Informacje o nowych artykułach i sposobach oszczędzania pieniędzy prosto na Twój e-mail

    

Poduszka finansowa, czyli co musisz zrobić, zanim zaczniesz inwestować

przez Michał Szafrański dodano 11 grudnia 2013 · 154 komentarzy

Poduszka finansowa

Rozpoczynanie inwestowania, podczas gdy w finansach domowych panuje spory bałagan, jest skrajnym brakiem odpowiedzialności. Jeśli masz długi, to najlepszą inwestycją jest ich spłata oraz budowa solidnej finansowej “poduszki bezpieczeństwa”.

Ciągnęliśmy zapałki i wypadło na mnie 😉 To ja mam otworzyć cykl “Elementarz Inwestora” i tym samym nadać ton tej edukacyjnej przygodzie, w którą razem się udajemy. Nie wiem, czy mi uwierzycie, jeśli powiem, że ręce mi drżą pisząc te słowa. Ale tak właśnie jest. Nie dlatego, że obawiam się podjęcia tej tematyki, ale dlatego, że czuję ciężar odpowiedzialności. I dlatego ten artykuł będzie bardziej przestrogą przed inwestowaniem, niż zachętą do niego. Tak – wiem, że to przewrotne, ale czuję obowiązek powiedzenia Wam kiedy absolutnie nie powinno się inwestować i w jakich okolicznościach będzie to nieopłacalne, np. w porównaniu z innymi sposobami zachęcenia pieniędzy do pracy.

Mam świadomość, że jeśli weźmiecie sobie to, co dzisiaj piszę, do serca, to dla niektórych z Was najbliższe 12 miesięcy będzie oznaczało obserwowanie “Elementarza Inwestora” z fotela biernego widza. I paradoksalnie, będzie to dla Was najlepsze rozwiązanie. Będzie to czas, w trakcie którego będę Was zachęcał do uporządkowania domowych finansów na tyle, byście mogli wygospodarować nadwyżki finansowe niezbędne do spłaty kosztownych długów, zbudowania poduszki finansowej i gromadzenia kapitału, który będziecie mogli przeznaczyć na inwestycje.

Elementarz Inwestora – słowo wstępne

Ten artykuł wchodzi w skład cyklu edukacyjnego “Elementarz Inwestora” prowadzonego przez autorów dwóch blogów finansowych: Zbyszka z bloga APP Funds oraz Michała z Jak oszczędzać pieniądze. Celem naszego rocznego projektu edukacyjnego jest pokazanie inwestowania krok po kroku – bez zadęcia, ściemy i koloryzowania.

Jedną rzecz musisz jednak wiedzieć: nie jesteśmy doradcami inwestycyjnymi, nie dajemy żadnych rekomendacji, nie proponujemy wspólnego inwestowania. W trakcie tego cyklu będziesz mógł śledzić dwa budowane przez nas portfele inwestycyjne (agresywny i bezpieczny), ale zdecydowanie odradzamy naśladowanie naszych kroków. Nie nastawiamy się na osiągnięcie konkretnego wyniku inwestycyjnego. Nasze portfele mają być tylko przykładem, którym posługiwać się będziemy, m.in. po to, by praktycznie zobrazować niektóre zagadnienia poruszane w cyklu artykułów.

Postaramy się podzielić naszą wiedzą w maksymalnie uporządkowany sposób, ale pamiętaj, że dzielimy się naszymi doświadczeniami, które nie muszą mieć wiele wspólnego z Twoją rzeczywistością. Zachęcamy Cię do samodzielnego myślenia. Nie wierz ani nam, ani osobom podającym się za doradców finansowych. Wierz za to siebie i w to, że przy odpowiednim wchłonięciu podawanej tu wiedzy, to Ty będziesz dla siebie najlepszym doradcą finansowym. Tego Ci życzę.

Reasumując: nie bierz niczego co tu przeczytasz dosłownie. Zawsze musisz to przefiltrować i zaadoptować na własne potrzeby uwzględniając swoje preferencje, skłonność do ryzyka, aktualny poziom wiedzy i także – możliwości finansowe.

Czy możesz sobie pozwolić na inwestowanie?

Zanim zaczniesz czytać dalej, to chcę Cię uprzedzić – ten artykuł jest naprawdę długi. Absolutnie nie pogniewam się, jeśli podzielisz sobie jego lekturę na kilka posiedzeń 😉 I wiem, że to co piszę raczej Cię odstrasza, niż zachęca do lektury… no cóż – staram się być po prostu fair i nie chciałbym byś czuł się zaskoczony.

Zastanawiałem się od czego zacząć i chociaż wiem, że chcę Wam dzisiaj napisać o budowaniu swojego zaplecza finansowego – tzw. poduszki bezpieczeństwa, to myślę, że punkt wyjścia do całego cyklu powinien być nieco inny.

Kluczowe pytanie na dziś brzmi, czy obecnie możesz sobie pozwolić na inwestowanie? Można je też odwrócić i zapytać czy możesz sobie pozwolić na to by nie inwestować? – szczególnie, gdy wiesz, że Twoja emerytura z ZUS w najlepszym przypadku będzie bardzo, ale to bardzo niska i warta efektywnie około 500-600 zł uwzględniając inflację (ale temu tematowi poświęcę oddzielny artykuł już poza tym cyklem, więc go dzisiaj nie rozwijam). A w najgorszym przypadku emerytury z ZUS wielu z nas nigdy nie zobaczy.

Teoretycznie odpowiedź wszyscy znamy – powinniśmy oszczędzać i inwestować. Im wcześniej zaczniemy – tym lepiej, bo tylko w długim horyzoncie czasowym (np. ponad 25 lat oszczędzania) mamy szansę zaobserwować korzystne działanie procentu składanego. Przy inwestycjach giełdowych, czy w fundusze inwestycyjne, także zaprocentują systematyczność i długi horyzont czasowy. Dzięki nim łatwiej będzie przetrwać nawet kilkuletnie perturbacje na rynkach i osiągnąć satysfakcjonujące stopy zwrotu. Mówię teraz ogólnikami, ale czas na szczegółowe analizy jeszcze przyjdzie. A już w przyszłym tygodniu Zbyszek z bloga APP Funds zajmie się kompleksowym omówieniem sensowności i zasadności posiadania rachunków IKE/IKZE.

Dla uściślenia uwagi: ja dzisiaj poprzez “inwestowanie” rozumiem regularne wyciąganie pieniędzy z tradycyjnego portfela i wkładanie ich do portfela inwestycyjnego, w ramach którego, np. można kupować akcje, jednostki funduszy inwestycyjnych, kruszce itd. To nie jest pełna definicja inwestowania, gdyż istnieją również inne strategie, np. inwestycją (skądinąd całkiem dobrą) może być przeznaczenie swojego czasu na poszukiwanie lepszej i/lub lepiej płatnej pracy (jedno nie musi iść w parze z drugim), zakup konkretnego “akcesorium”, które ma nam pomóc uzyskać przychód itp. – ale o tym także dzisiaj nie piszę.

No więc wracając do tematu – czy możesz sobie dzisiaj pozwolić na to, by co miesiąc przeznaczać, np. 200-500-1000 zł na inwestycje? To dobry moment, by zastanowić się nad tym, czym inwestowanie nie jest…

Gaszenie ognia benzyną

Czasami otrzymuję od Was maile z pytaniami mniej więcej następującej treści: “Mam kilka kredytów konsumpcyjnych. W przyszłym miesiącu dostanę dużą premię – 3000 zł. Mógłbym część spłacić, ale wolę zainwestować te pieniądze. Czy lepiej kupić akcje czy fundusze inwestycyjne? Które polecasz? Sprawa pilna!”. Może trochę podkoloryzowałem, ale właśnie taki wydźwięk mają niektóre z maili.

Co ja widzę czytając takiego maila?

  • Zadłużona osoba (nie wiadomo na jak duże kwoty) zamiast spłacić zapewne niemało oprocentowane kredyty (też nie wiadomo), próbuje zarobić więcej na swoich “inwestycjach” (też nie wiadomo ile).
  • Całą kwotę z premii zamierza przeznaczyć na inwestycje – zapewne w jednym “rzucie”, co dodatkowo podwyższa ryzyko kupienia walorw na (być może) chwilowej “górce”.
  • Wykonuje rozpaczliwe ruchy nie wiedząc tak naprawdę w co warto zainwestować.
  • Pilność sprawy wskazuje na to, że osoba ta jest raczej niecierpliwa i zapewne chciałaby szybko zarobić pieniądze na swoich inwestycjach i zrealizować zysk.

Być może część tych wniosków jest niesłuszna i powinienem w dalszej komunikacji zweryfikować poziom wiedzy autora e-maila, ale podskórnie czuję, że byłaby to bardzo długa dyskusja.

Jeśli widzisz w swoim zachowaniu przynajmniej część tych objawów, które widoczne są powyżej, to właśnie dla Ciebie piszę dzisiejszy artykuł :) I nie obawiajcie się przyznania przed samymi sobą, jak w praktyce wygląda Wasza wiedza finansowa. Inwestowanie uczy pokory i trzeba być gotowym na te lekcje. Ja też cały czas przyłapuję się na tym, jak mało wiem i jak nieracjonalnie potrafię się zachowywać.

Pierwszą i najważniejszą zasadą inwestowania jest przeznaczanie na nie tylko tych pieniędzy, które nie będą nam potrzebne w dającym się przewidzieć, długim horyzoncie czasowym. Mówiąc zupełnie wprost dla osób, które jeszcze nie inwestują: inwestować można tylko te pieniądze, których nie potrzebujesz i których ewentualna strata nie wywróci Twojego świata do góry nogami. Wkładamy i zapominamy o tych pieniądzach.

W naszym podcast’cie Zbyszek mówił, że minimalny okres inwestycji, jaki powinniśmy zakładać, to co najmniej rok. Ja w moim podejściu do systematycznego oszczędzania zakładam po prostu, że pieniędzy, które inwestuję, na pewno nie będę potrzebował w horyzoncie czasowym 3-5 lat (co w praktyce oznacza, że godzę się z tym, że w ogóle ich nie będę potrzebował, bo nie prowadzę aż tak długofalowego planowania finansów).

„Nigdy nie próbuję zarabiać na giełdzie. Kupuję z założeniem, że następnego dnia mogą zamknąć giełdę i nie otworzą jej przez pięć lat.”

Warren Buffett

To prowadzi do najważniejszego na tą chwilę wniosku: błędem jest traktowanie inwestowania jako sposobu na doraźne poprawienie swojej sytuacji finansowej. Nawet jeśli mamy duże doświadczenie, to bardzo trudno jest zagwarantować, że osiągniemy konkretny zysk z inwestycji dokonanej na miesiąc czy dwa. Oczywiście jest to możliwe, jeśli potrafimy się zabezpieczyć i minimalizować ryzyko, ale jest to zdecydowanie poza zasięgiem początkującego inwestora.

I kolejny ważny aspekt: strata jest nieodłącznym elementem inwestowania. Jeśli inwestujemy, to niemożliwe jest osiąganie wyłącznie zysków. Dlatego inwestować powinniśmy tylko te pieniądze, których nie obawiamy się stracić. Wiem, że brzmi to bardzo pesymistycznie, ale dobrze jest uświadomić sobie, że wrzucenie 200 zł do portfela inwestycyjnego może być równoważne do palenia nimi w kominku. Brak presji czasowej związanej ze zrealizowaniem ewentualnego zysku – działa na naszą korzyść i pozwala wychodzić z inwestycji nie w tym momencie, gdy będziemy do tego zmuszeni (np. gdy kurs posiadanych akcji leci na łeb na szyję, a my potrzebujemy pieniędzy na życie), ale w tym momencie, w którym dała nam już ona oczekiwaną stopę zwrotu.

Ankieta początkującego inwestora

Skoro już wiemy, że inwestować można tylko nadwyżki i skoro już wiemy, że inwestowanie może być tożsame z utratą zainwestowanych pieniędzy, to łatwo dojść do wniosku, że czynnikiem absolutnie niezbędnym do rozpoczęcia inwestowania jest świadomość stanu naszych finansów domowych. Przecież musimy wiedzieć czy takie nadwyżki finansowe posiadamy. A jeśli już je posiadamy, to zanim zaczniemy inwestować, powinniśmy się dobrze zastanowić, czy nie osiągniemy wyższych stóp zwrotu wykorzystując te nadwyżki w inny sposób, niż wkładając do portfela inwestycyjnego.

Zastanawiałem się nad tym, jakie kryteria mogą być pomocne w zdecydowaniu, czy powinno się rozpoczynać inwestowanie i ułożyłem listę następujących pytań:

  • Czy wiesz ile zarabiasz i wydajesz co miesiąc? – nie pytam tylko o wydatki regularne, ale także o te nieregularne. Jeśli nie masz takiej wiedzy, to pewnie trudno Ci będzie odpowiedzieć na kolejne pytanie. Inwestowanie NIE jest dla Ciebie. Najpierw musisz solidnie uporządkować domowe finanse i stwierdzić na czym stoisz zanim zaczniesz wrzucać kilkaset złotych miesięcznie do inwestycyjnego pieca.
  • Czy Twoje przychody są wyższe niż wydatki? Czy znasz kwotę nadwyżki finansowej, którą dysponujesz co miesiąc? – jeśli na któreś z tych pytań odpowiedziałeś NIE, to inwestowanie nie jest dla Ciebie. Oczywiście zrobisz co chcesz, ale ja odpowiedzialnie nie mogę podpowiedzieć Ci niczego innego…
  • Czy masz jakiekolwiek oszczędności, np. kwotę 1000 zł, która pozwoli Ci pokryć jakieś małe, niespodziewane a konieczne wydatki? – to taki fundusz awaryjny. Według raportu NBP zatytułowanego “Rozwój systemu finansowego w Polsce w 2012 r.” na koniec 2012 r. zaledwie 29,1% rodaków deklarowało posiadanie jakichkolwiek oszczędności. Jeśli nie jesteś w tej grupie, to NIE powinieneś rozpoczynać inwestowania.
  • Czy masz oszczędności, za które mógłbyś przeżyć od 3 do 6 miesięcy? Takie oszczędności, których kwota pokrywa, np. Twoje półroczne koszty (zarówno te ponoszone regularnie, jak i nieregularne)? – Jeśli NIE, to także nie powinieneś rozpoczynać inwestowania. O budowaniu takiej “poduszki finansowej” piszę w dalszej części artykułu.
  • Czy masz niespłacone jeszcze kredyty konsumpcyjne, oprocentowane pożyczki u znajomych lub inne długi? – jeśli tak, to trzeba się im dokładnie przyjrzeć. W większości przypadków NIE powinieneś rozpoczynać inwestowania, dopóki nie spłacisz tych długów. Wyjątkiem od tej reguły mogą być kredyty hipoteczne.
  • Czy masz poczucie bezpieczeństwa finansowego? Czy dobrze się czujesz z ilością łatwo dostępnych pieniędzy, które znajdują się na Twoich kontach? – jeśli NIE, to nie powinieneś rozpoczynać inwestowania. Różne są preferencje w tym zakresie. Niektórzy czują się już bezpiecznie mając 10 000 zł na koncie, a innym nie wystarcza nawet 100 000 zł, leżące na nisko oprocentowanych lokatach bankowych. Twoje inwestowanie musi podążać za Twoimi preferencjami, a spokój wewnętrzny jest bardzo cennym zasobem wspierającym nasze decyzje inwestycyjne. I nie można go nie doceniać.

Inwestowanie, to też sport zespołowy

I do tego jeszcze najważniejsza uwaga: jeśli nie żyjesz sam lub sama, to zarówno w Waszym inwestowaniu, jak i porządkowaniu finansów domowych, trzeba uwzględnić potrzeby i oczekiwania wszystkich zaangażowanych w nie osób. Inaczej grozi Ci nie tylko “bunt na pokładzie”, ale również poważniejsze konsekwencje, np. rozpad związku. Nie żartuję.

W rodzinie ani oszczędzanie, ani inwestowanie nie może być aktem jednoosobowym. Zazwyczaj musi to być kolektywny wysiłek (o tym, że oszczędzanie to sport zespołowy, pisałem już w artykule „7 zasad, które pomogą zachęcić rodzinę do oszczędzania„). Nawet jeśli Twoja “połówka” ma stuprocentowe zaufanie do Ciebie w kwestiach finansowych, to warto przed wdrożeniem w życie kluczowych zasad upewniać się, że rzeczywiście gracie nadal w jednej drużynie. I tak jak w każdej współpracującej ze sobą drużynie – tempo “rozgrywki” zależy często od tempa i możliwości najsłabszego zawodnika. Dlatego w Twoim dobrze pojętym interesie jest zadbanie o to, by Twój Partner nie tylko wiedział i podzielał Twoje priorytety, ale również by sam się rozwijał. By był dla Ciebie aktywnym wsparciem – w dobrych i słabszych momentach.

W przypadku inwestowania jest jeszcze trudniej, niż w przypadku oszczędzania. Przy oszczędzaniu potencjalne korzyści dla całej rodziny widoczne są gołym okiem. Wystarczy założyć, że oszczędzamy codziennie ekwiwalent kosztów miejskiej kawy, by po kilkunastu miesiącach było nas stać na wakacje. W przypadku inwestowania efektów nie da się tak zaplanować. I dużo większą rolę odgrywają emocje. I nawet jeśli odczuwasz względny komfort psychiczny i wykresy Waszych inwestycji nie budzą Twojego niepokoju, to zapewniam Cię, że niepokój Twojej “połówki” – nawet jeśli nie jest z Twojej perspektywy uzasadniony – może mieć istotny wpływ na to, jak zachowasz się przy kolejnym drgnięciu wykresu notowań w kierunku południowym.

Wspólne inwestowanie z żoną / mężem oznacza konieczność uwzględnienia dodatkowych ryzyk i możliwych konfliktów, np. w wyniku zmieniających się priorytetów jednej z “połówek”. Przykładowo: gdy wartość portfela inwestycyjnego wzrośnie do kilkudziesięciu tysięcy złotych, to może się okazać, że Partner wpada na pomysł, że warto zrobić remont łazienki, albo pojechać na dłuższe wczasy. Jedna osoba może chcieć trzymać walory, a druga sprzedawać – lub na odwrót. A to i tak są warianty optymistyczne. Znacznie gorzej może być, gdy inwestycje okazują się nietrafione i przynoszą straty.

Tam, gdzie w grę wchodzą pieniądze, tam rodzą się emocje. Zdecydowanie warto pamiętać, że inwestowanie to psychologia i walka nie tylko z rynkiem, ale też z samym sobą. I tam, gdzie ten “sport” staje się zespołowy, to walka z sobą samym może w niekontrolowany sposób przerodzić się w walkę z Partnerem. Warto zdawać sobie z tego sprawę i uczciwie – we dwójkę – odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jesteście na to gotowi.

Oczywiście przy małych kwotach, takich jakimi posługiwać się będziemy w “Elementarzu Inwestora”, te emocje będą mniejsze :) Kto by się tam ekscytował dorzucanymi co miesiąc 200 zł 😉 Niemniej jednak temat emocji i ich roli jest bardzo ważny i będziemy o tym pisali w oddzielnych artykułach. Jak widzisz, w tym pierwszym wpisie z cyklu “Elementarz Inwestora” dotykam bardzo wielu aspektów, które znajdą swoje rozwinięcie w dalszej części cyklu. Teraz skupię się na tym co powinieneś zrobić, jeśli z powyższej ankiety wynikło, że NIE powinieneś rozpoczynać inwestowania.

Wprowadzanie porządku w domowych finansach

Witam w klubie! Gotowy jestem postawić pieniądze na to, że zdecydowana większość Czytelników mojego bloga jest w punkcie, w którym konieczne jest uporządkowanie finansów domowych, zanim zacznie się jakiekolwiek inwestowanie. I powiem więcej – chciałbym przegrać ten zakład :) Niestety obraz rzeczywistości nie jest aż tak różowy. Zgodnie z cytowanym już raportem NBP, 70% z nas nie posiada żadnych oszczędności, a Ci z nas, którzy je posiadają, w zdecydowanej większości lokują je w formie depozytów w bankach i SKOK-ach oraz w gotówce (dotyczy to 75,8% aktywów gospodarstw domowych, których łączna wartość na koniec 2012 r. wynosiła 814,5 mld zł).

Najpierw przedstawię moją receptę, a dopiero potem omówię każdy z punktów. Chcę też od razu podkreślić, że nie czuję się autorem tej listy. Jest to suma wniosków i doświadczeń wielu osób, i ogólnie znany model porządkowania finansów domowych. Możecie spotkać się z różnymi jego mutacjami, ale ta podana poniżej jest moim osobistym drogowskazem, który potwierdza się w praktyce. Nigdy nie bierz jednak tego co piszę jako pewnik – ja proponuję tylko pewne szablony, które każdy z Was indywidualnie powinien dostosowywać do swojej sytuacji.

No to po kolei:

  1. Twoje przychody muszą być większe niż wydatki
  2. Twórz regularnie budżet domowy i w planowy sposób odkładaj pieniądze
  3. Zbuduj fundusz awaryjny w wysokości 1000-2000 zł
  4. Zoptymalizuj swój budżet domowy
  5. Spłać długi
  6. Zbuduj finansową “poduszkę bezpieczeństwa” stanowiącą ekwiwalent co najmniej 3-6-miesięcznych kosztów.

Wygląda na prosty plan? Ciekawe, w którym punkcie jesteście obecnie. Może zechcecie się tym pochwalić w komentarzu? Poniżej szczegółowo rozpisuję każdy z powyższych punktów.

Zaproszę Cię do inwestowania dopiero wtedy, gdy wykonasz wszystkie sześć punktów z tej listy. Możesz sądzić, że jestem zbyt zasadniczy w tych moich zaleceniach, ale uwierz, że napatrzyłem się już na osoby w spirali zadłużenia. Ja po prostu nie chcę żebyś sobie zrobił krzywdę i został finansowym “golasem”, bo zamarzyło Ci się pokonać wyniki tych osób, które od lat zajmują się inwestowaniem zawodowo, m.in. wyciskając pieniądze z takich tzw. “leszczy” dopiero wchodzących na rynek.

1) Twoje przychody muszą być większe niż wydatki

Jeśli tak nie jest, to musisz do tego doprowadzić. I tyle. Nie ma wyjścia. Jeśli tego nie zrobisz, to możesz zapomnieć nie tylko o inwestowaniu, ale wprost jesteś na szybkiej ścieżce do spirali zadłużenia.

Jak to zrobić? W dużym skrócie – na wszystkie możliwe sposoby:

  • Szukać lepiej płatnej pracy.
  • Szukać zajęć dodatkowych poza podstawową pracą – o sposobach na pracę dodatkową mówiłem już w tym podcast’cie.
  • Optymalizować wydatki – tematyce optymalizowania wydatków poświęcony będzie specjalny artykuł na początku stycznia 2014 r.

2) Twórz regularnie budżet domowy i w planowy sposób odkładaj pieniądze

Już pisałem o tym jak stworzyć taki prosty budżet domowy. Koniecznie przeczytaj ten artykuł i wprowadź go w życie. Nie warto oszukiwać samego siebie. Jeśli nie potrafisz zaplanować budżetu domowego, to jeszcze trudniej będzie Ci stworzyć swoją strategię inwestycyjną, czyli plan inwestowania. A z budżetu czarno na białym wyjdzie Ci, na co Cię stać i ile pieniędzy jesteś w stanie odkładać, a być może i inwestować.

3) Zbuduj fundusz awaryjny w wysokości 1000-2000 zł

Jeśli powyżej odpowiedziałeś, że nie masz funduszu awaryjnego, to jego zbudowanie powinno być Twoim absolutnym priorytetem. Czy 1000 zł lub 2000 zł uratują Ci życie? Szczerze wątpię. Ale pomogą poradzić sobie z nieprzewidzianymi wydatkami w podbramkowych sytuacjach. Wiem, że brzmi to jak banał, ale powtórzę, że z badań wynika, że 70% rodaków nie ma nawet takich oszczędności!

Możesz się zastanawiać dlaczego podaję przedział wielkości funduszu awaryjnego. Tu znowu sporo zależy od Twojej indywidualnej sytuacji. Przykładowo: czy jesteś sam czy musisz również funduszem awaryjnym “obsłużyć” rodzinę, czy wykorzystujesz do zarabiania samochód, który może się zepsuć i którego koszty naprawy mogą uniemożliwić Ci zarabianie itp.

Warto pamiętać, że fundusz awaryjny przeznaczony jest na obsługę sytuacji naprawdę „podbramkowych”, tzn. takich, których nie da się zaplanować lub przewidzieć. Nie możesz go używać jak portmonetki, którą się posiłkujesz, gdy brakuje Ci na paliwo do auta. Jeśli właśnie w taki nieumiejętny sposób będziesz gospodarował budżetem, to chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego powinieneś trzymać się jak najdalej od inwestowania.

4) Zoptymalizuj swój budżet domowy

Ten punkt to nie jednokrotne wydarzenie. To proces, który powinno się realizować w sposób ciągły. Można powiedzieć, że cały mój blog poświęcony jest tej tematyce, ale na styczeń 2014 r. planuję taki solidny, kompleksowy artykuł z zestawem wskazówek w tym zakresie.

Tu najważniejszy wniosek jest taki, że taka optymalizacja i konsekwentne trzymanie się planu potrafi dać więcej pieniędzy, niż jakakolwiek inwestycja. Procentowa stopa zwrotu w tym przypadku może być nieograniczona 😉 No bo jeśli z poziomu “zero oszczędności” osiągamy “coś”, to stopa zwrotu jest nieskończona. Oczywiście naszą inwestycją może być nasz czas, który także ma swój koszt. Jeśli jednak nie widzisz możliwości w zakresie powiększania swojego wynagrodzenia lub uzyskiwania innych dodatkowych przychodów, to jedyną strategią zwiększania stanu portfela, jest optymalizacja kosztów.

5) Spłać długi

Możesz w to nie wierzyć, ale to najpewniejszy (gwarantowany!) sposób na osiągnięcie fenomenalnych stóp zwrotu. Jest to również najlepszy sposób “inwestowania” dla osób, które mają problemy finansowe. O tym jak zabrać się za spłacanie długów i w jakiej kolejności pisałem już w tym i w tym artykule. To, o czym szczegółowo nie można jeszcze przeczytać na moim blogu, to temat restrukturyzacji zadłużenia. Może to być konsolidacja kredytów – czyli zastąpienia kilku mniej atrakcyjnych kosztowo kredytów, jednym o lepszych parametrach. Przy czym “lepszych” wcale nie musi oznaczać niższego oprocentowania. Może to być wydłużenie okresu kredytowania, ale z jednoczesnym obniżeniem wysokości miesięcznej raty, co pozwala zadłużonej osobie złapać nieco “oddechu” (ale nie rozwiązuje problemu zadłużenia!). Alternatywą, o której także jeszcze nie pisałem, jest próba ułożenia się z kredytodawcami – w tym negocjowania umorzenia części kosztów. Tych tematów nie będę dzisiaj rozwijał.

Jakich długów nie warto spłacać od razu? Tych, które mało kosztują i których spłata jest jednocześnie trudna (np. ze względu na wysokość zobowiązania). Czyli “w pierwszym czytaniu” od razu należy pominąć kredyt hipoteczny i kredyt studencki. Ale już wszystkie kredyty konsumpcyjne, długi na kartach kredytowych, pożyczki od znajomych i rodziny, kredyty na samochód, raty na kupowane sprzęty (tam, gdzie nie są to raty 0%) – te długi warto spłacić najszybciej jak to możliwe. A jeśli ktoś ma jakąkolwiek pożyczkę-“chwilówkę”, to powinien “stanąć na rzęsach” żeby się jej pozbyć. Efektywne stopy procentowe tych ostatnich, po uwzględnieniu prowizji, wszystkich kar umownych, wpisowego (opłaty za udzielenie pożyczki) i ukrytych opłat, potrafią wynieść w skrajnym przypadku nawet kilkadziesiąt tysięcy procent rocznie! Zazwyczaj jest to dużo mniej – efektywne oprocentowanie pożyczek, we w miarę “normalnych” firmach pożyczkowych, wynosi “zaledwie” 3- lub 4-cyfrowe liczby w procentach.

Ja osobiście marzę o osiąganiu w stały sposób takich stóp zwrotu, jakie efektywnie osiągają osoby spłacające długi. W ich przypadku mowa co najmniej o  kilkunastu procentach w skali roku, a w skrajnych przypadkach nawet kilku tysiącach procent. Czy znasz lepszą inwestycję, w której każda wpłacona złotówka przekłada się na takie zwroty?

6) Zbuduj finansową “poduszkę bezpieczeństwa”

Ostatnim elementem porządkowania domowych finansów, jest budowa finansowej poduszki bezpieczeństwa, nazywanej także po prostu poduszką finansową. Jest to takie zabezpieczenie, które pozwoli nam bezpiecznie wyskoczyć z płonącego budynku wiedząc, że po krótkim locie nie zderzymy się z ziemią :)

Co może być takim naszym palącym się budynkiem? Utrata pracy, wypadek zmuszający nas do poniesienia kosztów drogiej operacji (o ile chcemy być obsłużeni przez najlepszych fachowców), inne nieprzewidziane okoliczności prowadzące do przejściowych problemów finansowych. Poduszka będzie nam także niezbędna, w przypadku, gdy  podejmiemy świadomą decyzję o porzuceniu dotychczasowej pracy i rozpoczęciu własnej działalności gospodarczej. Jej podstawowe przeznaczenie, to pokrywanie naszych stałych kosztów w okresie, gdy nie będziemy zarabiać. Finansowanie naszego życia, np. w okresie poszukiwania nowej pracy.

Jak duża powinna być taka poduszka? Wrócę do analogii płonącego budynku. Wyobraźmy sobie, że budynek z którego skaczemy jest tym wyższy, im większe mamy miesięczne koszty. Jeśli są one małe, to poduszka może być mniejsza. Jeśli koszty utrzymania naszej rodziny są wysokie, to poduszka musi być i grubsza – żeby wytrzymać nasz upadek z dużej wysokości – i większa – żeby łatwiej nam było w nią wcelować, a nie wylądować gdzieś obok 😉 Duże znaczenie ma także to, czy skaczemy z okna sami, czy całą rodziną – trzymając się za ręce. Jeśli w chwili pożaru jesteś w domu sam i tylko Ty się musisz ewakuować przez okno, a Twoja rodzina bezpiecznie stoi na dole, to poduszka może być mniejsza.

Ta analogia wiele mówi o tym, jak należy podchodzić do określania wielkości poduszki. Standardowo przyjmuje się, że powinniśmy w niej zgromadzić ekwiwalent 3-6 miesięcznych kosztów. Przy czym od razu chcę doprecyzować kilka detali:

  • Jak przy wszystkim co opisuję – trzeba uwzględnić swoje indywidualne preferencje. Ja osobiście źle się czuję, gdy w płynnych środkach (lokaty, rachunki oszczędnościowe) mam kwotę mniejszą niż 6-cyfrowa. Zwłaszcza teraz, gdy nie mam zagwarantowanych regularnych zarobków, taki bufor bezpieczeństwa ma kolosalne znaczenie.
  • Przez “ekwiwalent kosztów” rozumiem średnią, miesięczną kwotę wydatków uwzględniających zarówno wydatki regularne, jak i nieregularne. W przypadku tych ostatnich wystarczy zsumować wszystkie takie wydatki ponoszone przez cały rok i podzielić je przez 12, aby wiedzieć ile “kosztują” nas one co miesiąc. Ja dla uproszczenia dzielę roczną kwotę wydatków nieregularnych przez 10. To pozwala mi mieć dodatkowy “wentyl bezpieczeństwa” na te wydatki, o których zapomniałem. Jeśli stworzyłeś już prosty budżet domowy zgodnie z moimi zaleceniami, to powinieneś już wiedzieć o czym piszę.
  • Jeśli w rodzinie zarabia tylko jedna osoba, to ryzyko utraty przez nią pracy wiąże się z utratą wszystkich przychodów całej rodziny. Poduszka bezpieczeństwa w takim przypadku powinna być większa. Przydatna byłaby także dobra polisa na wypadek nieszczęśliwych wypadków i śmierci – ale to temat na inny artykuł :) Przykładowo: ja czuję się komfortowo dopiero wtedy, gdy wiem, że poduszka finansowa zabezpiecza moją Rodzinę na co najmniej 12 miesięcy, czyli taki horyzont, który pozwala bezpiecznie wypracować od podstaw nowy plan finansów, przeprowadzić bardziej drastyczne operacje, np. sprzedać / zamienić mieszkanie, jak również znaleźć alternatywne źródła przychodów.
  • I w drugą stronę: jeśli w rodzinie zarabia dwójka dorosłych, to można sobie pozwolić na rozluźnienie wymagań w zakresie budowy poduszki finansowej. W tym przypadku utrata pracy przez jedną osobę, nie będzie jeszcze oznaczała tragedii – druga osoba nadal będzie co miesiąc otrzymywała pensję. To, jak duża powinna być w tym przypadku poduszka, może Ci pomóc policzyć kalkulator Excel, który załączyłem poniżej.

Jak budować nasze “poduszki”?

I tutaj jeszcze kilka słów na temat prawidłowej kolejności budowania “poduszek”:

  • Jeśli jeszcze nie masz żadnych oszczędności, to najpierw zbuduj fundusz awaryjny w wysokości co najmniej 1000 zł.
  • W dalszej kolejności zabierz się za rozprawienie się ze wszystkimi długami (poza kredytem hipotecznym i ew. studenckim). Warto nadpłacać je najszybciej, jak się da, np. zgodnie z metodą opisaną w tym artykule.
  • Dopiero po wyjściu z długów, warto się zabrać za budowę “funduszu bezpieczeństwa” stanowiącego ekwiwalent 3-6 miesięcy kosztów (lub więcej).

Możesz zapytać mnie “no dobrze, ale jak budować taką poduszkę w praktyce?”. Znowu muszę wrócić do artykułu dotyczącego prostego budżetu domowego. W taki sam sposób, w jaki budujesz opisany tam fundusz awaryjny oraz fundusz wydatków nieregularnych, możesz budować także “fundusz bezpieczeństwa”, czyli właśnie poduszkę finansową.

Jak poduszka bezpieczeństwa ma się do opisywanego w tamtym artykule funduszu wydatków nieregularnych (FWN)? FWN z założenia nie zabezpiecza nas przed utratą przychodów. Jest tylko naszym funduszem celowym służącym do finansowania tych kosztów, które nie są stałymi kosztami comiesięcznymi, ale które na pewno pojawią się w ciągu roku kalendarzowego.

FWN może być (i powinien) elementem poduszki finansowej, ale należy pamiętać, że czym innym jest suma naszych rocznych kosztów nieregularnych, a czym innym całkowita suma kosztów rocznych. Jeśli jednak systematycznie pracowaliśmy i udało nam się zbudować FWN, to może okazać się, że jego aktualna wysokość pokrywa się z oczekiwaną przez nas wartością poduszki finansowej. Ale trzeba też mieć świadomość, że taka sytuacja będzie trwała tylko do momentu poniesienia dużych wydatków nieregularnych. Przykładowo: jeśli z funduszu wydatków nieregularnych pokryjemy koszt wakacji, to nasza rezerwa finansowa może ulec drastycznemu zmniejszeniu. Dlatego zalecam by fundusz bezpieczeństwa (poduszkę finansową) budować niezależnie od funduszu wydatków nieregularnych. Inne jest ich przeznaczenie. FWN z założenia planujemy rozdysponować (wydać zgromadzone tam pieniądze), a poduszki finansowej – z założenia planujemy nie ruszać – do momentu, gdy nie będzie to konieczne.

I tu dochodzimy do kolejnego istotnego tematu: gdzie i w jaki sposób przechowywać poszczególne fundusze?

Miejsce składowania poduszek

Z jednej strony nasze fundusze przechowywane powinny być w taki sposób, aby w razie potrzeby można było z nich sprawnie skorzystać. Z drugiej strony – nie chcemy, aby były dla nas zbyt łatwo dostępne. A już na pewno nie chcemy żeby mieszały się z pieniędzmi przeznaczonymi na codzienne wydatki.

Najprostszym i najskuteczniejszym rozwiązaniem jest umieszczenie tych pieniędzy na kontach oszczędnościowych lub lokatach terminowych. Jeśli posiadasz rachunki w kilku bankach, to fundusze warto umieścić tam, gdzie mamy najlepsze oprocentowanie, ale gdzie nie ma również naszego podstawowego konta ROR. W ten sposób utrudnimy sobie poniekąd dostęp do tych środków (aby nas nie korciło, by wykonać szybki przelew wewnętrzny).

Niektóre banki pozwalają już nadać własną nazwę rachunkom lub subkontom i warto z tej możliwości skorzystać. W nazwie można także umieścić docelową kwotę danego funduszu, co pozwoli nam na bieżąco monitorować (bez zastanawiania) czy osiągnęliśmy już pożądaną kwotę docelową, czy jeszcze nie. Przykładowo może to wyglądać następująco:

  • FA 1000 zł – fundusz awaryjny. Rachunek oszczędnościowy lub lokata automatycznie odnawiana. Jeśli będziemy potrzebować tych pieniędzy, to pogodzimy się z utratą odsetek od lokaty.
  • FNW 8000 zł – fundusz wydatków nieregularnych, który powinien być przechowywany na rachunku oszczędnościowym z możliwością comiesięcznego dostępu.
  • FB 30 000 zł – fundusz bezpieczeństwa. Ten można zdecydowanie przechowywać na lokacie terminowej lub na rachunku oszczędnościowym, jeśli jego oprocentowanie zbliżone jest do lokaty.

Nie martwcie się za bardzo oprocentowaniem tych środków. Oczywiście lepiej, gdy jest ono wyższe niż niższe, ale ma ono drugoplanowe znaczenie. Kluczowe jest, by środki te były na podorędziu, dostępne w razie uzasadnionej potrzeby. To Wasze zabezpieczenie a nie inwestycja.

Oczywiście skoro mówimy o środkach na czarną godzinę, to nie można zapominać o niedawnych wydarzeniach na Cyprze i, np. opisywanych niedawno przez Zbyszka pomysłach obłożenia depozytów dodatkowym, 10-procentowym podatkiem. Dla własnego bezpieczeństwa warto rozważyć także trzymanie przynajmniej kilkuset złotych w gotówce w domu (np. na wypadek awarii banku / bankomatów), trochę walut, posiadania złota i innych alternatyw dla pieniądza. No i zdecydowanie wartościowym zasobem, którego nikt nam nie odbierze przez usunięcie cyferek zapisanych na kontach bankowych, jest nasza wiedza i umiejętności.

Śledź „Elementarz Inwestora” i nasze portfele

W ramach naszej akcji utworzymy dwa portfele inwestycyjne: bezpieczny i agresywny. Możesz na bieżąco dowiadywać się o wszystkich naszych ruchach inwestycyjnych w obrębie tych portfeli. Naszym zamierzeniem tutaj nie było to, byście mogli nas naśladować (to zdecydowane odradzamy!). Zależy nam jednak na transparentności naszych inwestycji i wyeliminowaniu podejrzeń co do tego, czy rzeczywiście kupujemy i sprzedajemy konkretne instrumenty w konkretnym czasie.

Informacje będą rozsyłane równolegle trzema kanałami:

  • E-mailowy newsletter “Elementarz Inwestora” – jest to nowy newsletter, na który powinny zapisać się wszystkie osoby zainteresowane otrzymywaniem krótkich informacji o zmianach w naszych portfelach, powiadomień o nowych artykułach z cyklu “Elementarz Inwestora”, oraz innych istotnych ogłoszeń związanych z naszą akcją. Na newsletter możesz się zapisać na tej specjalnej stronie: ZAPISY NA “ELEMENTARZ INWESTORA”. Powinieneś się zapisać nawet jeżeli już jesteś subskrybentem mojego newslettera.
  • Twitter – jeśli chcesz śledzić zmiany w naszych portfelach za pośrednictwem Twittera, to powinieneś zacząć obserwować Michała (@szaffi) i / lub monitorować hashtag #ElementarzInwestora. Właśnie tym tagiem oznaczać będę wszystkie wpisy dotyczące tego cyklu edukacyjnego.
  • Grupa na Facebooku – to będzie obok blogów jedyny kanał komunikacji umożliwiający rozmowę ze Zbyszkiem i ze mną. Tu także informować będziemy o wszystkich transakcjach i wydarzeniach. Grupa udostępniona zostanie w grudniu i o fakcie tym poinformujemy przez newsletter “Elementarz inwestora”. Tym bardziej zachęcam do zapisu na niego.

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Jeśli możesz sobie na to pozwolić, to dobrym pomysłem jest ustawienie stałego przelewu co miesiąc z konta, na które dostajesz wypłatę, na konto konkretnego funduszu, którego budową aktualnie się zajmujesz. Nie musi to być duża kwota, ale warto by znikała z Twojego ROR-u automatycznie. Z praktyki wiem, że znacznie trudniej jest wyłączyć stałe, “bezbolesne” zlecenie, niż nie robić nic :)

I analogicznie: dużo trudniej zmusić się do wykonania “ręcznego” przelewu na konto funduszu – zwłaszcza wtedy, gdy planujemy go wykonać dopiero na końcu uiszczania wszystkich płatności comiesięcznych. Gdy na koncie zostaje mało pieniędzy, to łatwo jest nam przełożyć zasilenie naszych “poduszek” na końcówkę miesiąca “gdy coś nam zostanie” lub na kolejny miesiąc.

Ile czasu potrzeba na zbudowanie od zera wszystkich trzech funduszy oszczędnościowych? To zależy od tego, ile jesteśmy w stanie odkładać co miesiąc. Równie dobrze może to potrwać kilka miesięcy, jak i kilka lat. Jedno jest pewne – opóźnianie momentu rozpoczęcia odkładania pieniędzy na pewno nie przyspieszy budowy “poduszek”.

A co, gdy mamy już fundusz awaryjny i poduszkę bezpieczeństwa?

Brawo! Teraz możesz już myśleć o inwestowaniu nadwyżek finansowych. Ale odradzam pośpiech. Potraktuj inwestowanie, jak każdą inną dziedzinę, którą przychodzi Ci się w życiu zajmować. Przykładowo: Czy jeśli chcesz zbudować dom, to bierzesz pierwszy projekt z brzegu? Czy zabierasz się za budowę bez przygotowania? A może jeszcze zanim złożysz wniosek o pozwolenie na budowę, to kupujesz dachówkę? Albo powierzasz pracę budowlańcowi na piękne oczy lub na podstawie jego wyglądu? A może podpisujesz z nim umowę bez dokładnego przeczytania jej warunków? Założę się, że nie, bo jesteś wystarczająco inteligentny, by wiedzieć, że działając w ten sposób łatwiej jest umoczyć pieniądze niż zbudować dom.

I pomimo, że przykład budowy domu lub wyboru samochodu, przemawia do większości osób, to zadziwiające jest, jak wiele tych samych osób podejmuje swoje decyzje inwestycyjne bez odpowiedniego przygotowania. Bez odpowiedniej edukacji, bez określenia swoich celów inwestycyjnych (skąd będą wiedzieć, czy go osiągnęły?), bez racjonalnej decyzji co do akceptowanego poziomu ryzyka i wysokości maksymalnych strat, jakie gotowe są ponieść, i bez zastanowienia się nad tym, na ile poszczególne formy inwestowania pasują do ich preferencji.

Panaceum na te bolączki jest przede wszystkim właściwa edukacja – a to właśnie staramy Ci się zapewnić w ramach cyklu “Elementarz Inwestora”. Już w piątek na blogu APP Funds, będziesz mógł zapoznać się z listą dostępnych bezpłatnie materiałów, które pomogą “wgryźć się” w temat, zanim jeszcze rozpoczniemy nasze inwestowanie.

I nawet jeśli stwierdzisz, że najbliższy rok upłynie Ci na porządkowaniu Twoich finansów osobistych i że za wcześnie jeszcze na inwestowanie, to warto żebyś przyglądał się naszej akcji systematycznie poszerzając swoją wiedzę.

Od każdej reguły są wyjątki

W tym artykule przedstawiłem tylko podstawowy scenariusz budowania zaplecza finansowego, ale istnieją od niego różne odstępstwa. Wszystko zależy od indywidualnej sytuacji każdej osoby. Przykładowo:

  • Jeśli masz duże przychody i duże nadwyżki finansowe, to równolegle do spłacania długów możesz próbować inwestować niewielkie kwoty traktując to jako inwestycję we własną edukację.
  • Jeśli jesteś emerytem, to Twoja poduszka finansowa może być mniejsza. Twoje wynagrodzenie z ZUS w chwili obecnej można uznać za pewne :)
  • Jeśli jesteś pracownikiem, który nie musi się martwić o swoje zatrudnienie, np. służb mundurowych lub zawodu, w którym trudno jest być bezrobotnym, to Twoja poduszka finansowa także może być odpowiednio mniejsza, ale zdecydowanie odradzam, by była niższa niż ekwiwalent 3-miesięcznych kosztów.

Co dalej? Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, to będę bardzo wdzięczny, jeśli podzielisz się nim ze swoimi znajomymi – czy to mailem, czy to udostępniając link na Facebooku. Każde wsparcie w tej postaci jest na wagę złota. Nie promuję tego bloga w inny sposób niż przez znajomych, znajomych znajomych oraz ich znajomych :) Miło mi będzie, jeśli dzięki Tobie informacje te przydadzą się kolejnym Czytelnikom.

A jeśli nie chcesz, aby ominął Cię żaden artykuł “Elementarza Inwestora”, to koniecznie zapisz się na specjalny newsletter, który pomoże Ci śledzić tą akcję (inny niż podstawowy newsletter mojego bloga). Zapisać możesz się tutaj.

Naprawdę gratuluję Ci, jeśli udało Ci się przeczytać ten artykuł. Wiedz, że jesteś prawdopodobnie w elicie społeczeństwa :-) Udanego dnia!

"Finansowy ninja" - podręcznik finansów osobistych

Finansowy ninjaMożna już zamawiać moją książkę "Finansowy ninja". To ponad 540 stron praktycznej wiedzy o oszczędzaniu, zarabianiu, optymalizacji podatkowej, negocjowaniu i inwestowaniu, które pomogą Ci zostać prawdziwym finansowym ninja i osiągnąć bezpieczeństwo finansowe.

Przewodnik po finansach osobistych, który każdy powinien przeczytać jeszcze w szkole.

PRZEJDŹ NA STRONĘ KSIĄŻKI →

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach o oszczędzaniu pieniędzy. Nie ujawnię nikomu Twojego adresu!



{ 141 komentarzy… przeczytaj komentarze albo dodaj nowy komentarz }

NIE TE CHINY Grudzień 11, 2013 o 08:50

Nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez funduszu bezpieczeństwa równemu co najmniej 6-miesięcznym wydatkom rodziny.

W awaryjnym trzymam wysokość miesięcznej pensji.

Jestem w lepszej sytuacji bo z chińskiego ZUS-u mogę wypłacić już po 15 latach pracy. 😀

Odpowiedz

ZP Grudzień 11, 2013 o 09:06

Ze swojej strony proszę o uważne czytanie artykułów w ramach cyklu.

Jeśli nie masz czasu, wróć do niego później. W ten sposób w pełni z tego skorzystacie.

To nie jest tekst rozrywkowy, tylko użytkowy.

Pozdrawiam wszystkich

Odpowiedz

Paweł Grudzień 11, 2013 o 09:18

artykuł – „łał” – jak w tej reklamie, co gość dostaje kapcie w prezencie.

Odpowiedz

Bartosz Dolinkiewicz Grudzień 11, 2013 o 09:28

Witam,

Czytam i czytam i nasuwają się mi takie przemyślenia:

„minimalny okres inwestycji, jaki powinniśmy zakładać, to co najmniej rok”
Hmmm, dlaczego rok? Moim zdaniem, jeżeli trafia się okazja, to należy ją wykorzystać. Rok dla Forexu to wieczność. Godzina, to długo.

„błędem jest traktowanie inwestowania jako sposobu na doraźne poprawienie swojej sytuacji finansowej. Nawet jeśli mamy duże doświadczenie, to bardzo trudno jest zagwarantować, że osiągniemy konkretny zysk z inwestycji dokonanej na miesiąc czy dwa”
Wszystko uzależnione jest od inwestora. Należy jedynie pamiętać, że „zysk powstaje w momencie zakupu, a nie sprzedaży”.

„Ankieta początkującego inwestora – Czy Twoje przychody są wyższe niż wydatki?”
Jak mawia Warren Buffett: „Najlepszy sposób, żeby stać się bogatym, to nie tracić pieniędzy”

„gdy wartość portfela inwestycyjnego wzrośnie do kilkudziesięciu tysięcy złotych, to może się okazać, że Partner wpada na pomysł, że warto zrobić remont łazienki, albo pojechać na dłuższe wczasy”
Dlatego warto ustalić na samym początku, dlaczego zamierzamy inwestować? Należy wyznaczyć sobie cel. Może to być remont, zakup samochodu lub zdobycie kapitału lub samego doświadczenia na kolejne przedsięwzięcia.

Odpowiedz

ZP Grudzień 11, 2013 o 09:39

Ad pytanie nr 1.

Nie chodzi o horyzont pojedynczej transakcji, tylko inwestowania jako całego procesu.

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 11, 2013 o 12:52

Hej Bartek,

Potwierdzam to, co napisał ZP – mówimy o inwestowaniu jako procesie. Jeśli ktoś wkłada 1000 zł z zamiarem, że za godzinę wyciągnie z Forexu 1200 zł, to ja obstawiam z 96% pewnością, że nie wyciągnie. Statystyki są nieubłagane.

Dlatego, w przypadku systematycznego inwestowania własnych pieniędzy, trzeba mieć dużo dłuższą perspektywę. Można mieć również jakieś wycinkowe doświadczenie i z dużą dozą pewności „grać” krótkoterminowo, ale to nie jest dla nowicjuszy. Nie mieszajmy jednego z drugim.

Co do celów inwestycyjnych – o tym będziemy szczegółowo pisać, gdy będziemy już krok po kroku analizować inwestowanie jako takie :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

TwojEtat Grudzień 11, 2013 o 09:29

Hej,

ja jestem na etapie optymalizacji swojego budżetu domowego. Staram się (razem z Żoną) zapisywać wszystkie wydatki oraz mieć duże nadwyżki.

Na szczęście żadnych długów nie mam i cały czas buduję poduszkę finansową.

Z uwagą i zainteresowaniem przyglądam się Elementarzowi Inwestora.

Pozdrawiam,
Michał

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 11, 2013 o 12:53

Hej TwójEtat,

Bardzo dobra strategia na chwilę obecną i tak trzymaj :)

Powodzenia

Odpowiedz

Norbi Grudzień 11, 2013 o 09:32

KONIEC :) Czekam na kolejne artykuły :>

Odpowiedz

In Grudzień 11, 2013 o 09:39

Ósmy akapit widzę zainspirowany branżą bankową 😉
[…]po prostu fair[…]

Odpowiedz

Marcin Gurtowski Grudzień 11, 2013 o 09:43

Słusznie tu piszesz o bezpieczeństwie i warunkach jakie trzeba spełnić przed podjęciem się tematu inwestycji. Większość ludzi szuka tak zwanych złotych strzałów, „magic button”, generalnie coś co przyniesie im w krótkim czasie ogromne pieniądze bez wkładu pracy. Mogą postrzegać tak też inwestycje, a to nieprawda. Po pierwsze dlatego, że inwestycja zawsze wiąże się z ryzykiem, po drugie dlatego, że horyzont zysku jest przeważnie oddalony czasowo.

Te warunki o których wspominasz są bardzo ważne. Już kiedyś mówiłem o poduszczę finansowej i jej znaczeniu. generalnie jest ona potrzebna zawsze nawet jak pracuje się na etacie, aby czuć pewien komfort. W inwestycjach jest to potrzebne, aby nie dopuścić do sytuacji, ze wyjdzie się z inwestycji w niedogodnym momencie, tylko dlatego, że na tą chwilę potrzebuję pieniędzy i nie mam zabezpieczenia w postaci poduszki finansowej. Taką poduszkę mogą stanowić środki finansowe, które wystarczą na przynajmniej 6 miesięcy. Może to być również dochód pasywny, np z biznesu lub dywidendy. Ja posiadam i to i to. Mam zgromadzone wolne środki, ale i też posiadam pasywny dochód, o którym niedawno pisałem na swoim blogu.

Jeśli na tą chwilę nie spełnia się warunków, w sensie nie ma się uporządkowanej sytuacji finansowej, to należy jak najszybciej się tym zająć. Dlatego aby w dalszej kolejności zacząć budować sobie kapitał na przyszłość., bo jak słusznie zauważyłeś na ZUS nie ma co liczyć. Nie ma co się oszukiwać, emerytury dostaniemy tyle, że wystraszy tylko na to, aby wykupić sobie leki, aby na starość kolory odróżniać. Tak więc nasza przyszłość jest w naszych rękach.

Jeszcze jedna sprawa, inwestowanie to też inwestycja w siebie. Zanim zacznie się inwestowanie najlepiej zainwestować w wiedzę. Myślę, że cykl tych artykułów będzie świetnym na to sposobem sądząc już po pierwszym artykule.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Bartosz Dolinkiewicz Grudzień 11, 2013 o 15:19

„Po pierwsze dlatego, że inwestycja zawsze wiąże się z ryzykiem”

Moim zdaniem ryzyko wiąże się jedynie z inwestorem

Odpowiedz

ZARABIAM NA BLOGU Grudzień 11, 2013 o 09:46

Zanim zacznie się inwestować prawdziwe pieniądze na giełdzie lub ryku forex, myślę, że warto jest otworzyć rachunek DEMO w biurze maklerskim i inwestować „wirtualne” pieniądze. Wiele domów maklerskich ma tego typu oferty dla osób zakładających rachunki. Dopiero potem można próbować w inwestowaniu „prawdziwych” pieniędzy.
Pozdrawiam,
T.

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 11, 2013 o 13:02

Hej Zarabiam…

A ja się nie zgadzam z tym, że rachunek DEMO to taki dobry sposób inwestowania na sucho. Zgadzam się, że rachunek DEMO może przydać się w nauce obsługi interfejsu rachunku maklerskiego, ale uważam, że trzeba być bardzo ostrożnym w przenoszeniu doświadczeń z kont DEMO na prawdziwe inwestowanie.

Tam, gdzie pojawiają się prawdziwe pieniądze, tam w grę wchodzą emocje. Znam przypadki osób, które osiągały świetne wyniki na kontach demo, a jak przyszło do inwestowania swoich pieniędzy, to podejmowały decyzje inwestycyjne kończące się pasmem strat. W tym sensie konto demo może wyrządzić więcej szkody niż pożytku i dać fałszywe poczucie bycia asem inwestowania. I raczej nie powie nam wiele o naszej psychice. Dużo więcej dowiemy się o sobie inwestując małe kwoty, których nie obawiamy się stracić, na rzeczywistym rachunku.

Ale to tylko moje 2 grosze 😉

Pozdrawiam

Odpowiedz

ZARABIAM NA BLOGU Grudzień 11, 2013 o 14:58

Tak oczywiście, że masz Michał rację – nie każdy kto dobrze sobie radzi na rachunku DEMO będzie równie dobrze sobie radzić w REALU. Ale od czegoś trzeba zacząć. Tak zupełnie na sam początek, dla kogoś zupełnie zielonego, bez żadnego doświadczenia, DEMO to chyba dość dobra opcja….
Pozdrawiam,
Teresa

Odpowiedz

blognr6 Grudzień 12, 2013 o 15:22

Rachunek maklerski DEMO to tylko złuda. Bawiłem sie kiedyś na takim i zarobiłem kupę wirtualnej kasy. Potem na prawdziwym rachunku niestety poniosłem jeszcze większą kupę strat oczywiście jak najbardziej realnych. Odrabianie strat jest trudne i czasami może lepiej pogodzić sie z porażką i wycofać niż brnąć dalej w bagno. Pozdrawiam i życzę powodzenia nowym inwestorom :-)

Odpowiedz

ZARABIAM NA BLOGU Grudzień 12, 2013 o 17:55

Ale dużo osób zapomina, że DEMO jest głównie (moim zdaniem tylko) do nauki „spraw technicznych” – tzn. jaki guzik na rachunku do czego służy. „Prawdziwa nauka” = wiedza to wiedza ekonomiczna odnośnie funkcjonowania rynku. Macie wszyscy rację, że wiele osób na DEMO dobrze wypada a w REALU już nie – bo właśnie nie mają podstawowej wiedzy o mechanizmach funkcjonowania rynków kapitałowych. Tego się na DEMO nie da nauczyć.
T.

Odpowiedz

Anna Grudzień 15, 2015 o 09:51

Zdecydowanie sie zgadzam. Też uważam, że DEMO jest jedynie po to, by nauczyć się funkcji i jak działa rachunek maklerski. Ale jedynie technicznie. Żeby inwestować w rzeczywistości to niestety nie wystarczy. Do tego potrzebne są już między innymi pewne wyczucie, wiedza i doświadczenie.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Mateusz Grudzień 11, 2013 o 09:49

Osoba pisząca ten artykuł zapomniała (albo nie ma wiedzy) o tym, że przeważająca część ruchu na giełdzie to inwestycje krótkoterminowe, zatem mówienie tu o horyzontach czasowych inwestowania, jako przedziale 1-3 lat, to jakaś jedna wielka pomyłka. Zapamiętajcie sobie ludzie, że najwięcej kasy na akcjach łapie się na szybkich ruchach, zaś kiszenie inwestycji przez rok, zwłaszcza teraz, jak kończymy cykl zwyżkowy na giełdach, poprowadzi was prosto do bankructwa. Smutny będzie finał tego projektu. Chyba, że go przedłużycie na kolejne 5 lat 😉

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 11, 2013 o 13:11

Hej Mateusz,

Niestety nie zrozumiałeś tego co napisałem – nie mówię o pojedynczych transakcjach lecz o inwestowaniu jako całościowym procesie.

Zastanawia mnie Twój mentorski ton. Widzę, że „idealnie” przewidziałeś już i przyszły rok na giełdzie i finał tego projektu. Od naganiania „szybkich ruchów” bogacą się przede wszystkim brokerzy, którzy zarabiają bez względu na to czy my tracimy, czy zarabiamy.

A co do strategii inwestycyjnych – są różne i nie to było przedmiotem tego artykułu. Mało kto chce inwestować aktywnie siedząc z nosem w monitorze i ścigając się na szybkość ruchów.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Mateusz Grudzień 11, 2013 o 13:35

@Michał Szafrański

Wychodzi na to, że nie zrozumiałem, bo w ten sposób po prostu zinterpretowałem to, co zostało niezbyt precyzyjnie napisane. Nie wiem tylko, czy to moja wina, czy wina tego, który tak, a nie inaczej napisał ten artykuł. Skończmy jednak wątek, bo osoba, która przygotowała ten wpis merytorycznie (AppFunds) już tu skomentowała kwestię i sądzę, że wszyscy mają jasność.

Na mentorski ton, powiem nieskromnie, pozwala mi moja wiedza. Skoro Ty, laik możesz prawić morały, to czemu ja nie mogę być skromnym mentorem dla innych w komentarzach, prostując nieco to, co się wypacza?

Co do szybkich ruchów i bogacenia się przy tym brokerów, powiem tak – powielasz zasłyszane i wyświechtane powiedzonka, które osoby nie mające pojęcia o giełdzie zapewne kupią. Starzy wyjadacze, dla których giełda do praca, a nie jakieś weekendowe zajęcie, czy chwytliwy temat na bloga, doskonale wiedzą, że liczy się w tym giełdowym grajdołku przede wszystkim psychika spryt. Osobiście gram od dawien dawna day trading’owo i uwierz mi, brokerzy dostają okruchy z mego stołu. Już samo Twoje (czy też Wasze) założenie na starcie, że będziecie tracić (było to czarno na białym w poprzednim wpisie) koduje ludziom strach i zamyka im możliwości zarabiania. W ten właśnie sposób już na starcie doskonale zablokowaliście wszystkim psychikę!

Generalnie projekt wygląda mi na ‚szkółkę niedzielną’, którą może i zainspirujecie trochę ludzi do spróbowania giełdy, ale jak to się mawia ‚z tej mąki chleba nie będzie’.

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 11, 2013 o 15:58

Hej Mateusz,

Hahaha… instynkt podpowiada mi „nie karm trolla”, ale ciekawość każe mi dać Ci jeszcze kolejną szansę na ciętą ripostę.

Jeśli chcesz kończyć wątki, to kończ zamiast je ciągnąć. Ale widzę, że ważniejsze jest dla Ciebie wypaczanie rzeczywistości, więc pomimo, że ja nie muszę mieć ostatniego słowa, to to i owo dla innych muszę skorygować: to, że Zbyszek miał swój udział w pracach nad artykułem, to nie znaczy, że „przygotowywał go merytorycznie”.

Widzę, że mentorskiego tonu wyłączyć nie możesz – rozumiem i nawet mnie to nie dziwi. To mam przynajmniej prośbę byś nie generalizował nadużywając słowa „wszyscy”, bo możesz się równie bardzo mylić, co w przypadku interpretacji mojego artykułu. Ale cieszę się, że masz już jasność :) Ciekawe co powiesz, jeśli znajdę przynajmniej jedną osobę, której nie „zablokowałem psychiki”. I jaką wartość będzie miało Twoje generalizowanie i wykrzykniki. Ja nie zaklinam rzeczywistości i nie mam zamiaru wmawiać, że „każdy zarobi”. I nie przypominam sobie założenia, że „będziemy tracić”. Chyba, że dla Ciebie znaczenie sformułowań „być może”, „możemy” i „będziemy” jest takie samo. Na to nic nie poradzę.

Mateusz – przedstaw się nam proszę, zanim zapędzisz się w chwaleniu się swoimi dokonaniami. Tak żeby inni wiedzieli, czy w ogóle warto Cię słuchać. Jeśli chcesz się dzielić swoim doświadczeniem i wiedzą, i rzeczywiście je posiadasz, to ja otwarty jestem na merytoryczne wsparcie w rozwoju tej akcji. Masz wiedzę – dziel się. Nie masz albo nie chcesz – to nie siej zamętu. Jeśli zamierzasz zamieszczać równie ogólnikowe i niewiele wnoszące komentarze, to przeznacz proszę swój cenny czas na bardziej dochodowe dla Ciebie zajęcia.

Jak na razie widzę, że więcej chleba będzie z naszej mąki niż z takiego Twojego dłubania z doskoku palcem w cieście 😉 I apeluję: wyciągając wnioski pisz z własnej perspektywy i nie generalizuj. Jak na razie po Twoich komentarzach widzę, że trudno Ci było „skleić”, że akcja jest prowadzona przez dwóch blogerów równocześnie pomimo, że komunikujemy to otwartym tekstem. Nie wyciągaj więc szerszych wniosków niż te, które dotyczą Twojej osoby.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Wojtek Grudzień 11, 2013 o 23:17

hahhahahhahah,
jeden – zero dla Michała

Odpowiedz

Andrzej Grudzień 14, 2013 o 23:04

Witojciez!
No, mnie psychiki Michale nie zablokowałeś… Wręcz przeciwnie !
Czeka mnie praca od podstaw, ale nikt nie mówił że będzie lekko.
Pozdrawiam

Odpowiedz

Anon Grudzień 25, 2013 o 00:17

@Michał Szafrański
Nie wiem dlaczego uważasz, że osoba podpisująca się jako Mateusz jest „trollem”. Możliwe, że masz ku temu powody (np. jakieś dane ze swojego serwera), ale tego już nie napisałeś.
Dla mnie niektóre uwagi Mateusza są jak najbardziej na miejscu. W szczególności Twoje podejście do inwestycji (i strat). Sam mam inny pogląd na inwestycje krótkoterminowe, kwotę 200 zł oraz inwestycje długoterminowe.

O ile rozumiem, dlaczego odrzucasz możliwość promowania inwestycji krótkoterminowych w „szkółce niedzielnej” dla czytelników, to wydaje mi się, że przytoczone na poparcie decyzji argumenty powtarzane przez „specjalistów”, np. to że przy krótkoterminowych ruchach zarabia pośrednik/broker, są nieadekwatne (no bo co z tego że zarabia, przy długoterminowych zarabiają duże banki inwestycyjne, które pewnie i tak mają udziały w domach maklerskich, więc zapewne zarabiają zawsze). Wg mnie mógłbyś jeszcze raz wyjaśnić, że konwersja czytelników na specjalistów od krótkoterminowych inwestycji nie jest celem Waszego kursu i stąd takie, a nie inne podejście. Wypada też wspomnieć, że są ludzie utrzymujący się z inwestycji krótkoterminowych, co czasem wiąże się z pracą przez 50-60 godzin/tydz. przed monitorem. I tyle. No ale to Twój cyrk i Twoje małpy.

Jeśli chodzi o kwotę 200 zł to uważam że jest to kwota zbyt mała (2400 zł rocznie), żeby bawić się co miesiąc w inwestowanie, gdyż strata czasu jest zbyt duża. Rozumiem cel: niech ludzie się pobawią i czegoś nauczą, niech zdywersyfikują oszczędności, a przy okazji ruch na blogach i związane z tym zarobki wzrosną, ale nie jestem przekonany co do mierzalnych efektów. Bo co z tego, że się nauczą obsługiwać rachunek maklerski (złota inwestycyjnego lub monet przecież za tą kwotę nie kupią) skoro i tak nie będą mogli wyciągnąć zysku na poziomie mającym jakiekolwiek znaczenie w budżecie domowym. A czas poświęcony na dwustuzłotowe inwestycje mógłby zostać spożytkowany efektywniej.

Twój stosunek do inwestycji długoterminowych obecnie jest dla mnie niejasny, więc z chęcią przeczytam o szczegółach Twojej strategii w kolejnych artykułach. Wg mnie większość „strategii” polecanych przez doradców finansowych, specjalistów ze szklanego ekranu i gazet jest idiotyczna, gdyż najczęściej sprowadza się to do inwestowania przez cały czas bez względu na sytuację na rynku. Koszt tego jest zbyt duży, gdyż albo jest to marnowanie czasu na śledzenie rynku albo zalecenia bazują na wskaźnikach typu WIG (a nie konkretnym portfelu) i udowadnianiu, że najlepiej kupować zawsze (bo dywidendy, bo średniorocznie…, bo na przestrzeni 20 lat itd.)
W moim portfelu takie podejście się nie sprawdziło i zmarnowałem mnóstwo czasu na śledzenie rynku mając w portfelu np. kilkanaście tysięcy, co było z perspektywy czasu zupełnie bez sensu. Strategia długoterminowa, która sprawdza się u mnie, to większe zakupy co kilka lat, odczekanie przez kolejne 2-4 lata (bez stop loss) i wyprzedaż jak zaczynają się spadki w trakcie hossy (obojętne czy to będzie początek bessy, czy jakaś większa korekta). Nic innego praktycznie nie daje zarobić sensownych pieniędzy. Dlatego poczekam na kolejne artykuły – może przeczytam o czymś efektywniejszym.

Jeśli chodzi o kryzys to mam podobne spostrzeżenia co Mateusz, dlatego sam wyprzedałem resztki akcji notowanych na wgpw bez względu na straty, bo wolę zoptymalizować belkowe (w tym roku zapłacę jedynie kilkaset złotych podatku) i odzyskać kilkanaście tys., które mogę przeznaczyć na inwestycje mające sens w trakcie kryzysu, niż kisić straty.

Argument, a właściwie prośba o „przedstawienie się” jest również dla mnie niezrozumiały. O ile sam nie dbam o anonimowość w sieci, to zdaję sobie sprawę, że są osoby które o to dbają i nie chcą aby amatorzy mogli łatwo zdobyć informacje o ich miejscu zamieszkania, posiadanych ruchomościach, datach wyjazdów na urlop itp. Poza tym co da Ci informacja o tożsamości interlokutora? Z mojego doświadczenia wynika, że często informacja ta powoduje tylko negatywne działanie efektu autorytetu, ewentualnie skutkuje załączeniem się efektu pierwszego (powierzchownego i często fałszywego) wrażenia i „zmusza” mózg do zastosowania uproszczonej analizy.
O ile czasem jest to przydatne – sam kiedyś negocjowałem cenę auta i ubezpieczenia oc+ac w salonie i sprzedawca zorientował się, że coś jest nie tak dopiero, gdy zapytałem się czy za samochód mogę zapłacić kartą (ze względu na cashback) – o tyle „zmuszanie siebie” do uproszczeń, gdy mowa o pieniądzach i/lub ogromnym nakładzie czasu jest dosyć niebezpieczne. Może jednak jest jakiś inny cel Twojego pytania?

Na koniec chciałem dodać, że wypraszanie z bloga osób o innych poglądach „Jeśli zamierzasz zamieszczać równie ogólnikowe i niewiele wnoszące komentarze, to przeznacz proszę swój cenny czas na bardziej dochodowe dla Ciebie zajęcia.” może odstraszać niektórych czytelników (w tym mnie). Sam jestem zainteresowany, dlaczego ktoś kto zajmuje się inwestowaniem uważa, że nadchodzi kryzys. O ile obecnie widzę cięcia kosztów i etatów w korporacjach i bankowości (oprócz zwolnień, efektem tego jest zlecanie tworzenia systemów tradingowych bezpośrednio przez dużych brokerów małym firmom, co wcześniej przypadało raczej korporacjom), zamrażanie praktyk i staży dla absolwentów (stać mnie wreszcie na zgarnięcie tych ludzi do swoich celów), zwijanie się małych działalności lub przejście w szarą strefę (ceny usług dla małego biznesu w związku z tym spadają lub przynajmniej nie rosną: księgowość, drobne projekty reklamowe i graficzne, notariusz (!)), to nie widzę tego zupełnie na rynkach finansowych, które powinny wyprzedzać koniunkturę o kilka miesięcy. W związku z tym nie wiem, na klientach z jakich części świata powinienem się skupiać. A może zacząć szukać ich gdzieś indziej?

Oczywiście nie twierdzę, że moja obecność na Twoim blogu jest czymś pożądanym lub, że ma jakiekolwiek znaczenie, ale jeśli jest więcej takich osób jak ja, to może się okazać, że za jakiś czas będziesz miał kółko wzajemnej adoracji jak na blogu Wiesława „Alexa” Barszczewskiego i nie będzie sensu czytania żadnych komentarzy, bo niczego się z nich nie będzie można dowiedzieć ani nauczyć.

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 28, 2013 o 10:43

Hej Anon,

Wielkie dzięki za Twój komentarz. W odróżnieniu od Mateusza sporo mówisz o swoich doświadczeniach inwestycyjnych i przemyśleniach, i jest to niewątpliwie wartościowe. Odniosę się tylko do niektórych z poruszonych przez Ciebie zagadnień.

Z tą akcją mamy problem „jajka i kury”: jak przekazać elementarną wiedzę o inwestowaniu osobom, które dzisiaj w ogóle nie inwestują, a jednocześnie nie spowodować, że osoby te władują się na minę? Ten nasz „śmieszny” portfel jest dodatkiem do akcji, a nie jej meritum. Ma nam pomóc zobrazować to o czym będziemy pisać. I owszem – można mówić, że zajmowanie się tak małymi kwotami nawet przy 50% stopie zwrotu jest stratą czasu. Podchodząc do tego wyłącznie z perspektywy efektywności portfela, dla mnie to także jest strata czasu. Tylko, że my ze Zbyszkiem z całą świadomością chcemy stracić ten czas właśnie po to, by Czytelnicy – Ci którzy chcą – mogli się czegoś dowiedzieć. „Lepszy rydz niż nic”.

Jaka z tego korzyść? Chociażby właśnie taka, że a) będzie trochę artykułów omawiających tematykę inwestowania i b) będzie trochę wartościowych dyskusji – tak zakładam. Twój komentarz jest dobrym tego przykładem.

Między nami: też obawiam się „kółka wzajemnej adoracji”, ale z drugiej strony w jakiś sposób muszę filtrować malkontentów zainteresowanych bardziej wymądrzeniem się i „pojechaniem” po innych, niż podzieleniem się wiedzą/doświadczeniami. Bardzo podoba mi się to, że dzielisz się krytycznie i konstruktywnie swoimi doświadczeniami. Ja też chcę czytać komentarze, z których czegoś mogę się dowiedzieć lub nauczyć. Zdaję sobie sprawę, że jak na Twoją wiedzę, to co będziemy pisać w tym cyklu, może być dla Ciebie mało interesujące / atrakcyjne. Dawno to już przećwiczyłeś. Ale jesteś w tej elitarnej, zdecydowanej mniejszości, do której nie kierujemy naszej akcji – przynajmniej nie na początku. Niestety wszystkich nie zadowolimy. Musiałem to zaakceptować… Niemniej jednak Twój wkład jest pożądany.

Co do mojej strategii: będę pisał na jej temat oddzielny artykuł, ale widzę między nami pewne podobieństwa. Ja popełniłem na GPW wszystkie możliwe błędy i po latach uważam, że najlepiej wychodziłem na tych papierach, które trzymałem długoterminowo i firmach, których biznes rozumiałem. Ale to jest refleksja po czasie, a nie przemyślana, wieloletnia strategia. I chyba podobnie jak Ty (o ile dobrze interpretuję) wolę inwestować w coś nad czym mam bezpośrednią kontrolę i wpływ na efekt (np. biznes, swoje produkty itp) – tu widzę dla mnie osobiście najlepszy uzysk z włożonej energii i pieniędzy. Ale to nie zmniejsza mojej potrzeby dywersyfikacji. A poza tym moje doświadczenia nie muszą być reprezentatywne dla innych osób. Dlatego m.in. połączyliśmy siły ze Zbyszkiem z APP Funds. Mamy różne strategie i będziemy chcieli to pokazać, jednocześnie próbując uczyć się od siebie nawzajem.

W ramach Elementarza Inwestora raczej nie dowiesz się na klientach z jakich części świata powinieneś się skupić 😉 Nie sądzę byśmy w dyskusjach wznieśli się na takie wyżyny.

Pozdrawiam

Odpowiedz

ZP Grudzień 11, 2013 o 09:59

Przeklejam z komentarza wyżej:

Nie chodzi o horyzont pojedynczej transakcji, tylko inwestowania jako całego procesu.

Odpowiedz

Marcin Iwuć Grudzień 11, 2013 o 10:02

Cześć Michale, bardzo potrzebny artykuł.
Zazwyczaj rozpoczynając inwestycję myślimy o wahaniach notowań i o „dreszczu emocji”, który jesteśmy w stanie znieść. Właśnie dlatego inwestowanie kojarzy się wielu osobom z kasynem, w którym podejmujemy szybkie, nerwowe i zazwyczaj niestety błędne decyzje.
Jak powiedział Warren Buffet „Giełda to miejsce transferu pieniędzy: od inwestorów aktywnych do cierpliwych”.
Dobre przygotowanie do inwestycji, jest znacznie ważniejsze niż nasza skłonność do ryzyka. Co z tego, że chcemy być „cowboyami” gotowymi inwestować na Forexie czy w na New Connect, skoro wisi nad nami mini-ratka do spłaty 😉
Trzymam kciuki za Elementarz Inwestora. Pierwszy artykuł jest doskonały.

Odpowiedz

Mateusz Grudzień 11, 2013 o 10:14

@ZP

Proces trwający rok? Proces trwający 3 lata? A może inwestycja tyle trwająca (znam takich co kiszą akcje po kilka lat). Ciekawy jestem co autor tego wpisu miał na myśli, bo Ty interpretujesz to w ten sposób, a autorowi mogło chodziło o zupełnie coś innego.

Odpowiedz

ZP Grudzień 11, 2013 o 10:20

Wiem, co miał na myśli, bo sam jestem po części współautorem :)

Odpowiedz

Mateusz Grudzień 11, 2013 o 10:26

Współautorem? Myślałem, że Michał prowadzi tę akcję – to jego blog. A jeśli można spytać, kim jest zagadkowy „ZP”? Jakiś sponsor/mentor?

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 11, 2013 o 10:40

Hej Mateusz,

Dla jasności: akcja prowadzona jest WSPÓLNIE przez Zbyszka Papińskiego z bloga APP Funds – http://appfunds.blogspot.com i przeze mnie. Zbyszek komentuje (od zawsze) pod nickiem ZP. I tak jak Zbyszek pisze – każdy z tematów w ramach tej akcji jest wypracowywany wspólnie. Wspólnie decydujemy również, na którym blogu ukaże się konkretny temat.

ZP, czyli Zbyszek, jak najbardziej słusznie uważa się za współautora. Tak jak mówiliśmy w podcast’cie – nad tym cyklem pracujemy razem już prawie od pół roku :)

Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz

ZP Grudzień 11, 2013 o 10:48

Dzięki za wyjaśnienie Michał,

Dodam, że autorem artykułu jest oczywiście Michał, a ja jestem po części jego konsultantem/redakcją.

Z kolei, jeśli artykuł ukaże się u mnie, proces będzie przebiegał podobnie, ponieważ akcję firmujemy obydwaj.

Pozdrawiam wszystkich

Odpowiedz

Aurel Grudzień 11, 2013 o 14:28

@ZP, wstaw sobie stosowny avatar, to unikniecie konfuzji w przyszłości 😉

Odpowiedz

ZP Grudzień 11, 2013 o 14:50

Racja, trzeba coś zrobić :)

Odpowiedz

Gabi Grudzień 11, 2013 o 23:31

@Mateusz
Jakby Ci się chciało ze zrozumieniem przeczytać to byś wiedział,że akcja jest prowadzona przez dwóch blogerów….na dwóch blogach równocześnie.

Odpowiedz

Password Grudzień 11, 2013 o 10:32

Wczoraj akurat napisałem komentarz do ostatniego artykułu w podobnym tonie :) Inwestując pamiętaj że możesz stracić !

Poziomy bezpieczeństwa finansowego

Poziom 0 – jesteśmy zadłużeni lub mamy minimalne oszczędności, „zależymy” od następnej wypłaty

Poziom 1 – mamy minimalny fundusz bezpieczeństwa (3/6 miesięcy), możliwy kredyt hipoteczny (większy niż oszczędności), mamy nadwyżki finansowe,

Poziom 2 – jeżeli posiadamy jakieś kredyty to w każdej chwili możemy go spłacić, minimum roczny fundusz bezpieczeństwa

Poziom 3 – posiadany majątek pozwala na nic nie robienie !

Odpowiedz

Weronika Luty 3, 2015 o 20:42

hehe jestem na poziomie 1 walczę dalej:)

Odpowiedz

Olek Grudzień 11, 2013 o 11:03

Michale, kalkulator źle podaje na ile starczy fundusz w przypadku utraty pensji jednego z małżonków, jeśli pensja tego co zachował pracę jest większa niż koszty. Przykład: przy pensjach 5000zł i 2000zł, i kosztach miesięcznych 4000zł, poduszka 6 miesięczna wynosi 24000. Jeśli pracę straci osoba zarabiająca 2000zł, to poduszka wystarczy na „nieskończoność”, a Twój kalkulator podaje 24 miesiące :)
Trzeba zmienić formułę na coś w rodzaju JEŻELI(C23/(C34-C35) < 0; -C23/(C34-C35); "Bezterminowo") :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 12, 2013 o 10:40

Hej Olek,

Dziękuję Ci bardzo za wyłapanie błędu. Zaraz poprawię formuły bo rzeczywiście jakiś absurd wychodzi.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Jakub Grudzień 11, 2013 o 11:26

Michał,

Sugerujesz spłatę kredytów i zamykane kart kredytowych. Ja sądzę jednak, że karty kredytowe i drobne kredyty (oczywiście rozsądnie wybrane i używane) potrafią być również pewnego rodzaju inwestycją. Ja na przykład, za wszystkie zakupy robię płatność właśnie kredytówką, podczas gdy pokrycie tego kredytu bezpiecznie pracuje m.in. na lokatach over night. Spłata w tzw. grace period skutkuje brakiem oprocentowania długu na karcie. Miesięcznie oszczędzam jakieś 10 zł na takim podejściu. Niektórzy się z tego śmieją: „Co to jest dyszka w perspektywie miesiąca? Grosze.” Wtedy grzecznie odpowiadam: proszę, ustaw zlecenie stałe i przelewaj mi tę dyszkę co miesiąc.
I myślę, że tu jest cała istota sprawy – Polacy nie potrafią oszczędzać. Dlatego świetnie, że prowadzisz tego bloga! Bardzo dużo się z niego dowiedziałem i polecam dookoła.

Życzę powodzenia z Elementarzem!

PS
Oszczędności z over nightów lądują na koncie oszczędnościowym o nazwie „Wakacje 2014” i są nietykalne 😉

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 12, 2013 o 10:45

Hej Michał,

Dziękuję za komentarz. Ja sugeruję wyłącznie spłatę długów. W przypadku karty kredytowej należałoby rozumieć przez to spłatę zadłużenia, które obciążone jest odsetkami. Czyli, jeśli co miesiąc spłaca się w okresie „grace period” (bezodsetkowym) całkowitą kwotę z ostatniego wyciągu, to ja nie traktuję tego jako długu. Po prostu w „przepisowym” terminie regulujemy swoje zobowiązania i to jest OK.

Zgadzam się z Tobą, że karta kredytowa jest bardzo przydatnym sposobem płatności – ale tylko pod warunkiem, że umiemy się nią posługiwać (zawsze spłacamy w terminie całe zadłużenie). W niewprawnych rękach jest bardzo niebezpiecznym narzędziem. I w tym ostatnim przypadku – zalecam się jej pozbycie jak najszybciej. O tym pisałem w artykułach dotyczących wychodzenia z długów.

Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz

Daniel Grudzień 11, 2013 o 11:41

Witam,
Ważne, że podkreślacie to, iż przed rozpoczęciem inwestowania trzeba „uporządkować” swoje finanse, zadbać o poduszkę fin., i przede wszystkim o kontrolę nad swoimi wydatkami. Jeżdżąc po szkoleniach dotyczących np. inwstowania w nieruchomości zauważyłem, że wiekszość osób nie miała do czynienia w praktyce nigdy z żadnymi inwestycjami, co więcej nie ma żadnej poduszki finansowej, a jest zawchycona inwestycjami. Wydaje się, iż pojawiła się swego rodzaju moda na inwestowanie (i bardzo dobrze), ale obawiam się, że wejście w różnego rodzaju inwestycje przez niektóre osoby może skończyć się dla nich bardzo źle. Znam takie przypadki niestety. Także tym bardziej szacuenk za ten artykuł, pozdrawiam

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 12, 2013 o 10:49

Hej Daniel,

Dziękuję za komentarz. Inwestowanie w nieruchomości, to trochę inny obszar. Tam można się posiłkować swoją zdolnością kredytową, co jednocześnie w zestawieniu z relatywnie niskimi kosztami kredytów hipotecznych (nie bez powodu mówi się, że są one źródłem taniego pieniądza) oraz „głową na karku” (niezbędna!), pozwala inwestować nie wkładając w to własnych pieniędzy albo wkładając niewiele. Niemniej jednak na obecnym etapie „Elementarzu Inwestora”, ten temat nie istnieje.

A jakieś zabezpieczenie (poduszkę) – tak jak piszesz – warto mieć tak czy siak.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Morena Grudzień 11, 2013 o 11:41

Ja osobiście dodałabym do arkusza pozycję „koszty pracy”. Np. jeżeli miesięcznie na dojazdy do pracy wydaję 500 zł na benzynę, to w przypadku utraty (tfu tfu tfu) lub jej zmiany obniżą mi się koszty życia, a więc i optymalna poduszka finansowa. Oczywiście, wiadomo, że lepiej mieć większe zabezpieczenie, ale na niektórych to może działać odstraszająco… Poduszka 3-miesięczna niższa o 1500 złotych inaczej wygląda 😉

Ważną zasadą jest to, co kiedyś przeczytałam na jednym z amerykańskich blogów o oszczędzaniu – najpierw wynagradzajmy siebie, tzn. zaraz po wypłacie przelejmy na konto oszczędnościowe z góry założoną kwotę. Oprócz tego odgórnego „nakazu” oszczędzania będzie nas mniej korcić wydać całą wypłatę. Tę zasadę wprowadziliśmy rok temu i cały czas się sprawdza – fakt, że bywa, że pod koniec miesiąca „dziadujemy”, ale też nie przejadamy całości dochodów. Obecnie oszczędzamy 25% naszych dochodów, a to naprawdę nie są jakieś kokosy, ale oprócz poduszki finansowej (i to w kwocie zaproponowanej przez Ciebie, Michale, w arkuszu kalkulacyjnym) mamy też fundusz urlopowy i fundusz mieszkaniowy (jako zaczątek przyszłej „kariery” inwestora w nieruchomości).

Pozdrowienia i trzymam kciuki za dalszy rozwój bloga :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 12, 2013 o 11:02

Hej Morena,

Dziękuję za sugestię. Nie chciałem zbytnio komplikować tego arkusza. To nie jest bezwzględna wyrocznia – raczej bardzo prosty kalkulator, który ma pomóc szybciutko określić wymaganą skalę oszczędności.

Gratuluję determinacji w budowie własnej poduszki i funduszy inwestycyjnych. Gorąco kibicuję :)

Pozdrawiam

Odpowiedz

BJK Grudzień 14, 2013 o 15:31

To samo chciałem napisać. Do tego można doliczyć wszystkie lunche i np imprezy na które nie pójdziemy gdy nie będziemy mieć kasy.
Najlepiej przy prowadzeniu budżetu założyć że do poduszki bezpieczeństwa wpadają koszty mieszkania, rachunki, kredyty, koszty stałe utrzymania samochodu (ubezpieczenie, parking, przeglądy), część kosztów paliwa (jeśli dojeżdżamy autem do pracy to bez pracy koszt paliwa spada nawet o 80% – sam miewam takie miesiące), koszty jedzenia i kosmetyków/chemii domowej (niestety bez mydła ciężko się obyć :P), utrzymanie zwierzaka etc.
Natomiast ja w budżecie mam główny dział określony jako „przyjemności” w którym wydatki w przypadku problemów finansowych zmaleją do zera. A to całkiem sporo obecnie.
Tak samo jak w budżecie się zakłada jakieś comiesięczne oszczędności/inwestycje to one też spadają. 10% od średniej krajowej to co miesiąc ponad 250zł. Czyli w poduszce bezpieczeństwa 3-miesięcznej 750zł mniej…

Odpowiedz

Tomasz T Grudzień 11, 2013 o 11:57

Michał

Artykuł nie jest długi tylko konkretny i rzeczowy. Nie da się pewnych „prawd” napisać krótko, wyjaśnienia są bardzo pomocne. To nie jest temat dla wszystkich a obecnie jesteśmy przystosowani do krótkich przekazów. Lekcja cierpliwości i pokory, nie tylko na czytanie długich wpisów ale na cały 2014 :-).

Powodzenia, tak trzymać.

Odpowiedz

Paweł Stopka Grudzień 11, 2013 o 13:08

Witaj Michale… bardzo mocne i porządne wejście w waszym projekcie…. zauważyłem, właśnie że wiele osób chce inwestować ale najlepiej żeby ktoś za nich wziął odpowiedzialność. Wydaje mi się, że z 70 % czytelników musi ogarnąć swoje domowe budżety na samym początku, niż zacząć inwestować w konkretne instrumenty. Od tego wpisu powinno faktycznie nabierać świadomości inwestycyjnej co do ryzyka, działania, i analizy wszystkich ruchów :).

Uważam, że pierwszą rzeczą przed inwestowaniem jest nauka generowania przychodów, przypływów pieniężnych bo to właśnie jak już zaznaczyłeś z nich powinny być środki na inwestowanie. Generowanie przychodów wymaga umiejętności których można się nauczyć jak cierpliwość, podejście do ryzyka, analiza – co bardzo przydaje się przy inwestowaniu. Jeśli ktoś oprócz 1 źródła przychodów nie stwarza innych to w inwestowaniu również może wiele stracić jak w życiu- gdy źródło to w jakiś sposób może być zamknięte.

Pozdrawiam Paweł
mybankier.com

Odpowiedz

Lapeno Grudzień 11, 2013 o 13:37

Muszę się jednak za zrobienie porządku w swoich finansach domowych, bo brak czasu i dochody na najkimś poziomie usypiją czujność, włączają lenistwo i stwarzają ułudę bezpieczeństwa po wsze czasy.

Dzięki teamowi Michał & ZP za poświęcony czas i bardzwo wartościowy cykl.

Odpowiedz

*LESZEK* Grudzień 11, 2013 o 14:38

Przeczytałem artykuł w całości, nie na raty i muszę stwierdzić, że jedyne czego mi w nim zabrakło, to Michał Twojego optymizmu. Projekt miał być optymistyczny, a odnoszę wrażenie że wg Twoich kryteriów 99, 99 procent osób w tym kraju nie spełnia wymagań stawianych do inwestowania. Mam nadzieję, że Wasz wspólny projekt ze Zbyszkiem będzie bardziej kolorowy niż powyższy artykuł.

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 12, 2013 o 11:42

Hej Leszek,

Ależ ja jestem bardzo optymistycznie nastawiony :-) Ale jednocześnie staram się twardo stąpać po ziemi. Wydaje mi się, że z procentami nieco przesadziłeś 😉 Ja akurat głęboko wierzę, że projekt taki jak nasz ma realną szansę zwiększyć liczbę osób zainteresowanych inwestowaniem.

Niemniej jednak, tak jak komentowałem wyżej, my nie koloryzujemy, nie ubarwiamy, nie chcemy i nie musimy malować „trawy na zielono”. Jeżeli ktoś woli wierzyć w „recepty na szybki sukces” – to jej tu nie znajdzie. W tym sensie rzeczywiście jesteśmy mało „kolorowi”. Ale dobrze nam z tym :) I postaramy się, żeby Wam też było dobrze z konkretami, a nie „wodotryskami”.

Pozdrawiam :)

Odpowiedz

Jacek Grudzień 11, 2013 o 14:46

Fajne podstawy. Przymierzam się do inwestowania, ale obawiam się tego z racji kredytu hipotecznego Toteż sam z siebie zacząłem już dawno wyrabiać budżet awaryjny.

Odpowiedz

Bazyl Lia Grudzień 11, 2013 o 14:47

bożu ile przede mną. ale najpierw przyczytam artykuł jeszcze raz :) a potem może jeszcze raz..

Odpowiedz

Radi Grudzień 11, 2013 o 15:08

Cześć Michale, czy jest możliość udostępnienia kalkulatora również dla starszych wersji MS OFFICE ?

Odpowiedz

eMCi Grudzień 11, 2013 o 23:35
karolina Grudzień 11, 2013 o 16:40

hej
Przyznaję od razu , że nie doszłam do połowy artykułu, nie miałam tyle czasu. Ale z tego co piszesz na początku moja strategia finansowa mylna nie jest. Mam zamiar w bliskiej przyszłości budować dom, więc wydaje mi się , że zaoszczędzone pieniądze lepiej włożyć w to niż inne inwestycje. Oszczędności pozwolą mi zmniejszyć kredyt, który będę chciała wziąć. Mój dom-moja inwestycja :)
pozdrawiam Michale
karolina

Odpowiedz

Andrzej Grudzień 12, 2013 o 14:53

Zupełnym błędem jest myślenie, że dom to twoje aktywo, zdecydowanie zabierze Ci pieniądze :)

Polecam przeczytanie książki Roberta Kyiosakiego – Bogaty Biedny Ojciec, tam właśnie wyjaśnia tą kwestie dogłębnie :)

Odpowiedz

Anon Grudzień 12, 2013 o 17:32

@Andrzej
Zechcesz rozwinąć swoje stwierdzenie? Tzn. dlaczego dom nie jest aktywem? I jak to się ma do str. nr 2, 4. akapitu http://www.ifrs.org/IFRSs/IFRS-technical-summaries/Documents/English%20Web%20Summaries%202013/Conceptual%20Framework.pdf ?

Odradzam czytanie wypocin Kyiosakiego http://www.johntreed.com/Kiyosaki.html

Odpowiedz

Michal Grudzień 14, 2013 o 07:48

Anon – dobrze że dałeś linka demaskującego dobrze nam znanego pana Roberta Ka… no nic, w zasadzie nigdy nie miałem złudzeń co do jego większych kompetencji i „bogatego ojca..” traktowałem bardziej jako fikcję literacką.
Tak czy owak myślę jednak, że lokowanie kasy w budowę domu w którym mam zamiar mieszkać, nazwać inwestycją nie możemy bo przecież dochodu nam nie przyniesie? Może Michał się wypowie…

Odpowiedz

ZP Grudzień 14, 2013 o 13:01

Hej,

Nie jestem Michałem, ale dom i inne nieruchomości są aktywami, jak najbardziej. Możesz je przecież sprzedać i w ten sposób uzyskać realną gotówkę.

Natomiast inną sprawę są koszty budowy, czy później utrzymania oraz sensowność danej inwestycji. Na przykład samochód da się też upłynnić i jest aktywem, jak najbardziej. Z drugiej strony – nie dość, że kosztuje przy zakupie, to jest drogi w utrzymaniu i stale traci na wartości.

Dlatego Kiyosaki bywa niebezpieczny. Niektórych świetnie motywuje do działania, lecz przy okazji osobom niedoświadczonym trochę może namieszać w głowie – tu kliniczny przykład takiego przypadku:
http://en.wikipedia.org/wiki/Casey_Serin

” in 2006 Casey Serin appeared on „Rich Dad’s Online Business School”

„in his early twenties, Serin decided to quit working full-time in order to pursue a career in house flipping as a means of earning an income and building wealth. In an eight-month period beginning in October 2005, Serin purchased eight houses in four southwest U.S. states, and then began blogging about the foreclosure process on the properties he was unable to resell. In time, five of the eight properties foreclosed.”

Pozdrawiam

Odpowiedz

BJK Grudzień 14, 2013 o 15:48

Zbyszku, jakoś nie widzę przycisku „reply” pod Twoją odpowiedzią, więc machnę ją tutaj. Własny dom jest o tyle problematycznym aktywem, że praktycznie zawsze włożymy w niego więcej niż uzyskamy ze sprzedaży (oczywiście im dłuższy czas od zakupu tym więcej kosztów alternatywnych np najmu możemy doliczyć do dochodu ze sprzedaży) to jeszcze w dodatku stawia nas w trudnej sytuacji podbramkowej: sprzedać dom w którym się mieszka jest trudno. Oprócz typowych nakładów jak ogłoszenie etc dochodzą dodatkowe koszty jak spakowanie i przeprowadzka. To generuje kolejny koszt (jeśli mamy jedną nieruchomość tylko) w postaci najmu: czynsz + kaucja. To są spore pieniądze, bo w dużym mieście koszt najmu poniżej 2 tys zł (z kaucją) jest praktycznie nieosiągalny, a jeśli musimy sprzedać dom to znaczy, że kasy nie mamy…
Samochód to inna para kaloszy, zwłaszcza jeśli NIE STANOWI źródła dochodu.
Tak więc Zbyszku, nieruchomość zamieszkiwana przez nas nie jest typowym aktywem. Może przynosić nam dochód (np podnajem pokoju, strychu czy garażu), może być częścią dochodu zawodowego (DG w nieruchomości), ale nie będzie aktywem. A już na pewno nie gdy ciąży na nim hipoteka, która „zeżre” sporą część z ewentualnej sprzedaży.
PS. Nie uznaję typowego podziału na „aktywa” i „pasywa”, więc moja wypowiedź może być nieco chaotyczna, natomiast myślę, że zrozumiesz jej sens :)

Odpowiedz

Andrzej Grudzień 15, 2013 o 01:02

Oczywiście, że rozwinę. Zupełnie nie wiem, czy książka Roberta to była fikcja literacka czy nie, ważnym jest co ta książka mi osobiście dała oraz to, ile obecnie Robert zarabia (ponad 5 tysięcy nieruchomości z czego prawie 900 rafinerii do wydobywania ropy) więc zupełnie nie mam powodu by mu nie ufać, mało tego ufam mu bardziej niż osobą które w swoim życiu największe osiągnięcie plasują w 5 letni samochód.

W swojej wypowiedzi chodziło mi o to, że dom w którym będziesz mieszkać zupełnie nie jest twoim aktywem ponieważ nie przyniesie Ci pieniędzy, tylko Ci je zabierze. Często ludzie budują ogromne 2 piętrowe domy dla 3 osobowej rodziny i gniją w kredytach, zaspokoili się emocjonalnie posiadając taką chatę, a nie pomyśleli by owszem kupić nieruchomość, ale taką która będzie generować zyski, dzięki którym następnie będziemy mogli kupić większe mieszkanie czy właśnie ten dom. Cały sek polega w tym, byśmy nie wydawali własnych pieniędzy, ale by twoje biznesy kupowały Ci te rzeczy :)

Podam pewien przykład swojego myślenia na szybko w zaokrągleniu dużym:
Mając 150 tysięcy w gotówce, chcesz kupić samochód.
A więc go kupujesz. Jesteś szczęśliwa bo masz samochód.

Ja kupuje mieszkanie za 150 – 200 tysięcy (reszte biorąc w kredyt), wynajmuje je z czego przepływu będę miał 1000-1200zł miesięcznie, ten przepływ mogę przeznaczyć na koszt leasingu lub kredytu samochodu.

Mieszkanie spłaca mi samochód :) – O to w tym chodzi :)

Odpowiedz

Anon Grudzień 25, 2013 o 00:29

@Andrzej
„ponad 5 tysięcy nieruchomości z czego prawie 900 rafinerii do wydobywania ropy”
Na świecie istnieje około 700 czynnych rafinerii ropy naftowej http://hrcak.srce.hr/file/65010 w tym 143 zlokalizowane w Stanach http://www.eia.gov/dnav/pet/pet_pnp_cap1_a_%28na%29_8o0_count_a.htm
Możesz wyjaśnić, gdzie Kiyosaki ukrył pozostałe 200 sztuk? I kiedy przejął wspomnianą gałąź światowego przemysłu?
Co do pozostałych 4100 (5000-900) nieruchomości – mógłbyś napisać co to za nieruchomości? I skąd masz informacje o liczbie nieruchomości posiadanych przez wspomnianego jegomościa?

W dalszym ciągu nie rozumiem, dlaczego twierdzisz, że dom nie jest aktywem. Przecież jest uzyskanym zasobem (do tego ma określoną wartość), który wygeneruje korzyść ekonomiczną (np. poprzez sprzedaż, wynajem, oszczędność na kosztach najmu). Co to znaczy, że nie przyniesie pieniędzy? Przyniesie przychód w formie np. wynajmu, ceny sprzedaży lub oszczędności (nie musisz ponosić kosztów najmu). Dlaczego dom sam w sobie miałby być pasywem?

Możesz rozwinąć pomysł na zakup mieszkania + kredyt? Za bardzo nie rozumiem czym jest „przepływ” (wpływ? płynność finansowa? przychód? dochód?). Jak przeznaczasz 1200 zł na leasing samochodu, to czym finansujesz kredyt hipoteczny, koszty utrzymania (remonty, awarie, przestój, ubezpieczenia) i zarządzanie ryzykiem (problem płynności, spadku wartości)?

Odpowiedz

Czesław Grudzień 11, 2013 o 17:23

Witaj Michale
Napracowałeś się! Wszystko o czym piszesz jest rzeczywiście elementarzem finansowym. Proponuję specjalnie potraktować „wszystko o kartach kredytowych”.
Nie muszę uzasadniać, że należy b.mądrze korzystać z tych kart, a o czym wielu zapomina lub po prostu nie wie o zagrożeniach, jakie towarzyszą przy myśleniu, „że jakoś to będzie” lub „spłacę później” itd. i itp…
Moim zdaniem ten temat jest jednym z najważniejszych dla całych społeczeństw.
Drugi temat na późniejsze „litery elementarza” to panowanie nad emocjami przy rozpoczęciu prawdziwego inwestowania /nie na sucho/, czyli psychologiczne aspekty inwestowania w fundusze inwestycyjne, akcje, forex, opcje itd.
Chodzi mi tutaj o to, aby potencjalny inwestor nie zaczynał od zysków oczyma wyobraźni, ale najpierw oszacował straty, które są bardziej prawdopodobne niż zyski. (!) Właściwa edukacja psychologiczna i potencjalnego ryzyka inwestycyjnego jest niezbędna.
Pozdrawiam

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 12, 2013 o 11:44

Hej Czesław,

Dziękuję za komentarz i sugestie. Wszystko to o czym piszesz – poza kartami kredytowymi – będzie omawiane w ramach naszego cyklu.

Co do samych kart kredytowych – ten temat chodzi mi już po głowie w powiązaniu z problemem nadmiernego zadłużania. To właśnie przy tych ostatnim temacie chcę pokazać, jak zdradzieckim „narzędziem” mogą być karty i wytłumaczyć dlaczego.

Pozdrawiam

Odpowiedz

jeszcze jeden bloger Grudzień 11, 2013 o 18:21

Gratuluję fajnego bloga I pomysłu. Długi ten wpis :)

Odpowiedz

Halina Grudzień 11, 2013 o 19:09

Dzięki za ten wpis Michał! Wreszcie się dowiedziałam, w jakich okolicznościach można rozpocząć inwestowanie. Najbliższe 12 miesięcy to dla mnie właśnie bierne odczytywanie tego, o czym piszecie, ale idę naprzód w spłacie długów i gromadzeniu oszczędności – to najważniejsze. A wiedza z pewnością się nie zmarnuje 😉
Owocnego pisania i czekam na ciąg dalszy 😉

Odpowiedz

Rico Grudzień 11, 2013 o 19:22

Witam!
Michał gratuluje pomysłu na życie i zarabianie to tak na początku.
Co do przygotowania do inwestowania to masz absolutną rację (spodobało mi się to podzielenie roku przez 10 a nie przez 12).
Ale chciałbym podpowiedzieć Wam wszystkim że nie tylko istnieje giełda, forex, obligacje. Najprościej tam wejść a najtrudniej zarobić.
Polecam inwestycje nawet własnie dla tych początkujących bo można startować z mniejszym zasobem ( od 100zł wzywż) w rynek kolekcjonerski o bardzo szerokim spectrum. Jak kogos to zainteresuje to rozwinę temat.
hejka

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 12, 2013 o 11:48

Hej Rico,

Dziękuję! Bądźmy w kontakcie :) Temat kolekcjonowania różnych przedmiotów (od tych małych do tych dużych) także mieści się w formule naszego cyklu.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Rico Grudzień 12, 2013 o 16:13

Witaj
Jesteśmy w kontakcie.
Jak bedziesz potrzebował jakiejś wiedzy praktycznej czy teoretycznej na swoim blogu z zakresu „kolekcjonerstwa” prosze możesz zawsze wywołać mnie do tablicy.
Oczywiście ja dam wędkę a nie rybki.

hejka

Odpowiedz

Ryszard Grudzień 11, 2013 o 20:36

Czekam na konkrety co i jak będzie się działo!

Pzdr

Odpowiedz

Rico Grudzień 11, 2013 o 21:04

Ryszard

Czy to do mnie piszesz?
hejka

Odpowiedz

Krzysiek Grudzień 11, 2013 o 20:40

Chciałbym podrzucić sugestię, żeby wszystkie artykuły z tego cyklu miały na obu blogach jakiś wspólny mianownik, np, żeby każdy z nich nazywał się wg schematu „EI: Tytuł artykułu”, bo obawiam się, że po jakimś czasie może powstać bałagan – nie będzie wiadomo, który artykuł jest z tego cyklu, a który jest niezwiązany z nim.

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 12, 2013 o 11:49

Hej Krzysiek,

Dobra sugestia. Lada chwila powstanie u mnie specjalna strona chronologicznie grupująca linki do wszystkich artykułów u mnie i u Zbyszka.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Magdalaena Grudzień 11, 2013 o 21:14

No cóż – przeczytałam artykuł i nie znalazłam tam nic nowego, wszystko wydaje mi się oczywiste i banalne. Ale być może są osoby, które takich rad potrzebują.

„Z jednej strony nasze fundusze przechowywane powinny być w taki sposób, aby w razie potrzeby można było z nich sprawnie skorzystać. Z drugiej strony – nie chcemy, aby były dla nas zbyt łatwo dostępne. A już na pewno nie chcemy żeby mieszały się z pieniędzmi przeznaczonymi na codzienne wydatki.”
Zupełnie nie rozumiem tej taktyki – przecież jeśli JA odkładam (oszczędzam) jakieś pieniądze, to czemu miałabym je blokować przed samą sobą. Przecież to JA podejmuję decyzje.

Nadal uważam, że jeśli ktoś traktuje magicznie umieszczenie pieniędzy na innym koncie, to powinien popracować nad swoim stosunkiem do pieniędzy, a nie bawić się w inwestowanie.

Odpowiedz

BJK Grudzień 14, 2013 o 15:56

Ja powiem jak ja mam u siebie: gdy pieniądze są na podstawowym RORze to są do rozdysponowania w całości. Na innym rachunku mam specjalną część budżetu na paliwo do auta (gdzie jeszcze mam bonus od transakcji w tym zakresie). Pieniądze na rachunku oszczędnościowym w tym samym banku co ROR są funduszem nieprzewidzianych wydatków, natomiast oszczędności na rachunku w innych bankach są funduszem celowym i poduszką bezpieczeństwa. Nie „widzę” ich póki nie sięgnę po nie w konkretnej sytuacji. To ma wpływ pozytywny na naszą psychikę i ułatwia zarządzanie kasą. Pozwala oszukiwać typowo ludzką cechę jaką „chcę – mam kasę w oszczędnościach – to kupię”.

PS. Wydaje mi się, że stosunek do pieniędzy mam zdrowy, zwłaszcza że znam prawdziwą wartość pieniądza w skali globalnej, a nie tylko polskiej 😉

Odpowiedz

Jakub Luty 27, 2014 o 09:26

„Nadal uważam, że jeśli ktoś traktuje magicznie umieszczenie pieniędzy na innym koncie, to powinien popracować nad swoim stosunkiem do pieniędzy, a nie bawić się w inwestowanie.”
BRAWO!
Pieniądze powinny być tam gdzie najlepiej będą pracować a nie na jakimś badziewnym koncie oszczędnościowym na 2%. A jeśli ktoś potrzebuje popatrzeć sobie na cyferki ile to na co ma przeznaczone to niech sobie w arkuszu kalkulacyjnym rozpisze.

Odpowiedz

MM Grudzień 11, 2013 o 22:00

Cześć Michale,

na wstępie gratuluję Wam, Tobie i Zbyszkowi z APPFunds, pomysłu na akcję. Na pewno będę się przyglądać waszym postępom i wyciągać wnioski :)

Mam tylko jedną uwagę odnośnie do używania apostrofu:

podcast – podcastu, podcaście, ew. podkastu, podkaście, jeśli decydujemy się na całkowite spolszczenie (można skojarzyć z „PEWEX”, ale „w peweksie”).

Taki mały apel – nie nadużywajmy apostrofów!

Ps. Mateusz – tradingowy, tradingowo też bez apostrofu!

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 12, 2013 o 11:53

Hej MM,

Sypię głowę popiołem i obiecuję poprawę :) Dziękuję.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Szymon M. Grudzień 11, 2013 o 22:13

Bardzo dobry artykuł, nie będę się za bardzo rozpisywał, ale czytając twojego bloga zacząłem od małych kroków i zbieram paragony, spisuję wszystko w Kontomierzu. Czyli jestem na pierwszym etapie. Oczywiście przekonałem najpierw do tego moją drugą połówkę. I na razie zauważyliśmy jedną pozytywną rzecz, a mianowicie każdy wydatek jest dwa razy przemyślany. Zobaczymy jak będzie nam szło dalej, mam nadzieje że pozytywnie. Po kilku miesiącach jeżeli wszystko będzie szło z planem i wskazówkami z twojego bloga nie omieszkam napisać Ci meila z całą historią aby połechtać twoje ego ;- )

Odpowiedz

Krystyna Grudzień 11, 2013 o 22:27

Oj, gdybym znała te podstawy dużo wcześniej, moje życie byłoby usłane różami. Podstawy są gwarancją, że pójdziesz do przodu. Myślę że każdy musi się skupić na podstawach. Zaliczyłam różne warianty inwestycyjne niestety ze stratami. Dlatego Wasz system ma sens. Jeśli stracisz 2000 zł.nie załamiesz się, mówi się trudno.Nauka kosztuje.
Ocena sytuacji finansowej i wiedzy przeciętnego polaka jest kiepska. Dlatego uważam że, to co robicie jest bezcenne.

Odpowiedz

Adi Grudzień 12, 2013 o 00:39

Michał,
Ale artykuł, myślałem, że się nie skończy a z drugiej strony, nie chciałem żeby się skończył;-)
Jako Twój czytelnik od samego początku, mam już te wszystkie zasady wyryte na ścianie w salonie;-)
Juz się bałem, że będę musiał w akcję wchodzić ‚na lewo’.
Cieszę się na to co nadchodzi…

Adi

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 12, 2013 o 18:49

Hej Adi,

Wyryte na ścianie, powiadasz 😉 Dobre. I miło znowu widzieć Twój komentarz.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

eMCi Grudzień 12, 2013 o 02:05

Panowie, gratuluję. Bardzo dobrze, że to robicie, bo gdzie Polacy mają się nauczyć podstaw? Przecież nie w szkole. A że czasem ktoś marudzi i nie odróżnia inwestowania jako procesu od spekulacji, albo raczkowania od biegania, cóż – don’t care and take care.

A teraz kilka uwag, pytań i takich tam różnych.
Michale, nie do końca rozumiem sens utrzymywanie jednocześnie FA i FD. W gruncie rzeczy oba odpowiadają za to samo, mają zapewnić finansowanie w kryzysowej sytuacji i mamy absolutny zakaz „pożyczania rezerw”. Opanowanie budżetowania to już niemal gwarancja, że skromne nadwyżki miesięczne pokryją niewielkie nieprzewidziane wydatki. W przypadku pilnej potrzeby większego kalibru, bez ruszenia FD albo płynnych aktywów i tak się nie obejdzie.

Może po prostu lubię sobie upraszczać życie, ale o wiele wygodniejsze wydaje mi się stworzenie FA, które z czasem przeradza się w FD. Operację zmiany nazwy można dokonać uznaniowo np. po osiągnięciu miesięcznej poduszki, ot taka forma świętowania pierwszego tryumfu. Cienka poduszka, ale już poduszka :)

Moim zdaniem kalkulator warto rozbudować, aby uwzględniał koszty, które niejako odpadną przy stracie źródła dochodu np.
– mniejsze wydatki na dojazd do pracy (to może być 0, 200, 500 ?)
– jeśli rodzic nie ma zajęcia, może tymczasowo zrezygnować z opiekunki na cały lub część etatu
– czasowa rezygnacja z pewnych usług (zamiast karnetu na basen i siłownię, prze kilka miesięcy można skupić się na bieganiu)

Mam propozycję dla początkujących startujących z wysoko oprocentowanymi długami. Zawsze gdy zrezygnujesz z możliwego do uniknięcia wydatku, chodź by był to energy drink lub kawa z automatu, przelewaj zaoszczędzoną kwotę na dedykowane subkonto. Jeśli to możliwe natychmiast (aplikacje mobilne), aby zobaczyć efekt liczbowy i umocnić się w przekonaniu, że dobrze robisz. Alternatywny powód: żeby nie wydać tej kwoty na coś innego :) Wszystkie środki z subkonta co miesiąc stają się nadpłatą jakiegoś kredytu.

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 12, 2013 o 19:06

Hej eMCi,

Dziękuję za komentarz. Odniosę się tylko do jednego aspektu (bo z resztą się po prostu zgadzam): strategie, które podaję powinniście adoptować na własne potrzeby i dostosowywać je do własnych możliwości i preferencji.

Co do rozdzielenia funduszy na różne konta: niektórzy potrafią nad tym zapanować mając wszystko na jednym, a inni się w tym gubią. Dlatego zalecam rozdzielanie. Dobrym sposobem zobrazowania tego o czym piszę niech będzie ten komentarz: http://jakoszczedzacpieniadze.pl/7-zasad-jak-zachecic-rodzine-do-oszczedzania#comment-34811

Dla niektórych osób jest to duża różnica pomiędzy posiadaniem jednego konta nazwanego „fundusz bezpieczeństwa” (FB) i dwóch kont: FB i FA. Przykładowo: osoby te mogą uważać, że z FB mogą „podbierać” pieniądze, a FA traktować jako środki, których NIGDY nie ruszają. Sporo w tym psychologii, ale chodzi też o takie realne oddzielenie „kupek” pieniędzy o różnym przeznaczeniu. Chodzi też o to żeby jeśli jakimś cudem wyzerujemy jedną „kupkę”, to żeby był pretekst do chwili zastanowienia dlaczego tak się stało. Mając wszystko na jednym koncie, można się obudzić z ręką w nocniku – bez względu na to jak nieprawdopodobnie to brzmi.

Z mojej perspektywy im więcej mechanizmów zabezpieczających się zastosuje, tym mniej trzeba będzie o tym myśleć na co dzień. Bo szkoda się nad tym zastanawiać 😉 Lepiej skupić się na zarabianiu pieniędzy i monitorowaniu tylko co jakiś czas, czy „poduszki” mają odpowiednią grubość.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Andrzej Grudzień 12, 2013 o 07:36

Od kiedy zacząłeś Michale ten kurs inwestowania, widzę że na innych blogach pojawiły się artykuły. Przeczytałem właśnie jeden, Marcina Kosedowskiego.
Nie jestem specjalistą, ale on oferuje coś co należy do ZUSu, można tam wpłacać pieniądze i jest to wolne od podatku, ale wypłacić można dopiero po 60 tce.
Moim zdaniem to bardzo głupie. Tym bardziej, kiedy ma to związek z polskimi instytucjami emerytalnymi.

Odpowiedz

Kermit Grudzień 12, 2013 o 10:09

Bardzo dobry artykuł! Ponownie (tak jak jakiś rok temu) uświadomił mi potrzebę oszczędzania i budowania poduszki finansowej.
Mam tylko jedno pytanie/uwagę. Naprawdę jest sens rozdzielać nasze fundusze awaryjne na osobne konta? Nie lepiej trzymać całość na jednym koncie oszczędnościowym (np. OKO) i mieć gdzieś zapisany udział procentowy? Wtedy jesteśmy wstanie szybko dostać się do dokładnych kwot (np: formuła Excel) a pieniądze trochę więcej „zarabiają” (2% w skali roku to nie kokosy ;)). Co o tym myślisz?

Odpowiedz

Kasia Grudzień 12, 2013 o 13:04

Michale!

Jak zwykle ciekawy i mobilizujący artykuł, wielkie dzięki!

Wraz z mężem należymy do osób zdyscyplinowanych finansowo, posiadamy spore (według nas 😉 ) oszczędności, ale nigdy nie dzieliliśmy ich na specjalne konta – wszystkie składujemy bądź to w jednym miejscu, bądź na różnych kontach/lokatach, ale podział jest raczej losowy. Ogólnie jest to dla nas jedna, łączna kwota.

Przekonaj nas, że warto wprowadzić jasny podział posiadanych środków :)

Pozdrawiam
Kasia

Odpowiedz

lwi Grudzień 12, 2013 o 22:50

Zauważ, że chodzi tu o dwa aspekty: bieżącą płynność oraz przyszłą wypłacalność.
Co do podziału środków na dedykowane konta – myślę, że dla części osób z pewnością będzie to wskazane ze względu na prostotę tej metody.

Ciekawe rozwiązanie Twojego „problemu”, które może również przypaść do gustu osobom „bardziej zaawansowanym”, można prześledzić na poniższym obrazku:
http://s8.postimg.org/a1b0djb05/Print_Scr.jpg

Odpowiedz

Tomek Grudzień 12, 2013 o 15:38

Zazwyczaj ograniczam sie do czytania komentarzy, niejak @Michal sprowokowal mnie jednak do komentarza. Ekspertem od inwestowania nie jestem, jednak moge powiedziec ze jestem na inwestowaniu wiele zyskalem tyle samo tracac. Co wiecej, gdybym przeczytal powyzszy artykul trzy lata temu, to byc moze w chwili obecnej moja sytuacja finansowa bylaby o 10 000 pln lepsze od obecnej – tl;umacze – zainwestowalem pozyczone pieniadze w cudowna spolke, ktora w ciagu miesiecy miala wystrzelic na NC. Mam juz trzeci rok za soba, kiedy czekam na ten piekny wzlot a wartosc portfela z 8tysiecy spadla do 1500 pln.
Koncepcja przeprowadzenia kursu wg idealna, a co do straszenia stratami to moge powiedziec tyle: jesli uczysz kogos uzywac broni palnej, najpierw musisz go uswiadomic ze maly blad moze kosztowac jego zycie lub zycie osob ktore sa w poblizu, takie podejsce budzi respekt i szacunek do narzedzia, nie strach.

Przepraszam za brak polskich liter i pozdrawiam

Odpowiedz

Zorro Grudzień 12, 2013 o 17:07

Szanowny Michale,

Jestem studentem i mam poduszkę finansową która pozwala mi ze spokojem patrzeć w przyszłość nawet na 5 miesięcy. Jestem w stanie inwestować 200 zł z kredytu studenckiego, który dostanę w tym roku. Czy myślisz że to dobry pomysł? Pieniądze z kredytu nie są mi aktualnie potrzebne i jeżeli nie wydarzy się żadna katastrofa między-narodowa to tak będzie do końca studiów (2 lata). Pomyślałem że mogę inwestować 200zł z 600 które będę dostawał.

Łączę serdeczności

Odpowiedz

Karol Grudzień 12, 2013 o 21:20

Michale
Rewelacyjny artykuł!!!
Gdyby ludzie potraktowali go serio, większość patrzyłaby na Wasz projekt z boku, bo rzeczywiście statystyki są powalające…

PS: Nie dostałem jeszcze maila dla wytypowanych w konkursie, mam nadzieję, że nie zaginął po drodze:-)

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 12, 2013 o 21:31

Hej Karol,

Nie zaginął. Jutro wyjdzie do Was krótka ankieta :)

Pozdrawiam

Odpowiedz

metadata Grudzień 12, 2013 o 22:40

Panowie, gratulacje i podziękowania. Super artykuł.
Swoje poduszki budowałem przez 2 lata bez specjalnych wyrzeczeń mojej rodziny.
Komfort psychiczny- bezcenny.

Odpowiedz

Michał Grudzień 13, 2013 o 10:37

Hej Michał,

dzięki za ten artykuł. :) Przede mną jeszcze długa droga do inwestowania. Dopiero wchodzę na rynek pracy i zacząłem porządkowanie swojego budżetu zaledwie miesiąc temu (dzięki lekturze Twojego bloga), jednak mimo wszystko zapisuję się na newsletter Elementarza Inwestora i z przyjemnością będę śledził wiedzę, którą przekazujecie tam ze Zbyszkiem. :)

Podczas czytania tekstu umknęła mi jednak jedna sprawa. Czym dla Ciebie różni się Fundusz Awaryjny (FA) od Funduszu Nieprzewidzianych Wydatków (FWN) i czemu to rozgraniczasz?

Pozdrawiam i przesyłam artykuł dalej :) !

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 13, 2013 o 10:53

Hej Michale,

Po odpowiedź odeślę Cię do artykułu o prostym budżecie domowym – tam to jest w detalach rozpisane: http://jakoszczedzacpieniadze.pl/prosty-budzet-domowy

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Tomasz Grudzień 13, 2013 o 11:01

Świetny artykuł tego oczekiwałem prosty i zrozumiały język. Brawo Michał pozdrawiam

Odpowiedz

ewelina Grudzień 13, 2013 o 13:26

Dobra robota

Odpowiedz

Szymon Grudzień 13, 2013 o 17:56

Hej Michał!
Na razie moja wiedza na temat ,,ogólnie pojętych” finansów/oszczedzania jest niewielka, więc się nie wymądrzam tylko czytam i…powoli zaczynam rozumieć pewne rzeczy. Od początku grudnia spisuję z żoną wydatki i po tym artykule pewnie zaczniemy budować nasze poduszki finansowe. Myśle ze FA 1000zl i FW 8000zl jestesmy w stanie zbudowac w czasie około 14-15 miesięcy.
Pozdrawiam

Odpowiedz

Frost Grudzień 13, 2013 o 19:03

Good job. Artykuł, którego nie boję się pokazać osobie która o inwestowaniu nie ma zielonego pojęcia. Wiele w nim prawdy, dla wielu pewnie niezbyt optymistycznej co nawet przewijało się w komentarzach – większość tak naprawdę do etapu inwestowania nie „dojedzie” (z różnych powodów, wydatki, kiepska pensja, psychika, brak przedsiębiorczości czy zwykłe lenistwo). Ci którzy już zaczną inwestować na początku i tak będą tracić – dlatego tak ważne jest bezpieczeństwo finansowe, poduszka fin etc.

Uwaga techniczna – artykuł jest bardzo długi , zawiera kilka tematów razem a parę cennych uwag może łatwo umknąć z tym całym gąszczu liter ;). np tematu gaszenia ognia benzyną bym tutaj nie dodawał bo to rzecz na osobny wpis (o złych pomysłach chcących inwestować i ich złudzeniach).

Czytałem wpis o literaturze na blogu ZP, równie długi – jakościowo niestety słabszy, głownie dlatego że zbyt mało skoncentrowany na temacie (mający zbyt wiele wątków pobocznych (kursy SG, tvp, ksiązki, reguły inwestowania, elementy inwestowania, eksperci, IKE itd), bez podziału na podtematy no i bez konkretnych przykładów (poza literaturą – choć i tak kiepsko opisaną – mam wrażenie że autor wymienionych przez siebie książek w większości nawet nie przeczytał).

Podsumowując – prośba o krótsze, bardziej rzeczowe wpisy, nie traktowanie o zbyt wielu tematach na raz (bo to rozprasza) z przykładami (bo tylko przez nie można się uczyć – a taki chyba macie zamiar nie?).

Odpowiedz

ZP Grudzień 13, 2013 o 21:15

Frost,

Mój wpis nie był o literaturze. Wymienione w nim książki wszystkie przeczytałem. Niektóre kilka razy. Głupio byłoby mi na przykład nie przeczytać książki, którą dostałem od Autora.

Odpowiedz

Romek Grudzień 13, 2013 o 23:05

Co do inwestycji i giełdy…
1. My maluchy nie inwestujemy na giełdzie. Spekulujemy. Tylko tak możemy nazwać nasze działanie. Dopóki nie siedzimy w radzie nadzorczej czy zarządzie to nic nie wiemy o spółce „tak naprawdę”. I to nasz różni od Warrena Buffeta.
2. Jak już spekulujemy to z „gestem”. Z hasłem „inwestuj w 5-10 spółek” robi mi się trochę strasznie, trochę śmiesznie. Spróbujcie ogarnąć 5-10 spółek, z informacjami z rynku, z ciągłym śledzeniem co się dzieje. Oczywiście, ustawiamy „stopa” na zysku lub stracie. Ale wówczas nie jesteśmy nawet spekulantem. Tylko hazardzistą. Bo łatwo być oklepanym przez rynek. Pamiętajmy o High Frequency Trading.
3. Jak już jesteśmy hazardzistą to uwaga. To już nałóg. Żona lub mąż może wystąpić o rozwód / unieważnienie związku. I jest to wystarczający powód, aby pożegnać się z drugą połówką.

Odpowiedz

Anon Grudzień 25, 2013 o 00:55

Zgadzam się z tym co napisał Romek. Można widzieć trendy, budować strategie, ale tak po prawdzie i tak zarabiają na tym osoby, które mają zarobić i co najwyżej można się załapać na jakieś okruchy ze stołu (sam tak robię).
I prawdą jest, że nie da się praktycznie ogarnąć natłoku informacji. Przykład: od czasu do czasu mam informacje (nie są poufne) na temat jednej spółki. Po prostu oprócz oficjalnych komunikatów wiem czasem co tam ktoś z zarządu powie na temat zysków (że jest bardzo dobrze) lub księgowania (kiedy pojawi się coś w oficjalnych wynikach). Nie są to informacje poufne, wystarczy wiedzieć kiedy są zebrania kwartalne (dane jawne) i poczytać prasę fachową, ewentualnie pójść do KRS i przejrzeć coroczne raporty i zwrócić uwagę na kilka tabelek.
Proste? Życzę powodzenia. Żeby zdobyć informacje, o których wie zarząd i ludzie z nim związani trzeba poświęcić minimum kilkadziesiąt godzin. A i tak nie będziesz mieć pewności, że wiesz wszystko, ani że kurs nie popłynie z większym trendem (bo jest korekta lub bessa).

Odpowiedz

Magdalaena Grudzień 25, 2013 o 01:33

Mnie zniechęca świadomość, że na giełdzie „gram” przeciwko innym inwestorom. Że mój zysk pochodzi z ich strat (pomniejszonych o prowizje). I jakoś czarno widzę, żebym miała być w tej wygrywającej części rynku.

Odpowiedz

Michal Grudzień 25, 2013 o 11:52

Na giełdzie i akcjach podstawa to gra z trendem. W trendzie wzrostowym Twój zysk nie pochodzi ze strat innych, tylko z zasad podaży i popytu. Dopiero kontrakty to gra o sumie zerowej, w której zakładasz się z innym uczestnikiem rynku. Inwestowanie to przede wszystkim nauka radzenia sobie ze stratami i umiejętnością zarządzania ryzykiem. Podejście emocjonalne pomaga ograniczać straty

Odpowiedz

Łukasz Grudzień 14, 2013 o 21:08

Cześć wszystkim,

Mój wpis będzie zupełnie odbiegał od tematu lecz nie od tematyki bloga. Zupełnie zapomniałem o tym, że jutro jest dzień kina i w bardzo dużej ilości kin bilety są po 11 PLN dla każdego. Szczególnie jest to opłacalne jeśli ktoś od czasu do czasu lubi wyjść do kina z rodziną. Ja np jutro z żoną i córką mam już zarezerwowane bilety za 33 PLN. Moim zdaniem warto 😉

Odpowiedz

Aniamaluje Grudzień 15, 2013 o 23:52

Michale, z wielką przyjemnością odsłuchałam ostatni podcast i wnikliwej zabrałam się za czytanie tego bloga. Cenię w Tobie to, że rzeczywiście piszesz i mówisz bez ściemy, np. w podcaście była mowa o życzliwości i rzeczywiście jesteś jedyną osobą, która napisała do Natalii (BlondHairCare) podziękowanie za wrzucenie linka. Kibicuję dalszym blogowym finansowym i każdym innym sukcesom :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 16, 2013 o 00:16

Hej Aniu,

Cieszę się, że spodobał Ci się podcast i że miałem okazję Cię wczoraj osobiście poznać. Również życzę powodzenia :)

Pozdrawiam

Odpowiedz

Marek Grudzień 19, 2013 o 13:48

Wiesz, że powaliłeś mnie informacją że 70% Polaków nie ma żadnych oszczędności. Poraziła mnie skala zjawiska. W jakim kraju my żyjemy zaczyna mnie to przerażać. Czekam na eksperyment z giełdą, chętnie wejdę bo właśnie pozbyłem się Kulczyka z portfela i czekam do stycznia w co zainwestować. Giełda faktycznie jest dla wytrwałych ja czekałem na efekt od lutego 2012. Jak się to mówi pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł. Powodzenia i dzięki, bo w sumie coś wyciągam z tej twojej pracy a niektóre kroki podjąłem podświadomi dużo wcześniej więc coś w tym jest i fajnie, że jest ktoś kto nie ma takiego lenia jak ja i chce mu się o tym napisać. Pozdro. na święta

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 20, 2013 o 12:27

Hej Marek,

Prawda, że wydaje się to być nieprawdopodobne? Ale to też pokazuje, że jako osoby zdolne odkładać oszczędności jesteście w absolutnej elicie finansowej :) I pokazuje to też, jak bardzo często wyciągamy błędne wnioski, oceniając świat z własnej perspektywy. Też się na tym łapię. Czasami coś wydaje mi się oczywiste, albo na podstawie moich doświadczeń wydaje mi się, że „tak robi większość”, po czym okazuje się, że statystycznie rozkład wygląda zupełnie inaczej. Dlatego próbuję się oduczyć generalizowania (z mieszanym skutkiem).

Pozdrawiam także świątecznie

Odpowiedz

Paweł Grudzień 20, 2013 o 11:18

Michał,

Jednak uwaga. Najlepiej inwestować w siebie, bądź w coś na czym się znamy i zarabiamy dzięki temu pieniądze.

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 20, 2013 o 11:26

Hej Paweł,

Na pewno dobrze jest inwestować w siebie. Czy najlepiej? Tylko jeśli jednocześnie wykorzystujemy praktycznie zdobytą wiedzę i potrafimy ją przekuć na pieniądze. A nie zawsze idzie to niestety w parze.

Ogólnie zgadzam się co do tego, że inwestowanie w siebie doprowadza także do tego, że na czymś zaczynamy się lepiej znać. Dodać do tego praktyczne testy i zdobywane doświadczenie, i mamy mistrzowską formułę :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Michał Drzewiecki Styczeń 5, 2014 o 11:37

Michale, śledzę Twojego bloga od wakacji 2013 roku. Do tej pory byłem tylko biernym czytelnikiem, ale w końcu postanowiłem się odezwać i zostawić mały ślad po sobie. Dziękuję za świetnej jakości treści jakie tworzysz i udostępniasz wszystkim swoim czytelnikom. :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Styczeń 6, 2014 o 23:24

Hej Michale – imienniku,

Bardzo się cieszę, że w końcu się przełamałeś. Dziękuję :)

Pozdrawiam

Odpowiedz

Jed Styczeń 10, 2014 o 14:38

Być może uznasz, że sieję defetyzm 😉 ale ja od niedawna przyjąłem (jak go nazywasz) Fundusz Wydatków Nieregularnych w formie blokad na koncie z przeznaczeniem na cele:
-opał (wiem że w lipcu/sierpniu będziemy kupować) więc blokuję co miesiąc od I do VI po 250zl
-prezenty na gwiazdkę od I do XII po 45zl
– wyjazd wakacyjny od I do VII po 150
– Wielkanoc I do IV po 100

zobaczymy co z tego bedzie

Odpowiedz

Magdalaena Styczeń 10, 2014 o 14:43

Ale dlaczego blokujesz te kwoty?

Odpowiedz

Jed Styczeń 10, 2014 o 15:00

żeby ich nie wydać, bo nie są widoczne w środkach dostępnych wtedy. blokadę (akurat ja na inteligo) opisaną odpowiednio mogę co miesiąc zwiększać. a potem jak jadę po węgiel to odblokowuję nagle daną pulę

Odpowiedz

Magdalaena Styczeń 10, 2014 o 15:03

A nie wystarczy wirtualnie zaplanować wydatki?

Naprawdę nie jesteś w stanie się powstrzymać i wydajesz wszystkie pieniądze, które masz w portmonetce?

Odpowiedz

Jed Styczeń 10, 2014 o 17:45

Magdalaena, bardzo profesjonalna retoryka. Lubisz popadac w skrajnosci co?

Tak odwrocilas kota ogonem ze zrobilas ze mnie swoja sugestia lekkoducha ktory wydaje wszystko do zera. Byc moze jednak sam to sprowokowalem skrotem myslowym „zeby ich nie wydac” – mialem na mysli to ze wtedy wiem ze pozostala kwota ma isc na bierzace wydatki. a nadwyzki na oszczednosci.

Nie bede Cie przekonywal do blokowania. Mi tak jest latwiej. Bo nie musze tego miec w pamieci. Tych nowych blokad jest lacznie 780zl/mc co oznacza ze na wysokosci polrocza bylaby to pula 4tys. Wmieszana w bierzace srodki wcale by mi nie ulatwiala.

Odpowiedz

Magdalaena Styczeń 10, 2014 o 17:49

@Jed – IMHO dużo sensowniej jest regularnie przelewać nadwyżki na lokaty i konta oszczędnościowe, zamiast rozkładać je na kupki na RORze, który zazwyczaj nie jest oprocentowany.

Odpowiedz

Jed Styczeń 10, 2014 o 20:49

A tu sie zgodze

Odpowiedz

Michał Szafrański Styczeń 11, 2014 o 01:17

Hej Magdalaena,

Ja już wiem, że Ty masz taki styl wypowiedzi, ale mam do Ciebie taką prośbę / apel: zmiękcz proszę trochę ton swoich wypowiedzi, bo mają bardzo natarczywy i prześmiewczy wydźwięk – przynajmniej w moim odbiorze (ale widzę, że Jed też to podobnie odebrał).

Pozdrawiam

Odpowiedz

Magdalaena Styczeń 11, 2014 o 06:38

Postaram się pisać trochę łagodniej.

Odpowiedz

Michał Szafrański Styczeń 11, 2014 o 09:36

Dziekuje i milego weekendu zycze :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Styczeń 10, 2014 o 15:01

Hej Jed,

Absolutnie nie siejesz 😉 Po prostu masz swoj system. Jesli Ci sie sprawdza, to znaczy, ze jest dla Ciebie OK.

Ja zachecam do tego by kazdy wypracowywal to, co najlepiej pasuje do jego preferencji i jednoczesnie daje pozadane efekty.

Pozdrawiam

Odpowiedz

SuperEasy Luty 19, 2014 o 04:11

Witam,
Chciałbym odnieść się do wcześniejszych komentarzy Mateusza i Anona, specjalistów od giełdy.
Nikt o zdrowych zmysłach nie oczekuje tutaj zdobyć wiedzy do „GRY” krótkoterminowej na giełdzie. Bo taka GRA, jest pracą na cały etat, a nie inwestowaniem w sensie jaki Michał nam doradza.
Bzdurą jest twierdzenie że prowizje w grze krótkoterminowej są okruchami, nie są, są to spore pieniądze często zjadające dużą część wygrywających graczy. Może dla niektórych to mały procent ich przychodów, ale to już wyższa półka inwestorów, a tacy prawie na pewno nie wypowiadali by się takim tonem na Blogu dla początkujących inwestorów.
Inwestując długoterminowo też da się zarobić, pewnie najlepszym przykładem będzie tutaj wymieniony wcześniej Warren Buffett. Pozdrawiam

Odpowiedz

Anon Luty 20, 2014 o 01:23

@SuperEasy
Nie jestem specjalistą od giełdy i wydawało mi się, że dosyć jasno to napisałem. Jeśli nie, to niniejszym oświadczam, że nie jestem specjalistą od giełdy.
Co do inwestycji długoterminowych w stylu W. Buffetta na WGPW, to chcesz powiedzieć, że przed zakupem akcji danej spółki jedziesz do czytelni KRS, kopiujesz/fotografujesz wszystkie dokumenty, analizujesz sprawozdania, spotykasz się z zarządem, badasz powiązania osobowe i sprawdzasz referencje?

Odpowiedz

Jakub Luty 27, 2014 o 10:22

Michale – myślę że zbytnio skomplikowałeś sprawę poduszki finansowej.

Opierając się na założeniu że wydajemy mniej niż zarabiamy moja definicja poduszki finansowej to po prostu X-krotność miesięcznych dochodów. Budowanie jej rozpoczął bym od odłożenia jednokrotności dochodu miesięcznego. Nie ma też co przesadzać z jej grubością – powinna być dostosowana do bieżącej sytuacji. My przykładowo mamy oboje umowy o pracę na czas nieokreślony i 3 miesięczny okres wypowiedzenia. Ponadto oboje pracujemy w firmach stabilnych i jest małe prawdopodobieństwo że zostaniemy zwolnieni. W takim wypadku moja poduszka finansowa to 3 krotność wynagrodzenia co pozwoli mi przeżyć pół roku w razie gdyby. Nie ma też co przesadzać z grubością poduszki, pamiętajmy to są „pieniądze których nie ma” do momentu kryzysowego, oczywiście w ramach zwiększania się naszego stałego przychodu poduszka również powinna być coraz grubsza.

Fajnie to nazwał pewien australijczyk prowadzący video blog dla ludzi interesujących się elektroniką 😉 – „Screw you money” – czyli fundusz pozwalający powiedzieć pracodawcy – „dziękuję” w każdym momencie.

Odpowiedz

Kasia Marzec 26, 2014 o 23:55

Witaj Michale..
Przeanalizowałam zaprezentowany przez Ciebie model porządkowania finansów domowych i zastanawia mnie jedna sprawa odnośnie pkt 1.
„Twoje przychody muszą być większe niż wydatki ”
Czy przypływ dużej gotówki można rozumieć jako regułę od wyjątku (powiedzmy 50-80tys zł)? Chodzi mi o to czy wtedy też konieczne jest by przychody były większe od wydatków. A jeśli przychody wynoszą trochę powyżej linii wydatków bądź są im równe a cała gotówka która wpada zostaje przeznaczona na inwestycje/oczczędzanie?

Czekam na odpowiedź, pozdrawiam:)

Odpowiedz

Maciej Maj 7, 2014 o 09:29

Witam, chcę zacząć prowadzenie budżetu domowego. Dotychczas spisywałem tylko wydatki. Mam wątpliwość. Skoro budżetuję cały miesiąc, a wypłatę dostaję 10 dnia miesiąca, a moja żona 17, to jak prowadzić arkusz? Od 10 – do 10, czy uwzględnić w budżecie saldo na 10 danego miesiąca? Dziękuję za cenne rady! :)

Odpowiedz

Jed Lipiec 25, 2014 o 13:00

Maciej moja rada – Zacznij wg jednej z opcji i sprawdz czy Ci to odpowiada,
Ja poczatkowo 2-3 lata budzetowalem miesiacami ale mi to zacieralo obraz
i po czasie przeszedlem na liczenie „od wyplaty do wyplaty”
czyli w kolumnie czerwiec uwzgledniam tez wydatki z samego poczatku lipca poczynione przed wyplata.
Tak mi jest duzo wygodniej i lepiej widze.
Ale to moja prywatna opinia.

Odpowiedz

Magdalaena Maj 7, 2014 o 15:01

Ja zapisuję wszystko według miesięcy kalendarzowych.

Odpowiedz

Jakub Sierpień 2, 2014 o 16:13

Jakoś tak się złożyło, że wszystkie zasady ‚zanim zaczniemy inwestować’ nasza rodzina spełnia, artykuł uświadomił nam, że droga którą podążamy jest dobra. Sam troszke inwestuję ale hobbistycznie i to mi wystarcza. Naprawdę dobrze jest sobie podzielić te wszystkie wydatki a najpierw coś przelać na OKO lub Lokate i z pozostałych pieniędzi żyć. To jest ludzka psychika, taka sama ilość jedzenia na małym talerzu wygląda bardziej sycąco niz na dużym talerzu albo mając 100złotych w jednym banknocie łatwiej nie wydać niż mając 99,-
I jeszcze jedno ani samochód ani dom nie są inwestycją a jedynie służą do wyciągania pieniędzy z kieszeni.
Najlepiej gdyby każdy znalazł „swoją giełdę” i tam inwestował i zarabaiał.
Zasady są takie same wszędzie a przecież lepiej działąć w swojej branży.
Dziękuje za artykuł.
Pozdrawiam Michale.

Odpowiedz

Krzysztof Kwiecień 4, 2015 o 16:25

Właśnie dodałem Twój blog do zakładki „Ulubione”. Pozdrawiam:-)

Odpowiedz

Karol Werner Maj 23, 2015 o 22:31

Hej Michał! Dzięki za ten tekst, tak po prostu! 😉

Odpowiedz

Kasia Stania Maj 26, 2015 o 14:37

Potrzebowałam do swojego arta dobrego wyjaśnienia jak zbudować poduszkę finansową -ale po przeczytaniu twojego tekstu stwierdziłam, że sama lepiej tego nie opiszę, dlatego pozwoliłam sobie zalinkować do Twojego artykułu:) Niech idzie w świat:)
Dzięki!:)

Odpowiedz

Gabor Listopad 20, 2015 o 17:36

Cześć Michał,

to mój pierwszy komentarz, dlatego na wstępie dziękuję za Twoją pracę i wiedzę, którą przekazujesz. Trafiłem na Twój blog przypadkowo, dokładnie na wpis o poduszce finansowej. Stamtąd odesłałeś mnie do cyklu artykułów o budżecie domowym. Podjąłem „wyzwanie”, przebrnąłem przez lekturę z przyjemnością i wróciłem w to miejsce. Jestem skrupulatnym i systematycznym czytelnikiem, dlatego mam kilka niełatwych pytań:)

1. Pierwsza moja wątpliwość dotyczy sposobu wyliczania poduszki finansowej. Czy w rocznej kwocie wydatków nieregularnych należy uwzględnić kwotę wydatków jednorazowych (ich dwunastokrotność)? Kwotę miesięcznych wydatków jednorazowych zalecałeś uwzględniać w wyliczeniach przy planowaniu (prostego) budżetu domowego – zob. str. 1:) Kwestia ta ma podstawowe znaczenie dla obliczenia kwoty, którą można oszczędzać co miesiąc (tempo budowy poduszki).

2. Druga rzecz ma charakter porządkowy i nie traktuj jej proszę jako złośliwości. Skoro sam wyliczasz średnią miesięczną kwotę kosztów nieregularnych dzieląc roczną kwotę takich kosztów przez dziesięć, to dlaczego w kalkulatorze kwotę te dzieli się przez 12? Michale! Konsekwentnie i odważnie do końca!:)

3. Trzecie pytanie dotyczy jednoczesnej „pracy” na Microsoft Money i szablonie budżetu domowego? Za Twoją sugestią przeczytałem artykuły po kolei i siłą rzeczy zacząłem korzystać z Microsoft Money i spisywać w programie poniesione wydatki. To, po przeczytaniu wpisu zawierającego szablon budżetu domowego odebrałem i jego dogłębnej analizie:) odebrałem, jako wydatkowanie czasu na te same czynności. Jaką widzisz dodatkową korzyść z prowadzenia spisu wydatków w Microsoft Money przy zaproponowanym przez Ciebie szablonie budżetu domowego i ewidencjonowaniu również w nim każdego poniesionego wydatku?

Kolejne 2 pytania dotyczą już ściśle mojego (rodzinnego) budżetu domowego.

4. Na dochód naszego gospodarstwa składają się moje wynagrodzenie zasadnicze, wynagrodzenie zasadnicze żony i moje wynagrodzenie prowizyjne. Wynagrodzenia zasadnicze wpływają na konto do końca miesiąca, moje nieco szybciej, najczęściej do 25. Wynagrodzenie prowizyjne otrzymuję natomiast w kolejnym miesiącu, najczęściej pomiędzy 15. a 20. Opłaty oczywiście uiszczamy również w innych dniach miesiąca: 10. 15. itp. Jak w związku z tym najbardziej optymalnie planować budżet miesięczny? Od pierwszego do pierwszego? Od daty wpływu pierwszego wynagrodzenia? Poniesienia pierwszego regularnego wydatku? A może jeszcze inaczej…?

5. Po porządnej „inwentaryzacji”, zgodnie z Twoimi zasadami, wyszło, że w gospodarstwie domowym posiadamy oszczędność przewyższające fundusz awaryjny oraz funduszu wydatków nieregularnych, ale niższe niż planowana poduszka finansowa. Czy w związku z tym przeznaczyłbyś całość oszczędności na FNW i skrupulatnie dokładał do budowy poduszki finansowej? A może, skoro termin poniesienia większości wydatków nieregularnych jesteśmy w stanie przewidzieć, część środków przeznaczyć na FNW a część na inwestycję i dalej comiesięcznie odkładać kwotę na zasilenie FNW i poduszki finansowej? Po napisaniu tego pytania, chyba sam sobie udzieliłem odpowiedzi…:) Chciałbym jednak uzyskać Twoje potwierdzenie.

Pozdrawiam, trzymam kciuki a w oczekiwaniu na odpowiedź zabieram się za lekturę kolejnych wpisów. Nie zawiedź mnie!:)

Odpowiedz

Kasia Ka Grudzień 16, 2015 o 09:02

I po raz kolejny dziękuję, Michał! Wybiłeś mi z głowy inwestowanie :) Długi dzięki budżetowi już „na finiszu”, poduszka za mała, funduszu awaryjnego póki co zero – a mnie się marzyło już tysiąc gdzieś „wrzucić”, żeby pracował.. Wiadro zimnej wody – najpierw zaoszczędzę tyle, ile trzeba, potem jeszcze ze trzy razy sprawę przemyślę. Dzięki! Pozdrawiam.

Odpowiedz

Manfredi Listopad 9, 2016 o 20:44

Hej!
Też zaznaczę swoją obecność. Choć artykuł powstał 3 lata temu, to wciąć ktoś przypadkiem na niego trafia. Dzięki za artykuł jak i całego bloga, obawiam się, że wsiąknę na długie godziny/dni/tygodnie, zależy w jakiej perspektywie czasowej to rozpatrywać.

W kwestii finansów mam spore nadwyżki (ok 14%), jednak też brak zabezpieczenia z uwagi na pół roku bez pracy z własnej woli, które poświęciłem na karierę muzyczną 😉 Aktualnie wróciłem na etat, a pracuję w dość dobrej branży. Cytując stary dowcip: Rozmawia dwóch programistów:
-Jak tam u Ciebie?
-Byłem bezrobotny… to najstraszniejsze pół godziny mojego życia.

Postanowiłem że zrobię na przekór, nie posłucham się rad i zacznę inwestować wcześniej. Już tłumaczę dlaczego:
-Po pierwsze planuję zacząć od stycznia tak jak wy, jednak ze sporym opóźnieniem w stosunku do bloga (traktuję to jako plus, gdyż sytuacja na rynku jest inna i nie będę zbytnio się sugerował).
-2 miesiące temu rzuciłem palenie, więc mam spore nadwyżki finansowe z tego powodu.
-200 zł miesięcznie to nie majątek i traktuję to jako inwestycję w edukację.

Na koniec mała uwaga/sugestia. Bardzo dużo książek polecasz, jednak większość jest w formie papierowej. Jeśli Twoi partnerzy sprzedają też e-booki, to chętnie skorzystam i wspomogę po przez wykorzystanie linków.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Manfredi Listopad 12, 2016 o 22:23

PS. Co do książek, to zauważyłem, że linki do e-booków też się pojawiają. Mój błąd, zwracam honor :)

Odpowiedz

Dodaj nowy komentarz

{ 13 trackbacks }

Poprzedni wpis:

Następny wpis: