Informacje o nowych artykułach i sposobach oszczędzania pieniędzy prosto na Twój e-mail

    

Koszty życia: ile kosztuje jedzenie dla 4-osobowej rodziny

przez Michał Szafrański dodano 7 października 2012 · 164 komentarzy

Koszty życia ile kosztuje jedzenie

Jedzenie jest jednym z najwyższych, comiesięcznych kosztów w budżecie każdej rodziny. Im większa rodzina – tym wyższe koszty. W przypadku naszej 4-osobowej rodziny mieszkającej w Warszawie, wszystkie wydatki na jedzenie zamykają się aktualnie w kwocie około 2050 zł / m-c. Ale bywały już lata, w których wydawaliśmy nawet 2370 zł miesięcznie na jedzenie. Mam jednak dobrą wiadomość: konsekwentnie stosując kilka prostych zasad można znacząco obniżyć wydatki na żywność.

Nasza rodzina nie jest asem w oszczędzaniu na jedzeniu. Prawdą jest, że wydajemy dużo na jedzenie w miarę gotowe, a także smakołyki w postaci słodyczy, płatków i innych gotowców, np. gotowych zup, gotowych sałatek. Orłami w gotowaniu nie jesteśmy i asortyment dań mamy dosyć ograniczony. Nie przeszkadza to nam. Po prostu taką mamy specyfikę. Wszystko to powoduje, że, tak jak pisałem już w artykule “Budżet domowy – czyli jak zacząć oszczędzanie pieniędzy”, jednym z naszych największych miesięcznych kosztów są wydatki na jedzenie.

Pokazuję je w tym artykule w całości – i to na przestrzeni ostatnich 12 lat. Wybrałem taki długi okres czasu, aby udowodnić również pewną tezę: analizując moją historię wydatków na jedzenie widzę, że dużo większe znaczenie od inflacji i powodowanego nią drożenia żywności, ma zmiana moich nawyków związanych z kupowaniem jedzenia. Dzięki tym zmianom (oraz konsekwencji mojej Żony – bardzo Ci dziękuję Kochanie :-) ) nasze miesięczne wydatki na jedzenie są coraz niższe.

Ile na jedzenie? – trudne pytanie

Czasami zadaję znajomym proste wydawałoby się pytanie: “Ile wydajecie na jedzenie miesięcznie?”. Niestety najczęściej w ogóle nie słyszę konkretnej odpowiedzi. Jeśli nawet ktoś powie, że około 2000 zł, to pytam dalej: “A ile kosztuje jedzenie na mieście a ile jedzenie domowe?”. To już przerasta zdecydowaną większość moich rozmówców.

Pisząc ten artykuł robię kolejny wstęp do tematu spisywania wydatków (już wkrótce na moim blogu będziesz mógł przeczytać moje szczegółowe zalecenia w tym zakresie). Podstawową kwestią przy spisywaniu wydatków na jedzenie, jest ich odpowiednia kategoryzacja. Oczywiście możesz spisując wydatki opisywać je wyłącznie jako “Jedzenie”. Ja zalecam jednak stosowanie dwupoziomowej kategoryzacji, np. Jedzenie : Dom, Jedzenie : Praca itp. Życie nauczyło mnie, by podzielić nasze wydatki na żywność na następujące kategorie:

  • Jedzenie : Dom – podstawowa kategoria, do której trafiają wszystkie wydatki na jedzenie, które kupujemy do domu. Pierwotnie zawierała ona również wydatki na alkohole, soczki, Colę/Pepsi i wodę, ale stopniowo staram się wydzielać z niej te podkategorie, które chcę oddzielnie monitorować (i ograniczać).
  • Jedzenie : Soczki, Jedzenie : Pepsi, Jedzenie : Piwo, Jedzenie : Wino – to właśnie takie kategorie, które początkowo były w Jedzenie : Dom, ale obecnie są wydzielone.
  • Jedzenie : Praca – tu trafiają wszystkie koszty, które związane są z kupowaniem jedzenia w pracy: kanapki zakupione od obnośnego sprzedawcy, zakupy w firmowej “stołówce”, jedzenie zamawiane od firm dostarczających lunche (nie korzystam), napoje z automatu etc.
  • Jedzenie : Miasto – tu trafiają wszystkie wyjścia do restauracji, baru, KFC, McDonalda, kawiarni itp. Wszystko to co spożywamy poza domem i miejscem pracy.
  • Jedzenie : Wyjazd – jeśli wyjeżdżam na wyjazd służbowy lub wakacje, to te wydatki trafiają do tej kategorii.
  • Jedzenie : Szkoła – tutaj odnotowujemy wszystkie wydatki na jedzenie dzieci w szkole (obiady, snacki) oraz chyba tam trafiają się także zakupy jedzenia w ramach mojej zaocznej edukacji (rok 2000) :)

Po co kategoryzować wydatki na jedzenie?

Dzięki kategoryzacji mogę zauważyć nie tylko skalę wydatków, ale także precyzyjnie zaobserwować, gdzie uciekają pieniądze. Przy bieżących spisywaniu wydatków potrafię zauważyć także, w jaki sposób trzy niewinne wyjścia do restauracji, ruinują mój budżet domowy. Albo w jaki sposób nie-zabieranie kanapek do pracy, powoduje wzrost kosztów jedzenia. Mi udaje się unikać kebaba i chińszczyzny w pracy, ale moi współpracownicy codziennie planują zakupy. Tu 12 zł, tam 15 zł i robią się z tego konkretne kwoty miesięcznie… oraz u niektórych całkiem konkretne brzuchy :) Ja przynoszę kanapki, spożywam je migusiem i “giną” mi one w kosztach jedzenia domowego. Jeśli poczuję “mały głód”, to wyskakuję do “stołówki” piętro niżej i zjadam tam talerz zupy za 3 złote. Wystarcza.

Czy dużo oszczędzam na jedzeniu w pracy? Policzmy: gdybym zamawiał codziennie lunch za 15 zł, to w skali miesiąca daje to 300 zł. Obecnie na jedzenie w pracy wydaję miesięcznie średnio 19 zł. Ale jeszcze w 2000 roku było to średnio 169 zł / m-c. Systematycznie ograniczam wydawanie pieniędzy na jedzenie w pracy i czuję się z tym bardzo dobrze :)

Podobnie z jedzeniem na mieście. Odwiedzanie tanich fast foodów może poskładać się do całkiem sporych kwot. Dokładając do tego sporadyczne restauracje wychodzi mi, że na jedzenie na mieście wydawałem średnio co miesiąc od ok. 105 zł / m-c do 345 zł / m-c. Rekordowy pod tym względem był rok 2007, kiedy budżet podwyższało nam jedzenie sushi. Z tego powodu był to też rekordowy rok, jeśli chodzi o całkowite średnie wydatki na jedzenie, które sięgnęły wtedy 2368 zł / m-c. Obecnie wydajemy na jedzenie ponad 300 zł mniej, co daje oszczędność na jedzeniu na poziomie 3600 zł / rok.

Ile wydajemy na jedzenie miesięcznie?

Poniżej znajdziesz szczegółowe arkusze z kosztami naszego jedzenia (dla tych osób, które nie posiadają Excela, załączam pliki PDF). Arkusze obejmują okres od 1 stycznia 2000 roku do 30 września 2012, a więc prawie 12 lat :) W roku 2000 nasze wydatki na jedzenie wynosiły średnio 1604 zł / m-c (19 250 zł rocznie), ale jednocześnie byliśmy jeszcze wtedy 2-osobową rodziną. Najtaniej udało nam się wyżywić w roku 2002, gdy koszty miesięczne wyniosły 1350 zł (16 196 zł rocznie). Rekordowe, pod względem wydatków na jedzenie, były lata 2007 i 2009, kiedy to wydawaliśmy nawet 2368 zł / m-c. Ale wtedy byliśmy już 4-osobową rodziną :)

Średnie wydatki na jedzenie

Można powiedzieć, że obecnie nasze wydatki na jedzenie ustabilizowały się na poziomie 2050-2200 zł / m-c. W tym roku, dzięki polityce minimalizacji stołowania się poza domem, zeszliśmy do średniego poziomu 2043 zł / m-c. Daje to koszt 511 zł / m-c / osobę. Nasz dotychczasowy niechlubny rekord to 802 zł / m-c / osobę.

Średnie wydatki na osobę

Jestem bardzo ciekawy jak te wydatki kształtują się u Ciebie? Ile wydajesz miesięcznie na jedzenie? Ile wychodzi Ci średnio na osobę? Jeśli liczyłeś już te kwoty, to bardzo Cię proszę o podzielenie się informacją w komentarzu.

Jak oszczędzać na kosztach jedzenia?

Pewnie zadajesz sobie pytanie “Jak mogę oszczędzać na jedzeniu?” albo “Jak przeżyć za X zł miesięcznie?”. Nie mam uniwersalnej recepty, ale wiem co pomaga nam oszczędzać oraz jakie sposoby oszczędzania na jedzeniu wdrażają inne osoby. Zamieszczam poniżej kilkanaście najważniejszych porad. Jeśli masz inne sposoby, to proszę Cię – podziel się nimi w komentarzu. Na pewno przydadzą się czytelnikom bloga.

  1. Przygotuj listę zakupów ZANIM pójdziesz na zakupy – dzięki temu wrzucisz do koszyka w sklepie tylko to czego potrzebujesz. Staraj się nie kupować więcej niż potrzebujesz na najbliższy tydzień.
  2. Kupuj jedzenie w Internecie – jeśli mieszkasz w zasięgu dostawy i sprawdziłeś, że kupowanie w sieci wychodzi Ci taniej, i do tego wolisz tą formę zakupów, to kupuj przez sieć. Pamiętaj, że w ten sposób zaoszczędzisz nie tylko na paliwie, ale także na czasie. A jeśli jeszcze nie wiesz ile kosztuje Twój czas, to polecam Ci lekturę artykułu “Ile kosztuje czas? – czyli o efektywnym zarządzaniu czasem” :-)
  3. Kupuj jedzenie w tanich sklepach – nasz ranking sklepów otwierają Biedronka i Lidl (przede wszystkim ze względu na bliską lokalizację), ale lubimy także Auchan, które dla naszego “koszyka produktów” jest tańsze od innych hipermarketów. Kupujemy także w Leclerc.
  4. Bądź wyczulony na promocje – nie mówię “kupuj w promocji”, ale zachęcam do każdorazowego sprawdzania czy opłaca Ci się kupować przecenione produkty. Czasami promocja bywa droższa niż regularna cena (np. butelki napojów kupowane w 4-pakach potrafią być droższe niż 4 pojedyncze butelki). Ale zdarzają się też prawdziwe perełki.
  5. Korzystaj z rabatów i programów lojalnościowych – ten temat szczegółowo opisywałem już w artykule “Karty lojalnościowe – czy warto z nich korzystać?”. Dzięki nim możesz obniżyć zapłatę o kilka lub nawet kilkanaście procent.
  6. Nie zabieraj dzieci na zakupy – brutalne, ale prawdziwe. Dzięki potrafią często “wyżebrać” wrzucenie do koszyka dodatkowych produktów. Że już nie wspomnę o czasie poświęconym na to by dziecko obejrzało wszystkie produkty w dziale “Zabawki” i późniejsze przekonywanie dzieci, że kolejny pluszak będzie smutny, jeśli okaże się że musi na półce regału “konkurować” z 35-oma innymi siedzącymi tam przytulankami.
  7. Nie dogadzaj sobie i nie podejmuj spontanicznych decyzji zakupowych – bądź skoncentrowany. Przyszedłeś przecież do sklepu kupić towaru z listy zakupów (patrz punkt 1).
  8. Idź na zakupy najedzony – to nie jest mój pomysł, ale jest bardzo dobry. Mój poziom samozaparcia przed sięgnięciem po paczkę chipsów jest znacznie wyższy, gdy po prostu nie chce mi się jeść.
  9. Bądź sprytny – wiem, że czasem chce się zjeść Ciabattę za 1,99 zł i jest to w pełni uzasadnione. Ale w Auchan można mieć za to 16 kajzerek po 0,12 zł :-) Kalkuluj, kombinuj, miej świadomość ile co kosztuje.
  10. Nie kupuj na zapas – truizm. Ale zadaj sobie pytanie ile jedzenia wyrzucasz, chleba i bułek suszysz itd.
  11. Nie kupuj jedzenia dla poprawy nastroju lub nagrody za trud – zanim pójdziesz do drogiej restauracji, to zastanów się czy na pewno nie masz lepszego przeznaczenia dla tych 100-200 zł (albo i więcej – nie wiem gdzie się stołujesz :)
  12. Unikaj jedzenia w biegu na mieście – chciałbyś coś “chapnąć na ząb” w mieście? Wejdź do sklepu i kup sobie bułkę lub Marsa dla zabicia głodu. A w domu zjedz porządny posiłek. Unikaj fast foodów a z czasem poczujesz się dużo lepiej :)
  13. Kupujesz piwo? Zwracaj butelki! – większość butelek od piwa, to butelki zwrotne. Bądź eko i zwracaj butelki do sklepu. Nie wyrzucaj ich. A przy okazji wróci do Ciebie kaucja, którą zapłaciłeś. Pamiętaj przy tym żeby nie wyrzucać paragonów, które będziesz musiał okazać przy zwrocie.
  14. Wyjeżdżasz? Weź ze sobą jedzenie – wsiadasz w auto i jedziesz do innego miasta? A co zjesz po drodze i jak dojedziesz? Warto zabrać ze sobą kanapki i napoje. Szkoda się zatrzymywać tylko po to by zjeść i wydać pieniądze :-) Przygotowanie do podróży to chwila, a w portfelu może zostać całkiem pokaźna kwota.
  15. Wyjeżdżasz na wakacje? Też weź jedzenie – zabierz to co zużywasz w największej ilości i to co się nie popsuje: woda, soki, płatki. Skala Twoich oszczędności może być gigantyczna. Nawet w Polsce za najtańsze produkty (typu butelka wody) możesz łatwo przepłacić 100%. Wystarczy porównać cenę w hipermarkecie i w delikatesach w nadmorskim kurorcie.
  16. Rób kanapki do pracy – nie stracisz czasu na lunch i do tego zaoszczędzisz pieniądze.
  17. Nie marnuj jedzenia – jeśli musisz wyrzucać jedzenie… to zastanów się czy możesz je komuś oddać. Na wielu osiedlach w okolicach śmietników znajdują się pojemniki na suche pieczywo. I nawet jeśli masz przeterminowane puszki, których boisz się otworzyć, to wynieś je w okolice śmietnika nie wrzucając do samego śmietnika. To smutne, ale może komuś mniej delikatnemu niż Ty ono się jeszcze przyda.
  18. Rób regularny przegląd szafek – przeglądaj i zjadaj te zapasy, którym wkrótce mijają terminy ważności. Zaoszczędzisz bo może się okazać, że masz “wsad” do kilku kolejnych obiadów.
  19. Jedz powoli – Twój mózg to niezły spryciarz, ale w przypadku jedzenia ma on opóźniony zapłon. Jeśli wciągasz jedzenie jak odkurzacz, to zanim mózg da Ci sygnał “dość”, to już będziesz przejedzony. Jedząc powoli, najesz się w tym samym czasie, ale nie będziesz cierpieć z powodu przejedzenia. Poza tym przy wolniejszym jedzeniu dokładniej gryziesz… czym odciążasz układ trawienny :) Zdrowiej.

Dziękuję Ci bardzo za przeczytanie tego artykułu. Ciekawy jestem jakie Ty masz sposoby na ograniczenie wydatków na jedzenie – proszę Cię – podziel się nimi w komentarzu. A jeśli podoba Ci się to co piszę, to kliknij proszę “Lubię to” oraz zapisz się na mój newsletter.

Życzę Ci udanego nadchodzącego tygodnia!

"Finansowy ninja" - podręcznik finansów osobistych

Finansowy ninjaMożna już zamawiać moją książkę "Finansowy ninja". To ponad 540 stron praktycznej wiedzy o oszczędzaniu, zarabianiu, optymalizacji podatkowej, negocjowaniu i inwestowaniu, które pomogą Ci zostać prawdziwym finansowym ninja i osiągnąć bezpieczeństwo finansowe.

Przewodnik po finansach osobistych, który każdy powinien przeczytać jeszcze w szkole.

PRZEJDŹ NA STRONĘ KSIĄŻKI →

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach o oszczędzaniu pieniędzy. Nie ujawnię nikomu Twojego adresu!



{ 162 komentarzy… przeczytaj komentarze albo dodaj nowy komentarz }

Piotr Październik 8, 2012 o 00:11

Praktyka czyni mistrza. Dla mnie bardzo ważne w obniżaniu kosztu zakupów spożywczych jest rozeznanie, co gdzie można kupić najtaniej. Niestety różne rzeczy z tych, które kupuję, są najtańsze w Auchan, Tesco, Makro, Biedronce, Lidlu. Staram się to jakoś rozsądnie rozegrać. Np. rzadko bywam w Tesco, ale jak już tam trafię, to kupuję na zapas dużo musli, bo tak tanich i jednocześnie dobrych nigdzie nie ma (niestety nie mają tego w swoim sklepie internetowym). Dzięki temu mam z głowy Tesco na 2 miesiące, bo nic innego mnie tam nie interesuje. W Biedronce kupuję chrupki ryżowe i w zasadzie, jak mam zapas, to nie muszę się tam pokazywać. Jest więcej takich rzeczy, które się nie psują i korzystając z okazji można ich kupić na zapas, żeby nie przepłacać tam, gdzie robimy „główne” zakupy.

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 8, 2012 o 08:12

Hej Piotrze,

Dziękuję za komentarz. Działamy dokładnie tak samo. I z naszej praktyki wynika, że w Tesco jest niestety niewiele produktów, po które warto tam jeździć (chociaż mamy do tego sklepu bliżej niż do Auchan). W Tesco mają nieraz dobrą cenę na jajka oraz niezłe ceny są na ubrania dla dzieci (marka F&F). Poza tym wszystko z naszego koszyka jest droższe niż w innych marketach.

Jeszcze jeden wątek z Biedronką mi umknął: warto spoglądać na wielkość opakowań i wagę/ilość produktu w opakowaniu. Biedronka przoduje w niestandardowych opakowaniach co powoduje, że trudniej porównać ceny. Głośny przykład to Coca-Cola w butelkach 1,75 litra, które wyglądają niemalże identycznie jak butelki 2-litrowe w innych sklepach. Patrzysz na cenę, bierzesz a potem się okazuje, że przepłaciłeś. Podpada to pod punkt 9 na mojej liście – „Bądź sprytny” – trzeba liczyć :)

Pozdrawiam ciepło :)

Odpowiedz

Maciej Październik 8, 2012 o 09:13

Zwykle kupujemy w Auchan, ale ostatnio odkryłem, że wędliny można kupić i smaczniejsze i tańsze w naszym sklepiku wiejskim. Niestety, pozostałe towary są tam masakrycznie drogie, więc po pozostałe zakupy muszę już robić wyprawę do miasta.
Pozdrawiam
Maciej

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 8, 2012 o 09:26

Hej Maciej,

To jeszcze jedną wskazówkę Ci sprzedam od mojej Żony: Auchan drożeje w weekend. W tygodniu roboczym – jest tańszy. Najbardziej widzimy to na produktach typu serki, jogurty etc. Zgrzewka „Monte” dla dzieciaków potrafi kosztować nawet 1 zł więcej (przy cenie w okolicach 5 zł). Jak by nie patrzeć – około 20% różnicy w cenie.

Z kolei, gdy tankuję paliwo na stacji Auchan, to mam wrażenie, że w weekend ceny są najniższe. I weź tu bądź mądry :) Wychodzę więc z założenia, że auto zatankuję „przy okazji”.

Dzięki za komentarz i do usłyszenia.

Odpowiedz

ania Październik 30, 2012 o 21:57

Po co Coca-Cola? Wiadomo, ze to trucizna . Ryzowe chrupki bezwartosciowe , no nutritional value.Ditto musli (mnostwo cukru) To sa wyrzucone pieniadze, ktore mowisz, ze chcesz oszczedzac.

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 31, 2012 o 00:58

Hej Aniu,

Dziekuje za glos w dyskusji. Chociaz sie z Toba zgadzam co do tego ze Cola to napoj, ktory mi nie pomaga, to jednak spozywam i zapewne nadal bede. Ten typ tak ma :) A oszczednosci tak czy siak wywalcze :)

Odpowiedz

Kasia Styczeń 1, 2014 o 19:25

Cola bardzo rozpuszcza szkliwo (kwas plus cukier). Radzę podliczyć przyszłe wydatki u dentysty. Cena jednej plomby w Warszawie, to wydatek około 200 złotych, leczenie kanałowe około 1200. Dzieci moich koleżanek, dentystek w ogóle nie jedzą żadnych słodyczy.
Poza tym cukier bardzo obciąża organizm i powoduje np.powstawanie cukrzycy. Nieleczona cukrzyca prowadzi np. do ślepoty albo amputacji stóp. Proszę sobie podliczyć koszty ewentualnego leczenia np. insuliny, a dopiero potem wpadać w samozachwyt nad oszczędnościami przy zakupie Monte.

Odpowiedz

Re Kasia Luty 21, 2016 o 01:11

Insulina refundowana jest z NFZ, koszt leczenia cukrzycy:
Glukometr – jednorazowo – bezpłatnie
Paski do w/w – w zależności od ilości koniecznych dawkowań 3,20 zł lub 13 zł / 2 tygodnie – miesiąc
Insulina – 3,20 * 3 miesięcznie.
Igły – bezpłatnie.

Także leczenie cukrzycy to obecnie taniocha (no chyba że nie jest się ubezpieczonym – wtedy normalna cena insuliny to 300 zł / mc, paski 100 zł/mc glukometr 50 zł)

Odpowiedz

Marta Marzec 8, 2015 o 23:25

Np. Mleko Bebilon w Biedronce – cena za 1000g jest taka sama jak cena tego samego mleka o wadze 1200 g w internetowej Aptece Gemini.

Odpowiedz

Kasia Październik 8, 2012 o 09:09

Brawo za kolejny celny artykuł. Moja rodzina i ja od jakiegoś czasu zmagamy się z problemem zbyt wysokich kosztów jedzenia. Ale powoli wychodzimy na prostą! :)
Jeszcze jakiś czas temu patrzyliśmy z przymrużeniem oka na programy typu „Łowcy promocji”, ale obecnie sami widzimy potrzebę przejrzenia promocji w Internecie, poczytania gazetek promocyjnych, etc i rozsądnego planowania każdych zakupów. Poza tym, w tym roku postawiliśmy na własne przetwory, więc odejdzie część wydatków na dżemy i przeciery pomidorowe. Niby nic, a jednak. :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 8, 2012 o 09:30

Hej Kasiu,

Cieszę się, że artykuł Ci się podoba :) Nie ma nic złego w polowaniu na promocje chociaż przyznaję, że etykietka „sknera” i „głupi jakiś” czasami jest mi przypinana.

Naprawdę zazdroszczę Ci zdolności i chęci robienia własnych przetworów. My jesteśmy niestety negatywnym przykładem w tym zakresie. Jedyne co kojarzę z domu, to produkcja ogórków małosolnych, ale to także bardzo sporadycznie. Ale mam takie jedno marzenie od wielu wielu lat – chcę się zająć pszczelarstwem i własny miodek produkować. Kiedyś do tego doprowadzę :)

Trzymaj się tam dzielnie :)

Odpowiedz

Krzysztof Maj 4, 2016 o 21:16

Wiem, że to trochę odgrzewane kotlety ale zapewne i tak przeczytasz.
Do mojego taty na działkę przyleciały pszczoły i założyły ul w starym dziurawym wiadrze. Tato zauważył to, postarał się od jakiegoś znajomego o przenośny ul (taki do transportu), w nocy „przerzucił” tam pszczoły i tak zaczęła się jego wieloletnia przygoda z pszczołami. W zależności od „urodzaju” ma od 2 do 4 uli z silnymi rodzinami pszczelimi, miodem obdarza całą rodzinę i znajomych oraz rozwija wspaniałą pasję.
Pozdrawiam
K.

Odpowiedz

Dorota Październik 8, 2012 o 11:41

Witam
robienie własnych przetworów jest opłacalne chyba tylko wtedy, gdy ma się swoje owoce? Moja mama jak byłam dzieckim robiła dużo kompotów, dżemów, pikli etc. ale tylko do momentu kiedy mielismy dużo swoich owoców i warzyw. Czy jest możliwe, żeby zakup owoców, cukru żelującego/zwykłego (w zalezności od rodzaju przetworów), koszty gazu lub prądu, żeby najpierw te przetwory zrobić, a później jeszcze zagotować słoiki… tańszy był od zakupu w miarę potrzeb słoiczka czy dwóch dżemu? Nie mówiąc o czasie, jaki na robienie przetworów nalezy poświęcić (pamiętam mamę obierjącą owoce, warzywa a potem stojącą przy piecu całymi godzinami). Więc jak to jest? Opłaca się?

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 8, 2012 o 20:25

Hej Doroto,

Dziękuję za Twój głos w dyskusji. Tak, jak pisałem już wyżej – my w ogóle nie przygotowujemy przetworów więc nie potrafię odpowiedzieć na Twoje pytanie. Gdybyśmy przygotowywali, to pewnie potrafiłbym to wszystko policzyć :)

Zgadzam się z Tobą, że łatwiej jest zakupić słoiczek drzemu. I być może nawet jest taniej, ale trzeba sobie też zadać pytanie: ile tak naprawdę jest tych leśnych owoców w dżemie ze sklepu. Ile tam jest więcej czegoś, czego my byśmy do tego dżemu nie dodali (konserwantów, ulepszaczy itp.). Nie znam się na tym więc nawet nie próbuję rozwijać tematu.

Wiem jednak, że gdy sam zabrałem się za pieczenie chleba, to smakował on jak żaden :) Poza tym zdobyłem umiejętność, która mnie strasznie uradowała. Dla mnie jest to bezcenne. Doglądanie chlebka, który rośnie, radość oczekiwania na to aż go ugryzę (a jeszcze po upieczeniu musi wystygnąć) i ten zapach, który utrzymuje się w mieszkaniu jeszcze do następnego dnia… :) I w końcu ta chrupiąca skóreczka. I smak zakwasu, który wcześniej hodowałem przez tydzień doglądając jego wzrostu. Jeśli zapytasz mnie ile to kosztuje, to Ci powiem, że sam mój czas jest warty wielu bochenków chleba. Że nie wspomnę o energii, która poszła na obsługę mojego piekarnika. Ale jeśli mnie zapytasz czy chcę znowu upiec chleb – to odpowiedź będzie brzmiała: „Tak”.

Pozdrawiam Cię serdecznie :)

Odpowiedz

Dorota Październik 9, 2012 o 09:05

Ach! To, że takie przetwory lepsze to nie podlega w ogóle dyskusji! 😀 Tak tylko się zastanawiałam, jak to wygląda z czysto matematycznej strony… ot moja ciekawość. Tyle, ze nawet w oszczędzaniu nie nalezy przesadzać – przecież nie zawsze musimy sie kierowac tylko liczbami, prawda? W imię tego, by mieć naturalny, lepszy produkt, w imię dobrej zabawy i satysfakcji ze zrobienia czegos samemu warto nie kierować się ekonomią i wydać te parę zł więcej jeśli ktoś lubi się takie rzeczy bawić :)

P.S. Twój opis chlebka spowodował nagłą, wzmożoną pracę moich ślinianek… 😛

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 9, 2012 o 18:14

Doroto,

Specjalnie dla Ciebie w następnym artykule opublikuję zdjęcie mojego chlebka :) Dopiero wtedy ślinianki zaczną pracować :)

Pozdrawiam z szelmowskim uśmiechem

Odpowiedz

Kasia, Architekt Na Szpilkach Listopad 30, 2014 o 22:45

To ja odpowiem, bo liczyłam – robienie własnych przetworów się opłaca :) Nawet, jeśli owoce kupisz po 8 zł/kg, to masz z kilograma owoców i 0,7 kilograma cukru (koszt powiedzmy 2 zł) min. 3 normalne słoiczki. Czyli 3 słoiczki za 10 zł, wychodzi nawet taniej niż paskudne dżemy niskosłodzone, a co dopiero mówić o koszcie wysokiej jakości produktów.

Odpowiedz

nnn Marzec 2, 2015 o 18:23

Witam, niestety te obliczenia się nie zgadzają ponieważ nie zostało tu uwzględnione dodatkowe koszty tj woda do gotowania słoików, woda do zalania owoców i wielu innych dodatków, które trzeba wrzucić do słoiczka (w zależności od przetworu). Pozdrawiam

Odpowiedz

asiulka Czerwiec 1, 2015 o 19:35

Kasiu a koszt Twojej pracy i prądu? Ja również lubię domowe przetwory, uwielbiam piec domowe słodkości ( kupuję produkty dobrej jakości ), ale niestety po podliczeniu wszystkich kosztów okazało się, że jest to dość nieopłacalne. pozdrawiam!

Odpowiedz

Misia Październik 13, 2015 o 13:59

Racja, satysfakcja z przyrządzenia własnych produktów, które są w 100% bez sztucznych dodatków jest nieopłacalne…

Odpowiedz

Julia Maj 23, 2013 o 20:43

Hmm… też kiedyś próbowałam piec chleb. Niedość, że mój mąż nie bardzo chciał go jeść (chociaż pierwszy wyszedł całkiem dobry), to jak upiekłam drugi bohenek to mi trochę zbyt chrupiąca skórka wyszła, złamałam zęba, a gdy poszłam do dentysty to okazało się że ząb jest do leczenia kanałowego. Także reasumując koszt dwóch bohenków wyszedł około 500zł.
Co do przetworów, to nie bardzo zastanawiam się, ile kosztuje ich wytworzenie, ponieważ mam kilka swoich drzewek na ogródku i muszę przyznać że jest to rewelacyjna sprawa. Co prawda w porze przetworów jestem padnięta i mam wtedy wszystkiego dość, ale własny dżem wiśniowy (z prawdziwymi kawałkami wiśni) lub suszone chipsy jabłkowe są po prostu rewelacyjne.

Odpowiedz

Julia Maj 23, 2013 o 20:48

PS. dopiero drugi miesiąc prowadzę szczegółowe rachunki i w zeszłym miesiącu wyszło nam około 750zł na jedzenie (2 dorosłe osoby i maluch, który uwielbia biszkopty, paluszki, ale i suszone jabłka :) ), ale to nie Warszawa tylko Wrocław :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Maj 23, 2013 o 23:33

Hej Julia,

Dziękuję za komentarz. Po prostu oszczędnie gospodarujecie pieniędzmi na jedzenie. I tego mogę Ci pogratulować :) Przypuszczam, że nie ma aż tak dużych różnic w cenie jedzenia w Warszawie i Wrocławiu.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Marta Marzec 8, 2015 o 23:55

Może i Warszawa jest droższa niż inne miasta, ale jet tu więcej promocji, można robić zakupy żywnościowe przez internet. Np. ja raz w m-cu robię zakupy na Frisco.pl – dowóz gratis w godzinach happy hours + często dostaje się bony np. 20-40 zł (40 zł za polecenie nowego klienta, który zrobi zakupy). Sumarycznie (przy uwzględnieniu bonów rabatowych) zakupy na Frisco wychodzą mi dużo taniej niż w innym markecie. Moi rodzice mieszkają w małym mieście, gdzie nie ma takich promocji, więc mniej pieniędzy na jedzenie na pewno nie wydają. Polecam też zakupy na lokalnyrolnik.pl – zdrowe jedzenie a wychodzi taniej niż w sklepach ze zdrową żywnością. Co ciekawe zauważyłam, że odkąd moja 3-osobowa rodzina zaczęła się zdrowo odżywiać, mniej wydaje się na jedzenie, np. nie kupujemy gotowych ciastek (sama piekę), nie kupujemy soków, coli (soki sama wyciskam) itd.

Odpowiedz

ania Październik 30, 2012 o 22:01

1.Do domowego dzemu dodajemy wiecej owocow, mniej cukru, zadnej chemi.
2.Owoce sa na jesieni bardzo tanie na targu.

Odpowiedz

Konrad Styczeń 14, 2015 o 01:59

Witam.
Od lat w domu paramy się tworzeniem dżemów i kompotów. Głównie z wiśni i truskawek.
W naszym wypadku wyglądało to tak, że po podliczeniu kosztów owoców, żelfixu, cukru cena za słoik zrobiony była tańsza o 40-50 gr od sklepowego (taniego) odpowiednika. Po doliczeniu paliwa (dowóz owoców) i robocizny cena wychodziła mniej więcej taka sama, może nawet większa niż ta sklepowa.
Sęk w tym, że sklepowego nikt nie ruszy bo niedobry, a domowe to i do naleśników, i do gofrów, do kanapek, do ciast, do pączków itd itd :).
Ja na to patrzę tak, że jeden słoik dżemu wystarcza mi na ok 5-6 śniadań/kolacji. Doliczyć do tego ze dwie bułki i wychodzi, że śniadanie mam za ok 1 zł 😀

Odpowiedz

Paweł Październik 8, 2012 o 10:13

kolejny ciekawy i bardzo ważny artykuł, dziękuję!
mnie udało się zejść z wydatkami na jedzenie (rodzina 4-osobowa, w tym dwoje nastoletnich dzieci) do poziomu 1.400-1.500 zł/m-c. w jaki sposób?
praktycznie w ogóle nie jadamy na mieście. jedzenie (nawet pizzę) przygotowujemy sami w domu. w tygodniu są to zazwyczaj jakieś pożywne eintopfy – dania jednogarnkowe: sycące, gęste zupy, leczo, fasolka, spaghetti etc. – warzywa są generalnie tanie (i zdrowe!), więc na nich głównie bazujemy, mięsa jemy bardzo mało (moja żona jest wege).
w weekendy za to staramy się „pobawić” trochę bardziej (lubię pichcić ;)) i zrobić coś bardziej wymyślnego.
mocno również ograniczyliśmy zakupy drogich słodyczy i alkoholu (sporadyczne wino do obiadu), więcej za to jemy owoców.
do pracy noszę gotowe kanapki zrobione przez moją żonę w domu.
przetwory to dobra rzecz, niestety moje dzieci nie chcą ich jeść, więc nie opłaca nam się ich robić…

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 8, 2012 o 22:30

Paweł,

Podziękowania przyjęte :) Z przyjemnością dla Was piszę i cieszę się, że teksty trafiają w zainteresowania.

Wynik macie bardzo dobry – pozazdrościć. Realnie nie czuję by udało mi się zejść do tego poziomu, ale z drugiej strony kwota wygląda realistycznie gdybyśmy przeszli na więcej domowego gotowania i mniej słodyczy. To ostatnie może uda mi się nawet zrealizować :)

A swoją droga „eintopf”, to fajne określenie. Pierwszy raz je usłyszałem (powtarzam, że niewiele z kuchnią mamy wspólnego).

Dzięki wielkie :)

Odpowiedz

Paweł Październik 9, 2012 o 14:14

na Pomorzu, gdzie teraz mieszkam, sporo jest jeszcze tego typu określeń 😉

Odpowiedz

Łukasz Październik 8, 2012 o 11:37

Wartościowy tekst. Zresztą jak wszystkie pozostałe na tym blogu :)
Ja postanowiłem spisywać wydatki dopiero od 1 października, więc raptem tydzień temu. Na razie nie ma historii i nie bardzo jest z czego wyciągać wnioski 😉
Już kilka razy przymierzałem się do prowadzenia budżetu, ale jakoś po dwóch tygodniach człowiek gubił się w tych rachunkach i paragonach i odpuszczał. Twój blog zmobilizował mnie do tego aby się do tematu mocniej przyłożyć nawet nie po to aby oszczędzić, ale po to aby być śwadomym konsumentem :) Myślę, że jeśli uda mi się kiedyś takim świadomym konsumentem zostać to oszczędności siłą rzeczy same się pojawią 😉
Z niecierpliwością czekam na wpis poświęcony programom czy to innnym narzędziom ułatwiającym prowadzenie budżetu domowego :)

Pozdrawiam,
Łukasz

Odpowiedz

Paweł Październik 8, 2012 o 12:17

Łukasz, jeśli mogę Ci coś doradzić (notuję codzienne wydatki od dobrych 6 lat), to prowadzenie takiej domowej buchalterii nie jest zbyt trudne, przy odrobinie dobrej organizacji.
jako „tradycjonalista” używam zwykłego grubego zeszytu w twardej okładce, podzielonego na dwie kolumny: wydatki i przychody. wszystkie rachunki i opłaty stałe (czynsz, prąd, gaz, telefony, internet itp.) opłacam za jednym zamachem przez internet (zazwyczaj w dniu, kiedy otrzymuję wypłatę) – od razu też je notuję. następnego dnia zazwyczaj tankuję samochód do pełna i wystarcza mi to na cały miesiąc (mieszkam w małym mieście).
w tygodniu moje codzienne wydatki sprowadzają się praktycznie do zakupu chleba, ewentualnie paru drobiazgów – jeden, góra dwa paragony, czasem też żona coś kupi, ale już wie, gdzie ma odkładać paragony dla mnie 😉
w piątek lub sobotę robię duże, całotygodniowe zakupy (zawsze z listą w ręku!) w supermarkecie – przy okazji zgarniam cashback na Dobrym Koncie w Millenium, a paragon jest jeden pt. „jedzenie”.
no i od czasu do czasu mamy inne wydatki, typu ubranie czy książki dla dzieci – większość płacona kartą lub przez internet, więc łatwe do zarejestrowania.
ważne, aby wydatki zapisywać codziennie, inaczej się pogubisz! i oczywiście nie bawię się w grosze tylko od razu zaokrąglam wszystkie końcówki w górę!
a wieczorem podsumowuję cały dzień i idę spać :)
na koniec miesiąca sumuję (zajmuje mi to dosłownie 10 minut) wszystkie dni w obu kolumnach i robię bilans – na minus (już mi się nie zdarza) czy na plus…
powodzenia!

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 8, 2012 o 22:40

Hej Łukasz,

Paweł mnie już wyręczył (dzięki!) w zakresie pierwszych rekomendacji. Moja rada dla Ciebie Łukaszu jest taka: zacznij zbierać rachunki, zacznij je spisywać, a wkrótce przeczytasz tutaj co i jak stosować żeby spisywanie nie było zbyt trudne. W tym tygodniu zaczynam pisać teksty o Microsoft Money i opublikuję je pewnie w przyszłym tygodniu.

Jako narzędzia polecam Ci: aplikacje Microsoft Money (zajrzyj do sekcji „Narzędzia” w menu) lub serwis Kontomierz.pl, który umożliwia automatyczne pobieranie danych z Twoich kont bankowych i ich kategoryzację.

Najważniejsze to się nie zrażać. Pierwsze tygodnie spisywania wydatków mogą być ciężkie, ale jak już wyrobisz w sobie ten nawyk, to nie będzie Ci to zajmowało dużo czasu, a jednocześnie zbudujesz kopalnię wiedzy o swoich wydatkach (i przychodach). Warto. Kontrola w ręku, to bardzo ważna i cenna rzecz :) Staram się Was o tym przekonywać każdym artykułem i własnym przykładem.

Łukasz – kibicuję Ci i jeśli energii by Ci brakowało lub chciałbyś się po prostu poradzić, to koniecznie pisz tutaj lub przez stronę „Kontakt”. Dasz radę :)

Odpowiedz

iwona Luty 3, 2014 o 13:48

Hej, fajny artykul. Z narzeczonym tez zaczelismy od tego miesiaca spisywac wydatki, mieszkamy w Niemczech i jakos zaczely nam sie „rozchodzic” pieniadze. Uzywamy do tego aplikacji do smartfona HandWallet. Jest to darmowa, a za razem bardzo wygodna aplikacja. Wydatki mozna zapisac juz w drodze ze sklepu w samochodzie (oczywiscie jezeli sie nie kieruje 😉 ), aplikacja sama wszystko przeliczy i zrobi wykresy. Najwiecej chyba wydajemy na papierosy (niestety oboje palimy), chociaz przywozimy je ze soba z domu, ze Slowacji, a w Niemczech ich nie kupujemy. Ale i pod tym wzgledem mozna zaoszczedzic. Od kiedy kupujemy od razu caly karton (10 pudelek), to mamy wieksza kontrole nad tym ile papierosow wypalimy dziennie i dzieki temu mozemy ograniczac te ilosc. Oprocz tego, trzeba umiec liczyc i obserwowac – my stwierdzilismy ostatnio, ze te same Marlboro light w miekkim opakowaniu kosztuja o 40 centow mniej, niz te w twardym… przy 10 paczkach to jest juz 4 euro…

Odpowiedz

Ania Październik 8, 2012 o 12:05

Witam. Ja natomiast daje męzowi do pracy kiełbase, parówki z serem – na zmiane i do tego pare kromek chleba, odgrzewa sobie w mikrafali , kiedyś robiłam mu kanapki, teraz woli na ciepło, do tego dostaje jabłka z naszego ogródka. Uwilelbiam gotować zupy, mamy własną włoszcyznę ( oprócz ziemniaków) więc przez pół roku koszt warzyw jako wsadu odchodzi, robie najczęscie w większej ilości na 2-3 dni. Do tego mroże swoje owoce(wiśnie, mirabelki, pożeczki, agrest) na kompot lub zupe wiśnową. W 90% kupuję zywność w Biedronce. cał czas szukam oszczędności i kompinuje jak tniej wyżywić 3osobwą rodzinę.

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 8, 2012 o 22:43

Część Aniu,

Dziękuję za komentarz. Ta „zupa wiśniowa”, to od razu mi przed oczami stanęła :) Normalnie kulinarny wątek nam się zrobił :)

Odpowiedz

Jakim Październik 8, 2012 o 12:36

Witam,

Na wstępie chciałem pogratulować pomysłu na blog. Czytam go od początku, ale to mój pierwszy komentarz. Świetna robota i to na co wiele osób czekało:) Ile można czytać coś w stylu „oszczędzaj 10-20% pensji …”.

Swoje wydatki spisuję już prawie od roku (z pominięciem kilku miesięcy). I tu (p)odpowiedź dla Łukasza. Na początku spisuj wszystko bez większej kategoryzacji (ale podstawowe wydatki można określić), po to aby wyrobić sobie nawyk spisywania. Z czasem będziesz się rozdrabniał. Na wnioski przyjdzie czas, bo ja dopiero po paru miesiącach zacząłem bliżej przyglądać się liczbom.
Z czasem jak zaczniesz zmieniać swoje nawyki, to i zaczną zmieniać się liczby w zestawieniach.

Ale wracając do meritum. Moje wydatki na jedzenie dotyczą tylko mnie, bo nie mam nikogo na utrzymaniu. Mieszkam i pracuję w Warszawie. Konkretnie od października 2011 do kwietnia 2012 włącznie wydawałem miesięcznie na jedzenie (w domu, poza domem, alkohol i inne) średnio ok 700 zł. Z tego ok 290 zł to zakupy spożywcze do domu, ok. 270 przejadałem „na mieście”, a ok. 130 zł to alkohol i inne.
Bardziej mój profil trafia w studentów niż rodziny. Kwestia samego gotowania dla jednej osoby wydaje mi się nieopłacalna, z prostego powodu, szybciej jest kupić coś gotowego. Zdecydowanie wolę gotować, jak już pojadę do mojego rodzinnego domu, bo zawsze ktoś pochwali i powie że dobre:) (czyli jest motywacja do gotowania)

Nie mniej, artykuł rewelacyjny jak każdy poprzedni:) Tak dalej.

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 8, 2012 o 22:52

Dzień dobry Jakim!

Dziękuję za Twój „coming out” – strasznie mnie cieszy zobaczenie pierwszego komentarza każdej osoby, która przez dłuższy czas była „cichym fanem”. To mi daje prawdziwy „power” do dalszej pracy – zwłaszcza, gdy czytam pozytywną opinię :)

Poruszasz istotny aspekt – szczególnie dla nas facetów – zewnętrzną motywację do gotowania i realizowania się przy tym. Mi też jest znacznie łatwiej się za to zabrać, gdy wiem, że osoby wokół mnie zrobią „whaw!” :) Ego jest wtedy mile połechtane. Ale uczciwie mówiąc, to już dawno niczego nie upichciłem.

Dzięki za kibicowanie. Planuję zastosować się do rady „Tak dalej” :)

Odpowiedz

Kasia Maj 8, 2015 o 15:28

Hej.
Taka mala podpowiedź w kwestii tego, ze gotować dla jednej osoby nie opłaca:) Mozna ugotowac wiecej np. gulaszu, sosikow, kotletow i golabkow i czesc od razu zamrozic w małych porcjach. a w tygodniu wyciagasz miesko z zamrazarki, gotujesz kasze/ ryz/makaron i domowy obiad gotowy:) Co prawda moja rodzinka jest 4 osobowa i tym jedna z córek na diecie bezmlecznej, ale gotuje w soboty- około 3 różnych obiadów. i może. a

Odpowiedz

Kasia Maj 8, 2015 o 15:30

Hej.
Taka mala podpowiedź w kwestii tego, ze gotować dla jednej osoby nie opłaca:) Mozna ugotowac wiecej np. gulaszu, sosikow, kotletow i golabkow i czesc od razu zamrozic w małych porcjach. a w tygodniu wyciagasz miesko z zamrazarki, gotujesz kasze/ ryz/makaron i domowy obiad gotowy:) Co prawda moja rodzinka jest 4 osobowa i tym jedna z córek na diecie bezmlecznej, ale gotuje w soboty- około 3 różnych obiadów na bazie np. mięsa mielonego ( pulpety/ gołąbki i mielone). i mroze:)

Odpowiedz

Anna Październik 8, 2012 o 12:39

Jak zwykle przeczytałam wpis z przyjemnością. W kwestii jedzenia wychodzę z założenia, że skoro umiem gotować, to powinnam robić z tego użytek. Lubię piec :-) Rodzina 4-osobowa, Kraków.

Na jedzenie przeznaczam co miesiąc 1000 zł (maj-październik), 1200 zł (listopad-kwiecień). W miesiące, gdzie są święta dorzucam 200 zł do budżetu. Mój sklep osiedlowy to Lidl i Avita. Najlepszy dojazd mam do hipermarketu Tesco i Kaufland (jest spora różnica cenowa między hiper- a supermarketem) oraz na bazar :-) Zakupy planuję w środę. Mąż się przedtem ze mnie nabijał, że studiuję te gazetki z takim zapałem, ale po pewnym czasie zauważył, że planowanie zakupów daje ciekawe posiłki i naprawdę spore oszczędności (40-80 zł na tydzień). Zakupy rozkładam na dni. W czwartek Tesco i Lidl (jakimś cudem są niedaleko siebie). W piątek bazar. Resztę dokupuję jak mijam po drodze upatrzony sklep. Nawet Żabka ma mega promocje :-) Masz rację Michale – hasło „Bądź czujny” jest jak najbardziej aktualne.

Kupuję na zapas: cukier, woda i mąka. Dodatki do ciast i deserów z długim terminem ważności. Zużycie gigantyczne.
Nie kupuję: jogurtów owocowych w głupich, małych kubeczkach, soków, produktów gotowych, mrożonych dań, kawy na wynos, drożdżówek… sporo tego jeszcze. Staram się kupować produkty dobrej marki, nie warto kupować produktów „zastępczych” niskiej jakości.
Błędy: zabieram dzieci na zakupy. Ale dla nich to też nauka – muszę odpowiadać na pytania, ale także słuchać sugestii. Zauważyłam, że uczą się ze mną negocjować – dorośle, solidnym argumentem.

Wiesz Michał, są dwie szkoły robienia zakupów z listą – szybko i powoli. Ja lubię się przyjrzeć, porównać, zapisać sobie cenę z metki by porównać ją u konkurencji… w końcu to polowanie, a nie bieg z przeszkodami na czas. A ja nie chcę fretki tylko mamuta 😉

Zaciekawił mnie Twój podział jedzenie x, jedzenie y… Wymóg sytuacji wymaga dostosowania planów. U mnie króluje: jedzenie dom, jedzenie miasto, stołówka dzieci. Chyba dopiszę sobie jedzenie wyjazd :-)

Bardzo dziekuję za ciekawy wpis. Z kilku rad skorzystam.

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 8, 2012 o 23:06

Aniu,

Nic dodać nic ująć. Dziękuję za głos w dyskusji. Masz bardzo trafne spostrzeżenia i Twój budżet także mi imponuje.

Co do robienia zakupów z listą: ja piszę tylko o tym, że warto posiadać listę, czyli działać w sposób planowy. Oczywiście zasada „Bądź czujny” obowiązuje :) W tym sensie zdecydowanie kibicuję polowaniu na mamuta. Ostatnio zdarzyło mi się w ten sposób zakupić większą ilość (niż planowałem) dwupaków z Pepsi w Auchan. Okazało się, że 2x Pepsi kosztuje tyle co 1x Pepsi. Nie wnikałem czy błąd czy promocja – skorzystałem z okazji :)

Tutaj aż prosi się o podanie kolejnej zasady:

20. SPRAWDZAJ CENY – zdarza się, że cena na metce nie odpowiada cenie produktu w kasie. W niektórych sklepach przy wyłapaniu takiej pomyłki otrzymasz zwrot podwójnej różnicy w cenie, ale zamiast stać w kolejce do „Informacji / Reklamacji”, lepiej jest zawczasu sprawdzić cenę korzystając z czytników umieszczonych w sklepie. W ten sposób można zarówno zidentyfikować „przekręt”, jak i znaleźć prawdziwą okazję.

Pozdrawiam serdecznie :)

Odpowiedz

ewelinaa Październik 8, 2012 o 17:36

Witam wszystkich:)
Na początku Michale wielkie gratulacje za pomysł i determinacje w działaniu przy tworzeniu tej strony. Odkryłam ja dokladnie 2 dni temu, a chyba juz polowe materiałow przerobiłam. Ja oszczedzaniem i ewidencja paragonów na powaznie zajmuje sie od około 3lat. Mam oczywiscie arkusz w exelu – ale musze przyzanc ze od nowego roku pozwole sobie użyć Twojego, bo wydaje mi sie bardziej czytelniejszy, ze wzgledu na wyszczegolnienie unikalnych kosztów w konkretnym miesiacu. Jezeli chodzi o jedzenie (nie wliczajac napojow), wydajemy srednio miesiecznie 740zł – jestem tylko ja z mężem. Ciagle jednak dąże do ograniczenia tej kwoty, chociaz to jest bardzo ciezkie biorac pod uwage ze z miesiaca na miesiac produkty drozeja o jakies 10-15% :( Kilka moich patentów na oszczedzaniu na jedzeniu w skrocie to:
1. Kupuje konretne produkty w różnych sklepach (akurat wszystkie mam w poblizu):
– art. chemiczne (czyli np. srodki do toalet, proszki – reszte staram sie zastepowac naturalnie poprzez sode oczyszczona i ocet.) oraz sr. spozywcze typu serki do smarowania, napoje, ketchup, majonez, piwko – staram sie kupowac w Auchan bo uwazam ze maja najkorzystniejsze ceny. Poza tym mam skarbonke – program lojalnosciowy Auchan, gdzie dodatkowo w kazdy czwartek (przy tankowanie powyzej 150 zł i okazania paragonu w BOK Auchan, mozna uruchomic na skarbonce tzw. chyba to sie nazywa promocja dla kierowców) przy zakupach 5 % od całosci kwoty wchodzi na konto skarbonki. Nia moge rowniez placic za zakupy . Od poczatku roku mam juz 360zl:)
– art. higieniczne typu chusteczki te wyciagane (maz smarka na umór:), sciereczki kuchenne gabki i łososia:) kupuje w biedronce
– mieso – w miesnym – nie ufam marketom
2. Robie przetwory, dzemy, soki, susze zioła (w poblizu mam czysta łąke), mroże na potege, kupujac w sezonie (jesli ich nie mam na ogrodzie to kupuje na rynku) brokuły, kalafior, marchewke, kukurydze w kolbach – uwielbiam, swiezy koperek, szczypiorek, jagody itp itd. Mroze tez miesa : schab, kurczaka, szynke – bo w miesnym staram sie byc raz w tyg, a wiadomo nie moze to lezec tydzien w lodowce. Czasem jak zrobie za duzo na obiad, zeby nie bylo monotoni – tez zamrazam porcje. Poniewaz pracuje w roznych godzinach i nie zawsze moge dopasc swieze bułki – uwielbiam te ciemne:), to kupuje od razu z 8 i takie swiezutkie mroze. Potem wystarczy wyciagnac wieczorem lub z rana i wrzucic na 30 sekund do mikrofali. Uwielbiam tez piec sama pełnoziarniste bułeczki. w niedzielne poranki. Kisze kapuste w słoikach – bardzo prosto wbrew pozorom a smak i zawartosc witamin bezcenna.
3. Przeliczam – tak jak mowisz chodze po markecie z lista zakupow , a wszelkie promocje zawsze kalkuluje w telefonie. Np. w Auchan tydzien temu piwo Lech bylo w promocyjnej cenie 2,69 a zaledwie kilka dni potem, to samo, w wielkiej promoci 3,49!. Na czteropakach tez trzeba uwazac.
4.Posiłki zazwyczaj robie sama, czasem staram sie zrobic na kilka dni, biore tez porcje do pracy i jak mam zmiane do godz. 19tej obgrzewam w mikrofali w pracy. Jak mam chwile to robie szybki przeglad i planuje menu na caly tydzien. Nie lubie jak sie cos marnuje, ale niestetty czasami musze wyrzucic.
5. Lubie tez recykling wszelkiego rodzaju. Zawsze sortuje smieci – i tak papiery mozna zutylizowac w piecu, czerstwe bulki przerabiam na bulke tarta, resztki organiczne zanosze sasiadce ulice dalej ktora posiada 4 kurki :) w zamian raz na jakis czas dostaje swieze jajeczka. Puszki po piwie zgniatam i wkladam do osobnego kartonu. Raz na 2 m-ce, wywoze to pobliskiego skupu, zawsze to jakies np. 30zł. Niesttety jestesmy piwoszami-hobbystami:), nad czym ubolewam, bo robi sie z tego juz spora sumka, a uwielbiamy smakowac coraz to inne piwa z mniejszych lokalnych browarow. (Moze ktos wie jak na tym zaoszczedzic ?:D
To kilka pomysłow ktore mi na szybko przychodza do głowy.
Jezeli moglabym cos zasugerowac, to bardzo by mi zalezalo na jakims temacie zwiazanym z kredytowaniem. Mysle powoli o kredycie hipotecznym na mieszkanie, a zupelnie jestem w tym zielona czy wziac kredyt w walucie czy w złotym… nie wiem tez jakie teraz sa wymagania kredytowe. Czy umowa o prace z przecietnym wynagrodzeniem wystarczy..czy rygor ostatnio znacznie sie zaostrzył. Poza tym bede musiala myslec o dyweryfikacji swoich zrodel zarobków, tylko wczesniej chyba bedzie trzeba zainwestowac w siebie. A niestety ostatnie wydarzenia, zmusza mnie do zaciagniecia pasa:(
Podsumowujac – bo sie strasznie rozpisalam – Bede wierna fanką Twojej strony! tym bardziej ze sa to konkrente porady a nie tylko puste slogany:) 3mam kciuki

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 8, 2012 o 23:21

Hej Ewelinaa,

Po pierwsze, to BARDZO dziękuję Ci za komentarz. Długi, wyczerpujący i bardzo wartościowy. Doskonale uzupełnia i rozwija wszystko co napisałem. Dzięki :)

Po drugie: stałem obok mojej Żony i czytałem na głos to co napisałaś. Punkt po punkcie kiwała ze zrozumieniem głową. W punktach 1 i 3 działamy identycznie. Jedyną różnicą jest to, że my jeszcze nie korzystamy ze „Skarbonki”, ale już skutecznie mnie zachęciliście – Ty i wcześniejsi komentujący.

Po trzecie: ogromnie się cieszę że się rozpisałaś. Właśnie na takie Wasze wsparcie mocno liczę :) Postaram się trzymać poziom :)

A co do kredytów: temat jest bardzo szeroki, ale skoro jest zapotrzebowanie, to wpisuję go na listę tematów do szerszego opisania :) Krótko komentując:
– kredytu w walucie, to ze świecą szukać. VIPy bankowe (osoby o wysokich dochodach) mogą go jeszcze dostać, ale dla pozostałych klientów są raczej nieosiągalne.
– kredyty w PLN są coraz atrakcyjniejsze, gdyż… marże przy kredytach w EUR znacznie wzrosły. Poza tym należy się spodziewać obniżki stóp procentowych w PLN więc koszty kredytów złotowych mogą dodatkowo spaść.
– to czy dostaniesz kredyt czy nie – to trzeba sprawdzić z doradcą podatkowym. Znaczenie ma wszystko: od Twojej historii w BIK (Biuro Informacji Kredytowej), przez wysokość dochodów, wysokość „wkładu własnego” oraz historię współpracy z danym bankiem, do którego składasz wniosek kredytowy.

Temat rzeka. Obiecuję, że coś prędzej czy później o tym napiszę (ale raczej po pierwszych artykułach o spisywaniu wydatków).

Jeśli są jeszcze jacyś chętni do poczytania o kredytach hipotecznych, to bardzo Was proszę o komentowanie i oddawanie swoich głosów na ten temat :)

Ewelino – jeszcze raz dziękuję za Twój wkład w rozwój bloga i pozdrawiam.

Odpowiedz

ewelinaa Październik 9, 2012 o 12:57

To ja dziekuje za miłe słowa oraz za wstep do kredytowania:) Co do skarbonki to naprawde polecam, dla mnie nie ma problemu robienia zakupów w czwartki, wrecz nawet jest wtedy mniej ludzi w sklepie i nie traci sie czasu na stanie w kolejce. Mało tego, mam skarbonke od ok 3 lat i co roku tak bylo, (mam nadzieje ze w tym tez )ze w okresie listopad-grudzien , jak zrobie zakupy i zaplace wartoscia skarbonki, to chyba od tej kwoty jeszcze mi narasta 10%. Pamietam ze w zeszlym roku nie moglam wrecz oczyscic tej skarbonki do 0 ciagle mi cos narastało, a chyba do grudnia te srodki trzeba wykorzystac bo z poczatkiem nastepnego roku przepadaja. Lubie sobie zbierac na niej pieniazki, bo potem zawsze na koniec roku kupuje sobie za nia fajna rzecz, ostatnio wypaśny odkurzacz :)) Dziekuje rowniez za podsunięcie konkretnych przykladow banków, w ktorych za platnosciami kartą jest okreslony % zwrotu. Wlasnie jestem na etapie przegladania i studiowania ofert Alior Sync, bo duzo kupuje przez internet oraz Millenium – dobre konto. A jak polacze skarbonke i zaplace dodatkowo karta platnicza okreslonego banku to 5 + 3 = 8 % znizki!! 😀 Powiedz mi Michale, czy za za zalozenie i prowadzenie konta w Meritum, Millenium i Alior Sync, na pewno nie są pobierane jakies kwoty, nie mowie oczywiscie o ewentualnym koszcie przelewu, oraz czy mozna bez problemu otworzyc te konta przez internet?
Pozdrawiam Cie serdecznie oraz Twoja żonkę. :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 9, 2012 o 18:22

Hej Ewelinaa,

Dziękuję za pozdrowienia dla Żony i dla mnie :) Przekażę niezwłocznie.

Co do opłat za konta:

  • Meritum – za konto nie ma opłaty. Jest opłata za kartę (chyba 1,99 zł / m-c), ale znoszona jest jeśli wykonasz transakcje na co najmniej 200 zł miesięcznie. Jedno tankowanie (zwrot 4% za paliwo) i minimalny wymóg obrotu na karcie – spełniony.
  • Alior Sync – zero opłat z tego co pamiętam (ale mogę się mylić)
  • Millennium – tu mi włączyli jakieś ubezpieczenie, ale właśnie z niego rezygnuję. Samo konto kosztuje 7 zł miesięcznie, ale tylko wtedy jeśli wpływa na nie mniej niż 1000 zł miesięcznie (nie musi być pensja). Jeśli przelejesz co najmniej 1000 zł w miesiącu, to opłata wynosi 0 zł.

Pozdrawiam gorąco

Odpowiedz

Jakim Październik 9, 2012 o 20:26

Witam,

Co do kont to jeszcze pojawiła się taka promocja jak poniżej.
http://www.groupon.pl/oferty/cala-polska/ING-BANK/10884208
Wystarczy do końca roku za pomocą karty zrobić transakcje na kwotę 1000zł i otrzymamy 200zł.
Aby konto było bezpłatne wystarczy w miesiącu zrobić transakcje na kwotę 100zł. Jeśli tego się nie zrobi to opłata za kartę wynosi 7zł.
Nie zauważyłem żadnych konkretnych zapisów co do rezygnacji z konta po otrzymaniu tej premii, także w tym momencie jest to najwyższy bonus dawany za założenie konta.

Odpowiedz

ewelina Październik 9, 2012 o 21:36

OK, dziekuje za info. Alior Sync – konto założone,:) czekam tylko na kuriera z umową. Planuje jescze założyć dobre konto w Millenium, ale mam bank pod nosem wiec chyba sie przejde do oddziału. .. i działamy! :)

Odpowiedz

Maciej Październik 9, 2012 o 23:55

Witam,

Czytam bloga od ok. miesiąca i… jestem zachwycony :) Kontomierz już w użyciu, wartość netto policzona…. Z niecierplwością czekam na artykuły dotyczące inwestowania w mieszkania pod wynajem :) Bardzo jestem ciekaw Twoich wyliczeń i opinii.

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 10, 2012 o 00:24

Hej Macieju,

Dzięki wielkie! Cieszę się, że Kontomierz się sprawdza. Zapraszam Cię do najnowszego artykułu – tam możesz zagłosować na tematy, które powinienem opisać w pierwszej kolejności :)

Pozdrawiam wieczorową porą.

Odpowiedz

A_A Październik 21, 2012 o 21:20

Witam,
Odnosząc się do
„- kredyty w PLN są coraz atrakcyjniejsze, gdyż… marże przy kredytach w EUR znacznie wzrosły. Poza tym należy się spodziewać obniżki stóp procentowych w PLN więc koszty kredytów złotowych mogą dodatkowo spaść.”

Nie uwzględniłeś wskaźnika WIBOR który rośnie, co determinuje oprocentowanie kredytu. Pomimo obniżki stóp procentowych, rosnący WIBOR przekłada się na koszt kredytu. Dodatkowo, należy zwrócić uwagę na LTV, TDR a także RRSO.

Za każdym razem trzeba policzyć co faktycznie się będzie opłacało. Nie ma jednej prawdy i nie ma jednej sprawdzonej metody.

Pozdrawiam,
A_A

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 21, 2012 o 21:27

Hej A_A,

Dziękuję za komentarz i doprecyzowanie. Oczywiście zgadzam się z Tobą, że trzeba wszystko dokładnie policzyć. Mój komentarz dotyczący opłacalności kredytów EUR vs PLN ma charakter ogólnej obserwacji na chwilę obecną. O ile różnice były kolosalne między PLN i EUR, to w chwili obecnej dystans się zmniejsza.

Gwoli wyjaśnienia: w moim komentarzu uwzględniałem oprocentowanie czyli marżę + WIBOR. WIBOR 3M regularnie spada od jakiegoś czasu i ew. obniżenie stóp procentowych (które jest spodziewane), raczej mu pomoże w dalszym spadku. Z drugiej strony w październiku marże banków na kredyty w PLN raczej są wyższe niż niższe (o marży poniżej 1% to już można chyba tylko pomarzyć).

Dzięki wielkie za głos w dyskusji i zapraszam do częstych odwiedzin :)

Odpowiedz

my-name Październik 8, 2012 o 19:00

Witam.
Artykuł świetny, w trakcie czytania przyszło mi coś na myśl. W jakimś amerykańskim serialu/filmie syn mówił do mamy: (…) ale [tu_padła_nazwa_potrawy] jemy we wtorki. Można dokonać oszczędności na wydatkach żywnościowych poprzez usystematyzowanie jedzenia. A dokładniej można ustalić jadłospis czyli w poniedziałki jemy to, we wtorki tamto itd. Głównie miało by to zastosowanie do obiadu. Ii tak jemy z zamkniętego, ustalonego zbioru.

Odpowiedz

Agata Październik 8, 2012 o 21:37

Witam!
Bardzo fajny artykuł, zresztą cały blog jest super (czytam od początku) i linkuję nawet do niego na moim blogu (dopiero rusza, wkrótce przepisy) :)
Ja, singielka z Warszawy, wydaję miesięcznie ok. 300-400 zł na jedzenie, ale chcę się bardziej zbliżyć do 200 bo już nie mam na czym innym obcinać, a w tej dziedzinie mam jeszcze trochę do poprawy.
Główna moja zasada jest taka, że wszystko gotuję sama, nie kupuję gotowców, nie jadam na mieście. Niczego nie marnuję, wszystko potrafię jakoś przetworzyć, wykorzystać jeszcze raz. No i jestem wegetarianką, a wegetarianizm jest tani!

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 8, 2012 o 23:34

Hej Agato,

Chyba zasłużyłaś na tytuł rekordzistki oszczędzania na jedzeniu 😉 Bardzo dobry wynik. Kibicuję Ci przy Twoim blogu i gorąco pozdrawiam :-)

Odpowiedz

Artur Październik 8, 2012 o 21:45

Fajnie jest oszczędzać ale co do punktu 13, chętnie oddam butelki gdziekolwiek za nawet 20 groszy, ale wiekszość sklepów mimo że jest bardzo popularne ekologiczne postępowanie i recykling to te butelki mogę oddać co najwyżej na wymianę ;(.
Na wymianę niechcę, chcę sprzedać.
Piwo pijam ale w puszce (nadajacej się do recyklingu) ale butelki jest ciężko sprzedać, hm coś kiedyś widziałem w Auchanie jakąś maszynę do skupu butelek lecz chyba tez trzeba posadać paragon na to piwo, a pozatym mam Auchana za daleko by oddać kilka butelek.
Dawniej butelki można było łatwo sprzedać i zarobić a teraz jest coraz gorzej.
Co do puszek to ile trzeba zebrać aby mieć powiedzmy 20 zł.??
W sumie czesto zbieram puszki do worka ale z lenistwa zostawiam pod koszem dla panów którzy chyba bardzije odemnie potrzebują.

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 8, 2012 o 23:43

Hej Artur,

Szczerze mówiąc, to ja oddaję tylko butelki po piwie i tylko do sklepów, w których je zakupiłem. Paragon w takim przypadku jest niezbędny.

Jako mały chłopak latałem z butelkami i makulaturą do punktów skupu. Teraz już ich tylu nie ma, ale, np. w Warszawie, da się je znaleźć. Od dawna nie miałem potrzeby wożenia do nich czegokolwiek (wszelkie papiery i kartony wyrzucamy do pojemników oznaczonych „papier”), ale ostatnio jak to robiłem, to znalazłem punkt przez Internet. Był, działał, dostałem jakieś drobne za zwrot.

Co do puszek – dobrze byłoby, gdyby Ewelinaa (z kilku komentarzy wyżej) podpowiedziała, gdzie je sprzedaje.

Dziękuję Ci za komentarz i pozdrawiam :)

Odpowiedz

ewelinaa Październik 9, 2012 o 13:10

Z butelkami tez mam problem, nie spotkalam sie w okolicy ze skupem butelek. Najczesciej po prostu zanim maz skoczy po piwko szykuje mu siate z butelkami na wymiane. Przynajmniej nie place za kaucje. A jezeli chodzi o puszki, to ja akurat dysponuje pomieszczeniem gospodarczym , gdzie spokojnie te puchy skladuje, no i moga sobie one tam wydawac swoja woń:) Bo w kuchni to chyba by za bardzo alkoholem dawało 😀 Wczesniej je jednak zdeptuje zeby zabiaraly jak najmniej miejsca, i wrzucam do kartonu o wymiarach mniej wiecej : podstawa 60X40 i wysokosc +/- 80 cm. Jak sie zapelni wrzucam do bagaznika i w poblizu sprzedaje do skupu, a wlasciiwie moj maz, ja sie tam nie zapuszczam :) sa tez oczywiscie rozne ceny aluminum, w tym sie za bardzo nie orienuje, raz dostalam za to 30 zł , innym razem 25,ale zawsze to jakis zwrot. Tym bardziej ze za wywóz smieci tez musze zapłacić. Skup wygooglałam przez internet, mysle ze bez problemu jakis blisko powinienes znalezc. Pozdrawiam

Odpowiedz

leigif Październik 9, 2012 o 10:53

Witam Wszytkich:)

Dobry temat, koszty jedzenia sa masakryczne i w naszej rodzinie też staramy się je redukować (nie rezygnując z jakości).

Lista zakupów w sklepie i pełen brzuch to podstawa. Planowanie też.
Nie zgadzam się tylko z niektórymi, żeby kupować na zapas. Może się to na nas zemścic w postaci moli kuchennych i wtedy wszystko musi wylądować w koszu.
Na zapas kupuję tylko 5kg worki ryżu jaśminowego tajskiego (od sprawdzonego dostawcy, który jemy czesto i wychodzi mi 8zl za kg. Gotujemy dużo w domu zeby bylo do pracy. W kanjpach jemy od wielkiego dzwonu.
Na balkonie mam spory ogródek ziołowy – rosną jak szalone, kto by chciał płacić prawie 5 zł kupne? Obliczylam ze mam przy tym oszczednosc 40zł/mc.

Jestem w tej kofortowej sytuacji, że moi rodzice kilka lat temu wyprowadzili się na wieś i mam teraz dobre zaplecze produktów roślinnych i mięsa ze „szcześliwich kur, kaczek i indyków”. Dostaję dużo od nich a czasem nawet rozprowadzam jajka wśród koleżanek z pracy:) dumę skochwałam do kieszeni.
Przed zimą umawiamy się tez z miejska rodziną lub zaprzyjaznionymi sąsiadami na zakupy zbiorowe u kogoś we wsi na np. warzywa jakich nam brakuje lub umówienie masarza + świnki , itp. TO DZIAŁA!

Nie lubię marnotrawstwa i lubię recycling – za oddane baterie 2 lata temu na jakiejś akcji EKO mam zapas świetlówek do dzisiaj. Polecam też oddawanie elektośmieci na BioBazarze w W-wie wzmian za różne rzeczy (przetwory,soki, rośliny, drzewka).

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 9, 2012 o 18:16

Hej Leigif,

Dziękuję za głos w dyskusji i witam na blogu :) A możesz powiedzieć, gdzie w Warszawie znajduje się ten BioBazar i w jakie dni w jakich godzinach funkcjonuje?

Pozdrawiam
Michał

Odpowiedz

Agata Październik 9, 2012 o 21:15

Na Żelaznej 51/53, dawna fabryka Norblina, mają nawet swoją stronę http://www.biobazar.org.pl/

Odpowiedz

leigif Październik 12, 2012 o 12:23

BioBazar odbywa się w każdą sobotę od 8:00 do 16:00 przy ul. Żelaznej 51/53 (fabryka Norblina). Elektrosmieci zbieraja w kazda 1sza sobote miesiąca.

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 12, 2012 o 20:00

Dziękuję za namiary. Wpisuję sobie od razu BioBazar do moich kontaktów :)

Odpowiedz

Joanna Październik 10, 2012 o 09:18

Witam ,
Moja rodzina liczy 5 osób tzn mamy troje dzieci-dwóch synów(17,13) i córkę (4).
Na jedzenie wydaję dużo ,ok 2700 zł ,ale nie żałujemy sobie niczego.Prócz tego,co kupuję, dostaję jedzenie od rodziców tzn mama gotuje mi zupy,czasem podrzuci kawał ładnego mięsa albo zrobi garnek gołąbków czy barszcz i krokiety.
Chciałabym trochę zaoszczędzić ,ale nie bardzo potrafię.Panowie są ciągle głodni,potrafią pół godziny po obiedzie buszować w lodówce i wyjadać jogurty czy kabanosy.W zasadzie czuję się jak intendentka w stołówce ,tyko kupuję ,napełniam lodówkę i patrzę ,jak wszystko znika.Zaczęłam teraz pilnować chłopaków ,bo nauczyli się jeść tylko mięso i warzywa,niechętnie ziemniaki czy ryż,więc zmuszam do jedzenia węglowodanów licząc na dłuższą sytość.Nie kupuję zbyt wielu słodyczy ,jak coś jest ,to jest pożarte natychmiast.Ogólnie nie jest lekko;))Pozdrawiam rodziców głodomorów!

Odpowiedz

Paweł Październik 10, 2012 o 10:04

Jednoosobowe”gospodarstwo domowe”. Mieszczę się w 500 zł miesięcznie, wliczając jedzenie na mieście. Mógłbym więcej zaoszczędzić ale czasami nie chce mi się gotować :-)

Odpowiedz

starlift Październik 10, 2012 o 12:32

Ugh. No tak, my w dwie osoby przekraczamy pewnie trójkę. Jak nie trzy i pół. Mimo ograniczenia po mojej stronie jedzenia na mieście i totalnej eliminacji jedzenia w pracy (poza kanapkami od pana) efekt jest mizerny. Gotujemy to co lubimy jeść i danie obiadowe potrafi sporo kosztować, ceny restauracyjne niemal + zmywanie. :) Do tego weekendowe wyjścia i spotkania ze znajomymi też robią efekt. No i znaczne spożycie produktów gotowych lub zaawansowanych w obróbce półproduktów. Jak mam do wyboru po pracy zjeść coś z puszki w ciągu 15 minut lub wisieć godzinę nad garnkami i jeść o 21 to wolę jednak coś gotowego.

Odpowiedz

BogusiaM Październik 10, 2012 o 16:25

ehm konsekwentnie zbierałam rachunki:P by wiedzieć ile na co wydaję, ale leń wewnętrzny jeszcze tego do komputera nie wprowadził, wydaje mi się jednak, że na jedzenie nie wydajemy więcej niż 1000 zł na dwie osoby,
ehh no może nie licząc piwka – za które zawsze płaci małżonek – bo ja uważam, że na piwo nie pracuję :) jak tylko podliczę to dam znać ile dokładnie wychodzi…

wszystkie rady jakie piszesz są cenne i z większości tych jedzeniowych oszczędności korzystam:) chodzę do sklepu z listą i wybieram tylko to co potrzebuję, prędzej w lodówce gości samo światło niż coś się psuje…
ale i zdarza się zjadać coś na mieście – chociaż wiem, że w domu byłoby dużo taniej, przykład zupa tajska w galerii handlowej cena 8 zł, kupując składniki na zupę, wiadomo, że jeszcze coś zostanie i tak nie wydam więcej niż 8 zł na wykarmioną głowę….

dużo gotuję, więc już wiem ile co mniej więcej kosztuje, jednak są wyjątki na których oszczędzać nie będę, np. mleko z obniżoną zawartością laktozy, bądź sojowe – bo normalne po prostu mi nie służy, albo produkty pełnoziarniste, mniej przetworzone bo zdrowsze – a na tym też mi zależy:)

Odpowiedz

Joanna Październik 11, 2012 o 15:37

Ciekawy wpis. Jestem zwolennikiem umiarkowanego oszczędzania, to znaczy nie lubię sobie odmawiać przyjemności, ale też nie szastać kasą. Na pewno lubię jadać na mieście, ale nie robię tego często, poza tym nie bywam w tych najdroższych restauracjach. Poza tym zaczęłam prowadzić blogu o jedzeniu na mieście :)

Na pewno zgodzę się z tym, że warto iść najedzonym do sklepu, bez dzieci i że warto do pracy zabierać kanapki, ale nie tylko. Dobrze zainwestować w pojemnić śniadaniowy i nosić w nim zrobioną satałkę czy ciasto. Jak ma się w pracy mikrofale to już naprawdę można jeść wszystko.

A w oszczędzaniu hołduję zasadzie – wszystko ale z umiarem :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 12, 2012 o 09:55

Hej Joanno,

Miło mi Cię powitać na moim blogu. Dziękuję za komentarz. Zasada „wszystko ale z umiarem” jest jak najbardziej słuszna. Dodam, że każdy musi sam zdecydować jaki poziom oszczędzania / racjonalizacji kosztów jest w stanie w miarę bezstresowo zaakceptować. Wiem również, że apetyt rośnie w miarę jedzenia – także w zakresie oszczędzania :)

Odpowiedz

Artur Październik 14, 2012 o 23:34

Pani Ewelinino ile w tym kartonie jest „kg” tych puszek że taka cena dobra.
I ile trzeba zbierać na tą ilość.
Ostatnio wrzuciłem obok śmietnika i dałem zarobić złomiarzom ale jak jestem w stanie zebrać kilka tych kg i zarobić te kilkanaście złotych to czemu nie, tylko karton zebrać :-)
Szkoda że tych punktów skupu już nie ma w naszym kraju, albo jak są to nieliczne(ja ich nie widziałem juz bardzo dawno), a wracając przez miasto po np juwenaliach, albo w klatce mieszkaniowej można znaleśc za free niezłe ilości butelek do sprzedania, a tak to tylko złom.
Fakt makulaturę, plastik i szkło oddaję do przyblokowych kontenerów, ale to zarabia miasto/gmina.

Odpowiedz

Piotr Październik 22, 2012 o 13:17

Hej,

Bardzo ciekawy blog z cennymi informacjami. Gratuluje!

Sam prowadze liste od poczatku tego roku. Daje mi to wiedze i kontole nad moimi wydatkami. Mieszkam w Irl i na 2 osoby na jedzenie (nie wliczajac wyjsc do restauracji) wydajemy przecietnie 250eur = 1000zl. Moje sugestie:

Planuj posilki na caly tydzien i wedlug tego planu rob zakupy.
Gotuj wiecej i zamrazaj.
Przygotuj liste posilkow, mniej wiecej 20-40 i zmieniaj rotacyjnie.
Staraj sie jesc jak najmniej przetworzonych produktow, gotowanie jest fajne!! My gotujemy po pracy wieczorami, tak z godzinke lub dwie. Dodatkowym plusem jest to ze jest to czas spedzony razem z malzonkiem.
Jedz mniej miesnych posilkow a wiecej z warzyw i z roslin straczkowych – 2,3 razy tygodniowo (kuchnia hinduska przychodzi na mysl)
Zamiast pasteryzowanego mleka i przetworzonych platkow sprobuj owsianki z owocami, orzechami i miodem!
Unikaj wszelkich dodatkow do jedzenia typu sosy knorra, kostki smaku itp, suszone i swieze ziola i przyprawy sa czesto tansze i z pewnoscia zdrowsze.
Uff pewnie znalazl bym wiecej rad ale musze do pracy wracac!!!
Polecam rowniez ksiazke Sally Falon pt „Nourishing Traditions” – nie mam pojecia czy jest po polsku niestety!!

Pozdrawiam Piotr

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 22, 2012 o 20:41

Hej Piotrze,

Witam Cię serdecznie u mnie na blogu i dziękuję za konstruktywny komentarz. Wynik Waszych kosztów żywienia jest imponujący. Zakładałem, że w Irlandii musi być drożej, ale jak widać się myliłem. Powodzenia :)

Odpowiedz

Paweł Październik 25, 2012 o 12:03

Ja bym tylko uważał z tankowaniem na stacjach marketowych – zazwyczaj paliwa tam są słabszej jakości, niby mniej zapłacisz (2-3-4 zł na baku?) ale też mniej przejedziesz 😉

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 25, 2012 o 18:18

Hej Paweł,

Dziękuję za komentarz, ale pozwolę sobie się nie zgodzić. Wyniki kontroli UOKiK nie potwierdzają obiegowej opinii, którą przytaczasz. A wyniki kontroli każdy może sobie sprawdzić tutaj: http://www.uokik.gov.pl/kontrole_stacji_hurtowni_paliw.php#faq1557.

Z własnego doświadczenia powiem tak: tankowałem poprzednie auto (Ford) wyłącznie na „markowych” stacjach: na zmianę BP i Statoil. Po którejś z wizyt nad morzem w aucie padły po kolei wszystkie wtryski. Podejrzenie: gdzieś złapałem trefne paliwo. Od czterech lat kolejnym samochodem tankuję na stacjach Auchan i sporadycznie (przyciśnięty w trasie) tankuję na Shellu. Nie widzę różnicy więc po co przepłacać? Odpukać – żadnych problemów z układem paliwowym nie miałem. Oczywiście to moja subiektywna opinia i możecie mieć inne doświadczenia. Chętnie zobaczyłbym jakieś miarodajne dane potwierdzające, że „tanie paliwo jest gorsze”.

Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz

Michał Październik 25, 2012 o 12:13

Witam,

gratuluje bloga – naprawdę sporo fajnych informacji. Jeśli chodzi o monitorowanie zakupów jedzeniowych – to przez 3 miesiące prowadziliśmy taki dla naszej rodziny 2+2 z Wrocka i wynik był około 1600. Generalnie wyszło nam i co potwierdzają poprzednie komentarze ( Piotrze z Irl – pełna zgoda! :-) żeby kupować jak najmniej przetworzone produkty tj:
– świeże warzywa zamiast mrożonek,
– wydać więcej na lepszy sok z aronii do mieszania z wodą niż na soczki, kubusie, itp
– szukać warzyw i owoców sezonowych – na wiosnę jabłka są kiepskie a teraz jemy więcej
– na mieście – wiadomo – jeśli ktoś ci przygotuje (nawet hotdoga) też jest już przetworzone :)
– no i na końcu a może przede wszystkim kupować mniej słodyczy :-)

Do tego ostatniego zaliczam też jogurciki owocowe, bakusie, itd. Okazało się, że da się bez tego żyć, a dzieci jak chcą sobie coś skubnąć to w kuchni stoi słoik z uprażonym domowo musli z miodem (płatki owsiane, sezam, suszone owoce, czekolada, co tam dusza zapragnie) + jogurt naturalny – zdrowe, dość napychające, a zrobienie zajmuje 5 minut (najlepiej na starej patelni)

Ogólnie moja refleksja jest taka, żeby zobaczyć najpierw czy da się ulepszyć swoje nawyki żywieniowe zanim ulepszymy sposoby kupowania, owszem oszczędzać na jedzeniu ale też inwestować we własne zdrowie.

Dorzucam jeszcze: zdrowie psychiczne małżonki, która pędzi z pracy żeby zrobić obiad kontra pierogi kupione na wynos baru. Co wybieracie :-) ?

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 25, 2012 o 18:25

Hej Michał,

Dziękuję za komentarz. Od razu Ci odpowiem, że wybieram zdrowie psychiczne Małżonki, co w praktyce czasami oznacza pierogi na wynos z baru… a czasami zrobienie obiadu :) Wszystko zależy od dnia, chęci, układu gwiazd, samopoczucia itd.

Pomysł na musli z miodem – bardzo ciekawy. Jak Wy to dokładnie produkujecie?

Pozdrawiam :)

Odpowiedz

Julia Maj 23, 2013 o 21:18

Co do kubusiów itp. to niestety mój synek je uwielbia, ale (póki jest mały) udaje mi się go trochę oszukać i do butelek po „kubusiach go” (z takim fajnym dziubkiem) wlewam inny sok marchewkowy, który kupuję w litrowym kartonie. On jest zadowolony, bo dostaje soczek a ja trochę mniej na niego wydaję.

Odpowiedz

kociak Październik 30, 2012 o 14:41

Hello

tak sobie czytam i czytam, i nie moge się oprzec wrazeniu, ze3 gadasz sam ze sobą. Postanowiles zarabiac na blogach? Pozdrawiam

Odpowiedz

Natkaa Listopad 3, 2012 o 17:37

Świetny artykuł.
Na pewno skorzystam z kilku pomysłów, chociaż na tym etapie oszczędzania wiele Twoich pomysłów mam już wprowadzonych w życie.
U nas spore wydatki to kasa wydana na naszych dwóch chłopców, dlatego do tego przywiązuję sporą uwagę. Korzystam ze strony internetowej na której są pokazane wszystkie aktualne promocje w marketach, bardzo łątwo można porównać w ten sposób ceny, nie biegając po wszystkich sklepach i nie tracąc czasu.
Zdarzyło mi sie, że kupiłam mleko w proszku na pół roku do przodu bo była fajna promocja. Nigdy nie kupuję kaszek i słoiczków w normalnej cenie, zawsze mam spory zapas w domu tym bardziej, że te produkty mają naprawdę długie terminy ważności, dlatego nie zgadzam sie do końca z punktem „nie kupuj na zapas”. Pampersy i pieluszki też kupuję jak jest dobra cena. Przeliczam ile kosztuje sztuka, bo ilość w opakowaniu zazwyczaj jest różna.
Na obiadach staram sie zaoszczędzać w ten sposób, że raz w tygodniu robię gotowanie zup, najpierw wielki gar rosołu, póżniej rozlewam do kilku garnków i gotuję inne zupy, które później zamykam w słoikach i tym sposobem, mam różne zupy na cały tydzień. Także w tygodniu robię tylko drugie danie i wyciągam gotową zupkę.
Moja zmora to też coca-cola, tu podobnie jak z jedzeniem dla chłopaków kupuję w dobrej promocji od dwóch miesiecynie kupiłąm drożej niż 3,50zł za 2l. Próbowałam kiedyś przestawić się na podróbki coca-coli ale się nie udało:-(
Mleko kupuję u gospodarza za 1,20zł/l w skali miesiąca to też spora oszczedność, bo średnio zużywamy litr dziennie.
Kiedyś kupowałam dwie zgrzewki wody niegazowanej tygodniowo, teraz mam dzbanek w którym raz na miesiąc wymieniam filtr (kupiony w internecie za 10zł zamiast za 25zł w markecie) i piję taką wodę.
Jakoś nic innego nie przychodzi mi teraz do głowy. Lecę poczytać następny artykuł o kosztach prądu.
Pozdrawiam
Natka

Odpowiedz

Michał Szafrański Listopad 4, 2012 o 13:39

Hej Natkaa,

Wielkie dzięki za głos w dyskusji. Widzę, że masz mocno zoptymalizowane zakupy. Naprawdę świetne przykłady racjonalizacji wydatków.

Co do „nie kupuj na zapas” – w artykule miałem na myśli przede wszystkim wrzucanie do koszyka nadmiarowych produktów, bo „pewnie się przyda”. Zupełnie inaczej wygląda to w przypadku, gdy takie zakupy robi się w sposób świadomy, np. polując na okazje cenowe i zaopatrując się w produkty, które mają długą ważność. Powody, dla których robimy takie zakupy, w pełni uzasadniają kupienie więcej niż potrzebujemy w najbliższych dniach.

My kupujemy tak przykładowo kawę. Pijemy w domu Jacobs Kronung, która standardowo kosztuje ponad 30 zł (od 31 zł do 39 zł w zależności od sklepu). My kupujemy ją w promocjach i zazwyczaj w wielopakach. Płacimy za nią wtedy od 21 zł do 26 zł. Za tyle jesteśmy skłonni ją kupić. Polujemy i zaopatrujemy się w kilka opakowań :) Całkowicie popieram więc taki sposób kupowania bo oszczędności mogą być naprawdę spore.

Pozdrawiam serdecznie :)

Odpowiedz

Beginner Listopad 26, 2012 o 09:20

Witam, na wstępie chciałam pogratulować blogu! Świetna sprawa. W związku z tym, że w domu się „nie przelewa” 😉 już od dłuższego czasu zbierałam się do spisywania i analizy wydatków. Dzięki twoim tabelkom jakoś mi się udało to zrobić przez miesiąc a nie jeden dzień. Mam 5 osobowa rodzinę (+2 psy) więc jest trochę buziaków do wyżywnienia. Wydatki dzielę narazie na żywność, leki, rachunki, używki, zabawki i inne. Zastanawiam się tylko jak je przeanalizować . Mam sprawdzić ile wydajemy na żywność i co? czy lepiej posprawdzać ile wydaliśmy na konkretne rzeczy np. na chleb, mleko, wędliny? Narazie spisuję jeden miesiąc. Ku mojemu zaskoczeniu wyszło mi iż na spożywkę wydajemy około 1200-1500 PLN, co wydaje mi się iż nie jest dużo na tyle członków rodziny, więc nie wiem czy jest wogólne sens analizować tą kategorię.

Odpowiedz

Michał Szafrański Listopad 26, 2012 o 22:37

Hej Beginner,

Miło mi Cię powitać na blogu. Dziękuję za gratulacje i za Twój komentarz :)

Na pytanie o to czy jest sens analizować kategorię „Jedzenie” musisz sobie sam odpowiedzieć. Jeśli nie widzisz takiej potrzeby, to prawdopodobnie szkoda na to czasu. Jeśli jednak chciałbyś dążyć do obniżenia wydatków (aczkolwiek przyznaję, że Twój rezultat mi imponuje!), to pewnie warto wiedzieć na co – także w ramach jedzenia – idą Wam pieniądze. Ja zdziwiłem się (i nadal się dziwię) jak wiele wydajemy, np. na gotowe soki. Dopiero po uświadomieniu sobie tego problemu, możemy się nim zająć.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

linark5 Grudzień 4, 2012 o 22:29

Witam

Jakiś czas temu w tv widziałem reportaż o pewnym studencie…
http://przezycza50.pl/

Mieszkam w małej miejscowości i skupów metali mamy pod dostatkiem.
Cena puszek aluminiowych wacha się do 3 do 3,5 zł za kg.
1kg to około 50 puszek.

A butelki można chyba oddać w Kauflandzie

pozdro

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 6, 2012 o 19:47

Hej Linark5,

Dziekuje za komentarz i namiar na akcje Przezyc za 50. Ja nie jestem zwolennikiem takiego hardcore’owego podejscia :) Ma ono charakter jednorazowego eksperymentu a nie systematycznego podejscia. Ale faktem jest ze mozna spojrzec z boku i pokibicowac :)

Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz

gosia Grudzień 9, 2012 o 16:59

Witam
Bardzo fajny blog! My z mężem wydajemy na jedzenie ok. 800 zł. miesięcznie i uważamy że niczego sobie nie odmawiamy. Dodam że jesteśmy wegetarianami :) Poza tym że nie jemy mięsa nie jemy też dań przetworzonych i niezdrowych, które są o dziwo najdroższe. Raz w miesiącu robimy zakupy w Tesco, gdzie mamy kartę. Raz na jakiś czas dostajemy kupony, zarówno z kwotą do wykorzystania jak i kupony zniżkowe na dane produkty. Warzywa kupujemy na straganie w dużych ilościach, dlatego zawsze dostajemy rabat. To czego nie zjemy to zamrażam lub robię przetwory. Jeśli chodzi o domowe konfitury to są one dużo droższe niż te sklepowe, ale (!) w tych sklepowych owoce stanowią od 15-25% objętości, reszta to barwniki, zagęstniki, aromaty i sama chemia. Gotujemy sami, nie tylko ze względu na finanse, ale przede wszystkim zdrowie i jakość (kto pracował w knajpie ten wie o czym mówię). Sama robię zakwas na żurek, barszcz z buraków, bułkę tartą, ogórki małosolne, koncentrat pomidorowy. Często pieczemy chleb, ciasta, pizzę i inne wypieki. To nie jest trudne. Gotuję większe porcje i zamrażam- oszczędzając tym samym gaz i czas :) Sami zbieramy zioła, którymi się leczymy (chodzi oczywiście o drobne przeziębienia). Mamy cash back w Millennium to ok. 30 zł. w miesiącu. Gdy jest ciepło zamieniamy samochód na rower; mąż potrafi tak zaoszczędzić ok. 300 zł na dojazdach do pracy (oczywiście latem). Kosmetyki kupujemy w Rossmanie, dużo rzeczy na allegro- ale tu trzeba obserwować i kalkulować. Są jeszcze porady, których akurat nie stosujemy a mianowicie: dojeżdżanie do pracy w kilka osób, obcinanie włosów w szkołach fryzjerskich (jako model), itp….

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 11, 2012 o 23:21

Hej Gosiu,

Dziękuję za Twój komentarz i ciepłą opinię o blogu. Widzę, że w świadomy sposób optymalizujecie wydatki oraz staracie się korzystać z możliwości pozyskania dodatkowych pieniędzy. Czytam i się uśmiecham.

Co do zakupów w markecie: z moich dotychczasowych obserwacji wynika, że Tesco jest jednym z droższych marketów – przynajmniej w zakresie tych produktów, które my kupujemy. Zdecydowanie preferujemy zakupy w Auchan oraz LIDLu.

Pozdrawiam Ciebie i Męża serdecznie!

Odpowiedz

Monika Grudzień 13, 2012 o 13:19

Dlaczego uczciwie pracując w tym kraju (POLSKA) mam oszczędzać na jedzeniu i rozrywkach i ogólnie mówiąc życiu ??? Oczekuję, że za uczciwie przepracowany miesiąc będzie mnie stać na zapewnienie utrzymania sobie i mojej rodzinie. Po co mam pracować skoro pracując muszę szukać sklepu gdzie coś mogę kupić taniej i mam sobie odmawiać podstawowych przyjemności – chcecie aby Polacy ubierali sie w lumpekasach, jedli najtansze jedzenie a zakupy w biedronce robili ? Zero wakacji zero wyjazdow zero przyjemnosci ? Caly miesiac z notesem w reku co gdzie za ile ? Mam w nosie takie zycie.

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 13, 2012 o 19:25

Hej Moniko,

Z całym szacunkiem dla Ciebie – pytasz poważnie czy po prostu marudzisz? Ja nikomu nie każę Ci oszczędzać – przedstawiam różne sposoby zaoszczędzenia dla tych którzy oszczędzać chcą (lub muszą i są tego świadomi). Jeśli masz świetną pracę i świetną pensję i stać Cię na wszystko, to hulaj dusza :-) Przeczytałem Twój komentarz kilka razy i mam wrażenie, że postulujesz, że ktoś ma Ci płacić za pracę tyle żeby Ciebie i Twoją rodzinę było na wszystko stać bez odmawiania sobie. Jeśli jesteś świetnym pracownikiem, to na pewno już znalazłaś albo znajdziesz pracodawcę, który będzie skłonny Ci płacić tyle ile chcesz. A jeśli go nie znajdziesz, to może sama zostań pracodawcą dla siebie samej, walcz o klientów i generuj pieniądze. Wszystko w Twoich rękach.

Nie wiem jaki jest Twój obecny poziom zarobków (i nie chcę tego wiedzieć). Wiem jednak, że bez względu na to ile się zarabia (jak dużo), to wydawać można jeszcze więcej. I m.in. dlatego warto poziom swoich kosztów trzymać na minimalnym, racjonalnym poziomie (każdy ten poziom musi określić sam). Jest to potrzebne także po to by móc odłożyć pieniądze na inne, niecodzienne zakupy i cele.

Jeśli brzydzisz się oszczędzaniem, to niestety nie pomogę. Szczerze życzę Ci byś jak najdłużej cieszyła się bezstresowym życiem bez notesu w ręku. Też bym tak chciał, ale instynkt samozachowawczy jeszcze mi nie pozwala 😉

Pozdrawiam ciepło :)

Odpowiedz

Ela Styczeń 1, 2013 o 18:15

Witam, bardzo się cieszę, że natrafiłam na Twoją stronę. A wiec nie jesteśmy dziwakami!

My też od 4,5 roku monitorujemy nasze wydatki. Nikt z naszych znajomych tego nie robi!
Nasze kategorie:
jedzenie (owoce, warzywa, nabiał, do pieczenia (mąki, proszki, cukry), wędliny, mięsa, sery/twarogi, ryby, wino/piwo, mc/kfc, słodycze (batony, czekolady, ciasta) obiady na miescie, oleje/masla, na kanapki (sery, twarogi), jogurty/maślanki/mleko, kawa/herbata, przyprawy, orzechy/mussli), pieczywo (chleb, bułki), drodżówki/ciasta/spody do pizzy/pitta.
Takie podzielenie produktów pokazuje nam jak zdrowa jest nasza dieta, zmienia się ona w poszczególnych miesiącach. Średnio na jedzenie wydajemy ok. 850 zł dla 2 osobowej rodziny. W wakacje nieco więcej, gdyż kupujemy dużo świeżych owoców i warzyw, które przerabiamy na przetwory. W święta ok. 100 zł drożej. (Włączając w to koszta jedzenia na mieście, zamawiania 2 razy w miesiącu obiadu do pracy (po 11 zł), oraz robienie przetworów.

Zauważyłam, że najwięcej oszczędziliśmy przez:
a) domowe przetwory (mieszkamy w bloku, bez balkonu, a i tak robimy swoje sosy pomidorowe, bolońskie, musy z jabłek, domowe buraczki, soki wiśniowe, konfitury owocowe)
b) wypieku domowych ciast (drożdzówka, jabłecznik, tarty, pizze)
c) planowaniu jedzenia (dieta)
d) wypisywaniu, iż np. na jedzenie wydajemy 850 zł miesięcznie, a jest 15 dzień miesiąca i do końca miesiąca na jedzenie pozostało nam …. (kwota), to daje ….np. 10 zł dziennie:)
Znacząco wpływa to na nasze oszczędzanie
e) sprawdzaniu jedzenia w szafkach (ryże, kasze, makarony, ziemniaki).
f) nie oszczędzamy na jakości produktów, kupujemy ser królewski po 26,99 zł za kilogram, a nie podróbki serów po 18 zł za kilogram
g) mamy zapasy jedzenia: kupujemy mleko, mąkę, ryż, które kupujemy taniej w zgrzewkach
h) robimy domowe jedzenie np. pierogi, naleśniki, placki ziemniaczane, zupy wiśniowe,
i) jak przychodzą goście robimy domowe gofry czy kruche ciasteczka zamiast kupnych ciast (i zawsze słyszymy,”jak ja dawno gofrów nie jadłem”:)

Z pozostałych kategorii kalkulatora można wyodrębnić:
chemię ok 100 zł miesięcznie , wydatki domowe ok 150 zł miesięcznie, zwierzęta (1 duży pies i 1 kot), samochód ok 700 zł, edukację/przyjemności ok 300 zł, przyjaciele/rodzina/pomoc innym ok 200 zł (ok 100 zł to miesięczna pomoc wydawana na sterylizację i kastrację dzikich zwierząt), ubrania ok 200 zł, podróże ok 200 zł, wydatki inne, duże wydatki np. zakup nowej energooszczędnej lodówki:)

Ciepło pozdrawiamy wszystkich czytających paragony

Pozdrawiamy serdecznie

Odpowiedz

Michał Szafrański Styczeń 2, 2013 o 23:47

Hej Ela,

Witam Cię na blogu i dziękuję za obszerny komentarz! Miło przeczytać Twoje domowe sposoby oszczędzania – motywujesz mnie do szukania oszczędności na jedzeniu, które miesiąc w miesiąc stanowi istotną pozycję w naszym budżecie. Szczególnie istotnym punktem wydaje mi się c), czyli planowanie jedzenia. Reszta wydawała mi się dosyć oczywista (aczkolwiek przyznaję uczciwie, że my niestety niewiele jedzenia sami „produkujemy”).

Pozdrawiam Cię serdecznie :-)

Odpowiedz

weronika Styczeń 24, 2013 o 17:07

My w domu (jesteśmy w dwójkę plus 3 zwierzaki) mamy specjalny zeszyt, ktory jest w glownym miejscu domu- w kuchni. zawsze po powrocie z zakupów notujemy od razu. Kategorie ktore mamy wydzielone to:
Benzyna(wliczamy w to tez bilety miesieczne, na pociąg czy autobus)
Jedzenie
Do domu(czyli chemia, gąbki do naczyn, szmatki),
Alkohol (zauwazylam, ze kiedy alkohol nalezal do kategorii jedzenie, bardzo zawyżał nam te kategorię) ,
Różne (tu wliczamy psie jedzenie, lakier do paznokci, wypożeczenie filmu etc, jednym słowem wszystko co nie mieści się w pozostałych, a pieniążki jednak poszły- i ważne w tej kategorii przy kwocie piszę NA CO WYDAŁAM żeby później wiedzieć za co to).

Zakupów nie robimy DUŻYCH typu w piatek idziemy i kupujemy na tydzien, bo nigdy nie jemy wszystkiego co kupimy, zawsze coś wyrzucimy. Po drugie wychodzi na to , że po 4 dniach jest pusta lodówka i znów trzeba robić DUŻE zakupy i wydawać dużo pieniędzy. Teraz robimy tak, że na każde dwa dni mamy zaplanowany obiad i robimy zakupy na dane dwa dni , czy trzy, to różnie. Na śniadanie i kolację jemy to samo kanapki -wiec tu wystarczy ze mamy chleb, ser troche szynki i nie trzeba kupować tego co 3 dzień. Chyba że chcemy sałatę czy warzywo, to ttrzeba specjalnie iść i kupić zeby było swieże.
Na zakupy idziemy niegłodni, to podstawa, mamy liste w ręku i ograniczone pieniążki np. 40 zł. I w sumie jak zrobimy zakupy za 40 zł to mamy obiad dla dwóch osób na dwa dni.I jesteśmy objedzeni jak bąki. Słodyczy staramy się nie kupować, na pewno ograniczamy, bo wiadomo że codziennie batonik to 2 zł x 30 dni = 60 zł ( a za 60 zł to już jest rachunek za internet na przyklad)
Do pracy kanapki. Gotowych produktów już nie jemy (od stycznia b.r.). Pieskom gotujemy kaszę i warzywa – to też zmniejsza koszt karmy. Kot jest wszystkożerny wiec z nim problemów pieniązkowych nie ma.

Dodatkowo staramy się oszczedzać prąd (mamy opcję tanszej taryfy,wiec jak mozemy to pierzemy w tych godzinach, żeby chociaż cos było taniej).
To chyba wszystko jeśli chodzi o nasz mały budżet.
Na podsumowanie dodam, że zawsze wydawaliśmy minimum 1000 zł na jedzenie, a teraz jak robimy tak jak opisałam, to na dzień 24stycznia mamy wydane 530 zł, czyli jak dobrze pójdzie na koniec stycznia będzie 630 zł, niezła różnica co? :)))

Odpowiedz

mit Styczeń 28, 2013 o 04:07

Człowieku skąd Tyś się urwał z tymi Twymi 2050 zł / m-c za jedzenie dla 4 osobowej rodziny. Dla zdecydowanej większości polskich rodzin wspomniana przez Ciebie kwota jest sumą wydatków na jedzenie, czynsz, przejazdy do pracy czy też do szkoły. Jeżeli chcesz sie nauczyć oszczędzać to zwolnij się z pracy i pujdź do roboty za 1500zł / m-c to wtedy sie nauczysz.

Odpowiedz

Cichy Styczeń 29, 2013 o 15:38

Witam,
Fajny blog :)
Każdy chce zaoszczędzić trochę kasy. Ja prowadzę domową buchalterię od X.2012.
Na podstawie tych kilku miesięcy jeżeli chodzi o jedzenie dla rodziny 2+2 („dzieci” 17- 19 lat) to oscylujemy wokół kwoty 1600 zł. (grudzień 2100). Jemy prawie w 100% w domu, w tej kwocie zawarte jest też piwo „ze sklepu” ok. 50 zł. Do tego trzeba doliczyć obiady w szkole dla jednej pociechy: 115 zł. , karma dla dużego psa i 2 kotów- min. 100 zł/m-c.
Ogólnie patzrąc na poprzednie wpisy mieścimy się w średniej za żywność. Ale za to „inne” wydatki i ich suma w miesięczna jest dla mnie przerażająca…
Pozdrawiam
Pozdrawiam

Odpowiedz

Karolina Luty 4, 2013 o 02:09

Witam.

Z zainteresowaniem przeczytałam. Od paru miesięcy staramy się ograniczyć wydatki jedzeniowe- bo niestety, to główna rzecz, an której jeszcze możemy zaoszczędzić .

Również my z tych „niegotujących” :) . Mąż niewiele, ja mam kilka dyżurnych dań- więc monotonia zabija, stąd częste wydatki na jakies gotowce, mrożonki, nawet ulubione ciasto włoskie z marketowej lodówki.

Zaczęliśmy stosować większość podanych tu rad- do pracy wrzucam mężowi 2 kanapki, sama również biorę, zabieram ze sobą herbatki – do jednego z trzech miejsc pracy, gdzie bywam 2 dni w tygodniu- niby nic, ale zasze szło miesięcznie 20 zł na jakieś kawy czy napoje z automatu- to się skończyło.

Z trudem- ale nabyłam kilka ( jak na mnie- wielkie osiągnięcie) umiejętności kulinarnych, które wydatnie pomogły mi zacząć oszczędzać pieniądze”
– nauczyłam się robić pizzę. Generalnie wyliczyłam, że koszt na 8 „średnich” pizz to ok. 30 zł, jeśli dodajemy „wypasione ” dodatki. Czysta oszczędność- no i kolejny plus- do ust już nei wezmę takiej z pizzerii, teraz wydaje mi się niezjadliwa.
– Przeprosiłam się z zupami- nie znoszę gotować i jak wspomniałam, jestem antytalentem kulinarnym- najszybciej i relatywnie tanio- robi sie krupnik ( naprawdę pyszny).
– Odkryłam na nowo…….prostackie kotlety- z 1/2 kg piersi kurczaka można naprawdę zrobić ładny zapas kotletów- do tego ziemniaki, ogórki konserwowe , papryka- jest pyszny obiad. Niedrogi.

Zyjemy we dwójkę- postaram się zrobić dokładne zestawienie kosztów jedzenia za luty i tutaj potem podać- sama jestem ciekawa….

Odpowiedz

nocnik Luty 11, 2013 o 00:49

Plan gry?// to trzy osoby dorosłe (jedna pracująca, dwie uczące się), oraz dwa zwierzaki:

Bilans dla zwykłego (nie świątecznego) miesiąca:

A/OPŁATY:
1000 zł opłaty mieszkaniowe
200 zł prąd/gaz na przemian co drugi miesiąc
70 zł kablówka i abonament (wiem, idiota bo jednak płacę)
150 zł telefony
100 zł inne stałe opłaty
220 zł bilety miesięczne (auto sprzedane – koszty utrzymania mnie przerastały)
razem opłaty to: prawie 1900 zł

B/ŻYCIE:
1200 zł samo jedzenie (40 zł/dzień norma dla 3 osób)
200 zł przemysłowe (mydła, proszki, chemia etc)
200 zł koszty utrzymania zwierząt
razem życie to 1600 zł

całość opłaty plus życie to przeciętnie 3500 zł
uwaga:
Dla nas żarcie na mieście i używki to czysta abstrakcja zatem tu wydatki to 0 zł
gotujemy w domu, śniadania bierzemy ze sobą z domu. Głodni nie chodzimy, ale jednak trzeba do sklepu chodzić z ołówkiem w ręku. Nie ma żadnej rozrzutności w gospodarowaniu, nic się nie marnuje.

Odpowiedz

Kaya Luty 11, 2013 o 19:42

witam ,
widze ze masz tendencje do zaokraglania kwot ,a zwlaszcza w pozycji A 1740 zaokragliles do….1900;))
mam wrazenie ze budzet Ci sie rozjechal …..;)

Odpowiedz

Nocnik Luty 11, 2013 o 21:07

do Kaya,
dziękuję za uwagę co do niezgodności w podliczeniu – błąd techniczny – po prostu pisząc wiadomość nie przepisałem tu z zeszytu jeszcze jednego rachunku: pozycji za internet i telefon stacjonarny – około 150 zł , wcześniej podałem tylko komórki.Zatem tym razem wyniesie to 189o zł czyli te 1900 zł w zaokrągleniu. Przepraszam za niedopatrzenie z mojej strony.Ciemna noc była, gdy pisałem. Mistrzem w rachunkach to nie jestem, ale od roku czasu jakoś daję radę, bez zadłużania się z niewielkimi oszczędnościami (na czarną godzinę) :-) z czego jestem dumny hihi
W kosztach B/ŻYCIE – nie mam już szans na zmniejszenie rachunków. W A/OPŁATY zastanawiam się właśnie nad rezygnacją z telefonu stacjonarnego i przeniesieniem internetu do innego dostawcy. Tu chyba będzie można urwać jakieś 80 złotych. Na jedzeniu oszczędności to jednak zabawa na krótką metę (a nie jesteśmy rozrzutni) Co zaoszczędzisz na „żarciu”, zaniesiesz lekarzowi i do apteki w dwójnasób.

Odpowiedz

Michał Szafrański Luty 11, 2013 o 21:51

Hej Nocnik,

Dziękuję Ci komentarz i podzielenie się Waszymi liczbami. Miło widzieć osobę tak dobrze zorganizowaną i konsekwentną. Szacunek :)

Pozdrawiam :)

Odpowiedz

masakra Luty 26, 2013 o 23:17

Witam.Czy nikt z was nie choruje?Bo jakos kategorii leki ,lekarz,nie widzialam w wydatkach.A wzasadzie na kase chorych teraz dostac sie do stomatologa to jest katastrofa a jak sie juz dostaniesz to i tak na koncu zaplacisz za biła plabe.Leki na ktore musze wydac pieniadze pochlaniaja co najmiej 1000zl od listopada do marca a stale leki kosztuja mnie 300zl miesiecznie.
Pozdrawiam

Odpowiedz

agnieszka Kwiecień 1, 2013 o 19:14

Witam
robiąc zakupy zwracam uwagę na cenę i to czy produkt jest zdrowy. Od pewnego czasu mam do dyspozycji około 2000 zl na cały miesiąc na 4 osobową rodzinę(dziecko 3 lata i drugie 8 m-c-)a wydatki stałe to 1300 zł. Od kilku lat stosuje fajny system oszczędności: w dzień wypłaty wyciągam z szafy koperty zatytuowane analogicznie do celu jakiemu mają służyć np. prąd, woda, internet itp. Bez względu na czy dane wydatki występują co m-c czy nie to pieniące na te cele odkładam regularnie- mam koperte „opał” wyliczyłam, że rocznie potrzebuje na ogrzewanie około 4200 podzieliłam to przez 12 miesięcy i wyszło mi, że powinnam odkładać co m-c 350 zł i tak właśnie robie, dzięki czemu gdy nadchodzi zima nie martwie się skąd wezmę na to pieniądze.Odkładam również na takie rzeczy jak wszelkigo typu okazje(imieniny urodziny- każdy może wyliczyć ile średnio jest takich okazji w roku i jakie kwoty wydaje na te okazje i podzielić przez 12 m-c, odkładać co miesiąc i gdy nadejdą urodziny babci, imieniny brata to bach wyciągam na prezent odpisuje i nie martwie się, że nie będę miała za co żyć do końca miesiąca. Moje „koperty to między innymi: prąd, woda, gaz, opał okazje, wywóż śmieci, lekarstwa, ubrania, remonty, oc/ac, części do auta. I jak już powkładam wszędzie pieniądze i popłacę wszystkie rachunki( przez internet bo taniej) to z tego co zostaje odkładam do 10% na czarną godzinę, a to co mi zostanie mam na żywność. Ostatnio zostało mi jakieś 600 zł. Z tego musiała kupić 2 paczki pampersów (60zł) i chustki nawilżane(15zł) , dla każdej córki po jednym jogurcie na każdy dzień(około 90 zł) po jednym owocu na każdy dzień(około 60 zł), kaszki dla młodszej(16zł) i mleko dla młodszej (15zł). Pozostało trochę ponad 300 i powiem tak :
1.zrobić jadłospis na cały miesiąc, napisać na kartce konkretnie co każdego dnia będzie na obiad,
2. obiad gotować na 2 dni jest oszczędniej,
3. piec chleb samemu- kg mąki 1,55 + troszkę soli+ troszke cukru+ drożdzę i chęci;)używam maszyny do chleba i różniaca w rachunku za prąd jest niewyczuwalna
4.chodzić na zakupy max raz na tydzień, po posiłku z listą w ręku i odliczoną gotówką(bo gdy mamy zapas kasy i pusty żołądek to niepotrzebne produkty nei wiadomo kiedy wskakują do kosza),
5. na zakupy chodzić pieszo(zaoszczędzi sie na paliwie i zyska się spacer po świerzym powietrzu;)
6. studiować co gdzie taniej itp.
7. robić domowe przetwory i prowadzić ogródek(jeśli jest gdzie:))
8. Mięso można zastąpić warzywami co jest tańsze i zdrowsze;)
To tak w skrócie
Pozdrawiam i mam nadzieje, że komuś przydadzą się moje rady.
Agnieszka

Odpowiedz

Michał Szafrański Kwiecień 1, 2013 o 23:18

Hej Agnieszko,

Przede wszystkim serdecznie Cię witam u mnie na blogu i bardzo Ci dziękuję za tak obszerny i wartościowy komentarz. Super, że podzieliłaś się swoją metodą odkładania na zakupy okresowe. Metoda „kopertowa” doskonale mi się kiedyś sprawdzała (na początku mojego oszczędzania), przy czym ja posługiwałem się po po prostu wydzielonymi sub-kontami na konkretne cele oszczędnościowe. To działa i jest to bardzo dobra metoda.

Twoje porady dotyczące zakupów żywności są jak najbardziej OK, przy czym zawsze najtrudniejszym elementem jest przekucie dobrych chęci na praktyczne działanie. Gratuluję, że Ci się udaje :)

Co do punktu 3, czyli pieczenia chleba: czy możesz rozwinąć? Z jakiej maszyny do pieczenia chleba korzystasz i ile Cię ona kosztowała? Ja piekłem chleb po prostu w piekarniku bez drożdży, na samodzielnie robionym zakwasie. Metoda czasochłonna, ale przyjemność i zapach w domu niesamowite. I do tego możliwość upieczenia sobie chlebów o różnych smakach i składnikach :) Niestety mam poważne obawy, że piekąc w piekarniku elektrycznym znacznie przepłacam za prąd.

Pozdrawiam serdecznie :)

Odpowiedz

rela Kwiecień 1, 2013 o 19:24

Witam
Już od kilku lat mam tzw koperty do których lądują pieniądze – opłaty, paliwo, jedzenie, (do niedawna dziecko tzn. pieluch , mleko, eko jedzenie lub sprowadzane kaszki). Często jak komuś o tym wspominałam uznawał mnie za idiotkę a widzę że można jeszcze bardziej się rozdrobnić;)
u mnie wygląda to w taki sposób
300zl paliwo (tylko mąż dojeżdża)
500zl rachunki (prąd, woda, internet itp)
200zl oszczędzam na opał (mieszkamy w domu)
1100-1200 kredyt hipoteczny
400 wydatki rożne lekarz, lekarstwa, ubrania (siebie i dziecko ubieram w lumpeksach co uwielbiam i nawet jeśli mam dodatkową kasę i tak mi żal na sklepy)
900zł jedzenie (dwie dorosłe osoby plus 2-letnie dziecko, ostatnio dołączyła moja mama która zajmuje się małą i często zjada z nami obiad, je dosłownie jak ptaszek więc prawie tego nie odczuwam przy domowym gotowaniu)

nasze wspólne zarobki to 4tys zlotych więc powinno mi zostać jakieś 500zł na plusie
a tak naprawdę nie zostaje mi nic i analizując, większość tej kwoty wywalam na jedzenie.
Tak naprawdę na jedzenie zbędne czyli w pracy, nie chce mi się robić kanapek i lecę do sklepiku po bułkę, gorący kubek, batona i sok, wszystko ok 6 zł a zdrowie zmarnowane….
do tego część jedzenia wyrzucam, lekko ok 10-20zl ląduje w śmietniku

w tym miesiącu mam zamiar się rozdrobnić w/g Twoich zaleceń i zaoszczędzić
jestem dobrej myśli.

Odpowiedz

Michał Szafrański Kwiecień 1, 2013 o 23:23

Hej Rela,

Dziękuję za komentarz i trzymam kciuki żeby udało Ci się zidentyfikować wycieki pieniędzy.

Jedzenie na mieście i jedzenie w pracy (o ile nie jest przynoszone z domu), to gigantyczna dziura finansowa. Mniejszy problem jeśli wydajemy te pieniądze świadomie, np. romatyczna kolacja na mieście. Gorzej jeśli są to właśnie takie 12,50 zł czy 17 zł czy 8,50 zł wydawane prawie codziennie. To niestety sumuje się do dużych kwot.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

rela Kwiecień 1, 2013 o 20:49

Agnieszka jeśli mogę spytać co gotujesz na obiady i czy dużo jecie?
i jakie masz pomysły na bezmięsne obiady?
moja koleżanka wydaje ok 400-500zl w miesiącu ale tak naprawdę jedzą przez 3 dni zupę na kostkach rosołowych z której nie potrafiłabym się najeść a mężowi nie przeszkadza że cały dzień je chleb ze smalcem….
nie neguje tego bo nigdy nie wiem kiedy się znajdę w podobnej sytuacji ale przez kilka miesięcy takiej diety można się nabawić choroby

Odpowiedz

Agnieszka Kwiecień 4, 2013 o 20:14

Witam
Jeśli chodzi o pieczenie chleba to zakupiłam maszynę Mango za 150 zł, koszt prądu na wypiek jednego bochenka to tylko 67 gr plus składniki około 1,1 zł czyłi okoły 1,8 zł ( w osiedlowym sklepiku chleb kosztuje 2,2 zł) Jest to na zwykły pszenny chleb bez dodatków. W tej maszynie można piec wszelkie rodzaje chleba na zakwasie i drożdzach, na słodko i słono oraz zrobić dżem. Jak pozostaje około pół godziny do końca programu pieczenia po domu zaczyna rozchodzić się zapach pieczonego chleba.
Co do mojego menu to zależy od czasu jaki posiadam na przygotowanie posiłku. Z doświadczenia wiem, że dania tańsze są bardziej czasochłonne. Na obiad np zupa gotowana na pałce badź ćwiartce z kurczaka najchętniej jest to ogórkowa(zapas kiszonych w piwnicy), kapuśniak(własnej roboty w piwnicy), barszcz biały, krupnik, rosół, pomidorowa, barszcz czerwony z ziemniakami postnymi. Jeśli chodzi o drugie dania to uwielbiam lepić pierogi wszelakiej maści, naleśniki z różnymi nadzieniami, kopytka, krokiety, kotlety z ziemniaków, ziemniaki na wszelkie znane mi sposoby( kupiłam ich sporo jesienią więc nie muszę się martwić o ich brak), kotlety sojowe, jaja sadzone , frytki z surówkami( zapas w piwnicy;)).
Gdy gotuje używam tylko naturalnych przypraw(pochodzą głównie z mojego ogródka)nie stosuje wegety czy kostek bo to chemia. Staram się jak mogę gotować zdrowo, bo mam dwie małe córki i zależy mi na ich zdrowiu. Ktoś kiedyś powiedział, że jesteśmy tym co jemy;) Jeśli chodzi o napoje to polecam herbatę miętową(mięta suszona z własnego ogródka) smakuje o niebo lepiej niż gotowa ze sklepu, wodę z miętą i cytryną, kompoty i soki z domowej spiżarki.
Pomysłów na bezmięsne dania mam sporo, mogę przesłać na maila dla zainteresowanych.
Co do tego ile jemy no to powiem, że jemy regularnie 4- 5 poziłków na dobę. Co do wielkości porcji to takie aż się każdy naje do syta;) Powiem szczerze, że moim zdaniem porównujac do znajomych jemy sporo;)
Pozdrawiam

Odpowiedz

Agnieszka Kwiecień 4, 2013 o 20:19

Jeszcze jedna kwestia- zdrowie: Przez ten sezon zimowy każdy z nas chorował po razie na grypę;) a po za tym na nic innego. Naprawdę dbam o to aby dostarczać rodzinie niezbędnych składników żywieniowych i nie tylko;)

Odpowiedz

Gabriela Maj 11, 2013 o 20:51

Witam Wszystkich, przeczytałam wpisy i powiem Wam, że z mojego doświadczenia wynika, że czym więcej masz to więcej wydasz i tyle. Moja rodzina to 4 osoby w tym dwoje dzieci, (17 i 6 lat), trudno mi jest powiedzieć, ile wydaję, ale przeważnie wszystko, czyli ok. 2,5 tys. miesięcznie. Kiedy byłam na wychowawczym musiało wystarczyć 1,6 tys., ubrania od zawsze kupujemy w lumpeksach, robimy weki, gotuję, sama piekę drożdżowca 2-3 razy w tygodniu zamiast wydawać pieniądze na pączki itp., a jaka frajda, mam maszynę do chleba więc zrobienie drożdżowca nie zajmuje czasu, dzisiaj np. kupiłam łopatkę zmieloną w sklepie, ok, 22 zł za 2 kg, kotletów mielonych wyszło 28 :), część zamrożę, kupiłam buraki (2kg za 2 zł) , ziemniaki z piwnicy (kupione w workach na zimę po 5 zł za 30 kg), pyszny obiadek dla 4 osobowej rodziny na co najmniej kilka dni za grosze, buraczki zasmażane też częściowo zamrożę. Za przedszkole płacę ok.300 zł, opłaty stałe 200 zł prąd, 250 woda co drugi miesiąc, telefon i neo 100 zł, komórka 20 zł, raty ok. 130 zł, TV cyfra plus 40 zł, to jest ok. 1050 zł, gaz do samochodu ok. 200 zł miesięcznie, uwierzcie, nikt głodny nie chodzi, wręcz przeciwnie, moim zdaniem jemy za dużo, mąż mówi, że za duże porcje bo on tyje, :)
Nie kupujemy gotowych soków, sąsiad ma sad, jabłka przed zimą błaga aby brać, robię soki w sokowniku parowym z miętą np. pycha, potem tylko dodać wody przegotowanej i do obiadku jak znalazł. Czytając Wasze wpisy myślę, że jestem jednak oszczędna. Pozdrawiam Gabriela

Odpowiedz

Michał Szafrański Maj 12, 2013 o 17:48

Hej Gabriela,

Dziękuję Ci za obszerny komentarz. Bardzo lubię czytać o Waszych oszczędnościowych praktykach, a widzę że Ty jesteś prawdziwą mistrzynią optymalizacji kosztowych. Ten worek ziemniaków w piwnicy, to bardzo dobry pomysł (do zaadoptowania od razu). Zresztą inne przepisy oszczędnościowe też są świetne. Bardzo Ci dziękuję :)

Pozdrawiam serdecznie imienniczkę mojej Żony :)

Odpowiedz

Gabriela Maj 11, 2013 o 22:37

zapominiałam dodać, że od 17 lat jestem konsultantką znanej firmy kosmetycznej, dzięki czemu nie wydaję wcale na kosmetyki i środki czystości, zamiast zarobku ze sprzedaży zamawiam dla naszej 4 osobowej rodziny kosmetyki, tak więc krey żele pod prysznic,perfumy mamy za darmo, a ponadto na prezenty także moi bliscy dostają kosmetyki, więc koszty prezentów odpadają…..

Odpowiedz

Mirek Maj 24, 2013 o 20:44

W prawdzie nie jest nie jest to blog kulinarny ale polecam pieczenie najprostszego chleba: koszty to mąka 1,45zł drożdże 0.85 prąd w przypadku elektrycznego piekarnika ok.1zł co łącznie daje 3,30 za 1,45 kg pysznego chleba co przy cenie najtańszej bułki z dyskontu ok. 30gr daje nam 29 sztuk wyżej wymienionych. Pozdrawiam i życzę smacznego:)

Odpowiedz

Michał Szafrański Maj 26, 2013 o 23:11

Hej Mirek,

Dziękuję za komentarz. Fakt faktem, że blog kulinarny to nie jest, ale mi również zdarzało się już tutaj publikować zdjęcia własnoręcznie upieczonego chleba. I także zdecydowanie polecam własne wypieki Czytelnikom :)

Dzięki i pozdrawiam!

Odpowiedz

Przemek Lipiec 12, 2013 o 21:40

hej,
Ja już jestem mądrzejszy o półtora miesiąca. Wyniki naszej 4os. rodzinki, gdzie jest 2 dorosłych, jedno dziecko 2,5 roku, i jeden kolega tankujący się jeszcze na cycku :))))
zatem w czerwcu na jedzenie w Poznaniu/okolicach wydaliśmy 1257zł na jedzenie/picie , z bardzo sporadycznym jedzeniem czegoś z zewnątrz -pizza itp :), a przez te 12 dni lipca wydalismy na razie 540zl . Jesli dodamy do konsumpcji alkohol lub podobne (zona pije bezalkoholowe piwo karmi :) to trzeba doliczyc 280zl w czerwcu, i 107 jak na razie w lipcu. Ciepełko, tarasik niestety sprzyja smarowaniu :))) pozdrawiam

Odpowiedz

Anna Sierpień 28, 2013 o 14:49

Jesteśmy 5-osobową rodziną (najmniejsze dzieciątko jest tylko na mleku:-), aktualnie na jedzenie wydajemy średnio 1100 zł /m-c. Z zastrzeżeniem, że wyjście do restauracji mieści się w naszym budżecie w kategorii „rozrywka/wyjścia”. Znalazłam dziś Pana bloga i mam zamiar go rzetelnie przejrzeć, bo mimo kontroli wydatków od ładnych paru lat podejrzewam, że wiele na tym polu możemy zrobić jako rodzina:-)
Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz

Przemek K. Wrzesień 21, 2013 o 12:20

Od kiedy sam wynajmuję pokój, to jedzenie stanowi ~70% moich wydatków regularnych.

Odpowiedz

Dorota Wrzesień 26, 2013 o 10:02

Skąd się wzięło przekonanie że życie w małym mieście jest tańsze?
Chleb 2, 50
Masło 3, 70- 5, 70
Czynsz 500- 700
W Warszawie jest drożej?

Odpowiedz

Kasia Styczeń 2, 2014 o 14:13

Ceny w Warszawie: chleb razowy 0,5 kg: 2,8 lub 3,4 w zależności od piekarni, masło – kostka 300 g – 8 złotych, czynsz bardzo różnie.

Odpowiedz

Izabela Październik 3, 2013 o 15:49

Witam!
Jest nas troje dorosłych (córka ma 18 lat) i pies ,który ma swoją karmę.
Mieszkamy w Poznaniu. Nie wiem jak mi się to udaje ,ale potrafię nas wyżywić za 700-800 zł na cały miesiąc. W tym jest jeszcze wliczona karma dla psa ok 100zł.
Nikt nie jest głodny….
Obiad gotuje najcześciej tak zeby starczyło na dwa dni. Pijemy wode gazowana a córka niegazowana i taka tez bierze do szkoły. Cos słodkiego też musi być.
Nie staram się robić zakupów na tydzień. Mam blisko sklepy wiec kupuję na bieżąco.
Ale nie zapełniam lodowki,bo wtedy zawsze cos zostaje i trzeba w końcu wyrzucic.
Przy zakupach tygodniowych zawsze kupuje sie za dużo i do tego wiele niepotrzebnych rzeczy.
Taka jest moja polityka żywieniowa…
Pozdrawiam

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 3, 2013 o 22:22

Hej Izo,

Dziękuję za komentarz i podzielenie się kosztami. Z mojej perspektywy wyglądają na rekordowo niskie. Gratuluję takich rezultatów :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Natalia Październik 4, 2013 o 15:50

Ja robię miesięczne jadłospisy które ułatwiają mi miesięczną kontrolę nad wydatkami związanymi z jedzeniem.

Odpowiedz

Gosia Październik 28, 2013 o 17:06

Witam,
staramy się korzystać z mężęm z programów partnerskich. Jednak żeby cos na tym skorzystać należy wybrać 1-2 i byc systematyczny. Duże zakupy robimy w Auchan – po pierwsze mamy niedaleko po drugie chwale sobie program lojalnosciowy „skarbonka”. No i uważam, że ceny atrakcyjne a takkże promocje. Zakupy robimy zawsze we wtorki kiedy to jest 5% kwoty za spozywkę, czyli 90% naszego koszyka, na kartę „skarbonka”. Tym sposobem jest koniec października a my mamy do wykorzystania ok 230 zł co bardzo się przyda na przedświątecznych grudniowych zakupach. Do tego płacimy kartą millennium do dobrego konta i mamy miesiącznie zwrotów ok 30 zł. (niestety tylko do końca roku). Codzienne zakupy robię w Piotrze i Pawle oraz osiedlowym warzywniaku. Na PiP jestem w sumie skazana gdyz jest to jedyny sklep z dobrej jakości wędlinami i mięsem w okolicy. Staram się tam kupować jak najmniej ale w miesiącu zostawiamy tam ok 150-200 zł. Dlatego płacę kartą millennium impresja i mam od tej kwot 5% zwrotu co miesiąc. Kolejne 7-10zł w kieszeni. Jeżeli ktoś robi tam zakupy za ponad 50zł jednorazowo co mi sie nie zdarza to warto płacić tą karta i korzystać z karty rabatowej PiP co w sumie może nam dać 10% rabatu, a to juz naprawdę dużo.
Ponadto jeżeli jest w jakims markecie w dobrej promocji cos co naprawdę duzo uzywamy i sie nie psuje (tabletki do zmywarki czy inna chemia domowa) kupujemy na zapas i to duuuży nawet roczny

Odpowiedz

Artur Październik 31, 2013 o 13:14

Michał,
Mnie zapisywanie wydatków trochę przybijało mam, więc teraz trochę inne podejście. Jakiś czas temu widząc, że kasa gdzieś wsiąka postanowiliśmy z żoną przyjrzeć się pieniądzom, które wydajemy. Przez ponad pół roku spisywaliśmy z paragonów wszystkie nawet najmniejsze wydatki. Podział na kategorie był bardziej szczegółowy niż u ciebie. Zapisywałem nie tylko kwoty w danych kategoriach, ale też miejsce gdzie dokonaliśmy zakupów. Pół roku dało nam pewien obraz sytuacji, zobaczyliśmy na przykład, że dość sporą kwotę wydajemy w lokalnym sklepiku u Pani Zosi, że dużo wydajemy na słodycze i inne przekąski. Odwiedzaliśmy wtedy często rodzinę mieszkającą spory kawałek od nas i okazało się, jak słusznie zauważyłeś, że wydajemy niemałą kwotę na kawę i hot-doga na orlenie w połowie drogi między naszym domem a rodziną. Takie zapisywanie było jednak zbyt kosztowne mówiąc o czasie i stresie z tym związanym.
Moją kontrolę budżetu zaplanowałem trochę inaczej. Wiedząc już ile i gdzie wydajemy mogliśmy określić, jaką kwotę miesięcznie potrzebujemy żeby żyć. W naszym wypadku jest to kwota ok 2,5tyś, ale wliczam w to też paliwo i bilet komunikacji miejskiej. Taka kwotę miesięcznie przelewam na kartę prepaidową i w tej kwocie staramy się zmieścić. Udaje się, oczywiście zdarzają się miesiące, że trzeba stówkę dołożyć, ale są i miesiące, gdy stówka zostaje. Dla nas to mniej stresujące podejście niż zapisywanie wszystkiego w excelu. Chociaż nadal zapisuje stałe wydatki.
Podobnie jak ty kupujemy w Lidlu, Biedronce i Leclercu, niektóre produkty wychodzą korzystniej w jednym sklepie a inne w innym.
Co do wydawania pieniędzy w pracy to sytuacja może być gorsza niż 15zł dziennie. Złapałem się na tym, że do lunchu za 12-15zł dochodziła mała kanapka za 3,5zł, kawa z automatu za 2,5zł, batonik albo paluszki po południu za 2,5zł, jakiś soczek… i ponad 20zł jak nic uchodziło. Teraz przygotowuje obiad sam w domu a w pracy podgrzewam go w mikrofali (wiem, że szkodzi, ale …)
Pozdrawiam
Artur

Odpowiedz

Jarek Listopad 21, 2013 o 20:29

Hej. Trafiłem na ten blog jakoś przypadkiem, ale chyba powoli zaczynam zarażać się oszczędzaniem :)
Mój pomysł to najpierw życie 2 miesiące na normalnym poziomie, oblicze średnią wydatków z tych 2 miechów, potem kolejne 2 na mądrym oszczędzaniu, różnica która wyjdzie z tych 2 będzie odkładana i wydana raz w roku na jakąś fajną zagraniczną wycieczkę.
Jeszcze co do hipermarketów to może warto dodać, które są drogie? Z ciekawych tricków polecam, chodzenie do Kauflanda pół godziny przed zamknięciem, mają tam sporą obniżkę cen na owoce.

Odpowiedz

Beata Grudzień 29, 2013 o 23:52

Jestem w o tyle dobrej sytuacji, że umiem (i lubię) gotować , dlatego wiele rzeczy przygotowuję sama. Przykładowo koszt jednorazowego upieczenia chleba to jakieś 5-6 zł/2 tygodnie. Gdybym miała kupować chleb tak jak robiłam to jeszcze 2 miesiące temu, wydałabym dużo więcej, bo ok. 15 zł/2 tygodnie. Podobnie jest z przetworami. Kupuję warzywa i owoce wtedy, kiedy są najtańsze, czasami udaje mi się je dostać (od zaprzyjaźnionej „pani z warzywniaka”) w naprawdę atrakcyjnych cenach.

Znajomość cen w sklepach jest dodatkowym atutem w temacie oszczędzania. Niekiedy niepozorne 20 czy 30 groszy – robi naprawdę dużą różnicę w końcowym rozliczeniu. Nie wiem jak jest w innych marketach, ale np. w Kauflandzie warto robić zakupy na godzinę czy pół godziny przed jego zamknięciem. Duże promocje i obniżki na żywności niekiedy pozytywnie zaskakują.

Odpowiedz

Kasia Rz. Styczeń 6, 2014 o 18:44

Sposoby na oszczędzanie i jednocześnie prowadzenie racjonalnej diety:

1. Zakupy robię każdego dnia powszedniego, kupuję tylko to co jest potrzebne na dany dzień, ewentualnie na kilka dni naprzód, w ten sposób prawie niczego nie wyrzucam, lodówkę mam prawie pustą, jem wszystko świeże.

2. Nie jem nic na mieście (Warszawa), wszystko gotuję w domu.

3. Nie kupuję żadnych wędlin, zamiast tego piekę mięso sama w piecyku (przebicie bardzo duże: np. 1kg schabu pieczonego sklepowego to ok. 40 złotych, gdy piekę sama płacę za schab surowy około 20 PLN za kg). Tak samo piekę ryby zamiast kupować wędzone albo w puszkach.

4. Robię mrożonki na zimę: paprykę, cukinię, śliwki, wiśnie, truskawki. Kupuję w sezonie na Bazarze Szembeka za około 3 do 4 złotych za kilogram.

5. Nie kupuję ani nie jem żadnych słodyczy; zaoszczędzam w ten sposób na dentyście, Chronię się w ten sposób przed cukrzycą i nadciśnieniem w przyszłości. Od kiedy przestałam jeść słodycze skończyły się wszelkie przeziębienia, grypy itp. Nie wydaję w ten sposób na leki i lekarzy.

6. Nie kupuję żadnych słodkich napoi typu Cola; zamiast tego przywożę rowerem wodę ze studni oligoceńskiej. Gotuję wszystko na takiej wodzie. Z wody oligoceńskiej jest pyszna herbata, zupełnie inna w smaku niż z wody z kranu. Zawsze w ten sposób trochę zaoszczędzę na rachunkach za wodę.

Generalnie kupuję żywność jak najmniej przetworzoną i gotuję wszystko sama.

Pozdrawiam
Kasia

Odpowiedz

Michał Szafrański Styczeń 6, 2014 o 23:11

Hej Kasiu,

Bardzo dziękuję Ci za komentarz i podzielenie się własnymi sposobami :)

Pozdrawiam

Odpowiedz

Ewa Styczeń 28, 2014 o 13:34

Michał,
Bardzo ciekawy artykuł i wartościowe komentarze! Ja ze swojej strony chciałabym poruszyć watek, wydatków na jedzenie dla osoby, która jest wegetarianką , z rożnymi dolegliwościami pobocznymi czyli alergie na białko i gluten. Okazuje się bowiem, że pomimo mojego ogromu starań moje wydatki na jedzenie miesięcznie (nie wliczając jedzenia poza domem) to około 800-900 zl miesięcznie i to przy założeniu, że nie kupuje, napojów gazowanych, soków w kartonach, mleka, masła , jogurtów, serów, chleba, wędlin, mięsa, piwa, alkoholi (poza winem czerwonym), dżemów, makaronów ani produktów przetworzonych typu sosów ani w puszkach, w proszku ani w słoikach.
Ktoś zadałby pytanie to jakim cudem wydaje tyle kasy. A bardzo prostym. Cóż w Polsce jedzenie zdrowe, nieprzetworzone, bez polepszaczy etc. jest raz droższe. Dla ilustaracji:
Karton mleka sojowego (najtańsze w Auchan 6 zl), cena w innych sklepach 10zl. Mała kostka tofu to około 6 -9zl, parówki sojowe 6 szt. 8zl, chleb bez glutenu 10-12 zl, 200 gr komosy to już prawie 25 zl (czasami uda mi się kupić za 18 zł). Makaron bezglutenowy 10-15 zl 200gr. Mogłabym dużo tu wyliczać.
Gotuje codziennie gdyż unikam, rzeczy gotowych a poza tym nie jem chleba wiec lancze do pracy odpadają. Przygotwuje wiec duszone warzywa z kaszą lub ciemnym ryżem, tofu, lub kawałkiem ryby etc. plus świeżo wyciśnięty sok przygotowany w domu lub pokrojone świeże owoce, które o tej porze roku tez nie są tanie. W efekcie moj przygotowany w domu luncz nie wychodzi wcale tanio.
Jedyna oszczędność, która udało mi się wprowadzić, to zaczęłam kupować mrożonki warzywne w Lidlu (bardzo dobra jakość przy relatywnie dość niskiej cenie) aby unikać kupowania świeżych warzyw szklarniowych. Lidl ma tez dobra ofertę świeżego łososia. Odkąd mieszkam w Polsce wyleczyłam się też z jedzenia owoców morza bo cena 200 gr nie obranych świeżych krewetek to około 25 zl. czyli po obraniu starczy na jedno danie!
Czekam, zatem na jakieś sugestie, gdzie szukać oszczędności, a może ktoś zna dobry tani sklep ze zdrową żywnością, który mógłby polecić.

Pozdrawiam serdecznie
Ewa

Odpowiedz

Agnieszka Z Luty 8, 2014 o 22:24

Bardzo dużo oszczędzam na soczkach dla 3-latki poprzez łączenie zdrowego koncentratu bezcukrowego (butelka na 20-30 kubeczków 4 złote) z wodą z filtra (na wkłady 10pln/ 2 miesiące), na drogę wlewam go do butelki po kupnym soku kupowanym raz na kilka miesięcy.

Odpowiedz

Agnieszka S-K Luty 16, 2014 o 14:22

Agnieszko
Ja mojemu synkowi (obecnie 5 lat) od zawsze daję do picia napary owocowe (czyli herbatka zrobiona z suszu – do kupienia np. w lidlu) lekko dosłodzone stewią (stewią a nie cukrem od czasu pierwszej wizyty u stomatologa). Nie jest przyzwyczajony do soków, więc się nawet nie dopomina. W ogóle u nas w domu praktycznie jedyne napoje to woda mineralna, herbata oraz inka (kawy nie pijamy od kilku lat), także na ten cel nie wydajemy wiele.

Odpowiedz

Ola Kwiecień 4, 2014 o 15:58

Pieczywo spokojnie można kupować na zapas. Jeśli zamrozimy kupiony chleb czy bułki zaraz po kupieniu, po rozmrożeniu będą prawie jak świeże. Zamiast latać codziennie do piekarni, zdarza mi się na przykład kupić w jakimś hipermarkecie 8-10 bułek i wyciągać po jednej czy dwie codziennie wieczorem, zależnie od tego, ile chcę zjeść na śniadanie (ilości tak małe, bo mieszkam sama ;)). Jeszcze bardziej opłaca się kupić chleb i porozdzielać go na porcje. np po 2 kromki (wystarczy poprzekładać folią czy papierem i tak włożyć do zamrażarki).

Odpowiedz

Andrzej Maj 12, 2014 o 21:42

Fajne ujęcie jak przeanalizowałem proste kroki jakie pozwalają na oszczędności to wiele z nich jakoś tak sam stosuję. Ja mam metodę na panowanie nad kosztami jedzenia, przeznaczam na tygodniowe zakupy 300zl i w tym są zakupy na placu targowym (mięso, warzywa owoce, pieczywo) oraz dyskont Biedronka, Lidl reszta w tym napoje i chemia. I tu mam obserwację dot. I zdrowia i oszczędności zminimalizować napoje typu cola na soki 1l jablkowego w Biedronki 2.15zl i naprawdę idzie mniej niż coca cola bo ja dzieciaki piją dla samego picia . Piwo tylko butelkowane, zakupy z listą, przed wyjazdami lub co jakiś czas niedoszacowanie listy tak aby pod koniec tygodnia coś poimprowizowac z tego co jest w lodówce np. Pizza. Etc żartuje sobie ze sprzątamy lodówkę.

Wystarcza wychodzi mi 1500 na cztery osoby.

Do tego jedzenie do pracy zabieram z domu owoce jogurt, wale różowe, żona i dzieci jedzą w pracy i szkole na stołówce muszę sprawdzić ile to kosztuje może stołówka w szkole ok 200 w przedszkolu nie wiem.
Restauracje w tym pizza średnio 200 zł.
Alkohol niestety podnosi średni piwo 4 tygodniowo, 1 wino tygodniowo, 1 whisky miesięcznie to tak wyjdzie średnio 200 zł.

Od dawna myśle o rzetelnej statystyce i analizie ale największym problemem wydaje mi się prowadzenie buchalterii czyli wpisywane wszystkich wydatków. (przepraszam za styl ale niektóre tablety starają się pomagać;)

Odpowiedz

meka Lipiec 27, 2014 o 23:19

Gdy planuję naprawdę duże zakupy (przed świętami, przed urodzinami – robimy imprezę z naprawdę dużą ilością jedzenia) to spisuję czego potrzebuję i przeglądam wszystkie aktualne gazetki. Do tego wybieram się do kliku marketów z wydrukowaną tabelką czego potrzebuję i zapisuję jaka jest cena w sklepie. Raz zdarzyło się, że obsługa się zainteresowała czy nie jestem z konkurencji:) Jest to zadanie dość pracochłonne ale po podliczeniu okazuje się, że udaje się zaoszczędzić na takich zakupach nawet ponad 100zł nie tracąc przy tym na jakości produktów.
Warto też przyjrzeć się temu co możemy sami zrobić w domu. Widziałam, że były już komentarze o przetworach, ja mam jednak radę dla osób piekących (mam w tym zakresie świata i tydzień bez choć jednego ciasta to tydzień stracony:) ). Zastanawialiście się kiedyś jak dużo przepłacacie kupując w sklepie cukier wanilinowy (tak, tak wanilinowy a nie waniliowy)? Najtańszy jaki spotkałam (z Lidla) to koszt 0,35zł za 16g (a widziałam i takie za 70gr) zatem za kg wychodzi 22zł! A można zrobić w domu cukier z prawdziwą wanilią o nieporównywalnie lepszym smaku i aromacie (swoją drogą niedawno okazało się, że wanilinę można wyekstrahować z krowiego kału i pewnie niedługo taki właśnie cukier wanilinowy będzie w sklepach bo tańszy) a wkład pracy prawie żaden. Wystarczy do kilograma cukru wrzucić 2 laski wanilii (wydłubać ziarenka i wrzucić do cukru wraz z korą) wymieszać i po 2 tygodnia jest gotowy do użycia a terminu ważności w zasadzie nie ma. Po wykorzystaniu części cukru waniliowego można dosypać znów zwykłego cukru a przy kolejnych dosypkach co jakiś czas wrzucić laskę wanilii. Koszt: 1kg cukru ostatnio widziałam w Lidlu za 1,99zł, laski wanilii też kupuję w Lidlu w promocji za ok 5zł/2szt (na allegro widziałam 5zł/szt) więc wychodzi 6,99zł/kg – oszczędność 15zł/kg! Można również kupić cukier z prawdziwą wanilią sklepach (i w zasadzie na tym powinno opierać się porównanie) w cenie ok 3zł za opakowanie więc 187,5zł/kg!!
Jeszcze jedna sprawa – pisałeś o suszonych bułkach i chlebie – absolutnie tego nie wyrzucam. Akurat chleb teściowa bierze dla kur lub kaczek ale bułki mielę i otrzymuję bułkę tartą w zasadzie za darmo.

Wielkie dzięki Michale za Twojego bloga – otwiera oczy na wiele spraw.

Odpowiedz

Artur Wrzesień 9, 2014 o 10:06

Witam, świetny artykuł. Od siebie dodam, że dobrym sposobem na oszczędność bez rezygnacji z rarytasów, jest gotowanie samemu. Może to i trudne ale za każdym razem potrawy wychodzą coraz lepiej, więc można się czegoś nauczyć. Problem, gdy ktoś mieszka sam, bo często większa ilość może się zmarnować, bądź po prostu przejeść, gdy np kilka dni z rzędu mamy to samo ;(. Jednak i na to jest dobry sposób. Wystarczy zachować słoik np. po ogórkach i najzwyczajniej w świecie zawekować resztę (zagotowaną potrawę, zupę lub cokolwiek co nadaje się do wekowania, nalać do słoika, zakręcić szczelnie i postawić do góry dnem, na pokrywce, do ostygnięcia – gry ostygnie pokrywka powinna być wklęsła, a taka potrwawa może przeleżeć w lodówce nawet kilka tygodni). Sam z tego korzystam, jako że jestem studentem i gotuję tylko dla siebie, mam kilka potrwa w lodówce zawekowanych co raz, że daje oszczędność pieniędzy bo jeden obiad, np. leczo wychodzi w granicach 2-3 zł, a dwa daje później oszczędność czasu bo takie coś wystarczy tylko podgrzać na kuchence lub w mikrofali :). Takim sposobem moje koszta jedzenia i alkoholu zamykają się w granicach 250 zł czasem do 300 na miesiąc.

Odpowiedz

Katarzyna Wrzesień 26, 2014 o 13:43

Oszczędzanie na jedzeniu, to także, ba a nawet robienie zapasów w sezonie owocowo-warzywnym. Moje sposoby to:
• kup zamrażarkę skrzyniową np. używaną (portale gastronomiczne) ja kupiłam roczną za 300,0 zł
• kup niedrogie urządzenie do pakowania próżniowego – wiem to wydatek, ale uzasadniony pakowane próżniowo warzywa i owoce oraz mięso a następnie zamrażane to: optymalizacja miejsca w zamrażarce oraz gwarancja świeżości produktu, nie jest wyschnięte
• mroź wszystko co się da w sezonie np.:
1. np. młodą jagnięcinę do 12 miesiąca życia, (hodowcy czasem mają problem z jej zbyciem) o właściwościach odżywczych tego mięsa nie będę się rozpisywać – pokrój na porcję zapakuj próżniowo i opisz markerem do CD co to za kawałek oraz datę zamrożenia – tym sposobem masz dostęp do bardzo dobrego mięsa i nie masz problemu z pytaniem co na obiad.
2. kurczaki, króliki – zamów wcześniej umówioną ilość z hodowcą. Hodowcy Eko chętnie przystają na taką formę zamówienia. Wiosną zamawiasz np. 20 kurczaków, odbierasz wczesną jesienią przygotowane tuszki.
3. ryby jeśli wędkujesz, lub masz dostęp do stawów hodowlanych, nabywanie produktów bezpośrednio od hodowców to oszczędność na marży pośredników.
4. nie wyrzucaj kości, po rozbiorze mięsa, również je mroź i gotuj zupy na ich wywarze.
5. rób przetwory: dżemy, konfitury, kiś ogórki, buraki, grzyby itp. – wszystko to co lubisz w ilościach, które spożyjesz przez następne 6 miesięcy.
pozdrawiam Katarzyna

Odpowiedz

anka Listopad 3, 2014 o 19:01

pracuję zawodowo cały tydzień. mam ogródek i sad. robię przetwory, ale przy opłatach za telefon, prąd itp. to za mało na 5 osobową rodzinę.

Odpowiedz

anka Listopad 3, 2014 o 18:55

zarabiam 1000 zł mam 3 dzieci (chodzą do szkoły tam jest, sklepik szkolny). mieszkam na wsi co wiąże się z częstymi odwiedzinami rodziny z jednym lub dwoma noclegami w tygodniu .odwiedza nas tak 2-5 osób jak organizować w ten budżet rodziny? żeby starczyło na żywienie rodziny przez cały miesiąc i jeszcze na opłaty?

Odpowiedz

Michał Szafrański Listopad 3, 2014 o 20:59

Hej Anka,

Podziwiam, że przy 1000 zł udaje Ci się utrzymywać rodzinę, ponosić opłaty i do tego przyjmować gości. Nie wiem praktycznie nic o tym, w jaki sposób żyjecie, czy samodzielnie produkujecie żywność, czy oprócz warzyw hodujecie również drób itp., czy stosujecie „handel wymienny”, jaki jest poziom Waszych kosztów stałych.

Na pewno przy tak niskich przychodach warto zawalczyć o dodatkowe zarobki, ale przyznam, że rzeczywistość wsi jest ode mnie bardzo odległa i trudno mi cokolwiek zasugerować.

Zachęcam do zapoznania się z cyklem artykułów „Budżet domowy” (link po prawej stronie bloga) a także podcastem: http://jakoszczedzacpieniadze.pl/wnop-011-praca-dodatkowa-poza-etatem

Pozdrawiam i życzę powodzenia

Odpowiedz

Katarzyna Listopad 4, 2014 o 11:10

Też szczegółowo kontroluję wydatki. W tym roku przez 10 m-cy wydaliśmy 355 zł na os. (4-osobowa rodzina), w poprzednim 358 zł/os.
Staramy się planować zakupy, robić listy, nie wyrzucać jedzenia, a nawet robimy przetwory, choć w małych ilościach. Zgadzam się z Katarzyną, że zamrażarka to wspaniała pomoc w kuchni: po pierwsze tracimy mniej cennych składników z pożywienia; po drugie zawsze mamy coś pod ręką na obiad/kolację (moje dzieci uwielbiają jogurty zmiksowane z owocami – nie muszę kupować smakowych, dzieci jedzą zdrowiej, zużywam owoce z ogrodu, a do tego nie tracę czasu na robienie dżemów, soków itp.); po trzecie ograniczamy w ten sposób wyjazdy do sklepu i nadmierne wydatki. Pieczemy chleb albo bułki. Staramy się robić potrawy proste, nie wymagające długiego czasu przygotowania, ograniczamy się do jednodaniowych obiadów. Oboje pracujemy i mamy małe dzieci, więc czas jest na wagę złota. Samokontrola nie przeszkadza nam jednak w drobnych kulinarnych przyjemnościach i zjedzeniu czegoś (nawet niezdrowego) poza domem.
Regularnie oczyszczamy zapasy i staramy się ich nie robić w nadmiernych ilościach. Na wyjazdach królują kanapki i owoce przygotowane w domu. Pod wieloma punktami z listy w artykule podpisujemy się bezapelacyjnie. Polujemy na promocje również w artykułach spożywczych i mrozimy wszystko co się da :-) I co najważniejsze odkryliśmy, że przygotowanie jedzenia w domu naprawdę nie zajmuje aż tak dużo czasu. Wystarczy dobra organizacja i zakupy raz na jakiś czas, a zawsze znajdzie się coś do jedzenia.
Podobnie jak Autor artykułu dzielę wydatkowaną kwotę na kategorię: jedzenie do domu, jedzenie poza domem, słodycze i przekąski oraz alkohol. Rozpisywanie wydatków w ogóle jest bardzo przydatne do planowania budżetu domowego i kontroli zakupów. Korzystam z aplikacji CashDroid w telefonie i chwalę sobie, że w każdej chwili mam możliwość zapisania, ile i na co wydałam. Zdecydowanie więcej jestem w stanie oszczędzić albo pozwolić sobie na lepsze (droższe) wyposażenie domu w razie awarii zużytego sprzętu.

Odpowiedz

Monika Grudzień 4, 2014 o 08:17

Witam.Blog naprawde super.Od dzis zaczynam konsekwentnie spisywac wszystkie miesieczne wydatki.Ktos poruszyl delikatnie watek lekarstw .Otoz moim najnowszym odkryciem na oszczedzanie na lekach(tych bez recepty )sa zakupy w aptece interneowej.Apteka w ktorej sie zaopatruje wraz z przyjaciolmi oferuje lekarstwa o plowe tansze(dolownie) niz apteki stacjonarne.Przykladowo koszt witamin ktore spozywam dla mam karmiacych to 51 zl w aptece w miescie a przez internet 25(Tak ,tak

Odpowiedz

Monika Grudzień 4, 2014 o 08:18

Witam.Blog naprawde super.Od dzis zaczynam konsekwentnie spisywac wszystkie miesieczne wydatki.Ktos poruszyl delikatnie watek lekarstw .Otoz moim najnowszym odkryciem na oszczedzanie na lekach(tych bez recepty )sa zakupy w aptece interneowej.Apteka w ktorej sie zaopatruje wraz z przyjaciolmi oferuje lekarstwa o plowe tansze(dolownie) niz apteki stacjonarne.Przykladowo koszt witamin ktore spozywam dla mam karmiacych to 51 zl w aptece w miescie a przez internet 25(Tak ,tak

Odpowiedz

wacek Grudzień 4, 2014 o 13:19

A ja na czteroosobową rodzinę ZARABIAM miesięcznie 2100 zł. I jakoś mamy prąd, wodę, tv, internet, komórki na abonament, psa i na mój dojazd do pracy. I na jedzenie też mamy dość. Miesięcznie jeszcze odkładamy 400 zł. Niczego mi nie brakuje, żonie i dzieciom też nie (fakt nie mamy samochodu. Z wyboru :) ). 2000zł msc na samo jedzenie?? No chyba żart…

Odpowiedz

ilona Styczeń 10, 2015 o 21:39

MICHAŁ REWELACYJNY BLOG WYCIĄGAM Z NIEGO DLA SIEBIE WIELE CENNYCH INFORMACJI.DOPIERO ROZPOCZYNAM SWOJĄ DROGĘ .DZIĘKUJĘ CI I WSZYSTKIM ZA TAK INSPIRUJĄCE WPISY. ZA JAKIŚ CZAS PODZIELĘ SIĘ Z WAMI MOIMI OSIĄGNIĘCIAMI.JESTEM MEGA MEGA ZMOTYWOWANA!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Odpowiedz

Gosia Styczeń 13, 2015 o 13:50

Polecam zapisywanie bardzo szczegółowe wydatków tym którzy jeszcze tego nigdy nie robili. Możemy być naprawdę zdziwieni ile pieniędzy idzie na różne produkty w domu, gdzie zapytani przez kogoś odpowiedzielibyśmy, że wydajemy na nie dużo mniej niż to ma miejsce w rzeczywistości. .
Ja po takich 2 m-cach spisywania byłam w szoku że wydajemy na 4 – os rodzinę 50 zł/m-c na papier toaletowy i chusteczki do nosa (czyli 600zł!!!! rocznie), 150 zł na napoje (woda, soki i kilka piw). Nie wiem ile wydawaliśmy na chleb kiedy jeszcze nie piekliśmy sami, ale myślę, że ok 120zł. Nie jemy w ogóle pszennego pieczywa więc na pewno dużo kasy zostawialiśmy w piekarni. Od czasu jak pieczemy własny kosztuje nas to 40zł/m-c + prąd. Zawsze piekę 2 chleby z 1kg mąki (razowej, pełnoziarnistej lub orkiszowej + rożne dodatki jak otręby, siemie lniane czy różne ziarna) i zamrażam. Staram się też wykorzystywać nagrzewanie piekarnika do 220’C kiedy piekę chleb i przy okazji zrobić pizzę na kolację, tartę czy upiec coś słodkiego. Mąki kupuję w pobliskiej hurtowni spożywczej po 10 kg i starcza mi to na 2 m-ce. Niestety nie jedzenie białego pszennego pieczywa jest bardzo kosztowne… Tym bardziej, ze wszystkie wypieki jak pizza, tarta słodka/słona, kruche ciastka piekę z orkiszowej.

Odpowiedz

Betty Styczeń 17, 2015 o 23:30

Przy 5-osobowej rodzinie wydawalismy rok temu od 1600 -1900 zl na zywnosc i chemie, nie oszczedzajac specjalnie, ale tez nie korzystajac z knajp, chyba, ze na wyjezdzie.
Ale to nie jedzenie jest naszym glownym wydatkiem: kredyt (1400) i pozostale oplaty to razem 3000, do tego szkola (choc panstwowa), ubranie i szeroko zw. inne ok 1000zl. Regularnie potrzeba ok 6000 bez oplat za samochod, czy ekstra wydatkow na mieszkanie.
10 lat temu zarabialam 2000 i utrzymywalam wtedy 3-osobowa rodzine, a wynajmowalismy mieszkanie. Wyobrazalam sobie, ze jakbym wiecej zarabiala, to duzo zaoszczedze – nie sprawdzilo sie :-). Po czesci to wina tego, ze jak sa pieniadze, to zyjemy na wyzszym poziomie ( np. ubrania kupuje nowe, a nie w ciucholandzie), ale tez zycie potwornie drozeje.

Odpowiedz

Ania M. Luty 2, 2015 o 01:31

Spisuję wydatki przynajmniej od dwóch lat i dzięki czemu doskonale wiem, ile i gdzie uciekało nam funduszy. Obecnie nie wydajemy na żywność więcej niż 1000 zł miesięcznie, przy 4-osobowej rodzinie, przy zdrowym żywieniu i stawianiu na b. wysoką jakość jedzenia. Nie odmawiamy sobie kolacji na mieście (1,2 x mies). Sekret tkwi w prostocie posiłków, przygotowywaniu w domu, braku gotowców i zdrowym żywieniu, które jest najlepszą podstawą w oszczędzaniu (na lekarzach) :)

Odpowiedz

Kinga Luty 6, 2015 o 11:32

To mi się podoba, chciałabym zejść do takiej kwoty miesięcznie :-)

Odpowiedz

Kinga Luty 6, 2015 o 10:59

Ja dopiero zaczynam spisywanie wydatków bardzo ogólnikowo narazie (rachunki, paliwo, jedzenie) ale i tak dzięki temu mam jako takie rozeznanie. Blog bardzo mi się podoba , dzięki niemu zaczęłam zwracać uwagę na co wydaję pieniądze( byłby idealny gdyby był połączony ze zdrowym odżywianiem i wyliczeniami ile kosztuje nas np.sok czy jogurt domowy) Teraz muszę zacząć spisywać z większą dokładnością „jedzenie” bo mimo że większość rzeczy robię sama (przetwory, chleb, masło a nawet wędliny (nie zawsze), soki itd.) i nie kupuje już żadnych gotowców to gdzieś te pieniądze jednak uciekają

Odpowiedz

Angelika Marzec 1, 2015 o 20:28

Planowanie zakupów jest ważne, bardzo dobrze, że Pan o tym wspomniał :) Sądzę jednak, że mimo wszystko zabieranie dzieci na zakupy jest ważne, by nauczyły się racjonalnego wydawania pieniędzy 😉

Odpowiedz

Wero Marzec 16, 2015 o 20:31

Też myślę, że dobrze jest uczyć dzieci jak kupować, ale to nie znaczy, że muszę regularnie chodzić z rodzicami, wystarczy, że pójdą co raz-dwa razy w miesiącu i to im wystarczy.

Odpowiedz

greg Marzec 5, 2015 o 18:07

Tak siedzę z otwartymi oczami. Zdecydowanie muszę przeliczyć nasze wydatki. Na obecną chwilę wydajemy (z żoną) jakieś 1500-2000 zl miesięcznie na jedzenie (w tym wyjścia- 6-8/mies). Dodatkowo przynajmniej raz w tygodniu jemy obiad u tesciów. Zakupy robimy w biedronce, lidlu, tylko chleb i wędlinę na placu targowym lub w almie…

Odpowiedz

Wero Marzec 16, 2015 o 20:29

Od zawsze oszczędzam na jedzeniu – nauczyłam się tego w domu. Prawie nie kupuję gotowych rzeczy, warzywa i owoce na bazarze raz na tydzień (kolejność jedzenia tak, żeby nic się nie psuło). Praktycznie nie wyrzucamy jedzenia. Chleb pieczemy w domu, bo nigdy nie pleśnieje, jak przyschnie to starą metodą (zwilżyć i do pieca na troszkę) odświeżamy. Nie kupuję żadnego musli: bez sensu, dużo taniej jest kupić osobno wszystkie składniki i mieć różne śniadania. Latem robię przetwory owocowe i kiszę ogórki (spore przebicie, zimą kosztują 10zł/kg, a te do kiszenia kupuję za 2zł/kg), oraz robię sos pomidorowy. Rzadko jemy na mieście, nie kupujemy napojów soków, mamy filtr do wody i sokowirówkę. Oliwę kupuję w 5l puszkach. Dawno nie prowadziłam zapisków, ale szacuję, że wyżywienie naszej czwórki to średnio 1800zł miesięcznie przy dużej ilości produktów ekologicznych, drogich, dobrej jakości tłuszczach.

Odpowiedz

byledojutra Marzec 26, 2015 o 13:03

Budżet (tak na serio i systematycznie) prowadzę jakieś pół roku. Wychodzi mi, że na dwie osoby wydajemy miesięcznie średnio 800zł na jedzenie. Wszystkie produkty typu coca-cola, alkohol, słodycze, gotowe produkty, np pizza, czy jedzenie w mieście wrzucam w kategorię „przyjemności” (tam jest wszystko, co nie jest niezbędne, a kupione właśnie dla przyjemności). Zastanawia mnie, czy byłabym w stanie jeszcze bardziej te koszta obniżyć, ale chyba już się nie da :)

Odpowiedz

Amadeusz Lipiec 5, 2015 o 18:20

a ja nie jem prawie w ogóle na mieście, słodyczy np. też nie jem, ale wydaję na jedzenie na jedną osobę minimum 800-900 zł. Niestety jem 3-4 tys. kcal, więc nie da się obciąć już tych wydatków. Nawet raz zbierałem przez cały miesiąc paragony i kompletnie nie jadłem poza domem i wyszło mi ponad 700 zł – to taka ciekawostka :)

Odpowiedz

Justyna Wrzesień 2, 2015 o 10:45

Witam. Mieszkam we Wloszech. Bardzo czesto zdarzaja sie tu promocje na okolo 40%. Czesto z nich korzystam, zwlaszcza jesli chodzi o srodki czystosci, plyny do prania, szampony, mydla itd. Maja dosc dluga date waznosci i sporo udaje mi sie na tym zaoszczedzic, zwlaszcza, ze sa to produkty, ktore czesto uzywam. Jedyny problem, to brak miejsca w mieszkaniu. :(

Odpowiedz

Przemo Październik 31, 2015 o 19:09

Jedzenie na mieście może być faktycznie odczuwalne dla budżetu. Lub wyjścia na piwo z kolegami – tu parę złotych, tam kilka i się robi z tego pokaźna sumka. Dobry pomysł, żeby wyszczególnić to w podkategorii podczas analiz jako rzecz, na której warto zaoszczędzić, bo to tutaj właśnie ucieka część kasy.

Fajnie czyta się, kiedy podczas pisania tekstów o oszczędzaniu czy analizach wplatasz takie rzeczy, typu „jedz powoli” :) Niby oczywistość a czasami się o tym zapomina. A i dzięki temu zje się mniej – oszczędność 😀

Odpowiedz

Anika Grudzień 31, 2015 o 13:25

W sklepach staram się stosować takie zasady:

Wędlinę, sery lub inne rzeczy na wagę kupuję tyle ile jesteśmy w stanie zjeść w przeciągu kilku dni, nie kupuję na zapas, tylko dlatego, że coś ładnie wygląda, idąc do sklepu mięsnego mam plan na obiady na następne dni.

Produkty w paczkach, butelkach, np. suszone owoce, orzechy, olej, napoje – warto brać pod uwagę cenę za kilogram lub litr, bo pakowane są w opakowania o różnej pojemności (warto też stosować kupując chemię, proszki do prania itp.).

Najważniejsze! Omijam alejki z niebezpiecznymi artykułami tzn. alejkę ze słodyczami ( a także książkami, czasopismami) w Biedronce czy Lidlu to są te środkowe kosze z ekspzycją, która się ciągle zmienia, zawsze się tam znajdzie jakaś super rzecz, której się nie planowało kupić.

Odpowiedz

Barbara Styczeń 26, 2016 o 06:52

My na 4. osobową rodzinę wydajemy miesięcznie 1400 zl. Żadnej coli, chipsów, etc. Wszyscy zdrowi i najedzeni;)

Odpowiedz

Zimorz Luty 3, 2016 o 22:58

2+2 + duży pies Warszawa – Dochody na poziomie 5000 wydatki rachunki koło 1000 cukrzyca 500, przedszkole 500, inne różnie od 300-800 (tu często się gubimy) 2000 na jedzenie i chemię ogólną. Budżet/ nie budżet prowadzony jest od września (w listopadzie był kryzys a w grudniu wszystko się rozjechało przez prezenty i nic nie wiem) w tym czasie udało się policzyć ile zarabiamy. 97% wpływów i 95% wydatków udało się uchwycić. Ale nieraz nie mam pojecia skąd ta stówa się wzięła albo kto zapłacił za zakupy. W miedzy czasie udało się oszczędzić 7000. Szczerze mówiąc nie mam pojecia jak to się udało ale jakoś wszystko się spina. Wydajemy mniej niż zarabiamy lub zarabiamy więcej niż nam się wydaje bo u mnie to różnie i bez podatków. Michał motywujesz mnie więcej podcastow więcej wpisów i książką. Po za tym sam się zastanawiam nad książką, trochę znam się na gotowaniu wiec dla mnie naturalną tematyka było by gotowanie – oszczędzanie tak w skrócie oczywiście. Ciekawe czy Ty takie stare artykuły jeszcze czytasz i przeglądasz komentarze

Odpowiedz

Agnieszka Luty 17, 2016 o 19:48

Witam,

robię projekt na uczelnie o marnowaniu żywności, czy mógłbyś mi doradzić gdzie znajdę informacje która grupa polaków marnuje najwięcej żywności, albo kto robi najwięcej zakupów spożywczych? Nie umiem żadnych badań ani analiz znaleźć :(

Odpowiedz

walerka88 Marzec 28, 2016 o 14:08

Polecam robić zakupy w tańszych sklepach, gdzie naprawde mozna zaoszczedzić, ale też macie gwarancje ze czekają tam na was produkty naprawde dobrej jakości. Konkretnie mam tu na mysli Polo Market. My kupujemy tam już od dłuższego czasu. Mamy swoje ulubione wędliny Twoje Smaki, uwielbiam ich biała kiełbasę, kabanosy. Naprawde tutaj warto jest robić takie właśnie zakupy.

Odpowiedz

Adriana JL Wrzesień 15, 2016 o 10:45

Hej Michale,

Jak zwykle świetny post, zawierający wiele cennych informacji.

Jak coś ma się zmarnować, to lepiej schować do plastikowego woreczka/pojemnika i zamrozić na później albo na czarną godzinę.
Będziemy sobie wdzięczni, jak nie będzie nam się chciało robić obiadu, a w zamrażarce będzie czekał gotowiec.

Dzięki Twojemu kursowi zaczęliśmy z mężem liczyć, ile wydajemy i na co. W zeszłym miesiącu na jedzenie wydaliśmy po 300 zł na osobę, najwięcej na jedzenie na mieście. W tym będzie podobnie, bo jesteśmy teraz w ciągłych rozjazdach, a z moją dietą kanapki nie wchodzą w rachubę. Czasami nie ma też możliwości przygotowania czegoś, co mogę jeść na szybko (i żebym była najedzona, bo to dla mnie priorytet), a zapychanie się batonikami nie ma sensu, bo tylko chodzę głodna i rozdrażniona.

Coli i soków nie pijemy, ja alkoholu też nie, także na to nam nie schodzi.
Kupujemy głównie w Biedronce i w Lidlu, do tego w Auchan i InterMarche, bo są dobrze zaopatrzone w żywność dla ludzi z nietolerancjami.

Nie zgodzę się tylko z jednym rozwiązaniem, które proponujesz (a w zasadzie dwoma) – wciskaniem kanapek i batoników gdzie się da. Ani to zdrowe, ani człowiek się nie naje, już lepiej albo zrobić sałatkę z dobrym wypełniaczem, np. strączkami/makaronem/rybą/mięsem, albo kupić sobie termos na jedzenie i wziąć zupę/curry/jakiś inny obiad z domu. Wyjdzie taniej i pożywniej, i nie trzeba będzie dopychać się zupą ze stołówki, a do tego nie będzie tego okropnego posmaku z mikrofali. Win-win, w szczególnosci, gdy jeździ się samochodem lub rowerem i taki ciężar nie robi większej różnicy. Zamiast batonika dobre są orzechy czy owoce. Taniej i zdrowiej.

Chleba nie jem, bo nie mogę, masła też nie i niczego na drożdżach, dzięki czemu bliższa jest mi kuchnia azjatycka i śródziemnomorska. Dlatego zastąpiłam chleb nori, które okazało się najbardziej opłacalną rzeczą, jaką kiedykolwiek kupiłam – jedno opakowanie mam już od miesiąca i zrobiłam z niego kilka obiadów, wiele śniadań, i parę kolacji. Prawie tak samo opłacalny był dla mnie zakup papieru ryżowego.

Do tego zdecydowanie zakupy z listą i nie na głodnego, a przed zrobieniem listy najlepiej przejrzeć szafki i zrobić jadłospis na kilka najbliższych dni. To samo najlepiej zrobić przy wyjeździe na wakacje. Dobrze jest kupić jakąś podstawę w stylu ryż i fasola, a także rozejrzeć się za targiem, na którym można kupić wiele świeżych warzyw i owoców za niską cenę. Tak robimy w Polsce, i tak samo zrobiliśmy w Grecji i w Hiszpanii i wychodzi bardzo tanio.

Jeszcze raz dziękuję za przyjemną lekturę i pozdrawiam!

Odpowiedz

ania Październik 4, 2016 o 16:07

Witam, jestem bardzo szczęśliwa, że znalazłam twojego bloga, jesteś geniuszem i właśnie twoimi radami ratuje swój budżet domowy, bo od momentu jak nie pracuje i mamy małe dziecko jest masakra.
Kilka lat temu moja ciocia mając na utrzymaniu 3 synów straciła pracę i była zmuszona podjąć inna, ale płatna mniej o 60%. Dla niej to był szok, bo musiała się przestawić na minimum. Spotkała się ze mna i pyta sie: jak uprawiać warzywna (jestem ogrodnikiem, a ona nic nie wiedziala). Na jakieś amerykańskiej stronie internetowej wyczytałam ze można tak zaoszczędzić duże pieniadze. Wiosną zagospodarowała duży kawałek swojego ogrodu, synowie pomogli w pracach i przy budowie foliowki, od sąsiadów dostała kilka roślin i drzewek, rodzina na urodziny kupiła jej zapas nasion i drzewka owocowe. Moja ciocia policzyła wszystkie kosztu prowadzenia ogrodu warzywnego, swojej pracy i czasu, oraz koszty przetworów. W ciągu całego roku jest w stanie zaoszczędzić ok 2000zl. Dodatkowo produkuje wina i nalewki a jeden z synów zajął się pszczelarstwem co daje roczny dochód w wysokości ok 6000zl przy 15 rodzinach pszczelich. Od 4 lat ma swoje kury i kaczki, dodatkowo jajka. A dokładnie 3 lata temu sąsiedzi zaczęli od niej kupować przetwory i inne produkty wiec teraz już na poważnie zastanawia się nad założeniem małej firmy.
Wiem, że nie każdy ma możliwości na posiadanie swojego ogrodu (ja mimo swojego zawodu jeszcze nie mam) ale wydaje mi się, że dla kogoś kto jest w trudnej sytuacji a ma kawałek ziemi może. No i praca na świeżym powietrzu to jest codzienna dawka ruchu.

Odpowiedz

Monika Październik 14, 2016 o 11:17

Każdy ma prawo do swojego stylu życia, ale po przeczytaniu Twojego tekstu nie dziwię się, że tak dużo wydajesz na jedzenie i to w dodatku niezdrowe… :/ Gotowce zawierają dużo zbędnych składników np. duże ilości soli lub cukru, które konserwują potrawę, nie zawsze wiesz czy zostały zrobione z dobrej jakości surowców i są zdecydowanie droższe. Do pracy zawsze zabieram z sobą zrobione przez siebie jedzenie – kanapki, czasem sałatkę lub inne potrawy (makaron z warzywami, kasze z owocami), również owoce lub warzywa. Ich przygotowanie nie zajmuje dużo czasu, a ja nie wydaję na droższe w centrum miasta jedzenie. Obiad prawie zawsze jem w domu, ugotowany dzień wcześniej – bo po przyjściu do domu rzeczywiście nie chce się robić czegoś od zera. Unikam fastfoodów. Czuję się i zapewne jestem zdrowsza, więc nie choruję na choroby wywołane kiepskim jedzeniem. >>> NIE zgodzę się z tobą w punkcie 6. – „Nie zabieraj dzieci na zakupy”. Koniecznie je zabieraj, aby nauczyły się, jak robić zakupy, bo to ważna część życia, ale bierz je najedzone i nastaw się, by im nie ulegać. Umów się, że mogą sobie wziąć np. 1 rzecz, którą uzgodnią z tobą. Może raz, czy dwa będą męczyć o coś więcej, ale jeśli nie ulegniesz, nauczą się zasad i w przyszłości będą same umiały o siebie też zadbać :) to jest przetestowane :)

Odpowiedz

Dawid Listopad 17, 2016 o 10:42

W kwestiach monitorowania wydatków na jedzenie to pamiętam sytuację, gdy powiedziałem znajomemu, że wydaje miesięcznie na nie ok 600 zł. Oczy prawie wyszły mu z orbit ze słowami „Ile?!”, twierdził, że to stanowczo zbyt dużo i poprosiłem go, żeby sam sprawdził swoje wydatki, bo jako osoba świadoma finansów nie powiedziałbym, że to duże kwoty. Okazało się, że znajomy wydaje 400 zł na zakupy spożywcze do domu i tylko to brał pod uwagę, ale gdy podsumował jedzenie na mieście i w pracy, okazało się że wydaje prawie 700 zł.
Polecam więc zrobić sobie „rachunek żywnościowy”, bo może okazać się, że sami nie wiemy ile wydajemy.

Ja do siebie dorzuciłbym – kupowanie w sklepach typu „żabka” lub „fresh” dopiero w ostateczności, bo ceny są tam zdecydowanie zawyżone.

Odpowiedz

Dodaj nowy komentarz

{ 2 trackbacks }

Poprzedni wpis:

Następny wpis: