Informacje o nowych artykułach i sposobach oszczędzania pieniędzy prosto na Twój e-mail

    

WNOP 111: Po co mi pieniądze? – czyli jak wyznaczyć granice oszczędzania i zarabiania

przez Michał Szafrański dodano 4 grudnia 2017 · 78 komentarzy

Play

FB-Po-co-mi-pieniadze

Kiedy powiedzieć „już wystarczy”? I w oszczędzaniu i zarabianiu warto mieć zdrowy umiar. Ale jak wyznaczyć granicę? Dlaczego się gubimy?

Im więcej pieniędzy mamy, tym częściej pojawiają się pytania o to, czy to już ten moment, w którym można poluzować pasa i zacząć realizować kosztowne marzenia. Osoby oszczędne mają z tym szczególny problem. Nie ma tygodnia żebym nie dostawał maili, w których szukacie odpowiedzi na pytanie, gdzie jest ten „złoty środek”. Czy te wszystkie wyrzeczenia na drodze oszczędzania są potrzebne?

Z drugiej strony ci, którzy dobrze zarabiają, odczuwają presję otoczenia na podwyższanie swojego standardu życiowego. Czasami to nie my sami potrzebujemy wydawać więcej, lecz po prostu wmawia się nam, że tak wypada. Że skoro nas stać, to powinniśmy mieć lepsze ciuchy, lepsze auto, lepszy dom, więcej wydawać na rozrywki.

W obu sytuacjach pomaga zrozumienie samego siebie i swoich potrzeb. Oderwanie się od wyobrażeń innych i szczera odpowiedź na pytania „Po co mi pieniądze? Do czego ich potrzebuję?”. Warto pamiętać, że pieniądze nie są celem samym w sobie – są tylko (i aż) środkiem do realizacji celów. Niektóre cele bywają bardzo kosztowne, a realizacja innych nie wymaga wcale dużego kapitału. Może mamy już wystarczająco dużo, tylko sobie tego nie uświadamiamy?

Dzisiaj odkrywam karty i pokazuję moje cele finansowe oraz kryteria decyzyjne, np. w zakresie realizacji kosztownych marzeń. Podkreślam także, że wydawanie olbrzymich kwot na to, co lubimy, nie stoi w sprzeczności z ideą mądrego oszczędzania, o ile tylko zachowujemy zdrowe zasady gospodarowania budżetem domowym. Zdradzam także czy i kiedy kupię sobie drogi samochód, oraz jak wygląda mój „kontrakt z samym sobą” przed realizacją takiego prostego marzenia. 😉

Zapraszam do wysłuchania tego odcinka.

Finansowy rozkład jazdy

W trakcie tego odcinka przedstawiam trzy uzupełniające się metody bądź wskazówki dotyczące wyznaczania „złotego środka” w dysponowaniu pieniędzmi.

Wskazówka 1 to zastosowanie modelowego podziału budżetu domowego. Nawet bez prowadzenia budżetu domowego sposób ten pozwala nam wyznaczyć „margines bezpieczeństwa” w naszych wydatkach jednoznacznie wskazując np. ile pieniędzy powinniśmy przeznaczać na krótko, średnio i długoterminowe oszczędności, a ile możemy przeznaczać na szeroko rozumianą rozrywkę. Podział ten szczegółowo omówiłem we wpisie „Jak oszczędzać bez budżetu domowego – recepta dla leniwych”.

Budżet domowy podział

Wskazówka 2 to kierowanie się moim „Finansowym rozkładem jazdy”. Prawda jest taka, że przeznaczenie naszych pieniędzy w dużej mierze determinowane jest naszą aktualną sytuacją finansową. Przykładowo: odkładanie pieniędzy z myślą o emeryturze jest bez sensu jeśli aktualnie tkwimy w długach. W takiej sytuacji przede wszystkim powinniśmy skupić się na pozbyciu się kosztownych pożyczek i kredytów konsumenckich. Dopiero potem można przejść do gromadzenia oszczędności dających bezpieczeństwo krótkoterminowe (poduszka finansowa). Kolejnym etapem będzie inwestowanie, ale dopiero wtedy, gdy zabezpieczyliśmy już najbliższą przyszłość.

Szczegółowe omówienie tego scenariusza znajdziecie w książce „Finansowy ninja”. Tutaj przedstawiam sam schemat (kliknij, aby powiększyć rysunek).

Finansowy rozkład jazdy

Wskazówka 3 to nałożenie na to wszystko naszych indywidualnych preferencji. Jest to najtrudniejszy do określenia czynnik wymagający osobistej, rzetelnej odpowiedzi na trudne pytania:

  1. Jaki poziom oszczędności będzie oznaczać, że jestem już „wystarczająco bogaty” / że mam już wystarczająco dużo pieniędzy?
  2. Co będzie możliwe, gdy osiągnę już ten poziom?
  3. W jaki sposób mogę budować swój majątek, pozostając jednocześnie wierny swoim wartościom?
  4. Jaki będzie pozytywny wpływ niezależności finansowej na moje życie?
  5. Jakie będą negatywne skutki dla mnie i mojej rodziny, jeśli nie uda mi się zgromadzić majątku?
  6. Jakie są aktualne skutki tego, że nie osiągnąłem jeszcze niezależności finansowej?
  7. Co dotychczas powstrzymywało mnie przed budowaniem majątku?
  8. Jak mógłbym pokonać te przeszkody?
  9. Co jest ważne dla mnie w życiu? Co chcę po sobie zostawić?

Szersze omówienie tych punktów znajdziecie zarówno w treści podcastu, jak i w mojej książce.

Roztrzygnięcie konkursu z Arleną Witt!

Miło mi poinformować, że ogłosiłem już zwycięzców konkursu, w którym można było wygrać podręcznik „Grama to nie drama” Arleny Witt (gościa poprzedniego odcinka podcastu).

Szczegółowe informacje znajdziecie we wpisie ze 110. odcinkiem podcastu.

A przy okazji informuję, że sklep Arleny również bierze udział w akcji „Dzień Darmowej Dostawy”. Kto nie wygrał, ten może 5 grudnia taniej kupić książkę Arleny. 🙂

Rozmowa w formie audio i wideo

Możesz posłuchać podcastu, przeczytać transkrypt na końcu wpisu lub posłuchać zapis na YouTube.

Oglądając wideo zasubskrybuj proszę kanał na YouTube oraz kliknij symbol dzwoneczka. Dzięki temu będziesz otrzymasz powiadomienie, gdy opublikuję nowy film.

 

W tym odcinku usłyszysz:

  • Po co są mi pieniądze?
  • Dlaczego staram się czasami oszczędzać bardzo drobne kwoty?
  • Czy mam problem z wydawaniem pieniędzy na sprzęt / usługi potrzebne do prowadzenia działalności?
  • Czy za zarobione pieniądze realizuje swoje marzenia, czy nadal „tylko je zbieram”?
  • Czy przejmuję się opiniami innych? 😉
  • 9 kluczowych pytań pozwalających poznać własne motywacje finansowe.
  • Jaki jest mój główny cel finansowy i jakie były / są etapy jego realizacji?
  • Kilka słów o projektach non-profit, które chciałbym realizować.
  • 3 metody do wyznaczenia złotego środka w „pogoni” za pieniędzmi.
  • Czym jest modelowy podział budżetu domowego?
  • Na jakie przyjemności planuję wydawać swoje pieniądze?
  • Dlaczego afiszowanie z bogactwem mi się nie podoba?
  • W którym momencie możemy „przegiąć” z oszczędzaniem?

Kliknij prawym przyciskiem, aby ściągnąć podcast jako plik MP3.

Strony, osoby i tematy wymienione w podcast’cie:

Zapowiedź następnego odcinka podcastu

Następny odcinek podcastu “Więcej niż oszczędzanie pieniędzy” ukaże się za dwa tygodnie. Spotkam się w nim ponownie z Wojtkiem Woźniczką, z którym będę rozmawiał o tym, jak przygotować się do negocjacji podwyżki w pracy i jak skutecznie przeprowadzić takie negocjacje.

Pytanie lub komentarz? Zostaw mi wiadomość!

Masz pytanie? Możesz skorzystać z tego linku i nagrać dla mnie wiadomość głosową z wykorzystaniem mikrofonu Twojego komputera. Pamiętaj, że jedna wiadomość może mieć maksymalnie 90 sekund (ale możesz ich nagrać kilka) 🙂

Jeśli nagrywając pytanie przedstawisz się i podasz adres swojego bloga (lub strony WWW), to zlinkuję do niego tak jak uczyniłem w poprzednich odcinkach podcastu. To może pomóc w promocji Twojego bloga, więc tym bardziej zachęcam do zadawania pytań głosowo.

Będę Ci również wdzięczny za każdy komentarz. Napisz proszę, czy podobał Ci się ten odcinek podcastu. Chętnie z Wami podyskutuję i odpowiem na ewentualne dodatkowe pytania.

Skąd pobrać podcast

Podcast dostępny jest dla Was w wielu miejscach:

A jeśli podoba Ci się podcast, to będę Ci bardzo wdzięczny, jeśli poświęcisz minutkę i zostawisz swoją ocenę oraz krótką recenzję w iTunes. Wasze głosy powodują, że mój podcast trafia do rankingów iTunes. Dzięki temu łatwiej jest do niego dotrzeć tym osobom, które jeszcze nigdy go nie słyszały. A na tym bardzo mi zależy 🙂

Oceń podcast “Więcej niż oszczędzanie pieniędzy” <–

Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję za Twoje wsparcie i życzę Ci świetnego dnia! 🙂

Transkrypt podcastu

Kliknij tutaj, aby pobrać spisaną treść podcastu (PDF).

"Finansowy ninja" - podręcznik finansów osobistych

Finansowy ninjaMożna już zamawiać moją książkę "Finansowy ninja". To ponad 540 stron praktycznej wiedzy o oszczędzaniu, zarabianiu, optymalizacji podatkowej, negocjowaniu i inwestowaniu, które pomogą Ci zostać prawdziwym finansowym ninja i osiągnąć bezpieczeństwo finansowe.

Przewodnik po finansach osobistych, który każdy powinien przeczytać jeszcze w szkole.

PRZEJDŹ NA STRONĘ KSIĄŻKI →

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach o oszczędzaniu pieniędzy. Nie ujawnię nikomu Twojego adresu!



{ 78 komentarzy… przeczytaj komentarze albo dodaj nowy komentarz }

Szyciownik Grudzień 4, 2017 o 19:44

Cześć,
Wydaje mi się, że obecnie ludzie mylą szczęście z posiadaniem dużej ilości pieniędzy. Nie jestem bogata, nie mam poduszki, ale też nie mam długów. Nie myślę całe życie jedynie o pieniądzach – po prostu cieszę się życiem, a nie konsumpcją, jak wiele osób obecnie.
Ludziom nieszczęśliwym zawsze będzie mało. Szczęśliwy da sobie radę nawet z minimalną krajową 🙂
Pozdrawiam,
Kasia

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 4, 2017 o 20:25

Hej Szyciownik,

Jeśli Tobie się to sprawdza, to super. 🙂 Mam podobne obserwacje.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Szyciownik Grudzień 5, 2017 o 15:45

Cześć,
Jak to mówi stare przysłowie, pieniądze szczęścia nie dają, ale jak być szczęśliwym bez nich? 😉
Tutaj chyba umiar jest najważniejszy.
Pozdrawiam,
Kasia

Odpowiedz

Askadasuna Grudzień 5, 2017 o 20:40

Właśnie niedawno zaczęłam pisać bloga o tym jak to jest żyć za minimalną krajową. Z tym, że u mnie jest to na zasadzie życia z rodzicami, a nie utrzymywanie się samej w 100%.

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 13, 2017 o 20:59

Hej Askadasuna,

Życzę powodzenia w blogowaniu. 🙂

Pozdrawiam

Odpowiedz

zaintrygowany_waldemar Grudzień 9, 2017 o 22:18

Posiadanie poduszki w postaci np. trzymiesięcznych zarobków bynajmniej nie przeszkadza cieszyć się życiem. Na przykład w pracy zaczynają cisnąć – masz poduszkę, możesz zostawić pracę, nie jesteś ofiarą i masz czas na szukanie następnej. Nie masz poduszki – robią z Tobą co chcą, bo o wiele trudniej Ci odejść.

Odpowiedz

Piotr Grudzień 4, 2017 o 20:09

Czy jest szansa na transkrypcję Twoich podcastów? Rozumiem, że ich robienie jest teraz w modzie, jest mniej czasochłonne niż pisanie i treści audio/video z naciskiem na video to przyszłość Social media, ale jest też kilku takich tradycjonalistów jak ja, którzy wchodzą na bloga poczytać… A ostatnio coraz mniej tekstów a coraz więcej video i podcastów

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 4, 2017 o 20:24

Hej Piotrze,

U mnie do każdego odcinka podcastu masz transkrypt. Jutro powinienem udostępnić transkrypt do tego odcinka (zwyczajnie nie wyrobiłem się z pracą, bo za późno nagrałem ten podcast).

Pozdrawiam

Odpowiedz

Maciej Grudzień 5, 2017 o 08:51

Nie jestem tradycjonalistą, jestem niesłyszący i bardzo dziękuję Ci Michale za transkrypt do każdego odcinka podcastu 🙂

Odpowiedz

Agnieszka Grudzień 5, 2017 o 16:27

Michale i właśnie o tym wspominałam na moim blogu, że osoby głuche chcą też edukacji. jak widać nie tylko ja ale i pan Maciej chce się czegoś nauczyć. o tym pisałam właśnie do Pana w mailu który pewnie się gdzieś zagubił w gąszczu innych maili. to mój wpis: http://www.meok.pl/blog/2017/08/16/niestety-bez-napisow-ciezko/
serdecznie pozdrawiam Agnieszka

Odpowiedz

Askadasuna Grudzień 5, 2017 o 20:42

Michale, bo tak zwróciłam uwagę na to stwierdzenie, że robienie podcastów jest mniej czasochłonne niż pisanie, i chciałam zapytać jak to właśnie z tym jest? Faktycznie to dla Ciebie lepsza opcja niż pisanie, czy traktujesz to jako urozmaicenie bloga?

Odpowiedz

Marcin Grudzień 8, 2017 o 17:08

Przecież Michał od bardzo dawna do podcastów publikuje transkrypty – jeden raz zdarzyło się opóźnienie, a tu wielki hałas :(.

Odpowiedz

jaceg Grudzień 12, 2017 o 23:36

Ja też nigdy nie słucham podcastów, tylko czytam, a wynika to z tego, że przeczytanie zajmuje mi kilkukrotnie mniej czasu, niż wysłuchanie.

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 13, 2017 o 21:01

Hej,

W tej chwili przygotowywanie podcastów jest porównywalnie czasochłonne jak pisanie. Nie dość, że muszę się do danego odcinka przygotować, to jeszcze trzeba go nagrać.

Montażem zajmuje się mój współpracownik, ale… trzeba przesłuchać, obejrzeć, przeczytać i poprawić transkrypt. To wszystko zabiera czas… wielokrotnie.

No, ale lubię tę formę. 🙂

Pozdrawiam

Odpowiedz

Wojtek Grudzień 4, 2017 o 21:06

Poduszkę mam, ale na horyzoncie pojawiło się bardzo drogie szkolenie (związane z blogiem który prowadzę) i mam zagwozdkę: z jednej strony chciałbym zatrzymać poduszkę, gdyż faktycznie daje spore poczucie bezpieczeństwa. Z drugiej, szkolenie może być dla mnie olbrzymią szansą zawodową i będzie spełnieniem marzeń związanych z rozwojem bloga i osobistym. O braniu pożyczki na szkolenie nie ma mowy, gdyż od posiadania poduszki finansowej, ważniejsza jest dla mnie chyba tylko wolność od długów i kredytów. Ciężka sprawa… 😟

Odpowiedz

Małgorzata Grudzień 5, 2017 o 09:57

Jeśli szkolenie jest faktycznie takie drogie to spróbuj przenegocjować jego cenę, warto spróbować.

Odpowiedz

Askadasuna Grudzień 5, 2017 o 20:46

Wojtek, wydaje mi się, że jeśli ten kurs naprawdę Ci pomoże, podniesie kwalifikacje, da większe możliwości i szansę na lepsze zarobki, to śmiało inwestuj w kurs. Poduszkę odbudujesz na spokojnie, bo skoro kurs przydatny, to się zwróci.
Rozumiem ideę bycia bezpiecznym i posiadania zabezpieczenia, ale czasem w życiu spotykają nas niesamowite okazje i szkoda z nich nie skorzystać z tytułu ochrony naszej poduszki na niespodziewane okoliczności i nieszczęścia. Nie na tym życie polega, żeby siedzieć pod jaskinią i pilnować jaskini 😉

Odpowiedz

Kasia Grudzień 4, 2017 o 21:18

Ciągle zastanawiam się nad pytaniem drugim: co będzie możliwe jak osiągnę już ten poziom? co będę chciała robić, a pod spodem co chciałabym robić już teraz. Mam obserwację , że to nie jest zbieżne ponieważ są dziedziny które są słabo opłacane i jeśli nas kręcą to nie idzie to w parze z zarabianiem pieniędzy. Pozostaje je odłożyć na czas, kiedy już na czymś innym, w innej, lepiej opłacanej pracy zarobimy. Przykładem jest choćby rzemiosło artystyczne: czasochłonne, pracochłonne i energochłonne. Te dziedziny, gdzie proces uczenia się nowych rzeczy trwa i nie od razu się zwraca, bo są trzeba w nich osiągnąć mistrzowski poziom , żeby się monetyzowały, a tymczasem rachunki bieżące jakoś nie chcą się same płacić. Cóż… życie, którego konia obstawić…

Odpowiedz

Tomasz Grudzień 4, 2017 o 21:36

Cześć Michał,

Dzięki za ciekawy podcast.

Dobranoc
Tomasz

Odpowiedz

Kamil Grudzień 4, 2017 o 21:47

Michał,
doskonale rozumiem Twoje podejście do zakupu samochodu. Sam robię sobie „prezenty” dopiero po osiągnięciu jakiegoś własnego celu. Nie jestem też fanem kredytów innych niż inwestycyjne, ale osobiście jednak nie potrafię zrozumieć, dlaczego nie bierzesz pod uwagę leasingu takiego auta? Fakt, jest on może dużym miesięcznie kosztem, jest zobowiązaniem ale i tak jest tańszy niż wydatek kilkuset tysięcy zł na raz, które można w tym samym czasie zainwestować. Można w zasadzie zjeść ciastko i mieć ciastko. Dążę do tego, że akurat zakup fajnego samochodu dla fanu jest takim nielicznym wydatkiem, który przy dobrze prosperującej działalności nie jest odczuwalny. Osobiście uważam, że nigdy nie kupię samochodu za takie kwoty za gotówkę, nawet jeśli będzie to mój promil budżetu, ponieważ to zwykłe zamrażanie kapitału. Auto to tylko blacha (wiadomo, że fajna, ale nadal tylko blacha), szkoda za nią płacić w całości na raz.

Pomijam już fakt, że z takiego leasingu można się wykręcić, jeśli taka zabawka jednak okaże się rozczarowaniem. Dodatkowo zazwyczaj po 3-4 latach wychodzi się z takiej umowy i bierze nową zabawkę płacąc przez ten czas w zasadzie tylko za utratę wartości.

Trochę zwątpiłem czy moje podejście do leasingu jest dobre, czy po prostu Ty stawiasz kategoryczne NIE takim formom finansowania?

Odpowiedz

Kamil Grudzień 5, 2017 o 10:44

Nie jestem co prawda Michałem, ale mam swoje przemyślenia dot. leasingu:

1. Jak weźmiesz ubezpieczenie OC/AC u leasingodawcy, to powoli tracisz zniżki na ubezpieczenie, bo to nie Ty jesteś na umowie ubezpieczenia.
2. Auto nie jest Twoje, pewnie ciężko jest dokonywać w nim zmian jak założenie LPG, montaż haka czy innych akcesoriów.
3. Przy zwrocie auta na koniec leasingu (jeśli nie wykupujesz) może się okazać, że musisz dopłacić za „ponad-normalne” zużycie materiałów. Kwestia subiektywnej opinii leasingodawcy czy uzna coś za normalną eksploatację, czy jednak nie.
4. Jak chcesz się pozbyć auta po roku, a leasing masz na 3 lata, to czy jest to bezproblemowe? Może rodzina się powiększyła i potrzeba większego auta zamiast coupe? W przypadku własnego auta – sprzedaję coupe i kupuję większe, nie ma problemu.
5. Po raz kolejny, auto nie jest Twoje, więc większą uwagę trzeba zwracać, żeby zwrócić je w idealnym stanie. Jak ktoś mi porysuje auto na parkingu, a dla mnie nie jest to wielka wada, to nie muszę nic z tym robić. W przypadku sprzedaży auta, kupującemu też może nie przeszkadzać, ewentualnie obniżę delikatnie cenę. W przypadku leasingu, musiałbym ją zniwelować.
6. Jak dostanę mandat, to muszę zapłacić ekstra leasingodawcy za przesłanie mi go.
7. Na auto w leasingu musi być wykupione AC. Jeżdżę różnymi autami od 10 lat i nigdy nie kupowałem AC, oszczędzając pięciocyfrową kwotę.

Sam wiele razy myślałem nad zaletami / wadami leasingu vs zakupu za gotówkę i pewnie jeszcze kilka innych rzeczy wpadłoby mi do głowy…

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 13, 2017 o 21:08

Hej Kamil,

Jedno drugiego nie wyklucza. Ja mentalnie muszę czuć, że na ten wydatek zarobiłem. I dla jasności: nie ma to nic wspólnego z tym, w jaki sposób sfinansuję zakup.

Odpowiadając na Twoje pytanie: tak – sfinansuję zakup leasingiem, co z różnych powodów uważam za opłacalne. I oczywiście będę obracał gotówką, której nie wydałem od razu – prawdopodobnie jeszcze na tym leasingu zarabiając.

Niemniej jednak – jeśli nie miałbym pieniędzy, to leasing byłby formą zaciągania długu u siebie samego z przyszłości. A tego mentalnie nie akceptuję.

Reasumując: lubię wiedzieć, że na coś już zarobiłem i że mam pieniądze na zakup – nawet jeśli nie wydam ich od razu na zakup, tylko będę wpłacał kwotę odpowiadającą racie. Niemniej jednak – kasa już jest a nie dopiero ma być. Zero zaciągania zobowiązań u siebie w przyszłości. Mógłbym przestać zarabiać i nadal miałbym z czego spłacić wszystkie raty leasingowe.

Mam nadzieję, że rozjaśniłem.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Łukasz Grudzień 4, 2017 o 22:22

Dobra, Michał – nie czaruj. Kupuj tą Teslę, bo wszyscy czekamy!

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 13, 2017 o 21:10

Hej Łukasz,

Chciałbym Teslę, ale… to nie będzie Tesla. Za droga i zbyt problematyczna jak dla mnie.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Michał Grudzień 5, 2017 o 07:36

Wszystkiego dobrego z okazji Dnia Ninja (zakładam, ze tego finansowego też), z tej okazji kupiłem książkę 😉 挨拶

Odpowiedz

Michał Dobroczyński Grudzień 5, 2017 o 08:55

Hej Michał!

Chyba najważniejsze to znać we wszystkim umiar. Tak jak kiedyś pisał WOLNY na swoim blogu, droga jest ważniejsza niż cel.

Często się zdarza, że po osiągnięciu danego celu, na przykład uzbierania konkretnej kwoty, ewoluuje on i zamiast 1 mln, który powinien nas zadowolić, będziemy chcieli mieć kolejny milion.

Ważnym jest mieć cel i do niego dążyć, ale kluczowe w tym wszystkim jest by droga, którą obraliśmy po prostu sprawiała nam radość. Nie męczyć się w tym co robimy, bo po osiągnięciu naszego celu albo będąc już blisko niego może okazać się, że entuzjazm z tym związany opadnie.

Super to wszystko opowiedziałeś w tym podcaście.

Pozdrawiam
Michał

Odpowiedz

Askadasuna Grudzień 5, 2017 o 20:47

Osiągnięcie celu bez wyboistej drogi nie smakuje tak dobrze 😉

Odpowiedz

Robert Grudzień 5, 2017 o 10:38

Będę pierwszym, który tym razem przyjdzie z podziękowaniami. Dziękuję Michale za kolejne świetne nagranie. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, ilu z nas słucha Twoich nagrań w pracy na słuchawkach, zastanawiając się nad tym, co zmienić, żeby było lepiej albo jeszcze lepiej 🙂

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 13, 2017 o 21:11

Hej Robert,

Dziękuję za ciepłe słowa. Doceniam i życzę powodzenia!

Odpowiedz

Sebastian Grudzień 5, 2017 o 12:36

Bardzo ciekawy wpis poruszający pytanie, na które powinien sobie każdy z nas odpowiedzieć 😉 Do czego potrzebujemy pieniędzy i czym w życiu najbardziej nam zależy 😉 Oby więcej takich wpisów! Pozdrawiam!

Odpowiedz

Lidka Grudzień 5, 2017 o 12:57

Bardzo fajnie się Ciebie słuchało Michale 🙂
Co do tematu podcastu, kiedyś pracowałam ile wlezie, żeby osiągnąć niezależność finansową, ale dobrze, że się prędko spostrzegłam, że życie mi przemija, a ja tylko pracuję i pracuję… Nie żałuję tych 3 lat, bo teraz spełniam swoje marzenie i kupujemy domek z mężem przy 65% wkładu własnego a poza tym mogę wreszcie odejść z korporacji, przestać robić na dwa fronty i pozostać tylko przy własnej działalności, bo wystarczy w zupełności na moje potrzeby, kiedy już nie będę musiała odkładać 70% dochodów. Już nie szukam wolności finansowej, tylko bardziej takiego zrównoważenia między pracą a życiem prywatnym – ideałem byłaby praca np 20h tygodniowo 🙂

Odpowiedz

Tomasz Grudzień 5, 2017 o 13:05

W sprawie auta…

Jestem zwolennikiem przekonania że w 95% procentach człowiekiem kierują jego nawyki, a sytuacje które nam się przytrafiają są rezultatem ich realizacji. Pozostała część to jednak motywacje, takie które popychają nas naprzód, stanowią bodzieć do tego aby coś zrobić, coś zacząć.. Dla jednych będą to pieniądze, dla innych co innego, a dla niektórych opinia i uznanie. Czy to jest złe ? Hmm.. chyba tak, jeśli zanim coś zrobimy, albo jak już coś zrobimy to zawsze i w 100% patrzymy na to co powiedzą inni i od tego zależy nasze samopoczucie. Są jednak sytuacje kiedy nie kieruje to naszym życiem, poprostu lubimy czuć podziw i uznanie i na tym nam zależy „na zdrowym poziomie”. Jeśli będziemy chcieli kupić auto pod warunkiem że robimy to tylko i wyłącznie dla siebie, możemy nigdy nie osiągnąć takiego stanu i nigdy nie jeżdzić fajnym autem.

Przytoczę słowa Świętej Pamięci Prof. Bartoszewskiego: „są rzeczy które się opłaca i takie które warto. Nie wszytsko to co opłaca sie, warto. Nie wszytsko jednak co warto, opłaca się”

Czy opłaca się mieć auto za pareset tysięcy złotych ? Nie! Ale warto.
Nawet jeśli w jakimś „zdrowym” stopniu motywuje nas do tego uznanie i podziw innych osób..

Odpowiedz

też Michał Grudzień 5, 2017 o 13:30

Michał. Kup sobie ten samochód. Nie musisz jeździć nim do Klientów ani pokazywać się „na dzielni”. Wielu prowadzących biznes tak robi, do klienta jeden samochód a na wakacje i zabawę drugi.

Swoją drogą jeśli kilku dealerów słucha tego podcastu, to mam nadzieję, że już przygotowują dla Ciebie godną propozycję : )

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 13, 2017 o 21:12

Hej Michał,

Żebyś wiedział, że kilku dealerów od razu się odezwało. 😉

Pozdrawiam

Odpowiedz

Maciek Grudzień 5, 2017 o 14:49

Michale,

„Nie chodzi o to by złapać króliczka, ale by gonić go”

Jeśli uważasz, że dzięki nowej Tesli będziesz choć odrobinę szczęśliwszy, to może warto się o tym przekonać.

Odpowiedz

Robert Grudzień 5, 2017 o 16:47

Michał a mogę zapytać jak tam projekt zakupienia mieszkań na wynajem?

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 13, 2017 o 21:13

Hej Robert,

Możesz. 🙂 Toczy się pomalutku. Na razie świadomie nie ujawniam postępów. Przyjdzie na to czas.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Marcel Grudzień 5, 2017 o 18:39

Wszystko tak naprawdę sprowadza się zawsze do jednego – czego chcesz od życia.
Warto zadawać sobie to pytanie co jakiś czas, bo co jakiś czas odpowiedź będzie nieco inna.

Dlatego też na każdym kroku zachęcam do poszukiwania swojej odpowiedzi poprzez próbowanie wszystkiego i poprzez to wyznaczania sobie celów.

Odpowiedz

Kasia Grudzień 5, 2017 o 21:31

Cześć,
Na wstępie dziękuję za przedstawienie modelowego podziału budżetu domowego – myślę, że rok 2018 będzie wymagał ode mnie przepracowania przede wszystkim kwestii oszczędności długoterminowych. Odkładam wszystko na jeden cel (kilka kont i lokat podzielonych na mniejsze kwoty) – kupno samochodu. Trochę popadam tu w pułapkę, bo wolę kupić droższy, a poduszkę finansową odbudować później lub też po co zostawiać część pieniędzy na emeryturę, przecież mam jeszcze sporo czasu, itp. Niby w teorii znak „Finansowego ninja” od deski do deski, jednak praktyka szwankuje 😉
P.S. Czy w tym roku również pod koniec grudnia pojawi się szablon budżetu domowego na nowy rok? Lub czy planujesz udostępnić go wcześniej? 🙂 Daj znać jak to będzie wyglądało, bo pewne plany chętnie poczyniłabym już dziś, a może sama wezmę się za edycję arkusza z 2017 roku 🙂
Pozdrawiam,
Kasia
Lub precyzyjniej: w 2015 0 oszczędności, dziś ponad 35 tys. odłożone na koncie 🙂

Odpowiedz

Emilia Grudzień 9, 2017 o 11:19

W podcaście Michał wspomniał, że szablon będzie jeszcze w grudniu 🙂

Odpowiedz

Kasia Grudzień 10, 2017 o 02:57

Dzięki za odpowiedź 🙂 wysłuchałam podcastu w 3/4 i już wiem, że warto było dotrwać do końca. Pozdrawiam 🙂

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 13, 2017 o 21:14

Hej Kasiu,

Melduję, że już jest nowy szablon – czeka tutaj:

http://jakoszczedzacpieniadze.pl/budzet-domowy-2018-szablon-wzor

Pozdrawiam!

Odpowiedz

armi Grudzień 5, 2017 o 22:13

Michał,
gratuluję kolejnego fajnego odcinka podcastu
w Twoich przemyśleniach jest jednak sporo niespójności
liczysz 1/2 z 10% na Teslę /z bużetu na fun/ – dokładasz do tego warunek wzrostu wartości netto o kolejny mln – ok
niespójność jest w 60% budżetu ‚na życie’ 🙂 – przy Twoich dochodach /czego Ci gratuluję/ te proporcje są całkowicie zatarte i zachwiane

jeszcze raz gratuluję, świetnych dochodów i zysków

ps
kup sobie tą furę – szkoda czasu – jak dzisiaj kupisz a nie za rok – to już przez rok będziesz nią jeździł ;p i zbierał na następne ekstrawagancje

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 13, 2017 o 21:17

Hej Armi,

U mnie to jest kwestia wyboru: po prostu nie pozwalam sobie ulegać inflacji stylu życia i dlatego te 10% na fun nadal zostaje w takich proporcjach.

Nadwyżki wynikające z tego, że koszty stałe stanowią powiedzmy (roboczo) tylko 10% moich zarobków, są alokowane w całości jako oszczędności / inwestycje emerytalne.

To mój wybór wynikający z przyjętych priorytetów. Chociaż równie dobrze mógłbym uznać, że mogę wydawać więcej na „zabawę”.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Lulu Grudzień 6, 2017 o 09:39

Michał, wstawaj już i podaj aktualne dane z wczorajszej rekordowej sprzedaży książki w ramach promocji mikołajkowej. Pękło te magiczne 50 tys.? Wszyscy czekamy 🙂

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 6, 2017 o 11:26

Hej Lulu,

Ja już dawno wstałem i już nawet zdążyłem być u lekarza. 😉

PĘKŁO! Mamy łącznie ponad 50.000 sprzedanych egzemplarzy „Finansowego ninja”. Wczoraj 3340 zamówień i ok. 250 tys. zł przychodu. W jeden dzień. Absolutny rekord.

Dzięki wielkie!

Odpowiedz

Lulu Grudzień 6, 2017 o 13:36

No to niezła beka! Gratulujemy! Ale skąd przyszli Ci ludzie? Czekaj, już chyba wiem. Większość czyta bloga. Najwyraźniej załapali o co chodzi w oszczędzaniu. Po prostu czekali na darmową przesyłkę. Jak i ja czekałem 🙂

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 13, 2017 o 21:19

Hej Lulu,

Wystarczyło ponownie przypomnieć się tym, którzy odwiedzają bloga, stronę „Finansowy ninja”, pobrali darmowy rozdział, ale dotychczas nie kupili itp.

W takim przypomnieniu pomagam sobie reklamą na Facebooku. Dzięki temu mogę dotrzeć do tych osób z informacją, że jest promocja. I wtedy część z nich kupuje korzystając z okazji. 🙂

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Askadasuna Grudzień 9, 2017 o 18:15

Michale, gratuluję Ci sprzedaży książki! Sama czaję się na dwa egzemplarze – jeden dla siebie, bo nie miałam jeszcze okazji przeczytać, a czekam na nią od momentu wydania, a druga dla mojego partnera, bo chciałby ogarnąć swoje finanse, ale zupełnie nie wie od czego zacząć i jak to zrobić, żeby zacząć przygotowywać budżet, spisywać wydatki, ograniczyć je, zebrać oszczędności. To dla niego obecnie czarna magia, ale staram się z nim o tym często rozmawiać i podpowiadać mu różne rzeczy proponowane przez Ciebie i Marcina Iwucia.
Mam nadzieję, że już za kilka miesięcy kiedy moja sytuacja finansowa będzie lepsza, będę mogła pozwolić sobie na zakup Twojej książki.
Życzę Ci wysokiej sprzedaży!

Odpowiedz

Krzysztof Grudzień 6, 2017 o 11:56

GRATULACJE !

Odpowiedz

Bartłomiej Grudzień 6, 2017 o 12:30

Dzień dobry , wspaniale się Ciebie słucha i od razu ma się większą ochotę do dalszej pracy, Dziękuje. Właśnie o te 5 % trzeba walczyć aby stanowiło wystarczającą wartość, żeby czuć się spełnionym i być szczęśliwym w życiu i z przyjemnością je wydawać to jest motywacja. Ja niestety o tym nie wiedziałem wcześniej i najpierw wydawałem. Brakowało mi cierpliwości, chciałem czuć, że żyje. Dowiedziałem się, że świat jest wspaniały a teraz muszę żyć wspomnieniami i budować poduszkę zaczynając, nawet nie od zera tylko od spłacenia długów . Ale nie ma tego złego, dzięki temu masz klienta. Doświadczenia innych budują moje doświadczenia i na wzajem.
Dzięki i pozdrawiam,
Bartek

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 13, 2017 o 21:20

Hej Bartłomiej,

Przykro słyszeć, że wpadłeś w długi. Życzę jak najszybszego wyjścia na prostą.

Powodzenia!

Odpowiedz

Askadasuna Grudzień 13, 2017 o 21:55

Bartek, u mnie było tak samo – chciałam poczuć, że żyję, więc się zadłużyłam i sporą część pożyczonych pieniędzy wydałam na przyjemności. A teraz zostały wspomnienia i długo, z których muszę wyjść zarabiając najniższą krajową. Kolorowo nie jest i przez kilka miesięcy nie będzie, ale spróbuję być szczęśliwą bez wydawania pieniędzy 😉 Podobno się da, ale jeszcze sprawdzę to na sobie 😉

Odpowiedz

Paulina Grudzień 6, 2017 o 15:07

Cześć,
Jak być dżentelmenem w budżecie rodzinnym, w budżecie par mieszkających już razem? Czy mężczyzna dokładający więcej do budżetu może pochłaniać więcej na przyjemności?
Jak to jest u was?

Po studiach z moim chłopakiem (mamy wspólny budżet) zarabialiśmy na podobnym poziomie. Potem ja zrezygnowałam z pracy w korporacji i otworzyłam jednoosobowa działalność. Przez pierwsze parę miesięcy w ogólne nie zarabiałam praktycznie tylko na to żeby zus opłacić i przeżyć, teraz jest już naprawdę dobrze. On nadal pracuje w korporacji, przez długi czas to on wydawał na nasze przyjemności bo ja zaciskałam pasa. Niektórzy z naszego środowiska zarzucali mi że jestem „utrzymanką”, a on nic z tego nie dostanie. Zdarzyło mu się zapłacić też za moje wakacje mówił: „dlaczego mam jechać samemu jak zawsze jeździliśmy razem na narty do Austrii”.
Staram się tak poprowadzić nasze ścieżki zawodowe, abyśmy w przyszłości mogli pracować razem.

Nie wstydziłam się przed rodziną, przyjaciółmi że taka sytuacja ma miejsce, a nawet byłam dumna z mojego mężczyzny że pozwolił mi na rozwój kosztem swoich przyjemności.
Jeżeli byłoby na odwrót zrobiłabym tak samo. Jak jest u was?

Odpowiedz

Lidka Grudzień 7, 2017 o 11:00

Uważam, że zachowanie Twojego chłopaka jest normalne. W życiu jest różnie – jeśli obie osoby pracują, to raz jedna zarabia lepiej, raz druga. Jak się jest młodym, to sytuacje życiowe częściej są podobne i można się „licytować” kto ile wnosi do budżetu, kto ile zarabia i jak rozwija się jego kariera. Im człowiek starszy, tym bardziej zróżnicowane są te sytuacje. Kiedyś może będziecie mieć dzieci i wiadomo, że chłopak ich nie urodzi, Ty będziesz siedzieć z bobasem pod pachą i Twoje zarobki/działalność wejdzie w okres stagnacji albo nawet zmniejszenia. Ja np przez pare lat zarabiałam więcej niż mąż, ale teraz jest odwrotnie – szykujemy się na dziecko, ja bede zarabiać dwa razy mniej, ale poświęcać czas na rodzinę i dom. Wszystko rozbija się o to, czy myślicie o sobie: nasz budżet, nasza rodzina, nasz dom, czy raczej moje zarobki, jego zarobki, mój wkład, jego wkład. Co do budżetu na przyjemności, nie uważam, że to „mądre” pochłaniać więcej niż mąż czy żona bo jedno lepiej zarabia. Przykład – jak będziesz siedziała w domu z dziećmi i dajmy na to dała radę zarobić tylko 2 tys a mąż w tym czasie 15 tys to co? Liczy się tylko praca zarobkowa a ta przy dzieciach to jakaś gorsza? W takim układzie dla kobiety w ogóle nieopłacalne byłoby wychowywanie dzieci, lepiej zrobić outsourcing do opiekunki i ruszyć zarabiać, żeby być równym partnerem finansowym i móc wydawać dużo na przyjemności – co jest zresztą śmieszne 🙂 Nie wszystko w życiu moim zdaniem da się tak przeliczyć na pieniądze.

Odpowiedz

Krzysztof Grudzień 7, 2017 o 13:29

Z punktu widzenia mężczyzny (tylko jednego co prawda, każdy może mieć na ten temat inne zdanie) w opisanej przez Ciebie sytuacji nie ma nic złego. Z tego co zrozumiałem traktujecie pieniądze zarabiane przez Was jako wspólną pulę, a chyba każda rozsądna osoba zdaje sobie sprawę, ze rozkręcenie dochodowego biznesu zajmuje czas, a w tym czasie można wychodzić na zero lub nawet na minus.
Problem (z mojego punktu widzenia) pojawiłby się, gdybyś po osiągnięciu większych dochodów stwierdziła „to moje pieniądze i robię z nimi co chcę i nie wtrącaj mi się na co wydaję”, bo to byłoby nie w porządku biorąc pod uwagę że przez czas rozkręcania biznesu korzystałaś z pieniędzy niezarobionych przez siebie, ale z tego co piszesz to zupełnie nie ten scenariusz 🙂
Myślę, że jeśli prowadzicie rzeczywiście wspólny budżet, to wydatki na przyjemności nie powinny zależeć od tego ile kto wkłada, tylko raczej od wspólnych ustaleń ile chcecie na to przeznaczyć, a z kolei podstawą tego powinna być szczera rozmowa – jakie to przyjemności i skąd wynika potrzeba wydania na nie, tylko bez oceniania bo to recepta na kłótnię. Na tą chwilę jest stan zastany, określone potrzeby i zachcianki, a nad ewentualnymi próbami jego zmiany jeśli któreś z Was uzna go za nieodpowiednie lepiej pracować stopniowo jeżeli nie jesteście w sytuacji zadłużenia/braku oszczędności.
Ocenami „środowiska” się nie przejmuj – nieważne co zrobicie, zawsze znajdzie się ktoś kto to skrytykuje. Jeżeli rzeczywiście jest Wam dobrze w określonym układzie, to nikomu nic do tego – nikogo nie krzywdzicie decyzją odnośnie tego jak decydujecie się podzielić zarobionymi przez siebie pieniędzmi 🙂

Odpowiedz

Iza Grudzień 8, 2017 o 12:05

Również uważam, że to jest normalne, szczególnie w dorosłym związku. Wszystko zależy od tego, na jakim etapie związku jesteście i o co wam chodzi. Jeśli to początek, to nie warto za bardzo szastać pieniędzy, bo nie znamy drugiej osoby i może się okazać, że ktoś nas wykorzystuje. Ale jeśli to poważny związek (nieważne czy sformalizowany czy nie), gdzie ludzie się nawzajem wspierają… Kluczowe jest słowo – wspierają. Ważne jest, aby obydwie strony zgadzały się na konkretne rozwiązania. Trzeba przeanalizować różne warianty: co gdyby?
Można zadać pytanie inaczej: czy jeśli jedna osoba w związku zarabia, a druga nie, lub mniej, to normalne jest, aby osoba w lepszej sytuacji ekonomicznej mówiła: jeśli nie stać Cię na wakacje ze mną, to jadę sam/a. Można albo pojechać razem w Alpy, albo jako wybrać wyjazd na weekend w Polskie góry z noclegiem np. u znajomych (opcja tańsza). Ale nikt chyba nie uzna za normalną sytuacji, gdy jedna osoba jedzie na drogie wakacje, a druga na „wakacje pod gruszą”, bo ich sytuacja finansowa jest różna (chyba, że nie lubią spędzać razem wakacji).
Natomiast nie przejmuj się opinią „środowiska” – nikt nie ma prawa wchodzić do waszych relacji.

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 13, 2017 o 21:23

Hej Paulina,

Ja od siebie dodam, że u nas od zawsze wszystko jest wspólne. Wspólnie podejmujemy kluczowe decyzje, nikt też nikomu na ręce nie patrzy, ani niczego nie wypomina. Jesteśmy dorosłymi, kochającymi się ludźmi z dużym poczuciem wspólnoty tego co robimy. Do tego dobrze się dobraliśmy i mamy podobny system wartości i podejście do pieniędzy. I nie ma tu znaczenia, że ktoś dokłada do kasy więcej, a ktoś mniej.

To tak w skrócie.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Krzysztof Grudzień 6, 2017 o 16:41

Nieśmiało przypominam o transkrypcie – również należę do grona tych, którzy wolą czytać (choć na szczęście mam w tej kwestii wybór) 🙂

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 6, 2017 o 23:55

Hej Krzysztof,

Będzie jutro. Dzisiaj cały dzień poza domem i się nie wyrobiłem niestety.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 7, 2017 o 09:55

Dzień dobry,

Z przyjemnością informuję, że dodałem już transkrypt. 🙂

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Grzegorz Grudzień 7, 2017 o 15:51

Michał, mam wrażenie że trochę odjechałaś z tym dylematem dotyczącym zakupu auta za kilkaset tysięcy złotych…:-) i to z dodatkowym warunkiem (na oczyszczenie sumienia), że wcześniej musisz zarobić kolejny milion:-) Wiem, że intencje miałeś jak najlepsze i chciałeś pokazać jak mentalnie podchodzić do tego typu wydatków w szerszym kontekście ale mam wrażenie, że prowadzenie bloga o oszczędzaniu przez milionera, który do tych milionów doszedł przecież nie poprzez oszczędzanie (chociaż ono też na pewno miało swój udział w redukcji kosztów pozwalając zachować większy dochód) ale głównie poprzez generowanie bardzo wysokich dochodów (chociażby z książki, której duży sukces wyniósł Cię na kolejne finansowe wyżyny) staje się coraz trudniejsze w kontekście dylematów jakie masz Ty vs Twoi czytelnicy:-). Bo przecież nie bez powodu mówi się, że syty głodnego nie zrozumie:-) więc w zupełnie naturalny sposób każdy kolejny milion postawiony jako cel i zarobiony będzie oddalał Cię w jakimś stopniu od realiów i problemów z jakimi mierzą się czytelnicy.
Myślę, że fajnie to widać gdy piszesz, że nigdy nie chciałeś obnosić się z bogactwem i wiem że generalnie jesteś w swoim życiu spójny z tym co napisałeś ale rozważania czy poświęcić 10% dochodu stanowiącego Twój „fun money” na zakup auta za kilkaset tysięcy złotych pokazuje, że robi się to trudne. A w zasadzie 5%, bo drugie 5% to „fun money” Twojej żony i piszesz, że to auto spokojnie mieści się w tych 5%. No pięknie się to czyta…:-) To na co wydajesz ten „fun money” gdy nie kupujesz auta, bo przecież robisz to raz na kilka lat, a budżet „fun money” jest co miesiąc/rok:-) No i jeszcze żona ma kolejne kilkaset tysięcy na rozrywkę i przyjemności:-) No czad normalnie… Pewnie dla Ciebie zakup takiego auta to jak dla przeciętnego człowieka zakup ekspresu do kawy. Porównywalna skala w stosunku do dochodów i oszczędności i też można dyskutować czy warto go mieć czy może pić rozpuszczalną. Ale czy to dobry przykład do zobrazowania wydatków na przyjemności na blogu o oszczędzaniu? Z drugiej strony innego przykładu nie miałeś, bo właśnie ten jest idealny do rozważań z Twojej perspektywy ale czy do człowieka ze średnią krajową i kredytem w CHF na całe życie na 42 m2 mieszkania na peryferiach miasta ten przykład przemówi? Więc taki oto pewien rozjazd w postrzeganiu świata przyszedł mi na myśl gdy czytałem ten artykuł.
Czytam czasami Twoje artykuły i uważam, że są one naprawdę ciekawe i przemyślane i też korzystam z tej wiedzy edukując przy okazji żonę;-), która uwielbia wydawać kasę i jest strasznie podatna na każdą reklamę i to jak należy okazywać swój status materialny w otoczeniu czym pcha nas tylko w koszty:-). Ona nie lubi gdy czytam Twój blog i wypominam jej potem kawę w Coffeeheaven, że to marnowanie kasy ale o „fun money” z budżetem kilkuset tysięcy na pewno chętnie by posłuchała… ale o tym jej nie wspomnę dla dobra naszej relacji…:-)

Odpowiedz

Ola Grudzień 8, 2017 o 12:08

Zgodzę się z Tobą i nie zgodzę zarazem 🙂
Jeśli śledzisz bloga Michała od jakiegoś czasu, to wiesz, że Michał w pewnym momencie skoczył na głęboką wodę i zrezygnował z pracy na etacie aby skupić się na prowadzeniu bloga/rozwijaniu własnej marki. Michał musiał oszczędzać, aby zbudować odpowiednią poduszkę finansową, która by udźwignęła wszystkie potrzeby rodziny, zarazem pozwoliła spokojnie realizować cele. Po drodze Michał wymasterował opcję z zarabianiem i teraz faktycznie można powiedzieć, że rozważania dotyczące zakupu auta za kilkaset tys. są (przynajmniej dla mnie) abstrakcją.
Ze swojej strony dodam, że śledziłam blog z większym zainteresowaniem na początku, teraz już nie za bardzo czuję się grupą docelową, pomimo tego, że finansowo razem z mężem dajemy radę, to coraz trudniej mi znaleźć coś dla siebie w nowych wpisach, ale i tak zawsze sprawdzam, co ciekawego na blogu 🙂
Ja ogólnie kibicuję wszystkim, którym mają pomysł na siebie i go realizują. W moim odczuciu nie ma dużo takich ludzi, dlatego każda taka historia jest jak perełka. Nie ma znaczenia, czy ktoś zarabia miliony, czy nie – raczej chodzi o satysfakcję z własnego życia. Obserwowanie ewolucji i tej drogi dochodzenia do celu też sprawia mi ogromną frajdę, dlatego trzymam kciuki za Michała i za wszystkich, którym się w życiu chce 🙂

Odpowiedz

Karolina Grudzień 11, 2017 o 00:11

W punkt!

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 13, 2017 o 21:42

Hej Grzegorz,

Dziękuję za komentarz. Skomentuję wprost, bo nie chcę owijać w bawełnę.

Trochę racji masz – bo w oczywisty sposób żyję innymi problemami niż osoby, które nie mają co do garnka włożyć. Z drugiej strony – trochę błądzisz w swoich wnioskach.

Dla jasności: już wtedy, gdy ruszałem z blogiem, miałem bardzo dobrą sytuację finansową. Już wtedy niektórzy zarzucali mi, że jestem „odklejony”, bo przecież zarabiam więcej niż „średnia krajowa”. Zajrzyj do mojej prezentacji z otwarcia roku akademickiego na Collegium Da Vinci – przekonasz się, że już w roku 2000 moje przychody przekraczały 200 tys. zł rocznie (dla porównania – niewiele więcej kosztowało wtedy 70-metrowe mieszkanie na Kabatach w Warszawie).

Czy poziom zarobków determinował mój styl życia? Podobnie jak z Twoim komentarzem – trochę tak a trochę nie.

To co staram się propagować, to zdrowe podejście do finansów i mądre oszczędzanie. Przeholować można zawsze – bez względu na to czy się zarabia dużo czy mało. Uważam, że oszczędzać warto też zawsze – oczywiście z głową.

I możesz sobie pisać, że mój przykład jest wydumany, abstrakcyjny, nieadekwatny itp. Pewnie każdy ma jakieś marzenia, które mi się mogą także wydawać nieadekwatne. To co jednak jest istotne w tym przykładzie, to że jest on prawdziwy i podobnie, jak w innych odcinkach podcastu, także i tu dzielę się moimi osobistymi przemyśleniami próbując pokazać Wam trochę mojego podejścia do tego typu wydatków.

Masz poczucie rozjazdu bo przykład wydaje Ci się spoza skali. Rozumiem. Nie wiem czy nie zburzę Twojego postrzegania mojej osoby, jeśli powiem, że pomimo sporych zarobków:

– Odmówiłem sobie dzisiaj kawy na mieście.
– Po oddaniu testowego auta na drugim końcu miasta, nie wsiadłem do taksówki (czy Ubera) tylko uderzyłem z buta kawałek, poczekałem na tramwaj a potem przesiadłem się do metra.
– Zamiast zapłacić za bilet jak burżuj to skorzystałem z promocji mPay i kupiłem bilet za 1 zł zamiast za 4,40 zł.

Po prostu nadal uważam, że na niektóre rzeczy nie ma sensu wydawać więcej pieniędzy. Wbrew temu co Ci się wydaje chyba jednak nie jestem całkowicie odklejony od rzeczywistości tych, którzy dysponują mniejszymi budżetami.

I jeszcze jedna uwaga: Żonie to Ty nie wypominaj wydatków! Świeć przykładem, ale wypominanie innym wydatków, zazwyczaj przynosi skutek odwrotny od zamierzonego.

Pozdrawiam! 🙂

Odpowiedz

Rafał Grudzień 7, 2017 o 18:27

Witam Panie Michale!

Niestety natrafiłem na bloga stosunkowo późno, bo dopiero po premierze Pana książki. Nadal nadrabiam zaległości które nagromadziły się przez tyle lat Pana twórczości, za którą jestem bardzo wdzięczny. 🙂 Przeglądając Pana artykuły, zauważyłem że jest tylko jeden poświęcony kryptowalutom. Wzrosty na poziomie kilkunastu procent dziennie potrafią kusić bardziej niż woda na pustyni, wykresy są już niemal pionowe, na pewno sam Pan widzi co się dzieje. Może mógłby Pan odnieść się do tego tematu na świeżo?

Ponieważ piszę ten post po 5 grudnia, chciałbym pogratulować również kolejnej okrągłej liczby sprzedanych egzemplarzy! 🙂

Pozdrawiam
Rafał

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 13, 2017 o 21:44

Hej Rafał,

Dziękuję za kontakt. Mój stosunek do kryptowalut jest dosyć zachowawczy. Raczej nie będę pisał na ten temat na blogu.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Rita Grudzień 8, 2017 o 12:57

Doskonale rozumiem Twoje podejście do drogich ciuchów czy wycieczek na koniec świata. Niektórzy nie potrafią zrozumieć, że Ciebie to nie kręci. Ludzie mają różne wyobrażenia na temat sukcesu. Wiele osób, gdyby miało dużo pieniędzy, od razu by wydała właśnie na wycieczki, ubrania, gadżety, czyli konsumpcję.
Mnie w ogóle nie kręcą drogie samochody.
Zastanawiające jest to, jak wiele osób utożsamia swoje poczucie szczęścia (lub jego brak) z posiadaniem czegoś. Świat zwariował. Może wynika to z tego, że jesteśmy ciągle społeczeństwem na dorobku i ciągle nam mało? A jak już mamy coś, to wcale nie jesteśmy bardziej szczęśliwi?

Odpowiedz

Askadasuna Grudzień 9, 2017 o 18:10

Też zauważyłam, że świat zwariował a ja razem z nim, bo udało mi się wkręcić w pogoń za coraz to nowszymi gadżetami, spełnianiem zachcianek i bardzo intensywną konsumpcję. Aktualnie staram się ograniczyć wydawanie pieniędzy, żeby spłacić długi i przypomnieć sobie, że bez codziennego wydawania ogromnych kwot też da się żyć i być szczęśliwą 😉

Odpowiedz

Agata Grudzień 9, 2017 o 15:33

True, ostatnio też właśnie odkryłam, że po co mam ciągle oszczędzać pieniądze, aby mieć więcej i więcej i więcej? Nowy ciuch? Nowy samochód? Nie, to wszystko nie daję szczęscia – dlatego teraz wydaję kasę na bieżąco, staram się jeźdźić, żyć i bawić.

Odpowiedz

Adam S. Grudzień 9, 2017 o 15:44

W jaki okres wpisujesz wydatki zakupione za pomocą karty kredytowej? Np. mam teraz (2017-12-09) spory wydatek na polisę samochodową, ale faktycznie zejdzie mi to z konta ROR za miesiąc (i przy okazji w przyszłym roku). Ja to wpisuję z datą wydatku, ale potem mam rozjazd z wydatkami z ROR (spłata karty), co mnie strasznie wkurza 🙁

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 13, 2017 o 21:46

Hej Adam,

Nie mam karty kredytowej. 🙂 Ale gdy miałem, to zawsze wydatki spisywałem z rzeczywistą datą ich poniesienia. Spłata karty, to tak naprawdę tylko operacja przelewu między kontami (jednego z saldem dodatnim, a drugiego z saldem ujemnym – konto karty).

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Marcin Grudzień 10, 2017 o 16:13

Cześć Michał!

zwróciłem uwagę, że posiadasz polisę na życie. Czy w obecnej sytuacji dalej posiadasz polisę na życie? Jeżeli tak to może podzieliłbyś się informacją jaką polisę wybrałeś.

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 13, 2017 o 21:48

Hej Marcin,

Kiedyś posiadałem różne polisy na życie. Aktualnie nie posiadam żadnej (nie widzę takiej potrzeby, bo Rodzina i tak jest zabezpieczona). Niemniej jednak – swego czasu stawiałem głównie na Prudential / Pramerica i pewnie gdybym uznał, że potrzebuję polisy, to tam skierowałbym swoje kroki w pierwszej kolejności.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Magda T. Grudzień 11, 2017 o 10:32

A ja nie do końca zgodzę się z Grzegorzem . Do mnie trafia ten przykład z autem chociaż to zupełnie nie moja półka finansowa i świat dla mnie niedostępny. Rozumiem jednak to w taki sposób, że Michał mimo dużych pieniędzy nadal jednak jest rozsądny i długo rozważa zanim wyda duże pieniądze. Mi to imponuje, że nie wydaje pod wpływem emocji czy zachcianek mimo, że go na to stać. Tym bardziej też podoba mi się to, że chce mieć jeszcze więcej odłożone zanim wyda, po prostu nie chce budżetu na fun wyczyścić, tylko nadal właśnie oszczędza , także dla mnie formuła bloga jest utrzymana . I nieważne, że dla przeciętnych osób to są pieniądze nierealne bo ja to sobie przekształcam w głowie na swoją sytuację i swoje finanse. Jakiś przykład musiał podać . Też powinno to motywować do oszczędzania, skoro osoba mając tak dobrą sytuację potrafi być rozważa to co dopiero ktoś kto ma znacznie mniej

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 13, 2017 o 21:48

Hej Magda,

Dziękuję za Twój komentarz. 🙂

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Marceli Grudzień 12, 2017 o 09:45

Hej, A gdzie można znaleźć kupon/kod na darmową dostawę dzisiaj 12.12? Pozdrawiam

Odpowiedz

Michał Szafrański Grudzień 12, 2017 o 09:56

Hej Marceli,

Zostanie opublikowany wraz z premierą nowego wpisu – dzisiaj później (jeszcze nad nim pracuję).

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Dodaj nowy komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: