. W zasadzie mógłbym napisać „Co to kogo obchodzi?” i zakończyć. 😉

Nie na darmo mówi się „wspólne gospodarstwo domowe”, aby nie mieszać oszczędności ze wspólnego konta z zaufaniem czy „wykorzystywaniem dominującej pozycji finansowej”.
Wszystko jest do omówienia przez osoby zainteresowane. A gdyby nie mogły się dogadać, to pewnie nie byłyby razem.

Rozrzutność? „Nie potrafię się powstrzymać przed kupieniem czegoś?” To przecież kwestia odpowiedzialności, dojrzałości emocjonalnej i „finansowej”.
Kupmy „piętnastą torebkę” czy lepszy obiektyw do aparatu, a dziecku jakoś wytłumaczymy brak przysłowiowych pieluch. 😉
I niekoniecznie ma to coś wspólnego z wysokością zarobków – jak sobie można na więcej pozwolić, to z reguły się sobie pozwala…

Może trochę chaotycznie napisałem, ale trochę się uruchomiłem. To pewnie dlatego, że samu mamy jeden z rzadziej spotykanych „modeli budżetowych”, który się sprawdza, nam z tym dobrze, a że inni się dziwią… 😀

Pozdrowienia,
Rafał.

Odpowiedz

Michał Szafrański Luty 22, 2014 o 18:02

Hej Rafał,

No witam w gronie komentujących. A to w zasadzie dosyć symptomatyczne, że pierwszy raz komentujesz wtedy, gdy coś Ci się nie podoba 😉

Zdradź, jaki to ciekawy model budżetowy macie, bo nic o tym nie napisałeś.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Rafał P. Kaleta Luty 22, 2014 o 18:43

A nie pierwszy raz – pisałem tutaj wydajności lodówek no-frost i zamrażaniu wody w butelkach na balkonie. :-)
Pisuję czasem u Ciebie na fejsbuku, bo łatwiej i szybciej.

My po ślubie, 10lat już temu, u schyłku studiów, uwspólniliśmy dwa moje posiadane wówczas konta. Oczywiście do każdego każde z nas ma swoje karty i swoje loginy (konto bez obsługi online dla mnie nie istnieje).

Po drodze wypączkowały dwie karty kredytowe do jednego z nich, konto online w „banku z kłoskiem” (dało się wspólne), ninja-banku („moje”, nie dało się wspólnie), i jeszcze avocado w polecanym nieraz przez Ciebie banku (żony, bo dodane do… umowy o telefon w Plusie). A jeszcze doszło oddzielne konto firmowe…
Sprawę komplikuje nieco fakt, że akcje na GPW oraz fundusze powiązane są z jedną, konkretną osobą, ale wszystko da się ogarnąć.

Najważniejsze, że w jednym miejscu mamy spisane wszelkie piny, loginy, hasła…

Ale to tylko technikalia, które są tylko wynikiem „umowy” obu stron i oparte jest na takich zasadach, aby wszystkim odpowiadało.
U nas bowiem ja wszystkim zarządzam, choć to Najlepsza z Żon przynosi wszystkie domowe konfitury i nawet nie wie, gdzie ile jakich jest schowanych.
A my z Młodym tylko mały day-trading czasem zrobimy, w przerwie między spacerem a zupą.
Jakie „złe nawyki finansowe”? Jaka „dominująca pozycja finansowa”? Przecież cały ten biznes jest nasz, a nie mój czy Jej. Ech…

A prezenty? Jak się chce, to się da. A ile przy tym jest zabawy, żeby ukryć. :-)

Pozdrawiam,
Rafał.

Odpowiedz

Michał Szafrański Luty 22, 2014 o 18:48

Hej Rafał,

Wiedziałem, że skądś Cię kojarzę 😉

Dzięki za wyjaśnienia. Podejście mamy bardzo zbieżne. Ale potrafię też dostrzec ten inny punkt widzenia i trochę się już w życiu naoglądałem na rozstania znajomych i sytuacje, które mi się osobiście w głowie nie mieściły… W niektórych sytuacjach pełne izolowanie pieniędzy przed sobą jest uzasadnione.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Rafał P. Kaleta Luty 22, 2014 o 18:55

„Pełne” czy „pewne”? 😉

Też widziałem różne sytuacje, traktuję je jako efekt dwóch przypadków:
– albo się nie przyjrzały gały, co brały
– albo komuś odechciało się pracować, bo to straszna orka, żeby było dobrze 😉

No, ale to blog o oszczędzaniu, a nie poradnia małżeńska. 😉

Pzdr.

Odpowiedz

Bartek Luty 28, 2014 o 11:55

Cześć,

Przy okazji tej odpowiedzi chciałbym jeszcze powiedzieć o jednej sytuacji.
Czasem zawód który wykonuje jeden z małżonków niesie za sobą odpowiedzialność majątkową. Np będąc inżynierem budownictwa, pomimo posiadanego ubezpieczenia od błędów w projektowaniu, w przypadku nie daj Boże katastrofy budowlanej przekraczającej kwotę ubezpieczenia inżynier odpowiada swoją wolnością i majątkiem. W takiej sytuacji rozdzielność majątkowa wydaje się jedynym sensownym wyborem :)

Pozdrawiam,
Bartek

Odpowiedz

mmmka Luty 22, 2014 o 18:04

Dla mnie model zaproponowany przez Ciebie jest optymalny. Jeżeli jest możliwość zakładania wielu rachunków, to warto skorzystać.
Najgorzej, gdy racjonalne argumenty potykają się o czyjeś bardzo emocjonalne podejście do tematu. Ale to bardziej psychologiczna kwestia.

Co do wspomnianej przez Ciebie opcji, gdy jedna z osób nie pracuje z różnych względów: nie chcę nawet myśleć o bezobociu, wolę rozważyć urlop wychowawczy. Nie wyobrażam sobie być całkowicie zależną finansowo od mężczyzny. Z drugiej strony moja mama nie pracowała, dopóki najmłodszy brat nie skończył podstawówki i gdyby mojego faceta było stać na utrzymanie rodziny – prawdopodobnie zrobiłabym kilka lat przerwy. (rozważania czysto teoretyczne, mam 22 lata i raczej dłuższy czas to nie będą moje dylematy). Jakąś opcją jest praca dorywcza, 1/4 etatu, sporadyczne łapanie pojedynczych zleceń. Coś, co zajmowałoby mało czasu, ale też mało dochodu, traktowanego bardziej jako moje kieszonkowe.

Poza tym: kiedy zakłada się rodzinę nie myśli się o rozstaniu, ale czasami osoba która w trakcie związku była do rany przyłóż, przy rozpadzie zacznie grać bardzo nie fair. Zagrywki emocjonalne są bolesne, ale przy wspólnym koncie można zrobić krzywdę zakresie w dotykającym codziennej egzystencji. Od niedawna pracuję w banku i na szkoleniu opowiada się nam mnóstwo historii małżeńskich rodem z „trudnych spraw”

Odpowiedz

Agnieszka Luty 22, 2014 o 18:26

My posiadamy osobne konta – trochę z przyzwyczajenia, ale wiemy wzajemnie co się na nich dzieje. Poza tym ja zbieram punkty Payback, a mąż ma inne profity na swoim koncie. Wydatki bieżące, rachunki, zakupy są finansowane z mojej pensji (zarabiam znaczniej mniej) – dzięki temu zawsze wiem, ile po opłaceniu rachunków mamy jeszcze do dyspozycji na jedzenie, ciuchy itd. Z męża pensji kupujemy paliwo i realizujemy nieprzewidziane wieksze wydatki oraz stałą kwotą przelewamy na lokaty oszczędnościowe, a pod koniec miesiąca jeszcze to co tam zostanie. To jest nasz sposób by sporą sumę miesięcznie oszczędzać, a z racji tego że ja zwykle robię zakupy płacę własną kartą. Bałabym się, że wspólne konto pozwoliłoby nam na większe wydatki, bo nasze pensje wpływają w zupelnie innym czasie, i momentami byłoby tam więcej kasy, momentami mniej. A tak mamy wrażenie że bardziej kontrolujemy pieniądze i lepiej oszczędzamy. Póki co oba konta są bezpłatne.

Odpowiedz

Gosia Luty 22, 2014 o 18:33

My dopiero planujemy się pobrać, ale wspólne finanse prowadzimy już od 2 lat. Cały czas mamy oddzielne konta i raczej nie planujemy tego zmieniać. Mamy ustalane z czyjego konta idą jakie przelewy, a całość innych wydatków budżetujemy. Od kiedy zaczęliśmy oszczędzanie (dzięki Michałowi) to posiadanie dwóch oddzielnych rachunków zupełnie nie przeszkadza. Wydatki i tak planujemy z wyprzedzeniem i płacimy według ustaleń. Oszczędności trzymamy na koncie oszczędnościowym i lokacie. Na razie obyło się bez sprzeczek :-)

Odpowiedz

Jedliczko Luty 22, 2014 o 18:55

Metoda jest prosta: 10% na konto żony w celu roz&*^?lenia/ luźne wydatki- w Polsce 3000/3500złmsc i po kłopocie. Opłaty, dobrze jak nie przekraczają 50 % zarobków. Zarabiać możesz na wszystkim. Dobrze jak jest to pasja. Bardzo dobrze jak jest to pasja, w której się realizujesz (bez względu co to jest). „Spontaniczne” prezenty obniżają kwotę luźnych wydatków (Michał co powiesz jak „Gabi” kupi 300s” na raty w ING w celu „poprawy wizerunku” ??
Mam dla ciebie zadanie czytelniku bloga „szafrański.pl”: Poświęć jeden (1!) dzień na zrozumienie, poznanie swojego życia i odkrycie co jest dla Ciebie naprawdę ważne, Określ cel, a następnie wykorzystaj narzędzia (Michała, Pawła, Radka innych etc.) do optymalizacji, stworzenia życia jakiego pragniesz- bez wymówek, zobowiązań, roszczeń. Michał, jak i Ja przedstawia Ci tylko narzędzia, tylko od Ciebie zależy czy zrobisz krok dalej i osiągniesz to, o czym zawsze marzysz. Kochaj swojego Partnera, bo jest huraganem nowych doświadczeń, nie licz-czuj i żyj pełnią życia-masz tylko jendno, walcz o nie/Nią.

Odpowiedz

Tomek Luty 22, 2014 o 19:00

Michale,

My mamy 2 wspólne konta. Zaznaczam, że przerabialiśmy już etap rodzielności majątkowej ( krótka przerwa w pożyciu małżenskim, na szczęście szybko zakończona ponownym ślubem :) ) i w tym czasie każdy dbał o swoje wydatki. Jedno z nich jest do codziennych wydatków, inwestycji, etc. Drugie uruchomione w związku z zakupem mieszkania na wynajem i obslugą kredytu. Tu wpływa nasza pensja i zostawiam minimin na obslugę nieruchomości. Reszta z powrotem ląduje na pierwszym, do którego mamy uruchomiony kredy w koncie ( na szczęście w tym roku pozbędę się go i dlatego zależy mi na możliwie najwyższym saldzie.
Podobnie jak u Ciebie ja dbam o wszystkie sprawy finansowe rodziny, żona nie wnika w to. Mamy dostęp do tych dwóch kont. Żadnych tajemnic, zawsze raz w tygodniu robię podsumowanie wydatków, stanów inwestycji, przeglądam wykresy gieldowe etc. dodatkowo dzięki Tobie :) korzystam z programu Money Plus i wiem co się dzieje z każdą moją zlotówką. Nie rozliczam żony z paragonów i wydatków ” kobiecych”.
Przyznam się, że nigdy nie korzystałem z programów lojalnościowych oferowanych przez banki, których celem był money back ( nie twierdzę, że np. 100 pln rocznie drogą nie chodzi) i w moim przypdaku korzystanie z dwóch kont to jest trochę strata czasu – sprawdzanie sald przelewanie między nimi – to nie dla mnie. Zdecydowanie wolę jedno konto połączone z wieloma innymi możliwościami, np. rachunek malerski, dostęp do funduszy inwestycyjnych, oszczędnościowych etc.

Odpowiedz

Wespazjan Luty 22, 2014 o 19:30

Sądzę, że warto też wziąć pod uwagę także fakt, þełnomocnistwo do dysponowania kontem bankowym traci ważność z chwilą śmierci właściciela. Zwykle o takich sprawach, czemu trudno się dziwić, nie chcemy myśleć. Nie bierzemy pod uwagę, że może spaść na nas lub na naszych bliskich nagłe nieszczęście. Znam jednak przypadki, gdy konto bankowe było na męża, a żona miała tylko pełnomocnictwo. Mąż zginął w wypadku, a żona z dziećmi przy całej tej tragedii była jeszcze na długo odcięta od możliwości dysponowania kontem. Postępowanie spadkowe jak wiadomo zajmuje sporo czasu.
Jeszcze trudniejsza może być sytuacja, gdy (co dziś coraz częstsze) dwie osoby praktycznie żyją we wspólnocie majątkowej, ale decydują się na niesformalizowany związek (konkubinat). Przy wspólnym koncie w razie śmierci jednego ze współposiadaczy domniemywa się, że co najmniej połowa zgromadzonych środków należy do każdego z nich. Jeżeli jest tylko pełnomocnictwo do konta partnera, to z chwilą jego śmierci traci ważność, a w postępowaniu spadkowym (zwłaszcza w razie braku testamentu) szanse owdowiałego partnera są nikłe i podatkowo zwykle mniej korzystne niż gdyby mieli wspólne konto.

Odpowiedz

*LESZEK* Luty 23, 2014 o 07:35

A kto powiadamia bank o zgonie współpartnera ? Lekarz pogotowia ? Posiadając współwłasność, pełnomocnictwo lub choćby tylko loginy i hasła do konta, po co czekać na postępowanie spadkowe ? Konto powinno się jak najszybciej wyczyścić z gotówki i kłopot z głowy. Chyba że ktoś najpierw idzie się wypłakać pracownikom banku, a potem dopiero zaczyna myśleć. Brutalne, ale prawdziwe. Dobrze za życia przygotować sobie i bliskim różne scenariusze postępowania, na wypadek nieoczekiwanej śmierci któregokolwiek z partnerów, rodziców, czy nawet dzieci. Oczywiście każdy ma nadzieję, że jego rodzina będzie żyła długo i szczęśliwie (a najlepiej wiecznie). I dobrze. Ale tak przygotowane scenariusze ‚postępowania’ pomogą przejść przez problemy prawne pojawiające się po śmierci bliskiej osoby. Szczególnie w czasie gdy w grę będą wchodzić emocje.

Odpowiedz

kubazawadzki Luty 23, 2014 o 09:35

Pełnomocnictwo wygasa z chwilą śmierci, więc czyszcząc konto na takiej podstawie robimy to niezgodnie z prawem. Podobnie z dziedziczeniem – jeśli są inni spadkobiercy, mamy prawo jedynie do części pieniędzy (nawet przy wspólnym koncie), co może skutkować tym, że pozostali spadkobiercy mogą wystąpić do nas z roszczeniem zwrotu.

Lepszym rozwiązaniem jest zapis na wypadek śmierci, ale on też ma swoje ograniczenia.

Odpowiedz

*LESZEK* Luty 23, 2014 o 13:54

Tak. Tak. Udzielając pełnomocnictwa żonie/mężowi trzeba zaznaczyć na wstępie: Kochanie jak coś mi się stanie to pamiętaj, że zgodnie z polskim prawem nie masz prawa ruszyć naszych wspólnych pieniędzy, do czasu prawomocnego wyroku sądu, przeprowadzającego postępowanie spadkowe. Czyż nie tak ?

Odpowiedz

kubazawadzki Luty 23, 2014 o 21:56

Z praktycznego punktu widzenia masz rację. Chodziło mi jedynie o zwrócenie uwagi, że istnienie innych obok małżonka spadkobierców może powodować pewne zawirowania jeśli dojdzie do procedury nabycia spadku. Może dojść wtedy do pociągnięcia pozostałego przy życiu współmałżonka do odpowiedzialności.

Jedynie testament czyni sytuację klarowną.

Odpowiedz

lwi Luty 23, 2014 o 14:56

Tak. To są dobre uwagi. Natomiast minusem konta wspólnego jest to samo domniemanie w przypadku zajęcia komorniczego z rachunku bankowego.

Odpowiedz

Lusia Luty 22, 2014 o 19:33

Witam serdecznie,

byłam bardzo ciekawa tego artykułu. W trakcie głośnego czytania mojemu Narzeczonemu, porozmawialiśmy sobie na ten temat. Narzeczony jest za oddzielnymi kontami i wspólnym oszczędnościowym.

Mieszkamy razem od ponad roku i do tej pory rozwiazywalismy kwestie pieniedzy nastepujaco: ja zostawiam sobie 200zl (w tym 100zl paliwo) – reszta do wspolnej koperty (oplata za wynajem + wydatki na jedzenie + zostają ewentualne male oszczednosci), on ze swojego konta placil rachunki. Nasze wspolne pieniazki to 1400zl, ale i z tego potrafimy cos odlozyc. Troche dziwi mnie, jak ktos potrafi wydac 500zl na ms, bo sama nawet nie wiedziałabym na co 😉

Mi pasuje powyzsze rozwiazanie i nie wiem dlaczego po slubie cos mialoby sie zmienic. Konto wspolne mogloby byc 😉 Obydwoje kochamy oszczedzac, ja dodatkowo uwielbiam zliczac wydatki i musze miec wszystko poznaczone i spisane.

Pozdrawiam! Lusia

Odpowiedz

Pedagog pomaga Luty 22, 2014 o 19:48

3 konta są, będą i były rozwiązaniem idealnym 😉

Odpowiedz

kasado Luty 22, 2014 o 19:59

Razem z żoną wychodzimy z założenia, ze skoro dzielimy mieszkanie, łóżko to tym bardziej konto 😛 Mamy jedno konto, wspólny budżet. I niczego nikomu nie bronimy. Jeśli ja chcę coś kupić to mówię żonie i odwrotnie. Jeśli na ten moment na coś nas nie stać, po prostu odkładamy to na później. Nie zarabiamy dużo, to też ani ja nie mam swoich pieniędzy, ani żona swoich. Wszystko jest wspólne. Ja prowadzę wszelkie „księgi” przychodów i rozchodów. Może bogate małżeństwa mają tego typu problemy. Rozdzielają się majątkowo, a bo może za rok, dziesięć się rozwiodą i boją się, że jeden drugiego oskubie? 😉 Oczywiście pół żartem to piszę, ale są niektórzy co teoriami spiskowymi zajmować się lubują. :)

Odpowiedz

Rafał P. Kaleta Luty 22, 2014 o 20:07

+++++

Odpowiedz

Przemek Luty 22, 2014 o 21:04

Dzień doberek ) albo raczej dobry wieczorek :)

My do niedawna mieliśmy 2 konta. Jedno moje i drugie wspólne. Po ostatnich ekscesach banku i pewnego urzędu zmieniliśmy koncepcję. Dwa osobne. Jednak będziemy korzystać z jednego. Po wypłacie żona będzie przelewała całą wypłatę na moje i będzie miała kartę do mojego konta i oczywiście dostęp elektroniczny.
A ekscesy z bankiem…. to jest dłuższa wypowiedź . Jak dowiem się wszystkich szczegółów, wtedy opiszę bardziej szczegółowo.
Pułapka przy wspólnym koncie – zajęcie komorniczne.. Różne banki różnie do tego podchodzą. My rozstaliśmy się z Raiffeisenem w trybie natychmiastowym. Wycofałem wszystkie produkty jakie miałem w tym banku w jednym dniu. Nie dzwonią, nie przekonują – na razie. Albo mają to gdzieś albo wiedzą, że przegięli. Cdn….
Pzdr

Odpowiedz

Asia Październik 14, 2015 o 11:05

Przemku, z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy, bo oboje z mężem mamy konta w r-banku…

Odpowiedz

Ksas14 Luty 22, 2014 o 21:59

W moim przypadku, mimo 9 lat wspólnego związku nieformalnego bardzo dobrze sprawdzają się oddzielne konta. U mnie to są dwa rachunki w jednym z banków. U partnerki chyba jedno, ale dokładnie nie wiem. Podział wspólnych kosztów zrobiliśmy bardzo prosto – ja każdego miesiąca w dwóch transzach przynoszę gotówkę do portfela z którego robione są zakupy spożywcze, chemia gospodarcza i inne drobne wydatki konsumpcyjne. Partnerka, jako że mieszkamy w mieszkaniu, które jest jej własnością, dokonuje płatności za wszelkie koszty nieruchomości. Ponadto mamy drugi portfel do którego wkładamy na koniec miesiąca nadwyżki z portfela na codzienne wydatki. Z tej puli zrobiliśmy np. remont w roku 2012.
Wszelkie rzeczy osobiste np. odzież, elektronika, książki każdy finansuje ze swoich środków i druga osoba nie wnika za ile i czy sensownie. Wspólne wydatki okresowe jak koszty wyjazdów wakacyjnych czy imprezy kulturalne są płacone pół na pół po rozmowie czy obie strony akceptują przewidziany poziom wydatków.
Póki co system ten sprawdza się u nas rewelacyjnie – tak naprawdę nikt nie sprawdza czy zasoby finansowe drugiej strony rosną, maleją, są stabilne – każdy z nas uważa drugą stronę za odpowiedzialną i dorosłą.

Odpowiedz

Aurelia Luty 23, 2014 o 10:54

„każdy z nas uważa drugą stronę za odpowiedzialną i dorosłą.”

Brawo :)
Ja ewidencjonując paragony mojego mężczyzny czułabym się jak jego mama…. Ja nie chcę i nie będę prowadzić nadzoru nad JEGO wydatkami.

Odpowiedz

Styrni Luty 22, 2014 o 22:28

Michał: A w jakim banku macie konto wspólne? Ktoś poleci jakieś dobre konto wspólne?

W Millenium było jeszcze niedawno dość fajne, ale chyba skończyli już z moneybackiem.

Odpowiedz

Andrzej Luty 22, 2014 o 22:35

Witam

Małżeństwo – ponad 1,5 roku, razem to już 3 lata.
Mamy 1 wspólne konto, które zasilamy i z którego żyjemy oboje (2 karty płatnicze). Do tego dzięki temu blogowi od 6 miesięcy (teraz leci 7 m-c) prowadzimy w excelu googla tabelkę wydatków i wpływów. Dzięki temu zaoszczędziliśmy już masę PLN`ów :) Wiemy dokładnie co do grosza i i na co wydajemy. Do w/w konta mamy rachunki oszczędnościowe, lokaty. No stres :)

Najśmieszniejsze z perspektywy czasu wydaje się, to że baliśmy się systematyczności, a tu się okazuje że wpisanie tych kilku paragonów dziennie nie jest aż tak uciążliwe, zaś korzyści ogromne :)

Do tego oboje zostawiliśmy sobie swoje prywatne konta na wydatki nigdzie nie ewidencjonowane 😉

Jednym słowem podstawa to zaufanie i dialog.

Odpowiedz

bolek Luty 23, 2014 o 08:40

Przy różnicy w dochodach można zawsze powołać fundusz reprezentacyjny czyli na przykład na utrzymanie mieszkania i „życie” składamy się po równo ale osoba lepiej zarabiająca wpłaca na osobne konto/lokatę dodatkowe środki, które będą służyć wspólnym celom jak na przykład nowy telewizor, wypad do kina czy wakacje.

Odpowiedz

Andros Luty 23, 2014 o 09:01

Witam wszystkich, z ciekawością przeczytałem powyższy temat. Jestem po ślubie 4 lata, a od prawie 7 lat mieszkamy razem z moją druga połówką. Też nie raz zastanawiałem się jak dobrze rozwiązać problem wspólnych finansów. U nas to ja jestem osobą pilnującą wspólnego budżetu. Moja żona jak chyba większość kobiet lubi wydawać…na wszystko 😉
Ja lubię oszczędzać i inwestować. Jak rozwiązaliśmy wspólne wydatki? A mianowicie tak że oboje mamy oddzielne konta, żona część swojej wypłaty przelewa na moje konto i z niego pokrywane są wszystkie opłat, robione są zakupy, jeździmy na wakacje itd. U nas się to sprawdza ja mam kontrolę nad wydatkami a żona wie że to co ma na koncie może wydać na ,,waciki”. Tak jak napisałem u nas to działa natomiast ważne jest w tym układzie że to żona ma do mnie pełne zaufanie odnośnie wydatków.

Pozdrawiam

Odpowiedz

April Luty 23, 2014 o 09:14

Gdy się pobieraliśmy z Małżem każde z nas miało swoje konta, które miały jakieś tam opłaty za obsługę. (wtedy byłam zielona w finansach i nie bardzo się tym interesowałam) Jedanak po ślubie stwierdziliśmy, że po kiego mamy płacic dwa rachunki za obsługę, skoro możemy płacic jeden. I tym sposobem zlikwidowaliśmy konto Małża – miało wyższe opłaty.
Z czasem jednak chcieliśmy pójśc na swoje i wzięliśmy kredyt na mieszkanie. Wiązało się to z założeniem konta w banku, który nam tego kredytu udzielił. Wtedy postanowiliśmy, że będzą dwa konta. Na koncie, z którego obsługiwany jest kredyt, nie można „zrobic” debetu. Drugie konto obsuguje wszystkie nasze finanse. Dodatkowo mamy konto oszczędnościowe. Wszystkie konta są wspólne i do wszystkich mamy jednakowy dostęp. Poza tym wszystkie decyzje finasowe podejmowane są wspólnie. Raz w miesiącu siadamy i razem planujemy budżet na następny miesiąc.

Odpowiedz

Aurelia Luty 23, 2014 o 10:39

Bardzo nie podoba mi się argument zaufania w tych rozważaniach… Konto to narzędzie, powinno służyć jak najlepszej optymalizacji budżetu domowego (poprzez brak opłat, moneybacki, procenty na oszczędnościowym), a nie testowaniu uczucia pomiędzy partnerami…

Nie widzę żadnego uzasadnienia dla posiadania wspólnego konta, poza samym udowadnianiem sobie, że się aż tak kocha… (IMHO bzdura)

Z moim narzeczonym podzieliliśmy się rachunkami proporcjonalnie do zarobków, tj. ja płacę za prąd i czynsz, on za internet i telefony. Wspólne wydatki fundujemy ze wspólnych pieniędzy (przed zakupem przelewamy odpowiednią część na konto drugiego) lub płacimy naprzemiennie (gdy wydatek cykliczny). Co niby dałoby nam wspólne konto? Poczucie więzi…?

Odpowiedz

klimass Luty 24, 2014 o 14:40

Wspolne konto dałoby Wam po prostu brak kombinacji z tymi przelewami i naprzemiennymi płatnościami – wszystko byłoby płacone z jednego rachunku bez myślenia ile kto ma komu przelać albo kto teraz płaci. Tylko i aż tyle.

Odpowiedz

Jacek Luty 23, 2014 o 12:13

Trzy konta to zdecydowanie najlepszy pomysł. Każdy swoje, jedno wspólne. W ten sposób każdy zachowuje niezależność. Tylko wpłaty na wspólne konto muszą być mniej więcej proporcjonalne… do możliwości każdego z Partnerów 😉

Odpowiedz

Marcin Iwuć Luty 23, 2014 o 12:21

Ten wpis i komentarze fajnie pokazują, jak duży wpływ pieniądze wywierają na nasze emocje. To wlaśnie dlatego finanse są bardzo osobiste.

Jestem zwolennikiem wspólnego konta. Skoro zdecydowaliśmy się na wspólne życie, na wspólną realizację marzeń i celów, na pomoc dzieciom w życiowym starcie, to pieniądze też są wspólne. Są po prostu środkiem, który pomaga nam te cele realizować.
Nie ważne kto ile i kiedy zarabia – jesteśmy „teamem” grającym do jednej bramki.
Wspólne konto to tylko jeden z elementów całej układanki – jest naturalną konsekwencją tego, że razem podejmujemy finansowe decyzje.

U nas sprawdza się to super, choć zgadzam się, że istnieją sytuacje, w których inne rozwiązanie bywa lepsze. Byle nie wyglądało to tak jak w tej anegdocie, gdy żona mówi:

„Mamy z mężem dwa konta, jego jest nasze, a moje jest moje” 😉

Odpowiedz

Łukasz Luty 23, 2014 o 12:30

Sporo zależy też od zarobków i kosztów życia. Jeśli para zarabia dużo, a stałe koszty nie są przesadnie wygórowane – można mieć wspólne konto i wyciągać z niego kasę bez problemu :)

Michał, napisałeś o poziomie luzu. To nie do końca tak jest, a przynajmniej w moim przypadku. Ale po kolei, powiem w skrócie jak to wygląda u mnie i mojej dziewczyny (chociaż mieszkamy ze sobą tak długo, że zawsze ciotkom mówię, że to już prawie jak żona 😉

Mamy osobne konta i jedno wspólne. To wspólne jest tak naprawdę sub-kontem, bo nie było sensu mieć trzech osobnych kont w bankach. Mamy też „puszkę” do której co miesiąc wrzucamy gotówkę na doraźne zakupy itd.

Po opłaceniu comiesięcznych rachunków, wrzuceniu kasy do naszej puszki na zakupy, przelewamy również jakąś (miesięcznie zmienną) kwotę na to nasze wspólne konto. Zarabiamy podobnie (choć u mnie ze względu na firmę i obrót towarem nie tak łatwo to policzyć co miesiąc), więc nie ma problemu z równymi kwotami, które przelewamy.

To co zostaje, a nie mówimy tu o jakichś spektakularnych kwotach, bo to jest kwestia czasami 200, czasami 400 złotych, mamy dla siebie. Monika uprawia wspinaczkę, ostatnio również z czekanami i rakami. Ja jeżdżę na rowerze, fotografuję.

Nie wyobrażam sobie (może mam kiepską wyobraźnię), że przychodzę do Moniki i mówię. Kochanie, mam ochotę na obiektyw do aparatu, kosztuje 4000 złotych, czy nie będziesz miała nic przeciwko abym sobie z naszego wspólnego konta wziął te pieniądze. Po prostu tego nie widzę. To jest wspólna kasa, na wspólne wydatki, może jak się uda to uzbieramy na coś większego, trochę zawsze na wakacje pójdzie itd.

Tu właśnie chodzi o luz, ale nie, że ta druga osoba się będzie na Ciebie krzywo patrzeć. Ale że mi będzie głupio wyciągać rękę do wspólnej kasy. Z tego co wiem, Monika też tak by nie chciała, woli sobie odłożyć sama odpowiednią kwotę i kupić czekany (które kosztują ok. 1200 złotych) bez patrzenia się na mnie. Ja bym nie miał absolutnie nic przeciwko, co moje to i Twoje, ale wiem, że jej tak jak i mi byłoby głupio.

Rozpisałem się, mam nadzieję, że nie nazbyt chaotycznie. Co para, to różne układy. Moi rodzice robią inaczej, rodzice Moniki robią jeszcze inaczej. Kto jak woli.

Odpowiedz

Nina Luty 23, 2014 o 13:57

Michał!
Ogromnie dziękuję za ten wpis. :) Dzięki artykułowi i jeszcze bardziej dzięki komentarzom do niego już wiem, jaka forma prowadzenia finansów w małżeństwie będzie dla mnie i mojego narzeczonego najlepsza. Życzę wszystkiego dobrego i jeszcze raz wielkie dzięki! :)

Odpowiedz

Dana Luty 23, 2014 o 19:10

Też ostatnio zastanawiałam się u siebie na blogu, które rozwiązanie jest najlepsze. W moim przypadku 2+1 to model wymarzony, ale dużo osób woli jednak prowadzić jedno, wspólne konto. Tylko jak przy takim układzie zrobić partnerowi niespodziankę i kupić prezent np. na urodziny? 😉 Od razu się po wyciągach zorientuje, że coś tutaj za dużo z konta ubyło… „Kochanie, a po co wyciągałaś wczoraj te 600 zł?” – no i klops, cała niespodzianka idzie w łeb 😀 pozdrawiam 😉

Odpowiedz

klimass Luty 24, 2014 o 14:35

Niespodzianki powinny być chociaż odrobinę przemyślane. I wcale nie trudno jest te 100 czy 200zl miesiecznie schowac sobie na takie wlasnie pozniejsze przyjemnosci. Trzeba sie tez zastanowic, czy takie jednorazowe drogie prezenty sa zasadne, czy przykladowo nie lepiej nadplacic troszke kredytu…

Odpowiedz

def Luty 23, 2014 o 19:19

On zarabia 2500 zł / 6500 zł

Ha ha ha. W tym kraju to się zarabia najniższą krajową.

Odpowiedz

BJK Luty 24, 2014 o 03:06

Na początek należy zmienić nastawienie. A potem pracę… I można więcej niż najniższą zarabiać…

Odpowiedz

BJK Luty 24, 2014 o 03:05

Hej Michał!

Dobry temat (kurczę, czy kiedyś nie miałeś takiego? Bo ja nie pamiętam..) Tak czy inaczej ostatnio z moją lepszą połówką rozmawialiśmy na ten temat. Ponieważ oboje mamy pewne doświadczenia w zarządzaniu budżetem związku (oddzielne konta w dwóch konfiguracjach: rozliczanie się co do grosza i rozliczanie się „mniej więcej” oraz wspólny budet gotówkowy) stwierdziliśmy, że rozwiązanie 2+1 jest najlepsze, zwłaszcza że jest dysproporcja w dochodach :)
Jednak muszę Ci powiedzieć, że nie poruszyleś jeszcze jednego, moim zdaniem bardzo istotnego aspektu, który przemawia za rozwiązaniem 2+1. Jeśli jest jeden samochód w rodzinie to zazwyczaj tylko jedna z osób z niego korzysta na codzień, druga zazwyczaj jest pasażerem. Tak jest w moim przypadku: ja kręcę po 2000-2500km miesięcznie autem, kobieta – komunikacją miejską. W tym momencie pokrywanie mojej „wygody” (tak, teoretycznie też mógłbym jeździć autobusami) z pieniędzy wspólnych byłoby wg mnie trochę nie fair. Oczywiście przy wspólnym wypadzie za miasto kasa na paliwo idzie z kasy wspólnej, ale na codzień? Dlaczego mówię, że w sumie taki detal jest istotny? Bo jeżdżenie po kilkadziesiąt tysięcy km rocznie to spory wydatek z budżetu, zwłaszcza jak doliczyć do niego utrzymanie auta. Nie będę ukrywał, z mojego samodzielnego budżetu auto zabrało w ubiegłym roku aż 25% moich przychodów!! W tym momencie nie jest to już fanaberia a olbrzymia kasa. Myślę, że jest pewnie kilka jeszcze przykładów takiego wspólnego majątku, który jest w znaczniejszym stopniu używany przez jedną stronę i w tym momencie pokrywanie kosztów jego utrzymania przez obie strony jest w mojej skromnej opinii drobną przesadą.

Odpowiedz

Gustw Marzec 29, 2014 o 12:16

Kupcie drugi samochód.

Bo jeśli w Twoim wpisie „druga połowa” to dziewczyna/narzeczona, to ok. Ale jeśli to żona, to i tak wychodzi, że pokrywasz swoją wygodę ze WSPÓLNYCH pieniędzy, bo zarobki są wspólne.

Odpowiedz

Jakub Luty 24, 2014 o 09:34

Hmm… czytam te komentarze i dziwi mnie trochę wasze podejście. My od kilku lat mieszkamy razem, niedługo ślub. Mamy 2 oddzielne konta. Nigdy nie rozliczaliśmy się ja tyle za to, Ty tyle za tamto… Nasze zarobki traktujemy jako wspólne i każdy bierze ile mu potrzeba, czasem ja płacę w restauracji, czasem Kasia. To samo z zakupami – kto ma kartę bardziej na wierzchu ten płaci. Każde z nas samo ogarnia swoje wydatki ale oboje nie jesteśmy rozrzutni. Ja sporo inwestuję w różne towary, nadwyżki zawsze lokuję na jakimś atrakcyjnym procencie. Kiedy któremuś z nas skończy się kasa/potrzebna gotówka na spłatę KK po prostu mówi drugiej osobie – przelej mi tyle i tyle. Możliwe że po ślubie zamienimy 2 oddzielne konta w jedno wspólne do którego przypniemy nasze KK ale raczej nie będzie tam wiele gotówki bo nie opłaca się być lojalnym na rynku bankowym, a lubię korzystać z promocji bankowych i dobrze na tym wychodzimy, zakładanie kilku kont wspólnych było by uciążliwe.

Odpowiedz

Adam Luty 24, 2014 o 10:17

Większość kobiet w dzisiejszych czasach niestety nie potrafi zarządzać pieniędzmi i obejść się zbędnych „gadżetów” jak kolejna torebka albo byty. Dlatego tylko oddzielne konta mają sens a 3 wspólne powinno być uzupełniane przez obydwoje na koszty wspólnego utrzymania a nie fanaberie małżonki.

Odpowiedz

qwe Luty 24, 2014 o 10:50

Tak samo jak faceci bez nowego smartphona

Odpowiedz

znów wolny :-) Luty 25, 2014 o 12:31

Smartfona facet kupuje często raz na 2 lata. A te wszystkie gadżety kobiet (kolejne torebki, buty, perfumy, sukienki zakładane 1 raz i do szafy) po podliczeniu dają chore kwoty 😛 Dobrze że swojej kuli u nogi podziękowałem bo już konto firmowe zaczęła czyścić.

Odpowiedz

ulee Kwiecień 29, 2014 o 13:03

Nie generalizuj.
Jestem kobietą która od ładnych paru lat nie kupiła sobie perfum, torebki (sic! torebki nigdy nie kupiłam), jedną parę butów mam na 2 sezony, ubranie noszę służbowe, włosy sama obcinam, sukienkę kupiłam – wesele – wyjścia nie było za to mój małżonek przez ostatnie 2 lata kupił już 2 smartfony, ze wspólnego konta, zaraz po wypłacie, naszej wspólnej, nie zostawiając pieniędzy na nic więcej prócz biednego jedzenia, ratę kredytu i rachunki. Myślałam że jak się pojawi dziecko to zacznie liczyć, zastanawiać się… Niestety, okazało się że dziecko może chodzić cały dzień w tej samej pieluszce ale mąż nie może chodzić z bylejakim telefonem, tabletem… Czasem coś wydaliśmy wspólnie na coś do domu (który staramy się od dłuższego czasu wykończyć). W „normalnym miesiącu” wystarczało spokojnie na jedzenie, paliwo, rachunki, ratę kredytu, inne długi i czasem coś do domu. Jak mąż „zaszaleje” – …
Dodam że zarabiamy podobnie a wspólne konto było takim „warunkiem przedślubnym”.
Dziś ten warunek złamałam, mąż mówi że to mój gwóźdź do trumny bo jak mi zabraknie, choroba, czy coś, czy np stracę pracę to zostanę bez grosza. Ot, taka moja kara za niesubordynację. Dodatkowo, teraz jak mu coś zostanie to na pewno nie kupi nic do domu, tylko przeznaczy je na swoje i tylko swoje wydatki.
I pewnie i u nas to będzie tak że to mąż porzuci swoją „kulę u nogi”, która nie ciąży, ale nie daje tej lekkości co kiedyś. W końcu – co 2 wypłaty to nie jedna…

Odpowiedz

Sabina Luty 24, 2014 o 12:07

Witam,
dla mnie – mężatki – sprawa od początku była prosta. Nie ma mowy że to jest moje a to twoje (dodam że na początku małżeństwa to ja miałam mieszkanie i oszczędności a mój mąż długi). Bezsensu. Jestem chyba z innej epoki jak ty Michale.
Owszem każdemu z Nas było ciężko rozstać się ze swoim rachunkiem panieńsko/kawalerskim więc wymyśliłam kompromis, do obu kont ustanowiliśmy się nawzajem Współwłaścicielami, każde z nas ma dostęp do obu kont + karty do obu. Używamy sporo gotówki i dlatego zestawienie finansowe w przypadku kart robię raz w miesiącu po jego zamknięciu a wówczas ewentualne wydatki typu prezent są już jasne (bo prezent dawno dostałam :)).
Mam znajomych którzy działali właśnie na zasadzie każdy pracuje na siebie, on (bo zarabia więcej) robił opłaty + dawał coś na jedzenie ale jak ona chciała płaszcz to już ze swoich, wakacje tak samo każdy płacił za siebie, więc razem jechali raz w roku a potem on jeszcze raz czy dwa na narty, ona nie bo jej nie stać i nie jeździ na nartach. Wynik „finansowy” – osobne miejsca zamieszkania od 1,5roku i etap rozwodu.

Pozdrawiam wszystkich małżonków.
Sabina

Odpowiedz

Adi Luty 24, 2014 o 12:23

cześć,
Kilkanaście lat po ślubie i od zawsze oddzielne konta. Moja zona ma na głowie jedzenie, chemię i paliwo do swojego auta. Resztę opłacam ja (kredyt, rachunki, wakacje itp) U nas to działa bardzo dobrze.
Przy takim rozwiązaniu mamy możliwość robić sobie czasami jakieś niespodzianki, np, ja zatankuję żonie auto, ona mnie zaprosi na obiad itp.
Przy wspólnym koncie, nie miałoby to takiego gestu :)
Większość naszych znajomych par, mają wspólne konta…Ja bym tak nie chciał.
To się u NAS sprawdza. Oboje pracujemy i stać nas na to co musimy zapłacić. Oboje też potrafimy zaoszczędzić. Trochę też żonę mobilizuję. „jak juz odłożysz X, to ja dołożę Y i pojedziemy na te ‚droższe’ wakacje. ;)”
W przeszłości różnie to bywało, szczególnie jak mieliśmy mniejsze zarobki, albo brak pracy.
Każda para musi wspólnie dojść do konsensusu :)
Temat rzeka…

Odpowiedz

Jakiś nick Luty 24, 2014 o 13:23

U nas także sprawdza się model 2+1. Mamy wspólne konto, na które – pomimo różnicy w poziomie zarobków – wpłacamy taką samą kwotę co miesiąc. To idzie na chemię, jedzenie i internet. Reszta pensji zostaje na naszych prywatnych kontach, a rachunkami za media czy innymi ‚wspólnymi’ wydatkami, które nie mieszczą się w kategorii wydatków na tzw. „życie”, dzielimy się po połowie. Jest to dla nas naturalne i obojgu pasuje. Przy podróżach też każdy płaci zazwyczaj za siebie, chyba, że akurat trafia się jakaś fajna okazja, a jedno z nas nie ma całej kwoty na wyjazd, to wtedy drugie mu dokłada i cieszymy się kolejną wyprawą.
Na wspólne konto przekształciliśmy przed ślubem konto posiadane przez Męża, bo akurat bank bezpłatnie wydawał drugą kartę do konta. Dzięki temu niezależnie od tego, kto akurat robi zakupy, mamy możliwość płacenia za nie ze wspólnej kasy (kartą). Oczywiście pełny podgląd na konto mamy online, jest to dla nas zdecydowanie najwygodniejsze.

Odpowiedz

klimass Luty 24, 2014 o 14:27

Trzeba dołożyć do tego fakt, że duża część młodych małżeństw rozpoczyna wspólne finanse od wzięcia kredytu hipotecznego – tu często warunkiem jest wspólne konto z przelewanymi dwoma wynagrodzeniami.
Sam osobiście uważam, że przy dwóch oszczędnych osobach konto wspólne jest wygodniejsze i lepsze. Gorzej jak jest osoba, którą przy okazji powrotu z pracy potrafi ponieść na promocję, bo ładny kolorowy napis był.
Co do osobnych kont i kupowania przez jedną osobę pewnych rzeczy, a przez drugą innych – wydaje mi się, że w takim przypadku nie ma optymalizacji oszczędności, bo można sprezentować drugiej połówce część jej wydatków, a jak wiadomo bonusowe jednostki się łatwiej kupuje i konsumuje (bo to prezent, bo to raz na jakiś czas) – no ale to każdy powinien sobie indywidualnie sprawdzić…

Odpowiedz

Lapeno Luty 24, 2014 o 14:45

Nie mnie oceniać kto jak prowadzi swoje rachunki, jakie ma podejście.
U mnie (nas) sprawa wygląda tak, że mamy osobne rachunki. Wzięło się to stąd, że zanim się poznaliśmy każde z nas kilka lat już pracowało i rachunek bankowy był po prostu potrzebny. Był etap konta wspólnego, ale potem nadszedł czas kredytów i prosty cross-sell dał nam po końcie na osobę.
Obecnie ja mam konto za fee w syncu (jest jak jest, szału nie ma), żona ma konto osobiste + drugie do prowadzenia działalności.
Pieniądze przez 10 lat małżeństwa i 2 lata narzeczeństwa zawsze były wspólne. Nie było tak, że to moje to twoje a to nasze wsólne. Większe zakupy zawsze są konsultowane i omawiane.

Odpowiedz

dialam Luty 24, 2014 o 18:12

9 lat razem, nigdy nie mieliśmy konta wspólnego, mamy mnóstwo kont, korzystamy aktywnie z moneybacków i promocji bankowych, a kasę z tego przeznaczamy na finansowanie urlopów.
zastanawia mnie, co ludzie, którzy mają wspólne konto i do tego osobne na własne wydatki, robią z pieniędzmi, które im zostają po opłaceniu rachunków i własnych zachcianek? odkładacie sobie na konto emerytalne, a jak partner mniej zarabia, to nic nie odkłada? jak jedziecie na wakacje i dziecko chce lody to kto to finansuje?
u nas kasa zawsze była wspólna, bez wyliczania ile ty na to czy ja na tamto. inwestujemy też wspólnie, duże zakupy konsultujemy. wszelkie rachunki i opłaty reguluję ja, bo mąż nie ma do tego głowy.

Odpowiedz

Stas Luty 24, 2014 o 22:37

Dziękuję Michał za świetny wpis. Temat podjąłeś z prawie każdej możliwej strony.
Póki co mamy z żoną osobne konta i wspólne oszczędnościowe, będące de facto moim kontem :). Od maja zaczynamy spłacać kredyt hipoteczny, więc niewykluczone, że będziemy musieli zmienić obowiązujący model, aczkolwiek póki co osobne RORy to najlepsze rozwiązanie.

Temat, który poruszyłeś przypomniał mi pewną anegdotę związaną z moim serdecznym przyjacielem Marcinem. Najpierw dwa zdania wprowadzenia. Marcin ożenił się już 5 lat temu i krótko po ślubie zamknął wszystkie swoje konta, w tym karty kredytowe i założyli z żoną wspólne konto. Stał się on jednocześnie ortodoksem w tej sprawie. Uważał, że nie wyobraża sobie jak para może funkcjonować posiadając dwa oddzielne konta. Łączył to z poziomem uczucia i wzajemnego zaufania. Wielokrotnie mnie również próbował „nawracać”. Siedzieliśmy kiedyś przy piwku i znowu nieopatrznie weszliśmy na temat finansów rodzinnych i posiadanych kont. Po kilku piwkach Marcinowi skończyła się gotówka i ….papierosy. I wtedy usłyszałem: Staś, pożyczyłbyś mi na fajki, nie chcę kupować kartą bo Gosia będzie widziała, że nadal palę. Zdaję sobie sprawę, że problem tutaj nie leży we wspólnym koncie, ale w elementarnej uczciwości, ale przy osobnych kontach tego problemu by nie było.

Pozdrawiam Cię Michale i wszystkich czytelników.

Odpowiedz

Igor Luty 25, 2014 o 10:34

ooo, tego szukalem. dzieki :)

Odpowiedz

perfekt Luty 25, 2014 o 13:09

My mamy osobne konta, ale finanse wspólne. Osobne konta mieliśmy długo przed małżeństwem i nadal tak mamy. Ale to tylko techniczne sprawy, bo mamy wzajemne upoważnienia i dostęp. Tutaj raczej podstawą jest kwestia zaufania w związku, a nie tego czy konto wspólne czy osobne. Jak ktoś chce oszukiwać partnera to będzie to robić, bez względu na to czy mają wspólne konto czy nie.

Odpowiedz

Marek Luty 25, 2014 o 23:50

Nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji w której stosujemy jakieś proporcje w podziale środków w zależności od tego kto akurat w danym momencie zarabia więcej. Prędzej czy później to szkodzi relacjom i powoduje że jedna strona może poczuć się jak ta gorsza, jeszcze gorzej gdy następuje rywalizacja między małżonkami w kwestiach finansowych.

Ja mógłbym każdą zarobioną złotówkę oddawać żonie gdyby tylko to ją uszczęśliwiło, jednak to nie pieniądze dają nam szczęście. Poza tym według mnie pojawienie się dzieci zmusza to przemyślenia podejścia do kwestii finansowych w związku, czego wszystkim bezdzietnym z osobnymi kontami życzę :)

Odpowiedz

ignacy Luty 26, 2014 o 08:31

u nas w małżeństwie od początku wszystkie pieniądze były wspólne. nie ma kontroli, spisywania paragonów, permanentnej inwigilacji. oczywiście puszczenie jednego dnia w centrum handlowym 5 tys. powoduje sprzeciw, ale raz na jakiś czas można…

zawsze mieliśmy wspólne konto, karty podpięte do jednego rachunku, ze wspólnych pieniędzy płacimy za wszystko. jest oczywiście tak, że jedna osoba wydaje więcej, druga mniej, ale zdecydowana większość wydatków służy wspólnej sprawie. ubrania, jedzenie, kosmetyki, podróże, paliwo, rachunki – mam komuś wydzielać i żałować na wszystko? chyba nie o to chodzi.

żadne z nas póki co nie gra na automatach ani a kasynie, nie szastamy kasą na lewo i prawo, raczej w granicach (ustalonego przez nas) rozsądku.

duże wydatki są konsultowane, natomiast życie jest za krótkie, żeby robić jakieś przelewy, zrzutki na jedzenie itp.

oczywiście mam konto typu zaskórniak, gdzie są zakamuflowane środki na czarną godzinę, ale nie demonizowałbym tego, bo ta czarna godzina nie jest wyjazdem z kochanką na wakacje tylko na remont domu, niespodziewany większy wydatek lub kupno auta (a to przecież dobra wspólne).

Odpowiedz

Marta Luty 26, 2014 o 14:57

Rozpisałam się i nieco wyszłam poza temat artykułu, ale podczytuję Twego bloga od jakiegoś czasu i dajesz mi do myślenia, więc postanowiłam się podzielić tym, do czego sama doszłam metodą prób i błędów.

Do czasu pojawienia się potomka, każde z nas miało swoje finanse osobno. Co miesiąc oznajmiałam jaką kasę mąż ma mi przelać na wydatki stałe (za mieszkanie, czynsz, internet). Zakupy mniej więcej robiliśmy na zmianę, nigdy jakoś szczegółowo się nie rozliczając.
A później pojawił się potomek i potrzeba większego kontrolowania wydatków, bo sporo się ich zrobiło.
Każde z nas nadal ma swoje konta osobiste. Ja mam 2, mąż chyba z 3 czy 4 (ogarnianie ich to już osobna kwestia). To są nasze własne osobiste, ja nie mam wglądu w jego konta, on w moje. Nie mamy takiej potrzeby.
Do niedawna na wszystko zrzucaliśmy się po połowie, od tego miesiąca będzie proporcjonalnie do dochodów (zarabiamy podobnie, więc różnicy wielkiej nie będzie). Zostawimy sobie po 20% wypłaty na „waciki”, a 15% łącznej kwoty naszych zarobków będę przelewać na wspólne konto oszczędnościowe niedawno założone. Taki jest plan :)

Pozostałe pieniądze lądują na moim koncie, rozdzielam je między subkontami. Mam osobne rachunki za mieszkanie, osobne na żłobek itp. Kasę przeznaczoną na zakupy dzielę na ilość weekendów do kolejnej wypłaty i pieniądze na każdy jeden tydzień lądują na osobnym subkoncie również.
To mi rozwiązało problem wydawania większości pieniędzy na początku miesiąca i czekania o suchym pysku na kolejną wypłatę. Teraz na każdy tydzień mam ustaloną kwotę i sama sobie nie pozwalam na ruszenie jej przed wyznaczonym terminem. Łatwiej jest przeczekać 2-3 dni do nowego tygodnia, niż np. 15 do nowego miesiąca…
Kombinowałam i się uczyłam na własnych błędach przez kilka miesięcy i mimo że niemal każdy z kim rozmawiam uznaje ten system za skomplikowany, to dla mnie jest rozwiązaniem idealnym.

Do wspólnego konta (na którym ląduje kasa na każdy tydzień) i wspólnego oszczędnościowego oczywiście oboje mamy pełen dostęp, ale tylko ja mam kartę. Mąż zupełnie nie ma smykałki do kontrolowania takich rzeczy i nawet nie jest ciekawy, co się dzieje z kasą na koncie oszczędnościowym i z kasą wspólną. Ucieka przede mną, mówiąc, że to zbyt skomplikowane, jak chcę mu pokazać plan na kolejny miesiąc.
Mogłabym defraudować pieniądze wspólne bez żadnych konsekwencji :D. Bez problemu bym to ukryła, ale mimo wygłoszonym tu kilkukrotnie męskim opiniom – nie mam ciągłej potrzeby kupowania nowych torebek. A nawet jeśli mam, to z mojej kasy za nie płacę 😛

Odpowiedz

obojętnie kto Luty 28, 2014 o 11:59

Cha,cha,cha! 26 lat przepracowałam w banku – ale jest Pan pocieszny. Aż żal. Gratuluję świetnego samopoczucia.

Odpowiedz

facik Luty 28, 2014 o 12:37

Ja z moją przyszłą żoną mam dwa osobne konta, a jak płacimy to nie patrzymy kto płaci i ile płaci … pieniądze są Nasze wspólne, a kto ile wyda nie ma znaczenia, bo to Nasze pieniądze :)

Odpowiedz

vagabundo del mundo Marzec 1, 2014 o 17:15

witaj Michale, podczytuję od jakiegoś czasu i muszę pochwalić, bardzo interesujący blog. druga rzecz, że masz talent do pisania. no i trzeci plus za to, że Ci się chce wkładać w to tyle pracy i dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniami.
co do tematu od dłuższego już czasu zastanawiam się nad tym zagadnieniem, podpytuję znajomych. i chyba faktycznie nie ma jednego dobrego rozwiązania. każde z nich ma swoje dobre i mniej dobre strony. i bardzo rzadko udaje się znaleźć złoty środek. jeśli Wam się to udało to gratuluję :)
pozdrawiam

Odpowiedz

Leon Marzec 2, 2014 o 09:33

Moim zdaniem najlepszy jest schemat 2 + 1, czyli każdy partner ma swoje konto, którym sam dysponuje oraz wspólne (do zarządzania bieżącymi wydatkami). Takie rozwiązanie to w mojej opinii najlepsze rozwiązanie.

Dodatkowo można pomyśleć także o wspólnym koncie emerytalnym, z którego można finansować zakup funduszy inwestycyjnych czy innych elementów finansowych, które w przyszłości mają dać jak największy zysk. Osobiście się przymierzam do tego dodatkowego pomysłu, aby go wprowadzić do swoich finansów.
Leon.

Odpowiedz

Kamila Marzec 3, 2014 o 12:36

Ciekawy artykuł! Właśnie stoimy przed podobnym wyborem.

Drogi Michale i Czytelnicy Bloga, czy możecie polecić dobre wspólne konto (ROR)? Oczywiście bez opłat za prowadzenie i dwie karty do rachunku. Pod ROR chcemy też mieć podpięte konto oszczędnościowe, na które będziemy odkładać na wspólne cele. Mamy już konta w Idei i Meritum, więc te banki odpadają.

Odpowiedz

Sith Marzec 12, 2014 o 10:35

Wszyscy skupili się tu na kwestii kont, a wg mnie istotniejsze jest pytanie: wspólność majątkowa czy rozdzielność?
Jest to temat, który wywołuje ogromne emocje, szczególnie w Polsce, bo w wielu krajach rozdzielność majątkowa jest normą i nikt się temu nie dziwi.
Sprawa jest bardziej istotna, gdy któraś ze stron (lub obie) prowadzą działalność gospodarczą, wtedy rozdzielność wcale nie musi być wyrazem braku zaufania, a wręcz przejawem troski o losy rodziny w przypadku katastrof takich jak: niesolidny partner biznesowy, problemy z US (niestety, ale częste), ciężka choroba, śmierć, itd…
Nie wiem czy każdy wie, że w momencie egzekucji komornik blokuje nie tylko konto firmowe, ale także wszystkie inne rachunki będące we wspólnocie majątkowej, a to może powodować olbrzymie problemy w dalszym funkcjonowaniu gospodarstwa domowego. W najczarniejszych scenariuszach przepada również wspólnie kupiony dom, itd… Życie pisze różne scenariusze.
Warto się zastanowić nad tymi kwestiami, bo wszystko jest fajnie do czasu, aż wydarzy się coś strasznego.

P.S. Na koniec, nie ukrywajmy też, że liczba rozwodów jest naprawdę spora i nikt nie może mieć pewności, że jego to nie dotyczy!

Odpowiedz

Aleksandra Marzec 14, 2014 o 09:19

Drogi Michale,
po kilku burzliwych dyskusjach zdecydowaliśmy się założyć wspólne konto (nie jesteśmy małżeństwem, ani narzeczeństwem, ale wynajmujemy wspólnie mieszkanie).
Każde z nas ma konto w innym banku: ja – ING, on – mBank.
Może ty poradzisz jaki Bank wybrać ?

Odpowiedz

nibul Marzec 17, 2014 o 20:20

Hej Michał,

kwestia wspólnego konta jest chyba trochę za bardzo wyolbrzymiana, szczególnie przez młode małżeństwa. Chyba chodzi tu bardziej o wspólne badanie się i rozpoznawanie terenu:)

Ja z moją małżonką posiadamy po klika kont. Wynika to z wielu korzyści, które pojawiają się na bieżąco, np:
1) Mamy oszczędności na moim OKO w banku A. Pojawia się promocyjne oprocentowanie na nowo założone OKA w tym banku. W tym momencie OKO zakłada małżonka, jeden przelew i oprocentowanie rośnie o 0,75% przez rok.
2) Ja mam wpływy na konto w banku A, małżonka na konto w baku B. W obu bankach mamy kredyty hipoteczne i obu mamy preferencyjne oprocentowanie z racji wpływającego wynagrodzenia (wystarczy jednego ze współmałżonków).
3) Obroty na kontach w bankach A i B, które są konieczne do utrzymania „darmowości” tych kont, załatwiane są jednym przelewem w miesiącu między naszymi kontami w danym banku z konta „wynagrodzeniowego” na „bezwynagrodzeniowe” (posiadamy osobne rachunki w każdym banku, w którym mamy interesy).
Itp, itd…

Natomiast prostym sposobem, jak połączyć korzyści z osobnych kont i potencjalne tarcia związane z brakiem wzajemnego zaufania to uwspólnienie wszystkich loginów i haseł. I problem z głowy.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Adrian Marzec 20, 2014 o 11:19

Ja również uważam że system 2+1 jest najlepszy. Nie wyobrażam sobie sytuacji że nie wiem ile mam na koncie i idę do sklepu a tu odbijam się od Pani kasjerki ponieważ żona właśnie kupiła sobie nowy płaszczyk. Druga sprawa że do kontroli wydatków którą aktualnie prowadzę w kontomierzu muszę wiedzieć na co wydaję. Największy problem był w dysproporcji zarobków ale dobry podział kosztów i sytuacja się wyrównała i nie ma zgrzytu.

Odpowiedz

Monika Kwiecień 6, 2014 o 10:13

Dzięki Michale za ten blog, czytam od kilku tygodni, super :).
My jesteśmy parą z 10 letnim stażem i wspólnotą majątkową. Do niedawna sprawdzało nam się rozwiązanie z jednym wspólnym kontem bo znaliśmy swoje zwyczaje i nic nikogo nie zaskakiwało. Większe wydatki uzgadniamy wspólnie, w przypadku 2 rozsądnych osób rozmawiających ze sobą na codzień, znających i akceptujących swoje potrzeby to się sprawdza. Natomiast ja w zeszłym roku zaczęłam interesować się tematami inwestycyjnymi, wydaję na edukację w tym zakresie i na (na razie drobne) inwestycje. Spowodowało to lekkie napięcie u mojego męża, stróża naszych wydatków. Żeby go nie narażać na dodatkowy stres ustaliliśmy że zakładam swoje konto na które na początku każdego miesiąca wpływa ze wspólnego ustalona kwota. Z tego finansuję moją nową pasję. Na to konto wpływają też dodatkowe pieniądze zarobione z konsultacji itp. Jak to zacznie nabierać kolorów i przynosić większe pieniądze a mąż nabierze zaufania :) to pewnie wypracujemy kolejne rozwiązanie dobre dla obu stron.
Jak dla mnie najważniejsze to rozmawiać ze sobą o swoich planach i potrzebach i wypracowywać właściwe rozwiązania. Nie ma jednego modelu. Nawet jak coś się sprawdza to za chwilę może przestać bo przecież my też się zmieniamy.

Odpowiedz

Narybek Kwiecień 18, 2014 o 21:58

Zdecydowanie preferuję oddzielne konta, inaczej robi się po prostu straszny bałagan, a tego nie znoszę.

Odpowiedz

xxx Maj 30, 2014 o 10:58

A ja w ogóle nie wyobrażam sobie sytuacji posiadania osobnych kont przy wspólnocie majątkowej. Tak to już jest, że wszelkie pieniądze jakie zarobię, nie są moimi pieniędzmi, są pieniędzmi wspólnymi, moimi i żony. Tak więc różnicowanie dostępu do nich w jakikolwiek sposób, choćby tylko symboliczne (że co prawda konto moje, ale przecież żona ma do niego pełnomocnictwo) jest pewną szykaną wobec tej osoby, która zarabia mniej, nosi znamiona pewnej przemocy ekonomicznej. Sprawddźcie, lepiej zarabiający mężowie, czy u was to nie występuje: http://www.rp.pl/artykul/919972.html?print=tak&p=0

Argument, że żona przepuści kasę każe się poważnie zastanowić nad rozdzielnością majątkową.

Odpowiedz

Andrzej Maj 30, 2014 o 18:03

W jakim banku polecacie założyć konto wspólne?

Odpowiedz

Leon Maj 31, 2014 o 08:52

Andrzeju,

osobiście polecam Ci mBank.

Leon.

Odpowiedz

Andrzej Boczek Styczeń 8, 2015 o 11:23

Ternowaliśmy różne:
– BZWBK – polecam gorąco, choć nie wszystko udało się uwspólnić (np karta kredytowa)
– mBank
– Millenium

Andrzej

Odpowiedz

Marian Czerwiec 16, 2014 o 21:50

Wspólne konto bankowe to głupota, może się sprawdza u zwykłych ludzi, ale nie tam gdzie
proporcje zarobków są 1 do 5, 1 do 10, czy 1 do 100. Co ciekawe, wspólne konto chce zawsze ta „biedniejsza” strona. Nawet jak ta „bogatsza” się zgodzi na udostępnienie, to przed finalizacją zaczynają się dziać różne dziwne rzeczy np wypłata większości kasy i ukrycie jej.
Takie rzeczy jak konto jest z natury osobiste, jak majtki, czy szczoteczka do zębów.
A w ogóle to żaden mądry facet nie da obcej babie pełnego dostępu do głównego konta.

Odpowiedz

BJK Czerwiec 23, 2014 o 05:47

@Marian – dziwne, bo to ja zarabiam więcej i uważam, że powinno być wspólne konto. A jeśli swoją towarzyszkę życia uważasz za „obcą babę” to gratuluję podejścia – w tej sytuacji nie udostępniaj jej konta, bo ona może Cię potraktować tak jak Ty ją…

Odpowiedz

Andrzej Boczek Styczeń 8, 2015 o 11:27

Marian,
piszesz „A w ogóle to żaden mądry facet nie da obcej babie pełnego dostępu do głównego konta”.
Mamy chyba różne definicje mądrych facetów. Ale to inna bajka.

Może po prostu dla Ciebie jest system oddzielnych kont (parz punkt w artykule o zaufaniu).
Ale to, że to zadziała u Ciebie nie jest żadną wytyczną dla wszystkich. No i nie każdy chce aspirować do bycia „mądrym” według Twojego światopoglądu. Niektórzy się żenią, żeby być szczęśliwi i dzielić się wszystkim.

Andrzej

Odpowiedz

Ewa Czerwiec 23, 2014 o 13:46

Cześć Michale! Na Twój post trafiłam, gdyż zdecydowaliśmy się z partnerem na założenie wspólnego konta (model 2+1, czyli mamy po jednym koncie własnym). Czy mógłbyś polecić jakiś bank, który oferuje fajną propozycję wspólnego konta? Bo tak naprawdę nawet nie wiem, na co powinnam zwrócić uwagę… Pozdrawiam!

Odpowiedz

justyna Październik 18, 2014 o 14:41

Oboje z mężem mamy swoje konta osobiste, po ślubie założyliśmy dodatkowo konto wspólne, na które wpływają wynagrodzenia. Po opłaceniu kredytu i wszystkich rachunków, na wspólnym koncie zostawiamy jakieś psie grosze, a pozostałą część dzielimy na 3 konta. Na pierwsze oszczędnościowe staramy się wpłacić jak najwięcej – tak, żeby to co zostało nie przekraczało 1,5 – 2 tys/zł (w zależności od planowanych wydatków) a te 1,5 – 2k podzielone po równo wędrują na nasze konta osobiste. Staramy się zawsze przedyskutować większe wydatki, paliwo kupujemy z kont osobistych (bo nieczęsto zdarza się, że jedziemy we dwoje na stację), za jedzenie płacimy jak popadnie. Jeśli pod koniec m-ca okazuje się, że na którymś koncie zostało za mało w stosunku do drugiego – wyrównujemy przelewem wewnętrznym. Mamy do siebie pełne zaufanie jeśli chodzi o kasę, chyba żadne z nas nie czyta historii, ale wypracowaliśmy to wieloma latami wspólnego ciułania i nauki prowadzenia wspólnych finansów. Dodatkowo w naszym związku to ja, kobieta jestem mózgiem operacji, ja zawsze wiem o tym co, gdzie, jak i ile trzeba opłacić. Jeśli chodzi o proporcjonalność zarobków, to bywało różnie, czasem zarabialiśmy tyle samo, czasem któreś z nas było bezrobotne, zdarzało się, że ja zarabiałam więcej, a teraz zarabiamy albo po równo, lub mąż więcej – w zależności od premii. Nigdy nie mieliśmy większych problemów z dogadaniem się.

Pozdrawiam :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 19, 2014 o 23:48

Hej Justyna,

Dziękuję bardzo za komentarz. Macie czysty i przejrzysty system, i najważniejsze, że się Wam sprawdza :)

Powodzenia

Odpowiedz

Mariusz Styczeń 8, 2015 o 09:40

Znasz Michale jakies obecne wspolne konta godne polecenia? Jestem prawie pół roku po ślubie i zacząłem sie zastanawiać nad wspólnym kontem jednak w obecnym banku ING gdzie mam swoje i firmowe konto to za prowadzenie wspolnego konta zaśpiewali 16zl.

Odpowiedz

Michał Szafrański Styczeń 8, 2015 o 11:40

Hej Mariusz,

Ja uparcie korzystam ze wspólnego konta w Meritum Bank, które jest za 0 zł :) Tutaj link afiliacyjny: http://jakoszczedzacpieniadze.pl/meritum

Pozdrawiam

Odpowiedz

Tomek Styczeń 8, 2015 o 09:57

Cześć Michał.
W moim przypadku postąpiliśmy jak poniżej:
1) ustaliliśmy z żoną ile wydajemy na jedzenie
2) do powyższego dodałem inne zobowiązania stałe (kredyt hipoteczny, czynsz, rachunki, bilety)
3) ustaliliśmy ile możemy wydać na swoje potrzeby na miesiąc.
4) od ZSUMOWANYCH zarobków odjęliśmy sumę powyższych i pozostałe pieniądze dzielimy na oszczędności na wakacje i na pozostałe oszczędności

Wydaje mi się to sensownym rozwiązaniem ponieważ para może sama ustalić kwotę osobistych wydatków (niezależnie od zarobków-zależnie od potrzeb).

Odpowiedz

Andrzej Boczek Styczeń 8, 2015 o 11:13

Michał,
Wielkie dzięki za ten wpis. Podsumowałeś bardzo ładnie część moich przemyśleń z ostatnich lat na temat wspólnych/oddzielnych kont.
Ćwiczyliśmy u nas już wiele modeli kont operacyjnych – jedno wspólne, wspólne + osobiste, 2 lub 3 wspólne celowe, oddzielne, model feministyczny (jej i wspólne ;), model patriarchalny (jego + wspólne).
Co do kryterium dodał bym jeszcze:

* Poziom zamożności. Jeśli czasem nie starcza do pierwszego, to warto pewnie kontrolować to wspólnie (pisałeś o dwóch poduszkach). Jeśli żyjemy online z bankiem, żeby wiedzieć, co kupić na obiad, trzymanie kasy w jednym miejscu może dawać lepsze efekty.
* Edukacja finansowa – wychodzenie z dołka. Moim osobistym zdaniem na czas wprowadzania zmian w sposobie zarządzania finansami (początki budżetowania, kontrola wydatków, ograniczanie jakiś typów wydatków itp) znacznie lepiej sprawdza się jedno wspólne konto. Z jednej strony mamy cały bilans w jednym miejscu. Z drugiej strony, nie wierzę w poprawianie edukacji finansowej rodziny bez pełnego zaangażowania i poświęcenia obydwu małżonków.
* Przed dużymi zmianami w życiu (zakup lokum, dziecko, rozpoczęcie prawdziwej działalności gospodarczej itp) warto znowu zebrać cały strumień pieniędzy w jednym miejscu, żeby po prostu podjąć racjonalną decyzję (czy naprawdę stać nas na dom?). Dodatkowo taka decyzja pozwala zadbać o komfort psychiczny po zmianie w przypadku na przykład rozpoczęcia urlopu wychowawczego – nie zmieniamy potem systemu, bo już od jakiegoś czasu mamy wspólne konto.
* Poziom akceptacji dla jakiegoś modelu przez małżonków. Czasem po prostu ktoś sobie nie wyobraża wspólnego konta. Przyczyn może być wiele, ale czasami po prostu tak jest. Wówczas nie ma sensu argumentować i szukać korzyści.
* Przy rozpoczynaniu jakiegoś długoterminowego przedsięwzięcia finansowego (np wynajem mieszkania, dodatkowa mikro działalność nie będąca jeszcze działalnością gospodarczą – np drobne rękodzieło) warto takie przedsięwzięcie rozliczać z oddzielnego konta. Da to nam pełny obraz rzeczywistego bilansu inicjatywy. Zyski można transferować na konto/konta bieżące. Wyrobi w nas to trochę mentalność dwóch kieszeni przedsiębiorcy (moje/firmowe).

Fajnie jest też pamiętać o pewnych zasadach bezpieczeństwa, które często się zapomina.
* Małżonkowie powinni być pełnomocnikami do swoich kont. Nie wolno zostawić konta bez pełnomocnika/współwłaściciela. W przypadku niespodziewanym współmałżonek musi mieć możliwość szybkiego dostępu do konta.
* Dostępy online do konta dla obydwu małżonków. Czy to przez oddzielny login, czy przez trzymanie koperty sejfie z loginami i hasłami. Nie ważne. Skuteczny dostęp online.
* Wpisanie w bankach wszystkich kont, które używamy w rodzinie jako zaufanych, nie potrzebujących potwierdzeń przy przelewach. To jest często element o którym zapominamy. Co z tego, że mam dostęp do konta żony, jeśli bez odebrania tokena z jej telefonu nic nie zrobię?
* Dla odważnych, posiadających dzieci i prawdziwych przyjaciół – upoważniamy do wszystkich naszych kont osobę trzecią (nie polecam rodziny), której ufamy w sprawach finansowych. Dajemy dostęp do wszystkich kont – operacyjnych i oszczędnościowych. Umawiamy się z nią, w jakich przypadkach ma prawo skorzystać z tej opcji. No i oczywiście dodajemy wskazane przez tą osobę konto (jej/jego konto) do zaufanych. To jest opcja warta naprawdę głębokiego przemyślenia i nie dla wszystkich. Ma zabezpieczyć dzieci w razie np wypadku obydwojga rodziców.

Tyle mojego 0,03 PLN :)

Pozdrawiam
Andrzej

Odpowiedz

Grzegorz Styczeń 8, 2015 o 17:41

Witam.
My już na początku związku jakiś czas temu zdecydowaliśmy się na pewien model. Po części z wszystkiego po trochu. A dokładnie wspólne konto/a na które idą wspólne wydatki, oraz inwestycje na przyszłość oraz każde ma swoje. Wpłacamy proporcjonalnie do wysokości dochodu. A co w przypadku jak jedno straci pracę? Jest i na to rozwiązanie.
Jeżeli np jedno zarabiało 4000 a drugie 2000 a wspólne wydatki były np 3000 to jedno miało by do wpłaty 2000 drugie 1000. I To co zostało by pierwszemu to 2000 a temu drugiemu 1000. W przypadku straty pracy dla nie pracującej osoby przeznaczony będzie budżet z kwoty która została po opłaceniu wydatków zgodnie z proporcjami z ostatnich dochodów. Jest to po prostu uczciwe przedstawienie sprawy. czyli np po stracie pracy tego co zarabie 2000 to po opłaceniu wydatków 3000 na własne wydatki jednemu zostaje 667 a drugiemu 333. I po problemie. Do tego jako że jestem programistą korzystamy z napisanego przeze mnie programu w Excelu kóry przewiduje nam tez przyszłe wydatki i stan finansowy na przyszłość przy założeniu tzw wąskiego gardła. czyli przychodzi nie wzrosną, a wydatki będą ciągle rosły, podobnie jak kursy walut i innych. I jak na razie jest to świetne rozwiązanie z którego oboje jesteśmy zadowoleni.

Odpowiedz

Marek Marzec 13, 2015 o 14:37

Mam pytanie może ktoś będzie znał odpowiedź. Sytuacja wygląda tak :
Małżeństwo , intercyza przed małżeństwem , po ślubie mąż daje żonie kartę do swego konta ( karta jest imienna na żonę ) żona korzysta z tej karty kupując różne rzeczy które są na utrzymanie domu ale również wydaje na swoje potrzeby ( kosmetyki ubrania itp. ). Po 5 latach jest rozwód . Po 7 latach mąż wzywa żonę do zwrotu wydanych pieniędzy z w/w karty wyszczególniając poszczególne transakcje.
Pytania
1) czy ma do tego prawo – jeżeli tak to jaka jest podstawa prawna
2) czy powinna odpowiadać na jego wezwania ? czy jeżeli odpowie w jakikolwiek sposób to czy jest to przyjęcie długu ? o ile tak można to określić
Będę wdzięczny za pomoc

Odpowiedz

Justyna Październik 14, 2015 o 10:01

u nas to wygląda tak: ja zarabiam 4tys netto, mąż około 10tys netto. Mamy jedno konto wspólne – spłacamy z niego kredyt i odkładamy na wcześniejszą ratę i remont mieszkania – te wydatki opłaca tylko mój mąż z racji na jego duże zarobki (łącznie wykłada około 8tys. an to konto). Ja z moich wydatków pokrywam bieżące koszty utrzymania (czynsz, rachunki, jedzenie), które opłacam zaraz po otrzymaniu pensji. Reszta rozchodzi się na przyjemności.
Musimy popracować nad oszczędnościami na emeryturę itd. Zaczniemy to planować po nowym roku, gdyż narzuciliśmy sobie termin wykończenia mieszkania do końca 2015 :)

Odpowiedz

Łukasz Październik 14, 2015 o 19:05

Moim zdaniem jeśli małżeństwo co miesiąc tworzy budżet i egzekwuje założony plan to ilość kont nie ma znaczenia bo są tylko narzędziem do ukierunkowania pieniędzy które mają już przeznaczenie. Dobrze jest gdy dane do kont są wspólne. Nawet nie chodzi o możliwość kontroli ale o fakt że nie masz nic do ukrycia. Nie wyobrażam sobie sytuacji gdy mąż przychodzi do żony po pożyczkę bo nie starcza mu na lunch w pracy. Rodzina to miejsce do dawania a nie pożyczania. Reasumując wspólne łóżko, wspólna kasa, pełna odpowiedzialność za siebie nawzajem.

Odpowiedz

Anna Październik 14, 2015 o 20:18

Osobiscie nie mam meza ale najbardziej sprawiedliwa metoda decydowania kto ile ma wplacic na wspolne konto to nie jest metoda proporcjonalna. Oto dlaczego:

Jesli ja zarabiam 4200zl
Moj partner 2100zl
na rachunki/kredyty i biezace sprawy potrzebujemy miesiecznie 4800 zl to proporcjonalnie byloby
Ja: 3200
On: 1600

Teraz ja na swoje fanaberie mam
ja: 1000
On: 500

Dlaczego w malzenstwie gdzie ma byc wspolne gospodarstwo jedna osoba ma miec na swoje prywatne wydatki 2x wiecej niz druga?? W skrajnym przypadku moze to doprowadzic do sytuacji gdzie skladamy sie proporcjonalnie ale jednej osobie nic nie zostaje..

Konkludujac. Uwazam ze kazde z malzonkow/partnerow powinna zostawic sobie taka sama kwote jako „kieszonkowe” a reszte przeznaczyc na wspolne wydatki.

Co o tym myslisz?

Odpowiedz

Mariusz Październik 20, 2015 o 14:17

Z moją M. mamy dwa osobne konta, każde z subkontem oszczędnościowym. Głównie ja zajmuję się finansami.

Wszystkie opłaty, kredyty, gotówka na wydatki gdzie karta nie sięga, zakupy i miesięczne stałe zlecenie na osczędnościówkę – dysponuję tym ja z własnego konta.

Jaki jest u nas rozkład kont:
Ja: ROR + OKO + SmartSaver (ING)
M.: ROR + OKO

Pieniądze, które trafiają do M. są zazwyczaj na jej wydatki, których nie jestem w stanie pokryć, lub o których nie chcę lub nie mogę wiedzieć.

U nas się sprawdza.

W dniu wpłynięcia nowej wypłaty zarówno M. jak i ja przelewamy „nadwyżki” na OKO (każde z nas na własne) i zaczynamy walkę z finansami na nowo.

Od początku nie byłem przekonany do rozwiązania ze wspólnym kontem, chociaż rozmawialiśmy niejednokrotnie na ten temat. Niestety jestem maniakiem kontroli finansowej (chociaż nigdy nie odmawiam żonie przyjemności) i nie wyobrażam sobie aby M. dokonywała co miesiąc opłat, martwiła się kredytem, terminami itd.. Od tego jestem ja i excel.

Odpowiedz

Łukasz Styczeń 27, 2016 o 10:30

u nas sytuacja wygląda tak, że moja żona zarabia mniej więcej 150% moich zarobków od już ok pół roku, nie wliczając rocznej premii, która może wynieść nawet 1,5 – 2 pensje. Bardzo się cieszę, że dobrze zarabia jednakże jak dzisiaj dokonywałem miesięcznej zrzutki na opłaty i wspólne konto zdałem sobie sprawę, że może warto pomyśleć o proporcjonalnym udziale w kosztach… Co Wy na to? czy jest ktoś kto uświadomił żonę, że proporcjonalny podział jest „sprawiedliwy” i rozsądny?

Odpowiedz

Łukasz Styczeń 27, 2016 o 10:33

i jak ewentualnie wyliczyć ten udział proporcjonalny?

Odpowiedz

Ela Styczeń 27, 2016 o 14:06

Udział proporcjonalny wyliczyć… proporcjonalnie do zarobków. Zróbcie sobie taki excelowy arkusz w którym wpiszecie kto ile zarobił w miesiącu i excel ładnie Wam wyliczy procent składki na dany miesiąc.

Ja mojemu mężowi proponowałam taki układ. Jestem tą stroną mniej zarabiającą. Wyrzucił mnie na bruk.
Bądź ostrożny z taką propozycją.

Odpowiedz

Magda Marzec 23, 2016 o 11:17

Witaj Michale,
Nie wiem czy zaglądasz jeszcze do komentarzy pod takimi starymi postami, ale spróbuję.
Czytam Twojego bloga już od jakiegoś czasu, ale dopiero teraz pierwszy raz postanowiłam napisać.
Znalazłam się właśnie w jednej z tych kłopotliwych sytuacji, kiedy to zostałam bez dochodu. A dokładnie ze względu na problemy zdrowotne dziecka musiałam przejść na urlop wychowawczy. Córka uczęszczała do tej pory do żłobka a ja po zakończeniu urlopu macierzyńskiego wróciłam normalnie do pracy. Ale ponieważ życie pisze scenariusze różnorakie jesteśmy obecnie z mężem tam gdzie jesteśmy.
I tu zaczyna się dla mnie problem. Nigdy nie byłam zdana na czyjąś finansową „łaskę”. Nigdy nie musiałam nikogo prosić o pieniądze bo zawsze je miałam. Mój mąż prowadzi własną działalność, ja dotychczas pracowałam na jednym lub dwóch (do czasu urodzenia dziecka) etatach. Różnica w naszych zarobkach od początku była bardzo duża. Od czasu ślubu to mąż dokonywał głównych opłat (czynsz/media/kredyt) Moja pensja (nauczycielska, więc bez szału) szła na codzienne zakupy spożywcze/chemiczne, moje własne wydatki/prezenty a po urodzeniu córki także na jej odzież/kosmetyki/pieluchy itp. Jeśli udało mi się coś odłożyć, dokładałam się do większego zakupu związanego z dzieckiem typu nowy wózek, krzesełko do karmienia itp.
Obecnie, za 7 dni zostaję bez dochodu i w zasadzie bez oszczędności. Ponieważ decyzja o przejściu na urlop wychowawczy została podjęta dopiero co nie mieliśmy z mężem jeszcze czasu na przedyskutowanie obecnej sytuacji finansowej (wiem, że wygląda to lekkomyślnie, ale po prostu byliśmy bardziej przejęci stanem zdrowia dziecka). Nie chciałabym, żeby mąż miał wrażenie, że go finansowo wykorzystuję, ale z drugiej strony wiele jest par, które są w podobnej do naszej sytuacji i jakoś sobie radzą.
Czy Ty Michale lub Wy czytelnicy macie pomysł jak rozwiązać taką sytuację? Może macie podobne doświadczenia i jakieś pomocne wskazówki?

Będę wdzięczna za rady,
Pozdrawiam serdecznie,
Magda

Odpowiedz

Gosia Październik 20, 2016 o 14:09

Witam!
A u nie po 8 latach małżeństwa pojawił się mały problem. Na początku małżeństwa mieliśmy konto wspólne i nie było nigdy żadnych problemów. Kilka lat temu z powodu otwarcia przeze mnie działalności gospodarczej postanowiliśmy pokusić się o rozdzielność majątkową. Nie było spowodowane to myśleniem typu, że się wzbogacę a jemu nic do tego, a raczej przez ostrożność, iż gdyby mi się noga powinęła, żeby nie stracić wszystkiego co mamy, a dużo nie mamy.
Firma niezbyt dobrze prosperowała, więc w efekcie została zlikwidowana. W między czasie mój mąż zmienił hasło do konta nie informując mnie o tym. Ot pewnego dnia chciałam zapłacić rachunki za mieszkanie i nie mogłam się zalogować. Myślałam, ze źle wpisuję login i hasło, ale okazało się, iż nie to było powodem. Nie przedyskutował tego ze mną. Od postanowił nagle mieć osobne konto. Trwa to już ponad dwa lata, a teraz jeszcze doszedł fakt, iż ukrywa przede mną swoje dochody. Przez pewien czas pracowaliśmy w jednej firmie, więc wiedziałam, ile zarabia. Gdy, przestałam tam pracować jego zarobki stały się tematem tabu. Nawet jego wujek na którymś ze spotkań rodzinnych pytał się ile zarabia, ale się nie dowiedział, bo siedziałam obok męża więc wprost stwierdził, iż nie może teraz powiedzieć bo ja jestem obok. No cóż spojrzenia rodziny bezcenne. Wydatki na mieszkanie dzielimy równo na pół i nie ważne czy ja mam pieniądze czy nie. Ot tak to się pozmieniało w moim związku…

Odpowiedz

Dodaj nowy komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: