Informacje o nowych artykułach i sposobach oszczędzania pieniędzy prosto na Twój e-mail

    

Emocje w walce z długami – sprawdzone strategie wychodzenia z długów

przez Michał Szafrański dodano 27 lipca 2013 · 101 komentarzy

Emocje w walce z długami

Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, za pieniądze, których nie posiadamy, po to żeby zaimponować osobom, na których nam nie zależy – co takiego jest w naszych głowach, że stwierdzenie to do wielu z nas pasuje?

Do Ciebie nie pasuje? To nie czytaj tego artykułu. Napisałem go przede wszystkim dla osób, które nie radzą sobie ze swoimi długami, które stoją na granicy spirali zadłużenia lub już w nią wpadły.

Dziękuję tym Czytelnikom, którzy mailowo ponaglali mnie, bym poruszył ten temat na blogu. Oto wstęp do serii publikacji o tym, jak spłacać długi i jak radzić sobie z własnym buntującym się “ja”. Jeśli masz długi, to nie nastawiaj się na miłą lekturę. Artykuł ma Ci pomóc, a nie głaskać po główce.

O czym nie jest ten artykuł?

Jeśli szukasz cudownej recepty na rozwiązanie wszystkich Twoich finansowych problemów, to ten artykuł Ci tego nie da. Nie mam cudownego sposobu, nie mam magicznej różdżki. Jeśli masz problemy z zadłużeniem, jeśli już wpadłeś w spiralę długów, to mogę Ci tylko współczuć, ale brutalnie mówiąc nie wyręczę Cię w wyjściu z tych problemów. Sam musisz się z tym uporać.

To, co poniżej opisuję, to tylko jeden ze sposobów radzenia sobie z zadłużeniem. Jest to jednocześnie bardzo prosty sposób (zobaczysz, że nie ma w nim większej filozofii), ale jednocześnie bardzo trudny w praktycznej realizacji. Trudny, bo wymagający żelaznej konsekwencji i zaciśnięcia pasa, ale jednocześnie dający realną szansę uwolnienia się od długów.

I żeby było jasne: ja nie jestem autorem przedstawianego scenariusza wychodzenia z długów. Jego “ojcem” jest Dave Ramsey, autor amerykańskiego bestsellera “Total Money Makeover”, który prowadzi również jeden z najpopularniejszych programów radiowych w USA poświęconych właśnie wychodzeniu z długów i finansom osobistym.

Ten artykuł to wstęp do tematu. Fragmentaryczna pigułka, która ma Cię zachęcić do zastanowienia się nad Twoimi finansami i pokazać w telegraficznym skrócie, jak można podejść do spłaty zadłużenia. Po wakacjach chcę kontynuować ten temat – już bardziej szczegółowo.

Od czego zacząć?

Miałem niemały dylemat siadając do tego artykułu. Otrzymałem już dziesiątki e-maili od osób, które mają mniejsze lub większe problemy finansowe i każdy z tych przypadków jest inny. Staram się na nie odpisywać, ale jednocześnie nie chcę odpowiadać na pytania „jak wyjść z długów”“co Ty byś zrobił” we fragmentaryczny i wyrywkowy sposób.

Chciałem zacząć od konkretów, opisując od razu dwa alternatywne podejścia do ustalania kolejności spłacania długów. Chciałem poszerzyć dyskusję, która przetoczyła się pod wpisem o problemach finansowych Przemka. Ale z drugiej strony mam poczucie, że byłoby to zaczynanie od środka. Nie wystarczy bowiem przedstawienie sposobów. Najpierw powinienem raczej uświadomić Wam co jest prawdziwą przyczyną wpadania w spiralę zadłużenia.

I z trzeciej strony – jeśli skoncentrowałbym się w tym artykule na przyczynach, to nie podałbym konkretnej wiedzy i kroków, które możecie podjąć zaraz po lekturze artykułu. Impas. I dlatego tutaj będzie wszystkiego po trochu, a każdy z tych aspektów rozwinę potem w oddzielnych artykułach. No to zaczynajmy…

To ja jestem przyczyną problemu i ja się z nim uporam

Jeśli jesteś w tarapatach finansowych, to pierwszą i najważniejszą rzeczą jest uświadomienie sobie, że to Ty sam jesteś przyczyną swoich problemów. Jeśli weźmiesz odpowiedzialność za swoje problemy i otwarcie się z nimi skonfrontujesz, to łatwiej Ci będzie dojść do wniosku, że to właśnie Ty możesz zmienić swoją sytuację.

Ktoś kiedyś powiedział, że w kwestiach finansowych, tylko 20% to wiedza o finansach, a 80% to nasze nastawienie. Jeśli tak właśnie jest, to naprawdę niewiele Ci potrzeba żeby spłacić długi i zacząć się bogacić. Tak – wiem, że w Twojej sytuacji może brzmieć to niewiarygodnie i wydawać się odległe. Nie mówię, że będzie łatwo, ale jest to jak najbardziej możliwe. Jednak bardzo wiele zależy od Twojego nastawienia. Od tego czy chowasz głowę w piasek i obarczasz winą za swoją sytuację wszystkich na około, czy bierzesz problemy “na klatę”.

Niektórzy idą przez życie obwiniając o wszystko innych, a w szczególności o sytuację w jakiej się znaleźli. Ja wyznaję bardzo prostą zasadę: gdziekolwiek jesteś teraz w życiu, to jest to prostą sumą decyzji, które podejmowałeś kiedyś w przeszłości. I możesz się buntować, że upraszczam i brutalizuję, ale nadal będę twierdził, że sytuacja, w której się znajdujemy jest powodowana decyzjami, które wcześniej podejmowaliśmy.

Gdy tak stanowczo to mówię, to zdarza mi się słyszeć takie narzekanie: “nie znasz mojej historii, zdarzyło mi się to i tamto, i nie zawsze to co mi się przytrafia, jest pod moją kontrolą…”. Całkowicie się z tym zgadzam – nie wszystko jest pod naszą kontrolą. Zdarzają się także przypadki losowe. Ale warto sobie uświadomić, że nad jedną rzeczą mamy stuprocentową kontrolę – tylko my decydujemy jak reagujemy na to, co się nam przytrafia. I to właśnie sposób podejścia (powiedziałbyś: radzenia sobie z sytuacją) odróżnia tych ludzi, którzy odnoszą sukces, od tych, którzy przegrywają.

Oskarżasz innych na około o swoje problemy. A czy zastanawiasz się co zrobiłeś nie tak i co następnym razem mógłbyś poprawić? Dużo łatwiej jest iść przez życie, jeśli akceptuje się odpowiedzialność za swoje decyzje. “Zaakceptuję wszystko co przytrafia się w wyniku moich działań bądź zaniechań, i wyciągnę z tego wnioski”. Zobacz jak to działa: jeśli uświadomię sobie, że to ja jestem odpowiedzialny za moją sytuację, to wiem także, że to ja mogę ją zmienić. Jeśli obwiniam innych, to cóż… będę tkwił tam gdzie jestem, bo przecież nie mam na to wpływu…

Prawda jest taka, że każdy z nas ma wpływ na decyzje jakie podejmuje, na sposób w jaki reaguje na otaczającą nas rzeczywistość. Mogę zmienić moje decyzje, bo mam nad nimi kontrolę. Przeciwieństwem tego jest obwinianie innych i wszystkiego na około. I od razu Cię pocieszę, że tej kontroli sytuacji możesz się nauczyć – bez względu na sytuację, w jakiej dzisiaj się znajdujesz. Możesz lepiej rozumieć siebie i swoje reakcje. Zacznij od tego, że zgodzisz się ze mną, że miejsce, w którym dzisiaj jesteś jest bezpośrednim wynikiem Twoich decyzji, które podejmowałeś w przeszłości. Czujesz to czy nadal się buntujesz?

Dlaczego wpadamy w długi

Gdzieś przeczytałem kiedyś taki cytat tłumaczący prawdziwą przyczynę powstawania długów:

Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, za pieniądze, których nie posiadamy, po to żeby zaimponować osobom, na których nam nie zależy.

Przeczytaj to jeszcze dwa razy. Żeby było jasne: jeśli masz pieniądze i stać Cię na kupowanie za gotówkę rzeczy których nie potrzebujesz, to ten artykuł nie jest dla Ciebie. Jeśli jednak masz przynajmniej jeden kredyt, to zastanów się, czy to co robisz na co dzień zbliża Cię do bogactwa, czy może potencjalnie kieruje Cię w sidła jeszcze większego długu? Czy mając kredyt lub wiele kredytów, zależy Ci na ich jak najszybszym spłaceniu, czy może łudzisz się, że skoro dzisiaj stać Cię na spłacanie zobowiązań z bieżącego wynagrodzenia, to taka sytuacja będzie trwała wiecznie, np. przez najbliższe 30 lat. I że jesteś w komfortowej sytuacji, w której możesz sobie pozwolić na zbędne wydatki.

Oczywiście masz prawo sądzić, że coś Ci się od życia należy i buntować się przeciwko swojej sytuacji. Przykład takiej zbuntowanej osoby był omawiany ostatnio na blogu AppFunds, ale wrócę tutaj od razu do tego co napisałem powyżej: trzeba mieć świadomość, że nasza przyszła sytuacja (bez względu na to czy dobra czy zła) będzie sumą decyzji, które podejmujemy obecnie. Taki bunt ma swoje konsekwencje.

Na moim szkoleniu mówiłem, że istnieje tylko 5 kategorii wydatków, które są niezbędne w naszym życiu: jedzenie, ubranie, podstawowa opieka medyczna, zapewnienie schronienia oraz koszty transportu. Cała reszta naszych wydatków, to… mniejsze lub większe zachcianki. Współczesny świat doskonale nas “trenuje” i wmawia nam potrzebę ich ponoszenia, ale tak naprawdę – w sytuacji podbramkowej – możemy, bez szkody dla nas samych, ograniczyć się do pięciu powyższych kategorii. I nadal zdolni będziemy zapewnić ludzkości przetrwanie :)

Masz długi? Jesteś w sytuacji podbramkowej (lub coraz bliżej niej)? Działasz, czy chowasz głowę w piasek? Buntujesz się czytając powyższe? Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Łatwo to się dzisiaj bierze kolejne pożyczki – oczywiście tylko do momentu, w którym pożyczkodawca sądzi, że może je jeszcze ściągnąć z majątku “ofiary”.

Jestem gotowy. Co robić dalej?

Jak zepsuta katarynka powtarzam, że każdą podróż trzeba rozpocząć od pierwszego kroku. Tak działa nasz mózg. Dopóki czegoś nie zrobisz, to Twój mózg będzie kreował dziesiątki powodów dlaczego Ci się nie uda. Ogólnie jako ludzie jesteśmy świetni w byciu negatywnymi narratorami komentującymi w naszych głowach naszą rzeczywistość. “Dlaczego miałoby się udać? Przecież tylu Polaków jest zadłużonych. W zasadzie to moja sytuacja jest normą…”. Zbudź się! Są też tacy, którzy nie mają żadnych długów, są i tacy, którzy potrafią wydostać się z samego dna. Nie dzięki innym. Wyłącznie dzięki swojej inicjatywie.

Napisałem, że 80% sukcesu to nastawienie, a tylko 20% to wiedza finansowa. To dobra informacja. Te 20% szybko jesteś w stanie zdobyć (to nie jest wiedza tajemna i między innymi temu służy mój blog, żebyś pogłębiał swoją inteligencję finansową). Pozostałe 80% zależy wyłącznie od Ciebie, ale w tym też spróbuję Ci pomóc…

Wracając do naszego mózgu: gdy ten narrator w głowie torpeduje nasz entuzjazm i dobre pomysły, to najlepszym sposobem żeby go uciszyć, jest pokazanie mu, że “się da”. Oczywiście trzeba się wykazać przebiegłością. W końcu walczymy z sobą samym. Ale to naprawdę działa. Podam jeden przykład: jeśli postawię sobie duży cel (a mam tendencję do wyolbrzymiania celów, bo nie warto przecież sięgać po coś mało ambitnego ;-)), np. “przebiegnę maraton”, to ten cel wyda nam się nieosiągalny. Dlaczego? Bo został źle sformułowany. Nie wiadomo kiedy ma to nastąpić, nie wiadomo gdzie. Dobrze, że przynajmniej dystans jest znany 😉 I przy takim sformułowaniu celu pojawiają się wątpliwości “przecież nie biegam”, “nie wiem jak się za to zabrać”, “to wymaga czasu, którego nie mam” itd. Już nasz wewnętrzny narrator ubija za nas ten pomysł.

Inaczej to wygląda, gdy sformułujemy mierzalny cel poparty też dobrym powodem dlaczego ważne jest dla nas jego osiągnięcie, np. “W kwietniu 2014 r. przebiegnę maraton, bo wiem, że potrafię i zależy mi na tym żeby moje dzieci były ze mnie dumne i bym był zdrowy” (przepraszam, ale jakiś banalny powód wymyśliłem ;-)). Tak postawiony cel jest już na tyle precyzyjny, że prowokuje pytanie “jak to osiągnąć?”. Powoli zacznie się rodzić w Twojej głowie plan. Od razu usiądź i go zapisz. Notuj punkty. To “automagicznie” zmusi Twój mózg do działania, a nie do kwestionowania. Nie musi to być plan precyzyjny. Może być prosty, np. “OK, będę musiał biegać 3 razy w tygodniu. Im wcześniej zacznę tym lepiej. Pójdę potruchtać już dzisiaj”. Nie daj sobie wmówić, że potrzebujesz butów, ubrania itd. Zdążysz to kupić. Wyjdź jeszcze dzisiaj i potruchtaj. Przyzwyczaisz swój mózg do tego, że to już trwa. Że faza przygotowań jest w toku. Trudniej będzie to zakwestionować. A uczucie spełnienia, którego doznasz po pierwszych truchtaniu, będzie tym czego potrzebujesz do przekonania samego siebie, że “muszę to ciągnąć dalej”.

Swoje nastawienie możemy zmieniać poprzez działanie. Dlatego tak ważne jest wykonanie pierwszego kroku. Bez względu na to za co się zabieramy. Kolejny przykład: ja nie wiedziałem od czego zacząć ten artykuł, więc po prostu usiadłem i zacząłem go pisać od środka. Napisałem fragment, który był dla mnie najłatwiejszy… po czym dopiero po napisaniu zabrałem się za porządkowanie treści. Gdybym siedział i kombinował nad tym od czego zacząć, to nadal byście nie czytali tego artykułu. I tu pojawia się od razu kolejna podpowiedź: zacznij od tego zadania, które najłatwiej Ci będzie wykonać – po to by ustawić swój mózg we właściwych torach :-) i jednocześnie osiągnąć szybki sukces („przynajmniej to już zrobiłem, idę dalej…”)

Wielu osobom wydaje się, że trzeba mieć odpowiednie nastawienie, by coś zrobić. Nic bardziej mylnego. Często Ci, którzy coś zaczynają, nie wiedzą jeszcze, w którą stronę zmierzają. Jest to dla nich coś nowego, ale mają odwagę eksperymentować. Moja rada: skoncentruj się na konkretnym, pojedynczym działaniu i wykonuj je, a odpowiednie nastawienie pojawi się w trakcie, jak to robisz. Konkretne nawyki wykształca się poprzez systematyczne działanie. Nie odwrotnie! I można siebie wytrenować.

Jak to się ma do spłacania długów?

Możesz zapytać “a jak to się ma do spłacania długów?”. Skoro wyciągnąłeś już tą swoją głowę z piachu, skoro wiesz, że to Ty jesteś odpowiedzialny za swoją sytuację i skoro chcesz zmienić swoją sytuację, to zadam Ci jedno pytanie: dlaczego chcesz spłacić długi? Dlaczego jest to dla Ciebie ważne? Musisz mieć cel. Konkretny. Musisz umieć sobie i swojej rodzinie wytłumaczyć, dlaczego warto mocno zacisnąć pas. I lepiej żebyś miał dobry powód :-) Ja już pisałem o tym, że oszczędzanie to sport zespołowy. Musicie bardzo blisko ze sobą współpracować i wzajemnie wspierać się chwilach zwątpienia, żebyście mogli wspólnie osiągnąć sukces. “Chcę spłacić długi, by nie bać się o to czy nasza rodzina będzie miały gdzie mieszkać”. Każdy powód, który Was motywuje, jest dobry. Musi być ważny. Musi być tym, co będzie Wam pomagało przetrwać trudne chwile. Wydrukuj i powieś w widocznym miejscu.

Rozpoznanie wroga

Skoro masz już cel, to kolejnym krokiem jest rozpoznanie wroga :) Większość ludzi wpada w spiralę zadłużenia nie dlatego, że są głupi, ale dlatego, że zbyt lekkomyślnie podchodzą do swoich finansów i nie wiedzą tak naprawdę, na ile sobie mogą pozwolić – czy stać ich na konkretne zakupy, czy nie. Łatwy dostęp do pieniędzy w postaci możliwości debetowania konta ROR, wydawania “cudzych” pieniędzy kartami kredytowymi, łatwego kupowania produktów na raty bądź po prostu brania pożyczek gotówkowych – powodują, że wydają więcej niż zarabiają.

Tak, jak pisałem już w artykule dotyczącym zadłużenia Przemka, pierwszym i absolutnie najważniejszym krokiem w drodze do wyjścia z zadłużenia jest inwentaryzacja wszystkich długów.  Najwygodniej jest to zrobić w arkuszu Excel (link poniżej w artykule), ale równie dobrze można się posłużyć zwykłą kartką i długopisem.

Sposób inwentaryzacji długów zależy od metody spłacania długów, którą wybierzemy. Czytaj więc dalej :)

Czy ważniejszy jest rozum…

Istnieją zasadniczo dwie szkoły spłacania długów.

Pierwsza oparta jest na suchych liczbach. Cała filozofia jej stosowania polega na ułożeniu kolejności spłacania długów w taki sposób, aby zminimalizować całkowitą sumę zapłaconych odsetek. W praktyce sprowadza się ona do spłacania w pierwszej kolejności tych długów, które mają najwyższe oprocentowanie (szybkich pożyczek, kart kredytowych itp.). Metoda ta nie stroni również od zaciągania nowych długów, np. w celu obniżenia dotychczas płaconego oprocentowania. Przykładem takiego naprawiania finansów jest zastosowanie kredytu konsolidacyjnego zastępującego inne dotychczasowe długi. Może nim być również zaciągnięcie dodatkowych, niżej oprocentowanych pożyczek od znajomych, rodziny, z funduszu pracowniczego itp., które pozwolą “zasypać” wyżej oprocentowany dług, np. ten na kartach kredytowych.

Metoda oparta na suchych liczbach jest dobra, ale wyłącznie w przypadku, gdy dłużnik potrafi zachować reżim i żelazne nerwy. Kiedy nie kieruje się emocjami, a wyłącznie liczbami. Albo gdy ma bieżący nadzór kompetentnej osoby, która pilnuje jego finansów. Zjawisko to rzadko jednak występuje w przyrodzie :) Gdyby dłużnicy potrafili dobrze zarządzać swoimi finansami i kierowali się wyłącznie rozumem, to prawdopodobnie nie znajdowaliby się w sytuacji, która wymaga podjęcia radykalnych kroków naprawczych.

Chociaż metoda ta pozwala osiągnąć największe korzyści finansowe, to w praktyce może mieć zły wpływ na psychikę zadłużonej osoby. Nie widzi ona bowiem jednoznacznie czy pozbywa się długów czy nie. Czasami “zmuszana” jest do zastąpienia jednego długu innym, co powoduje niepewność. Zdarzają się także drastyczniejsze przypadki, w których osoba zadłużona, po skonsolidowaniu swojego zadłużenia (kredyt konsolidacyjny), odczuwa nagle ulgę (gdyż zaczyna płacić niższe raty) i zamiast wykorzystać nadwyżki finansowe do uporania się z zadłużeniem, wykorzystuje je w celu wynagrodzenia sobie dotychczasowego stresu. A to prosta droga do dalszych kłopotów.

… czy może ważniejsze jest serce?

Druga szkoła spłacania długów bierze pod uwagę emocje. I dlatego polega ona na nieco innym podejściu do spłacania długów. W metodzie tej nie zwraca się uwagi na oprocentowanie długów. Priorytetem jest jak najszybsze zmniejszenie ilości długów i osiągnięcie pozytywnego efektu psychologicznego, polegającego na przekonaniu dłużnika, że potrafi samodzielnie z nich wychodzić.

W praktyce oznacza to, że spłacamy długi w nieoptymalnej kosztowo kolejności, ale przynajmniej pozbywamy się ich jeden za drugim. Najpierw spłacamy jeden, najmniejszy dług, a potem kolejny i tak aż do ostatniego. Promotorem tej strategii jest Dave Ramsey, absolutny guru finansów osobistych, autor bestsellera “The Total Money Makeover”, który pomaga milionom amerykanów wychodzić ze spirali zadłużenia. Dave nazwał tą strategię “Debt Snowball” i polega ona na osiągnięciu efektu kuli śniegowej przy spłacaniu swoich zobowiązań. Po prostu każde kolejne zobowiązanie kredytowe spłacamy coraz szybciej. Zaraz dokładnie wytłumaczę na czym to polega.

I chociaż ja mam bardzo matematyczne podejście do oszczędzania (co przejawia się również w liczbach prezentowanych na tym blogu), to biorę też pod uwagę to co napisałem powyżej, że 80% naszego sukcesu finansowego związanego jest z naszym zachowaniem, a więc emocjonalną stroną naszej natury. I z mojego doświadczenia wynika, że emocje przy spłacaniu długów mają daleko większe znaczenie niż matematyka. I dlatego aktywnie promuję drugą szkołę spłacania długów – właśnie tą, która uwzględnia nasze emocje. Uważam, że motywacja i jej długofalowe utrzymanie na wysokim poziomie, są ważniejsze od tego czy zapłacimy mniej czy więcej odsetek (spójrzcie jeszcze raz na przykład Przemka). Grunt żeby spłacać długi.

Efekt kuli śniegowej przy spłacaniu długów

Posługując się tą metodą, powinieneś uporządkować stworzoną wcześniej listę długów umieszczając na szczycie listy ten kredyt, którego całkowita wartość (kwota do spłaty) jest najmniejsza. I właśnie według sumarycznej kwoty do spłaty powinieneś uporządkować zobowiązania – od najmniejszego do największego. Jest tylko jeden wyjątek od tej reguły: jeśli wartości dwóch kredytów są do siebie zbliżone, to wyżej powinieneś umieścić ten z nich, który ma wyższe oprocentowanie (czytaj: drożej Cię kosztuje). Ale zrób to tylko przy porównywalnych kwotach zobowiązań. Powyżej zamieściłem szablon dokumentu, który Ci w tym pomoże.

I jeszcze jedna uwaga: na tym etapie w ogóle nie uwzględniaj kredytu hipotecznego. Jego spłatę pozostawimy na koniec i to po spełnieniu innych wymagań, o czym będę pisał w oddzielnych artykułach.

Jak wyjść z długów

Jak widzisz struktura tego dokumentu jest inna niż w przypadku Excela z listą długów. Znaczenie poszczególnych kolumn jest następujące:

  • Nazwa długu – tu po prostu nazwij dług tak żebyś wiedział o co chodzi, np. Pożyczka od Mamy, karta mBank VISA itp.
  • Wysokość długu – no chyba jasne :) Całkowita kwota zadłużenia.
  • Minimalna kwota spłaty – czyli kwota, jaką musisz zapłacić żeby nie być ściganym, np. na kartach kredytowych może to być 5% wartości całkowitego zadłużenia.
  • Nowa kwota spłaty – na razie nie wypełniaj tego pola. Docelowo znajdzie się tu kwota jaką chcesz spłacać co miesiąc. Będzie ona rosła z każdym spłaconym długiem, ale to opisuję poniżej.
  • Notatki – tu zapisz dodatkowe komentarze.

Jak rozpędzić kulę śniegową?

Zakładam, że przygotowałeś sobie już listę długów od najmniejszych do największych. Jeśli chcesz żeby ta strategia spłaty długów zadziałała, musisz się zastosować do kilku prostych zasad:

  1. Nie zaciągaj nowych długów. Skoncentruj się wyłącznie na spłaceniu obecnych.
  2. Pozbądź się kart kredytowych. W Twojej sytuacji ich posiadanie nie jest dobrym pomysłem.
  3. Jeśli dysponujesz jakimikolwiek wolnymi środkami, to nadpłacaj wyłącznie pierwszy dług na liście, aż do czasu jego całkowitej spłaty.
  4. Jeśli spłacisz któryś dług, to zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznacz w całości na spłatę kolejnego długu z listy. Reasumując: jeśli dzisiaj suma wszystkich rat kosztuje Cię 2300 zł miesięcznie, to nawet jeśli spłacisz pierwszy, drugi, czy trzeci dług, to nadal przeznaczaj 2300 zł miesięcznie na spłatę czwartego długu.

Prawda, że proste zasady? To co jest trudne, to ich praktyczna realizacja. Ale w ten sposób można zarówno szybko wykreślać kolejne długi z listy, jak i osiągać efekt kuli śniegowej: każdy kolejny dług – pomimo, że coraz większy – spłacamy coraz szybciej.

Przykładowa spłata długów

Przeanalizujmy to na prostym przykładzie: załóżmy, że istnieje sobie Jacek, który ma 3 pożyczki oraz kredyt hipoteczny. Na razie nie uwzględniamy w ogóle kredytu hipotecznego. Jacek chce się uporać z pożyczkami. Ułożył je od najmniejszej do największej:

  • Pożyczka od Mamy = 750 zł
  • Dług na karcie kredytowej = 2300 zł
  • Pożyczka od znajomego = 4000 zł

Mamie obiecał spłacać 250 zł / m-c, na karcie kredytowej musi spłacać minimum 5% czyli 115 zł (dla uproszczenia przyjmijmy, że tyle spłaca co miesiąc), a znajomemu oddaje po 400 zł / m-c. Drugie i trzecie zobowiązanie na liście spłaca w minimalnej wysokości, a pierwsze – nadpłaca w takim tempie, w jakim potrafi. Udaje mu się zwiększyć kwotę spłacaną Mamie do 300 zł / m-c. Czyli łącznie spłata długów kosztuje go 300 zł + 115 zł + 400 zł = 815 zł.

W ciągu 3-ech miesięcy upora się z pierwszym długiem. I wtedy powinien te 300 zł spłacane Mamie, przeznaczyć na spłatę kolejnego długu na liście – karty kredytowej. Czyli od 4-ego miesiąca zamiast 115 zł powinien spłacać 415 zł. Dzięki temu dług “karciany” spłaci dużo szybciej. A po jego spłacie powinien “zaatakować” pożyczkę od znajomego, dorzucając 415 zł do 400 zł comiesięcznej raty. Żelazna dyscyplina pozwoli mu wyjść z długów w kilka miesięcy.

Czy teraz już wiesz do czego służy kolumna Nowa kwota spłaty? Do tego żeby w przypadku drugiego długu wpisać tam kwotę 415 zł i by w przypadku trzeciego długu docelowo wpisać tam 815 zł, i pamiętać że zobowiązałeś się nadpłacać kwotę i widzieć perspektywę ile miesięcy pozostało jeszcze do wolności od długów :)

I moja serdeczna propozycja: powieś tą listę długów w widocznym miejscu i celebruj każdy spłacony i wykreślony dług :)

A gdzie opis metody matematycznej?

Jak widzicie, w tym artykule skoncentrowałem się na metodzie “kuli śniegowej” i nie rozwinąłem koncepcji metody matematycznej. Zrobiłem to świadomie. O matematycznej metodzie spłacania długów opowiem Wam dopiero po wakacjach. W dużym uproszczeniu polega ona na spłacaniu w pierwszej kolejności tych zobowiązań, które mają najwyższe oprocentowanie. Ale w jej przypadku warto wziąć także pod uwagę możliwość konsolidacji długów, pożyczki hipotecznej itp. i tylko z tych powodów robi się z tego kolejna dłuższa opowieść.

Tak jak napisałem – ja jestem orędownikiem uwzględniania swoich emocji w procesie wychodzenia z długów i jak najszybszej redukcji liczby posiadanych długów. Mało co działa tak motywująco, jak wykreślanie grubym, czerwonym flamastrem już spłaconych długów z listy naszych zobowiązań :) I jeśli jesteś zadłużony, to chciałbym żebyś w jak najkrótszym czasie doświadczył tego uczucia.

Ja znikam na wakacje, ale mam poczucie, że zostawiam Cię z bardzo dobrym materiałem, który może Ci pomóc (o ile tylko zechcesz) zbliżyć się do wyjścia z długów.

Podziel się!

Wiem, że ten artykuł może pomóc wielu osobom, które chcą wyjść z długów, ale nie wiedzą jak się za to zabrać w usystematyzowany sposób. Chociaż metoda tu przedstawiona może wydawać się banalna (bo jest banalna), to uwierzcie, że jest ona skuteczna. Zresztą, jeśli jesteście zadłużeni (piszę do tych, którzy są), to wiecie, że sami słabo panujecie nad swoimi finansami. Może najwyższa pora spróbować powyższej metody? A jeśli będzie Was korciło żeby zamieścić komentarz “to nie działa”, to zastanówcie się najpierw czy przypadkiem prawdziwa przyczyna tego, że “to nie działa” nie tkwi w Was samych. Nie generalizujcie, bo ja mogę powiedzieć, że ten system doskonale działa – dla tych osób, którym naprawdę zależy na wyjściu z długów i gotowe są poświęcić swój czas i energię, by jak najszybciej się ich pozbyć.

Moja prośba do Was wszystkich czytających ten artykuł – roześlijcie proszę link do niego każdemu, kto może skorzystać na jego lekturze. W Polsce, w chwili obecnej, jest już ponad 2,2 mln osób, które mają kłopoty z terminową spłatą swoich długów. Pomóżcie mi dotrzeć do jak największej liczby z nich.

W szerzeniu tej wiedzy pomoże mi także każde “Lubię to” i podzielenie się artykułem na Facebooku. Z góry dziękuję za wszelkie Wasze działania.

A jeśli chcielibyście otrzymywać powiadomienia o publikacji kolejnych tego typu artykułów (i innych dotyczących tematyki oszczędzania i pomnażania oszczędności), to gorąco zachęcam do rejestracji na mój newsletter. Nie rozsyłam wiadomości reklamowych – wyłącznie informacje o nowych artykułach.

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach o oszczędzaniu pieniędzy. Nie ujawnię nikomu Twojego adresu!



{ 83 komentarzy… przeczytaj komentarze albo dodaj nowy komentarz }

Janek Lipiec 27, 2013 o 12:30

Hej
Genialny artykuł i bardzo ciekawa opcja ,która może przynieść naprawdę ogromne korzyści. Ja na razie nie mam problemów z zadłużeniem i mam tylko jeden kredyt. Można powiedzieć ,że jestem szczęśliwcem. Jednak dobra rada na przyszłość. Po za tym kolejna lekcja, która pomoże lepiej zrozumieć finanse i na przyszłość może zaowocować lub przestrzec przed braniem dużej ilości pożyczek.

Odpowiedz

Łukasz Banaszek Lipiec 27, 2013 o 13:23

Najbardziej uderzył we mnie cytat „Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy…”
Spojrzałem na nowy telefon leżący na biurku, kupiony na raty. Wcześniej jego zakup tłumaczyłem budowaniem historii kredytowej. Teraz widzę, że był to zbędny wydatek :)

Zastanawiam się teraz czy go sprzedać i spłacić kredyt wcześniej, czy jeszcze trochę poczekać :)

Odpowiedz

Ivona Czerwiec 6, 2014 o 10:57

Oczywiscie, CIESZYC sie nowym telefonem )))) jego lepsza funkcjonalnoscia )))) oby byl niezawodny… Pozdrawiam :)))

Odpowiedz

wolny Lipiec 27, 2013 o 13:26

Hehe – zaledwie kilka dni temu użyłem bliźniaczego cytatu co Ty na początku tego wpisu – ale w nieco innym, bardziej radykalnym kontekście. Dlatego – jako uzupełnienie tego wpisu – zapraszam również do mnie: http://www.wolnymbyc.pl/dokad-zmierzasz/. Michale – jeśli uznasz, że link nie jest merytoryczny, usuń proszę komentarz – nie obrażę się :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Lipiec 27, 2013 o 13:28

Hej Wolny,

Ja absolutnie nie mam problemu z linkami do Twojego bloga 😉

Pozdrawiam urlopowo :)

Odpowiedz

Iwona Lipiec 27, 2013 o 14:19

święta prawda w tym wszystkim Michale. I żadna wiedza tajemna, tylko racjonalizm w zarządzaniu pieniędzmi.

Odpowiedz

Michał Szafrański Lipiec 28, 2013 o 22:17

Hej Iwona,

Jest dokładnie tak jak piszesz – zero wiedzy tajemnej. A mimo to mamy tyle zadłużonych osób :-(

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Ewa Lipiec 27, 2013 o 14:53

Świetny artykuł Michale,na pewno skorzystam z Twoich rad.Przyjemnego urlopu:)))

Odpowiedz

Michał Szafrański Lipiec 28, 2013 o 22:18

Dziękuję bardzo :) Już się urlopuję :)

Odpowiedz

Joanna Lipiec 27, 2013 o 16:58

A co robić,kiedy bank-w moim przypadku mbank-wprowadził opłatę za nadpłacanie kredytu-100,00 zł -nawet jak nadpłacisz 20 zł.Zrobili to w trakcie trwania kredytu,który sobie przedtem nadpłacałam małymi kwotami.Jest to kredyt w mbiznes koncie.

Odpowiedz

Michał Szafrański Lipiec 28, 2013 o 22:20

Hej Joanna,

Jedyne co mogę Ci zalecić w takim przypadku, to przeanalizowanie umowy kredytowej i zweryfikowanie co jest tam napisane w kontekście wcześniejszej spłaty i opłat/prowizji z tego tytułu.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Joanna Lipiec 29, 2013 o 09:11
Michał Szafrański Lipiec 29, 2013 o 15:33

Dziękuję Joanno, podzieliłem się tym na FB. Niestety trudno będzie bankom powtórzyć wyniki z 2012 r. więc próbują imać się wszelkich możliwych sposobów żeby zwiększyć przychody. PKO BP ma dużo kredytów hipotecznych w swoim portfelu więc tego typu „majstrowanie” może dać im konkretne kwoty.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Oszczędzanie Lipiec 27, 2013 o 20:08

wstępne zdania tego postu to cytat z Fight Club :)

Odpowiedz

Bartek Stańczyk Lipiec 27, 2013 o 20:37

Bardzo fajny tekst i zapowiedź jeszcze ciekawszych. Myślę, że to świetna lektura dla każdego – nawet dla osób, które nie mają problemów z kredytami – tak prewencyjnie.

Odpowiedz

Zadłużony po uszy Lipiec 27, 2013 o 23:35

Dobre, dobre ale jak nie masz z czego cokolwiek spłacać to tylko ci wszystko narasta. Żadna sztuka wyjść z długu jak ma się kasę w ręce, gorzej jak żyjesz z dnia na dzień i tylko o tym myślisz. Jakbym miał jakiekolwiek nadwyżki to już dawno bym coś gdzieś wpłacił 😉

Odpowiedz

Bartek Stańczyk Lipiec 27, 2013 o 23:45

Nie zgadzam się – moim zdaniem problem dotyczy głównie osób, które właśnie mają dochody, tylko zaczęły kupować rzeczy, na które ich nie stać. To są osoby, które skusiły się opcją łatwego wydawania pieniędzy, których nie zarobili. Dochody tych osób są często na tyle wysokie, że wystarczy większa kontrola kosztów i ograniczenie bezsensownej konsumpcji, czasami obniżenie standardów.

Jeśli ktoś zostaje bez pracy, bez dochodów to jest oczywiście inna sytuacja, ale pewnie Michał i dla tych osób znajdzie rozwiązanie :)

Odpowiedz

Zadłużony po uszy Lipiec 28, 2013 o 00:25

@Bartek, to rozwiązanie jest „bardzo proste” 😉 Trzeba zarabiać więcej niż wegetacja + comiesięczne obciążenia = co w sumie może dawać całkiem przerażające kwoty.

Odpowiedz

sylwia Lipiec 28, 2013 o 09:57

Ja oprócz kredytu hipotecznego nie miałam nigdy większych poblemów z długami. Poważna awaria samochodu i na 2 ROR-ach debet aż przez 2 lata w maksymalnej dostępnej kwocie. Niedawno się go pozbyłam. Zastosowałam metodę jego „zasypania” w całości. Co miesiąc odkładałam na konto oszczędnościowe stałą kwotę i dodatkowe oszczędności, jakie udało się wypracować. Dodatkowa premia, która wpadła przyspieszyła proces. I tak w ciągu 6 miesięcy „zasypałam” w całości swój dług. Później wybrałam się do banku i zamknęłam możliwość zrobienia debetu na kontach. I teraz wiem, że żyję.

Odpowiedz

Oszczędzanie Lipiec 28, 2013 o 10:52

@sylwia

bardzo podoba mi się to co zrobiłaś – jest to dokładnie zasada, którą sam wyznaję

1. zdecydowane pozbycie się długów
2. unikanie długów na przyszłość / zablokowanie możliwości narobienia długu w banku

nie raz dzwonili do mnie z banku proponując debet na koncie – zawsze odmawiam :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Lipiec 28, 2013 o 22:27

Hej Sylwia,

Brawo! I dziękuję za komentarz :)

Pozdrawiam

Odpowiedz

Prawnik Lipiec 28, 2013 o 10:45

Kolejny świetny artykuł Michale :-)
Warto przeczytać nawet gdy nie ma się żadnego zadłużenia – po prostu w celach prewencyjnych, tak aby nie popaść w pętlę zadłużenia.
Pozdrawiam

Odpowiedz

Fantomas Lipiec 28, 2013 o 23:05

Z bloga poradnikowego robi się powoli blog motywacyjny – nie jest to zarzut tylko obserwacja faktów. Tylko wątpię czy jeszcze można wycisnąć z takiego psychologizowania więcej niż jest w popularnych książkach amerykańskich.
Swego czasu lubiłem sobie poczytać takie motywacyjne „poradniki oszczędzania/wychodzenia z długów” – początkowo nawet było to ciekawe, ale po kilku razach stało się to zwyczajnie nudne. Zauważyłem mianowicie, iż wszystkie te książki są podobne do siebie i sprowadzają się do tego żeby proste czynności ubrać w duża ilość [najlepiej jeszcze mądrze brzmiących] słów.
Do mnie to nie przemawia.

Odpowiedz

Lipiec 29, 2013 o 14:25

Bardzo ciekawy i pomocny art. Spotkałam się już z podobnymi rozwiązaniami w książce, którą polecałeś S. Śniegockiego „Inwestuj we własny dług”, powstaje jednak mały problem do ogarnięcia, kiedy dochody nie są regularne. Nie jest wtedy łatwo rozpędzić śnieżną kulę, ale pewnie i do tego dotrzesz w kolejnych wpisach.
S. Śniegocki daje konkretną radę w takim wypadku, tylko czy każdy bank itp. będzie na tyle cierpliwy, by otrzymywać mikrowpłaty zależne od aktualnych możliwości?
Jeśli masz inną radę, inny punkt widzenia – chętnie poczytam :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Lipiec 29, 2013 o 16:19

Hej Aś,

Dziękuję za komentarz. Dojdziemy i do tego. Nie pamiętam już co Sławek rekomenduje w swojej książce, ale pamiętam, że generalnie ja nie miałem żadnych obiekcji co do jego publikacji :-) Sądzę więc, że nie różnimy się ze Sławkiem w poglądach i proponowanym sposobie działania. Ale tak jak pisałem – wrócę do tematu po wakacjach. Może coś nowego dla siebie wyczytasz :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Łukasz Lipiec 29, 2013 o 14:49

Michał – piszesz takie długie i merytoryczne posty…

Mam nadzieję, że wszyscy je czytają w całości, bo w dzisiejszych czasach takie długie opracowania nie są już standardem.

Pozdrawiam z upalnego południa Polski

Odpowiedz

Prawnik Lipiec 29, 2013 o 16:19

Nie tylko długie posty ale również bardzo fachowe i zawierające konkretne wyliczenia. W dobie postępującej tabloidyzacji mediów bardzo miło czyta się tak wyczerpująco opracowane artykuły Michała.

Odpowiedz

Lipiec 29, 2013 o 16:31

LUBIĘ TO! :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Lipiec 29, 2013 o 16:35

Hej Prawnik i Aś,

Dziękuję. Lejecie miód na moje serce :) i dokładnie tak jak Prawnik uważam, że nie można się dać zwariować postępującej tabloidyzacji.

Pozdrawiam serdecznie :)

Odpowiedz

Michał Szafrański Lipiec 29, 2013 o 16:33

Hej Łukasz,

Dzięki za pozdrowienia :) Też aktualnie jestem na południu Polski (Istebna).

Co do długości wpisów: zdaję sobie sprawę, że odbiegam od obecnych standardów. Ale nie jest mi z tym źle. Rok temu zastanawiałem się nad tym czy warto iść za innymi, którzy piszą 3-4 razy w tygodniu (a najlepiej codziennie) wpisy, które prawie mieszczą się na ekranie bez konieczności przewijania. Czy stosować wiele zdjęć (najlepiej brunetek, bo one podobno „działają” lepiej niż blondynki), czy gonić za sensacją i czy… konkurować z serwisami newsowymi. I pomimo, że dałoby mi to oglądalność i klikalność, to jakoś nie potrafiłem w tej formule zmieścić tego, co chcę Wam przekazać. Ja chcę wiedzieć, że zrobiłem wszystko (lub wiele) by dany temat był dla Was przydatny. A do tego powinien być w miarę kompleksowy albo przynajmniej dać Wam szansę zrozumieć dlaczego sądzę tak a nie inaczej. No i tak jakoś wychodzi, że ta pisanina robi się długa.

Ja wierzę, że osoby, które potrafią zauważyć dla siebie coś wartościowego w moich artykułach, poświęcą swój czas by je przeczytać. Nawet jeśli będą to godziny. I mam nadzieję, że nie uznają tego czasu za stracony.

Blog nie jest dla każdego. Jest dla tych, którzy chcą czytać – jeśli nie na raz, to na 2-3 razy każdy artykuł. Do tych nieczytających i tak nie trafię. Nie potrafię. Może podcastem ich zainteresuję, ale w nim poruszam inne tematy.

I na koniec powiem, że bardzo się cieszę, że jednak osób, które czytają ten blog jest tak wiele i coraz więcej. Jestem autentycznie dumny z Was, że Wam się chce – pomimo, że świat na około nas przekonuje nas, że wszystko musi być „fast & easy”. Nie musi. Ja uważam, że finanse osobiste i wszystko co się z nimi wiąże, wymagają naszego czasu i atencji. I cieszę się, że tyle osób to rozumie (i docenia). Dziękuję :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Oszczędzanie Lipiec 29, 2013 o 23:48

Czyżbyś pisał z urlopu? Ja także w Grecji ostatnio się stęskniłem za czytelnikami „oszczędnościowymi” oraz napisałem kilka postów na swoim wordpressie :)

1. Sam preferuję formy krótkie –> średnie ale oczywiście lubię czytać także bardziej złożone formy. O brunetkach zupełnie nie wiedziałem!

2. Moi czytelnicy w większości odrzucili formę podcastu, może właśnie przyzwyczajeni do krótszych form. Wysłuchanie jednak zajmuje czas. (Mimo wszystko czasem nagrywam i staram się doskonalić tę formę)

Pozdrawiam i udanego urlopu! 😀

Odpowiedz

Michał Szafrański Sierpień 1, 2013 o 22:07

Dziękuję Oszczędzanie,

Tak – piszę z urlopu. Ciągnie wilka do lasu :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Magda Lipiec 30, 2013 o 11:58

Bardzo lubię czytać wpisy na twoim blogu, a ich długość jest dla mnie zaletą nie wadą.
Jestem wierną czytelniczką praktycznie od początku i informacje oraz motywacja, które czerpię z twojego bloga mają pozytywne przełożenie na moje finanse. Udało mi się uporządkować wydatki dzięki czemu wydajemy zauważalnie mniej niż zarabiamy, spłaciliśmy półtora roku wcześniej kredyt samochodowy i jesteśmy w trakcie budowania solidnego funduszu awaryjnego. Dzięki Michał!

Odpowiedz

Michał Szafrański Sierpień 1, 2013 o 22:10

Hej Magdo,

Bardzo mnie cieszą Wasze postępy! Super – miło to czytać :)

Powodzenia i pozdrawiam

Odpowiedz

Koper Lipiec 30, 2013 o 12:15

Jestem osobą, która również ma długi, choć specyficzne, nazwałbym je inwestycyjnymi długami, przynoszącymi dochód. Dwa długi w pracy, jeden bardzo nisko a drugi w ogóle nieoprocentowany. Pieniądze z tych pożyczek przeznaczyłem na powiększenie kapitału pod inwestycje, oraz dług hipoteczny, z tym, ze mieszkanie pod wynajem, więc w zasadzie też jest to inwestycja. Do artykułu mam jedną uwagę. Co do 5 kategorii wydatków, które są niezbędne w naszym życiu: jedzenie, ubranie, podstawowa opieka medyczna, zapewnienie schronienia oraz koszty transportu dodałbym szóstą: CHEMIA. Otóż chyba nie da się obejść bez takich wynalazków jak: szczoteczka+pasta do zębów, papier toaletowy, mydło, szampon, proszek do prania itp.
Pozdrawiam

Odpowiedz

Wight Grudzień 12, 2013 o 11:52

Chemia faktycznie może pochłonąć sporą część funduszy. I nie na wszystkich artykułach kosmetycznych da się oszczędzić. Nie dla każdego można kupić zamiennik często ze względu reakcji alergicznych skóry. W przypadku proszków do prania najczęściej poluję na promocję 2 w cenie 1 lub podobne. Podobnie z pastami czy szczoteczkami do zębów, mydła w wielopakach. W przypadku chemii gospodarczej dobre jest rozwiązanie, o którym pisałeś w innym poście, jeżeli cena jest dobra kupić od razu kilka sztuk. Fakt trzeba mieć wtedy większy zapas gotówki ale tu można najwięcej oszczędzić. Ostatnio taką akcję miałem na papierze toaletowym Regina najdłuższe rolki (polecam jest bardzo ekonomiczny) standard to cena ok 10-11 złotych. Trafiłem na promocję opakowanie za 5 złotych. Wykupiłem to co zostało. Jednorazowo wydatek duży jednak czasowo oszczędność jeszcze większa.

Odpowiedz

sigma Lipiec 30, 2013 o 16:58

Finansami osobistymi interesuję się od paru lat, kiedyś było więcej ciekawych blogów na ten temat np. finansedomowe.blogspot.com, autor tego bloga pisał również o sposobach walki z długiem, o spłacie zadłużenia. Niestety blog był pisany tylko w 2009 roku i potem dziwnie zamilkł, należał do moich ulubionych. W latach 2009-2012 na temat zadłużenia pisał bloger grapkulec fkincredits.blogspot.com, kibicowałam mu w walce z długami. Wyjechał jednak do pracy do Austrii, przyspieszył spłaty długów i niestety przestał pisać chociaż liczyłam, ze w sposób naturalny pojawią się tematy inwestycyjne.
Jest wiele literatury na temat finansów osobistych/wychodzenia z zadłużenia. Z tego co przeczytałam mogę polecić;
1) W.Chmielewski-Jak z bankruta stać się milionerem,
2) D,Bach-Ruchome schody do fortuny
3) S.Angehern-Jak pozbyć się długów
4) A.Zydroń-Życie na kredycie
5) L.Winget-Jesteś bez grosza na własne życzenie
6) T.Harv Eker-Bogaty albo biedny
7) H.Bieniok-Sekrety bogacenia się
8) K.Deptuła-Budżet domowy czyli co musisz wiedzieć o oszczędzaniu
9) L.Perle-Kobieta i pieniadze
10) S.Orman- kobiety i finanse
11) B.schafer- Droga do finansowej wolności
12) Cała seria książek Kiyosaki
Dalej nie będę wymieniała bo każdy przecież bez trudu znajdzie inne pozycje. Jeśli o mnie chodzi to nie uważam, żeby w literaturze było ciągle to samo, każda książka wnosi coś nowego, z każdej należy wybierać elementy pasujące danej osobie.
Jeśli natomiast chodzi o metodę śnieżnej kuli ( trochę mnie to dziwi, że nazywamy to metodą- dla mnie jest to oczywista oczywistość, no ale niech będzie metoda), patrząc z psychologicznego punktu widzenia na spłatę zadłużenia ( czyli zakładam, że nie będzie to podejście czysto matematyczne) zmodyfikowałabym tą metodę i w pierwszej kolejności spłacała takie zadłużenie, gdzie wskaźnik; rata pożyczki/do aktualnego salda zadłużenia jest najwyższy. Mamy więc kredyt numer 1-gdzie rata wynosi 1300 zł a aktualne saldo zadłużenia 11 000 zł, kredyt numer 2-rata 350 zł a aktualne saldo zadłużenia 9 000 zł, ja w pierwszej kolejności przy podejściu psychologicznym bym spłacała kredyt numer 1- bez względu na oprocentowanie, bo 1300/11000 jest większe niż 350/9000. Po prostu szybciej bym chciała uwolnić większa kwotę bo wtedy bardziej odczułabym sukces.
Ogólnie uważam, że w Polsce jest dużo literatury jeśli chodzi o finansowe podejście do spłaty zadłużenia ale niestety brakuje literatury o psychologii zadłużenia.

Odpowiedz

Oszczędzanie Lipiec 30, 2013 o 19:13

Generalnie nie dziwię się temu, że były jakieś blogi, a teraz ich nie ma, lub nie są kontynuowane. Sam widziałem kilka sytuacji, w których autor skasował oraz kilka, że porzucił blogi.

Sam miałem pewne momenty skłaniające mnie do porzucenia blogów.

Generalnie pracy blogera nikt nie szanuje i zmiany w tej kwestii są powolne, pisanie generalnie nie jest zbyt rentowne, wielu autorów -pasjonatów nie wytrzymuje starcia z tzw. agencjami i pozycjonerami kiedy blog staje się popularny – moim przypadku z blogami na blogspocie przeprawa od anonimowości do popularności była trudna – jak widać przetrwałem to z sukcesem i mam się dobrze :)

Moja sugestia – jak się ma dużo do powiedzenia na dany temat, a jednocześnie brak miejsca w sieci by się wygadać – założyć własny blog i zobaczyć jak to jest.

Odpowiedz

Michał Szafrański Sierpień 1, 2013 o 22:28

Hej Oszczędzanie,

Cierpkość bije z tego co piszesz. Ja się nie mogę zgodzić ze stwierdzeniem „Generalnie pracy blogera nikt nie szanuje” – mam aż nadto dowodów, że Czytelnicy moją pracę szanują. A to, że zdarzają się wyjątki – trudno – tak już jest :)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Michał Szafrański Sierpień 1, 2013 o 22:21

Hej Sigma,

Dziękuję za długi i merytoryczny komentarz.

Co do rekomendowanej przez Ciebie metody, to powiem, że każda metoda, która prowadzi do sukcesu jest dobra i warto modyfikować metody w taki sposób, by jak najbardziej nas motywowały. Ciebie zmotywowałoby spłacenie większej kwoty a ja z praktyki wiem, że dobrze motywuje pozbycie się jednego z długów i już samo to uskrzydlało. Zwróć uwagę, że ja proponuję nadpłacanie rat – jeśli tylko jest taka możliwość. Więc spłata może być dużo szybsza niż wynikałoby to z wysokości rat.

Dużo też zależy od „profilu” dłużnika. Osoba, która ma duże dochody, może – po ścięciu kosztów – mieć dużo szybsze tempo spłaty długów. Dla niej może mieć większe znaczenie psychologiczne spłata większego długu i osiągnie ją w podobnym czasie (np. miesiąc później). Osoba, która musi uporać się z wieloma długami mając, np. 50 zł nadwyżki miesięcznie, nie powinna się według mnie brać w pierwszej kolejności za większy dług. Dla niej może to bowiem oznaczać konieczność czekania rok zamiast pół roku na spłatę pierwszego długu. A taka różnica czasowa potrafi być zabójcza dla motywacji. I cały wysiłek pójdzie w piach.

Pozdrawiam serdecznie :) i jeszcze raz dziękuję!

Odpowiedz

sigma Sierpień 2, 2013 o 10:13

Michał, nie o to mi chodził. Zakładam, że ktoś chce zastosować psychologiczne podejście do spłaty zadłużenia czyli chce jak najszybciej spłacić jakikolwiek kredyt, bez względu na oprocentowanie ( nie stosuje więc matematycznego podejścia) i do tego dysponuje jakąś kwotą którą chce przeznaczyć na dodatkowe spłaty jakiegoś wybranego kredytu w taki sposób aby śnieżna kula zaczęła działać jak najszybciej. Powstaje więc problem który kredyt wybrać. Mamy np. taka sytuację:
1) Kredyt numer 1- aktualne saldo zadłużenia X, rata spłaty Y, oprocentowanie 13% rocznie
2) Kredyt numer 2- aktualne saldo zadłużenia 1,2X, rata spłaty 1,5Y, oprocentowanie 11%
Kierując się metodą matematyczną najlepiej nadpłacać kredyt numer 1 bo ma wyższe oprocentowanie (13>11)
Kierując się metodą śnieżnej kuli będziemy nadpłacać również kredyt numer 1 bo aktualne saldo zadłużenia kredytu numer 1 jest niższe niż aktualne saldo zadłużenia kredytu numer 2 (X,1,2X gdy X jest dodatnie)
Jednak efekt śnieżnej kuli zacznie najszybciej działać gdy będziemy robić nadpłaty kredytu numer 2 gdyż aby śnieżna kula zadziałała jak najszybciej należy wziąć pod uwagę;
1) Aktualne saldo zadłużenia
2) Tempo spłaty zadłużenia, stąd mój wskaźnik
Te dwa czynniki razem wzięte pod uwagę spowodują , że śnieżna kula zadziała najszybciej czyli najszybciej będzie efekt psychologiczny.
To takie moje matematyczne podejście do metody psychologicznej.

Odpowiedz

nikt specjalny Luty 5, 2015 o 14:47

Piszecie jak by się dało spłacić długi – to mit, nie da siętego zrobić, oczywiście Panie autorze jak sięzarabia pieniądze to idzie oszczędzać, lub rozlokować swoje pieniądze tam gdzie ich brakowało. Faktycznie tylko poprawa finansowa ( praca dodatkowa, lub awans ) może poprawić nasz byt jeśli chodzi o zadłużenie i jego spłąte ale zobacz sobie na defu, ile ludzi ma problemy i w jakich są sytuacjach , praca na czarno , brak dochodów czy nawet komornicy w kolejce po wypłate osoby zadłużonej. Dużo można by pisać , a życie nie jest kolorowe i szkoda, że wiele firm i banków dopuściło / specjalnie czy nie specjalnie do takiej sytuacji . W której dłużnik nei ma wyjścia i wysprzedaje co ma aby opłacić odsetki od długu. Panie Michale z całym szacunkiem, ale trzeba postawić sprawe jasno – tylko dodatkowe dochody albo upadłość konsumencka może zniwelować zadłużenia u wielu osób. Dla tego upadłość konsumencka stałą się prostrza bo nastroje stają się coraz bardziej rozbujane wśród polaków , co widać po długu publicznym. Dużo osób próbuje spłacić swoje zadłużenie na wiele sposobów , jednym z nich często okazuje się rezygnacja z doczesnych superlatyw w postaci większego domu, mieszkania, czy auta 7 osobowego w postaci SUV-a. Doceniam to Co Pan robi i szanuję to ale warto podjąc rękawicę i napisać coś o tych którzy faktycznie potrzebują pomocy i podać im rozwiązania które mogą im pomóc, w postaci kontaktów do „prawdziwych prawników , doradców finansowych” ja nie mam takich kontaktów i wiedzy jak Pan, a z pewnością artykuł oparty na tego typu zagadnieniu przyniósł by Panu kolejną rzeszę ludzi chcących przeczytać artykuł który mógł by faktycznie uregulować ich status finansowy. Wiemy że kalkulatory i inne „gadżety” przydają się tylko w drobnostkach , lecz tych drobnostek u osób zadłużających się codziennie jest nikły procent.
Pozdrawiam -defu

Odpowiedz

Zofia Marzec 26, 2015 o 16:16

Zgadzam się w 100 procentach z tym komentarzem. Są tylko rady dla tych, którzy mają dochody, a nie dla tych, którzy ich nie mają. Życie z dnia na dzień to przez 3 lata była dla mnie codzienność, bo „za stara” dla pracodawców a za młoda na emeryturę. Pożyczałam na bochenek chleba, a wcześniej miałam dobrą sytuację finansową i tłumy gości w domu, potem nie było nikogo, znikąd pomocy, z łaską i docinakami pożyczali lub dawali kawałek chleba. Kredyty niespłacone trafiły do komornika i już 8 lat z nimi walczę bez skutku. Od kilku lat jestem w końcu na emeryturze, ale koszmar długów został i nigdzie od lat nie mogę znaleźć pomocy. Sama proponowałam wierzycielom spłatę wg mojej emerytury, ale nie chcą ze mną gadać, żądają większych kwot, więc te wszystkie art. każdego „mądrego” są dla mnie nic nie warte. Mi na pewno nie pomogą, bo już to przerabiam i wiem na własnej skórze.

Odpowiedz

Katarzyna Wrzesień 12, 2015 o 17:55

Wiem co znaczy popaśc w długi pożyczając na chleb. Ale mimo to uważam, że zawsze można wyjśc z zadłużenia. Nie od razu, po woli ale się da. Choc sama mam gigantyczne zobowiązania. Jednym zajmuje to więcej czasu innym idzie szybciej ( bo no więcej zarabiają). W sytuacji bez zupełnego wyjścia jest przecież jeszcze coś takiego jak Upadłośc Konsumencka. Moza warto poradzic się prawnika w tej sprawie.

Odpowiedz

sigma Lipiec 30, 2013 o 17:34

Jeszcze jedna sprawa, jeśli chodzi o długość Twoich wpisów Michał, to ja zdecydowanie wolę długie, im dłuższy tym lepszy, precyzyjne z pogłębioną analizą i w tej chwili nie czytam już krótkich wpisów na blogach o tematyce finansowej bo dla mnie nic nowego one nie wnoszą . Wyjątek robię dla APP- czytam bez względu na długość bo ciekawie pisze.

Odpowiedz

Prawnik Lipiec 30, 2013 o 19:01

Wyznaję podobną filozofię. Im wpis dłuższy tym lepiej :-)
Blogów dotyczących finansów osobistych jest sporo ale naprawdę trudno znaleźć blog opisujący tą tematykę w sposób tak dogłębny i szczegółowy jak blog Michała.
Gratulacje!

Odpowiedz

Barbara Lipiec 31, 2013 o 15:10

Bardzo fajne ujęcie tematu. Niby wszyscy doskonale zdajemy sobie z tego wszystkiego sprawę, ale niestety „czynnik ludzki” zawodzi 😉 Często szybciej się wyda pieniądze niż pomyśli czy na pewno nas na ten wydatek stać, więc warto jednak regularnie czytać takie teksty, bo to sprowadza na ziemię. Dzięki, pozdrawiam

Odpowiedz

MM Lipiec 31, 2013 o 21:47

Michał zaczął nowy temat o długach, ale jak widać wielu krępuje się pisać na ten temat. Jakby się prześlizgnęło po temacie. Nie znalazłam żadnych konkretnych problemów i rozwiązań u moich „przedmówców”. Czy długi dotyczą osób z księżyca a nie nas polaków? Przemek był szczery i przyznał się do swojej sytuacji. Przydałaby się wymiana pozytywnych doświadczeń w wychodzeniu na prostą, oraz specjalny konkurs „Jak być wolnym i niezależnym od banków?” Nagroda specjalna w postaci spłaty 1 raty (oczywiście w rozsądnej wysokości) na którą się złożą czytelnicy Twojego bloga po 5 zł od łepka. Pomysły będą na pewno fajne i prawdziwe. Co o tym myślicie?

Odpowiedz

GrzeTor Sierpień 2, 2013 o 12:05

Niestety zapanowanie nad emocjami kosztuje 15000 dolarów :-( Taki jest koszt sesji neurofeedbak zaprojektowanej m.in. do nauczenia się przez korę mózgu rozpoznawania stanu pozostałych warstw.

http://40yearsofzen.com/

Panowanie nad emocjami jest trudne, bo mózg składa się z 3 głownych warstw, które mogą być nieprofesjonalnie nazwane:
-> Mózg „gadzi”, steruje odruchami walki/ucieczki, ruchami automatycznymi – szybkimi reakcjami na bezpośredni bodziec. Ta część mózgu ma najszybsze reakcje. Np. jeżeli coś przypadkowo puściłeś i następnie automatycznie szybko złapałeś, to właśnie ta część zadziałała.
-> Mózg „ssaczy”, odpowiedzialny m.in. za emocje. Ten mózg nie działa w interesie osoby, lecz w interesie propagacji samolubnych genów np. silne uczucia romantyczne.
-> Mózg „nowoczesny”, czyli kora mózgowa. Działa w interesie osobnika, lecz także idelogii. Odpowiedzialna m.in. za myślenie analityczne, planowanie działań, myślenie abstrakcyjne, świadomość itp. Potrafi wetować (płaty czołowe) działanie pozostałych częsci mózgu, nawet na poziomie poszczególnych ruchów („siła woli”), lecz one potrafią się przed tym obronić, np. zwiększając stres, generując emocje itp.

http://scopeblog.stanford.edu/2011/12/29/a-conversation-about-the-science-of-willpower/

Problem polega na tym, że połączenia między częściami mózgu są słabe, a kora mózgowa sama z siebie, bez nauki, nie jest w stanie dobrze nad nimi zapanować. Kiedyś do takiej nauki używało się medytacji, teraz potrafi to zrobić neurofeedback, w którym urządzenia odczytują fale mózgowe i na ich podstawie generują obraz albo dźwięk, do odebrania m.in. przez korę mózgową, Dzięki dodatkowemu kanałowi mózg uczy się rozpoznawać własny stan. Po zakończeniu treningu jest w stanie rozpoznawać własny stan na podstawie samych wewnętrznych połaczeń, bez dalszej konieczności korzystania z neurofeedbacku.

Drugi problem jest oczywiście taki, że emocje (mózg ssaczy) są niezbędne do podjęcia decyzji…

http://bigthink.com/experts-corner/decisions-are-emotional-not-logical-the-neuroscience-behind-decision-making

Rozwiązanie podpowiedziane przez Dava Aspreya to „wytresowanie” ssaczej części mózgu, podobnie jak się tresuje psa.

http://www.youtube.com/watch?v=LX4yUzoKFxI&t=31m0s

Odpowiedz

Sierpień 2, 2013 o 12:57

GrzeTor, myślę, że najważniejsze jest zrozumienie problemu, przyznanie, że on w ogóle istnieje i wzięcie się z nim za bary, w czym pomaga nam silna wola i fakt, że jesteśmy istotami myślącymi.
Michał podaje nam kilka propozycji – jak zacząć i jak to sobie poukładać.
Do dzieła, a 15 000 dolarów załóżmy sobie jako krok 2 – zgromadzić po/w trakcie spłaty, a nie znowu zadłużać się, wydając pieniądze na tresurę samego siebie :).

Odpowiedz

Leo Sierpień 13, 2013 o 21:02

Witam.

Moj problem jest specyficzny. Otoz mam do splaty ok. 100 tys PLN kredytu hipotecznego, ale jego splacanie po 7 latach bardzo mnie juz meczy. Mam sporo oszczednosci na lokacie, znacznie wiecej niz pozostaly do splaty kredyt. Z jednej strony chce uwolnic sie od dlugu, z drugiej troche boli takie zmniejszenie oszczednosci. Tak wiec problem natury pdychologicznej. Co zrobilibyscie na moim miejscu ? Pozdrawiam

Odpowiedz

Michał Szafrański Sierpień 13, 2013 o 22:59

Hej Leo,

Ja bym splacil. Nawet jesli mialoby to byc ze strata. Splacilbym i cieszylbym sie swiadomoscia bycia bez dlugow – zwlaszcza, jesli psychicznie Ci to doskwiera.

Pozdrawiam serdecznie :)

Odpowiedz

kinga Sierpień 15, 2013 o 12:35

:) fajny artykuł. ja może nie mam jakiejś specjalnie dramatycznej sytuacji- mam kredyt hipoteczny, ale z resztą jestem na bieżąco. za to mam mega problem ze zmotywowaniem mojego taty żeby zaczął oszczędzać. jakieś dobre rady? pozdr.

PS: czekam na artykuł o kredycie hipotecznym :)

Odpowiedz

kopczykowa Wrzesień 12, 2013 o 20:41

Kolejny świetny tekst Panie Michale! Co prawda nie posiadam obecnie (na szczęście zresztą) problemów z zadłużeniem, niemniej wydaje mi się, że każdy powinien wiedzieć takie rzeczy. Chociażby preferencyjnie. Nie będę się rozwodzić. Jeszcze raz gratulacje.

Odpowiedz

Michał Szafrański Wrzesień 13, 2013 o 18:15

Hej Kopczykowa,

Dziękuję za gratulacje i myślę, że możemy spokojnie przejść na „Ty” :-)

Pozdrawiam!

Odpowiedz

JoJoanna Październik 3, 2013 o 13:57

Panie Michale, jest Pan dla mnie OBJAWIENIEM!!! O Pana blog kopalnią najbardziej wartościowych artykulów, jakie zdarzyło mi się ostatnio przeczytać.
Runęło moje życie osobiste, próbuję je poukładać na nowo mając na względzie dobro małej córeczki. Na początek postanowiłam uporac się z długami (narosły, bo nowy „początek” okazał się kosztowny, nie tylko emocjonalnie…), przyznaję że nie bardzi wiedziałam, jak się do tego zabrać.
Dziękuję za ten artykuł, potrzebowałam go bardzo!
Serdecznie pozdrawiam! :-)

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 3, 2013 o 22:30

Hej JoJoanno,

Dziękuję za ten komentarz i od razu proponuję przejście na „Ty” (jeśli nie masz nic przeciwko). Życzę Ci żeby to co tu czytasz, jak najszybciej i jak najlepiej Ci się przydało. I trzymam kciuki żeby to co się rozsypało dało się szybko posklejać :)

Pozdrawiam ciepło

Odpowiedz

Marek Październik 15, 2013 o 12:48

Raty allegro są najlepsze :) Czasem korzystam bo szkoda mi wydać z kieszeni 2tyś na raz a tak sobie spłacam po stóweczce, a jak mam wene to nadpłacam sobie z 300-400zl i bez większego wyrzeczenia cieszę się nową kabiną z panelem prysznicowym i nie muszę już patrzeć na wannę :) Nie szaleje z zakupami na raty mam teraz dwa kredyty jeden za 75zl na 14miesiecy drugi za 56zl na 16miesiecy praktycznie ich nie czuje tym bardziej że jak pisałem wpłacając 300zl wylatuje mi 6miesięcy spłaty. Zgadzam się z Michałem że spłata kredytu daje satysfakcję dlatego chcąc jej mieć jak najwięcej biorę i spłacam kolejne kredyty :) Wiem, że to głupie bo na większość tych zakupów stać mnie za gotówkę jednak mam barierę wydania kilku tysięcy w sekundę a tak po prostu tego nie czuję

Odpowiedz

Beata Październik 20, 2013 o 14:56

Witam Panie Michale:)
Pana artykuł to jak osobista sesja z terapeutą:) Bardzo mi pomógł, choć jak sam Pan pisze nie jest to magiczna różdżka:) Przez ostatnich kilka lat żyłam może nie w biedzie, ale na pewno bardzo oszczędnie. Znalezienie pracy z możliwością „dorobienia’ na nadgodzinach doprowadziło mnie do kompletnego zagubienia.:( Zaczęłam wydawać pieniądze w tempie szybszym niż je zarabiałam:( Efekt? DŁUUUGI:(( Teraz wiem, że wystarczy wrócić do oszczędniejszego życia, i to co dziś doprowadziło mnie do leczonej depresji:(( uda mi się wyprostować. Przecież nie jest ważne w co jesteśmy ubrani albo jakim samochodem jeździmy, ale to jakim jesteśmy człowiekiem i co możemy dać z siebie innym:)) DZIĘKUJĘ za pomoc:))
Pozdrawiam Beata

Odpowiedz

Michał Szafrański Październik 20, 2013 o 17:24

Hej Beato,

Witam Cię serdecznie na blogu i dziękuję za Twój pierwszy komentarz. Proponuję od razu przejść na „Ty” – jeśli nie masz nic przeciwko.

Cieszę się, że mogłem Ci pomóc w tak nieświadomy dla mnie sposób :) Mam nadzieję, że szybko uda Ci się zacząć odkładać i wychodzić z długów. Gdybyś nie znalazła tutaj potrzebnych informacji, to koniecznie daj mi znać przez stronę „Kontakt”.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Marcin Grudzień 8, 2013 o 20:39

Czy zamiast excela można do tego wykorzystać kontomierz.pl?

Odpowiedz

Grzegorz Grudzień 19, 2013 o 00:49

Proszę o pomoc jak z tego wyjść. Mam około 50000 zł długów u komornika. Boję się o dom,który otrzymałem od rodziców, mam 3 dzieci. Razem z zoną jesteśmy bezrobotni. Miałem działalność i to doprowadziło mnie do tego stanu. Teraz niewiem co i jak.Szukam pracy ale nawet jak znajde to na spłate samych odsetek zabraknie. Proszę o jakąkolwiek rade. Mój email grzes433@wp.pl

Odpowiedz

Zofia Marzec 26, 2015 o 16:21

na to pytanie nikt Panu nie odpowie, bo chyba sami nie wiedzą. Ja na swoje problemy już 8 lat szukam odpowiedzi i jej nie ma, tak że dla nas nie ma żadnego ratunku.

Odpowiedz

Natalia Grudzień 23, 2013 o 17:14

Pracuję w instytucji finansowej i z przykrością patrzę jak ludzie się zadłużają. Uważam, że kredyty i pożyczki są dobre ale tylko pod jednym warunkiem: że są przemyślane i brane na konkretny cel. Istotne jest realne ocenienie swojej zdolności finansowej. Ja sama mam jeden duży kredyt i dwa małe. Jest ciężko, ale staram się nie brać więcej, spłacam wg zasady „kuli śniegowej”. Polecam

Odpowiedz

Małgosia Maj 1, 2014 o 13:23

Witam,
Oprócz wskazanych przez Ciebie pięciu podstawowych potrzeb ja mam jeszcze jedną – edukacja moich dzieci. Chociaż pierwotną nazwą tej potrzeby jest raczej „zapewnienie przyszłości potomstwu”. Myślę, że to jest bardzo ważne, ponieważ to jest chyba najlepsze, oprócz miłości, co mogę dać moim dzieciom. Niby edukacja jest za darmo, ale jak się mieszka w małym mieście i trzeba dzieci posyłać do szkół poza domem, to koszt jest bardzo duży. Gdybym np. mieszkała w Szczecinie, czy Poznaniu, nie miałabym takich wydatków. Ty mieszkasz w Warszawie, więc raczej nie będziesz miał tego typu wydatków. Ja osobiście znam wiele przypadków, że rodzice po prostu nie posyłają dzieci do szkół w innych miejscowościach, ponieważ ich po prostu na to nie stać. Ale w takiej sytuacji dzieci nie mogą realizować swoich marzeń co do przyszłości, zawodu w jakim chciałyby pracować itp.
pozdrawiam

Odpowiedz

Małgosia Maj 1, 2014 o 13:34

Cześć,
Jak wykorzystać metodę kuli śniegowej w przypadku kredytów o stałej racie. Tam raczej nie da się po prostu wpłacić większej raty. Kredyt musiałby być jeszcze raz przeliczony…. Nie wiem, czy to jest w ogóle możliwe w banku.
pozdrawiam

Odpowiedz

Tomasz Lipiec 19, 2015 o 21:42

Jest możliwe. Np. w „dawnym Multibanku” jest możliwość spłaty częściowej zamiast całkowitej i wtedy następuje automatyczne przeliczenie wysokości raty. Oczywiście trzeba najpierw sprawdzić w umowie kredytowej, czy ta czynność jest darmowa.

Odpowiedz

Ania G Maj 14, 2014 o 21:25

Michale
Naprawdę wielkie dzięki za ten artykuł. Myślę, że mi też pomoże w tym i owym. Rzetelna praca..

Odpowiedz

Trzeci Sierpień 18, 2014 o 12:43

Myślę, że strategia spłacania długów ilościowa a nie jakościowa, czyli podejście psychologiczne zamiast matematycznego jest błędne.
Człowiek się nacieszy, że spłacił malutki dług, który był tani a tymczasem uderzył nie tam gdzie trzeba, bo kredyty z rzędu 20% dalej sobie rosną…

Można się cieszyć z małych rzeczy, ale niech tą małą rzeczą będzie coraz mniejszy dług o największym oprocentowaniu.

Co oczywiście nie zmienia faktu, że blog jest fantastyczny :)

Odpowiedz

Iwa Wrzesień 8, 2014 o 14:58

Gdybysmy byli wszyscy tacy dobrzy z matematyki to wielu z nas nie mialoby dlugow… 😀

Mysle, ze czesc zadluzenia jest czesto rezultatem sposobu myslenia i aby go zmienic potrzebne jest podejscie psychologiczne. Sprawdzilam to na swoim przykladzie. Czesto ogrom obowiazkow jest przytlaczajacy i tak niestety tez dzieje sie z dlugami. Kiedy jednak zacznie sie malymi krokami (bo one sa czesto najtrudniejsze) to pozniej jest juz znacznie latwiej. Zaczelam od najmniejszego dlugu i po tym jak spacilam go w dwa miesiace (zamiast 6) to przestalam czuc, ze jest to walka z wiatrakami, a poczulam jest staram sie osiagnac realny cel. Stara karte kredytowa zmienilam na nowa z 0% przez 18 miesiecy i juz po 6 ciu wszystko bylo spacone. Wczesniej nie moglam sobie przez wiele lat z mniejszymi dlugami poradzic! To psychologiczne podjescie jednak dziala…! :-)

Odpowiedz

Iza Październik 23, 2014 o 23:52

Dzięki za ten artykuł. Pierwszy raz spojrzałam na nasze długi inaczej. Bez takiego strachu. Robię tabelkę i jazda. Wiem, że damy radę. :)

Odpowiedz

Hubert Listopad 29, 2014 o 10:47

To jest cytat z filmu „fight club”

Odpowiedz

jacek Luty 6, 2015 o 16:16

Na szczęście długów nie mam ale z chęcią przeczytałem ku przestrodze co by Polak nie był mądry po szkodzie. Pozdrawiam

Odpowiedz

Paweł Kwiecień 11, 2015 o 00:25

Michale bardzo dziękuje za ten i wiele innych twoich artykułów!!! Postaram się i ja skorzystać z doświadczeń innych.

Odpowiedz

sara Maj 12, 2015 o 18:13

Nie wiem, czy ma Pan dzieci, ale istnieje jeszcze jedna kategoria wydatków: szkoła/przedszkole, patrz- przybory szkolne, podręczniki, wyprawka szkolna, składki rodzicielskie itp.

Odpowiedz

Piotr Lipiec 18, 2015 o 19:36

Michał dziękuję za ten blok i kurs dla zadłużonych. Mam jednak pytanie, w którym miejscu tej tabeli wstawić np pożyczkę z Vivusa, którą rozłożyć na raty się nie da. Dodam, ze jak na razie spłacam wszystkie należności w terminie, a vivus niestety przedłużam :(

Odpowiedz

Agnieszka Sierpień 16, 2015 o 09:44

Jestem nowa !!! Poważne problemy mam juz za sobą .Od ponad roku czytałam bloga ukratkiem i prowadziłam zeszyt .Kula śniegowa działa zostało mi 15 tyś Moge tylko powiedzieć Dziękuje i Dziękuje i Dziękuje !!!

Odpowiedz

adi Wrzesień 5, 2015 o 15:21

Michale dzieki Ci za ten artykul, a przede wszystkim za kurs „Pokonaj swoje dlugi”. Jestes wielki !!! Dzieki Tobie nareszcie rozpoczalem wojne we wlasciwy sposob :-)

Odpowiedz

rzeki2nurt Luty 25, 2016 o 00:01

Ja mam inny problem, tabelka z szablonu jest za krótka.

Odpowiedz

Julia Luty 26, 2016 o 20:01

Witam,posiadam dług na około 150 000-spowodowany ciężkim stanem zdrowia moim i dziecka-nigdy nie otrzymałam pomocy ani z MOPS ani z innej instytucji ponieważ moja renta wynosi 2200zł,koszty leczenia to ponad 2000 zł ,konto w fundacji świeci pomimo próśb pustkami,dodam ,że słuzba zdrowia na NFZ nie radzi sobie zupełnie z naszym leczeniem-gdyby nie komercyjne leczenie ,nie żyłabym już,corka byłaby sierotą-jak mam oszczedzać?Proszę o porady

Odpowiedz

Magdalena Marzec 31, 2016 o 14:14

a co radzisz w przypadku gdy mam kilka kredytów w tym samym banku i ściągają sami raty z konta?Można jakoś z nimi się dogadać?wszystkie kredyty są oprocentowane na 10%

Odpowiedz

Magdalena Kwiecień 26, 2016 o 07:25

Witam,
wklejam jeszcze raz…
a co radzisz w przypadku gdy mam kilka kredytów w tym samym banku i ściągają sami raty z konta?Można jakoś z nimi się dogadać?wszystkie kredyty są oprocentowane na 10%

Odpowiedz

krakus Maj 17, 2016 o 23:53

Stosowałem się do tej metody i ległem, kula śnieżna mnie pogrążyła. Zamiast spłacać to co trza poszedłem za artykułem. Teraz komornicy wszystko zajęli mimo wpłat na inne długi. Nie winie autora. Ale tzw. kula śnieżna zrobiła mi problemy.

Odpowiedz

Dodaj nowy komentarz

{ 18 trackbacks }

Poprzedni wpis:

Następny wpis: